Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychoterapia: Pytania do specjalistów

Zatraciłam się w amfetaminie - jak mam sobie pomóc?

Od 5 miesięcy biorę amfetaminę, przez ostatni miesiąc aż do teraz przesadziłam, bo biorę codziennie lub co drugi dzień. Jednak czuję, że się wypalam, ciągle myślę o samobójstwie. Codziennie palę trawę i biorę speeda. Zatraciłam się strasznie. Już...

Od 5 miesięcy biorę amfetaminę, przez ostatni miesiąc aż do teraz przesadziłam, bo biorę codziennie lub co drugi dzień. Jednak czuję, że się wypalam, ciągle myślę o samobójstwie. Codziennie palę trawę i biorę speeda. Zatraciłam się strasznie. Już nie biorę, żeby było fajnie, ale żeby sobie ulżyć, od jakiegoś czasu myślę o silniejszych narkotykach. To już nie daje mi takiej satysfakcji jak kiedyś. Błagam, pomóżcie, już mam dość. Boję się każdego dnia, gdy wyjdę z domu, bo wiem, że kupię kolejną działkę. Chcę iść do poradni, ale we wrześniu kończę dopiero 18 lat, a nie chcę wciągać w to rodziców, bo i tak mam u nich przechlapane. Pomóżcie proszę!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Otępienie i zmęczenie po pierwszym zażyciu marihuany: kiedy to minie?

Witam. Mam problem. Znajomy, który od jakichś 2 miesięcy pali marihuanę zaproponował mi, żebym spróbował. Paliliśmy z fifki, twierdził, że to jakieś 0,2 grama, ale był mocny. Zaciągnąłem się lekko, może z 5 razy. Miałem fazę przez jakieś 5-6 godzin,...

Witam. Mam problem. Znajomy, który od jakichś 2 miesięcy pali marihuanę zaproponował mi, żebym spróbował. Paliliśmy z fifki, twierdził, że to jakieś 0,2 grama, ale był mocny. Zaciągnąłem się lekko, może z 5 razy. Miałem fazę przez jakieś 5-6 godzin, potem wróciłem do domu. Tam stwierdziłem, że dalej czuję odrętwienie twarzy, jamy ustnej i jąder (co może być trochę dziwne). Przespałem się (jakieś 10 godzin), obudziłem, usiadłem do kompa, po jakiejś godzinie strasznie zaczęła mnie boleć głowa (zwykle po całym dniu grania na kompie nic mi nie jest), miałem problem z przeczytaniem tekstu, ogólnie kręciło mi się w głowie, wziąłem tabletkę od bólu głowy. Udało mi się na godzinkę zdrzemnąć, głowa przestała boleć. Wieczorem znów stwierdziłem, że mam odrętwienie w tych samych miejscach, co poprzednio. Poszedłem spać z myślą, że do rana mi przejdzie. Faktycznie, obudziłem się jakby nigdy nic. Po południu pojechałem na działkę (mam dom w budowie), popracowałem kilka godzin (bez jakiegoś przesilenia, lekka robota). Po pewnym czasie (w trakcie pracy) miałem dziwne uczucie, jakbym się trochę (naprawdę niewiele) najarał - nie mogłem się skoncentrować, dziwnie patrzyłem na ludzi, wszystko wydawało mi się iluzją, nie miałem chęci z nikim rozmawiać (np. chciałem coś powiedzieć, ale nie chciało mi się otwierać ust), czyli ogólnie to, co za pierwszym razem, tylko z mniejszym efektem. Wróciłem do domu, czułem to samo lekkie odrętwienie, co wcześniej, w głowie trochę mi szumiało.

Taki stan trwa już od 6 dni, co prawda dziś czuję się już trochę lepiej, dalej odczuwam wspomniane wcześniej objawy - zmęczenia, dekoncentracji, braku chęci do rozmowy, ostatnio też agresji. Czy to THC dalej utrzymuje się w moim organizmie? Boję się, że trwale coś sobie uszkodziłem. Ile taki stan może potrwać? Spotkałem na tej stronie podobne (a nawet identyczne) problemy, niestety nikt nie napisał jak i kiedy taki stan minął. Czy są jakieś sposoby przyspieszenia wydalania tej substancji z organizmu? Wczoraj wypiłem 1,5 litra wody. Nie wiem, czy to miało jakiś wpływ, ale tak jak napisałem, następnego dnia (tj. dziś) czułem się lepiej.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Totalny zanik libido i poczucie obcości po ciągu amfetaminowym

Czy anhedonię, poczucie obcości i totalny zanik libido po kilkumiesięcznym ciągu amfetaminowym da się w ogóle wyleczyć? Jeśli można, to proszę o wskazanie jakichś leków. Czy ja w ogóle mam szansę na powrót do dawnego życia?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Znęcanie psychiczne w małżeństwie - co robić?

Witam, mam 37 lat, od 7 lat jestem w małżeństwie. Ponad rok temu zachorowałam na nowotwór piersi, po operacji i rocznej chemii udało mi się wygrać. Obecnie jestem z tego powodu szczęśliwa, że mogę cieszyć się zdrowiem...

