Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Czy możliwe, że psycholog mnie okłamuje?

Witam, mam 21 lat nazywam się Andrzej. Jakiś czas temu wybrałem się do psychologa, pani stwierdziła u mnie dystymie, dda i jakąś nerwicę. Niedługo zacznę psychoterapię, jednak wciąż nie wiem czy nie lepsza byłaby hipnoza albo... Witam, mam 21 lat nazywam się Andrzej. Jakiś czas temu wybrałem się do psychologa, pani stwierdziła u mnie dystymie, dda i jakąś nerwicę. Niedługo zacznę psychoterapię, jednak wciąż nie wiem czy nie lepsza byłaby hipnoza albo regresing. Ostatnio dowiedziałem się - a raczej uświadomiłem sobie - że mój ojciec mnie molestował gdy bylem małym chłopcem. Nie mówie tu o dosłownej penetracji seksualnej, lecz kto wie? Właśnie dlatego chcę się wybrać na seans hipnotyczny. Chciałem dowiedzieć się czy hipnoza możne być niebezpieczna? Czy istnieją jakieś przeciwwskazania do odbycia seansu dla osób z problemami emocjonalnymi? Czy można już przy pierwszej wizycie wprowadzić pacjenta w najgłębszą fazę hipnozy, umożliwiającą wyłowienie informacji z podświadomości? Czy może potrzeba na to 2012 wizyt kontrolno-przygotowujących, każda po 100 zł? A możne właśnie regresing byłby lepszy? Drugie moje pytanie dotyczy kłamstw i kłamstewek. Odkąd pamiętam uważałem się za głąba i mam ku temu solidne podstawy. Codziennie zdarza mi się walnąć kilka, kilkanaście gaf. W rozmowie, podczas logiki pracy, logiki codziennego działania, czekanie na autobus po złej stronie ulicy „o kurcze, 30 minut w plecy - debil”. Weźmy mycie podłogi. Każdy myłby od okna do drzwi, ja zabrałbym się za to zapewne na odwrót. Każdą pracę wykonuje 2-3 razy wolniej od innych, ekstremalnie wolno myślę. Widzę jak ludzie traktują mnie jak kretyna, niby zgrabnie potrafią to zatuszować, ale ja to naprawdę widzę, więc nie wierzę, że jest to "błędna interpretacja" czy jakoś tak (chodzi mi o jeden z objawów fobii społecznej). Moja psycholożka zrobiła mi ostatnio test na inteligencję - "panie Andrzeju 54/60, 125 iq, tylko 20% ludzi na świecie możne się pochwalić takim wynikiem". Problem w tym, że ten test był po prostu banalny. Czułem się jak przedszkolak mający przed sobą mela klocki o rożnym kształcie oraz jeden większy klocek z wyciętymi otworami. Kiedy powiedziałem to pani doktor, odpowiedziała ze ten test mierzy inteligencję wrodzoną, a nie nabytą. Brzmi to niedorzecznie. Łatwy test mierzy iq wrodzone, ten trudniejszy iq nabyte? Robiłem wiele testów, nie różniły się od tego sposobem rozumowania. Czy jest możliwe, że ona kłamie dla mojego dobra? Żebym uwierzył w siebie? Zabawne, że pytam o to psychologa, ale proszę o szczerą odpowiedź. Ja i tak będę wierzył w siebie, że coś osiągnę w życiu, nawet jeśli mam iq 80. 2 miesiące temu wznowiłem treningi, chcę w sporcie coś osiągnąć, mam szanse:) W lutym natomiast chcę zacząć w końcu studiować, psychologię ogólna lub kliniczną, jeszcze nie wiem co wybiorę. I kurcze, boli mnie to, jak na mnie patrzą na treningach, czuję się tam strasznie, ale marzenia są ważniejsze, a moje kompetencje społeczne jeszcze wzrosną. I wtedy zobaczymy.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak poradzić sobie z nerwicą?

Witam jestem w związku z osobą, na której mi bardzo zależy, lecz pojawił się problem z jej zaburzeniem osobowości. Na początku niczego nie zauważałem, dziwiły mnie niekiedy jej dziwne zachowania - potrafiła w ciągu 5 min z stanu wielkiej miłości...

Witam jestem w związku z osobą, na której mi bardzo zależy, lecz pojawił się problem z jej zaburzeniem osobowości. Na początku niczego nie zauważałem, dziwiły mnie niekiedy jej dziwne zachowania - potrafiła w ciągu 5 min z stanu wielkiej miłości przejść w stan wręcz nienawiści i izolowała się, nie odbierała telefonu, wymyślała milion powodów, dlaczego nie pasujemy do siebie, powodów, którymi zawsze były jakieś drobiazgi, typu, że jej zwróciłem uwagę na to, żeby psa zapięła na smycz itp. Musiał minąć czas, bo jak jej ten dziwny stan przechodził to wracała z powrotem do siebie - znowu była kochająca, wierząca, mająca siłę, mówiła mi wtedy, że mnie kocha i żebym nie zwracał uwagi na to, co mówi do mnie jak wpada w taki stan, a ja wedle jej skazówek zawsze starałem się jej pomóc i być najbardziej wyrozumiały. Tłumaczyła to swoim poprzednim związkiem mówiąc, że ją partner zdradzał, oszukiwał itp., a teraz gdy czuje, że coraz bardziej kocha to się wycofuje i dlatego tak jest. Zaczęły jej się rodzic nowe problemy - dom, szkoła, rówieśnicy - przestała odczuwać potrzebę spotykania się. Gdy się tylko widzieliśmy opowiadała mi o swoich problemach z przeszłości jak i bieżących typu, że miała nadwagę przez zaniedbanie mamy, ponieważ nie miała wielkich debiutów kulinarnych i wszystko lubiła na tłusto, że jej ubliżano z tego powodu w domu tak i w szkole, przez co popadła w bulimię, która traw do dziś, o czym się dowiedziałem też niedawno. Zadzwoniła pewnego dnia i powiedziała, że musimy porozmawiać i oznajmiła mi to, mówiła mi też o swoich nerwach, że ma tak, że podczas rozmowy jak ja coś zdenerwuje to nie jest w stanie jej dokończyć wszystko jest wtedy na „nie” - widziałem, że ten stan się nie zmienia. W domu ciągle miała problem, bo rodzice próbują za wszelka cenę ustawić jej życie, nakładające nowe obowiązki. Nawet w młodszych latach zrzucili na nią obowiązek wychowania siostry, nie mogła mieć swojego życia, ponieważ zawsze musiała mieć siostrę obok siebie, a gdy tylko ona coś źle zrobiła - jej się za to obrywało, bo to ona była starsza. Pewnego dnia, ni stad ni zowąd sytuacja znowu się pojawia - nie mogłem się spotkać, bo miałem więcej pracy, a po 10 min. nie odbierała tel, napisała później, że nie pasujemy do siebie, że nie chce być ze mną itp. i że ona wyjeżdża do pracy. Po czasie udało mi się z nią nawiązać rozmowę, a potem spotkać - zaczęła mi płakać w ramionach, mówić, że mnie kocha i nie chce mnie stracić, ale w domu ja wszystko drażni i ona musi wyjechać, odreagować. Ja oczywiście się zgodziłem i pojechała 2 miesiące - kontakt super itp., następne 2 znowu to samo. Po powrocie nawiązaliśmy znowu rozmowę i tak do dziś dnia raz w tą, raz w tą - co ja mogę na to poradzić? Wiem, że Ola nie jest złą osobą, tylko że ma problem i nie potrafi sobie z nim poradzić. Niedawno nawet mi sama wspominała, że musi iść do psychiatry, mówiła mi też, że niekiedy ma tak, że coś z nerwów rozwali w domu. Wie, że ma zaburzenie, ale nie wie co ma robić, boi się o tym mówić, tym bardziej robić coś co ktoś powie. Już wielki miałem problem namówić ja na lek uspakajający. Chcę jej pomóc. Jak z nią rozmawiać, postępować? Pomóżcie mi, proszę.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy to może być nerwica, czy też inne zaburzenia?

Witam, Mój 3-letni synek rozwijał się bardzo dobrze, tak przynajmniej nam się wydawało. Był bardzo pogodnym dzieckiem, chętnie nawiązującym kontakty z innymi. Uważaliśmy, że rozumie sporo, co się do niego mówi i co się dzieje, choć nie lubił słuchać się,...

Witam, Mój 3-letni synek rozwijał się bardzo dobrze, tak przynajmniej nam się wydawało. Był bardzo pogodnym dzieckiem, chętnie nawiązującym kontakty z innymi. Uważaliśmy, że rozumie sporo, co się do niego mówi i co się dzieje, choć nie lubił słuchać się, kiedy mówiliśmy: nie. Od roku chodzi do przedszkola obcojęzycznego (mieszkamy za granicą) - czasami chętnie (bardzo pragnie towarzystwa dzieci), czasami nie. Nasz młodszy syn dużo choruje, więc często bywamy w szpitalu. Rozumiem, że sytuacja jest bardzo skomplikowana, ale niepokoi mnie fakt, że odkąd zaczął się jego kontakt z językiem obcym, nastąpiło również zahamowanie jego mowy w języku ojczystym, ale co gorsza wydaje się, że ze zrozumieniem też jest dużo gorzej. Synek ma problemy z odpowiedzią na pytania typu: dlaczego?, co robiłeś dzisiaj w przedszkolu? Czasem mam wrażenie, że nie rozumie sytuacji: "ponieważ..., stało się tak i tak". Bardzo nas to martwi, bo wcześniej synek wydawał się być bardzo bystrym, pewnym siebie i pogodnym dzieckiem. Synek interesuje się wieloma rzeczami, dużo wie i jest ciekawy świata. Umie też skoncentrować się na czynności, czy słuchać np. półgodzinnego czytania. Mimo to łatwo jest rozproszyć jego uwagę. Potrafi bawić się w zabawy na niby i nie lubi zabaw grupowych, ponadto lepiej czuje się w małych grupach - w dużych izoluje się i bawi gdzieś na uboczu. Wiemy od wychowawczyń, ze synek wydaje się być często "we własnym świecie", wiemy, że teraz rozumie już polecenia w języku obcym, aczkolwiek wykonuje je wtedy, kiedy ma na to ochotę, często bywa oporny w wykonywaniu poleceń i mówi: "nie", "nie chcę". Dodam, że zauważyliśmy, iż syn zrobił się nerwowy. Jak wraca do domu, to czasem jest wszystko ok, ale jeśli coś przykrego wydarzy się w przedszkolu, to jest bardzo pobudzony ruchowo i emocjonalnie, no i czasami agresywny(w przedszkolu też). Już jako niemowlę bardzo mało płakał i nie przejmował się wieloma niedogodnościami. Teraz jest bardzo wrażliwy, płaczliwy, bez poczucia pewności siebie. Czasami budzi się w nocy, leży i rozmyśla. Zauważyłam też, że czasami nie może powstrzymać się od zdrapywania strupków (kiedyś miał wypryski alergiczne i ich nie drapał, dziś wystarczy drobna ranka), czy wiercenia w nosie. Wiemy, że w przedszkolu nie jest mu łatwo, różnice kulturowe też są spore, ale mimo to miałam nadzieję, ze synek będzie sobie lepiej radził. Tymczasem widzę, często, że kontakty społeczne nie idą mu zbytnio, choć wiem i widzę, że bardzo ich pragnie. Nie wiem, czy to tylko bariera językowa, czy też synek ma jakiś problem. Często reaguje niewłaściwie, ponieważ nie rozumie sytuacji lub nie odczytuje właściwie intencji. Dodam, że synek wiele razy był odrzucany z zabawy przez dzieci i mocno to przeżywał oraz, że potrafi przestrzegać granic, o ile są one jasno wytłumaczone. Nie potrafi walczyć o swoje, tylko szybko się wycofuje. Język obcy też mu jeszcze nie wychodzi, jak tylko chce coś powiedzieć, to jest tak mocno spięty, że wszystko co mówi traci sens. Podobnie jest z językiem polskim, choć mimo wszystko znacznie lepiej. Czasem buduje pełne pięciowyrazowe zdania, opowiada historie, a czasem mówi chaotycznie i niewyraźnie. Rozumie wiele rzeczy bardzo dosłownie. Jesteśmy bardzo zaniepokojeni tym co się dzieje. Wydaje nam się, że to nerwica lub jakieś tendencja autystyczne, ale oczywiście nie jesteśmy pewni i nie rozumiemy dlaczego te dziwne zachowania czy problemy komunikacyjne są okresowe - raz jest lepiej, raz gorzej. Nie wiemy jak pomóc synowi, staramy się, aby w domu była dobra, spokojna atmosfera. Chcemy poświęcać mu dużo czasu i - na ile to możliwe - być konsekwentni, ale nie wydaje się, że to za mało. Dodam tylko, że jak byliśmy wspólnie na wakacjach, to synek był bardzo pogodny, spokojny, pięknie rozmawiał z nami, nie wybuchał i nie był chętny wracać do przedszkola. Po kilku tygodniach pobytu w przedszkolu jego zachowanie znowu się pogorszyło. Chciałabym zapytać co Państwo sądzą o tych zachowaniach i czy jest szansa, by to się polepszyło? Czy opisane zachowania - szczególnie trudności komunikacyjne - mogą mieścić się w normalnym rozwoju 3-latka?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Irracjonalne lęki - czy da się z tym jakoś walczyć, czy to po prostu "urok" mojej osobowości?

Witam, jestem 24-letnią kobietą. Odkąd pamiętam, zawsze miałam problem z nadmiernym analizowaniem sytuacji i zamartwianiem się. Ostatnio jednak zauważyłam, że jestem w ten sposób w stanie odebrać sobie radość z każdej niemal rzeczy: wyjazd z przyjaciółmi to dla mnie nieprzespane...

Witam, jestem 24-letnią kobietą. Odkąd pamiętam, zawsze miałam problem z nadmiernym analizowaniem sytuacji i zamartwianiem się. Ostatnio jednak zauważyłam, że jestem w ten sposób w stanie odebrać sobie radość z każdej niemal rzeczy: wyjazd z przyjaciółmi to dla mnie nieprzespane noce i analizowanie wszystkiego tego, co może źle pójść. Kiedy zaparkuję samochód, bywa, że godzinami zadręczam się tym, że nie zdołam później stamtąd wyjechać, mimo że tak naprawdę nie miewam z tym problemów. Od dwóch lat wykonuję tę samą pracę, i mimo że wiem, że jestem w tym dobra, czasem sama myśl o pracy wiąże się z kompletnie abstrakcyjnym strachem, takich sytuacji jest miliony. Patrząc na te lęki obiektywnie i logicznie, zdaję sobie sprawę, że są irracjonalne i zupełnie niesłusznie sama siebie katuję negatywnymi scenariuszami, jednak nie jestem w stanie nad tym zapanować. Bywa tak, że muszę spać przy zapalonym świetle, bo moja wyobraźnia potrafi doprowadzić do tego, że boję się zamknąć oczy; boję się w sposób dziecinny, niemal na zasadzie "potwora spod łóżka". Objawy lęku nasilają się wieczorami, pojawia się uciążliwy ucisk w piersi, trudności z zasypianiem, praktycznie codziennie budzę się też zaniepokojona. Częstokroć stan taki wywołują u nie sytuacje, w których wiem, że nie potrafię przejąć kontroli, czy też, że nie zależą ode mnie. Mam przez to wszystko ochotę rezygnować z wielu rzeczy, żeby nie dawać sobie powodu do przeżywania wszystkich tych emocji, staram się jednak przezwyciężać strach i niepokój z nadzieją, że jeśli przekonam się, że tym radzę lęk był niesłuszny, to następnym razem obędzie się bez niego, niestety tak nie jest. Czy da się z tym jakoś walczyć? Czy to po prostu "urok" mojej osobowości? Obydwoje moi rodzice mają historię leczenia psychiatrycznego, tata cierpiał na depresję, mama m. in. leczyła się ze stanów lękowych, zresztą od wielu lat jest nadal na lekach psychotropowych.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Jak pokonać mój lęk? Czy to jest groźne?

Mam 19 lat. Od paru lat mam takie dziwne stany, najczęściej wieczorem, jak jest cicho w domu, dopada mnie lęk, strach i boję się wyjść z pokoju, mam wrażenie, że zaraz coś się stanie, wszystko jest takie wielkie i spowolnione,...

Mam 19 lat. Od paru lat mam takie dziwne stany, najczęściej wieczorem, jak jest cicho w domu, dopada mnie lęk, strach i boję się wyjść z pokoju, mam wrażenie, że zaraz coś się stanie, wszystko jest takie wielkie i spowolnione, a ja ciągle się rozglądam. Kiedy się położę to mam wrażenie jakbym podrzucał taką ogromną piłkę leciutką i w zwolnionym tempie, a ja jestem malutki i wszystko mnie przygniata i wszystko jest takie ogromne... Nie mam pojęcia co to jest, boję się pójść do lekarza - może ktoś mi coś doradzi, podpowie co to jest i co powinienem zrobić? Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Obawiam się, że mam schizofrenię. Czy to możliwe?

Mam 16 lat i obawiam się, że mam schizofrenię. Cały czas boję się różnych postaci z filmów (najbardziej z horrorów i to 2 postaci najbardziej), że jak wychodzę z łazienki to ona się czai z boku, za mną albo gdziekolwiek....

Mam 16 lat i obawiam się, że mam schizofrenię. Cały czas boję się różnych postaci z filmów (najbardziej z horrorów i to 2 postaci najbardziej), że jak wychodzę z łazienki to ona się czai z boku, za mną albo gdziekolwiek. Często obracam się i sprawdzam czy kogoś nie ma za mną. 2 sprawa to, że cały czas ma wrażenie, że ludzie dziwnie się na mnie patrzą, naśmiewają się ze mnie, obgadują. Mam takie coś, że myślę, że wszystko robię źle, mimo tego że ktoś mnie pochwali to mam wrażenie, że i tak źle to zrobiłem i mogłem zrobić lepiej a nie zrobiłem tego. Mam średni kontakt z rodzicami, biedni nie jesteśmy, bogaci też nie, żyje się nam dobrze. Kolejna sprawa, to mój tata - strasznie się go boje, nie wiem dlaczego. Często jest tak, że tata krzyczy na mnie na mamę. Jest on strasznie nerwowy i wydaje mi się, że ma problem z alkoholem, tzn. rodzice są właścicielami baru i tata nie jest codziennie pijany tylko gdy jest powód, żeby napić się wódki i wydaje mi się, że nie ma umiaru. Ja też jestem strasznie nerwowy i łatwo wpadam w złość gdy coś mi nie wychodzi. Z ludźmi mam dobry kontakt w starej klasie dość dużo osób mnie lubiło, a teraz nie wiem, bo jestem w nowej klasie 1 w liceum. Lepszy kontakt ma z dziewczynami. Kolejny problem to, że wydaje mi się, że rodzice jak byłem mały bardziej woleli bar niż mnie (jak to mama mówiła "wtedy musieliśmy pracować żeby tobie się lepiej żyło") - mam o to żal, bo wcale nie potrzebuję aż tak dobrze żyć. Chciałbym sam do wszystkiego dojść. Inna sprawa to, ze kiedy miałem 8 lat wypiłem świadomie alkohol. Bardzo często się masturbuje i czasami sobie podpalam marihuanę (palenie bardzo kontroluje, bo papierosów nie palę), żeby trochę uciec od tej rzeczywistości. Boję i wstydzę się iść do psychologa/psychiatry. Z mamą kiedyś na ten temat rozmawiałem, ale to bardzo rzadko. Ostatnio czuje się cały czas zdołowany i niedoceniany. Proszę o dyskrecję i pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pozbyć się natretnych myśli?

Mój problem polega na nawracających natręctwach. Opisze pokrótce moją historię. W dzieciństwie przeżyłam bardzo wiele, począwszy od choroby alkoholowej ojca, skończywszy na jego samobójstwie. Jednak mam naturę bardzo przyjaznej, ciepłej i optymistycznej osoby pełnej wiary, że wszystko się uda...

Mój problem polega na nawracających natręctwach. Opisze pokrótce moją historię. W dzieciństwie przeżyłam bardzo wiele, począwszy od choroby alkoholowej ojca, skończywszy na jego samobójstwie. Jednak mam naturę bardzo przyjaznej, ciepłej i optymistycznej osoby pełnej wiary, że wszystko się uda i bez problemu dałam sobie z tym traumatycznym przeżyciem radę. Poradziłam sobie przy wsparciu człowieka, chłopaka, z którym byłam od wielu lat i czułam się przy nim bezpiecznie. Jednak po 8 latach bycia z tym człowiekiem on odszedł ode mnie do innej. Przeżyłam szok, tym bardziej, że byliśmy naprawdę cudowną parą. Wtedy przeżyłam ogromne załamanie nerwowe, trwające 9 m-cy, ale obyło się bez pomocy psychiatry czy psychologa. Pomogło wsparcie licznych, cudownych ludzi. Po 9 m-cach poznałam mojego obecnego męża i odkryłam życie na nowo. Byłam szczęśliwa i pełna wiary, że wszystko się uda. Jedynym dyskomfortem, który odczuwałam były tzw. tiki nerwowe polegające na zaciskaniu powiek, by rozładować napięcie nerwowe. Powoli i ten problem ustąpił, choć powraca bardziej lub mniej nasilony. Wszystko układało się cudnie, wyszłam za mąż, zaszłam w ciążę (choć podczas ciąży prześladował mnie dziwny lęk o zdrowie dziecka, że będzie chore, że mąż nas wtedy zostawi itp). Potem urodziłam piękne, zdrowe dziecko. Co się okazało, wtedy jak byłam w 9 tym m-cu ciąży mój mąż miał internetowy romans. Dowiedziałam się o tym jak moja córka miała 4 m-ce. Wtedy przeżyłam wstrząs. Poszliśmy wspólnie do psychologa, wybaczyłam mężowi, ale zaczęły pojawiać się natręctwa, które dotyczyły mojego dziecka, że jej zrobię krzywdę. Udałam się do psychiatry i jestem pod jej opieka 3 lata. Brałam leki, których z czasem dawka została mi zmniejszona do połówek dwóch leków. Nawet przez jakiś czas wychodziłam już z brania tych leków, ale po 2 m-cach (z powodu bardzo stresującej sytuacji w pracy ) psychiatra mówiła, żeby jednak wrócić do połówek. Ogólnie czuję się cudownie, pracuję, natręctwa ustępują, ale co mnie martwi - czasem wracają. Bardzo się wtedy boję być sama z córką, a bezpiecznie i szczęśliwie się czuję, gdy jest z nami mąż. Bardzo bym chciała, aby ten problem znikną z mojego życia, bo jak mam natręctwa to jak np. widzę nóż, czy nożyczki to od razu wyobrażam sobie, że mogłabym zrobić krzywdę mojemu najukochańszemu dziecku. Potem to mija i nóż i nożyczki mi nie przeszkadzają. W sytuacjach kulminacji natręctw, lęku boję się wziąć nóż, by obrać ziemniaki przy córce itp. Z racjonalnego punktu widzenia i wiedzy jaką posiadam wiem, że nie mogłabym zrobić krzywdy nikomu, ale nie wiem jak sobie poradzić. Pomóżcie, błagam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam problem z nerwicą serca, czy z hormonami?

Witam, mam 19 lat, od paru lat dolega mi nerwica lękowa - fatalnie się wtedy czuję, jest mi słabo, panikuję w dużym skupisku ludzi itd. Miałam robiony holter - mam szmery, ale też przyśpieszoną akcję serca, lekarz twierdzi, że to...

Witam, mam 19 lat, od paru lat dolega mi nerwica lękowa - fatalnie się wtedy czuję, jest mi słabo, panikuję w dużym skupisku ludzi itd. Miałam robiony holter - mam szmery, ale też przyśpieszoną akcję serca, lekarz twierdzi, że to przez nerwicę. Od paru lat dolegają mi krwawienia po okresie, ginekolog poza stanem zapalnym nic więcej nie stwierdził. Od 2 dni znowu mam to krwawienie i ból brzucha, do tego nasiliły się objawy nerwicowe - idąc do znajomej waliło mi serce i dziwnie się czułam, w pewnym momencie upadłam, tak jakbym zasłabła, pozbierałam się i ledwo doszłam do znajomej, myślałam, że umrę, wzięłam coś uspakajającego, po paru godz. czuję się już lepiej, ale mam pytanie: czy oprócz nerwicy mogę mieć problem z hormonami? Jak to sprawdzić, do jakiego lekarza się udać? Pozdrawiam, Kasia

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co ja mam zrobić? Uciekać jak najdalej?

Witam bardzo. Mam 19 lat i mam poważny problem dotyczący mojej przyszłości. Krotko opiszę historię. Od roku przebywam w Anglii, mieszkam tu z wujkiem, jego dziewczyną i kilkoma znajomymi. Problem tkwi w tym, że zażywałam narkotyków i doświadczałam upojenia alkoholem...

Witam bardzo. Mam 19 lat i mam poważny problem dotyczący mojej przyszłości. Krotko opiszę historię. Od roku przebywam w Anglii, mieszkam tu z wujkiem, jego dziewczyną i kilkoma znajomymi. Problem tkwi w tym, że zażywałam narkotyków i doświadczałam upojenia alkoholem (nie biorę już, nie pije), czego skutkiem było to, że współżyłam z moim wujkiem, po czym byłam zmuszona połknąć pigułkę ''po''. Po tym wszystkim wszędzie muszę udawać, że wszystko jest w porządku, gdy tak naprawdę ogarnia mnie straszna samotność, smutek i lęk - co dalej? Chciałabym wrócić do Polski, ale boję się, że to nie zostanie zaakceptowane przez moją rodzinę, ponieważ wszyscy tam uważają, że u mnie jest świetnie. Nie mam pojęcia co mam robić, bardzo proszę o pomoc. Dodam, że tutaj w Anglii pracuję, chodzę do szkoły. W Polsce nie ukończyłam szkoły przez narkotyki i alkohol, nie mam gdzie mieszkać. Ponownie proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Lęki nocne - czy faktycznie powinnam zwrócić się do lekarza?

Witam serdecznie, mam na imię Agnieszka i mam 25 lat. Od kilku lat borykam się z pewnymi problemami natury psychicznej (tak mi się w każdym razie wydaje). Poniżej przedstawię pewne objawy i sytuacje, które mnie niepokoją (troszkę dużo tego będzie)....

Witam serdecznie, mam na imię Agnieszka i mam 25 lat. Od kilku lat borykam się z pewnymi problemami natury psychicznej (tak mi się w każdym razie wydaje). Poniżej przedstawię pewne objawy i sytuacje, które mnie niepokoją (troszkę dużo tego będzie). Wszystko zaczęło się od mojego wyjazdu z rodzinnego miasta na studia. Po paru miesiącach (2-3) okazało się, że nie jestem w stanie przebywać sama w mieszkaniu (wynajmowałam mieszkanie ze współlokatorką). Za każdym razem kiedy zostawałam sama miałam jakby napady lękowe, chodziłam w kółko po mieszkaniu, chciało mi się płakać, miałam wrażenie jakby zaraz coś miało się stać strasznego. Nie byłam w stanie nad tym zapanować. Wychodziłam wtedy z domu na długie spacery, żeby chociaż przez jakiś czas przebywać wśród ludzi. Od razu zaznaczam, że nie jestem osobą bardzo towarzyską. Wszyscy moi przyjaciele mieszkają w innych miastach, a ja sama mam problem w nawiązywaniu nowych znajomości. Niestety po powrocie ze spacerów wszystko zaczynało się od nowa. Muszę też nadmienić, że te sytuacje powtarzają się do dnia dzisiejszego. Co gorsze, mój maż bardzo często jeździ w delegacje (nawet co tydzień) i zostaję sama w domu. Często mam wrażenie, że popadam w depresję. Dziwne jest dla mnie to, że wystarczy, ze ktoś przebywa w mieszkaniu (i nawet nie muszę go widzieć - mój mąż ma swoją pracownię w mieszkaniu, w której spędza większość czasu) i od razu inaczej się czuję. Sama świadomość przebywania tej drugiej osoby wpływa na mnie pozytywnie. Mój ojciec od dawna cierpi na depresję i zaczęłam się zastanawiać czy jest tu jakieś powiązanie. Już jako małe dziecko cierpiałam na bóle głowy, ale podczas studiów zaczęły się migreny. Poszłam do neurologa, po kilku badaniach wykryto torbiel pod czaszką. Lekarz stwierdził, że mam zrobić badania za rok, aby sprawdzić czy torbiel się powiększa. A migreny nie są jej skutkiem, lecz skutkiem stresów (bardzo łatwo się stresuję). Niestety jedyną wtedy radą lekarza było unikanie stresów i joga :/ no więc męczyłam się z migrenami przez 2 lata (dochodziło do takich okresów, ze miałam nawet 2-3 razy w tygodniu migrenę). Rok temu trafiłam do innego neurologa. Powtórzyliśmy badania i się okazało, że torbiel się powiększyła, chociaż wg lekarza to może być różnica w badaniach, bo najpierw miałam tomografię a potem rezonans magnetyczny. Zaczęłam brać jakieś tabletki, które miały poszerzać naczynka krwionośne w mózgu. Brałam je pół roku. Nie odczułam większej różnicy, co więcej - bardzo źle się po nich czułam. Do tej pory cierpię na migreny. Kolejna rzecz, którą chcę opisać to zaburzenia snu. Ponad rok temu przeprowadziłam się do mojego obecnego męża, który mieszkał na przedmieściach w domku jednorodzinnym. Pewnego dnia do domu dostały się 2 pająki (przyznam, że nigdy w życiu nie bałam się pająków, wręcz zawsze straszyłam nimi moją bliźniaczkę). Jednak nigdy też nie widziałam tak wielkich pająków, bo zawsze mieszkałam w blokowisku. Dostałam potwornej histerii. Mój mąż musiał mnie przez godzinę uspokajać i stwierdził, że o mały włos byłby zmuszony uderzyć mnie w twarz, żebym się jakoś ocknęła z tego. Od tamtej pory regularnie dostawałam histerii na widok pająka. Co gorsza zaczęłam mieć koszmary senne z pająkami w roli głównej kilka razy w tygodniu. Przeraża mnie myśl, że pająk mógłby chodzić po moim łóżku albo dotknąć mnie. Mój mąż zaczął się bardzo niepokoić, bo moje koszmary zaczęły być coraz gorsze. tzn. budziłam się z krzykiem w nocy i nie mogłam się uspokoić. Co gorsza zaczęłam mieć poważne problemy z bezsennością. Potem zaczęły się problemy innego typu ze snem... zaczęłam się budzić z krzykiem przy każdym najmniejszym dźwięku, mój mąż musiał mnie uspokajać parę minut, potem zasypiałam i nic nie pamiętałam. Zdarza się to nawet po kilka razy w nocy do dzisiaj. Mój mąż zaczął się bardzo niepokoić o mnie. Najgorzej było kiedy on zachorował i ciągle kaszlał i kichał. Myślałam, że wpadnę w obłęd, bo za każdym razem jak kaszlnął albo kichnął w nocy to się budziłam z krzykiem. Najciekawsze jest to, że ja nie słyszę samego kaszlnięcia, tylko słyszę np. krzyk, albo jakby ktoś klasnął mi przy uchu, albo jakby coś niesamowicie ciężkiego spadło mi przy głowie. Na studiach też miałam takie sytuacje ale o wiele rzadziej. Z reguły wtedy leżąc na granicy snu miałam wrażenie, że ktoś mi krzyczy do ucha i zrywałam się przerażona z łózka. Ale teraz to już zaczyna być nienormalne, mój mąż boi się chodzić po pokoju, żebym czasem nie zaczęła krzyczeć. Dziwni mnie to, ze te stany, nazwijmy je "lękowe" (choć nie znam się na terminologii medycznej) pojawiają się nawet kiedy nie miałam stresującego dnia. Mój mąż ciągle mnie namawia, żebym poszła do psychologa/psychiatry, ale ja, jak większość ludzi, się przed tym wzbraniam :). Ostatnio zdecydowaliśmy się na psa, żebym miała towarzystwo kiedy mojego męża nie ma. Myślę, że to dobry pomysł, bo kocham psy i sama ich obecność poprawia mi nastrój. Bardzo proszę o wypowiedzenie się na powyższy temat. Czy mam się czym martwic? Czy faktycznie powinnam zwrócić się do lekarza? I czy powinien być to psycholog czy psychiatra (nie znam się na tym)? Mam nadzieję, że da się to jakoś rozwiązać nie używając środków farmakologicznych, ponieważ planujemy z mężem dziecko. Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedź :) i przepraszam za chaotyczną wypowiedź (starałam się zawrzeć wszystko co mi się kojarzy z tą sprawą).

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie wiem co to jest, może jakaś nerwica?

Mam 20 lat, wyniki mam wszystkie dobre, ale cały czas mi jest słabo, już od 3 tygodni nie wiem co się dzieje ze mną, nie mam siły na nic, nie wiem jak sobie z tym radzić. Lekarze rozkładają ręce, a...

Mam 20 lat, wyniki mam wszystkie dobre, ale cały czas mi jest słabo, już od 3 tygodni nie wiem co się dzieje ze mną, nie mam siły na nic, nie wiem jak sobie z tym radzić. Lekarze rozkładają ręce, a ja się martwię. Co mi jest? Pomocy, może jakieś leki na nerwicę brać? Już nie wiem od czego to jest.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z zamartwianiem się na zapas?

Witam serdecznie. Jestem chłopakiem mającym 19 lat. Od sierpnia br. mam dziewczynę. Jest to mój pierwszy związek. Długimi latami czekałem na odpowiednią dziewczynę. Spotykałem się w wieloma, lecz nie były one warte zachodu. Jednak pojawiła się ona. Od dziecka,...

Witam serdecznie. Jestem chłopakiem mającym 19 lat. Od sierpnia br. mam dziewczynę. Jest to mój pierwszy związek. Długimi latami czekałem na odpowiednią dziewczynę. Spotykałem się w wieloma, lecz nie były one warte zachodu. Jednak pojawiła się ona. Od dziecka, jak tylko pamiętam, łzy zawsze mi leciały. Bardzo się wielu rzeczy balem. Przejmowałem się, czy tak będzie dobrze, czy też nie. Jestem człowiekiem z zasadami i umiem odróżniać dobre i racjonalnie wytłumaczalne rzeczy. Mój problem polega na tym, ze nie umiem myśleć optymistycznie i ciągle zamartwiam się, że jestem człowiekiem, który zawodzi. Boję się, że zawodzę dziewczynę. Boję się tez tego, że gdy ona wychodzi gdzieś z znajomymi to że nie powie mi np. całej prawdy, co np. mogło się wydarzyć (na początku wziątku mnie zdradziła i niedawno chciała zataić pewien fakt, który bezczelnie odkryłem, choć chciała, bym się nie zamartwiał, wiedziałem o tym, że tak nie wolno a jednak, bo się nie myliłem). Gdy gdzieś jest beze mnie to odczuwam lęk, choć jej już bezgranicznie ufam i wiem, że mi już nic podłego nie zrobi, bo zauważyła, że źle zrobiła. Wracając do mnie. Odczuwam lęk przed czymś, co mogłoby się stać. Panicznie się boję alkoholu. Nie lubię gdy ktoś pije, choć też wiem, że po 1 czy 2 piwach nic się nie wydarzy jej. A moim lękiem chyba jest to tak naprawdę, że myślę, że jej nie wystarczam, że jestem nieodpowiedni a jednak ona przekonuje, mnie że tak nie jest. Jestem cudownym chłopakiem, widzi jak mi zależny na niej, a sam wiem, że ona mi jest oddana. Chcę sobie poradzić z tym, że się zamartwiam na zapas do przodu. Ostatnio też w domu za bardzo nie mam poczucia oparcia, bo rodzice, choć mam maturę to wykazują zainteresowanie, ale jestem najstarszym ich synem. Mam 3 rodzeństwa i oni maja z nimi lepszy kontakt niż ze mną. Proszę o pomoc. Jak sobie poradzić mam? Z góry serdecznie dziękuje za poradę i opinię. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Dlaczego ciągle atakuje mnie paniczny lęk? Co mi jest?

Witam. Mam 21 lat. Jestem po dwóch próbach podjęcia studiów, które kończyły się niepowodzeniem z powodu dziwnych objawów. Za pierwszym razem trafiłam do szpitala i stwierdzono u mnie zaburzenia osobowości typu Borderline. Od jakiegoś miesiąca mam dziwne objawy. Pojawiły...

Witam. Mam 21 lat. Jestem po dwóch próbach podjęcia studiów, które kończyły się niepowodzeniem z powodu dziwnych objawów. Za pierwszym razem trafiłam do szpitala i stwierdzono u mnie zaburzenia osobowości typu Borderline. Od jakiegoś miesiąca mam dziwne objawy. Pojawiły się one z dnia na dzień, co skutkowało przerwaniem studiów. Strasznie denerwuje się każdym wyjściem z domu. Jedynie w domu czuję się bezpiecznie, oraz dziwne, np. u lekarza też nie czuję się najgorzej, ale objawy są lecz mniej nasilone. Objawia się to tak: gdy mam zamiar wyjść z domu zaczynam się bardzo pocić, szybko bije mi serce. Gdy już wyjdę mam objawy typowe dla osoby która miałaby zaraz zemdleć. Nawet wizyta u babci mnie tak nastraja. Gdy już siedzę w jakimś miejscu gdzie jest dużo ludzi czuję się bardzo źle. Tętno zbliża się do 150, normalnie mam około 120 przez ostatni miesiąc (nawet w domu). Strasznie się wtedy denerwuję, staję się agresywna. Ratuje mnie wtedy tylko bardzo szybki powrót do domu, i wtedy objawy po około godzinie mijają. Już dzień przed jakimś planowanym wyjściem pojawiają się te objawy, i z każdą godziną narastają. Nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Każde nawet głupie wyjście do sklepu po bułki tak się kończy. Więc od jakiegoś tygodnia zaprzestałam wychodzenia z domu, gdyż boję się, że w mieście może mi się coś stać. Zażywam leki uspakajające, ale nie czuję zbytniej różnicy nawet jeśli go biorę. Co to może być? Kiedyś w przeszłości zdarzało mi się podobnie, lecz dużo mniej nasilone były te objawy (wtedy stwierdził psychiatra fobię szkolną, gdyż te objawy pojawiały się przed wejściem i podczas pobytu w szkole). Pomóżcie. Bo zaczyna mnie do coraz bardziej dobijać. Mam za sobą 2 nieudane próby samobójcze, lecz z innych powodów. A teraz po prostu z dnia na dzień czuję się coraz gorzej, chciałabym uczestniczyć w normalnym życiu społecznym, a życie mi to uniemożliwia.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Wmawiam sobie, że umieram, że zaraz dostanę zawału i umrę - to nerwica czy depresja?

Witam, chciałam zapytać o to, czy komuś również dolega to, co mi. Otóż od kilku tygodni dostaje napadu lęku o życie, mam zimne ręce i stopy, serce bije strasznie szybko i mam podwyższone ciśnienie, trzęsę się i napada mnie...

Witam, chciałam zapytać o to, czy komuś również dolega to, co mi. Otóż od kilku tygodni dostaje napadu lęku o życie, mam zimne ręce i stopy, serce bije strasznie szybko i mam podwyższone ciśnienie, trzęsę się i napada mnie "fala strachu" przez co doprowadza mnie to do obłędu. Wmawiam sobie, że umieram, że zaraz dostanę zawału i umrę i nikt mi nie pomoże, że czeka mnie nieuchronna śmierć (nawet pisząc to teraz zaczynam czuć się niepewnie), nie wiem co mam robić. Kilka miesięcy temu straciłam kogoś bardzo ważnego w swoim życiu, zaczęłam brać tabletki na imprezach, po jakimś czasie postanowiłam wziąć całą paczkę i dostałam ataku paniki, myślałam, że serce mi stanie, dostałam w szpitalu kroplówkę i było w porządku. Od tamtego incydentu nie brałam niczego, tylko trochę popijałam alkoholu w weekendy. Teraz boje się nawet dotknąć piwa, bo boje się, że to mnie zabije. Nie jestem już taka jak kiedyś, mam dziwne myśli, ciągle czuję się jakbym "nie była w sobie", boję się panicznie śmierci, że będzie bolało, że będę świadoma wszystkiego i nie dopuszczam myśli, choć wiem o tym, że od tak nie ma się zawału. To straszne uczucie, nie wiem co mam robić. Boję się, że dostane tego ataku przy ludziach, że coś sobie ubzduram, że coś mi się naprawdę stanie. Panikuję na myśl o tym, że niedługo oszaleję, że w końcu moje zmęczone serce stanie i umrę. Naprawdę nie wiem co mi jest ;(

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Ból w klatce piersiowej i plecach - co to może być i gdzie się z tym zgłosić?

Jestem mężczyzną. Mam 18 lat. Kiedy biorę głęboki wdech pojawia się ból w klatce piersiowej i plecach? Czym jest to spowodowane? Czy powinienem odwiedzić lekarza? Jeżeli tak to jakiego?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pokonać nadmierny i bezpodstawny lęk o zdrowie i życie bliskich?

Witam, Mam 17 lat i od dłuższego czasu doświadczam bardzo silnego lęku o zdrowie i życie moich bliskich. Zamartwiam się gdy Rodzice jadą do pracy, bo po drodze może im się przydarzyć wypadek. Boję się, że ktoś może ich napaść...

Witam, Mam 17 lat i od dłuższego czasu doświadczam bardzo silnego lęku o zdrowie i życie moich bliskich. Zamartwiam się gdy Rodzice jadą do pracy, bo po drodze może im się przydarzyć wypadek. Boję się, że ktoś może ich napaść itd. Kiedy przez kilka dni nie odwiedzam Babci i Dziadka mam okropne wyrzuty sumienia, że jeśli im coś się stanie mnie przy nich nie będzie. Kiedy pokłócę się z kimś bliskim natychmiast muszę się pogodzić, bo co by było gdyby coś im się stało, a między nami byłyby „ciche dni”? Dzwonie do moich bliskich kilka razy, sprawdzam czy wszystko jest w porządku. Jeśli tylko mam okazję to jadę lub wychodzę z nimi, bo mam przeświadczenie, że mojej obecności nic im się nie stanie. Jeśli nie odbierają telefonu wpadam w panikę, jestem cała nerwowa. Zdarza się, że wykonuje wtedy szereg czynności np. odwracam głowę w ustalonej kolejności, „uśmiecham się” do świętych obrazków czy powtarzam w myślach tą samą formułkę. Bardzo mnie ta sytuacja frustruje. Może wpływ na to ma fakt, że jestem jedynaczką? Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

To fobia, lenistwo, a może jakaś depresja?

Witam, Mam 17 lat, chodzę do 2 klasy LO. Ostatnio od 3 dni nie mogę zasnąć, chodzę cały czas poddenerwowany, miewam biegunkę i mętlik w głowie, nie umiem ogarnąć myśli. Wszystko to zaczyna się zawsze wieczorem, bo zaczynam myśleć...

Witam, Mam 17 lat, chodzę do 2 klasy LO. Ostatnio od 3 dni nie mogę zasnąć, chodzę cały czas poddenerwowany, miewam biegunkę i mętlik w głowie, nie umiem ogarnąć myśli. Wszystko to zaczyna się zawsze wieczorem, bo zaczynam myśleć o szkole - czytałem wypowiedzi innych osób i znalazłem informację na temat "fobii szkolnej" - sam nie wiem… W szkole z klasą dogaduję się całkiem nieźle, chociaż lepiej było w gimnazjum czy też podstawówce, a LO jestem raczej milczkiem, owszem, mam kolegów, ale tylko na czas szkoły, bo poza nią nie utrzymuję kontaktów z nikim z mojej klasy, tzn. nie chodzę z kolegami do kina czy coś, moja znajomość z nimi ogranicza się do lekcji w klasie. Czasem na przerwach siedzę sam, ale od niedawna do mojej szkoły, a nie klasy, przeniósł się mój prawdziwy przyjaciel, więc nie narzekam na towarzystwo. W klasie nikt mi nie dokucza, wszyscy odnoszą się do mnie uprzejme, z nauczycielami mam troszkę inaczej - wszyscy nauczyciele traktują mnie dobrze, ale mimo to jakoś zawsze myślę, że będą na mnie krzyczeć albo coś w tym stylu. W zasadzie nie ma miesiąca, tygodnia żebym nie miał jakichś nieobecności w szkole - albo pierwsze lekcje albo całe dnie, mama jest dla mnie wyrozumiała i pisze mi usprawiedliwienia, ale ja chciałbym coś z tym zrobić, bo biorą mnie nerwy nawet wtedy, gdy wiem, że nie ma w danym dniu żadnego sprawdzianu, kartkówki, ale mimo to denerwuję się. Prymusem nie jestem, nie byłem i nie chce być - zawsze uczyłem się średnio we wszystkich przedmiotach oprócz matematyki, miałem cały przegląd ocen od 1 do 6, ale teraz w szkole idzie mi coraz gorzej, co pewnie jest związane z moimi nieobecnościami. W 1 klasie LO musiałem zdawać komisa z chemii, czego nigdy wcześniej nie robiłem, bo nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło. Mimo to aż tak źle chyba nauka u mnie nie wygląda, ponieważ udzielam się w dużej ilości konkursach z historii czy religii - na zakończenie dostałem nawet dyplom za całokształt uczestnictwa w konkursach, zajmowałem na nich zawsze miejsca od 1-3 zapisałem się nawet do szkolnego kółka dziennikarskiego i na wykłady z historii, więc nie wiem czemu boję się i w żołądku mi się przewraca wieczorem, kiedy mam iść do szkoły. Objawy te są najsilniejsze w niedziele wieczorem i w każdy następny dzień wieczorem, a czasami nawet rano. Na wagary jako takie, czyli te poza domem i bez wiedzy rodziców nie chodzę, bo wolę być w domu. Nawet siedząc w domu nie marnuje czasu na gry komputerowe, ale sprzątam dom, czytam książki, robię zakupy - wtedy czuję się dobrze, bo nie muszę iść do szkoły. Tak więc nie wiem czy mam po prostu jesienną depresję, chociaż nie mam jak to się mówi „doła”, przynajmniej tak mi się wydaje - może to lenistwo? Ale gdybym był leniwy to nie udzielał bym się w konkursach i olimpiadach i nie zajmował się domem, gdy nie idę do szkoły. Zapomniałem napisać, że od 3 miesięcy tylko raz ćwiczyłem na wf-ie, ponieważ wf mam pierwszy albo ostatni - to na niego nie chodzę, bo mogę być wtedy w domu, mam też nadwagę, ale nikt mi nie dokuczał nigdy z tego powodu, ale nie chodzę też dlatego, że żaden sport mnie nigdy nie interesował i nie wychodził, bo nie umiem nawet grać w piłkę nożną, dlatego boję się, bo jestem wybierany na końcu i mam świadomość, że jestem najgorszy z wf-u, chociaż koledzy na mnie nie krzyczą, że coś źle zrobiłem, ale wiem, że się podśmiewają. Chciałbym dostać zwolnienie z wf-u i na niego nie chodzić, ale nie mam uzasadnienia by je dostać. W domu sytuacja rodzinna jest dobra, nie ma biedy, wręcz niczego mi nie brakuje, jestem jedynakiem, z rodzicami świetnie się dogaduje, chociaż jest parę problemów, które też mnie nerwicują. Więc prosił bym o pomoc: co mam zrobić aby chodzić do szkoły bezstresowo i nie denerwować się ciągle na wieczór i nie przejmować każdą kartkówką czy sprawdzianem do tego stopnia, że boli mnie brzuch i serce szybko bije? Boję się też o moją przyszłość, a w szczególności o maturę z matematyki, że jej nie zdam. Denerwuje mnie, że nie umiem za bardzo cieszyć się chwilą, tylko żyję przyszłością i zawsze sobie wmawiam, że źle mi coś pójdzie. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Lęk przed śmiercią, moje dwa różne światy - z czego to może wynikać?

Szczerze nie wiem jak powinnam zacząć. Ale najpierw zacznę od pierwszej części pytania. Wcześniej nigdy nie bałam się śmierci, nie obchodziło mnie to. Jestem ateistką, teraz… nie wiem jak będzie w przeszłości. Pojęcie śmierci dotarło jakby do mnie dopiero od...

Szczerze nie wiem jak powinnam zacząć. Ale najpierw zacznę od pierwszej części pytania. Wcześniej nigdy nie bałam się śmierci, nie obchodziło mnie to. Jestem ateistką, teraz… nie wiem jak będzie w przeszłości. Pojęcie śmierci dotarło jakby do mnie dopiero od śmierci mamy mojego przyjaciela. Miało to miejsce kilka dni po katastrofie pod Smoleńskiem. Źle się z tą świadomością czułam, bo znałam tą panią. Jednak niedawno zaczęłam się tego tak panicznie bać. Bać się śmierci. Ten tydzień był dla mnie udręką. Nic nie mogłam, na niczym, nie umiałam się skupić. W szkole nic mnie nie cieszyło, a do domu wracałam jak najszybciej, byle po 18 być z rodzicami. Nie robiłam lekcji, by tylko być z nimi. Tak bardzo nie chcę żeby ten czas upływał. Gdy widzę, że jakaś czynność zajęła mi np. 20 min, to już od razu mam myśli, że to coraz bliżej do mojej, a przede wszystkimi do śmierci moich rodziców i wtedy zaczynam płakać. Każdą chwilę chcę spędzać z nimi, bo bez nich ja nie chcę żyć. Nie jestem rozpieszczoną jedynaczką, mam brata, na którego jak spojrzę to tylko myślę, że bardzo go kocham a i on tak umrze kiedyś. Najchętniej zatrzymałabym czas, nie chciałabym mieć swojego domu, iść na studia, mieć dzieci… Chciałabym mieć cały czas te swoje 16 lat i żyć, żeby moi bliscy żyli zawsze. Panicznie boję się przyszłości. Gdy kładę się już do łóżka, wysiadam psychicznie. Wtedy już nie umiem powstrzymać łez, te wszystkie odczucia lecą na mnie jak grom z jasnego nieba. Drugą rzeczą jest fakt, że od kilku dobrych lat mam jakby swój kraj fantazji. Tam nie mam żadnych problemów. Gdy jestem sama wyobrażam sobie, że koło mnie siedzi np. jakiś chłopak, który mnie kocha, przytula całuje. Wiem, jest to chore, ale to mi pomaga. Fakt, faktem, rozmawiam sama ze sobą - idiotyzm. Tylko że wtedy nie czuję się samotna. Nie chodzi mi o to, że nikt mnie nie chce. Może tak jest. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja często uśmiecham się, spojrzę się gdzieś sama do siebie, jednak wyobrażam sobie, że ktoś koło mnie jest. Niestety kiedyś zaczęłam się uśmiechać tak jakby do tej drugiej osoby, a mój tata to zauważył - speszyłam się. Była jedna sytuacja, że ja sama się siebie przestraszyłam. Byłam sama w domu i "odgrywałam" scenkę, gdy jestem z chłopakiem w kuchni i "on chciał" wody. I ja, jakby w amoku, wyjęłam dwie szklanki, dla siebie i dla niego i obróciłam się, ale tam nikogo nie było. Chciałabym wiedzieć, co o tym Pan/Pani sądzi. Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Cągle myślę o śmierci - czy to jakaś fobia, czy to może normalne?

Witam! Mam 19 lat, a niemal codziennie myślę o śmierci. Mam wrażenie, że coś mi się stanie, nie wiem, czy to jakaś fobia, czy może to normalne? Chcę jakoś poradzić sobie z tymi lękami, proszę o pomoc.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy te duszności na pewno spowodowały nerwy?

Witam. Mam pytanie. Od jakiegoś miesiąca mam duszności. Jak wezmę taki głębszy oddech to mam wrażenie, że powietrze mi dochodzi tylko tak w połowie i strasznie mnie to meczy. Byłam u lekarza i stwierdził, że to z nerwów. Myślicie, że...

Witam. Mam pytanie. Od jakiegoś miesiąca mam duszności. Jak wezmę taki głębszy oddech to mam wrażenie, że powietrze mi dochodzi tylko tak w połowie i strasznie mnie to meczy. Byłam u lekarza i stwierdził, że to z nerwów. Myślicie, że to możliwe? Fakt, miałam bardzo stresujący czas, ale boję się, że to coś innego. Nie wiem jak sobie pomóc. Chciałabym wiedzieć, czy na pewno to przez nerwy. Pomóżcie proszę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty