Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Uczucie braku myśli - czy to może być rak mózgu?

Miewam od jakiś kilku dni uczucie braku myśli, martwię się tym bardzo, czy może być to efektem burzy hormonalnej? Dodam, że cierpię na hipochondrię i często wmawiam sobie choroby, czy to może być rak mózgu? Proszę o pomoc ;(
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Wszystkiego się boję, czy to depresja? Proszę o pomoc

Witam i proszę o pomoc. Mam 13 lat, codziennie płaczę bez powodu, chodzę załamana, boję się wszystkiego, miałam problemy w szkole (szantaż i w ogóle przezywają mnie) - strasznie się z tym przejmuję. Gdy ktoś zadzwoni do drzwi i widzę...

Witam i proszę o pomoc. Mam 13 lat, codziennie płaczę bez powodu, chodzę załamana, boję się wszystkiego, miałam problemy w szkole (szantaż i w ogóle przezywają mnie) - strasznie się z tym przejmuję. Gdy ktoś zadzwoni do drzwi i widzę tam jakiegoś mężczyznę zaraz się obawiam, że przyszedł aby mi coś zrobić, siedzę w domu całymi dniami. Bardzo proszę o pomoc, byłabym bardzo wdzięczna - proszę. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Problem z nerwicą - jakie badania jeszcze mogę wykonać?

Mam, na imię Wiesław, lat 43. Zaczęło się to wszystko około listopada 2009 r. Siedząc na kanapie zakołatało mi serce, tzn. tak, jakby w ułamku sekundy się zatrzymało i raz mocniej uderzyło.Wystąpił przy tym wybuch ciepła i potem taki zimny...

Mam, na imię Wiesław, lat 43. Zaczęło się to wszystko około listopada 2009 r. Siedząc na kanapie zakołatało mi serce, tzn. tak, jakby w ułamku sekundy się zatrzymało i raz mocniej uderzyło.Wystąpił przy tym wybuch ciepła i potem taki zimny pot. Towarzyszy również ciągły szum w głowie tak głośny, że idzie zwariować. Nie sypiam normalnie, np. zasypiam i nagle po 2 godz. otwieram oczy o 2 czy też 3 w nocy i w zasadzie do 6 rano nie śpię. Zauważyłem też, że bez powodu boli mnie głowa i potrafi boleć cały dzień, czuję taki ścisk w gardle, raz bardziej, raz troszkę mniej. Od 2 lat nie przespałem normalnie nocy, mam wory pod oczami, wstaję z łóżka i jestem zmęczony. Zrobiłem się taki nerwowy, że nawet jak ktoś mi zajdzie niechcący drogę na chodniku to mam ochotę zabić! Takie są moje reakcje. Poszedłem do rodzinnego - niestety, ale kazała mi tylko brać magnez. Oczywiście stan się nie poprawił, więc ponownie poszedłem do rodzinnego, więc powiedziała, że wymyślam i wypisała mi skierowanie na badanie tarczycy. Badanie podstawowe wykazało, że niby ok. I od tego momentu postanowiłem pochodzić po lekarzach prywatnie. Zrobiłem całe usg serca, holter, ekg, eeg, krew - wyszło, że jest wszystko dobrze. Prześwietliłem kręgosłup szyjny, bo wyczytałem, że powyższe objawy mogą być od kręgosłupa - bez zmian, choć zdjęcie robione 10 lat wstecz wykazało dyskopatię szyjną na poziomie vc4/vc5 - przyjmuję, że kręgosłup się naprawił. Rano jak wstaję jestem zmęczony jakbym nie spał 2 dni. Mam opuchnięte oczy, czuję mrowienie głowy, wprowadza mnie to w stan wściekłości, bo chcę tylko wiedzieć co to jest. Coś mnie tknęło i poszedłem do irydologa, który potrafi z tęczówki oka wyczytać jakie choroby nękają człowieka, a obraz tęczówki jest mapą organizmu. Znalazł kilka plamek brązowych na kręgosłupie na oskrzelikach i najważniejsza to ta, która była na miejscu nerwicy wegetatywnej. Lekarz ten jest jednocześnie kardiologiem. Na potwierdzenie poszedłem do drugiego irydologa, aby się upewnić i wyszło to samo tylko powiedział, że mam bardzo silną nerwicę wegetatywną. Lekarz przypisał mi lek z grupy benzodiazepin, ale ze strachu, że coś złego może mi wyrządzić nie wziąłem ani razu. Nie wziąłem żadnego leku od momentu pojawienia się objawów licząc, że same przejdą. Niestety nasilają się. To, że jestem w depresji to pewne, tylko na jakim etapie - czy przed samobójstwem, czy w połowie? Proszę o podpowiedź, co się ze mną dzieje? Jakie jeszcze badania mam zrobić, a może w końcu wziąć jakiś lek, który mi ulży? Z góry dziękuję i pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czym leczyć lęk?

  Witam, mam 30 lat. Od pewnego czasu mam lęki, takie jakieś wewnętrzne obawy, że coś się wydarzy z czym sobie psychicznie czy emocjonalnie nie poradzę, np. śmierć bliskiej osoby czy jej choroba, mój wypadek w pracy czy w aucie....

  Witam, mam 30 lat. Od pewnego czasu mam lęki, takie jakieś wewnętrzne obawy, że coś się wydarzy z czym sobie psychicznie czy emocjonalnie nie poradzę, np. śmierć bliskiej osoby czy jej choroba, mój wypadek w pracy czy w aucie. Ogólnie martwię się jak gdyby na zapas, nadmiernie, o czym ja doskonale wiem, ale jednak mnie to wewnętrznie napawa lękiem. Co zapewne istotne trwa to dzień, czasem parę godzin i ustępuje. Proszę powiedzieć, czy istnieje możliwość jakimś lekiem dostępnym na rynku bez recepty złagodzić lub wyleczyć tego rodzaju dolegliwości? Czy mam się udać z tym do lekarza rodzinnego i mu o tym powiedzieć? Proszę o poradę, Mariusz

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nerwobóle serca - co mam robić?

Witam! Mam 18 lat i chciałbym zapytać o nerwobóle serca. Wczoraj koło 21. 00 jadłem sobie paróweczki i popijałem herbatką (bawarką). Nagle dostałem nerwobólu serca, dokładniej w okolicy serca. Mam tak od kilku dobrych lat, a objawiają się tym strasznym... Witam! Mam 18 lat i chciałbym zapytać o nerwobóle serca. Wczoraj koło 21. 00 jadłem sobie paróweczki i popijałem herbatką (bawarką). Nagle dostałem nerwobólu serca, dokładniej w okolicy serca. Mam tak od kilku dobrych lat, a objawiają się tym strasznym kłuciem w okolicy żeber, serca, które uniemożliwiają mi swobodne oddychanie. Czasem nerwoból serca jest slaby i trwa kilka sekund po czym znika bez śladu, a czasem jest tak silny, że nie mogę prawie wcale powietrza wciągnąć i wówczas brałem Apap i tak przesiadywałem z 10 minut dopóki ból nie odpuścił. Czasem te nerwobóle serca są takie, że jak mocno się weźmie wdech, pomimo bólu, ten nagle odpuszcza, tak jakbyście jakąś rurę odetkali. Wydaje się zabawne, ale mi nie jest do śmiechu. Powracając do wczoraj, dorwał mnie ten ból więc chwile sobie siedziałem spokojnie przerywając moje granie na kompie, gdy nagle zrobiło mi się ciemno przed oczyma i zaczęło w uszach piszczeć. Pomyślałem, że to przez parówki i zaraz zwymiotuję więc wstałem w kierunku drzwi do łazienki. Szedłem do tych drzwi, gdy nagle nie wiem nawet kiedy stanąłem i padłem na ziemię. Brzmi trochę dziwnie, ale próbowałem sobie przypomnieć gdzie jest włącznik do światłą w łazience, ale dosłownie jakbym na chwilę pamięć stracił. Po chwili wstałem, ale z wycieńczenia siadłem wziąłem z pomocą rodziców Apap i zacząłem leżeć na podłodze gapiąc się w sufit. W nocy miałem prawdziwą lodówkę w pokoju, bo nam ogrzewanie wysiadło, a ojciec naprawił je jak wrócił pod wieczór z pracy, więc mój pokój się nie nagrzał wystarczająco, przez co położyłem się u rodziców na kanapie. Co bardzo martwiło, nerwoból serca nie odpuścił i trzymał mnie dalej. W nocy chyba 3-4 razy się budziłem z nadzieją że odpuścił, ale ten trzymał dalej. Często gdy myślałem o tym nerwobólu serca towarzyszyły temu lęk, dreszcze, zgrzytanie zębami. Nie było zimno, tylko tak się bałem, zacząłem czytać także o nerwicy - mój ojciec ją ma, to może ja też. Rano wstaję a nerwoból dalej nawala. Była godzina 10. 00. Zauważyłem, że jak w jednej pozycji na dłużej usiedzę, to nerwoból jakby pozwalał mi na coraz większe wdechy, aż staje się niewidoczny, dopóki nie zechcę wdechnąć na maxa, bo wtedy zaczyna nawalać. Trwa to już dobrze 25 godzin i żadne leki nie pomagają. Czy ktoś mógłby mi co nieco powiedzieć co miałbym zrobić?? Może te objawy są połączone w jakiś sposób? Może to jakiś zespół czegoś? Bardzo proszę o pomoc! Z góry dziękuję. Pozdrawiam, St@chu
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z lękiem przed śmiercią?

Otóż od jakiegoś czasu, a dokładnie od śmierci wujka dziwnie się zachowuję. Boję się bardzo śmierci, boję się o mamę i siostrę. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Dręczą mnie jednak straszne myśli, które przychodzą mi do głowy (nie chcę...

Otóż od jakiegoś czasu, a dokładnie od śmierci wujka dziwnie się zachowuję. Boję się bardzo śmierci, boję się o mamę i siostrę. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Dręczą mnie jednak straszne myśli, które przychodzą mi do głowy (nie chcę pisać jakie), boję się, że jak się nie daj Boże coś stanie to będzie to moja wina, wyobrażam sobie, a jednocześnie się boję, że zostanę sama. Dlaczego takie myśli mnie nachodzą? Przecież kocham swoją mamę i siostrę i nie chcę dla nich źle. Nie wiem, może tak naprawdę jestem złym człowiekiem? Przez to wszytko nie mogę normalnie funkcjonować.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Jakie są szanse na wyleczenie nerwicy?

Ok. 2 lata temu mój mąż zaczął mieć problemy zdrowotne: skoki ciśnienia, uczucie zmęczenia, zaburzenia snu, zawroty głowy, zaburzenia równowagi. Niniejsze objawy pojawiły się z dnia na dzień w czasie, gdy mąż przez ok. rok był sam...

Ok. 2 lata temu mój mąż zaczął mieć problemy zdrowotne: skoki ciśnienia, uczucie zmęczenia, zaburzenia snu, zawroty głowy, zaburzenia równowagi. Niniejsze objawy pojawiły się z dnia na dzień w czasie, gdy mąż przez ok. rok był sam w pracy bez drugiego współpracownika (urlop macierzyński). Już wtedy czasem był rozdrażniony, niechętnie wychodził, był zmęczony. Do tej pory był zdrowy, nigdy nie narzekał.   Po serii prawidłowych badań, chodzenia po lekarzach, mąż nadal nie był w stanie normalnie funkcjonować. Po pracy siedział wyłącznie w domu, bał się o siebie i o swoje zdrowie. Nie wiedział co mu jest. Objawy były nadal bardzo intensywne. Nie chciał wychodzić do ludzi, był apatyczny i rozdrażniony. W końcu natrafił na psychiatrę, który zapisał mu lek wspomagający leczenie nerwicy. Mąż zażywał go przez rok. W miarę szybko wyrównał mu się nastrój, zaczął normalnie funkcjonować. Po trzech m-cach odłożył lek i objawy znów wróciły. Zaczęło się od zaburzeń snu. Badania znów wyszły poprawnie. Zapisał się na terapię, ale mąż nie ma psychologicznego poczucia choroby i przerwał ją po 15 spotkaniach. To była obopólna decyzja. Mąż nie miał motywacji, nie wiedział o czym rozmawiać, czuł, że nie ma żadnych problemów i nie ma o czym rozmawiać. Terapeuta stwierdził sensowność terapii jedynie w przypadku odłożenia leków, gdy ewent. objawy wrócą. Czy jest to sensowne i czy przyniesie jakieś efekty? Objawy męża miały wył.charakter wegetatywny bez wyraźnej przyczyny psychologicznej.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Jak pozbyć się lęku, strachu i znerwicowania?

Mam 17 lat i od wielu lat borykam się z własnymi problemami psychicznymi, od kilku lat zmagam się z najróżniejszymi objawami nerwicy. Rok temu, po pierwszej wizycie w poradni psychiatrycznej, lekarz stwierdził u mnie nerwicę natręctw i przepisał mi lek...

Mam 17 lat i od wielu lat borykam się z własnymi problemami psychicznymi, od kilku lat zmagam się z najróżniejszymi objawami nerwicy. Rok temu, po pierwszej wizycie w poradni psychiatrycznej, lekarz stwierdził u mnie nerwicę natręctw i przepisał mi lek i terapię u psychologa. Leki rzuciłem w kąt mówiąc sobie, że mi to niepotrzebne - pewnie przez działanie leku, ale teraz wiem, co się ze mną w pełni dzieje i jak się czuję. Moje problemy polegają na tym, że kilkakrotnie myję ręce w łazience, ucisk w czaszce, bóle głowy, mrowienie i swędzenie na skórze, drganie ciała i inne objawy cielesne. Najgorsze jest to, że nie umiem poradzić sobie z myślami, te moje chore myśli, natręctwa, myśli samobójcze i zastanawianie się, co by było gdybym wskoczył pod auto i lub inne wyobrażanie krzywdy nie tylko u mnie, ale i też u innych osób, moje chore marzenia i wyobrażanie sobie jakichś miłych i szczęśliwych chwil w życiu, taki psychodeliczny śmiech, kiedy wydaje mi się, że wszystko jest w porządku i pięknie, ale wiem, że to moje wyimaginowane myśli w celu ochrony przed lękiem i frustracją. Myślę o wszystkim i nie mogę przestać myśleć o natręctwach moich, potem nie potrafię zasnąć przez kilka godzin, aż do rana. Pomału myślę, że jest ze mną coraz gorzej - nerwica postępuje, a ja czuję się coraz gorzej i słabiej. Od niedawna serce źle pracuj, miewam podwyższone ciśnienie, bóle w klatce i sercu. Czasem miewam stany depresyjne i łapie mnie przygnębienie znikąd, czuję się taki sam i smutno mi, boję się, że zostanę sam lub popełnię samobójstwo. Trzykrotnie się pokaleczyłem na ramieniu z powodu depresji. Jestem bardzo uśmiechnięty i radosny zawsze i patrzę na świat optymistycznie, ale nerwica nie daje mi w pełni cieszyć się życiem i popadam w takie stany i towarzyszące przy tym niemiłe uczucia co do mnie i martwienie się, że będzie źle i patrzę wtedy pesymistycznie na świat. Bardzo mnie meczy moja choroba, bo nie potrafię w pełni funkcjonować psychicznie i cieszyć się życiem. Unikanie kontaktów, ludzi. Myślę, że zaczęło się w podstawówce i nasiliło w gimnazjum, wtedy bylem ofiarą, wszyscy mi dokuczali, przezywali i zawsze bałem się szkoły i stresowałem bardzo. Mówiłem mamie kilkakrotnie, że boję się w szkole, a ona mnie olewała i praktycznie całe życie byłem zdany na siebie i nikt mi nie pomagał, mama mnie nigdy nie rozumiała i tak jest dalej - bardzo się kłócimy. Obarczam ja za krzywdy i ona jest winna za traumę i wieczne życie w strachu i to, że nigdy mnie nie rozumiała nie kochała i zostawiła samego bez wsparcia, dlatego teraz mam problemy i taki zamknięty i tłamszący uczucia i lęki jestem. Postanowiłem zamknąć się w sobie i unikać szkoły. Do tej pory nie potrafię wrócić do niej bojąc się, że przejdę kolejne piekło w strachu. Nie poradzę sobie przez stres i lęki związane z ciężkim dzieciństwem i traumą w szkole - wiem, ze wszystko co robię, myślę i czuję jest wywołane nerwicą, a to bardzo nade mną ciąży i w życiu sobie nie poradzę, bojąc się najgorszego, co zrobię przez presje całego życia. Bardzo chcę się pozbyć leków, strachu i znerwicowania, tylko czy dam rade? Słyszałem, że nie da się wyleczyć jej w pełni, a ja bardzo bym chciał, póki nie jest za późno - mam nadzieje ze przez ciężką pracę i leczenie będę mógł w pileni się jej pozbyć i wyleczyć, czując się bezpiecznie w domu, życiu i szkole. Dziękuję i proszę o pomoc. Andrzej  

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Lek. Jerzy Bajko
Lek. Jerzy Bajko
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Jak pozbyć się nieustających lęków?

Witam! Wiem, że już dużo na ten temat zostało powiedziane i napisane. Cieszę się, że nie jestem z „tym” problemem sama, jeszcze niedawno myślałam, że tylko ja przeżywam podobne stany. W moim przypadku samej trudno mi określić „mój lęk”. Osoby,...

Witam! Wiem, że już dużo na ten temat zostało powiedziane i napisane. Cieszę się, że nie jestem z „tym” problemem sama, jeszcze niedawno myślałam, że tylko ja przeżywam podobne stany. W moim przypadku samej trudno mi określić „mój lęk”. Osoby, które nigdy tego nie przeżyły nie mogą zrozumieć na czym to polega. Często mówiłam o tym problemie rodzicom, ale czuje, że oni nie przywiązują do tego wielkiego znaczenia. Nie powiem - byłam raz u psychologa nawet ta wizyta w jakimś stopniu dodała mi odwagi, ale czułam, że ten psycholog też do końca nie rozumie istoty tej sprawy. Zacznę może od początku. Zaczęło się to u mnie pod koniec 2 klasy liceum, niedługo będzie 3 lata. Pierwszy taki atak był na jakieś 18-tce u mojego kolegi. Ja nie piję alkoholu często, właściwie tylko przy jakiś tam okazjach najwyżej lampkę wina i wtedy wypiłam kieliszek wódki, a ktoś tam w między czasie źle się poczuł (w tym przypadku za dużo trunku) i wtedy bach! - a jak ja zwymiotuję, a jak mi będzie niedobrze? Jak ja się w domu pokażę! Później na tej imprezie niby tam rozmawiałam z kimś, tańczyłam, ale w podświadomości nadal miałam tą obawę. Zaczęłam się źle czuć, chciałam wrócić do domu, bo tam bym się czuła bezpiecznie, później cały czas mi było niedobrze, ale tak jak nigdy wcześniej w cały moim życiu, to było takie inne „niedobrze” - mówię sobie: na pewno coś zjadłam, przejdzie mi, ale nie przeszło (do dzisiaj). W poniedziałek miałam iść do szkoły - oki, jestem w szkole pierwsza lekcja i znowu bach! - ten lęk nie to, że przed czymś konkretnym, ale samo to uczucie lęku, nagle cała rzeczywistość dookoła jakby przestała mieć znaczenie, bałam się tego. Na następną lekcję już nie poszłam, chciałam wrócić do domu jak najprędzej, wiedziałam, że tam będę bezpieczna potem sobie tłumaczyłam, że muszę się wyspać to mi przejdzie taki stresujący okres w szkole - poprawianie ocen itp., ale nie przeszło, później zaczęłam opuszczać szkołę. Wszyscy mówili: „ale ty jesteś dobra, przychodzisz na pierwsze 2 lekcje, a potem se idziesz - kurcze, ja też tak chcę!” - żeby oni wiedzieli co ja przeżywałam! Nigdy wcześniej nie chodziłam na jakieś tam dyskoteki czy coś, nie miałam za bardzo z kim - koleżanki jakoś mnie nie wyciągały ani nie zapraszały na imprezy czy dyskoteki, a ja tyle razy stałam w oknie i patrzyłam jak moje sąsiadki i sąsiedzi jadą na „disco”, często w klasie opowiadały jak tam jest fajnie, z kim tam były itp., a ja wtedy czułam taką zazdrość w sercu, taki też żal - ile ja razy w tym oknie płakałam, jak ja chciałam, żeby mnie ktoś zabrał, nawet moja ciocia mi mówiła: „ty nigdzie nie chodzisz, nikogo nie poznasz, zostaniesz starą panną” - czułam się zażenowana, chciałam wtedy chodzić, a od kiedy zaczęłam mieć te stany lęku przestałam chcieć, mimo że po jakimś czasie zaczęłam dostawać takie propozycje. Kiedyś bardzo bym się cieszyła, ale nie teraz. Kiedy na przykład byłam na jakiejś imprezie czułam się dziwnie, nie potrafiłam się zrelaksować i tańczyć tak jak kiedyś. Kiedyś słynęłam z tego, że często się śmiałam - teraz mój śmiech stał się pusty i sztuczny, już nie potrafię tak szczerze się śmiać, nie potrafię się bawić. Czuję się bezpiecznie tylko w domu, kiedy mam wyjść np. do kościoła - pocę się, serce mi wali, ale to nie tak, że jak pójdę to jest OK - właśnie podczas mszy mam takie ataki, chodzi mi o to, że nie boje się tam tylko iść tak jak np. zaczęłam liceum to też wychodziłam na autobus, ale wracałam się do domu, bo bałam się tam iść, wiadomo - nowe miejsce, nowi ludzie - nie mogłam się zaaklimatyzować, ale po jakimś czasie to wszystko ustąpiło, odnalazłam się, było tak normalnie (jak ja tęsknię za tym słowem), ale to co teraz jest to koszmar. Teraz zaczęłam studia, mieszkam w akademiku 50 km od domu. Tak tęsknię za tym żeby tam wrócić… W pierwszym tygodniu studiów po 2 dniach spakowałam się i wróciłam. Teraz jakoś tu funkcjonuję, ale jest ciężko, np. siedzę na wykładzie i nagle - bach - lęk! Patrzę na tych ludzi i czuję się obco, boję się, że narobię sobie wstydu, że się zwymiotuję, że zemdleję. Nie jadam też w miejscach publicznych. Jest też tak, że np. jeden tydzień jest w miarę, nawet o tym na moment zapominam, ale kiedy przyjeżdżam po weekendzie to znowu to wraca - czuję się uwięziona, nie wiem co robić, a do tego przez cały czas wszystko analizuję, np. rozmawiam z kimś, ale zupełnie nie skupiam na tym uwagi co ktoś do mnie mówi, tylko wciąż myślę o sobie, jeśli tak to można ująć - nie mogę się na niczym skoncentrować. Jest też tak, że np. kiedy próbuję „rozprawić się” z tym lękiem i szukam w przeszłości to odtwarzam sobie te sytuacje i na nowo to czuję - może to głupie, ale jak byłam wtedy w szkole 2,5 roku temu i miałam ten drugi atak to miałam na sobie taką niebieską bluzkę (i w sumie bluzka nic nie winna ) ale sądziłam, że jak ją znowu założę to znowu „to” się pojawi, chociaż mimo to się pojawi.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z nerwicą lękową?

Witam, W kwietniu stwierdzono u mnie nerwicę lękową, początkowo brałam leki, ale później gdy czułam się lepiej odstawiłam leki, jednak od jakiegoś czasu znów czuję się gorzej, ciągle płaczę, mam niską samoocenę, czuję się niekochana i niepotrzebna, cały czas czuję...

Witam, W kwietniu stwierdzono u mnie nerwicę lękową, początkowo brałam leki, ale później gdy czułam się lepiej odstawiłam leki, jednak od jakiegoś czasu znów czuję się gorzej, ciągle płaczę, mam niską samoocenę, czuję się niekochana i niepotrzebna, cały czas czuję strach, jestem zrezygnowana i cały czas zdenerwowana, a najgorsze jest to, że nikt mnie nie rozumie, nikt nie stara się zrozumieć mojej choroby, cały czas mnie dołują, krytykują, a to sprawia, że wycofałam się z wszelkich kontaktów z ludźmi, boję się porażki, nie chcę rozmawiać z ludźmi, bo każda rozmowa kończy się na tym, że mnie ranią, zrezygnowałam nawet ze studiów, przez to, że czuję, że nie podołałabym temu. Proszę, niech mi ktoś pomoże, co mogę zrobić, żeby znów być uśmiechniętą osobą, cieszącą się życiem?

odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Ściskanie w gardle - czy to nerwica?

Witam serdecznie, Mam na imię Adam i mam 25 lat. Więc zaczęło się to jakiś rok temu od duszącego gardła, myślałem, że to jakieś zapalenie, ale po wizycie u laryngologa nic takiego nie stwierdzono oprócz podrażnionego gardła od papierosów...

Witam serdecznie, Mam na imię Adam i mam 25 lat. Więc zaczęło się to jakiś rok temu od duszącego gardła, myślałem, że to jakieś zapalenie, ale po wizycie u laryngologa nic takiego nie stwierdzono oprócz podrażnionego gardła od papierosów (palę paczkę na 2 dni). W sumie to było ściskanie gardła, jakby mi ktoś pas zacisnął na szyi. Znowu wizyta u laryngologa i znowu nic. Potem doszły tiki mięśni w rękach, nogach i oku. Gardło raz dusiło, raz nie. Bylem u lekarza rodzinnego, zlecił podstawowe badania i przepisał leki ziołowe na uspokojenie. Badania wyszły pozytywnie. Nigdy nie chorowałem na nic specjalnego. Potem doszły kłucia w klatce i bóle serca. To już mnie przeraziło, znowu badania ekg i znowu nic. Udałem się do psychiatry, bo przeczytałem gdzieś, że to może nerwica. Lekarz ze mną rozmawiał, przepisał leki, ale ich nie kupiłem (miała pomóc sama rozmowa, nie psychotropy). Tydzień temu znowu badania i znowu wszystko ok, a moje objawy na dziś to częsty ból w okolicy serca, bóle głowy z tylu i w ogóle, osłabienie i czasem ściskanie w gardle oraz bóle stawów i karku. Okazało się, że mam nadciśnienie, mam nadzieję, że spowodowane tą nerwicą, rożnie - 150/100 i podobnie. Biorę leki ziołowe na uspokojenie i beta- bloker na ciśnienie. Po lekach mam 140/90 lub 130/80. Mam półroczną córkę i martwię się o nią i o żonę, nie chciałbym ich zostawić. Za pół roku mam wizytę u kardiologa. Dodam, że 5 lat temu przeżywałem przez 2 lata wielki stres związany z kolegami, którzy mnie zaczęli prześladować, ale nic mi nie było. Przeprowadziłem się i było ok, ale od roku mi się tak dzieje. Bardzo proszę o diagnozę. Pozdrawiam gorąco i czekam na odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam szansę wyleczyć się z nerwicy lękowej?

Witam bardzo serdecznie! Na nerwicę lękową leczę się od około czterech miesięcy. Mam trzydzieści lat. Lekarz zapisał mi lek przeciwdepresyjny, biorę go codziennie. W porównaniu z tym co działo się ze mną przed rozpoczęciem leczenia, czuję się o wiele lepiej,...

Witam bardzo serdecznie! Na nerwicę lękową leczę się od około czterech miesięcy. Mam trzydzieści lat. Lekarz zapisał mi lek przeciwdepresyjny, biorę go codziennie. W porównaniu z tym co działo się ze mną przed rozpoczęciem leczenia, czuję się o wiele lepiej, jednak do pełni sukcesu daleka droga. Dolegliwości somatyczne ustąpiły, a w moim przypadku były bardzo silne. Bywało, że prawie codziennie przyjeżdżała do mnie karetka. Całe ciało mi sztywniało, ręce wykręcało, serce waliło jak młot, uczucie, że zaraz zemdleje, duszności. Wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić, bo sama sobie nie poradzę. Badania lekarskie wszystkie zrobiłam, badania krwi, na tarczyce, ekg - wszystkie wyszły dobrze. Czuję się dziś lepiej, ale nie mogę powiedzieć, że jestem zdrowa, czuję się super, niestety. Staram się funkcjonować normalnie, wychodzę z domu, załatwiam swoje sprawy, robię zakupy, choć nie dawno było to niewykonalne, boję się że coś mi się stanie, ale wychodzę i staram się przezwyciężać swoje obawy. Boję się jeździć samochodem i nie wiem czy kiedykolwiek mi to minie. Na psychoterapii byłam dwa razy prywatnie, ale zrezygnowałam, nie stać mnie, a na państwową wizytę muszę poczekać dwa miesiące. Za sobą mam trudne dzieciństwo, które nie było usłane różami. Później nieudane małżeństwo, które też dało mi ostrego kopniaka. Boję się o swoją przyszłość, mam dzieci i bardzo je kocham. Walczę z tą chorobą nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla nich. Czy ja mam szanse wyzdrowieć? Czy jestem skazana brać do końca życia leki? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Najbardziej boję się samotności, ona kiedyś nadejdzie - co wtedy?

  Nie wiem, czy można to nazwać depresją, ale boję się, że to jest nieuniknione w przyszłości. Jestem niepełnosprawna (wada genetyczna). Nie chciałabym zdradzać szczegółów, aby nikt bliski nie domyślił się, że to właśnie ja. W każdym bądź razie...

  Nie wiem, czy można to nazwać depresją, ale boję się, że to jest nieuniknione w przyszłości. Jestem niepełnosprawna (wada genetyczna). Nie chciałabym zdradzać szczegółów, aby nikt bliski nie domyślił się, że to właśnie ja. W każdym bądź razie jak wiadomo trudno mi było zaakceptować fakt, że muszę iść do szkoły, poznawać nowych ludzi itd. Jakoś przez ten etap przebrnęłam. Teraz jestem studentką. Na studiach było zupełnie inaczej. Chociaż już w liceum ludzie byli inni - bardziej poważniejsi, normalniejsi. Aczkolwiek ciężko było, bo zwracam uwagę na wszystko, jestem szczegółowa jeśli chodzi o moją niepełnosprawność, zwracam uwagę na każdy gest, na każdą minę. I to boli. W połowie I roku na studiach dostałam propozycję pracy od siostry ciotecznej. Bardzo się ucieszyłam, że dała mi szansę. Pracowała tam już część rodziny, więc 50/50 byłam z tego powodu w duchu o wiele spokojniejsza. A innych bardzo szybko poznałam i polubiłam. Myślę, że oni mnie też. Teraz już jestem po licencjacie, a dokładniej na I roku magisterki. Mam 22 lata. W liceum Ci fajniejsi chłopacy, tacy mądrzejszy trochę jeśli chodzi o kwestię niepełnosprawności, bardzo lubili ze mną rozmawiać. A ja swatałam ich z moimi koleżankami. Byłam z tego zadowolona, wówczas nie myślałam w ogóle o sobie. Nawet nie przychodziło mi do głowy, że przecież ja będę sama. Wtedy takich myśli po prostu nie było. Teraz jest fatalnie. W pracy prawie wszystkie siostry wyszły za mąż, koleżanki też. Rodzą się dzieci... Kiedyś cieszyłam się na wieść o narodzinach dziecka - bo wiadomo, trzeba się tylko cieszyć. A teraz? Teraz nie potrafię cieszyć się tak cudzym dzieckiem i zachwycać nim. Od razu kręcą mi się w oku łzy i napływają te myśli o tym, że ja przecież nigdy nie będę mieć dziecka, swojego dziecka. Mieszkam z rodzicami i jest mi z nimi bardzo dobrze. Mam brata, ale on ma już swoją rodzinę. Co prawda, oni zapewniali kiedyś, że jak nie daj Boże coś się stanie, to ja z nimi zamieszkam itd. Ale to nie o to chodzi. Jestem bardzo przywiązana do mamy. Czuję się bezpiecznie, nawet gdy ona jest w innym pokoju na końcu mieszkania. Przychodzą teraz takie momenty, że myślę sobie co by było, gdyby tak nagle ich zabrakło - mamy, taty. Czy w ogóle dałabym sobie radę. Nie fizycznie. Psychicznie. Zostanę wtedy zupełnie sama. Potem znów myślę, że przecież tyle osób na świecie jest samotnych i jakoś dają sobie radę. Tylko ja tak chciałabym żeby ktoś mnie pokochał, żeby to było odwzajemnione. Właśnie w tym wieku tego mi brakuje. Rozpisałam się. Nie potrafię opisać wszystkiego, co czuję, czego chcę, czego się boję. Ale jedno wiem na pewno: boję się samotności. Najbardziej w życiu boję się samotności. A przecież kiedyś ona nadejdzie.

odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Boję się bliskości i samotności - co mi jest?

Mam 35 lat i niezbyt kolorowe życie - może troszkę się użalam nad sobą, ale chyba nie daję rady, nie umiem pookładać sobie życia, żyję dniem dzisiejszym i nie wiem jak znaleźć w sobie silę, żeby to zmienić. W zasadzie...

Mam 35 lat i niezbyt kolorowe życie - może troszkę się użalam nad sobą, ale chyba nie daję rady, nie umiem pookładać sobie życia, żyję dniem dzisiejszym i nie wiem jak znaleźć w sobie silę, żeby to zmienić. W zasadzie żyję tylko dla dzieci, boję się momentu, kiedy odejdą z domu - teraz kręci się wszystko wokół nich, co będzie jak zostanę sama? Jestem osobą niepełnosprawną, bardzo zbuntowaną, nie chcę się leczyć i żyję na opak. Żyję samotnie, bo chwilami tak chcę, ale to nieprawda - wiem, że nie jestem brzydka i nie ma problemu żeby ktoś zwrócił na mnie uwagę, ale zawsze odtrącę każdego, potem żałuję, ale nie potrafię tego pohamować. Boję się samotności i bliskości, nie wiem co robić, czy mam coś z głową?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Gdzieś w środku mam uczucie porzucenia i nie mogę tego opanować. Czy mam depresję?

Bardzo proszę o radę specjalisty, bo ciężko mi już wytrzymać. Mam 25 lat i jestem kobietą. Od kiedy pamiętam miałam zaniżone poczucie własnej wartości, pesymistyczny obraz świata i skłonność do załamań. Jestem w związku od 5 miesięcy i od tego...

Bardzo proszę o radę specjalisty, bo ciężko mi już wytrzymać. Mam 25 lat i jestem kobietą. Od kiedy pamiętam miałam zaniżone poczucie własnej wartości, pesymistyczny obraz świata i skłonność do załamań. Jestem w związku od 5 miesięcy i od tego czasu zaczęłam się coraz gorzej czuć. Nasilił się we mnie lęk przed porzuceniem, stany depresyjne, płaczliwość. Dodam, że niestety jestem zazdrosna i zaborcza. Nie umiem sobie poradzić, gdy jestem sama, gdy się nie widzę z moim facetem nasilają się wtedy stany depresyjne, płaczę mam uczucie ciągłego lęku, nie mogę sobie poradzić z tymi uczuciami, emocjami które mnie ogarniają, czuję, że jest to silniejsze ode mnie, że kieruje to mną. Schudłam ponad 7 kg nie mogę jeść. Nie ma wpływu fakt, że często się widzimy - chodzi o te momenty kiedy go nie ma. Gdzieś w środku mam uczucie porzucenia i nie mogę tego opanować. Kiedy z nim jestem ogarnia mnie lęk, że jutro go nie będzie. Nie mówiąc już o tym, że gdzieś ma pojechać: wtedy te uczucia nasilają się do granic wytrzymałości. Nie wiem co to jest: objaw depresji, nerwicy czy jakiegoś uzależnienia... Proszę o pomoc, bo bardzo się źle czuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Budzę się z krzykiem - co może być przyczyną?

Witam! Mam 36 lat jestem mężczyzną. Od jakichś 10 lat choruję na nerwicę. Regularnie chodzę do psychiatry i albo w moim mieście są słabi lekarze, albo już nikt nie może mi pomóc. Mój problem polega na tym, że gdy...

Witam! Mam 36 lat jestem mężczyzną. Od jakichś 10 lat choruję na nerwicę. Regularnie chodzę do psychiatry i albo w moim mieście są słabi lekarze, albo już nikt nie może mi pomóc. Mój problem polega na tym, że gdy już prawie przysypiam, jestem wyluzowany i spokojny, zrywam się nagle z krzykiem, gdyż wydaje mi się, że umieram. Następuje wtedy potężne kołatanie serca i ból w klatce piersiowej. Mam wrażenie, że dostaję zawału serca lub jakiegoś wylewu. Lęk jest wtedy bardzo paniczny i mam najgorsze obawy. Takie (zawały) miewam kilka razy w nocy. Zasypiam nad ranem i budzę się strasznie zmęczony. Tabletek jakie zażywałem lub zażywam było całe mnóstwo - zjadłem ich chyba więcej niż 80-latkowie. Obecne to beta bloker i dwa leki przeciwdepresyjne z grupy TLPD i doraźnie, w najgorszych kryzysach, lek z grupy benzodiazepin. Wiem, że ten ostatni uzależnia, ale połykam go coraz częściej, gdyż wydaje mi się, że jako jedyny coś mi pomaga. Bardzo proszę o jakąś radę, gdyż nie potrafię już z moją chorobą żyć. Nadmienię jeszcze, że sytuację rodzinną i finansowa mam bardzo dobrą i z tego powodu nie miewam jakichś stresów itp.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Boję się chodzić do szkoły, mam myśli samobójcze!

Bałam się iść do szkoły już na początku wakacji. Od września przestałam chodzić do szkoły. Przez cały ten czas próbowałam popełnić samobójstwo, jednak za każdym razem tchórzyłam. W plecaku zawsze noszę przy sobie nóż i linkę, jakby zachciało mi...

Bałam się iść do szkoły już na początku wakacji. Od września przestałam chodzić do szkoły. Przez cały ten czas próbowałam popełnić samobójstwo, jednak za każdym razem tchórzyłam. W plecaku zawsze noszę przy sobie nóż i linkę, jakby zachciało mi się zabić. Moja każda próba jest nieudana, ciągle jednak próbuję jeszcze raz, chociaż mam świadomość, że się nie odważę. Nie mogę się skupić na nauce, nikt mnie nie rozumie.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Bóle skóry dłoni - jaka jest przyczyna?

Kilka lat temu zauważyłam u siebie dziwną przypadłość, której poszukiwania na necie nie dały mi żadnej odpowiedzi, wiec postanowiłam zasięgnąć jakiejś opinii tutaj. W trakcie rozmowy, zwykle podczas rozmowy lub spotkaniu z drugą osobą w momencie, gdy czuję dla siebie...

Kilka lat temu zauważyłam u siebie dziwną przypadłość, której poszukiwania na necie nie dały mi żadnej odpowiedzi, wiec postanowiłam zasięgnąć jakiejś opinii tutaj. W trakcie rozmowy, zwykle podczas rozmowy lub spotkaniu z drugą osobą w momencie, gdy czuję dla siebie zagrożenie, które wg mnie wynika z psychiki bardziej, odczuwam bardzo silny ból skóry dłoni, szczególnie palców. Wydarzenia te zazwyczaj dotyczą mnie osobiście i ostatnio taki ból zdarzył mi się 1, 5 tygodnia temu i właśnie dziś. Ten dzisiejszy był połączony z zawrotami głowy. Wydaje mi się, że nie jestem aż tak wrażliwą osobą, potrafię znieść wiele, a ten ból mnie zastanawia. Sadzę, że jest on na tle nerwowym, ale czy jest to w jakiś sposób wytłumaczalne? Dla mnie jest on jakby ostrzeżeniem przed tym, że ktoś chce mnie skrzywdzić i to sprawdziło się we wszystkich przypadkach jak dotąd. Jeśli jest na to jakieś logiczne wytłumaczenie to o nie poproszę. Dziękuję

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Od paru tygodni myślę o śmierci - to minie?

Jestem 19-letnia dziewczyną i od paru tygodni, myślę bardzo często o śmierci... Od zawsze sama myśl o śmierci mnie przerażała, ale ostatnimi czasy mam stany lękowe co będzie "po" życiu, jak to będzie, że jak to możliwe, że może nas...

Jestem 19-letnia dziewczyną i od paru tygodni, myślę bardzo często o śmierci... Od zawsze sama myśl o śmierci mnie przerażała, ale ostatnimi czasy mam stany lękowe co będzie "po" życiu, jak to będzie, że jak to możliwe, że może nas w ogóle nie być. Przeraża mnie to wszystko. Do tego (pomijając fakt moich myśli..) boje się, że stracę bliskie mi osoby i każdego dnia zastanawiam się czy nic im się nie stanie. Próbowałam dojść do tego co mogłoby być powodem takich myśli i lęków, jednak nic z tego nie wyszło. Nikt mi nie umarł, mam dobre życie, kochającą rodzinę, chłopaka, dostałam się na studia, więc nie wiem w czym jest problem. Boję się, że jest tak dobrze, że nie może być tak "dobrze". Do tego od kiedy nasiliły mi się myśli o śmierci, nie umiem się skoncentrować na wszystkich rzeczach czy sytuacjach, a to co się wydarzyło parę godzin wcześniej, wydaje mi się bardzo odległe, jakby było to z miesiąc temu. Przeraża mnie to, bo nigdy nie miałam aż takich problemów. Boję się co może być dalej, boję że może mi to nie minąć. A uczucie jest straszne...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co zrobić, aby natrętne myśli ustąpiły?

Witam, Od czerwca tego roku mam duży problem. Jesteśmy kochającą się rodziną, mam kochanego synka (6 lat), a w sierpniu urodził mi drugi kochany synek. Problem ma taki, że kiedy w czerwcu żona poszła do szpitala zaczęło się coś ze...

Witam, Od czerwca tego roku mam duży problem. Jesteśmy kochającą się rodziną, mam kochanego synka (6 lat), a w sierpniu urodził mi drugi kochany synek. Problem ma taki, że kiedy w czerwcu żona poszła do szpitala zaczęło się coś ze mną dziać, zaczęły nachodzić mnie natrętne myśli, że ja dzieci nie kocham, że mogę zrobić im krzywdę, zaczął się wewnętrzny niepokój, duszności, ból głowy i wewnętrzne rozbicie - trwa to do dziś, boję się spojrzeć na dzieci, żeby nie nadeszły mnie te choler*e myśli. Zaobserwowałem, że jak się denerwuję w ciągu dnia to mi się delikatnie głowa trzęsie. Mam 33 lata, do czerwca byłem osobą, która szybko żyła, łatwo nawiązuję kontakty, ale coś się zacięło - rozmowa, np. z panią w gminie już mnie stresuje, próbuję się kontrolować, ale nie zawsze wychodzi, stresuje mnie np. rozmowa z osobą, która patrzy mi prosto w oczy, boję się komuś o tym stanie powiedzieć. Proszę o poradę - co mam zrobić, gdzie się udać i czy te choler*e natrętne myśli odejdą i zacznę normalnie funkcjonować? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty