Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Stres: Pytania do specjalistów

Orientacja seksualna - zaburzenia

Od jakiegoś czasu mam problem z orientacją sexualną. Moje problemy zaczęły się sporo czasu wcześniej, gdzie byłem w dużym stresie. Zauważyłem, że mam problemy z erekcją. Z czasem się to pogłębiało. Co gorsza zacząłem jakoś inaczej patrzeć na facetów. Kiedyś... Od jakiegoś czasu mam problem z orientacją sexualną. Moje problemy zaczęły się sporo czasu wcześniej, gdzie byłem w dużym stresie. Zauważyłem, że mam problemy z erekcją. Z czasem się to pogłębiało. Co gorsza zacząłem jakoś inaczej patrzeć na facetów. Kiedyś doszło do sytuacji, że byłem jakiś zazdrosny o kolegę. Wyszło więc, że jestem gejem. Od tego czasu zaczęły się moje problemy z psychiką. Często kiedy rozmawiam z facetami pojawiają mi się jakieś myśli, że np. się z nimi całuję lub coś gorszego. W nocy nie masturbuję się dla facetów i nie śnie o nich, ale jak widzę jakiegoś takie myśli nieraz przychodzą. Strasznie mnie to męczy. Nie wiem czy z tego powodu nie mam jakiś komplikacji z sercem,  bo zauważyłem, że ze stresu strasznie ciężko mi się czasem oddycha. Postanowiłem iść z tą sprawą do sexuologa. Ten sprawdził mi poziom testosteronuu i progesteronu. Okazało się, że testosteron mam na poziomie dziadka. Brałem przez jakiś czas leki, ale mało się zmieniło. Cięgle jestem w dużym stresie i myśli, które wyżej opisałem często wracają, co robić??? Co z tym zrobić? Czy coś mi pomoże? Nie wiem, wizyta u psychoterapeuty? Jeżeli tak czy w łodzi są jakieś godne polecenia osoby i czy za takie wizyty trzeba płacić? Dodam, że ponownie wybrałem się na badania chormonalne, a oto wyniki : fsh 1,8 mUl/ml zakres 0,70-11,1 LH 2,0 mUl/ml zakres 1,7 -8,6 Prolaktyna 5,97 ng/ml zakres 4,04-15,2 testosteron 16,17 nmol/l zakres 9,90 -27,80. Jestem około 30-dziestki.
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Stres podczas lekcji - jak sobie z nim poradzić?

Witam! Jestem dosyć młodą osobą, która chodzi do pierwszej klasy szkoły średniej. Od pewnego czasu mam problemy z własną osobą. Dotyczy to sposobu myślenia. Zauważyłam u siebie nerwicę, która nasila się w sytuacjach stresowych. Najgorzej jest podczas lekcji. Jestem bardzo...

Witam! Jestem dosyć młodą osobą, która chodzi do pierwszej klasy szkoły średniej. Od pewnego czasu mam problemy z własną osobą. Dotyczy to sposobu myślenia. Zauważyłam u siebie nerwicę, która nasila się w sytuacjach stresowych. Najgorzej jest podczas lekcji. Jestem bardzo zestresowana i powoli nie radzę sobie z tym. Wyniki w nauce nie są takie, jakie chciałabym osiągać, a w moim życiu pojawiło się wiele momentów przełomowych, tj. zmiana szkoły, problemy rodzinne... Dużo rzeczy zaczęło się zmieniać, a ja zaczęłam wszystko widzieć w szarych barwach. Mniej się uśmiecham, mniej korzystam z życia i właściwie nic mi się nie chce. Lekcje stały się dla mnie bardzo stresujące (nigdy tego problemu nie było) oraz zauważyłam, że przez stres, który przeżywam na lekcjach, często robi mi się słabo, duszno i niedobrze. Teraz nie tylko towarzyszy mi stres, że nie będę czegoś umieć albo że zostanę odpytana czy pójdę do tablicy, lecz panicznie się boję, że zasłabnę na lekcji z powodu tego stresu. I myślenie intensywne o tym na lekcji sprawia, że nie tylko się nie mogę na niej skupić, ale także powoduje, że naprawdę zaczynam się źle czuć. Najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę, że to ja sama siebie nakręcam. W domu czy w innych miejscach, w których nie jestem narażona na stres, takiego problemu nie ma. Dlatego doszłam do tego, że problem nie leży po stronie zdrowia fizycznego (bo gdyby tak było, robiłoby mi się słabo nie tylko w szkole, lecz w innych miejscach), lecz zdrowia psychicznego. Nie wiem, jak sobie z tym radzić i skąd właściwie się to bierze. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co oznacza drżenie rąk i problemy z oddychaniem?

Witam! Moje problemy ze zdrowiem zaczęły się 2 lata temu. Brak pracy, napięta sytuacja w domu, aż pewnego dnia zauważyłem, że trzęsą mi się ręce. Zrobiłem badania tarczycy, wszystkie wyniki krwi, próby wątrobowe, przewodnictwo nerwowe i wszystkie wyniki są...

Witam! Moje problemy ze zdrowiem zaczęły się 2 lata temu. Brak pracy, napięta sytuacja w domu, aż pewnego dnia zauważyłem, że trzęsą mi się ręce. Zrobiłem badania tarczycy, wszystkie wyniki krwi, próby wątrobowe, przewodnictwo nerwowe i wszystkie wyniki są w normie. Przez ten czas troszkę przyzwyczaiłem się do tego drżenia, ale ostatnio zaczęło się nasilać, uniemożliwiając mi normalną pracę. Do tego doszły problemy z lekkim bólem w klatce piersiowej, który bardziej odczuwam jako duszność i problem z nabraniem powietrza. Od zawsze byłem osobą impulsywną i nerwową, ale ostatnio z każdej błahej sprawy robię wielką aferę. Zastanawiam się, w którą stronę pójść w celu zdiagnozowania problemu, czy jest to problem kardiologiczny, czy może psychologiczny? Pozdrawiam.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Żyję w ciągłym stresie

Dzień dobry! Piszę do państwa z prośbą o poradę oraz zdiagnozowaniu mojego przypadku. Więc sprawa wygląda tak. Mam 32 lata, normalną pełną rodzinę, pracę, w której właśnie nie jest za dobra atmosfera. Zasadniczo jestem osobą bardzo spokojną, ciężko mnie zdenerwować....

Dzień dobry! Piszę do państwa z prośbą o poradę oraz zdiagnozowaniu mojego przypadku. Więc sprawa wygląda tak. Mam 32 lata, normalną pełną rodzinę, pracę, w której właśnie nie jest za dobra atmosfera. Zasadniczo jestem osobą bardzo spokojną, ciężko mnie zdenerwować. Ogólnie tak jakby nerwy zbierały się we mnie, a po pewnym czasie wybuchałem. Brak agresji przy wybuchy nerwów. Z objawów zewnętrznych to biegunka praktycznie przy każdym wyjściu z domu. Przy sytuacjach mocno stresowych i nerwowych częste oddawanie moczu. Rano wychodząc z domu, mam kaszel, który w większości przypadków kończy się wymiotami, małymi, po których się uspokajam. Podejrzewam, że atmosfera w pracy, jak i samo nastawienie powoduje takie reakcje. Czasami w domu niepotrzebnie się denerwuję, nawet drobnymi sytuacjami, przy których raczej normalnie powinno się być spokojnym.

Na dzień dzisiejszy nie palę, ale wcześniej paliłem, przestałem i znowu zacząłem palić właśnie przez nerwy. Nie spożywam alkoholu w celu uspokojenia się. Ostatnio mimo przerwy świątecznej, więc braku impulsów z pracy, na przykład po seksie z żoną z rana mam wielki atak nerwów. Co akurat dla mnie jest niezrozumiałe. Leczę się na nadciśnienie. Leki teoretycznie nie powodują ataków nerwów. Teoretycznie mogą, ale zażywam leki od 9 lat, a nerwica zaczęła się 2 lata temu. Co to może być za przypadek? I jak go leczyć?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy wieloletnia masturbacja mogła spowodować, że stałem się impotentem?

Jestem w trudnym i wstydliwym położeniu, nawet nie mam pewności, czy warto o tym pisać. Skończyłem już 60 lat i do tej pory jestem prawiczkiem. Nigdy nie penetrowałem penisem kobiecej pochwy. Od niemal pół wieku tylko się onanizuję. Jestem nieładny,... Jestem w trudnym i wstydliwym położeniu, nawet nie mam pewności, czy warto o tym pisać. Skończyłem już 60 lat i do tej pory jestem prawiczkiem. Nigdy nie penetrowałem penisem kobiecej pochwy. Od niemal pół wieku tylko się onanizuję. Jestem nieładny, mam brzydką wadę wzroku, nie nauczyłem się tańczyć. Kobiety podobają mi się, bardzo... ale nie mam odwagi podejść, porozmawiać. Boję się odtrącenia, ośmieszenia. Marzę o bliskości, o stosunku, lecz boję się... Taka przykra prawda. Rozmawiałem już na ten temat na kilku forach, niektórzy internauci mnie pocieszali, zachęcali, żeby jednak spróbować... ale najbardziej utkwiły mi w pamięci wypowiedzi trzech kobiet w różnym wieku (od 20 do 40 lat). – Ciekawe, co byś zrobił, jakby ci nie stanął ze stresu nagle. Miękkim nie poruchasz. Na zielonej szkole poszłam do łóżka z jednym chłopakiem, który był strasznie napalony na mnie, ale jak leżałam przed nim w łóżku rozebrana, to się tak pospinał, że mu w ogóle nie stanął. Nawet robienie loda nie pomogło... Wiesz, na sucho staje, a jakbyś miał laskę przed sobą? Jeszcze 10 albo i więcej lat młodszą?? – Pamiętaj o swojej masturbacji i jej częstotliwości. Skąd wiesz, że nie wolałbyś własnej ręki od partnerki, gdybyś ją miał. To właśnie wtedy faceci uświadamiają sobie, że są uzależnieni i „popsuci”. Chodzi mi o odczucia. Ręka daje silniejszy ucisk przyzwyczajając do tego penisa, w pochwie może mu być za luźno. – Obawiam się, że stres przeżyłbyś nie tylko za pierwszym razem. Poza tym jest jeszcze sprawa wrażliwości penisa. Po latach masturbacji z reguły nie jest już wrażliwy na bodźce, których dostarcza pochwa. Pochwa jest miękka, gładka, delikatna wewnątrz i nawilżona śluzem. Po prostu tarcie, nawet ciasnej pochwy, może nie być wystarczającą stymulacją. Może dojść do sytuacji, że i tak będziesz musiał skończyć tradycyjnie, a to może rodzić następne stresy... W związku z tym mogą nastąpić kolejne blokady - wyrzuty, że nie potrafisz się spuścić w pochwie, upokorzenie itp. Jest jednak szansa, że sama świadomość, iż wreszcie spełnia się Twoje marzenie normalnej penetracji, okaże się wystarczającą stymulacją. Wynika z tego, że szanse na udany stosunek, nawet gdyby do niego doszło, są nikłe. Ostatnio w ciągu dnia w ogóle nie odczuwam erekcji, od dawna nie występują też u mnie nocne polucje, jedynie nad ranem członek jest sztywny, naprężony. Żołądź nie jest już tak wrażliwa na dotyk jak kiedyś. Onanizuję się dwa, trzy razy w tygodniu; prawie za każdym razem trwa to długo, nieraz dopiero po dwóch, trzech godzinach dochodzi do wymęczonej ejakulacji. Czuję się tym wszystkim bardzo „zdołowany”. Czy wieloletnia masturbacja mogła „popsuć” mnie do tego stopnia, że stałem się impotentem, który zejdzie z tego padołu nie zaznawszy rozkoszy z kobietą?
odpowiada 2 ekspertów:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Przemoc psychiczna w szkole

Witam, jestem uczniem pierwszej klasy liceum (15 lat, w tym roku 16) i chciałbym się wypytać o bardzo mnie nurtujący problem. Mam problem z adaptacją w klasie. Dostałem się do najlepszego liceum w powiecie i dołączyłem do klasy, która wymagała...

Witam, jestem uczniem pierwszej klasy liceum (15 lat, w tym roku 16) i chciałbym się wypytać o bardzo mnie nurtujący problem. Mam problem z adaptacją w klasie. Dostałem się do najlepszego liceum w powiecie i dołączyłem do klasy, która wymagała najmniej punktów, ale nie przewidziałem konsekwencji, że nawet w najlepszej szkole są czarne owce, które uprzykrzają życie. Przez pierwsze 3 tygodnie było dobrze, klasa mi nie dokuczała, integrowałem się dobrze z większością. Lecz czar wspaniałej klasy prysł. Wyjechałem z większością klasy na wycieczkę integracyjną, na której od początku elita klasy w postaci 4 osób uwzięła się na mnie. Rzucali we mnie szyszkami, ironicznie o mnie mówili itp. Dochodziła noc (wycieczka była 2-dniowa) i już myślałem, że będzie spokój, poszliśmy do schroniska do swoich pokojów i nawet, nawet był spokój, oni nie dogryzali mi jakoś specjalnie, gadałem z innymi osobami z klasy, było fajnie. Następnego dnia już nic mi nie robili, tylko co jakiś czas gnębili kogoś innego, ale rzadko. Ja każdą sytuację, w której byłem oblegany przez nich ignorowałem i się czasami śmiałem razem z nimi, by nie dać poznać po sobie, że jestem oburzony, ani żeby ich nie zdenerwować.

Poniedziałek, kolejny dzień szkoły, kolejny dzień w stresie, czy mnie nie zgnębią. I się nie myliłem, zaczęli znowu. Wtorek podobnie i dzisiaj było najspokojniej, plecak mi tylko zabrali, ale niedaleko. Tak więc ogólnie opowiedziałem moją historię. Teraz może opiszę moją taktykę obrony, a pan/pani oceni, czy będzie ona dobra, czy zła i wprowadzi pani odpowiednie zmiany. W szkole staram się przy nich nie uciekać, trochę pogadać, na jakieś ironiczne słowa o mnie odpowiadać z uśmiechem, przykład: Ale ty silny jesteś, chyba ty ćwiczysz na siłowni, bo ja tak silny to nie jestem. A ja odpowiadam: A no widzisz, ćwiczyło się nieraz mięśnie rąk. Oczywiście z uśmiechem odpowiadam. Nie staram się ich unikać, uciekać od nich, bo jeszcze wyczują, że się ich boję. Tak więc mam nadzieję, że wystarczająco opisałem swój problem i liczę na odpowiedź na właściwie te pytania: Czy z czasem przestaną się oni niemiło wobec mnie zachowywać i wyrosną z tego? Czy moja taktyka opisana wyżej będzie skuteczna? Czy jeżeli oni będą mnie ciągle gnębić, to koledzy, z którymi gadam odwrócą się ode mnie po czasie? No i oczywiście prosiłbym o ogólne rozpatrzenie i opisanie mojego problemu. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Brak apetytu i niechęć do jedzenia a stres

Witam! Mam 23 lata. Mój problem polega na tym, że nie wiem czemu odczuwam duży problem z jedzeniem przy dziewczynie, ewentualnie w dużym skupisku ludzi, najczęściej, których nie znam lub których mam poznać. Do tego zauważyłem, że jestem osobą raczej...

Witam! Mam 23 lata. Mój problem polega na tym, że nie wiem czemu odczuwam duży problem z jedzeniem przy dziewczynie, ewentualnie w dużym skupisku ludzi, najczęściej, których nie znam lub których mam poznać. Do tego zauważyłem, że jestem osobą raczej mocno się stresującą byle jakimi rzeczami. Na przykład dowiaduję się, że dziewczyna idzie się spotkać ze swoim kumplem, o tym wiem, że jej nie podrywa ani nic, a i tak się denerwuję i automatycznie opada mi apetyt. Właśnie u mnie jest tak, że stres czy sytuacja stresująca jest powiązana z apetytem. Od dawna to miałem, już jako nastolatek bałem się jeść w szkole, bo myślałem, że nie dam rady zjeść i się skompromituję. Głównie to na tym polegało. Przy pierwszej dziewczynie też bałem się jeść. Kiedyś dochodziło do tego, że nawet w domu bałem się jeść obiad z rodzicami i strasznie się stresowałem, co powodowało, że miałem napchany brzuch i ledwo jadłem. Musiałem też dużo popijać, bo łatwiej wtedy jedzenie przechodzi przez gardło. Z wiekiem problem malał. Ze znajomymi, których znałem nie miałem problemów, zwłaszcza z najlepszymi kumplami. Potem na wyjazdach też było okej, radziłem sobie, zwłaszcza jak piłem alkoholu dużo na wyjazdach to problem nie miał już znaczenia. Z kolejnymi dziewczynami było w miarę okej.

Może problem się pojawia jak spodziewałem się pójścia do restauracji itd. to myślałem ciągle o tym, że nie zjem tego co zamówię i wymyślałem często bóle żołądka lub inne dolegliwości. Moja ostatnia dziewczyna w ogóle mnie nie stresowała i jadłem u niej normalnie i w jej obecności. Problem się odnowił od kiedy jestem z obecną. Ma ona dość silny charakter i na początku znajomości nie miałem problemów, by z nią jeść. Jednak jak mi mówiła „dojedz to” albo „a co zostawiasz na talerzu” mój lęk rósł stopniowo. Po roku znajomości wyjechałem z nią i jej znajomymi na wyjazd i tam jeszcze spokojnie jadłem z nimi, chyba że się z nią pokłóciłem, to nic nie mogłem zjeść, bo byłem wściekły. Dodam, że jesteśmy ze sobą już prawie 2 lata. Jednak teraz jest źle, bo jak tylko pomyślę, by u niej zjeść, to łapie mnie jakaś blokada. Na przykład ostatnio pojechaliśmy na imprezę rodzinną. Przez 4 tygodnie myślałem o tym, że będę jadł z nią i jej rodziną, że wypada zjeść jak należy. Tworzyłem sobie takie rzeczy w głowie. Stworzyłem historyjkę, że mnie brzuch boli i mam jakieś kłopoty żołądkowe, w co uwierzyli wszyscy. Dziewczyna mówi, że jem mało, a ja się przy niej po prostu hamuję, kiedyś troszkę sobie z tego żartowała, teraz na to już nie zwraca uwagi i wiem, że w ogóle mnie nie ciśnie w żaden sposób. Jak mi mówi o tym, że słyszała o takiej czy innej restauracji, to mówi, że tam byłoby smacznie itd., a ja tylko przytakuję, bo nawet przez myśl mi nie przechodzi, by gdzieś pójść zjeść. Najlepsze jest to, że jak już zjem obiad mimo wcześniejszego strachu to czuję się wspaniale, że dałem radę itd., że może już koniec problemu. Tylko jak znowu się o coś wkurzę lub zestresuję, to jakby już nie jestem taki pewny.

Na pewno odpada rozmowa z nią na ten temat, bo po 1, co ona by sobie pomyślała o mnie, zresztą to wcale nie znaczy, że się stresuję jak z nią zawsze jestem, tylko że to jedzenie jakoś mnie blokuje. Często jeździmy na działkę, raz na miesiąc. Jak ją po raz pierwszy wziąłem, to myślałem tylko o jedzeniu itd. Jak raz zjadłem obiad, który zrobiła, to poczułem się super. I potem to przeszło i czułem się bardzo dobrze przez 2 tygodnie. Potem się chyba pokłóciliśmy i to jakoś samo wróciło. Teraz jak jeździmy mam zawsze taki problem, mimo że mnie w żaden sposób nie „krępuje” ani nic. A jak zjem obiad, to i tak myślę, że innym razem może nie dam rady. Zawsze mam wodę, by popijać, jak nie będę mógł zjeść. Czasami biorę kęsa, zjem trochę i coś pomyślę, że jeszcze tylko do zjedzenia i stresuję się niepotrzebnie, a to tylko pogarsza. Jak jem sam lub z rodziną, to na luzie jem i nawet jak jestem zapchany, to jem mnóstwo.

Generalnie dużo się stresuję o byle bzdetki, ale to jest tak, że u mnie stres=brak apetytu. Największy problem z jedzeniem mam jak mam jeść z dziewczyną i nieznajomymi. To myślę o tym dużo wcześniej. Chyba najlepiej jak się dowiem nagle o tym, że gdzieś mamy iść zjeść, bo nie mam czasu, by spowodować, że mój brzuch jest troszkę rozstrojony. Z drugiej strony jest to jak jakiś szok, który przechodzi przez ciało. Jak wypiję alkohol, to jest o wiele lepiej. Ze znajomymi i rodziną nie ma problemów z jedzeniem. Chyba że np. dziewczyna zadzwoni, a jesteśmy pokłóceni. Jak idę na imprezę, to nie mogę nic zjeść wcześniej, potem jak wypiję i mam dobry humor, to mogę jeść ile wlezie. Generalnie jestem osobą dobrze zbudowaną, jem dużo na co dzień. Chodzę na siłownię i trenuję. Dużo jem wieczorami, rano mało, bo nie mogę w siebie wepchnąć nic. Jak idę z dziewczyną na miasto, to raczej nic z nią nie jem, ona zje sobie naleśnika, a ja mówię, że w domu jadłem. Potem wracam do domu i już jem ile wlezie, jakbym sobie odbijał stracony czas. Dodam, że nie lubię jeść z dziewczyną, bo nie po to się z nią idę spotkać. Wolę się poprzytulać, ale to nie w tym sęk chyba. Proszę o pomoc, bo mnie to bardzo denerwuje!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co mam zrobić, nie radzę sobie w pracy?

Mam 25 lat, niedawno skończyłam studia. Teraz pracuję, ale kompletnie sobie nie radzę. Udaję szczęśliwą, choć tak naprawdę jestem coraz bardziej załamana. Codziennie przed pracą odczuwam lęk. Budzę się nad ranem i nie mogę już zasnąć, bo nie mogę przestać... Mam 25 lat, niedawno skończyłam studia. Teraz pracuję, ale kompletnie sobie nie radzę. Udaję szczęśliwą, choć tak naprawdę jestem coraz bardziej załamana. Codziennie przed pracą odczuwam lęk. Budzę się nad ranem i nie mogę już zasnąć, bo nie mogę przestać myśleć. Ciągle chce mi się płakać, wieczorem, kiedy idę spać, rano, kiedy wstaję, w ciągu dnia, w pracy. Nie potrafię swobodnie rozmawiać z ludźmi. Ciągle martwię się, co pomyślą o mnie inni, że wyjdę na kompletną idiotkę. Właściwie ciągle się czymś martwię. Chcę porozmawiać z szefem. Nie wiem tylko co mam powiedzieć. Że sobie nie radzę? Że to praca nie dla mnie, czy mógłby mnie przenieść na inne stanowisko? A jeśli mnie zwolni? Coraz częściej myślę, że nie wytrzymam tu dłużej i chyba lepiej już nawet zostać zwolnioną. Raz chcę pójść porozmawiać z szefem i myślę, że może będzie dobrze, ale za chwilę nie mam siły, żeby się zmusić do tego. I tak ciągle to odkładam. Po prostu nie wiem już, co mam robić. Nie wyobrażam sobie przyszłości. Chciałabym coś zmienić, ale nie wiem jak, od czego zacząć.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z ciągłym stresem i odrzuceniem przez klasę?

Witam, na początek chciałbym troszkę o sobie opowiedzieć. Mam 16 lat, chodzę do I klasy liceum. Moje problemy zaczęły się od 6 klasy szkoły podstawowej. Wcześniej ich nie miałem, byłem wesołym dzieckiem, akceptowanym przez wszystkich i lubianym (tak myślę), źle...

Witam, na początek chciałbym troszkę o sobie opowiedzieć. Mam 16 lat, chodzę do I klasy liceum. Moje problemy zaczęły się od 6 klasy szkoły podstawowej. Wcześniej ich nie miałem, byłem wesołym dzieckiem, akceptowanym przez wszystkich i lubianym (tak myślę), źle nie było. Mieszkam w bardzo małej miejscowości, także wiele osób w niej nie mieszka. Z rodziną raczej wszytko było w porządku, mama jest trochę nadopiekuńcza, a ojciec dużą rolę przykłada do nauki. Byłem i jestem ulubieńcem rodziców, takim można powiedzieć „pupilem”, mam dwóch starszych braci, po ok. 30 lat, dobrze się z nimi rozumiem. Za to z żoną brata nie za bardzo (nie zawsze tak było). Problem pojawił się, kiedy mój kuzyn i jednocześnie najlepszy kolega, wraz ze swoją siostrą, się wyprowadzili. Cały świat, można powiedzieć, że się zawalił, pamiętam nawet, kiedy to było. Bardzo się wtedy zmartwiłem, oczywiście nie tylko on mieszkał w naszej wsi i nie tylko z nim się kolegowałem (było jeszcze 3 kolegów), ale to on głównie trzymał „paczkę”, jak go zabrakło, to automatycznie cała paczka zaczęła się, można powiedzieć, rozpadać. Były jeszcze wakacje, a ja zostałem sam i nie wiedziałem, co dalej poczynić. Zacząłem jeździć do sąsiedniej wsi, do kuzyna, z którym rozumiałem się dobrze i do tej pory się rozumiem. Dobra, minęło, źle nie było, jakoś się pozbierałem. Teraz dopiero tak realnie miał się zacząć problem, a więc pierwszy raz na rozpoczęcie roku bałem się przyjść, to dlatego, że nie miałem u boku najlepszego swojego kumpla, bo to przy nim czułem się swobodnie i do tej pory tak jest, kiedy się z nim spotykam. Zacząłem się zamykać w sobie, bałem się odezwać na łonie klasy (nigdy tego za bardzo nie lubiłem), ale najgorsze, że zaczynałem myśleć o przyszłości, to co będzie, to znaczy stresowałem się w samotności, rozmyślając, jak będzie jutro w szkole. Koledzy zaczęli mi doskwierać, widząc moje słabości, szybko zmienili zachowanie wobec mnie, można powiedzieć, stałem się „kozłem ofiarnym”. To było naprawdę niesympatyczne, zacząłem rozmyślnie planować różne choroby, by tylko nie iść do szkoły. W szkole przeważnie chodziłem sam na przerwach, rozmyślając, jak tu by uciec od klasy. Po szkole było podobnie, to znaczy wychodziłem ostatni lub pierwszy. Bałem się chodzić po mieście, że ich spotkam. W gimnazjum na pewno lepiej nie było, w dalszym ciągu myślałem podobnie. Oczywiście nie było tak, że każdy dzień był zły, bywały zupełnie fajne dni. Ogólnie rzecz biorąc, było źle, przede wszystkim ze mną, bo ciągle się bałem i stresowałem: „jak to będzie”. Wakacje przeważnie spędzałem w połowie w domu (nie był źle), a w połowie na kolonii, na której z kolei wszystko było dobrze, choć również stres był. Myślałem, że jak pójdę do nowej szkoły, to będzie dobrze i miałem rację, udało mi się trafić na świetną szkołę i byłem bardzo zadowolony. Cieszyłem się, że wybrałem tę szkołę. Nie było tak pięknie, jak by się mogło wydawać, wciąż musiałem (muszę) jeździć do tej szkoły ze swoimi starymi kolegami z klasy i przeżywać ten ciągły stres. Pomimo tego wszystkiego nie było źle, cóż przynajmniej w szkole był spokój. Wczoraj przy mojej nieobecności na lekcji WDŻ pani zrobiła test „lubienia”. Każdy miał napisać przy każdej osobie +, - lub 0. Dostałem zaledwie trzy plusy na trzynaście osób. Wtedy poczułem, że znów wszystko się rozpada. Nie wiem, co mam robić, koledzy już zauważalnie inaczej na mnie patrzą, a ja czuję się całkowicie przyblokowany. Jestem już raczej w depresji, czuję się samotny, zaniepokojony i niepotrzebny, nie wiem, co przyniesie mi kolejny tydzień.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy to jakieś zaburzenia spowodowane przewlekłym silnym stresem?

Witam! Przez ponad rok pracowałam po 12-13 godzin dziennie. Również we wszystkie weekendy. Mimo próśb skierowanych do pracodawcy nie udzielił mi wsparcia w postaci dodatkowych etatów, mimo iż były one potrzebne. Niestety ja wtedy zaczęłam pracę "na 2 etaty", tak...

Witam! Przez ponad rok pracowałam po 12-13 godzin dziennie. Również we wszystkie weekendy. Mimo próśb skierowanych do pracodawcy nie udzielił mi wsparcia w postaci dodatkowych etatów, mimo iż były one potrzebne. Niestety ja wtedy zaczęłam pracę "na 2 etaty", tak aby doprowadzić projekty do końca. Niestety po upływie pewnego czasu nie byłam w stanie już wytrzymać z nadmiernym stresem, jaki cały czas na mnie ciążył - mimo iż pracowałam tyle, niestety wszystkiego nie dało się zrobić dobrze. Do pracy wtedy dołączył nowy prezes, który miał nowe pomysły co wiązało się z większa ilością pracy, na co już nie miałam siły. Tłumaczyłam prezesowi jakie mam objawy i powiedziałam, że potrzebuje odpocząć od pracy i stresujących warunków. Jednakże już w pierwszym dniu L4 nękał mnie o powrót do pracy i podokańczanie projektów - ta sytuacja stresowała mnie jeszcze bardziej. Objawy które wtedy u mnie występowały to: 1. Biegunka i wymioty (zdarzyło się tak, że obydwa równocześnie - siedząc na toalecie wymiotowałam). 2. Bardzo dużo płakałam (nie wiem skąd brały się łzy - czasami leciały kilkoma strumieniami z oczu). 3. Kłopoty ze snem - sypiałam po 3 godziny maksymalnie, budząc się często ok. 3 w nocy z myślami o pracy i o czymś z czym się nie wyrobiłam. Często wtedy wsiadałam do auta i jechałam do pracy na 4 lub 5. 4. Głowę miałam pełną - przepełnioną i ciężką, otumanioną. 5. Pojawiły się zaburzenia odżywiania (jako 16 latka byłam chora na bulimię, ale od 19 roku życia nie miałam nawrotów).   Następnie stało się coś takiego, że nie mogłam wstać z łóżka. Wstawałam tylko dlatego, że musiałam wstać do pracy. Wtedy z kolei: 1. Nie mogłam się rano obudzić, kładłam się do łóżka o 20.00 i wstawałam przed 8. 2. Kładłam się do łóżka w ubraniu, nie zmywając makijażu, nie myjąc się i tak przez kilka dni a potem z powrotem to samo. 3. Przychodziłam do pracy i nie mogłam się skupić - otwierałam w komputerze kilka zakładek jednocześnie i klikałam jedną za drugą, nie wiedziałam od czego zacząć a czasami zapominałam co mam zrobić. 4. Poczucie mojej wartości strasznie spadło. Uważałam, że to jest moja wina, bo to we mnie tkwi problem i to ja po prostu nie nadaję się do takiej pracy. Czułam się bezsilna 5. Wszystko było mi obojętne - ze stanu mobilizacji przeszłam w stan takiego totalnego zobojętnienia. Na przykład wiedziałam, że poniosę konsekwencję za to, że się nie wyrobiłam z pracą, ale nie potrafiłam się tym przejąć. Wiedziałam, że muszą zadanie wykonać, ale nie potrafiłam się za nie zabrać. 6. Kontakty z rodziną i przyjaciółmi się urwały. 7. Hobby przestało mnie już pasjonować i przestało mnie w ogóle cieszyć. Przestałam odczuwać radość z czegokolwiek. 8. Generalnie przestało mi się chcieć żyć - nie w takim sensie, że mogłabym popełnić samobójstwo, ale nie miałam ochoty na codzienne funkcjonowanie - przebieranie się, mycie. 9. Miałam poczucie wielkiej krzywdy, która mi się dzieje - tyle poświeciłam tej pracy, a oni w ten sposób mnie traktują. Czym sobie na to zasłużyłam? Proszę mi powiedzieć, czy to były objawy depresji? Pytam z tego względu, że mi lekarz powiedział, że to nie depresja a jedynie łagodne zaburzenia. Lekarz stwierdził, iż powinnam stosować psychoterapię i farmakologię, ale jednocześnie kontynuować pracę u swojego pracodawcy. Tylko jakim sposobem miałam to zrobić - czy jedno nie wyklucza drugiego - skoro stres w pracy doprowadził mnie do takiego stanu rzeczywiście powinnam do niej wracać? Edyta Gajewska

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Proszę o interpretację i ocenę mojego zachowania

Witam serdecznie, mam 27 lat i od 3 lat choruję na zaburzenia obsesyjno - kompulsywne. Staram się regularnie chodzić na terapię (w chwili obecnej mam przerwę) i przyjmuję A***. Pierwszym objawem mojej nerwicy był lęk przed tym, że komuś zrobię...

Witam serdecznie, mam 27 lat i od 3 lat choruję na zaburzenia obsesyjno - kompulsywne. Staram się regularnie chodzić na terapię (w chwili obecnej mam przerwę) i przyjmuję A***. Pierwszym objawem mojej nerwicy był lęk przed tym, że komuś zrobię krzywdę - po terapii i lekach przeszło, później nadszedł lęk przed wymiotowaniem, który czasami lecz bardzo rzadko wraca, można powiedzieć że uporałam się z nim. Tym lękom oczywiście towarzyszyły myśli natrętne czy jestem chora psychicznie, czy będę mieć normalne życie, itp. Psycholog stwierdził, że podłożem jest tutaj moja osobowość, stwierdził i psycholog i psychiatra, że jestem bardzo wrażliwa i inteligentna, wszystkim się przejmuję. A źródłem tego wszystkiego jest moja matka, która cale życie stawiała mi wysoko poprzeczkę i wyrobiła we mnie poczucie, że jestem nikim, że moje zdanie się nie liczy, czy jestem brudasem (choć mam fila na punkcie porządków). Nauczyłam się z nią żyć i nauczyłam się po terapii uświadamiać sobie, że to tylko słowa, że ona tak ma bo została tak też wychowana przez swoich rodziców. Później kolejnym lękiem były zaburzenia egzystencjalne i niesamowite zmęczenie temu towarzyszące (jak sobie przypomnę to było najgorsze). Ciężko mi się żyło, wydawało mi się, że się męcze życiem, że nie dam rady, że już dłużej nie wytrzymam, towarzyszyła temu myśl samobójcza, a następnie lęk że się zabije. Znów była terapia i znów przeszło. 2 lata temu rozstałam się z miłością swojego życia, czego do dziś nie mogę zrozumieć, ale przechorowałam i związałam się z obecnym partnerem. Troskliwy, czuły, opiekuńczy, zaszłam z nim w ciążę. Po 4 miesiącach straciłam dziecko. Znów lęki i leki. Odchorowałam przeszło. 2 miesiące temu pojawiły się natręctwa typu powtarzanie czynności po kilka razy ucisk w głowie napięcie mięśniowe. Następnie niechęć do sukienek i spódniczek, które uwielbiam nosić - to również w miarę szybko przeszło. Nadmieniam, iż za 3 tygodnie wychodzę za mąż i tu pojawiło się kolejne - lęk przed partnerem! Oglądałam sobie któregoś dnia horror i on w tym momencie wszedł do pokoju i teraz ten lęk przed nim się utrzymuje, choć nie jest to jakieś ostre, ale zastanawiam się czy ja z nim wytrzymam przez resztę życia dzień w dzień, czasem jestem nim trochę znudzona, ale wiem że bardzo go kocham. Czemu tyle tych lęków się mnoży? Czemu nie umiem żyć jak reszta - zazdroszczę ludziom normalności, której ja nie mam. Czasem nie wiem czy się tylko nakręcam i to nic poważnego czy to choroba psychiczna. Proszę o wyrozumiałość i trafną ocenę sytuacji.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak się przygotować do seksu podczas gry wstępnej, aby nie odczuwać bólu?

Podczas gry wstępnej ciężko mi się przygotować na tyle, żeby stosunek nie sprawiał bólu, być może jest to spowodowane wcześniejszą intensywną masturbacja - tak jakby czucie mi zanikło. Jestem już ze swoim partnerem ponad rok, ale uprawiałam seks tylko 2... Podczas gry wstępnej ciężko mi się przygotować na tyle, żeby stosunek nie sprawiał bólu, być może jest to spowodowane wcześniejszą intensywną masturbacja - tak jakby czucie mi zanikło. Jestem już ze swoim partnerem ponad rok, ale uprawiałam seks tylko 2 razy. Za każdym razem było to dla mnie dość stresujące, mimo tego że byłam zabezpieczona (zdecydowałam się brać tabletki) po pierwszym razie (strasznie bolało i było dużo krwi) zniechęciłam się lekko. Nie wiem czy to kwestia tego, że nie jestem w stanie się dostatecznie rozluźnić, czy to faktycznie „uniewrażliwienie”. Widziałam, że są żele nawilżające, ale wolałabym nie używać takich specyfików, bo to chyba nie jest najlepsze wyjście. Nie wiem. Razem z moim chłopakiem nie chcemy się do niczego zmuszać, ale ta sytuacja jest dla mnie niekomfortowa, bo bardzo bym chciała się z nim kochać, poza tym przez to, że problem tkwi we mnie czuję, że zawodzę mojego partnera.
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Dlaczego wszystko mnie drażni i nie mogę opanować emocji?

Witam!   Mam problem, nie wiem czy to nerwica, czy nadwrażliwe jelito, ale od kilku miesięcy każdą emocję odczuwam układem pokarmowym. Do tego ostatnio strasznie wszystko mnie drażni, boję się, że nie zapanuję kiedyś nad sobą, każda błahostka... Witam!   Mam problem, nie wiem czy to nerwica, czy nadwrażliwe jelito, ale od kilku miesięcy każdą emocję odczuwam układem pokarmowym. Do tego ostatnio strasznie wszystko mnie drażni, boję się, że nie zapanuję kiedyś nad sobą, każda błahostka wyprowadza mnie z równowagi. Cierpią na tym mój syn i mąż. Mimo że nie chcę się denerwować i tak zawsze coś mi nie pasuje, potem przepraszam, a za chwilę znowu się czepiam. Poza tym bardzo chciałabym gdzieś wyskoczyć, np. na pizzę, ale gdy mąż zaproponuje mi wyjście, od razu ściska mnie w dołku. Ogarnia mnie jakiś dziwny lęk, że coś się stanie, że nie dojadę na miejsce, reaguję przy tym uczuciem, jakbym zaraz miała mieć biegunkę. Do tego nie potrafię się skupić. Kiedyś miałam bardzo podzielną uwagę, teraz z trudem ogarniam swoje myśli. Pisząc to kręcę palcami próbując sobie przypomnieć niektóre słowa, bo po prostu nie umiem nawet się wyrazić. Proszę o pomoc. Mój e-mail: jutynka881@wp.pl gg: 2151409. Dodam, że stwierdzono u mnie zapalenie żołądka ponad rok temu i helicobacter, ale już mnie podobno wyleczono.
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z niechęcią do nauki?

Witam! Jestem w klasie maturalnej, już za 3 miesiące są egzaminy, a ja jeszcze nic nie zaczęłam powtarzać ani się uczyć. Czuję straszną niechęć do nauki, a wręcz lęk. Niepokoi mnie to, bo pomimo tego, że wszyscy mówią, że matura...

Witam! Jestem w klasie maturalnej, już za 3 miesiące są egzaminy, a ja jeszcze nic nie zaczęłam powtarzać ani się uczyć. Czuję straszną niechęć do nauki, a wręcz lęk. Niepokoi mnie to, bo pomimo tego, że wszyscy mówią, że matura to bzdura i jest banalna, to trzeba się do niej przygotowywać. Wiem, że moje koleżanki regularnie od września powtarzają materiał, rozwiązują testy. Zawsze byłam dobrą uczennicą, miałam same piątki, wzorowe zachowanie, dużo się uczyłam. W zeszłym roku miałam w szkole bardzo dużo nauki, wiele przedmiotów i sprawdzianów i wiele godzin dziennie siedziałam nad książkami, bo bardzo wolno się uczę, wolno czytam, długo robię notatki, ale to był taki system, że po prostu w każdym tygodniu był jakiś sprawdzian, kartkówka. Notatki z każdego przedmiotu robiłam regularnie, bo nie trzeba się było na tym tak skupiać, wystarczyło przepisywać z książki i notatek z lekcji, ale do sprawdzianu zawsze uczyłam się na ostatnią chwilę, dzień przed albo rano od 6 i zdawało to u mnie egzamin, bo to wystarczyło, żeby dostawać maksymalną liczbę punktów. Ściągi nie były mi potrzebne, a koleżanki, które uczyły się cały tydzień dostawały gorsze oceny, tylko efekt był taki, że za parę dni nic już z tego nie pamiętałam, tylko przerabiałam już nową partię materiału do następnej kartkówki.

Mimo tej nauki miałam też czas dla siebie, spędzałam go z chłopakiem. Może łatwiej było mi się uczyć, bo cały czas spędzaliśmy razem, on jest o dwa lata starszy i zawsze gdy czegoś nie wiedziałam, to mi pomagał, uczył mnie matematyki, był taki wyrozumiały. Czasem zrobił za mnie jakieś mało ważne zadanie domowe, które jemu zajęło 5 minut, a ja straciłabym na to 2 godziny. Potem przyszły wakacje, w które powiedziałam sobie, że poświęcam je na naukę do matury, że ten rok trzeba się przemęczyć, pouczyć, żeby potem bez stresu zdać i dostać się na studia. Zrobiłam wokół tego mnóstwo szumu i do tej pory tak jest, cały czas mówię, że muszę się uczyć do matury, nakupiłam mnóstwo repetytoriów, testów i nic, nie potrafię się uczyć. Mam teraz mniej lekcji, bo zostały tylko podstawowe przedmioty, mniej sprawdzianów i owszem dalej mam same 5 w tym roku, bo jak jest jakiś sprawdzian, to uczę się tak jak w zeszłym roku, ale po za tym mam mnóstwo wolnego czasu. W tym roku było go wyjątkowo dużo, mało lekcji, dużo dni wolnych, jakieś święta, teraz ferie i mogłam naprawdę mnóstwo się nauczyć, a tak strasznie mnie od tego odpycha.

Nie potrafię się już tak uczyć jak w zeszłym roku, nic mi do głowy nie wchodzi, nic nie zapamiętuję, mam bardzo krótkotrwała pamięć. Wiem, że to głupi problem i że to kwestia mojej psychiki. Jestem bardzo nieśmiała, wszystkim się zawsze bardzo stresuję i jestem bardzo niezaradna i niesamodzielna (rodzice zawsze trzymali mnie pod kloszem), jestem najmłodszą córeczką. Na szczęście mam chłopaka, przy którym czuję się bezpiecznie, który mnie w pełni akceptuje, pomaga mi. Jesteśmy ze sobą dwa lata i wiemy, że będziemy razem, bo nie potrafimy bez siebie żyć. Ostatnio przez dłuższy czas często się kłóciliśmy, mi się wydawało, że jemu już mniej zależy, bo odeszła ta cała piękna otoczka (czułe słówka, komplementy, niespodzianki, każda wolna chwila spędzana razem) i bardzo się o to czepiałam, bo bardzo mi tego brakowało. On to wszystko cierpliwie znosił, teraz już w zasadzie wychodzimy na prostą, chociaż dalej mi tego brakuje, ale wiem, że on ma za dużo rzeczy na głowie - szkoła i dużo pracy. Wiem, że robi to dla mnie, że chce odłożyć coś na wspólną przyszłość i wiem, że on po prostu potrzebuje spokoju, ale ja teraz też potrzebuję jego wsparcia z nauką tak jak kiedyś, rozmowy, pomocy. Najbardziej brakuje mi takiej szczerej rozmowy z nim o wszystkim, bo to, że zniknęła ta cała piękna otoczka, to rozumiem, bo doszło dużo obowiązków i nie mamy dla siebie czasu. Zresztą mężczyźni raczej nie potrzebują takich rzeczy. Dla niego ważne jest to, że po prostu jesteśmy razem. Wprawdzie mówi mi często, że mnie kocha, ale nie ma takiego romantyzmu jak kiedyś.

Jeśli chodzi o związek to nie boję się, bo bardzo się kochamy i mam nadzieje, że jak się trochę przyluźni z obowiązkami, to wszystko wróci do normy. Wydaje mi się, że ten brak chęci do rozmowy może wynikać z tego, że ostatnio podczas rozmów o wszystko się czepiałam i zawsze marudziłam, np. jeśli chodzi o tą moją niechęć do nauki, to ma już dość tego mojego marudzenia i mówi, żebym się wzięła w garść, bo wszystko sobie wymyślam i jestem na dobrej drodze do niezdania matury, a takie coś mi nie pomaga. Wygadałam się o tym wszystkim mamie, ale to poza wsparciem niewiele mi pomogło. Nie wiem, co się ze mną dzieje, jeśli chodzi o tę naukę. Wiem, że to kwestia mojej psychiki, tylko czuję się bezradna. Myślałam o tym, żeby pójść do psychologa, ale tak naprawdę, jeśli sama się nie przemogę, to przecież nic to nie pomoże. Nie wiem, czy mam jakiś problem ze sobą, dlatego po prostu potrzebowałam się wygadać, żeby ktoś obiektywnym okiem na to spojrzał, czy wszystko ze mną w porządku i to jakiś stres. Czy może jest coś ze mną nie tak, jeśli chodzi o tę naukę i o to moje czepianie się chłopaka.

Wracając do tej nauki to mam tak, że wieczorem nie mogę zasnąć, bo bardzo się stresuję, że nie zdążę się przygotować do tej matury, że nie dostanę się na studia, a jak się dostanę, to sobie na nich nie poradzę. Planuje sobie, że następnego dnia już się zaczynam uczyć, że zrobię to, to i to, że jak tak codziennie się zacznę uczyć to sobie poradzę i będzie dobrze, że dam radę. Tylko jak już przychodzi do tego, że mam siąść do nauki to nie potrafię. Strasznie mnie od tego odpycha. Jak już siądę to nie mogę się skupić i po 5 minutach rezygnuję, zaczynam robić notatki i mówię, to teraz chociaż zrobię notatki a później się tego nauczę, ale już teraz nie ma czasu, później, bo zostały tylko 3 miesiące. Cały czas chodzę i marnotrawię czas. Odczuwam taki lęk i tęsknotę za chłopakiem. Cały dzień chodzę, nieraz płaczę i czekam na wieczór aż się spotkamy, a przecież mogłabym się w tym czasie pouczyć. Szybciej by czas zleciał i wieczór poświęcić jemu bez stresu o maturę. Nie wiem, czy chodzi o to, że nie potrafię bez niego funkcjonować, czy tak ta myśl o tym, że nie mogę się tylko nauczyć na sprawdzian, ale muszę wszystko zapamiętać do matury. Podejrzewałam nawet niedoczynność tarczycy, ale wydaje mi się, że to tylko kwestia mojej psychiki. Nie wiem czy po za tym, żebym się przemogła i jakoś zorganizowała jest jakaś rada? Proszę o oponie. Pozdrawiam!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Syndrom jelita nadwrażliwego i objawy psychosomatyczne jako reakcja na stres

Witam serdecznie, mam 31 lat i od zawsze miałem problemy ze stresem, jednak uciążliwe objawy nasiliły się w przeciągu ostatnich 2 lat. Zaczęło się od problemów jelitowych, okropne bóle, biegunki, nudności itp. Przez 1,5 roku zadręczałem się na śmierć...

Witam serdecznie, mam 31 lat i od zawsze miałem problemy ze stresem, jednak uciążliwe objawy nasiliły się w przeciągu ostatnich 2 lat. Zaczęło się od problemów jelitowych, okropne bóle, biegunki, nudności itp. Przez 1,5 roku zadręczałem się na śmierć tym, że mogę mieć raka jelita. Przestałem się ruszać, wychodzić gdziekolwiek, w pracy ciągle na zwolnieniu lekarskim, tylko sofa i tv, przytyłem 10 kg (wzrost 175, waga 88, a było 76). Po zrobieniu badań (krew, usg, kolonoskopia) okazało się, że wszystko jest w porządku i stwierdzono syndrom jelita nadwrażliwego, jednak kiedy ten okropny stres w końcu ze mnie zszedł, pojawiły się zawroty głowy, kołatania serca, problemy z oddychaniem, wysoki puls, dziwne drętwienia na twarzy i głowie, szumy i piski w uszach. Kiedy na przykład wstaję do pozycji stojącej, często słyszę szum, jakby krew dopływała do głowy. I wpadłem w kolejną panikę, bo nie wiem, co się ze mną dzieje. Obecnie jestem pod kontrolą lekarską. Miałem robione pełne badanie krwi, tarczycę i wszystko ok. Ekg też jest ok, ciśnieniomierz na 24 h też nie pokazał odchyleń od normy. Lekarz upiera się, że to nerwy, a ja ciągle myślę o rakach, guzach itp. Czy to jest jakaś odpowiedź mojego organizmu na ten okropny stres, na jaki wystawiłem się przez ostatnie lata, czy to nerwica?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Nic mi nie wychodzi - co jest ze mną nie tak?

Witam, mam 33 lata, prowadzę własną działalność gospodarczą, mam wspaniałych rodziców i rodzeństwo, mimo to odkąd pamiętam zawsze byłem nerwowym chłopakiem co objawiało się często poczuciem tego, że jestem gorszy od innych, mało przebojowy, głupszy, potrafiłem pocić się w sytuacjach... Witam, mam 33 lata, prowadzę własną działalność gospodarczą, mam wspaniałych rodziców i rodzeństwo, mimo to odkąd pamiętam zawsze byłem nerwowym chłopakiem co objawiało się często poczuciem tego, że jestem gorszy od innych, mało przebojowy, głupszy, potrafiłem pocić się w sytuacjach stresowych, miałem problemy w szkole i liceum z wysławianiem się szczególnie w sytuacjach kiedy byłem wzywany np do tablicy. Czułem wtedy paraliżujący stres i pustkę w głowie mimo, że byłem przygotowany. Zawsze chciałem być we wszystkim perfekcjonistą, lepszym niż pokazywała później rzeczywistość. Nie wiem skąd to u mnie się bierze, ale szczególnie nasiliło to się po ukończeniu studiów kiedy rozpocząłem własną działalność gospodarczą. W międzyczasie nastały problemy w domu zawodowe i zdrowotne moich rodziców. Następnie u mnie pojawiły się również kłopoty finansowe i zdrowotne, które ciągną się zresztą za mną do dnia dzisiejszego. Nie wchodząc w szczegóły efekt był taki, że zaczęli drażnić mnie otaczający ludzie (uważałem, że każdy coś ode mnie chce i jest fałszywy z zasady, interesowny - co zresztą w moim życiu okazało się kilkakrotnie prawdą) , odciąłem się od znajomych, zerwałem z dziewczyną. Zauważyłem, że w sytuacjach stresowych kiedy ktoś mnie czasami słusznie lub też niesłusznie krytykuje dążę do konfrontacji tzn. do sprzeczki żeby bronić swoich racji. Wielu ludzi uważa, że jestem zadufanym w sobie człowiekiem, a to, że nieczęsto się uśmiecham jestem małomówny lub czasami nieświadomie nie zauważam kogoś na ulicy i nie przywitam prostym "dzień dobry" mają pewnie za objaw mojego złego wychowania, chociaż nie robię tego złośliwie po prostu czuję, że za dużo mam na głowie i nie radzę sobie z tym wszystkim. Z natury unikam wszelkich sytuacji konfliktowych i próbuję zawsze polubownie załatwiać każdą taką sprawę. Zawsze byłem osobą nieśmiałą, małomówną, która bała się innych ludzi szczególnie nowych znajomości. Potrzebowałem i nadal potrzebuję sporo czasu żeby się do kogoś przekonać. Kolejnym etapem w całej tej historii było picie alkoholu. Na początku pomagało, ale z czasem zaczęło mnie to drażnić, tj, miałem wyrzuty sumienia, jakim to jestem nieudacznikiem, że do takiego stanu siebie doprowadziłem. Przygoda z piciem trwała kilka lat. Dopiero od pół roku jestem czysty, od kiedy to postanowiłem doprowadzić swoje życie do porządku. Rzadko wychodzę z domu, staram się systematycznie ćwiczyć przez to wyrzucam z siebie całą złość która we mnie gdzieś tam siedzi:) Nie mogę sobie poradzić jednak z beznadzieją jaką czuję w swoim życiu, nie mogę na siebie patrzeć w lustrze uważając, że jestem nieudacznikiem i do niczego się nie nadaję. Często śniło mi się że spadam, i nie mam na nic wpływu. Boję się o to co będzie jutro i w przyszłości, coraz mniej rzeczy mnie interesuje i bawi. Jak się od tego wszystkiego uwolnić? Z góry dziękuję za wszelkie wskazówki. Pozdrawiam.
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Bóle w klatce piersiowej i podwyższone tętno z powodu stresu

Dzień dobry! W maju wpadłam w poważne tarapaty finansowe, nie z mojej winy. Wzięłam udział w projekcie, w którym uczyło się angielskiego. Nic nie zarobiłam, a muszę jeszcze ludziom zwrócić pieniądze. Są to ogromne sumy. Od tego czasu podupadłam na...

Dzień dobry! W maju wpadłam w poważne tarapaty finansowe, nie z mojej winy. Wzięłam udział w projekcie, w którym uczyło się angielskiego. Nic nie zarobiłam, a muszę jeszcze ludziom zwrócić pieniądze. Są to ogromne sumy. Od tego czasu podupadłam na zdrowiu. Jestem nauczycielem. To też stresująca praca. Mam często bóle w klatce piersiowej, raz jest mi ciężko na sercu, raz te bóle są kłujące, przechodzące do kręgosłupa, nie trwają cały czas. Boli też przy schylaniu się i oddychaniu. Oczywiście, są to bóle przejściowe. Od trzech tygodni nie mogę wyleczyć się z przeziębienia, mam podwyższone tętno, ciśnienie jest raczej w porządku. Miałam robione badania, morfologia wyszła dobrze, magnez, potas i sód mam w normie, aczkolwiek w dolnych granicach, EKG jest bardzo dobre, echo robiłam dwa lata temu - było dobre. Ciągle jestem zestresowana, lękliwa. Nie mogę przeżyć, że dałam się wciągnąć w takie kursy, a teraz zamiast na rodzinę i dzieci będę pracowała na spłacanie długów, oczywiście nie swoich. Chciałam zapytać, czy te moje dolegliwości to coś poważnego?

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Depresja czy cukrzyca, co mi dolega?

Witam, mam 27 lat. Od dłuższego czasu (może nawet roku) czuję zmęczenie. Nie wiem, ile dokładnie to trwa, ale ostatnio zaczęło mi to przeszkadzać. Zazwyczaj śpię 7-9 godzin, a w weekend nawet do 10. Jednak zawsze towarzyszy mi zmęczenie. Mam...

Witam, mam 27 lat. Od dłuższego czasu (może nawet roku) czuję zmęczenie. Nie wiem, ile dokładnie to trwa, ale ostatnio zaczęło mi to przeszkadzać. Zazwyczaj śpię 7-9 godzin, a w weekend nawet do 10. Jednak zawsze towarzyszy mi zmęczenie. Mam takie wrażenie, że wstaję zmęczony. Na dodatek moja żona mówi, że również wyglądam na zmęczonego. Z zasypianiem jest różnie... czasami szybko, a czasami 2-3 godziny. Z samym snem jest również na przemian, czasami śpię całą noc, a czasami budzę się po kilka razy. Moja praca nie jest praktycznie żadnym wysiłkiem pod względem fizycznym, ale jest dużym obciążeniem psychicznym. Cały czas coś mam na głowie i muszę się nalatać, żeby to pozałatwiać. Podsumowując, to tak 4 godziny na nogach i 4 godziny przy komputerze. Dodatkowo 2 razy w tygodniu gram w piłkę po 2 godziny.

Tak się zastanawiam, ile to trwa, ale pamiętam, że w technikum miałem podobnie. To znaczy po powrocie do domu przeważnie szedłem spać na godzinkę, dwie, podczas gdy mój brat szedł na siłownię. Kiedyś nie przykładałem do tego wagi, ale teraz stało się to denerwujące. Staram się przedstawić jak najwięcej faktów dla jak najlepszej diagnozy. Noszę okulary od około 3 lat. Na początku nosiłem je w kratkę, ale ostatnie kilka miesięcy cały czas. Mam wrażenie, że i tak widzę coraz gorzej, ale ostatnio się w tym kierunku nie badałem. Mam wrażenie, że mój wzrok cały czas jest zmęczony. Stosowałem krople, ale niewiele pomogło. Nie miałem żadnych operacji i nie przyjmuję żadnych leków. Za 3 tygodnie jadę do Polski i chciałbym się przebadać, ale nie wiem, jakich badań potrzebuję. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Zaburzenia pamięci, koncentracji, płaczliwość - czy to coś poważnego?

Witam. Jestem kobietą, mam 23 lata, samotnie wychowuję dziecko. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że nie mogę sie skoncentrować, płynnie wysłowić i ciężko mi jest zapamiętać rozmowę, a następnie ją powtórzyć. Gorzej jest również ze składnią wypowiadanych zdań. Zrobiłam się bardzo...

Witam. Jestem kobietą, mam 23 lata, samotnie wychowuję dziecko. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że nie mogę sie skoncentrować, płynnie wysłowić i ciężko mi jest zapamiętać rozmowę, a następnie ją powtórzyć. Gorzej jest również ze składnią wypowiadanych zdań. Zrobiłam się bardzo płaczliwa, mam również słomiany zapał do wszystkiego. Najchętniej nie myślałabym o niczym i to mnie martwi. Od niedawna mam nerwowe drgawki w trakcie snu. Są tak silne, że wybudzają mnie. Czy to coś na tle nerwowym?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy z tymi objawami szukać pomocy u specjalisty?

Witam! Od jakichś 2 lat borykam się z objawami, które mogą być objawami nerwicy. Wszystko zaczęło się od stresującej pracy: ciągły pośpiech, spory wysiłek fizyczny i wymagania pracodawców powodowały stres. Po pewnym czasie zauważyłem następujące objawy: ciągłe uczucie ciepła (zwłaszcza... Witam! Od jakichś 2 lat borykam się z objawami, które mogą być objawami nerwicy. Wszystko zaczęło się od stresującej pracy: ciągły pośpiech, spory wysiłek fizyczny i wymagania pracodawców powodowały stres. Po pewnym czasie zauważyłem następujące objawy: ciągłe uczucie ciepła (zwłaszcza na twarzy), prawie w ogóle nieustający rumieniec (nawet z rana po przebudzeniu się), uczucie niepokoju, uczucie, jakbym miał podwyższone ciśnienie krwi (ciągłe uczucie jakby cała głowa była napompowana i nawet przy krótkotrwałym nachyleniu się czułem jakby cała krew spływała mi do głowy, powodując rumieniec i mocniejszy puls). Do tego nie potrafię się zrelaksować, nawet w dni wolne od pracy. Przez jakiś czas odczuwałem kłucie w sercu w sytuacjach bardziej stresujących, lecz ten objaw nie trwał długo i ustąpił. Badałem się u kardiologa (holter ciśnieniowy oraz holter EKG - oba w normie), Echo serca również w normie. Badanie na tarczycę (TSH, FT3 FT4) także w normie. Brak możliwości zrelaksowania się oraz uczucie, jakbym miał za dużo krwi w głowie, nie dają mi spokoju. Proszę o radę, czy z tymi objawami szukać pomocy u specjalisty? Czy są jakieś metody, którymi będę mógł sobie sam pomóc?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty