Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Wskazania do hospitalizacji psychiatrycznej

Moja narzeczona ma rozpoznane zaburzenia osobowości anankastyczne, chociaż wstępna diagnoza ok. 1,5 roku to była depresja poporodowa. Parę dni temu dokonała próby samobójczej w postaci połknięcia pokaźnej ilość leku Tramal. Wezwałem pogotowie, zrobili na miejscu płukanie żołądka i na tym...

Moja narzeczona ma rozpoznane zaburzenia osobowości anankastyczne, chociaż wstępna diagnoza ok. 1,5 roku to była depresja poporodowa. Parę dni temu dokonała próby samobójczej w postaci połknięcia pokaźnej ilość leku Tramal. Wezwałem pogotowie, zrobili na miejscu płukanie żołądka i na tym się skończyło. Na następny dzień pojechałem z nią na izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego (po wcześniejszej rozmowie tel. z jej lekarzem prowadzącym). Na miejscu pani doktor uznała, że narzeczona nie jest w ogóle chora i nie widzi potrzeby hospitalizacji. Jakie są kryteria do przyjęcia na oddział w takiej sytuacji?

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy pobyt na całodobowym oddziale psychiatrycznym to dobry pomysł?

Mam 13 lat, wszystkie objawy depresji i się tnę. Psycholog szkolna olała mnie i powiedziała, że udaję, że coś mi jest i nie zwracała na mnie uwagi. Nawet gdy napisałam, że zaraz sobie coś zrobię i niech mi pomoże. Dlatego...

Mam 13 lat, wszystkie objawy depresji i się tnę. Psycholog szkolna olała mnie i powiedziała, że udaję, że coś mi jest i nie zwracała na mnie uwagi. Nawet gdy napisałam, że zaraz sobie coś zrobię i niech mi pomoże. Dlatego też teraz jestem na dziennym oddziale psychiatrycznym, ale tam też prawie nikt o mnie nie myśli. Zastanawiam się czy to depresja. Mam codziennie myśli samobójcze, emetofobię, fobię społeczną i szkolną itp. Myślę, żeby pójść na całodobowy oddział psychiatryczny, ale nie wiem czy to nie pogorszy sytuacji.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Jak pomóc partnerowi, który ma problemy ze sobą?

Witam, od 7 lat jestem w związku z mężczyzną (27 lat), który ma różnego rodzaju problemy psychiczne - zaniżone poczucie własnej wartości, trudne relacje z rodziną, ojca alkoholika i urazy z dzieciństwa, z którymi do tej pory sobie nie poradził....

Witam, od 7 lat jestem w związku z mężczyzną (27 lat), który ma różnego rodzaju problemy psychiczne - zaniżone poczucie własnej wartości, trudne relacje z rodziną, ojca alkoholika i urazy z dzieciństwa, z którymi do tej pory sobie nie poradził. W ciągu ostatnich lat doszły do tego problemy z pracą (praca bardzo wyczerpująca, niskie zarobki) i trochę długów. Podejrzewam u niego początki depresji, był u psychologa, ale przestał chodzić na spotkania.

Ostatnio zaczął coraz częściej sięgać po alkohol - na początku raz w tygodniu, teraz już co drugi dzień albo i codziennie. Nie wspominając o tym, że żywi się głównie chipsami i colą. Na moje próby zwrócenia uwagi reaguje agresywnie, twierdząc, że mu narzucam ograniczenia, które jeszcze bardziej go stresują i spinają. Starałam się być więc wyrozumiała, ale ciężko mi na to patrzeć, bo mam wrażenie, że on dąży do autodestrukcji.

Jak mogę mu pomóc? Czy być obok, akceptować i wspierać? Czy nie robię mu jeszcze większej krzywdy, przyzwalając np. na picie, bo w ten sposób on brnie w to dalej? Czy lepiej wyznaczyć granice (np. nie pijesz) i konsekwentnie się ich trzymać, tzn. jak będzie dalej pił i się pogrążał, to go zostawić? Czy mam rację myśląc, że rozstanie się z nim może sprawić, że się ocknie? To strasznie trudne, bo miałabym poczucie, że zostawiam go w chwili, kiedy najbardziej mnie potrzebuje.

Proszę o radę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

List pożegnalny syna

Dzień dobry! Mój 23-letni syn popełnił samobójstwo, napisał pożegnanie. Proszę o odpowiedź w jakim stanie umysłu się znajdował w momencie pisania pożegnania. Nie lubię się żegnać w szczególności Lepiej odejść byłoby bez słowa Jednak nie obejdziemy tych powinności Tego...

Dzień dobry! Mój 23-letni syn popełnił samobójstwo, napisał pożegnanie. Proszę o odpowiedź w jakim stanie umysłu się znajdował w momencie pisania pożegnania. Nie lubię się żegnać w szczególności Lepiej odejść byłoby bez słowa Jednak nie obejdziemy tych powinności Tego wymaga kultura zdrowa Pragniesz wyjaśnienia czemu odchodzę Wybacz że przeze mnie żyjesz w trwodze Chciałbym tego na prawdę uniknąć I z Twej pamięci na zawsze zniknąć Proszę Cię żyj dalej po swojemu Niepotrzebny smutek sercu memu Wspomnij jedynie te chwile radości Nie unoś się w nienawistnej złości Nie pasowałem tutaj od początku Moja dusza szukała życia wątku Lecz ten mógł być tylko w Bogu Który leży w ukrytym sarkofagu Sam nie byłem w stanie szukać Mogłem się tylko w szarości błąkać Codziennych rytuałów bezsensowności Pozbawionych bez Niego romantyczności Bo bez Niego życie nie ma chaosu Jest jedynie ścieżka przewrotnego losu Jak się elektrony w atomie ułożą Pozbawione wolności obłędnie krążą Nie widzę sensu w doczesnej uciesze Pozostają tylko chorego poety wiersze Chcące uciec od tej rzeczywistości Sięgnąć prawdziwych duszy własności Lecz poetą tutaj się być nie da Doczesność jego duszę zjada Marzyciel we śnie jeno brodzi Lecz potem się zawsze budzi Nie potrafię w tym ciele Sprostać swym ambicjom Jest ich zbyt wiele I przeszkadza to ludziom Jest rzecz jasna garstka która pomaga Rodzina i przyjaciele Wielka jest ich miłości waga Lecz szalę przechylają mąciciele Świat jest po prostu zły Wszelkie uczucia zamarzły Rządzi pieniądz i urodzenie Jest tylko nieustające cierpienie Wciąż tylko czegoś łaso pragnę I nawet kiedy tego dosięgnę Nasycić się nie potrafię Potępiam stoicką filozofię Nie godzę się na swój los Na ten śmiertelny życia cios Uciekam od tego wszystkiego w niebyt Lub w miłosiernego Boga objęć dobrobyt I jeśli On naprawdę istnieje I mnie szczerze kocha nieskończenie I pozwoli przepaść w mroku knieje To niech i Miłość taka przepadnie PS. Błagam Cię Piotruś nie bierz ze mnie przykładu. Życie może być piękne - wiem to; ono tylko dla mnie straciło sens, zbyt się męczyłem, a Ty jesteś twardszy, co znaczy, że jesteś w stanie odnaleźć sens tam gdzie ja go nie mogłem zobaczyć, bo byłem ślepym ignorantem. Ja zawsze byłem miękki płaczek, choć zgrywałem twardziela. Można jeszcze wiele osiągnąć wspaniałego i pięknego, a ja w Ciebie wierzę. Jesteś wspaniałym człowiekiem i świetnym bratem. Będziesz też na pewno wspaniałym mężem dla swej ukochanej i jeszcze lepszym ojcem dla swych przyszłych dzieci. Swym twórczym umysłem i polotnym sercem jesteś w stanie przynieść temu światu wiele dobrego. I dla siebie odnajdziesz drogę sensu, którą będziesz podążać i być może przez to, że Cię tak kocham Twa dobroć jakoś przeleje się na mnie tym łączem miłości i będę mieć większą szansę na zbawienie. Dbaj o rodziców, swą ukochaną i naszego pieska, ale przede wszystkim o siebie. Przemów rodzicom też do rozsądku, że to nie ich wina w żadnym wypadku. To mój świat i ja jesteśmy źli. Mamo, Tato – kocham was zawsze !, nie potrafię dokładnie wyjaśnić czemu to robię. To coś we mnie ma już dość, nudzi się cholernie, cierpi ogromnie i chce czegoś nowego. Dusi mnie nadzieja, że jestem w stanie zmienić swój los, ale wiem, że nic z tego nie będzie. Świat jest dla mnie ciągłym cierpieniem, w którym na chwilę pojawiają się obrazy przyjemności, by szybko zniknąć i przypomnieć o tej kanciastej egzystencji. Już sobie nie poradzę w tym życiu. Zacząłbym robić z nudów coś złego, a nie chcę być bandytą, wolę odejść. Jestem nieprzystosowalny do tych codziennych szarych rytuałów, do ćwiczeń/treningów. Nie potrafię się pogodzić z rzeczywistością i dalej udawać, że wszystko jest w porządku. Godzić się na to co jest nie do zmienienia, jak choćby to, że mnie ciągle coś swędzi, boli i najprostsza czynność sprawia mi trudność. Przede wszystkim jednak na to, że Bóg się przede mną schował i nie da się Go tu znaleźć. Jeśli Go odnajdę, to za wszelką cenę wrócę, bo tylko On może być Miłością, która nas łączy. KOCHAM! PRZEPRASZAM!, wybaczcie mi kiedyś…, ale przede wszystkim sobie, bo się strasznie o to boję, że zaczniecie się obwiniać. To nie jest wasza wina. Wasza miłość jest nieskończona, ale to moje serce zamknęło się, to moja wolna wola i już nic nie mogliście zrobić. Pozwólcie mi odejść… jeśli nie ma niebytu i jest wieczna dusza, to odbiję się od dna i jeszcze się spotkamy.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Lęk o dzieci i depresyjne myśli

Witam! Mam 25 lat, 2 miesiące temu urodziłam drugie dziecko, pierwsze ma 2,5 roku. Poród miałam lekki, ciąża bez żadnych problemów. Po pierwszym dziecku miałam tzw. baby blues. Parę dni po drugim porodzie było wszystko dobrze, myślałam że będzie wszystko...

Witam! Mam 25 lat, 2 miesiące temu urodziłam drugie dziecko, pierwsze ma 2,5 roku. Poród miałam lekki, ciąża bez żadnych problemów. Po pierwszym dziecku miałam tzw. baby blues. Parę dni po drugim porodzie było wszystko dobrze, myślałam że będzie wszystko dobrze, że nie będę miałam baby blues tak jak po pierwszej ciąży. Natomiast po 2 tyg. zaczynały się lęki, że mogę zrobić coś specjalnie moim dzieciom lub bliskim (choć tego nie chciałam). Przykrywając dziecko kocykiem przychodziły myśli jak łatwo dziecko udusić (ale naprawdę nie chciałam tego zrobić!).

Teraz po 2 miesiącach od porodu nadal te myśli pojawiają się, ale już nie tak często. Strasznie boję się że dojdzie do tego, że zrobię sobie krzywdę lub dzieciom. Bardzo kocham swoje dzieci, zajmuję się maluszkiem (nawet przesadnie). Boję się że to się będzie pogłębiać i wpadnę w depresję (o ile już jej nie mam) i że zrobię komuś krzywdę. Potrafię się śmiać, ale nie daje mi to spokoju, cały czas siedzi mi ten problem w głowie. :( Proszę mi napisać, czy jest to już depresja czy jakieś lęki, które same przejdą.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Jak przestać izolować się od ludzi?

Witam! Mam 31 lat. Z depresją i myślami samobójczymi zmagam się od 4 lat, tj. od czasu zakończenia studiów. Źródło mojej depresji jest wielopoziomowe. Składa się na nie samotność, nieprzystosowanie do życia, fobia społeczna (w szczególności fobia względem kobiet),...

Witam! Mam 31 lat. Z depresją i myślami samobójczymi zmagam się od 4 lat, tj. od czasu zakończenia studiów. Źródło mojej depresji jest wielopoziomowe. Składa się na nie samotność, nieprzystosowanie do życia, fobia społeczna (w szczególności fobia względem kobiet), brak perspektyw na przyszłość oraz zwykłe zmaganie się z problemami codziennego życia. Studia zapewniały mi wszystko czego mi było trzeba: znajomych, z którymi było o czym rozmawiać i były to rozmowy z mego punktu widzenia interesujące, rozwój intelektualny, wysiłek umysłowy i gdy uświadomiłem sobie że potrafię rozwiązywać naprawdę skomplikowane zadania (techniczne, matematyczne, fizyczne) wrażenie bycia niemalże Bogiem.

Od zakończenia studiów czuję, że z człowieka stałem się zwierzęciem, które musi walczyć o swoje przetrwanie, a moje potrzeby zostały drastycznie ograniczone do fundamentalnych potrzeb fizjologicznych. Uważam, że najlepsze lata swojego życia mam już za sobą i nie mam już motywacji, żeby dalej żyć. Zwłaszcza, że żyje w poczuciu stałego zagrożenia. Znajomi z czasów studenckich stopniowo przestali się do mnie odzywać. W wyniku tych doświadczeń pojawiła się u mnie fobia społeczna. Nie chce bądź też już nie potrafię angażować się emocjonalnie w nowe znajomości. Zwłaszcza względem kobiet. Nienawidzę kobiet za to, że jak facet jest w czymś zdolny i chcą go wykorzystać to się odpicują, flirtują i wykorzystują zauroczenie faceta, aby osiągnąć swój cel. Wszystkie moje próby poderwania jakiejś babki kończyły się na koleżeństwie i przeważnie w jakiś sposób zostałem wykorzystany nie mogąc oczekiwać niczego w zamian. Do kobiet szczęścia nie mam i kolejnych prób podejmować mi się nie chce.

Kiepsko sobie radzę poza życiem szkolnym, uczelnianym, bo innego nie miałem. W czasach studenckich mieszkałem z rodzicami. Postępowałem tak jak mi nakazywali rodzice - nadopiekuńcza matka i apodyktyczny ojciec. Mieszkanie z rodzicami zapewniło mi zero szlajania się po akademikach, imprez, znajomości pozawydziałowych, problemów mieszkaniowych. W rezultacie jestem nudziarzem, nieudacznikiem, osobą nieprzystosowaną do życia. Swoje problemy opisywałem kilku psychologom i z reguły oznajmiali mi, że nie mogą mi niczego zasugerować, a swoje problemy powinienem rozwiązać samemu. Psychiatra dał mi na receptę antydepresanty, po których nie czuję żadnej różnicy. Do jakiego innego jeszcze specjalisty mógłbym się udać ze swoimi problemami i czy dużo by to kosztowało. Myślałem o jakimś life coaching'u, szkole podrywania, tyle że na razie mnie na to nie stać.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Jak mam żyć z depresją?

Witam, o mnie to tyle, że studiuję. Idzie mi bardzo dobrze. Mam pasję. Cudowne dzieciństwo. Pieniądze. Kochającego chłopaka. Pomimo to myślę, że pozostało mi już tylko umrzeć. Od 5 lat biorę leki na depresję - fluoksetynę głownie. Raz pomagało -...

Witam, o mnie to tyle, że studiuję. Idzie mi bardzo dobrze. Mam pasję. Cudowne dzieciństwo. Pieniądze. Kochającego chłopaka. Pomimo to myślę, że pozostało mi już tylko umrzeć. Od 5 lat biorę leki na depresję - fluoksetynę głownie. Raz pomagało - było lepiej, a innym razem tylko neutralizowało ból wewnętrzny. Miałam przerwy - czasem dłuższe, w leczeniu. Niby wszystko pod kontrolą, ale teraz znowu czuję się okropnie. Ostatnio lekarz psychiatra, który mnie leczył zmarł. Przeżyłam to bardzo, w końcu straciłam osobę, z którą się zżyłam i która mnie rozumiała - miała uratować mi życie. Od gimnazjum byłam osobą martwiącą się o nie wiadomo co, potrzebującą pocieszenia, ale to nie było tak meczące jak teraz. Występowała u mnie autoagresja, czego teraz nie ma - panuję nad tym, chociaż czasem ciężko... Wiem, że rodzice się zdradzają, wiem z kim - znam tę osobę. Mają małe dziecko, dlatego myślę, że są jeszcze razem. Ten wątek może nie ma większego wpływu na moją psychikę, ale może przez to panicznie boję się zdrad.

Ciągle mi się chce płakać, jestem smutna, zła, czuję się beznadziejna, zazdroszczę uśmiechniętym, radosnym dziewczynom. Boję się ludzi, chciałabym być kimś innym. Nie lubię imprez, spotkań, stresuje mnie to i na pewno każdy odbiera mnie za osobę ponurą itp. boję się cokolwiek powiedzieć w towarzystwie, że zostanie to odebrane źle. Nie potrafię się cieszyć tym co mam, zawsze chcę więcej. Wydaje mi się, że jak zdobędę to czego nie mam to wtedy będę szczęśliwa. Od lat mnie to podtrzymywało, ale już nie. Teraz widzę, że mimo że osiągam cel nie wywołuje to na mnie żadnego pozytywnego skutku. Wręcz przeciwnie, czasem myślę, że nie zasłużyłam na to, że to przypadek, że to co mam i tak jest gorsze od tego samego co ma inna osoba. Czuję, że szczęście dałoby mi urodzenie się od nowa, a może też nie, bo to ciągle byłabym ja?

Kolejne co mnie meczy to że bardzo silnie odczuwam takie uczucia jak tęsknota, żal za czymś, za kimś. Tęsknie nawet jak ważna mi osoba odchodzi nawet na chwilę. Boję się, że ją stracę. Szkoda mi wszystkiego co związane z bliskimi, nawet rzeczy np. nie wyrzuciłabym nic od mamy. Smuci mnie to bardzo, że moja rodzina kiedyś umrze. Kiedy rozpoczęłam związek z moim chłopakiem byłam przeszczęśliwa i czułam, że po prostu wyzdrowiałam. Trwało to parę miesięcy, kiedy nie zaczęłam myśleć, ze on może mnie zostawić, nagle odejdzie, będzie mnie zdradzał albo już to robi, że mnie nie kocha tak bardzo jak ja jego, że nawet jak do ślubu się utrzymamy to może zacząć mnie zdradzać, czy po prostu odejść - do radosnej, szczęśliwej, a przede wszystkim normalnej osoby. (Powszechnie wiadomo, że ludzie unikają kontaktu z osobami smutnymi, pesymistycznymi, bo jest to zaraźliwe w pewnym stopniu.) Więc wszystko to prowadzi do tego, że czasem mam ochotę odejść pierwsza. Odejść i zamknąć się w pokoju i nikomu nie wchodzić w życie. Tak bardzo chciałabym cieszyć sie drobnymi rzeczami, tym wszystkim co mam, bo życie jest krótkie (płacz), a ja je właśnie marnuję. Tak mi ciężko, nie da się z tym żyć, a najgorsze, że nikt nie rozumie takiej sytuacji. Pewnie na da mi się już pomóc, umrę taka. Nie wiem jak ja mam żyć z tym. Pomocy...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Problemy ze snem, myśli samobójcze i brak koncentracji

Witam, od prawie pięciu miesięcy mam z sobą problem, pokłóciłem się z dziewczyną, z którą wiązałem swoją przyszłość. Kłótnia wynikła z mojej winy, ona chce czasu na przemyślenie tej sytuacji i przyznaje, że nadal jej zależy, lecz ja od...

Witam, od prawie pięciu miesięcy mam z sobą problem, pokłóciłem się z dziewczyną, z którą wiązałem swoją przyszłość. Kłótnia wynikła z mojej winy, ona chce czasu na przemyślenie tej sytuacji i przyznaje, że nadal jej zależy, lecz ja od tego czasu nie potrafię sobie poradzić. Mam ciągłe drżenie rąk, w sytuacjach stresowych nawet bardzo mocne, drżenie mięśni, częste wahania nastrojów, w nocy kłopoty ze spaniem, natomiast w dzień mógłbym spać cały czas, brak koncentracji często podczas jazdy samochodem czy wykonywania jakichkolwiek czynności (kłopotliwe szczególnie w pracy), częsty brak łaknienia (czasami nawet dwa dni nie czuję głodu a nawet wstręt do jedzenia), częste rozdrażnienie, bywają dni, że mam myśli samobójcze, nie radzę sobie z tym, więc często uciekam w alkohol. Jestem osobą raczej skrytą, nie potrafię rozmawiać o własnych problemach z innymi. Piszę, bo już naprawdę nie wiem co mi jest i co z tym zrobić. Zauważam, że z czasem objawy się nasilają.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Ciężka depresja na emigracji

Witam! Jestem trzydziestokilkuletnią kobietą. Cierpię na straszną depresję, z którą nie potrafię sobie poradzić. Wychowałam się w rodzinie zastępczej, rodzice nie żyją. Rodzina biologiczna nie interesowała się mną nigdy. Jestem więc zupełnie sama. Kilka lat temu wyjechałam do Anglii, jak...

Witam!

Jestem trzydziestokilkuletnią kobietą. Cierpię na straszną depresję, z którą nie potrafię sobie poradzić. Wychowałam się w rodzinie zastępczej, rodzice nie żyją. Rodzina biologiczna nie interesowała się mną nigdy. Jestem więc zupełnie sama. Kilka lat temu wyjechałam do Anglii, jak sądząc po lepsze życie. Niestety nie potrafię się tu odnaleźć, czuję się wyobcowana i samotna, mimo ogromnych prób zintegrowania się, wychodzenia do ludzi. Czuję coraz większe różnice kulturowe, które nie pozwalają mi do końca być sobą. Marzę o powrocie do Polski, ale to powoduje u mnie tylko ataki paniki. Nie wiem jak sobie poradzę, nie mam tam nikogo, przyjaciele pozakładali rodziny i zajęci są swoim życiem, ja nie mam tam nic ani mieszkania, ani meldunku. Oszczędności mam bardzo niewiele, jako że próbowałam tu normalnie żyć, wychodzić do kina na siłownię do ludzi generalnie. To pochłaniało moje zarobki. Teraz czuję się w kropce.

Próbowałam terapii tutaj, ale oprócz ogromnych kosztów nie zyskałam na tym nic. Angielscy terapeuci, miałam wrażenie, że nie rozumieją mnie do końca, nie pojmują moich dylematów, sytuacji w Polsce, czego mogę się obawiać, nie rozumieją czemu nie potrafię się tu odnaleźć. Trudno im zresztą mówić czemu nie podoba mi się tak wiele rzeczy w tym kraju. To wydaje mi się nie na miejscu. Dostałam leki antydepresyjne, które jakoś mnie trzymają przy życiu, choć to raczej wegetacja i walka z każdym dniem niż życie. Nie wiem co robić, jestem zdesperowana.

Chcę wrócić, ale wydaje mi się, że nie dam rady, że w Polsce w obcym mieście znów od zera, będzie mi znów niesamowicie ciężko finansowo i też emocjonalnie odnaleźć się wśród ludzi, gdzie większość w moim wieku ma rodziny i zupełnie inne problemy, inny świat. Przeraża mnie życie na stancji z dwudziestoparolatkami, w pracy za 1600 zł. Tam również nie będzie mnie stać na psychologa, na terapię, brak meldunku z tego co się orientuję nie pozwoli mi skorzystać z opieki lekarskiej. Jestem załamana. Chcę ze sobą skończyć, ale nie potrafię. Chciałabym żyć, ale normalnie nie tak. To jest koszmar, z którego nie potrafię znaleźć wyjścia.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy po samookaleczeniu zostaną blizny?

Witam, dokonałem okaleczenia na swoim ciele kilka dni temu - cięcia na ramionach, z dala od żył, niezbyt głębokie, nieznaczny upływ krwi. Ostrze odkaziłem spirytusem salicylowym. O problemie rozmawiałem ze swoją dziewczyną i przyrzekłem, że robię to pierwszy...

Witam, dokonałem okaleczenia na swoim ciele kilka dni temu - cięcia na ramionach, z dala od żył, niezbyt głębokie, nieznaczny upływ krwi. Ostrze odkaziłem spirytusem salicylowym. O problemie rozmawiałem ze swoją dziewczyną i przyrzekłem, że robię to pierwszy (a był to pierwszy) i ostatni raz. Okaleczenie się wynikało z chęci ukarania się oraz z powodu zbliżającego się kolokwium. Nigdy nie byłem wytrzymały na stres, ale również nigdy wcześniej nie przybierało to formy okaleczenia się. Rozumiem, że zrobiłem to z bezmyślności, dużą rolę odegrała pewnie moja nadwrażliwość. Mam poczucie, że zrobiłem coś kretyńskiego i nigdy więcej tego nie zrobię. Moje pytanie dotyczy możliwości zakażenia. W jednym z ramion, w okolicy nadgarstka czuję lekką pulsację. Nie jest to przejmujący ból, ręka mi nie drży, nie mam zaczerwienień w okolicach żył, nie są nabrzmiałe.

Moja dziewczyna sprawdziła czy mam powiększone węzły chłonne pod pachami i stwierdziła, że ich stan jest normalny. Nie jest lekarzem, ale przechodziła rozszerzony kurs pierwszej pomocy, jest opiekunem na wyjazdach obozowych dla dzieci. Jak będzie się objawiać zakażenie, czy jest prawdopodobne, czy organizm może zwalczyć niewielkie zakażenie sam? Drugie pytanie: Czy idąc do lekarza, w przypadku zauważonego zakażenia, pokazując cięcia może on podjąć działania mające na celu ubezwłasnowolnienie mnie, wysłanie do psychiatry, psychologa, czy ma prawo do powiadomienia policji? Trzecie pytanie: Czy samookaleczenie się jest karalne? Czwarte pytanie: Rany nie są głębokie, zabliźniają się, acz krwawiły. Czy pozostaną po nich blizny, jeśli tak, to jak bardzo widoczne? Dziękuję z góry za poświęcenie mi czasu.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Obawa przed leczeniem depresji

Witam! Pisałam już kiedyś, ale pragnę swoją sytuację przedstawić po raz kolejny. Od dłuższego czasu miewam myśli, że mogłabym być chora na depresję. Z pomocy psychiatry już korzystałam, lecz sama odrzuciłam pomoc farmakologiczną, z prostych przyczyn nie chcę by mój...

Witam! Pisałam już kiedyś, ale pragnę swoją sytuację przedstawić po raz kolejny. Od dłuższego czasu miewam myśli, że mogłabym być chora na depresję. Z pomocy psychiatry już korzystałam, lecz sama odrzuciłam pomoc farmakologiczną, z prostych przyczyn nie chcę by mój nastrój zależny był od lekarstw. Teraz opiszę swoją aktualną sytuację psychiczną. Co jakiś czas miewam spadki nastroju. Dwie fazy. Faza spokoju i szczęścia i wygląda ona tak: Rozrywkowość, bardzo dobrze dogaduję się z ludźmi. Nie odczuwam żadnego lęku. W przyszłość wybiegam z optymizmem. Mam tak jakby lepszy kontakt z rzeczywistością, do wszystkiego podchodzę racjonalnie. Potrafię odnaleźć się w trudnych sytuacjach, jestem rozmowna, wiem po prostu o czym mam z ludźmi rozmawiać. Jestem otwarta, szczera, przede wszystkim obiektywna! Nie przykuwam uwagi do rzeczy i spraw błahych, nie zawracam sobie tym głowy.

Następnie następuje tak jakby okres regresji, objawiający się: Trudności ze skupieniem uwagi, nie potrafię skupić się na rzeczach codziennych, tylko cały czas zastanawiam się nad swoim stanem chorobowym. Przejmuję się błahymi rzeczami, boję się przyszłości i widzę ją w najczarniejszych barwach. Dopada mnie lęk z reguły nie uzasadniony. Nie jestem już taka otwarta w stosunku do ludzi i cały czas mam wrażenie, że jestem mało interesująca i nieciekawa, że po prostu rozmawiam o rzeczach nieciekawych, dotyczących tylko mnie. Patrzę na wszystko subiektywnie, zazdroszczę ludziom, nienawidzę niektórych, chociaż wcześniej w okresie spokoju nie zwracam nawet na go uwagi. W tym okresie nawet nie wiem o czym mam z ludźmi gadać, czuję taką pustkę, nie wiem jak zagadać po prostu. Siedzę tylko w domu, żeby nie mieć kontaktu z innymi. Użalam się nad sobą, że zawsze już tak będzie, że nic się nie zmieni i że jestem jak jakiś świr, który do końca życia będzie zdany tylko i wyłącznie na leki. Wstydzę się tego stanu, tego psychicznego stanu, w którym jestem cały czas przybita.

Nie chcę chorować na depresję dwubiegunową, byłoby to dla mnie okropne, po prostu chcę się cieszyć jak inni ludzie. Nie chcę cierpieć na to, bo wiem, że leki będą tutaj musem do końca życia w, końcu to jest związane z chemią w mózgu. Co mi z leków, jak nie będę mogła nigdy wyjść do znajomych na imprezę, przecież biorąc leki tego typu alkoholu nie można spożywać. Nie mówię tutaj o jakiś wielkich ilościach alkoholu, ale nie będę mogla napić się nawet piwka. A znowu jak nie wezmę leków to wiadomo, że będę cały czas zdołowana. Obawiam się także Cyklotymii oraz Borderline. Myślałam też, że mogłabym cierpieć na fobię społeczną... Proszę o odpowiedź, proszę mi powiedzieć na co mogę chorować?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Wątpliwości dotyczące dystymii

Witam! Na początku chciałbym prosić o wybaczenie mi chaotyzmu wypowiedzi, od czasu zachorowania mam problem z zorganizowaniem takich rzeczy, choć na piśmie przychodzi mi to łatwiej. Na wszelki wypadek chciałbym także zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie mam zamiaru leczyć...

Witam!

Na początku chciałbym prosić o wybaczenie mi chaotyzmu wypowiedzi, od czasu zachorowania mam problem z zorganizowaniem takich rzeczy, choć na piśmie przychodzi mi to łatwiej. Na wszelki wypadek chciałbym także zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie mam zamiaru leczyć się na własną rękę, wszystko odbywa się pod kontrolą lekarza. A więc mam zdiagnozowaną przewlekłą dystymię (trwającą już nieprzerwanie 4 lata). Brałem różne leki ale żaden nie pomógł.

Przez ten rok bezskutecznego leczenia naszły mnie pewne wątpliwości, którymi chciałbym się podzielić z lekarzem i dowiedzieć się jak wyglądają one ze strony profesjonalisty. Nie chcę by zostało to uznane za zarozumiałość czy brak zaufania do wiedzy lekarzy gdyż tak nie jest, po prostu doszedłem do pewnych spostrzeżeń i ciekawi mnie na ile, jeśli w ogóle, zgodne są one z medyczną literaturą i doświadczeniem lekarzy. Otóż z tego co mi wiadomo uważa się, że za depresję (również dystymię) odpowiedzialny jest niedobór neuroprzekaźników w synapsach mózgu: serotoniny, noradrenaliny i dopaminy. Bardzo upraszczając funkcje tych transmiterów, można powiedzieć, że niedobór serotoniny powoduje obniżenie nastroju, noradrenaliny - zmęczenie a dopaminy - niemożność przeżywania radości (anhedonia). Najczęściej wymieniane objawy depresji i dystymii to właśnie obniżenie nastroju, zmęczenie i anhedonia. Jak wiemy większość leków antydepresyjnych nastawione jest na zwiększanie poziomu przede wszystkim serotoniny, rzadziej noradrenaliny.

A gdzie w antydepresyjnej farmakoterapii zajmuje miejsce dopamina? Leki, które działają na ten neuroprzekaźnik, najczęściej zwiększają jego poziom w niewielkim stopniu i to jako efekt dodatkowy, mniej ważny, co w praktyce jest działaniem zdecydowanie za słabym a co za tym idzie w ogóle nie odczuwalnym. Rozumiem, że chodzi tu o zachowanie równowagi między serotoniną a dopaminą w razie dużego zwiększenia poziomu tego pierwszego neuromediatora ale i w tym przypadku pomijane jest znaczenie dopaminy w depresji. Istnieją leki, które zwiększają głównie poziom dopaminy lecz jest ich dość mało i są rzadko przepisywane, szczególnie w depresji. Słowa zarówno dopamina, jak i anhedonia są częściej używane przy schizofrenii niż przy depresji. Dlaczego więc piszę o dopaminie? Otóż w mojej dystymii brak jest smutku, obniżenia nastroju - zdarza się ono jedynie sporadycznie. Najlepszym określeniem na mój stan jest słowo apatia. Objawy mojej choroby to zmęczenie psychiczne i fizyczne, brak motywacji a przede wszystkim anhedonia, za czym idzie też oziębłość seksualna (ale nie impotencja) i zmniejszenie apetytu. Proszę zauważyć, że obniżenie nastroju nie jest tym samym co anhedonia. Obniżenie nastroju jest to przygnębienie i płaczliwość. W moim wypadku nie odczuwam przygnębienia i nie płaczę, nie potrafię natomiast odczuwać radości i satysfakcji, przyjemność odczuwam w minimalnym stopniu przy bardzo niewielu zajęciach. Dla przykładu, będąc w parku rozrywki i mając możliwość korzystania z atrakcji czuję się tak samo jak wtedy, gdy jadę rano do pracy. Oczywiście kiedyś tak nie było.

Wspomniane przeze mnie zmniejszenie apetytu nie wiąże się z jadłowstrętem, a raczej z tym, że jedzenie nie smakuje mi tak dobrze jak kiedyś, w związku z czym nie czuję większej potrzeby spożywania pokarmu (jadam dwa niewielkie posiłki dziennie), podobnie jest np. z muzyką - brzmi gorzej niż kiedyś i nie wywołuje już emocji. Do większości rzeczy podchodzę całkiem obojętnie. Moja uczuciowość jest spłycona, mam tendencję do zamykania się w sobie i to nie przez przygnębienie a raczej swego rodzaju uczucie niemocy podczas kontaktu z ludźmi a także trudności w rozmowie i rozkojarzenie, które nie pozwala mi dobrać odpowiednich słów w rozmowie. Wydaje mi się, że obniżenie nastroju jest mylone z anhedonią z prostego powodu - ludzie w stanie przygnębienia są skoncentrowani tylko na rozpaczaniu dlatego nie szukają przyjemności. Ja natomiast mimo braku przygnębienia mam problem z jej odczuwaniem. Nie jest to znudzenie jakie dotyka wiele osób, jest to dla mnie poważny problem i ciężki stan, proszę mi wierzyć.

Wspomniałem również o chorobliwym braku motywacji, a jak wiadomo odczuwanie przyjemności jest z nią ściśle powiązane. Mam na myśli tzw. układ nagrody, w którym przecież kluczową rolę odgrywa dopamina, nie serotonina. Podobnie jak w przypadku jedzenia, mój deficyt motywacji wiąże się z tym, że często nie widzę potrzeby zrobienia czegoś gdyż wiem, że nie da mi to przyjemności ani satysfakcji. Kolejną istotną rzeczą wydaje mi się to, że pewien mój znajomy, doświadczając zejścia po kokainie skarżył się na taki stan jak mój (choć mniej nasilony gdyż dawka narkotyku była mała, a znajomy brał pierwszy raz). Jak wiadomo zażycie kokainy powoduje zmniejszenie wychwytu zwrotnego dopaminy (i noradrenaliny) po czym jednak następuje wyczerpanie jej zapasów powodując charakterystyczne objawy. Obecność takich objawów zarówno u mnie jak i u człowieka na zejściu po kokainie może również świadczyć o tym, że to właśnie tego neuroprzekaźnika brakuje w mojej chorobie. Zastanawiam się dlaczego więc lekarze uparcie przepisują mi leki zwiększające poziom serotoniny, mimo że żaden z nich na mnie mnie nie działał.

Jednak raz jako jeden z leków został mi przepisany neuroleptyk w dawce stosowanej do leczenia objawów negatywnych schizofrenii, jednak z mojej własnej winy i nieostrożności nie mogłem kontynuować leczenia nim. Jednak skoro przepisany mi został taki lek, czy może to świadczyć o istnieniu typu depresji/dystymii, w której główną rolę odgrywa dopamina? Jeśli tak to czy biorąc pod uwagę to wszystko co wyżej napisałem mogę cierpieć właśnie na taki typ dystymii i powinienem być leczony preparatami podnoszącymi poziom dopaminy? A może wygląda to na inną chorobę albo jest jakoś związane ze schizofrenią (choć nie mam omamów ani urojeń)? Czy mogłoby tu pomóc zdiagnozowanie aktywności mózgu (np. PET)? Czy powinienem podzielić się tymi spostrzeżeniami z moim psychiatrą przy najbliższej wizycie? Co Pan/Pani o tym wszystkim sądzi? Bardzo proszę o poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy niskie poczucie własnej wartości i problemy z koncentracją to oznaki depresji?

Witam, od jakiegoś (już dłuższego czasu) mam problemy ze sobą, spróbuję to jak najdokładniej opisać, może ktoś będzie w stanie mi pomóc. Otóż moje problemy to: brak koncentracji, zapamiętywania, skupienia, ciągłe roztargnienie, czuję także jakby "podwyższone ciśnienie w głowie", głowę...

Witam, od jakiegoś (już dłuższego czasu) mam problemy ze sobą, spróbuję to jak najdokładniej opisać, może ktoś będzie w stanie mi pomóc. Otóż moje problemy to: brak koncentracji, zapamiętywania, skupienia, ciągłe roztargnienie, czuję także jakby "podwyższone ciśnienie w głowie", głowę mam jakby nabitą. Do pełniejszej diagnozy dodam, że jestem mężczyzną, który od jakiegoś czasu siedzi i opiekuje sie dziećmi. Niby nie mam z tym problemu, ale zaczyna mi to przeszkadzać z powodu tego, że zaczynam mieć problemy z wiarą w siebie. Do tego jestem osobą dość impulsywną i zaczynam zauważać, że odbija się to na rodzinie, niekiedy mam np. ochotę "jeb***" to wszystko i wyjechać np. do pracy za granicę. Czy to depresja? Czy jeszcze coś innego? Proszę o pomoc, jakie leki brać, aby poprawić koncentrację i skupienie, ale coś mocnego chyba potrzebuję!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Jak poradzić sobie ze stanami depresyjno-lękowymi?

Witam! Mam 16 lat i zdaję się, że nachodzą mnie stany depresyjno lękowe. Czasem np. wyprowadzając psa na spacer zdarza mi się wpadać w strach, chociaż nie umiem sobie wytłumaczyć przed czym. Często też nachodzą mnie smutne dni z nieuzasadnionych powodów. Co robić?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Pustka emocjonalna i niezadowolenie z terapii

Witam! Mam pytanie, co robić, co mi jest? Przyznam, że jestem pozbawiona uczuć i myśli, czuję ogromną pustkę, mimo że się śmieję. Udaję, że czuję - mówię znajomym, czuję że... a to nie prawda, we wnętrzu jest pustka, próżnia, flauta....

Witam!

Mam pytanie, co robić, co mi jest? Przyznam, że jestem pozbawiona uczuć i myśli, czuję ogromną pustkę, mimo że się śmieję. Udaję, że czuję - mówię znajomym, czuję że... a to nie prawda, we wnętrzu jest pustka, próżnia, flauta. Bliskie mi osoby są dla mnie obojętne, nie wzrusza mnie nic. Taki stan rzeczy mam od jakiegoś czasu.

Kiedyś byłam na grupie DDD/DDA - po tej grupie wyszłam innym człowiekiem, pokochałam ludzi, usamodzielniłam się, radziłam sobie na swój sposób, żyłam świadomie. Niemniej jednak przyszedł kryzys. Wróciłam do znajomej terapeutki (nie prowadziła grupy, ale miała ze mną spotkania indywidualne). Chciałam poznać swoją kobiecość, rozwiązać problem z mężczyznami, no i obgadać (dlaczego po wyprowadzce strasznie tęsknie za ojcem - wiedziałam dlaczego, ale generalnie wahałam się, czy wrócić do domu czy nie). Liczyłam na kilka konsultacji, a na zdanie terapeutki - przecież pani wraca na terapię, zostałam i nawet było lepiej, bo nawet widziałam jakiś progres. Widziałam, że więcej emocji potrafię przyjąć etc., ale mimo wszystko jakbym się trochę zapadała.

Po pół roku doszłyśmy do kulminacyjnego momentu - śmierci mojej matki. Poczułam i złość, i poczucie winy. Wtedy terapeuta zapytał, czy chcę grupę, nie byłam w stanie odpowiedzieć. Nie wiedziałam, czy chciałam. Jako że wtedy straciłam pracę, stwierdziłam OK, dopiero po czasie określiłam, że wcale nie chciałam. Grupa była prowadzona przez 2 terapeutki (moją + inną). Generalnie wszyscy ludzie byli byłymi pacjentami indywidualnymi. Grupa była analityczna. Czułam się tam potwornie. Nie czułam się rozumiana. Każdy wg mnie walczył o swoje, dla mnie rywalizacja strasznie się napinała. Czułam się jak we własnym domu przy jednoczesnym mąceniu mi w głowie, że to takie bezpieczne, a ja się nie czułam bezpiecznie. Miałam wrażenie, że coś mi się wmawia, jakie to fajne, a ja tam fajnie się nie czułam. Nie czułam się częścią ani moje potrzeby też nie wydawały mi sie jasne. Chyba nigdy, ta grupa nie była cała. Zresztą jedna osoba odpadła.

W rezultacie po 1,5 roku nie wytrzymałam i powiedziałam, że odchodzę, że nie ufam terapeucie (kiedyś mi powiedziała, że jest ze mną znudzona na sesjach i to jakoś mi sie uaktywniło), czuję się jak w domu, czuję się jakbym znów miała lat 10 gdy matka zmarła (co wcześniej mówiłam o tym), jest coraz gorzej i mam dosyć. Po tym poczułam straszną ulgę. Miałam taki kontakt z emocjami jak nigdy! Ale zaczęłam wpadać w poczucie winy (trochę sie przymusiłam, jednak) i stwierdziłam, że muszę się jakoś pożegnać. Zadzwoniłam do terapeuty z przeprosinami. Przyjęła i powiedziała, że to takie bezpieczne miejsce. Rozpłakałam się, nie wiedziałam, czy wrócę, po co mam wracać itd. Ale wróciłam.

Dopiero wtedy zaczęłam się otwierać przed innymi, ale zaczęłam też komunikować, że ja już nie wiem kim jestem (a miałam to dosyć mocno poukładane ze względu na indywidualną i grupę DDD poprzednią). Nie znam swoich zainteresowań. Myślę, że zaczęłam też wtedy tracić kontakt ze swoimi uczuciami. Pojawił mi się wtedy lęk przed zdemaskowaniem, a jednocześnie tak silne zmiany nastroju, drażliwość co godzinę, ataki złości i tłumienia, normalnie coraz gorzej. Aż w końcu grupa się skończyła. Na końcu nikt nie dał sobie informacji zwrotnych ani terapeuci nam. Wiem, że większość chciała od nich usłyszeć, ale nikt nie poprosił! Po tym zaczęłam mieć objawy somatyczne, bóle głowy, brzucha, bezsenność. Jeszcze wtedy jakiś kontakt z emocjami miałam. Poszłam obgadać sprawę, bo poczułam się znowu jakby mi trauma po matce - terapeuta stwierdził, ja tak mam, ja sączę emocje (co jest bzdurą, teraz pewnie tak, ale skąd ona wie, co ja czuję i robię); to mój styl reagowania.

Nerwica? Czuję się wyprana z emocji i uczuć. Czuję się pusta! Mam wodę z mózgu, czasem mam wrażenie nierealności, jak były silniejsze emocje, to miałam wrażenie, że zemdleję. Teraz jestem na wszystko obojętna. Działam rutynowo, bez wzruszeń. Lepiej sypiam, ale nie jest w stanie w ogóle płakać. A jak się rozpłaczę to też za tym nic nie stoi. Jakaś pustka. Sztuka dla sztuki. Co mi jest, czy da się wyjść? Zresztą sama nie wiem, czego ja już chcę :( Czy jestem chora psychicznie?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy to mogą być zaburzenia psychosomatyczne?

Witam serdecznie, wszystko zaczęło się 2 lata temu. Nagle zrobiło mi się słabo i zakręciło mi się w głowie oraz miałam takie dziwne uczucie, którego nie potrafię opisać. Przez okres dwóch lat zażywałam leki antydepresyjne (Astra, Velafax, Coaxil), po których...

Witam serdecznie, wszystko zaczęło się 2 lata temu. Nagle zrobiło mi się słabo i zakręciło mi się w głowie oraz miałam takie dziwne uczucie, którego nie potrafię opisać. Przez okres dwóch lat zażywałam leki antydepresyjne (Astra, Velafax, Coaxil), po których nie było większej poprawy. Teraz zażywam Aurex 20 (4 miesiące) i sama nie wiem, czy jest lepiej. Przeszłam też psychoterapię, ale po nie także nie czułam się lepiej. Chodząc do psychiatry mówiłam zawsze, że czuję się źle fizycznie, że nie jestem smutna i mam takie „dziwne uczucie w głowie”. Pani doktor twierdziła, że to depresja wypisywała leki i na tym się kończyło.

Teraz czuję się źle przez cały czas, nic mnie nie boli, mam tylko to „dziwne uczucie w głowie”, coś takiego jak lekkie zawroty głowy, nieprzyjemne uczucie jakby słabości, takiej nierealności. Naprawdę trudno mi to uczucie opisać. Wszystkie badania (usg, hormony tarczycy, morfologia, którą często powtarzam, elektrolity) są w normie. Codziennie wstając boję się tego złego samopoczucie, które pojawia się jak na zawołanie. Bywają dni, gdy jest lepiej, ale jest ich mało. Czasami mam takie uczucie, że stracę kontrolę nad sobą i np. oszaleję. Nie umiem się też odprężyć, usiąść i np. oglądać telewizję, ponieważ czuję taki dziwny niepokój. Czasem mam też wrażenie, że zemdleję, ale nigdy do tego jeszcze nie doszło.

Jestem aktywna zawodowo, mam wspaniałego męża i córkę. W domu nie mam problemów. Uprawiam też sport - 3 razy w tygodniu pływam średnio o 1500 metrów. Cały czas myślę o moim samopoczuciu i analizuję je. Pani psycholog, do której chodziłam twierdziła, że człowiek fizycznie chory nie dałby rady przez 2 lata funkcjonować z takim samopoczuciem. Wydaję mi się, że nikt mi nie wierzy, ale ja naprawdę źle się czuję. Leki na pewno pomogły, jeśli chodzi o myśli depresyjne, które pojawiły się po tym okropnym samopoczuciu. Teraz nie mam takiego braku motywacji i uczucie bezsensu. Zastanawiałam się skąd to wszystko mogło się wziąć, bo przecież musi być jakieś źródło.

Z natury jestem hipochondryczką i przez długi okres czasu poprzedzający ten fatalny dzień, w którym to się zaczęło wmawiałam sobie mnóstwo chorób. Od 1999 były to HIV, rak, chore serce, grzybica, wątroba, borelioza i wiele innych. Zawsze szłam do lekarza, który po badaniu stwierdzał, że nic mi nie dolega , a ja tym samym się uspokajam. Niekiedy przy wmawianiu sobie jednej z chorób towarzyszyło mi to złe samopoczucie, ale ono zawsze znikało po tym jak lekarz mnie uspokoił, a teraz towarzyszy mi cały czas. Zawsze gdy wmawiałam sobie te choroby towarzyszył mi ogromny stres. Jak wmówiłam sobie np. grzybicę jamy ustnej to byłam w stanie x razy dziennie oglądać sobie jamę ustną. Szczególnie ostatnie 2 lata przed tym „okropnym dniem” były szczególnie ciężkie, jeśli chodzi o wmawianie sobie chorób. Teraz już tego nie robię - może to zasługa leków.

Moje pytania brzmią: Czy ja sama byłam w stanie wywołać sobie takie samopoczucie, czy raczej przyczyną mógł być przewlekły stres? Może wpadłam w pewien rodzaj „błędnego koła” z którego nie mogę się wydostać? Czy jest możliwe, że psychika ma tak wielki wpływ na samopoczucie fizyczne? Czy mogą to być zaburzenia psychosomatyczne? Czasem mam ochotę iść jeszcze raz do lekarza, ale nie wiem do jakiego. Nic mnie nie boli, dość dobrze śpię, ale towarzyszy mi to złe samopoczucie. Aktualny lek przepisał mi lekarz rodzinny, ponieważ bardzo zniechęciłam się do wizyt u psychiatry ( 2 minuty, leki i po sprawie). Czasem myślę, że jestem chora ciężko fizycznie, ale nikt tego nie odkrył. Moje objawy są takie dziwne, że sama nie wiem co to może być.

Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Czy to może być depresja?

Witam! Mam 30 lat. Od pewnego czasu - 3 miesięcy, czuję że gorzej - moje samopoczucie jest niskie i mam problemy z kontaktami z innymi. Byłam 6 miesięcy temu w szpitalu z diagnozą depresji, lecz teraz czuję się gorzej....

Witam!

Mam 30 lat. Od pewnego czasu - 3 miesięcy, czuję że gorzej - moje samopoczucie jest niskie i mam problemy z kontaktami z innymi. Byłam 6 miesięcy temu w szpitalu z diagnozą depresji, lecz teraz czuję się gorzej. Mam problemy z zasypianiem, koncentrację, drżeniem. Rozstałam się z partnerem po roku czasu, bo czułam, że nie mogę być sobą. To mój pierwszy partner.

Jestem jedynaczką i mieszkam sama. Czuję się teraz samotna. Jedynie kontakty nawiązuję z rodziną i koleżanką. Nie wychodzę na zewnątrz, bo kontakty z ludźmi mnie stresują. Właściwie w pracy też czuję się spięta, nie potrafię rozmawiać swobodnie z pracownikami, jestem księgową. Już w dzieciństwie nie nawiązywałam kontaktów z rówieśnikami. Byłam zawsze na uboczu i koleżanki mnie nie lubiły za moje wyniki w nauce. Z rodzicami mam dobry kontakt do dziś, często rozmawiamy przez telefon. Tata był zawsze surowy, więc od dzieciństwa sama musiałam sobie radzić z tym co czułam. Zastanawiam się czy to rzeczywiście depresja skoro nie czuję poprawy. Byłam u 5 psychologów, lecz oni tylko chcieli słuchać, co mi nie odpowiadało.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy dreszcze i osłabienie organizmu to skutki odstawienia leku na depresję?

Witam bardzo serdecznie. Mam problem. Zażywałem lek Depralin (wychwytu zwrotnego serotoniny), przez 2 tyg. Przez pierwszy tydzień dawka 1 tabletka raz dziennie, przez drugi pół tabletki. Przestałem go brać po konsultacji z lekarzem z powodu dziwnych reakcji organizmu. Problem... Witam bardzo serdecznie. Mam problem. Zażywałem lek Depralin (wychwytu zwrotnego serotoniny), przez 2 tyg. Przez pierwszy tydzień dawka 1 tabletka raz dziennie, przez drugi pół tabletki. Przestałem go brać po konsultacji z lekarzem z powodu dziwnych reakcji organizmu. Problem w tym, że nie biorę tego leku od około 2 tyg., a nasilają się efekty (jak myślę uboczne). Skacze puls, straciłem na wadze w przeciągu 2 tyg. 8kg, jestem osłabiony, mam dreszcze i powiem szczerze, że te dolegliwości są bardzo silne. Zrobiłem sobie badania krwi i USG tarczycy na wszelki wypadek, aby wykluczyć przyczyny somatyczne. Badania są w normie, tarczyca w porządku. Pytanie moje jest następujące, czy takie objawy są normalne, ile one będą trwać? Tak się nie da żyć, a ja nie byłem uzależniony od leku, brałem go tylko 2tyg. Pozdrawiam i bardzo czekam na odpowiedź...
odpowiada 3 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
 Magdalena Mroczek
Magdalena Mroczek
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy mogę stosować lek na odtrucie organizmu?

Brałem narkotyki przez około 5 lat i przez to cierpię na dystymię. Moje objawy to: anhedonia, obojętność emocjonalna, apatia, derealizacja, problemy z pamięcią, koncentracją, myśleniem. Od 2-3 lat biorę lek Sulpiryd. Ostatnio czytałem na forach, że lek o nazwie...

Brałem narkotyki przez około 5 lat i przez to cierpię na dystymię. Moje objawy to: anhedonia, obojętność emocjonalna, apatia, derealizacja, problemy z pamięcią, koncentracją, myśleniem. Od 2-3 lat biorę lek Sulpiryd. Ostatnio czytałem na forach, że lek o nazwie Nootropil jest dobry na odtrucie organizmu po narkotykach. No i związku z tym mam pytanie, czy w moim przypadku taki lek by był dobry i czy mogę go brać razem z Sulpirydem?

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Smutek i autoagresja

Witam, prawie rok temu zdiagnozowano u mnie nerwicę lękową, od tamtego czasu przyjmowałam Pramolan, Asentrę i Pernazium. Po 3 miesiącach udało mi się jakoś z tym wszystkim dobrze radzić, coraz lepiej się czułam, a wizyta na uczelni, jak i...

Witam, prawie rok temu zdiagnozowano u mnie nerwicę lękową, od tamtego czasu przyjmowałam Pramolan, Asentrę i Pernazium. Po 3 miesiącach udało mi się jakoś z tym wszystkim dobrze radzić, coraz lepiej się czułam, a wizyta na uczelni, jak i jazda busem czy tramwajem nie była dla mnie przeszkodą do ukończenia studiów. W sierpniu nawet wyjechałam na wakacje z narzeczonym. Przejechałam wtedy ponad 1000 km na motorze przyjmując doraźnie tylko hydroksyzinum. Tak więc można powiedzieć, że wszystko wracało na właściwy tor. Przyszedł kolejny semestr i nowe wyzwania, ale i tym razem dobrze sobie z tym wszystkim poradziłam, sesję nawet przeszłam bez leków.

Jakieś 2 miesiące temu w drodze do innej dzielnicy Katowic zrobiło mi się niedobrze, po raz pierwszy od sierpnia sięgnęłam do Hydroksyzinum. Po jakiś trzech tygodniach, będąc na uczelni dopadł mnie silny atak panicznego lęku, skończyło się na pogotowiu. Oczywiście nic nie wyszło, ale od tamtego czasu walczę na nowo by odzyskać wiarę w siebie. Niestety leki nie działają, ja coraz gorzej się czuję, kilka tygodni temu po ataku byłam w stanie wyjść z domu, czy jechać autem, teraz nawet tego nie jestem w stanie. Wybrałam się do psychiatry po nowe leki, te które przepisał mi lekarz okazały się dla mnie źle dobrane i po kilku dniach musiałam je odstawić.

Ale piszę nie tylko w tej sprawie - od ostatniego ataku, mam cały czas splątane myśli, jestem załamana i brakuje mi sił do walki, czuję się jakbym każdego dnia przechodziła grypę. Jest mi smutno i często mam huśtawkę nastroju albo jestem agresywna, albo smutna. Często również płaczę, siedząc na łóżku coś mi się wplątuje w moje myśli, że płaczę, nawet nie wiem dlaczego, nie jestem w stanie nawet nad tym wszystkim zapanować. Zauważyłam również, że jestem agresywna w stosunku do siebie, kiedy nachodzą mnie ciężkie chwilę, tzn. mam strasznie splątane myśli i nie radzę sobie z tą całą sytuacją potrafię siedzieć i uderzać się mocno w głowę, gdy już taki kilka razy uderzę, na chwilę zapominam o samych problemach. Boję się samej siebie, boję się że sobie coś zrobię.

Wiem, że często otrzymuje Pan/Pani takie wiadomości, ale do psychiatry nie mam co liczyć, że się prędko dostanę, a takie stany coraz częściej mi się zdarzają. Niedawno straciłam dziadka i to był kolejny cios, rodzicom nie chcę mówić, że coś mi jest, bo nie potrafią tego zrozumieć, mam narzeczonego i bardzo go kocham, ale się boję, że stracę go. Co robić?

Proszę o pomoc, zrobiłabym wszystko, żeby poradzić sobie z tym wszystkim, zrobiłabym wszystko by zapomnieć o problemach. Już nawet znajomi zauważyli, że coś jest ze mną nie tak, nie uśmiecham się, jestem przybita i ciągle mi smutno, nawet z domu nie mam ochoty wychodzić.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty