Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 2

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Pech w życiu czy depresja?

Od dłuższego czasu dziwnie się czuję, tzn. straciłam chęci do czegokolwiek, straciłam pracę, poza tym mieszkam na odludziu, kompletnym odludziu w Anglii, gdzie nie ma Polaków, a o prace bardzo ciężko. Pracowałam w domu starców, ale to właśnie tam chyba...

Od dłuższego czasu dziwnie się czuję, tzn. straciłam chęci do czegokolwiek, straciłam pracę, poza tym mieszkam na odludziu, kompletnym odludziu w Anglii, gdzie nie ma Polaków, a o prace bardzo ciężko. Pracowałam w domu starców, ale to właśnie tam chyba nabawiłam się depresji, nie mogłam patrzeć już na tych umierających ludzi. Mieszkam tu z mężem i z dziećmi. Bardzo tęsknimy za Polską, ale już nie mogłabym żyć w takiej biedzie, jak to miało miejsce w Polsce. Ukończyłam studia wyższe państwowe mając nadzieję na lepszy byt w Polsce. Nic z tego nie wyszło. Mam wrażenie, że mam potwornego pecha…

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Zmęczenie, samookaleczanie, huśtawki nastroju - czy to depresja?

Dzień dobry! Mam 17 lat, przyjaciół, chodzę do dobrego liceum, a rodzina mnie kocha. Problem w tym, że od jakiś 5 lat odczuwam częste zmiany nastroju: od euforii, niepohamowanej radości, całkowitego usatysfakcjonowania, aż do obojętności i melancholii, całkowitego smutku....

Dzień dobry! Mam 17 lat, przyjaciół, chodzę do dobrego liceum, a rodzina mnie kocha. Problem w tym, że od jakiś 5 lat odczuwam częste zmiany nastroju: od euforii, niepohamowanej radości, całkowitego usatysfakcjonowania, aż do obojętności i melancholii, całkowitego smutku. Często albo nie mogę spać, albo na odwrót potrafię przespać cały dzień a rano obudzić się nadal zmęczoną. Często boli mnie głowa albo miewam uczucie mdłości. Przez pierwsze 2 lata miewałam myśli samobójcze, samookaleczałam się, często myślałam, że może tak na prawdę nie istnieję, nie żyję. Obecnie nie myślę o samobójstwie, wiem, że nie byłabym w stanie, że nie chcę umrzeć, ale czasem wydaje mi się, że lepiej dla wszystkich byłoby jak bym umarła. Czasem też myślę co by się stało po mojej śmierci. Zawsze byłam osobą dość kłótliwą, czasem wredną i niepokorną, ale jest coraz gorzej. Kłócę się bez powodu często wyżywam swoje nerwy na innych. Ostatnio pokłóciłam się z kolegą o to, że nie zrobił mi herbaty, chociaż go prosiłam, powiedział, że jestem okropna i nie da się ze mną ostatnio w ogóle wytrzymać, wydzieraliśmy się przy wszystkich znajomych na całe mieszkanie. Takie napady agresji miewam często - łatwo mnie wyprowadzić z równowagi i zdenerwować. Często odtwarzam w myślach wszystkie błędy jakie popełniłam nawet te najmniejsze, w większości czuję się beznadziejna, niepotrzebna, brzydka, mam wrażenie, że wszyscy mnie obgadują, przez to całą pierwszą klasę liceum mimo, że dobrze dogadywałam się z ludźmi w klasie, wagarowałam. Nie potrafię się skupić na nauce, miewam słomiany zapał, a żeby uciec od bólu i uczucia pustki popadam w różne problemy; alkohol czasem przygodny seks, różne tabletki (znajomi często mówią, że jestem lekomanką) lub inne rzeczy, które chwilowo dadzą ukojenie i pozwolą zapomnieć o tym. Dodam, że nie wydaje mi się, że nie było jakiegoś zdarzenia, które to wszystko spowodowało. Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale uznałam, że szczegółowy opis bardziej pomoże w ocenieniu mojego przypadku. Czy to depresja lub osobowość borderline (wiele objawów się zgadzało gdy je czytałam)? Proszę o pomoc i z góry dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Trudna sytuacja, myśli samobójcze - czy jest szansa na przełom?

Witam, Mam 19 lat i na wstępie chciałbym zaznaczyć, że w pełni się zgadzam ze wszelkimi pocieszającymi sloganami typu "Masz całe życie przed sobą!", "Młody jesteś, znajdź dziewczynę, pracę, skończ studia! Dasz radę!". Jestem młody, wszystko przede mną, życia nie...

Witam, Mam 19 lat i na wstępie chciałbym zaznaczyć, że w pełni się zgadzam ze wszelkimi pocieszającymi sloganami typu "Masz całe życie przed sobą!", "Młody jesteś, znajdź dziewczynę, pracę, skończ studia! Dasz radę!". Jestem młody, wszystko przede mną, życia nie znam - fakt. Ale inną sprawą jest to, czy ja chcę to życie ciągnąć. Jestem chory, potrzebuję 450 zł miesięcznie na leki, od roku utrzymuję się (a przynajmniej próbuję) sam, nie ma mnie dla rodziny od kiedy mam 18 lat. Obaj bracia umarli, kiedy miałem 16. Co miesiąc dostaję 600 zł i to koniec. Trzeci rok tkwię w tej samej klasie. Wszyscy moi przyjaciele wyjechali, tak samo narzeczona (tak, tak, młodzi jesteśmy, za wcześnie itd.). Pracy porządnej w Szczecinie po upadku stoczni nie ma dla ludzi w trakcie liceum, chorych i słabych fizycznie, więc pracuję po 10 h dziennie 6 dni w tyg za 2,5/h na rękę. Nie mam nałogów, nie kradnę, miałem poważne sukcesy w szkole, byłem o krok od wydawania własnego komiksu, nie jestem aspołeczny, mam kota, nad którym się nie znęcam. Staram się walczyć, pracuję, ale... Każdego ranka wstaję, by zrobić sobie kanapki do pracy. Chleb jest najtańszy jaki może być, ale nie przeszkadza mi to, w smaku pszenne się nie różnią. Do chleba mam wątrobiankę lub ser topiony na zmianę. W lepszym miesiącu mortadelę. Czasem dostanę od kogoś pomidora, ser żółty... Obiady - głównie makaron lub kasza. Z czymkolwiek. W wybitnie złe miesiące zupy z proszku, w smaku nie podobne do niczego. Raz na tydzień chodzę do znajomych na obiad. Kolacja jak śniadanie, jem ją po powrocie z pracy lub szkoły (wieczorówka), po 22. Owoce widzę parę razy w miesiącu. Kot dostaje jedną z najtańszych karm. Ubrania noszę po kimś, ale nie uważam tego za powód do wstydu, problemem jest jednak rozmiar, więc wszystko mam za duże. W teatrze nie byłem od czterech lat. W kinie dłużej, ale nie przepadam, więc żalu nie ma. Nie mam czasu na rysowanie, poznanie nowych ludzi. Każdy wieczór spędzam sam, żując ten cholerny chleb i mając nadzieję, że niedługo dam sobie spokój i wykorzystam linę leżącą na półce w szafie. Nie mam do kogo ust otworzyć, gadam do kota lub siebie samego... I tak każdego dnia, dzień po dniu, dzień po dniu, bez zmiany. Ciągle bolą mnie zęby, nie stać mnie na dentystę, poza tym nerwowo zaciskam je z całej siły. Jestem silnym alergikiem, ale nie stać mnie na antyalergiczne mydło, nawet w kostce, na kremy ochronne, więc całą skórę mam czerwoną, szorstką, popękaną miejscami do krwi. To też nie zachęca pracodawców do zatrudnienia mnie. Nie widzę samych złych stron w moim życiu. Doceniam, że było mi dane spędzić 7 lat z przyjaciółmi, 4 z narzeczoną, że widziałem kawałek świata, że mam jakiś talent, że mogę chodzić, że brat nauczył mnie, co jest ważne, że gdzie nie spojrzę są ludzie - potencjalni rozmówcy, przyjaciele, że mimo wszystko mam co jeść, że widzę barwy... Ale ile można wegetować? Chciałbym żyć, a nie tylko tkwić i czekać aż zabraknie mi na kolejne leki i zdechnę w męczarniach w ciągu dwóch dni... Dlaczego opisuję to wszystko? Brat powiedział, że obcy ludzie zawsze widzą rozwiązanie, którego samemu się nie bierze nawet pod uwagę. Dlatego chciałbym usłyszeć jakąkolwiek sugestię, najdrobniejszą, która pomoże mi z tego wyjść.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dolegliwości związane z anoreksją i zaburzeniami adaptacyjnymi - co się dzieje?