Witam, mam 37 lat, od 7 lat jestem w małżeństwie. Ponad rok temu zachorowałam na nowotwór piersi, po operacji i rocznej chemii udało mi się wygrać. Obecnie jestem z tego powodu szczęśliwa, że mogę cieszyć się zdrowiem, cieszyć się z każdej małej rzeczy na rzecz jakiejś jednej wielkiej. Do tego prawdziwego szczęścia jest mi daleko. Chodzi o relacje z mężem, które są w tragicznym stanie. Od początku małżeństwa wmawiał mi, że swoim sposobem bycia podrywam facetów, że daje im do zrozumienia, że jestem łatwa, że go zdradzam nawet z kuzynem czy szwagrem. Uważa, że skoro nie pracuję, to jestem mniej wartościową kobietą i się tego wstydzi przed kolegami, a gdy składałam podania do pracy, wyzywał mnie, że idę chyba tam, żeby po szatniach uprawiać seks, że się nie nadaję do pracy itp. Gdyby nie religia, wartości wyniesione z domu, wyrzuty sumienia, które wciąż mnie męczą - nie tkwiłabym w tym związku. Wciąż mam poczucie winy, że się nie staram do końca, żeby to wszystko naprawić, bo nie potrafię już go kochać. Nie potrafię za to, że wmówił mi, że jestem dziwna, nienowoczesna. Nasze rozmowy w małżeństwie dotyczyły przeważnie sfery materialnej lub dziecka czy interesów. Mąż jest wielkim materialistą, nie liczą się dla niego sprawy duchowe. Po paru latach sam mi to powiedział, że najważniejsze w życiu są pieniądze i seks, więc dopóki tego nie zrozumiem, nie będzie dobrze. Ja zajmowałam się tylko wychowaniem dziecka i domem, mąż pracował, po godzinach dorabiał, późnymi wieczorami wypijał po 3-4 piwa przy oglądaniu telewizji, w czasie których zajmował się krytykowaniem mnie, wyśmiewaniem, narzucaniem swojego zdania, niekiedy kończyło się nerwami, szarpaniem, gdy zasypiałam o północy, moim płaczem po takim 2 godzinnym znęcaniu, potem przytuleniem mnie i wyznawaniem miłości wraz z groźbami, na koniec seks. Gdy mówiłam mu, że nie lubię seksu, gdy on jest pod wpływem tych paru piw, twierdził, że rozumie, ale on bardzo tego pragnie. Musiałam postarać się zmusić się do tego lub zadowolić go inaczej, tzn. po francusku. Inaczej nie dałby mi zasnąć. Trwa to już tyle lat, a ja już nie mogę tego znieść. Tym bardziej, że podczas leczenia chemioterapią nic się nie zmieniało. Poniżał mnie wyzywając od łysola bez piersi, a potem przepraszał. Nawet po drodze do szpitala awanturował się i kłócił, że tyle dla mnie robi wydając wielkie pieniądze na mnie, a nie rozumiał jak potrzebowałam wsparcia psychicznego, spokoju, a nie tylko pomocy materialnej. Cierpi też z tego powodu nasz 6-letni synek, bo na jego oczach to się dzieje. Męża nie obchodzi, że go w nocy budzi, a potem wmawia, że to przeze mnie, bo gdybym byłą dobrą żoną, to nie byłoby tych kłótni. Mówi, że robi to dla mojego dobra, żebym się zmieniła i że nigdy nie odpuści dopóki się nie zmienię, Ale jak mam się zmienić w takim nacisku. Nie umiem nawet już z nim rozmawiać. Wiem, że to znęcanie psychiczne i po części fizyczne, ale to poczucie winy jest tak silne, bo zrobiłam wtedy coś złego. Przyjęłam tę pomoc psychiczną od innego mężczyzny, co prawda starszego o 13 lat, ale z wartościami duchowymi, inteligentnego, wrażliwego na drugiego człowieka. No i potem tak się stało, że to dzięki niemu czułam się szczęśliwsza podczas tej strasznej choroby, niż gdy byłam zdrowa. Nie mogłam tego ciągnąć, mam rodzinę i musieliśmy razem zrezygnować z tego uczucia. Jest ono cały czas, tylko że w naszych sercach. Czy to ma sens? Wartości rodzinne mam tak bardzo zakorzenione to, że byłoby grzechem, gdybym postąpiła inaczej. Nagmatwałam pewnie, ale ostatnio nawet ciężko jest mi zbudować poprawnie zdania.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Wpływ przemocy w rodzinie na dziecko

Witam, zacznę od tego, że pilnie potrzebuję pomocy specjalisty, a z racji, że mieszkam w małej miejscowości nie mam możliwości na bieżąco konsultować się z psychologiem. Pochodzę z rodziny, w której królowała przemoc ze strony jednego z rodziców, tj. ojca....

Witam, zacznę od tego, że pilnie potrzebuję pomocy specjalisty, a z racji, że mieszkam w małej miejscowości nie mam możliwości na bieżąco konsultować się z psychologiem. Pochodzę z rodziny, w której królowała przemoc ze strony jednego z rodziców, tj. ojca. Ojciec był tyranem znęcającym się psychicznie i fizycznie nade mną i moją rodziną. Matka próbowała z nim walczyć, ale bez większego rezultatu. Ojciec katował mnie fizycznie i zastraszał, doprowadzając do takiej nerwicy, że bałam się oddychać w jego obecności. Pamiętam, gdy miałam 3 latka, a on z furią potrząsał mną, trzymając w powietrzu za włosy i krzyczał, bo nie poukładałam książeczek na podłodze. Pamiętam ten potworny ból cebulek i paniczny strach. Kiedy chciał się podrapać po nosie i podnosił rękę, ja kuliłam się ze strachu, oczekując razów. I tak przez ponad dziesięć lat.

Dzisiaj mam 27 lat, mam męża, dwóch synów - 2- i 5-letniego i zauważyłam, że w sytuacjach stresujących ogarnia mnie złość, która przeradza się w furię i nie wiem jak ją rozładować. Zaczęłam obserwować z paniką, że krzyczę i biję swojego starszego syna, kiedy coś zrobi źle. Po 2-3 minutach wściekłość opada i przerażona płaczę, pytając siebie: co ty najlepszego zrobiłaś? Wyrzuty sumienia zjadają mnie od środka, myślałam nawet, żeby się zabić, bo zamieniam się we własnego ojca. Boję się, panicznie się boję, bo nie chcę krzywdzić własnych dzieci. Jestem potworem. Dodatkowo ciągle jestem zmęczona, rozdrażniona, łatwo wybucham, choć mam wsparcie w kochającym mężu. Mam dosyć swojego życia i siebie samej. Błagam, pomóżcie. Co zrobić, żeby się zmienić i być dobrym człowiekiem?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Czy złe samopoczucie może utrzymywać się kilka miesięcy po zażyciu amfetaminy?

Witam, 6 miesięcy temu miałem kilka razy przygodę z amfetaminą, ale nie ukrywam, że wziąłem jak na pierwszy raz duże dawki - do 1 grama na noc. Od któregoś razu zaczął utrzymywać się ciągnący ból w skroni o słabym nasileniu...

Witam, 6 miesięcy temu miałem kilka razy przygodę z amfetaminą, ale nie ukrywam, że wziąłem jak na pierwszy raz duże dawki - do 1 grama na noc. Od któregoś razu zaczął utrzymywać się ciągnący ból w skroni o słabym nasileniu po prawej stronie. Wcześniej widziałem trochę jakby za mgłą na jedno oko, więc poszedłem do okulisty. Stwierdził, że mam astygmatyzm 0,5 cylindra w prawym oku i ból to raczej nie od oka. Zrobiłem rezonans magnetyczny, jest w normie. Ból i dyskomfort nasila się po np. kawie, papierosie, podczas czytania albo gdy jestem osłabiony i wieczorem. Wizytę u neurologa mam za 3 miesiące i martwię się. Proszę o radę. Dodam, że po kawie zauważyłem, że łapie mnie lęk i taka panika, ale nie zawsze. Mam też silną nerwicę i jestem bardzo spięty, co daje dziwne objawy, ale to już od 7 lat. Z góry dzięki i pozdrawiam. P.S. Żałuję, że tego spróbowałem, bo po tym od 6 miesięcy czuję się jakiś nieswój:(

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat

Bójki w małżeństwie i wyzwiska

Żyję w związku 15 lat. Na początku sama pracowałam ogromnie ciężko na utrzymanie rodziny, poświeciłam szkołę. Utrzymywałam męża, dziecko i moją mamę przez pół roku, gdyż odeszła od mojego brutalnego ojca i zamieszkała z nami bez środków do życia. Rodzice...

Żyję w związku 15 lat. Na początku sama pracowałam ogromnie ciężko na utrzymanie rodziny, poświeciłam szkołę. Utrzymywałam męża, dziecko i moją mamę przez pół roku, gdyż odeszła od mojego brutalnego ojca i zamieszkała z nami bez środków do życia. Rodzice mojego męża to patologia totalna, dno zupełne. Wyprowadziliśmy się od nich, gdyż sami nas wyrzucili. Ja miałam 18 lat, mąż 17. Przeszliśmy bardzo trudną i ciężką drogę bez niczego! Dziś mąż jest kierowcą tira i pracuje w transporcie międzynarodowym. Do wszystkiego doszliśmy sami! Głównym pociągowym byłam ja. Kłóciliśmy się wiele razy, z powodu jego rodziny, jego zachowania, ale nigdy mnie nie uderzył. Ja jego natomiast tak, lecz miałam powód. Nie wytrzymywałam tego co robił. Zachowywał się jak bachor i okropnie. Nigdy nie zrobiłabym tego bez powodu. Za wszystko przepraszał, bo miał trudny i skomplikowany charakter, wiedział o tym, a poza tym nic nie posiadał i z domu nic dobrego nie wyniósł. Ale pycha mu chyba strzeliła do głowy.

Teraz jest zarozumiały i bezwzględny. Nieustępliwy, obraża mnie, wyzywa, a za strzała oddaje! Nie wiem co robić. Ja teraz nie pracuję, ponieważ wychowuję 2 małych dzieci. Najstarsza córka ma 15 lat. Nigdy nie ma go w domu, bo ma taką pracę. Ale mnie prześladuje przeszłość i jego zachowanie. Nie wytrzymuję tego tym bardziej, że w jego rodzinie dzieje się źle, a ja sama również z ich powodu wycierpiałam. Jego bratowa po 2 latach małżeństwa wzięła rozwód z jego bratem, gdyż znęcał się nad nią. Teraz grozi, że ją zabije. To i wiele spraw mnie przerasta. Potrzebuję wsparcia, pomocy i zrozumienia, a nie dołowania mnie. A on tylko to robi. Co mam robić, nie wiem? Wiele razy doszło do bójki między nami. Jestem z tym sama i nie wiem, gdzie szukać pomocy. Wyciszyć się nie potrafię. U nas nie ma dobrych ośrodków, gdzie mogłabym się udać. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Mam problem z bratem, który zachowuje się jak psychicznie chory

Witam. Mam problem ze swoim bratem, który ma 26lat. Dwa lata temu był normalnym człowiekiem, zachowywał się normalnie. Wszystko zaczęło się zmieniać od kiedy spróbował marihuany. Na początku było normalnie, ale po roku czasu przestawał mieć jakieś ambicje, aspiracje. Po...

Witam. Mam problem ze swoim bratem, który ma 26lat. Dwa lata temu był normalnym człowiekiem, zachowywał się normalnie. Wszystko zaczęło się zmieniać od kiedy spróbował marihuany. Na początku było normalnie, ale po roku czasu przestawał mieć jakieś ambicje, aspiracje. Po jakimś czasie wyjechał do Holandii. Był tam przez około pół roku i z tego co wiem zażywał cięższe narkotyki. Po powrocie było już tragicznie, nie zależy mu na higienie, na pracy, mieszka na stancji i pracuje, ale z tego co się dowiedziałem to do pracy chodzi jak chce. Zwyczajnie niczym się nie przejmuje. Chodzi cały tydzień w ubraniu roboczym śmierdzącym, zarośnięty. Nawet nie chodzi normalnie robi jakieś dziwne miny. Nie poznaje przy tym ludzi. Sądzę że ten stan się pogarsza bo widuje go czasami. Moje pytanie jest takie czy jak go zawiozę do szpitala psychiatrycznego to dostanie opiekę zdrowotną? Dodam, że nie jest ubezpieczony bo nic go nie interesuje. Wydaje mi się, że nie stwarza zagrożenia dla otoczenia, ale to tylko moje domysły. Nie wiem co mam robić. A wiem, że będzie coraz gorzej. Proszę o poradę, bo już nie mam siły, a boję się, że skończy na cmentarzu jak mu nie pomogę. Czy szpital lub państwo może pokryć koszty leczenia takiej osoby?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Uzależnienie od amfetaminy

Witam, biorę amfetaminę od 5 lat, średnio 2-3 razy w miesiącu. Moje życie straciło sens! Robię coraz więcej błędów, mam śliczną córeczkę, żonę, prowadzę interes, ale powoli odczuwam, że wszystko się oddala i że to jakiś zły sen. Nie mam...

Witam, biorę amfetaminę od 5 lat, średnio 2-3 razy w miesiącu. Moje życie straciło sens! Robię coraz więcej błędów, mam śliczną córeczkę, żonę, prowadzę interes, ale powoli odczuwam, że wszystko się oddala i że to jakiś zły sen. Nie mam ochoty na nic, nic mi się nie chce, nie chce mi się nawet wyjść z domu. Zaczynam mieć problemy z wysławianiem się i pamięcią, no i czasami wyprzedzam myśli - najpierw robię, potem myślę, co mi się wcześniej nie zdarzało. Przez 3 lata przytyłem 40 kilo. Pomocy!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Alkoholizm i próba samobójcza

Witam, jestem młodą 19 letnią kobietą i mam starszego o 6 lat, pracującego już chłopaka, który ma problem z alkoholem. Ostatnio próbował nawet popełnić samobójstwo będąc pod jego wpływem. Wiele razy próbowałam go nakłonić do przestania picia, raz nawet prawie...

Witam, jestem młodą 19 letnią kobietą i mam starszego o 6 lat, pracującego już chłopaka, który ma problem z alkoholem. Ostatnio próbował nawet popełnić samobójstwo będąc pod jego wpływem. Wiele razy próbowałam go nakłonić do przestania picia, raz nawet prawie rozstaliśmy się przez to jego nadużywanie. Przeważnie po alkoholu jest dla mnie niemiły, mówiłam mu to potem, i przekonywał mnie żebym nie wierzyła w to co mówił wtedy, wydawał mi się całkiem inną osobą niż ta, którą znam od ponad 10 miesięcy. Kilka razy było tak, że umawialiśmy się na spotkanie, a on do mnie dzwonił, przepraszał i mówił, że dzisiaj jednak nie da rady i było słychać po głosie, że jest pijany. Stracił dobrze płatną pracę przez to, że przyszedł do niej będąc pod wpływem i wiele czasu zajęło mu znalezienie nowej w zawodzie. Tuż na początku naszej znajomości spowodował wypadek samochodowy, wskutek czego stracił prawo jazdy i tonie teraz w długach. Nowa praca wymagała od niego przeniesienia się do większego miasta, około 300 km od miejsca, w którym mieszkam. Jest tam od tygodnia, w tym czasie właśnie próbował się powiesić na gałęzi, która na szczęście nie wytrzymała ciężaru i się złamała. Gdy rozmawialiśmy potem przez telefon, mówił żebym się nie przejmowała tym co się stało i co mówił, przekonywał, że na pewno nic złego sobie nie zrobi. Nie ma zbyt dobrych kontaktów z rodziną. Jak mieszkał w tym samym mieście gdzie ja, zawsze starałam się g wspierać. Zanim wyjechał do nowej pracy sam stwierdził, że jest uzależniony i potrzebuje leczenia. Jednak w poradni dowiedział się, że odwyk trwa 6 tygodni, w tym czasie nie będzie mógł pracować żeby zarobić na spłaty długów i koło się zamyka. Przez tą sytuację z próbą samobójstwa nie wiem jak mam z nim rozmawiać bo ciągle myślę tylko o tym. Nie wiem jak mogę mu pomóc, a sama zaczynam się męczyć z tą sytuacją.  W mojej dalszej rodzinie miałam przykłady jak okropne potrafi być życie z pijakami i nie chcę tak skończyć. Mimo to kocham go, lecz w obecnej sytuacji czuję się rozdarta czy zostać z nim i cieszyć się chwilami szczęścia, czy przerwać naszą znajomość. Bardzo proszę o radę. Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy przy uzależnieniu od mefedronu potrzebny jest detoks?

Mam koleżankę, która od miesiąca codziennie (dosłownie) zażywa od 1 do 2 gramów mefedronu. Sama nie jestem w stanie jej to wybić z głowy. W internecie jest za mało jeszcze informacji na temat tej substancji, wiec nie wiem jak to...

Mam koleżankę, która od miesiąca codziennie (dosłownie) zażywa od 1 do 2 gramów mefedronu. Sama nie jestem w stanie jej to wybić z głowy. W internecie jest za mało jeszcze informacji na temat tej substancji, wiec nie wiem jak to wpływa na jej psychikę i co będzie dalej. Koleżanka jest zachwycona mefedronem i mówi, że bez niego nie mogłaby normalnie funkcjonować. Od czasu gdy zaczęła brać, dużo więcej się udziela towarzysko. Ma straszny słowotok, przez co łatwo nawiązuje nowe kontakty i widać, że naprawdę wydaje się bardzo zadowolona z życia. Jeszcze przed zażywaniem mefedronu była osobą bardzo melancholijną i raczej zamkniętą w sobie. Nie lubiła rozmawiać, była bardzo introwertyczna, jej rodzice myśleli, że coś bierze i robili wszelakie testy. Jednak one nic nie wykryły, ponieważ to była po prostu jej natura. Teraz, gdy zaczęła brać, jest kompletnie inna, ma lepsze kontakty ze znajomymi, jak i również (a w szczególności) z rodzicami, którzy oczywiście nie mają zielonego pojęcia o mefedronie i po prostu są przekonani, że dojrzała czy coś w tym stylu (ona ma dopiero 19 lat). Trochę to paradoksalne, ale mefedron naprawdę zmienił ją „na lepsze”. Wiem, że na pewno nie będzie chciała uczestniczyć w żadnej terapii. I tu pojawiają się moje pytania: po jakim czasie (i jakie) pojawiają się skutki zażywania mefedronu? Czy do pozbycia się uzależnienia potrzebny jest detoks na oddziale zamkniętym, czy zwykła psychoterapia? Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dr Izabela Dębicka
Dr Izabela Dębicka

Jak pomóc chłopakowi wyjść z nałogu?

Witam! Mój problem związany jest z partnerem, który jest bardzo agresywny po wypiciu alkoholu. Nieważne, czy jest to piwo, czy „coś” mocniejszego. Ale budzi się w nim wtedy jakiś „demon”, który w jednej minucie potrafi zmienić się z miłego, radosnego...

Witam! Mój problem związany jest z partnerem, który jest bardzo agresywny po wypiciu alkoholu. Nieważne, czy jest to piwo, czy „coś” mocniejszego. Ale budzi się w nim wtedy jakiś „demon”, który w jednej minucie potrafi zmienić się z miłego, radosnego człowieka w osobę, która nie kontroluje swojego zachowania. Niestety, dochodzi wtedy także do popychanek i szarpanek między nim a mną. Bardzo zaniepokoiło mnie jego ostatnie zachowanie (dodam, iż od ostatniej szarpaniny pół roku wcześniej nie doszło to takiej sytuacji), w której to szarpał mną, wyzywał od najgorszych, a ostatecznie kazał mi wynosić się do domu, popchnął mnie, ja się przewróciłam i zaczął mnie ciągnąć po trawie. Wstałam, poprosił, abym weszła do domu. Widział jaka jestem roztrzęsiona i zapytał, czy mam coś do przebrania, bo nie chce w oczach rodziny wyjść na tyrana. Wtedy zaczął płakać, tak jakby się ocknął, lamentował co on zrobił. Poprosił, abym pojechała do domu, żebym stamtąd uciekała. Powiedział, że to już koniec, że on nie może narażać mnie na takie niebezpieczeństwo, że nie wie co go opętało. Pojechałam do domu. Później zadzwonił do mnie. Płakał, przepraszał mnie. Prosił, żebym mu kiedyś wybaczyła. Chciał popełnić samobójstwo, ale na szczęście zareagowałam i poinformowałam jego rodzinę. Następnego dnia wysyłał do mnie wiadomości na tel. kom., że prosi o wybaczenie, że nie wie, co go opętało. Do tej pory wymieniamy się wiadomościami. Napisałam mu, że wybaczyłam, bo chcę normalnie funkcjonować, a nie rozpamiętywać. Jednocześnie chcę mu pomóc, bo wiem jak dobrym jest człowiekiem.

Wcześniej już zauważyłam, że czasami jest wybuchowy i szybko się denerwuje, ale zawsze mogłam na to zaradzić. Powiedziałam dobre słowo, przytuliłam. Nie kłóciliśmy się. Rok wcześniej, gdy wypił za dużo, wracając do domu też mnie popchnął. A pół roku wstecz, gdy wypił 4 piwa, źle zinterpretował moje słowo i wybuchnął złością. Ale nie powtarzało się to często, wielokrotnie obyło się to bez jakichkolwiek awantur. Tak jak napisałam wcześniej - chcę Mu pomóc, bo za dużo dobrych chwil z nim przeżyłam. Byliśmy narzeczeństwem. Planowaliśmy ślub, dzieci. I nagle wszystko się rozsypało. Nie wiem jak mam się zachować, czy go zostawić tak jak wszyscy radzą, że jak stało się raz, to i 2 się stanie. Ale nie chcę się poddawać i tak tego zostawić, bo to nie rozwiązanie. Nie wiem, co mogło być motywem takiego zachowania. Z tego co kojarzę, jego mama wspominała, że jej ojciec, czyli jego dziadek bił swoją żonę. Jego 2 dziadek bił dzieci po alkoholu. Ale wierzę, że nie musi być taki sam! Ponadto jego ojciec zmarł, gdy miał 8 lat. Bardzo wcześnie zaczął pracować i zarabiać na życie. Wiem, że było im bardzo ciężko. Jego mama miała „twardą rękę”. On mieszka na wsi i wydaje mi się, że ma też z tego powodu kompleksy. Do tego dom na utrzymaniu, nie jest zadowolony z pracy. Ale z drugiej strony wiem, że jest bardzo dobrym człowiekiem. Pomaga bezinteresownie. Dla mnie też jest bardzo czuły, zrobi dla mnie wszystko. Na trzeźwo nigdy mnie tak nie zwyzywał, zawsze czule się do mnie odnosił. Naprawdę chcę mu pomóc, tylko nie wiem jak. Czy jest sens? Może powinien pójść do psychologa? Proszę mi coś doradzić. Będę bardzo wdzięczna. Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Anhedonia i całkowity zanik libido po zażywaniu amfetaminy

Czy anhedonię, poczucie obcości i totalny zanik libido po kilkumiesięcznym ciągu amfetaminowym da się w ogóle wyleczyć? Czy jest szansa, że będę się czuł jak dawniej?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak poradzić sobie ze skutkami zażywania narkotyków?

Dzień dobry! Mam 29 lat i doszedłem do pewnego etapu w swoim życiu - stwierdziłem, że nikt nie może mi pomóc. Ci wszyscy specjaliści, którzy myślą, że są tacy wspaniali, ponieważ pomagają ludziom. Jeżeli są tacy wspaniali, to gdzie oni...

Dzień dobry! Mam 29 lat i doszedłem do pewnego etapu w swoim życiu - stwierdziłem, że nikt nie może mi pomóc. Ci wszyscy specjaliści, którzy myślą, że są tacy wspaniali, ponieważ pomagają ludziom. Jeżeli są tacy wspaniali, to gdzie oni są, dlaczego szkodzą innym zamiast im pomóc? Niektórym bym zakazał wykonywania tego zawodu. A jeszcze innych postawiłbym przed odpowiedzialnością swoich kłamstw. Tak więc jestem młodym człowiekiem, zawsze byłem spokojny, wrażliwy, czuły. Już jako dziecko byłem chłopcem niezwyczajnym, nawet jak się rodziłem to lekarz musiał mnie wyciągać za nogi. W wieku 17 lat popadłem w nałóg palenia skuna, który trwa aż do dziś. Eksperymentowałem też z różnymi specyfikami, właściwie brałem wszystko, co jest na rynku, poza heroiną. Nie miałem większych problemów z tego powodu, że nadużywałem narkotyków.

Po skończeniu studiów przyjechałem do domu i zostałem sam. W chwili obecnej jestem sam, nie mam rodziny, przyjaciół, których miałem na studiach, nie mam dziewczyny, nie mam nikogo. Nikt we mnie nie wierzy, nie mam wsparcia, nigdy nie usłyszałem dobrego słowa, miłego słowa. W dobie kryzysu straciłem pracę, otarłem się o tzw. układy „praca po znajomości” i zrozumiałem, że moje wykształcenie jest warte tyle, co nic. Jeździłem także do terapeutki, która mi nieźle namieszała. Po każdej następnej wizycie u niej czułem się strasznie, nic mnie nie cieszyło, czułem się gorszy. Myślałem nawet o unicestwieniu swojego marnego życia. Wydawało mi się, że ona traktuje mnie przedmiotowo i można powiedzieć, że traktowała mnie jak klienta, któremu trzeba wcisnąć ten towar - sprzedać, a nie jak pacjenta, o którego się dba, wspiera i wierzy w niego. No, ale co tam, przecież ona pomaga ludziom. Obecnie jestem samotny, jestem wędrowcem. Ja i mój cień. Cierpię w milczeniu i chcę zniknąć, rozpłynąć się w zapomnieniu. Poznałem swoje przeznaczenie, które dla innych może być smutne, a dla jeszcze innych obojętne.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Zaburzenia percepcji i senność po marihuanie

Witam, mam 18 lat, paliłem marihuanę może 5 razy z odstępem kilku miesięcy. Zwykle podczas jak inni odwalali, to na mnie prawie nie działała, po czym spaliłem jedno nabicie (najmniej w życiu, a palili też inni, więc nie w towarze...

Witam, mam 18 lat, paliłem marihuanę może 5 razy z odstępem kilku miesięcy. Zwykle podczas jak inni odwalali, to na mnie prawie nie działała, po czym spaliłem jedno nabicie (najmniej w życiu, a palili też inni, więc nie w towarze rzecz), miałem straszne fazy, świat mi migał, nie wiedziałem, co się dzieje i niesamowicie się bałem. Według relacji świadków bardzo pobladłem, podobno jak trup, chciałem, żeby to się skończyło jak najszybciej. Po paru godzinach mi przeszło i był niby luz. Poszedłem spać i następnego dnia obudziłem się taki otępiały. Dziwnie widzę świat, tak jakby trochę jak w śnie, może nierealnie. Według znajomych nic nie widać z moich ruchów albo słów. Liczyłem, że to przejdzie, no ale to już 6. dzień trwa. Jak normalnie śpię po 3-5 h na dobę, tak teraz śpię po 9 i nadal jestem śpiący. Cały czas jestem zmulony, jem mniej i dużo piję. To nie wydaje się niczym strasznym, ale ja już nie mogę tego znieść, jestem taki jakby nieobecny. Widziałem tutaj podobne pytania, ale z odpowiedzi, przykro mi to stwierdzić, ale nic nie wynika. Kiedy to się skończy? Czy to sie skończy? Czy w jakiś sposób mogę to zwalczyć sam, czy muszę się do kogoś zgłosić (czego wolałbym nie robić ze względu na rodzinę)? Nie wiem, czy to ma znaczenie, ale mam lekką niedowagę. Proszę o odpowiedź na te pytania, bo już naprawdę nie wiem, co robić, a doświadczeni koledzy nigdy nie mieli z czymś takim styczności. Pomocy!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Zaburzenia widzenia i halucynacje po przedawkowaniu amfetaminy

Witam, jak mogę szybko przerwać zaburzenia i halucynacje po zażyciu za dużej ilości amfetaminy - proszę o skuteczny sposób. Zazwyczaj zauważyłem, że trwała 12 godzin bez żadnej pomocy, lecz to meczące. Jak szybko przerwać? Za pomoc i poradę serdecznie dziękuję i czekam.
odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Zaburzenia snu po odstawieniu marihuany i nikotyny – czy przejdą samoistnie?

Od pewnego czasu zacząłem palić marihuanę, natomiast w ciągu ostatnich miesięcy paliłem częstokroć codziennie, dodatkowo paląc papierosy. Od momentu rzucenia nikotyny (1,5 roku zupełnie bez papierosów) po 10 latach regularnego palenia (20 sztuk dziennie), wracałem do nałogu kilkakrotnie, ale...

Od pewnego czasu zacząłem palić marihuanę, natomiast w ciągu ostatnich miesięcy paliłem częstokroć codziennie, dodatkowo paląc papierosy. Od momentu rzucenia nikotyny (1,5 roku zupełnie bez papierosów) po 10 latach regularnego palenia (20 sztuk dziennie), wracałem do nałogu kilkakrotnie, ale od ok. 2 lat palenie papierosów było raczej nieregularne, ok. 15-30 sztuk tygodniowo - wraz ze zbliżającym się weekendem i zawsze dodatkowo przy paleniu marihuany. Dodam jeszcze dwie lekko kolidujące ze sobą rzeczy: staram się prowadzić zdrowy tryb życia - zdrowo i regularnie się odżywiam, 2-3 razy w tygodniu trenuję na siłowni, ale... w związku z tym, że prowadzę agencję promocyjną (promującą życie nocne, clubbing, koncerty, etc.), moje życie jest urozmaicone nad wyraz obfitą ilością imprez (niekiedy długich ze sporą ilością alkoholu...). Ostatnio postanowiłem całkowicie wyeliminować palenie zarówno tytoniu, jak i marihuany (niecałe 3 tygodnie temu). Od tego czasu mam poważne problemy z zasypianiem, wysypianiem się, lekkim snem, chronicznym zmęczeniem itp. Ponadto nigdy nie doświadczałem wcześniej lekkiej fazy marzeń sennych, która od jakiegoś czasu występuje u mnie codziennie zaraz przed przedwczesnym przebudzeniem. Zazwyczaj budzę się zmęczony, niewypoczęty... Proszę poradzić, czy powinienem zgłosić się do lekarza i podjąć stosowne leczenie, czy obecne problemy ze snem i zmęczeniem są wynikiem abstynencji nikotynowo-marihuanowej?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Bicie metodą zwrócenia na siebie uwagi

Witam! Od około roku jestem ze swoją kobietą. Ja mam 22 lata, moja kobieta 18. Jak sama zaznacza, ma problemy z wyrażaniem emocji. Ostatnio była taka sytuacja, że zaczęła mnie okładać pięściami (lekko), gdy spałem (mieliśmy drobną sprzeczkę przed snem)....

Witam! Od około roku jestem ze swoją kobietą. Ja mam 22 lata, moja kobieta 18. Jak sama zaznacza, ma problemy z wyrażaniem emocji. Ostatnio była taka sytuacja, że zaczęła mnie okładać pięściami (lekko), gdy spałem (mieliśmy drobną sprzeczkę przed snem). Uspokoiłem ją, chyba przytulając (sam nie pamiętam) i położyłem się spać. Co jakiś czas mnie uderzała w rękę/tułów (lekko, żebym nie spał). Powtarzałem jej co jakiś czas, żeby tego nie robiła. Potem mówiłem, żeby przestała, bo mnie to boli (mały ból, w końcu to kobieta i nie uderza silnie). Dalej bez zmian, więc dodałem, że jej oddam. Parę razy uderzyła (jedno uderzenie co parę sekund, nie seria), więc jej oddałem w ramię (mocniej niż ona, jednak słabo jak na faceta). Znowu parę razy uderzyła mnie, ja jej raz oddałem, itd. Coraz mocniej jej oddawałem, aż w końcu przestała i zasnąłem (ona zresztą też).

Do dzisiaj ma pretensje, że ją zbiłem (próba manipulacji i dominacji z jej strony?). Osobiście uważam to, że to oddanie i nie widzę w tym swojej winy. Nie widzę nic złego w odpowiadaniu na przemoc przemocą (nawet sporo silniej). Natomiast zupełnie nie toleruję agresji, jak w jej wypadku. Jedynie jako forma obrony przed agresją innej osoby. Próbujemy rozwiązać jakoś tą sprawę, ale ona oskarża mnie o to, że ją zbiłem i że to niedopuszczalne, bo ona jest kobietą i jest słabsza. Ja nie widzę nic złego w uderzeniu kobiety, czy osoby słabszej, jeżeli to ONA ZACZYNA. W ogóle nie widzę różnicy między słabszym, a silniejszym. Ważne, kto zaczyna. Nie uznaję poglądu - Kobiet się nie bije. Uważam, że nie bije się nikogo ze względu na nic, chyba że ta osoba zaczyna pierwsza. Następnego dnia powiedziała mi, że próbowała zwrócić na siebie moją uwagę, bo ją olewam i chciała, żebym ją przytulił.

Przypomniało mi się, że mieliśmy kiedyś podobną sytuacją i z niewiadomego powodu ją wtedy przytuliłem. Nie wiem, czemu, kiedyś to zrobiłem, osobiście uważam za patologiczne bicie kogoś, by zwrócić na siebie uwagę. Własnemu (przyszłemu, jeszcze nie mam :) ) dziecku bym nie oddał, tylko tłumaczył, że nie wolno innych bić. Moja kobieta dzieckiem już nie jest, więc nie widzę nic złego w tym, że jej po jakimś czasie oddawałem (w końcu dało to efekt, kiedy rozmowa wcześniej nie dała). Nie wyobrażam sobie, żeby nasze dziecko w przyszłości biło innych, by zwrócić na siebie uwagę. To chyba patologiczne. Również nie chciałby, żeby ona kiedykolwiek uderzyła moje (nasze) dziecko, z jakiegokolwiek powodu. Teraz mówi, że by tak nie zrobiła, że w ogóle potępia przemoc, ale o swoim zachowaniu w stosunku do mnie uważa, że jak najbardziej miało uzasadnienie (olewanie jej). Tylko co, jeżeli w stosunku do dziecka, też będzie miała powód? Ja powód miałem, ale ja jej oddałem, odpowiedziałem na przemoc przemocą. Pewnie dało się to inaczej, lepiej, rozwiązać, ale nie uważam, że złą decyzję podjąłem. Może powinienem? Jestem ofiarą przemocy, czy też ja stosuję przemoc (co też powoli mi moja kobieta wmawia)? Jeżeli to ja jestem ofiarą przemocy, to jestem manipulowany (mowa o wmawianiu przemocy) świadomie, czy to jakaś reakcja obronna jej psychiki? Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale wolę napisać więcej dla pełnego obrazu sytuacji :).

Moja kobieta od jakiegoś czasu chyba wpędza mnie w kompleksy i obniża moje poczucie własnej wartości (pewność siebie) tym biciem i mówieniem jaki to jestem niski (jestem 10 cm niższy od niej, ale to jej kompleksy [nie moje, lubię swój wzrost] i jej to przeszkadza, więc wolałbym słuchać, jaka to ona jest wysoka, nie jaki to ja jestem niski). Dodam, że dziewczyna była bita przez ojca w przeszłości. Ja zresztą też (kiedyś to było bardziej akceptowalne niż teraz), ale wiedziałem, że to za np. złe oceny. Ona za nic, albo za błahe rzeczy. Interesuję się trochę psychologią, jeżeli chodzi o komunikację z innymi osobami, ale przeanalizować tej sytuacji nie potrafię. Czytałem jedynie parę artykułów na temat przemocy, w dodatku nie potrafię spojrzeć na to obiektywnie. Nie jestem osobą impulsywną, uważam że dobrze panuję nad emocjami. Tamtej nocy też panowałem, mimo że byłem zły, bo takie zachowanie (uniemożliwianie snu) uznaję za terroryzm :). Moja kobieta wtedy nic nie mówiła, nie próbowała powiedzieć co chce/co myśli, a jedynie uderzała. Bardzo prosiłbym o odpowiedź na wszystkie zawarte przeze mnie pytania (również o manipulacji) :).

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak pomóc mężowi alkoholikowi?

Witam! Proszę o pomoc, bo nie wiem co robić. Jestem w 8 miesiącu ciąży i bez pracy. Mój mąż jest alkoholikiem. Ma 30 lat. Pije od 15. roku życia. Nie umiem mu pomóc. Kiedy nie pije, jest aniołem. Tylko...

Witam! Proszę o pomoc, bo nie wiem co robić. Jestem w 8 miesiącu ciąży i bez pracy. Mój mąż jest alkoholikiem. Ma 30 lat. Pije od 15. roku życia. Nie umiem mu pomóc. Kiedy nie pije, jest aniołem. Tylko ostatnio jest wiecznie pijany. Nie jest zły, ale bardzo cierpi, szarpie się. Pije dzień w dzień. Nie chodzi do pracy. Mieszkamy z rodzicami. Szef dzwoni, że męża nie ma w robocie od 2 dni. Sama dawałam mu kanapki i jak zawsze wyszedł o 4 rano niby do zakładu. Minęły 24 h, nie wiem, gdzie jest. Widziany był z kumplami pijany. Szef mówił, że co tydzień daje mu 400 zł, a mi powiedział, że nie dostaje ani złotówki. Mama straciła pracę i nie mamy z czego żyć. Stan męża: Wini mnie za wszystko. Pomagam mu, staram się wspierać, wszystko odrzuca. Robi nowe długi, pije coraz więcej. Unika rozmów, ucieka z domu i kłamie bez przerwy. Podbiera tacie pieniądze z portfela, wykradł kartę i na maksa wyczyścił konto, 600 zł w jeden dzień. Nie potrafi usiąść i porozmawiać.

Często przychodzi w strasznym stanie, kładzie się na trawie, mokry od moczu i sypie wulgaryzmami. Zawsze uderza we mnie. Pochodzi z rodziny wielodzietnej, gdzie nie miał lekko - ojciec pił, mąż chował się sam, często obity, wagarował, nikt mu nie pomógł na czas. Niewiele zaznał miłości. Chciałam przymusić go do leczenia. Mnie nie bije. Za to powiedział, że wykończy mnie psychicznie. 13 lat od 1997 roku do 2010 leczyłam się z depresji endogennej z próbami samobójczymi. Za każdym razem mówi, że mam żółte papiery, zamknie mnie u czubków, wyzywa od suk i mówi, że się mnie brzydzi i powinnam się cieszyć, że chce ze mną żyć, bo nikt mnie by nie zechciał. Jestem przyczyną jego nieszczęścia i niszczę mu życie. Opowiada ludziom, że pije przeze mnie, bo robię mu piekło w domu. Nigdy nie robię awantur, nie wyrzucam za drzwi, usiłuję mu wybaczać i pomagać. Całe lato spał na dworze i mówił, że go wyrzuciłam za drzwi. Kiedy pracowałam, to płaciłam jego długi. Teraz nie mam za co. Robił mi awantury na ulicy i wyzywał od byle czego i tłuków, i co gorsze, przy ludziach. Powiedział, że może tak zrobić, że poronię jak komuś naskarżę. To wszystko co mówi to nieprawda, ale ja mimo to czuję się winna.

Widzę jak mój ukochany mężczyzna się stacza i nie umiem tego zmienić ani mu pomóc. Nie jest szczęśliwy, szarpie się i cierpi. Nie wiem, jak postępować. Po wytrzeźwieniu nie pamięta połowy tego, co mi powiedział, a we mnie to siedzi i męczy. Od 3 miesiąca ciąży choruję. Rok temu miałam wypadek w pracy i wypadły mi dwa kręgi z jądra miażdżystego. Czuję wielki ból, a uraz można leczyć dopiero po okresie karmienia, nie czuję oddawania moczu i chodzę w pieluchach. Nie ja tu jestem najważniejsza, ale mój mąż przychodzi pijany i ze złości szturcha mnie w bolesne miejsce, nie musi bić, ból jest okropny. Kiedy płaczę z bólu, mówi: masz za swoje - powiesz mamusi i tak będzie zawsze. Boję się, że nasza córeczka nie wytrzyma stresów i stanie się nieszczęście. Nie wiem jak mam z nim postępować. Mówi, że potrzebuje pieniądze na dojazd do pracy, a idzie do kumpli i pije za ciężko zarobione pieniądze moich rodziców - już 60-latków. Ja nie mam pracy, bo pracodawca zwolnił mnie w ciąży.

Nie mam siły teraz walczyć. Czuję się jak śmieć. Nie wiem gdzie jest mój mąż. Ostatnio powiedział, że się powiesi i płakał. On ma jakieś stany depresyjne, ale jak go leczyć, skoro non stop pije. Nie uważa, że ma problem. Mówi, że okradam go z pieniędzy, ale ja nie dostałam od 2 miesięcy żadnej gotówki. Nie mam na leki. Jestem na bezrobociu, ale pracodawca nie płacił mi składek na fp, więc nie mam zasiłku. Mama wczoraj straciła pracę. Mąż bez mojej wiedzy założył firmę, ale nie płaci ZUS ani podatku. Długi rosną. Ja na pieluchy wydałam już 2000 zł. Ponoć nie mam szansy na refundację, bo mojej jednostki chorobowej nie ma na liście funduszu. Mąż wini mnie za brak pieniędzy, bo nie mam pracy. To już ósmy miesiąc ciąży. Nie śpię po nocach, nie mogę sama wyjść z domu, a mój mąż nie przychodzi. Czasem marzę, aby to się skończyło, wszystko jedno jak, żeby nic nie bolało i żebym nie musiała tego widzieć. Tata jest nerwowy, miesiąc temu miał zawał, on nic nie mówi, ale cierpi. Muszę myśleć o dziecku, a co ja powiem córce, jak mi zarzuci, że stworzyłam jej taką patologię. Psychiatra powiedział, że moja depresja może wrócić w sprzyjających warunkach. Boję się, że moja córka zostanie bez rodziców. Mnie zabiorą do szpitala, a Ewę do Izby Dziecka. Proszę o informację, jak ocalić siebie i córkę, jak pomóc mężowi.

Ja już nie mam siły i czasem żałuję, że wtedy na toksykologii 6 lat temu mnie odratowano. Mój psychiatra nie wie, że mam męża alkoholika. Ostrzegał mnie jak wychodziłam za mąż, aby tylko nie pił. Ja mu chciałam pomóc. Uważałam, że to że pije nie znaczy, że mąż nie zasługuje na odrobinę szczęścia. Mam poczucie winy, że wiedziałam, że mąż pije, a mimo wszystko zgotowałam rodzinie taki los. Jestem po wyższych studiach i 2 podyplomówkach, ale mimo to nic nie wiem. Nie myślałam, że będzie tak źle. Chcę zmusić męża do leczenia, ale ponoć w sytuacji braku zgłoszeń na policję nie mogę. Poza tym wiem, że wracają alkoholicy po odwykach i piją dalej. Proszę o pomoc. Ledwie chodzę. Państwo są jedyną moją nadzieją. Za odpowiedź zapłacę. Ta sprawa jest dla mnie najważniejsza. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Marihuana a napady lęku i zmęczenie fizyczne

Witam! Dwa tygodnie temu zapaliłem z kolegami marihuanę. Oprócz tego wypiłem jeszcze jedno piwo. Od tamtej pory gnębią mnie różne problemy, które nie występowały wcześniej (w sumie paliłem 7 razy). Pierwszy atak nastąpił około 24 godziny po zapaleniu. Zaczęły...

Witam! Dwa tygodnie temu zapaliłem z kolegami marihuanę. Oprócz tego wypiłem jeszcze jedno piwo. Od tamtej pory gnębią mnie różne problemy, które nie występowały wcześniej (w sumie paliłem 7 razy). Pierwszy atak nastąpił około 24 godziny po zapaleniu. Zaczęły napadać mnie różne lęki, a wszystko co się działo wydawało mi się nierzeczywiste, jakby wszystko to był jakiś koszmar. Przy tym miałem silny stan depresyjny i wysokie ciśnienie. Problem pojawiał się często, ale z dnia na dzień mam wrażenie, że jest coraz lepiej. Zauważyłem, że mam zaniki pamięci krótkotrwałej, np. mówię o czymś i za chwilę mogę zapomnieć o czym. Oprócz tego codziennie bardzo szybko się męczę. Zazwyczaj ok. godz. 19 jestem już tak wyczerpany, że nie jestem zdolny do jakiegokolwiek działania. Stany depresyjne ostatnio się pomniejszyły, ale nadal występują. Bardzo chciałbym wiedzieć, czy to co się ze mną dzieje ustąpi po czasie, czy też powinienem się zgłosić do specjalisty z tego zakresu? Przypominam, że od czasu zapalenia minęły już dwa tygodnie! Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Patronaty