Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Trudna sytuacja, myśli samobójcze - czy jest szansa na przełom?

Witam, Mam 19 lat i na wstępie chciałbym zaznaczyć, że w pełni się zgadzam ze wszelkimi pocieszającymi sloganami typu "Masz całe życie przed sobą!", "Młody jesteś, znajdź dziewczynę, pracę, skończ studia! Dasz radę!". Jestem młody, wszystko przede mną, życia nie...

Witam, Mam 19 lat i na wstępie chciałbym zaznaczyć, że w pełni się zgadzam ze wszelkimi pocieszającymi sloganami typu "Masz całe życie przed sobą!", "Młody jesteś, znajdź dziewczynę, pracę, skończ studia! Dasz radę!". Jestem młody, wszystko przede mną, życia nie znam - fakt. Ale inną sprawą jest to, czy ja chcę to życie ciągnąć. Jestem chory, potrzebuję 450 zł miesięcznie na leki, od roku utrzymuję się (a przynajmniej próbuję) sam, nie ma mnie dla rodziny od kiedy mam 18 lat. Obaj bracia umarli, kiedy miałem 16. Co miesiąc dostaję 600 zł i to koniec. Trzeci rok tkwię w tej samej klasie. Wszyscy moi przyjaciele wyjechali, tak samo narzeczona (tak, tak, młodzi jesteśmy, za wcześnie itd.). Pracy porządnej w Szczecinie po upadku stoczni nie ma dla ludzi w trakcie liceum, chorych i słabych fizycznie, więc pracuję po 10 h dziennie 6 dni w tyg za 2,5/h na rękę. Nie mam nałogów, nie kradnę, miałem poważne sukcesy w szkole, byłem o krok od wydawania własnego komiksu, nie jestem aspołeczny, mam kota, nad którym się nie znęcam. Staram się walczyć, pracuję, ale... Każdego ranka wstaję, by zrobić sobie kanapki do pracy. Chleb jest najtańszy jaki może być, ale nie przeszkadza mi to, w smaku pszenne się nie różnią. Do chleba mam wątrobiankę lub ser topiony na zmianę. W lepszym miesiącu mortadelę. Czasem dostanę od kogoś pomidora, ser żółty... Obiady - głównie makaron lub kasza. Z czymkolwiek. W wybitnie złe miesiące zupy z proszku, w smaku nie podobne do niczego. Raz na tydzień chodzę do znajomych na obiad. Kolacja jak śniadanie, jem ją po powrocie z pracy lub szkoły (wieczorówka), po 22. Owoce widzę parę razy w miesiącu. Kot dostaje jedną z najtańszych karm. Ubrania noszę po kimś, ale nie uważam tego za powód do wstydu, problemem jest jednak rozmiar, więc wszystko mam za duże. W teatrze nie byłem od czterech lat. W kinie dłużej, ale nie przepadam, więc żalu nie ma. Nie mam czasu na rysowanie, poznanie nowych ludzi. Każdy wieczór spędzam sam, żując ten cholerny chleb i mając nadzieję, że niedługo dam sobie spokój i wykorzystam linę leżącą na półce w szafie. Nie mam do kogo ust otworzyć, gadam do kota lub siebie samego... I tak każdego dnia, dzień po dniu, dzień po dniu, bez zmiany. Ciągle bolą mnie zęby, nie stać mnie na dentystę, poza tym nerwowo zaciskam je z całej siły. Jestem silnym alergikiem, ale nie stać mnie na antyalergiczne mydło, nawet w kostce, na kremy ochronne, więc całą skórę mam czerwoną, szorstką, popękaną miejscami do krwi. To też nie zachęca pracodawców do zatrudnienia mnie. Nie widzę samych złych stron w moim życiu. Doceniam, że było mi dane spędzić 7 lat z przyjaciółmi, 4 z narzeczoną, że widziałem kawałek świata, że mam jakiś talent, że mogę chodzić, że brat nauczył mnie, co jest ważne, że gdzie nie spojrzę są ludzie - potencjalni rozmówcy, przyjaciele, że mimo wszystko mam co jeść, że widzę barwy... Ale ile można wegetować? Chciałbym żyć, a nie tylko tkwić i czekać aż zabraknie mi na kolejne leki i zdechnę w męczarniach w ciągu dwóch dni... Dlaczego opisuję to wszystko? Brat powiedział, że obcy ludzie zawsze widzą rozwiązanie, którego samemu się nie bierze nawet pod uwagę. Dlatego chciałbym usłyszeć jakąkolwiek sugestię, najdrobniejszą, która pomoże mi z tego wyjść.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dolegliwości związane z anoreksją i zaburzeniami adaptacyjnymi - co się dzieje?

Witam, Mam na imię Paulina i mam już prawie 17 lat. Może zacznę od tego, że wyleczyłam się z anoreksji. Przynajmniej fizycznie. Psychicznie cały czas tęsknie za swoim ciałem ze zdj z choroby, chociaż ja tego nie widziałam gdy patrzyłam...

Witam, Mam na imię Paulina i mam już prawie 17 lat. Może zacznę od tego, że wyleczyłam się z anoreksji. Przynajmniej fizycznie. Psychicznie cały czas tęsknie za swoim ciałem ze zdj z choroby, chociaż ja tego nie widziałam gdy patrzyłam w lustro. W sierpniu dopuściłam się do próby samobójczej. Niestety się nie udało. Trafiłam na półtora miesiąca do szpitala psychiatrycznego daleko od domu. Lekarze stwierdzili u mnie zaburzenia adaptacyjne. Mam nauczanie indywidualne, ponieważ nie mogę odnaleźć się w klasie. Ciągle płacze, biorę leki na depresję, ale nie pomagają, już kolejne z kolei. Nic mnie nie cieszy, nic mi się nie chce, nie chce mi się kłaść ani wstać. Najchętniej zamknęłabym się w ciemnym pokoju pod kołdrą, ponieważ ciągle mi zimno, i przespałabym całe życie. Utraciłam zupełnie apetyt, strasznie mnie mdli, mam zawroty głowy, zaczęłam od początku się ciąć, okaleczać, mam nadal myśli samobójcze, nie chce mi się wychodzić z pokoju ani z nikim rozmawiać. Straciłam już prawie wszystkich znajomych, bo ciągle siedzę w domu i nie utrzymuję z nikim kontaktu. Nie wiem co mi dolega, czy to już depresja? Leki nie pomagają, ani terapia - z dnia na dzień jest coraz gorzej i z dnia na dzień jestem bardziej pewna, że chcę znów spróbować się zabić, ale boję się niepowodzenia. Wcześniej już miałam słaby nastrój, ale te wszystkie dolegliwości, łącznie z bólem brzucha, trwają odkąd wyszłam ze szpitala, czyli prawie 3 miesiące. W nocy nie mogę zasnąć, ale za to przespałabym całe dnie. Proszę o jakieś wskazówki i bardzo dziękuję. Pozdrawiam, Paulina

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Uciążliwa nerwica - jakie badania wykonać?

Od 5 lat leczę się na nerwicę lękową. Trudne dzieciństwo, choroba nowotworowa, mój charakter - wszystko musiało być zawsze na tip top itd. W końcu organizm się zbuntował i pozwolił nerwicy się rozpanoszyć w moim organizmie. Od początku leczenia przyjmuję...

Od 5 lat leczę się na nerwicę lękową. Trudne dzieciństwo, choroba nowotworowa, mój charakter - wszystko musiało być zawsze na tip top itd. W końcu organizm się zbuntował i pozwolił nerwicy się rozpanoszyć w moim organizmie. Od początku leczenia przyjmuję lek raczej dobrze przeze mnie tolerowany. Jednak gdy próbuję go odstawiać, oczywiście pod okiem psychiatry, nerwica wygrywa pomimo stosowania wielu technik relaksacyjnych itd. Nawet gdy tabletki działają tzn. psychicznie jest lepiej, to fizycznie jestem do niczego. Jestem ciągle zmęczona, mam zawroty głowy, nagle pogarszający się wzrok, zaburzenia równowagi, suchość w ustach, częste migreny, nawet 3 x w tygodniu, zaburzenia koncentracji, nerwowość, napady lęku, szybkie męczenie się, alergie na produkty chemiczne, na które wcześniej nie miałam uczulenia, drętwienie kończyn, szum w uszach, uczucie zapchanego nosa z ciągłym wyciekaniem gęstej wydzieliny ściekającej po gardle i trudnej do przełknięcia, mentalne zamieszanie, suchość i swędzenie skóry, wypadanie włosów. W związku z tym, iż leczenie mojej nerwicy tak długo już trwa, a ja przy odstawianiu leków nie czuję poprawy, zaczęłam szukać w internecie możliwe przyczyny mojego złego samopoczucia i kondycji. Postanowiłam zrobić test PCR na candidę, T3, T4, TSH na tarczycę, zbadać poziom glukozy wykluczając cukrzycę oraz zrobić pełną morfologię. Jednak mam wiele wątpliwości: test na candidę jest testem jakościowym a nie ilościowym, wyniki na tarczycę mogą być przekłamane w związku z możliwym polekowym skutkiem czy też uszkodzeniem toksycznym zakładając candidę. Proszę o radę: czy moje zamierzenia mają sens? Czy powinnam może jeszcze jakieś inne badania wykonać? Bardzo pragnę wyjaśnić przyczynę mojego ciągłego złego samopoczucia, gdyż mam 34 lata, ale czuję się na 60. Lekarze jak na razie nie pomogli mi, a część z nich podejrzewa mnie o hipochondrię. Proszę o pomoc

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Ciągły smutek - co się ze mną stało?

Mam 20 lat jestem kobietą kiedyś byłam osobą bardzo żywiołową, uśmiechniętą, wszędzie było mnie pełno. Teraz, od dłuższego czasu, od ponad roku, nie potrafię się uśmiechać, nic mnie nie cieszy, a gdy się coś uda to uznaję to za normalne....

Mam 20 lat jestem kobietą kiedyś byłam osobą bardzo żywiołową, uśmiechniętą, wszędzie było mnie pełno. Teraz, od dłuższego czasu, od ponad roku, nie potrafię się uśmiechać, nic mnie nie cieszy, a gdy się coś uda to uznaję to za normalne. Bardzo chciałabym, żeby to się zmieniło, ale nie potrafię sama tego zrobić. Z jednej strony źle mi, że jestem sama, ale z drugiej strony odpycham od siebie ludzi. Zachowuję się jak osobą pozbawiona wszelkich uczuć (natomiast jak nikt nie widzi chętnie płakałabym w poduszkę). Nie potrafię się cieszyć niczym, ani czyimś sukcesem, ani swoim. Coraz mniej wychodzę na spotkania towarzyskie pod rożnymi pretekstami (nauki lub złego samopoczucia). Gdy ktoś próbuje mnie obdarzyć swoim uczuciem (chłopak) pokazać, że się mną interesuje -ja z jednej strony bardzo potrzebuję bliskości, ale powtarzam sobie, że z tego powodu nie mogę pozwolić żeby każdy się do mnie zbliżał (znajomi mówią, że to wybredność), ale spotykałam rożnych chłopaków i teraz żyję w przeświadczeniu, że jeśli to będzie ten, to będę wiedzieć (i nie marzę o rycerzu na białym koniu wiem, że ideały nie istnieją i nikt nie jest idealny), tylko nie rozumiem, czemu pałętają się po mojej głowie same złe scenariusze. Już na samym początku wszystkiego boję się spróbować i zauważyłam, że ostatnio, chociaż pragnę poznawać nowych ludzi i żyć jak dawniej, z uśmiechem i pewną lekkością, to boję się, uciekam od kontaktu z nowymi ludźmi. Kiedy patrzy na mnie jakiś chłopak idąc ulicą zazwyczaj mam wrażenie, iż znalazł jakaś moją negatywną cechę, a gdy ktoś mi powie komplement - uznaję to za drwinę, chociaż znajomi uważają mnie za ładną dziewczynę. Nie wiem, może boję się spróbować, bo rok temu chłopak, z którym się spotykałam na dość luźnych zasadach oznajmił, po 2 latach, nagle, z dnia na dzień, że z kimś się spotyka - zapewniał, że nie chce tracić ze mną kontaktu, ale teraz zabrania mu dziewczyna na spotkania ze mną. Kiedy był blisko czułam jakiś sens, potem rzuciłam się w wir pracy (malowania artystycznego) - to jedyna rzecz, przy której nie myślę o niczym innym, ale maluję tak od roku. Myślałam, że może potem jakoś się ułoży, ale pomijając fakt, że ja nadal nie mogę zapomnieć, nie wiem dlaczego i często o nim myślę, patrze na jego wszystkie internetowe profile i jego dziewczyny (nigdy bym nie wytrzymała, gdyby się o tym dowiedział). Cały rok, pomimo tego, był zły - same rodzinne nieszczęścia - moja siostra zerwała z narzeczonym, który ja zdradził (ja go bardzo lubiłam i rozmowa z nim zawsze poprawiała mi odrobinę humor, teraz nie rozmawiamy), druga siostra zrezygnowała ze ślubu, ja sama wyprowadziłam się z domu - nie mogłam znieść ciągłych kłótni rodziców, a nie mam siły wszystkich już wspierać, doradzać, tłumaczyć, chociaż się staram, bo to łatwiejsze niż pomagać sobie, ale już mi brak siły. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. We wszystkich moich znajomych zaczynam dostrzegać już od dawna właściwie same negatywy i we wszystkim co dookoła;/ - wiem, że to ze strachu mam tzw. pancerz ochronny, ale co mam zrobić, żeby się tego pozbyć i co mam zrobić jeśli pragnę kogoś bliskiego? Wiem, że sam nie przejdzie, ale czy mogę dawać szanse każdemu? Ile razy można się zawodzić? A na dodatek strasznie ciężko mi się skoncentrować na nauce, ciężko mi zapamiętywać informacje. I jakoś tak szybko się meczę, czasem nawet nic nie robieniem i uciekam do snu, praca już mnie nie cieszy tak jak na początku, chociaż robię to, co uwielbiam - teraz chodzę tam, bo muszę i zajmuje mi to czas, a zresztą nie mam siły myśleć co dalej wiec tak to ciągnę i jeszcze szkoła - to są 2 powody, dla których ruszam się z domu. Nawet nie chce mi się ubrać porządnie ani ogarnąć - jest mi wszystko jedno, czuję, że tak bardzo odpycham od siebie ludzi, że już do końca będę sama. Nie chcę, nie mam czasu chodzić do terapeuty, ani ochoty brać leków, tym bardziej, że czasem wydaje mi się, że mam jakieś przewidzenia, ale to może ze zmęczenia, a jeśli chodzi o telefon zaufania to nie wiem czy ktoś może mi pomóc nawet po kilkugodzinnej rozmowie - ciężko jest wprowadzić w czyn to, co się słyszy. Czasem, gdy próbuje porozmawiać z kimś ze znajomych słyszę też czasem: „nie gadaj głupot”, „ogarnij się” - za to często dobrze wychodzi mi tez udawania, że jestem pewna siebie, mam dużo planów i tyle pomysłów, ale takie rozmowy najczęściej wychodzą mi w małym, bardzo małym gronie. Czasami mam takie podrywy, ale częściej nastrój melancholii, przygnębienia, smutku - czuję, że nigdy w pełni szczerze się nie uśmiechnę :(, a jeśli chodzi o mężczyzn to nie wiem, czy istnieją jeszcze jacyś wrażliwi, ale męscy - co mogę zrobić?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Moja koleżanka ma depresję - w jaki sposób mogę jej pomóc?

Moja koleżanka jest ode mnie o rok młodsza i ma depresję, mówi, że nie chce żyć, chce być samotna. Mówi, że na razie nic sobie nie zrobi, ale ja i tak bardzo się o nią boję. Jak się...

Moja koleżanka jest ode mnie o rok młodsza i ma depresję, mówi, że nie chce żyć, chce być samotna. Mówi, że na razie nic sobie nie zrobi, ale ja i tak bardzo się o nią boję. Jak się jej pytam co się dzieje, to mi nie chce nic powiedzieć. Jak się jej zapytałam, dlaczego nie chce żyć i chce być samotna, to powiedziała "bo tak", "bo tak lubię", "to moja sprawa".   Jak mam jej pomóc? Co zrobić, żeby nic sobie nie zrobiła? Psycholog szkolny nie wchodzi w grę, ani żaden inny - nie mogę jej tego zrobić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy wskazane objawy mojej mamy mogą być nerwicą?

Witam! Mam pewien problem z mamą. Nigdy nie chorowała na nic poważniejszego, ma 45 lat. Była palaczką przez kilkanaście lat, jednak 2 miesiące temu rzuciła, gdy zaczęła się źle czuć. Nocami ma potworne bóle klatki piersiowej, nie może też jeść,...

Witam! Mam pewien problem z mamą. Nigdy nie chorowała na nic poważniejszego, ma 45 lat. Była palaczką przez kilkanaście lat, jednak 2 miesiące temu rzuciła, gdy zaczęła się źle czuć. Nocami ma potworne bóle klatki piersiowej, nie może też jeść, odczuwa ciągle zimno w środku ciała, najczęściej w okolicy płuc. Ostatnio ma również bardzo nerwowy tryb życia. Poszperałam troszkę w sieci i dowiedziałam się, że takie objawy mogą być spowodowane nerwicą. Czy to prawda?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego mam dziwne myśli?

Cześć, mam na imię Michał i mam 15 lat. Od dłuższego czasu mam dziwne myśli na różny temat, np. ktoś powie mi, że idzie do sklepu, a mi do głowy przychodzi od razu, że ta osoba będzie szła i coś...

Cześć, mam na imię Michał i mam 15 lat. Od dłuższego czasu mam dziwne myśli na różny temat, np. ktoś powie mi, że idzie do sklepu, a mi do głowy przychodzi od razu, że ta osoba będzie szła i coś się jej stanie, albo moja mama powiedziała mi, że babcia jest w szpitalu (nic groźnego) i od razu mam myśli ze ona zginie i jak będę się zachowywał na pogrzebie. O co w tym wszystkim chodzi i czy to jest jakaś choroba? Proszę o szybką odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Trudna sytuacja rodzinna, myśli samobójcze - co mam robić?

Witam, Jestem Laura i mam szesnaście lat. Chciałabym się dowiedzieć czy jest coś ze mną nie tak. Mama uważa, że powinna mnie zabrać do psychologa/psychiatry. Ja oczywiście zaprzeczam. Jestem osobą dosyć mroczną i tajemniczą. Wolę przebywać w...

Witam, Jestem Laura i mam szesnaście lat. Chciałabym się dowiedzieć czy jest coś ze mną nie tak. Mama uważa, że powinna mnie zabrać do psychologa/psychiatry. Ja oczywiście zaprzeczam. Jestem osobą dosyć mroczną i tajemniczą. Wolę przebywać w samotności niż w grupie. Nie wiem czy to ma coś do rzeczy, słucham trochę dziwacznej muzyki. Lubię totalne „psycho”, że tak to nazwę. Doszukuję się jakiś jęków nie z tej ziemi i nie wiadomo czego w takich piosenkach. Ale lubię to, lubię taką dziwną muzykę. Staram się opisać siebie jak najlepiej, by po prostu łatwiej było stwierdzić, czy coś mi dolega. Jak już się można domyślić, wyglądam również dziwacznie. Wiem, jak ludzie reagują na mój widok. Czują do mnie obrzydzenie i strach. Widzę to w ich spojrzeniach. Mało mnie to obchodzi, tak szczerze to w ogóle. Rodzice mi na okrągło wypominają mój wygląd. Ostatnio nawet dowiedziałam się, że jak komuś się podoba długi czarny płaszcz i chce go nosić jest psychiczny i ma coś z głową. Po prostu lubię się wyróżniać. Nie chodzi mi wcale o to, by zwrócić na siebie uwagę, jednak wiem, że poprzez mój wygląd budzę sensację wśród ludzi. Jak dla mnie to jest normalka. Rodzice uważają, że mi „to” przejdzie. Ale co ma mi przejść? Wiele osób jak słuchało metalu, słucha, bez względu na wiek. Ciemny makijaż, blizny na ciele, biała twarz, glany i skórzany długi płaszcz. Wiem, wyglądam inaczej, no ale to nie znaczy, że jest chora, nieprawdaż? Co do tych blizn, nie tnę się po nadgarstkach, po prostu uważam, że blizny dodają uroku, ryję sobie igłą słowa i symbole w różnych miejscach ciała. Druga sprawa to problemy w domu. Wydaje mi się, że mam depresję. Z dnia na dzień odczuwam to coraz mocniej. Chcę i jednocześnie nie chcę żyć. Nie mogę żyć - jestem straszna i nigdy nie znajdę nikogo, z kim mogłabym spędzić choć kawałek mojego życia. Dlatego też planuję samobójstwo. Na razie, choć wiem, że nie mogę żyć - żyję. Chcę dożyć przynajmniej do 30, 40. Uważam, że samobójstwo to przede wszystkim odwaga! Tchórzostwo? Cóż za bzdura. Może i jest to ucieczka od problemów, jednak po co się z tym męczyć, jak można skoczyć z 11 piętrowego bloku i się zabić. Chcę mieć pewność, że umrę, dlatego 11 piętro. W razie czego nie zostanę „warzywem”, a w tedy byłabym już w totalnej dup*e, że się brzydko wyrażę. Wracając do tych problemów. Nie są to jakieś problemy typu „rodzice mnie nie rozumieją bla bla bla”. Ciężko jest żyć z bratem w jednym pokoju mając 16 lat. Do tego dochodzi upierdliwa babcia, ojciec alkoholik i problemy z pieniędzmi, komornicy, odwiedzająca nas policja. Po prostu mam dosyć. Ciągle zadaję sobie pytanie "dlaczego ja, a nie ktoś inny?", „dlaczego akurat mi się to przytrafiło”? Nie zrozumie tego nikt, kto nie był w takiej sytuacji. Nie ma szans. Co noc płacząca matka i drący się ojciec. Nie mogę się na to patrzeć. A jestem osobą, która nie potrafi i nie lubi pocieszać innych, ale mam do siebie żal o to, że tylko patrzę i nic nie robię. Czasami, gdy ostro się kłócę z bratem - nie są to jakieś niewinne kłótnie, brat chodzi od siedmiu lat na karate i jest ode mnie dwa razy wyższy, operuje takimi słowami, że aż uszy więdną - wyzywa mnie od najgorszych i traktuje jak szmatę. Do tego mnie bije. Nie raz już miałam wielkie sińce na ciele. Nawet nie chodzi o ból fizyczny. Po prostu aż mnie serce kłuje, gdy tego słucham. Mam ochotę wziąć nóż i go zabić. Nie raz już stałam przy oknie z zamiarem popełnienia samobójstwa. Jednak, po chwili zastanowienia siadam i kołysząc się w przód i w tył płaczę i tłumię w sobie ten ból jaki mi zadaje. Czuję, wiem to, że któregoś razu coś mu zrobię albo... sama sobie. Rodzice nie reagują. Zazwyczaj zachowuje się tak strasznie gdy jesteśmy sami albo z babcią. W tedy wychodzi z niego ten demon. Jednak zazwyczaj idzie się z nim dogadać. Wydaje mi się, że po prostu musi się na kimś wyładować. A tą osobą jestem ja. Oczywiście, że próbuję się bronić. Ostatnio zmieniłam taktykę. Milczę, staram się go traktować jak powietrze. Ale on dalej swoje. Jeszcze bardziej mnie atakuje i przezywa. Wracając do tego pierwszego. Nie wydaje mi się, żeby moja depresja i myśli samobójcze miały związek z muzyką jakiej słucham. Zmieniłam się wraz z wiekiem. Jestem już coraz bardziej dojrzała i coraz bardziej widzę w czym problem. W tej chwili marzę tylko o tym, by się stąd jak najprędzej wynieść i stracić z moją rodziną kontakt. Chciałabym jeszcze wspomnieć o mojej przyszłości. O jej planowaniu właściwie. Ostatnio myślę ciągle o mojej przyszłości. Stwierdziłam, że nie chcę mieć rodziny, męża... Z jednej strony jest to strach i wstyd przed mężczyznami, a z drugiej nieśmiałość. I nie chcę nikogo zranić, poprzez moją śmierć. Tak bardzo pragnę być normalna i żyć normalnie jak inne nastolatki w moim wieku. Nie da się. Wiem, że to już koniec. Nie da się tego zmienić. Muszę umrzeć. Nie rozmawiam z nikim na ten temat, bo się wstydzę a poza tym nie mam z kim. Z miłą chęcią przeszłabym się do psychologa. Albo do jakiegoś doświadczonego człowieka. Boję się co będzie. Nie potrafię sobie pomóc. Do tego zaczynam łykać różne tabletki, biorę od czasu o czasu narkotyki, palę papierosy i spożywam często alkohol. Nie chcę zostać alkoholiczką tak jak ojciec, ale z alkoholu nie zrezygnuję. Te używki pomagają mi na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Czuję się po nich lepiej. Błagam niech mi ktoś pomoże! Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Z niczym sobie nie radzę - czy to depresja?

Mam 16 lat, jestem dziewczyną. Piszę tu, bo właściwie nie mam do kogo zwrócić się o pomoc, a także dlatego, że jestem tu anonimowa, na czym mi zależy, bo nie chcę, żeby ludzie z mojej nowej szkoły wiedzieli o mnie...

Mam 16 lat, jestem dziewczyną. Piszę tu, bo właściwie nie mam do kogo zwrócić się o pomoc, a także dlatego, że jestem tu anonimowa, na czym mi zależy, bo nie chcę, żeby ludzie z mojej nowej szkoły wiedzieli o mnie takie rzeczy, dlatego właśnie poszłam do tej szkoły, a nie innej, bo nikt mnie tu nie zna. Od dłuższego czasu nie radzę sobie z niczym, czuję, że jestem do niczego. Ostatnio ciągle płaczę, jest mi strasznie źle i nie wiem już co mam ze sobą zrobić. Czuję się strasznie samotna, chociaż mam znajomych i przyjaciółkę. Wszystko zaczęło się jakieś 3 lata temu kiedy moja mama trafiła do szpitala. Dostała napadu drgawek, byłam wtedy sama w domu. Nie wiedziałam co zrobić, w pierwszym momencie, dzwoniła do taty, ale on nie odbierał, więc zdecydowałam się zadzwonić na pogotowie. I chociaż po wszystkich badaniach okazało się, że nic jej nie jest, to cała ta sytuacja coś zmieniła we mnie - byłam przygnębiona, ciągle płakałam, nie mogłam sobie poradzić ze wszystkim. Myślałam, że to przejdzie, ale nic się nie zmieniało. Przez rok żyłam właściwie to nie wiem nawet jak, nie mogę sobie nawet przypomnieć. Byłam dla wszystkich, nie miałam przyjaciół, nikogo. Przed owym zdarzeniem miałam mnóstwo zajęć, grałam w siatkę, rysowałam, śpiewałam, trochę tańczyłam i wiele innych rzeczy. A po tym siedziałam w domu i płakałam. Czasami czułam się tak źle, dostawałam dziwnych ataków paniki gdy byłam sama, czasami nawet krzyczałam, czułam dziwny ból, nie do opisania było to ból psychiczny jaki i fizyczny. Po dwóch latach zaczęłam na nowo jakoś żyć, otworzyłam się na ludzi. Zaczęłam przyjaźnić się z taką dziewczyną. Niestety po jakimś czasie zaczęłyśmy się oddalać, ciągle się kłóciłyśmy i w końcu skończyła się nasza znajomość. Ale w zamian za to poznałam inną, fajną dziewczynę, której przyjaciółka zaczęła się właśnie kolegować z moja przyjaciółką. I to był główny powód rozpadu naszych przyjaźni z tamtymi dziewczynami. Znowu było ze mną źle, tym razem zaczęłam się samookaleczać. Tamta dziewczyna bardzo mi pomagała, bo sama wiele przeszła, ale to nie wystarczyło. W pewnym momencie czułam, że za bardzo ją obciążam tym wszystkim - zaczęłam się trochę od niej oddalać, zamykałam się w sobie, nie chciałam się spotykać. Na szczęście szybko sobie to uświadomiłam i ją za to przeprosiłam, ale było już trochę za późno - ona zaczęła znów się przyjaźnić z tamtą dziewczyną i wyszło tak, że znowu zostałam sama. Doszła do takiego stanu, że jedyną rzeczą, o której myślałam była śmierć. I w końcu kiedyś się odważyłam i wzięłam tabletki. Obudziłam się w środku nocy, trzęsłam się byłam cała mokra, nie wiedziałam co się ze mną dzieje - przestraszyłam się i poszłam do rodziców, powiedziałam o tym mojej mamie. Tak naprawdę kiedy zaczęłam brać te tabletki to się wystraszyłam i przestałam, wzięłam niedużo, ale za to takie, które mnie otumaniły. Na drugi dzień przeprowadziłam rozmowę z mamą, pytała się dlaczego to zrobiłam i w ogóle, ja tylko płakałam. Miałam iść do psychologa, ale w końcu nie poszłam. Ale za to zaczęłam się przyjaźnić z dziewczyną, która była moją przyjaciółka w dzieciństwie (niestety nasze drogi się rozeszły). Powiedziałam jej o wszystkim, co się ze mną dzieje, co czuję. Nadal się samookaleczałam, ale sporadycznie. Ta dziewczyna zmieniła moje życie znowu zaczęłam się szczerze uśmiechać. Było lepiej nie było dobrze, ale wiedziałam, że mam dla kogo żyć. Po jakimś czasie wyszło tak, że miałyśmy swoja grupkę 4 dziewczyny - najlepsze przyjaciółki, wszystko sobie mówiłyśmy. Ja się już nie samookaleczałam. One mnie sprawdzały. I byłoby wszystko dobrze, ale pojawił się pewien chłopak, niestety nic nie wyszło. Znowu trochę zamknęłam się w sobie. Wszyscy mi pomagali wiec znowu wyszłam na powiedzmy "prostą". Każdy wie, że ciężko przyjaźnić się we 4 - zaczęły się sekrety, jedna drugą trochę denerwowała, delikatne sprzeczki, ale starałyśmy się to przetrwać, udało się, ale do czasu - w końcu z dziewczyną, z którą przyjaźniłam się już jako dziecko zaczęłyśmy się oddalać, to mnie strasznie dobijało, myślałam, że to takie czasowe, tym razem ja nie zamykałam się w sobie. W końcu wyszło tak, że ona się obraziła na mnie i jeszcze jedna dziewczynę z naszej "4", pogodziłyśmy się, ale to już nie to samo co było. I przez to wszystko znowu jest ze mną źle, tak jak już pisałam na początku, czuję się strasznie samotna, ciągle płacze, uważam, że jestem nic nie warta. Siedzę prawie całe dnie w domu nie robiąc nic, albo płacząc. Nie robię co prawda nic głupiego chociaż przyznam, że raz mi się zdarzyło, ale to tylko raz. Staram się nie zamykać, ale chyba już to zrobiłam - nie wierzę, że może być dobrze, nie mam ochoty żyć. Wszystko jest bez sensu. Szukam jakiegoś punktu zaczepu, staram się jak mogę, nie chcę powtórki z zeszłego roku. Wmawiam sobie, że będzie dobrze, że jestem świetną dziewczyną, ładną, inteligentną, ale to nic nie daje - czuję się nieatrakcyjna, samotna i co najważniejsze - nikt mnie nie rozumie. Chciałabym na prawdę wyjść na prostą, ale wiem, że nie pójdę do psychologa, bo nie chcę oczerniać moich rodziców, a oni się wstydzą ze mną iść. Moja mama stwierdziła, że jak opowiem to, co zrobiłam to wezmą mnie za osobę, która jednym słowem oszalał, za osobę niezrównoważona psychicznie. Szczerze to nawet nie rozmawiam z nią od tamtego zdarzenia, czyli już rok. Nasze rozmowy kończą się zazwyczaj na kłótni, co też jest dla mnie strasznie ciężkie, bo nienawidzę się kłócić. Nie wiem co mam zrobić. Proszę, pomóżcie. Nie chcę tak dłużej, bo naprawdę nie mam siły się tak męczyć. A chce jeszcze podkreśli,ć że najgorzej jest ze mną właśnie na jesień zimę i wiosnę, bo w lecie to jeszcze jakoś daję radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Drętwienia - czy to nerwica?

Witam, mam problem, a zaczęło się to jakieś półtora miesiąca temu. Jadłem rybę i coś jakby utkwiła mi ość w gardle, parę dni coś czołem, że tam coś jest, co mi przeszkadzało. Udałem się do laryngologa, popatrzył, pooglądał, zrobił usg...

Witam, mam problem, a zaczęło się to jakieś półtora miesiąca temu. Jadłem rybę i coś jakby utkwiła mi ość w gardle, parę dni coś czołem, że tam coś jest, co mi przeszkadzało. Udałem się do laryngologa, popatrzył, pooglądał, zrobił usg gardła i powiedział, że nic tam nie widzi. Następnie zaczęło po moich nogach coś jakby chodzić, raz w jednej, raz w drugiej, raz w ręce, później przeszło do karku, do uszu, głowa bolała - poszedłem do neurologa, kazał zrobić badania: ck, elektrolity, magnez, wapń, tsh oraz morfologię - wszystko wyszło ok, tylko mxd wyszło 16 (a norma do 9) alta 44,1 (a norma do 40) rozmaz krwi obwodowej w normie. Neurolog dalej upiera się, że wszystko ze mną w porządku, tylko że coś po mnie chodzi! Ręce i nogi mi drętwieją, coś jakby mi blokowało, powieka lewa mi drga, czasem też twarz jakaś taka drętwiejąca jest.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pozałatwiać sprawy przed samobójstwem?

  Już nie ma pomocy dla mnie, proszę tylko o poradę co zrobić, jak zabezpieczyć rodzinę. Mam poważne problemy finansowe i chorego męża, któremu nie chcę o tym mówić. Co zrobić z dziećmi, by nie zostały same?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego nie mogę sypiać bez leków?

Mam 28 lat i jestem kobietą. Od około 12 miesięcy leczę się na depresję. Mianowicie zgłosiłam się do lekarza, gdyż moim głównym problemem stała się bezsenność. Leżenie w łóżku do białego rana, dzień w dzień, potem to już...

Mam 28 lat i jestem kobietą. Od około 12 miesięcy leczę się na depresję. Mianowicie zgłosiłam się do lekarza, gdyż moim głównym problemem stała się bezsenność. Leżenie w łóżku do białego rana, dzień w dzień, potem to już ogromne zmęczenie i jakiś koszmar z powodu jego braku. Zasnąć pragnęłam, ale nie mogłam. Od kilkunastu miesięcy jestem na 2 lekach przeciwdepresyjnych - jeden z grupy inhibitorów MAO oraz lek czteropierścieniowy (tabletka dziennie).

Mój problem polega na tym, iż po leku śpię bez problemu, ale kiedy zaczynam go odstawiać, nie potrafię samoczynnie spać. Nie wiem co mam robić, pomóżcie mi. Około 5 lat temu spotkała mnie ta sama sytuacja, również wówczas zażywałam ten lek około 7 miesięcy, ale kiedy go odstawiłam, wszystko wróciło do normy. Sypiałam normalnie. Rok temu bezsenność powróciła, tyle że nie mogę sypiać, nie zażywając go, choć bardzo bym tego chciała.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy depresja maniakalna jest chorobą uleczalną?

12 lat temu zdiagnozowano u mnie depresję maniakalną. Przez 8 lat zażywałam leki pod kontrolą psychiatry. Później wyjechałam za granicę i zaprzestałam leczenia. Teraz znów mieszkam w Polsce, od 4 lat nie byłam u psychiatry, czuję się dobrze -...

12 lat temu zdiagnozowano u mnie depresję maniakalną. Przez 8 lat zażywałam leki pod kontrolą psychiatry. Później wyjechałam za granicę i zaprzestałam leczenia. Teraz znów mieszkam w Polsce, od 4 lat nie byłam u psychiatry, czuję się dobrze - czy to oznacza, że jestem już wyleczona, czy choroba możne w każdej chwili powrócić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Czy lęk przed kontaktem z innymi jest objawem nerwicy?

Chodzę do psychologa od roku. Powodem tego jest mój wielki lęk przed wychodzeniem z domu, nie wiem dlaczego, ale czuje bardzo wielki dyskomfort przy wszystkich kontaktach społecznych, mam problem z chodzeniem do pracy itd. Mimo 21 lat nie mam ani...

Chodzę do psychologa od roku. Powodem tego jest mój wielki lęk przed wychodzeniem z domu, nie wiem dlaczego, ale czuje bardzo wielki dyskomfort przy wszystkich kontaktach społecznych, mam problem z chodzeniem do pracy itd. Mimo 21 lat nie mam ani jednego kolegi i gdy kończę pracę lub szkołę staram się jak najszybciej zamknąć w 4 ścianach, by nikt mnie nie oglądał, ten lęk jest nie do zniesienia. Gdy wychodzę na dwór robi mi się niedobrze, czuję się słabo i kręci mi się w głowie, gdy jest sytuacja, że z kimś rozmawiam, wtedy pod wpływem tego lęku czuję się jakbym rozmawiał z kimś z za szyby lub przez sen. Ogólnie mam bardzo wielki problem z zamyślaniem się, co mnie bardzo martwi, boję się ogromnie, bo nie daję już sobie rady ze sobą. Chciałbym również wspomnieć, że mam ogromne lęki przed śmiercią - 10 lat temu uderzyłem się bardzo mocno tyłem głowy o beton, bardzo mocno się boję, ze mogę mieć np. guza mózgu lub krwiaka, chodź gdy rozmawiałem z psychologiem stwierdził, że to raczej siedzi w mojej psychice. Prosiłbym ogromnie o pomoc, może jakieś wskazówki co mógłbym zrobić, by poprawić swoje życie społeczne. Bardzo mi zależny by zmienić swoje życie, chcę w końcu zacząć żyć, bo na razie czuję się jakbym wegetował. Jeżeli mógłbym prosić ewentualnie o rady, jak mogę zapanować nad swoimi lękami i zacząć wreszcie wychodzić z domu, będę bardzo wdzięczny. Zapomniałem o najważniejszym - mój lęk wiąże się z tym, że np. boję się odrzucenia no i zdaje mi się, że wszyscy zwracają uwagę mojej osobie i co za tym idzie - śmieją się ze mnie. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jeśli nie autyzm, to co?

Witam. Jestem mamą 4-letniego chłopca. Od lata tego roku syn zaczął się dziwnie zachowywać. Zrobił się agresywny, obrażalski, często wpadał w złość. Stracił również zainteresowanie zabawkami oraz zaczął nadmiernie skupiać swój wzrok na wszystkim co się rusza. Były to wiatraczki,...

Witam.

Jestem mamą 4-letniego chłopca. Od lata tego roku syn zaczął się dziwnie zachowywać. Zrobił się agresywny, obrażalski, często wpadał w złość. Stracił również zainteresowanie zabawkami oraz zaczął nadmiernie skupiać swój wzrok na wszystkim co się rusza. Były to wiatraczki, flagi, listki na gałązkach, kawałek papieru. Idąc do przedszkola czy na spacer domagał się któregoś z tych przedmiotów. Często również się z nimi kręcił patrzą jak się poruszają. Przeraziliśmy się zachowaniem syna i zdiagnozowaliśmy go w jednym z podobno najlepszych ośrodków na Dolnym Śląsku. Tam, mimo ewidentnych objawów (zabawy lampką, zainteresowanie bączkami i wiatraczkiem podczas badania) autyzm wykluczono, a zachowania syna zrzucono na opóźniony rozwój mowy i problemy emocjonalne z tym związane. Niestety ja nadal  się niepokoję.

Aktualnie syn jest na etapie światełek choinkowych. Bawi się tylko nimi. Ściąga je z choinki, wyciąga i wkłada żarówki, udaje, że ubiera choinkę. Nic więcej go nie interesuje. Mówi dużo, ale są to głównie wyuczone frazy i zdania. Samodzielne budowanie zdań sprawia mu ogromny kłopot. Posługuje się zaimkiem Ja. Do nas mówi w 3 osobie. Ponadto jest towarzyski i lubi dzieci, aczkolwiek sprawia mu trudność zabawa z nimi. Nie słucha poleceń i często nie odpowiada na pytania. Sam zadaje ich bardzo dużo. Ciągle słyszę "dlaczego". Czy lekarze mogli się  pomylić????

Proszę o pomoc. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda

Depresja czy załamanie nerwowe?

Witam, Od kilku tygodni, a nawet miesięcy jestem praktycznie ciągle zdołowana. Cierpię na bezsenność, mam wiele myśli samobójczych. Nie potrafię panować nad swoimi emocjami. Nie mam sił na nic, mam dużo problemów z koncentracją, gdy biorę coś ostrego do ręki...

Witam, Od kilku tygodni, a nawet miesięcy jestem praktycznie ciągle zdołowana. Cierpię na bezsenność, mam wiele myśli samobójczych. Nie potrafię panować nad swoimi emocjami. Nie mam sił na nic, mam dużo problemów z koncentracją, gdy biorę coś ostrego do ręki automatycznie chcę sobie ciąć żyły. Wciąż płaczę i płaczę, bez powodu. Często siedzę w ciemku, nie lubię rozmawiać. Nikt dookoła mnie nie rozumie jak bardzo cierpię i jak bardzo mam tego dosyć. Jestem jeszcze nastolatką, a więc jest jeszcze gorzej. Nie wiem co mam robić. Szybko mam zmiany nastrojów, a gdy ktoś mnie zdenerwuje płaczę i się trzęsę. Nigdy nie jestem głodna, jestem praktycznie zmuszona do jedzenia. Udaję przed wszystkimi, że wszystko jest okej. Nawet i przed sobą... Czy ja mam załamanie nerwowe albo depresje? A jeśli nie, to co się ze mną dzieję? Wiem, że to nie jest coś związane z hormonami ani okresem. Wiem to bardzo dobrze. Chociaż jestem jeszcze bardzo młoda w moim życiu już dużo się wydarzyło. Zapewne gdybym nie miała lęku i nie obiecała przyjaciółce z internetu, popełniłabym już samobójstwo. Przyjaciółka w realnym życiu (jedyna) nie umie mnie pocieszyć, nawet nie próbuje. Rodzice nie za bardzo wiedzą co się ze mną dzieję, a więc to olewają... Nie mam poparcie u nikogo. Nie mam z kim o tym rozmawiać. Czuję się naprawdę sama. Boję się, że coś sobie zrobię. Błagam, co jeśli mam załamanie nerwowe/depresje? Co wtedy mam zrobić? Również się boję, że to wszystko sobie wymyśliłam. Te wszystkie myśli, że ja tego właśnie chcę. Ale... Nie. Ja tego nie chcę. Jestem zmęczona wszystkim. Diana

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy atak był spowodowany nerwicą?

Witam, Doznałem bólu w klatce piersiowej na wysokości serca, dodatkowo ból głowy, nadmierna potliwość oraz omdlenie. Opisany "przypadek" zdarzył mi się drugi raz w życiu, nie był on spowodowany wcześniejszym zmęczeniem organizmu. Mam dopiero 24 lata, od 3...

Witam, Doznałem bólu w klatce piersiowej na wysokości serca, dodatkowo ból głowy, nadmierna potliwość oraz omdlenie. Opisany "przypadek" zdarzył mi się drugi raz w życiu, nie był on spowodowany wcześniejszym zmęczeniem organizmu. Mam dopiero 24 lata, od 3 roku życia choruje na astmę i alergię. Zastanawiam się czy to coś poważniejszego, proszę o jakieś sugestie co mi jest? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Dlaczego nie mogę zasnąć, a potem budzę się kilka razy w nocy?

Mam 18 lat i gdy zbliża się pora snu, ja po prostu leżę i nie mogę spać. Myślę o miłych rzeczach, ale to nie pomaga. Staram się nie czuć lęku. Zastanawiam się, czy to nie kwestia wyobraźni. Więc, gdy...

Mam 18 lat i gdy zbliża się pora snu, ja po prostu leżę i nie mogę spać. Myślę o miłych rzeczach, ale to nie pomaga. Staram się nie czuć lęku. Zastanawiam się, czy to nie kwestia wyobraźni. Więc, gdy zasnę, to budzę się często ok. 5-6 h i jest czas, że nie mogę zasnąć bądź za chwilę zasypiam. Cóż, lecz gdy wstaję, to jestem niewyspana i zmęczona, nic mi się nie chce i mam kłopoty z koncentracją. To coś poważnego? Czy to kwestia pory roku? Trochę czytałam na ten temat.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Smutek i brak sensu - czy to depresja?

Mam na imię Agnieszka, mam 17 lat, chodzę do drugiej klasy liceum, mam fajnych kumpli, jestem chora na porażenie mózgowe od urodzenia. Od pewnego czasu odczuwam ogromny smutek, a od jakiś dwóch tygodni on się pogłębia. Nie widzę w...

Mam na imię Agnieszka, mam 17 lat, chodzę do drugiej klasy liceum, mam fajnych kumpli, jestem chora na porażenie mózgowe od urodzenia. Od pewnego czasu odczuwam ogromny smutek, a od jakiś dwóch tygodni on się pogłębia. Nie widzę w tym wszystkim sensu, każda czynność wydaję się bez sensu. Czuję się jak bym była poza czymś. Denerwuje mnie rodzina, każdy i ruch. Chcę być sama, a zarazem chcę spędzać ze znajomymi czas, toteż moja przyjaciółka wzięła mnie do klubu - myślałam, że tego mi brakowało. Tak na krotką chwilę po powrocie znów powróciło. Zdarza się że wieczorami płacze prawie codziennie. Boje się jutra ;(.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Straciłam sens życia - czy to depresja?

  Witam! Czy można mieć depresję w wieku 12 lat? Wydaje mi się właśnie, że ja mam - straciłam sens życia, co chwilę ktoś mnie rani, krzywdzi… najchętniej popełniła bym samobójstwo, ale trzyma mnie przy życiu jedna rzecz - Rodzice . Czy mam się skonsultować z psychologiem? Proszę o pomoc.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty