Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Nie radzę sobie ze swoim życiem - czy jest na to sposób?

Mam 18 lat, moi rodzice się nie rozwiedli, wychowywałam się w dostatku i mam rodzeństwo. Uczę się w miarę dobrze i mam wspaniałego chłopaka, który mnie kocha. A jednak mam duży problem... Nie potrafię sobie poradzić ze swoim życiem....

Mam 18 lat, moi rodzice się nie rozwiedli, wychowywałam się w dostatku i mam rodzeństwo. Uczę się w miarę dobrze i mam wspaniałego chłopaka, który mnie kocha. A jednak mam duży problem... Nie potrafię sobie poradzić ze swoim życiem. Wiecznie miewam napady płaczu. Nie znam przyczyny mojego smutku, po prostu chce mi się płakać i każdy powód jest dobry. Wiem, że mój chłopak mnie kocha, a jednak strasznie się boję, że może nam się nie udać, że mogę kiedyś usłyszeć, że mnie nie kocha. Często się kłóciliśmy ostatnimi czasy i kilka razy padło to z jego ust. Przepraszał mnie później, mówił, że nie chciał, że mówił to w gniewie. Staraliśmy się zapominać, a jednak ja nie umiem dać sobie z tym rady. Nawet po najwspanialszym dniu z nim, gdy cały dzień się uśmiecham i czuję się najszczęśliwsza na świecie, wystarczy najmniejsza drobnostka, a ja mam łzy w oczach, ściśnięte gardło i wszystkie złe myśli wracają. Potrafię płakać nocami i dniami, kiedy już zacznę, to zwykle kończę, gdy zasypiam ze zmęczenia. Nie chcę przytłaczać tym swojego ukochanego, wiem, że dla niego to może być męczące, bo on naprawdę stara się mi pomóc, a mi nic nie pomaga, nic nie przechodzi. Wiem, że kiedyś będzie miał mnie przez to dosyć i zwyczajnie może odejść, zmieniłam się, i to bardzo... Z tej wesołej dziewczyny, którą byłam kilka lat temu, nic nie pozostało i sama siebie nie poznaję. Wiele razy miałam wrażenie, że jestem niekochana, niepotrzebna, że gdybym zniknęła, nikt by się tym nie przejął... Wyobrażałam sobie własną śmierć i napawało mnie to większym smutkiem. Jednak zawsze dochodziłam do wniosku, że jestem za słaba, żeby się zabić, że boję się umrzeć... Sama nie wiem już, co mam robić, i mnie, i jego męczy ten stan. Chciałabym zapomnieć o wszystkim i móc znowu się uśmiechać jak kiedyś.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Problem z agresją - jak sobie z nią radzić?

Witam! Mam bardzo duży problem z agresją. Od ponad roku jestem w małżeństwie i mam 4,5 miesięcznego chłopczyka. Od początku znajomości z moją żoną dochodziło do awantur, które kończyły się skrajną agresją. Moja żona jest osobą, która nie potrafi przyznawać...

Witam! Mam bardzo duży problem z agresją. Od ponad roku jestem w małżeństwie i mam 4,5 miesięcznego chłopczyka. Od początku znajomości z moją żoną dochodziło do awantur, które kończyły się skrajną agresją. Moja żona jest osobą, która nie potrafi przyznawać się do błędu oraz zawsze za wszelką cenę walczy o własne zdanie, na jeden argument odpowiada kilkoma, najczęściej niezasadnymi. Doprowadza mnie to najczęściej do skrajności, która kończy się właśnie przemocą (np. w momencie, gdy nie pozwala mi dojść do słowa). Przemoc ta objawia się najczęściej szarpaniem, próbą fizycznego uciszenia czy zniewolenia, co w mojej żonie również wzmaga agresję. Kilkakrotnie miały miejsce sytuacje, kiedy nie kończyło się na szarpaniu. Zawsze, gdy moja żona uderzyła mnie w szamotaninie, ja oddawałem jej. Niestety ta sytuacja miała miejsce w czasie ciąży. Zawsze starałem się unikać takich sytuacji, starałem się opanować nerwy, ale bez skutku. Gdy prosiłem moją żonę w czasie kłótni o spokojniejszy ton, aby nie doszło do większej awantury i rękoczynów, nie skutkowało. Zdarzało się również, że gdy dziecko płakało i chciałem je uspokoić wzbierała we mnie agresja, którą ledwie udawało mi się opanować. Niedawno po jednej z takich kłótni żona wyprowadziła się ode mnie wraz z dzieckiem. Bardzo chce się z tego wyleczyć, chciałbym umieć panować na tą formą agresji. Prawdopodobnie jest to już koniec tego małżeństwa, żona mimo moich próśb nie chce dać mi najmniejszego wsparcia, abym mógł się wyleczyć, abym miał siłę zwalczyć to dla naszego małżeństwa. Pozostaje oschła i pełna nienawiści do mojej osoby. Wyrzuty sumienia i perspektywa rozwodu doprowadzają mnie do skrajnego bólu psychicznego. Proszę mi powiedzieć, czy jest dla mnie szansa na wyleczenie tego, na pozbycie się tej agresji.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Zmęczenie, senność, osłabienie - co to oznacza?

Witam serdecznie, od kilku lat "błąkam się" po lekarzach i każdy z nich ma inną teorię, która okazuje się ostatecznie błędna. Na to co mi dolega cierpię już co najmniej 7 lat. Mam 24 lata, często podróżuję, 172 cm wzrostu...

Witam serdecznie, od kilku lat "błąkam się" po lekarzach i każdy z nich ma inną teorię, która okazuje się ostatecznie błędna. Na to co mi dolega cierpię już co najmniej 7 lat. Mam 24 lata, często podróżuję, 172 cm wzrostu, 55 kg wagi. Miałam robione badania na bezsenność kilka lat temu (EEG w normie, jedynie lekkie zaburzenia fal theta), morfologia robiona rok temu - w normie, jedynie cholesterol wyszedł 280, ale podejrzewają błąd w wynikach.

Objawy: - ciągłe zmęczenie i senność (szczególnie z rana i po 12 rano), - lekko "odżywam" wieczorem, - nawracająca bezsenność, - bóle głowy, - silne zaburzenia widzenia (jakby rozmazane) i ból oczu, - uczucie silnego bicia serca i okazjonalne "ukłucia", - duszność przy wysiłku fizycznym (nawet po lekkim wchodzeniu pod górkę), - częste nudności i brak apetytu (szczególnie z rana), - stany lękowe po przebudzeniu z drzemki (i dziwny posmak w ustach), - nadwrażliwość na zimno, - apatia, - spadek wagi, - uczucie smutku i lęku (nie podejrzewam jednak depresji), - drżenie ciała i rąk oraz "wata" w kolanach, - od trzech miesięcy plamienia między miesiączkami (jestem na tabletkach hormonalnych).

Byłabym niezmiernie wdzięczna za jakąś radę. Robiłam już różne badania, chodziłam do różnych lekarzy, ale żaden nie potrafił postawić jednoznacznej diagnozy (były wersje nerwicy, nadczynności tarczycy (TSH = 0,801 ulU/ml), cukrzycy (glukoza = 86) itp., ale żadnych rezultatów). Pozdrawiam serdecznie.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Co mam zrobić, nie radzę sobie w pracy?

Mam 25 lat, niedawno skończyłam studia. Teraz pracuję, ale kompletnie sobie nie radzę. Udaję szczęśliwą, choć tak naprawdę jestem coraz bardziej załamana. Codziennie przed pracą odczuwam lęk. Budzę się nad ranem i nie mogę już zasnąć, bo nie mogę przestać... Mam 25 lat, niedawno skończyłam studia. Teraz pracuję, ale kompletnie sobie nie radzę. Udaję szczęśliwą, choć tak naprawdę jestem coraz bardziej załamana. Codziennie przed pracą odczuwam lęk. Budzę się nad ranem i nie mogę już zasnąć, bo nie mogę przestać myśleć. Ciągle chce mi się płakać, wieczorem, kiedy idę spać, rano, kiedy wstaję, w ciągu dnia, w pracy. Nie potrafię swobodnie rozmawiać z ludźmi. Ciągle martwię się, co pomyślą o mnie inni, że wyjdę na kompletną idiotkę. Właściwie ciągle się czymś martwię. Chcę porozmawiać z szefem. Nie wiem tylko co mam powiedzieć. Że sobie nie radzę? Że to praca nie dla mnie, czy mógłby mnie przenieść na inne stanowisko? A jeśli mnie zwolni? Coraz częściej myślę, że nie wytrzymam tu dłużej i chyba lepiej już nawet zostać zwolnioną. Raz chcę pójść porozmawiać z szefem i myślę, że może będzie dobrze, ale za chwilę nie mam siły, żeby się zmusić do tego. I tak ciągle to odkładam. Po prostu nie wiem już, co mam robić. Nie wyobrażam sobie przyszłości. Chciałabym coś zmienić, ale nie wiem jak, od czego zacząć.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Moja przyjaciółka lunatykuje: co należy robić w takiej sytuacji?

Witam ! Moja przyjaciólka (18 lat) od jakiegoś czasu lunatykuje. Wstaje z łóżka, chodzi bez celu po domu, a nawet zdarza się jej opuścić budynek mieszkalny. Odpowiada na wszystkie pytania, jakie się jej zada. Potrafi płakać przez sen oraz ma...

Witam ! Moja przyjaciólka (18 lat) od jakiegoś czasu lunatykuje. Wstaje z łóżka, chodzi bez celu po domu, a nawet zdarza się jej opuścić budynek mieszkalny. Odpowiada na wszystkie pytania, jakie się jej zada. Potrafi płakać przez sen oraz ma drgawki. Co trzeba robić w takim przypadku? Czy można uderzyć ją w twarz lub polać zimną wodą, by jakoś ją obudzić ? Czy to może przydarzyć się każdemu? Pozdrawiam.

Jak poradzić sobie z ciągłym stresem i odrzuceniem przez klasę?

Witam, na początek chciałbym troszkę o sobie opowiedzieć. Mam 16 lat, chodzę do I klasy liceum. Moje problemy zaczęły się od 6 klasy szkoły podstawowej. Wcześniej ich nie miałem, byłem wesołym dzieckiem, akceptowanym przez wszystkich i lubianym (tak myślę), źle...

Witam, na początek chciałbym troszkę o sobie opowiedzieć. Mam 16 lat, chodzę do I klasy liceum. Moje problemy zaczęły się od 6 klasy szkoły podstawowej. Wcześniej ich nie miałem, byłem wesołym dzieckiem, akceptowanym przez wszystkich i lubianym (tak myślę), źle nie było. Mieszkam w bardzo małej miejscowości, także wiele osób w niej nie mieszka. Z rodziną raczej wszytko było w porządku, mama jest trochę nadopiekuńcza, a ojciec dużą rolę przykłada do nauki. Byłem i jestem ulubieńcem rodziców, takim można powiedzieć „pupilem”, mam dwóch starszych braci, po ok. 30 lat, dobrze się z nimi rozumiem. Za to z żoną brata nie za bardzo (nie zawsze tak było). Problem pojawił się, kiedy mój kuzyn i jednocześnie najlepszy kolega, wraz ze swoją siostrą, się wyprowadzili. Cały świat, można powiedzieć, że się zawalił, pamiętam nawet, kiedy to było. Bardzo się wtedy zmartwiłem, oczywiście nie tylko on mieszkał w naszej wsi i nie tylko z nim się kolegowałem (było jeszcze 3 kolegów), ale to on głównie trzymał „paczkę”, jak go zabrakło, to automatycznie cała paczka zaczęła się, można powiedzieć, rozpadać. Były jeszcze wakacje, a ja zostałem sam i nie wiedziałem, co dalej poczynić. Zacząłem jeździć do sąsiedniej wsi, do kuzyna, z którym rozumiałem się dobrze i do tej pory się rozumiem. Dobra, minęło, źle nie było, jakoś się pozbierałem. Teraz dopiero tak realnie miał się zacząć problem, a więc pierwszy raz na rozpoczęcie roku bałem się przyjść, to dlatego, że nie miałem u boku najlepszego swojego kumpla, bo to przy nim czułem się swobodnie i do tej pory tak jest, kiedy się z nim spotykam. Zacząłem się zamykać w sobie, bałem się odezwać na łonie klasy (nigdy tego za bardzo nie lubiłem), ale najgorsze, że zaczynałem myśleć o przyszłości, to co będzie, to znaczy stresowałem się w samotności, rozmyślając, jak będzie jutro w szkole. Koledzy zaczęli mi doskwierać, widząc moje słabości, szybko zmienili zachowanie wobec mnie, można powiedzieć, stałem się „kozłem ofiarnym”. To było naprawdę niesympatyczne, zacząłem rozmyślnie planować różne choroby, by tylko nie iść do szkoły. W szkole przeważnie chodziłem sam na przerwach, rozmyślając, jak tu by uciec od klasy. Po szkole było podobnie, to znaczy wychodziłem ostatni lub pierwszy. Bałem się chodzić po mieście, że ich spotkam. W gimnazjum na pewno lepiej nie było, w dalszym ciągu myślałem podobnie. Oczywiście nie było tak, że każdy dzień był zły, bywały zupełnie fajne dni. Ogólnie rzecz biorąc, było źle, przede wszystkim ze mną, bo ciągle się bałem i stresowałem: „jak to będzie”. Wakacje przeważnie spędzałem w połowie w domu (nie był źle), a w połowie na kolonii, na której z kolei wszystko było dobrze, choć również stres był. Myślałem, że jak pójdę do nowej szkoły, to będzie dobrze i miałem rację, udało mi się trafić na świetną szkołę i byłem bardzo zadowolony. Cieszyłem się, że wybrałem tę szkołę. Nie było tak pięknie, jak by się mogło wydawać, wciąż musiałem (muszę) jeździć do tej szkoły ze swoimi starymi kolegami z klasy i przeżywać ten ciągły stres. Pomimo tego wszystkiego nie było źle, cóż przynajmniej w szkole był spokój. Wczoraj przy mojej nieobecności na lekcji WDŻ pani zrobiła test „lubienia”. Każdy miał napisać przy każdej osobie +, - lub 0. Dostałem zaledwie trzy plusy na trzynaście osób. Wtedy poczułem, że znów wszystko się rozpada. Nie wiem, co mam robić, koledzy już zauważalnie inaczej na mnie patrzą, a ja czuję się całkowicie przyblokowany. Jestem już raczej w depresji, czuję się samotny, zaniepokojony i niepotrzebny, nie wiem, co przyniesie mi kolejny tydzień.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy agresja słowna w dzieciństwie może być przyczyną silnego stresu w późniejszych latach?

Mam już 21 lat. W latach gimnazjalnych byłam dręczona przez grupkę chłopaków bez powodu, przezywali mnie i przeklinali na mnie. Zaczęłam unikać tego i chodziłam gdzie się da i byłam zamknięta w sobie. Nauczyciele zauważyli co się dzieje i koleżanki...

Mam już 21 lat. W latach gimnazjalnych byłam dręczona przez grupkę chłopaków bez powodu, przezywali mnie i przeklinali na mnie. Zaczęłam unikać tego i chodziłam gdzie się da i byłam zamknięta w sobie. Nauczyciele zauważyli co się dzieje i koleżanki zaczęły się tym interesować i pomagać mi. Ale ja nie chciałam, żeby mi pomagali, bo uważałam że będzie gorzej i było. Nauczyciele rozmawiali z nimi, ale to nic nie pomogło. Miałam wtedy najgorsze myśli, nie chciało mi się iść do szkoły, chciałam ją zmienić. Ale coś mnie tknęło, że jak zmienię to oni pomyślą, że się poddałam. Kiedy były z nimi rozmowy, było gorzej. Nienawidziłam się tak bardzo, że myśli były gorsze, często płakałam. Jak wyszłam z gimnazjum i jak ich spotykam, to tak jakbym ich nie znała. W pierwszej klasie w zawodówce miałam problem z koleżanką. Dokucza mi przez inną, która jej nagadała i nie wytrzymałam i zaczęłam się ciąć, bardziej płakać. Później zrozumiałam, że jestem inna niż jej mówiono o mnie i było ok. Myśli mam dalej te same, nienawidzę siebie, boję się strasznie ciemności. Codziennie ciągle się stresuję, nie mogę uwierzyć już w siebie. Jedno słowo ktoś do mnie powie, np. imię - jestem cała wystraszona. W pracy czuję się nielubiana, choć lubię to co robię. Z pozoru wyglądam normalnie uśmiechnięta, ale nikt nie wie co mnie tak naprawdę dręczy. Niektóre osoby mówią mi, że powinnam spotkać się z psychologiem, ja się boję. Tabletki na uspokojenie brałam, nie pomagały. Przestałam brać. Teraz nie daję już rady z stresem. Nie wiem co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Dlaczego wszystko mnie drażni i nie mogę opanować emocji?

Witam!   Mam problem, nie wiem czy to nerwica, czy nadwrażliwe jelito, ale od kilku miesięcy każdą emocję odczuwam układem pokarmowym. Do tego ostatnio strasznie wszystko mnie drażni, boję się, że nie zapanuję kiedyś nad sobą, każda błahostka... Witam!   Mam problem, nie wiem czy to nerwica, czy nadwrażliwe jelito, ale od kilku miesięcy każdą emocję odczuwam układem pokarmowym. Do tego ostatnio strasznie wszystko mnie drażni, boję się, że nie zapanuję kiedyś nad sobą, każda błahostka wyprowadza mnie z równowagi. Cierpią na tym mój syn i mąż. Mimo że nie chcę się denerwować i tak zawsze coś mi nie pasuje, potem przepraszam, a za chwilę znowu się czepiam. Poza tym bardzo chciałabym gdzieś wyskoczyć, np. na pizzę, ale gdy mąż zaproponuje mi wyjście, od razu ściska mnie w dołku. Ogarnia mnie jakiś dziwny lęk, że coś się stanie, że nie dojadę na miejsce, reaguję przy tym uczuciem, jakbym zaraz miała mieć biegunkę. Do tego nie potrafię się skupić. Kiedyś miałam bardzo podzielną uwagę, teraz z trudem ogarniam swoje myśli. Pisząc to kręcę palcami próbując sobie przypomnieć niektóre słowa, bo po prostu nie umiem nawet się wyrazić. Proszę o pomoc. Mój e-mail: jutynka881@wp.pl gg: 2151409. Dodam, że stwierdzono u mnie zapalenie żołądka ponad rok temu i helicobacter, ale już mnie podobno wyleczono.
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mój sen to śpiączka - co mi jest?

Witam, piszę, bo nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to, co mi jest, a mój stan zdrowia właściwie doprowadza mnie do płaczu. W ciągu ostatnich 2 miesięcy mój sen jest niedorzeczny. Ciągle jestem zmęczona, zapominam, co robiłam poprzedniego dnia, nie wiem,...

Witam, piszę, bo nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to, co mi jest, a mój stan zdrowia właściwie doprowadza mnie do płaczu. W ciągu ostatnich 2 miesięcy mój sen jest niedorzeczny. Ciągle jestem zmęczona, zapominam, co robiłam poprzedniego dnia, nie wiem, czy dlatego, że żyję jak w śpiączce. Zasypiam w sekundę, czasem nie zdając sobie nawet sprawy, że mój organizm właśnie idzie spać. Idę do salonu, po czym budzę się po dwóch godzinach na sofie. Czasem sen jest tak głęboki, że boję się, że się nie obudzę. Mój chłopak mnie obserwował ostatnio i stwierdził, że to dziwne, że tak szybko w ciągu dnia wpadam w tak strasznie głęboki sen, podobno również zaczęłam głośno chrapać, co mi się nigdy nie zdarzało. Zawsze dużo spałam, ale teraz jestem w stanie iść spać po kilku kawach, napojach energetycznych i wszelkich środkach, które normalnie utrzymałyby mnie w stanie pobudzonym.

Czasami miewam też bardzo uciążliwe bóle głowy, które nie reagują na żadną dawkę paracetamolu. Zawsze ciężko mi się wstawało, ale teraz nad tym zupełnie nie panuję, moi współlokatorzy wyłączają budzik, który dzwoni pół godziny, ostatnio również przespałam pełne 72 godziny, budząc się tylko na 5-10 minut. Martwię się, a lekarze mówią mi tylko, że pewnie jestem zestresowana i że to przejdzie, ale jak wróciłam z wakacji w Tajlandii - dalej byłam zestresowana? Bez sensu... Muszę dodać, że mam na jajniku "dermoid cyst", ale podobno nie jest to tego przyczyną. Robiłam podstawowe badania, wykluczono tarczycę i cukrzycę (mimo że nie byłam na czczo, nie wiem, czy to możliwe), biorę antykoncepcję doustną, jeśli to może mieć jakiś wpływ. Jestem załamana. Co mi jest? Proszę o opinię.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Magdalena Szymańska
Lek. Magdalena Szymańska

Mama się złości z powodu moich złych ocen - jak rozwiązać ten problem?

Chodzę do 6 klasy, nigdy w nauce nie byłam orłem... Ale jest coraz gorzej. Najbardziej chodzi mi o matematykę. Moja mama jest uczulona na to, że gdy dostanę jedynkę czy dwójkę, jest strasznie zła. W czwartek miałam klasówkę. Nie powiedziałam...

Chodzę do 6 klasy, nigdy w nauce nie byłam orłem... Ale jest coraz gorzej. Najbardziej chodzi mi o matematykę. Moja mama jest uczulona na to, że gdy dostanę jedynkę czy dwójkę, jest strasznie zła. W czwartek miałam klasówkę. Nie powiedziałam nic mamie na ten temat. NIC! Dostałam jedynkę. Pani napisała mi w zeszycie tak: "Proszę o zgłoszenie się do szkoły w sprawie córki". Gdy to zobaczyłam, rozpłakałam się, wszyscy nade mną stali. A ja ryczałam. Ciągle ryczę, nawet teraz, gdy piszę, mam oczy we łzach. Nie wiem, co się ze mną dzieję. Pojutrze mam rekolekcje, więc do piątku nie będziemy chodzić do szkoły. Kiedy powiedzieć to mamie? Strasznie się boję, drżą mi ręce. Coś jest ze mną nie tak? Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Czuję się gorszy od innych - co mam zrobić?

Mam 28 lat i czuję się gorszy od innych. Całe dnie spędzam sam i z nikim nie rozmawiam. Nikt się mną nie interesuje i nikt nie chce ze mną rozmawiać. Kiedy patrzę na innych ludzi, to czuję się przy nich...

Mam 28 lat i czuję się gorszy od innych. Całe dnie spędzam sam i z nikim nie rozmawiam. Nikt się mną nie interesuje i nikt nie chce ze mną rozmawiać. Kiedy patrzę na innych ludzi, to czuję się przy nich jak idiota. Wszyscy chodzą parami, trzymają się za ręce, przytulają, całują, obdarowują się prezentami, rozmawiają ze sobą, w ogóle nie zwracają na mnie uwagi, nie patrzą na mnie, a ja widząc ich, czuję się jak odludek. Kiedy patrzę na innych, myślę sobie, jak inni mają dobrze: mają znajomych, przyjaciół, chłopaków, dziewczyny, mają z kim rozmawiać, są rozchwytywani przez ludzi, chodzą na spacery, na kolacje, odnoszą sukcesy, są zdolni, mają artystyczne zdolności, ciągle z kimś przybywają, mają do kogo zadzwonić i zjeść z kim obiad, a ja nie mam nikogo. Wszystko muszę robić sam: sam muszę zrobić sobie jedzenie, potem muszę iść do pracy, potem muszę iść na zakupy, zrobić sobie pranie, wyprasować, posprzątać, pozmywać i wtedy na nic nie mam już siły i idę spać, i myślę wtedy, że znowu nic nie zrobiłem, bo jak zwykle nie miałem czasu i że mój dzień był beznadziejny. I kiedy tak sobie to wszystko robię sam, to myślę sobie, jakie inni mają wspaniałe życie. Zdaję sobie sprawę, że wszystko wynika to z tego, że nie dostałem od rodziców wystarczająco dużo miłości. Pamiętam, jak moi znajomi dostawali od rodziców wszystko, co chcieli: grali na gitarach i innych instrumentach, mieli inne zdolności, wyjeżdżali za granicę, odnosili sukcesy, a kiedy chciałem o tym porozmawiać z mamą, to powiedziała mi, że nie kupi mi gitary, bo nie będę umiał na niej grać, nie pozwala mi malować, bo nie umiem malować i ma w d%^&* moje problemy, stąd nie mogąc wytrzymać tego uczucia, że wszyscy inni mogą robić to, co chcą, wyniosłem się z domu. Mieszkam teraz w Łodzi, znam 4 języki obce, jestem po studiach i dobrze zarabiam. Ale i tak nie wiem, co mam zrobić z pieniędzmi, które mam. Nie wiem, co mam zrobić z wolnym czasem, który mam w weekend i w ogóle nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Od kilku miesięcy spotykam się z psychologiem, który mówi mi, że nie ma sensu rozdrapywać swojej przeszłości i użalać się nad tym, że nie dostałem czegoś od rodziców i wziąć sobie tą gitarę, której od nich nie dostałem i zacząć po prostu na niej grać. Ale myślę sobie, że nie mam ochoty wiecznie robić czegoś samemu, bo życie dla samego siebie jest bez sensu, a zagrać na gitarze dla innych i tak nigdy nie będzie okazji, bo w ogóle nie będą chcieli tego słuchać, bo przecież mają swoje życie, swoich przyjaciół, swoich znajomych, swoje mieszkania, swoją filozofię, swoje sukcesy i w ogóle niczego już im do życia nie brakuje i w ogóle mnie nie potrzebują. Czuję się okropnie. Co mam zrobić? Pomóżcie

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Niska samoocena - czy z tego wyrosnę?

Witam! Mam 14 lat i mam pewien problem, a mianowicie jest on taki, że mam wrażenie, że do niczego się nie nadaję. Nie uczę się najgorzej, ale, by zdobyć dobre oceny muszę bardzo dużo się uczyć. Niestety mam krótką pamięć,...

Witam! Mam 14 lat i mam pewien problem, a mianowicie jest on taki, że mam wrażenie, że do niczego się nie nadaję. Nie uczę się najgorzej, ale, by zdobyć dobre oceny muszę bardzo dużo się uczyć. Niestety mam krótką pamięć, a przedmiotów ścisłych w ogóle nie rozumiem. Nie mam jakichś wybranych zainteresowań. Wszyscy moi znajomi mają jakieś zainteresowania, a to sporty jakieś, fotografia, granie na pianinie, różne sztuki walki. Ja nie mam żadnego, prócz tego, że kocham dzieci wszystkie istniejące na świecie :) Raczej jestem niesmiała i chyba za bardzo wrażliwa. Nienawidzę być pytana na lekcji przy całej klasie. I właśnie w nauce też kiedyś byłam gorsza niż teraz, ponieważ zawsze się stresowałam i stresuję szkołą. Mam wrażenie, że coś jest ze mną nie tak. Nic mi się nie udaje, ale tak naprawdę, kompletnie nic. Mam straszliwą, z podkreśleniem na strasziwą, niską samooceną. Myślę, że wszyscy na każdym kroku mnie oceniają. I, choć głupio mówić, bo dziwnie do brzmi, ale chyba mam za dobre serce. Żal mi tej osoby, której nikt w klasie nie lubi. Gdy przeze mnie komuś jest przykro od razu ma straszne wyrzuty sumienia. Jednak dziwnie i nielogicznie to wszystko brzmi, to mi chodzi o to, że przez moją wrażliwość i jakby "zero zainteresowań" oraz stres nie wiem kim jestem. Jaki mam charakter? Czy kiedyś wyrosnę z tego wyrosnę? I zapomniałam dodać, że boję się prawie wszystkiego. Ogromnie przerażają mnie igły  i niedawno zauważyłam, że boję się praktycznie wszystkich lekarzy w tym dentystów. Boję się robali i innych rzeczy. + Dodatkowo nie mam w sobie ani trochę adrenaliny, chodzi mi o to, że boję się, że złamię nogę no i jak np: moja siostra biegnie to od razu mówię: "Tylko nie złam nogi, uważaj nie potknij się!". Jestem raczej lubiana.. tak myślę. Jestem raczej uśmiechnięta zawsze, ale jest bojaźliwa. Chodziłam kiedyś do psychologa z pół roku.. jakoś tak. Ale to było dwa lata temu i nie miałam jakby do mojej pani psycholog zaufania, nie nabrałam go. I tak naprawdę nie wiedziałam wtedy jednego: że to przez ludzi się stresuję. Co o mnie powiedzą? Prosze o odpowiedź. Kim jestem?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy częste mioklonie przysenne w ciąży mogą zaszkodzić dziecku?

Dzień dobry. Jestem obecnie w 7 tygodniu ciąży. Mam nerwicę od około roku. Niemal od początku ciąży mam uporczywe zrywy podczas zasypania, które nie pozwalają mi zasnąć nawet 3 godziny. Do tego po zrywach mam wysoki puls, co również wpływa...

Dzień dobry. Jestem obecnie w 7 tygodniu ciąży. Mam nerwicę od około roku. Niemal od początku ciąży mam uporczywe zrywy podczas zasypania, które nie pozwalają mi zasnąć nawet 3 godziny. Do tego po zrywach mam wysoki puls, co również wpływa na niemożność zaśnięcia. Zrywy mam również w dzień, ale tylko podczas zasypiania. Ziołowe leki uspokajające nie pomagają. Czy te mioklonie mogą mieć wpływ na rozwój zarodka lub ewentualne poronienie? Bardzo proszę o odpowiedź, gdyż mój lekarz ginekolog nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Jak powinnam się zachowywać w sytuacjach, kiedy Rodzice się kłócą?

Witam, właściwie to nie wiem, czy trafnie zadałam pytanie. Mam 28 lat, a sytuacja wygląda następująco. Na chwilę obecną jeszcze mieszkam z Rodzicami i z nimi pracuję, mamy wspólną firmę. Rodzice kłócili się zawsze, odkąd pamiętam, zawsze były zastraszania rozwodem...

Witam, właściwie to nie wiem, czy trafnie zadałam pytanie. Mam 28 lat, a sytuacja wygląda następująco. Na chwilę obecną jeszcze mieszkam z Rodzicami i z nimi pracuję, mamy wspólną firmę. Rodzice kłócili się zawsze, odkąd pamiętam, zawsze były zastraszania rozwodem, ale patrząc na to z perspektywy czasu i mojej, jednak większej, świadomości, stwierdzam, że taki mają oboje charakter, nikt nie popuszcza, a w gruncie rzeczy to się kochają. Ja jestem jedynaczką i zawsze ciężko sobie radziłam w tych sytuacjach. W dalszym ciągu to trwa. Jedyne co się zmieniło, to to, że jestem często świadkiem tych kłótni. Sama próbuję ułożyć swoje życie z chłopakiem i zdaję sobie sprawę, że kłótnie są rzeczą naturalną, ale do pewnego momentu. Mój Tato bardzo się zmienił. Co prawda zawsze wytykał nam wszystkie błędy, porównywał do innych mówiąc, że inni są lepsi, ale teraz jego zachowanie dla mnie jest niewytłumaczalne. Rozumiem praca, stres, zmęczenie... Znalazł sobie grupkę kolegów, z którymi baluje, spotyka się. Podejrzewam, że nie tylko z nimi, że ma kogoś, ale to są moje przypuszczenia. Często wieczorami nie ma go w domu, bo wychodzi na spotkania. Ma pretensje do Mamy, że ona nie ma swoich koleżanek, że ona nie wychodzi. Pomijając jego wyjścia, bo ich dobrą stroną jest to, że wtedy go nie ma i jest spokojniej, to nie da się z nim rozmawiać, żadna z nas nie wie, czy właściwie sformułuje zdanie, czy siedzi prosto, za co zaraz oberwie. Fakt jest taki, że wszystkim nam nerwy puszczają i każdy z nas dolewa oliwy do ognia, jak już się zacznie. Ale ani ja, ani Mama nie mówimy do niego w taki sposób jak on do nas. Ta złość, agresja, wyraz twarzy, jakby chciał nam coś zrobić. Słowa które z jego ust padają w stylu: „Ty szmato, uważaj bo Cię zaraz trzasnę, idź stąd, wynoś się, nie chcę Cię widzieć...” bolą bardzo. Jesteśmy często szantażowane tym, że nie mamy po co przychodzić na następny dzień do pracy, bo już nas tam nie ma. Że jesteśmy na pierwszym miejscu na wylocie, że wszyscy inni są dobrzy, a my beznadziejne. Bo to on haruje na nas, a my mu tylko przeszkadzamy. Dużo emocji, za dużo tych negatywnych, łącznie z nienawiścią do niego (chodź tego bardzo nie chcę). Na drugi dzień emocje są przenoszone do pracy, wszyscy widzą, że coś jest nie tak, a ja świecę oczami, że nic się nie stało, choć trudno wytłumaczyć trzaskanie drzwiami. Jeszcze jedna kwestia, Mój tato ubliża Mamie, widzę jak gaśnie w oczach, a robi to często przy innych, zresztą wobec mnie tak samo. Nie wiem, jak wtedy reagować, rozmowy krzyki nic nie dają. A ja nie mogę pozwolić na to, żeby on tak traktował Mamę, nas. Proszę mi pomóc, czy powinnam stać z boku, olewając to. Czy interweniować? Jeśli tak - to jak, rozmawiać? - nie potrafię z nimi bez emocji, mimo że się bardzo staram. Czasem staram się porozmawiać - o co poszło. Ojciec daje jedną wersję skrajnie różną od tego, co opowiada Mama. Zasugerowałam wizytę u specjalisty, żeby sobie pomogli, bo ja nie umiem być mediatorem. Wiem, że wina w tym wszystkim jest pewnie pośrodku. Chociaż bardzo kocham swoją Mamę, jesteśmy mocno związane emocjonalnie, to wiem, że potrafi wbić kij w mrowisko, że ma swój charakterek. Ale się nie zgodzi, a ja już nie daję rady, kłótnie są przynajmniej raz w tygodniu przez dwa trzy dni i nigdy nie wiadomo, kiedy wszystko wybuchnie z maksymalną siłą. Nie umiem być obojętna, bo zbyt boli zachowanie Ojca. Myślałam o zmianie pracy, ale to ciężki temat, firma rodzinna, którą budujemy od lat kilkunastu i gdybym tak zrobiła, prawdopodobnie musiałabym odciąć się od Rodzinki -> patrz Tato. Jest to jeszcze kwestia do zastanowienia się, bo jak tak dalej będzie, kto wie. Co mam robić? Żyjemy w stałej huśtawce emocjonalnej, nie dam rady tak dalej, wszyscy cierpimy, a co jeżeli Tata ma kochankę? Kiedyś mu to powiedziałam, że mam takie podejrzenia - zareagował agresją, a te moje przypuszczenia nie są bezpodstawne, zresztą mama sama o tym głośno mówi, choć nie wiem, czy ma dowody. Proszę o pomoc

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy słusznie postąpiłam z moimi radami w stosunku do wnuczka?

Moja córka i zięć mieszkają w Niemczech. Ona jest na urlopie macierzyńskim od 3 lat, z zawodu technik dentysta. Pracowała w zawodzie 11 lat w Niemczech, zięć prowadzi własną firmę personalnego trenera oraz sprzedaż urządzeń do fitness klubów. W związku...

Moja córka i zięć mieszkają w Niemczech. Ona jest na urlopie macierzyńskim od 3 lat, z zawodu technik dentysta. Pracowała w zawodzie 11 lat w Niemczech, zięć prowadzi własną firmę personalnego trenera oraz sprzedaż urządzeń do fitness klubów. W związku są od 7 lat, ślub wzięli, gdy córka była w ciąży. Związek był raz gorszy, raz lepszy, zależało to od humoru zięcia - ma zdiagnozowaną depresję lękową mieszaną. Od lat bierze różne leki, te z grupy trójpierścieniowych, często dawkuje je wg własnego odczucia i upodobania. Jego młodsza siostra również ma depresję ale lękową. Ojciec bierze także leki antydepresyjne i twierdzi, że w dzisiejszych czasach to normalne. Moja córka z teściami od 3 lat jest w kontakcie raczej bardzo rzadkim, ponieważ zięć często na nią nagadywał, co nie było prawdą, ale jego rodzice nie przyjmują do wiadomości, że syn choruje. W ubiegłym roku córka wzywała pogotowie na wyraźną prośbę zięcia, ponieważ słyszał jakieś głosy, jak sam określał - prosto do ucha. Pogotowie było i lekarz dał mu jakiś zastrzyk, i jakoś się to uspokoiło. Pod koniec lutego wydarzyła się dla nas wszystkich rzecz niesłychana, a mianowicie zięć wziął 3-letniego syna, wywiózł do matki i zgłosił, że matka chciała ,,małego obywatela Niemiec” porwać do Polski! Totalny absurd, no i oczywiście jego rodzina nie dopuszczała w ogóle matkę do dziecka, córka pokazywała w Jugendamcie recepty zięcia, ale nikt nawet okiem na nie nie spojrzał. Po tygodniu Jugendamt zadecydował, że matka ma prawo widzieć dziecko co drugi dzień po 2 godziny. Rozstania to był istny horror. Dziecko wyło po prostu za matką, a oni je wyszarpywali z jej objęć, czego sama byłam świadkiem. Zięcia rodzice zgłosili po około tygodniu w Jugendamcie, że najlepiej, aby matka nie miała kontaktu z dzieckiem, bo dziecko silnie to przeżywa, między innymi biegunki, moczenie się, płacz w nocy i wołanie matki. W tych okolicznościach Jugendamt zadecydował, że dziecko do czasu rozprawy - kto będzie nad nim sprawował opiekę - będzie u rodziny zastępczej, tzn. wnuczek ma już w ciągu miesiąca trzeci dom. Pierwszy u babci, drugi u dziadka i jego nowej żony, trzeci rodzina zastępcza. Córka i zięć mają prawo widywać dziecko raz w tygodniu przez 3 godziny. Z tego wszystkiego moja córka schudła 10 kg, jest w skrajnej rozpaczy, każdy dzień bez dziecka to piekło dla jej duszy. Aha, była jeszcze parę razy wmieszana policja, bo podobno śledzi męża, aby go zabić, totalna paranoja. Gdy wnuczek był w ostatnią sobotę ,,na widzeniu” w domu, zauważyłam, że z wesołego i ufnego dziecka jest coś, czego nie poznajemy. Jest smutnym dzieckiem, chociaż przez gry i zabawy udaje wywołać uśmiech. Wpada w szał, gdy na przykład nie udało mu się wyskrobać loda z kubeczka. Taki szał bez powodu, włącznie z rzucaniem się, trwa kilkanaście minut. Po uspokojeniu, tuli się do matki, ciężko oddychając. Zawsze na wszystkie pytania odpowiada „tak” lub „ja”, w zależności, w jakim języku jest pytany, ponieważ jest dzieckiem dwujęzycznym. Absolutnie nie pozwala się rozebrać u rodziny zastępczej i dlatego śpi i chodzi w tej samej odzieży aż do następnego widzenia z matką. Córka też ma z tym problem, ale po długich prośbach pozwala się rozebrać i umyć, bo wiadomo jak wygląda po tygodniu. Pani z rodziny zastępczej stwierdziła, że nie chce mu robić dodatkowego stresu i zaniechała mycia i rozbierania. Za dwa dni będzie rozprawa sądowa, adwokat córki stwierdziła, że na pewno córka dostanie dziecko, ale niestety dziecko i matka co przechodzą, to serce mi pęka z bólu. Córka już wniosła o separację, a tylko, jak się skończy, weźmie rozwód, tak przynajmniej twierdzi, że człowiek, z którym żyła - umarł. Ja natomiast martwię się zachowaniem wnuczka, poradziłam córce, aby poszła z dzieckiem do psychologa dziecięcego. Mam pytanie: czy słusznie postąpiłam z moimi radami w stosunku do wnuczka?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Ciągła tęsknota - jak z nią walczyć?

Witam bardzo serdecznie :) Mam 25 lat i mój problem może wyda się dziwny, ale mam problem z nadmierną wrażliwością emocjonalną, przez to naprawdę ciężko mi się żyje... Wzrusza mnie krzywda i bieda innych ludzi, złe traktowanie zwierząt, a po...

Witam bardzo serdecznie :) Mam 25 lat i mój problem może wyda się dziwny, ale mam problem z nadmierną wrażliwością emocjonalną, przez to naprawdę ciężko mi się żyje... Wzrusza mnie krzywda i bieda innych ludzi, złe traktowanie zwierząt, a po niektórych filmach płaczę nawet 3 dni itp. Może wyda się to komuś śmieszne :) ale dla mnie jest to strasznie męczące... w dodatku ciągle ogarnia mnie tęsknota, sama nie wiem za czym: za dzieciństwem, za dawnymi czasami, za niektórymi miejscami... Bardzo szybko się przyzwyczajam do miejsc, do ludzi, do pewnych schematów życia. Niedługo wyjeżdżam do pracy do miejscowości oddalonej od mojego miejsca zamieszkania o ponad 200 km i już tęsknię, mimo że nie jadę tam sama, tylko z narzeczonym, a mój problem polega na tym, że już dziś budzę się w nocy i myślę, jak tam będzie, i już tęsknię za rodzicami, za moim rodzinnym domem itp. Czasami nawet, gdy słyszę jakąś piosenkę, która kojarzy mi się np. z dzieciństwem, dawną miłością, to od razu biegnę ją wyłączyć, bo czuję wtedy taki wewnętrzy niepokój, jakiś ból, nie umiem tego opisać. Tak mi się ciężko z tym żyje, poza tym mam ciągły lęk o moich rodziców i rodzinę, bo ten czas tak szybko płynie, ja robię się coraz starsza, moi rodzice też :( Chciałabym, żeby czas się zatrzymał i żeby w końcu przestać tęsknić... za nie wiadomo czym... Nie sądzę, aby to, co czuję, było normalne, powoli mnie to męczy, nieraz mam przez to obniżony nastrój, mniejszą chęć do życia... Panicznie boję się zmian, czasem pragnę mieć znów 8 lat :( Nie wiem, czy to normalne. Proszę o radę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nadmierna senność w ciągu dnia - czy może być objawem niepokojącym?

Witam. Czy może być niepokojący fakt nadmiernej senności w dzień? Mam 27 lat, siedzący, nocny tryb pracy. Praca jest w ochronie. W pracy przesypiam w fotelu zazwyczaj około 5 h, po czym wracam do domu rano i potrafię spać czasem...

Witam. Czy może być niepokojący fakt nadmiernej senności w dzień? Mam 27 lat, siedzący, nocny tryb pracy. Praca jest w ochronie. W pracy przesypiam w fotelu zazwyczaj około 5 h, po czym wracam do domu rano i potrafię spać czasem kolejne 6-8 godzin. Do tego przybieram na wadze, mimo iż niekiedy jadam tylko jeden posiłek dziennie.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy z tymi objawami szukać pomocy u specjalisty?

Witam! Od jakichś 2 lat borykam się z objawami, które mogą być objawami nerwicy. Wszystko zaczęło się od stresującej pracy: ciągły pośpiech, spory wysiłek fizyczny i wymagania pracodawców powodowały stres. Po pewnym czasie zauważyłem następujące objawy: ciągłe uczucie ciepła (zwłaszcza... Witam! Od jakichś 2 lat borykam się z objawami, które mogą być objawami nerwicy. Wszystko zaczęło się od stresującej pracy: ciągły pośpiech, spory wysiłek fizyczny i wymagania pracodawców powodowały stres. Po pewnym czasie zauważyłem następujące objawy: ciągłe uczucie ciepła (zwłaszcza na twarzy), prawie w ogóle nieustający rumieniec (nawet z rana po przebudzeniu się), uczucie niepokoju, uczucie, jakbym miał podwyższone ciśnienie krwi (ciągłe uczucie jakby cała głowa była napompowana i nawet przy krótkotrwałym nachyleniu się czułem jakby cała krew spływała mi do głowy, powodując rumieniec i mocniejszy puls). Do tego nie potrafię się zrelaksować, nawet w dni wolne od pracy. Przez jakiś czas odczuwałem kłucie w sercu w sytuacjach bardziej stresujących, lecz ten objaw nie trwał długo i ustąpił. Badałem się u kardiologa (holter ciśnieniowy oraz holter EKG - oba w normie), Echo serca również w normie. Badanie na tarczycę (TSH, FT3 FT4) także w normie. Brak możliwości zrelaksowania się oraz uczucie, jakbym miał za dużo krwi w głowie, nie dają mi spokoju. Proszę o radę, czy z tymi objawami szukać pomocy u specjalisty? Czy są jakieś metody, którymi będę mógł sobie sam pomóc?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czuję się gorszy od innych – z czego to wynika?

Mam 28 lat i czuję się gorszy od innych. Całe dnie spędzam sam i z nikim nie rozmawiam. Nikt się mną nie interesuje i nikt nie chce ze mną rozmawiać. Kiedy patrzę na innych ludzi, to czuję się przy nich...

Mam 28 lat i czuję się gorszy od innych. Całe dnie spędzam sam i z nikim nie rozmawiam. Nikt się mną nie interesuje i nikt nie chce ze mną rozmawiać. Kiedy patrzę na innych ludzi, to czuję się przy nich jak idiota. Wszyscy chodzą parami, trzymają się za ręce, przytulają, całują, obdarowują się prezentami, rozmawiają ze sobą, w ogóle nie zwracają na mnie uwagi, nie patrzą na mnie, a ja widząc ich, czuję się jak odludek. Kiedy patrzę na innych, myślę sobie, jak inni mają dobrze: mają znajomych, przyjaciół, chłopaków, dziewczyny, mają z kim rozmawiać, są rozchwytywani przez ludzi, chodzą na spacery, na kolacje, odnoszą sukcesy, są zdolni, mają artystyczne zdolności, ciągle z kimś przybywają, mają do kogo zadzwonić i zjeść z kim obiad, a ja nie mam nikogo. Wszystko muszę robić sam: sam muszę zrobić sobie jedzenie, potem muszę iść do pracy, potem muszę iść na zakupy, zrobić sobie pranie, wyprasować, posprzątać, pozmywać i wtedy na nic nie mam już siły i idę spać, i myślę wtedy, że znowu nic nie zrobiłem, bo jak zwykle nie miałem czasu i że mój dzień był beznadziejny. I kiedy tak sobie to wszystko robię sam, to myślę sobie, jakie inni mają wspaniałe życie. Zdaję sobie sprawę, że wszystko wynika to z tego, że nie dostałem od rodziców wystarczająco dużo miłości. Pamiętam, jak moi znajomi dostawali od rodziców wszystko, co chcieli: grali na gitarach i innych instrumentach, mieli inne zdolności, wyjeżdżali za granicę, odnosili sukcesy, a kiedy chciałem o tym porozmawiać z mamą, to powiedziała mi, że nie kupi mi gitary, bo nie będę umiał na niej grać, nie pozwala mi malować, bo nie umiem malować i ma w d%^&* moje problemy, stąd nie mogąc wytrzymać tego uczucia, że wszyscy inni mogą robić to, co chcą, wyniosłem się z domu. Mieszkam teraz w Łodzi, znam 4 języki obce, jestem po studiach i dobrze zarabiam. Ale i tak nie wiem, co mam zrobić z pieniędzmi, które mam. Nie wiem, co mam zrobić z wolnym czasem, który mam w weekend i w ogóle nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Od kilku miesięcy spotykam się z psychologiem, który mówi mi, że nie ma sensu rozdrapywać swojej przeszłości i użalać się nad tym, że nie dostałem czegoś od rodziców i wziąć sobie tą gitarę, której od nich nie dostałem i zacząć po prostu na niej grać. Ale myślę sobie, że nie mam ochoty wiecznie robić czegoś samemu, bo życie dla samego siebie jest bez sensu, a zagrać na gitarze dla innych i tak nigdy nie będzie okazji, bo w ogóle nie będą chcieli tego słuchać, bo przecież mają swoje życie, swoich przyjaciół, swoich znajomych, swoje mieszkania, swoją filozofię, swoje sukcesy i w ogóle niczego już im do życia nie brakuje i w ogóle mnie nie potrzebują. Czuję się okropnie. Co mam zrobić? Pomóżcie

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Magdalena Szymańska
Lek. Magdalena Szymańska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nic mi się nie chce - co powinnam robić dalej?

Rzuciłam jedne studia, zaczęłam drugie, pierwszy semestr poszedł mi bardzo dobrze (średnia 4,5), ale w czasie drugiego semestru, któregoś dnia, po prostu doszłam do wniosku, że nie chcę już. Ani jeździć na uczelnię, ani być tam, ani się uczyć w...

Rzuciłam jedne studia, zaczęłam drugie, pierwszy semestr poszedł mi bardzo dobrze (średnia 4,5), ale w czasie drugiego semestru, któregoś dnia, po prostu doszłam do wniosku, że nie chcę już. Ani jeździć na uczelnię, ani być tam, ani się uczyć w domu, ani oglądać tych wszystkich gówniarzy z wydziału. Nie wiem, co o tym sądzić, bo po rzuceniu pierwszego kierunku miałam depresję przez 1,5 roku, a teraz jestem zadowolona z rzucenia studiów. Obojętna jest mi przyszłość, najważniejsze, żebym mogła siedzieć w domu i robić co mi się żywnie podoba. Właśnie to mnie martwi, że nie mam depresji! Mam tak kompletnie w nosie edukację, jak nigdy w życiu wcześniej. Czasem, jak teraz przychodzi mi myśl: Co ty najlepszego zrobiłaś? Dlaczego rzuciłaś studia? Wtedy sobie sama odpowiadam: Bo za dużo z nimi problemów, stresu, wstydu. Bałam się, że ośmieszę się na takim jednym przedmiocie i że nie napiszę prac semestralnych i magisterskiej, bo kompletnie nie umiem nic napisać! Poza tym boję się ludzi, jestem dziwna i nie mam sił zabiegać o znajomość z kimkolwiek. Mogę tak żyć? Czy to jest normalne? Dodam, że mam stwierdzony Zespół Aspergera i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Ale czy to usprawiedliwia moje zachowanie?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Patronaty