Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Czy można samodzielnie wyleczyć depresję?

Mam na imię Klaudia i mam 14 lat. Zachowania typu obniżone samopoczucie, niechęć do życia, zobojętnienie, problemy z komunikacją itd. nękają mnie już od 7-8 lat. Od rozwodu rodziców. Chyba właśnie to jest powodem choroby. Zazwyczaj zachowuje się...

Mam na imię Klaudia i mam 14 lat. Zachowania typu obniżone samopoczucie, niechęć do życia, zobojętnienie, problemy z komunikacją itd. nękają mnie już od 7-8 lat. Od rozwodu rodziców. Chyba właśnie to jest powodem choroby.

Zazwyczaj zachowuje się jak osoba, która ma depresję, ale czasami (2 razy na miesiąc lub rzadziej na krótki czas) zachowuję się jak normalna dziewczyna. Nazywam to napadami adrenaliny. Mam częste napady płaczu z głupich powodów, np. mama obiecała pójść ze mną do sklepu, ale nie dotrzymała słowa lub ktoś obiecał, że załatwi sprawę, a później nie dotrzymał słowa. Często wieczorem myślę sobie o całym moim życiu i zaczynam płakać. Nie myślę o samobójstwie, ale zastanawiam się nad tym co by było gdybym umarła. Mieszkam z mamą, tata się wyprowadził. Oni raczej nie mają pojęcia o mojej chorobie.

Nie chcę spotkać się z psychologiem, bo wtedy dowiedzieli by się o tym moi rodzice, a tego nie chcę. Chodzi mi o jakąś terapie ziółkami czy czymś takim na własną rękę, tak by nikt nie musiał o tym wiedzieć. Istnieje taka możliwość?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy moja mama ma depresję?

Witam, moja mama nigdy nie była przez rodziców wspierana, jej rodzeństwo także jej nie wspiera, wręcz odwraca ogonem i udaje, że to wszystko jej wina, a nie ich, co w rzeczywistości jest na odwrót, rodzice umarli, wszystkie pieniądze odziedziczyli oni....

Witam, moja mama nigdy nie była przez rodziców wspierana, jej rodzeństwo także jej nie wspiera, wręcz odwraca ogonem i udaje, że to wszystko jej wina, a nie ich, co w rzeczywistości jest na odwrót, rodzice umarli, wszystkie pieniądze odziedziczyli oni. Moja mama płacze po nocach, siedzi cały czas, patrzy w jeden punkt lub gapi się w telewizor, jeszcze ugotuje obiad, do pracy nie chodzi, bo jest na emeryturze, coraz ciężej widzę radzi sobie z tym wszystkim, nie poznaję jej - robi się taka cicha, a wcześniej zawsze promieniowała energią, teraz mówi ciągle, że jej smutno, że jej życie to porażka i ogólnie mówi, że już sobie nie radzi i płacze. Błagam, pomóżcie - mieszkam z nią sama i nie mogę na to powoli patrzeć. Czy to już depresja? Czy wysłać jakoś ją do psychologa? Jak ją na to namówić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak możemy pomóc mamie?

Witam, mam problem z mamą. Ma 47 lat. Nie pracuje, nic nie robi. Mam wrażenie, że poddała że życiowo. Nic jej nie cieszy. Tak jest od kilku miesięcy. Starałam się z nią rozmawiać, ale nie odniosło to żadnych skutków. Mój...

Witam, mam problem z mamą. Ma 47 lat. Nie pracuje, nic nie robi. Mam wrażenie, że poddała że życiowo. Nic jej nie cieszy. Tak jest od kilku miesięcy. Starałam się z nią rozmawiać, ale nie odniosło to żadnych skutków. Mój tata nie żyje od 18 lat. Mama miewała już takie stany, ale z nich wychodziła sama. Na pomoc rodziny liczyć nie mogę. Wszystko jest dla niej problemem, nawet podstawowe czynności, które wykonuje się w domu. Z dnia na dzień mam wrażenie, że jest z nią coraz gorzej. Nie wiemy z siostrą co robić.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie czuję tego, że chcę żyć. To da się zmienić?

Choruję na depresję od 2 lat, w międzyczasie stawiano mi diagnozy borderline, CHAD, DDA, SLAA... Miałam okres manii i poza nim regularnie brałam leki, od 2 miesięcy przechodzę terapię, stać mnie tylko na jedną wizytę w tygodniu, bo przez depresję...

Choruję na depresję od 2 lat, w międzyczasie stawiano mi diagnozy borderline, CHAD, DDA, SLAA... Miałam okres manii i poza nim regularnie brałam leki, od 2 miesięcy przechodzę terapię, stać mnie tylko na jedną wizytę w tygodniu, bo przez depresję coraz gorzej pracuję.

Mam ciężko chorą rodzinę, nie będę pisała co dokładnie im jest, ale jak na razie towarzyszę im w odchodzeniu i żegnaniu się z życiem i tu jest chichot losu, bo ja nie chcę żyć, a mam zdrowe ciało - oni chcą żyć, a są chorzy.... Mam chłopaka, cudownego czułego mężczyznę, który z całych sił o mnie dba i mimo tego, że się z nim spotykam, jestem, chodzę do pracy, normalnie spotykam się z ludźmi, rodziną coraz bardziej nie chcę żyć...

Od jakiegoś czasu w internecie szukam tylko informacji o samobójstwach, o sposobach, metodach, o tym jak inni to zrobili i coraz bardziej w mojej głowie kłębi się myśl o tym by to zrobić - wiem już nawet jak, tylko nie mogę skrzywdzić teraz i tak ciężko dotkniętej cierpieniem rodziny. Nie pomagają mi leki (zmieniane kilkakrotnie) ani terapia (za dużo problemów na raz, a we mnie to wszystko rośnie coraz bardziej) ani otoczenie kochających osób (chłopak, rodzina) ani praca, ani hobby, ani rzeczy którekolwiek cieszyły mnie wcześniej...

Nie mogę otwarcie sobie nic zrobić - pociąć się by dać upust swojej agresji względem siebie, więc robię to w inny sposób, bardzo się zaniedbałam w kwestii wyglądu i higieny, wokół mnie jest coraz więcej brudu i śmieci, coraz więcej rzeczy, które odkładam na bok na wieczne nie wykonanie i coraz gorzej mi z tym, bo nie umiem się wziąć w garść, bo po prostu tego nie chcę, czuję się taka zmęczona tym życiem, proszę niech ono już się skończy :( Co mam zrobić, by poprawić chociaż chwilowo ten stan, by nie rzucić się pod pociąg choć bardzo tego chcę?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Nie mam ochoty żyć. Dlaczego taka jestem?

Witam! Mam 25 lat i wychowuję 2 synków - 3 latka i 6-miesięcznego. Od 3 lat siedzę z dziećmi w domu i się nimi opiekuję. Mój problem pojawił się już jak miałam ok. 16 lat, chciałam umrzeć przez kłótnie w...

Witam! Mam 25 lat i wychowuję 2 synków - 3 latka i 6-miesięcznego. Od 3 lat siedzę z dziećmi w domu i się nimi opiekuję. Mój problem pojawił się już jak miałam ok. 16 lat, chciałam umrzeć przez kłótnie w domu rodzinnym, brak miłości od najbliższych, ciągłe krytykowanie i porównywanie do starszego brata:(.

2,5 roku temu przeprowadziłam się w obce miejsce, gdzie nie mam żadnych znajomych i mieszkam ok. 20 km od przyjaciół. Do południa przesiaduję w domu sama i robię wszystko to co mój mąż powinien zrobić, ale często go nie ma, ponieważ jeździ do swoich rodziców i samą mnie zostawia. Coraz częściej mnie wszystko denerwuje. Pomimo, że nie chcę się wyżywać na dzieciach to niestety robię, krzyczę na nie:((. Płaczę po nocach, boję się wszystkiego i w ogóle nie chcę wychodzić do ludzi:((. Przestałam mieć zainteresowanie seksem. Nie mam ochoty żyć, ale jedyną rzeczą, która mnie powstrzymuje przed tym są moje aniołki, które najbardziej na świecie kocham.

Najgorsze jest to, że mój mąż kiedyś był zupełnie inny, troskliwy, a teraz nic, zero uczuć - jak płaczę to na mnie krzyczy, żebym przestała ryczeć:/, nie chcę się w ogóle odzywać i milczę:(. Widzę, że się coś niedobrego ze mną dzieje, ponieważ kiedyś byłam radosna, szczęśliwa, uwielbiałam towarzystwo, wychodzić do ludzi, bawić się, a teraz marzę, aby chociaż trochę zająć się sobą:(( Proszę o pomoc! Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Czy możliwe, że to początki depresji?

Mam 16 lat. Od pewnego czasu nic mi się nie chcę. Muszę się uczyć, ale nie potrafię, wiem że muszę, ale coś w środku mówi „nie”. Rano wstaję zmęczona chodź chodzę wcześnie spać (śnią mi się koszmary, niekiedy mam...

Mam 16 lat. Od pewnego czasu nic mi się nie chcę. Muszę się uczyć, ale nie potrafię, wiem że muszę, ale coś w środku mówi „nie”. Rano wstaję zmęczona chodź chodzę wcześnie spać (śnią mi się koszmary, niekiedy mam bezsenne noce) Nic mi się nie udaje, często z tego powodu płacze. Chodzę codziennie zła. Nie wiem co zrobić, żeby było lepiej... Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Chcę pokonać depresję. Co mam robić?

Witam, mam 18 lat i od mniej więcej 4-5 lat cierpię na coś rodzaju depresji, choć nie jestem do końca pewna czy to jeszcze choroba czy już część mojego charakteru, bo już nie pamiętam, jaka byłam wcześniej. Mam lepsze i...

Witam, mam 18 lat i od mniej więcej 4-5 lat cierpię na coś rodzaju depresji, choć nie jestem do końca pewna czy to jeszcze choroba czy już część mojego charakteru, bo już nie pamiętam, jaka byłam wcześniej.

Mam lepsze i gorsze dni, jednak od pewnego czasu przeważają te gorsze. Jest to głównie związane z tym, że jestem w klasie maturalnej i wszyscy, a przede wszystkim sama ja, wymagają ode mnie, abym wiedziała, co chcę robić w życiu, a przynajmniej po ukończeniu szkoły. Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie, gdyż nic mnie nie interesuje, nic nie sprawia radości, nie jestem w niczym dobra. To dodatkowo sprawia, że nie mam w ogóle motywacji i siły do nauki.

Chciałabym coś z tym zrobić, ale nie potrafię. Do tego czuję się bardzo samotna, nie mam osoby, z którą mogłabym szczerze porozmawiać. Nie stać mnie nawet na wizytę u psychologa czy psychiatry, a nie chcę prosić rodziców o pieniądze, gdyż sami są w nienajlepszej sytuacji materialnej, poza tym wolę im nie zawracać głowy moimi problemami, i tak już mam wyrzuty sumienia, że mają taką córkę jak ja.

Nie wiem, jak mam sobie pomóc, jak zmotywować się do nauki i jakoś zdać maturę, nie wiem, jak znaleźć w sobie choć trochę siły, żeby jakoś przetrwać to "życie". Ostatnio brakuje mi nawet sił, żeby płakać. Co mam robić?

odpowiada 4 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Urszula Sokalska-Goleń
Mgr Urszula Sokalska-Goleń
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka

Jak pomóc siostrze chorej na depresję?

Moja siostra od 4 lat mieszka z rodzicami w małym mieście. Ma 32 lata, nie jest w żadnym związku. Wróciła z Warszawy po studiach i po pracy i od 4 lat próbuje "dojść do siebie", ale wszystko się pogarsza. Siostra...