Witam, Mam na imię Paulina i mam już prawie 17 lat. Może zacznę od tego, że wyleczyłam się z anoreksji. Przynajmniej fizycznie. Psychicznie cały czas tęsknie za swoim ciałem ze zdj z choroby, chociaż ja tego nie widziałam gdy patrzyłam...

Witam, Mam na imię Paulina i mam już prawie 17 lat. Może zacznę od tego, że wyleczyłam się z anoreksji. Przynajmniej fizycznie. Psychicznie cały czas tęsknie za swoim ciałem ze zdj z choroby, chociaż ja tego nie widziałam gdy patrzyłam w lustro. W sierpniu dopuściłam się do próby samobójczej. Niestety się nie udało. Trafiłam na półtora miesiąca do szpitala psychiatrycznego daleko od domu. Lekarze stwierdzili u mnie zaburzenia adaptacyjne. Mam nauczanie indywidualne, ponieważ nie mogę odnaleźć się w klasie. Ciągle płacze, biorę leki na depresję, ale nie pomagają, już kolejne z kolei. Nic mnie nie cieszy, nic mi się nie chce, nie chce mi się kłaść ani wstać. Najchętniej zamknęłabym się w ciemnym pokoju pod kołdrą, ponieważ ciągle mi zimno, i przespałabym całe życie. Utraciłam zupełnie apetyt, strasznie mnie mdli, mam zawroty głowy, zaczęłam od początku się ciąć, okaleczać, mam nadal myśli samobójcze, nie chce mi się wychodzić z pokoju ani z nikim rozmawiać. Straciłam już prawie wszystkich znajomych, bo ciągle siedzę w domu i nie utrzymuję z nikim kontaktu. Nie wiem co mi dolega, czy to już depresja? Leki nie pomagają, ani terapia - z dnia na dzień jest coraz gorzej i z dnia na dzień jestem bardziej pewna, że chcę znów spróbować się zabić, ale boję się niepowodzenia. Wcześniej już miałam słaby nastrój, ale te wszystkie dolegliwości, łącznie z bólem brzucha, trwają odkąd wyszłam ze szpitala, czyli prawie 3 miesiące. W nocy nie mogę zasnąć, ale za to przespałabym całe dnie. Proszę o jakieś wskazówki i bardzo dziękuję. Pozdrawiam, Paulina

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Ciągły smutek - co się ze mną stało?

Mam 20 lat jestem kobietą kiedyś byłam osobą bardzo żywiołową, uśmiechniętą, wszędzie było mnie pełno. Teraz, od dłuższego czasu, od ponad roku, nie potrafię się uśmiechać, nic mnie nie cieszy, a gdy się coś uda to uznaję to za normalne....

Mam 20 lat jestem kobietą kiedyś byłam osobą bardzo żywiołową, uśmiechniętą, wszędzie było mnie pełno. Teraz, od dłuższego czasu, od ponad roku, nie potrafię się uśmiechać, nic mnie nie cieszy, a gdy się coś uda to uznaję to za normalne. Bardzo chciałabym, żeby to się zmieniło, ale nie potrafię sama tego zrobić. Z jednej strony źle mi, że jestem sama, ale z drugiej strony odpycham od siebie ludzi. Zachowuję się jak osobą pozbawiona wszelkich uczuć (natomiast jak nikt nie widzi chętnie płakałabym w poduszkę). Nie potrafię się cieszyć niczym, ani czyimś sukcesem, ani swoim. Coraz mniej wychodzę na spotkania towarzyskie pod rożnymi pretekstami (nauki lub złego samopoczucia). Gdy ktoś próbuje mnie obdarzyć swoim uczuciem (chłopak) pokazać, że się mną interesuje -ja z jednej strony bardzo potrzebuję bliskości, ale powtarzam sobie, że z tego powodu nie mogę pozwolić żeby każdy się do mnie zbliżał (znajomi mówią, że to wybredność), ale spotykałam rożnych chłopaków i teraz żyję w przeświadczeniu, że jeśli to będzie ten, to będę wiedzieć (i nie marzę o rycerzu na białym koniu wiem, że ideały nie istnieją i nikt nie jest idealny), tylko nie rozumiem, czemu pałętają się po mojej głowie same złe scenariusze. Już na samym początku wszystkiego boję się spróbować i zauważyłam, że ostatnio, chociaż pragnę poznawać nowych ludzi i żyć jak dawniej, z uśmiechem i pewną lekkością, to boję się, uciekam od kontaktu z nowymi ludźmi. Kiedy patrzy na mnie jakiś chłopak idąc ulicą zazwyczaj mam wrażenie, iż znalazł jakaś moją negatywną cechę, a gdy ktoś mi powie komplement - uznaję to za drwinę, chociaż znajomi uważają mnie za ładną dziewczynę. Nie wiem, może boję się spróbować, bo rok temu chłopak, z którym się spotykałam na dość luźnych zasadach oznajmił, po 2 latach, nagle, z dnia na dzień, że z kimś się spotyka - zapewniał, że nie chce tracić ze mną kontaktu, ale teraz zabrania mu dziewczyna na spotkania ze mną. Kiedy był blisko czułam jakiś sens, potem rzuciłam się w wir pracy (malowania artystycznego) - to jedyna rzecz, przy której nie myślę o niczym innym, ale maluję tak od roku. Myślałam, że może potem jakoś się ułoży, ale pomijając fakt, że ja nadal nie mogę zapomnieć, nie wiem dlaczego i często o nim myślę, patrze na jego wszystkie internetowe profile i jego dziewczyny (nigdy bym nie wytrzymała, gdyby się o tym dowiedział). Cały rok, pomimo tego, był zły - same rodzinne nieszczęścia - moja siostra zerwała z narzeczonym, który ja zdradził (ja go bardzo lubiłam i rozmowa z nim zawsze poprawiała mi odrobinę humor, teraz nie rozmawiamy), druga siostra zrezygnowała ze ślubu, ja sama wyprowadziłam się z domu - nie mogłam znieść ciągłych kłótni rodziców, a nie mam siły wszystkich już wspierać, doradzać, tłumaczyć, chociaż się staram, bo to łatwiejsze niż pomagać sobie, ale już mi brak siły. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. We wszystkich moich znajomych zaczynam dostrzegać już od dawna właściwie same negatywy i we wszystkim co dookoła;/ - wiem, że to ze strachu mam tzw. pancerz ochronny, ale co mam zrobić, żeby się tego pozbyć i co mam zrobić jeśli pragnę kogoś bliskiego? Wiem, że sam nie przejdzie, ale czy mogę dawać szanse każdemu? Ile razy można się zawodzić? A na dodatek strasznie ciężko mi się skoncentrować na nauce, ciężko mi zapamiętywać informacje. I jakoś tak szybko się meczę, czasem nawet nic nie robieniem i uciekam do snu, praca już mnie nie cieszy tak jak na początku, chociaż robię to, co uwielbiam - teraz chodzę tam, bo muszę i zajmuje mi to czas, a zresztą nie mam siły myśleć co dalej wiec tak to ciągnę i jeszcze szkoła - to są 2 powody, dla których ruszam się z domu. Nawet nie chce mi się ubrać porządnie ani ogarnąć - jest mi wszystko jedno, czuję, że tak bardzo odpycham od siebie ludzi, że już do końca będę sama. Nie chcę, nie mam czasu chodzić do terapeuty, ani ochoty brać leków, tym bardziej, że czasem wydaje mi się, że mam jakieś przewidzenia, ale to może ze zmęczenia, a jeśli chodzi o telefon zaufania to nie wiem czy ktoś może mi pomóc nawet po kilkugodzinnej rozmowie - ciężko jest wprowadzić w czyn to, co się słyszy. Czasem, gdy próbuje porozmawiać z kimś ze znajomych słyszę też czasem: „nie gadaj głupot”, „ogarnij się” - za to często dobrze wychodzi mi tez udawania, że jestem pewna siebie, mam dużo planów i tyle pomysłów, ale takie rozmowy najczęściej wychodzą mi w małym, bardzo małym gronie. Czasami mam takie podrywy, ale częściej nastrój melancholii, przygnębienia, smutku - czuję, że nigdy w pełni szczerze się nie uśmiechnę :(, a jeśli chodzi o mężczyzn to nie wiem, czy istnieją jeszcze jacyś wrażliwi, ale męscy - co mogę zrobić?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nie rozumiem samej siebie - co mam zrobić?

Witam, Mam 17 lat i w związku z moim okropnym samopoczuciem odważyłam się przeczytać trochę na temat depresji. Zasięgnęłam do artykułu, w którym objawami określili: depresyjny nastrój przez większość część dnia, zmniejszenie zainteresowań i zdolności do przeżywania przyjemności, wyraźny wzrost...

Witam, Mam 17 lat i w związku z moim okropnym samopoczuciem odważyłam się przeczytać trochę na temat depresji. Zasięgnęłam do artykułu, w którym objawami określili: depresyjny nastrój przez większość część dnia, zmniejszenie zainteresowań i zdolności do przeżywania przyjemności, wyraźny wzrost lub spadek wagi, bezsenność albo nadmierna senność, pogorszenie panowania nad ruchami ciała, wrażenie zmęczenia, poczucie własnej bezwartościowości i winy, spadek sprawności myślenia i koncentracji, powracające myśli o śmierci i samobójstwie. Zdecydowanie mam większość z objawów. Nie wiem nawet od czego zacząć - czuję się słaba słaba psychicznie i fizycznie. Czuję coraz mniej radości z życia, mimo tego, iż nie ma większego powodu potrafię leżeć i płakać całe dnie. Usypiam w nocy dopiero koło 3-4, później śpię po 12 godzin lub więcej, myślę o samobójstwie, ale chyba brakuje mi odwagi - chciałabym po prostu usnąć i już się nie obudzić. Robię różne głupie rzeczy, nie rozumiem sama siebie. Ranię innych, przeważnie ludzi, którzy chcą mi pomóc. Wstępuje we mnie coś obcego - zaczynam krzyczeć, płakać, najchętniej zniszczyłabym wszystko, co mam pod ręką. Mam wrażenie, że nie wyrabiam nerwowo. Dodatkowo szkoła - już sobie nie radzę. Mam problemy z koncentracją, z nauką. Nie wiem jak powiedzieć o tym rodzicom udaję, że wszystko ok, a gdy tylko mogę - zamykam się w pokoju i płaczę. Nie mam już siły. Mimo wielu przyjaciół mam wrażenie, że każdy zaprasza mnie wbrew sobie, obwiniam się o wszystko. Nie wiem co mam już robić, jest mi ze sobą okropnie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moja koleżanka ma depresję - w jaki sposób mogę jej pomóc?

Moja koleżanka jest ode mnie o rok młodsza i ma depresję, mówi, że nie chce żyć, chce być samotna. Mówi, że na razie nic sobie nie zrobi, ale ja i tak bardzo się o nią boję. Jak się...

Moja koleżanka jest ode mnie o rok młodsza i ma depresję, mówi, że nie chce żyć, chce być samotna. Mówi, że na razie nic sobie nie zrobi, ale ja i tak bardzo się o nią boję. Jak się jej pytam co się dzieje, to mi nie chce nic powiedzieć. Jak się jej zapytałam, dlaczego nie chce żyć i chce być samotna, to powiedziała "bo tak", "bo tak lubię", "to moja sprawa".   Jak mam jej pomóc? Co zrobić, żeby nic sobie nie zrobiła? Psycholog szkolny nie wchodzi w grę, ani żaden inny - nie mogę jej tego zrobić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Po co żyję?

Witam, Mam parę problemów. Po pierwsze: nie mam planów na przyszłość. Nie mam prawie żadnych zainteresowań, lubię pisać, ale i do tego, jak do innym czynności, muszę się zmuszać (proszę wziąć pod uwagę to, że jestem pod opieką psychiatry i...

Witam, Mam parę problemów. Po pierwsze: nie mam planów na przyszłość. Nie mam prawie żadnych zainteresowań, lubię pisać, ale i do tego, jak do innym czynności, muszę się zmuszać (proszę wziąć pod uwagę to, że jestem pod opieką psychiatry i zażywałam już leki antydepresyjne i na nerwicę natręctw). Mam dopiero 15 lat, ale niepokoi mnie moja sytuacja - inni mają już jakieś hobby. Ja jestem w klasie humanistycznej, po której powinnam zdawać na maturze polski i historię. Problem w tym, że nienawidzę historii, albo po prostu nie lubię. Poszłam do tej klasy, gdyż lubię nawet język polski - ale chyba nic poza tym. Po tej klasie niewiele mogę robić. Nie chcę być nauczycielką, nie chcę studiować socjologii ani niczego tak przyziemnego. W ogóle niczego nie lubię. Inne, ścisłe przedmioty przychodzą mi z trudem i bardzo ich nie lubię. Obawiam się, że większość mojego życia spędzę na utrzymaniu rodziców. Poza tym, nie chcę wcale mieć przyszłości, ale to już inna sprawa. Kolejny mój problem jest następujący: chodzę do nowej szkoły, do klasy 1. liceum. Nie potrafię polubić tej szkoły ani nauczycieli. Nie umiem się zmusić do odrobienia prac domowych (na przykład teraz). Zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, wybierając tę właśnie szkołę. Mogłabym się przepisać, ale nie mam odwagi - w innej szkole, do której mogłabym chodzić, w klasie którą bym wybrała są osoby, które znam z gimnazjum. Poza tym, wszyscy już się tam znają i pewnie czułabym się jeszcze bardziej obco. Dalej: prawie nie mam przyjaciół. Wiem, że nie powinnam całej winy zrzucać na rodzinę, ale to być może przez nich. Mama zmuszała mnie cały czas do konspiracji, więc przez większość młodego dzieciństwa utykałam w towarzystwie. Zupełnie nie wiem, czemu jestem taka aspołeczna. Może to fobia społeczne? Mam w klasie parę osób, z którymi mogę porozmawiać, ale nie lubię ich. Tak jak zresztą prawie wszystkich, których znam. Mam siostrę cioteczną - straszną optymistkę. Jest obyta w towarzystwie, ładna i pewna siebie. Zazdroszczę jej, choć nie chcę, bo to moja kochana kuzynka. Czasem wyobrażam sobie, że jestem kimś innym. Nienawidzę mojej świadomości! Wymyślałam nawet takie opowiadanie, w których główna bohaterka zmienia się w jakąś inną osobę. Nie lubię siebie. Poza szkołą nie mam życia. Przychodzę ze szkoły do domu i albo idę spać i bardzo późno biorę się za lekcje, albo rzucam się do jakiejś innej czynności. Tak naprawdę nic nie sprawia mi prawdziwej przyjemności. Moja Mama uważa, że jestem leniwa. Tata też. Ale Mama chyba w ogóle nie wierzy w coś takiego jak depresja. Albo udaje. Pani psychiatra, do której chodzę, tylko przepisuje mi leki i mnie słucha. Prawie nic nie poradzi. Dlatego myślę, że powinnam raczej iść do psychologa - ale on też nie uwolni mnie od szkoły, ludzi i świadomości! Dlatego chyba tak bardzo lubię spać. Bo wtedy już nic nie czuję. Po przeczytaniu jednej wypowiedzi na tym portalu pomyślałam, że jej autor ma rację - depresja tkwi w osobowości. Mojego podejścia nie da się zmienić, bo jestem zbyt przerażona światem i zwyczajną codziennością. Naoglądałam się za dużo filmów i naczytałam za dużo książek, by żyć zwyczajnym, nudnym życiem. Ach, jak chciałabym być pisarką lub aktorką! Zawsze lubiłam sztukę. Jednak rzadko piszę z natchnienia, zazwyczaj z własnego przymusu, lub też cudzego. A na to, bym mogła być aktorką, mam niewystarczający talent i za bardzo wszystkiego się boję - nawet scenek w szkole. Boje się ludzi. Dziękuję z góry za pomoc. Prosiłabym o podanie mi jakichś wskazówek co do tego, co mam robić. Może jakiś nowatorski sposób na to, jak mam żyć, wierząc w siebie? I co mam zrobić, by zmuszać się do odrabiania lekcji, polubić życie i widzieć w nim jakiś sens? Nie wiem nawet, czy wierzę w Boga - ZOK (zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne chyba przy modlitwach zniszczyły całą moją wiarę). Pewnie moje całe życie i mój los skazane są z góry na niepowodzenie, bo zapewne tylko ja mam taką świadomość, myślę z siebie i czuję z siebie, i jestem tak wrażliwa, że nie godzę się na zasady zaprogramowanego świata i ludzi... Proszę o pomoc. Naprawdę jej potrzebuję, bo od jakiegoś czasu nic nie ma sensu. Po co ja żyję? Miałam już myśli samobójcze, wiele razy wyobrażałam sobie mą śmierć i pogrzeb. Próbowałam wywoływać odruch wymiotny, ale i tego nie potrafię. Żałuję bardzo, że nie mam talentu muzycznego, do śpiewania czy innego, lub malarskiego. Żebym naprawdę z przyjemnością mogła coś realizować... Wiem, że nie jestem tu dla nikogo ważna. Jako myśląca jednostka tak, ale dla miliardów ludzi osobiści - w ogóle. Jednak proszę o pomoc, bo nie chcę się zmarnować. Czy jedyną radą na klująca świadomość są narkotyki i alkohol? Bo ponoć alkohol pozwala zapomnieć. Chciałabym doznać amnezji i zapomnieć wszystkiego, czego nauczyli mnie ludzie, czego nauczył mnie świat. Chciałabym poznać go i siebie na nowo. Proszę o cudowne, psychiczno-duchowe lekarstwo. Z pewnością jeszcze nieraz tu napiszę, bo napisałam już dwa czy trzy razy. Ale warto robić sobie nadzieję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję się bezradny - co mam robić?

  Mam 15 lat, mieszkam od siedmiu lat z dziadkami na wsi. Mój ojciec zmarł kiedy miałem 9 lat, moja matka mnie zostawiła kiedy miałem lat 11 - mieszka w Niemczech, założyła rodzinę, ma dwóch synów, utrzymuję z nią słaby...

  Mam 15 lat, mieszkam od siedmiu lat z dziadkami na wsi. Mój ojciec zmarł kiedy miałem 9 lat, moja matka mnie zostawiła kiedy miałem lat 11 - mieszka w Niemczech, założyła rodzinę, ma dwóch synów, utrzymuję z nią słaby kontakt, bo ciągle mam to niej żal. Choruję na depresję, moje życie do szkoła i dom - poza tym cały czas siedzę w domu, jestem bezradny, chodziłem do psychologa oraz terapeuty przez 3 lata - nic mi to nie pomogło. Jeszcze do tego moi dziadkowie nie rozumieją moich potrzeb - co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Trudna sytuacja rodzinna, myśli samobójcze - co mam robić?

Witam, Jestem Laura i mam szesnaście lat. Chciałabym się dowiedzieć czy jest coś ze mną nie tak. Mama uważa, że powinna mnie zabrać do psychologa/psychiatry. Ja oczywiście zaprzeczam. Jestem osobą dosyć mroczną i tajemniczą. Wolę przebywać w...

Witam, Jestem Laura i mam szesnaście lat. Chciałabym się dowiedzieć czy jest coś ze mną nie tak. Mama uważa, że powinna mnie zabrać do psychologa/psychiatry. Ja oczywiście zaprzeczam. Jestem osobą dosyć mroczną i tajemniczą. Wolę przebywać w samotności niż w grupie. Nie wiem czy to ma coś do rzeczy, słucham trochę dziwacznej muzyki. Lubię totalne „psycho”, że tak to nazwę. Doszukuję się jakiś jęków nie z tej ziemi i nie wiadomo czego w takich piosenkach. Ale lubię to, lubię taką dziwną muzykę. Staram się opisać siebie jak najlepiej, by po prostu łatwiej było stwierdzić, czy coś mi dolega. Jak już się można domyślić, wyglądam również dziwacznie. Wiem, jak ludzie reagują na mój widok. Czują do mnie obrzydzenie i strach. Widzę to w ich spojrzeniach. Mało mnie to obchodzi, tak szczerze to w ogóle. Rodzice mi na okrągło wypominają mój wygląd. Ostatnio nawet dowiedziałam się, że jak komuś się podoba długi czarny płaszcz i chce go nosić jest psychiczny i ma coś z głową. Po prostu lubię się wyróżniać. Nie chodzi mi wcale o to, by zwrócić na siebie uwagę, jednak wiem, że poprzez mój wygląd budzę sensację wśród ludzi. Jak dla mnie to jest normalka. Rodzice uważają, że mi „to” przejdzie. Ale co ma mi przejść? Wiele osób jak słuchało metalu, słucha, bez względu na wiek. Ciemny makijaż, blizny na ciele, biała twarz, glany i skórzany długi płaszcz. Wiem, wyglądam inaczej, no ale to nie znaczy, że jest chora, nieprawdaż? Co do tych blizn, nie tnę się po nadgarstkach, po prostu uważam, że blizny dodają uroku, ryję sobie igłą słowa i symbole w różnych miejscach ciała. Druga sprawa to problemy w domu. Wydaje mi się, że mam depresję. Z dnia na dzień odczuwam to coraz mocniej. Chcę i jednocześnie nie chcę żyć. Nie mogę żyć - jestem straszna i nigdy nie znajdę nikogo, z kim mogłabym spędzić choć kawałek mojego życia. Dlatego też planuję samobójstwo. Na razie, choć wiem, że nie mogę żyć - żyję. Chcę dożyć przynajmniej do 30, 40. Uważam, że samobójstwo to przede wszystkim odwaga! Tchórzostwo? Cóż za bzdura. Może i jest to ucieczka od problemów, jednak po co się z tym męczyć, jak można skoczyć z 11 piętrowego bloku i się zabić. Chcę mieć pewność, że umrę, dlatego 11 piętro. W razie czego nie zostanę „warzywem”, a w tedy byłabym już w totalnej dup*e, że się brzydko wyrażę. Wracając do tych problemów. Nie są to jakieś problemy typu „rodzice mnie nie rozumieją bla bla bla”. Ciężko jest żyć z bratem w jednym pokoju mając 16 lat. Do tego dochodzi upierdliwa babcia, ojciec alkoholik i problemy z pieniędzmi, komornicy, odwiedzająca nas policja. Po prostu mam dosyć. Ciągle zadaję sobie pytanie "dlaczego ja, a nie ktoś inny?", „dlaczego akurat mi się to przytrafiło”? Nie zrozumie tego nikt, kto nie był w takiej sytuacji. Nie ma szans. Co noc płacząca matka i drący się ojciec. Nie mogę się na to patrzeć. A jestem osobą, która nie potrafi i nie lubi pocieszać innych, ale mam do siebie żal o to, że tylko patrzę i nic nie robię. Czasami, gdy ostro się kłócę z bratem - nie są to jakieś niewinne kłótnie, brat chodzi od siedmiu lat na karate i jest ode mnie dwa razy wyższy, operuje takimi słowami, że aż uszy więdną - wyzywa mnie od najgorszych i traktuje jak szmatę. Do tego mnie bije. Nie raz już miałam wielkie sińce na ciele. Nawet nie chodzi o ból fizyczny. Po prostu aż mnie serce kłuje, gdy tego słucham. Mam ochotę wziąć nóż i go zabić. Nie raz już stałam przy oknie z zamiarem popełnienia samobójstwa. Jednak, po chwili zastanowienia siadam i kołysząc się w przód i w tył płaczę i tłumię w sobie ten ból jaki mi zadaje. Czuję, wiem to, że któregoś razu coś mu zrobię albo... sama sobie. Rodzice nie reagują. Zazwyczaj zachowuje się tak strasznie gdy jesteśmy sami albo z babcią. W tedy wychodzi z niego ten demon. Jednak zazwyczaj idzie się z nim dogadać. Wydaje mi się, że po prostu musi się na kimś wyładować. A tą osobą jestem ja. Oczywiście, że próbuję się bronić. Ostatnio zmieniłam taktykę. Milczę, staram się go traktować jak powietrze. Ale on dalej swoje. Jeszcze bardziej mnie atakuje i przezywa. Wracając do tego pierwszego. Nie wydaje mi się, żeby moja depresja i myśli samobójcze miały związek z muzyką jakiej słucham. Zmieniłam się wraz z wiekiem. Jestem już coraz bardziej dojrzała i coraz bardziej widzę w czym problem. W tej chwili marzę tylko o tym, by się stąd jak najprędzej wynieść i stracić z moją rodziną kontakt. Chciałabym jeszcze wspomnieć o mojej przyszłości. O jej planowaniu właściwie. Ostatnio myślę ciągle o mojej przyszłości. Stwierdziłam, że nie chcę mieć rodziny, męża... Z jednej strony jest to strach i wstyd przed mężczyznami, a z drugiej nieśmiałość. I nie chcę nikogo zranić, poprzez moją śmierć. Tak bardzo pragnę być normalna i żyć normalnie jak inne nastolatki w moim wieku. Nie da się. Wiem, że to już koniec. Nie da się tego zmienić. Muszę umrzeć. Nie rozmawiam z nikim na ten temat, bo się wstydzę a poza tym nie mam z kim. Z miłą chęcią przeszłabym się do psychologa. Albo do jakiegoś doświadczonego człowieka. Boję się co będzie. Nie potrafię sobie pomóc. Do tego zaczynam łykać różne tabletki, biorę od czasu o czasu narkotyki, palę papierosy i spożywam często alkohol. Nie chcę zostać alkoholiczką tak jak ojciec, ale z alkoholu nie zrezygnuję. Te używki pomagają mi na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Czuję się po nich lepiej. Błagam niech mi ktoś pomoże! Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Nic mi się nie chce - czy coś jest ze mną nie tak?

Ostatnio, czyli już od ok. pół roku, moje samopoczucie graniczy z zerem. Czuję się okropnie. Nic, ale kompletnie nic mi się nie chce, czuję się gorsza od innych, jem aby zabić nudę. Wolę siedzieć na komputerze i pisać ze znajomymi...

Ostatnio, czyli już od ok. pół roku, moje samopoczucie graniczy z zerem. Czuję się okropnie. Nic, ale kompletnie nic mi się nie chce, czuję się gorsza od innych, jem aby zabić nudę. Wolę siedzieć na komputerze i pisać ze znajomymi z internetu niż spotkać się z prawdziwymi. Już chyba od ponad 2 miesięcy poza wychodzeniem do szkoły, nigdzie nie idę się przejść. Czasami chcę porozmawiać z kimś na jakiś temat, który mnie interesuje, ale po głębszym zastanowieniu, uznaję, że nie ma sensu, że nie będę traciła czasu. Nie wiem czy to depresja, czy co, ale przez to wiele rzeczy zmieniło się w moim życiu. Kiedyś potrafiłam cieszyć się z najdrobniejszej rzeczy, a teraz myślę sobie tylko, że nie chce mi się już żyć. Nie chce mi się chodzić do szkoły, bo uważam, że to będzie kolejny nudny dzień, w którym ktoś mnie poniży, czy upokorzę się sama. Nawet jeśli chodzi o oceny, to nie wierzę, że może być lepiej, bo wiem, że nie wezmę się za siebie, bo po prostu mi się nie chce. Nie mam poczucia humoru. Na przykład oglądam jakąś komedię z moją siostrą, a żadne sceny mnie nie śmieszą. Nie wiem co wtedy sobie myślę, po prostu nie obchodzi mnie nic. Zastanawiałam się czy to może nie przez sytuację jaką mam w rodzinie. Uważam, że nikt mnie nie rozumie, wszyscy są przeciwko mnie. A ja w sumie tak samo, wgl ich nie rozumiem. Czuję się też pusta, czuję, że ostatnio na nic innego nie patrzę, tylko na rzeczy zewnętrzne. Porównuję się z innymi. Nie chodzi tu już o sam wygląd, tylko o charakter. Ciągle chcę dorównać mojej siostrze, być tak jak ona, ale i tak czuję się po prostu jak śmieć. Czy to związane jest z okresem dojrzewania? Co mogę zrobić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Z niczym sobie nie radzę - czy to depresja?

Mam 16 lat, jestem dziewczyną. Piszę tu, bo właściwie nie mam do kogo zwrócić się o pomoc, a także dlatego, że jestem tu anonimowa, na czym mi zależy, bo nie chcę, żeby ludzie z mojej nowej szkoły wiedzieli o mnie...

Mam 16 lat, jestem dziewczyną. Piszę tu, bo właściwie nie mam do kogo zwrócić się o pomoc, a także dlatego, że jestem tu anonimowa, na czym mi zależy, bo nie chcę, żeby ludzie z mojej nowej szkoły wiedzieli o mnie takie rzeczy, dlatego właśnie poszłam do tej szkoły, a nie innej, bo nikt mnie tu nie zna. Od dłuższego czasu nie radzę sobie z niczym, czuję, że jestem do niczego. Ostatnio ciągle płaczę, jest mi strasznie źle i nie wiem już co mam ze sobą zrobić. Czuję się strasznie samotna, chociaż mam znajomych i przyjaciółkę. Wszystko zaczęło się jakieś 3 lata temu kiedy moja mama trafiła do szpitala. Dostała napadu drgawek, byłam wtedy sama w domu. Nie wiedziałam co zrobić, w pierwszym momencie, dzwoniła do taty, ale on nie odbierał, więc zdecydowałam się zadzwonić na pogotowie. I chociaż po wszystkich badaniach okazało się, że nic jej nie jest, to cała ta sytuacja coś zmieniła we mnie - byłam przygnębiona, ciągle płakałam, nie mogłam sobie poradzić ze wszystkim. Myślałam, że to przejdzie, ale nic się nie zmieniało. Przez rok żyłam właściwie to nie wiem nawet jak, nie mogę sobie nawet przypomnieć. Byłam dla wszystkich, nie miałam przyjaciół, nikogo. Przed owym zdarzeniem miałam mnóstwo zajęć, grałam w siatkę, rysowałam, śpiewałam, trochę tańczyłam i wiele innych rzeczy. A po tym siedziałam w domu i płakałam. Czasami czułam się tak źle, dostawałam dziwnych ataków paniki gdy byłam sama, czasami nawet krzyczałam, czułam dziwny ból, nie do opisania było to ból psychiczny jaki i fizyczny. Po dwóch latach zaczęłam na nowo jakoś żyć, otworzyłam się na ludzi. Zaczęłam przyjaźnić się z taką dziewczyną. Niestety po jakimś czasie zaczęłyśmy się oddalać, ciągle się kłóciłyśmy i w końcu skończyła się nasza znajomość. Ale w zamian za to poznałam inną, fajną dziewczynę, której przyjaciółka zaczęła się właśnie kolegować z moja przyjaciółką. I to był główny powód rozpadu naszych przyjaźni z tamtymi dziewczynami. Znowu było ze mną źle, tym razem zaczęłam się samookaleczać. Tamta dziewczyna bardzo mi pomagała, bo sama wiele przeszła, ale to nie wystarczyło. W pewnym momencie czułam, że za bardzo ją obciążam tym wszystkim - zaczęłam się trochę od niej oddalać, zamykałam się w sobie, nie chciałam się spotykać. Na szczęście szybko sobie to uświadomiłam i ją za to przeprosiłam, ale było już trochę za późno - ona zaczęła znów się przyjaźnić z tamtą dziewczyną i wyszło tak, że znowu zostałam sama. Doszła do takiego stanu, że jedyną rzeczą, o której myślałam była śmierć. I w końcu kiedyś się odważyłam i wzięłam tabletki. Obudziłam się w środku nocy, trzęsłam się byłam cała mokra, nie wiedziałam co się ze mną dzieje - przestraszyłam się i poszłam do rodziców, powiedziałam o tym mojej mamie. Tak naprawdę kiedy zaczęłam brać te tabletki to się wystraszyłam i przestałam, wzięłam niedużo, ale za to takie, które mnie otumaniły. Na drugi dzień przeprowadziłam rozmowę z mamą, pytała się dlaczego to zrobiłam i w ogóle, ja tylko płakałam. Miałam iść do psychologa, ale w końcu nie poszłam. Ale za to zaczęłam się przyjaźnić z dziewczyną, która była moją przyjaciółka w dzieciństwie (niestety nasze drogi się rozeszły). Powiedziałam jej o wszystkim, co się ze mną dzieje, co czuję. Nadal się samookaleczałam, ale sporadycznie. Ta dziewczyna zmieniła moje życie znowu zaczęłam się szczerze uśmiechać. Było lepiej nie było dobrze, ale wiedziałam, że mam dla kogo żyć. Po jakimś czasie wyszło tak, że miałyśmy swoja grupkę 4 dziewczyny - najlepsze przyjaciółki, wszystko sobie mówiłyśmy. Ja się już nie samookaleczałam. One mnie sprawdzały. I byłoby wszystko dobrze, ale pojawił się pewien chłopak, niestety nic nie wyszło. Znowu trochę zamknęłam się w sobie. Wszyscy mi pomagali wiec znowu wyszłam na powiedzmy "prostą". Każdy wie, że ciężko przyjaźnić się we 4 - zaczęły się sekrety, jedna drugą trochę denerwowała, delikatne sprzeczki, ale starałyśmy się to przetrwać, udało się, ale do czasu - w końcu z dziewczyną, z którą przyjaźniłam się już jako dziecko zaczęłyśmy się oddalać, to mnie strasznie dobijało, myślałam, że to takie czasowe, tym razem ja nie zamykałam się w sobie. W końcu wyszło tak, że ona się obraziła na mnie i jeszcze jedna dziewczynę z naszej "4", pogodziłyśmy się, ale to już nie to samo co było. I przez to wszystko znowu jest ze mną źle, tak jak już pisałam na początku, czuję się strasznie samotna, ciągle płacze, uważam, że jestem nic nie warta. Siedzę prawie całe dnie w domu nie robiąc nic, albo płacząc. Nie robię co prawda nic głupiego chociaż przyznam, że raz mi się zdarzyło, ale to tylko raz. Staram się nie zamykać, ale chyba już to zrobiłam - nie wierzę, że może być dobrze, nie mam ochoty żyć. Wszystko jest bez sensu. Szukam jakiegoś punktu zaczepu, staram się jak mogę, nie chcę powtórki z zeszłego roku. Wmawiam sobie, że będzie dobrze, że jestem świetną dziewczyną, ładną, inteligentną, ale to nic nie daje - czuję się nieatrakcyjna, samotna i co najważniejsze - nikt mnie nie rozumie. Chciałabym na prawdę wyjść na prostą, ale wiem, że nie pójdę do psychologa, bo nie chcę oczerniać moich rodziców, a oni się wstydzą ze mną iść. Moja mama stwierdziła, że jak opowiem to, co zrobiłam to wezmą mnie za osobę, która jednym słowem oszalał, za osobę niezrównoważona psychicznie. Szczerze to nawet nie rozmawiam z nią od tamtego zdarzenia, czyli już rok. Nasze rozmowy kończą się zazwyczaj na kłótni, co też jest dla mnie strasznie ciężkie, bo nienawidzę się kłócić. Nie wiem co mam zrobić. Proszę, pomóżcie. Nie chcę tak dłużej, bo naprawdę nie mam siły się tak męczyć. A chce jeszcze podkreśli,ć że najgorzej jest ze mną właśnie na jesień zimę i wiosnę, bo w lecie to jeszcze jakoś daję radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pozałatwiać sprawy przed samobójstwem?

  Już nie ma pomocy dla mnie, proszę tylko o poradę co zrobić, jak zabezpieczyć rodzinę. Mam poważne problemy finansowe i chorego męża, któremu nie chcę o tym mówić. Co zrobić z dziećmi, by nie zostały same?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy depresja maniakalna jest chorobą uleczalną?

12 lat temu zdiagnozowano u mnie depresję maniakalną. Przez 8 lat zażywałam leki pod kontrolą psychiatry. Później wyjechałam za granicę i zaprzestałam leczenia. Teraz znów mieszkam w Polsce, od 4 lat nie byłam u psychiatry, czuję się dobrze -...

12 lat temu zdiagnozowano u mnie depresję maniakalną. Przez 8 lat zażywałam leki pod kontrolą psychiatry. Później wyjechałam za granicę i zaprzestałam leczenia. Teraz znów mieszkam w Polsce, od 4 lat nie byłam u psychiatry, czuję się dobrze - czy to oznacza, że jestem już wyleczona, czy choroba możne w każdej chwili powrócić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Depresja czy załamanie nerwowe?

Witam, Od kilku tygodni, a nawet miesięcy jestem praktycznie ciągle zdołowana. Cierpię na bezsenność, mam wiele myśli samobójczych. Nie potrafię panować nad swoimi emocjami. Nie mam sił na nic, mam dużo problemów z koncentracją, gdy biorę coś ostrego do ręki...

Witam, Od kilku tygodni, a nawet miesięcy jestem praktycznie ciągle zdołowana. Cierpię na bezsenność, mam wiele myśli samobójczych. Nie potrafię panować nad swoimi emocjami. Nie mam sił na nic, mam dużo problemów z koncentracją, gdy biorę coś ostrego do ręki automatycznie chcę sobie ciąć żyły. Wciąż płaczę i płaczę, bez powodu. Często siedzę w ciemku, nie lubię rozmawiać. Nikt dookoła mnie nie rozumie jak bardzo cierpię i jak bardzo mam tego dosyć. Jestem jeszcze nastolatką, a więc jest jeszcze gorzej. Nie wiem co mam robić. Szybko mam zmiany nastrojów, a gdy ktoś mnie zdenerwuje płaczę i się trzęsę. Nigdy nie jestem głodna, jestem praktycznie zmuszona do jedzenia. Udaję przed wszystkimi, że wszystko jest okej. Nawet i przed sobą... Czy ja mam załamanie nerwowe albo depresje? A jeśli nie, to co się ze mną dzieję? Wiem, że to nie jest coś związane z hormonami ani okresem. Wiem to bardzo dobrze. Chociaż jestem jeszcze bardzo młoda w moim życiu już dużo się wydarzyło. Zapewne gdybym nie miała lęku i nie obiecała przyjaciółce z internetu, popełniłabym już samobójstwo. Przyjaciółka w realnym życiu (jedyna) nie umie mnie pocieszyć, nawet nie próbuje. Rodzice nie za bardzo wiedzą co się ze mną dzieję, a więc to olewają... Nie mam poparcie u nikogo. Nie mam z kim o tym rozmawiać. Czuję się naprawdę sama. Boję się, że coś sobie zrobię. Błagam, co jeśli mam załamanie nerwowe/depresje? Co wtedy mam zrobić? Również się boję, że to wszystko sobie wymyśliłam. Te wszystkie myśli, że ja tego właśnie chcę. Ale... Nie. Ja tego nie chcę. Jestem zmęczona wszystkim. Diana

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Gdzie jest mój sens życia?

Witam, Mam 17 lat, a nie czuję szczęścia życia. Przez wiele miesięcy żyje z nadzieją, że oświeci mnie coś i bym nabrał chęci życia. Odkąd rozpadła się moja rodzina pierwotna (wydarzyło się to 4 lata temu ) nie mogę odnaleźć...

Witam, Mam 17 lat, a nie czuję szczęścia życia. Przez wiele miesięcy żyje z nadzieją, że oświeci mnie coś i bym nabrał chęci życia. Odkąd rozpadła się moja rodzina pierwotna (wydarzyło się to 4 lata temu ) nie mogę odnaleźć swojego miejsca, żyłem tak, by zdawać do następnej klasy. Dawałem sobie radę w miarę przez następne 2 lata, później doznałem czegoś, czego sam sobie nie potrafiłem wytłumaczyć. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie mam celów, marzeń, imprezy mnie nie kręcą. Jestem człowiekiem typu dyplomata, szukający spokoju i harmonii. Nauka mi nie wchodzi już całkowicie, wiele zdarzeń z przeszłości mnie prześladuje, a na bliskich nie potrafię liczyć, gdyż nie raz się na nich zawiodłem. Moje życie nie ma sensu, choć próbuję sam sobie nadać jakiś cel, lecz niestety nie potrafię nadać sobie samemu sensu życia. W przeszłości bylem katolikiem, ale po czasie stwierdziłem, że idea Boga nie ma sensu. Przez ostatnie miesiące przesiadywałem w domu robiąc coś, malując wszystkie pomieszczenia w domu, robiąc coś cały czas by nie myśleć o niczym, by tylko dążyć do czegoś. Gdy już wszystko zrobiłem, a nie czułem zmęczenia, znowu czułem monotonię życia. Według typu charakteru jestem melancholikiem. Czytam wiele rzeczy psychologicznych na temat społeczeństwa i w tych rożnych tematach. Gdzie jest moje miejsce? Gdzie jest mój sens życia? Dlaczego nie czuję szczęścia i chęci życia? Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Bezsenność, zmęczenie, lęk - czy to jakaś choroba?

Mam 19 lat, mieszkam z narzeczonym, opiekuję się 3-letnią siostrą, mama ciągle pracuje. Moja mama zawsze dużo pracowała, nigdy nie miała czasu... Teraz, gdy pojawiła się siostra, już prawie wcale nie rozmawiamy. Ciągle się zastanawiam czy to dobry pomysł, że...

Mam 19 lat, mieszkam z narzeczonym, opiekuję się 3-letnią siostrą, mama ciągle pracuje. Moja mama zawsze dużo pracowała, nigdy nie miała czasu... Teraz, gdy pojawiła się siostra, już prawie wcale nie rozmawiamy. Ciągle się zastanawiam czy to dobry pomysł, że wyprowadziłam się od mamy... Na samym początku byłam zazdrosna o siostrę teraz widzę, że dla niej mama też nie ma czasu. Nie wiem, czy to ma jakiś wpływ na moje dolegliwości, ale wolę napisać. Wracając do moich problemów: bezsennośc lub sennośc na przemian, silny ból w okolicach skroni i z tyłu głowy, zmęczenie bez powodu, niska temperatura ciała (obecnie 35,2), bardzo częste zmiany nastroju (w jednej chwili śmieję się, a za chwilę płaczę bez większego powodu, czasami też wpadam w szał i mam lęki...) Mam nadzieję, że mi państwo pomogą. Z góry dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Brak celu w życiu, myśli samobójcze - co robić?

Jestem dziewiętnastoletnią dziewczyną. Od dłuższego czasu brak mi celu w życiu. Jestem smutna, bez większego powodu zmienia mi się nastrój. Przepełnia mnie poczucie pustki wewnętrznej. Nie mogę znieść własnego towarzystwa oraz przepełniają mnie myśli o śmierci. Nie chcę tego zrobić....

Jestem dziewiętnastoletnią dziewczyną. Od dłuższego czasu brak mi celu w życiu. Jestem smutna, bez większego powodu zmienia mi się nastrój. Przepełnia mnie poczucie pustki wewnętrznej. Nie mogę znieść własnego towarzystwa oraz przepełniają mnie myśli o śmierci. Nie chcę tego zrobić. Po prostu pojawiają się one i nie chcą odejść. Dawniej, gdy byłam młodsza robiłam sobie krzywdę. Obwiniałam o wszystko co wokół mnie nie wychodziło. Czuję się szara, nudna i nieciekawa. Najchętniej spałabym całymi dniami. Uśmiech mnie boli. Co może mi dolegać? Co powinnam zrobić? Myślałam o tym aby udać się do psychologa po radę. Bardzo mnie wszystko wewnętrznie boli. Nie mogę już tego znieść. Proszę o radę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Smutek i brak sensu - czy to depresja?

Mam na imię Agnieszka, mam 17 lat, chodzę do drugiej klasy liceum, mam fajnych kumpli, jestem chora na porażenie mózgowe od urodzenia. Od pewnego czasu odczuwam ogromny smutek, a od jakiś dwóch tygodni on się pogłębia. Nie widzę w...

Mam na imię Agnieszka, mam 17 lat, chodzę do drugiej klasy liceum, mam fajnych kumpli, jestem chora na porażenie mózgowe od urodzenia. Od pewnego czasu odczuwam ogromny smutek, a od jakiś dwóch tygodni on się pogłębia. Nie widzę w tym wszystkim sensu, każda czynność wydaję się bez sensu. Czuję się jak bym była poza czymś. Denerwuje mnie rodzina, każdy i ruch. Chcę być sama, a zarazem chcę spędzać ze znajomymi czas, toteż moja przyjaciółka wzięła mnie do klubu - myślałam, że tego mi brakowało. Tak na krotką chwilę po powrocie znów powróciło. Zdarza się że wieczorami płacze prawie codziennie. Boje się jutra ;(.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Straciłam sens życia - czy to depresja?

  Witam! Czy można mieć depresję w wieku 12 lat? Wydaje mi się właśnie, że ja mam - straciłam sens życia, co chwilę ktoś mnie rani, krzywdzi… najchętniej popełniła bym samobójstwo, ale trzyma mnie przy życiu jedna rzecz - Rodzice . Czy mam się skonsultować z psychologiem? Proszę o pomoc.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty