Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 2

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Problemy z odżywianiem, odizolowanie - czy to depresja?

Witam, Mam na imię Kinga, mam 15 lat, skończyłam 8 grudnia. I mój problem polega na tym, że chyba mam depresję od 11 miesięcy, od kiedy poleciałam z rodziną za granicę, a wszystko zaczęło się tak: w Polsce byłam pogodną,...

Witam, Mam na imię Kinga, mam 15 lat, skończyłam 8 grudnia. I mój problem polega na tym, że chyba mam depresję od 11 miesięcy, od kiedy poleciałam z rodziną za granicę, a wszystko zaczęło się tak: w Polsce byłam pogodną, uśmiechniętą dziewczyną lubiłam spędzać czas ze znajomymi, dzień w dzień z kimś się spotykałam, miałam swoją jedną zaufaną (przynajmniej tak myślałam) przyjaciółkę od 7 lat, wszystko było super. Rok temu była szkolna dyskoteka, na której byłam pierwszy raz, na początku było świetnie, tańczyłyśmy, wyrywałyśmy chłopaków i moja przyjaciółka po kilku godzinach odeszła ode mnie, udawała że mnie nie widzi, a jak do niej podchodziłam udawała przy znajomych, że mnie nie zna, mówiła głupie żarty o mnie, a chłopacy wybuchli śmiechem, więc usiadłam sama przy stoliku i myślałam, że wybuchnę płaczem, przecież nic jej złego nie powiedziałam, nic jej nie zrobiłam. I tak to pewnym czasie było już koniec dyskoteki, wyszłyśmy i wracałyśmy razem autobusem, przez pół drogi żadna z nas się nie odzywała miałam nadzieję, że ona jakoś zacznie, ale nie. Zaczęłam ja pytając się dlaczego tak zrobiła, przecież jej nic nie zrobiłam, czemu mnie tak potraktowała, ale nic nie odpowiadała, pytałam ją w kółko ze łzami w oczach, nagle popatrzyła na mnie, i zaczęła krzyczeć i mówić "wiesz czemu? Bo się ciebie wstydzę, wstydzę się przez to jak wyglądasz, przez Ciebie tracę koleżanki i kolegów, wyglądasz jak świnia, schudnij trochę". Nic nie odpowiedziałam, usiadłam zapłakana, a z oczu kapały mi łzy. Wysiadłam na kolejnym przystanku, usiadłam na ławce i zaczęłam się zastanawiać, że może ja naprawdę jestem beznadziejna, a potem wróciła już pieszo do domu, weszłam i od razu poszłam się położyć do siebie do pokoju, w ogóle nie czułam sensu życia, jednym słowem straciłam chęć do życia i wiecie, to nie chodzi tylko o to, że powiedziała mi to moja najlepsza przyjaciółka, też o to, że mój brat miał na mój temat głupie żarty, albo czasem mówił, że jak będę jadła tyle słodyczy to będę wyglądać jak jedna wielka świnia, a wtedy ważyłam ok. 73-75 kg przy wzroście 170. Moja mama też nie raz mówiła, że wyglądam jak mały prosiaczek, a przed tym żaden chłopak mnie nie chciał, bo byłam gruba i na dodatek brzydka. I od tamtej pory siedziałam w domu, nigdzie nie wychodziłam, ciągle leżałam w łóżku, ciągle dostawałam wiadomości od mojej przyjaciółki, że przeprasza, że nie wie czemu tak powiedziała, że żałuje - nic nie odpisywałam miałam dość życia, czułam się takim ciężarem dla nich wszystkich i tak samotna. Codziennie chodziłam smutna, jedynie tylko ciocia zauważyła że coś jest nie tak, ale powiedziałam, że chyba jestem przeziębiona, bo boli mnie głowa, z nikim nie rozmawiałam o moich problemach, nawet z mamą. Nigdy z mamą w Polsce nie miałam dobrych kontaktów, kiedyś chciałam coś wiedzieć o ciąży, bo mieliśmy na "wychowanie do życia w rodzinie" i pytałam się mamy o szczegóły i moja mama źle zareagowała, zaczęła mówić na co to, po co mi to, co ja jestem w ciąży? - powiedziałam, że nie, a moja mama: „a może jednak”, a ja się zdenerwowałam i zaczęłam krzyczeć a mój brat na to, że „my się z nią musimy przejść do ginekologa, zobaczymy czy jest dziewicą, a to by była niespodzianka jak by już cnotki nie było”. Wybuchłam płaczem i poszłam do swojego pokoju, w myśli sobie mówiłam: „po co mi taka rodzina” - nikt mnie nigdy nie przytula, nikt mnie nie kocha… Moja mama dla wszystkich zawsze chwaliła mojego brata, jaki on jest kochany, ile dla mamie pomaga, a ja nic umiem się tylko wystroić i znikać na całe dnie. Modliłam się żeby jak najszybciej wylecieć za granicę. I tak po pewnym czasie już mieliśmy wszystko spakowane i na drugi dzień mieliśmy mieć busa, moja mama tak oczywiście do mnie, że po co dla mnie tyle ubrań, że mam połowę wywalić, a nie jakieś szmaty biorę, więc wyrzuciłam. Z nikim z moich przyjaciół się nie pożegnałam, nie miałam ochoty. Moja przyjaciółka też nie wiedziała, że wylatuję. Już byłyśmy w Anglii, myślałam, że tutaj się skończą wszystkie problemy i zmieniły się w pewnym sensie. Poprawił się tylko kontakt z mamą, zaczęła mnie zauważać w pewnym sensie. Wiadomo jak to na początek zero znajomych, zero nikogo siedziałam w domu 4 miesiące, żeby pójść do szkoły, bo musiałam czekać, nie było miejsc. I po 6 miesiącach przeprowadziliśmy się do innego domu, bliżej szkoły i poszłam do szkoły, ważyłam wtedy 74 kg i tam w szkole były mundurki, sweterki nakładane przez głowę i spódniczki, więc jakoś zakrywałam te fałdy tłuszczu na talii, bo sweterki były luźne, ale jak zauważyłam jakie dziewczyny tam chodzą, to zwątpiłam w siebie - nie miałam żadnych znajomych, dziennie mogłam jeść nawet do 4 000 kcal z czego 3 000 kcal to same słodycze i tak przytyłam do 76kg, ale nie zwracałam na to uwagi. Nie miałam przyjaciół, nie miałam nikogo bliskiego, więc po co mam się odchudzać i wyglądać pięknie? Pewnego dnia w telewizji był film "Umrzeć dla tańca" - świetny film, który mnie zmotywował do działania, do zrzucenia kg. Zaczęłam stosować morderczą głodówkę, na której mogłam na cały dzień tylko jedno jabłko zjeść i wypić 4 l wody, całkowicie wyeliminowałam masło, napoje gazowane, tłuszcze, itp. Chudłam, ale organizm miałam osłabiony, kręciło mi się w głowie, miałam bardzo zaschnięte gardło rano, gdy się budziłam. Przestałam z kimkolwiek rozmawiać i w szkole, i w domu. Odizolowałam się od wszystkich i tak schudłam do 60 kg. W szkole chłopacy zaczęli zwracać na mnie uwagę, dziewczyny chciały się ze mną zaprzyjaźnić, było super, podobało mi się to. I tak to szło - od tamtego czasu miałam 4 chłopaków, którzy i tak mnie zostawiali, pod byle pretekstem. Ale mimo to nie traciłam nadziei i dalej szukałam drugiej połowy. Od 3 tygodni zaczęłam strasznie żreć, już nie jeść, a żreć a szczególnie słodycze, od 3 tygodni jem nawet do 1500 kcal dziennie, ale to same słodycze, nie jem obiadów, ani kanapek. Dzień w dzień biegałam, ale nic nie chudłam, ciągle tyję, bo nie mogę się powstrzymać żeby nie jeść słodyczy! Kto je wymyślił? Są straszne! Jedynie na Wigilię zjadłam normalny obiad, a potem zjadłam 5 grubych kotletów schabowych, ryby po grecku chyba z 7 talerzy, jak nie lepiej, a do tego sałatki i inne, ale w Wigilię można sobie pozwolić. Pierwszego dnia świąt zjadłam 3 schabowe, słodycze na 2 000 kcal i wiele innych i jestem załamana, czasem sobie przyklejam taśmę na usta i tak chodzę cały dzień żeby nic nie jeść - wiem, że to głupie, ale i tak nie wytrzymywałam, jak widziałam coś słodkiego zamykałam się w pokoju i w siebie szybko wpychałam żeby nikt mi tego nie zabrał. Teraz nie biegam, nie ćwiczę, kompletnie nic, zero ruchu. Od 3 tygodni siedzę w domu, przed snem mogę zjeść sama tabliczkę czekolady, albo dwie, całe ptasie mleczko, wieczorami mam problemy z zaśnięciem, nie chcę z nikim rozmawiać, w ogóle nie mam energii na nic, zrobiłam się też leniwa, dla mamy ciągle pyskuję, czuję się taka niepotrzebna i tak myślałam, żeby wywoływać wymioty, jestem tak zdesperowana, że zrobię wszystko żeby schudnąć - jak jem tyle to bym przynajmniej zwymiotowała wszystko i bym chociaż nie utyła. Mam tak pogorszone samopoczucie, że wszystko mnie denerwuje - wystarczy że ktoś głupio zażartuje, a już zaczynam tę osobę wyzywać. Nikt nie ma dla mnie czasu, ani mama, ani brat, przyjaciółki do tego momentu nie mam i strasznie chcę do Polski wrócić, mam dość życia. Najlepiej to by było jak by mnie w ogóle nie było, tak może by dla wszystkich lepiej było, moja mama ciągle narzeka, że biorę ciągle od niej pieniądze - mam dość.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Przygnębienie, smutek, myśli samobójcze - czy mam depresję?

Witam! Od jakiś 2-3 miesięcy jestem przygnębiona, smutna, cały czas myślę o popełnieniu samobójstwa, w szkole mnie przezywają. Myślałam nad tym, żeby iść do psychologa, ale boję się. Moi rodzice kompletnie mnie nie rozumieją, nikt mnie nie...

Witam! Od jakiś 2-3 miesięcy jestem przygnębiona, smutna, cały czas myślę o popełnieniu samobójstwa, w szkole mnie przezywają. Myślałam nad tym, żeby iść do psychologa, ale boję się. Moi rodzice kompletnie mnie nie rozumieją, nikt mnie nie rozumie, od wszystkiego uciekam. Straciłam poczucie własnej wartości i myślę cały czas, że nikt mnie nie kocha i że nikt mnie nie lubi :(. Często myślę żeby sięgnąć po tabletki, ale nie sięgam, bo się boję co będzie potem. Mam dopiero 12 lat, całe życie przede mną, ale mi na nim nie zależy! Proszę o pomoc, bo nie wiem jak to się wszystko zakończy, a ja jestem w coraz gorszym stanie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wahania nastroju, myśli samobójcze - czy mogę mieć depresję?

Mam prawie 20 lat, chciałabym się dowiedzieć, czy moje objawy wskazują na depresję czy jestem przemęczona. Od jakiś 2 miesięcy mam dziwne wahania nastrojów - raz się śmieję, a zaraz mam ochotę wybuchnąć płaczem. Wszystko wokoło mnie denerwuje do takiego...

Mam prawie 20 lat, chciałabym się dowiedzieć, czy moje objawy wskazują na depresję czy jestem przemęczona. Od jakiś 2 miesięcy mam dziwne wahania nastrojów - raz się śmieję, a zaraz mam ochotę wybuchnąć płaczem. Wszystko wokoło mnie denerwuje do takiego stopnia, że mam ochotę coś rozszarpać. Czasami nie potrafię wstać z łóżka, wtedy nie muszę jeść ani pić tylko tak leżeć. Od jakiegoś czasu też mam myśli samobójcze, dwa razy już próbowałam sobie podciąć żyły. Proszę o odpowiedz.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy smutek minie?

Nie potrafię wyleczyć się z depresji. Mam 21lat, jestem atrakcyjna, mam przystojnego chłopaka, który mnie kocha, mam świetny kontakt z jego rodziną, niestety z moją gorszy - ojciec nie żyje, a z matką nie utrzymuję kontaktów. Wszystko zaczęło się...

Nie potrafię wyleczyć się z depresji. Mam 21lat, jestem atrakcyjna, mam przystojnego chłopaka, który mnie kocha, mam świetny kontakt z jego rodziną, niestety z moją gorszy - ojciec nie żyje, a z matką nie utrzymuję kontaktów. Wszystko zaczęło się 2 lata temu, zdradził mnie chłopak z najlepszą przyjaciółką, odeszłam od niego do 37-letniego kryminalisty. Nie wiem co miałam w głowie, zapewne logicznie nie myślałam, zresztą kto zauroczony myśli logicznie. Był przystojny, dobrze zbudowany, miał znajomości, które najwyraźniej mi imponowały, pociągało mnie, że jest taki niegrzeczny. Gdy go poznałam siedział jeszcze w więzieniu, kończył 10-letni wyrok, wyszedł po 3miesiacach. Mama lekarz, siostra studiująca, ojciec też normalny - mówił, że się zmienił .Tak bardzo się w nim zakochałam, lecz nie mogłam zapomnieć o poprzednim, tyle nas łączyło, robił dla mnie wszystko, tak go kochałam i przyjaciółce… Czułam się taka samotna, zawsze wszystko razem… Zamieszkałam z nowym partnerem po tym, jak matka, dowiedziawszy się z kim jestem, wyrzuciła mnie z domu - ciągle doskwierała mi samotność, ponieważ on załatwiał interesy. Mieliśmy piękne, 100 m mieszkanie, kopiliśmy kotka, ja wyjechałam do pracy za granicę jako kelnerka, byłam 2 tygodnie w Polsce, 2 za granicą, na rotację, często chłopak przylatywał do mnie. Nagle dostałam telefon - przedstawiła się jako jego narzeczona i wypytywała, czy jestem jego kochanką. Okazało się, że prowadził podwójne życie, oszukiwał tę kobietę na pieniądze, kupiła mu auto, markowe ubrania. Przyleciałam do Polski i spotkałam się z nią. Jego interesy okazały się upojnymi chwilami z inną kobietą. Wybaczyłam mu po 2 miesiącach - przyjeżdżał, błagał, płakał, że jestem miłością jego życia, zerwał z nią kontakty. Mieliśmy się pobrać, chciał dziecko, lecz ja mówiłam, że jestem za młoda, że za rok. Często się kłóciliśmy, potrafił uderzyć mnie w twarz, rzucić komputerem o ścianę, tłumaczył się, że tak bardzo mnie kocha i jak się gniewam on dostaje szalu. Gdy stracił swoją sponsorkę pomagałam mu finansowo, żyliśmy na dość wysokim poziomie. Mieliśmy mnóstwo wspólnych znajomych, ja znałam wszystkich jego, on moich. Jeździliśmy do jego mamy na obiady .Wszystko jak dla mnie było ok, myślałam, że nigdy mnie nie zostawi, byłam taka pewna siebie. Pewnego razu zadzwonił i powiedział jak gdyby nigdy nic: „nie możemy być ze sobą”. Piłam przez tydzień, dzwoniłam, poniżałam się, błagałam o wybaczenie, nie potrafiłam bez niego żyć, brałam wszystko co popadnie, cięłam się, zapijałam najmocniejsze leki wódka - cały listek litrem wódki. Zadzwonił do moich sióstr i koleżanek, przyjechały, posiedziały chwilę, siostra zaproponowała terapię. Byłam z nią u psychologa, wzięła pieniądze, ja się wygadałam i jakoś nie poczułam ulgi... Błagałam chociaż o jedna noc razem, nie mogłam spać, o 7 rano już na nogach z telefonem z ręku, czułam, że nie dam rady, tyle razy chciałam ze sobą skończyć, ale cały czas miałam nadzieję. W końcu powiedział, że jak będę trzeźwa przyjedzie - zamówiłam kroplówkę, przyjechał. Powiedział, że daje mi miesiąc na to bym się zmieniła, że musi pomyśleć, zastanowić się. Czekałam, lecz odszedł. Przeprowadziłam się, by nie wspominać tym samotnych dni w oknie, z nadzieją, że wróci. Wynajęłam mieszkanie w centrum, wzięłam współlokatorkę, zakolegowałyśmy się i poznałam Krzyśka - był czuły, inteligentny, nie bogaty, lecz znający swoją wartość i twardo stąpający po ziemi, tak mi się wydawało. Nie spotykaliśmy się często, więc nadal czułam samotność, nagle powiedział, że całymi dniami myśli tylko o tym, by do mnie przyjechać, że tylko ja mu daję nadzieję. Stwierdził nagle, że nie możemy się spotykać, jego ojciec ma problemy, bo ma zawał, a i on ma swoje. Znów płakałam, chciałam się zabić, ale do niego już nigdy nie zadzwoniłam. Wróciłam do tego, który mnie zdradził z przyjaciółką. Zadzwonił po miesiącu i prosił o spotkanie, ja po złości, pewna siebie odmówiłam. W weekend poszłam do klubu gdzie wiedziałam, że będzie, bo zawsze tam imprezował. Chciałam się z nim spotkać, porozmawiać, był taki inteligentny, zawsze mnie słuchał i doradzał mi. Okazało się, że się powiesił na dniach, w których napisał wiadomość. Czuję, że go zawiodłam, on mi pomagał, a ja go odtrąciłam, zostawił mnie, by mnie nie skrzywdzić, na pewno planował to, miał depresję, lekarze u niego dzień w dzień bywali. Nie sprostał życiu. Nie potrafię sobie tego wybaczyć, straciłam swoją pewność siebie i osobowość, czuję, że nie sprostam życiu. Ciągle czuję lek, jestem z moim pierwszym chłopakiem, brałam antydepresanty. Na początku było cudnie, potem jeszcze gorzej. Co mam robić? Miałam wielkie ambicje, codzienne życie uświadamia mi, że nie dopełnię swoich celów, że nie odzyskam bezpieczeństwa i szczęścia. Nie mam poczucia własnej wartości, zaczęłam się każdemu zwierzać z problemów, kalkuluję w głowie potem moje głupie zachowanie, że ludzie postrzegają mnie za idiotkę z problemami, nie daję już rady. Gdy myślę o zwykłych czynnościach, np. wyjściu do kina po chwili przychodzi myśl, że i tak wrócę do domu i co mi to wyjce da? Życia nie zmieni, smutek nie zniknie. Jak mam się go pozbyć, jak odzyskać szczęście, ciągle mam lęki, nie mogę spać. I jeszcze ten kryminalista, po którym miałam załamanie nerwowe, który mnie zostawił - okazało się, że zostawił mnie dla innej, mieszka w bloku kolo mnie, ona jest w ciąży. A ja? Nikt mi nie może pomóc, muszę sama walczyć, ale nie wiem już jak, czuję, że nie dam rady i się zabiję, nie mogę ciągle dołować chłopaka i wpędzać go w mój nastrój, zabierać mu jego szczęścia. Żadne słowa wsparcia nie pomagają. Czuję, że się zapadam coraz głębiej w czeluść moich negatywnych myśli i wspomnień. Jak mam walczyć z to chorobą, czy czeka mnie to, co tego, który się zabił? Czy nie da się jej już wyleczyć i nawet gdy się poprawi w głębi serca będzie istniał ten ból i lęk?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy moja dziewczyna ma depresję? Jak jej pomóc?

Moja dziewczyna (22 lata) twierdzi, że ma depresję. Ten stan zaczął się ok 2-3 lat temu, kiedy zmarła jej babcia. Była z nią silnie związana emocjonalnie. Jest cały czas smutna, nic nie sprawia jej satysfakcji i zadowolenia. Na święta...