Moja siostra od 4 lat mieszka z rodzicami w małym mieście. Ma 32 lata, nie jest w żadnym związku. Wróciła z Warszawy po studiach i po pracy i od 4 lat próbuje "dojść do siebie", ale wszystko się pogarsza. Siostra przestała wychodzić z domu 2 lata temu.Zawsze była powolna, ma problemy z tarczycą, ale problemem jest wyjście z domu, tzn. wybranie się.

Zawsze była powolna i dokładna, ale to, co się dzieje teraz przerosło ludzkie pojęcie. Jej dzień wygląda tak, że wstaje około godziny 15, tzn. wychodzi ze swojego pokoju o tej godzinie, ponieważ budzi się wcześniej, ale ma gonitwę myśli. Siedzi i myśli, nie wiadomo o czym. Nie ma żadnych obowiązków, nie pracuje, nie pomaga w domu, nic. Ale musi wszystko przemyśleć. Około 15-16 schodzi do kuchni napić się kawy. Codziennie pije tyle samo i je to samo i w tych samych ilościach - tylko po to, by nie myśleć co ma wypić, co ma zjeść, ten problem jej wtedy odpada. Potrafi tak siedzieć w kuchni 3-4 godziny i myśleć. Czy kromka chleba jest równo postawiona, czy dobrze, że nalała 3/4 kubka czy może lepiej było nalać pół. Jeżeli już upora się z tym to idzie do siebie i myśli. I tak jej mija do 3-4 nad ranem. Zwykłe umycie głowy, to jest wyczyn, ostatnio zbierała się do umycia głowy ponad miesiąc - wstyd się przyznać, ale już zapach był nie do zniesienia.

Przepraszam, że tak piszę, ale chciałabym w sposób jak najbardziej obrazowy to wszystko napisać. Dodam, że siostra jest wszystkiego świadoma. Chciałaby się wyleczyć, ale nie radzi sobie z tym, by wyjść do lekarza. Dla niej wybranie ubrania to problem, który jest nie do pokonania. Jak ma ustalone coś na konkretną godzinę, to jeszcze problem się podwaja, dochodzi stres, trzęsące się ręce. W domu chodzi cały czas w tym samym ubraniu, żeby nie myśleć co ma ubrać. Jest złośliwa i opryskliwa, wszystko jej nie pasuje. Nie wiemy co robić. Ona wybiera się do lekarza, ale tak mija kolejny miesiąc i nie daje rady. Miała już umówione dwie wizyty, ale nie dała rady się wybrać. Mieszkamy w małym mieście, rodzice są oboje chorzy na raka i niestety oni sami wymagają opieki, a wychodzi tak, że to oni muszą się siostrą opiekować.

Ona jest w pełni sprawna, rozmawia się z nią normalnie, doskonale zdaje sobie sprawę, że musi się leczyć i jak sama mówi nie nawiedzi siebie za to jaka jest. I robi sobie na złość: jeśli np. coś sobie zaplanuje, a jej to nie wyjdzie, to jest na siebie wściekła, a z tej wściekłości rodzi się to, że dalej nic nie robi i z tego powodu jest wściekła jeszcze bardziej i tak kółko się nakręca. Siostra ma też zaburzenia miesiączkowania. Miała zrobić badania tarczycy, ale nie daje rady wyjść na te badania, to wszystko ją po prostu przerasta. Ja mieszkam w Gdańsku, chciałam tam jej znaleźć lekarza, ale wyjazd jej gdziekolwiek nie wchodzi w grę. Mam małego synka i nie mogę być u rodziców non stop, ale nie wiem jak jej pomóc.

Proszę o radę, czy spotkała się Pani z takim bądź podobnym przypadkiem. Jak jej możemy pomóc? Czy można w jakiś sposób zdiagnozować to, na co cierpi moja siostra? Przepraszam za bardzo chaotyczną wypowiedź, ale trafiłam tutaj na forum dopiero teraz, bo szukam, czytam i nie wiem co robić. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moje życie jest beznadziejne. Jak to mogę zmienić?

Mam 16 lat. W tym roku poszłam do liceum. Nie wiem co robić z moim życiem. Zacznę od początku. Wszystko zaczęło się gdy poszłam do gimnazjum, z jedną koleżanką. Nie wiem dlaczego odgrodziłyśmy się od innych, stwarzając sobie nasz mały...

Mam 16 lat. W tym roku poszłam do liceum. Nie wiem co robić z moim życiem. Zacznę od początku. Wszystko zaczęło się gdy poszłam do gimnazjum, z jedną koleżanką. Nie wiem dlaczego odgrodziłyśmy się od innych, stwarzając sobie nasz mały własny świat. Już wtedy zaczęłam mieć myśli samobójcze, moje życie zaczynało tracić sens.

Wszystko zmieniło się w 3 klasie, zaczęłam być lubiana znalazłam przyjaciół. Teraz kontakt znów się urwał, po prostu olewają mnie. W liceum jestem roześmiana i lubiana. Należę do samorządu szkolnego, jestem wyznaczana do ważnych zadań. Lecz gdy nadchodzi weekend, nie mam co robić. W końcu ile się można uczyć? Siedzę sama w domu, i płaczę. A potem znowu zaczyna się tydzień. Znów jestem potrzebna, otaczają mnie ludzie, nie czuję się samotna. Nie mam żadnych zainteresowań. W niczym nie jestem dobra. Ostatnio zaczęłam myśleć o wolontariacie, może wreszcie zaczęłabym być komuś potrzebna. Kilka osób powiedziało mi, że dobrze dogaduję się z dziećmi. Tak naprawdę dobrze dogaduję się ze wszystkimi. Ludzie mnie lubią, ale chyba nie umiem stworzyć z nimi stałych związków. Przez tą samotność naprawdę czuję się pusta. Nie mam co robić. Nawet moja babcia, martwi się o mnie, powtarzając, że spędzam w domu najlepsze lata mojego życia.

A jeśli to prawda? Nie wiem czy to ze mną jest coś nie w porządku, czy po prostu nie znalazłam jeszcze ludzi, z którymi mogłabym się zaprzyjaźnić. Dodatkowo zdałam sobie sprawę, że mam zaniżone poczucie własnej wartości. Mój kolega z klasy uświadomił mi, że cały czas powtarzam, że jestem głupia. Również mniej zaczynam lubić ludzi, którzy mówią, że jestem bardzo ładna. Po prostu tracę do nich szacunek. Nie wiem co mam robić, nie mogę poradzić sobie z moimi myślami. Coraz częściej zaczynam myśleć o samobójstwie. Powstrzymuje mnie tylko myśl o mojej rodzinie. Naprawdę ich kocham i nie chcę ich zranić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy w wieku 13 lat mogę mieć depresję?

Witam serdecznie! Mam na imię Marta i mam 13 (rocznikowo 14) lat. Nie potrafię sprecyzować od jakiego czasu dokładnie dzieje się ze mną coś niedobrego. Zacznijmy może od tego, że moja mama chorowała na depresję. Teraz jest już lepiej (wymodliłam...

Witam serdecznie! Mam na imię Marta i mam 13 (rocznikowo 14) lat. Nie potrafię sprecyzować od jakiego czasu dokładnie dzieje się ze mną coś niedobrego. Zacznijmy może od tego, że moja mama chorowała na depresję. Teraz jest już lepiej (wymodliłam jej zdrowie, to już inna historia), wciąż zażywa leki, jednak wróciła już do pracy i widać znaczącą poprawę.

W wieku 12 lat dojrzałam emocjonalnie. Zaczęłam sobie zadawać różne pytania na temat życia, jaki ono ma sens itp. Również moja wiara znacząco się pogłębiła. Im bardziej jednak dojrzewałam, tym było mi coraz ciężej. Dojrzewanie w domu, w którym słyszysz, jak twoja mama płacze, przysłuchiwanie się rozmowom rodziców na temat problemów w pracy itd. nie wpłynęło na mnie dobrze. W szkole pojawiła się kwestia pierwszej skomplikowanej miłości, problemy z koleżankami (bardzo dobrze się uczę, co powoduje ich zazdrość i często zwracam im uwagę, gdy przeklinają, przez co zaczęto mnie lekko szykanować, określać mianem świętej itp.), może nie jest to otwarta nienawiść z ich strony, jednak moja pozycja w klasie znacząco osłabła. Zaczęłam zauważać, że każda, najdrobniejsza niemiła uwaga bardzo głęboko mnie rani i potrafię ją rozpatrywać bardzo długo.

Poza tym mam tendencję do obwiniania się za wszystko: za to, że mama była chora, a ja nie potrafiłam jej pomóc, za to, że popełniam grzechy, że nie jestem dobrą przyjaciółką... Powodów było mnóstwo. Jestem również przemęczona szkołą, tym, że wiecznie muszę coś robić, uczyć się, pisać sprawozdania, często do późna w nocy. Jestem perfekcjonistką i nic na to nie poradzę. Czasami czuję coś, czego nie potrafię opisać: w skrajnych chwilach coś dusi mnie w środku, jakby chciało wydrzeć się ze mnie... Kiedy pojawiło się to, gdy musiałam pomagać tacie na podwórku, myślałam, że oszaleję. Łzy mimowolnie ciekły mi z oczu, miałam to straszne uczucie w środku, a musiałam pracować! Na to nie ma słów. Boję się już tego, co kiedyś sprawiało mi wielką przyjemność: nie mogę spokojnie poleżeć, bo do głowy przychodzą mi natrętne myśli, złe myśli o mnie i o tym co robię, których nie potrafię odgonić. Nie potrafię już dostrzegać dobrych stron życia, te złe pchają się na myśl i choć bardzo się staram nie umiem ich wyrzucić!

Muszę być wiecznie zajęta, aby te myśli się nie pojawiały... I przypomina mi się teraz, jak zwracałam mamie uwagę, gdy patrzyła zamyślona w okno: "Nie myśl, mamo". Widzę teraz w sobie jej kopię. Z powodu przegranej w zawodach zaczęłam płakać, w domu ryczałam na cały głos, nie potrafiłam nad sobą zapanować. Za byle przezwisko też już chce mi się płakać. Czasami mam ochotę zakopać się w łóżku i już z niego nie wychodzić. Gdyby nie wiara, wielokrotnie już bym się pocięła. Jest jednak coś, co sprawia mi przyjemność: siatkówka. Gdy gram, chociaż na chwilę odrywam się od tego wszystkiego. A gdy idzie mi źle... tragedia.

Nie izoluję się od ludzi, ale też mam znacznie mniejszą ochotę na spotkania towarzyskie, już nie jestem tą samą osobą, co kiedyś. I na pewno nie powiem o tym rodzicom. Mamie, żeby się zamartwiała i znowu wpadła w depresję? Szkolnemu psychologowi? Ta pani jakoś nie wzbudza mojego zaufania. A poza tym, wszyscy by to zbagatelizowali... ot, huśtawka nastrojów, hormony szaleją. Ale ja czuję, że ze mną coś jest nie tak. Wie o tym przyjaciółka, i dobrze, bo gdybym miała to dusić w sobie, oszalałabym. Jednak i tak mówię o tym bardzo mało. Nie chcę mówić tylko o sobie. Co ja mam robić? Czy to depresja?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mogę leczyć depresję na własną rękę?

Walczę z obniżonym nastrojem, brakiem chęci do życia już od 7-8 lat. Nie daję sobie rady z komunikacją międzyludzką. Powodem tego wszystkiego był rozwód. Myślę, że mam depresję, jednak kilka dni w miesiącu czuję się normalnie. Według... Walczę z obniżonym nastrojem, brakiem chęci do życia już od 7-8 lat. Nie daję sobie rady z komunikacją międzyludzką. Powodem tego wszystkiego był rozwód. Myślę, że mam depresję, jednak kilka dni w miesiącu czuję się normalnie. Według mnie są to napady adrenaliny. Często płaczę bez powodu albo z głupich przyczyn, np. mama nie dotrzymuje słowa albo ktoś czegoś nie robi, a obiecuje. Wieczorami płaczę i zastanawiam się, jak mam żyć. Wyobrażam sobie, że umarłam. Tata z nami nie mieszka. Nikt nie wie o mojej depresji. Szukam terapii ziołami, czy coś mi pomoże? Nie chce wizyty u psychologa, wtedy wszyscy się o mnie dowiedzą.




odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Po zwolnieniu męża z pracy podejrzewam u niego depresję. Jak mu pomóc?

Witam. Mam duży problem z moim mężem. Ma on 37 lat i na początku września br. został zwolniony z pracy, w której przepracował 12 lat. Przez ten okres przechodził kilka stanowisk, a ostatnio zajmowane było bardzo odpowiedzialne. Mój mąż...

Witam. Mam duży problem z moim mężem. Ma on 37 lat i na początku września br. został zwolniony z pracy, w której przepracował 12 lat. Przez ten okres przechodził kilka stanowisk, a ostatnio zajmowane było bardzo odpowiedzialne. Mój mąż każdą wolną chwilę spędzał w pracy, praca była jego pasją, była po prostu wszystkim. I nagle jak grom z jasnego nieba spadła na niego wiadomość, że nie ma pracy - został wyrzucony.

Został wyrzucony, a argumentem było to, że pracował pod wpływem alkoholu. Dyrektor, który wtedy był w pracy nie odsuną go od pracy ani nie wysłał na badania krwi czy alkomatu. Dla mojego męża wiadomość, że jest pijany, gdy był trzeźwy była jak by ktoś dał mu w twarz. Nigdy nie zdarzyło mu się pracować pod wpływem alkoholu, nigdy nie miał żadnej nagany w pracy mało tego - miał wiele pochwał za dobrze wykonywaną pracę. Był cały dzień i całą noc mobilny. Od 12 lat, tak jak mąż był zatrudniony, nigdy nie mieliśmy wspólnych wakacji, świąt,  urodzin, bo była praca, a on musiał w niej być.

6.09 2010 jest datą jego końca. Od tej pory nie mam z nim normalnego kontaktu. Powtarza, że jest darmozjadem i teraz go nie chcę (a nigdy nie mówiłam, że jest to jego winą, że stracił pracę, codziennie zapewniam go o swojej miłości i o tym, że jakoś sobie poradzimy), że powinien skończyć z sobą - wtedy chociaż my dostalibyśmy pieniądze z odszkodowania. Cały dzień spędza przed telewizorem,  prawie z nikim nie rozmawia. A jak już zaczyna mówić to wszystko sprowadza się do sprawy zwolnienia jego. Utrata pracy dla mojego męża to koniec świata. Nie potrafi nic sam zrobić, wszędzie ja muszę załatwiać coś za niego - nawet w sprawie pracy ja dzwonię za niego. Ostatnio też wymusił na drodze pierwszeństwo i doprowadził do stłuczki.

Bardzo kocham mojego męża i bardzo się o niego martwię. Jesteśmy małżeństwem 17 lat, ale takiego go nie znałam. Łapie go na tym, że coś ktoś mówi czy coś się dzieje, a mój mąż tak jakby był poza tym, nie rejestruje tego. Dzisiaj rozmawiał ze mną przez telefon a po 5 min. do mnie dzwoni i mówi mi z powrotem to samo tak jakby nie pamiętał, że ze mną rozmawiał. Dzieci zaczynają się też bać o niego, każą mi coś zrobić tylko, że ja nie wiem co mam robić. O lekarzu nie chce słyszeć, twierdzi, że sobie poradzi, a ja widzę jak coraz głębiej wpada w przepaść rozpaczy, bezsilności. Codziennie liczy, że zadzwonią do niego z wyrzuconej pracy i będą chcieli, aby wrócił.

Nie wiem jam mam mu pomóc. Czy to depresja? Czy mój mąż będzie wstanie pracować w innym miejscu? Muszę wiedzieć - mamy kilka kredytów, które mąż spłacał, a teraz nie stać nas na wszystkie książki dla dzieci do szkoły (ja jestem na rencie). Błagam o pomoc. Ania

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie mam na nic ochoty, nie mogę patrzeć na siebie w lustrze - czy to depresja?

Witam. Mam na imię Beata, w tym roku kończę 31 lat. Mam dwójkę dzieci i partnera, z którym jestem 2 lata. Na depresję leczę się od 2005 roku. Byłam już trzykrotnie hospitalizowana, ostatni raz w tym roku w czerwcu. Uczęszczam...

Witam. Mam na imię Beata, w tym roku kończę 31 lat. Mam dwójkę dzieci i partnera, z którym jestem 2 lata. Na depresję leczę się od 2005 roku. Byłam już trzykrotnie hospitalizowana, ostatni raz w tym roku w czerwcu. Uczęszczam a właściwie dopiero zaczęłam na terapię indywidualną i przyznam, że nie najlepiej się tam czuję, może zbyt wiele oczekuję? Zalecono mi również terapię grupową DDA - jestem otwarta na tę propozycję, ponieważ sama szukam ratunku dla siebie.

Może opisze jak w tej chwili się czuję - fatalnie! Źle mi ze samą sobą, nie znoszę swojej osoby, nie mogę na siebie patrzeć w lustrze, strasznie się sobie nie podobam, a do tego wszystkiego dochodzi depersonalizacja i derealizacja – koszmar. Poczucie obcości we własnym domu tak jak bym nie istniała, jakby Beata już dawno umarła - nie mogę odzyskać samej siebie, a trwa to już zdecydowanie za długo. Ze szpitala wypisałam się na własne żądanie pomimo zaleceń ordynatorki – pomyślałam, że poświęcę się dla dzieci i partnera, ale sielanka nie trwała długo, bo znowu od tygodnia coś mnie dopadło. Cały czas jestem na lekach, ale na razie nie przynoszą one jakiegoś konkretnego skutku, nie do końca jestem pewna czy to depresja czy coś poważniejszego. Nie mam na nic ochoty. Robienie czegokolwiek sprawia mi maga trudność.

A, i nie wspominałam jeszcze jednej rzeczy - patrząc na siebie w lustrze mój wizerunek wydaje mi się zupełnie obcy i to dodatkowo pogłębia mój lęk o to co się ze mną dzieje. Do tej pory nie znalazłam osoby z podobnymi problemami dlatego coraz częściej utwierdzam się w tym, że to coś znacznie poważniejszego. Pomóżcie!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Gdzie może zadzwonić osoba chora na depresję z myślami samobójczymi?

Moja mama przyjmuje leki na depresję, czasem psychicznie bardzo źle się czuje. Wyznała mi, że ma myśli samobójcze, a ostatnio była blisko podjęcia tego kroku. Mieszkam 1.600 km od niej i martwię się, mówiła, że nie ma do...

Moja mama przyjmuje leki na depresję, czasem psychicznie bardzo źle się czuje. Wyznała mi, że ma myśli samobójcze, a ostatnio była blisko podjęcia tego kroku. Mieszkam 1.600 km od niej i martwię się, mówiła, że nie ma do kogo się zwrócić w tak kryzysowej sytuacji. Czy jest bezpłatna pomoc psychologa lub telefon zaufania dla dorosłych w związku z powyższym? Bardzo proszę o pomoc. Mama mieszka w Głogowie, woj. dolnośląskie. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Złe samopoczucie w ciąży - depresja czy hormony?

Witam. Rok temu przeprowadziłam się do narzeczonego (ok. 600 km, mieszkaliśmy z teściami), pół roku temu wzięliśmy ślub i przeprowadziliśmy się do innego miasta (100 km od teściów). Przeprowadzając się rok temu zrezygnowałam z pracy, którą bardzo lubiłam i w...

Witam. Rok temu przeprowadziłam się do narzeczonego (ok. 600 km, mieszkaliśmy z teściami), pół roku temu wzięliśmy ślub i przeprowadziliśmy się do innego miasta (100 km od teściów).

Przeprowadzając się rok temu zrezygnowałam z pracy, którą bardzo lubiłam i w której pracowałam kilka lat. Po przeprowadzce - poczułam się bardzo samotna. Pracowałam w domu, popołudniami prowadziłam zajęcia, które nie dawały mi takiej satysfakcji jak kiedyś i miałam wrażenie, że robię wszystko źle, że nikt mnie nie akceptuje, że źle pracuję - i znajdowałam tego potwierdzenie. Czułam się wykluczona i bardzo samotna.

Po ślubie i przeprowadzce do większego miasta zaczęłam szukać pracy, ale okazało się, że jestem w ciąży. Rozmowy kwalifikacyjne nijak mi "nie szły". Po każdej odmowie ryczałam przez kilka dni i rozpamiętywałam swoje porażki. Zaczęłam analizować moje życie od czasu zmiany miejsca zamieszkania i widzę, że od tego czasu nic mi się nie udaje.

Panicznie boję się egzaminów, rozmów kwalifikacyjnych, rozmów przez telefon. Z jednej strony nie chcę siedzieć w domu, bo widzę, jak to działa na moją głowę, a z drugiej - bardzo boję się wyjść z domu i szukać pracy, bo przeraża mnie wizja kolejnej porażki i odrzucenia (kto by chciał zatrudnić kobietę w ciąży?). Nawet na opiekunkę do dziecka nikt mnie nie chciał wziąć. Nawet znajomi męża. Chyba będąc w ciąży do niczego się nie nadaję ;( Jestem niepotrzebna nikomu. Co najwyżej mężowi do ugotowania obiadu...

Wcześniej byłam osobą aktywną, prowadziłam ciekawe życie, byłam samodzielna, wesoła i lubiana. A teraz? Czuję się jak więzień. To hormony czy depresja? Dodam, że do tej pory - właściwie od czasu matury, na studiach i po nich - utrzymywałam się sama, choć często nie było (finansowo) łatwo. Ale nie o pieniądze mi w życiu chodziło. Mieszkałam w obcym mieście, gdzie zdążyłam się zaaklimatyzować przez 8 lat, a teraz - nie jestem w stanie wziąć się w garść.

Przez pół roku nie poznałam nikogo nowego. Nie mam tutaj koleżanek. Moja rodzina nie daje mi wsparcia (sami mają swoje problemy - choroba matki, alkoholizm ojca). Mogę oczywiście liczyć zawsze na męża, ale wiem, że on nie zmieni mojego życia, jeśli ja tego nie zrobię. Nie chcę go zadręczać moimi nastrojami, bo widzę, że czuje się winny - nie chcę tego, bo to moja wina, a nie jego.

Wpadam w histerię niemal każdego dnia, nie mam energii, zmuszam się do zrobienia czegokolwiek. Jednocześnie czuję się oceniania przez teściów, którzy ciągle pytają mnie, dlaczego nic nie robię. Czuję się jak pasożyt i leń. Boję się, żeby te moje depresyjne nastroje nie odbiły się na dziecku. Każde niepowodzenie objawia się u mnie kilkudniowymi bólami brzucha :( Porzuciłam swoje dotychczasowe pasje. Kiedyś kochałam teatr, teraz samo wspomnienie tworzenia czegokolwiek wyciska mi łzy z oczu. Porównuję się ze znajomymi, czytam opinie na forach o "leniwych babach siedzących w domu", poprzedni znajomi przestali się do mnie odzywać, każdy ma swoje sprawy.

Zaczęłam się jąkać, boję się odezwać w sklepie. Udaję przed ludźmi, że wszystko jest w porządku, a jak jest naprawdę wie tylko mój mąż i ja. Zrobiłam się nieprzyjemna i złośliwa. Myślałam o tym, żeby zapisać się na jakieś kursy zawodowe czy językowe, ale brak własnych pieniędzy oraz strach powstrzymują mnie. Wydaje mi się, że teściowie źle by to odebrali. Jako kolejne "żerowanie" na ich synu. Nawet nie mam przyjaciółki, z którą mogłabym szczerze porozmawiać. Pewnie dlatego opisuję swoje problemy tutaj... Od czasu, gdy nie mam własnych, wstydzę się brać pieniądze od męża, czuję się jak "dziad".

Gdy myślę o tym, jak będzie wyglądało moje życie po urodzeniu dziecka to jeszcze bardziej mi smutno. Kolejny rok siedzenia w domu. Ta samotność mnie przeraża... Widzę pustkę przed sobą. Nie chcę być dla męża ciężarem - psychicznym i finansowym :( Zawsze chciałam mieć dzieci, ale bez pracy, bez satysfakcji, z dala od rodziny i przychylnych osób jest to zadanie, które mnie przerosło. Nie chcę być wyrodną matka, nie chcę odrzucać mojego dziecka, nie chcę być nieszczęśliwa... Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Wybuchy płaczu, zmienny nastrój - co robić?

Od dłuższego czasu (jakiś rok, półtora) mam huśtawkę nastroju, w jednej chwili potrafię cieszyć się jakimś drobiazgiem, jak widokiem dziecka, czy czerwienią liści w parku, a po chwili wybucham płaczem. Najgorsze jest to, że nie potrafię tego kontrolować, potrafię...

Od dłuższego czasu (jakiś rok, półtora) mam huśtawkę nastroju, w jednej chwili potrafię cieszyć się jakimś drobiazgiem, jak widokiem dziecka, czy czerwienią liści w parku, a po chwili wybucham płaczem. Najgorsze jest to, że nie potrafię tego kontrolować, potrafię zacząć płakać siedząc w tramwaju czy stojąc w kolejce.

Czasami faktycznie ma to jakąś przyczynę, ale najczęściej po prostu patrzę na Pałac Kultury czy sięgam po ser i nagle łzy stają mi w oczach i nie mogę się opanować. Poza tym cały mam napady smutku, czuję się głupia i niepotrzebna, myślę, że lepiej byłoby po prostu nie istnieć. I cały czas się boję, wszystkiego i wszystkich. Boje się, że coś jest ze mną nie tak, z tego co wiem mój ojciec leczył się w zakładzie psychiatrycznym, chyba na schizofrenię, i to jest jeden z moich lęków.

Właśnie skończyłam studia, szukam pracy, więc to może być powodem poczucia beznadziei, ale ostatnie pół roku było dla mnie faktycznie dobre, a ja mimo tego nie potrafię się cieszyć osiągnięciami.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Obniżenie nastroju, nerwowość i niechęć do działania - jak się tego pozbyć?

Witam, mam 29 lat, jestem kobietą. Od kilku miesięcy mam problemy z koncentracją i rozwiązywaniem problemów, gdy zastanawiam się nad nowym zadaniem w pracy to ciężko zebrać mi myśli. Kiedyś tak nie było, skończyłam studia na kierunku matematyka, wymagały wielu...

Witam, mam 29 lat, jestem kobietą. Od kilku miesięcy mam problemy z koncentracją i rozwiązywaniem problemów, gdy zastanawiam się nad nowym zadaniem w pracy to ciężko zebrać mi myśli.

Kiedyś tak nie było, skończyłam studia na kierunku matematyka, wymagały wielu godzin "myślenia" nad zadaniami i dowodami - teraz gdybym miała usiąść do takich zagadnień chyba nie dałabym rady się skupić. Do tego dochodzi okropny nawyk, którego nie potrafię żadną siłą przezwyciężyć w sobie: cały czas mam ręce w ruchu, jeśli tylko nie są zajęte pracą to cały czas skubię paznokcie, drapię się, wyciskam krosty. Jest to irytujące dla otoczenia i dla mnie. I te 2 objawy mam już od długiego czasu (więcej niż rok).

Ostatnio doszło jeszcze coś, co niepokoi mnie najbardziej: mam problem ze zmobilizowaniem się do działania, nic mi się nie chce robić, najchętniej spędzałabym dzień przed komputerem. Jestem zmęczona, nawet na zwykłe zakupy nie mam siły, nie mówiąc o poważniejszych wyczynach czy decyzjach. Jeszcze wiosną umiałam się zmobilizować do działania, które wiązało się z pomocą innym. Teraz nawet nie umiem się zebrać i pójść zrobić porządki chorej mamie, słyszę jak sama sprząta chodząc o dwóch kulach i nie potrafię wstać i iść do niej. Wcześniej taka nie byłam.

Teraz, gdy muszę rozwiązać jakiś większy problem lub podjąć decyzję to jedną z pierwszych myśli jest to, że gdyby mnie nie było, to nie musiałabym się mierzyć z problemami, podejmować decyzji. Zdarza mi się mówić do siebie, szczególnie w sytuacjach gdy jestem zawstydzona czy poirytowana swoim zachowaniem, mówię głośno do siebie obraźliwe słowa. Nie wiem co robić, czekać aż mi przejdzie, może powinnam jakoś nad sobą popracować, ale nawet nie wiem jak. Z niechęcią myślę o wizycie u lekarza, bo pewnie uzna, że udaję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

To depresja czy coś gorszego?

Witam. Mam 21 lat. Jestem ogólnie bardzo spokojnym, przyjaźnie nastawionym do świata człowiekiem. Od dłuższego czasu mam problem zdrowotny z moim samopoczuciem i spojrzeniem na świat. Czuję się beznadziejnie, przestało mnie wszystko obchodzić, straciłem pracę, bo zacząłem ją lekceważyć, psuł...

Witam. Mam 21 lat. Jestem ogólnie bardzo spokojnym, przyjaźnie nastawionym do świata człowiekiem. Od dłuższego czasu mam problem zdrowotny z moim samopoczuciem i spojrzeniem na świat.

Czuję się beznadziejnie, przestało mnie wszystko obchodzić, straciłem pracę, bo zacząłem ją lekceważyć, psuł mi się związek z ukochaną kobietą. Podobny przypadek miałem rok temu przez co wylądowałem w zakładzie psychiatrycznym w Tworkach. Niestety dano mnie do oddziału z pacjentami, z którymi nie mogłem wytrzymać oraz nie mogli mi dobrać odpowiednich leków. W końcu byłem zmuszony powiedzieć im, że dobrze się czuję i wszystko ok, bo tam nie mogłem wytrzymać.

I znów to samo. O dziwo przyszła wiosna i humor mi wrócił. Nie do końca, ale na pewno było o 60 % lepiej. Przyszła już jesień i znów to samo. Tym razem zaczęła mnie nękać jakaś mania prześladowcza. Boję się ludzi (z wyjątkiem tych najbliższych), a przedwczoraj zacząłem przy kolegach mówić sam do siebie po czym się popłakałem, zacząłem wrzeszczeć wszystko niszczyć, uderzać głową w mur... Czułem jakby coś we mnie siedziało.

Od dłuższego czasu praktykuję "świadome sny" i w sumie nie wiem czy to się nie wzięło od tego. Dodam jeszcze, że w dzieciństwie byłem bardzo prześladowany w szkole i mam wrażenie, że to się po części mogło od tego wziąć... Nie chcę wracać do Tworek, ale czy są jakieś leki, które w miarę szybko by mi pomogły? Czy to na pewno depresja? Z góry dziękuję za odpowiedź...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Brak sensu życia - co z tym zrobić, jak go odnaleźć?

Mój ojciec zmarł jak byłem mały. Inni moi koledzy mają ojców i strasznie im tego zazdroszczę. Chodzę do technikum, uważam, że wybrałem zły profil, w którym nie jestem zbyt dobry i nie znajdę dobrej pracy. Nie mam żadnego kieszonkowego, matka...

Mój ojciec zmarł jak byłem mały. Inni moi koledzy mają ojców i strasznie im tego zazdroszczę. Chodzę do technikum, uważam, że wybrałem zły profil, w którym nie jestem zbyt dobry i nie znajdę dobrej pracy. Nie mam żadnego kieszonkowego, matka totalnie mnie olewa. Cały dzień pracuje w domu i nawet słowa dziękuję nie słyszę. Boję się, że za rok nie będę wiedział co ze sobą zrobić. Mam totalną depresję. Moja orientacja też mnie martwi. Niekiedy mam wzwód na widok mężczyzny, a na widok kobiety nie. Chcę mieć rodzinę, dzieci a przez tą inną orientację nie będę mógł współżyć z dziewczyną, mieć żony, rodziny i dzieci :( :(:( Błagam, pomocy.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam zrobić, bym była taka jak kiedyś?

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad swoim życiem. Jak patrzę w lustro to widzę całkiem inną osobę - nie poznaje się. Wszystko mnie drażni i denerwuje, kłócę się z wszystkimi domownikami - jedynie moje 3-letnie dziecko daje mi dużo radości...

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad swoim życiem. Jak patrzę w lustro to widzę całkiem inną osobę - nie poznaje się. Wszystko mnie drażni i denerwuje, kłócę się z wszystkimi domownikami - jedynie moje 3-letnie dziecko daje mi dużo radości i przy niej zapominam o wszystkim.

Jakiś czas temu miałam dziwne objawy, tzn. biegunka, wymioty, kołatanie serca, wysokie ciśnienie, drętwienie kończyn, dreszcze, uczucie ciepła-zimna. Mój lekarz stwierdził, że to mogą być objawy nerwicy, przepisał mi tabletki uspakajające, które mi pomogły, ale stan przygnębienia nadal jest i te ciągłe myśli o śmierci ( zazwyczaj wieczorem) ciągłe płakanie po kryjomu ,uczucie gniecenia i "duszenia" się z członkami rodziny i zastawiam się co mi jest i czy to przypadkiem nie jest stan depresyjny.

W życiu troszkę przeszłam - musiałam się wyprowadzić z domu, bo byłam w ciąży, a nie z godziłam się na usunięcie ciąży. Kosztem mojej wyprowadzki jest to, że straciłam rodziców - nie odzywają się do mnie i wydziedziczyli mnie z rodziny. Po miesiącu od wyprowadzki poroniłam, też to bardzo przeżyłam. Obecnie mieszkam u rodziców mojego męża i jak już pisałam - duszę się i bardzo działają mi na nerwy, a nie ma takiej możliwości abyśmy mogli się wyprowadzić i wynająć coś, bo słabo stoimy finansowo. Jakieś 2 miesiące temu bardzo przeżyłam śmierć mojego wujka, a może dlatego, że nie spodziewałam się, że coś takiego mnie spotka, bo znalazłam go na ulicy jak już nie żył i to mną wstrząsnęło?

Wydaje mi się, że to wszystko co się stało w ciągu ostatnich 3 lat tak na mnie działa, a najbardziej brakuje mi moich rodziców. Proszę, napiszcie mi co ja mam ze sobą zrobić, aby wróciła dawna "Ja".

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty