Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 8 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Pogorszenie objawów depresji w trakcie sterydoterapii?

Witam. Od stycznia (ponownie) leczę się na zaburzenie depresyjno-lękowe (lek z grupy SSRI, łagodny lek uspokajający + psychoterapia). Było już okej, ale... Ostatnio w związku z zapaleniem ucha dostałem "psikadło do nosa" - kortykosteroid (w sumie to z 10...

Witam. Od stycznia (ponownie) leczę się na zaburzenie depresyjno-lękowe (lek z grupy SSRI, łagodny lek uspokajający + psychoterapia). Było już okej, ale... Ostatnio w związku z zapaleniem ucha dostałem "psikadło do nosa" - kortykosteroid (w sumie to z 10 dni używany, małe dawki, 400, a potem 200 mg). Wiem, że kortykosteroidy podawane doustnie (czy dożylnie) często powodują depresję/pogarszają stan już na nią chorych. Wziewne, co do zasady, takich objawów nie powinny powodować, szczególnie w małych dawkach i przy krótkim stosowaniu (acz, z tego co udało mi się wyczytać, nie jest to wykluczone). I teraz moje pytanie: czy to możliwe, że to ten lek sterydowy spowodował pogorszenie? Wiem, że czynników może być masa. Ale obniżenie nastroju jest bardzo gwałtowne, i bardzo wyraźne (niestety) i wystąpiło w trakcie stosowania (sam koniec) i nadal się utrzymuje po odstawieniu (tydzień). Na koniec chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jest to moja autosugestia - bo nie wiedziałem o tej "właściwości" tych leków aż do zakończenia brania (inaczej pewnie moje lęki powiedziałyby "nie bierz!" ;) ).

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Incydenty zakrzepowo-zatorowe

Witam. Moje pytanie dotyczy incydentów zakrzepowo-zatorowych. Jestem pacjentką z napadowym migotaniem przedsionków. Z tego powodu występowały u mnie przemijające niedokrwienia mózgu oraz zaburzenia widzenia w jednym oku. Przez neurologa zostało to zdiagnozowane jako TIA. Tętnice dogłowowe nie wykazują patologii. Moje...

Witam. Moje pytanie dotyczy incydentów zakrzepowo-zatorowych. Jestem pacjentką z napadowym migotaniem przedsionków. Z tego powodu występowały u mnie przemijające niedokrwienia mózgu oraz zaburzenia widzenia w jednym oku. Przez neurologa zostało to zdiagnozowane jako TIA. Tętnice dogłowowe nie wykazują patologii. Moje problemy związane są z zaburzeniami pracy serca i zatorowością serca pochodną. Miesiąc temu na przedramieniu nagle pojawił się duży guz wielkości orzecha włoskiego z bardzo dużym wylewem. Guz był w dotyku bardzo bolesny oraz pod skórą wyczuwałam ostre wypukłości. Od guza prowadziła żyła, która była nabrzmiała i twarda. Dopiero teraz po ponad miesiącu objawy, jakich doznałam, ustępują, chociaż nadal wyczuwam pogrubiałą żyłę. Nadmieniam, że nie doznałam urazu. Nie wiem na skutek czego to wystąpiło. Nadmieniam, że w czasie, kiedy to się stało, byłam na C***. Lekarz okulista, u którego byłam akurat kilka dni po incydencie, po obejrzeniu stwierdził, że to był zator. Proszę mi powiedzieć, czy ma to coś wspólnego z zatorowością opisaną na początku mojego listu?

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Przesadzam, czy to depresja?

Witam, mam 19 lat. (Z góry przepraszam za tak obszerny opis, ale chyba czuję potrzebę wygadania się komuś). Od dłuższego czasu (kilku lat) życie sprawia mi problem. Nie potrafię odnaleźć się. Bywają lepsze momenty i gorsze, ale sensu życia odnaleźć...

Witam, mam 19 lat. (Z góry przepraszam za tak obszerny opis, ale chyba czuję potrzebę wygadania się komuś). Od dłuższego czasu (kilku lat) życie sprawia mi problem. Nie potrafię odnaleźć się. Bywają lepsze momenty i gorsze, ale sensu życia odnaleźć nie potrafię. Wszystkim bardzo szybko się nudzę i szybko się poddaję. Z góry zakładam, że nic mi się i tak nie uda i że to i tak bez sensu. Jest coraz gorzej. Mam problemy z koncentracją i pamięcią. Ciągle coś gubię, wszystko, co się da, a czasami zupełnie czegoś nie zanotuję. Mam problemy z nauką, bo nie potrafię skupić uwagi dłuższy czas na czymś, szybko tracę zainteresowanie. Mam problem ze znajomymi, raczej unikam ludzi. Właściwie to uważam, że wielu jest fałszywych, a świat jest ogólnie zły, więc to nie ma sensu. No i wydaje mi się, że ja jestem zła i że nikt tak naprawdę mnie nie lubi. Wolę się zamknąć w moim pokoju. Tu czuję się bezpiecznie. Raczej z niego nie wychodzę. Jestem ciągle zmęczona i nie mam na nic siły zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Unikam jakiejkolwiek aktywności. Fizycznej, społecznej. Nie lubię podejmować trudnych decyzji...a właściwie jakichkolwiek, jeśli się da staram się, aby inni za mnie je podejmowali. Jestem niezrównoważona emocjonalnie i właściwie to jest głównym powodem, dla którego piszę. Ciągle źle się czuje, cały czas mnie coś boli. Cały czas marudzę, wszystko skazane jest na porażkę. Jestem bardzo agresywna. Reaguję bardzo impulsywnie. Jeśli ktoś mnie irytuje, często atakuję (ale bliskich, nie to, że rzucam się na obcych). Mam chłopaka. Jest mi bardzo bliski. Problem w tym, że za bliski. Mam obsesję. Ciągle się na niego gniewam. Za wszystko. Bo: Nie pisze smsów, bo nie przyszedł na odpowiednią godzinę, bo poszedł gdzieś z kolegą, bo...właściwie nie mam powodów, nawet nie wiem co przytoczyć. Złoszczę się na niego okropnie, ciągle powtarzam, że mnie nie kocha, że mu się nie podobam, że mu na mnie nie zależy. A on to znosi cierpliwie póki co i robi wszystko jak należy, ale boję się, że długo tego nie wytrzyma...albo ja nie wytrzymam. Bo mam dość tego ciągłego złoszczenia się. I to bez powodu, a ja zaraz wpadam w panikę, jak tylko godzinę nie pisze do mnie. Wręcz wpadam w histerię...boję się, że mnie zdradzi bądź zostawi, że to nieuniknione. Chciałabym przebywać z nim 24h/dobę. Bo przy nim wszystko jest inne. Lepsze. Jak go nie ma, wszystko znowu mnie przytłacza. Nie widzę zupełnie swojej przyszłości, mam wrażenie, że niedługo umrę. W sumie często chcę tego. Boli mnie moja bierność. Okropnie. Nie brakuje mi niczego, a jednak ciągle odczuwam, że jestem nieszczęśliwa. Nie chcę tego i nie chcę już tak dłużej żyć. Często mam problemy ze snem. Budzę się w nocy. Zazwyczaj zdarza się to, jak jestem wolna. Gdy nie mam partnera, to praktycznie cały czas nie śpię po nocach. Gdy go znajdę, przynajmniej śpię spokojniej. Ale przepraszam go po jakimś czasie. Staję się nieznośna, tak aby mnie zostawił. Nie mam pojęcia czemu. Czy miewam myśli samobójcze? Oczywiście, chyba każdy czasami o tym myśli, ale odrzucam je. Mam zbyt kochających mnie bliskich, abym mogła im to zrobić. Ale właściwie czekam na śmierć. Zamykam się w pokoju i czekam. Chciałabym coś zmienić, ale nie mam siły oraz jestem za mało konsekwentna. Szczerze nie wydaje mi się, aby ktoś mógł mi pomóc. Chcę jednak spróbować, bo jeśli czegoś nie zrobię, to oszaleję. Zniszczę się. Proszę o odpisanie i poradę. Czy jest ze mną coś nie tak, czy da się temu zarazić, czy po prostu jestem takim beznadziejnym typem oraz czy wybrać się do jakiegoś specjalisty? Z góry dziękuję i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to nerwica natręctw i czy w tej sytuacji terapia psychodynamiczna jest wskazana?

Witam:) Od 2 lat, najpierw raz, następnie dwa razy w tygodniu, chodzę na psychoterapię psychodynamiczną. Moim problemem zdiagnozowanym przez lekarza psychiatrę jest nerwica, ale nie powiedziano mi wtedy jaki rodzaj, od tamtego czasu jednak upłynęło 7 lat, dużo się zmieniło...

Witam:) Od 2 lat, najpierw raz, następnie dwa razy w tygodniu, chodzę na psychoterapię psychodynamiczną. Moim problemem zdiagnozowanym przez lekarza psychiatrę jest nerwica, ale nie powiedziano mi wtedy jaki rodzaj, od tamtego czasu jednak upłynęło 7 lat, dużo się zmieniło i nie wiem, czy przypadkiem nie przerodziło się to w nerwicę natręctw połączoną z depresją. Niestety psychoterapeutka jest bardzo powściągliwa. Pytana, czy to natręctwa odpowiada pytaniem na pytanie. Jednak postaram się pokrótce opisać mój problem. Mianowicie 2 lata temu poznałam mężczyznę, z którym się związałam. Przez to opuściłam mojego męża, choć w pełni zdawałam sobie sprawę z tego, że to co robię, jest zupełnie niedorzeczne, a pchały mnie do tego właśnie, ja bym to nazwała, obsesyjne, natrętne myśli o tym mężczyźnie. Proszę Państwa, sytuacja wygląda tak, że ja myślę o tym człowieku non stop, zasypiając i budząc się, myślę tylko o nim i o wszystkim, co jest z nim związane. Jeśli cokolwiek zakłóca lub uniemożliwia mi kontakt z nim, czuję niepokój i napięcie. Jakikolwiek brak zainteresowania z jego strony moją osobą powoduje to samo. Ciągle do niego dzwonię, kontroluję, co robi, gdzie tylko mogę. Jeśli nawet staram się odwrócić uwagę od tego, gdzieś ciągle w głowie kołacze się on i myśli o nim. Jest to dla mnie sytuacja niezmiernie wyczerpująca, całkowicie odizolowałam się od ludzi, zamykam w pokoju, siedzę i myślę, ale myśli krążą właśnie wokół niego, jak również wobec bezsensu tego, co robię, że to nie ma sensu, że powinnam być z mężem i mieć normalne życie, że zaniedbuję mojego syna, zdając sobie sprawę, że dla niego tak wielka zmiana jak zamieszkanie z obcym człowiekiem jest również stresujące. Tak naprawdę mam już dość, jestem wyczerpana psychicznie i fizycznie – schudłam 7 kg. Wróciłabym do męża, wiem, że mogę, ale jak tylko o tym pomyślę, od razu czuję lęk, że nagle go zabraknie bądź znajdzie sobie inną kobietę, co jest logiczne. Sytuacja staje się nie do zniesienia. Od roku nie biorę żadnych leków, ale w tej sytuacji mimo psychoterapii myślę, że powinnam zacząć znów farmakoterapię połączoną z psychoterapią. Nie płaczę i nie mam myśli samobójczych, jedyne co robię, czy aż, to ciągle chcę mieć z nim kontakt i kontroluję go na każdym kroku. Jestem zupełnie odizolowana, pracuję na pół etatu, choć mogłabym więcej, ale ze względu na niego ciągle chcę być w domu. Wiem, to chore, mnie po prostu nie ma, jest tylko on... i wiem, że to nie jest miłość, raczej choroba. Mam pytanie: czy może być to nerwica natręctw, bo jak się obserwuję, to wszystko na to wskazuje i czy nie powinnam zmienić rodzaju psychoterapii na behawioralną? Jest jeszcze jedno, co chciałabym dodać – od 4 lat mieszkam w Londynie, kontakt z polskimi psychologami i psychiatrami jest utrudniony, ponieważ za wszystko trzeba zapłacić i nie ma tu aż takiego dużego wyboru jak w Polsce, dlatego zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc w szerszym wyjaśnieniu mojej przypadłości. Bardzo dziękuję i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak długo brać leki?

Witam. Mam 28 lat. Pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, depresja z zaburzeniami lękowymi zaczęła się rozwijać w wieku ośmiu lat, bo wtedy zaczęły się awantury między rodzicami. Potem około 12 roku życia miałam częste myśli samobójcze. To była około 3-4-letnia duża...

Witam. Mam 28 lat. Pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, depresja z zaburzeniami lękowymi zaczęła się rozwijać w wieku ośmiu lat, bo wtedy zaczęły się awantury między rodzicami. Potem około 12 roku życia miałam częste myśli samobójcze. To była około 3-4-letnia duża depresja. Podjęłam psychoterapię w wieku 16-17 lat w MOP-ie, 2 lata, potem CBT 1,5 roku. Jestem już 6 lat na psychoterapii długoterminowej w poradni zdrowia psychicznego. Leki antydepresyjne brałam przez 4 lata, przerwałam na 3 lata samodzielnie i obecnie doświadczam pogorszenia stanu zdrowia i jeszcze gorszy stan niż 4 lata temu, jak brałam leki. Muszę dalej kontynuować leczenie lekami antydepresyjnymi? Chciałam zapytać, czy bezpieczne jest branie leków przez 15-30 lat? Bo ja myślę, że w przypadku, gdy u osoby bardzo wcześnie pojawiły się problemy psychiczne, to i leczenie będzie trwać wyjątkowo długo. Czy rzeczywiście istnieje taka zależność? I czy zdarza się, że chory przyjmuje 20-30 lat antydepresanty?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Prognozy wyzdrowienia

Serdecznie dziękuję za ostatnią odpowiedź, jednak czuję niedosyt. Chciałabym jeszcze raz zapytać o prognozy wyzdrowienia w sytuacji, gdy u mnie wystąpił epizod dużej depresji w dzieciństwie, 3-4-letni w wieku 11-12 lat, wcześniejszy okres tzn. od początku szkoły podstawowej były lęki...

Serdecznie dziękuję za ostatnią odpowiedź, jednak czuję niedosyt. Chciałabym jeszcze raz zapytać o prognozy wyzdrowienia w sytuacji, gdy u mnie wystąpił epizod dużej depresji w dzieciństwie, 3-4-letni w wieku 11-12 lat, wcześniejszy okres tzn. od początku szkoły podstawowej były lęki społeczne. Kiedy wygasła duża depresja, to również przeżywałam coś w rodzaju lekkiej depresji, dystymii (spowolnienie, brak koncentracji, smutek spowodowany odrzuceniem przez rówieśników) oraz lęki społeczne. Może jestem szczególnym przypadkiem, bo poczułam się "zdrowa psychicznie" dopiero gdy zaczęłam brać leki antydepresyjne w wieku 21 lat. Dzięki lekom poczułam prawdziwy spokój, którego nigdy wcześniej nie zaznałam bądź nie pamiętam, bym zaznała, zdolność do koncentracji, nauki. Brałam leki antydepresyjne co prawda trzy lata, kolejne trzy lata nie brałam. Jednak w okresie tych lat, kiedy nie brałam, naiwnie wierzyłam, że ich nie potrzebuję i że mogę żyć bez leków, ale oszukiwałam się. Przez te trzy lata zrozumiałam, że nie potrafię sprawnie funkcjonować; zawaliłam studia, pracę, mając 28 lat, czuję się jak schorowana staruszka, brak mi energii, brak motywacji do życia i w konsekwencji nasilają się objawy depresyjne. Może i użalam się, ale rzeczywiście "normalnie" to ja się zaczęłam czuć, mając 21 lat, kiedy przyjmowałam leki. Chciałam zapytać, czy w tym przypadku jest możliwa remisja? Czy raczej bardzo długa psychoterapia i leki? Chciałabym dalej napisać o fakcie, że antydepresanty wpływają istotnie na osobowość. Jestem osobą bardzo nieśmiałą, natomiast gdy brałam leki, stawałam się osobą rozmowną, przestałam bać się ludzi. Czyli stawałam się trochę przeciwieństwem siebie. Odkrywałam swój potencjał. Do tego opisu chciałam dodać pytanie, czy możliwe jest dojście do takiego "poczucia szczęścia", zadowolenia z siebie w toku psychoterapii? Czy raczej trzeba się liczyć z tym, że nie jest możliwe wywołanie stanu szczęścia, zadowolenia z siebie, wytrwałości w pracy, spokoju, takiego samego jak na lekach, tylko bez leków?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to jest depresja, czy fobia społeczna, a może jedno i drugie?

Witam serdecznie! Mam prawie 33 lata i właściwie nie wiem, od czego zacząć, spróbuję więc od początku. Od kiedy pamiętam, zawsze miałem problemy w trakcie spotykania się z ludźmi w grupie (chodzi o osoby obce), jak ktoś się do mnie...

Witam serdecznie! Mam prawie 33 lata i właściwie nie wiem, od czego zacząć, spróbuję więc od początku. Od kiedy pamiętam, zawsze miałem problemy w trakcie spotykania się z ludźmi w grupie (chodzi o osoby obce), jak ktoś się do mnie odzywał, robiłem się np. czerwony na twarzy, jak mnie stresowało coś bardzo, to się pociłem dodatkowo bardzo i tak mi zostało do dzisiaj, myślałem, że to przejdzie z wiekiem  – nie przeszło. To tyle z dawnej przeszłości. Jeżeli chodzi o obecną sytuację, od ponad roku nie pracuję, mimo że wcześniej byłem bardzo doceniany przez pracodawcę, dostawałem awanse. Po ostatnim awansie wytrzymałem 3 miesiące i się zwolniłem. Powodem było to, że czułem ogromną presję, żeby dobrze wypaść, żeby ktoś o mnie źle nie pomyślał, byłem ciągle spięty, nie wytrzymałem, ale patrząc teraz z dystansu, nie miałem do tego powodu. Ale się zwolniłem, mówiąc, że dostałem inną ofertę pracy, ale nie była to prawda. Boję się wysyłać gdziekolwiek oferty, bo boję się, że się nie nadaję. Mam takie poczucie marnowania czasu, ostatnio nawet boję się jak telefon zadzwoni!!! Irytują mnie głośne dźwięki, jestem ostatnio ciągle bardzo podenerwowany, nie chce mi się wychodzić z domu, najchętniej siedziałbym przed komputerem, w domu czuję się najbezpieczniej. Od roku powinienem się zapisać do pośredniaka, nie zrobiłem tego, bo się boję kontaktu z człowiekiem w pośredniaku, że będę musiał się tłumaczyć, czemu się zwolniłem i co ostatnio robiłem. Czuję się, jakbym miał coraz mnie siły. Mam nadzieję, że częściowo mi pomożecie, jestem z Wrocławia, może znacie kogoś, kto byłby w stanie mi pomóc. Pozdrawiam Damian

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nerwica,depresja i myśli samobójcze

Witam, mam 26 lat i mieszkam w domu z mężem i teściami i tutaj właśnie zaczyna się mój problem. Z mężem mieszkamy na piętrze, lecz bardzo często dochodziło do sytuacji, kiedy teść po prostu wchodził sobie do nas i wszędzie...

Witam,

mam 26 lat i mieszkam w domu z mężem i teściami i tutaj właśnie zaczyna się mój problem. Z mężem mieszkamy na piętrze, lecz bardzo często dochodziło do sytuacji, kiedy teść po prostu wchodził sobie do nas i wszędzie szperał, po kilkudziesięciu rozmowach z mężem, a jego z teściem, wycieczki się skończyły, lecz ciągle jest coś... Teść wtrąca się w to, co nie potrzeba, wchodzi, gdy do nas przyjeżdżają znajomi lub fachowcy i zaraz się wtrąca.

Jestem osobą nerwową, wręcz bardzo, i takie sytuacje doprowadzają mnie do furii. Od razu zaczynają mi się trząść ręce i wtedy rzucałabym wszystkim i darła się w niebo glosy. Moj mąż jest z charakteru bardzo spokojnym i bezkonfliktowym człowiekiem, doprowadza to mnie do jeszcze większej furii w sytuacjach, gdy chciałabym, żeby on zainterweniował, a wszystko stara się tylko załagodzić, a jak już to nakrzyczeć, ale przypadkiem tak, żeby nie było potem, jak on to mówi, dziwnej sytuacji w domu. Ale dla mnie to już jest wszystko dziwne. Znalazłam się w obcym domu, gdzie panują warunki, do których nie byłam przyzwyczajona.

Teściowie nigdy nie pomagają, tylko utrudniają nam życie. Nie raz usłyszałam od teścia słowa, że ja nie mam tu nic do powiedzenia, że mam się nie wtrącać, a kiedyś to nawet mnie wyzwał przy ludziach. Czuję się okropnie, chciałabym się wyprowadzić, lecz nie mamy na to pieniędzy, czuję, że mąż boi się swojego ojca, dlatego nie interweniuje tak, jak bym tego chciała. Mam już dosyć, ciągle jestem podenerwowana, płaczliwa i brak mi chęci do życia. Z teściem się nie odzywam, jak mijam go na placu, to cala się trzęsę z nerwów. Ostatnio nachodzą mnie w dodatku myśli samobójcze. Proszę o pomoc. Zastanawiałam się nad wizytą u psychologa, lecz mnie na nią nie stać. Może są jakieś bezpłatne poradnie w województwie śląskim?

odpowiada 2 ekspertów:
 Paulina Witek
Paulina Witek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Czemu jestem tak nerwowa?

Witam. Ostatnio wcale nie układa mi się w życiu... Nie dogadujemy się wcale z mężem... każda kłótnia powoduje u mnie ogromne wycieńczenie psychiczne. Po każdej z kłótni potrafię płakać cały dzień, jestem roztrzęsiona i okropnie nerwowa. W ogóle nie czuję...

Witam. Ostatnio wcale nie układa mi się w życiu... Nie dogadujemy się wcale z mężem... każda kłótnia powoduje u mnie ogromne wycieńczenie psychiczne. Po każdej z kłótni potrafię płakać cały dzień, jestem roztrzęsiona i okropnie nerwowa. W ogóle nie czuję się rozumiana przez męża. Jeszcze tak niedawno nie przeżywałam kłótni aż tak emocjonalnie, pokłóciliśmy się, to się pokłóciliśmy, potrafiłam nie odzywać się do niego i tyle, a teraz? Każdą kłótnię ogromnie przeżywam, cała się trzęsę, zalewa mnie podczas kłótni pot, gdy wpadam w nerwy, pojawia mi się też szum w uszach, mam tak wszystkiego dość, że po ostatniej kłótni z mężem, aż żyć mi się odechciało... stwierdziłam, że chyba już nie będzie lepiej nigdy między nami... Po ostatniej naszej kłótni odechciało mi się sprzątać w mieszkaniu, zająć dzieckiem, wyjąć prania z pralki, nawet kładąc się spać, nie umyłam się, miałam wszystko gdzieś... przeryczałam cały dzień i pół nocy, tak to wszystko przeżyłam... Nawet późniejsza rozmowa z mężem nie uspokoiła mnie za bardzo, co kiedyś mi pomagało bardzo po naszej kłótni... Od momentu ostatniej kłótni wszystko stało mi się obojętne, mam wszystkiego dość, już nie daję rady... Czemu tak nerwowo reaguję na wszystko? Kiedyś tak nie przeżywałam aż tak bardzo tego wszystkiego? Czy psychoterapia tu może pomóc? Abym tak wszystkiego bardzo nie brała do siebie? Nie przejmowała się tym wszystkim? Dodam też, że 6 miesięcy temu urodziłam dziecko, czy to może także mieć wpływ na moją nerwowość? Proszę o radę...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Poczucie wypalenia

Kobieta 40 lat, z zawodu menadżer. Walczę z sobą, aby chciało mi się chcieć od kilku lat. Są okresy lepsze - wakacje, wiosna i gorsze. Zaczyna się w październiku i trwa niestety coraz dłużej, teraz maj i dalej to samo...

Kobieta 40 lat, z zawodu menadżer. Walczę z sobą, aby chciało mi się chcieć od kilku lat. Są okresy lepsze - wakacje, wiosna i gorsze. Zaczyna się w październiku i trwa niestety coraz dłużej, teraz maj i dalej to samo (tak jest od kilku lat). Próbowałam już wakacji jesiennych, spotkań towarzyskich, sportu, zakupów, ale to nic nie daje. Nic mi nie daje radości. To wszystko powoduje, że nie lubię siebie. Przy tym jedyne przyjemności to jedzenie i alkohol i oczywiście efektem tego jest nadwaga. Staram się tłumaczyć sobie jest OK, dobrze żyjesz, zobacz ile zła i biedy dookoła, a ty wymyślasz sobie problemy. Weź się w garść i nie użalaj się nad sobą. Ale nie potrafię sama siebie przekonać i zacząć działać. Jedyne co mnie trzyma do pionu to poczucie obowiązku. Rano wstaję bez radości, bo muszę. Potem praca - jedyne co pozwala mi oderwać się od siebie. Nie chodzę do sklepu, bo wydaje mi się, że wyglądam tak potwornie, że szkoda wydawać pieniędzy. Zakupy zazwyczaj robi mąż. Nie lubię uczestniczyć w imprezach towarzyskich - bo wyglądam upiornie. Nic mi się nie chce i nic nie sprawia mi radości. Przychodzę z pracy, przebieram się i kładę z pilotem na kanapę, często sięgam po alkohol. Od 15 lat pracuję na wysokich stanowiskach kierowniczych. Czuje się wypalona i mam ochotę zostawić wszystkich i najlepiej uciec gdzieś najdalej, ale czy można uciec od siebie?

Brak uczuć...

Witam, jestem młodym chłopakiem mającym dopiero 17 lat, ale czuję się od kilku miesięcy tak, jakbym miał przynajmniej większość życia za sobą. Trwa to już od ponad roku. Kiedyś byłem osobą pełną energii, miałem pasje i oddawałem się temu w...

Witam, jestem młodym chłopakiem mającym dopiero 17 lat, ale czuję się od kilku miesięcy tak, jakbym miał przynajmniej większość życia za sobą. Trwa to już od ponad roku. Kiedyś byłem osobą pełną energii, miałem pasje i oddawałem się temu w całości. Wybrałem nawet szkołę, bym mógł rozwijać swoje zainteresowania. Przedtem miałem bardzo rozwiniętą empatię, nie miałem problemu z odczytywaniem czyichś uczuć, potrafiłem dobrze utożsamić się z osobą, która ma kłopot. Przed rokiem nie miałem żadnych problemów z nauką, z zapamiętaniem oraz z koncentracją. Teraz jest zupełnie inaczej, nie czuję emocji, uczuć - zupełna pustka. Czasami mózg podpowiada mi, że powinienem czuć smutek, współczucie, radość, stres, lecz nic nie czuję, tak jakby coś się we mnie zablokowało. Nie mam kłopotów ze snem, wręcz przeciwnie, non stop mógłbym spać, leżeć w bezczynności. Proste czynności powodują u mnie duży wysiłek. Marzę o tym, by znów wstać i poczuć energię oraz siłę, poczuć, aby coś. Błagam o pomoc. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Problemy po rozwodzie rodziców

Mam 15 lat. Od 3 lat moi rodzice nie są razem. Od tego czasu mam wahania nastroju, raz jestem wesoła, raz smutna, płaczę z byle powodu, obwiniam się o wszystko, kiedyś miałam nawet myśli samobójcze, nie potrafię z nikim o...

Mam 15 lat. Od 3 lat moi rodzice nie są razem. Od tego czasu mam wahania nastroju, raz jestem wesoła, raz smutna, płaczę z byle powodu, obwiniam się o wszystko, kiedyś miałam nawet myśli samobójcze, nie potrafię z nikim o tym rozmawiać, nie mam na nic ochoty, nawet na spotkania z przyjaciółmi. Udaję, że wszystko jest w porządku, chociaż w rzeczywistości czuję się okropnie. Czy to może być depresja? Jeśli tak, to co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper
Dotyczy: Neurologia Depresja

Brak chęci do życia...

Problem polega na tym, że nie mam w ogóle chęci do życia i nie wiem, dlaczego. I nie wiem, czego chcę od życia. Nie pracuję i nie mam drugiej połówki, nie potrafię się zakochać. Mam dopiero 22 lata - w...

Problem polega na tym, że nie mam w ogóle chęci do życia i nie wiem, dlaczego. I nie wiem, czego chcę od życia. Nie pracuję i nie mam drugiej połówki, nie potrafię się zakochać. Mam dopiero 22 lata - w tym wieku powinienem cieszyć się życiem, a jest zupełnie odwrotnie, wszystko mnie przygnębia, nie widzę najmniejszego sensu życia. Jedyne, co mnie przy nim trzyma, to rodzina i nic poza tym. Nie wiem, co z tym zrobić, nie wiem, do kogo z tym iść?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Pomagam innym, ale sama sobie nie radzę. Jak szukać radości?

Wiem, że mam depresję i jakoś staram się sama sobie radzić (no, może nie do końca, bo byłam już u psychiatry). Leki, które mi przepisała Pani Doktor, na mnie chyba wcale nie działają. Do tego mam okropne problemy z...

Wiem, że mam depresję i jakoś staram się sama sobie radzić (no, może nie do końca, bo byłam już u psychiatry). Leki, które mi przepisała Pani Doktor, na mnie chyba wcale nie działają. Do tego mam okropne problemy z nadciśnieniem, które teraz się bardziej wzmogło. Praca była moim azylem od problemów, tam czułam się dobrze, pracowałam po 11 godz. Teraz tylko w domu. Nic mnie nie cieszy i to, że mieszkam w małej miejscowości mnie przytłacza. Czuję się jak w małym pudełeczku, z którego wcale nie mam ochoty wyjść. Ale to siedzenie w domu samej, ciągle podpowiada mi chore pomysły, czasem usiądę do gg, by popisać z kimś, zapomnieć, ale znowu sama. Jak pozbyć się tych myśli? Najgorsze, że potrafię sobie zaplanować wszystko, nauczyłam dzieci, by zadbały o siebie, na wypadek gdyby były same. To takie trudne. Potrzebna mi pomoc. Mam 37 lat i życie ucieka ze mnie. Radziłam sobie tyle razy w gorszych przypadkach, a tu nagle brak chęci. Boję się, że załamię się tak, że drobiazg odbierze mi życie. Co mam dalej robić? Chodziłam do psychologa tyle czasu i nic, wręcz miałam wrażenie, że to ja pomagałam więcej sama sobie niż rady psychologa. Każde problemy moich znajomych i ich życie musi być załatwiane u mnie, to ja muszę im radzić, a teraz gdy to ja potrzebuję pomocy, wiecie, że nikogo nie ma? Jak to jest? Gdzie są wszyscy? Wyciągnij rękę po pomoc, a dostaniesz kopa. Co dalej mam robić, jak sobie pomagać? Mam dość tych, co mnie wykorzystują. Bez pracy ginę, ale to ona mnie dobiła. Jak szukać radości? Czekam tylko, by dotrwać do komunii córki i wiem, że wtedy będzie mi wszystko jedno. Znam się doskonale. Proszę, powiedzcie, co dalej, jak się ratować, bo potem nikt już nic nie zrobi. Ja nadal widzę światełko w tunelu dla siebie i nadal podtrzymuję innych, ale sama sobie nie potrafię pomóc. Dlaczego?

Jak wrócić do życia, skoro ludzie mnie obrażają?

Od roku leczę się na depresję, w obecnym momencie odstawiono mi leki, czuję się już dobrze. Jedna kwestia utrudnia mi życie w społeczeństwie, boję się kontaktów z ludźmi, w okresie leczenia depresji trafiłam do szpitala z powodu próby samobójczej -...

Od roku leczę się na depresję, w obecnym momencie odstawiono mi leki, czuję się już dobrze. Jedna kwestia utrudnia mi życie w społeczeństwie, boję się kontaktów z ludźmi, w okresie leczenia depresji trafiłam do szpitala z powodu próby samobójczej - do dnia dzisiejszego spotykam się z upokorzeniami, typu psychol, psychiczna. Prowadzę działalność gospodarczą, taki zniewagi spotykają mnie nawet w sądach, gdzie strony próbują poprzez zniewagę oddalić moje argumenty. Najgorsze jest to, że nie ma wrażliwości w aspekcie takich zniewag. To bardzo utrudnia mi powrót do życia, nie wiem, czy przez pryzmat depresji można bez konsekwencji mówić, że osoba, która leczyła się psychiatrycznie na depresję to osoba psychiczna, psychol itd.? Jak się bronić przed takimi stwierdzeniami? Chcę być traktowana poważnie, nie chcę tłumaczyć się dlaczego dotknęła mnie depresja, dlaczego targnęłam się na własne życie - te aspekty są dla mnie dalej bolesne, chcę wrócić do życia, ale jak znaleźć siłę skoro słyszę o sobie takie słowa? Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy moje zachowanie wskazuje na depresję?

Witam. Postanowiłam, że muszę w końcu komuś się wyżalić, opisać, co mnie męczy. Jestem kobietą, mam 31 lat. Mam udaną rodzinę, męża i dwoje dzieci: syna 10 lat i córkę 22 miesiące. Od bardzo dawna jestem ciągle smutna, przygnębiona i...

Witam. Postanowiłam, że muszę w końcu komuś się wyżalić, opisać, co mnie męczy. Jestem kobietą, mam 31 lat. Mam udaną rodzinę, męża i dwoje dzieci: syna 10 lat i córkę 22 miesiące. Od bardzo dawna jestem ciągle smutna, przygnębiona i nie wiem, co to jest radość. Od narodzin córki jestem ciągle przy niej i to mnie dobija. Nie umiem się tym macierzyństwem cieszyć, monotonia dni codziennych mnie męczy. Jestem w ciągłym stresie, bardzo nerwowa, jedne i te same czynności domowe, jak i przy córce, wywołują u mnie znużenie i niechęć. Czasami z przymusem bawię się z córeczką, mam już tego siedzenia w domu serdecznie dość, a z kolei gdy na chwilę jestem poza nim, ciągle myślę, jak tam córka, nauka syna itd., nie umiem na chwilę o tym zapomnieć. Wszystkim się za bardzo przejmuję, narzucam synowi, aby super się uczył, jestem nerwowa i krzyczę, gdy przyniesie złą ocenę lub uwagę, a potem jest mi go bardzo żal i zaczynam płakać. Tak samo jest z moją córeczką, czasami mam ją dość, chciałabym powrócić do dawnego stylu życia, kiedy miałam dużo czasu dla siebie, syn już jest duży, kiedy razem z mężem spędzaliśmy dużo czasu razem. Boję się, że moim zachowaniem doprowadzę do tego, że córeczka też będzie nerwowa i potem mam wyrzuty sumienia. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że czas tak szybko biegnie, jestem w ciągłym biegu, nie umiem nic zrobić na spokojnie i do tego dochodzi ciągły stres. Najchętniej usiadłabym w fotelu, patrzyła w jeden punkt nie myśląc o niczym i wtedy się wyciszam. Mam też takie lęki, że gdy córeczka śpi, boję się, że za chwilę się obudzi i będę zła na to, że nie dała mi chwilki dla siebie. Gdy syn był malutki, nie czułam się tak, jak w tej chwili; może to za wielka różnica wiekowa moich dzieci sprawiła, że na nowo musiałam nauczyć się macierzyństwa i wyrzec się niektórych swoich wygód. Bardzo proszę o pomoc i z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to depresja, czy coś innego? Nie mam już siły...

Witam, jestem tutaj, bo nie wiem, gdzie szukać pomocy. Mam 24 lata i kończę studia. Studia magisterskie musiałam zacząć zaocznie, dostałam pracę, mieszkam z rodzicami. Pracodawca umożliwił mi podjęcie drugich studiów. Było super, do czasu. Wszystko zaczęło się walić, kiedy...

Witam, jestem tutaj, bo nie wiem, gdzie szukać pomocy. Mam 24 lata i kończę studia. Studia magisterskie musiałam zacząć zaocznie, dostałam pracę, mieszkam z rodzicami. Pracodawca umożliwił mi podjęcie drugich studiów. Było super, do czasu. Wszystko zaczęło się walić, kiedy rzucił mnie narzeczony po sześciu latach związku, przez jakiś czas nękał mnie w przykry sposób chyba z czystej złośliwości. Dowiedziałam się, że zamieszkał z nową dziewczyną, podczas gdy ja nie mogłam sobie na to zasłużyć przez tyle czasu. Już wtedy było mi bardzo źle i smutno, chociaż miałam nadzieję, że mi przejdzie, tym bardziej, że były wreszcie przestał się odzywać. Poznałam nowych ludzi, w pracy szło mi dobrze, na studiach również. Jesienią zaczął mi dokuczać uporczywy smutek, stałam się płaczliwa, nie mogłam spać. Bardzo przytyłam, zaczęłam chorować na różne zapalenia. Straciłam motywację do czegokolwiek. Teraz jest jeszcze gorzej. Cały czas chce mi się płakać, złoszczę się i przejmuję wszystkim, prawie cały czas chce mi się spać, właściwie tylko bym spała. Nie jestem w stanie wykonać żadnego obowiązku, nie chodzę na uczelnię, nie uczę się na egzaminy, nie napisałam ani jednego zdania pracy magisterskiej, chociaż wiem, jak ją napisać i mam materiały w komplecie. Jeśli pójdę na zajęcia, to wstaję po godzinie i wychodzę. Nie jestem w stanie wykonać żadnej czynności w pracy, po prostu wchodzę do gabinetu i siedzę patrząc w okno... mam potworne zaległości i wiem o tym, ale nie robię nic, bo nie mogę. Doprowadziło to do tego, że prawdopodobnie nie zaliczę roku na jednych i drugich studiach, a w dodatku będę miała kłopoty w pracy. Jeśli zawalę studia, mama się załamie. Wiem to i jeszcze bardziej mnie to przygnębia, płaczę, ale nic nie robię. Zaczęłam bardzo dużo palić, ukrywam przed rodzicami ilość palonych papierosów, bo się wstydzę. Chcę się wynieść, wyprowadzić do przyjaciół do innego miasta, a tym zawiodłam matkę i jeszcze bardziej mnie to dobija. Czasem bywają dni, kiedy nie mogę nawet pójść do sklepu, zaniedbuję swojego ukochanego kota, zaniedbuję siebie, mieszkam w zasyfiałym pokoju, w brudnej pościeli... Mam kłopoty z pamięcią i koncentracją, zdarza mi się zapomnieć, co miałam zrobić godzinę temu. Nie chce mi się gotować sobie ciepłych posiłków, jem prosto z lodówki byle co. Jedyne chwile, które spędzam z przyjemnością, to zakrapiane alkoholem imprezy z przyjaciółmi. Nikomu nie mówię o swoich problemach, każdy myśli, że jest okej, a ja udaję, uśmiecham się, żartuję. Ale ostatnio udaję, że mam coś do zrobienia, żeby się z nimi nie spotkać. Potem dręczy mnie poczucie winy. Wiem, że to wszystko moja wina, że gdybym się zmotywowała, to wyglądałoby to inaczej, ale jestem za słaba, nie stać mnie na motywację, nie umiem wziąć się w garść. Cały czas siedzę w pokoju i patrzę przed siebie. Fantazjuję na temat własnej śmierci, a przecież nie chcę się zabić, ale te fantazje są silniejsze ode mnie. Chciałabym zapaść w śpiączkę, albo spakować się i odejść w świat, przenieść się w swoją wyobraźnię, zrobić cokolwiek, aby nie być tym, kim jestem w świecie, w którym żyję. Mam dość poczucia winy, dość zaległości, czuję, że to się źle skończy, że nie wytrzymam dłużej.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Leczenie depresji i DDA

Od 9 lat próbuję leczyć się z depresji z miernymi efektami. Muszę przyznać, że leczenie przebiegało z przerwami, teraz po wielu latach doszedłem do wniosku, że pierwsze oznaki choroby występowały znacznie wcześniej, tylko nie zdawałem sobie z nich sprawy. Były...

Od 9 lat próbuję leczyć się z depresji z miernymi efektami. Muszę przyznać, że leczenie przebiegało z przerwami, teraz po wielu latach doszedłem do wniosku, że pierwsze oznaki choroby występowały znacznie wcześniej, tylko nie zdawałem sobie z nich sprawy. Były to uporczywe bóle głowy, bóle w klatce piersiowej i wiele, wiele innych objawów. Obecnie jestem po leczeniu szpitalnym (z powodu myśli samobójczych) i w dalszym ciągu pod stałą kontrolą psychiatry. Najbardziej dokuczają mi moje zachowania asertywne, co między innymi doprowadziło do odwrócenia się mojej najbliższej rodziny ode mnie. Nawet wszelkie próby wyjaśnienia problemu, z jakim się borykam, spotykają się z zarzutami, że jestem osobą egocentryczną, nawet prośby z mojej strony o to, aby zapoznali się z tematem, spotykają się z odrzuceniem i stwierdzeniem, że wszyscy wokół mają depresję i jakoś z tym żyją. Parę dni temu zmarł mój Teść, żona nie powiedziała ani słowa o tym fakcie (chciałbym dodać, że od trzech miesięcy nie odzywamy się ze sobą, w międzyczasie był mój pobyt w szpitalu). Cały czas towarzyszy mi świadomość, że to wszystko jest moją winą (rozkład małżeństwa, konflikty w domu, zarzuty o złe traktowanie dzieci oraz małżonki). Dłużej już tego nie zniosę; doszedłem do wniosku, że lepiej będzie, jeżeli zniknę całkowicie z ich życia i będą mogli żyć w normalny sposób, nie mam już siły dłużej walczyć o sztuczne utrzymywanie tej rodziny w pozornym komplecie. Wszelkie próby dojścia do porozumienia kończą się totalną awanturą, zdaję sobie sprawę, że nie można tak dalej żyć. Drugim moim problemem jest DDA, z którym również sobie nie radzę. Na każdą osobę pod wpływem nawet minimalnej ilości alkoholu reaguję agresją, w szczególności do moich "najbliższych". Czy dla takiego człowieka jest jeszcze jakaś nadzieja, czy w dalszym ciągu będzie utrapieniem dla swojego otoczenia?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Problemy ze sobą, problemy z życiem

Witam, pisałam jakiś czas temu na temat moich "anemicznych" objawów, jednak niewiele z tym zrobiłam – ponieważ mam problem z normalnym funkcjonowaniem... problem ten trwa od kilku lat, falowo, raz jest niezauważalny, raz wraca i wisi nade mną, blokując normalne...

Witam, pisałam jakiś czas temu na temat moich "anemicznych" objawów, jednak niewiele z tym zrobiłam – ponieważ mam problem z normalnym funkcjonowaniem... problem ten trwa od kilku lat, falowo, raz jest niezauważalny, raz wraca i wisi nade mną, blokując normalne funkcjonowanie... jestem przepełniona strachem i lękiem o wszystko, mam wyobrażenia wypadków – co mnie paraliżuje i wprowadza w nerwowy stan... Jestem teraz na 3 roku studiów na akademii sztuk pięknych, prawie nie uczęszczam na zajęcia – nie potrafię wychodzić z domu... wykładowcy stracą w końcu cierpliwość, a ja nie potrafię pokonać blokady... Ponadto jestem mamą i z trudem godzę ten obowiązek ze szkołą... mimo wielu produktów – nie potrafię ugotować obiadu – zapominam o istnieniu różnych potraw, w kółko robię to samo... nie spotykam się z ludźmi, nie pracuję... 3 lata temu przeprowadziłam się do narzeczonego – na dosyć duże odludzie – skąd do sklepu trzeba jechać samochodem... nie mam prawa jazdy... Mam wrażenie, że ta sytuacja bardzo pogłębia mój stan... Ja już zapominam jak się normalnie żyje... Często siedzę sama z dzieckiem, nie mamy gdzie wyjść, myślenie o tym ściąga na mnie żal i frustrację, pogłębiając mój kilkuletni już stan... Nie wiem od czego zacząć... nie potrafię wyjść, nie potrafię umówić się na wizytę u psychologa... wszystko odkładam... nic mnie nie cieszy... jestem często senna, często płaczę... bardzo często mam wybuchy gniewu... nienawidzę swojego życia i tego – że jestem tak bezradna...

Patronaty