Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychoterapia: Pytania do specjalistów

Czy istnieje możliwość autoterapii?

Witam, Mam 21 lat i nie wiem co i dlaczego się ze mną dzieje. Ogólnie jestem DDA i trochę mi się to udzieliło, bo np. alkohol wszedł mocno w moje życie i nie powiem, nadużywam go dosyć mocno. Ale tak... Witam, Mam 21 lat i nie wiem co i dlaczego się ze mną dzieje. Ogólnie jestem DDA i trochę mi się to udzieliło, bo np. alkohol wszedł mocno w moje życie i nie powiem, nadużywam go dosyć mocno. Ale tak na prawdę, to nie przeszkadza mi w prowadzeniu normalnego życia. A tak właściwie, to jeśli chodzi o moje "dziwne" stany, to nie mam pojęcia, co o tym myśleć. niby na codzień nie jestem osobą smutną, czy widocznie zdołowaną, ale mimo iż pokazuję coś innego, to w głębi mam takie nerwy a zarazem dół, że aż ściska. Byłam u kilku specjalistów w moim mieście - począwszy od lekarzy psychiatrów, po psychologów psychoterapeutów i właściwie, to nikt nie potwierdził diagnozy poprzednich. Także, właściwie, to nie wiem co się ze mną dzieje i z czego to wynika. Jedni kierowali mnie na terapię DDA, inni na AA a jeszcze inna osoba nawciskała leków i stwierdziła, że psycholog i tak mi nie pomoże, i że jest tyle pacjentów, że nie mają czasu się jeszcze takim czymś zająć... czego wolę nie komentować, bo nie byłyby to miłe słowa, a nie chcę uogólniać. Także ci ludzie bardzo mnie zniechęcili do kontaktu z psych. I jako, że jestem max anty nastawiona z kontakt z tego rodzaju ludźmi (nie urażając nikogo), to moje pytanie brzmi: Jak i czy w ogóle da się samemu wyleczyć? Bo jako, że moja współpraca z terapeutami nie układała się, to innego wyjścia raczej nie mam, a już sama zaczynam się o swój stan martwić. Często mam już tak, że nawet wiele rzeczy robię nieświadomie pod wpływem dołujących myśli. Póki co, jeszcze nic złego na większą skalę mi się nie stało, ale w tym wypadku sama nie jestem pewna, do czego jeszcze mogę się posunąć, a nie chcę spieprzyć sobie życia, a co gorsza sięgo pozbawić. I bynajmniej, nie chodzi mi o jakieś konkrety, ale może drobne wskazówki co można zrobić i czy to bezpieczne? I jeszcze jedno pytanie, jeden z lekarzy stwierdził u mnie objawy derealizacji, czy to może mieć wpływ na nieświadome robienie np. krzywdy sobie lub komuś? I tak właściwie, to co robić, kiedy za cholerę człowiek nie jest w stanie się odnaleźć i złapać kontaktu z samym sobą? Pzdr.

Czy leki pomogą mi odzyskać energię i pewność siebie?

Jestem 31 letnia kobieta,wczesniej byłam postrzegana jako osoba pełna energii,pewna siebie,twardo stąpająca po ziemi z reguły uśmiechnieta i pełną życia. Pomimo iż moje życie małżeńskie legło w gruzach i sama wychowuje 7 letnia córeczke to nie poddawałam sie i jakos... Jestem 31 letnia kobieta,wczesniej byłam postrzegana jako osoba pełna energii,pewna siebie,twardo stąpająca po ziemi z reguły uśmiechnieta i pełną życia. Pomimo iż moje życie małżeńskie legło w gruzach i sama wychowuje 7 letnia córeczke to nie poddawałam sie i jakos radziłam sobie z praca,nauka w weekendy i zajmowaniem sie domem.Od 3 lat mam rozpoznanie nerwicy ,objawiała sie napadami duszności,brakiem powietrza,szybkim meczeniem sie i omdlewaniem,czesto nawet podczas snu bez żadnych powodów do zdenerwowania sie budziłam sie z takim atakiem.przyjmuje leki takie jak Atarax,Coaxil i Belergot w zależności od stanu samopoczucia.Faktem jest,że leki pomogły na dotychczasowe objawy i moje dolegliwości zmniejszyły sie ale od kilku msc.z dnia na dzien trace energie i zamykam sie w sobie.Jestem przygnebiona,nic mi sie nie chce,czesto płacze,najlepiej zamknela bym sie na cztery spusty aby nikt mnie nie odwiedzał,straciłam pewność siebie,czuje sie nie atrakcyjna,nie mam poczucia wlasnej wartosci i w około wszystko wszystko straciło dla mnie sens.To co dotychczas probowałam osiagnac teraz mnie nie cieszy,nie moge sie skupic na prostych sprawach,stałam sie mało komunikatywna i uciekam od ludzi,przestałam spotykac sie ze znajomymi,boje sie umowic z jakims meszczyzna na kawe a z drugiej strony dobija mnie ta samotnosc,monotonnośc mojego zycia.Funkcjonuje tylko dla corki,ukrywam swoje emocje i nostalgie przed rodzina.Naprawde zaczynam sie martwic i zastanawiam sie czy kiedys odzyskam swoja energie i pewnosc siebie.Czy leki mi w tym pomoga?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Jak sobie pomóc w obniżonym nastroju?

Witam. Jestem młodą, 27 letnią matką dwójki dzieci. Piszę zwracając się z prośbą o pomoc, ponieważ nie wiem czy mam się zglosić do psychiatry czy do psychologa. Otoz moje życie jest jednym pasmem nieszczęścia. Urodzilam się i wychowywałam w... Witam. Jestem młodą, 27 letnią matką dwójki dzieci. Piszę zwracając się z prośbą o pomoc, ponieważ nie wiem czy mam się zglosić do psychiatry czy do psychologa. Otoz moje życie jest jednym pasmem nieszczęścia. Urodzilam się i wychowywałam w bardzo toksycznej rodzinie, z problemem alkoholowym, przemocą fizyczną, psychiczną i ekonomiczną. Chcąc uwolnić się od rodziny wyszłam za mąz, zachodząc również w ciażę. Niestety mąż również stosował wobec mnie psychiczna przemoc, wyzywał od smieci, groził śmiercia. Rozwód przezyłam bardzo źle, powrót do rodziców też. Obecnie w mojej rodzinie nie ma problemu alkoholowego. Od rodziców czuje się bardzo uzalezniona kontrolują całe moje zycie, jednak za moim przyzwoleniem, nie potrafie się z tej petli wydostac. Wyszłam drugi raz za mąż (pierwszy raz w wieku 21 lat, drugi w wieku 25) mam drugie dziecko. Sytuacji traumatycznych było w moim życiu więcej opisuję tylko te, które moim zdaniem miały najwieksze znaczeniem Korzystałam z pomocy psychologa przy rozwodzie. Co do samopoczucia - zawsze miałam male poczucie własnej wartości i społeczne lęki Teraz jednak niemalże nie wychodzę z domu, płaczę niemalże codziennie, czuję się beznadziejna niepotrzebna, czuję, że nie zapewnię bytu mojej rodzinie, Nie dbam też o wygląd fizyczny, czuję, ze czeka mnie już tylko smierć, odczuwam silny wstyd przed ludźmi, wstydzę się za to kim jestem, nie potrafię sobie poradzić juz niczym. nie jestem w stanie samodzielnie załatwić prawie nic, a najgorsze jest to, że nic mnie praid nie cieszy i w zasadzie czekam niemalże na śmierć, choć wiem ze muszę wychować swoje dzieci Nadmienie że mam wyższe wykształcenie kontynuuję studia na doktoracie. Proszę o pomoc bo nie wiem czy mogę dac sobie radę sama bez leków.
odpowiada 2 ekspertów:
 Paulina Witek
Paulina Witek
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Powrót objawów depresyjnych i uczucie zagubienia

Zacznę od tego że 3 lata temu miałam depresje. Leczyłam się Velafaksyną 75mg oraz wizytami u psychologa-pomogło(trwało to ok 7m-cy).Byłam zdrową i pełną życia osobą. Od roku znowu mnie dopadło. Mam identyczne objawy czyli: przede wszystkim bardzo dokuczliwa... Zacznę od tego że 3 lata temu miałam depresje. Leczyłam się Velafaksyną 75mg oraz wizytami u psychologa-pomogło(trwało to ok 7m-cy).Byłam zdrową i pełną życia osobą. Od roku znowu mnie dopadło. Mam identyczne objawy czyli: przede wszystkim bardzo dokuczliwa totalna bezsenność oraz kołatanie serca jak leże, nie wychodzę z domu, źle wyglądam, nie chce mi się nawet zadbać o siebie, nie kontaktuje się ze znajomymi, najchętniej cały czas bym leżałabym ale leżenie też mnie męczy z powodu ciągłego kołatania serca. Rok temu gdy znowu wróciła depresja podjęłam próbę samobójczą-znowu zaczęło się bezsennością z kołataniem serca-przeraziłam się i połknęłam wszystkie tabletki jakie miałam od psychiatry (nasennne i na depresję). W szpitalu leczyli mnie lekiem Cipramil 20 mg potem kontynuowałam tą terapię + chlorprothiken i leki nasenne po których te 5 godzin jakoś przesypiałam chociaż objawy nie ustępowały-trwało to rok. Szukając pomocy chociaż było to dla mnie ciężkie przeżycie lekarz psychiatra skierowała mnie do Mosznej (Ośrodek leczenia nerwic i depresji) - byłam tam tylko 2 tyg, bo prywatnie, ale nie uczestniczyłam w zajęciach, nie miałam na to sił. Jedynie zmienili mi lek na Paro-merck 20 mg. Biorę go od trzech tygodni, czuję się strasznie osłabiona, mam zawroty głowy, nastrój może troszkę lepszy ale nie znacznie, nadal trwa kołatanie serca i bezsenność, stwierdzili też że się uzależniłam od leków nasennych i byłam źle leczona, a ja jestem w tym wszystkim już zagubiona. Oczywiście od roku uczęszczam też do psychologa-za niedługo mam uczęszczać na psychoterapię grupową co mnie przeraża bo strasznie zamknęłam się w sobie. Z nikim się nie kontaktuję i nie rozmawiam. Moja jedyna aktywność od roku to wizyty u psychologa i psychiatry. A najbardziej przeraża mnie to że nie wiem skąd ta choroba 3 lata temu miałam ciężki egzamin na aplikacji-uczyłam się na siłę-wchodząc na egzamin prawie nic nie powiedziałam z trzęsącym się głosem-było mi wstyd - ale ja już miałam lęk przed tym egzaminem był on tak silny że pozostał. Poza tym miałam też trudną sytuację w związku, który zresztą się rozpadł po 10 latach bo się w nim męczyłam. Gdy byłam już zdrowa po przerwie w aplikacji wróciłam do obowiązków nauki. pracy, poznałam miłość mojego życia ale niestety nieodwzajemnioną, wiec znowu zostałam sama. Zabolało mnie to bo robiłam wszystko co w mojej mocy żebyśmy byli razem, było jak w bajce, myślałam że to ten jedyny-tylko on nie potrafił jak to określił się zakochać (związek trwał pół roku). Po 3-ch m-cach po rozstaniu miałam końcowy bardzo ciężki,obejmujący spory kawał materiału egzamin państwowy kończący aplikację i dający mi uprawnienia do wykonywania zawodu. który zresztą wykonywałam od 6 lat pracując wcześniej w innej kancelarii a następnie u ojca. Znowu ta sama sytuacja trudności w nauce-zdałam pisemne-ale nie zdałam ustnego-nie dałam rady(stres niesamowity). Wszytko miało być ułożone miałam prowadzić kancelarię po ojcu w domu (w którym się zamknęłam obecnie wegetując) a rodzice mieli się wyprowadzić, czego nie zrobili po mojej próbie samobójczej. Nie pracuję nie mam ochoty do tego wracać. Po tym zdarzeniu znowu wszystkie objawy depresyjne opisane powyżej wróciły. Od egzaminu poprawkowego uciekłam już 2 razy tym bardziej że dopuszczalne podejścia są tylko dwa(wysyłając L4), a ja w takim stanie nie dam rady-biorąc pod uwagę że będąc zdrową było mi ciężko. Często zadaje sobie pytanie po co ja jestem, do niczego nie umiem dojść. Wiem że w życiu nie spotka mnie już nic dobrego, boję się zmian więc stoję w miejscu. Poza tym jestem osobą bardzo, aż za bardzo wrażliwą i przejmującą się wszystkim. Mam wyrzuty sumienia że czuję się tak jak się czuję że to moja wina. Niepokoi mnie to że to tak długo wszystko trwa i te bezsenne noce z kołataniem tego serca w uszach. jakie mam podjąć dalsze kroki bo jestem już zagubiona a czuje się nadal tak jak się czuję.
odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Niska samoocena, poczucie beznadziejności i brak radości z życia a bezskuteczna terapia

Witam, mam 25 lat, jestem kobietą. objawy, które mi towarzyszą na co dzień długo starałam się racjonalizować jako część mojego charakteru oraz objaw młodzieńczego kryzysu tożsamości (pesymizm, przeciągający się smutek, przyszłość w czarnych barwach, nieumiejętność znalezienia sobie miejsca w życiu)... Witam, mam 25 lat, jestem kobietą. objawy, które mi towarzyszą na co dzień długo starałam się racjonalizować jako część mojego charakteru oraz objaw młodzieńczego kryzysu tożsamości (pesymizm, przeciągający się smutek, przyszłość w czarnych barwach, nieumiejętność znalezienia sobie miejsca w życiu) w końcu zaczęłam jednak mieć ich dość...bo problem w tym, że ten kryzys nigdy nie minął. niska samoocena powoduje, że jakiegokolwiek zajęcia się nie podejmę uważam, że inni zrobili by to lepiej. wszystkie "plany" życiowe jakie sobie zakładałam w krótkich chwilach wiary we własne siły porzucałam by znów wpaść w dół i wmawianie sobie, że z niczym nie dam rady oraz że to co robię nie ma żadnej przyszłości. obawiam się, że to jakiś silny mechanizm obronny przed wzięciem życia w swoje ręce/dorosłością (?) sprawia, że na wszystko patrzę wyszukując problemów zamiast metod jak sobie poradzić z trudnościami. w ostatecznym rozrachunku zwykle poddaję się co tylko mnie utwierdza we własnej beznadziejności i potęguje poczucie winy. próbowałam zacząć działać, szukać możliwości rozwoju, podjąć się jakiejś pracy...ale niestety zawsze kończyło się tak samo. rzuciłam jedne studia, zaczęłam drugie, które niedługo kończę, ale raczej nie będę pracowała w zawodzie, bo to wciąż nie "to" co przynosi radość, nie to w czym się spełnię, nie to miejsce gdzie powinnam być. czuję jakbym straciła swój czas. coraz mniej rzeczy mnie cieszy i z niczego co robię nie jestem zadowolona. zainteresowania które rozwijałam ostatnio zaczęłam postrzegać jako "gówniarskie", mało poważne. prześladuje mnie poczucie pustki, jałowości, ciągły smutek. życie polega na zajmowaniu czasu czymkolwiek, byle przetrwać do wieczora i iść spać, działania nie mają żadnego sensu, żadnej celowości. chciałam to przepracować podczas psychoterapii, ale nie czuję by to cokolwiek dawało poza (czasami) ulgą z wygadania się. myślałam, że wizyty u psychologa i jego pomoc pozwolą mi wyrwać się z tej beznadziei. jednak od roku niewiele się zmieniło. ani nie wiem więcej o sobie niż wiedziałam ani nie umiem nadal zacząć coś robić ze swoim życiem, momentami jest wręcz gorzej. czy to tak ma wyglądać, że mówię, on słucha, czasem dopyta skąd taka albo inna emocja, potem wychodzę w takiej samej depresji w jakiej tam weszłam? miesiąc temu byłam również u psychiatry, biorę setaloft 50 mg. niestety, nic to nie daje. może za krótko czekam? po prostu nie wiem już co mam robić żeby móc zmienić siebie i swój schemat myślenia...bardzo się boję, że kończy się mój czas.
odpowiada 2 ekspertów:
 Paulina Witek
Paulina Witek
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Depresja czy początki rozdwojenia jaźni?

Mam 19 lat i w zasadzie od zawsze odczuwałam lek i dyskomfort kiedy mialam wyjsc z domu gdziekolwiek.Idac ulica zawsze milam wrazenie ,ze ludzie gapia sie na mnie i zaraz mialam ochote wrocic do domu.Nie wiem czy ma to zwiazek... Mam 19 lat i w zasadzie od zawsze odczuwałam lek i dyskomfort kiedy mialam wyjsc z domu gdziekolwiek.Idac ulica zawsze milam wrazenie ,ze ludzie gapia sie na mnie i zaraz mialam ochote wrocic do domu.Nie wiem czy ma to zwiazek z moja niska samoocena czy tez z czyms innym.Ostatnio kazdy usmiech na czyjejs twrazy ,ktory wyda mi sie choc troche podejrzany budzi we mnie lek i mysle ciagle : oni sie ze mnie smieja.Teraz im staje sie starsza to uczucie przybiera na mocy b czasami nie jestem sobie w stanie poradzic z emocjami i z przewleklym przybiciem,Czesto zdarza mi sie takze ,w zasadzie codziennie,ze w glowie tworze soebie rozne sytuacje z ludzmi,ktorych znam ,a niektorych kocham i udaje ,ze z nimi rozmawiam jakby byli obok naprawde-wtedy wstaje i chodze po mieszkaniu udaje ,ze gdzeis z nimi ide i co najgorsze to to ,ze sprawia mi to przyjemnosc.Po jakims czasie zdaje sobie sprawe z tego,ze to wszystko to przeciez moj wymysl i popadam w melancholie i placze przez kilka czasem awet kilkanascie dni.Aloe to wciaz sie powtarza mimo.ze staram sie z tym walczyc. A depresja takze sie u mnie pojawia ,wszystko na to wskazuje ,ze to wlasnie to to i objawy sie nasilaja.Przez to czuje bezradnosc i to ,ze wszyscy sa ode mnei lepsi ,choc to uczucie czesto pojawialo sie w moim dziecinstwie,bo zawsze w domu dawano mi do zrozumienia ,ze inne dzieci sa lepsze i wazniejsze ode mnie.Poza tym boje się realizowac swoje plany i marzenia ,a dlaczego ?....nie wiem.A ja tego nie chce. Nie mam pojecia jak sobie z tym poradzic,tym bardziej teraz po skonczeniu srednioeuj szkolyu,kiedy nie mam teraz pracy i jestem naprawde nieszczesliwie zakochana,chociaz staram sie sobie wytlumaczyc ,ze moje zamartwianie sie nic nie da i jest bez sensu.Mysle,ze jestem bardzo swiadoma tego co sie ze mna dzieje ,ale nie potrafie z tym walczyc.Wogole zastanawiam się czy to nie jakis początki osobowości mnogiej…..Sama siebie potrafie doprowadzic w mig do lez,to panicznego smiechu,casem mam straszna ochote cos komus zrobic,jak u seryjnych mordercow ,a niby to wszystko kontroluje…….Boje sie sama o siebie Prosze o pomoc . CO ROBIC????????? Ilona
odpowiada 3 ekspertów:
 Paulina Witek
Paulina Witek
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Justyna Plucińska
Mgr Justyna Plucińska

Romans w pracy a cierpienie po odejściu

Witam! Zapewne moja historia będzie podobna do tych, które już tutaj widnieją, ale chce sie nią podzielić a także uzyskać odpowiedz na w/w pytanie. Rok temu moje życie runęło w gruzach a sytuacja zamiast sie polepszać, pogarszała i pogarsza sie.... Witam! Zapewne moja historia będzie podobna do tych, które już tutaj widnieją, ale chce sie nią podzielić a także uzyskać odpowiedz na w/w pytanie. Rok temu moje życie runęło w gruzach a sytuacja zamiast sie polepszać, pogarszała i pogarsza sie. Rok temu zrezygnowałam z pracy. Do tej pory nie wiem czy dobrze zrobiłam ale przeszłości już nie cofnę. Powodów mogę wymienić kilka dla których zrezygnowałam z pracy ale i tak wszystkie one krążą wokół jednego tematu...romans. Zaczął się od stopniowej fascynacji sobą a rozwinął na dość powaznych slowach jak zdaloby sie wydawac - KOCHAM. Jestem osoba samotna, natomiast pan X byl niestety zonaty. Wiedzialam o tym a jednak wdalam sie w tego typu relacje. Poczatkowo mnie to bawilo a czasem denerwowala mnie ta nachalnosc z jego strony. Oboje sobie wyznawalismy uczucia i nie powiazywalismy tego bardzo mocno z praca. Bylo to jednak miejsce gdzie najczesciej sie widywalismy. Od poczatku zaznaczyl, ze nie odejdzie od zony a ja wcale tego nie chcialam. Przez rok trwania naszego romansu bardzo sie do niego przywiazalam bo oprocz bliskosci fizycznej dawalismy sobie cos jeszcze. Z czasem nie moglam zniesc, ze jestem "tą drugą" i frustracja narastala. Zrywalam z nim ale i tak łączyła nas praca. Jedynym wyjsciem na tamten cza byla rezygacja ze swojego stanowiska i tak tez zrobilam. Koniec romansu - koniec pracy. Od tego momentu sie zaczelo. Zaczelam odczuwac potezna pustke, niesprawiedliwosc, zlosc, nienawisc...poprostu szereg niepozytywnch uczuc. Chciałam jak najszybciej znaleźć prace i zapomnieć ale do dnia dzisiejszego tej pracy nie mam. Po nawet tak długim upływie czasu myślę o nim, dołuje sie, nie odczuwam radości z życia, z tego co mnie otacza. Uśmiecham sie a nawet i śmieje ale oczy "mówią" co innego. Staram sie nie płakać ale jak już nie wytrzymuje płacze szczerze ze smutku, że to co było dla mnie ważne skończyło sie. Nie umiem się już na niczym skoncentrować, odczuwam mnóstwo lęków. W niczym i nikim nie umiem dostrzec nadziei na lepszą przyszłość. Przytyłam....Chce się pozbyć tego uczucia...odczucia beznadziei. Nie godzę się z tym. Jakoś od rozstania wszyscy wydaja mi sie bezbarwni i kompletnie nie atrakcyjni. Zobojętniałam na wiele spraw, ludzi. Czy leki na depresje ulżą mi w tym psychicznym cierpieniu?
odpowiada 2 ekspertów:
 Paulina Witek
Paulina Witek
Dr Anita Rawa-Kochanowska
Dr Anita Rawa-Kochanowska

Jak pomóc przyjacielowi, który ma nawrót depresji?

Dzień dobry. Chciałabym zasięgnąć informacji jak mogę pomóc bliskiej mi osobie. Jest nią mój przyjaciel, który ma nawrót depresji. Kilka lat temu korzystał z "usług" psychiatry i leczył się rownież farmakologicznie. Sytuacja jest na tyle skomplikowana, że dzieli nas... Dzień dobry. Chciałabym zasięgnąć informacji jak mogę pomóc bliskiej mi osobie. Jest nią mój przyjaciel, który ma nawrót depresji. Kilka lat temu korzystał z "usług" psychiatry i leczył się rownież farmakologicznie. Sytuacja jest na tyle skomplikowana, że dzieli nas spora odległość. Oboje mieszkamy za granicą, lecz nie w tym samym kraju, stąd również zdecydowałam się skorzystać z Państwa pomocy, ponieważ dla mnie jest to o tyle łatwiejsza forma komunikacji na ten temat, aby naprawdę dobrze przekazać i dobrze zrozumieć odpowiedź, że odbywa się w języku polskim. Wracając do tematu: jestem bardzo zaniepokojona stanem mojego przyjaciela. Nie wiem jak do niego dotrzeć, co robić a czego nie. Kontaktujemy się ze sobą telefonicznie lub przez internet, oczywiście jeśli on tego chce. Niedawno właśnie przyznał, że jest to nawrót choroby, że jest tego świadomy. Tłumaczyl mi, że w tej chorobie pojawiają się myśli samobójcze, ale że on jest na to za silny, że potrafi to przetrwać. Kilka dni temu wspomniał, że w pewnych momentach wychodzi z domu, bo wie gdzie u człowieka przebiegają główne aorty. Wczoraj, np. gdy rozmawialiśmy, powiedziałam, że już niedługo nie będzie musiał się przejmować "takimi sprawami" (rozmowa dotyczyła naprawdę bzdurnej i nieistotnej rzeczy), a on odpowiedział, że to naprawdę dobry pomysł. Nie wiem, boję się, co miał na myśli. Poza tym, zachowuje się codziennie inaczej: raz jest w euforii, innym razem w ogóle nie chce rozmawiać. Strasznie mnie to niepokoi, nie wiem co robić, gdy ma wyłączony telefon, gdy się nie odzywa cały dzień... To wszystko jest również o tyle trudne, że ja obecnie też mam trudną sytuację. Za dwa miesiące kończy mi się kontrakt, czego nie mogę się doczekać, bo jestem w miejscu, w którym nie chcę już być. W związku z tym, im bliżej wyjazdu stąd, tym jestem tym wszystkim zdenerwowana jeszcze bardziej. Czasami  sama potrzebuję pomocy, bo nie potrafię sobie poradzić ze wszystkimi problemami, więc w takich sytuacjach mówię czasem "dziwne" rzeczy, które on w swoim obecnym stanie odbiera dwojako. Staram się, tłumaczę mu, zapewniam go, że to nie jego wina, że się za nic na niego nie złoszczę, że jestem przy nim, że go wspieram, że go nie zostawię...On sam mi mówił, że to do niego nie dociera, co mowię, że jest to banalne itp. Zastanawiam się czy lepiej nic nie mówić, czy wręcz przeciwnie. Zwracam się do Państwa o pomoc. Jak mogę mu pomoc? Co mogę mu zaproponować? Jak reagować? Jestem zupełnym laikiem w tym temacie,wiadomo, trochę się słyszało na temat tej choroby, trochę o tym czytałam, ale po raz pierwszy spotyka mnie to osobiście mozna powiedzieć. Nie wiem, jakie informacje mogą być dla Państwa istotne, a jakie niezbędne. Udzielę wszelkich możliwych na ten temat. Bardzo proszęe o wskazówki, jak mogę mu pomóc w takiej właśnie sytuacji. Z góry bardzo dziekuję, Patrycja.
odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Problem w komunikacji z rówieśnikami, zaburzenia odżywiania i uczucie smutku

Mam 15 lat, od przyszłego roku będę już w technikum. Od dłuższego czasu różne rzeczy zaczęły się we mnie zmieniać. Zawsze byłam osobą towarzyską, wesołą, otwartą. Nie wiem dlaczego, ale ostatnio przestałam spotykać się ze znajomymi poza szkołą. Kontakty w... Mam 15 lat, od przyszłego roku będę już w technikum. Od dłuższego czasu różne rzeczy zaczęły się we mnie zmieniać. Zawsze byłam osobą towarzyską, wesołą, otwartą. Nie wiem dlaczego, ale ostatnio przestałam spotykać się ze znajomymi poza szkołą. Kontakty w szkole i w klasie też nie są najlepsze, nie potrafię z nimi rozmawiać jak kiedyś, czuję się od nich gorsza i po prostu jakoś nie wiem, o czym z nimi rozmawiać. Miewam ciągłe problemy z żywieniem się, raz jem bardzo dużo, następnym razem jem 1 kanapkę przez kilka dni. Moje kontakty pozaszkolne ograniczają się teraz tylko do mojego chłopaka, dla którego jestem nieznośna, nie wiem czy nie powinnam z nim zerwać, bo widzę, że bardzo go ranię, a on bardzo mnie drażni niemal wszystkim, tym co mówi, jak się zachowuje, jednak kiedyś aż tak mnie to nie denerwowało, teraz potrafię się do niego o to rzucać, a on przecież jest po prostu sobą. Jest mi ciężko, od 4 lat nie mieszkam z mamą, która jest alkoholiczką. Bardzo mi jej brakuje. Często się smucę i siedzę wtedy sama w domu, śpiąc lub grając na komputerze. Mam wrażenie, że z nikim nie mogę się normalnie dogadać i że dla większości osób jestem ciężarem. Miewam też różne dziwne myśli, na przykład kiedy stoję na balkonie u siostry (11 piętro), myślę, że spadam i że to mogłoby być przyjemne, że byłoby to beztroskie i przyjemne, jednocześnie myślę, że boję się, że wyskoczę i nie mogę przestać o tym myśleć. Nigdy nie miałam lęku wysokości i ani tam, ani nigdzie indziej nie miałam tak ciężkich myśli. Albo boję się pójść na rower, bo mogłabym zrobić sobie krzywdę, chociaż nie chcę tego. Dodam jeszcze, że rozwiązywałam test Becka i wyszło mi razem 24 punkty. Przepraszam za tak długą wypowiedź. Chciałabym, żebyście mi powiedzieli, czy powinnam się martwić tym, o czym napisałam, czy to wszystko jest normalne, czy coś mi dolega. Pozdrawiam i proszę o odpowiedź.

Dezintegracja pozytywna

Dlaczego jest niepropagowana teoria, dzięki której odzyskałem równowagę psychiczną? Gdzie jest nasz Kaziu Dąbrowski, promotor tej pięknej teorii? Dlaczego nie wprowadzacie tego do terapii psychoterapeutycznnej? Ubolewam nad wszyskimi cierpiącymi - psychoneurotykami.

Jak mogę pomóc mamie, aby poczuła się lepiej po rozwodzie?

Mam 18 lat bardzo niepokoję się o moją mamę.Ostatnie 2 lata nie były dla nas łatwe. Mój ojciec jest alkoholikiem ostatnio zdradził i odszedł do innej kobiety jednak nadal przebywa w naszym bliskim otoczeniu co nie pozwala na nabranie dystansu... Mam 18 lat bardzo niepokoję się o moją mamę.Ostatnie 2 lata nie były dla nas łatwe. Mój ojciec jest alkoholikiem ostatnio zdradził i odszedł do innej kobiety jednak nadal przebywa w naszym bliskim otoczeniu co nie pozwala na nabranie dystansu i siły do walki o własny byt. Mama po 20 latach małżeństwa zdecydowała się na rozwód z orzeczeniem winy. Przez ten czas byłyśmy ofiarami przemocy głównie psychicznej ale także fizycznej. Sprawa rozwodu jest dość skomplikowana ponieważ jesteśmy bardzo od niego uzależnione także finansowo w związku z tym grozi nam nawet że nas zabije. Sprawa jest w toku i nadal nie rozwiązana. Jednak to nie jest mój największy problem. W wyniku ciągłego poniżania zastraszania i długotrwałego stresu mama bardzo się zmieniła i zamknęła w sobie. Zaobserwowałam u niej wiele dziwnych objawów: apatia, nerwowość, bezsenność, bóle głowy, zwiększone objawy epilepsji, bóle w klatce piersiowej, brak chęci do życia i działania, nie ma wiary w siebie przez co nie podejmuje żadnych wyzwań np.zmiany pracy. Zaniedbuje siebie twierdząc że nie ma pieniędzy na fryzjera ale przecież nie wszystko zależy od pieniędzy ważne jest też nastawienie. Nie wierzy że może spotkać ją jeszcze coś dobrego. Zastanawiam się czy mama nie cierpi na depresje albo jakąś nerwice. Bardzo się o nią martwię. Chciałabym jakoś jej pomóc żeby odbiła się od dna i nabrała pewności oraz siły do walki o siebie i swoją rodzinę. Próbowałam z nią rozmawiać jednak moje uwagi jako jej córki nie działają na nią mobilizująco, a jeszcze bardziej dobijająco. Zauważyłam także że jej samopoczucie i ogólna sytuacja ma coraz większy wpływ także na mnie. Pragnę bardzo jej pomóc aby przejęła kontrole nad własnym losem i życiem. Dłatego bardzo proszę o rade albo jakieś wskazówki od czego zacząć naprawę naszego życia szcególnie psychiki oraz gdzie mogę szukać pomocy aby ojciec nas nie zniszczył i pogrążał jeszcze bardziej
odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Paweł Gosek
Dr n. med. Paweł Gosek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Problem z zasypianiem, płaczliwość i ucisk w żołądku a sytuacje stresujące i duży konflikt

We wrześniu ubiegłego roku doszło w mojej rodzinie do dużego konfliktu. Od tego czasu miałam problemy z zasypianiem, występowało uczucie "związanego żołądka", stałam się płaczliwa. W listopadzie zmarł mój tato, doszło do tego poczucie winy. W marcu tego roku... We wrześniu ubiegłego roku doszło w mojej rodzinie do dużego konfliktu. Od tego czasu miałam problemy z zasypianiem, występowało uczucie "związanego żołądka", stałam się płaczliwa. W listopadzie zmarł mój tato, doszło do tego poczucie winy. W marcu tego roku mąż stracił pracę, doszły problemy finansowe. Wyżej wymienione problemy pogłębiły się, doszło drżenie rąk. Przez pewien czas pomagały leki bez recepty. Przed zrobieniem sobie czegoś, powstrzymuje mnie myśl o córeczce i mężu.
Patronaty