Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Konflikty w związku: Pytania do specjalistów

Chcę odejść od męża - jak to zrobić?

Witam, Mam 23lata jestem mężatką od roku i mam 2-letnie dziecko. W moim życiu rodzinnym, a tym bardziej uczuciowym nie układa się najlepiej, a w sumie nigdy nie było chociażby dobrze. Jestem totalnie rozbita. Nie wiem jak mam przetłumaczyć mężowi...

Witam, Mam 23lata jestem mężatką od roku i mam 2-letnie dziecko. W moim życiu rodzinnym, a tym bardziej uczuciowym nie układa się najlepiej, a w sumie nigdy nie było chociażby dobrze. Jestem totalnie rozbita. Nie wiem jak mam przetłumaczyć mężowi żeby zaczął mnie choć trochę szanować. Zawsze dawałam mu to co chciał, wszystko miał podstawiane pod nos - w sumie jest tak cały czas. Niestety nigdy nie czułam się kochana, nigdy nie otrzymywałam szacunku z jego strony. Zawsze było i jest tak, że jestem najgorsza, nie potrafię zająć się dzieckiem i nic nie robię. Mimo tego, że zajmuję się wszelkimi obowiązkami, nawet tymi, które należą do męża - on twierdzi, że nie jestem niczego warta. Do tego dochodzi problem alkoholowy, który mąż ma, lecz nie potrafi się do tego przyznać. Poza tym jestem ciągle poniżana i nie doceniana przez niego. Chcę go zostawić, ale boję się jego reakcji, boję się po prostu jego. Nie potrafię już nawet się cieszyć z tego, że jestem matka i mam cudownego syna. Proszę o pomoc - co mam z tym zrobić i jak to zrobić.

odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Poza proszeniem i szantażowaniem nic innego nie robi - czy do niego wrócić?

Witam, Mam 27 lat, od 10 lat jestem z chłopakiem. Bywało różnie, były dobre chwile, ale więcej było tych chwil nie bardzo - kilkaset razy się rozchodziliśmy z jego winy - kłótnie, nie wracanie na noce do domu, zdrady...

Witam, Mam 27 lat, od 10 lat jestem z chłopakiem. Bywało różnie, były dobre chwile, ale więcej było tych chwil nie bardzo - kilkaset razy się rozchodziliśmy z jego winy - kłótnie, nie wracanie na noce do domu, zdrady… Wszystko wybaczałam, ale ostatnio podjęłam decyzję o odejściu. Wyprowadziłam się do mamy, która wyjechała za granicę na 2 miesiące. On wie, że jestem sama - przyjeżdża, prosi, płacze, błaga, prosi o jeszcze jedną szansę, a ja jak zwykle mięknę. Nie wiem co mam robić, bo z jednej strony go kocham, a z drugiej boję się powrotu, bo nie wiem czy teraz coś będzie inaczej. Łudzę się za każdym razem, serce mam złamane, ale mam taki mętlik w głowie, że nie wiem co mam robić. Jak nie chcę z nim rozmawiać to się odgraża, że przyjedzie i pokopie mi drzwi i rozwali rolety w oknach, że jak z nim nie będę to z nikim innym - ja już nie wiem czy chcę wrócić, czy też nie, ale boję się reakcji. Idą święta i błaga mnie, żebym go samego nie zostawiała, bo nie ma nikogo innego. Prosi o pomoc, ale tak naprawdę poza proszeniem i szantażowaniem - i tak w kółko - nic innego nie robi. Proszę o pomoc, bo ja zwariuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Co mam o tym wszystkim mysleć? Może mu w ogóle nie zależy?

Witam serdecznie, Mam 29 lat, jestem kobietą i samotną matką od 2 lat. Ojciec dziecka zostawił mnie na samym początku ciąży, dodam jeszcze, że poznał dziewczynę, z którą ożenił się dwa tygodnie przed narodzinami naszego bąbelka. Całą ciążę praktycznie się...

Witam serdecznie, Mam 29 lat, jestem kobietą i samotną matką od 2 lat. Ojciec dziecka zostawił mnie na samym początku ciąży, dodam jeszcze, że poznał dziewczynę, z którą ożenił się dwa tygodnie przed narodzinami naszego bąbelka. Całą ciążę praktycznie się nie odzywał, ja również, jednak kiedy nasz synek miał dziesięć miesięcy odezwał się, chciał się spotkać, mówił, że jest nieszczęśliwy ze swoją żoną, że to kwestia czasu i będziemy razem. Swój ślub tłumaczył tym, że to była ucieczka, że przestraszył się odpowiedzialności. Mówił, że tylko z nami będzie szczęśliwy i odnajdzie spokój, oczywiście przepraszał. Dodam, że bardzo go kochałam i dalej kocham. Spotkaliśmy się w tamtym roku w grudniu (w listopadzie jego żona wyjechała do swoich rodziców), było wspaniale, mówił, że chce być z nami, że się rozwiedzie i zaopiekuje się nami, po czym dwa miesiące później znowu do niego wróciła - tym razem jednak nie przestał się odzywać, dzwonił i dawał do zrozumienia, że nie jest szczęśliwy. Jak pytałam dlaczego z nią jest mówił, że to bardzo trudne wszystko. Minęły kolejne dwa miesiące - zadzwonił pewnej nocy i powiedział, że podjął ostateczną decyzję, rozstaje się z żoną i chce być z nami, mówił, że już z nią rozmawiał i chce żebyśmy jak najszybciej zamieszkali razem. Boże, jak ja się ucieszyłam! Zostawiłam dla niego pracę, która dawała mi poczucie bezpieczeństwa, samodzielność - dodam, że nie płaci mi na dziecko. Moje szczęście nie trwało zbyt długo - spotkaliśmy się w wakacje, mieliśmy wszystko poustalać, a on znowu milczał i znowu jego żona była u niego. Dodam, że pracuje od niedawna za granicą, kiedy z nim próbowałam rozmawiać był bardzo skryty, mówił, że to wszystko jest ciężkie, ale nie mówił konkretnie czy odejście od żony, czy co? Jest bardzo skryty, trudno z niego cokolwiek wydobyć. Niedługo po tym spotkaniu ponownie rozstał się z żoną. Ona wyjechała - zaprosił nas do siebie, pojechaliśmy, byliśmy u niego 1,5 miesiąca. Starałam się z nim rozmawiać co dalej - mówił, że chce żebyśmy spróbowali, że musimy szukać mieszkania itp., ale nic nie robi w tym kierunku. Rozwodu też nie zaczął, cały czas słyszę, że to trudne dla niego. Dodam jeszcze, że jak wypije parę piwek to jest bardzo rozmowny, wtedy kocha nas najbardziej na świecie, mówi, że to ja będę jego żoną, taką prawdziwą, sprzed ołtarza (teraz ma tylko cywilny). Bardzo mnie to boli wszystko, to jego niezdecydowanie - nie wiem co mam myśleć, co robić. Zaprosił nas teraz na święta - mamy już bilety, postanowiłam, że pojedziemy. Proszę mi podpowiedzieć jak mam z nim rozmawiać, jak dotrzeć do osoby, którą kocham. Dodam, że też sprawia mi trudność rozmowa o uczuciach, ale jestem w stanie się otworzyć. Wykończy mnie ta sytuacja. Tak naprawdę to nie wiem kim dla niego jestem, mam również skłonności do tego, że o wszystko obwiniam siebie, wystarczy jeden dzień, w którym mnie nie przytuli i myślę, że już mu nie zależy, bo może mu naprawdę w ogóle nie zależy? Chciałabym żebyśmy spróbowali być normalną rodziną, ale nie wiem czy to możliwe - ja potrzebuję dużo czułości, a on nie jest zbyt wylewny. Bardzo to wszystko ciężkie jest. Najgorsze jest jednak to poczucie winy, że to ja jestem wszystkiemu winna, mój wygląd, wmawiam sobie, że się nas wstydzi (a może tak jest?). Nic już nie rozumiem i czuję się coraz bardziej beznadziejna i bezwartościowa. Proszę o pomoc i dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Jak odzyskać zaufanie chłopaka?

Jestem kobietą mam na imię Agnieszka mam 19 lat. Mój chłopak jest bardzo wrażliwą i upartą osobą. Już parę razy zawiodłam jego zaufanie w drobnych i bardziej poważnych sprawach. Wcześniej miałam nieudany związek i teraz ciężko mi uwierzyć w to,...

Jestem kobietą mam na imię Agnieszka mam 19 lat. Mój chłopak jest bardzo wrażliwą i upartą osobą. Już parę razy zawiodłam jego zaufanie w drobnych i bardziej poważnych sprawach.

Wcześniej miałam nieudany związek i teraz ciężko mi uwierzyć w to, że zasługuję na tak wspaniałego chłopaka jak on. jesteśmy za sobą 3 lata. on już parę razy chciał ze mną zerwać ale jednak tego nie robił. on jest całym moim życiem. Tym razem pokłóciliśmy się o to, że nie powiedziałam mu, że od nowa założyłam gg i on mi nie wierzy że nie pisze z żadnym chłopakiem.

Powiedział mi, że nie ma do mnie zaufania i już mi nie wierzy ale na razie nie zostawił mnie. Ja ciągle bardzo się boję, że w końcu może to zrobić. On jest miłością mojego życia Jak mam jego i jego zaufanie odzyskać??

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

W naszym związku nie było zdrady, ale wszystko zaczęło się sypać. Co robić?

Witam, Mam 20 lat, moja dziewczyna tez. Jesteśmy ze sobą od 2 lat. Kocham ja strasznie, ona mnie też z tego co mówi. Nie było żadnej zdrady w naszym związku. Mieszkamy razem od prawie 18 miesięcy. Ona zaczęła pracę...

Witam, Mam 20 lat, moja dziewczyna tez. Jesteśmy ze sobą od 2 lat. Kocham ja strasznie, ona mnie też z tego co mówi. Nie było żadnej zdrady w naszym związku. Mieszkamy razem od prawie 18 miesięcy. Ona zaczęła pracę w barze, wtedy wydaje mi się, że zaczęło się wszystko sypać. Nie mieszkamy w Polsce tylko na Wyspach Kanaryjskich. Kłótnie zaczęła się od momentu kiedy ona tak jakby zaczynała używać życia, czyli alkohol, inni ludzie, więcej facetów i czasu na wychodzenie na imprezy. Mnie nigdy nie chciało się uwierzy, że jak się kogoś kocha to można wyjść gdzieś, nie dawać znaku życia, wrócić o 7 rano do domu jakby nigdy nic. Mam pewność, że mnie nie zdradza. Wczoraj miałem z nią rozmowę, pomyślałem sobie, że ja też pracowałem w barze i wiem jak takie życie wygląda - okazja czyni złodzieja, jak jest okazja by wyjść, zawsze wyszedłem. Pomyślałem, że dobra, niech wychodzi, możne musi się wyszaleć. Rozmawiałem z nią na ten temat - ona mówi, że nie wie czego potrzebuje, mówi, że potrzebuje być sama, ale nie umie żyć beze mnie, że nie ma już nadziei na to, że się coś poprawi i że jest zmęczona wszystkim. Nie mówię, że ja jestem bez winy, bo przy kłótniach po prostu mówiłem wszystko co myślałem - wiem, że to złe, ale czasem ja wyzwałem. Ona mówi, że ma dość kłótni (też się nie lubię kłócić), ale w takim wypadku po prostu nie umiałem się powstrzymać. Po rozmowie wyszło, że ona chce być sama - poprosiłem ją, żeby spojrzała mi w oczy i powiedziała to, że mam się wyprowadzić i że chce tego rozejścia, odpowiedziała, że nie powie mi tego, bo tak nie czuje, więc nie wiem co jest najlepsze w takiej sytuacji. Odejść od niej na zawsze? Odejść, za miesiąc zadzwonić i zapytać, czy chciałaby od nowa spróbować? Ja wiem, że chcę o nią walczyć jak lew i jestem w stanie wiele poświecić dla niej. Jest taka jeszcze sytuacja, że ja jestem pozytywny i mówię, że to wszystko da się odbudować, że trochę czasu żeby wyjaśnić wszystko sobie i że to da się odbudować, bo to nie jest rozjecie ze zdrady. Ona mówi natomiast, że nie ma nadziei i że nie potrafi zrezygnować z imprez, bo boi się, że jak teraz się nie wyszaleje to za kilka lat będzie za późno. Jest jeszcze sytuacja tego typu, że ja nie pracuję, ale ona zarabia 800 euro miesięcznie (wydaj mi się, że to marne pieniądze). Ona pracuje ja nie, ale ja jestem w stanie co miesiąc przynieść jej 2000 tys euro. Mieszamy 6 miesięcy w nowym mieszkaniu na Teneryfie. Koszt 350 plus 30 razem 380 co zostaje jej 420 na miesiąc. Nie wydaje mi się, że z tych pieniędzy można byłoby wyżyć lub kupować nowe perfumy 2 razy w miesiącu, nowy samochód (w tym miesiącu kupiony), nowy telewizor, ubrania i to nie najtańsze - wiem, że ona pragnie żebym poszedł do pracy. Ja mówiłem jej, że będę szukał. Szukam, ale pracy z dnia na dzień nie znajdę, a gdy już znajdę boję się, że to nie będzie to, czego szukała. Nie wiem co myśleć, proszę o jakaś radę. Dziękuję z góry.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak pomóc mojej dziewczynie i co jej jest?

Mam 22 lata, a moja dziewczyna 19, jesteśmy ze sobą rok. Mnie od początku wydawało się, że wszystko jest super. Prawie. Miałem przypuszczenia, że jest ktoś jeszcze - Ona zaprzeczała. Po jakimś czasie przyznała się, że coś było. Choć było...

Mam 22 lata, a moja dziewczyna 19, jesteśmy ze sobą rok. Mnie od początku wydawało się, że wszystko jest super. Prawie. Miałem przypuszczenia, że jest ktoś jeszcze - Ona zaprzeczała. Po jakimś czasie przyznała się, że coś było. Choć było mi trudno widząc, że bardzo żałuje i zależy jej na mnie wybaczyłem i znowu było pięknie - do czasu aż powiedziała mi, że czuje dziwne uczucie (może wyrzuty), że dręczą ją wspomnienia o jej byłych związkach, że boi się, że mnie straci, że przez to nie wie co czuje do mnie, że myśli o moich byłych dziewczynach i czuje zazdrość. Ma w głowie ciągle jakąś głupia myśl "czy na prawdę mnie kocha", ale mówi, że dobrze wie ze tak jest. Generalnie sam nie wiem o co Jej chodzi. Kiedy się spotykamy wszystko jest cudownie, ale kiedy się nie widzimy wracają do niej te myśli. Do tego co jakiś czas ma dziwne załamania nastrojów. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że chcę z nią być, kocham ją, Ona zapewnia mnie, że również chce ze mną być, ale nie potrafię sobie z tym poradzić, nie wiem co myśleć. Przepraszam za chaotyczność wypowiedzi, ale nie potrafię jakoś tego ogarnąć - co robić, w czym tkwi problem? Jak jej i nam pomóc?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Teść wyrzucił mnie z domu, mąż nie reaguje - co robić?

Witam! Nie mam pojęcia co mam zrobić. Mam 22 lata, po ślubie jesteśmy rok i mamy wspaniałą 9-miesięczną córeczkę. Byliśmy ze sobą 4 lata, kiedy zaszłam w ciąże między nami było różnie, ale ogólnie chyba byłam szczęśliwa - piszę „chyba”,... Witam! Nie mam pojęcia co mam zrobić. Mam 22 lata, po ślubie jesteśmy rok i mamy wspaniałą 9-miesięczną córeczkę. Byliśmy ze sobą 4 lata, kiedy zaszłam w ciąże między nami było różnie, ale ogólnie chyba byłam szczęśliwa - piszę „chyba”, bo teraz nie jestem pewna niczego. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży postanowiliśmy wziąć ślub. Ja byłam tego pewna, bo kochałam go na zabój. Do tej pory wszystko było w porządku. Po ślubie zamieszkaliśmy u niego z jego tatą a moim teściem. Nie miałam nic przeciwko temu, bo jego ojciec a mój teść wydawał mi się wspaniały. Kiedy opowiadałam koleżankom jakie mam z nim relacje wszystkie zazdrościły mi takiego teścia. On też wychwalał mnie pod niebiosy. Jednak 3miesiące po ślubie czar prysł. Wcześniej już się coś zaczynało. Najpierw zaczął (teść) się wtrącać do mojego gotowania, a zielona nie jestem w tych sprawach, ale mówili, że tak jest zawsze. Odpuściłam. W mieszkaniu zawsze miałam porządek, wszystko lśniło, codziennie sprzątałam można powiedzieć, że mam na tym punkcie bzika. Starałam się aby być dobrą panią domu. Lubiłam kiedy ktoś wpadał z wizytą, gdyż siedziałam prawie całymi dniami sama - mąż w pracy, a teść jeździł na swoją gospodarkę. Przed wyjściem dał mi rozporządzenie co gotować i wychodził i wracał na obiad. W czasie ciąży musiałam poleżeć trochę w szpitalu. Kiedy wyszłam pierwszy raz wtedy zaczął wyzywać mnie i wyrzucił mnie pierwszy raz z domu. Znowu kiedy był wypity zwierzył mi się, że on cały czas myśli, że to dziecko nie jest jego syna, że jak on to powiedział "puściłam się"! Nie powiedziałam tego mężowi teraz wiem, że to był błąd. Kiedy urodziła się nasza córka dowiedziałam się, że teść rozpowiada ludziom straszne rzeczy na mój temat. Mieszkamy w małej wiosce, więc każdy każdego zna. Opowiadał same kłamstwa, ale też to przemilczałam. Na chrzcie naszej córki teść znów wyrzucił mnie z domu za nic. Mąż nie zareagował. Spakowałam się i się wyprowadziłam - po dwóch tygodniach wróciłam, bo mnie o to poprosił mąż. Teść był zaszokowany całą sytuacją udawał, że nie wie o co chodzi. Na dobre wyprowadziłam się stamtąd cztery miesiące temu kiedy dowiedziałam się, że teść "zeszmacił" mnie już tak bardzo, że gorzej nie można. Twierdzi, że nic nie potrafię robić i w ogóle nic nie robię, nie zajmowałam się dzieckiem tylko się puszczałam. Moim rodzicom powiedział to wszytko w twarz. Nie zasłużyłam na takie słowa, bo nic złego nie zrobiłam. Mąż nie stanął w mojej obronie ani razu - miałam dość. Od czterech miesięcy mieszkam u rodziców. Mąż na początku rzadko nas odwiedzał, teraz robi to częściej, ale nie chce się przeprowadzić do nas. Trzyma się uparcie tatusia, który ciągle nim pomiata. Mąż wymaga ode mnie żebym ja też przyjeżdżała do niego z dzieckiem, ale nie rozumie, że dla mnie wejście tam jest tak bardzo trudne. Jego ojciec wyrzucił mnie z domu i na każdym kroku przypominał mi, że nic tam nie mam i nie mam żadnych praw - mieszam pod jego dachem, więc mam robić to co on chce. Proponowałam mężowi żebyśmy się wynajęli coś sami, ale stwierdził, że nie stać nas na to. I tak żyjemy - on tam, ja tu. Jestem już zmęczona walczeniem o nasz związek kiedy on nic nie robi w tej sytuacji. Liczy, że ja wrócę po tym wszystkim, ale ja nie dam rady psychicznie. Teściowa twierdzi, że mojemu mężowi zależy na mnie i na dziecku i że nas kocha, ale ja od niego tego nie usłyszałam. Niby najprościej się rozstać, ale ja go nadal kocham, mimo wszystko. Co mam robić? Jestem już całkiem zagubiona w tej sytuacji.
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co mam zrobić ze swoim związkiem?

Mam 17 lat i jestem ze swoim chłopakiem X od 2 lat. Odkąd pamiętam zawsze się kłóciliśmy i wyzywaliśmy. Przy nim zaczęłam pić i palić. W sumie głównie na tym polegają nasze spotkania. Przez okres naszego związku byłam z 2...

Mam 17 lat i jestem ze swoim chłopakiem X od 2 lat. Odkąd pamiętam zawsze się kłóciliśmy i wyzywaliśmy. Przy nim zaczęłam pić i palić. W sumie głównie na tym polegają nasze spotkania. Przez okres naszego związku byłam z 2 innymi chłopakami. Posunęłam się z nimi za daleko, ale on nadal nie dawał mi spokoju i mimo to, że mnie wyzwał od najgorszych nadal chciał być ze mną. No i tak jesteśmy nadal razem. Wstydzę się tego co zrobiłam, ale gdy byłam z jednym z tych chłopaków czułam się szczęśliwa. X jednak powiedział mi, że niby go gdzieś widział, że on mnie wykorzystuje, że mnie zrani. Uwierzyłam mu i do tej pory z nim jestem. Jednak codziennie zastanawiam się nad sensem tego związku. Chodziłam z tym nawet do psychologa, ale wtedy miałam również wątpliwości co do swej orientacji. Teraz już wiem, że jestem biseksualna, ale nie o tym mowa. Spotkania z X często kończą się kłótnią, smutkiem, płaczem. Nie czuję się przy nim swobodnie. Zawsze zwala na mnie całą winę. A gdy ostatnio chciałam z nim na poważnie zerwać, zaczął mnie szantażować i wymusił spotkanie. Znów zmiękło mi serce i tak jesteśmy razem. Budząc się rano znów zaczęłam się nad tym zastanawiać. Żyję w strachu, że znów będziemy się kłócić, że znów będę żałować tego, że mu uległam. Nie chcę już tego więcej przeżywać. Kocham go i na ostatnim spotkaniu czułam się szczęśliwa, ale mimo to nadal się boję tego, że będzie źle. Poza tym chciałabym być wolna i mieć więcej swobody, nie być wciąż kontrolowana i obrażana - jeśli zobaczyłby, że do Was piszę to pewnie też zrobiłby mi awanturę. Zaczynam myśleć, że to ze mną jest coś nie tak, że z nim zrywam, a potem wracam, ale jestem pewna, że jakby nie wymusił spotkania i dał mi święty spokój, to nie wróciłabym do niego:(. Teraz jestem zdezorientowana, nie wiem co robić, nie wiem czy to ja robię coś źle, czy to jego wina, nie wiem czy chcę z nim być czy nie, chociaż raczej nie chcę, ale coś mnie przy nim trzyma i poza tym łatwo się od niego nie uwolnię. Żyję w świadomości, że tracę swój czas, ale boję się odejść, znów mnie zaszantażuje, a ma czym, naprawdę się boję, bo jestem pewna, że nie będzie między nami dobrze, bo od zawsze tak było. Nie powiem, były dobre chwile, ale co to znaczy w porównaniu z tym, że czasem czuję się tak bezradna przy nim i tak poniżona, zmanipulowana, że mam ochotę zabić siebie, albo jego? Już raz latałam za nim z nożem, czuję że się w tym pogrążam... Jak mam myśleć pozytywnie o przyszłości z nim po tym, co przeszliśmy? Po tym piekle jakie przeżywałam nie potrafię już uwierzyć, a on tego nie rozumie...;( Powiedzcie mi, co powinnam zrobić, bo ja na prawdę już nie wiem czy dalej to ciągnąć ze względu na to, że go kocham, czy nie warto, skoro i tak codziennie zastanawiam się nad tym związkiem?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy jeszcze istnieje szansa dla nas obojga?

Witam, Mam na imię Maciej, 32 lata. Moja małżonka 24 lata. Poznaliśmy się i pokochaliśmy niemal od pierwszego wejrzenia. Ślub i dziecko było zaplanowane - to nie żadna wpadka. Około dwóch miesięcy temu rozstałem się z żoną. W jednej chwili...

Witam, Mam na imię Maciej, 32 lata. Moja małżonka 24 lata. Poznaliśmy się i pokochaliśmy niemal od pierwszego wejrzenia. Ślub i dziecko było zaplanowane - to nie żadna wpadka. Około dwóch miesięcy temu rozstałem się z żoną. W jednej chwili świat zawalił mi się na głowę. Straciłem dwie ukochane osoby - dziecko, synka 3 lata i żonę. Powodem tego rozstania było brak zaufania żony do mnie, ciągłe konflikty między nami, niedogadywanie się, kontrolowanie żony. Ogólnie po rozmowie z nią usłyszałem, że ona obawia się mojego zachowania, nie ma do mnie zaufania. Zaczęła mówić o rozwodzie. Mieszka obecnie u swoich rodziców. Wyprowadziła się z naszego mieszkania. Mamy ze sobą jakiś tam kontakt - sprawy dziecka, nasze. Ostatnio podczas spotkania naszego w naszym mieszkaniu dałem jej z powrotem klucze od mieszkania - przyjęła je. W czasie rozmowy wspomniała coś o rozwodzie - zacząłem o tym rozmawiać, starałem się tłumaczyć, wyjaśniać, przyznałem się do swoich błędów, powiedziałem jej iż w chwili obecnej poddałem się terapii psychologicznej. Nie argumentowałem nic, nie okazałem jej miłości, sympatii. Dopiero teraz widzę co talk naprawdę straciłem i jak bardzo wartościową osobą jest moje żona i za razem jak ważną osobą jest. Na co dzień odsunąłem się od niej nie zamęczam jej telefonami, sms-ami - i nie robiłem tego wcześniej po rozstaniu. Kontaktujemy się ze sobą w sprawach naszego synka. Ostatnio nawet poprosiła mnie sama o pomoc - pomogłem jej - podziękowała. Widzę zmiany w sobie nastające krok po kroku. Staram się zmienić swoje zachowanie, sposób życia i wiele innych ważnych dla związku rzeczy. Dopiero teraz zauważam rzeczy jakie moja małżonka robiła dla mnie, jak bardzo starała się mnie nakierować na właściwe tory. Zaprzepaściłem to. Wiem, że wina zawsze leży po środku. Nadmieniam, że nigdy nie zdradziłem swojej żony, nigdy też nie dałem jej powodu do zazdrości, nie jestem żadnym brutalem czy damskim bokserem. Oddałem całe swoje serce na dłoni dla mojej rodziny. Nie popadałem w pracoholizm. Nigdy nie nadużywałem alkoholu czy innych używek. Bardzo chcę naprawić swoje błędy, starać się ich nie popełniać, odzyskać rodzinę, zaufania żony i odbudować uczucie jakie nas łączy. Czy jeszcze istnieje szansa dla nas obojga? Jak być kochającą się rodziną? Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy powinnam zostawić mojego chłopaka?

Mam 18 lat. Jestem ładną, młodą dziewczyną. Mam problem z moim chłopakiem. On ma 22 lata. Jesteśmy ze sobą od ponad roku. Jesteśmy swoimi pierwszymi miłościami. Wszystko zaczęło się kiedy w kwietniu tego roku zostawił mnie mój chłopak… Bardzo...

Mam 18 lat. Jestem ładną, młodą dziewczyną. Mam problem z moim chłopakiem. On ma 22 lata. Jesteśmy ze sobą od ponad roku. Jesteśmy swoimi pierwszymi miłościami.

Wszystko zaczęło się kiedy w kwietniu tego roku zostawił mnie mój chłopak… Bardzo to przeżyłam, zamknęłam się w sobie, wychodziłam tylko do szkoły, nie było ze mną kontaktu, ciągle płakałam, świat mi się zawalił, ponieważ bardzo go kochałam. Nie mogłam jeść, wszystko mi go przypominało. Po miesiącu moich starań o jakikolwiek kontakt z nim udało mi się dojść z nim do porozumienia (przez miesiąc nie miałam z nim kontaktu).

Od tamtej pory, chociaż na początku moje szczęście, że go odzyskałam było ogromne, wszystko było w porządku, ale potem zaczęły się moje problemy. Ciągle się zastanawiam czy on mnie nie zostawi, czy nie zostanę sama. Nie mogę mu zaufać jest mi z tym ciężko, ponieważ bardzo go kocham. Przez to ciągle się kłócimy. Ja płacze po nocach, ponieważ obwiniam o to siebie. Ciągły lęk, że on mnie w końcu zostawi, lęk przed samotnością, odrzuceniem jest ogromny. Jestem nerwową osobą, szybko się denerwuję.

Mój chłopak jest taki sam, dlatego często się kłócimy. Obydwoje mamy dużo problemów w życiu i czuję, że odreagowujemy to na sobie. Często w nerwach padają nieprzemyślane, przykre słowa, wyzwiska jak z jednej tak i z drugiej strony. Bardzo mnie to martwi, za każdym razem jak się kłócimy nie śpię po nocach, płaczę, jest to dla mnie męczące. Ale wiem, że jego również męczy moje zachowanie.

Mam pesymistyczne podejście do życia, ciągle marudzę i nie wierzę, że mi się coś uda. Mój chłopak wiele razy mi coś obiecywał i nie dotrzymywał słowa. Męczy mnie to, że jego rodzina mnie nie akceptuje, chociaż ja jestem porządną dziewczyną, w szczególności mama i brat bliźniak (jednojajowy). Nie rozmawiamy ze sobą i choć nie raz wyciągałam do nich rękę -to nic nie dało. Zastanawiam się czy ja dla niego nie jestem ciężarem i czy nie pasuję do jego życia.

Boję się, że w końcu będzie miał mnie dość i mnie zostawi. Czasem powiem mu w nerwach dużo przykrych słów, ale potem tego bardzo żałuję, ponieważ naprawdę bardzo mi na nim zależy. Nikt tak jak on nie pomógł mi w życiu. W kłótniach często się rozstajemy, ale zaraz wracamy do siebie, bo nie możemy bez siebie wytrzymać. Czy to normalne? Co ja mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak podejść do rozmowy z chłopakiem?

Witam, Mam na imię Angelika i mam 20 lat. Jestem z chłopakiem (23lata) od ponad 4 lat, mieszkamy razem. Mój problem polega na tym, że kompletnie nie potrafimy się porozumieć. Z mojej strony było wiele podejść do poważnych rozmów, starałam...

Witam, Mam na imię Angelika i mam 20 lat. Jestem z chłopakiem (23lata) od ponad 4 lat, mieszkamy razem. Mój problem polega na tym, że kompletnie nie potrafimy się porozumieć. Z mojej strony było wiele podejść do poważnych rozmów, starałam się mówić delikatnie co mnie gnębi. On z kolei zawsze wybucha, że się czepiam, że sama nie jestem lepsza. Zawsze kiedy próbuje rozwinąć temat on się od niego wymiguje, stara się załagodzić sytuację przytulając i całując. Mnie natomiast to denerwuje, ponieważ mam mu wiele do powiedzenia, a on stara się tego uniknąć. Kiedy już porozmawiamy przez chwilę kilka dni jest dobrze, potem wszystko zaczyna się od początku. Wielkim problemem są u nas finanse, co oczywiście skłania nas do "biedniejszego" trybu życia. Ja, dysponując tymi pieniędzmi, chciałabym żeby starczyło na cały miesiąc, niestety on mi w tym nie pomaga. Problemem jest to, że on lubi piwo. Pewnie jak większość mężczyzn i to rozumiem. Tylko jest pewien umiar, którego on czasami nie zna. Wychowywałam się w takiej, a nie innej rodzinie, że nie jestem przekonana do alkoholu, o czym on bardzo dobrze wie. Nie ma mowy u niego o jednym piwie, bo jak on twierdzi: "jednym zrobię sobie tylko smaka". I tutaj powstaje kolejny powód do kłótni. Druga sprawa to seks. Kiedy mówię "nie" po prostu tego nie rozumie. Wydaje mi się, że problemem są tutaj tabletki antykoncepcyjne, które zażywam. Natomiast on interpretuje to inaczej. Wiele razy przez niego płaczę. Kocham go. Bywają dni, że jest pięknie, ale dla mnie jeden dzień kłótni to katorga. Nie potrafię tego znieść. Wiele razy chciałam odejść, ale jest coś co mnie przy nim trzyma. Wiem, że to na pewno jest miłość, bo świata po za nim nie widzę, ale jednak jestem tym powoli zmęczona. Natomiast jest iskierka nadziei, że to się zmieni. Nawiązując. Co robić? Wierzyć, że to się zmieni ? Jak podejść do rozmowy? Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy terapia pomoże przy kłótniach z partnerem?

Jestem w 6 miesiącu ciąży, mój partner mnie zostawił dzień przed wigilią. Związek trwał dokładnie 3 lata, obydwoje mamy dumne charaktery i się prawie ciągle kłóciliśmy, mieliśmy już dużo rozstań i za każdym razem wracaliśmy do siebie. On mi...

Jestem w 6 miesiącu ciąży, mój partner mnie zostawił dzień przed wigilią. Związek trwał dokładnie 3 lata, obydwoje mamy dumne charaktery i się prawie ciągle kłóciliśmy, mieliśmy już dużo rozstań i za każdym razem wracaliśmy do siebie. On mi już jakiś czas mówił, że stracił do mnie szacunek i się czepiał o wiele rzeczy, ogólnie był mało szczęśliwy. Przy rozstaniu powiedział, że jestem jedyną i ostatnią kobietą w jego życiu i płakał opuszczając mnie. Powiedział, że robi to dla nas, że tak będzie lepiej i wyprowadził się do innego miasta zostawiając mnie w dużym zimnym domu samą. Ja go wciąż kocham, zaplanowaliśmy to dziecko, więc chcę, żeby miało normalną rodzinę. Czy terapia by coś tu pomogła? Ja czuję, że i ja i on potrzebujemy rozmowy z psychologiem, gdyż on mi nie może wybaczyć zdrady, której nigdy nie było, z przed 3 lat, początku naszego związku i chyba to blokowało nasz rozwój.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nie wiem co sie stało - czy on chce się rozstać?

Witam, Mam 26 lat, jestem w związku z o 13 lat starszym mężczyzna. Jest to wspaniała i ciepła osoba, która bardzo mi pomogła w życiu, można powiedzieć, że nauczyła mnie żyć od nowa, dzięki niemu zmieniłam się na lepsze. Jest...

Witam, Mam 26 lat, jestem w związku z o 13 lat starszym mężczyzna. Jest to wspaniała i ciepła osoba, która bardzo mi pomogła w życiu, można powiedzieć, że nauczyła mnie żyć od nowa, dzięki niemu zmieniłam się na lepsze. Jest dla mnie partnerem, kochankiem, ale też chyba podświadomie zapełnił także lukę w moim życiu, która wyniknąłem z faktu, że nie miałam ojca. Przez to uzależniłam się od niego psychicznie. Na samym początku popełniłam kilka błędów typowych dla niedoświadczonej kobiety - wylałam na niego zbyt wiele uczucia, za bardzo dałam mu do rozmienia, że kocham go ogromną miłością. On jest kimś po przejściach, kimś. kto całe życie był sam, lubił swoja niezależność, ciężko na nią pracował - podejrzewam, że moja miłość go przeraziła, powiedział mi kiedyś, że jestem jak czysty dywan, który boi się podbrudzić. Po jakimś czasie próbował to zakończyć, bardzo przy nim cierpiałam, tego samego dnia stwierdził, że próbujemy jeszcze raz. Po mniej więcej pół roku, w grudniu, powiedział, że potrzebuje czasu, musi zobaczyć czy za mną zatęskni, potrzebuje przestrzeni, chwili beze mnie - po 2 dniach już pisał, że tęskni. Było mi ciężko, straciłam wtedy zaufanie, bałam się z nim porozmawiać o tym co się stało i dlaczego, bo naprawdę nic nie wskazywało na to, że czuł się przytłoczony. Minęły szczęśliwe 2 lata, dotarliśmy się, ja się bardzo zmieniłam, z zahukanej dziewczyny stałam się kobieta, nie ograniczałam jego wolności, ufaliśmy sobie, szanowaliśmy się, on bardzo mnie wspierał zawsze jak było mi ciężko, ja zaciskałam zęby, kiedy on, jak to mężczyzna nie chciał rozmawiać o swoich problemach, nie byłam typem bluszcz, zawsze był ze mnie dumny, jestem atrakcyjną kobietę. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że coś się popsuło w momencie jak się obroniłam i zaczęłam szukać pracy. Pierwsza praca poza zawodem - wspierał mnie mimo wszystko, ale podkreślał, że to nie praca dla mnie. Po roku firma upadła, zostałam na lodzie, był to trudny okres - bardzo źle się czułam bez pracy, on się gniewał, że się poddaje, że przestaje w siebie wierzyć, że powinnam znać swoja wartość, widział, że jestem słaba. Dostałam pracę nie w zawodzie, ale polubiłam ją - świetna atmosfera, dobre zarobki, ciekawa. On się tym razem nie cieszył ze mną - bolało, że przestał być ze mnie dumny choć sam próbował mi znaleźć prace i widział jak ciężko jest na rynku. Mimo to dalej było miedzy nami dobrze. Po 3 latach nie był tym zamkniętym w sobie facetem w grubej skorupie - stal się taki "mój", możne miał dość, że ciągle liczyłam na niego. 2 tygodnie temu, podczas spaceru zeszło na temat pracy - powiedziałam, że cieszę się, że ją mam, że odżyłam - odparł, że stać mnie na więcej, coś bardziej na moja miarę i inteligencję, był spięty, jakiś nie swój, od początku wieczoru zresztą. Poczułam się urażona o czym powiedziałam mu pod moi domem - jego reakcja mnie zszokowała, tak jakbym wymierzyła mu policzek – zapytał, czy to źle, że mówi prawdę i coś, że ma teraz dużo problemów, a TO mu nie pomaga. Zabrał swoje rzeczy, bo miał zostać na noc i wrócił do domu bardzo zły. Na 2 dzień próbowałam załagodzić sytuację - cisza. Później napisał, że odezwie się jak mu przejdzie, odczekałam kilka dni pełna niepokoju, w strasznym stanie napisałam, że tak nie mogę, że zwariuje odpisał coś niemiłego, żebym się zajęła sobą, że on potrzebuje czasu. Po kolejnych dniach znów mój żałosny sms – cisza; po kolejnych zmusiłam go żeby zadzwonił. Rozmawialiśmy, powiedział, że to o niego chodzi, zrozumiałam, że wrócił problem sprzed 2 lat, że coś mu nie gra, że jestem idealna, że on się nie ma do czego doczepić i nie wie o co chodzi. Po rozmowie napisał sms-a, że będzie dobrze, że on w to wierzy. Wczoraj znów tak odpowiedział, że wierzy, żebym dała jeszcze chwilę. Nie wiem co mam myśleć, jestem załamana, jutro minie 2 tyg. takiej stagnacji, jestem na wykończeniu, wariuję z tęsknoty i tej niewiedzy:(, tak myślę, czy to może dlatego, że moja miłość była dla niego zbyt oczywista, że myślał, że mnie już ma, nie ma o co walczyć, za bardzo go kochałam? Co Pani sadzi o tym, że on potrzebuje czasu? Co się teraz dzieje w jego głowie? I co ja mogę z zrobić? Siedzieć cicho, czy jednak się odzywać, ale nie atakować, w miły sposób przypominać o sobie? Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak żyć normalnie?

Witam! Mam wielki problem z którym nie potrafię sobie poradzić i z każdym dniem jest coraz gorzej. Na wstępie poinformuję, że 9 lat temu nałogowo brałem amfetaminę, co trwało kolejne 3 lata. Z nałogu wyszliśmy wspólnie z moją obecną...

Witam! Mam wielki problem z którym nie potrafię sobie poradzić i z każdym dniem jest coraz gorzej. Na wstępie poinformuję, że 9 lat temu nałogowo brałem amfetaminę, co trwało kolejne 3 lata. Z nałogu wyszliśmy wspólnie z moją obecną żoną i tu zaczynają się schody. Najpierw byliśmy przyjaciółmi, później pojawiła się miłość i od 2004 roku jesteśmy w związku. Wszystko było pięknie aż do 2006 roku kiedy mojej partnerce przytrafił się niewielki skok w bok. Wtedy stałem się lekko podejrzliwy i zaborczy. Taka sytuacja trwała do marca tego roku, kiedy sytuacja powtórzyła się, tylko już z "grubszej rury". Do kontaktów fizycznych chyba nie doszło, ale był tzw. seks przez telefon. Uwierzcie mi, ale zdrada psychiczna boli tak samo jak fizyczna, a chyba nawet bardziej. Po wielu trudnych i bolesnych rozmowach wykreśliłem to na jakiś czas z pamięci. W sierpniu moja żona dostała nową pracę, a we wrześniu wzięliśmy ślub. W nowej pracy moja żona ma nieplanowane wyjazdy i tego moja psychika nie potrafiła przyjąć, znów stałem się mocno podejrzliwy. W krótkim czasie zmieniły jej się gusta muzyczne, zaczęła czytać książki, czego nie robiła nigdy. To spowodowało, że zajrzałem w jej telefon. Znalazłem w nim sms-a, w którym napisała do kolegi z pracy "mój najcieplejszy promyku słońca". Te 4 głupie słowa 2 miesiące po ślubie, spowodowały, że coś we mnie pękło. Załamałem się i w ciągu miesiąca schudłem 10 kg, bardzo mało sypiam i wcale nie jestem w stanie pracować. W teście na depresję wyszły mi 44 pkt. Oprócz tego mam chyba jakąś obsesję na punkcie żony, raz jestem potulny jak baranek, by po chwili przejrzeć jej rzeczy i zrobić bezsensowną zadymę. Dodam, że do poradni jestem zarejestrowany na 28 z powodu braku wolnych terminów, a na prywatną wizytę mnie nie stać. Czy jest jeszcze jakaś szansa wrócić do normalności? Czy da się jeszcze naprawić nasz związek?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Problemy z psychiką - czy mam szansę na udany związek?

Mam 19 lat. I mam dosyć duży problem. Jestem z moim chłopakiem od ponad półtora roku. Początki były nawet fajne. Zabiegał o mnie, traktował mnie z należytym szacunkiem, wspierał mnie, mogłam liczyć na jego dobre słowo. I mimo przeżyć, jakie...

Mam 19 lat. I mam dosyć duży problem. Jestem z moim chłopakiem od ponad półtora roku. Początki były nawet fajne. Zabiegał o mnie, traktował mnie z należytym szacunkiem, wspierał mnie, mogłam liczyć na jego dobre słowo. I mimo przeżyć, jakie przeszedł. Jest z rodziny alkoholicznej, mieszka na trudnej dzielnicy, nie może liczyć na wsparcie rodziców ani braci. Jego ojciec bił go od czasu jak był dzieckiem, chciał podnieść rękę na jego i na jego brata (ma brata bliźniaka) kiedy jeszcze byli niemowlętami. Zrobiłby to gdyby jego matka nie interweniowała. Nie było u nich nigdy normalnej rodzinnej rozmowy. Wyrzucili go ze szkoły, sprawiał problemy wychowawcze. Nie mógł liczyć na wsparcie kuratorki. Ignorowała jego wypowiedzi. Większą uwagę przywiązywała do tego, co mówiła jego matka. Już od dziecka chodził niedożywiony. Kradli z bratem jedzenie żeby zaspokoić głód. Pali papierosy od 10. roku życia. Miał 20 dziewczyn przede mną. Uważam, że u każdej poszukiwał miłości i zainteresowania jakiego nie otrzymał w domu rodzinnym. Wracając do tematu. Imprezował sporo, dużo pił, miał styczność z narkotykami, ale nie był uzależniony od narkotyków. Żeby każdy swój ból uśmierzyć popijał, to było jednym z powodów, dla którego rzuciło go kilka dziewczyn, aczkolwiek nie wiedziałam o tym. Wiec mimo tych wszystkich problemów, których nie znałam zakochując się w nim, układało się nam, wspierałam go. Pisze wiersze, przelewa swoje bóle na papier, prowadzi też dzienniki z życia. Postrzegałam jego jako wrażliwego człowieka, łaknącego miłości, przepełnionego cierpieniem. Nie zdawałam sobie sprawy, że posiadał tyle złych przeżyć. Wszystko zaczęło się zmieniać z czasem. Upił się, wdał w bójkę i złamano mu nos. Niby taki początek. Dowiedziałam się po fakcie. Mimo to obiecał mi, że to się nie powtórzy. Na początku związku mówił mi o tym, że mu zależy na mnie, że mnie kocha (w sumie szybko się do mnie przywiązał), powiedział, że na mnie nigdy nie podniesie ręki i nie wyzwie mnie. Przechodziłam z nim przez różne trudne sytuacje. Wyjechałam pracować za granice w wakacje i po jakiś 2 tygodniach wyznał mi, że pije od dwóch tygodni, rodzice go wyrzucili z domu. Tęsknił za mną i przez to pił, co mnie ogromnie wyprowadziło z równowagi. Niejednokrotnie miały miejsce takie sytuacje, w których nie panował nad sobą. Początki były spokojne, z czasem coraz gorzej. Od samego początku moi dziadkowie nie akceptowali go, rodzina też. Nie podobał się im jego styl ubierania się, to że nosi długie włosy. Ale raczej najbardziej, że nie ma pracy i nie uczy się. Dorabiał dorywczo, lecz nie udało mu się załatwić niczego na dłużej. Mama go na zimę po raz kolejny wyrzuciła z domu, szukał wsparcia w rodzinie, lecz nie mogli mu pomoc na dłużej, babcia go najbardziej wspierała i jest najbliższą jemu osobą oprócz mnie. Zdenerwowałam się, udałam się na rozmowę do jego brata, potem z nim do jego domu, do matki. Byłam przy nim, rozmawiałam z jego mamą. Wyznała że go kocha, że psycholog jej radziła tak z nim postępować. Przyjęła go z powrotem do domu. Nie wspomniałam jednak o moich problemach, regularnie co jakiś czas, nawet będąc na imprezie, upijał się. I mówił mi po fakcie. Nie wspominałam, że próbowałam z nim zrywać kilkakrotnie, nie będąc na tyle silna by udźwignąć cały ciężar związany z jego zachowaniami i krytyką innych mojego związku z nim. Krytykowano również mnie, wyśmiewano się. Niejednokrotnie mówił mi, że się zabije, jeśli od niego odejdę, że jestem jego ostatnią dziewczyną. Ma za sobą próby samobójcze... Jak już wspominałam było coraz gorzej. Były okresy kiedy był dla mnie miły i troskliwy, ale najwięcej było tych, w których się kłóciliśmy i tych, które były zbyt trudne dla mnie. Z czasem zaczęłam się czuć coraz bardziej wypalona. Potrafił być podły dla mnie, kiedy płakałam mówił: "i czego ryczysz? Nie masz po co". Zdarzały się sytuacje, że mnie szarpał. Miałam niejednokrotnie siniaki. Wyżywał się na różnych rzeczach. Niejednokrotnie pomagałam mu jak był pijany, nie zostawiłam go. Wspierałam go cały czas. Niejednokrotnie się szarpaliśmy. Potrafił do mnie zadzwonić po pijaku, powiedzieć że jestem kur*a, szmata, dziwka, a następnego dnia powiedzieć, że nic nie pamięta (jednokrotny incydent). Za każdym razem mnie przeprasza kiedy się upije. Przynosiłam mu jedzenie żeby miał co jeść. Troszczyłam się o niego. Mimo wszystko. Zamieszkał w mieszkaniu po zmarłym wujku. Miał prace przez wakacje, ale to tyle. Pomagałam ja i moja mama. Przez cały ten okres straciłam sens i chęci do życia, zaczęłam mieć myśli samobójcze. Zrobiłam się agresywniejsza dla niego. Mimo że nigdy tak się nie zachowywałam. Jak bezczelnie się do mnie odezwał ostatnio, rzuciłam się na niego z rękoma. Oczywiście wywiązała się szarpanina, chciałam się powiesić na kablu od żelazka i o mały włos by mi się udało... przygryzłam sobie język. W porę się otrząsnęłam. Pobiegłam do pokoju, w którym był i zdyszana odparłam „pomóż mi”. Pomógł. Kilkakrotnie próbowałam to zrobić, ale tym razem było na poważnie. Mieliśmy też okresy, że było dobrze, zaczęliśmy rozmawiać ze sobą, ostatnio był kolejny incydent. Napił się, znowu mnie tym zdenerwował, wyznał mi, że chce się zmienić, że nie umie, że się stara i nie umie, że chce się zmienić, że chce skorzystać z pomocy, chce się leczyć. Odbyliśmy poważna rozmowę. Powiedział, że wystarczy ze przy nim będę. Wczoraj wróciła moja mama z zagranicy. Miała imieniny wiec zostałam. Powiedział, że będzie ok. Dzwoniłam i pytałam się co u niego, mówił że ok. Był u taty. Nie pił, a potem wrócił do domu. Wczoraj w nocy dzwoniłam i nie odbierał. Myślałam że śpi. Dziś rano zadzwonił. Powiedział, że nie wie co się stało, że jest cały zakrwawiony, że mu krew z nosa leci. Że nie ma telefonów i kilku swoich rzeczy. Potem wyznał, że kumpel do niego zadzwonił i że poszedł do niego pić. I nie pamięta reszty, jak wrócił ani nic. Powiedziałam, że mu się to należało widać, powiedział, że wie, ale nie wie co zrobić. Dzwoniłam do kumpla i nie odebrał. Prosił żebym przyjechała, ale nie mogłam. Napisałam, że nie mogę. Rozmawiałam z moją mamą. Nie mam już siły na to. Jestem wykończona psychicznie. Nie czuje się już w ogóle szczęśliwa. Lecz dzięki rozmowie z moją mamą i przyjaciółką, która była u mnie dzisiaj zrozumiałam, że powinnam bardziej się skupić na sobie. Na nauce i na dostaniu się na studia. Od razu mówię, że mam również własne pasje, zainteresowania (gram na gitarze, chodzę na fakultety do szkoły, śpiewam w szkole muzycznej). Lecz to jakoś w tym wszystkim nie daje mi radości. Rozmowa z moja przyjaciółką podniosła mnie na duchu. Bardzo się zmieniłam przez te półtora roku. Zatraciłam gdzieś tą radosną cząstkę siebie. Zawsze byłam radosna. Miewałam problemy jak każdy, ale nie aż tak. Teraz nie ma dnia żebym nie płakała. A mój chłopak denerwuje się kiedy nie mam dla niego czasu. Drugi dzień się nie widzimy. Myślę poważnie nad tym, że chciałabym to zakończyć definitywnie, kocham go, ale nie mam siły na kolejne nerwy, tym bardziej, że miałam już poważne zaburzenia. Byłam w szpitalu psychiatrycznym, z podejrzeniem o padaczkę na tle nerwowym, byłam wówczas z moim pierwszym poważnym chłopakiem (mój były, byłam z nim przed obecnym). Boje się, że nie pomogę mu, ani on mi, bo każde z nas potrzebuje pomocy (chodzę do psychologa). Mój obecny chłopak nie chodzi gdyż nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Wiem już, że mam dosyć, ale co ja mam zrobić. Dodatkowo w lutym jego rodzice się rozwodzą, on ma dół psychiczny, czuje się bezwartościowy i jest chory, potrzebuje pomocy. Mam z nim zerwać? Najbardziej przeraża mi to, że mogłabym być tak bezduszna, lecz ja też pragnę szczęścia, boję się kolejnej z jego reakcji, on nie pogodziłby się z utratą mnie, boję się, że zacznie mnie prześladować lub się powiesi. Boje się jego zachowania. Dziś rozmawiałam o tym z przyjaciółką czy powinnam stopniowo się od niego oddalać, przestawać się angażować w jego sprawy? Doradziła mi żebym mu nie mówiła, że go kocham... :( Kocham go, ale to jest wszystko takie chore i skomplikowane. Nie wiem co robić. Proszę, doradźcie mi jak mam postępować. To ja napisałam ten anonimowy artykuł jakiś czas temu. Próbowałam zerwać z moim chłopakiem ostatnio ostatecznie, lecz poprosił o ostatnią szanse. Dałam mu ją. Nie miały miejsca żadne niepokojące incydenty. Oprócz tego, że ostatnio pił przez 3 dni - niedużo, ale pił. Powiedział mi, że nie umie odmówić, kiedy ktoś mu proponuje alkohol. Wcześniej mu się to udawało, a teraz sięga po kieliszek. Mówi, że podejmie leczenie, że mu zależy na tym żeby się zmienić i że sam źle się z tym czuje. W styczniu przywrócą mu ubezpieczenie, powiedział, że od razu pójdzie do psychologa… Ja wiem, że on już nie daje rady w tym poczuciu beznadziei swojego losu i życia (problemy z pracą, brak szkoły, brak wsparcia u rodziców i rodzeństwa). Koledzy mu nie pomogą, tylko poleją. Powiedziałam mu, czy wie o tym, że najlepszym rozwiązaniem byłaby dla niego hospitalizacja, powiedział, że tak. Wie, że w szpitalu mu pomogą. Ja o tym wiem. Spędziłam jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym i to jest miejsce, w którym naprawdę człowiek się zmienia. Staje się silniejszy psychicznie. Zaczyna coraz bardziej rozumieć samego siebie (leżałam na oddziale młodzieżowym). Wiele osób trafiło tam na leczenie z uzależnienia. I powychodziło z tego. Chcę wiedzieć, czy z perspektywy specjalisty psychologa jest jakaś szansa aby taki związek przetrwał, zmienił się. Wiem, że jest toksyczny.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy związek z osobą leczącą się psychiatrycznie ma sens?

Witam, Mam 23 lata. Od kilku lat choruję psychicznie, obecnie jestem pacjentką psychiatrycznego oddziału dziennego jednego z krakowskich szpitali. Leczę się z depresji, nerwicy lękowej, fobii społecznej oraz zaburzeń osobowości, przyjmuję stale leki antydepresyjne. Skończyłam studia, mieszkam i utrzymuję się...

Witam, Mam 23 lata. Od kilku lat choruję psychicznie, obecnie jestem pacjentką psychiatrycznego oddziału dziennego jednego z krakowskich szpitali. Leczę się z depresji, nerwicy lękowej, fobii społecznej oraz zaburzeń osobowości, przyjmuję stale leki antydepresyjne. Skończyłam studia, mieszkam i utrzymuję się sama. Niedawno związałam się z 26-letnim chłopakiem, który również okazał się pacjentem poradni psychiatrycznej. Cierpi na zaburzenia typu borderline, depresję, nerwicę, również przyjmuje leki. Nasza relacja jest bardzo skomplikowana. On posiada wiele dziwnych nawyków, które tłumaczy chorobą, w ogóle wiele kwestii tłumaczy swoją chorobą i wymaga ode mnie bezgranicznej akceptacji. Często zdarza się, że nie zważa na moje uczucia mówiąc rzeczy, które mnie ranią. Jestem osobą bardzo wrażliwą, wszelka krytyka bardzo mocno we mnie zapada, nad tym też obecnie pracuję, jednak uważam, że dobry związek opiera się na kompromisie i ja jestem w stanie zmienić w sobie niektóre zachowania, aby jemu było lepiej, jednak nie dostrzegam takiej chęci z drugiej strony. Chciałabym się dowiedzieć, na ile powinnam zaakceptować jego przyzwyczajenia (np. nienaruszalny rytm dnia, wszelka zmiana w nim powoduje u niego drażliwość, wyładowywaną także na mnie), których jest bardzo wiele, a na ile motywować go do zmian lub zastanowić się nad sensem tej relacji? Dodam, że pomimo posiadania przeze mnie swoich problemów, rola "tej silniejszej" w związku nieco pomaga mi w przezwyciężeniu swoich słabości, jednak momentami brakuje mi już siły do pocieszania załamanego partnera, znoszenia jego nawyków oraz radzenia sobie z własnymi "demonami". Byłabym wdzięczna za jakiekolwiek sugestie. Kinga B.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak zaakceptować odejście osoby, którą się kocha?

Witam, Mam 26 lat, od 5 miesięcy jestem mężatką. Z moim partnerem jestem od 7 lat. Jest on najwspanialszym i najżyczliwszym mężczyzną jakiego kiedykolwiek poznałam. Zaczęło się u nas od przyjaźni, wspólne studia, wspólne dojazdy do domu. Ja zerwałam w...

Witam, Mam 26 lat, od 5 miesięcy jestem mężatką. Z moim partnerem jestem od 7 lat. Jest on najwspanialszym i najżyczliwszym mężczyzną jakiego kiedykolwiek poznałam. Zaczęło się u nas od przyjaźni, wspólne studia, wspólne dojazdy do domu. Ja zerwałam w tym czasie z poprzednim partnerem. Miałam złamane serce. Mój mąż wtedy był dla mnie podporą, ocierał mi łzy i wspierał w ciężkich chwilach. Później nasza przyjaźń przerodziła się w miłość. On wcześniej mi powiedział, że mnie kocha, mi zajęło nieco czasu znów kogoś pokochać. Ale miałam wrażenie, że przez te 7 lat byliśmy bardzo szczęśliwi razem. On jest niesamowity, ciepły, kochający i potrafił dać mi każdą cześć siebie. Ja niestety od zawsze miałam problemy ze sobą. Brak akceptacji, niska samoocena, brak jakieś takiej pasji w życiu - do teraz nie wiem co chcę robić, czym się zająć. Choć mam pracę, nie cieszy mnie. Zawsze układałam życie naokoło nas, przeprowadziłam się do obcego miasta z mężem, bo zawsze myślałam, że i tak pewnie kiedyś to ja poświecę się dzieciom i domowi i moja praca jest mniej ważna itd. Przez te wszystkie lata to on był dla mnie oparciem, ja dla niego rzadko. On jest niepoprawnym optymista, radosnym człowiekiem, który nigdy nie narzekał, nawet gdy było mu bardzo ciężko, to on wręcz przytulał mnie i mówił, że będzie dobrze. Pobierałam od niego pozytywną energię i jego optymizm. Ja z kolei jestem płaczliwa, pesymistycznie zazwyczaj nastawiona do świata, brakuje mi jakieś takiej zwykłej radości z życia. Wszyscy znajomi mówili, że jesteśmy zawsze super parą, bardzo się kochamy, spędzamy każdą chwilę razem, dużo wyjeżdżamy itd. Nikt jednak nie widział tej drugiej naszej strony, że to zawsze on się starał, że to on był podporą bardziej dla mnie niż ja dla niego, że to on sam sobie radził ze swoimi nastrojami i złym humorem, nie pokazując mi niczego złego, że to on zawsze mnie przytulał, obejmował, całował i pisał, że mnie kocha. A to ja dawałam mu tylko tyle, ile w danym momencie chciałam, często wiedziona złym humorem go odpychałam. Często byłam bardzo dla niego niedobra, nie dawałam mu tyle ciepła i miłości ile chciałam, ale jednocześnie wiedziałam, że bardzo go kocham. Za rzadko mu mówiłam o tym. Nawet seks przestał być namiętny, był tylko żeby zaspokoić jakieś tam potrzeby. To ciężko opisać, bo kochając go i potrzebując tak mocno jednoczenie go odpychałam w tym samym czasie. Byłam ostatnio u psycholog i ona mi powiedziała po godzinie ze potrafi skwitować mnie jednym zdaniem: że jestem osobą, która uważa, że nie zasługuje na miłość i podświadomie próbowałam niszczyć to co miałam przez lata. Miesiąc temu mój mąż porozmawiał ze mną. Usiadł i powiedział, że już nie potrafi dłużej udawać, że od jakiegoś czasu czuje, że jego uczucie wygasło, że czuł się ograniczany, że próbowałam na siłę nim sterować, zmieniać go, że nie dostawał ode mnie żadnych ciepłych uczuć, że tyle razy go odpychałam i raniłam swoim zachowaniem, że wręcz nie potrafi teraz już blisko mnie być. Bardzo mnie to zabolało i postawiło na nogi. Otworzyło oczy... Ja go nie przestałam kochać, ale zdałam sobie sprawę jak się zachowywałam w naszym związku, jak pogardzałam nim czasami, jak wykorzystywałam jego optymizm i zmuszałam, żeby zawsze pomagał mi w moich problemach. Tego się nie da opisać jak się czuję. Czuję się jak jakiś potwor, choć wiem, że nim nie jestem. Wiem co chcę w sobie zmienić i wiedziałam przez lata czego w sobie nie lubię i źle czułam się zawsze we własnej skórze. Teraz zaczęłam chodzić do psychologa, tylko nieco za późno. On na początku po tej rozmowie nie potrafił nawet na mnie patrzeć, uśmiechać się, nic. Mamy wspólne mieszkanie, wspólne jakieś tam materialne rzeczy, więc choć najlepszą decyzją wydawało nam się rozstanie na jakiś czas, to jednak ciężkie do wykonania. Więc przyjeżdżał raz na parę dni do domu na chwilkę, nocując gdzieś w jakichś hotelikach albo po prostu spiąć w aucie. Teraz są święta, stwierdziliśmy, że spędzimy je razem, jako że ten okres jest dla nas obojga ważny. Gościliśmy znajomych. Było milo, przyjemnie rodzinnie i ciepło. Jednak cały czas widzę w nim brak do mnie jakiejkolwiek miłości. Stara się być miły, jak dla przyjaciółki, ale na tym się kończy. Ja mam wrażenie, że żebrzę o każde przytulenie i uśmiech. Wiem, że w tym wszystkim jest praktycznie tylko i wyłącznie moja wina w tym, jak go traktowałam i jak nie doceniałam naszej wspólnej miłości. Do niego mam tylko żal, że nie powiedział wcześniej jak się z tym wszystkim czuł, ponoć już przed ślubem miał mnóstwo czarnych myśli. Teraz, po ślubie, ciężko podjąć jakaś decyzję. Wiem, że on się nie poddaje, wiem że nie ma nikogo innego na boku. Wiem, że chce walczyć, stąd wciąż pewne rzeczy robimy razem, wciąż się stara, ale mówi, że nie potrafi już więcej udawać ani wmawiać mi i nam, że będzie dobrze. Widzę, że nie zmusza się do miłości do mnie. Wiem, że tak jest lepiej. Jednak nie wiem jak pozwolić mu odejść jednocześnie tak bardzo go kochając. Nie wydaje mi się, że coś może się jeszcze zmienić. Dopiero minął miesiąc w sumie, ale ja psychicznie nie wytrzymuje tego niewiadomego, nie wiem co będzie za miesiąc, dwa. Nie wiem, czy da nam ponownie jakąkolwiek szansę, nie wiem czy on będzie w stanie cokolwiek do mnie kiedykolwiek jeszcze poczuć - tych rzeczy nie da się przyspieszyć ani sfałszować. Wydaje mi się, że za długo dusił w sobie negatywne emocje, żal do mnie o moje zachowania, ale jednocześnie, kochając mnie, bardzo nie chciał skrzywdzić. Wydaje mi się, że coś w nim tak pękło, że nie widzi już we mnie niczego z dawnej osoby, w której się zakochał. Przychodzi mi tylko jedno zdanie do głowy: „gdybym mogła cofnąć czas…”, ale już za późno:(. Jak sobie z tym poradzić?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co zrobić z chorobliwą zazdrością i brakiem wiary w siebie?

Witam, Mam na imię Marzena i mam 28 lat, jestem mężatką od 8 lat i mam 5-letnią córkę. Od ponad 2 lat mój związek przechodzi kryzys, więcej dni się kłócimy. Nigdy nie byłam zazdrosna o mojego męża, natomiast od momentu...

Witam, Mam na imię Marzena i mam 28 lat, jestem mężatką od 8 lat i mam 5-letnią córkę. Od ponad 2 lat mój związek przechodzi kryzys, więcej dni się kłócimy. Nigdy nie byłam zazdrosna o mojego męża, natomiast od momentu jak zaczął przesiadywać na GG z koleżanką z pracy nocami, później cały czas razem mieli zmiany, czyli partnerzy - wspólna szatnia do przebierania, pękło coś we mnie. W tym momencie nie ufam mu, nie wierzę w żadne słowo, jestem po prostu kłębkiem nerwów, nie wiem co mam robić już, jest coraz gorzej. W pracy też jest różnie - prowadzę własną działalność i jest teraz okres taki, że nie ma nikogo, bywają dni, że siedzę sama cały dzień przed komputerem. Nie wierzę w siebie, że może mi się coś udać. Nie radzę sobie z tym już, nie wiem co mam robić. Wiem jedno: mój związek się sypie, jest to kwestia czasu jeśli się nie zmienimy. Teraz pałamy do siebie nie miłością, tylko nienawiścią.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak żyć w zgodzie ze swoim partnerem?

Witam, Mam 20 lat. Od ponad dwóch lat jestem ze swoim obecnym chłopakiem - niby bardzo się kochamy, ale jakby oddalamy z każdym dniem. Mieszkamy razem ponad rok. Co zrobić, żeby było dobrze? Czasami już jestem bezradna, bo nie wiem...

Witam, Mam 20 lat. Od ponad dwóch lat jestem ze swoim obecnym chłopakiem - niby bardzo się kochamy, ale jakby oddalamy z każdym dniem. Mieszkamy razem ponad rok. Co zrobić, żeby było dobrze? Czasami już jestem bezradna, bo nie wiem co mam robić - płakać już czasami to nawet nie mam siły, ustępuję mu jak tylko mogę, a jeśli nie zrobię czegoś po jego myśli, czy jak on coś chce, to już jest obrażony i wtedy najchętniej to krzyczy na mnie i wypomina mi wszystko - czy to już koniec uczucia? Czasami już mam dosyć, najchętniej powiedziałabym: „idź sobie i nie wracaj”, ale nie umiem, kocham go z całego serca i on mnie niby też, ale jak go pytam czasami po kłótni „czy mnie kochasz”, to on mówi, że tak, ale nie wiem czy mówi żeby dać mu spokój. Gdyby mnie naprawdę kochał to nie mówiłby czasami obraźliwych słów. Kiedyś było całkiem inaczej, miał dla mnie czas, a teraz tylko niedziela i ma ciągle pretensje, że to nie tak coś postawię czy cokolwiek. On mnie chyba nie rozumie, że chcę mieć go chociaż na chwilę, poprzytulać się czy spędzić ze sobą kilka minut sam na sam - on ciągle mówi, że przecież ma dla mnie czas, a ja coś wymyślam. Proszę o pomoc! Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak rozmawiać z mężem?

Po urodzeniu dziecka (córka ma już 7 miesięcy) zaczęliśmy się od siebie oddalać, coraz mniej rozmawialiśmy. Mąż stał się bez humoru, czasami wręcz "warczał" na mnie - myślałam ok, jest przemęczony, nie wysypia się, ale było tylko gorzej. Zauważyłam, że...

Po urodzeniu dziecka (córka ma już 7 miesięcy) zaczęliśmy się od siebie oddalać, coraz mniej rozmawialiśmy. Mąż stał się bez humoru, czasami wręcz "warczał" na mnie - myślałam ok, jest przemęczony, nie wysypia się, ale było tylko gorzej. Zauważyłam, że od jakiegoś czasu mąż ukradkiem pisze sms-y. Ostatnio niechcący przeczytałam sms-a, którego dostał - okazuje się, że kontaktuje się ze swoja koleżanką z pracy - obawiam się, że ma z nią romans. Nie wiem co robić. Jak z nim rozmawiać? Jak ratować nasze małżeństwo?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty