Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Problemy ze snem - czy to zespół niespokojnych nóg?

Witam, od lat mam ten sam problem, który teraz się nasilił. Kładąc się spać, zasypiam niemal natychmiast, ale po kilku godzinach snu budzę się i odczuwam dziwne uczucie w stopach, ciężko to opisać, ale jest tak, jakby mi one przeszkadzały....

Witam, od lat mam ten sam problem, który teraz się nasilił. Kładąc się spać, zasypiam niemal natychmiast, ale po kilku godzinach snu budzę się i odczuwam dziwne uczucie w stopach, ciężko to opisać, ale jest tak, jakby mi one przeszkadzały. Mam ochotę bez przerwy nimi wiercić i odnoszę wrażenie, że jest mi w nie gorąco, mimo że w ogóle gorąco mi nie jest. Przez jakiś czas dawałam sobie z tym radę, „chłodząc” stopy, po prostu wstawałam, w łazience polewałam stopy lodowatą wodą i z mokrymi wracałam do łóżka, do tego nie przykrywałam ich i to pomagało mi ponownie zasnąć.

Teraz mój „sposób” przestał pomagać, a w dodatku, jak kiedyś budziłam się tak tylko raz w nocy, to teraz budzę się kilkakrotnie. Dzieje się to najczęściej między godziną 3 a 7 rano, jeśli jest mi dane spać dłużej, to już nie ma tego problemu, ale i tak, mimo że po „ataku” zasnę później i śpię długo, budzę się niewyspana. Oprócz tego, że budzi mnie moja „dolegliwość”, to bardzo często budzę się, żeby się napić, ale potem od razu zasypiam ponownie i to nie jest problemem. Nie wiem, co powinnam z tym zrobić, ale staje się to coraz bardziej uciążliwe. Bardzo proszę o jakąś pomocną informację.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Chorobliwa zazdrość oraz maltretowanie psychiczne i fizyczne – jak z tym walczyć?

Jestem osobą pewną siebie i swoich predyspozycji zawodowych oraz intelektualnych, do brzydkich również nie należę, jestem w związku od 3 lat. Od początku przeszkadzała mi chorobliwa zazdrość partnera. Do baru z koleżanką wyjść nie mogę, bo tam chodzą dziwki, jak...

Jestem osobą pewną siebie i swoich predyspozycji zawodowych oraz intelektualnych, do brzydkich również nie należę, jestem w związku od 3 lat. Od początku przeszkadzała mi chorobliwa zazdrość partnera. Do baru z koleżanką wyjść nie mogę, bo tam chodzą dziwki, jak twierdzi mój partner. Myślę, że odegrałam się mu agresją, dostawał w twarz za bzdury, przyjmował to z pokorą. Często również poniżałam go przy znajomych, wiem, to złe. Ja zmieniłam się, odkąd zaszłam w ciążę, natomiast z jego strony jest teraz odwet. Agresja zrodziła agresję. Mamy cudownego 8-miesięcznego synka, niestety, nie umiemy nawet przy nim się opanować, bijemy się, pomocy! On stał się wstrętnym, nieczułym maczo, nie śpimy w jednym łóżku już od 8 miesięcy, a w ciąży nie chciał mi nawet pleców pomasować, troszkę jednak hamował się, jeśli chodzi o przemoc, ale niestety i w ciąży dochodziło do agresji i szarpania... Teraz jest dużo gorzej, wyzywa mnie przy znajomych tekstami, typu: „do obiadu, już”, „do dziecka”... itp., w ogóle mnie nie szanuje, nie przytula. Maltretuje fizycznie i psychicznie, nic nie pomaga przy dziecku, tylko mnie goni, nie pracuje, bo wygodny jest, ja dobrze zarabiam. Nie wiem, jak mamy sobie pomóc, on niby już rozumie, co się z nami stało i dlaczego, ale co dalej?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak sobie poradzić z nieśmiałością i niską samooceną

Witam! Mam 19 lat i nie wiem jak mam to opisać, jestem bardzo nieśmiały i mam niską samoocenę. Przez to mam mało znajomych, tylko kilku kolegów, z którymi się czasami spotykam. Nie rozmawiam w ogóle z żadnymi dziewczynami, a...

Witam! Mam 19 lat i nie wiem jak mam to opisać, jestem bardzo nieśmiały i mam niską samoocenę. Przez to mam mało znajomych, tylko kilku kolegów, z którymi się czasami spotykam. Nie rozmawiam w ogóle z żadnymi dziewczynami, a bardzo chciałbym jakąś poznać i się z nią zaprzyjaźnić. Nie wiem dlaczego, ale się boję, czasami się trzęsę i zaczynam pocić i nie umiem nic powiedzieć i nie wiem jak z tym sobie poradzić. Nawet przez Internet nie umiem nawiązywać znajomości, bo nie wiem co napisać. Boję się, że napiszę coś głupiego. Przez to coraz bardziej siebie nie lubię i obwiniam o wszystko. Jak mam sobie z tym poradzić? Już zaczynam w to wątpić, że mi się to uda, proszę o pomoc

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego nie jestem szczęśliwa, pomimo że mam wszystko?

Witam, Nie wiem od czego zacząć, bo wszystko w moim życiu zawsze dobrze się układało, miałam piękne, szczęśliwe dzieciństwo, kochających rodziców. Teraz jestem już dorosła, skończyłam jedne studia, prowadzę własną firmę, bardzo dobrze zarabiam, zaczęłam drugi kierunek studiów. Mam męża,...

Witam, Nie wiem od czego zacząć, bo wszystko w moim życiu zawsze dobrze się układało, miałam piękne, szczęśliwe dzieciństwo, kochających rodziców. Teraz jestem już dorosła, skończyłam jedne studia, prowadzę własną firmę, bardzo dobrze zarabiam, zaczęłam drugi kierunek studiów. Mam męża, którego bardzo kocham i myślałam, że on też, nie odczułam żadnej zmiany. Ale okazuje się, że on mnie zdradza... Dowiedziałam się przypadkiem, zostawił telefon w domu i coś mnie pokusiło, żeby do niego zajrzeć (nigdy tego nie robiłam, zresztą on też, oboje ufamy sobie) i znalazłam SMSy do niej, do nich... Okazało się, że nie jest to 1 kochanka, jest ich wiele i są to czysto seksualne układy, wręcz sponsorskie bym powiedziała, bo on za to płaci! Kolejna rzecz, znajomi... w ogóle nie mam znajomych... Mam wrażenie, że zarówno na nowej uczelni, jak i poza nią ludzie mnie nie akceptują, nie chcą ze mną nawiązywać kontaktów(zaznaczam, że nie jestem osobą nieśmiałą, która boi się ludzi). Nie wiem, czy wynika to z pewnego rodzaju zazdrości, czy odmiennego statusu. Kontakty ze znajomymi, których miałam się pourywały... Nie wiedząc czemu... I stało się to dokładnie w momencie jak zaczęłam osiągać sukces zawodowy... Czuję się bardzo samotna, mimo że mam pewnie to o czym wielu ludzi cały czas marzy... Co mam zrobić? Nie jestem w stanie funkcjonować bez drugiego człowieka... Dlaczego tak się dzieje?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy jeszcze kiedykolwiek będę potrafiła być szczęśliwa?

Jak każdy miewam wzloty i upadki, ale odnoszę wrażenie, że moje życie to pasmo nieustannych upadków. Wiele swoich szans życiowych zmarnowałam, choć z niektórymi trudno mi się pogodzić to nie potrafię wziąć się za siebie i spróbować raz jeszcze, walczyć...

Jak każdy miewam wzloty i upadki, ale odnoszę wrażenie, że moje życie to pasmo nieustannych upadków. Wiele swoich szans życiowych zmarnowałam, choć z niektórymi trudno mi się pogodzić to nie potrafię wziąć się za siebie i spróbować raz jeszcze, walczyć dalej. Wiele osób twierdzi, że mam piękny głos i talent wokalny, ale nie potrafię go wykorzystać, otworzyć się. Miałam nawet prywatne lekcje śpiewu, ale szybko z nich zrezygnowałam, bo nie mogłam sobie poradzić, dać z siebie 100%. Do dziś bardzo tego żałuję. Bardzo wszystko przeżywam, często reaguję łzami, nerwy i złe emocje zawsze odbijają się na mnie ze zdwojoną siłą fizycznie. Tak jakby psychika jakoś ciągnęła, ale ciało nie mogło sobie poradzić, np. bez powodu pojawiają się uporczywe kołatanie serca, ból brzucha itp. Odnoszę wrażenie jakbym już nie umiała przywiązać się do żadnego miejsca, czuję się w pewnym sensie bezdomna. Kilka razy przeprowadzałam się i teraz właściwie nie mam domu, w którym "zapuściłabym korzenie". Jedne przeprowadzki wiązały się z radością, drugie z żalem, że muszę opuścić dane miejsce. Mój ojciec zmarł kilka lat temu. Nie opłakiwałam go, cieszyłam się, że wreszcie zniknie na dobre z mojego życia. Był alkoholikiem, moje dzieciństwo kojarzy mi się właśnie z pijanym ojcem, wiecznymi kłótniami, łzami mamy. Mimo wszystko do dziś mam do siebie żal, że w pewnym sensie co wieczór modliłam się o jego śmierć, chciałam, aby zniknął z mojego życia. I akurat to wymodliłam... Teraz mama wyszła ponownie za mąż. Człowiek, którego poślubiła jest w porządku, ale niestety nie jest i nigdy nie będzie moim ojcem, osobą, której zaufam. Miasto, do którego się przeniosłam po ślubie mamy jest też w porządku, sytuacja materialna stała się lepsza a nigdy nam się nie przelewało, a mimo tego nie czuję się szczęśliwa. Właściwie mogłabym się co kilka miesięcy przeprowadzać, bo gdy oswajam się i zapoznaję z nowym miejscem to mój umysł jakby wycisza moje "schizy", to co wciąż mnie boli i zapominam o tym na jakiś czas. Niestety to ciągle wraca, i nawet najszczęśliwsze miesiące mojego życia stają się bezbarwne i tracą sens. Czy tak już będzie zawsze? Może po prostu nie zasługuję na szczęście i sama je przepędzam, bo chce cierpieć? Często wyobrażam sobie nawet sytuacje, które sprawiłyby mi ogromny ból, gdyby zdarzyły się na prawdę i czuję ból niemal fizycznie, ale zawsze mimo odganiania tych myśli po jakimś czasie do nich powracam...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to jakieś zaburzenia spowodowane przewlekłym silnym stresem?

Witam! Przez ponad rok pracowałam po 12-13 godzin dziennie. Również we wszystkie weekendy. Mimo próśb skierowanych do pracodawcy nie udzielił mi wsparcia w postaci dodatkowych etatów, mimo iż były one potrzebne. Niestety ja wtedy zaczęłam pracę "na 2 etaty", tak...

Witam! Przez ponad rok pracowałam po 12-13 godzin dziennie. Również we wszystkie weekendy. Mimo próśb skierowanych do pracodawcy nie udzielił mi wsparcia w postaci dodatkowych etatów, mimo iż były one potrzebne. Niestety ja wtedy zaczęłam pracę "na 2 etaty", tak aby doprowadzić projekty do końca. Niestety po upływie pewnego czasu nie byłam w stanie już wytrzymać z nadmiernym stresem, jaki cały czas na mnie ciążył - mimo iż pracowałam tyle, niestety wszystkiego nie dało się zrobić dobrze. Do pracy wtedy dołączył nowy prezes, który miał nowe pomysły co wiązało się z większa ilością pracy, na co już nie miałam siły. Tłumaczyłam prezesowi jakie mam objawy i powiedziałam, że potrzebuje odpocząć od pracy i stresujących warunków. Jednakże już w pierwszym dniu L4 nękał mnie o powrót do pracy i podokańczanie projektów - ta sytuacja stresowała mnie jeszcze bardziej. Objawy które wtedy u mnie występowały to: 1. Biegunka i wymioty (zdarzyło się tak, że obydwa równocześnie - siedząc na toalecie wymiotowałam). 2. Bardzo dużo płakałam (nie wiem skąd brały się łzy - czasami leciały kilkoma strumieniami z oczu). 3. Kłopoty ze snem - sypiałam po 3 godziny maksymalnie, budząc się często ok. 3 w nocy z myślami o pracy i o czymś z czym się nie wyrobiłam. Często wtedy wsiadałam do auta i jechałam do pracy na 4 lub 5. 4. Głowę miałam pełną - przepełnioną i ciężką, otumanioną. 5. Pojawiły się zaburzenia odżywiania (jako 16 latka byłam chora na bulimię, ale od 19 roku życia nie miałam nawrotów).   Następnie stało się coś takiego, że nie mogłam wstać z łóżka. Wstawałam tylko dlatego, że musiałam wstać do pracy. Wtedy z kolei: 1. Nie mogłam się rano obudzić, kładłam się do łóżka o 20.00 i wstawałam przed 8. 2. Kładłam się do łóżka w ubraniu, nie zmywając makijażu, nie myjąc się i tak przez kilka dni a potem z powrotem to samo. 3. Przychodziłam do pracy i nie mogłam się skupić - otwierałam w komputerze kilka zakładek jednocześnie i klikałam jedną za drugą, nie wiedziałam od czego zacząć a czasami zapominałam co mam zrobić. 4. Poczucie mojej wartości strasznie spadło. Uważałam, że to jest moja wina, bo to we mnie tkwi problem i to ja po prostu nie nadaję się do takiej pracy. Czułam się bezsilna 5. Wszystko było mi obojętne - ze stanu mobilizacji przeszłam w stan takiego totalnego zobojętnienia. Na przykład wiedziałam, że poniosę konsekwencję za to, że się nie wyrobiłam z pracą, ale nie potrafiłam się tym przejąć. Wiedziałam, że muszą zadanie wykonać, ale nie potrafiłam się za nie zabrać. 6. Kontakty z rodziną i przyjaciółmi się urwały. 7. Hobby przestało mnie już pasjonować i przestało mnie w ogóle cieszyć. Przestałam odczuwać radość z czegokolwiek. 8. Generalnie przestało mi się chcieć żyć - nie w takim sensie, że mogłabym popełnić samobójstwo, ale nie miałam ochoty na codzienne funkcjonowanie - przebieranie się, mycie. 9. Miałam poczucie wielkiej krzywdy, która mi się dzieje - tyle poświeciłam tej pracy, a oni w ten sposób mnie traktują. Czym sobie na to zasłużyłam? Proszę mi powiedzieć, czy to były objawy depresji? Pytam z tego względu, że mi lekarz powiedział, że to nie depresja a jedynie łagodne zaburzenia. Lekarz stwierdził, iż powinnam stosować psychoterapię i farmakologię, ale jednocześnie kontynuować pracę u swojego pracodawcy. Tylko jakim sposobem miałam to zrobić - czy jedno nie wyklucza drugiego - skoro stres w pracy doprowadził mnie do takiego stanu rzeczywiście powinnam do niej wracać? Edyta Gajewska

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Brak chęci do życia - jak sobie pomóc?

Hm, jak by tu zacząć. Zawsze myślałem, że nie należę do ludzi, którzy się nad sobą użalają. Urodziłem się w sierpniu 91, rok później we wrześniu umarł mój ojciec, mama została sama w ciąży z moim bratem (urodził się w...

Hm, jak by tu zacząć. Zawsze myślałem, że nie należę do ludzi, którzy się nad sobą użalają. Urodziłem się w sierpniu 91, rok później we wrześniu umarł mój ojciec, mama została sama w ciąży z moim bratem (urodził się w styczniu 93). Mama z zawodu pielęgniarka, mieszkaliśmy przez pierwsze 9 lat w hotelu dla pielęgniarek (wspólna łazienka, kuchnia), lekko nie było. Brat jak się urodził okazało się że ma WZW typu B (prawdopodobnie zaraził się w szpitalu, ale mama nie otrzymała żadnego odszkodowania, ponieważ była z bratem w kilku placówkach i nie można było udowodnić winy jednej konkretnej). 2 lata spędził w szpitalu (w którym mama pracowała) ja siedziałem u sąsiadki, do której mówiłem mamo. Ja miałem WZW typu C (brzmi niewiarygodnie, prawdopodobnie też zaraziłem się w szpitalu, ale ja nie musiałem leżeć w przeciwieństwie do brata). W 2000 dostaliśmy 2 pokojowe mieszkanie komunalne (w porównaniu do hotelu to luksus) na osiedlu. Po drodze zdarzały się różne (głównie moje lecz nie tylko) problemy zdrowotne: padaczka, zmienny wrodzony zanik odporności organizmu (przetoczenia immunoglobulin, co 4 tyg. do końca życia), zanik mięśni w nogach (miałem ponoć jeździć na wózku), zapalenie pręcikowo-czopkowe siatkówki, jaskra (wymieniłem te większe bo za dużo by pisać). Mama w 2001 roku poznała mężczyznę, z którym nieszczególnie się dogadywaliśmy (parę razy po ryju dostałem, ale nie powiedziałbym, że byłem maltretowany), w 2002 roku mama straciła pracę, ponieważ miała problemy z kręgosłupem i zostaliśmy na utrzymaniu ojczyma (jestem pewien że gdyby nie to że nie była w stanie sama nas utrzymać to po jakimś czasie by od niego odeszła). W wieku 15 lat zaczęły się pierwsze imprezy z alkoholem, ogółem życie miałem raczej ciekawe (pale do teraz mnóstwo marihuany, prócz tego sporadycznie amfetamina, LSD, 2c-e, kodeina, tramadol, efedryna - uzależniony jestem jak dotąd tylko od nikotyny). Większość czasu spędzałem na osiedlu (odkąd się wprowadziłem zależało mi na tym, żeby mnie szanowano, trochę się biłem, jako osiągnięcie mogę powiedzieć, że nigdy w życiu nie stchórzyłem, nie byłem jakimś wielkim penerem, ale ludzie uważali co o mnie mówią). Mimo wszystko uczyłem się nie najgorzej, dostałem się do dobrego liceum, pierwszą klasę liceum zawaliłem z powodu choroby (miałem 75% nieobecności przez padaczkę, miałem odmianę brzuszną, czyli brzuch mnie z rana bardzo bolał i traciłem przytomność na parę godz., tak 2-3 razy w tyg.). Z klasą utrzymywałem średni kontakt, bo rzadko byłem w szkole, dlatego ograniczyłem znajomych tylko do osiedla, poza tym trochę gardziłem kolegami z klasy, uważałem że nic nie wiedzą o życiu. Z zainteresowań mogę zaliczyć basen (7 lat), siłownie (2,5 roku) kick-boxing (1 rok), poza tym 2 lata z rzędu ze znajomymi byliśmy w ustroniu morskim w wakacje, więc nie siedziałem tylko na ławce chlałem i ćpałem. Życie było OK, ale w tego sylwestra pokłóciłem się praktycznie ze wszystkimi znajomymi i do teraz z nimi nie gadam. Mam dziewczynę, ale mimo wszystko czuję się cholernie samotny, prócz tego dobija mnie monotonia życia, dzień w dzień jaram (załatwiłem sobie rentę socjalną, mam też rodzinną po ojcu, więc pieniądze to nie problem teraz). Dwa razy w tyg. widzę się z dziewczyną, jestem teraz po maturach, prawdopodobnie zdałem, powinienem się cieszyć, ale się nie cieszę. Nic mnie nie cieszy, bardziej popadłem w używki z nudy, dla zabicia czasu i żeby się sztucznie uszczęśliwić. Dużo szybciej się upijam i prawie zawsze mam urwany film, poza tym jestem od jakiegoś czasu zawsze agresywny po alkoholu, więc go mocno ograniczyłem, ale za to więcej pale marihuany, jem kodeinę i tramadol (mama dostaje receptę z powodu bólów kręgosłupa). Proszę o pomoc, co zrobić żeby zacząć się cieszyć? Nie uważam, że to wina używek, ponieważ stosuję je już od paru lat (głównie marihuanę) a problemy mam od ok. 8 miesięcy. Pomóżcie, bo nie widzę sensu tak dalej żyć, nie wiem co zrobię...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie potrafię się otworzyć przed ludźmi i boję się odrzucenia - co zrobić z pustką, którą czuję?

Witam! Mam 15 lat, rok temu zdarzyła się sytuacja, która zaważyła nad moim teraźniejszym życiem. Złapano mnie na piciu alkoholu z koleżanką, która mnie do tego namawiała. Miałam wywiad środowiskowy przeprowadzony przez kuratora sądowego, a później rozmowę z samą panią...

Witam! Mam 15 lat, rok temu zdarzyła się sytuacja, która zaważyła nad moim teraźniejszym życiem. Złapano mnie na piciu alkoholu z koleżanką, która mnie do tego namawiała. Miałam wywiad środowiskowy przeprowadzony przez kuratora sądowego, a później rozmowę z samą panią sędzią. Sprawa została umorzona, ale nadal nie mogę się od tego uwolnić. Cały czas to nie daje o sobie zapomnieć, nigdy nie miałam kontaktu z policją ani żadnych problemów ze sobą czy w szkole. Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Zamknęłam się w sobie, odrzuciłam wszystkich ludzi w rzeczywistości, kontakt utrzymuję tylko z przyjaciółką z internetu, którą znam od 4 lat. Przestałam się uczyć, przez cały czas płaczę, świat mnie przytłacza. Czuję się strasznie. Można powiedzieć, że cały czas jestem smutna albo zdenerwowana i drę się na wszystko i wszystkich. Nawet ona [koleżanka] nie potrafi już przemówić mi do rozumu ani pocieszyć. Moja samoocena strasznie spadła, nie umiem rozmawiać z ludźmi, nie umiem podejść do kogoś i zagadać, np. do jakiegoś chłopaka, nawet do dziewczyny. W szkole staram się jakoś dorównywać koleżankom, udaję, że wszystko jest w porządku, ale nic nie jest. Z rodzicami się nie dogaduję, mam wrażenie, że jestem dla nich ciężarem. Czuję, że nic już nie ma dla mnie sensu. Ta moja najlepsza przyjaciółka, mieszka 600 km ode mnie, boję się, że ją też stracę, a tego nie chcę, jest dla mnie najważniejsza na świecie. A wydaje mi się, że powoli się od niej odłączam. Nie chcę tego. Nieustannie czuję pustkę, nie mam na nic ochoty, wszystkiego mi się odechciewa. Mam problem z wyborem czy ruszeniem się od komputera. Nie ma mnie kto wyciągać, bo przecież odrzuciłam wszystkie koleżanki. Sporadycznie zamienię z kilkoma ludźmi parę zdań w szkole, ale to nie są znajomości na wypady w weekendy czy kiedykolwiek. Boję się odrzucenia... i nie potrafię tego przezwyciężyć, nie umiem uwierzyć w siebie. Kiedyś śpiewałam, ale dziś nie śpiewam, bo wiem, że są lepsi, a otrzymywałam całkiem dobre opinie. Tak samo z rysowaniem i tańcem. Nie mogę do tego wrócić. Ale powrót myślami do wszystkiego, co było rok temu to ogromny ból. Do tego czuję się gruba, w klasie mam same chude dziewczyny, które liczą sobie 30 cm w udzie, no, może 35, nie mają ani grama tłuszczu a ja, jako sportowiec, niestety już 'emerytowany', gdyż z powodów zdrowotnych musiałam zaprzestać (z tym wiąże się ogromny ból, kochałam basen i uwielbiałam swojego trenera), mam mięśnie, i to spore, pływaniu poświęciłam naprawdę wiele czasu i miłości. A teraz nie mam nic, nie umiem sobie poradzić, czuję się bezradna.. Proszę o pomoc

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Dlaczego straciłam sens życia - czy to tylko mój chwilowy kaprys?

Witam, opiszę siebie w skrócie. Przez całe życie miałam kompleks z powodu wyglądu, zawsze byłam i nadal jestem pulchna, jednak od roku zaczęłam to traktować jako coś kobiecego. Fizycznie mam inny problem, mam ciemne włosy na pupie, w okolicach bikini....

Witam, opiszę siebie w skrócie. Przez całe życie miałam kompleks z powodu wyglądu, zawsze byłam i nadal jestem pulchna, jednak od roku zaczęłam to traktować jako coś kobiecego. Fizycznie mam inny problem, mam ciemne włosy na pupie, w okolicach bikini. Wiem, że nic się z tym nie da zrobić, miałam 6 zabiegów laserowych, chodziłam po różnych lekarzach, brałam tabletki hormonalne, przez to od 4 lat nie chodzę na plażę, i nigdy nie odbyłam spontanicznego stosunku seksualnego, zwykle muszę o tym wiedzieć dzień wcześniej, żeby się przygotować, inaczej nikomu bym się tak nie pokazała. Mam 22 lata i studiuję malarstwo. Żyłam w domu doskonałym, super rodzina, mama, tata, brat, siostra. Byłam bardzo związana z rodzicami, byli dla mnie tak wielkim autorytetem, że nigdy nie przechodziłam okresu buntu. Jak byłam mała to zawsze myślałam o tym, co by oni powiedzieli na jakieś moje zachowanie, czy byliby dumni, czy by się wstydzili. Dwa lata temu okazało się, że mój ojciec jest erotomanem i że żyłam w jakiejś iluzji, wtedy przeżyłam szok i rozpacz, bo przez całe życie chyba bardziej kochałam jego niż matkę. Pomimo tego że zawsze był oschły, ale jest facetem z klasą, niezwykle eleganckim, z dobrym gustem muzycznym, czarnym poczuciem humoru i spokojem wewnętrznym. Minęło trochę czasu i moje emocje opadły. W między czasie miałam chłopaka, który był alkoholikiem (przechodził 2 razy delirium). Jednak był strasznie inteligentny i miał w sobie coś, czego nie miał żaden z moich poprzednich chłopaków. Dzięki niemu poczułam się jak kobieta, nigdy wcześniej nie czułam się tak atrakcyjna, każda moja fałdka była czymś pięknym dla niego. Jednak w pewnym momencie stałam się ozdobą, nie przeszkadzał mi mój wygląd, ale przeszkadzało mi to co mam w głowie. Czułam się przy nim strasznie głupia. Pierwszy raz w życiu coś takiego poczułam i od tej pory to jest mój kompleks. W pewnym momencie zaczął mnie zmuszać do seksu i do jego fantazji erotycznych. Byłam wtedy dziewicą i byłam w nim zakochana, za każdym razem czułam się brudna i płakałam. Gdy w końcu poszłam z nim do łóżka, nasz związek się zakończył, a ja poczułam się jeszcze bardziej głupia, żałosna i naiwna, a co gorsza łatwa. W tym roku stwierdziłam, że nie chcę mieć w ogóle życia towarzyskiego, że chcę tylko pracować. Nie chce przyjaciół, bo nikomu nie potrafię zaufać, kochałam się z kilkoma facetami bez żadnej chemii, bez romantyzmu, po prostu seks i koniec. Wszystko było dobrze, kiedy był rok akademicki, bo żyłam tylko pracami, ale tego chciałam. Teraz jak są wakacje, jestem w domu to nie radzę sobie z niczym, płaczę bez powodu, nie śpię albo śpię za dużo. Przestało mi zależeć na czymkolwiek, rodzice się na mnie wyżywają (mają jakieś niespełnione ambicje wobec mnie) krytykują mnie za wszystko, zwłaszcza mama - za to jak się uczesałam, za to co maluję, za moje poglądy, filmy które mnie inspirują itp. Najchętniej bym ciągle spała, często chciałabym mieć 99 lat, żeby być już po wszystkim i mieć za sobą całe życie. Jak słyszę od kogoś pocieszenie w stylu będzie dobrze, pogadaj z rodzicami to mam ochotę uderzyć tę osobę (nigdy nie miałam w sobie agresji). Czasami boję się siebie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jestem inna od równieśników - czy to może choroba psychiczna?

  Witam, mam na imię Maria, mam 24 lata, studiuję. Piszę do Państwa, ponieważ im jestem starsza, tym bardziej zauważam, że różnię się od rówieśników. Chyba jestem "dziwna", choć taka byłam od dziecka. Ubierałam się ekscentrycznie, mam specyficzne poczucie humoru...

  Witam, mam na imię Maria, mam 24 lata, studiuję. Piszę do Państwa, ponieważ im jestem starsza, tym bardziej zauważam, że różnię się od rówieśników. Chyba jestem "dziwna", choć taka byłam od dziecka. Ubierałam się ekscentrycznie, mam specyficzne poczucie humoru zrozumiałe dla nielicznych - tak samo jak moje rodzeństwo, znajomi na uczelni mówią, "że jestem na jakimś ziole" i że ogólnie mam "dobrze rozwinięte abstrakcyjne myślenie" - stałam się pośmiewiskiem na uczelni i przysłowiową ofiarą. Może zawsze byłam bardziej samotniczką niż duszą towarzystwa, ale to nie był problem, miałam zawsze grupę znajomych i nie czułam presji. Byłam traktowana normalnie. Teraz jestem szykanowana i czuję się zaszczuta. Może teraz tak wyszło, bo pewien chłopak zaczął mnie wyśmiewać i szykanować. Chłopak, który ma bardzo władczy i apodyktyczny charakter, wywiera bardzo duży wpływ na ludzi - ogólnie co on powie nie jest poddawane dyskusji, tylko jest "prawdą objawioną". gdy on mnie zaczął wyśmiewać wszyscy zaczęli. Gdy to się zaczęło wyalienowałam się, aby nie słuchać jak mnie wyśmiewają. A wtedy ten sam chłopak stwierdził, potrzebna mi terapia. Więc zaczął za mną chodzić wszędzie i się mną opiekować - pomyślałam wtedy, że jest ok, ale potem okazało się, że zbliżył się do mnie, ale nadal mnie wyśmiewał. Z jednej strony był rycerzem w białej zbroi, który pomaga "uciśnionej" a z drugiej strony trzymał z moimi prześmiewcami - trochę zakręcona historia i kompletnie się w niej pogubiłam, jestem kompletnie nieobiektywna. Suma summarum, efektem moich trudnych kontaktów z grupą jest to, że przestałam wierzyć w siebie, zawsze robię coś nie tak jak oczekuje tego większość. Nie wiem gdzie leży problem, nie rozumiem tego. Zaczynam się zastanawiać czy może jestem chora psychicznie - wiem, że może to brzmi śmiesznie, ale naprawdę się zastanawiam.   Pozdrawiam, Maria

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Tłumienie emocji - jak to zmienić?

Witam! Mam 19 lat i czuję się wyssana z wszelkich emocji. Nie potrafię się cieszyć, nic nie sprawia mi większej radości. Także złość przychodzi mi z wielkim trudem. Wiem także, że nie potrafię ich okazywać, wszystkie skrzętnie zatrzymuję w...

Witam! Mam 19 lat i czuję się wyssana z wszelkich emocji. Nie potrafię się cieszyć, nic nie sprawia mi większej radości. Także złość przychodzi mi z wielkim trudem. Wiem także, że nie potrafię ich okazywać, wszystkie skrzętnie zatrzymuję w sobie. Jestem milcząca. Z góry zakładam, że nikogo nie obchodzi to, co mam do powiedzenia lub po prostu boję się, że się ośmieszę, bo nie będę miała racji. Wiem, że to głupie, ale jednocześnie nie potrafię tego zmienić. Czuję, że psuję atmosferę panującą w domu, zatruwam wszystkich domowników. Chociaż jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie tylko ja mam taki destrukcyjny wpływ. Milczenie w mojej rodzinie jest czymś na porządku dziennym, a „ciche dni” u rodziców pamiętam jeszcze z odległego dzieciństwa. Żaden problem nie został rozwiązany rozmową, wszystkie zostały „przeczekane”, przemilczane. Nie chcę ich obwiniać, może chciałabym się jedynie usprawiedliwić. Moje kontakty z bratem są także w opłakanym stanie. Nie potrafię sobie z tym poradzić. O co w tym wszystkim chodzi? Proszę o pomoc.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Elżbieta Grabarczyk Pracownia Pomocy Psychologicznej SALAMANDRA
Mgr Elżbieta Grabarczyk Pracownia Pomocy Psychologicznej SALAMANDRA

Depresja czy cukrzyca, co mi dolega?

Witam, mam 27 lat. Od dłuższego czasu (może nawet roku) czuję zmęczenie. Nie wiem, ile dokładnie to trwa, ale ostatnio zaczęło mi to przeszkadzać. Zazwyczaj śpię 7-9 godzin, a w weekend nawet do 10. Jednak zawsze towarzyszy mi zmęczenie. Mam...

Witam, mam 27 lat. Od dłuższego czasu (może nawet roku) czuję zmęczenie. Nie wiem, ile dokładnie to trwa, ale ostatnio zaczęło mi to przeszkadzać. Zazwyczaj śpię 7-9 godzin, a w weekend nawet do 10. Jednak zawsze towarzyszy mi zmęczenie. Mam takie wrażenie, że wstaję zmęczony. Na dodatek moja żona mówi, że również wyglądam na zmęczonego. Z zasypianiem jest różnie... czasami szybko, a czasami 2-3 godziny. Z samym snem jest również na przemian, czasami śpię całą noc, a czasami budzę się po kilka razy. Moja praca nie jest praktycznie żadnym wysiłkiem pod względem fizycznym, ale jest dużym obciążeniem psychicznym. Cały czas coś mam na głowie i muszę się nalatać, żeby to pozałatwiać. Podsumowując, to tak 4 godziny na nogach i 4 godziny przy komputerze. Dodatkowo 2 razy w tygodniu gram w piłkę po 2 godziny.

Tak się zastanawiam, ile to trwa, ale pamiętam, że w technikum miałem podobnie. To znaczy po powrocie do domu przeważnie szedłem spać na godzinkę, dwie, podczas gdy mój brat szedł na siłownię. Kiedyś nie przykładałem do tego wagi, ale teraz stało się to denerwujące. Staram się przedstawić jak najwięcej faktów dla jak najlepszej diagnozy. Noszę okulary od około 3 lat. Na początku nosiłem je w kratkę, ale ostatnie kilka miesięcy cały czas. Mam wrażenie, że i tak widzę coraz gorzej, ale ostatnio się w tym kierunku nie badałem. Mam wrażenie, że mój wzrok cały czas jest zmęczony. Stosowałem krople, ale niewiele pomogło. Nie miałem żadnych operacji i nie przyjmuję żadnych leków. Za 3 tygodnie jadę do Polski i chciałbym się przebadać, ale nie wiem, jakich badań potrzebuję. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Jak się zaaklimatyzować z nowymi ludźmi, by znowu nie mieć zszarganej opinii?

Od około tego roku szkolnego (3 kl. gimnazjum) jestem ofiarą dowcipów i niemiłych słów. Z kolegami z klasy jakoś się dogaduję, nie jest źle, rozmawiają ze mną, chyba lubią mnie (może robią tylko takie pozory, że mnie lubią?), z dziewczynami...

Od około tego roku szkolnego (3 kl. gimnazjum) jestem ofiarą dowcipów i niemiłych słów. Z kolegami z klasy jakoś się dogaduję, nie jest źle, rozmawiają ze mną, chyba lubią mnie (może robią tylko takie pozory, że mnie lubią?), z dziewczynami trochę wstydzę się rozmawiać ze względu na nieśmiałość i nadwagę (wzrost 176 cm przy wadze 82 kg), ale jak podchwycę dobry temat lub dam swoje 2 grosze do tematu, to jakoś rozmowa idzie dalej. Ale problem pojawia się poza klasą, szczególnie z rówieśnikami z innych klas. Osoby, które często mi dokuczają, zazwyczaj należą do elity, którą na pierwszy rzut oka widać, że to niesympatyczne osóbki, często mnie nie zaczepiają, ale jestem dość wrażliwą osobą na obrazę, więc niemiłe sytuacje wchodzą mi głęboko w pamięć. Problem ostatnio coraz częstszy jest na WF-ach z drugą klasą, z którą mamy WF. Jeżeli oni dokuczają to raczej tylko mnie. Jedna osoba wyśmiewa się sprośnie, udając tak zwane skipy. Może problem jest w tym, że jakoś nienaturalnie je robię, bo gdy on to robi, to ma wyprostowane nadmiernie plecy. Próbuję się na takie zachowanie odgryzać tym, że jest już na drodze do perfekcji w robieniu tego ćwiczenia. Pozostałe osoby (nie wszystkie z tej klasy, bo są jednak tam osoby normalne), to czasami mocno uderzają piłkę, która trafia we mnie, a potem oni mają ubaw, na takie zachowanie nie mam jakiegoś zgryźliwego tekstu, by się odczepili. Teraz, by stać się bardziej szanowaną osobą, kupiłem od kolegi sztangę, by pozbyć się nadwagi i do tego wyrobić w sobie lepszą, umięśnioną sylwetkę. Czy to dobry ruch, by wyrobić w sobie dobrą sylwetkę, by osoba, która chce mnie obrazić, pomyślała zanim to zrobi? Jeszcze jedno pytanie. Jak już wcześniej pisałem, chodzę do 3 gimnazjum, niedługo koniec roku, nowa szkoła, nowe znajomości. Jak się zaaklimatyzować z nowymi ludźmi, by znowu nie mieć zszarganej opinii? Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedź!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Obwiniam rodziców za swoją samotność - jak podnieść swoją samoocenę?

To wszystko zaczęło się w liceum. Zacząłem zauważać, że ludzie wokół mnie są podziwiani, kochani, szanowani, są sławni, znani i lubiani, natomiast na mnie nie zwracają uwagi. Są zdolni, potrafią grać na instrumentach, malować, robić zdjęcia, rzeźbić, śpiewać, odnoszą sukcesy....

To wszystko zaczęło się w liceum. Zacząłem zauważać, że ludzie wokół mnie są podziwiani, kochani, szanowani, są sławni, znani i lubiani, natomiast na mnie nie zwracają uwagi. Są zdolni, potrafią grać na instrumentach, malować, robić zdjęcia, rzeźbić, śpiewać, odnoszą sukcesy. Moi rodzice cały czas mnie wtedy wykorzystywali do robienia porządków w domu. Tata był tyranem i tłukł mnie i brata, jeśli nie zrobiliśmy mu obiadu lub kiedy coś nie było posprzątane. Byłem dla nich tylko na ich zawołanie. Nigdy nie pomyśleli, żeby dać mi możliwość rozwijania się, grania na gitarze lub robienia czegokolwiek innego. Czułem się wśród ludzi kimś niechcianym, na którego nikt nie zwraca uwagi. Chciałem, żeby inni też mnie podziwiali, kochali i szanowali a nie tylko mi rozkazywali i poniżali. Poznałem ludzi, którzy grali na gitarach i byli świetni. Poprosiłem wtedy mamę, żeby kupiła mi gitarę, bo czułem się samotny, niechciany, niekochany, żebym mógł z kimś grać, żeby ktoś się mną interesował a nie tylko odrzucał, a mama powiedziała mi, że nie kupi mi gitary, bo nie będę umiał grać. Od tamtej pory z nikim o tym nie rozmawiam a jest to problem, który spędza mi sen z powiek i pozbawia możliwości o myśleniu o tym, co bym chciał w życiu robić. W ogóle nie podejmuję żadnych działań, aby nawiązać jakiekolwiek znajomości, unikam ludzi, bo wiem, że jak na mnie tylko spojrzą, to mnie odrzucą, bo nie robię tego co oni i nie jestem dla nich godny uwagi. Jestem bardzo samotny. Mam 28 lat. Skończyłem anglistykę, pracuję i dobrze zarabiam, ale wśród ludzi czuję się przez nich odrzucany.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mój sen jest bardzo rozregulowany ostatnio

Od 2 miesięcy mój sen się rozregulował. Nagle zaczęły się problemy z zasypianiem. Kilka nocy z rzędu nie mogłam zasnąć. Byłam u lekarza rodzinnego, a on zlecił mi badania i fizycznie nic mi nie dolega. Zaczęłam stosować zasady higieny snu...

Od 2 miesięcy mój sen się rozregulował. Nagle zaczęły się problemy z zasypianiem. Kilka nocy z rzędu nie mogłam zasnąć. Byłam u lekarza rodzinnego, a on zlecił mi badania i fizycznie nic mi nie dolega. Zaczęłam stosować zasady higieny snu i bardzo się poprawiło. Średnio śpię 6-7 godzin, czasem zasypiam szybko, często zajmuje mi to 1 godzinę, czasem 2. Zastanawiam się czy wybrać się do specjalisty. Tylko, że ja nie jestem jakoś specjalnie zmęczona, mimo że śpię 2-3 godziny mniej niż 2 miesiące temu. Może potrzebuje jednak mniej snu? Tylko skąd te problemy z zasypianiem?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Dlaczego nie lubię patrzeć na swoje ciało?

Nie jestem gruba, ale nie lubię patrzeć na swoje ciało i nie wiem, dlaczego tak jest. Nie lubię też zachowywać się jak koleżanki, bo uważam, że się na mnie obrażą. Nie wiem, czy to dlatego, że jestem nieśmiała czy że jestem obrażalska.  
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Maria Kreid
Mgr Maria Kreid
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak mam poradzić sobie w życiu?

Zacznę od tego, że jestem z natury osobą bardzo uległą. Łatwo mnie zranić. Ludzie mi mówią, że biorę za bardzo wszystko do siebie. A inaczej nie umiem.. Nie jest tak, że jestem zupełnie bez żadnych osiągnięć życiowych. Już samo dostanie...

Zacznę od tego, że jestem z natury osobą bardzo uległą. Łatwo mnie zranić. Ludzie mi mówią, że biorę za bardzo wszystko do siebie. A inaczej nie umiem.. Nie jest tak, że jestem zupełnie bez żadnych osiągnięć życiowych. Już samo dostanie się na medycynę i jak na razie - radzenie sobie - można by nazwać jakimś osiągnięciem. Jednak cały czas nie wiem, czy nadaję się na takie stanowisko, czy będę dobrym lekarzem? Jak można być dobrym lekarzem, jak ma się problemy z samym sobą. Nie mam wsparcia ze strony rodziców. Mama zawsze chwali przy mnie innych, że są przebojowi i że sobie dobrze radzą w życiu. Przy mojej mamie, która osiągnęła wiele w życiu właśnie w branży medycznej - czuję się wiecznie jak cień. Ktoś kogo naprawdę nie ma. W pewnym momencie miałam tak średnie relacje z rodzicami, że postanowiłam iść na ten kierunek nie ze względu na to żeby zadowolić rodziców, bo nawet nie to mi było w głowie, ale ze względu na to, żeby móc się od nich usamodzielnić, a ten kierunek by mi to mógł umożliwić. Dostałam się za drugim razem na studia, dlatego że zaczęłam tego chcieć. Wcześniej nie zależało mi w ogóle na czymkolwiek aż tak. Moim marzeniem jest wyprowadzić się gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna. Przez brak pewności siebie, wydaje mi się, że jestem taka "ciamajda życiowa". Zawsze jak się staram coś zrobić dobrze, to moje zbytnie starania powodują, że jestem roztargniona, robię wiele rzeczy naraz i dużo rzeczy mi przez to nie wychodzi. Chodzi mi tu też o kwestie medyczno-praktyczne. Czasem jak mi coś nie wyjdzie, to unikam ludzi i miejsca, gdzie zdarzyła się taka sytuacja, przez co boję się, że nie będę miała pracy i na nic mi ta cała nauka. Czasami jak czytam książkę medyczną zastanawiam się, czy to ma wszystko sens? Czy ja w ogóle powinnam robić to co teraz robię? I czy w ogóle się do czegoś nadaję, jak mi wszystko leci z rąk. W świecie, w którym wszyscy walczą - mi opadają ręce. Chociaż już jestem dorosła „wiekowo”, to nie jestem przygotowana na naprawdę dorosłe życie. Czyli odpowiedzialność, podejmowania decyzji. A ten kierunek będzie ode mnie wymagał takich rzeczy i jeszcze więcej. Nie wiem co mam zrobić, żeby zbudować pewność siebie. Nie mam na razie żadnych do tego podstaw. Wydaje mi się, że nie jestem do tego zbyt bystra. Może powinnam siedzieć za kasą w sklepie i kasować produkty albo sprzedawać ziemniaki na bazarku. Może to przynajmniej robiłabym dobrze i czułabym jakąś satysfakcję z tego co robię. Czasami nawet podejmuje próby, nastawiam się, że każdy nowy dzień przyniesie coś nowego i będę mogła ponaprawiać swoje błędy. Ale najbardziej dołujące jest to, że ja je powtarzam i wcale nie jest tak lepiej. I moje pytanie jest takie, do czego ja się w ogóle nadaje? Głupio jest mieć 22 lata i nie wiedzieć po co się właściwie jest na tym świecie. Gdybym była zwierzęciem to wystarczyłby mi świat wegetacji, ale świat ludzki wymaga umiejętności życia w społeczeństwie i radzenia sobie, a mi się wydaje, że nie mam na to wystarczająco dużo siły

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

W jaki sposób pokochać swoje nienarodzone dziecko i zacząć czuć radość z życia?

Mam 22 lata, roczną córę i kolejne dziecko w drodze. Stany depresyjne mam od 12 roku życia. Pojawiają się i znikają, ale zawsze wraca do mnie wszystko z podwójną siłą. Na początku przestałam się uczyć, mówiłam, że nikt mnie nie...

Mam 22 lata, roczną córę i kolejne dziecko w drodze. Stany depresyjne mam od 12 roku życia. Pojawiają się i znikają, ale zawsze wraca do mnie wszystko z podwójną siłą. Na początku przestałam się uczyć, mówiłam, że nikt mnie nie kocha, na siłę szukałam sobie chłopaka. Mam wspaniałych rodziców, na których zawsze mogę liczyć, a jednak nigdy nie czułam tego wsparcia, które oni mi udzielali, mimo własnych problemów. W liceum mając chłopaka "na poważnie" miałam nawet do pięciu innych facetów na boku, ponieważ czując się mało atrakcyjna i mało kochana potrzebowałam wciąż jakichś "dowodów miłości". Nauczona przez nastoletnich gówniarzy, że miłość to sex po pewnym czasie zaczęłam się prostytuować. W wieku 18 lat wyprowadziłam się z domu, rzuciłam szkołę i pewnego poranka zdecydowałam, że wyjeżdżam za granicę na stałe. Jeszcze tego samego dnia wylądowałam w Londynie. Tam szybko znalazłam normalną pracę, z wynagrodzeniem. Chodziłam 3 razy w tygodniu na imprezy, miałam pełno adoratorów, a i tak nigdy nie czułam się zadowolona i kochana. W pewnym momencie wszystko się posypało, straciłam pracę, mieszkanie. Wylądowałam na ulicy. Tam poznałam paru chłopaków, którzy przygarnęli mnie na pustostan i nauczyli radzić sobie z "dołkiem" narkotykami. Przez dwa lata żyłam z kradzieży i kombinacji, zawsze starczało na jedzenie, rachunki i używki. W pewnym momencie zaczęłam być z jednym z nich tylko dlatego, że robił on wszystko żebym go zauważyła i żebym z nim była. Otworzył nam świeży pustostan i.... trafił do więzienia. Czekałam na niego pół roku, wyszedł, ja znalazłam pracę w restauracji za dobrą stawkę. Chciałam się urwać z tego towarzystwa, zostawić faceta, ale wiedziałam, że jak go zostawię to on się stoczy na sam dół. W końcu zaszłam z nim w ciążę. Do mieszkania z państwa i benefitów na dziecko zabrakło mi 2 tygodni pracy. Nie byłabym w stanie już pracować dłużej, gdyż miałam pracę stojącą a nogi mi spuchły tak, że ledwo chodziłam. Nie chciałam tego dziecka. W pierwszym trymestrze próbowałam się go pozbyć wszystkimi dostępnymi mi środkami. Było już za późno, żeby usunęli mi dziecko legalnie. Gdy w końcu musiałam iść na macierzyński miałam wybór. Mieszkać 2 tygodnie na ulicy w 8-miesiącu ciąży w zimie albo wrócić do rodziców do Polski. Wróciłam. Sama. Kiedy urodziłam cięciem cesarskim po 22 godzinach wywoływania porodu, dziękowałam Bogu, że dziecko jest niedożywione (mój organizm zaczął sam na początkach 8 miesiąca "zabijać" dziecko nie dostarczając mu pokarmów) i że nie muszę brać Róży na ręce. Przez pierwszy miesiąc miałam ją na rękach 2 razy i tylko raz próbowano dać mi ją, żeby ssała mleko, ponieważ nie miała wyrobionego odruchu ssania. Okazało się, że może mieć wadę genetyczną przez pół roku chodziłam z nią do neurologów, genetyków. Dopiero niedawno zaczęłam ją naprawdę kochać. Wcześniej to było tak jakbym ją bardzo lubiła, ale mi niszczy życie. Nie mogę się pozbierać po powrocie z Anglii, po porodzie, po całej sprawie z wadami genetycznymi dziecka, które nie są do końca wyjaśnione (nadal podejrzewana jest o lekki autyzm i opóźnienie w rozwoju). Cały czas mieszkam u rodziców na ich utrzymaniu. Co znajdowałam jakąś pracę to przy wypłacie okazywało się, że to firma krzak i nie zapłaci, albo że coś im nie pasowało i zapłacą mi tylko część. Kiedyś mama powiedziała mi, że więcej kosztuje ją to, że pracuje niż jakbym siedziała w domu. W kocu wzięłam sobie to do serca i siedzę od stycznia w domu z dzieckiem dzień w dzień. Rodzice kupili domek 70 km od mojego rodzinnego miasta i ojciec całymi tygodniami tam jest, mama pracuje w szpitalu zmianowo, czasem nie ma jej nawet 24 godziny. Znalazłam oparcie w starym przyjacielu, z którym jestem w narzeczeństwie i jestem w kolejnej ciąży. Boję się. Chciałabym wszystkie te złe rzeczy puścić w niepamięć. Zaczęłam wracać do narkotyków, chcę usunąć tę ciążę, ale zarazem chcę mieć nadzieję, że będzie lepiej. Zapisałam się na kurs fryzjerski organizowany przez urząd pracy. Staram się przeć do przodu, ale cały czas brakuje mi sił. Nie mam nic z własnej wolności, a przynajmniej się tak czuję. Chciałabym się zabić, ale wmawiam sobie to co w ciąży poprzedniej, że jeśli mam w sobie życie to nie chcę być odpowiedzialna za to, że przez to że chciałam się zabić nie żyje ktoś jeszcze. Wiem, że potrzebuję pomocy, mówiłam to rodzicom, chłopakowi. Wszyscy to bagatelizują mówią, że inni mają gorzej a mi przejdzie "bo jest okropne ciśnienie i ja też nie mam dziś na nic humoru". Od ponad roku wmuszam w siebie jedzenie, na które nawet nie mam ochoty, żeby nie schudnąć już więcej. Jak zaczęłam wmuszać w siebie jedzenie przy wzroście 169 cm miałam 46 kg. Myśli samobójcze mam od drugiej klasy gimnazjum. Cięłam się, ale nigdy nie miałam próby samobójczej, bo zawsze miałam świadomość, że jest ktoś kto mógłby się załamać po mojej śmierci (chociażby mama, nie chcę żeby cierpiała przeze mnie chociażby raz jeszcze). Wiem, że poczucie winy w depresji to jest ta najgorsza rzecz, ale mnie ona chroni od samobójstwa. Nie chcę żeby ktoś się załamał z powodu mojego samobójstwa - nie chcę być winna czyjegoś załamania. Na dodatek jestem typem osoby, która chociażby sama miała 100000000 problemów zawsze pomoże innym i często jest to wykorzystywane. Pomocy ;(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Nie potrafię się pozbierać po śmierci taty

Witam! W lipcu minie 6 lat jak zmarł mój tata. Niestety stało się to na moich oczach, miałam wtedy zaledwie 14 lat. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się z tym w ogóle pogodzić. Zawsze, gdy ktoś wspomina z rodziny o...

Witam! W lipcu minie 6 lat jak zmarł mój tata. Niestety stało się to na moich oczach, miałam wtedy zaledwie 14 lat. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się z tym w ogóle pogodzić. Zawsze, gdy ktoś wspomina z rodziny o tacie pojawiają się łzy w oczach i stamtąd wychodzę. Po czym płaczę. Do tej pory starałam się ukrywać fakt, że nigdy się nie pogodziłam z jego śmiercią. Zawsze udawałam, że jest okey, okłamuję wszystkich, a gdy jestem sama zaczynam płakać. Jestem wtedy wściekła na cały świat. Mam również poczucie winy, że to wszystko stało się przeze mnie. Że za późno zareagowałam, że za późno wezwałam pomoc. Ciężko mi z tym żyć. Bo pół roku przed tym wydarzeniem miałam sen, śnił mi się pogrzeb taty;( Straszne emocje to we mnie wywołuje. Następnie boję się zasypiać, bo znowu miałam sen, że śnił mi się pogrzeb, tym razem mamy. Boję się zasypiać, bo wydaje mi się, że znowu coś takiego się wydarzy. A tego bym nie przeżyła.

Po śmierci taty wszystko się zmieniło. Brat często mnie bił. Mama nigdy nie gadała ze mną o tacie. Zawsze jak by unikała tego tematu. U nas w rodzinie to jest temat tabu. Ani mama, ani bracia nie chcieli o tym gadać. A teraz to ja nie chcę. Wywołuje to we mnie strach i płacz. Poza tym od 6 lat występują u mnie myśli samobójcze. Wydaje mi się, że to tylko moja wina, że tata odszedł. Tnę się. Mam blizny na rękach, co już źle zakryć. To przynosi mi ulgę na chwilę. Zapominam o wszystkim. Poza tym następna sprawa. Rozstałam się z chłopakiem, którego nie akceptowała moja rodzina. Mimo że bardzo go kochałam to zerwałam z nim tylko dla rodziny. A gdy byłam z nim brat wcale ze mną nie rozmawiał. Teraz może relacje się poprawiły z bratem. Ale bardzo mi go brakuje. Ciągle myślę o nim i nadal go kocham. A ostatnio się dowiedziałam, że bierze ślub - to było dla mnie jak gwóźdź to trumny. To był bolesny cios. Jakoś ciężko mi się z tym pogodzić. Chciałabym już zacząć normalnie żyć. A jestem taka bezsilna, nie radzę sobie z tym wszystkim. Mam dopiero 20 lat, a tyle złego mnie spotkało. Co mogę zrobić, aby zacząć normalnie żyć?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

W jaki sposób odzyskać radość życia?

Błagam... nie proszę lecz błagam o pomoc, o jakąś magiczną wskazówkę, o jakąś radę. Jestem po maturach pisemnych. Tyle się do nich przygotowywałam. Poświęciłam swoim przygotowaniom bardzo wiele czasu, wysiłku, emocji skupienia. Całe moje życie przez te ostatnie kilka miesięcy...

Błagam... nie proszę lecz błagam o pomoc, o jakąś magiczną wskazówkę, o jakąś radę. Jestem po maturach pisemnych. Tyle się do nich przygotowywałam. Poświęciłam swoim przygotowaniom bardzo wiele czasu, wysiłku, emocji skupienia. Całe moje życie przez te ostatnie kilka miesięcy podporządkowałam przygotowaniom. Poszło mi tragicznie. Poszło mi tak głównie dlatego, że w siebie nie wierze. Nigdy nie wierzyłam. Uciekam od problemów świat marzeń, wyimaginowanego świata. Myślę, że jestem typową introwertyczką, zamkniętą w sobie. Nie mam przyjaciół. Czasem, gdy widzę jak świetnie ludzie dogadują się między sobą przeraza mnie to, bo do mnie najczęściej nikt nic nie mówi. Obserwuję zwykle biernie jak inni między sobą rozmawiają, śmieją się, a ja stoję z boku. Tak nie było zawsze, kiedyś byłam znacznie bardziej towarzyska. Obecnie rzadko kiedy błyskam elokwencją lub genialnym żartem wśród innych. Nie wyróżniam się niczym. Czasem mam wrażenie, że jestem przezroczysta. Żyję a jednak tak jakby nie w pełni. Tak jakby mnie nie było. prawdopodobnie nie zdałam matury z matmy. Uczyłam się do niej naprawdę dużo, chodziłam nawet na korepetycje. Nie dociera do mnie ten fakt. Liczę na stronie w internecie tak te punkty i nie mogę się doliczyć 15 ( od tylu się zdaje). Od kilku miesięcy podejrzewam u siebie głęboką depresje. Nie wiem kim jestem naprawdę. Nie czuję wsparcia wśród nikogo na tym świecie. Z ambitnej zdolnej osoby staję się pomału nikim. Wszystkie moje pasje odłożyłam na bok, z niczego nie czuję się najlepsza, do niczego nie czuje mega powołania. Śpiewam, mam podobno piękną barwę głosu, ale nie robię nic z tym talentem. Na czas matur głównie. bardzo przeżywałam przygotowania do matury. Myślę, że stres zrobił swoje. (Podczas nauki miewałam napady małych krwotoków z nosa), ucząc się, nastawiałam się negatywnie, płakałam. W sumie to nawet teraz nie wiem czemu, bo byłam przez te 3 lata nauki bardzo pilną i sumienną osobą. Nie powinnam się była niczego bać, a jednak bałam, podobnie teraz. Bo boję się tego co będzie. Boję się zawalić, zawieść rodziców. Nie myślę o przyszłości w sposób pozytywny, konstruktywny,. Od dość dawna nie interesują mnie inni ludzie, strasznie się izoluję. Pisząc matury nie potrafiłam się skoncentrować, myślałam cały czas jaka jestem beznadziejna, dlaczego się wcześniej nie uczyłam więcej (robiłam to sporo). Ze wszystkich egzaminów wychodziłam z poczuciem niezadowolenia i poczuciem winy do siebie. Mam tendencje do wyniszczania się samej, myślami, czynami. Czuję się strasznie przygnębiona cały czas. Wszystkich przepraszam, gdy zrobię coś źle. Najgorsze jest jednak to co zaczęło dziać się z moją pamięcią i koncentracją. Niedawno zgubiłam mp4 i telefon, stałam się bardzo spóźnialska i nieodpowiedzialna. Mam problemy z wykonywaniem prostych czynności, nie mam ochoty i nie widzę sensu w robieniu czegokolwiek. Moja rodzina zauważa to, co dzieje się ze mną. Są zaniepokojeni bo nigdy wcześniej tak się nie zachowywałam. Najgorsze jest to, że nie wiem jak sobie pomóc. Miałam kiedyś marzenia, aby studiować filologię ang. Zdawałam angielski na maturze na poziomie rozszerzonym. Czuję, że poszło mi ok. ustna 90% pisemna około 60%, ale nie potrafię obudzić w sobie ponownie pasji, entuzjazmu do tego na tyle, aby to studiować. Nie radzę sobie także w rozmowach z rodziną, najbardziej chciałabym, aby mnie zostawili, nie przebywali w moim pokoju. Staje się nerwowa na cokolwiek co mówi do mnie mama. Moja siostra studiuje w Krakowie. Cały czas odczuwam presje ze strony rodziców, ze muszę iść również tam na studia. z kolei ja rozmyślam o innym mieście. Nie wiem czy uda mi sie namówić ich, do moich planów, w końcu to moje życie. Zostałam zapisana przez rodziców na prawo jazdy. Wiem, ze posiadanie go przyda mi się w życiu, ale pomysł ten nie jest moim lecz rodziców. Nie odczuwam zainteresowania uczeniem się i przygotowywaniem do tego egzaminu. To straszne, bo próbuje się zmuszać, ale ogarniają mnie wątpliwości, czy ze swoim stanem, nastawieniem i problemami koncentracji nie spowoduje wypadku na drodze. Wyjeździłam jak do tej pory jedynie 2 godziny i muszę przyznać, że szło mi fatalnie. Wiem, że to początki, więc teoretycznie nie powinnam się mieć czego obawiać, ale ja wiem, ze mogę mieć trudność nie tylko dlatego, że była to moja pierwszą styczność z samochodem, ale jak to określił także mój instruktor: " jak na tak młody wiek, jest pani wyjątkowo spiętą osobą" . Nie wspomnę już o tym, że polecenia jakie mi wydawał wykonywałam z wyraźnym opóźnieniem, nie zawsze docierało do mnie to, co mówił. To tyle jeśli chodzi o moje zmagania z prawem jazdy. Nie wiem w jaki sposób rozbudzić w sobie entuzjazm, aby walczyć, aby go mieć, skoro wewnętrznie nie tkwi we mnie przekonanie, że warto, że dam radę, że stać mnie. Uwielbiałam czytać książki, a obecnie mam problemy z przeczytaniem kilku stron. Zaczynam czytać coś co na pierwszy rzut oka zdaje się być interesujące, po czym szybko to odkładam. Nudzi mnie wszystko, nawet oglądanie telewizji nie sprawia mi już przyjemności. I to poczucie pustki i smutku całymi dniami. Błagam o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty