Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 2 9

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Problemy z pamięcią u sześćdziesięciolatki

Serdecznie witam! Mam 62 lata. Od 2 lat mam zaniki pamięci np. nie pamiętam co wczoraj jadłam na obiad, dopiero jak zobaczę w lodówce to już wiem, w rozmowie z wnukami mówię o rzeczach, które już mówiłam i wnuki zwracają...

Serdecznie witam!

Mam 62 lata. Od 2 lat mam zaniki pamięci np. nie pamiętam co wczoraj jadłam na obiad, dopiero jak zobaczę w lodówce to już wiem, w rozmowie z wnukami mówię o rzeczach, które już mówiłam i wnuki zwracają mi uwagę. Zapominam o bardzo prostych rzeczach np. nazwy rzek, filmów, to mnie bardzo stresuje. Lekarz rodzinny przepisuje mi leki, jak: Lucetam 1200 mg lub Memotropil 1200 mg. Leki mi nie pomagają, byłam u neurologa - zrobiono mi śmiesznie prosty test pamięci, który wyszedł dobrze, popełniłam tylko 1 błąd, następnie wykonano mi tomografię głowy z kontrastem i badanie wyszło dobrze. Neurolog odmawia mi skierowania do szpitala, aby znaleźli przyczynę moich kłopotów.

Mój mózg ciągle musi ciężko pracować, bo muszę pamiętać, gdzie muszę pójść. Podam przykład - idę do biblioteki wymienić książki, a zaszłam do przychodni i tam stanęłam i zobaczyłam, że mam książki i musiałam wracać. Nadmienię, że mam wyższe wykształcenie i przez 36 lat pracowałam w szkole, obecnie jestem na emeryturze, dbam o siebie, dużo czytam, rozwiązuję krzyżówki, ale wiele słów przypomnę sobie na 2 dzień. Żyję w stresie, na noc biorę lek Clonozepum 2 mg, ale i tak mam kłopoty z zasypianiem lub śpię 4 godziny. Nadmienię, że wykładałam psychologię i pedagogikę - i z tych dziedzin też wiele nie pamiętam w danej chwili, przypomnę sobie później. Szanowny Panie Doktorze, proszę mi pomóc, bo czasami czuję się bezradna, mieszkam w mieście małym - mieszkańców 17 tyś. Może mój list jest chaotyczny, ale myślę, że Pan mi pomoże lub da jakieś wskazówki.

Z poważaniem.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak

Jak pomóc partnerowi, który ma problemy ze sobą?

Witam, od 7 lat jestem w związku z mężczyzną (27 lat), który ma różnego rodzaju problemy psychiczne - zaniżone poczucie własnej wartości, trudne relacje z rodziną, ojca alkoholika i urazy z dzieciństwa, z którymi do tej pory sobie nie poradził....

Witam, od 7 lat jestem w związku z mężczyzną (27 lat), który ma różnego rodzaju problemy psychiczne - zaniżone poczucie własnej wartości, trudne relacje z rodziną, ojca alkoholika i urazy z dzieciństwa, z którymi do tej pory sobie nie poradził. W ciągu ostatnich lat doszły do tego problemy z pracą (praca bardzo wyczerpująca, niskie zarobki) i trochę długów. Podejrzewam u niego początki depresji, był u psychologa, ale przestał chodzić na spotkania.

Ostatnio zaczął coraz częściej sięgać po alkohol - na początku raz w tygodniu, teraz już co drugi dzień albo i codziennie. Nie wspominając o tym, że żywi się głównie chipsami i colą. Na moje próby zwrócenia uwagi reaguje agresywnie, twierdząc, że mu narzucam ograniczenia, które jeszcze bardziej go stresują i spinają. Starałam się być więc wyrozumiała, ale ciężko mi na to patrzeć, bo mam wrażenie, że on dąży do autodestrukcji.

Jak mogę mu pomóc? Czy być obok, akceptować i wspierać? Czy nie robię mu jeszcze większej krzywdy, przyzwalając np. na picie, bo w ten sposób on brnie w to dalej? Czy lepiej wyznaczyć granice (np. nie pijesz) i konsekwentnie się ich trzymać, tzn. jak będzie dalej pił i się pogrążał, to go zostawić? Czy mam rację myśląc, że rozstanie się z nim może sprawić, że się ocknie? To strasznie trudne, bo miałabym poczucie, że zostawiam go w chwili, kiedy najbardziej mnie potrzebuje.

Proszę o radę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

List pożegnalny syna

Dzień dobry! Mój 23-letni syn popełnił samobójstwo, napisał pożegnanie. Proszę o odpowiedź w jakim stanie umysłu się znajdował w momencie pisania pożegnania. Nie lubię się żegnać w szczególności Lepiej odejść byłoby bez słowa Jednak nie obejdziemy tych powinności Tego...

Dzień dobry! Mój 23-letni syn popełnił samobójstwo, napisał pożegnanie. Proszę o odpowiedź w jakim stanie umysłu się znajdował w momencie pisania pożegnania. Nie lubię się żegnać w szczególności Lepiej odejść byłoby bez słowa Jednak nie obejdziemy tych powinności Tego wymaga kultura zdrowa Pragniesz wyjaśnienia czemu odchodzę Wybacz że przeze mnie żyjesz w trwodze Chciałbym tego na prawdę uniknąć I z Twej pamięci na zawsze zniknąć Proszę Cię żyj dalej po swojemu Niepotrzebny smutek sercu memu Wspomnij jedynie te chwile radości Nie unoś się w nienawistnej złości Nie pasowałem tutaj od początku Moja dusza szukała życia wątku Lecz ten mógł być tylko w Bogu Który leży w ukrytym sarkofagu Sam nie byłem w stanie szukać Mogłem się tylko w szarości błąkać Codziennych rytuałów bezsensowności Pozbawionych bez Niego romantyczności Bo bez Niego życie nie ma chaosu Jest jedynie ścieżka przewrotnego losu Jak się elektrony w atomie ułożą Pozbawione wolności obłędnie krążą Nie widzę sensu w doczesnej uciesze Pozostają tylko chorego poety wiersze Chcące uciec od tej rzeczywistości Sięgnąć prawdziwych duszy własności Lecz poetą tutaj się być nie da Doczesność jego duszę zjada Marzyciel we śnie jeno brodzi Lecz potem się zawsze budzi Nie potrafię w tym ciele Sprostać swym ambicjom Jest ich zbyt wiele I przeszkadza to ludziom Jest rzecz jasna garstka która pomaga Rodzina i przyjaciele Wielka jest ich miłości waga Lecz szalę przechylają mąciciele Świat jest po prostu zły Wszelkie uczucia zamarzły Rządzi pieniądz i urodzenie Jest tylko nieustające cierpienie Wciąż tylko czegoś łaso pragnę I nawet kiedy tego dosięgnę Nasycić się nie potrafię Potępiam stoicką filozofię Nie godzę się na swój los Na ten śmiertelny życia cios Uciekam od tego wszystkiego w niebyt Lub w miłosiernego Boga objęć dobrobyt I jeśli On naprawdę istnieje I mnie szczerze kocha nieskończenie I pozwoli przepaść w mroku knieje To niech i Miłość taka przepadnie PS. Błagam Cię Piotruś nie bierz ze mnie przykładu. Życie może być piękne - wiem to; ono tylko dla mnie straciło sens, zbyt się męczyłem, a Ty jesteś twardszy, co znaczy, że jesteś w stanie odnaleźć sens tam gdzie ja go nie mogłem zobaczyć, bo byłem ślepym ignorantem. Ja zawsze byłem miękki płaczek, choć zgrywałem twardziela. Można jeszcze wiele osiągnąć wspaniałego i pięknego, a ja w Ciebie wierzę. Jesteś wspaniałym człowiekiem i świetnym bratem. Będziesz też na pewno wspaniałym mężem dla swej ukochanej i jeszcze lepszym ojcem dla swych przyszłych dzieci. Swym twórczym umysłem i polotnym sercem jesteś w stanie przynieść temu światu wiele dobrego. I dla siebie odnajdziesz drogę sensu, którą będziesz podążać i być może przez to, że Cię tak kocham Twa dobroć jakoś przeleje się na mnie tym łączem miłości i będę mieć większą szansę na zbawienie. Dbaj o rodziców, swą ukochaną i naszego pieska, ale przede wszystkim o siebie. Przemów rodzicom też do rozsądku, że to nie ich wina w żadnym wypadku. To mój świat i ja jesteśmy źli. Mamo, Tato – kocham was zawsze !, nie potrafię dokładnie wyjaśnić czemu to robię. To coś we mnie ma już dość, nudzi się cholernie, cierpi ogromnie i chce czegoś nowego. Dusi mnie nadzieja, że jestem w stanie zmienić swój los, ale wiem, że nic z tego nie będzie. Świat jest dla mnie ciągłym cierpieniem, w którym na chwilę pojawiają się obrazy przyjemności, by szybko zniknąć i przypomnieć o tej kanciastej egzystencji. Już sobie nie poradzę w tym życiu. Zacząłbym robić z nudów coś złego, a nie chcę być bandytą, wolę odejść. Jestem nieprzystosowalny do tych codziennych szarych rytuałów, do ćwiczeń/treningów. Nie potrafię się pogodzić z rzeczywistością i dalej udawać, że wszystko jest w porządku. Godzić się na to co jest nie do zmienienia, jak choćby to, że mnie ciągle coś swędzi, boli i najprostsza czynność sprawia mi trudność. Przede wszystkim jednak na to, że Bóg się przede mną schował i nie da się Go tu znaleźć. Jeśli Go odnajdę, to za wszelką cenę wrócę, bo tylko On może być Miłością, która nas łączy. KOCHAM! PRZEPRASZAM!, wybaczcie mi kiedyś…, ale przede wszystkim sobie, bo się strasznie o to boję, że zaczniecie się obwiniać. To nie jest wasza wina. Wasza miłość jest nieskończona, ale to moje serce zamknęło się, to moja wolna wola i już nic nie mogliście zrobić. Pozwólcie mi odejść… jeśli nie ma niebytu i jest wieczna dusza, to odbiję się od dna i jeszcze się spotkamy.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Lęk o dzieci i depresyjne myśli

Witam! Mam 25 lat, 2 miesiące temu urodziłam drugie dziecko, pierwsze ma 2,5 roku. Poród miałam lekki, ciąża bez żadnych problemów. Po pierwszym dziecku miałam tzw. baby blues. Parę dni po drugim porodzie było wszystko dobrze, myślałam że będzie wszystko...

Witam! Mam 25 lat, 2 miesiące temu urodziłam drugie dziecko, pierwsze ma 2,5 roku. Poród miałam lekki, ciąża bez żadnych problemów. Po pierwszym dziecku miałam tzw. baby blues. Parę dni po drugim porodzie było wszystko dobrze, myślałam że będzie wszystko dobrze, że nie będę miałam baby blues tak jak po pierwszej ciąży. Natomiast po 2 tyg. zaczynały się lęki, że mogę zrobić coś specjalnie moim dzieciom lub bliskim (choć tego nie chciałam). Przykrywając dziecko kocykiem przychodziły myśli jak łatwo dziecko udusić (ale naprawdę nie chciałam tego zrobić!).

Teraz po 2 miesiącach od porodu nadal te myśli pojawiają się, ale już nie tak często. Strasznie boję się że dojdzie do tego, że zrobię sobie krzywdę lub dzieciom. Bardzo kocham swoje dzieci, zajmuję się maluszkiem (nawet przesadnie). Boję się że to się będzie pogłębiać i wpadnę w depresję (o ile już jej nie mam) i że zrobię komuś krzywdę. Potrafię się śmiać, ale nie daje mi to spokoju, cały czas siedzi mi ten problem w głowie. :( Proszę mi napisać, czy jest to już depresja czy jakieś lęki, które same przejdą.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Problemy ze wzrokiem po urazie czaszki

Dzień dobry, w wyniku wypadku komunikacyjnego doznałem obrażeń czaszki, ale na szczęście nie uszkodzenia ani obrzęku mózgu - tego nie było. W następstwie obrażeń, na chwilę obecną mam częściowy niedosłuch ucha prawego i problem z prawym okiem. I właśnie...

Dzień dobry, w wyniku wypadku komunikacyjnego doznałem obrażeń czaszki, ale na szczęście nie uszkodzenia ani obrzęku mózgu - tego nie było. W następstwie obrażeń, na chwilę obecną mam częściowy niedosłuch ucha prawego i problem z prawym okiem. I właśnie oka dotyczy pytanie. Początkowo objaw był taki, że widziałem tylko "rozmyte kolorowe plamy". Od czasu wypadku upłynęło 9 miesięcy i na chwilę obecną wzrok się nieco poprawił, ale niestety dużo brakuje do normalnego. Widzę tylko dolną część obrazu, nie jest idealna, ale już zbliżona do obrazu z oka lewego. Okuliści których odwiedziłem twierdzą, że jest to prawdopodobnie uszkodzenie nerwu wzrokowego. Czy jest jakaś metoda na farmakologiczne lub operacyjne przywrócenie, lub poprawę jakości wzroku w tym przypadku?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Jak przestać izolować się od ludzi?

Witam! Mam 31 lat. Z depresją i myślami samobójczymi zmagam się od 4 lat, tj. od czasu zakończenia studiów. Źródło mojej depresji jest wielopoziomowe. Składa się na nie samotność, nieprzystosowanie do życia, fobia społeczna (w szczególności fobia względem kobiet),...

Witam! Mam 31 lat. Z depresją i myślami samobójczymi zmagam się od 4 lat, tj. od czasu zakończenia studiów. Źródło mojej depresji jest wielopoziomowe. Składa się na nie samotność, nieprzystosowanie do życia, fobia społeczna (w szczególności fobia względem kobiet), brak perspektyw na przyszłość oraz zwykłe zmaganie się z problemami codziennego życia. Studia zapewniały mi wszystko czego mi było trzeba: znajomych, z którymi było o czym rozmawiać i były to rozmowy z mego punktu widzenia interesujące, rozwój intelektualny, wysiłek umysłowy i gdy uświadomiłem sobie że potrafię rozwiązywać naprawdę skomplikowane zadania (techniczne, matematyczne, fizyczne) wrażenie bycia niemalże Bogiem.

Od zakończenia studiów czuję, że z człowieka stałem się zwierzęciem, które musi walczyć o swoje przetrwanie, a moje potrzeby zostały drastycznie ograniczone do fundamentalnych potrzeb fizjologicznych. Uważam, że najlepsze lata swojego życia mam już za sobą i nie mam już motywacji, żeby dalej żyć. Zwłaszcza, że żyje w poczuciu stałego zagrożenia. Znajomi z czasów studenckich stopniowo przestali się do mnie odzywać. W wyniku tych doświadczeń pojawiła się u mnie fobia społeczna. Nie chce bądź też już nie potrafię angażować się emocjonalnie w nowe znajomości. Zwłaszcza względem kobiet. Nienawidzę kobiet za to, że jak facet jest w czymś zdolny i chcą go wykorzystać to się odpicują, flirtują i wykorzystują zauroczenie faceta, aby osiągnąć swój cel. Wszystkie moje próby poderwania jakiejś babki kończyły się na koleżeństwie i przeważnie w jakiś sposób zostałem wykorzystany nie mogąc oczekiwać niczego w zamian. Do kobiet szczęścia nie mam i kolejnych prób podejmować mi się nie chce.

Kiepsko sobie radzę poza życiem szkolnym, uczelnianym, bo innego nie miałem. W czasach studenckich mieszkałem z rodzicami. Postępowałem tak jak mi nakazywali rodzice - nadopiekuńcza matka i apodyktyczny ojciec. Mieszkanie z rodzicami zapewniło mi zero szlajania się po akademikach, imprez, znajomości pozawydziałowych, problemów mieszkaniowych. W rezultacie jestem nudziarzem, nieudacznikiem, osobą nieprzystosowaną do życia. Swoje problemy opisywałem kilku psychologom i z reguły oznajmiali mi, że nie mogą mi niczego zasugerować, a swoje problemy powinienem rozwiązać samemu. Psychiatra dał mi na receptę antydepresanty, po których nie czuję żadnej różnicy. Do jakiego innego jeszcze specjalisty mógłbym się udać ze swoimi problemami i czy dużo by to kosztowało. Myślałem o jakimś life coaching'u, szkole podrywania, tyle że na razie mnie na to nie stać.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy brak kontaktu wzrokowego jest oznaką autyzmu u dziecka?

Witam! Mam pytanie odnośnie mojego synka. Pytanie dotyczy autyzmu. Synek ma 11,5 miesiąca, urodził się w 37 t.c. Całą ciążę musiałam leżeć, miałam przedwczesne skurcze. Synek był 3 razy owinięty pępowiną wokół szyi, według neurologa mógł być niedotleniony. Uczęszczaliśmy na...

Witam!

Mam pytanie odnośnie mojego synka. Pytanie dotyczy autyzmu. Synek ma 11,5 miesiąca, urodził się w 37 t.c. Całą ciążę musiałam leżeć, miałam przedwczesne skurcze. Synek był 3 razy owinięty pępowiną wokół szyi, według neurologa mógł być niedotleniony. Uczęszczaliśmy na rehabilitację, ponieważ miał obniżone napięcie mięśniowe. W chwili obecnej sam siedzi, raczkuje, wstaje i zaczyna chodzić (używa pchacza). Martwi mnie jednak kontakt wzrokowy z dzieckiem...

Synek mówi mama, baba, am, gryy, guu, ooooooo, jednak nie zna znaczenia tych słów, jest bardzo zainteresowany światem i wszystkimi czynnościami wykonywanymi przez dorosłych np. gotowanie, pranie itd. Gdy widzi coś, co go zainteresuje pokazuje palcem, żeby tam z nim podejść (jak jest na rękach) i entuzjastycznie mówi ooooooooo. Wymusza noszenie na rękach, gdy chce iść na ręce przychodzi do mnie, wstaje i wyciąga rączki żeby go wziąć, nie lubi być w łóżeczku, krzyczy i wyciąga ręce, żeby go zabrać. Umie pokazać (patrzy w tym kierunku czasem wskazuje palcem) gdzie jest lampa, telewizor, stolik, czasem okno, kwiatek, naklejka w łóżeczku, naklejka na ścianie, kominek, pstryk (wie że jak się naciśnie to się zapali lampa), podczas kąpieli jak zapytam gdzie jest hipcio i powiem, żeby go włączył to to zrobi, wie że pilotem włącza się telewizor i sam często to robi.

Uwielbia bawić się w chowanego (ja się chowam), w a kuku, lubi jak się go huśta. Gdy wracałam z pracy to przychodził do mnie, nie zdążyłam się rozebrać, ponieważ chciał, żeby go wziąć na ręce. Gdy miał około 9 miesięcy panicznie bał się nowych ludzi i miejsc, teraz jest odwrotnie - w nowych miejscach rozgląda się i nie boi się obcych. Gdy jesteśmy u rodziny i schowam się mu a później go wołam to przychodzi do mnie, czasem płacze jak zobaczy, że gdzieś wychodzę. Nie do wszystkich chce iść na ręce. Gdy jestem sama z mężem i pytamy się gdzie jest tata, gdzie jest mama to popatrzy się, ale jak jesteśmy w większym gronie to nie. Gdy mówię coś do niego to zazwyczaj na mnie nie patrzy, ale np. jak zapytam gdzie jest lampa to spojrzy na nią (nie patrząc w chwili zadawania pytanie na mnie).

Gdy posadzę sobie go na kolanach przodem do siebie i mówię coś do niego to na mnie nie patrzy tylko na coś innego. W samochodzie jak go wołam to czasem spojrzy na mnie a czasem w ogóle mnie nie zauważa. Jak jesteśmy na spacerze i podejdę do niego to spojrzy na mnie na sekundę i potem patrzy się na coś innego, ale jak mu np. pokaże palcem drzewo albo pieska to popatrzy się we wskazanym kierunku. Na dziadków, ciocie zwraca większą uwagę. Najbardziej uwagę zwraca na obcych. Na swoje imię reaguje gdy nie jest bardzo czymś zajęty, czyli np. jak jest w łóżeczku lub foteliku do karmienia, gdy bawi się zabawkami to rzadko kiedy reaguje na imię. Synek daje cześć, przybija piątkę, robił papa, ale teraz już nie. Jest bardzo zainteresowany światem, bardziej niż ludźmi. Martwi mnie kontakt wzrokowy z nim, czy może to być jednym z pierwszych objawów autyzmu?

Bardzo proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Jak mam żyć z depresją?

Witam, o mnie to tyle, że studiuję. Idzie mi bardzo dobrze. Mam pasję. Cudowne dzieciństwo. Pieniądze. Kochającego chłopaka. Pomimo to myślę, że pozostało mi już tylko umrzeć. Od 5 lat biorę leki na depresję - fluoksetynę głownie. Raz pomagało -...

Witam, o mnie to tyle, że studiuję. Idzie mi bardzo dobrze. Mam pasję. Cudowne dzieciństwo. Pieniądze. Kochającego chłopaka. Pomimo to myślę, że pozostało mi już tylko umrzeć. Od 5 lat biorę leki na depresję - fluoksetynę głownie. Raz pomagało - było lepiej, a innym razem tylko neutralizowało ból wewnętrzny. Miałam przerwy - czasem dłuższe, w leczeniu. Niby wszystko pod kontrolą, ale teraz znowu czuję się okropnie. Ostatnio lekarz psychiatra, który mnie leczył zmarł. Przeżyłam to bardzo, w końcu straciłam osobę, z którą się zżyłam i która mnie rozumiała - miała uratować mi życie. Od gimnazjum byłam osobą martwiącą się o nie wiadomo co, potrzebującą pocieszenia, ale to nie było tak meczące jak teraz. Występowała u mnie autoagresja, czego teraz nie ma - panuję nad tym, chociaż czasem ciężko... Wiem, że rodzice się zdradzają, wiem z kim - znam tę osobę. Mają małe dziecko, dlatego myślę, że są jeszcze razem. Ten wątek może nie ma większego wpływu na moją psychikę, ale może przez to panicznie boję się zdrad.

Ciągle mi się chce płakać, jestem smutna, zła, czuję się beznadziejna, zazdroszczę uśmiechniętym, radosnym dziewczynom. Boję się ludzi, chciałabym być kimś innym. Nie lubię imprez, spotkań, stresuje mnie to i na pewno każdy odbiera mnie za osobę ponurą itp. boję się cokolwiek powiedzieć w towarzystwie, że zostanie to odebrane źle. Nie potrafię się cieszyć tym co mam, zawsze chcę więcej. Wydaje mi się, że jak zdobędę to czego nie mam to wtedy będę szczęśliwa. Od lat mnie to podtrzymywało, ale już nie. Teraz widzę, że mimo że osiągam cel nie wywołuje to na mnie żadnego pozytywnego skutku. Wręcz przeciwnie, czasem myślę, że nie zasłużyłam na to, że to przypadek, że to co mam i tak jest gorsze od tego samego co ma inna osoba. Czuję, że szczęście dałoby mi urodzenie się od nowa, a może też nie, bo to ciągle byłabym ja?

Kolejne co mnie meczy to że bardzo silnie odczuwam takie uczucia jak tęsknota, żal za czymś, za kimś. Tęsknie nawet jak ważna mi osoba odchodzi nawet na chwilę. Boję się, że ją stracę. Szkoda mi wszystkiego co związane z bliskimi, nawet rzeczy np. nie wyrzuciłabym nic od mamy. Smuci mnie to bardzo, że moja rodzina kiedyś umrze. Kiedy rozpoczęłam związek z moim chłopakiem byłam przeszczęśliwa i czułam, że po prostu wyzdrowiałam. Trwało to parę miesięcy, kiedy nie zaczęłam myśleć, ze on może mnie zostawić, nagle odejdzie, będzie mnie zdradzał albo już to robi, że mnie nie kocha tak bardzo jak ja jego, że nawet jak do ślubu się utrzymamy to może zacząć mnie zdradzać, czy po prostu odejść - do radosnej, szczęśliwej, a przede wszystkim normalnej osoby. (Powszechnie wiadomo, że ludzie unikają kontaktu z osobami smutnymi, pesymistycznymi, bo jest to zaraźliwe w pewnym stopniu.) Więc wszystko to prowadzi do tego, że czasem mam ochotę odejść pierwsza. Odejść i zamknąć się w pokoju i nikomu nie wchodzić w życie. Tak bardzo chciałabym cieszyć sie drobnymi rzeczami, tym wszystkim co mam, bo życie jest krótkie (płacz), a ja je właśnie marnuję. Tak mi ciężko, nie da się z tym żyć, a najgorsze, że nikt nie rozumie takiej sytuacji. Pewnie na da mi się już pomóc, umrę taka. Nie wiem jak ja mam żyć z tym. Pomocy...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Problemy ze snem, myśli samobójcze i brak koncentracji

Witam, od prawie pięciu miesięcy mam z sobą problem, pokłóciłem się z dziewczyną, z którą wiązałem swoją przyszłość. Kłótnia wynikła z mojej winy, ona chce czasu na przemyślenie tej sytuacji i przyznaje, że nadal jej zależy, lecz ja od...

Witam, od prawie pięciu miesięcy mam z sobą problem, pokłóciłem się z dziewczyną, z którą wiązałem swoją przyszłość. Kłótnia wynikła z mojej winy, ona chce czasu na przemyślenie tej sytuacji i przyznaje, że nadal jej zależy, lecz ja od tego czasu nie potrafię sobie poradzić. Mam ciągłe drżenie rąk, w sytuacjach stresowych nawet bardzo mocne, drżenie mięśni, częste wahania nastrojów, w nocy kłopoty ze spaniem, natomiast w dzień mógłbym spać cały czas, brak koncentracji często podczas jazdy samochodem czy wykonywania jakichkolwiek czynności (kłopotliwe szczególnie w pracy), częsty brak łaknienia (czasami nawet dwa dni nie czuję głodu a nawet wstręt do jedzenia), częste rozdrażnienie, bywają dni, że mam myśli samobójcze, nie radzę sobie z tym, więc często uciekam w alkohol. Jestem osobą raczej skrytą, nie potrafię rozmawiać o własnych problemach z innymi. Piszę, bo już naprawdę nie wiem co mi jest i co z tym zrobić. Zauważam, że z czasem objawy się nasilają.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Czy tętniak aorty brzusznej może powodować udar niedokrwienny mózgu?

Witam! Czy pęknięcie tętniaka aorty brzusznej (lub występowanie takiego tętniaka) może być przyczyną niedokrwiennego udaru mózgu? Chory miał dosyć typowe objawy udaru - zaburzenie mowy, lekki paraliż lewej strony ciała. Po zabraniu do szpitala, położony w centrum udaru, przez...

Witam!

Czy pęknięcie tętniaka aorty brzusznej (lub występowanie takiego tętniaka) może być przyczyną niedokrwiennego udaru mózgu? Chory miał dosyć typowe objawy udaru - zaburzenie mowy, lekki paraliż lewej strony ciała. Po zabraniu do szpitala, położony w centrum udaru, przez 2 dni przytomny, ruchliwy (prawa strona sprawna), chcący rozmawiać w miarę swoich możliwości. Nagle na 3 dzień spadek ciśnienia, śpiączka, poszukiwanie przyczyny - badanie serca, płuc - podejrzenie zatoru, w końcu diagnoza - tętniak aorty brzusznej - nastąpił wylew wewnętrzny do jamy brzusznej.

Moje pytanie - czy chorzy przyjmowani do szpitala z udarem mózgu są poddawani kompleksowym badaniom całego organizmu, czy skupienie jest tylko w obrębie mózgu, głowy? Czy badanie krwi, moczu, ten cały monitoring mógł wykryć np. początkowo niewielką perforację tętniaka i uciekanie krwi, utratę jej objętości, stopniowe niedotlenienie. Myślę, że musiało dojść nagle do pęknięcia i do wstrząsu hipowolemicznego i dopiero wówczas zlecono dalsze badania. Więc jak to jest z tym monitorowaniem chorego, diagnozowaniem, szukaniem przyczyny niedokrwiennego udaru?

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Tatiana Lewicka
Mgr Tatiana Lewicka

Co zrobić, by pozbyć się uczucia obojętności?

Od dziecka w domu się nie układało. W wieku 19 lat związałam się ze zdemoralizowanym chłopakiem, który potem stosował groźby karalne. Byłam w traumatycznym lęku o siebie i rodzinę. Wtedy psychiatra zapisał mi leki - to była moja ciocia. Dawała...

Od dziecka w domu się nie układało. W wieku 19 lat związałam się ze zdemoralizowanym chłopakiem, który potem stosował groźby karalne. Byłam w traumatycznym lęku o siebie i rodzinę. Wtedy psychiatra zapisał mi leki - to była moja ciocia. Dawała mi je latami (seroxat), jak sama przyznaje straciła nad tym kontrolę - nigdy wcześniej nie byłyśmy mocno związane. Potem druga lekarka kontynuowała te leki+ketrel na sen, bo nie mogłam spać. W domu były nadal awantury, ja się nie uważałam za chorą, tylko za znerwicowaną i strasznie zmęczoną tym życiem i miałam poczucie winy za tamten związek. Potem był jeden jasny związek i jeden wymarzony latami, który się nie udał. Potem po kilku latach poznałam chłopaka, który "dorównał" temu poprzedniemu i się zakochałam. Ale funkcjonowałam już słabo gł. ze względu na ketrel, który strasznie osłabiał. Związek się rozwijał i zaczęliśmy mówić o dziecku na nast. rok. Znów zmieniliśmy lekarkę, ona zapisała mi citabax i chlorprothixen. I wtedy zaczęły się dziać cuda. Nastała jakaś taka pustka, utraciłam zupełnie pociąg seksualny do chłopaka i co gorsza odkryłam, że nie czuję swoich uczuć - że są jak za szybą. Potem lekarka wmusiła we mnie fevarin i ja się rozchorowałam na dobre - wpadłam w kliniczną ciężką depresję. Wtedy odkryłam, że nie czuję miłości do mojego chłopaka. To mi się nie mieściło w głowie. Wpadłam w przeraźliwą zgrozę. Potem było już tylko gorzej. Odkryłam, że w ogóle uczuć wyższych, głębszych, więzi z ludźmi nie czuję.

Przez te 3,5 roku przeżyłam traumę 9 szpitali psychiatrycznych, mnóstwa konsultacji, wypróbowali na mnie 50 leków psychotropowych. Ostatnio trafiłam do bardzo znanego neurologa z opisem objawów, to powiedział, że mam uszkodzony (prawdopodobnie przez leki) układ limbiczny i świadczy o tym nieprawidłowy zapis EEG (napadowość fal delta). Proszę o szczerą profesjonalną odpowiedź - czy jeśli mam uszkodzony (na zasadzie dysfunkcji) układ limbiczny to da się to jakoś naprawić, żebym czuła emocje? Dodam, że przez długi czas brałam 3 zolpidemty dziennie i one mocno podnosiły nastrój i wtedy nie było tej strasznej pustki i anhedonii. Proszę też napisać jakie badania (bez względu na koszty) można zrobić, żeby potwierdzić tę dysfunkcję czy uszkodzenie. MRI miałam i mam tam małą zmianę naczyniopochodną, ale miałam ją już przed zanikiem uczuć. Czy są jakieś testy pozwalające określić, który obszar mózgu jest uszkodzony? Czy pomoże coś rezonans funkcjonalny?

W moim odczuciu najbardziej jest uszkodzony układ nagrody, od lat odczuwam niezmiennie potworne cierpienie i pustkę. Mam też pytanie, czy może to mieć związek z zaburzonym przekazem dopaminy (długo brałam neuroleptyki na sen - w czasie zanikania uczuć, bo trwało to 1,5 roku, brałam 5-10 mg olanzapiny). Proszę o wszelkie sugestie co mogę zrobić - obojętnie czy w kraju czy za granicą. Moje życie jest tak straszne, że od poprawy nastroju i odczuwania dobrych rzeczy zależy wszystko. Dodam, że rozpacz, nieokreślone cierpienie, czasem żal, ból, złość i nienawiść potrafię czuć. Bardzo proszę o obszerną odpowiedź. Także, czy ma w tym przypadku sens psychoterapia? Czy to wszystko mogło stać się jednak jakoś dziwnie psychologicznie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Drętwienie i brak czucia w nogach po odstawieniu leku

Witam! Mam 29 lat. Nigdy wcześniej nie chorowałam. Jedynym moim problemem było to, że zamiast 5-, 6-dniowych miesiączek miewam 8-, 11-dniowe (2-3 dni przed i po okresie występują u mnie plamienia). W związku z tym udałam się do ginekologa,...

Witam!

Mam 29 lat. Nigdy wcześniej nie chorowałam. Jedynym moim problemem było to, że zamiast 5-, 6-dniowych miesiączek miewam 8-, 11-dniowe (2-3 dni przed i po okresie występują u mnie plamienia). W związku z tym udałam się do ginekologa, który przepisał mi w tym celu lek: Dicloratio Retard 100 20 kapsułek + cicatridine 10 szt. + feminella vagi C 6 szt. po ok. 2 tygodniach brania leku zaczęła mi cierpnąć prawa stopa, potem cała noga. Wówczas jednak nie skojarzyłam tego z zażywaniem lekarstw. Po kilku dniach brak czucia w nodze się pogłębiał, po 18. kapsułce odstawiłam lek, bowiem w ulotce Dicloratio retard 100 wyczytałam, że lek może powodować: zaburzenia czucia(!). Bezskutecznie próbuję się dodzwonić do mojego ginekologa - który mi ten lek przepisał, celem poradzenia się co mam robić.

Mieszkam obecnie za granicą i nie wiem jak mam dalej postępować, do jakiego specjalisty się udać. Od 3 dni nie biorę dicliratio, jednak z nogą nie jest wcale lepiej - wręcz odwrotnie. Drętwienie występuje od 7 dni, z dnia na dzień jest gorzej. Prawa noga jest zdrętwiała od biodra (nawet talii) do koniuszka palca stopy. Mam wrażenie jakby noga byłą znieczulona - po znieczuleniu np. u dentysty. Występuje coraz silniejsze mrowienie, od wczoraj nawet delikatny dotyk sprawia jakby ból, nieprzyjemne uczucie. Nie mogę już spać na prawej stronie. Mam wrażenie, że prawa noga jest zimniejsza od lewej - ale to tylko błędne odczucie. Nie wiem czy ta dolegliwość związana jest z zażywaniem Dicloratio retard 100 czy też może mam problem z kręgosłupem? 3 miesiące temu badałam poziom cukru we krwi - był prawidłowy.

Pracuję fizycznie, ale nie przeciążam zbytnio kręgosłupa. Niepokoję się, ponieważ byłam przekonana, że po odstawieniu leku nastąpi poprawa i odzyskania czucia w nodze, tymczasem następuje znaczne pogorszenie. :( Proszę mi poradzić co robić, do jakiego specjalisty się udać i czego zwiastunem mogą być takie objawy?

Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Problemy ze snem u czterolatki

Witam! Szukam pomocy, bo już sama nie daję rady. Moja córka ma 4 lata i od jej narodzin przespałam może 30 nocy. Julia strasznie krzyczy w nocy, kopie, płacze, nie można jej rozbudzić. Zaczyna się to po ok. 4 godz....

Witam!

Szukam pomocy, bo już sama nie daję rady. Moja córka ma 4 lata i od jej narodzin przespałam może 30 nocy. Julia strasznie krzyczy w nocy, kopie, płacze, nie można jej rozbudzić. Zaczyna się to po ok. 4 godz. po zaśnięciu i trwa już prawie do rana. W dzień dziecko jest aktywne, uśmiechnięte, chodzi do przedszkola. Kiedy miała 5 miesięcy lekarze kazali jej podawać lek na uspokojenie, ale to nie pomagało. Oni sami nie wiedzą czemu to trwa tyle czasu. Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Joanna Gładczak
Lek. Joanna Gładczak

Nawracające drętwienie łydek i ud

Witam serdecznie! Od kilku lat mam problem z okresowym drętwieniem łydek i ud w obu nogach. W styczniu zeszłego roku jeżdżąc na snowboardzie wywróciłem się przy dużej prędkości (typowy upadek występujący w tym sporcie - do tyłu, "na pośladki" z...

Witam serdecznie! Od kilku lat mam problem z okresowym drętwieniem łydek i ud w obu nogach. W styczniu zeszłego roku jeżdżąc na snowboardzie wywróciłem się przy dużej prędkości (typowy upadek występujący w tym sporcie - do tyłu, "na pośladki" z podniesionym grzbietem i nogami, ale z bardzo dużym impetem). Po około dwóch tygodniach od tego upadku zaczęły się duże problemy z lewą nogą - wyraźne i głośne "strzelanie" stawu biodrowego przy podnoszeniu uda do góry, strzelanie stawu w kolanie i zesztywnienie mięśni. Teraz po roku zauważyłem, że mięśnie lewej nogi wyraźnie zmniejszyły swoją objętość - w szczególności udo w całej tylnej i bocznej części i mięsień pośladkowy, oraz są dużo słabsze. Wszelki ruch mięśni w tych okolicach jest "drżący", ciężko mi utrzymać równowagę stojąc na lewej nodze.

Prosiłbym o interpretację poniższego badania MRI, czy wykazane problemy w odcinku lędźwiowym kręgosłupa mogą dawać objawy takie jak opisuję, czy mogły powstać wyniku urazu na snowboardzie oraz ewentualnie jakie dodatkowe badania można by było wykonać i leczenie zastosować. Badanie wykonano w sekwencjach FSE T1, frFSE T2 oraz STIR przeglądowe, w płaszczyznach strzałkowych i poprzecznych, w warstwach o grubości 4 mm. Trzony kręgów o prawidłowej wysokości i sygnale. Wymiar strzałkowy ograniczeń kostnych kanału kręgowego w granicach normy. Pojedyncze guzki Schmorla w blaszkach granicznych trzonów pogranicza piersiowo-lędźwiowego. Cechy dehydratacji i obniżenie wysokości krążków międzykręgowych na poziomach Th12/L1 i L4/L5. Na poziomie Th12/L1 widoczna tylno-pośrodkowa protruzja jądra miażdżystego na głębokość około 4mm - uciskająca worek oponowy, bez cech kolizji ze strukturami nerwowymi. Na poziomie L4/L5 widoczna tylno-pośrodkowa protruzja jądra miażdżystego na głębokość około 2-3mm - powodująca modelowanie worka oponowego bez cech ucisku na struktury nerwowe. Położenie stożka rdzeniowego i sygnał końcowego odcinka rdzenia kręgowego prawidłowe.

Bóle głowy z towarzyszącymi im wymiotami

Witam! Mam 47 lat, cierpię na bóle głowy, którym niekiedy towarzyszą wymioty. W wypisie ze szpitala mam, że to bóle prawdopodobnie pochodzenia naczyniowego. Wczoraj odebrałam wyniki badania rezonansu, konsultację z lekarzem mam dopiero za ponad miesiąc, chciałabym się dowiedzieć, czy...

Witam! Mam 47 lat, cierpię na bóle głowy, którym niekiedy towarzyszą wymioty. W wypisie ze szpitala mam, że to bóle prawdopodobnie pochodzenia naczyniowego. Wczoraj odebrałam wyniki badania rezonansu, konsultację z lekarzem mam dopiero za ponad miesiąc, chciałabym się dowiedzieć, czy tak jak przypuszczam nie wynikło nic poważnego. Wynik brzmi: w obu półkulach mózgu widoczne są drobne zmiany hyperintensywne w czasie T2-zależnym i w sekwencji FLAIR śr. do 2-3mm w płatach skroniowych potylicznych i ciemieniowych położone głównie na granicy korowo-podkorowej, które odpowiadaja zmianom niedokrwiennym naczyniopochodnym. Drobna jamka poudarowa w torebce wewnętrznej lewej półkuli mózgu śr. ok 2mm. Podnamiotowo nie stwierdza się zmian ogniskowych. Układ komorowy nieposzerzony bez przemieszczeń. Przestrzenie podpajęczynówkowe odcinkowo nieznacznie poszerzone na sklepistości płatów ciemieniowych, pozostałe prawidłowej szerokości" Sądzę, że to nic takiego?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Pustka emocjonalna i niezadowolenie z terapii

Witam! Mam pytanie, co robić, co mi jest? Przyznam, że jestem pozbawiona uczuć i myśli, czuję ogromną pustkę, mimo że się śmieję. Udaję, że czuję - mówię znajomym, czuję że... a to nie prawda, we wnętrzu jest pustka, próżnia, flauta....

Witam!

Mam pytanie, co robić, co mi jest? Przyznam, że jestem pozbawiona uczuć i myśli, czuję ogromną pustkę, mimo że się śmieję. Udaję, że czuję - mówię znajomym, czuję że... a to nie prawda, we wnętrzu jest pustka, próżnia, flauta. Bliskie mi osoby są dla mnie obojętne, nie wzrusza mnie nic. Taki stan rzeczy mam od jakiegoś czasu.

Kiedyś byłam na grupie DDD/DDA - po tej grupie wyszłam innym człowiekiem, pokochałam ludzi, usamodzielniłam się, radziłam sobie na swój sposób, żyłam świadomie. Niemniej jednak przyszedł kryzys. Wróciłam do znajomej terapeutki (nie prowadziła grupy, ale miała ze mną spotkania indywidualne). Chciałam poznać swoją kobiecość, rozwiązać problem z mężczyznami, no i obgadać (dlaczego po wyprowadzce strasznie tęsknie za ojcem - wiedziałam dlaczego, ale generalnie wahałam się, czy wrócić do domu czy nie). Liczyłam na kilka konsultacji, a na zdanie terapeutki - przecież pani wraca na terapię, zostałam i nawet było lepiej, bo nawet widziałam jakiś progres. Widziałam, że więcej emocji potrafię przyjąć etc., ale mimo wszystko jakbym się trochę zapadała.

Po pół roku doszłyśmy do kulminacyjnego momentu - śmierci mojej matki. Poczułam i złość, i poczucie winy. Wtedy terapeuta zapytał, czy chcę grupę, nie byłam w stanie odpowiedzieć. Nie wiedziałam, czy chciałam. Jako że wtedy straciłam pracę, stwierdziłam OK, dopiero po czasie określiłam, że wcale nie chciałam. Grupa była prowadzona przez 2 terapeutki (moją + inną). Generalnie wszyscy ludzie byli byłymi pacjentami indywidualnymi. Grupa była analityczna. Czułam się tam potwornie. Nie czułam się rozumiana. Każdy wg mnie walczył o swoje, dla mnie rywalizacja strasznie się napinała. Czułam się jak we własnym domu przy jednoczesnym mąceniu mi w głowie, że to takie bezpieczne, a ja się nie czułam bezpiecznie. Miałam wrażenie, że coś mi się wmawia, jakie to fajne, a ja tam fajnie się nie czułam. Nie czułam się częścią ani moje potrzeby też nie wydawały mi sie jasne. Chyba nigdy, ta grupa nie była cała. Zresztą jedna osoba odpadła.

W rezultacie po 1,5 roku nie wytrzymałam i powiedziałam, że odchodzę, że nie ufam terapeucie (kiedyś mi powiedziała, że jest ze mną znudzona na sesjach i to jakoś mi sie uaktywniło), czuję się jak w domu, czuję się jakbym znów miała lat 10 gdy matka zmarła (co wcześniej mówiłam o tym), jest coraz gorzej i mam dosyć. Po tym poczułam straszną ulgę. Miałam taki kontakt z emocjami jak nigdy! Ale zaczęłam wpadać w poczucie winy (trochę sie przymusiłam, jednak) i stwierdziłam, że muszę się jakoś pożegnać. Zadzwoniłam do terapeuty z przeprosinami. Przyjęła i powiedziała, że to takie bezpieczne miejsce. Rozpłakałam się, nie wiedziałam, czy wrócę, po co mam wracać itd. Ale wróciłam.

Dopiero wtedy zaczęłam się otwierać przed innymi, ale zaczęłam też komunikować, że ja już nie wiem kim jestem (a miałam to dosyć mocno poukładane ze względu na indywidualną i grupę DDD poprzednią). Nie znam swoich zainteresowań. Myślę, że zaczęłam też wtedy tracić kontakt ze swoimi uczuciami. Pojawił mi się wtedy lęk przed zdemaskowaniem, a jednocześnie tak silne zmiany nastroju, drażliwość co godzinę, ataki złości i tłumienia, normalnie coraz gorzej. Aż w końcu grupa się skończyła. Na końcu nikt nie dał sobie informacji zwrotnych ani terapeuci nam. Wiem, że większość chciała od nich usłyszeć, ale nikt nie poprosił! Po tym zaczęłam mieć objawy somatyczne, bóle głowy, brzucha, bezsenność. Jeszcze wtedy jakiś kontakt z emocjami miałam. Poszłam obgadać sprawę, bo poczułam się znowu jakby mi trauma po matce - terapeuta stwierdził, ja tak mam, ja sączę emocje (co jest bzdurą, teraz pewnie tak, ale skąd ona wie, co ja czuję i robię); to mój styl reagowania.

Nerwica? Czuję się wyprana z emocji i uczuć. Czuję się pusta! Mam wodę z mózgu, czasem mam wrażenie nierealności, jak były silniejsze emocje, to miałam wrażenie, że zemdleję. Teraz jestem na wszystko obojętna. Działam rutynowo, bez wzruszeń. Lepiej sypiam, ale nie jest w stanie w ogóle płakać. A jak się rozpłaczę to też za tym nic nie stoi. Jakaś pustka. Sztuka dla sztuki. Co mi jest, czy da się wyjść? Zresztą sama nie wiem, czego ja już chcę :( Czy jestem chora psychicznie?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Próba samobójcza i urojenia

Jestem ojcem trzech synów - 15 lat, 24 lata i 26. Około rok temu umarł mi syn 24-letni w szpitalu w Bristolu (Anglia). Koroner do dziś prowadzi śledztwo, bo nie stwierdzono przyczyny śmierci, cierpiał na chorobę określoną jako cyklofrenia. Najstarszy...

Jestem ojcem trzech synów - 15 lat, 24 lata i 26. Około rok temu umarł mi syn 24-letni w szpitalu w Bristolu (Anglia). Koroner do dziś prowadzi śledztwo, bo nie stwierdzono przyczyny śmierci, cierpiał na chorobę określoną jako cyklofrenia. Najstarszy syn bardzo to przeżył czuł się odpowiedzialny za jego śmierć, bo zawoził go do tego szpitala, po roku niestety choroba dopadła starszego syna. Podjął próbę samobójczą (przecinał sobie ręce) i spowodował wypadek samochodowy, jak sam twierdzi ktoś go śledził i po prostu uciekał. Uporczywie twierdzi również, że ma HIV i wszyscy chcą go ukarać lub zabić, wszędzie widzi wrogów. Jak dostał wynik negatywny z testu na HIV, powiedział że chyba mu zamienili próbki w mojej rodzinie. Nikt nie chorował na choroby psychiczne, ze strony matki syna najprawdopodobniej też nie. Wiem, że miał kontakty z kokainą (sporadyczne) i marihuaną. Teraz jest w ośrodku, gdzie leczą lekkie stany, obok jest szpital do którego za nic w świecie nie chcę trafić, bo tam umarł jego brat. Póki co nie wiemy co to za choroba, jest on tam sam już 3 tygodnie i nie bardzo chce tam być. Chciałbym go zabrać do Polski. Proszę o poradę, jeśli to możliwe co to za choroba i co dalej?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Czy to mogą być zaburzenia psychosomatyczne?

Witam serdecznie, wszystko zaczęło się 2 lata temu. Nagle zrobiło mi się słabo i zakręciło mi się w głowie oraz miałam takie dziwne uczucie, którego nie potrafię opisać. Przez okres dwóch lat zażywałam leki antydepresyjne (Astra, Velafax, Coaxil), po których...

Witam serdecznie, wszystko zaczęło się 2 lata temu. Nagle zrobiło mi się słabo i zakręciło mi się w głowie oraz miałam takie dziwne uczucie, którego nie potrafię opisać. Przez okres dwóch lat zażywałam leki antydepresyjne (Astra, Velafax, Coaxil), po których nie było większej poprawy. Teraz zażywam Aurex 20 (4 miesiące) i sama nie wiem, czy jest lepiej. Przeszłam też psychoterapię, ale po nie także nie czułam się lepiej. Chodząc do psychiatry mówiłam zawsze, że czuję się źle fizycznie, że nie jestem smutna i mam takie „dziwne uczucie w głowie”. Pani doktor twierdziła, że to depresja wypisywała leki i na tym się kończyło.

Teraz czuję się źle przez cały czas, nic mnie nie boli, mam tylko to „dziwne uczucie w głowie”, coś takiego jak lekkie zawroty głowy, nieprzyjemne uczucie jakby słabości, takiej nierealności. Naprawdę trudno mi to uczucie opisać. Wszystkie badania (usg, hormony tarczycy, morfologia, którą często powtarzam, elektrolity) są w normie. Codziennie wstając boję się tego złego samopoczucie, które pojawia się jak na zawołanie. Bywają dni, gdy jest lepiej, ale jest ich mało. Czasami mam takie uczucie, że stracę kontrolę nad sobą i np. oszaleję. Nie umiem się też odprężyć, usiąść i np. oglądać telewizję, ponieważ czuję taki dziwny niepokój. Czasem mam też wrażenie, że zemdleję, ale nigdy do tego jeszcze nie doszło.

Jestem aktywna zawodowo, mam wspaniałego męża i córkę. W domu nie mam problemów. Uprawiam też sport - 3 razy w tygodniu pływam średnio o 1500 metrów. Cały czas myślę o moim samopoczuciu i analizuję je. Pani psycholog, do której chodziłam twierdziła, że człowiek fizycznie chory nie dałby rady przez 2 lata funkcjonować z takim samopoczuciem. Wydaję mi się, że nikt mi nie wierzy, ale ja naprawdę źle się czuję. Leki na pewno pomogły, jeśli chodzi o myśli depresyjne, które pojawiły się po tym okropnym samopoczuciu. Teraz nie mam takiego braku motywacji i uczucie bezsensu. Zastanawiałam się skąd to wszystko mogło się wziąć, bo przecież musi być jakieś źródło.

Z natury jestem hipochondryczką i przez długi okres czasu poprzedzający ten fatalny dzień, w którym to się zaczęło wmawiałam sobie mnóstwo chorób. Od 1999 były to HIV, rak, chore serce, grzybica, wątroba, borelioza i wiele innych. Zawsze szłam do lekarza, który po badaniu stwierdzał, że nic mi nie dolega , a ja tym samym się uspokajam. Niekiedy przy wmawianiu sobie jednej z chorób towarzyszyło mi to złe samopoczucie, ale ono zawsze znikało po tym jak lekarz mnie uspokoił, a teraz towarzyszy mi cały czas. Zawsze gdy wmawiałam sobie te choroby towarzyszył mi ogromny stres. Jak wmówiłam sobie np. grzybicę jamy ustnej to byłam w stanie x razy dziennie oglądać sobie jamę ustną. Szczególnie ostatnie 2 lata przed tym „okropnym dniem” były szczególnie ciężkie, jeśli chodzi o wmawianie sobie chorób. Teraz już tego nie robię - może to zasługa leków.

Moje pytania brzmią: Czy ja sama byłam w stanie wywołać sobie takie samopoczucie, czy raczej przyczyną mógł być przewlekły stres? Może wpadłam w pewien rodzaj „błędnego koła” z którego nie mogę się wydostać? Czy jest możliwe, że psychika ma tak wielki wpływ na samopoczucie fizyczne? Czy mogą to być zaburzenia psychosomatyczne? Czasem mam ochotę iść jeszcze raz do lekarza, ale nie wiem do jakiego. Nic mnie nie boli, dość dobrze śpię, ale towarzyszy mi to złe samopoczucie. Aktualny lek przepisał mi lekarz rodzinny, ponieważ bardzo zniechęciłam się do wizyt u psychiatry ( 2 minuty, leki i po sprawie). Czasem myślę, że jestem chora ciężko fizycznie, ale nikt tego nie odkrył. Moje objawy są takie dziwne, że sama nie wiem co to może być.

Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Czy to może być depresja?

Witam! Mam 30 lat. Od pewnego czasu - 3 miesięcy, czuję że gorzej - moje samopoczucie jest niskie i mam problemy z kontaktami z innymi. Byłam 6 miesięcy temu w szpitalu z diagnozą depresji, lecz teraz czuję się gorzej....

Witam!

Mam 30 lat. Od pewnego czasu - 3 miesięcy, czuję że gorzej - moje samopoczucie jest niskie i mam problemy z kontaktami z innymi. Byłam 6 miesięcy temu w szpitalu z diagnozą depresji, lecz teraz czuję się gorzej. Mam problemy z zasypianiem, koncentrację, drżeniem. Rozstałam się z partnerem po roku czasu, bo czułam, że nie mogę być sobą. To mój pierwszy partner.

Jestem jedynaczką i mieszkam sama. Czuję się teraz samotna. Jedynie kontakty nawiązuję z rodziną i koleżanką. Nie wychodzę na zewnątrz, bo kontakty z ludźmi mnie stresują. Właściwie w pracy też czuję się spięta, nie potrafię rozmawiać swobodnie z pracownikami, jestem księgową. Już w dzieciństwie nie nawiązywałam kontaktów z rówieśnikami. Byłam zawsze na uboczu i koleżanki mnie nie lubiły za moje wyniki w nauce. Z rodzicami mam dobry kontakt do dziś, często rozmawiamy przez telefon. Tata był zawsze surowy, więc od dzieciństwa sama musiałam sobie radzić z tym co czułam. Zastanawiam się czy to rzeczywiście depresja skoro nie czuję poprawy. Byłam u 5 psychologów, lecz oni tylko chcieli słuchać, co mi nie odpowiadało.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Dotyczy: Neurologia Depresja

Problemy z rozwojem dziecka

Jestem mamą 19-miesięcznej dziewczynki. Urodzona z 10 punktami w skali Abgar o wadze 2800g. Dziecko ulewające do 1 roku życia. 4-miesięczna była rehabilitowana ze względu na wzmożone napięcie mięśniowe, jednak szybko uznano, że rehabilitację można zakończyć. Dziecko bardzo ruchliwe. Gdy...

Jestem mamą 19-miesięcznej dziewczynki. Urodzona z 10 punktami w skali Abgar o wadze 2800g. Dziecko ulewające do 1 roku życia. 4-miesięczna była rehabilitowana ze względu na wzmożone napięcie mięśniowe, jednak szybko uznano, że rehabilitację można zakończyć. Dziecko bardzo ruchliwe. Gdy zaczęła sztywno trzymać główkę, była często brana na ręce i podczas noszenia mocno wymachiwała nóżkami i rączkami, do tego piszczała. Zaczęła siedzieć jak miała 10 miesięcy, a raczkować po 12 miesiącach. W 13 miesiącu wstawała podpierając się, wchodziła na tapczan, raczkowała po schodach, stała do 30 sekund. Pod koniec 16 miesiąca, zaniepokojona jej niechodzeniem, poszłam do lekarza neurologa dziecięcego. Zaniepokoiło go jej energiczne machanie nóżkami i rączkami, piski, brak dystansu wobec obcych (nie boi się obcych), a także jej rozwój intelektualny. Zalecił zbadać ją u psychologa.

Oto najważniejsze fragmenty z opinii psychologicznej (badana w 16 miesiącu życia): dziecko pogodne, jednak nauczyła się wymuszać i angażuje się tylko w sytuacje, które sprawiają jej przyjemność; mało zainteresowana poznawaniem świata, ogranicza uwagę do niewielu bodźców zewnętrznych; znacznie opóźniony rozwój psychoruchowy we wszystkich kryteriach diagnostycznych; najlepszymi umiejętnościami są umiejętności manipulacyjne i motoryczne, choć w stosunku rówieśników odbiega ona w poziomie ich wykonywania o kilka miesięcy; dziecko manipuluje przedmiotami, potrafi przyciągnąć zabawkę; pamięć, percepcja, myślenie, mowa kształtują się na poziomie 5-miesięcznego dziecka; ma wybiórczą koncentrację, interesuje się rzeczami nie wymagającymi od niej wysiłku, jednak należy zaznaczyć, że rodzice do tej pory podążali za jej żądaniami; dobrze rokuje na przyszłość, ponieważ stwarza szanse do akceleracji rozwoju; niepokoi poziom zachowań społecznych, nie reaguje spontanicznie uśmiechem na uśmiech i inne emocje, nie powtarza wokalizacji rodziców; nie przejawia zniekształceń ciała charakterystycznych dla zespołów genetycznych.

Wystraszeni opinią neurologa w ciągu 3 dni nauczyliśmy ją chodzić za rączkę, bardzo chwiejna i niestabilna. Samodzielnie chodziła już po miesiącu. Obecnie porusza się bardzo sprawnie, biega, wspina się na krzesła. Jednak nadal wydaje się niestabilna i chwiejna. Biega bez zastanowienia, jednak skręca gdy widzi przeszkody. Na dworze „kolankuje”, zachodzi drogę i wyciąga rączki do góry by ją wziąć na ręce. Córcia jest rehabilitowana od 2 miesięcy. Rehabilitant zaniepokoił się chodzeniem na palcach, wyginaniem główki w tył, biciem się rączkami w głowę oraz skakaniem na kolanach. Już po trzecim zabiegu przestała chodzić na palcach, reszta systematycznie ustępuje.

Rozwój intelektualny znacznie opóźniony. Nie pokazuje palcem (pokazała tylko trzy razy bańki mydlane). Nie nazywa rzeczy. Sylabizuje: mama, tata, baba, jaja, gęgę, kaka, nienie, mówi rrrrr, jednak nie powtarza zasłyszanych sylab. Nie reaguje na swoje imię, mały kontakt wzrokowy. Spojrzy na mnie, gdy powiem głośno i wyraźnie: „Asiu, spójrz na mnie”. Umie włożyć tylko 3 kształty po uprzednim pokazaniu jej, jak należy to zrobić. Szybko się zniechęca. Wkłada okręgi na pałąk, po uprzednim zachęceniu i pokazaniu, jednak nie umie ich ułożyć w kolejności. Umie zapalić i zgasić światło. Gdy słyszy nalewanie wody do wanny biegnie i wrzuca do niej swoje zabawki kąpielowe. Umie pokazać, gdzie nosi spinkę, jak się czesze, używa wacika do twarzy, zakłada beret, zakłada korale i bransoletkę, jednak najczęściej wszystko to po uprzednim pokazaniu, a nie tylko wydaniu polecenia. Jak widzi buty, nawet nieswoje, podchodzi do nich i próbuje je zakładać. Umie jeść widelcem, ale tylko parówkę i jak jest głodna. Szuka taty na polecenie, o ile jest w innym pomieszczeniu, czasami na komendę otwiera i zamyka drzwi. Ponadto, umie kosi-kosi łapki, gdy usłyszy od zabawki: „rączkami umiem klaskać, jeeeee klaskanie to klaszcze”. Na polecenie włóż kulkę do kubeczka, wkłada ją. Umie pokazać lampę wzrokiem. Ogląda książeczki, przewraca książkę o ile jest ona do góry nogami. Często się dekoncentruje. Nawet nasz pediatra określił to, że dziecko żyje w swoim świecie.

Sytuacja uległa poprawie. Często naśladuje. Zastanawia mnie jej ogromna wybiórczość, i dlaczego nie wykonuje tych rzeczy za każdym razem. Powiedziałabym, że rzadko wykonuje polecenia. Nadal się nie koncentruje, choć i ta strefa wygląda już lepiej. Wymusza płaczem, choć jest dzieckiem pogodnym. Zachęcana, często odwraca się i idzie tam gdzie ją interesuje, bądź płacze, że jej każemy. Martwi mnie także to, że śmieje się do kolorowych opakowań, reklam na plakatach; to, że wielokrotnie uczona jak robią zwierzątka, nadal nie umie ich naśladować. Zasypia bardzo ciężko, bo zasypia godzinę kręcąc się, przewracając po materacu. Potrafi także zaskoczyć: podsuwa sobie krzesło aby dostać się do książeczek na parapecie, bądź na biurko. Wydaje się, że czasami odpowiada „nie” i kiwa głową w odpowiedniej sytuacji. Rozumie znaczenie „nie wolno”. Choć czasem i tak się nie posłucha. Jak się jej zabrania potrafi uderzyć bądź uszczypnąć. Boi się schodzić po schodach, krawężniku. Karmiona jest przy reklamach bo w innym przypadku nie je. Drga przy oglądaniu reklam (zdarzyło się 4 razy), dlatego też w domu u nas telewizja nie istnieje, wyłączając posiłki. Płacze jak wychodzimy do pracy. Do obcych rzadko czuje dystans.

Proszę o konkretną poradę, co dalej robić (zalecono EEG i badanie hormonów tarczycy, co oczywiście zrobię). Zaznaczam, że ciąża przebiegła w ogromnym stresie i że dziecko wychowywane jest przez ponad 70-letnią prababcię, która robi to, co dziecko chce.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Dotyczy: Neurologia Autyzm
Patronaty