Moja dziewczyna (22 lata) twierdzi, że ma depresję. Ten stan zaczął się ok 2-3 lat temu, kiedy zmarła jej babcia. Była z nią silnie związana emocjonalnie. Jest cały czas smutna, nic nie sprawia jej satysfakcji i zadowolenia. Na święta kupiłem jej wymarzony przez nią prezent - cieszyła się góra 15min. i znowu smutek. Na pytanie dlaczego i z jakiego powodu jest markotna i smutna odpowiada, że nie wie... Nie uprawiamy seksu, ponieważ ona chce zaczekać z tym do ślubu, a ja to rozumiem i nie nalegam, lecz co jakiś czas bawiliśmy się swoimi ciałami - teraz nawet tego nie ma ochoty robić. Jej pasją jest taniec, realizuje się w tym, lecz nie budzi to w niej jakiejś euforii. Studiowała przez 3 lata kierunek, który jej zbytnio nie interesował, ale skończyła go, teraz poszła na kolejne studia, które ją interesują, ale też nie ma z tego powodu uśmiechu na jej twarzy. Starałem się jej pomóc już na różne sposoby (dodawałem otuchy - nic nie skutkowało, mówiłem, że sobie wmawia to, że ma depresje - również nic nie skutkowało, w końcu zacząłem być obojętny i też nic). Już czasem naprawdę nie wiem jak mam się zachowywać. Chodzi raz na tydzień do psychologa, ale ten chyba jest kiepski, bo również jej to nic nie daje, a przynajmniej ja nie widzę efektów poprawy, a spotyka się z tym psychologiem już jakieś 5 miesięcy. Co mogę zrobić, aby jej jakoś pomóc? Zaczynam mieć myśli, że może to przeze mnie ma taki stan. Kiedy pytałem, czy to przeze mnie usłyszałem, żebym przestał zadawać takie pytania i że ona musi sobie dać rade sama ze sobą - już nawet nie wiem co to znaczy... Bardzo proszę o jakąś radę - jak mam się zachowywać, żeby jej pomóc?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nerwica czy początki depresji?

Mam 20 lat, mam na imię Joanna. Dwa lata temu zmarła moja Mama, Tata również nie żyje - zginął w wypadku kiedy miałam niecałe 2 lata. Od dłuższego czasy dręczą mnie jakieś dziwne myśli. Najlepiej będzie opisać to za pomocą... Mam 20 lat, mam na imię Joanna. Dwa lata temu zmarła moja Mama, Tata również nie żyje - zginął w wypadku kiedy miałam niecałe 2 lata. Od dłuższego czasy dręczą mnie jakieś dziwne myśli. Najlepiej będzie opisać to za pomocą przykładu - rozmawiam ze znajomą, która prosi o coś co jest mi nie na rękę, ale ja się zgadzam. Przez resztę dnia mam poczucie, że zrobiłam coś dobrego dla drugiego człowieka i przyprawia mnie to o dobry humor. Ale wystarczy, że pobędę sama ze swoimi myślami, kiedy np. mieszkanie jest puste, i dochodzę do wniosku, że jednak zachowałam się beznadziejnie i teraz wszyscy będą mnie wykorzystywać. Stwierdzam, że jestem naiwna i kładę się spać z poczuciem beznadziei. Tak właśnie wygląda prawie każdy mój dzień - nie potrafię się odciąć od negatywnych myśli na swój temat. Jedna sytuacja może przyprawiać mnie o dobry nastrój, ale kilka (kilkanaście) godzin później mogę mieć ochotę się popłakać kiedy tylko sobie o niej przypomnę. Podobnie czuję się idąc na przykład na koncert - dobrze się na nim bawię, ale po przyjściu do domu łapią mnie wyrzuty sumienia, że mogłam wybrać jakąś spokojniejszą formę rozrywki, np wyjście do teatru, albo kina. Dzieje się tak mimo tego, że zabawa na koncercie jest naprawdę dobra i naprawdę przyzwoita... Takie rodzące wyrzuty sumienia myśli dotykają wielu sytuacji w moim życiu, te wymienione to tylko przykłady. Dużo czytałam na ten temat, np. książkę „Autopsychoterapia” Stanisława Sieka, ale nie potrafię z tym walczyć, bo chyba do końca nie wiem z czym się zmagam. Czy to niskie poczucie własnej wartości, czy może jakiś typ nerwicy, albo początki jakiejś depresji? Myślę, że ważnym jest jeszcze fakt, że moja Mama przez wiele lat cierpiała na nerwicę, a przed śmiercią lekarz rozpoznał u Niej ciężką depresję i stwierdził, że miała ona niebagatelny wpływ na rozwój nowotworu, który był przyczyną Jej śmierci. Nigdy nie miałam zdrowych relacji z Mamą nie mogłyśmy się dogadać, często wmawiała mi, że powiedziałam coś, czego nawet nie miałam na myśli. Pamiętam, że oskarżyła mnie kiedyś o to, że sama popsułam sobie rower, żeby dostać nowy - miałam wtedy chyba 10 lat, a doskonale pamiętam jak krzyczała i biła ścierką do naczyń. Myślę, że moje relacje z Mamą mają bezpośredni wpływ na problemy z jakimi się teraz borykam. Bardzo proszę o odpowiedź. Dziękuję za poświęcony czas. Joanna Z.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niechęć do życia, myśli samobójcze - czy to depresja?

Witam, jestem chłopakiem, niedawno minęło mi 18 lat, ale od dłuższego czasu jest coś ze mną nie tak (około 6 lat, teraz mój problem nasilił się). Czuję się niepotrzebny, nic nie ma sensu; a gdy coś robię prawie zawsze wydaje...

Witam, jestem chłopakiem, niedawno minęło mi 18 lat, ale od dłuższego czasu jest coś ze mną nie tak (około 6 lat, teraz mój problem nasilił się). Czuję się niepotrzebny, nic nie ma sensu; a gdy coś robię prawie zawsze wydaje mi się, że źle zrobiłem (mimo że próbowałem sobie wmówić, że tak nie jest), na przykład widzę kogoś na ulicy z dziewczyną, jak rozmawiają ze sobą to się cieszę ich szczęściem, ale gdy już idę do domu zaraz zaczynam się denerwować, że im wszystko się udaje, a ja jestem niczym (nie mam prawie znajomych, ale to z mojej winy, ponieważ pół życia przesiedziałem w domu przed komputerem, grając w gry sieciowe, mimo że chcę to sobie wytłumaczyć nic mi to nie daje; dodam też, że przestałem grać już około 3 miesiące, ale i tak siedzę przed komputerem), nikt mnie nigdzie nie zaprasza, czasem z kimś piszę przez gg, ale to najczęściej z kimś kto pisze do mnie jak coś potrzebuje. Z zabawą jest tak, że posiedzę chwilę, zaczynam się nudzić i po prostu jak najszybciej chcę jechać do domu... Czy to może być depresja? Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak zwalczyć dystymię?

Witam wszystkich forumowiczów. Wątek chciałbym poświęcić dystymii i sposobom jej leczenia. Mam 32 lata i od okresu dojrzewania borykam się ze stale obniżonym nastrojem. Budzę się rano i po około godzinie aktywności dopada mnie przygnębienie i niechęć do robienia czegokolwiek....

Witam wszystkich forumowiczów. Wątek chciałbym poświęcić dystymii i sposobom jej leczenia. Mam 32 lata i od okresu dojrzewania borykam się ze stale obniżonym nastrojem. Budzę się rano i po około godzinie aktywności dopada mnie przygnębienie i niechęć do robienia czegokolwiek. Inne dolegliwości, które współwystępują to ciągłe zmęczenie, nadmierna senność w ciągu dnia, męczliwość, drażliwość, ale jak to w życiu - obowiązkom trzeba sprostać, tak więc i ja jakoś tam daję radę, jednak bez przyjemności i zadowolenia. Bardzo rzadko mam poczucie satysfakcji z tego co robię zawodowo, czy prywatnie. Zauważyłem również, że od jakiegoś czasu unikam kontaktów towarzyskich. W takim stanie trwam od wczesnej młodości i jestem tym już mocno zmęczony. Nie występują u mnie lęki, myśli samobójcze, czy natrętne myśli. Dodam jeszcze, że parę lat temu zdiagnozowano u mnie dystymie i przeszedłem 1,5 roczną kurację jednak bez oszałamiających efektów. Obecnie chciałbym ponownie podjąć leczenie i stąd ten watek i moje pytania: 1. Jakie preparaty najbardziej nadają się do leczenia dystymii? 2. Czy psychoterapia ma jakikolwiek wpływ w przypadku osoby dorosłej i tak utrwalonych zaburzeń? 3. Jak przebiegało wasze leczenie? 4. Czy przyjmowanie leków przeciwdepresyjnych nie dyskwalifikuje mnie w zawodzie przedstawiciela handlowego, gdyż dużo jeżdżę samochodem? Pozdrawiam wszystkich i życzę wiele zdrowia.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to może być początkowa faza depresji?

Witam, Jestem dosyć młodą osobą - mam zaledwie 15 lat, jednak od pewnego czasu zauważyłam u siebie pewne zmiany, które mogłyby wskazywać na zaburzenia nastroju, depresję. Chciałabym dowiedzieć się, czy moje przypuszczenia są słuszne, a jeśli tak, czy należy podjąć...

Witam, Jestem dosyć młodą osobą - mam zaledwie 15 lat, jednak od pewnego czasu zauważyłam u siebie pewne zmiany, które mogłyby wskazywać na zaburzenia nastroju, depresję. Chciałabym dowiedzieć się, czy moje przypuszczenia są słuszne, a jeśli tak, czy należy podjąć jakieś działanie. Dodam także, iż zapoznałam się z kilkoma tematami o depresji na tym forum, które raczej potwierdzają moje obawy. Wykonałam także test, którego wynik wskazuje 19 punktów w skali depresji Becka, czyli łagodną depresję. Prawdę mówiąc ciężko jest mi wskazać konkretną datę, kiedy zmiany zaczęły się pojawiać. Wydaje mi się jednak, że było to pod koniec wakacji/na początku września tego roku. Najważniejszą zmianą, jaka zaszła w mojej psychice to pojmowanie świata. Ciągle mam wrażenie, że otaczająca mnie rzeczywistość jest zła, że nie ma w niej już dobra i sprawiedliwości, że liczą się tylko ci, którzy mają w świecie "kontakty" oraz tacy, którzy potrafią sobie ustawić innych. Mam także wrażenie, że ludzie, którzy faktycznie starają się coś osiągnąć ciężką pracą zostają uznani za tzw. "frajerów", z których wszyscy inni mają pośmiewisko. Ja sama uważam się za taką "frajerkę"... Inna stała się także dla mnie wizja przyszłości. Kiedyś miałam wiele pomysłów na to, czym będę się zajmować. Teraz nie wyobrażam sobie siebie w żadnym konkretnym zawodzie, ani w związku z kimkolwiek. Po prostu taki obraz jest dla mnie nierealny. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Ostatnio osłabło także moje zainteresowanie nauką, chociaż to jest trochę bardziej "zagmatwane" i postaram się wyjaśnić, o co dokładnie mi chodzi. Kiedyś nauka była dla mnie super ważna. Od 4 klasy stale utrzymuję pierwsze miejsce w klasie pod względem średniej, chociaż ja sama nie uważam się za tak mądrą. Uważam, że to tylko kwestia tego, kogo się ma w klasie, a osoby w mojej są naprawdę nierozgarnięte i mają bardzo olewczy stosunek do nauki, w związku z czym pierwsze miejsce jest utrzymać bardzo łatwo, jednak od pewnego czasu przestało mi na tym aż tak zależeć. Owszem, dalej walczę o pierwsze miejsce, ale nie sprawia to mi już takiej satysfakcji. Teraz nauka stała się obowiązkiem, z którego muszę się wywiązać możliwie jak najlepiej. Jeśli już przy klasie jestem muszę także wspomnieć, że mam z nią bardzo kiepskie stosunki. Dla większości nie istnieję, jedynie wtedy gdy trzeba o coś zapytać, wziąć pracę domową itp. Z resztą wcale mi na nich nie zależy - uważam, że znajomość z tymi ludźmi nie jest nic warta.... W ogóle wszelkie stosunki z ludźmi są dla mnie ciężkie. Ostatnio dostałam ofertę rozdawania ulotek, ale ją odrzuciłam (mimo iż zaproponowała mi ją własna matka). Powody były dwa: 1 - rozdawanie ulotek samemu to żadna frajda, 2 - nie chcę mieć styczności z tymi ludźmi (przechodniami). W szkole nie mam przyjaciół, poza nią - tym bardziej. Całe popołudnia i wolne weekendy przesiaduję w domu robiąc właściwie nic konkretnego. Z nikim się nie spotykam, nie ma nikogo z kim mogłabym szczerze porozmawiać. Można powiedzieć, że moją jedyną "przyjaciółką" jest matka, ale ostatnio nawet na nią zaczęłam się zamykać. Nie mówię jej o moich problemach. Z ojcem w ogóle niewiele rozmawiam. Wszystko co we mnie siedzi, musi siedzieć dalej, bo nie mam komu o tym opowiedzieć. Myślę, że głównym powodem tych wszystkich zmian we mnie jest właśnie samotność... Jestem tego pewna, ale nie staram się nic zmienić. Wiem, że mieście, w którym mieszkam nie spotka mnie nigdy nic dobrego, ale za rok mam nadzieję przeprowadzić się do dziadka, który mieszka w stolicy, chociaż tak naprawdę nie wierzę, aby to coś zmieniło. Właściwie boję się tam zamieszkać. Boję się, że nie będę tam pasować, tak jak nie pasuję tutaj. Myślę, że ta przeprowadzka (o ile do niej dojdzie) nic nie zmieni w moim życiu. W ogóle bardzo stresujące są dla mnie miejsca pełne ludzi (centra handlowe, wszelkie place); zwłaszcza młodych ludzi. Gdy przebywam wśród nich mam wrażenie, że wszyscy na mnie spoglądają, że nie pasuję do nich, że jestem od nich gorsza, mniej fajna. Gdy spoglądam na te wszystkie młodzieżowe grupki, jak świetnie się bawią, jak radośnie spędzają czas, wiem, że jestem nikim. To uczucie zwykle mi towarzyszy. Nie mam żadnej pasji, hobby, nic czemu mogłabym oddać się w całości. Jedynie nauka - taka moja już rutyna, dzięki której wypełniam czas. Szczerze mówiąc, chciałabym już być dorosła i mieć pracę, która zajęłaby resztę mojego życia. To samo każdego dnia, nic ponad to, chociaż coraz częściej od rutyny marzy mi się zniknięcie z tego świata. Nie mówię na razie o samobójstwie, ale o dematerializacji własnego "ja". O niebycie, któremu mogłabym się oddać. Zapomniałam także wspomnieć o poczuciu winy, które mnie czasami dopada, zawsze kiedy w domu wybuchają awantury. Czuję się wtedy, jak gdybym była częścią ich źródła. Przestały mnie zupełnie interesować ich powody, zwykle są takie same, ale to uczucie coraz częściej mnie dopada. Szczególnie, kiedy reaguję "nie tak" na zwierzenia matki. Wtedy narasta też we mnie gniew, spowodowany głównie tym, że ona nie domyśla się o moich "problemów", bo chyba tak można nazwać to co ostatnio przeżywam. Kilka tygodni temu nawet się pocięłam; był to pierwszy raz od trzech lat. Dzisiaj też przeszło mi to przez myśl, ale tego nie zrobiłam. Nie mam pojęcia co mnie od tego odciągnęło, po części może to, że wszyscy byli w domu... Nie wiem. Ok, jeszcze tylko dwie rzeczy i kończę moją opowieść... Chciałam dodać jeszcze tylko, że te nastroje dopadają mnie zwykle tuż po powrocie do domu ze szkoły i wieczorem. W szkole oraz we wszelkich publicznym miejscach zachowuję się dosyć normalnie. Wreszcie, na koniec, chciałam napisać o objawach fizycznych, choć nie wiem czy mają one jakikolwiek związek z tym wszystkim. Oczywiście kiedy mam te swoje podłe nastroje przeważnie towarzyszy mi lekki ból głowy i otępienie oraz coraz częściej zmęczenie. Dosyć często występuje u mnie także wieczorny ból kolan, chociaż to ponoć rodzinne, ale na wszelki wypadek wspominam o tym. I teraz pragnę powrócić do głównej myśli tematu - czy to może być wstępna faza depresji czy tylko usprawiedliwianie ewentualnego lenistwa? Cóż nie powiem, zależy mi na tym, ponieważ chciałabym wiedzieć czy naprawdę mogę zachorować na depresję czy tylko użalam się nad sobą i swoją beznadziejną osobą? Z góry dziękuję za przeczytanie i odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moja mama ma nawrót depresji - jak jej pomóc?

Witam!   Od miesiąca moja matka po raz kolejny wpadła w ciężką depresję (miała już ją 2 razy za każdym razem odkładała leki, ponieważ jak to mówiła "w pełni wyzdrowiałam"). Pierwszy raz wpadła w tę chorobę tuż po śmierci swojego...

Witam!   Od miesiąca moja matka po raz kolejny wpadła w ciężką depresję (miała już ją 2 razy za każdym razem odkładała leki, ponieważ jak to mówiła "w pełni wyzdrowiałam"). Pierwszy raz wpadła w tę chorobę tuż po śmierci swojego ojca. Objawiało się to tym, że koniecznie chciała znaleźć prace, gdyż nie miała zajęcia (od ślubu z ojcem nie pracuję, jest na rencie, dawniej przeżyła wiele chorób, np: niedoczynność tarczycy, która spowodowała śmierć kliniczną oraz wszczepienie protezy na kolano). Do tego dochodziły również brak apetytu, bezsenność oraz ciągłe przygnębienie. Udało się jej "wyleczyć" dzięki wizycie w szpitalu psychiatryczny (była tam około miesiąc). Przez około rok czasu wszystko było OK, lecz objawy ponownie powróciły z mnożoną siłą, zapewne przez odrzucenie leków. Bez namysłu ojciec zawiózł ją z powrotem do szpitala, jednak ponad 1,5 miesięczny pobyt nie przyniósł żadnych efektów. Z pomocą przyszli jednak przyjaciele rodziny, którzy załatwili mamie wizytę u specjalisty we Wrocławiu. Już po pierwszej wizycie mama powoli "wracała do siebie". Po kilu wizytach była już pewna tego, że jest zdrowa dlatego też nie zjawiała się na kolejne wizyty u lekarzy oraz, co najgorsze, odrzuciła leki (było to dokładnie w czerwcu 2009). Na co dzień moja matula to dusza towarzystwa, ma licznych znajomych, aktywnie działa społecznie i chyba właśnie to doprowadziło do zazdrości nie których ludzi z mojej wioski (bez powodu obgadywali moją mamę, szydzili z niej i zza plecami obgadywali). Kiedy te informacje doszły do mojej mamy, ta strasznie się przejęła co doprowadziło ja do depresji. Ojciec wraz z reszta rodziny po rozmowie z mamą zawieźli ją już 3 raz do szpitala psychiatrycznego. A objawy tej "3" depresji były takie same jak w poprzednich z tym, że doszło przejmowanie się tym "co ludzie powiedzą". W jaki sposób jako syn mogę jej pomóc? Mojej mamie rady i szczera rozmowa mogą naprawdę dużo dać.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam coraz mniej sił - co robić?

Mam 19 lat, jednak czuje się jak ktoś stary, znudzony wszystkim, jak ktoś kogo ma już nic dobrego nie spotkać. Mam wprawdzie wspaniałą rodzinę i oni są moim jedynym oparciem, ale ja bardzo się zmieniłem. Gdy chodziłem do gimnazjum byłem...

Mam 19 lat, jednak czuje się jak ktoś stary, znudzony wszystkim, jak ktoś kogo ma już nic dobrego nie spotkać. Mam wprawdzie wspaniałą rodzinę i oni są moim jedynym oparciem, ale ja bardzo się zmieniłem. Gdy chodziłem do gimnazjum byłem radosny, pełny entuzjazmu, miałem mnóstwo entuzjazmu, podobałem się dziewczynom, miałem głęboką chęć do życia. Codziennie rano budziłem się z ciekawością co przyniesie mi dzień. Zmieniło się już to w liceum, gdzie zacząłem mieć problemy z nawiązywaniem kontaktów, kompletnie nie radziłem sobie z uczuciami i emocjami. O dziwo zdałem nieźle maturę i dostałem się na studia, jednak moje samopoczucie jest dużo gorsze. Czuję, że przechodzę koło swojego życia bokiem. Zaniedbuję naukę, na uczelni idzie mi coraz gorzej i jakoś dziwnie mnie to nie martwi. Coraz gorzej mi idzie także w sporcie, który uprawiam, być może dlatego, że już mnie gra tak nie cieszy. Najgorzej jednak jest z życiem społecznym. Niby mam znajomych, ale z nikim nie mogę zawrzeć bliższej znajomości. Nie mam przyjaciół, nie chodzę na żadne imprezy, nigdy nie miałem dziewczyny, nie całowałem się itp. Czuję jakbym nie był wart. I czuję wstyd przed sobą i straszne obrzydzenie. Próbuję się jeszcze łudzić, że te uczucia, zdarzenia jeszcze kiedyś przyjdą, ale dni, lata lecą, a tu właściwie nic się nie zmienia. Co chwilę próbuję zacząć wszystko od początku, jednak mam na to coraz mniej siły.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam się zabić?

Od paru lat, jakichś 3, tnę się. Przeżyłam 3 rozczarowania, po których naprawdę myślałam o śmierci, ale nie odważyłam się tego zrobić - czy mam dalej o tym myśleć, czy mam sobie odpuścić? Proszę o odpowiedź
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co robić, aby uniknąć depresji w pracy?

Zawsze w pracy miałem depresją, a w szczególności gdy bylem sam na zmianie i wtedy to czułem, że wszystkie czynności, które miałem wykonywać przerastały moje siły psychiczne. Obecnie mam depresję związaną z ostatnim zatrudnieniem. Chodzę na oddział dzienny psychiatryczny...

Zawsze w pracy miałem depresją, a w szczególności gdy bylem sam na zmianie i wtedy to czułem, że wszystkie czynności, które miałem wykonywać przerastały moje siły psychiczne. Obecnie mam depresję związaną z ostatnim zatrudnieniem. Chodzę na oddział dzienny psychiatryczny i jestem na lekach. Moje pytanie brzmi: co robić by nie popadać w depresje w zakładzie pracy, gdyż często mi się to zdarzało.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja

Dlaczego nie czuję się dobrze, pomimo leczenia psychiatrycznego?

Witam, leczyć zaczęłam się już w liceum, gdzieś od 17 roku życia, teraz mam 24, wtedy to pani doktor rozpoznała i zapisała mi leki na odrealnienie. Teraz mam rozpinanie schizofrenii z depresją. W ciągu tych siedmiu lat przerywałam leczenie, po...

Witam, leczyć zaczęłam się już w liceum, gdzieś od 17 roku życia, teraz mam 24, wtedy to pani doktor rozpoznała i zapisała mi leki na odrealnienie. Teraz mam rozpinanie schizofrenii z depresją. W ciągu tych siedmiu lat przerywałam leczenie, po 4 latach ciągłego brania rożnych leków odłożyłam je, dobrze się poczułam, miałam dużo energii i chęci do życia. Później, po 8 miesiącach niemiła przygoda sprawiła, że znowu zaczęło się coś dziać, pojawił mi się stan depresyjny, nie chciałam się podnieść z łóżka, nie umiałam reagować, nie odpowiadałam nic gdy mama mnie o coś pytała - trafiłam do szpitala. Teraz niby ten stan minął, ale w ogóle nie czuję się szczęśliwa, radosna, nie potrafię się niczym zająć, tylko wciąż się zamartwiam. Moje objawy to m.in odrealnienie, depresja, szumy w głowie, kiedyś miałam stwierdzony brak lordozy w odcinku szyjnym, czuję się otępiała emocjonalnie i umysłowo, czuję, że moja pamięć i koncentracja jest bardzo słaba, mam jakby przyćmienie umysłu, widzę jakby przez mglę, bolą mnie gałki oczne, drżą ręce. Miałam robione badania hormonalne, badaną prolaktynę, estrogeny i androgeny, badania na pasożyty, tk, badanie siodełka tureckiego oraz rtg jamy brzusznej - nic te badania nie wykazały, wszytko jest w porządku. Od ponad miesiąca biorę też przepisane przez lekarza leki - jak mówił to są leki odżywcze, lecz czuję, że one też słabo mi pomagają. Teraz zleca mi rezonans, nie wiem czy jest sens wydawania tylu pieniędzy, ale generalnie dla mnie zdrowie nie ma ceny, mogłabym wydać wszystkie oszczędności, obym tylko czuła się dobrze. Odrealnienie zaczęło mi się w liceum, wtedy to pomyliłam leki, zaczęłam mieć mroczki przed oczami, potrójne widzenie - przez 5 dni brałam ten lek, później aż takie problemy z widzeniem minęły, ale mam ciągle odrealnienie i szumy. Dodam, że już od dziecka czuję się inna, dziwna, otępiała. Bardzo proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co mam zrobić z depresją, wybuchowością i myślami samobójczymi?

Mam 19 lat. Mam napady głębokiej depresji, nieznośnie wahania nastroju, nie potrafię panować nad sobą. Z godziny na godzinę zmieniam się ze złośliwego furiata w cichego, płaczliwego człowieka z beznadziejnie głęboką depresją. Nie panuję nad sobą. Z czasem nauczyłem...

Mam 19 lat. Mam napady głębokiej depresji, nieznośnie wahania nastroju, nie potrafię panować nad sobą. Z godziny na godzinę zmieniam się ze złośliwego furiata w cichego, płaczliwego człowieka z beznadziejnie głęboką depresją. Nie panuję nad sobą. Z czasem nauczyłem się wybuchać tylko w samotności. Pragnę towarzystwa i wsparcia, ale gdy tylko ktoś chce mi pomóc uciekam i zamykam się w sobie. Cierpienie przełożyło się na głodówkę, autoagresję. Nienawidzę ludzi jednocześnie wiedząc, że tylko bliskość może mi pomóc. Nie wiem kim jestem, już zapomniałem jaki mam być, jaki chcę być. Te zmiany nastroju a raczej całego charakteru stają się coraz bardziej nieznośne. Od kilku dni myślę o samobójstwie z taką samą siła jak o tym, że chcę pomocy. Jestem teraz w beznadziejnym stanie, wizytę mam na 7 stycznia, nie wiem czy wytrzymam. Wstydzę się zdzwonić na jakieś linie zaufania, a tym bardziej powiedzieć o moim problemie najbliższym. Najgorsze jest, że oni widzą jak nieraz się zachowuje. Nie reagują w ogóle. Staram się kryć wszystko w czterech ścianach pokoju. Mam nieraz takie napady, że naprawdę boję się o swoje życie. Jeśli będę na skraju załamania to czy mogę się po prostu zgłosić do szpitala? Takiego normalnego - w moim mieście nie ma szpitala psychiatrycznego.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak odnaleźć sens życia?

Po co żyć?! No po to, by być szczęśliwym, no ale ja nie mam szczęścia. Co mam zrobić? Powiesić się? Żyletka przestaje pomagać, a w tym domu mogę zwariować, nikt mnie tu nie rozumie. Nie daję rady, nie mam siły...

Po co żyć?! No po to, by być szczęśliwym, no ale ja nie mam szczęścia. Co mam zrobić? Powiesić się? Żyletka przestaje pomagać, a w tym domu mogę zwariować, nikt mnie tu nie rozumie. Nie daję rady, nie mam siły do życia, myślę o samobójstwie. Co mam zrobić żeby wreszcie dojść do sensu tego szarego, nudnego, strasznego bolesnego, okrutnego życia?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dr n. med. Dariusz Pysz-Waberski
Dr n. med. Dariusz Pysz-Waberski

Ból mięsni, obniżenie nastroju - co się ze mną dzieje?

Witam! Od ponad 2 lat dokuczają mi bóle mięśni. Występują one przy wykonywaniu obojętnie jakich czynności. Im cięższe zajęcie, tym większy ból. Gdy nic nie robię to nie odczuwam bólu. Pracuję fizycznie, dlatego jest to dla mnie trudne do zniesienia,...

Witam! Od ponad 2 lat dokuczają mi bóle mięśni. Występują one przy wykonywaniu obojętnie jakich czynności. Im cięższe zajęcie, tym większy ból. Gdy nic nie robię to nie odczuwam bólu. Pracuję fizycznie, dlatego jest to dla mnie trudne do zniesienia, choć z czasem zacząłem się do tego przyzwyczajać. Kiedyś także mniej spałem, a teraz mogę nawet do godziny 11. Byłem bardzo dużym optymistą, a teraz całkowicie spadłem na ziemie. Mam narzeczoną, niczego nam nie brakuje i dobrze nam razem, ale w sobie mam smutek przez to co się ze mną dzieje i mało kiedy się uśmiecham. Proszę o jakąś poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Życie jest bez sensu - depresja czy nerwica?

Mam 26 lat i jestem świeżo upieczonym mężem (ponad 4 miesiące). Ukończyłem studia techniczne, mam wymarzoną żonę, zdrowie fizyczne i to chyba tyle. Ale po co mi to wszystko? Nie potrafię się cieszyć życiem, dniem codziennym. Nie mam pracy, ponieważ...

Mam 26 lat i jestem świeżo upieczonym mężem (ponad 4 miesiące). Ukończyłem studia techniczne, mam wymarzoną żonę, zdrowie fizyczne i to chyba tyle. Ale po co mi to wszystko? Nie potrafię się cieszyć życiem, dniem codziennym. Nie mam pracy, ponieważ mam wysokie ambicje i nie mogę znaleźć takiej, która by mi odpowiadała. Wiem, że głupi nie jestem, a jednak nie potrafię sobie z tym poradzić. Oto moje "wady": strach przed podejmowaniem nowych działań życiowych, wyzwań, zmian; strach przed skrzywdzeniem swoich bliskich (żony, mamy itp.) - choć nic złego im nie robię to ciągle mam myśli, że na pewno są źli na mnie za to czy tamto (chociaż mówią, że nie są); brak radości z życia - nie czuję żadnych radości, cokolwiek będę robił tylko przygnębienie, dół i brak sensu wszystkiego; niechęć do życia, w głowie ciągle tylko dopatruje się sensu, po co w ogóle żyję, tylko utrudniam innym, zastanawiam się po co moje życie się toczy skoro nie potrafię czerpać z niego żadnych przyjemności i radości, żyć tylko po to żeby doczekać starości i umrzeć to jest bezsensu. Od kilku lat nie widzę sensu mojego istnienia, po co to się w ogóle toczy, życie człowieka w moim mniemaniu jest bez sensu, bo wszystko co ludzkie i ziemskie jest bez sensu! Nic mi się nie chce. Boję się kłaść spać, ponieważ następnego dnia odczuwam to co poprzedniego, czyli smutek i przygnębienie od samego rana, żadnej energii do działania i życia. Gdy nadchodzi wieczór to się troszkę nastrój poprawia i chociażby mam siłę żeby napisać o moim problemie. Nienawidzę kłaść się spać, ponieważ każdy dzień wygląda tak samo, tak jakbym się w nocy cofał w czasie. Wieczorami staram się przedłużyć czas siedząc bezsensownie na kompie czy oglądając TV. Całe życie ojciec wmawiał mi, że nie nadaje się do niczego, że nic nie umiem chociaż miałem dobre oceny w szkole i byłem też niezłym sportowcem. Teraz jego już nie ma, a ja nie potrafię sobie poradzić z moją zepsuta psychiką. Nikt mnie nie rozumie, ponieważ słyszę od żony i mamy słowa, żebym się za siebie wziął, żebym sobie poradził tak czy inaczej. Żebym przestał się martwić. Dla mnie życie to jeden wielki stres, lęk i dół, tylko marnuje czas swój i moich bliskich. Zapewne dostanę odpowiedź, żeby iść do psychiatry, lub inne cudowne porady. Ehhh, bezsensu to wszystko.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy moja najlepsza przyjaciółka ma depresję?

Mam bardzo dobrą przyjaciółkę, przyjaźnimy się od siedmiu lat. Nie ma rzeczy, której bym o niej nie wiedziała. Niestety, ostatnio dzieje się z nią coś dziwnego. Cały czas jest przygnębiona, ma straszne huśtawki nastrojów, nic jej się nie chce, a...

Mam bardzo dobrą przyjaciółkę, przyjaźnimy się od siedmiu lat. Nie ma rzeczy, której bym o niej nie wiedziała. Niestety, ostatnio dzieje się z nią coś dziwnego. Cały czas jest przygnębiona, ma straszne huśtawki nastrojów, nic jej się nie chce, a za swój zły nastrój najczęściej obwinia rodzinę czy mnie. Wiele razy zwierzała mi się z tego, że nie chce jej się żyć, że żałuje, że się urodziła, że rodzice ją wkurzają, nikt jej nie rozumie i nikt jej nie akceptuje, a ja nie staram się jej pomóc, że nie zachowuję się poważnie, gdy ona tego oczekuje. Nie potrafię z nią już rozmawiać. Wszystko co powiem czy zrobię, jest dla niej złe, przyprawia ją to o załamanie, często po naszym spotkaniu wychodzi i siedzi w samotności. Gdy się spotykamy, ona często się gdzieś kładzie i leży załamana, smutna. Nie wiem co jej jest. Czy ona ma depresję? Bardzo proszę o pomoc, nie wiem co mam zrobić!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Wiem, że któregoś dnia na pewno coś sobie zrobię. Co się ze mną dzieje?

Witam, mam 18lat. Od pewnego czasu jestem bardzo nerwowa, gdy np. dowiem się po fakcie o czymś, co dla mnie jest istotne, wpadam w furię, krzyczę, płaczę, mam myśli samobójcze - wiem, że moje otoczenie strasznie to męczy, ale ja...

Witam, mam 18lat. Od pewnego czasu jestem bardzo nerwowa, gdy np. dowiem się po fakcie o czymś, co dla mnie jest istotne, wpadam w furię, krzyczę, płaczę, mam myśli samobójcze - wiem, że moje otoczenie strasznie to męczy, ale ja nie potrafię przestać. Mam kilka problemów, ale ma je każdy. Nigdy podczas kłótni czy nawet zwykłej rozmowy nie płakałam, z reguły nigdy nie płakałam, ale teraz jest inaczej - nawet jak mi chłopak powie, że mnie kocha, ja potrafię się z tego powodu popłakać. Nie daje sobie z tym rady. Wiem, że któregoś dnia na pewno coś sobie zrobię, bo nie wytrzymam już. Dodam, że mój tata ma nerwicę, ale nigdy nie miał takich lub chociaż w połowie podobnych objawów do moich. Proszę o pomoc - ja naprawdę się z tym strasznie męczę i długo tak dalej nie pociągnę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja
Patronaty