Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Nerwica czy depresja? Nie wiem, co mi dolega.

Od jakiegoś miesiąca mam silne bóle i zawroty głowy, odczuwam ucisk pod jabłkiem Adama podczas oddychania. Mam też bóle serca oraz tępe bóle na wysokości piersi od pach aż po mostek, tak poniżej obojczyka, czasami pod żebrami - zawsze... Od jakiegoś miesiąca mam silne bóle i zawroty głowy, odczuwam ucisk pod jabłkiem Adama podczas oddychania. Mam też bóle serca oraz tępe bóle na wysokości piersi od pach aż po mostek, tak poniżej obojczyka, czasami pod żebrami - zawsze po lewej stronie. Poza tym odczuwam lekkie drżenie rąk oraz czasami kłucie w pobliżu splotu słonecznego. Jestem cały czas w stanie napięcia nerwowego, gdyż 1,5 miesiąca temu zmarł mi tata. Badanie EKG wyszło w porządku. Od dwóch tygodni leczę się na astmę oskrzelową. Mam też silny kaszel od miesiąca z odkrztuszaniem wydzieliny czasami białej czasami zielonej. Czasami czuję pulsowanie i drżenie w różnych punktach ciała (serce, nogi,ręce). Czasami śpię normalnie w nocy, czasami się budzę i nie mogę spać, natomiast jestem senny w ciągu dnia. Czuję zmęczenie, apatię, brak apetutu. Co to może być? Rafał
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Zaburzenia na tle nerwowym

Dziękuję bardzo za odpowiedź. Ale ostatnio pomyślałam że może te kłucia w klatce piersiowej mogą być tez spowodowane zażywaniem tabletek antykoncepcyjnych ? Bo oczywiście jak to ja wyczytałam na forach na temat zakrzepicy, że właśnie takie mogą być objawy,...

Dziękuję bardzo za odpowiedź. Ale ostatnio pomyślałam że może te kłucia w klatce piersiowej mogą być tez spowodowane zażywaniem tabletek antykoncepcyjnych ? Bo oczywiście jak to ja wyczytałam na forach na temat zakrzepicy, że właśnie takie mogą być objawy, a że jestem hipochondrykiem to od razu pomyślałam ze to może być to. Czy sama dam sobie rade poradzić z ta nerwicą?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dziwne objawy somatyczne - czy cierpię na nerwicę narządową?

Witam. Chciałam opisać swój przypadek i dowiedzieć się, czy może to być nerwica. Zdarzyło mi się to już 3 razy: w listopadzie, styczniu i lutym. Wieczorem boli mnie trochę brzuch jakby wzdęcia, mdłości. W nocy budzę się z potwornymi...

Witam. Chciałam opisać swój przypadek i dowiedzieć się, czy może to być nerwica. Zdarzyło mi się to już 3 razy: w listopadzie, styczniu i lutym. Wieczorem boli mnie trochę brzuch jakby wzdęcia, mdłości. W nocy budzę się z potwornymi mdłościami, oblewają mnie poty, mam ciarki na całym ciele i lekkie zawroty głowy. Lecę do łazienki, ale nie wymiotuję, robi mi się jeszcze gorzej, jestem cała mokra, dosłownie leci ze mnie pot. Nie jestem w stanie stać sama na nogach. Opadam na podłogę, trzęsę się, jest mi słabo. Jestem strasznie osłabiona. Ostatnio na chwilę straciłam świadomość - zemdlałam. Po chwili jest już trochę lepiej, kręci mnie w brzuchu, więc siadam na wc, ale rozwolnienia nie mam. To trwa ok. 30 minut. Za każdym razem jest podobnie. Po pierwszym razie myślałam, że to jelitówka. Lecz po 3 razie jestem już przerażona, gdyż zemdlalam - mąż mnie złapał w ostatniej chwili. Każdy kolejny raz wydaje mi się, że jest gorszy. Od dłuższego czasu biorę Z***, czasem leki przeciwbólowe (boli mnie głowa od kręgosłupa szyjnego). Żadnych innych leków. Wyniki mam dobre. Proszę mi napisać, co to może być? Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam złe samopoczucie i często się denerwuję - co mi dolega?

Witam. Mam 21 lat, od jakiegoś czasu źle się czuję, tzn. często boli mnie głowa, temperatura ciała jest niska (35,6), cały czas jestem senna, oczy mam mętne, miewam lęki, boję się iść do szkoły, pracy. Ostatnio bolało mnie...

Witam. Mam 21 lat, od jakiegoś czasu źle się czuję, tzn. często boli mnie głowa, temperatura ciała jest niska (35,6), cały czas jestem senna, oczy mam mętne, miewam lęki, boję się iść do szkoły, pracy. Ostatnio bolało mnie w okolicy klatki piersiowej, tzn. czułam ucisk, często chodzę smutna albo się czymś zamartwiam. Nieraz siedząc obok kogoś obcego w autobusie, denerwuję się i ciężko mi złapać oddech. W pracy boję się, że spotkam kogoś znajomego, na którego widok zaraz denerwuję się i robię się czerwona. Ciężko w to uwierzyć, ale na ogół ludzie biorą mnie za towarzyską, otwartą i wesołą dziewczynę. Proszę o szybką odpowiedź :(  

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
 Maria Fraszewska
Maria Fraszewska

Jak skłonić prawnie osobę z zaburzeniem osobowości antyspołecznej do leczenia?

Osoba to kobieta - 26 l., nie pracuje, nie uczy się, na utrzymaniu matki. Dochodzi do przemocy fizycznej i psychicznej nad matką (były interwencje policji, "niebieska karta") od kilku lat, nękanie telefonami innych członków rodziny, wyzwiska i groźby. Matka nie... Osoba to kobieta - 26 l., nie pracuje, nie uczy się, na utrzymaniu matki. Dochodzi do przemocy fizycznej i psychicznej nad matką (były interwencje policji, "niebieska karta") od kilku lat, nękanie telefonami innych członków rodziny, wyzwiska i groźby. Matka nie ma możliwości nakłonienie jej do leczenia, kontynuowania terapii (zastrzegła sobie prawo o nie informowaniu matki o przebiegu jej leczenia). Dwukrotnie przebywała w szpitalu psychiatrycznym z powodu próby samobójczej i agresywnego zachowania, obecnie nie leczy się. Czy są prawne możliwości np. ubezwłasnowolnienie, przymusowe leczenie? Członek rodziny.
odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mój syn ma stany lękowe - jak nasza rodzina może mu pomóc?

U mojego syna stwierdzono stany lękowe o podłożu społecznym. Przeszedł roczną kurację z użyciem leków. W czasie jej trwania czuł się bardzo dobrze. Teraz od ponad pół roku jest bez leków i chodzi na terapię. Mimo stosowania się do wszystkich...

U mojego syna stwierdzono stany lękowe o podłożu społecznym. Przeszedł roczną kurację z użyciem leków. W czasie jej trwania czuł się bardzo dobrze. Teraz od ponad pół roku jest bez leków i chodzi na terapię. Mimo stosowania się do wszystkich zaleceń sytuacja nie jest dobra. Pojawiają się znowu chwile z panicznym strachem, łzami i ogólną trudnością z funkcjonowaniem. Nadmieniam, że syn ma 27 lat i właśnie rozpoczął satysfakcjonującą pracę, której nie chce stracić. Moje pytanie jest takie: w jaki sposób rodzina może SKUTECZNIE pomóc choremu? Dużo z nim rozmawiam, ale czasami brakuje mi sił, bo są to rozmowy o tym samym. Już nie wiem, co powiedzieć lub zrobić, by mu pomóc i jednocześnie nie dać się wciągnąć w odmęt depresji.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to nerwica lękowa, a może coś innego?

Od paru tygodni mam problemy z zasypianiem. Przez co około godziny 23>ciej po takim długim obracaniu się z boku na bok czuję, że robi mi się słabo, mam odczucie, że dalej, zaczynam się trząść, mierzę ciśnienie i z reguły jest...

Od paru tygodni mam problemy z zasypianiem. Przez co około godziny 23>ciej po takim długim obracaniu się z boku na bok czuję, że robi mi się słabo, mam odczucie, że dalej, zaczynam się trząść, mierzę ciśnienie i z reguły jest to 155|105! a czasem wyższe... Nie mam nerwowego życia. Wszystko układa mi się w miarę dobrze. Mąż jest tylko za granica od kilku miesięcy ale mamy ze sobą naprawdę dobry kontakt. Jestem sama w domu z pięcioletnim synkiem. Kiedy mąż wrócił na parę dni objawy też występują, choć troszkę łagodniej to przechodzę. Byłam u lekarza, stwierdził nerwice lękową i zalecił mi brać leki, gdy wartość ciśnienia będzie powyżej 150 oraz potas i magnez + B6, a także  na noc. Zrobiłam badania tarczycy i są w normie, morfologia b. dobra, układ brzuszny, nerki w porządku. Mimo tego miewam podwyższone ciśnienie krwi czasem nawet w ciągu dnia. I znów dreszcze, mocne bicie serca, uczucie pełna w klatce piersiowej, od czasu do czasu ból głowy z tyłu...i lęk, że zaraz stracie przytomność...I od razu ACEI pod język i czekam aż to ciśnienie spadnie...czasem spadnie dość sporo, a czasem po dwóch do czterech godzin znów wzrasta i nie mogę spać. Zaczęłam stosować hydromasaż, może mi pomoże!? Czy to nerwica lękowa? Jeśli tak, czy długo się ją leczy? Co podnosi mi to ciśnienie skoro jestem spokojna? Proszę o jakąś odpowiedź i poradę....

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Katarzyna Bilnik-Barańska
Mgr Katarzyna Bilnik-Barańska

Dlaczego przed zaśnięciem słyszę krzyki?

Gdy zamykam oczy, słyszę krzyki, przeraźliwe krzyki i dziwne brutalne myśli lub nieszczęścia rodzą się w mojej głowie. Czasami boję się otworzyć oczy, bo myślę, że to jest wokoło mnie, lub pojawi się to o czym myślę. Nie mogę odpędzić...

Gdy zamykam oczy, słyszę krzyki, przeraźliwe krzyki i dziwne brutalne myśli lub nieszczęścia rodzą się w mojej głowie. Czasami boję się otworzyć oczy, bo myślę, że to jest wokoło mnie, lub pojawi się to o czym myślę. Nie mogę odpędzić się od tych myśli, a gdy słyszę krzyk, jest on krótki, dziecięcy, niezrozumiały i bardzo głośny - aż rozsadza mi głowę, ale po chwili ustępuje. Nie wierzę w duchy ani jakieś inne dziwne rzeczy, nie chcę się kłaść, zamknąć oczu, bo znowu będę męczyć się z moimi chorymi urojeniami. Dodam, że w dzień i wcześniej w nocy nigdy nie miałam czegoś takiego i jestem raczej normalną osobą ;\

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Problemy natury psychicznej - jak mogę wyrwać się z tego stanu?

Nie wiem po prostu od czego zacząć. Od kilku lat żyję w sposób, który pozbawił mnie radości życia. Jest tyle tego, by o wszystkim pisać, że chyba brakłoby miejsca. Piszę do Państwa po to, bym dostała jakieś wskazówki. Pisząc w...

Nie wiem po prostu od czego zacząć. Od kilku lat żyję w sposób, który pozbawił mnie radości życia. Jest tyle tego, by o wszystkim pisać, że chyba brakłoby miejsca. Piszę do Państwa po to, bym dostała jakieś wskazówki. Pisząc w skrócie: mam jakieś fobie, depresję i nawet wiem, skąd się to wzięło. Po pierwsze, jak miałam jakieś 12 lat przeżylam w szkole traumatyczne wydarzenie, które - jak teraz zdałam sobie sprawe - nie zostało nigdy wyleczone. Pamiętam, że przez 2 tygodnie leżałam i płakałam, nie mogłam jeść ani spać. Mama nigdy nie zaprowadziła mnie do psychologa tylko powiedziała, że mi przejdzie. I wydawać by się mogło, że wszystko się ułożyło, poszłam do gimnazjum, znalazłam koleżanki, ale pojawiły się dziwne zaburzenia lękowe - lecz jakoś sobie radziłam. Byłam radosną, wygadaną dziewczyną. Wiem jednak, że stopniowo coś w środku zaczęło mnie ograniczać: zaczęłam nienawidzić siebie, a przede wszystkim wstydzić... ale skończyłam jakoś to gimnazjum. Teraz kończę szkołę średnią i wiem, że mam za sobą trzy lata pełne bólu i samotności. Nie chce mi się pisać w jakim swoim okropnym świecie żyję... jestem strasznie autodestrykcyjna i nie umiem tego przerwać... wiem, że zniszczyłam swoje życie doszczętnie, swoją psychikę, osobowość, tak jak zawsze robił to mój ojciec. Tak, bo nawet już nie wstydzę się napisać, że w moim domu od zawsze była przemoc psychiczna. Ojciec zawsze wyzywał mnie od najgorszych i nadal to robi - wszystko co robię, zawsze robię źle. Kiedy ojciec ma zły humor, bez powodu wyzywa mnie i rodzinę od najgorszych...odkąd tylko pamiętam. Niedawno zdałam sobie sprawę, że to zakompleksione wystraszone dziecko, nad którym znęcała się rodzina - wiem to, bo starsza siostra mi mówiła. Dlatego on jest taki sam. Czy ja naprawdę jestem takim śmieciem jak mnie traktuje i jak właściwie sie czuję?? A może jestem po prostu zwyczajnie samolubną panienką, która uważa, że należy jej się więcej od życia? Nienawidzę mojego ojca... Moja mama i siostra nigdy mu się nie przeciwstawiły... bo w sumie jak? To on jedyny pracował i zarabiał na nas. Dlaczego nie mam znajomych? Bo gdyby ktoś usłyszał, co ojciec potrafi mówić do swojej rodziny to spaliłabym się ze wstydu! Gdybym mu odszczeknęła, uderzyłby mnie... Zresztą i tak nigdy nie mogłabym nikogo zaprosić do domu. W podstawówce i gimnazjum jakoś mogłam się wykręcać, że remont w domu.. ale w liceum? Gdzie przyjaciele śpią po kilka dni u siebie? nie... jestem martwa za życia... jestem pewna, że mam problemy psychiczne i nawet nie wiem, czy mój sposób myślenia jest dobry. Od dawna chciałam iść do psychologa czy nawet do psychiatry. Ale mieszkam w takim miasteczku, gdzie wszyscy się znają i jakby ktoś mnie zobaczył... Martwię się o mamę, bo ona też ma problemy ze sobą... a mianowicie popija alkohol po to by 'przetrwać jakoś ten kolejny dzień'. Zauważyłam, że po kłótni z ojcem od razu sięga po alkohol, próbuje to ukryć, ale ja nie jestem głupia... Mam takie marzenia, by w końcu wyjść z tej 'strefy mroku'. Chcę uwolnić się od mojego domu, bo tam czuję, że wegetuję... zdać tę cholerną maturę i wyjechać na studia, znaleźć przyjaciół i mieć swoje mieszkanie. Tak, tylko że ja nie potrafię nawet do ludzi się odezwać. Boję się wszystkiego i boję się, że nigdy nie się nie uwolnię...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Lęki - jak mam je zwalczyć?

Witam. Mam problem, który dręczy mnie od ponad 5 lat. Kiedy byłam w szkole średniej zaczęłam chodzić z moim obecnym chłopakiem. Kiedy byliśmy ze sobą 3 miesiące, kolega poprosił mnie o napisanie jakiejś pracy. Dowiedziałam się również, że on się... Witam. Mam problem, który dręczy mnie od ponad 5 lat. Kiedy byłam w szkole średniej zaczęłam chodzić z moim obecnym chłopakiem. Kiedy byliśmy ze sobą 3 miesiące, kolega poprosił mnie o napisanie jakiejś pracy. Dowiedziałam się również, że on się we mnie zakochał. Wystraszyłam się wówczas, że nie kocham swojego chłopaka. Lęk trwał kilka miesięcy, potem zanikał i tak przez 4 lata. Kiedy lęk był - chciałam go zostawić, ale nie umiałam, gdy lęk zanikał - wiedziałam, że popełniłabym błąd, gdybym go zostawiła. Przez ostatni rok było między nami bardzo dobrze. Mnóstwo pracy na studiach odwróciło moją uwagę od doczesnych problemów. Dokładnie po roku, obecnie, lęki wróciły. Każda ważna decyzja, która może zaważyć na moim życiu kończy się niewiedzą i lękiem. Dziś jestem rozbita, moje hobby mnie nie cieszy, nic mnie zresztą nie cieszy. Pojawiają się dodatkowe, choć mniejsze lęki - np. strach przed tym, że mi nie przejdzie, strach, że mnie zamkną w psychiatryku, strach przed rozwodem, lub że jak lęki przejdą to znów wrócą. Pomocy!!!!!!!!!
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Napady lęku - skąd te objawy?

W wieku chyba 8 lat miałam pierwszy napad leku. Pamiętam to doskonale. Śnił mi się koszmar. Wystraszyłam się i poszłam do rodziców. Mama się zdenerwowała, że ją obudziłam i następnego dnia wieczorem kazała mi iść szybko spać. Ja bardzo się...

W wieku chyba 8 lat miałam pierwszy napad leku. Pamiętam to doskonale. Śnił mi się koszmar. Wystraszyłam się i poszłam do rodziców. Mama się zdenerwowała, że ją obudziłam i następnego dnia wieczorem kazała mi iść szybko spać. Ja bardzo się bałam że koszmar znów powróci. Ten strach przerodził się w napad lęku. Zaczęłam cała drżeć, czułam ucisk w gardle, było mi zimno ale nie mogłam się przykryć, bo czułam że się dusze. Już nie tylko koszmaru się bałam ale wszystkiego. Że rodzice umrą, że będę sama, że mi się coś stanie... Same najgorsze myśli przychodziły mi do głowy. Byłam tylko dzieckiem. Moja mama się tym nie przejęła i uznała że udaję, bo nie chce spać. Sama musiałam zmierzyć się z tym napadem. Następny atak miałam przed pójściem do kościoła. Tydzień wcześniej zemdlałam w kościele i przed następnym pójściem znów miałam atak. Były to pojedyncze ataki gdy bardzo się czegoś bałam albo się czymś przejęłam. Nie było ich dużo. Jako dziecko szybko o tym zapominałam i żyłam normalnie dalej. Pierwszy atak lęku po dłuższej przerwie nastąpił gdy miałam 18 lat. Nastąpił on podczas oglądania filmu. Był to horror, który oglądałam już drugi raz. Za pierwszym raz nic mi się nie działo. Nagle poczułam się niespokojnie, ręce zaczęły mi drżeć i nogi i wszystko się zaczęło na nowo. Na dzień dzisiejszy takie napady lęku mam bez powodu. Wstaje rano już niespokojna i z minuty na minutę jest gorzej.  Ucisk w gardle przez który mam wrażenie że nie mogę oddychać, duszno mi i zimno, nogi i ręce się trzęsą, czuję się niespokojnie, przychodzą ma do głowy straszne myśli, że umrę, że zostawię swoje dziecko samo, że już niedługo zamkną mnie w zakładzie dla psychicznie chorych. Łzy same płyną mi z oczu i do tego dostaję jeszcze biegunki. To wszystko jest straszne. Po takim napadzie długo dochodzę do siebie. Przez parę dni jestem niespokojna, przerażona, po głowie chodzą mi czarne myśli. Często dostaję kolejnego ataku ze strachu przed atakiem. Wszystko się nakręca i tak w kółko. Mam wrażenie że nigdy nie dojdę do siebie i nie będę normalnie żyć. Gdzie mam udać się po pomoc? Co mam robić. Niech ktoś mi pomoże. Jestem załamana i przerażona. Musze normalnie żyć dla swojego dziecka. Przez to wszystko popadam też w depresje. Myślę że jestem beznadziejna że tak się boje i że moje życie jest do niczego. Nie pracuje i nawet nie szukam pracy bo boję się że taki atak będę mieć w pracy. Przed okresem gdy hormony szaleją moje lęki się nasilają. Wtedy jest najgorzej bo przez cały tydzień jestem niespokojna, mam najgorsze napady. Na te kilka dni sama zamknęłabym się w jakimś zakładzie bo nie mogę psychicznie wytrzymać. Pomóżcie mi. Gdzie mam się udać, czy to może nie mieć podłoża psychicznego? Tylko na przykład przez hormony. Napiszcie coś. Nie chce zwariować.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Martwię się o swój stan psychiczny

Witam serdecznie, mam 24 lata, do tej pory byłam dość energiczną i uśmiechniętą osobą, od pół roku zmieniłam otoczenie, nowy kierunek studiów, nowi ludzie, nigdy nie miałam problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów, byłam lubiana, mieszkam z chłopakiem, z którym jesteśmy...

Witam serdecznie, mam 24 lata, do tej pory byłam dość energiczną i uśmiechniętą osobą, od pół roku zmieniłam otoczenie, nowy kierunek studiów, nowi ludzie, nigdy nie miałam problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów, byłam lubiana, mieszkam z chłopakiem, z którym jesteśmy już ok. 5 lat, nie zawsze potrafimy dojść do porozumienia ponieważ szybko się denerwuję, na siłę próbuję zmienić jego osobę, a także jego przyzwyczajenia, czasem wydaje mi się, że to ja wiem wszystko najlepiej, w ostatnim czasie pojawiły się u mnie kłopoty ze snem, budzę się w nocy odczuwając niepokój, martwi mnie to, co stanie się za dzień, za dwa, nie potrafię przyzwyczaić się też do porażek, uważam, że tylko praca wykonana na 100% daje max. satysfakcji, mama zawsze mówiła "jesteś najlepsza", "nie rób tego, bo co ludzie powiedzą". Dzieciństwa nie pamiętam zbyt dobrze, warto wspomnieć, że choć nie byliśmy rodziną patologiczną to w domu był alkohol (mój ojciec nadużywa alkoholu), wiele razy korzystał z terapii AA, ale zazwyczaj kończyło się po jednym góra po dwóch spotkaniach, uzasadnienie zawsze było takie same, że nie stoczył się jeszcze na dno, jest bowiem zadbany, a w trzeźwości bardzo dobrym ojcem, jak również dziadkiem, ciężar obowiązków spoczywał odkąd pamiętam na mamie, która właśnie przepłaciła to zdrowiem od 2 lat jest chora na schizofrenię paranoidalną, udało się Jej za pomocą leków dojść do równowagi po 2 miesiącach leżenia na oddziale. Obawiam się o siebie, o swój stan psychiczny, martwi mnie moja bezsenność i ciągły niepokój, czasem nie radzę sobie ze stresem choć jestem postrzegana jako uśmiechnięta, energiczna i silna osoba, która twardo stąpa po ziemi, co raz częściej mam złe dni, analizuję zachowanie innych doszukując się błędów, a być może wytykając je innym nie dostrzegam, że to moje błędy? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Plamki na ciele - pomocy

Pisze na tym serwisie ponieważ wydaje mi się że mój problem może dotyczyć nerwicy! Od roku czasu zawsze w momencie kiedy się  zdenerwuje zezłoszczę zawstydzę pojawiają się  czerwone plamki na dekolcie, są one bardzo krępujące! Czasami mam wrażenie że...

Pisze na tym serwisie ponieważ wydaje mi się że mój problem może dotyczyć nerwicy! Od roku czasu zawsze w momencie kiedy się  zdenerwuje zezłoszczę zawstydzę pojawiają się  czerwone plamki na dekolcie, są one bardzo krępujące! Czasami mam wrażenie że pojawiają się  one nawet wtedy kiedy jestem spokojna, wcześniej nie miałam z tym problemu. Za to wiem ze moja babcia tez miała podobny problem kiedy się  zezłościła robiły się  jej plamki na twarzy i na dekolcie! Czy na te dziwne plamki faktycznie ma wpływ stres i nerwy czy to może jakaś dziwna alergia? Jestem młoda osoba ale niestety bardzo znerwicowana, bzdury i błahe sprawy doprowadzają mnie do złości! Lekarz proponował mi tabletki uspokajające ale nie chce brać tabletek nie chce się  czymś truć, boje się że będę później ospała i otumaniona, mam nadzieje ze może kiedyś się  to zmieni... jak samo przyszło to samo przejdzie.... (???) staram się  ale nie zawsze jest to możliwe! Wracając do tematu ...chodzi mi o to czy mogę coś zrobić żeby nie pojawiały się  owe plamki, oczywiście oprócz tego ze zapewne powinnam nie denerwować się  i nie przejmować byle czym ;) proszę o odpowiedź!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy faktycznie mam nerwicę lękową?

Witam,   Mam 25 lat, męża i 5-letnie dziecko. Od jakiegoś roku czuję się źle, zaczęło się to od bólów głowy, zaburzeń widzenia i bardzo złego samopoczucia. Miałam zrobione wszystkie badania i po długim czasie lekarze stwierdzili u mnie...

Witam,   Mam 25 lat, męża i 5-letnie dziecko. Od jakiegoś roku czuję się źle, zaczęło się to od bólów głowy, zaburzeń widzenia i bardzo złego samopoczucia. Miałam zrobione wszystkie badania i po długim czasie lekarze stwierdzili u mnie migrenę oczną. W tym jednak okresie strach już był moim wrogiem. Boję się wychodzenia z domu, nie ufam sama sobie, ponieważ moje myśli mnie dobijają, tzn. zanim wyjdę z domu to o tym myślę i wyobrażam sobie jak to znowu będzie, wyjście do sklepu to dla mnie koszmar, bo przy kasie dostaję ataku paniki szczególnie jeśli kolejka jest długa i muszę czekać - wtedy mam ochotę rzucić torbami i uciec. Mówiłam o tym na początku mężowi, ale już nie. Czuję się tak głupio, jak dzieciak z problemami. Nawet doszłam do tego, że obecność męża pogarsza sprawę, np w sklepie. Może boję się, że zobaczy, że coś się, że mną dzieje. Poza tym to staramy się już bardzo długo o dziecko. Jestem na tabletkach owulacyjnych i kiedy co miesiąc okazuje się, że jednak nie jestem w ciąży czuję się jeszcze gorzej. Wiem, że potrzebuję jakiejś pomocy, ale mieszkam w Anglii i jest to trudne. Na razie jestem na liście oczekujących do jakiejś poradni, ale czy to psycholodzy czy ktoś inny to nie mam pojęcia. Bardzo przerażają mnie także rozmowy z kimś poza domem. Kiedy pomyśle, że mam podejść do nauczycielki syna i zapytać jak dziecko się uczy to oblewają mnie poty, czuję ucisk w klatce piersiowej, obraz mi się jakoś zlewa, od razu bolą mnie oczy. Ostatnio zauważyłam, że lepiej się czuje kiedy wychodząc z domu zakładam okulary przeciwsłoneczne, oczy mnie nie bolą i jestem spokojniejsza. Może to głupie, ale tak jest, czy ja kiedyś będę taka jak dawniej? Zawsze byłam osobą bardzo wrażliwą i zawsze bardzo wszystko przezywałam, może to też jakiś powód. Co mi jest? Po wpisaniu w internet objawów wyskoczyło mi, że to możne być nerwica lękowa, ale nie jestem lekarzem wiec nie wiem.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Czy to aspołeczność? - nie potrafię nawiązać trwałych relacji...

Witam. Odkąd tylko sięgam pamięcią do dzieciństwa, zawsze czułem się "inny" od wszystkich rówieśników. Dobrze przypominam sobie sytuację, gdy z lekką zazdrością, ale i pogardą patrzyłem przez okno mojego pokoju na znajome dzieciaki i braci grających w "zbijaka". Już wtedy,...

Witam. Odkąd tylko sięgam pamięcią do dzieciństwa, zawsze czułem się "inny" od wszystkich rówieśników. Dobrze przypominam sobie sytuację, gdy z lekką zazdrością, ale i pogardą patrzyłem przez okno mojego pokoju na znajome dzieciaki i braci grających w "zbijaka". Już wtedy, w wieku około 8 czułem się wyobcowany, chociaż nie miałem ku temu ŻADNYCH powodów. W normalnych sytuacjach życiowych byłem postrzegany jako ruchliwy, bardzo towarzyski dzieciak z poczuciem humoru, nigdy też nie miałem problemu z tym, żeby grać w chłopakami w piłkę czy przesiadywać z grupą rówieśników pod blokiem. Wszystko działo się w mojej głowie - niby byłem wśród nich, a myślami całkiem gdzie indziej, czułem się jakbym był z 'innego świata'... Dziś mam 24 lata i jestem typem kompletnego samotnika. Mam dwóch przyjaciół, z którymi rozmawiam dosłownie o wszystkich, poza tym do swojego "świata" dopuszczam też od zawsze mamę, której zwierzyć się mogłem ze wszystkiego. Reszta najbliższego otoczenia, czyli ojciec, dwóch braci, była dziewczyna - są jakby na "poziomie" niższym od w/w mamy i przyjaciół. Z nimi mam kontakt dobry, ale nie tak dobry jak np. z matką. Pozostali ludzie, tj. "znajomi" z uczelni, moi współlokatorzy (dziś jestem studentem i mieszkam w całkiem innym mieście niż to małe miasteczko, w którym się wychowałem), koleżanki, koledzy z baru, znajomi znajomych itd.. - to wszystko ludzie, których traktuję z ogromnym dystansem. Jestem w stanie porozmawiać z takimi dalszymi 'kolegami' głównie o pogodzie, piłce i uczelni. Po parunastu minutach rozmowy tematy się kończą i czuję to towarzyszące mi od lat uczucie "co ja tu robię?". Dam przykład swoich zachowań - poszedłem do pracy (czuję ogromny opór przed poznawaniem nowych ludzi, stąd bardzo ciężko mi również rozpocząć gdzieś pracę czy zapisać się na kurs językowy, cokolwiek i gdziekolwiek trzeba poznać nowych ludzi - czuję opory) i oczywiście jako totalny autsajder przez kilka pierwszych godzin w ogóle się nie odzywałem i robiłem swoje. Dopiero inicjatywa ludzi z "brygady", w której pracowałem sprawiła, że zacząłem się otwierać. To moje typowe zachowanie - dopóki ktoś jako pierwszy nie wyciągnie do mnie ręki - czy to w chęci poznania mnie, czy przeproszenia - tak ja NIGDY nie zrobię tego jako pierwszy. Po kilku dniach w nowej pracy zaakceptowałem pracujących ze mną ludzi, a oni zaakceptowali mnie, przez co z kilkoma osobami wszedłem w bardzo dobry kontakt, co zdarzało mi się bardzo rzadko przez ostatnie lata. Autentycznie sam się sobie dziwiłem i myślałem, że przełamałem jakieś bariery w kontaktach z ludźmi, że będzie lepiej. Żeby nie było tak pięknie to wychodzi tu na jaw kolejny mój "odpał" - jak już kogoś poznam bliżej, natychmiastowo obdarzam go ogromnymi pokładami zaufania - wystarczy jednak NAJMNIEJSZY błąd tej osoby, jakieś kłamstewko, cokolwiek co zepsuło mój idealny wizerunek tej osoby i natychmiast zmieniam o nim zdanie, uznając tego kogoś za niewartego zaufania. A jak niewarty zaufania to jednocześnie trzeba go odstawić na bok i zdystansować się na jakiś poziom. Tak skończyli wszyscy moi "kumple" z pracy, po kolei. Z powyższej historii wynika coś jeszcze. Jestem osobą, która kompletnie nie znosi krytyki. Wyjątkami są osoby, które darzę szacunkiem (tzw. autorytety), a po drugie krytyka pozytywna - np. od przyjaciela, kogoś bardzo bliskiego, lub krytyka, która ma na celu zmotywowanie mnie, a nie atak na mnie (od razu wyczuwam różnicę). To samo tyczy się zresztą słuchania poleceń - odkąd pamiętam nigdy nie słuchałem się prawie nikogo i zawsze się buntowałem (tu wyjątkiem był np. mój dziadek czy kierownik w pracy - póki kogoś szanuję lub ten ktoś jest moim przyjacielem to stanę za nim murem w każdej sytuacji! Bardzo cenię sobie lojalność). Do rzeczy: pewnego dnia w pracy szef firmy zwrócił mi (niesłusznie i niesprawiedliwie) uwagę, że zamiast pracować siędzę i czytam gazetę (w firmie mamy kamery). Poczułem ogromną nienawiść do tego człowieka, mimo że wcześniej go szanowałem i tego samego dnia wziąłem torbę i już nie wróciłem do firmy. "Byle burak nie będzie mnie pouczał ani oskarżał, a wy nieudacznicy życiowi, pracujcie dla nich dalej, ja odchodzę!" - tak mniej więcej to wyglądało. A propos wyobcowania - dobrze czuję się tylko w towarzystwie zaufanych osób. Nienawidzę tzw. "integracji" czy innych spotkań grup, osób (np. studentów), którzy tak naprawdę nic o sobie nie wiedzą, a gadają ze sobą, piją, bawią się. Zawsze w takich sytuacjach myślę sobie - o czym oni do cholery mogą ze sobą rozmawiać? O pogodzie, studiach, "co u Ciebie, skąd jesteś" - rozumiem, ale ileż można? Czuję w takich sytuacjach totalne zażenowanie i od dawna unikam tzw. imprez grupowych, gdzie są moi "znajomi" z uczelni, nie mówiąc już o osobach obcych. Nawet wśród kolegów, których znam od gówniarza, nie czuję sie totalnie swobodnie. Zamykam się w takim towarzystwie osób, do których mam jakiś tam dystans i jedyne o czym możemy pogadać to totalne pierdoły, jak te, które wymieniłem wcześniej. Uwielbiam natomiast spotkania w cztery oczy i dyskusje na trochę głębsze tematy niż "co tam słychać". Tyle tylko, że takie spotkania mogę organizować tylko z dwoma przyjaciółmi, których wymieniłem na początku tekstu. Stawia się wtedy na stół alkohol (niekoniecznie, ale wtedy najlepiej nam się "myśli") i rozkminia - co, dlaczego, po co - typowo egzystencjalne tematy. Obaj kumple i kilkoro ludzi w życiu mówiło mi już, że z nikim nie rozmawiali tak "głęboko" i z nikim innym nie mogą udać się ze swoim problemem jak właśnie do mnie. Może nadałbym się na psychologa? ;-) Wśród ludzi i znajomych jestem postrzegany jako osoba inteligentna i być może trochę buńczuczna, arogancka. Z jednej strony jestem typem gościa, który na wszystko ma dobry żart i ciętą ripostę, a z drugiej samotnika, który zbudował wokół siebie mur i nie pozwala nikomu dostać się bliżej. Jeśli chodzi o moje plany życiowe to oczywiście są wielkie - na pewno założę jakiś biznes, w którym to ja będę rządził, wszak nie nadaję się do pracy dla kogoś. Organizuję też i jeżdzę sam na wycieczki, takie niskobudżetowe survivalowe wypady w Europę, spanie pod balkonami i na dworcach z 5 euro w kieszeni. To też robi wrażenie na ludziach, tym bardziej, że sam nigdy o nich nie opowiadam (nienawidzę chwalenia się!), a wiadomo jak 'plotki' i informacje od osób trzecich potrafią zbudować czyjś obraz ;) Ludzie, szczególnie koleżanki widzą we mnie kompletnie niedostępnego typa. Raz jedna dziewczyna powiedziała mi (chyba miała już dosyć własnych podchodów do mnie, przy jednoczesnym moim odrzucaniu jej "zalotów" ;) [- aroganckie? nie, prawdziwe.]), że ja już zawsze będę sam, bo nie daję się poznać. Przypominam sobie jej słowa od lat przy wielu różnych sytuacjach, gdy zawiodłem sam siebie. Miała cholerną rację. Co jeszcze - bardzo szybko się nudzę. I to nie tylko ludźmi (niestety), ale dosłownie wszystkim. Miałem już tysiące planów na życie, a tylko jak zacząłem je realizować to porzucałem je, uznając, że to nie dla mnie. Studiowałem już na trzech uczelniach, trzy różne kierunki. To też nie jest coś normalnego. Jestem człowiekiem, który może nagle stwierdzić - zwalniam się! Pakuję torbę, wychodzę z firmy i nie wracam. Albo inny przykład - siedzę znudzony i nagle w głowie świta mi pomysł - "poleciałbym do Barcelony". W 5 minut rezerwuję bilet lotniczy do Barcelony i lecę dwa dni później. Czasami zdarza mi się żałować tak drastycznych i emocjonalnych 'ruchów' - np. porzucenia studiów dziennych i przeniesienia się na zaoczne (bo znalazłem super pracę! - to ta od "złego" szefa, który zwrócił mi uwagę), natomiast na dzień dzisiejszy żałuję też zwolnienia się z owej pracy, bo teraz siedzę i nic nie robię, nie mogąc znaleźć motywacji do podjęcia kolejnej pracy - w sumie po co, skoro i tak za jakiś czas (tydzień, miesiąc?) się zwolnię i tak w koło. Nie potrafię znaleźć stabilizacji w każdym aspekcie mojego życia. Zmierzając do końca - opowiem o sytuacji, która zmotywowała mnie do wejścia na to forum i napisania do Państwa. Od jakiegoś czasu rozmawiałem przez Internet z koleżanką ze studiów dziennych, które rzuciłem 2 lata temu. Będąc jeszcze na uczelni praktycznie nie rozmawialiśmy ze sobą (prawie z nikim nie rozmawiałem bliżej, mimo że miałem kilku "kolegów" i "koleżanek", byliśmy grupą kilkunastoosobową, która razem siedziała na wykładach i "nic nie robiła"). Od tematu do tematu - postanowiłem (wyczuwając też jej inicjatywę) spotkać się z nią przy okazji imprezy uczelnianej. Taaak, sam fakt, że zdecydowałem się tam iść to już sukces! Do rzeczy - trafiliśmy na siebie w klubie, siedzieliśmy obok siebie przez kupę czasu, z tym, że tak naprawdę...nic nie zrobiłem. Nawet gdy ona wyciągała mnie do tańca - odmawiałem (zawsze twierdziłem, że facet tanczący to żenada), próbowała zarzucać durne tematy, o których piszę wyżej, czyli "jak tam sesja i czy naprawdę jesteś z stąd, a stąd? Myślałam, że z Gdyni!" - Chryste drogi, szkoda było mi jej w pewnym momencie. I tu jest mój główny problem - nie potrafię zapoznawać się z ludźmi i nie tyczy się to tylko kobiet, a ludzi ogółem. Siedziałem tam około dwóch godzin, co chwilę myśląc o starym dobrym "co ja tu właściwie robię?". Z dziewczyną, którą planowałem poderwać, zamieniłem na imprezie może z kilkadziesiąt słów, że o reszcie znajomych nie wspomnę. Suche gadki, to wszystko. Co do kobiet - oczywistym jest fakt, że to facet powinien walczyć o dziewczynę, a nie odwrotnie (chociaż to też się zdarza coraz częściej). Bardzo chciałbym poznać ją bliżej, ale NIE POTRAFIĘ się przełamać i kleić gadki suchymi sloganami. Najgorzej sytuacja ma się właśnie, gdy druga osoba jest nieśmiała (tak jak ta dziewczyna) i sama też nie będzie się mi narzucać. Wiem, że to do mnie powinien należeć ruch, a i tak go nie wykonuję (i to się tyczy nie tylko tej niewiasty, ale i kilku zmarnowanych okazji na poznanie dziewczyn wcześniej). Dlaczego? Bo myślę - "co za żenada, to nie dla mnie". Impreza skończyła się tak, że siedząc mocno znudzony, wstałem nagle, pożegnałem się ze wszystkimi i wyszedłem. To była jedna z największych porażek w moim życiu. Porażka ze samym sobą. I nie jest to opowieść sfrustrowanego nastolatka, który nie potrafi zarwać dziewczyny. To jest jeden z dziesiątek czy setek przypadków w moim życiu, który tylko przelał czarę goryczy. Sytuacja miała miejsce wczoraj. Potrzebuję pomocy. Najważniejsze to znać przeciwnika, hm? Muszę wiedzieć co mi dolega, chociażby proszę o naprowadzenie mnie na medyczną stronę problemu. Jeszcze jedno, o czym nie wspomniałem wcześniej, a co może rzucić się od razu w oczy po takim opisie problemu - Ja nie odpycham od siebie ludzi i siebie od ludzi, dlatego że się ich boję, boję się co powiedzą, stresuję się w ich towarzystwie, trzęsą mi się ręce i boję się klapnąć jakąś bzdurę - nie! Przeciwnie - ja czuję się lepszy, inteligentniejszy, "a te głąby gadają o pogodzie, Chryste, co za bzdury!". Na wszystkich patrzę z góry i "to ludzie mają zabiegać o kontakt ze mną, a nie odwrotnie!: Staranie się o czyjeś względy uważam za totalne poniżenie - tyczy się to kobiet, kolegów, przepraszania szefa czy proszenie się o ocenę od profesora na uczelni. Nie? To nie! Ja wam jeszcze pokażę! - tak to wygląda w mojej głowie. W Enneagramie jestem 4w3, jeśli to jakoś pomoże dodatkowo opisać mi moją skromną osobę. Zawsze uznawałem siebie i byłem uznawany za totalnego indywidualistę. Nienawidzę pracy w grupie, zawsze czuję się lepszy i mądrzejszy od reszty. Proszę o pomoc! T.M.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy moje objawy naprawdę spowodowała nerwica żołądka?

Witam,   Jestem kobietą, wiek 28 lat. Wszystko zaczęło się 4 lata temu, kiedy znalazłam pracę, w której musiałam być na nogach prawie całą dobę i było ciężko. Zaczęłam brać amfetaminę - przez całe 2 miesiące, dzień w dzień brałam,...

Witam,   Jestem kobietą, wiek 28 lat. Wszystko zaczęło się 4 lata temu, kiedy znalazłam pracę, w której musiałam być na nogach prawie całą dobę i było ciężko. Zaczęłam brać amfetaminę - przez całe 2 miesiące, dzień w dzień brałam, mało spalam, jadłam dużo, też paliłam. Potem zaczęły się moje problemy z gazami, są cały czas bez przerwy, raz coś mi pościło i koniec, miałam gastroskopię - stwierdzili przepuklinę roztworu przełykowego, miałam kolonoskopię, stan zapalny jelita i podobno zespół jelita nadwrażliwego - nie mogę jeść rzeczy wzdymających, bo gorzej się czuję, ale też zwykłych rzeczy jak płatki czy zwykłą bułkę - wzięłam chyba wszystkie tabletki na wzdęcia, gazy, na florę bakteryjna i nawet zioła. Nigdzie praktycznie nie wychodzę, bo w takim stanie się nie da. Ostatnio mój lekarz stwierdził u mnie nerwicę żołądka podobno i stąd te moje objawy. Jest do wyleczenia, ale ciężko - czy w końcu to przejdzie?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Lecznie nerwicy - pomocy

Witam, zwracam się  do Państwa z klasycznym pytaniem o leczenie nerwicy jak również o jej objawy. Od roku leczę się ze względu na powracające zapalenia żołądka, jak również zaburzenie pracy jelit. Od tego też momentu pojawiły się następujące objawy...

Witam, zwracam się  do Państwa z klasycznym pytaniem o leczenie nerwicy jak również o jej objawy. Od roku leczę się ze względu na powracające zapalenia żołądka, jak również zaburzenie pracy jelit. Od tego też momentu pojawiły się następujące objawy nerwicowe: - apatia i ciągłe zmęczenie, - naprzemiennie zmęczenie i bezsenność, - bóle pleców, klatki piersiowej, głowy w różnych punktach - niesamowity lęk o własne zdrowie i doszukiwanie się różnych chorób. Od niedawna biorę lek z grupy SSRI, jak na razie bez większych efektów. I stąd moje pytanie, czy ten lek jest dobrym wyborem i czy w przypadku nerwicy o takim charakterze jest dla mnie możliwość donoszenia a raczej przetrwania ciąży, o której myślę. Czy każdy ból, który poczuje, mam dokładać jako kolejny objaw nerwicy? Bo może w taki sposób uda mi się wyrwać z obsesyjnego myślenia o chorobach. Pozdrawiam serdecznie

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pozbyć się lęków?

Mam 21 lat i juz sobie po prostu nie radzę. Czuje, że się poddaje. Miałam straszne dzieciństwo, bardzo traumatyczne. Żyłam w wiecznym stresie. Mój ojciec chorował na padaczkę i ja bardzo się  obawiałam jego ataków. Potrafiłam siedzieć zamknięta w toalecie...

Mam 21 lat i juz sobie po prostu nie radzę. Czuje, że się poddaje. Miałam straszne dzieciństwo, bardzo traumatyczne. Żyłam w wiecznym stresie. Mój ojciec chorował na padaczkę i ja bardzo się  obawiałam jego ataków. Potrafiłam siedzieć zamknięta w toalecie przez kilka godzin ze strachu. Trzy lata temu zaczął się mój problem, gdy zmarł mój tata. Bardzo to przeżyłam. W nocy po pogrzebie gdy chciałam się  położyć spać zaczęły się  drgawki, duszności, ból w klatce, wysokie ciśnienie, uczucie ze zaraz zemdleje. Oczywiście wezwałam pogotowie. Zrobili mi mnóstwo badań. Nawet zwołali trzech kardiologów o 4 nad ranem. I wszystkie badania były ok. Gdy tylko wróciłam ze szpitala i chciałam się położyć spać objawy powracały. Z czasem lekko ustały, ale bardzo mnie to ogranicza. Mogę spać jedynie u siebie w domu. Nie jestem w stanie spać gdzie indziej, nie mogę nigdzie wyjechać na wakacje, bo tylko gdy staram się u kogoś zasnąć ataki wracają. Ja już naprawdę nie wiem co mi jest. Czy ja sobie tylko to wmawiam? Proszę o pomoc:(

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nerwica, schizofrenia, czy jeszcze coś innego?

Witam. Mam 18 lat. Pół roku temu zginął mój przyjaciel i mniej więcej od tej pory mam problemy "ze sobą". Pewnej nocy, kiedy kładłam się spać wpadłam w panikę, bo wydawało mi się, że dostanę zawału, nie mogłam oddychać,...

Witam. Mam 18 lat. Pół roku temu zginął mój przyjaciel i mniej więcej od tej pory mam problemy "ze sobą". Pewnej nocy, kiedy kładłam się spać wpadłam w panikę, bo wydawało mi się, że dostanę zawału, nie mogłam oddychać, mama dała mi jakiś lek na uspokojenie i przeszło. Po kilku tygodniach jednak, w szkole, zrobiło mi się nagle słabo, byłam przerażona, wmówiłam sobie, że mam guza mózgu. Mama zabrała mnie do lekarza rodzinnego, który zrobił mi EKG i badania krwi, wszystko wyszło w normie. Lekarz powiedział, że to nerwica. Myślałam, że się to skończy, jednak ataki przychodzą... Wmawiam sobie że jestem chora psychicznie, mam schizofrenie, że zaraz zapomnę wszystko, co przeżyłam do tej pory, nie mogę się skupić, czasami ciężko mi sobie przypomnieć co było wczoraj lub chwilę wcześniej. Odczuwam depersonalizację, mam problem ze wzrokiem, kiedy mam atak. To okropne, siedząc w szkole boje się, że upadnę, lub oszaleję i zacznę mówić do siebie. Dodam, że uczucie to nie jest stałe, np 2tygodnie czuję się fatalnie a później tydzień jest ok. W tym roku mam maturę i bardzo mi zależy, żeby zdać ją dobrze, dlatego proszę o szybka radę - co z tym zrobić? i co to jest? Z góry dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Bóle głowy: czy mogą być wywołane nerwicą?

Witam, Mam następujący problem, pierwsze objawy pojawiły się 6 lat temu, początkowo silny ból w klatce piersiowej z atakami szybkiego tętna (160), przeszedłem kilka podstawowych badań wykluczających choroby serca. Z czasem bóle w klatce ustały, lecz coś niepokojącego zaczęło się...

Witam, Mam następujący problem, pierwsze objawy pojawiły się 6 lat temu, początkowo silny ból w klatce piersiowej z atakami szybkiego tętna (160), przeszedłem kilka podstawowych badań wykluczających choroby serca. Z czasem bóle w klatce ustały, lecz coś niepokojącego zaczęło się dziać w mojej głowie. Początkowo huki i trzaski w uszach, ciemne 'paprochy' pływające w polu widzenia, czasem latające iskierki. Leki ból w części czołowej. Udałem się do lekarza neurologa który skierował mnie na MRI, wyniki bez zarzutu, było to 4 lata temu. Od tego czasu bóle głowy znacznie się nasiliły, najsilniejsze w okolicy czoła i kości ciemieniowej, ból ma charakter ostry, chwilami palący, występuje w tych miejscach mrowienie, uczucie jakby coś ruszało się pod skórą. Występują również drgawki mięśni w obrębie całego ciała, zawroty głowy, zdarzyło się że wpadałem w stan całkowitej paniki, zapomniałem nagle jak wykonuje się podstawowe czynności, brzmi to dziwnie ale nie potrafię inaczej tego opisać. Jestem zawsze bardzo zmęczony, przesypiam większość dnia i ciągle jestem nie wypoczęty, ogólne problemy z pamięcią i koncentracją. Wszystkie te objawy mnie przerażają, występują nawet kilka razy dziennie, zażywam prawie codziennie środki przeciwbólowe, nie wiem co mam dalej robić, czy jest możliwe że są to objawy nerwicowe? Czy może jakaś inna nie zdiagnozowana choroba? Gdzie udać się po pomoc? Jestem młodą osobą, 26 lat. Nie piję alkoholu, nie palę papierosów i nie zażywam narkotyków.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty