Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Straciłam już chyba wszystkich ludzi, na których mi zależało. Czy mam depresję?

Jestem z moim chłopakiem bardzo długo. Kocham go i nie chcę stracić. Od kilku miesięcy prawie ciągle się kłócimy. Ostatnio przestaliśmy się widywać, a on nawet nie chce ze mną rozmawiać i wyjaśnić sobie wszystkiego. Planowaliśmy wspólną przyszłość, a teraz...

Jestem z moim chłopakiem bardzo długo. Kocham go i nie chcę stracić. Od kilku miesięcy prawie ciągle się kłócimy. Ostatnio przestaliśmy się widywać, a on nawet nie chce ze mną rozmawiać i wyjaśnić sobie wszystkiego. Planowaliśmy wspólną przyszłość, a teraz on mówi mi, że mnie nienawidzi. Wiem, że w tym wszystkim jest też moja wina, ale wydaje mi się, że większość nieporozumień wynika z jego trudnego charakteru. Po każdej kłótni mam ochotę popełnić samobójstwo. Ciągle płaczę, nie potrafię się pozbierać. Straciłam już chyba wszystkich ludzi, na których mi zależało, którym mogłam się wyżalić. Zostałam z tym sama i już nie wiem co mam robić.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dr Małgorzata Mazurek
Dr Małgorzata Mazurek

Problem z nerwicą - jakie badania jeszcze mogę wykonać?

Mam, na imię Wiesław, lat 43. Zaczęło się to wszystko około listopada 2009 r. Siedząc na kanapie zakołatało mi serce, tzn. tak, jakby w ułamku sekundy się zatrzymało i raz mocniej uderzyło.Wystąpił przy tym wybuch ciepła i potem taki zimny...

Mam, na imię Wiesław, lat 43. Zaczęło się to wszystko około listopada 2009 r. Siedząc na kanapie zakołatało mi serce, tzn. tak, jakby w ułamku sekundy się zatrzymało i raz mocniej uderzyło.Wystąpił przy tym wybuch ciepła i potem taki zimny pot. Towarzyszy również ciągły szum w głowie tak głośny, że idzie zwariować. Nie sypiam normalnie, np. zasypiam i nagle po 2 godz. otwieram oczy o 2 czy też 3 w nocy i w zasadzie do 6 rano nie śpię. Zauważyłem też, że bez powodu boli mnie głowa i potrafi boleć cały dzień, czuję taki ścisk w gardle, raz bardziej, raz troszkę mniej. Od 2 lat nie przespałem normalnie nocy, mam wory pod oczami, wstaję z łóżka i jestem zmęczony. Zrobiłem się taki nerwowy, że nawet jak ktoś mi zajdzie niechcący drogę na chodniku to mam ochotę zabić! Takie są moje reakcje. Poszedłem do rodzinnego - niestety, ale kazała mi tylko brać magnez. Oczywiście stan się nie poprawił, więc ponownie poszedłem do rodzinnego, więc powiedziała, że wymyślam i wypisała mi skierowanie na badanie tarczycy. Badanie podstawowe wykazało, że niby ok. I od tego momentu postanowiłem pochodzić po lekarzach prywatnie. Zrobiłem całe usg serca, holter, ekg, eeg, krew - wyszło, że jest wszystko dobrze. Prześwietliłem kręgosłup szyjny, bo wyczytałem, że powyższe objawy mogą być od kręgosłupa - bez zmian, choć zdjęcie robione 10 lat wstecz wykazało dyskopatię szyjną na poziomie vc4/vc5 - przyjmuję, że kręgosłup się naprawił. Rano jak wstaję jestem zmęczony jakbym nie spał 2 dni. Mam opuchnięte oczy, czuję mrowienie głowy, wprowadza mnie to w stan wściekłości, bo chcę tylko wiedzieć co to jest. Coś mnie tknęło i poszedłem do irydologa, który potrafi z tęczówki oka wyczytać jakie choroby nękają człowieka, a obraz tęczówki jest mapą organizmu. Znalazł kilka plamek brązowych na kręgosłupie na oskrzelikach i najważniejsza to ta, która była na miejscu nerwicy wegetatywnej. Lekarz ten jest jednocześnie kardiologiem. Na potwierdzenie poszedłem do drugiego irydologa, aby się upewnić i wyszło to samo tylko powiedział, że mam bardzo silną nerwicę wegetatywną. Lekarz przypisał mi lek z grupy benzodiazepin, ale ze strachu, że coś złego może mi wyrządzić nie wziąłem ani razu. Nie wziąłem żadnego leku od momentu pojawienia się objawów licząc, że same przejdą. Niestety nasilają się. To, że jestem w depresji to pewne, tylko na jakim etapie - czy przed samobójstwem, czy w połowie? Proszę o podpowiedź, co się ze mną dzieje? Jakie jeszcze badania mam zrobić, a może w końcu wziąć jakiś lek, który mi ulży? Z góry dziękuję i pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy smutek minie?

Nie potrafię wyleczyć się z depresji. Mam 21lat, jestem atrakcyjna, mam przystojnego chłopaka, który mnie kocha, mam świetny kontakt z jego rodziną, niestety z moją gorszy - ojciec nie żyje, a z matką nie utrzymuję kontaktów. Wszystko zaczęło się...

Nie potrafię wyleczyć się z depresji. Mam 21lat, jestem atrakcyjna, mam przystojnego chłopaka, który mnie kocha, mam świetny kontakt z jego rodziną, niestety z moją gorszy - ojciec nie żyje, a z matką nie utrzymuję kontaktów. Wszystko zaczęło się 2 lata temu, zdradził mnie chłopak z najlepszą przyjaciółką, odeszłam od niego do 37-letniego kryminalisty. Nie wiem co miałam w głowie, zapewne logicznie nie myślałam, zresztą kto zauroczony myśli logicznie. Był przystojny, dobrze zbudowany, miał znajomości, które najwyraźniej mi imponowały, pociągało mnie, że jest taki niegrzeczny. Gdy go poznałam siedział jeszcze w więzieniu, kończył 10-letni wyrok, wyszedł po 3miesiacach. Mama lekarz, siostra studiująca, ojciec też normalny - mówił, że się zmienił .Tak bardzo się w nim zakochałam, lecz nie mogłam zapomnieć o poprzednim, tyle nas łączyło, robił dla mnie wszystko, tak go kochałam i przyjaciółce… Czułam się taka samotna, zawsze wszystko razem… Zamieszkałam z nowym partnerem po tym, jak matka, dowiedziawszy się z kim jestem, wyrzuciła mnie z domu - ciągle doskwierała mi samotność, ponieważ on załatwiał interesy. Mieliśmy piękne, 100 m mieszkanie, kopiliśmy kotka, ja wyjechałam do pracy za granicę jako kelnerka, byłam 2 tygodnie w Polsce, 2 za granicą, na rotację, często chłopak przylatywał do mnie. Nagle dostałam telefon - przedstawiła się jako jego narzeczona i wypytywała, czy jestem jego kochanką. Okazało się, że prowadził podwójne życie, oszukiwał tę kobietę na pieniądze, kupiła mu auto, markowe ubrania. Przyleciałam do Polski i spotkałam się z nią. Jego interesy okazały się upojnymi chwilami z inną kobietą. Wybaczyłam mu po 2 miesiącach - przyjeżdżał, błagał, płakał, że jestem miłością jego życia, zerwał z nią kontakty. Mieliśmy się pobrać, chciał dziecko, lecz ja mówiłam, że jestem za młoda, że za rok. Często się kłóciliśmy, potrafił uderzyć mnie w twarz, rzucić komputerem o ścianę, tłumaczył się, że tak bardzo mnie kocha i jak się gniewam on dostaje szalu. Gdy stracił swoją sponsorkę pomagałam mu finansowo, żyliśmy na dość wysokim poziomie. Mieliśmy mnóstwo wspólnych znajomych, ja znałam wszystkich jego, on moich. Jeździliśmy do jego mamy na obiady .Wszystko jak dla mnie było ok, myślałam, że nigdy mnie nie zostawi, byłam taka pewna siebie. Pewnego razu zadzwonił i powiedział jak gdyby nigdy nic: „nie możemy być ze sobą”. Piłam przez tydzień, dzwoniłam, poniżałam się, błagałam o wybaczenie, nie potrafiłam bez niego żyć, brałam wszystko co popadnie, cięłam się, zapijałam najmocniejsze leki wódka - cały listek litrem wódki. Zadzwonił do moich sióstr i koleżanek, przyjechały, posiedziały chwilę, siostra zaproponowała terapię. Byłam z nią u psychologa, wzięła pieniądze, ja się wygadałam i jakoś nie poczułam ulgi... Błagałam chociaż o jedna noc razem, nie mogłam spać, o 7 rano już na nogach z telefonem z ręku, czułam, że nie dam rady, tyle razy chciałam ze sobą skończyć, ale cały czas miałam nadzieję. W końcu powiedział, że jak będę trzeźwa przyjedzie - zamówiłam kroplówkę, przyjechał. Powiedział, że daje mi miesiąc na to bym się zmieniła, że musi pomyśleć, zastanowić się. Czekałam, lecz odszedł. Przeprowadziłam się, by nie wspominać tym samotnych dni w oknie, z nadzieją, że wróci. Wynajęłam mieszkanie w centrum, wzięłam współlokatorkę, zakolegowałyśmy się i poznałam Krzyśka - był czuły, inteligentny, nie bogaty, lecz znający swoją wartość i twardo stąpający po ziemi, tak mi się wydawało. Nie spotykaliśmy się często, więc nadal czułam samotność, nagle powiedział, że całymi dniami myśli tylko o tym, by do mnie przyjechać, że tylko ja mu daję nadzieję. Stwierdził nagle, że nie możemy się spotykać, jego ojciec ma problemy, bo ma zawał, a i on ma swoje. Znów płakałam, chciałam się zabić, ale do niego już nigdy nie zadzwoniłam. Wróciłam do tego, który mnie zdradził z przyjaciółką. Zadzwonił po miesiącu i prosił o spotkanie, ja po złości, pewna siebie odmówiłam. W weekend poszłam do klubu gdzie wiedziałam, że będzie, bo zawsze tam imprezował. Chciałam się z nim spotkać, porozmawiać, był taki inteligentny, zawsze mnie słuchał i doradzał mi. Okazało się, że się powiesił na dniach, w których napisał wiadomość. Czuję, że go zawiodłam, on mi pomagał, a ja go odtrąciłam, zostawił mnie, by mnie nie skrzywdzić, na pewno planował to, miał depresję, lekarze u niego dzień w dzień bywali. Nie sprostał życiu. Nie potrafię sobie tego wybaczyć, straciłam swoją pewność siebie i osobowość, czuję, że nie sprostam życiu. Ciągle czuję lek, jestem z moim pierwszym chłopakiem, brałam antydepresanty. Na początku było cudnie, potem jeszcze gorzej. Co mam robić? Miałam wielkie ambicje, codzienne życie uświadamia mi, że nie dopełnię swoich celów, że nie odzyskam bezpieczeństwa i szczęścia. Nie mam poczucia własnej wartości, zaczęłam się każdemu zwierzać z problemów, kalkuluję w głowie potem moje głupie zachowanie, że ludzie postrzegają mnie za idiotkę z problemami, nie daję już rady. Gdy myślę o zwykłych czynnościach, np. wyjściu do kina po chwili przychodzi myśl, że i tak wrócę do domu i co mi to wyjce da? Życia nie zmieni, smutek nie zniknie. Jak mam się go pozbyć, jak odzyskać szczęście, ciągle mam lęki, nie mogę spać. I jeszcze ten kryminalista, po którym miałam załamanie nerwowe, który mnie zostawił - okazało się, że zostawił mnie dla innej, mieszka w bloku kolo mnie, ona jest w ciąży. A ja? Nikt mi nie może pomóc, muszę sama walczyć, ale nie wiem już jak, czuję, że nie dam rady i się zabiję, nie mogę ciągle dołować chłopaka i wpędzać go w mój nastrój, zabierać mu jego szczęścia. Żadne słowa wsparcia nie pomagają. Czuję, że się zapadam coraz głębiej w czeluść moich negatywnych myśli i wspomnień. Jak mam walczyć z to chorobą, czy czeka mnie to, co tego, który się zabił? Czy nie da się jej już wyleczyć i nawet gdy się poprawi w głębi serca będzie istniał ten ból i lęk?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co robić w obliczu depresji partnera?

Witam Państwa, Mam ogromną prośbę. Proszę doradzić mi co robić w obliczu depresji partnera. Jesteśmy razem ponad rok. Oboje w trakcie rozwodu, nie mieszkamy razem jeszcze. Niestety mój partner okłamał mnie, ponieważ kiedy go poznałam powiedział, że niedługo będzie po...

Witam Państwa, Mam ogromną prośbę. Proszę doradzić mi co robić w obliczu depresji partnera. Jesteśmy razem ponad rok. Oboje w trakcie rozwodu, nie mieszkamy razem jeszcze. Niestety mój partner okłamał mnie, ponieważ kiedy go poznałam powiedział, że niedługo będzie po rozwodzie, że ma bardzo dobrą pracę, że zamieszkamy u mnie razem. W ciągu tego roku co miesiąc lub dwa wpadał w doły i ciężko było go wyciągnąć z marazmu. Zamykał się w domu, nie wychodził nigdzie, nie mył się i odcinał od wszystkich. Nie interesowało go w tym czasie co się działo ze mną i jak bardzo cierpię, jak tęsknię i jak bardzo się martwię. Zastanawiające było dla mnie to, że jest bardzo skąpy, żadnych prezentów, żadnej pomocy czy nawet małych zakupów. Dwa tygodnie temu wpadł znów w strasznego doła. Prosiłam, błagałam, tłumaczyłam, żeby zaczął normalnie funkcjonować, ale nie chciał mnie nawet widzieć. Przez kilka dni nie odbierał telefonu. W końcu pojechałam do niego, nie otworzył mi drzwi. Powiedział tylko, że okłamywał mnie przez ten czas, ponieważ ma straszne długi, nie ma żadnego mienia i długo będzie musiał wychodzić na prostą. Powiedziałam mu, że damy radę, że spłaci powoli i że wybaczam mu kłamstwo. Jednak on zachowuje się okropnie. Pisze mi, że mam go zostawić, bo jest oszustem. Raz mi pisze, że mnie kocha a za chwilę pisze mi, że traktuję go jak zabawkę, że go męczę, że się mszczę na nim, że mnie nie będzie za nic przepraszał. Za chwilę znów mi się żali, że jest do niczego, że chce od wszystkiego uciec, że ma dość i nie ma siły. I tak w kółko. Nie chce się ze mną spotykać, bo na pewno go rzucę za to kłamstwo. Robi wszystko żebym go rzuciła. A ja wiem, że on bardzo cierpi. Najgorsze jest to, że stał się nieodpowiedzialny, że nie ma siły na codzienność, wstawanie, dbanie o siebie, o dom, nie chodzi do pracy. Jak mu pomóc? Proszę go o pójście do lekarza ale mówi, że nie ma sił. Bardzo cierpię sama, bo jednego dnia potrafi mnie kochać nad życie i ranić do krwi cierpkimi słowami. Bardzo go kocham a on zachowuje się czasem jak cham i jakby mu nie zależało. Jak proszę go żeby mi w czymś pomógł, to mówi, że nie ma możliwości spotkać się ze mną lub, że ma swoje problemy, a ja go męczę. Co robić? Jak dotrzeć do niego? Miłością nie daję rady, bo twierdzi, że nie jest tego wart, odrzuca każdy przejaw mojej miłości i jeszcze bardziej go to przygnębia :( Bardzo cierpię a jeszcze bardziej cierpi on. Jak sobie poradzić z tym? Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, aby spokojnie spać?

Witam serdecznie. Mój problem polega na tym, że mam trudności z zasypianiem. Czasami budzę się w nocy bez przyczyny. Zdarzają mi się również koszmary senne, których fabuły nie pamiętam, ale budzę się wówczas z przerażającym krzykiem. Poza tym w obliczu...

Witam serdecznie. Mój problem polega na tym, że mam trudności z zasypianiem. Czasami budzę się w nocy bez przyczyny. Zdarzają mi się również koszmary senne, których fabuły nie pamiętam, ale budzę się wówczas z przerażającym krzykiem. Poza tym w obliczu stresu odczuwam brak łaknienia i mam problemy gastryczne (biegunki). Proszę mi powiedzieć, przyczyną jakiej choroby mogą być te objawy? Nadmienię, że często odczuwam lęk przed utratą partnera lub strach z powodu rozstania. Jeśli jest to objaw nerwicy, czy powinnam się leczyć farmakologicznie i czy aktywny wypoczynek, np. fitness, może częściowo zniwelować objawy? Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Nerwobóle serca - co mam robić?

Witam! Mam 18 lat i chciałbym zapytać o nerwobóle serca. Wczoraj koło 21. 00 jadłem sobie paróweczki i popijałem herbatką (bawarką). Nagle dostałem nerwobólu serca, dokładniej w okolicy serca. Mam tak od kilku dobrych lat, a objawiają się tym strasznym... Witam! Mam 18 lat i chciałbym zapytać o nerwobóle serca. Wczoraj koło 21. 00 jadłem sobie paróweczki i popijałem herbatką (bawarką). Nagle dostałem nerwobólu serca, dokładniej w okolicy serca. Mam tak od kilku dobrych lat, a objawiają się tym strasznym kłuciem w okolicy żeber, serca, które uniemożliwiają mi swobodne oddychanie. Czasem nerwoból serca jest slaby i trwa kilka sekund po czym znika bez śladu, a czasem jest tak silny, że nie mogę prawie wcale powietrza wciągnąć i wówczas brałem Apap i tak przesiadywałem z 10 minut dopóki ból nie odpuścił. Czasem te nerwobóle serca są takie, że jak mocno się weźmie wdech, pomimo bólu, ten nagle odpuszcza, tak jakbyście jakąś rurę odetkali. Wydaje się zabawne, ale mi nie jest do śmiechu. Powracając do wczoraj, dorwał mnie ten ból więc chwile sobie siedziałem spokojnie przerywając moje granie na kompie, gdy nagle zrobiło mi się ciemno przed oczyma i zaczęło w uszach piszczeć. Pomyślałem, że to przez parówki i zaraz zwymiotuję więc wstałem w kierunku drzwi do łazienki. Szedłem do tych drzwi, gdy nagle nie wiem nawet kiedy stanąłem i padłem na ziemię. Brzmi trochę dziwnie, ale próbowałem sobie przypomnieć gdzie jest włącznik do światłą w łazience, ale dosłownie jakbym na chwilę pamięć stracił. Po chwili wstałem, ale z wycieńczenia siadłem wziąłem z pomocą rodziców Apap i zacząłem leżeć na podłodze gapiąc się w sufit. W nocy miałem prawdziwą lodówkę w pokoju, bo nam ogrzewanie wysiadło, a ojciec naprawił je jak wrócił pod wieczór z pracy, więc mój pokój się nie nagrzał wystarczająco, przez co położyłem się u rodziców na kanapie. Co bardzo martwiło, nerwoból serca nie odpuścił i trzymał mnie dalej. W nocy chyba 3-4 razy się budziłem z nadzieją że odpuścił, ale ten trzymał dalej. Często gdy myślałem o tym nerwobólu serca towarzyszyły temu lęk, dreszcze, zgrzytanie zębami. Nie było zimno, tylko tak się bałem, zacząłem czytać także o nerwicy - mój ojciec ją ma, to może ja też. Rano wstaję a nerwoból dalej nawala. Była godzina 10. 00. Zauważyłem, że jak w jednej pozycji na dłużej usiedzę, to nerwoból jakby pozwalał mi na coraz większe wdechy, aż staje się niewidoczny, dopóki nie zechcę wdechnąć na maxa, bo wtedy zaczyna nawalać. Trwa to już dobrze 25 godzin i żadne leki nie pomagają. Czy ktoś mógłby mi co nieco powiedzieć co miałbym zrobić?? Może te objawy są połączone w jakiś sposób? Może to jakiś zespół czegoś? Bardzo proszę o pomoc! Z góry dziękuję. Pozdrawiam, St@chu
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Epizody depresyjne i brak stałości w uczuciach - jak sobie poradzić?

Mam 22 lata. Mam za sobą już jeden epizod depresyjny, przez który zawaliłam studia. Teraz jestem na drugim roku kierunku, który naprawdę mi odpowiada. Odnośnie tego epizodu, nie poszłam wtedy do psychologa, nie wierzyłam, że to depresja, po prostu...

Mam 22 lata. Mam za sobą już jeden epizod depresyjny, przez który zawaliłam studia. Teraz jestem na drugim roku kierunku, który naprawdę mi odpowiada. Odnośnie tego epizodu, nie poszłam wtedy do psychologa, nie wierzyłam, że to depresja, po prostu zdawało mi się, że sama sobie to robię na siłę, zachowywałam się tak jak nigdy wcześniej. Był strach, niechęć do wszystkiego, brak radości, zaniedbywałam się (nie robiłam prania, nie myłam się), leżałam w łóżku, do tego miałam wrażenie, że nic nie czuję, jakbym była gdzieś indziej, jakbym była pusta, mechaniczna i ciągle płakałam, nigdy w życiu tyle nie płakałam. Oczywiście opuszczałam zajęcia i ostatecznie zrezygnowałam z kierunku. Mam siostrę, razem z nią mieszkałam (i nadal mieszkam) na stancji, to był dla niej ciężki okres. Powoli zaczęłam wychodzić z tego dziwnego stanu. Było trudno, na początku czułam, że jestem do niczego, że nic nie potrafię (dodam, że to był drugi rok studiów i za pierwszy zdołałam uzyskać stypendium naukowe), zaczęłam szukać pracy. Udało się, powoli zaczynałam w siebie wierzyć, złożyłam podanie na drugi kierunek, dostałam się, ale nadal bałam się, że to powróci, ten dziwny stan, nadal nie do końca wierzę, że to była depresja, wydaje mi się jakby to nie było do końca prawdziwe, że udawałam wtedy. Rodzina twierdzi inaczej. W międzyczasie poznałam swojego obecnego chłopaka. Na początku mojego drugiego podejścia do studiowania okazało się, że mój ojciec ma jakieś problemy, nie chciał nic mówić. Ogólnie, wyjechał do Irlandii zanim ja i moja siostra zaczęłyśmy studiować, aby zarobić na nasze studia. Kiedy już tam był sprowadził swoją dawną kochankę z Polski i rozwiódł się z matką. No i okazało się, że ma jakieś problemy i nie może już nam przysyłać pieniędzy. Wtedy, kiedy okazało się, że być może trzeba będzie rzucić studia z powodów finansowych zrozumiałam jak bardzo mi na nich zależy i zdecydowałam się nie poddawać. Obecnie pracuję i studiuję, złożyłam wniosek o kredyt studencki. Ojciec wrócił z Irlandii, kochanka go zostawiła i wrócił do mojej matki. Jest chory i nie może pracować, za to matka znalazła pracę. Starają się jak mogą. To takie ogólne tło. Dodam jeszcze, że ojciec zdradzał matkę, kiedy miałam mniej więcej 12, a moja siostra 13 lat. Mama wtedy wyjechała do Niemiec, żeby coś zarobić, a ojciec znalazł sobie inną. Kiedy wróciła chciał ją zostawić, ale jakoś go przekonała, żeby został "dla dzieci". Ja z siostrą podsłuchiwałyśmy pod drzwiami i stąd dowiedziałyśmy się o całej sprawie (chociaż siostra podejrzewała już coś wcześniej, mi by to do głowy nie przyszło). A teraz do sedna sprawy. Nigdy nie byłam z chłopakiem dłużej niż 2 lata. Zawsze po tym czasie coś się psuło i to był koniec. Nie wiem czy to chodzi o tą tak zwaną rutynę, czy o coś innego. Nie wierzę po prostu, że prawdziwa miłość się człowiekowi zdarza w życiu. Bardzo, bardzo chciałabym w przyszłości założyć normalną i szczęśliwą rodzinę, a z drugiej strony nie wierzę, że coś takiego może mi się przytrafić. Mimo to próbuję. Z obecnym chłopakiem jestem od 1,5 roku. Od jakiegoś czasu poczułam, że coś zaczyna się psuć. Dla niego wszystko jest w porządku, on jest szczęśliwy, ja nie. Z nim jest wszystko w porządku, to ze mną jest coś nie tak. Powiedziałam mu o tym "epizodzie depresyjnym", ale on stwierdził, że "mimo że nie rozumie takiego czegoś to będzie moim oparciem". Mimo to odsuwam się od niego. Kiedy zaczęło się psuć między nami, poznałam innego chłopaka. Tylko rozmawialiśmy, przeważnie w gronie znajomych, raz poszliśmy do kina. Nie wiem co teraz zrobić - gdyby taka sytuacja miała miejsce parę lat wcześniej nie zastanawiałabym się nad niczym i zerwała od razu. Teraz jest inaczej, chcę stabilizacji, ale jednocześnie nie wiem czy w ten sposób nie krzywdzę chłopaka, z którym obecnie jestem. Nie mówię tu o zdradzie, do niczego takiego nie doszło. Po prostu nie wiem co czuję, czego chcę. Nie chcę nikogo skrzywdzić, ale nie podejmując decyzji krzywdzę wszystkich. Obecny chłopak jest z zamożnej rodziny, ja z biednej, czasem nie potrafi mnie zrozumieć w pewnych kwestiach, ale bardzo mu na mnie zależy. Nie wiem czy uciekam przed nim, bo się boję, że jak będę z nim dłużej i później będę już wiedzieć na pewno, że go nie kocham to tylko bardziej go skrzywdzę odchodząc po dłuższym czasie. Wielokrotnie już się nad tym zastanawiałam, nie mam do kogo się zwrócić. Czuję, że cokolwiek zrobię, będzie to zła decyzja. Mój chłopak jest bardzo "logiczny", to o co tu chodzi? Czy to możliwe, że związek może się tak po prostu znudzić i można go zakończyć tak po prostu, nie patrząc na to wszystko co było? Wiem, że to ze mną jest coś nie tak, siostra nie ma takich problemów. Ona jest bardzo stabilna i pewna swych uczuć. Ja nie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jakie są szanse na wyleczenie nerwicy?

Ok. 2 lata temu mój mąż zaczął mieć problemy zdrowotne: skoki ciśnienia, uczucie zmęczenia, zaburzenia snu, zawroty głowy, zaburzenia równowagi. Niniejsze objawy pojawiły się z dnia na dzień w czasie, gdy mąż przez ok. rok był sam...

Ok. 2 lata temu mój mąż zaczął mieć problemy zdrowotne: skoki ciśnienia, uczucie zmęczenia, zaburzenia snu, zawroty głowy, zaburzenia równowagi. Niniejsze objawy pojawiły się z dnia na dzień w czasie, gdy mąż przez ok. rok był sam w pracy bez drugiego współpracownika (urlop macierzyński). Już wtedy czasem był rozdrażniony, niechętnie wychodził, był zmęczony. Do tej pory był zdrowy, nigdy nie narzekał.   Po serii prawidłowych badań, chodzenia po lekarzach, mąż nadal nie był w stanie normalnie funkcjonować. Po pracy siedział wyłącznie w domu, bał się o siebie i o swoje zdrowie. Nie wiedział co mu jest. Objawy były nadal bardzo intensywne. Nie chciał wychodzić do ludzi, był apatyczny i rozdrażniony. W końcu natrafił na psychiatrę, który zapisał mu lek wspomagający leczenie nerwicy. Mąż zażywał go przez rok. W miarę szybko wyrównał mu się nastrój, zaczął normalnie funkcjonować. Po trzech m-cach odłożył lek i objawy znów wróciły. Zaczęło się od zaburzeń snu. Badania znów wyszły poprawnie. Zapisał się na terapię, ale mąż nie ma psychologicznego poczucia choroby i przerwał ją po 15 spotkaniach. To była obopólna decyzja. Mąż nie miał motywacji, nie wiedział o czym rozmawiać, czuł, że nie ma żadnych problemów i nie ma o czym rozmawiać. Terapeuta stwierdził sensowność terapii jedynie w przypadku odłożenia leków, gdy ewent. objawy wrócą. Czy jest to sensowne i czy przyniesie jakieś efekty? Objawy męża miały wył.charakter wegetatywny bez wyraźnej przyczyny psychologicznej.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Jaka jest przyczyna agresji u dziecka autystycznego?

Witam, mam syna 12 lat. Ma autyzm i jest agresywny i autoagresywny. Leży od sierpnia 2010 r w szpitalu psychiatrycznym, ale to nie daje żadnych rezultatów. Brał różne leki dawki były zwiększane i tylko na chwilę poprawa. Teraz bierze d***...

Witam, mam syna 12 lat. Ma autyzm i jest agresywny i autoagresywny. Leży od sierpnia 2010 r w szpitalu psychiatrycznym, ale to nie daje żadnych rezultatów. Brał różne leki dawki były zwiększane i tylko na chwilę poprawa. Teraz bierze d*** i n***  300, od tygodnia jest niby spokój, w szpitalu podczas napadów agresji rzuca się do gardła sanitariuszom, pielęgniarkom i wtedy jest "pasowany", w domu nie daję sobie rady - gryzie, szczypie, jest mojego wzrostu i jest podczas tych napadów bardzo silny, czasem jak jestem sama, to z ledwością udaje mi się zadzwonić po pomoc (do męża, czy na pogotowie). Jeszcze niedawno patrzył w oczy, lubił sie przytulać, teraz jakby nie chciał nawiązywać ani kontaktu wzrokowego ani żadnego innego, jakby nas nie potrzebował, nienawidził. Nie wiem co dalej, jutro bierzemy go na przepustkę, boję się, bo mąż idzie na 22.00 do pracy. Pani ordynator zasugerowała nam, abyśmy szukali jakiegoś ośrodka. Boję się, że dojdzie do jakiegoś nieszczęścia, to jest szaleństwo jak Przemek na napad, nie dociera nic do niego, ani prośby, ani groźby. Proszę mi coś poradzić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda

Czuję się coraz gorzej, czy mam depresję? Co mam robić?

Mam 15 lat. Moje problemy zaczęły się w 1 klasie gimnazjum (chodzę do 3, jakimś cudem kończyłem klasy). Czuję się coraz gorzej, na testach depresyjnych zawsze wychodzi mi ciężka depresja. Od września coraz częściej mam myśli samobójcze, a teraz...

Mam 15 lat. Moje problemy zaczęły się w 1 klasie gimnazjum (chodzę do 3, jakimś cudem kończyłem klasy). Czuję się coraz gorzej, na testach depresyjnych zawsze wychodzi mi ciężka depresja. Od września coraz częściej mam myśli samobójcze, a teraz już co 2 dzień czasami nawet co dziennie! Jakiś miesiąc temu zacząłem się okaleczać i nie potrafię przestać. Nie śpię dobrze, raz mam apetyt raz nie, nie potrafię się skupić oraz podjąć decyzję. To tylko mała część tego co się ze mną dzieje. Mam 2 braci i do czasu pójścia do gimnazjum byłem najweselszy, miałem najlepsze kontakty z ludźmi, a teraz nie chcę z nikim rozmawiać, nic mi nie daje satysfakcji. Nie chcę iść do psychiatry, a boję się, że rodzice mnie nie zrozumieją, bo cały czas zarzucają mi, że się nad sobą użalam i nic nie robię, a staram się jak mogę. Pomóżcie!

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy to może być początkowa faza depresji?

Witam, Jestem dosyć młodą osobą - mam zaledwie 15 lat, jednak od pewnego czasu zauważyłam u siebie pewne zmiany, które mogłyby wskazywać na zaburzenia nastroju, depresję. Chciałabym dowiedzieć się, czy moje przypuszczenia są słuszne, a jeśli tak, czy należy podjąć...

Witam, Jestem dosyć młodą osobą - mam zaledwie 15 lat, jednak od pewnego czasu zauważyłam u siebie pewne zmiany, które mogłyby wskazywać na zaburzenia nastroju, depresję. Chciałabym dowiedzieć się, czy moje przypuszczenia są słuszne, a jeśli tak, czy należy podjąć jakieś działanie. Dodam także, iż zapoznałam się z kilkoma tematami o depresji na tym forum, które raczej potwierdzają moje obawy. Wykonałam także test, którego wynik wskazuje 19 punktów w skali depresji Becka, czyli łagodną depresję. Prawdę mówiąc ciężko jest mi wskazać konkretną datę, kiedy zmiany zaczęły się pojawiać. Wydaje mi się jednak, że było to pod koniec wakacji/na początku września tego roku. Najważniejszą zmianą, jaka zaszła w mojej psychice to pojmowanie świata. Ciągle mam wrażenie, że otaczająca mnie rzeczywistość jest zła, że nie ma w niej już dobra i sprawiedliwości, że liczą się tylko ci, którzy mają w świecie "kontakty" oraz tacy, którzy potrafią sobie ustawić innych. Mam także wrażenie, że ludzie, którzy faktycznie starają się coś osiągnąć ciężką pracą zostają uznani za tzw. "frajerów", z których wszyscy inni mają pośmiewisko. Ja sama uważam się za taką "frajerkę"... Inna stała się także dla mnie wizja przyszłości. Kiedyś miałam wiele pomysłów na to, czym będę się zajmować. Teraz nie wyobrażam sobie siebie w żadnym konkretnym zawodzie, ani w związku z kimkolwiek. Po prostu taki obraz jest dla mnie nierealny. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Ostatnio osłabło także moje zainteresowanie nauką, chociaż to jest trochę bardziej "zagmatwane" i postaram się wyjaśnić, o co dokładnie mi chodzi. Kiedyś nauka była dla mnie super ważna. Od 4 klasy stale utrzymuję pierwsze miejsce w klasie pod względem średniej, chociaż ja sama nie uważam się za tak mądrą. Uważam, że to tylko kwestia tego, kogo się ma w klasie, a osoby w mojej są naprawdę nierozgarnięte i mają bardzo olewczy stosunek do nauki, w związku z czym pierwsze miejsce jest utrzymać bardzo łatwo, jednak od pewnego czasu przestało mi na tym aż tak zależeć. Owszem, dalej walczę o pierwsze miejsce, ale nie sprawia to mi już takiej satysfakcji. Teraz nauka stała się obowiązkiem, z którego muszę się wywiązać możliwie jak najlepiej. Jeśli już przy klasie jestem muszę także wspomnieć, że mam z nią bardzo kiepskie stosunki. Dla większości nie istnieję, jedynie wtedy gdy trzeba o coś zapytać, wziąć pracę domową itp. Z resztą wcale mi na nich nie zależy - uważam, że znajomość z tymi ludźmi nie jest nic warta.... W ogóle wszelkie stosunki z ludźmi są dla mnie ciężkie. Ostatnio dostałam ofertę rozdawania ulotek, ale ją odrzuciłam (mimo iż zaproponowała mi ją własna matka). Powody były dwa: 1 - rozdawanie ulotek samemu to żadna frajda, 2 - nie chcę mieć styczności z tymi ludźmi (przechodniami). W szkole nie mam przyjaciół, poza nią - tym bardziej. Całe popołudnia i wolne weekendy przesiaduję w domu robiąc właściwie nic konkretnego. Z nikim się nie spotykam, nie ma nikogo z kim mogłabym szczerze porozmawiać. Można powiedzieć, że moją jedyną "przyjaciółką" jest matka, ale ostatnio nawet na nią zaczęłam się zamykać. Nie mówię jej o moich problemach. Z ojcem w ogóle niewiele rozmawiam. Wszystko co we mnie siedzi, musi siedzieć dalej, bo nie mam komu o tym opowiedzieć. Myślę, że głównym powodem tych wszystkich zmian we mnie jest właśnie samotność... Jestem tego pewna, ale nie staram się nic zmienić. Wiem, że mieście, w którym mieszkam nie spotka mnie nigdy nic dobrego, ale za rok mam nadzieję przeprowadzić się do dziadka, który mieszka w stolicy, chociaż tak naprawdę nie wierzę, aby to coś zmieniło. Właściwie boję się tam zamieszkać. Boję się, że nie będę tam pasować, tak jak nie pasuję tutaj. Myślę, że ta przeprowadzka (o ile do niej dojdzie) nic nie zmieni w moim życiu. W ogóle bardzo stresujące są dla mnie miejsca pełne ludzi (centra handlowe, wszelkie place); zwłaszcza młodych ludzi. Gdy przebywam wśród nich mam wrażenie, że wszyscy na mnie spoglądają, że nie pasuję do nich, że jestem od nich gorsza, mniej fajna. Gdy spoglądam na te wszystkie młodzieżowe grupki, jak świetnie się bawią, jak radośnie spędzają czas, wiem, że jestem nikim. To uczucie zwykle mi towarzyszy. Nie mam żadnej pasji, hobby, nic czemu mogłabym oddać się w całości. Jedynie nauka - taka moja już rutyna, dzięki której wypełniam czas. Szczerze mówiąc, chciałabym już być dorosła i mieć pracę, która zajęłaby resztę mojego życia. To samo każdego dnia, nic ponad to, chociaż coraz częściej od rutyny marzy mi się zniknięcie z tego świata. Nie mówię na razie o samobójstwie, ale o dematerializacji własnego "ja". O niebycie, któremu mogłabym się oddać. Zapomniałam także wspomnieć o poczuciu winy, które mnie czasami dopada, zawsze kiedy w domu wybuchają awantury. Czuję się wtedy, jak gdybym była częścią ich źródła. Przestały mnie zupełnie interesować ich powody, zwykle są takie same, ale to uczucie coraz częściej mnie dopada. Szczególnie, kiedy reaguję "nie tak" na zwierzenia matki. Wtedy narasta też we mnie gniew, spowodowany głównie tym, że ona nie domyśla się o moich "problemów", bo chyba tak można nazwać to co ostatnio przeżywam. Kilka tygodni temu nawet się pocięłam; był to pierwszy raz od trzech lat. Dzisiaj też przeszło mi to przez myśl, ale tego nie zrobiłam. Nie mam pojęcia co mnie od tego odciągnęło, po części może to, że wszyscy byli w domu... Nie wiem. Ok, jeszcze tylko dwie rzeczy i kończę moją opowieść... Chciałam dodać jeszcze tylko, że te nastroje dopadają mnie zwykle tuż po powrocie do domu ze szkoły i wieczorem. W szkole oraz we wszelkich publicznym miejscach zachowuję się dosyć normalnie. Wreszcie, na koniec, chciałam napisać o objawach fizycznych, choć nie wiem czy mają one jakikolwiek związek z tym wszystkim. Oczywiście kiedy mam te swoje podłe nastroje przeważnie towarzyszy mi lekki ból głowy i otępienie oraz coraz częściej zmęczenie. Dosyć często występuje u mnie także wieczorny ból kolan, chociaż to ponoć rodzinne, ale na wszelki wypadek wspominam o tym. I teraz pragnę powrócić do głównej myśli tematu - czy to może być wstępna faza depresji czy tylko usprawiedliwianie ewentualnego lenistwa? Cóż nie powiem, zależy mi na tym, ponieważ chciałabym wiedzieć czy naprawdę mogę zachorować na depresję czy tylko użalam się nad sobą i swoją beznadziejną osobą? Z góry dziękuję za przeczytanie i odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boli mnie połowa głowy i szyja - prawa strona

Nie wiem od czego zacząć, mam tyle objawów :( Boli mnie głowa prawa strona i szyja czasami ramię, klatka piersiowa, plecy na poziomie klatki piersiowej. Jeśli chodzi o głowę rwą mnie zęby ,kłucie w skroni albo pieczenie, drętwienie ust, czasami...

Nie wiem od czego zacząć, mam tyle objawów :( Boli mnie głowa prawa strona i szyja czasami ramię, klatka piersiowa, plecy na poziomie klatki piersiowej. Jeśli chodzi o głowę rwą mnie zęby ,kłucie w skroni albo pieczenie, drętwienie ust, czasami źle widzę na prawe oko, był moment że miałam drętwienie kości policzkowej. Badanie krwi okej tylko OB 13. Dwa razy była robiona tomografia głowy bez kontrastu i jest okej. USG Dopllera, węzłów chłonnych, ślinianek okej .Prześwietlenie odcinka szyjnego też okej. Zęby wyleczone, ostatnio zaczęły mnie boleć pachy i pod kolanami, lekarka mówi że węzły nie są powiększone. Nie wiem co mi jest:( czuję się źle i potrzebuję POMOCY. GDZIE MAM SIĘ JESZCZE UDAĆ JAKIE BADANIE ZROBIĆ? Na badania już wydałam tyle pieniędzy i nadal nic nie wiem.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz

Jak pozbyć się lęku, strachu i znerwicowania?

Mam 17 lat i od wielu lat borykam się z własnymi problemami psychicznymi, od kilku lat zmagam się z najróżniejszymi objawami nerwicy. Rok temu, po pierwszej wizycie w poradni psychiatrycznej, lekarz stwierdził u mnie nerwicę natręctw i przepisał mi lek...

Mam 17 lat i od wielu lat borykam się z własnymi problemami psychicznymi, od kilku lat zmagam się z najróżniejszymi objawami nerwicy. Rok temu, po pierwszej wizycie w poradni psychiatrycznej, lekarz stwierdził u mnie nerwicę natręctw i przepisał mi lek i terapię u psychologa. Leki rzuciłem w kąt mówiąc sobie, że mi to niepotrzebne - pewnie przez działanie leku, ale teraz wiem, co się ze mną w pełni dzieje i jak się czuję. Moje problemy polegają na tym, że kilkakrotnie myję ręce w łazience, ucisk w czaszce, bóle głowy, mrowienie i swędzenie na skórze, drganie ciała i inne objawy cielesne. Najgorsze jest to, że nie umiem poradzić sobie z myślami, te moje chore myśli, natręctwa, myśli samobójcze i zastanawianie się, co by było gdybym wskoczył pod auto i lub inne wyobrażanie krzywdy nie tylko u mnie, ale i też u innych osób, moje chore marzenia i wyobrażanie sobie jakichś miłych i szczęśliwych chwil w życiu, taki psychodeliczny śmiech, kiedy wydaje mi się, że wszystko jest w porządku i pięknie, ale wiem, że to moje wyimaginowane myśli w celu ochrony przed lękiem i frustracją. Myślę o wszystkim i nie mogę przestać myśleć o natręctwach moich, potem nie potrafię zasnąć przez kilka godzin, aż do rana. Pomału myślę, że jest ze mną coraz gorzej - nerwica postępuje, a ja czuję się coraz gorzej i słabiej. Od niedawna serce źle pracuj, miewam podwyższone ciśnienie, bóle w klatce i sercu. Czasem miewam stany depresyjne i łapie mnie przygnębienie znikąd, czuję się taki sam i smutno mi, boję się, że zostanę sam lub popełnię samobójstwo. Trzykrotnie się pokaleczyłem na ramieniu z powodu depresji. Jestem bardzo uśmiechnięty i radosny zawsze i patrzę na świat optymistycznie, ale nerwica nie daje mi w pełni cieszyć się życiem i popadam w takie stany i towarzyszące przy tym niemiłe uczucia co do mnie i martwienie się, że będzie źle i patrzę wtedy pesymistycznie na świat. Bardzo mnie meczy moja choroba, bo nie potrafię w pełni funkcjonować psychicznie i cieszyć się życiem. Unikanie kontaktów, ludzi. Myślę, że zaczęło się w podstawówce i nasiliło w gimnazjum, wtedy bylem ofiarą, wszyscy mi dokuczali, przezywali i zawsze bałem się szkoły i stresowałem bardzo. Mówiłem mamie kilkakrotnie, że boję się w szkole, a ona mnie olewała i praktycznie całe życie byłem zdany na siebie i nikt mi nie pomagał, mama mnie nigdy nie rozumiała i tak jest dalej - bardzo się kłócimy. Obarczam ja za krzywdy i ona jest winna za traumę i wieczne życie w strachu i to, że nigdy mnie nie rozumiała nie kochała i zostawiła samego bez wsparcia, dlatego teraz mam problemy i taki zamknięty i tłamszący uczucia i lęki jestem. Postanowiłem zamknąć się w sobie i unikać szkoły. Do tej pory nie potrafię wrócić do niej bojąc się, że przejdę kolejne piekło w strachu. Nie poradzę sobie przez stres i lęki związane z ciężkim dzieciństwem i traumą w szkole - wiem, ze wszystko co robię, myślę i czuję jest wywołane nerwicą, a to bardzo nade mną ciąży i w życiu sobie nie poradzę, bojąc się najgorszego, co zrobię przez presje całego życia. Bardzo chcę się pozbyć leków, strachu i znerwicowania, tylko czy dam rade? Słyszałem, że nie da się wyleczyć jej w pełni, a ja bardzo bym chciał, póki nie jest za późno - mam nadzieje ze przez ciężką pracę i leczenie będę mógł w pileni się jej pozbyć i wyleczyć, czując się bezpiecznie w domu, życiu i szkole. Dziękuję i proszę o pomoc. Andrzej  

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Lek. Jerzy Bajko
Lek. Jerzy Bajko
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Ściskanie w gardle - czy to nerwica?

Witam serdecznie, Mam na imię Adam i mam 25 lat. Więc zaczęło się to jakiś rok temu od duszącego gardła, myślałem, że to jakieś zapalenie, ale po wizycie u laryngologa nic takiego nie stwierdzono oprócz podrażnionego gardła od papierosów...

Witam serdecznie, Mam na imię Adam i mam 25 lat. Więc zaczęło się to jakiś rok temu od duszącego gardła, myślałem, że to jakieś zapalenie, ale po wizycie u laryngologa nic takiego nie stwierdzono oprócz podrażnionego gardła od papierosów (palę paczkę na 2 dni). W sumie to było ściskanie gardła, jakby mi ktoś pas zacisnął na szyi. Znowu wizyta u laryngologa i znowu nic. Potem doszły tiki mięśni w rękach, nogach i oku. Gardło raz dusiło, raz nie. Bylem u lekarza rodzinnego, zlecił podstawowe badania i przepisał leki ziołowe na uspokojenie. Badania wyszły pozytywnie. Nigdy nie chorowałem na nic specjalnego. Potem doszły kłucia w klatce i bóle serca. To już mnie przeraziło, znowu badania ekg i znowu nic. Udałem się do psychiatry, bo przeczytałem gdzieś, że to może nerwica. Lekarz ze mną rozmawiał, przepisał leki, ale ich nie kupiłem (miała pomóc sama rozmowa, nie psychotropy). Tydzień temu znowu badania i znowu wszystko ok, a moje objawy na dziś to częsty ból w okolicy serca, bóle głowy z tylu i w ogóle, osłabienie i czasem ściskanie w gardle oraz bóle stawów i karku. Okazało się, że mam nadciśnienie, mam nadzieję, że spowodowane tą nerwicą, rożnie - 150/100 i podobnie. Biorę leki ziołowe na uspokojenie i beta- bloker na ciśnienie. Po lekach mam 140/90 lub 130/80. Mam półroczną córkę i martwię się o nią i o żonę, nie chciałbym ich zostawić. Za pół roku mam wizytę u kardiologa. Dodam, że 5 lat temu przeżywałem przez 2 lata wielki stres związany z kolegami, którzy mnie zaczęli prześladować, ale nic mi nie było. Przeprowadziłem się i było ok, ale od roku mi się tak dzieje. Bardzo proszę o diagnozę. Pozdrawiam gorąco i czekam na odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam się zabić?

Od paru lat, jakichś 3, tnę się. Przeżyłam 3 rozczarowania, po których naprawdę myślałam o śmierci, ale nie odważyłam się tego zrobić - czy mam dalej o tym myśleć, czy mam sobie odpuścić? Proszę o odpowiedź
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy pisanie o swojej depresji ma sens?

Choruje na depresje. Leczę się w Przychodni Zdrowia Psychicznego od dłuższego czasu. Leczenie nie pomaga, jest coraz gorzej. Smutek jest tak wszechogarniający, że całkowicie zawładnął moim życiem. Wszystko straciło swój sens. Chciałabym usnąć i już się nie obudzić. Namawiają mnie...

Choruje na depresje. Leczę się w Przychodni Zdrowia Psychicznego od dłuższego czasu. Leczenie nie pomaga, jest coraz gorzej. Smutek jest tak wszechogarniający, że całkowicie zawładnął moim życiem. Wszystko straciło swój sens. Chciałabym usnąć i już się nie obudzić. Namawiają mnie na leczenie na oddziale, ale co potem? Zwolnienie od psychiatry to murowana utrata pracy, a w związku z tym miliony problemów, zwłaszcza finansowych. Przecież to tylko pogorszy mój stan. Może lepiej usnąć? Mam męża i dzieci, oni mnie kochają, a ja nie widzę sensu w tej miłości. Zastanawiam się czy nie zacząć prowadzić pamiętnika,w którym codziennie opisywać będę mój stan. Czy takie uzewnętrznienie mojego chorego wnętrza ma jednak sens? Może będzie jeszcze gorzej? Z drugiej strony - jak zmusić się do takiego codziennego rytuału? Nie chcę by moi bliscy widzieli moją bezradność, oni przecież widząc mnie taką też muszą cierpieć.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Brak akceptacji siebie i otoczenia - jak wrócić do siebie?

Witam, Mam 20 lat, jestem kobietą i nie potrafię znaleźć swojego miejsca na świecie. Ani w domu, ani na uczelni, nawet gdy wychodzę do sklepu nie czuję się do końca świadoma, że właśnie np. wychodzę do domu. Co to jest?...

Witam, Mam 20 lat, jestem kobietą i nie potrafię znaleźć swojego miejsca na świecie. Ani w domu, ani na uczelni, nawet gdy wychodzę do sklepu nie czuję się do końca świadoma, że właśnie np. wychodzę do domu. Co to jest? W środę mam kolokwium ze statystyki, chciałabym je dobrze napisać, ale nie mogę się na niczym skupić, choć starałam się czytać systematycznie materiał, który przerabialiśmy. Mam jeszcze 3 poprawkę z prawa choć również uczyłam się do niego systematycznie. Nie mam już siły do tego prawa. Ponadto jakoś nie bardzo radzę sobie z zaakceptowaniem siebie i otoczenia. Nie do końca jestem w stanie określić swojego położenia w czasie i w przestrzeni. Na zajęciach w zasadzie nie wiem co się dzieje, jestem jakaś rozkojarzona, nie wiem. Nie wiem co to jest. Wydaje mi się poza tym, że od pewnego czasu (dokładnie od, hmm, 2 lat) nie jestem już sobą. To takie dziwne, nie podoba mi się to, ale zupełnie nie wiem jak to mogę zmienić. Nie wiem, coś jest ze mną nie tak. Już nie wiem o co chodzi w życiu. O co chodzi? No i mam jeszcze wszystkie objawy depresji. Wczoraj, gdy się obudziłam, to nie wiedziałam już co robić i przeleżałam pół dnia, a potem mama na mnie krzyczy, że nic nie robię. A ja po prostu nie mogłam się skupić. Nie wiedziałam, czy trzeba wstać, iść do szkoły czy co. No nie wiedziałam. Chciałabym znowu być sobą, tylko nie wiem jak tego dokonać. Kurczę, kiedyś to w ogóle taka nie byłam, miałam dużo znajomych i lubiłam się uczyć, a teraz życie jest takie szare, napiszę nawet, że beznadziejne dla mnie. Wkurzam się na siebie za siebie, no że taka jestem inna, że nie jestem sobą (bo wolałabym być zawsze sobą), no ale potem nie wiem co dalej. Nie wiem jak się zmienić. Dziwne to wszystko. Muszę się głębiej nad sobą zastanowić. Nie rozumiem po co ja, ten świat i po co to wszystko skoro nie wiadomo kim się w rzeczywistości jest. Tymczasem proszę o jak najszybszą pomoc. Będę wdzięczna za wszelkie cenne wskazówki.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak przekonać mamę, że muszę poddać się leczeniu?

Dwa lata temu wykryto u mnie schizofreniczne zaburzenia depresyjne. Objawiło się to ponad pół roczną depresją, oraz urojeniami. Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Odizolowałam się od ludzi, jednak potem zaczęły się przepłakane całe noce i dnie, totalna...

Dwa lata temu wykryto u mnie schizofreniczne zaburzenia depresyjne. Objawiło się to ponad pół roczną depresją, oraz urojeniami. Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Odizolowałam się od ludzi, jednak potem zaczęły się przepłakane całe noce i dnie, totalna obojętność na wszystko. Myśli samobójcze towarzyszyły mi każdego dnia, zresztą towarzyszą do dziś. Miałam wiele prób samobójczych, które niestety się nie udały. Były również urojenia. Był to zawsze męski głos, który mówił mi, abym się nie bała. Do tego często dochodziło uczucie oddechu na karku. Cały czas mam myśli samobójcze. Moja mama sądzi, że wszystko jest już dobrze, jednak to mi nie przechodzi, mimo że biorę leki. Mój terapeuta mówi, że powinnam wyjechać do szpitala psychiatrycznego, gdyż pomogłoby mi to. Co mam zrobić by przekonać do tego moją mamę?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Budzę się z krzykiem - co może być przyczyną?

Witam! Mam 36 lat jestem mężczyzną. Od jakichś 10 lat choruję na nerwicę. Regularnie chodzę do psychiatry i albo w moim mieście są słabi lekarze, albo już nikt nie może mi pomóc. Mój problem polega na tym, że gdy...

Witam! Mam 36 lat jestem mężczyzną. Od jakichś 10 lat choruję na nerwicę. Regularnie chodzę do psychiatry i albo w moim mieście są słabi lekarze, albo już nikt nie może mi pomóc. Mój problem polega na tym, że gdy już prawie przysypiam, jestem wyluzowany i spokojny, zrywam się nagle z krzykiem, gdyż wydaje mi się, że umieram. Następuje wtedy potężne kołatanie serca i ból w klatce piersiowej. Mam wrażenie, że dostaję zawału serca lub jakiegoś wylewu. Lęk jest wtedy bardzo paniczny i mam najgorsze obawy. Takie (zawały) miewam kilka razy w nocy. Zasypiam nad ranem i budzę się strasznie zmęczony. Tabletek jakie zażywałem lub zażywam było całe mnóstwo - zjadłem ich chyba więcej niż 80-latkowie. Obecne to beta bloker i dwa leki przeciwdepresyjne z grupy TLPD i doraźnie, w najgorszych kryzysach, lek z grupy benzodiazepin. Wiem, że ten ostatni uzależnia, ale połykam go coraz częściej, gdyż wydaje mi się, że jako jedyny coś mi pomaga. Bardzo proszę o jakąś radę, gdyż nie potrafię już z moją chorobą żyć. Nadmienię jeszcze, że sytuację rodzinną i finansowa mam bardzo dobrą i z tego powodu nie miewam jakichś stresów itp.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Wiem, że któregoś dnia na pewno coś sobie zrobię. Co się ze mną dzieje?

Witam, mam 18lat. Od pewnego czasu jestem bardzo nerwowa, gdy np. dowiem się po fakcie o czymś, co dla mnie jest istotne, wpadam w furię, krzyczę, płaczę, mam myśli samobójcze - wiem, że moje otoczenie strasznie to męczy, ale ja...

Witam, mam 18lat. Od pewnego czasu jestem bardzo nerwowa, gdy np. dowiem się po fakcie o czymś, co dla mnie jest istotne, wpadam w furię, krzyczę, płaczę, mam myśli samobójcze - wiem, że moje otoczenie strasznie to męczy, ale ja nie potrafię przestać. Mam kilka problemów, ale ma je każdy. Nigdy podczas kłótni czy nawet zwykłej rozmowy nie płakałam, z reguły nigdy nie płakałam, ale teraz jest inaczej - nawet jak mi chłopak powie, że mnie kocha, ja potrafię się z tego powodu popłakać. Nie daje sobie z tym rady. Wiem, że któregoś dnia na pewno coś sobie zrobię, bo nie wytrzymam już. Dodam, że mój tata ma nerwicę, ale nigdy nie miał takich lub chociaż w połowie podobnych objawów do moich. Proszę o pomoc - ja naprawdę się z tym strasznie męczę i długo tak dalej nie pociągnę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Depresja
Patronaty