Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 2 9

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Uzależnienia: Pytania do specjalistów

Odwyk i detoks po amfetaminie

Witam! Pisałam tu dużo wcześniej na tematy "Czy się uzależniłam, i jak to ukryć?" i również "Jakie są objawy przedawkowania amfetaminy?", a pisze dlatego, bo jestem na odwyku już po detoksie. Przedawkowałam amfetaminę, kilka dni po otrzymaniu ostatniej odpowiedzi...

Witam! Pisałam tu dużo wcześniej na tematy "Czy się uzależniłam, i jak to ukryć?" i również "Jakie są objawy przedawkowania amfetaminy?", a pisze dlatego, bo jestem na odwyku już po detoksie. Przedawkowałam amfetaminę, kilka dni po otrzymaniu ostatniej odpowiedzi na moje pytanie. Ale co będę wam mówić rzeczy, które nie mają teraz sensu, no też mam pytanie. Co jest dalej po detoksie i jak długo będzie to trwało ten mój odwyk? Lekarze tam w ośrodku nie chcą mi nic powiedzieć, ale dlaczego nie wiem, więc pisze tu do Was z komputera mojej mamy. Długo nie brałam fety i nie chcę jej nawet widzieć, bo zrujnowała mi życie, ale przynajmniej są którzy chcą pomagać, jak ten portal, to jest dobre. Czy by się dało w miarę powiedzieć, co dalej i jak długo on będzie trwał? Proszę pomóżcie mi, bo to straszne jest uczucie - niewiedza czegoś. Oddana czytelniczka, czekam na w miarę szybką odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Magdalena Kowalska
Lek. Magdalena Kowalska

Czy to już alkoholizm u męża?

Mam 25 lat mam i problem z mężem. Nadużywa on alkoholu, nie wiem czy to już jest alkoholizm? Mąż nie pije codziennie, od czasu do czasu, ale jak już zacznie, to nawet trwa to kilka dni. Nie ma...

Mam 25 lat mam i problem z mężem. Nadużywa on alkoholu, nie wiem czy to już jest alkoholizm? Mąż nie pije codziennie, od czasu do czasu, ale jak już zacznie, to nawet trwa to kilka dni. Nie ma go wtedy w domu, jeździ po pijanemu samochodem. Kilka miesięcy temu stracił prawo jazdy. Ten problem w naszym życiu dręczy mnie już od dawna, ale z czasem jest gorzej, wie, że mi to przeszkadza i że nie chcę, żeby on pił. Przez to często się kłócimy. Potrafi mi wmówić prosto w oczy, że on nie pił, jak ja doskonale wiem, że ma wypite, bo potrafię poznać osobę trzeźwą a podpitą, bądź pijaną. Wtedy wmawia, że jest zmęczony, bo ciężko pracuje, albo że wypił tylko jedno piwo.

Dużo, by pisać o zdarzeniach z naszego życia. Podam jeden przykład. Po ostatnim jego wypadzie po zakupy o 10 rano wrócił w radiowozie pijany o godzinie 20-stej wieczorem. Policja zapukała mu do auta, gdy spał w nim pijany i przywieźli go do domu, to było jakieś 3 tyg. temu, to był jego 3 dzień picia. W nocy trząsł się cały, miał jakieś drgawki, serce go bolało. Nie wiedziałam co robić? Do rana przeszło, obiecał, że to już ostatni raz, uwierzyłam. Myślałam, że będzie dobrze, ale wytrzymał 2 tyg. i znowu to samo. Nie wrócił z pracy do domu, tylko się upił i wrócił o 24 tej. Teraz postawiłam mu ultimatum, albo zabierze się za siebie, albo ja z dziećmi odchodzę, bo nie chcę tak dalej żyć, martwiąc się ciągle o niego i prosząc o poprawę. Nie wiem jak mu pomoc, bo on pracuje w Holandii i spotkania w AA nie wchodzą w grę. Myślałam o wszywce, bądź leku na alkohol. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Moja koleżanka ma problem z mamą - alkoholiczką.

Cześć, moja koleżanka, ma problem z mamą, która jest alkoholiczką. Pije już od 14 lat. Ona rozmawiała już z jej mamą wiele razy, ale to nie pomaga, ona wybucha krzykiem i ją olewa. Alkoholizm to taka właśnie choroba, że...

Cześć, moja koleżanka, ma problem z mamą, która jest alkoholiczką. Pije już od 14 lat. Ona rozmawiała już z jej mamą wiele razy, ale to nie pomaga, ona wybucha krzykiem i ją olewa. Alkoholizm to taka właśnie choroba, że jest się bardziej agresywnym itp. Chcę jej bardzo pomóc, ponieważ jak się pije to wyżera wątrobę, może mieć raka wątroby, może umrzeć, a nie chciałabym żeby ją coś takiego przytrafiło. Jej tata też rozmawiał z jej mamą, ale to nic nie daje, nie słucha ich. Ma taką wymówkę, że po prostu pije, bo lubi, lecz wiemy, że to tylko wymówka. Gdy moja koleżanka chce się z nią porozumieć, porozmawiać, ona jej nie słucha. Jak chce powiedzieć swoje zdanie, mówi do niej coś typu 'nie tym tonem' , 'nie będziemy tak rozmawiały' itp., chodź ona wcale tonu nie zmienia, tylko chce powiedzieć co ona sądzi. Martwię się o nią, koleżanka traci już nadzieje, że pomoże mamie, że z tego wyjdzie, bo trwa to już tyle lat. Ja wiem, że z tą chorobą nie można zwlekać, bo prędzej czy później się zachoruje na raka, bądź umrze, zazwyczaj jest to prędzej. Proszę, o jak najszybszą pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy amfetamina uzależnia?

Witam! Biorę amfetaminę co tydzień, ok. 3 działek na imprezie. Poinformuje, że biorę kokainę dwa razy w tygodniu, marihuanę co dziennie i raz w miesiącu LSD. Wydawać się może dziwne, że pytam, bo mogę być uzależniona od tych narkotyków, których...

Witam! Biorę amfetaminę co tydzień, ok. 3 działek na imprezie. Poinformuje, że biorę kokainę dwa razy w tygodniu, marihuanę co dziennie i raz w miesiącu LSD. Wydawać się może dziwne, że pytam, bo mogę być uzależniona od tych narkotyków, których obecnie zażywam, jednak chcę wiedzieć, czy dochodzi kolejne uzależnienie. Biorę te narkotyki już od roku, a najwcześniej brałam marihuanę potem doszła kokaina, no i LSD, a na końcu, czyli od miesiąca, amfetaminę. Wiem, że wpadłam w niezłe "bagno", jednak chcę wiedzieć, czy jestem uzależniona od fety. I jak by się dało zapytać: Czy mam szanse wyjścia z nałogu? Pozdrawiam, kobieta w nałogu.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy można go wytłumaczyć?

Witam! Mam 27 lat, mąż jest starszy o 2 lata. W 2006 roku urodziło nam się dziecko, a rok później wzięliśmy ślub. Jesteśmy 2 lata po ślubie i niedawno odkryłam tajemniczą pocztę mailową mojego męża! Znalazłam tam różnego rodzaju maile,...

Witam! Mam 27 lat, mąż jest starszy o 2 lata. W 2006 roku urodziło nam się dziecko, a rok później wzięliśmy ślub. Jesteśmy 2 lata po ślubie i niedawno odkryłam tajemniczą pocztę mailową mojego męża! Znalazłam tam różnego rodzaju maile, w których umawiał się z obcymi kobietami, parami i mężczyznami "bi" na jakiś seksik. Umawiał się od 2006 roku, czyli od czasu, kiedy jest ze mną. Pokazałam mu, co odkryłam. Tłumaczył się tym, że to była zwykła ciekawość, jak inni ludzie reagują na takie maile, jak to jest w trójkącie i takie tam... Przyznał się, że nawet spotkał się z jakąś parą, ale do niczego nie doszło i stwierdził, że ludzie, którzy dają takie ogłoszenia, nie piszą w nich prawdy i są pier... za przeproszeniem. Kiedyś, dawno temu, przez przypadek nie usunął historii z komputera i widziałam, że czytał seks ogłoszenia, przeglądał zdjęcia gołych kobiet. Pytałam, dlaczego to robi? Mówił, że wszyscy faceci tak robią. Sprawdziłam jego telefon, a tam połączenie do jakiejś kobiety. Powiedział, że to była jego koleżanka z klasy i widział ją przechodzącą przez przejście, puścił jej strzałkę, bo chciał sprawdzić, czy ma jeszcze ten numer co kiedyś. Wpisałam jej numer w wyszukiwarkę - była to dziewczyna z seks ogłoszenia. Spytałam, kim dla niego była, powiedział, że są to stare sprawy z jego przeszłości i nie mam tego roztrząsać. Odpowiadał nerwowo i ucinał temat. Czułam, że coś jest nie tak. Kiedy pytalam go, czy jest ze mną szczęśliwy i czego brakuje mu w związku - odpowiadał, że wszystko OK i że bardzo mnie kocha. Kochaliśmy się średnio 3, 4 razy w tygodniu, zawsze mieliśmy orgazm w tym samym czasie i to nawet po 3 min. Gdybyśmy chcieli, mogłoby być inaczej :) Moglibyśmy się kochać częściej lub dłużej. Wiem, że przede mną miał wiele kobiet, ale nie był w stałym związku. A kiedy mówiłam mu, że boję się, że mnie kiedyś zrani, że mnie zostawi, bo mu się znudzę - odpowiadal, że umie dotrzymać wierności i że przysięga małżeńska ma dla niego bardzo duże znaczenie. Dzisiaj pytam go, czy sprawy z 2006 roku, kiedy urodziłam mu dziecko, są dla niego starymi sprawami - odpowiada nie. Dlaczego doszło do tego wszystkiego, do zapłodnienia, do ślubu? Ja niczego nie żałuję, a on? Pytany, odpowiada, że nas bardzo kocha, że jesteśmy dla niego wszystkim i że chce z nami być. Że żałuje tego, co zrobił. Pisał sobie maile, ale do niczego nie doszło. Zachował to, co najważniejsze - wierność. Mówi, że był głupi, że takie coś robił. Żałuje tego każdego dnia i gdyby mógł cofnąć czas, zrobiłby inaczej. Nie znalazłam żadnego maila, który by był potwierdzeniem zdrady. Jeśli tego bardzo żałuje - to co o tym myśleć? Jest jakieś wytłumaczenie, dlaczego tak się zachowywał? Gdybym tego nie odkryła, to trwałoby to dalej? Aż doszłoby do czegoś więcej? Co mam myśleć o jego kontaktach bi? W mailu zapewniał, że nie jest gejem, pieszczoty typu całowanie nie wchodzą w grę, ale penetracja owszem. Powiedział mi, a może nigdy nie byłem w trójkącie, i był ciekawy jak to jest? Dlaczego nie spróbował przede mną? Nie zdążył? Nie było to tak powszechne? Zaproponowałam mu w takim razie trójkąt, a on oburzony powiedział, że nie będzie się z nikim dzielił swoją żoną. Spróbuję jeszcze kiedyś, czy ze swoją ciekawością pójdzie do trumny? Czuję okropny żal do niego, że pytany o wszystko nie był ze mną szczery. Miał różne fantazje, o których wiedziałam z jego anonsów, i kiedy chciałam je spełnić, on nie wiedział, że ja o tych anonsach wiem, to odmawiał mi tego. Nie wiem, co mam myśleć? Czy to wszystko się kiedyś nie powtórzy? Chciałabym wiedzieć, co było motorem jego działań? Jeśli ktoś chciałby ze mną popisać, głównie zależy mi na męskich wypowiedziach, ale nie tylko, proszę piszcie: arminw1@wp.pl. Przez to wszystko mam zmienne humory, często chce mi się płakać, później mi przechodzi, bo myślę, że jakoś to będzie. Nie mam apetytu, chce mi się wymiotować tym wszystkim. Boję się zostawiać mojego męża samego w domu, bo zaraz mam czarne myśli. Wiem, że jeśli się chce kombinować, to nic nie staje na przeszkodzie. Sprawa jest świeża - ma 2 miesiące. Przez to, że jestem zła na niego, krzyczę na moje dziecko :( a ta mała istotka niczemu nie jest winna. Chciałabym utrzymywać jakiś kontakt mailowy - darmowy - z psychologiem i pisać do niego, kiedy będzie mi źle. Myślę sobie jeszcze, że chyba czas się usamodzielnić, nie być zależną od męża. W razie czego, mieć dokąd pójść...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Brak mi odwagi w podejmowaniu zaplanowanych działań - czy to wina ojca alkoholika?

Mam ojca, na którego nie mogę patrzeć, denerwuje mnie nawet jego obecność w domu. Mój tata pije, czasami nie pije z 2 miesiące, a czasami wpada w ciąg i pije kilka dni. Codziennie z mamą zastanawiamy się, czy przyjdzie...

Mam ojca, na którego nie mogę patrzeć, denerwuje mnie nawet jego obecność w domu. Mój tata pije, czasami nie pije z 2 miesiące, a czasami wpada w ciąg i pije kilka dni. Codziennie z mamą zastanawiamy się, czy przyjdzie trzeźwy, czy pijany. Mam 24 lata. Staram się jakoś sobie radzić i pomagać mamie, ale mamy małe mieszkanie, 2-pokojowe, i nie wiem, co mam zrobić. Czasami nie wytrzymuję, jak czepia się o wszystko: że światło zapalone albo w ogóle o coś, co nie ma najmniejszego sensu. Pracuję w firmie handlowej, właśnie dostałem awans i mam dzwonić przez telefon i rozmawiać z ludźmi, ale nie mam odwagi. Zawsze znajduję jakieś wytłumaczenie, żeby nie dzwonić. Jak się nie przemogę, to stracę pracę i będę musiał żyć bez pieniędzy z tym osobnikem pod jednym dachem. Ciągle chodzę smutny, ciągle chce mi się płakać, jestem zrezygnowany i mam depresję, bo byłem u lekarza. Co ja mam zrobić, jak nabrać odwagi? Jak mam sobie pomóc? Proszę...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak pomóc mężowi?

Pisałam już kilka razy o problemie w mojej rodzinie. Mąż jest młody, ma 25 lat i nadużywa alkoholu. Po pijanemu mówi i robi rzeczy, jakie się w głowie nie mieszczą. Jeździ pijany samochodem, motorem, okłamuje mnie, żeby tylko nie wydało...

Pisałam już kilka razy o problemie w mojej rodzinie. Mąż jest młody, ma 25 lat i nadużywa alkoholu. Po pijanemu mówi i robi rzeczy, jakie się w głowie nie mieszczą. Jeździ pijany samochodem, motorem, okłamuje mnie, żeby tylko nie wydało się, że pił choć ja widzę, że jest pijany. Wmawia mi, że to zmęczenie. Potrafił w domu będąc z synkiem wypić wódkę i do butelki dolać wody, żebym się nie zorientowała. Jak próbuje kontrolować swoje picie, to mu to nie wychodzi. Musi się upić. Pije tak długo, aż brakuje alkoholu, albo już po prostu nie ma siły wstać z kanapy, a jak ma za mało, to ucieka mi z domu pod różnymi pretekstami, albo doprowadza do kłótni i wychodzi. Nie pije on codziennie, ale jak już zacznie to trwa to nieraz kilka dni, Jak wróci do domu, wtedy przeprasza, obiecuje poprawę.

Ostatnio po 3 dniowym piciu bolało go serce, trząsł się cały, nie wiedziałam co się dzieje. Do rana przeszło. Nie wiem jak mu pomóc? On sam mówi mi, że nie chce, żeby tak dalej było, ale to jest bardzo trudne. Ostatnio wytrzymał 2 tyg. bez picia. Chodzenie na terapię do AA jest niemożliwe, gdyż pracuje w Holandii i do Polski wracamy tylko na jakieś 2 tyg i z powrotem Holandia, dlatego myślałam o esperalu bądź anticolu. Proszę o pomoc, bo nie wiem co robić. Boję się, że jak zostanę już z dziećmi w Polsce, a on nadal będzie jeździł do pracy, nie będę już miała nad nim żadnej kontroli i będzie pił coraz więcej i częściej. Dodam, że w jego rodzinie ten problem istnieje od dawna. Ojciec jego był alkoholikiem zmarł w wieku 54 lat, dziadek, wujkowie. Nie chcę, żeby skończył tak jak oni.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy mój mąż jest uzależniony od seksu, czy to tylko objaw "niebezpiecznej 40-tki"?

Mam 30 lat i od 5 lat jestem w związku małżeńskim z 12 lat starszym mężczyzną. Mąż zawsze miał duże potrzeby seksualne. Nie był nigdy żonaty; jego życie przede mną składało się z weekendowych wypraw po dancingach i "zaliczaniu" panienek....

Mam 30 lat i od 5 lat jestem w związku małżeńskim z 12 lat starszym mężczyzną. Mąż zawsze miał duże potrzeby seksualne. Nie był nigdy żonaty; jego życie przede mną składało się z weekendowych wypraw po dancingach i "zaliczaniu" panienek. Chwalił mi się, że kiedyś doliczył się ponad 130 takich podbojów. Wiedziałam też, że lubi oglądać filmy porno. Powiedział mi również, że był kiedyś w klubie swingerskim w okolicy Amsterdamu. Namówiła go to tego jedna z jego "stalych" kobiet (gdy nie miał nikogo innego, sypiał z nią). Opowiadał, że jest to niesamowite przeżycie, oglądać ludzi uprawiających seks. Wiedząc to wszystko, miałam duże obawy przed ślubem, ale mąż powiedział mi, że teraz chce zacząć życie na nowo i ja jestem dla niego najważniejsza. Dodam, że ja również lubię seks, i mąż namówił mnie przed ślubem do odwiedzenia takiego klubu swingerskiego, gdzie głownie oglądaliśmy inne pary i kochaliśmy się we dwoje w zamkniętym pomieszczeniu (nas nikt nie widział). Nie byłam podniecona patrzeniem, czułam się jak reporter. W dodatku pot ciał odrzucał mnie. A kiedy kochaliśmy się w osobnym pokoju, nie mogłam przestać myśleć, że nasze prześcieradło jest dużo bardziej czyste... Jakiś rok po ślubie mąż zaczął się zmieniać. Domaga się wizyt w klubach swingerskich lub zapraszanie innych par do domu na małe co nieco. Chce to robić co 2 tygodnie minimum (wołałby co tydzień). Codziennie po pracy musi przynajmniej na kilka minut zajrzeć na portal swingowy, żeby zobaczyć czy ktoś do nas nie napisał i obejrzeć zdjęcia nowych par. Wymaga, żebym biegała. Mówi, że lubi zadbane kobiety, ale ja wiem, że on chce, żebym ja wyglądała dobrze dla innych par (łatwiej jest znaleźć amantów, jak się jest atrakcyjnym). Ja niestety nie jestem osobą z natury asertywną i to jest moja wada. Oscylujemy pomiędzy kłótniami i moja zgoda na pójście do klubu dla świętego spokoju. Jeśli stawiam sprawę twardo, mąż przestaje się ze mną kochać (powiedział, że go nie podniecam), robi się niesympatyczny i docina mi z powodu 10 kilo nadwagi. Twierdzi też, że go oszukałam – on myślał, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Boli mnie to, ponieważ wiem, że mam do zaoferowania więcej niż sam seks, ale on zdaje się tego nie widzieć, nasze "porozumienie dusz" to dla niego seks obok innych par. Tłumaczy mi też, że to jest tylko przejściowe, ponieważ za 10 lat będzie miał problemy z erekcją i musi "użyć", póki może. Rok temu powiedziałam, żeby wybierał miedzy klubem a mną, wybrał mnie – na tydzień. Po tygodniu domagał się pójścia do klubu. Twierdzi, że ograniczam go w jego wyborach. Dodam też, że jego apetyt rośnie w miarę jedzenia – teraz chce nie tylko patrzeć, ale zamieniać się partnerami. Do tego stopnia, że kiedy ktoś w portalu napisał "Podoba mi się twoja żona, czy mogę do was dołączyć na 3-go?" mąż wyraził zgodę. To wywołało bardzo burzliwą kłótnię, w wyniku której odwołał tę wizytę. Ale we mnie coś pękło. Mój kochany, wręcz idealny, mąż stał się w moich oczach obcy. To jest człowiek z doktoratem; nigdy nie przypuszczałam, że pod powłoką "pana profesora" żyje tak nikczemna osoba, która nie umie zapanować nad sobą. Ciągle mam przed oczami te sceny i wyobrażam sobie mojego męża, jak te wszystkie ohydne rzeczy ogląda i się podnieca. Przed pójściem do łóżka siedzi na portalu, a potem chce seksu ze mną. Ja myślę, że on przychodzi do mnie mając te zdjęcia przed oczami. Od lat nie miałam orgazmu, przestałam fantazjować. Nasze życie seksualne prawie legło w gruzach. Wszelkie "nowości", które chce w łóżku wypróbować mój mąż, są odbierane przeze mnie negatywnie. Mam dosyć jego komentarzy, ponieważ uważam, że nawet niewinna rzecz wzbudza u mojego męża skojarzenia ze swingiem. Na przykład pojechaliśmy na narty, wynajęliśmy chatkę. Mąż po wejściu: "Popatrz jaki fajny lokal, byłby niezły, wiesz do czego…". Wiem – do zaproszenia kilku par i bara-bara. Jaki on jest płytki... Ostatnio mąż stwierdził, że ponieważ nie widujemy innych par zbyt często w realu (2 razy na miesiąc to jest rzadko), muszę teraz oglądać z nim filmy porno, żeby on miał jakieś urozmaicenie w życiu seksualnym. Ja już nie mogę, brzydzę się seksem, nie mam ochoty spotykać coraz to nowych par i wysłuchiwać, że Kowalscy lubią seks analny. Co mnie to obchodzi!?!?!? Pornoli też nie lubię, nigdy nie lubiłam! Zaczęliśmy rozmawiać na temat rozwodu, ponieważ ja mam dosyć, zbliża się sobota, a ja tylko myślę "Kurczę, znowu będzie chciał wyjść do klubów albo się z kimś spotkać”. Bardzo cieszą mnie imieniny i inne okoliczności, które zmuszają nas do uczestnictwa – przynajmniej mam TO z głowy, a i nie musze się z nim kłócić i wyjaśniać, dlaczego nie chcę tam iść. Większość par swingerskich to pary z wieloletnim stażem, dziećmi itp. Ja mogę sobie wyobrazić, komuś się nudzi po 20 latach. Poza tym fakt, iż maja dzieci ogranicza ich możliwości uczestnictwa w tym życiu – dzieci mają urodziny, zabawy itp. Dlatego większość par spotyka się kilka razy w roku, z tego co rozmawiałam. Mój mąż mówi, że oni na pewno kłamią i robią to dużo częściej, tylko w rozmowach są pruderyjni... Ciekawe czemu. Próbowałam wytłumaczyć mężowi, że moim zdaniem jest uzależniony – nie trafia. Mówię mu, że OK, jeśli musi, to możemy oglądać taką akcję na żywo raz, dwa razy w roku, jako "urozmaicenie", a nie podstawę naszego życia seksualnego. Tłumaczę, że dla mnie to jest za często, że mnie to odpycha – mówi mi, że on musi, bo za kilka lat nie będzie za stary. Czy uważają Państwo, że jego zachowanie jest przejściowe, związane z hormonami około 40-tk,i czy jest on po prostu uzależniony? Czy jego zachowanie jest normalne? Ja jestem bardzo tolerancyjna, ale już mam tego dość i zastanawiam się nad odejściem, jeśli sytuacja się nie zmieni. Czy on jest chory? Czy mogę mu pomoc? Bardzo proszę o pomoc. G.

Jak pomóc osobie uzależnionej?

Witam! Mam bardzo dobrego przyjaciela, który ostatnio zaczął palić marihuanę. Bardzo mnie to martwi. Chciałabym się dowiedzieć, jak może wyglądać pomoc z mojej strony? Myślę, że plusem jest to, że sam zauważa ten problem i nie chce mieć kolejnego...

Witam! Mam bardzo dobrego przyjaciela, który ostatnio zaczął palić marihuanę. Bardzo mnie to martwi. Chciałabym się dowiedzieć, jak może wyglądać pomoc z mojej strony? Myślę, że plusem jest to, że sam zauważa ten problem i nie chce mieć kolejnego nałogu na swoim koncie. Bardzo mi na nim zależy i chciałabym mu pomóc. Choć wiem, że do wszystkiego potrzeba czasu. Bardzo proszę, o ile się da, o szybką odpowiedź i z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Magdalena Kowalska
Lek. Magdalena Kowalska

Problem z chłopakiem, który lubi pić alkohol

Mój chłopak, z którym jestem od ponad 5 lat ma problemy. Na początku naszej znajomości przez te 2, 3 lata było w porządku, choć zdarzały się jakieś nieporozumienia, kłótnie, nieodbieranie telefonów, picie z kolegami, ale tak źle jak jest...

Mój chłopak, z którym jestem od ponad 5 lat ma problemy. Na początku naszej znajomości przez te 2, 3 lata było w porządku, choć zdarzały się jakieś nieporozumienia, kłótnie, nieodbieranie telefonów, picie z kolegami, ale tak źle jak jest od prawie roku nie było. Zaczęło się w Wielkanoc 2009 roku. Miał do mnie przyjechać w Wielką Sobotę. Nie przyjechał, nie odbierał telefonów, miał wyłączony. Jak włączył to mówił, że jest w kościele przy grobie. Dzień wcześniej też już nie odpowiadał na telefony. W niedzielę tak samo było. Wkurzyłam się i zaczęłam go szukać. Stał pod OSP w swojej miejscowości. Byłam tak zdenerwowana, że porządnie oberwał po twarzy. Nie pił, stał z dziewczyną ze wsi i rozmawiał, ale jak go pytałam, czemu nie przyjechał, nie odzywał się, powiedział: "po co?". Wieczorem poszedł pić podobno. W poniedziałek dzwoniła nawet do niego moja mama. We wtorek pojechałam z nią do niego, wcześniej rozmawialiśmy przez telefon, leżał w łóżku skacowany. Błagał, żebym przyjechała. Jak przyjechałam, to się prawie rozpłakał. Rozmawialiśmy z nim. Mi powiedział, że to przez rodziców, że ciągle ciągną od niego pieniądze, ojciec mu podobno powiedział, że nie jest mnie wart i w ogóle po co ze mną jest. Jakoś powoli wracało wszystko do normy. Za jakiś czas sytuacja się powtórzyła, ale już go nie szukałam. Obiecywał, że już nie będzie szalał, że się uspokoi. Nic z tego nie wyszło. Powtórzyło się to jeszcze kilka razy, nawet już nie wiem ile, może z 4, 5. W październiku zarysował porządnie samochód. Był pijany, bo mi kolega powiedział, i jechałam po drodze wieczorem, to pił z takim alkoholikiem ze swojej miejscowości. Znowu były kłótnie, nieodzywanie się i tak dalej. Nowy rok się zaczął spokojnie. Ale miesiąc temu znowu mu odwaliło i pił przez 2 dni z kolegami, i już zerwałam z nim, choć myśl, że już go nie będzie przy mnie nie dawała mi spokoju. Znów się uspokoiło. W ten poniedziałek opił się w OSP, bo niby medale dostał. Nie odbierał telefonu. Martwiłam się. We wtorek niby poszedł do pracy. Zadzwonił z 2, 3 razy, a później mu telefon padł i nie mogłam się do niego dodzwonić. Wkurzyłam się, zadzwoniłam do jego mamy, a ona, że ma go w d..., nie daje na opłaty, obraził ich i tak dalej i że pojechał do miasta. Ja, nie myśląc długo, zamiast jechać do domu, pojechałam za nim do tego miasta i bardzo prosiłam Boga, żeby pomógł mi go znaleźć. Jadąc MKS-em, zauważyłam go. Szedł z kolegami, złapałam go i pytam, co się z nim dzieje i w ogóle. A on nic, że idzie załatwiać sprawy i do banku. To poszliśmy do tego banku. Pospłacaliśmy nieduże zaległości i poszliśmy coś zjeść i na piwo, choć nie chciałam, ale nie chciałam zrobić mu przykrości, bo się strasznie denerwował, a ja nie miałam już ochoty na kłótnie. Pojechaliśmy do domu później, każde do swojego. Na drugi dzień dzwonił, że jest w pracy, że wszystko OK i przyjechał do mnie, i dziś też był. Dodam jeszcze, że jego rodzina nie jest bogata. Matka ma problemy z nogami, ojciec pracuje tylko w sezonie, a tak to na zasiłku jest, siostra w sklepie. On pracuje na cegielni. Niby mu szef nie wypłaca pensji i ciągle mu brakuje pieniędzy, bo ma kredyt na samochód. Ja mu pożyczyłam na bieżące potrzeby, ale oszczędza nawet na jedzeniu. Mówi, że to przez to wszystko tak głupieje, że ten kredyt, że rodzice ciągle od niego ciągną, a sami siedzą przy piwie i papieroskach, chipsach, siostra się bawi. A on ciągle ma dawać im kasę, której nie ma, bo jak nie, to nie wolno mu jeść, myć się, ma się wynosić z domu. Nigdy mu nic nie kupili. Ciągle tylko daj i z tym jest prawda. Teraz nawet wody na herbatę zrobić sobie nie może. O kredycie nie wiedzą, bo nie chce tego mówić. Jak byliśmy we wtorek na tym piwie, to powiedział mi, że brakuje mu dawnych czasów czasami, żeby tak popić, pogadać z kumplami, ale ja nie chcę, żeby tak było, bo on nie zna umiaru i się boję. Jak zacznie pić, to będzie pił przez dwa, trzy dni. Będąc młodym, nie był grzecznym chłopczykiem, to fakt. Jak 3 lata temu był we Włoszech, to kupił mi pierścionek zaręczynowy, ale jakoś się rozstaliśmy na jakiś czas i oddał. Teraz mi mówi, że chciałby się już ze mną ożenić, bo nie chce tak jeździć, i chce się wyrwać z tego domu, i chciałby mieć kiedyś dziecko ze mną. Ja nie czuję jeszcze takiej potrzeby i mu powiedziałam, że ja nie chcę mieć dzieci. To było miesiąc temu i na drugi dzień poszedł pić. A wesela też na razie nie chcę, bo ja studiuję i nie mamy poza tym pieniędzy. Jestem od niego młodsza o 5,5 roku. Lubię, gdy wiem wszystko, gdzie jest, co robi itd. Często mu mówię, co ma robić. Ja już nie wiem, co mam robić. Czy to moja wina? Do lekarza on nie chce iść. Teraz będzie wyjeżdżał z moją mamą i kuzynem do pracy za granicę. Może jak będzie miał pieniądze, to się poprawi. Ale ja nie chcę żyć w niepewności i nie chcę go stracić, bo go kocham. Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Nie tak wyobrażałam sobie ten związek

Jesteśmy razem 3 i pół roku. Od prawie dwóch lat pali nałogowo, kilka lolków dziennie. Gdy zwracam uwagę, chcę porozmawiać, słyszę tysiące argumentów, że to jest dobre i nie da się od tego uzależnić! Do tego uwielbia gry i też...

Jesteśmy razem 3 i pół roku. Od prawie dwóch lat pali nałogowo, kilka lolków dziennie. Gdy zwracam uwagę, chcę porozmawiać, słyszę tysiące argumentów, że to jest dobre i nie da się od tego uzależnić! Do tego uwielbia gry i też jest od nich uzależniony! Rozmawia ze mną tylko wtedy, kiedy on ma na to ochotę i akurat zrobił sobie przerwę na lolka albo gra się ładuje! Nie ma sensu do niego mówić, bo i tak nie słucha. Siedzi taki zamulony tym gównem i gapi się w telewizor, nie wypuszczając pada z ręki. Mieszkamy razem od 5 miesięcy! Wcześniej nie był taki! Zmienił się tak, że już ledwo pamiętam jak to było kiedyś! Nie mam już siły starać się za dwoje. Kochać za dwoje!

Co mam zrobić - odejść, walczyć dalej? Mam 20 lat, nie tak wyobrażałam sobie ten związek! Tak ma wyglądać moja przyszłość? Będę mówić swoim dzieciom, że tatuś nie może iść z wami do parku, bo musi pograć i się upalić! Na to jestem skazana? Może powinniśmy się rozstać teraz póki jeszcze możemy na siebie patrzeć i rozstać się jak ludzie!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Jak zdiagnozować tego typu objawy?

Jestem 22-letnim facetem, od ok. 7 lat męczę się z nawracającymi wahaniami nastroju, miewam tygodnie depresji, podczas których myślę tylko o samobójstwie, jestem jednak chyba zbyt słaby bądź rozsądny i nie potrafię tego zrobić, po burzy przychodzi okres wiosny, jest...

Jestem 22-letnim facetem, od ok. 7 lat męczę się z nawracającymi wahaniami nastroju, miewam tygodnie depresji, podczas których myślę tylko o samobójstwie, jestem jednak chyba zbyt słaby bądź rozsądny i nie potrafię tego zrobić, po burzy przychodzi okres wiosny, jest lepiej. Sam zauważam, iż w okresie dobrego nastroju wszystko zaczyna układać się samo, jak z górki. Mam natomiast jeden problem - bardzo łatwo, bez przyczyn, zaczynam miewać nawracające stany depresyjne. Scenariusz jest podobny. Zazwyczaj przez alkohol bądź głupotę muszę spieprzyć coś w swoim życiu, np. na kacu nie wstanę do pracy bądź do szkoły (tak od paru lat nie mogę skończyć liceum, nie ma chyba większych wyrzutów sumienia). Gdy zdaję sobie sprawę, że to moja wina, znowu czuję się fatalnie. Wychowałem się w domu pełnym agresji, więc w kryzysowych momentach również oddziałuję tym samym. Typowy przykład - w tym miesiącu miałem ocenę półroczną w pracy. Jak się okazało, w moim zespole byłem jedyną osobą, która większość ocen miała powyżej oczekiwań. Nic tylko się cieszyć, wszystko się układa. Nic podobnego - parę razy przez chlanie spóźniłem się do pracy. Oczywiście manager nie był zadowolony, bowiem sam nie wie, czy to moja słabość, czy raczej bezczelność... Wiem, że ogółem ten problem to alkohol. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inny szczegół - miewam straszną tendencję do irracjonalnych zachowań, ataków furii, podczas których palę wszystkie mosty. Z biegiem czasu uświadamiam sobie, że to przecież moja wina. Istnieje jakiś sposób na zwalczenie agresji, histerii i tych nerwów połączonych z bezsilnością? Podczas ostatniej rozmowy telefonicznej, gdy dzwoniłem do pracy i zgłaszałem, że się spóźnię (w zeszłym tygodniu spóźniłem się 3 razy przez alkohol), tym razem wina komunikacji miejskiej, byłem tak zdenerwowany, że podczas telefonu do pracy wykrzyczałem, że mogę się spóźnić, a jak ktoś ma do mnie jakiś problem, to xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. Od awansu do możliwego wylania z pracy w 2 tygodnie, ot cały ja. A co gdyby mnie wylali, rok pracy na marne? I tak przez całe życie. Często podczas samobójczych myśli głównym motywem jest właśnie myśl, iż nie nadaję się do tego, aby cokolwiek trwałego stworzyć wokół siebie, bowiem mam dwie twarze - uśmiechniętą, zadowoloną, ciepłą, energiczną oraz zdepresjonowaną, nieprzyjazną, znerwicowaną, wątłą, po prostu odpychającą. Jak zdiagnozować tego typu problem??? Nerwica? Schizofrenia? Depresja? Dodam, iż podczas objawów depresyjnych odczuwam uczucie jakby pewnych lęków.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jestem uzależniona od tabletek nasennych. Co zrobić, by przestać je brać i zasnąć normalnie?

Od pól roku codziennie przez pięć dni w tygodniu biorę tabletki nasenne. Teraz starałam się ich nie brać, ale bez nich zasypiam o 2, a nawet o 4, nad ranem, a codziennie wstaję o 6, na pewno jestem już...

Od pól roku codziennie przez pięć dni w tygodniu biorę tabletki nasenne. Teraz starałam się ich nie brać, ale bez nich zasypiam o 2, a nawet o 4, nad ranem, a codziennie wstaję o 6, na pewno jestem już od nich uzależniona. Kupiłam herbatę, która powinna mi pomóc zasnąć, ale bez skutków. Co mam zrobić, aby odstawić tabletki i zasnąć o np. 22? Pocieszam się tym, że biorę połowę tabletki, a nie całą. :)

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co mam robić, jak postąpić?

Jestem w związku małżeńskim z chłopakiem, który jest uzależniony od marihuany. Pali prawie codziennie, od ponad dwóch lat. Palił już wcześniej, ale nie tak jak teraz, odkąd pamiętam, to pali, czyli jakieś osiem lat, bo tyle jesteśmy razem, a...

Jestem w związku małżeńskim z chłopakiem, który jest uzależniony od marihuany. Pali prawie codziennie, od ponad dwóch lat. Palił już wcześniej, ale nie tak jak teraz, odkąd pamiętam, to pali, czyli jakieś osiem lat, bo tyle jesteśmy razem, a małżeństwem jesteśmy dwa lata i mamy dwuletnią śliczną córeczkę i mamy jeszcze jedna córkę, która ma 10 lat, ale ona jest z mojego pierwszego związku. Od prawie trzech lat żyjemy i mieszkamy w Irlandii. Mój mąż pali praktycznie codziennie, on twierdzi raz, że jest uzależniony, a raz twierdzi, że nie, że to jest tylko taka odskocznia, relaks. Próbowałam kilkukrotnie z nim rozmawiać i namówić na odwyk, czy coś podobnego, on mówi, że nie potrzebuje, że sobie poradzi sam. Nawet raz już odeszłam, ale po dwóch dniach wróciłam, bo obiecał, że nie będzie już palił i nie palił, ale tylko parę dni jakieś 4,5 dni. Najwięcej nie palił dwa tygodnie, ale i tak zaczął z powrotem.

Nie umiem sobie z tym poradzić, myślę o tym, żeby odejść od niego, ale ciężko mi to zrobić. Proszę o jakieś wskazówki, co powinnam robić, jak z nim rozmawiać, bo wciąż się kłócimy o te jego palenie marihuany, wciąż są nerwy w domu. Jak pali, to jest spokój, cisza, nawet wszystko porobi w domu, bez żadnego marudzenia, a jak już nie ma co palić, to są nerwy, krzyki, kłótnie, co wszystko widzą dzieci, a najgorsze jest to, że bierze na to kasę z budżetu domowego, a wiec wciąż jesteśmy na czysto z pieniędzmi. Dosłownie co drugi dzień chce ode mnie kasę, a jeśli nie dam, to jest źle i jestem wyzywana i w ogóle jest strasznie. Czasami daję mu tą kasę dla świętego spokoju i nawet nie da rady z nim porozmawiać normalnie, bo są nerwy i z każdym razem, czyli praktycznie codziennie, obiecuje, że już nie będzie palił, że rzuca, że będzie dobrze, ale to nawet nie trwa jeden dzień. Co mam zrobić, odejść, zostać? Nie wiem sama, nie radzę sobie z tym.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Magdalena Kowalska
Lek. Magdalena Kowalska

Uczucie otępienie, oszołomienia, problem ze wzrokiem, zły humor po zapaleniu marihuany

Witam! Mam 20 lat, w swoim życiu paliłem marihuanę może max 15 razy, i to w odstępach paru tygodni... Zawsze po paleniu było wszystko fajnie, następnego dnia czułem się normalnie, wszystko było ok. Ostatnio, tj. tydzień temu zapaliłem marihuanę z...

Witam! Mam 20 lat, w swoim życiu paliłem marihuanę może max 15 razy, i to w odstępach paru tygodni... Zawsze po paleniu było wszystko fajnie, następnego dnia czułem się normalnie, wszystko było ok. Ostatnio, tj. tydzień temu zapaliłem marihuanę z kumplem, następnego dnia czułem się dziwnie, nic mi się nie chciało, czas upływał mi bardzo wolno, wydawało mi się jakbym był na haju tylko mniejszym i z zachowaniem pełnej świadomości. Od tamtego momentu, codziennie czuję się dziwnie, chodzi o to że mam jakoby zaburzenia widzenia (tak jakby obraz przed oczami mi leciutko skakał, migał... coś w tym stylu) ale wszystkie czynności wykonuję normalnie, bez żadnego problemu, te uczucie dziwnego widzenia mogę porównać do stanu po wypiciu np. 3 piw, po prostu wydaje mi się, że źle widzę... jakby obraz pulsował. Wspomnę też, że chodzę wcześnie spać, bo czuję się zmęczony. Nie wiem czym to może być spowodowane? Może, dlatego że THC jest ciągle obecne w moim organizmie? Co mam robić? Czy to samo przejdzie? Jak tak to mniej - więcej po jakim czasie?? (ten stan utrzymuje się już tydzień) Proszę o pomoc...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Magdalena Kowalska
Lek. Magdalena Kowalska

Problemy z dorastającym synem. On pije!

Witam. Mam na imię Kasia. Wydaje mi się, że mój 13-letni syn - Karol - sobie popija z kolegami. Nie raz czułam od niego i jego kolegi piwo, jak byli w domu. Jestem bardzo zaniepokojona. Rozmawiałam o tym z mężem,...

Witam. Mam na imię Kasia. Wydaje mi się, że mój 13-letni syn - Karol - sobie popija z kolegami. Nie raz czułam od niego i jego kolegi piwo, jak byli w domu. Jestem bardzo zaniepokojona. Rozmawiałam o tym z mężem, ale on twierdzi, że to normalne u nastolatków. Mąż mówi, że jak spróbował piwa, to się nic nie stało. Mój mąż sobie to lekceważy. Jak wytłumaczyć Karolowi, że alkohol to zguba? Może porozmawiać z mamą Karola kolegi? Proszę o pomoc, jak powinnam w tej sytuacji postąpić. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jestem DDA czy po prostu głupi?

Witam. Mam 20 lat, jestem mężczyzną. Odkąd pamiętam, każde wakacje spędzałem u rodziny na wsi: babci oraz wujka alkoholika. "Za dzieciaka" bardzo mi to odpowiadało, lecz gdy wszedłem w okres dojrzewania, zacząłem się przeciwko temu buntować. Byłem jednak z góry...

Witam. Mam 20 lat, jestem mężczyzną. Odkąd pamiętam, każde wakacje spędzałem u rodziny na wsi: babci oraz wujka alkoholika. "Za dzieciaka" bardzo mi to odpowiadało, lecz gdy wszedłem w okres dojrzewania, zacząłem się przeciwko temu buntować. Byłem jednak z góry skazany na "porażkę". Moja mama była za bardzo zdeterminowana, by pomóc swojej mamie w codziennym życiu z alkoholikiem - ja byłem tą osobą, która po prostu ją odciążała. Nie mam jej jednak tego za złe. Sam też chciałem pomóc babci, lecz pragnąłem również wyjechać gdzieś z najbliższymi kumplami, poimprezować itp. Ani razu jednak tego nie doświadczyłem. W podstawówce należałem do klasowej "elity". Wiem, iż to trochę śmiesznie brzmi, ale każdy doskonale wie, że takie coś istnieje. Taka paczka fajnych, niezakompleksionych, otwartych na ludzi i świat osób. W gimnazjum i liceum było już o wiele gorzej. Byłem nadal lubiany, lecz ludzie trochę zaczęli uważać mnie za dziwaka. I wcale im się nie dziwię. Nie umiałem się do końca zachować w towarzystwie, rzadko kiedy miałem coś do powiedzenia, byłem mrukiem. Od czasu do czasu chciałem poprawić swój wizerunek. Myślałem, OK, trzeba zażartować. Po takim dowcipie ludzie zazwyczaj się nie śmiali, lecz robili dziwną minę i wypowiadali słowa typu "ty, zapomniałem, muszę przepisać zeszyt, bo pałę dostanę". Dopiero po kilku minutach dochodziło do mnie, jaką głupotę powiedziałem. W rezultacie efekt był odwrotny od oczekiwanego. Jeszcze bardziej uświadamiałem sobie, że jestem głupkowatym idiotą, jeszcze bardziej zamykałem się w sobie, jeszcze bardziej byłem odizolowany od reszty. Znajomi zakładali konta w serwisach społecznościowych, utrzymywali kontakty, a ja jedynie grałem w głupią grę przez Internet. Teraz mam 20 lat, lecz nie studiuję - pierwsze studia rzuciłem po 2 tygodniach, nie wiem, czy pójdę teraz na jakieś - nie mam siły, nie potrafię po prostu. Rok temu wziąłem się za prawo jazdy. Po około 40 godzinach nauki, 7 egzaminach i ponad 2 tysiącach złotych wydanych postanowiłem to rzucić. Nawet tego nie byłem w stanie ukończyć. Instruktorzy nie odbierali ode mnie telefonów, ponieważ nie chcieli umawiać się ze mną na jazdy, bojąc się, że spowoduję wypadek. Przypadkowo spotykając ich gdzieś pod biurem firmy, odwracali szybko głowę, udając, że mnie nie widzą. Do matury również nie byłem w stanie wziąć się w garść i się pouczyć. W pracy mają mnie za strasznego dziwaka. Nikt mnie nie lubi, ludzie najczęściej opuszczają szybko jakieś pomieszczenie, gdy wchodzę. Nie da się ze mną porozmawiać – po prostu nie umiem rozmawiać z ludźmi! Nie umiem być naturalny, ktoś czasem rzuci w moim kierunku jakąś aluzję, że jestem kretynem. W pierwszej kolejności odruchowo głupkowato się śmieję, żeby nie wyjść na pozbawionego poczucia humoru debila. Dopiero po kilku sekundach dochodzi do mnie, jak jest naprawdę. Każdego dnia robię z siebie idiotę, w momentach gdy przebywam z innymi. Jak coś powiem, widzę tylko kpiące uśmieszki, a to powiem coś nie na miejscu - i jak zwykle dochodzi do mnie po kilku sekundach, że to mogło być przynajmniej niemiłe dla kogoś. Bardzo często nie rozumiem, co inni chcą przekazać. I znowu wychodzę na idiotę, dopytując się o rzeczy oczywiste. Jedyni znajomi, jakich jeszcze do niedawna miałem, też zaczynają się ode mnie odwracać. Zaczynają również uświadamiać mnie, jakim dziwakiem jestem. Na dodatek niedawno się przeprowadziłem, wiec nawet i z nimi zerwałem już praktycznie kontakt. Nie potrafię sobie poradzić z samym sobą. Nie wiem, czy jestem głupi (choć podobno mam 123 IQ), czy jestem DDA (wujek alkoholik, ojciec - prawie - jeśli można kogoś nazwać "prawie alkoholikiem", wieczne kłótnie w rodzinie, dom aż przesiąknięty dziwnością, całe dzieciństwo spędzone z mamą i siostrą w jednym pokoju, podczas gdy ojciec miał swój własny). Czy po prostu za dużo sobie wyobrażam w tej swojej tępej głowie? Wiem, że może Pani pomyśleć "daj Boże, żeby wszyscy mieli takie problemy, jak ty", ale moja psychika jest naprawdę krucha, więc coś, co dla jednego będzie pestką, dla mnie może być urazem, który zapamiętam na długie lata... różni są ludzie. Nie miałem nigdy dziewczyny i na ten moment NIE WYOBRAŻAM sobie, abym związał się z jakąś. Boję się, że już zawsze będę sam, nie będę miał znajomych. Ba, ja to wiem, że tak będzie, jeśli nie zmienię swojego życia. Tylko jak mam to zrobić? Coraz częściej płaczę z bezsilności, myślę o samobójstwie. Czuję, że moja psychika z tygodnia na tydzień jest w coraz gorszym stanie. Błagam o jakieś wskazówki, jak postępować, by nie być tak aspołecznym, dziwnym, tępym człowiekiem.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Czy padaczka alkoholowa może powrócić?

Około 14 miesięcy temu miałem atak padaczki alkoholowej. Przed tym atakiem piłem ok. 4 lata, a przez 2 ostatnie lata piłem codziennie. Od 14 miesięcy jestem na pełnej abstynencji (nawet bardzo drażni mnie, kiedy np. w kawałku ciasta wyczuję zapach...

Około 14 miesięcy temu miałem atak padaczki alkoholowej. Przed tym atakiem piłem ok. 4 lata, a przez 2 ostatnie lata piłem codziennie. Od 14 miesięcy jestem na pełnej abstynencji (nawet bardzo drażni mnie, kiedy np. w kawałku ciasta wyczuję zapach spirytusu, rumu, koniaku itp., mam wtedy ochotę pójść do sklepu i wsunąć im to w....), ale to tak na marginesie. Mam takie pytanie - czy padaczka alkoholowa może u mnie jeszcze powrócić, nawet za kilka lat, i to przy zachowaniu pełnej abstynencji? Słyszałem, że istnieje coś takiego jak "padaczka późna" i występuje ona w ok. 25% przypadków u alkoholików, którzy już nie piją. Proszę o odpowiedź, czy mam się jeszcze obawiać takiego ataku kiedykolwiek? Dodam jeszcze, że TK głowy nie wykazało u mnie żadnych uszkodzeń mózgu. Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka

Lęk. Ciążąca przeszłość. Depresja?

Witam. Mam na imię Kasia i mam 17 lat. Kiedy miałam 12 lat, rodzice wpadli nie ze swojej winy w poważne kłopoty. Ojciec zaczął pić. Codziennie kłótnie, wrzaski w domu. Codziennie lękałam się, czy tata wróci do domu pijany,...

Witam. Mam na imię Kasia i mam 17 lat. Kiedy miałam 12 lat, rodzice wpadli nie ze swojej winy w poważne kłopoty. Ojciec zaczął pić. Codziennie kłótnie, wrzaski w domu. Codziennie lękałam się, czy tata wróci do domu pijany, czy znowu będę leżała w łóżku i płakała w głos, czy będę musiała iść i szukać ojca po nocy w mieście. Wszystko trwało około 3 lata. W tym okresie miałam próby samobójcze. Dzięki swojej wychowawczyni w szkole, która nie mówiąc nic rodzicom, pomagała mi wyjść z popłochu. Straciłam wiarę, gdyż krewny, który jest księdzem, okradł nas. W wieku 15 lat sprzedaliśmy dom i zamieszkaliśmy u babci. Przez to, że rodzice nie zarabiali już tak dużo kasy jak dawniej, odwróciła się od nas rodzina. Kiedy zamieszkaliśmy u babci, tata przestał pić. Wtedy na rok odzyskałam spokój. Znalazłam nowych przyjaciół, nową szkołę, nowe otoczenie. Było dobrze, choć ciągle wracałam do przeszłości. Po kryjomu chodziłam przed bramkę domu i płakałam. Nadal to robię, nie umiem tego zostawić za sobą, gdyż wydarzyło się tam za dużo kluczowych momentów mojego życia. Od kilku miesięcy (około 6) nie umiem sobie ze sobą poradzić. Nie wierząc, nie umiem odnaleźć nadziei. Jak bardzo chciałabym uwierzyć, tak nie umiem. Żyję przeszłością. Nie umiem skupić się na teraźniejszości, a co dopiero patrzeć z uśmiechem na twarzy w przyszłość. Mama ma do mnie pretensje od września, że z nią nie rozmawiam, ale jak mam z nią rozmawiać, skoro nie mam prawa mieć własnego zdania, bo to ONA zawsze ma rację, a kiedy już mam inne zdanie od niej, to od razu na mnie krzyczy. Często się boję. Rok temu pisałam do gazet swoje artykuły, zaprzestałam, ponieważ nie miałam siły. Mama ma do mnie ogromne pretensje, że już nie piszę, codziennie mi to wypominając. Codziennie skutecznie mnie to gasi, przytłacza jeszcze mocniej. Mówi, że nie mam ambicji, nie wiedząc, jak wiele ich we mnie buzuje. Szkoda, że ona tak dobrze potrafi mnie "zabić". W szkole radzę sobie dobrze, przeciętnie. Matka nie wie o mnie nic, nie wie, jak bardzo cierpię, jak bardzo to wszystko przeżywam. Nie wie, że czasem nie przesypiam nocy, a czasem śpię po 13 godzin, jak mam taką możliwość. Nie wie nic. Wczoraj powiedziała, że nienawidzi użalania się nad sobą. Ostatnio żyję tylko dla swojego chłopaka (jesteśmy ze sobą już ok. 2 lat). Gdyby nie muzyka, nie wiem jak by było. W bezsenne noce czytam. Kiedyś, budząc się i widząc słońce, umiałam się uśmiechnąć i nabrać entuzjazmu do życia. Dziś nie umiem, ciągle czuję w środku ogromny lęk, a w klatce piersiowej wielką kulę. Nie umiem pozbyć się przygnębienia. Kiedy jestem sama, płaczę jak dziecko. Nie mam ochoty na nic. Nic nie chce mi się robić; najzwyczajniej w świecie nie mam na to siły. Najchętniej leżałabym w pokoju, słuchała muzyki i pisała. Gubię myśli, gdyż moja głowa jest już za mała na ich pomieszczenie. Męczą mnie okropnie. Nie wiem, co mam robić, pogubiłam się. Proszę o jakąkolwiek pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Nietolerancja nadmiernego wysiłku fizycznego - czy możliwe jest podłoże nerwicowe?

Opiszę w skrócie, o co chodzi. Marzec 2008 - czerwiec 2009. Silna nerwica lękowa. Nie ma co pisać, bywało źle, bardzo źle, albo tragicznie. Antydepresanty przez rok, przez 3 miesiące łącznie z benzodiazepinami. Od czerwca 2009 - szczęśliwie spokój. Leków...

Opiszę w skrócie, o co chodzi. Marzec 2008 - czerwiec 2009. Silna nerwica lękowa. Nie ma co pisać, bywało źle, bardzo źle, albo tragicznie. Antydepresanty przez rok, przez 3 miesiące łącznie z benzodiazepinami. Od czerwca 2009 - szczęśliwie spokój. Leków też już nie biorę. Psychoterapia dała efekty :). Została tylko jedna, dość upierdliwa rzecz, która była ze mną od początku problemów z nerwicą. Chodzi o nietolerancję "nadmiernego" wysiłku. Bo to jest tak. W tym okresie, marzec-czerwiec, prawie w ogóle się nie ruszałem. Przez parę (a może i więcej niż 10...?, nie pamiętam już) tygodni nie ruszałem się z domu w ogóle, więc można powiedzieć, że ten okres "wyleżałem". Potem wiele lepiej nie było - przez rok ruchu było tyle, co kot napłakał. Od 10 do 30 min spaceru dziennie. Byle na studia dojechać. Albo i mniej. Więcej nie było jak, lęki były za silne. Ale wziąłem się za siebie, jak tylko się poprawiło. I już sierpniu, czy wrześniu, grzecznie sobie, wolniutko jeździłem 3 razy w tygodniu po 30 min na rowerze. W październiku również (mam też rower stacjonarny). Problem jest w tym, że więcej nie da rady. W tym sensie, że mogę sobie jeździć 3 x 30 min w tygodniu, ale jeśli bym usiadł i pojeździł 1 godzinę, to byłaby tragedia. Przy czym to nie są jakieś sztywno ustalone, wydumane przeze mnie granice, pt " X minut to granica, potem będzie źle". Czasem jest to 50 min, a czasem (byłem przeziębiony) 30. Efekt jest taki, że np. więcej niż 2, 2,5 h chodzenia w ciągu dnia również mnie "załatwia". Jak widać, jest to dosyć ograniczające. I co najgorsze, ćwicząc czy ogólnie, ruszając się, czuje się OK, zupełnie nie mogę wyczuć kiedy przekraczam granicę ("efekty" pojawiają się wieczorem/w nocy) :( A co się stanie, gdy to zrobię? Cóż, wtedy mam tydzień (tak, plus minus 7 dni) wyjęty z życia. Pierwszej nocy nie prześpię prawie wcale. Pobudzenie, uczucie gorąca (za ciepło nawet pod cienkim kocem), często mocne bóle mięśni. Jak zasnę to po 4, czy 5 h od położenia i będzie tego snu bardzo niewiele. Kolejnych kilka nocy również w plecy, w mniejszym lub większym stopniu. W ciągu dnia monstrualne "przymulenie" (to ono jest najgorsze, czasem pojawia się też derealizacja lekka, wszystko jest tak jakby za "bańką mydlaną"), gorsze niż to występujące po benzodiazepinach (aczkolwiek, muszę przyznać, jest to wrażenie bardzo mocno subiektywne, w tym sensie, że czuję się co prawda fatalnie, ale mogę się skupić, czytać itd. z czym np. po benzodiazepinach był czasem problem). Zmęczenie, ale to oczywiste. Koszmarna słabość, nie tylko w sensie subiektywnym - znaczy np. nie podciągnę się ani razu na drążku - a norma to 5 czy 7. Każdy wysiłek w tym czasie pogarsza tylko sytuację. Wszystko to ustępuje po mniej więcej 7 dniach. Dodam, że objawów nerwowych, lękowych itd. brak. Nie ma żadnych duszności, napadowych lęków, walenia serca itd. Nie ma też znaczenia, czy czuję się psychicznie OK (tak jak od czerwca zeszłego roku), czy tragicznie (marzec-czerwiec) - jest to ciągle ze mną. Fizycznie jestem zdrów jak ryba. Ilość badań jakie miałem zrobione (żeby wykluczyć somatyczne podstawy nerwicowych objawów) jest ogromna, od zwykłej morfologii, EKG, echa serca, poziomu elektrolitów do poziomu hormonów tarczycy, nadnerczy, przysadki - wszystko absolutnie w normie (wymieniłem tylko małą część). A nie występowało coś takiego u mnie przed tym, jak mnie nerwica dopadła. I teraz pytanie: czy ta swoista alergia na na "nadmierny" wysiłek może mieć podłoże nerwicowe? A jeśli tak, to jak sobie z tym radzić? Bo to, niestety, bardzo ogranicza. Nie pojadę w góry (bo niby jak łazić po nich z czymś takim?), nie pójdę do "fizycznej" pracy itd.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty