Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Przez moment myślałam o tym, żeby zabić swojego partnera. Co robić?

Witam. Jestem 26-letnią kobietą pozostającą w szczęśliwym, stabilnym związku bez kłótni, wzajemnych pretensji czy robienia problemów tam, gdzie ich nie ma, jednak kilka dni temu przez głowę przebiegła myśl, żeby zabić ukochaną osobę, trwało to dosłownie chwilę jednak wywołało we...

Witam. Jestem 26-letnią kobietą pozostającą w szczęśliwym, stabilnym związku bez kłótni, wzajemnych pretensji czy robienia problemów tam, gdzie ich nie ma, jednak kilka dni temu przez głowę przebiegła myśl, żeby zabić ukochaną osobę, trwało to dosłownie chwilę jednak wywołało we mnie ogromne przerażenie.

Byłam tak rozbita, że przepłakałam cały dzień nie wiedząc co i dlaczego się tak stało. Na samą myśl, że mogłabym to zrobić trzęsły mi się ręce, a łzy napływały do oczu. Co się ze mną dzieje? Nie wiem co robić, kocham tą osobę ponad wszystko, razem przechodziliśmy przez trudne chwile - dziś dziękuje za to, że zmieniłam jego życie na lepsze. Czuję się strasznie podle ponieważ staram się robić wszystko, żeby tej osobie było w życiu jak najłatwiej (zarówno w wymiarze finansowym, jak i mentalnym), staram się odciążać od dużej ilości obowiązków, biorąc je na siebie (choćby w kontekście funkcjonowania w domu). Do tej pory jak myślę o tym co się uroiło w mojej głowie czuję dławiący ucisk odbierający oddech. Czy można pozbyć się tego uczucia (skoro przytrafiło się pierwszy raz) bez potrzeby wizyt u lekarza, czy "szprycowania się" lekami?

Bardzo proszę Państwa o poradę, wiem, że sobie poradzę, gdyż nauczona jestem radzenia sobie samodzielnie bez "zarzucania" innych swoimi problemami (wyszłam bez pomocy z depresji po operacji serca więc wierzę, że i tym razem podołam, potrzebuję jednak wskazówek). Z góry dziękuję za opinię oraz pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Siostra, będąc w szpitalu, wyskoczyła przez okno. Jak jej teraz pomóc?

Siostra trafila do szpitala w Lubinie - w czasie badań wyskoczyla przez okno z 1 piętra. Chociaż siostra, która ją odwiozła do szpitala domagała się badania psychiatry lekarz stwierdziła, że takie wezwania szpital kosztuje chyba 150 zł. Siostra powiedziała że...

Siostra trafila do szpitala w Lubinie - w czasie badań wyskoczyla przez okno z 1 piętra. Chociaż siostra, która ją odwiozła do szpitala domagała się badania psychiatry lekarz stwierdziła, że takie wezwania szpital kosztuje chyba 150 zł. Siostra powiedziała że OK, zapłaci. Zostało to odwleczone do dnia następnego.

Podczas wizyty prokuratora zostało stwierdzone, że rodzina nie zgodziła się na leczenie psychiatryczne. Teraz siosta, po 3-miesięcznym leczeniu, po którym nie jest w stanie sama funkcjonować i karmiona jest sondą została wypisana ze szpitala, bo leczenie jest zakończone. Co w tej sytuacji robić dalej?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak uniknąć lęków?

Witam. Mam 16 lat i od pewnego czasu mam lęki. Boję się, że ktoś jest w domu jak jestem sama, że ktoś się włamie i mnie zabije lub pobije, boję się wychodzić z podwórka z moim chłopakiem, bo mam...

Witam. Mam 16 lat i od pewnego czasu mam lęki. Boję się, że ktoś jest w domu jak jestem sama, że ktoś się włamie i mnie zabije lub pobije, boję się wychodzić z podwórka z moim chłopakiem, bo mam lęk, że ktoś go pobije, boję się, że mój chłopak, jak się upije, a nie pije często, tylko okazyjnie, że dostanie padaczki alkoholowej. Bardzo proszę o pomoc. Co powinnam zrobić, aby tych lęków uniknąć?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mam stanąć na nogi po udarze?

W czerwcu ubiegłego roku złapało mnie coś w rodzaju udaru - w karcie mam niedowład połowiczny lewostronny niedużego stopnia, ustępujący. Odjęło mi mowę rękę, lewa nogę, ale po 2 tyg. pobytu w szpitalu ustąpiło. CT głowy nic nie wykazało. Wróciłam...

W czerwcu ubiegłego roku złapało mnie coś w rodzaju udaru - w karcie mam niedowład połowiczny lewostronny niedużego stopnia, ustępujący.

Odjęło mi mowę rękę, lewa nogę, ale po 2 tyg. pobytu w szpitalu ustąpiło. CT głowy nic nie wykazało. Wróciłam do pracy - praca stresująca, a szef jakby chciał być świętym. W lutym powtórzyła się sytuacja. W szpitalu już raczej mnie zbyli - wracam do pracy, ale już nie daję rady. W czerwca powtórka, lekarz neurolog odesłał mnie do psychiatry. Psychiatra twierdzi, że to nerwica i należy powtórzyć CT głowy. Faszerują mnie lekami, psychitra swoją drogą, neurolog dokłada.

Od czerwca jestem wrakiem człowieka - wymioty, ból głowy taki, że tracę chęć do życia, zawroty, upadki, potłuczenia... Gdzie mam iść i jak dalej żyć?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy to normalne, że fascynuje mnie przyjaźń z dziećmi?

Mam dość nietypowy problem. Od dawna mam o wiele młodszych znajomych. Mam 22 lata, a fascynuje mnie przyjaźń z dziećmi (6-12 lat), mam spory taki krąg i przy nich czuję się sobą, jestem radosna i szczęśliwa. Z rówieśnikami niby też...

Mam dość nietypowy problem. Od dawna mam o wiele młodszych znajomych. Mam 22 lata, a fascynuje mnie przyjaźń z dziećmi (6-12 lat), mam spory taki krąg i przy nich czuję się sobą, jestem radosna i szczęśliwa.

Z rówieśnikami niby też się spotykam, ale nie czuję się już tak fajnie. Przy dzieciach mogę się wyszaleć i zapomnieć o wszystkim (kłopotach życiowych). Natrętnie szukam ich towarzystwa, a gdy danego dnia nie spotkam ich, np. na spacerze - popadam w "doła". Nie czuję się na swoje lata i nie chcę wchodzić w dorosłe życie - praca, zakładanie rodziny, itp., ale wiem, że tak się nie da... W tych naszych zabawach nawet nie przychodzi mi na myśl ich umoralnianie, tylko naśladuję ich zachowania.

Wielu ludzi zwraca mi uwagę na to, że te kontakty są zbyt zażyłe, ale nie wyobrażam sobie inaczej - dzieci są dużo bardziej wartościowe od dorosłych. I nie wiem co z tym zrobić i o co tu chodzi... Może jestem cofnięta w rozwoju?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy leki antydepresyjne są psychotropami?

Witam! Ostatnio wyczytałem w wielu źródłach w internecie informację, że odchodzi się pomału od stanowiska, że to rola mediatorów takich jak serotonina i noradrenalina, jest przyczyną depresji i uważa się ten pogląd za zbyt wąski i przestarzały. Wielu badaczy...

Witam! Ostatnio wyczytałem w wielu źródłach w internecie informację, że odchodzi się pomału od stanowiska, że to rola mediatorów takich jak serotonina i noradrenalina, jest przyczyną depresji i uważa się ten pogląd za zbyt wąski i przestarzały. Wielu badaczy twierdzi, że to rola układu neurohormonalnego podwzgórze-przysadka-nadnercza jest jedną z bardziej interesujących hipotez dotyczących etiologii depresji w ostatnich latach. Być może układ ten jest tylko jednym z elementów patogenezy depresji, dziś jednak wydaje się, że może być elementem bardzo istotnym, może nawet w jakimś sensie centralnym.

Osoby z depresją, przynajmniej wiele z nich, tak w okresie depresji jak i jeszcze na długo przed ujawnieniem się tej choroby wykazuje odmienną i nadmierną reaktywność stresową. Polega to na nadmiernym wydzielaniu hormonów wydzielanych w stresie i braku fizjologicznego hamowania. Najważniejszy hormon stresu u człowieka - kortyzol, fizjologicznie pełni też rolę substancji hamującej mechanizmy stresu, ale u osób z depresją ów mechanizm samoograniczania nie działa dobrze.

Stężenia wielu substancji wydzielanych w stresie, m. in. kortykoliberyny, niektórych prozapalnych cytokin, są znacznie wyższe niż u osób zdrowych. Konsekwencją są zakłócenia pracy wielu ośrodków mózgu, m. in. regulujących nastrój, napęd i emocjonalność. W niektórych miejscach obserwuje się ponadto zmiany kształtu i liczby komórek mózgowych, choć możliwe, że są one odwracalne. Zmiany te mają dotyczyć zwłaszcza hipokampa. Polegają na zmniejszeniu liczby wypustek neuronalnych oraz odmienności synaptycznych połączeń. Jest bardzo ciekawe, że w czasie prawidłowych i skutecznych terapii lekami przeciwdepresyjnymi zmiany te cofają się, podobnie jak "uspokajają się" mechanizmy całej osi podwzgórze-przysadka-nadnercza.

Inne źródło mówi, że "wspólnym mechanizmem patogenetycznym lęku, depresji czy uzależnień jest syndrom przewlekłego stresu, któremu towarzyszy podwyższony poziom kortyzolu. Oś stresu podwzgórze-przysadka-nadnercza, odpowiedzialna za nadprodukcję kortyzolu, w normalnych warunkach działa pobudzająco i mobilizująco na organizm, ułatwiając, w sytuacji zagrożenia, walkę albo ucieczkę. Długotrwała, podwyższona aktywność tej osi, a więc i wysoki poziom kortyzolu, wpływa destrukcyjnie na pewne struktury mózgu, w tym zanik komórek hipokampu. Stąd niektóre leki, np.T***, obniżając poziom kortyzolu - zmniejszają poziom lęku oraz depresji."

Jak państwo odnoszą się do nowej hipotezy? Jeszcze 2 krótkie pytania: czy leki antydepresyjne są "pscyhotropami" oraz czy antydepresanty moze przepisać lekarz nie będący pschiatrą? Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy zmiana leczenia mi pomoże?

Mam 26 lat, mam zaburzenia lękowe z napadami lęku, objawy depresyjne i myśli samobójcze. Na początku leczenia brałam lek z grupy SSRI przez 15 miesięcy, po którym dobrze się czułam. Po terapii grupowej i odstawieniu leków wszystko wróciło, od stycznia...

Mam 26 lat, mam zaburzenia lękowe z napadami lęku, objawy depresyjne i myśli samobójcze. Na początku leczenia brałam lek z grupy SSRI przez 15 miesięcy, po którym dobrze się czułam. Po terapii grupowej i odstawieniu leków wszystko wróciło, od stycznia jestem ciągle na zmianie leków, wszystkie były z grupy SSRI - od piątku lekarz zmienił mi na NDRI. Czy ten lek mi w końcu pomoże? Od września zaczynam terapię psychoanalityczna. Czy ta terapia jest dobra na moją chorobę? Do tego zażywam już chyba od 12 tygodni lek z grupy benzodiazepin o przedłużonym działaniu, rano i wieczorem. Mam myśli samobójcze, koszmary nocne, niechęć do wszystkiego, osłabienie, lęki i natrętne myśli dotyczące zrobienia sobie krzywdy oraz wyobrażenia, np. w których wchodzę pod tramwaj i lęk się nasila, dlatego nie wiem czy są to natrętne myśli, czy myśli samobójcze. Na wypisie z oddziału dziennego, na którym leczenie zakończyłam w styczniu, mam napisane: tendencji suicydalnych nie stwierdzono. Czy to się mogło zmienić? Miałam też testy MMPI. Czy to ustąpi? Proszę o odpowiedź. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Depresja czy objawy negatywne?

Witam. Leczę się na zaburzenia schizoafektywne. Od tygodnia nie mam już urojeń ani żadnych omamów, lecz od dłuższego czasu występują takie objawy jak brak potrzeby kontaktów z ludźmi, brak odczuwania przyjemności, zobojętnienie, brak napędu, często zaniedbywanie higieny, zanik uczuć....

Witam. Leczę się na zaburzenia schizoafektywne. Od tygodnia nie mam już urojeń ani żadnych omamów, lecz od dłuższego czasu występują takie objawy jak brak potrzeby kontaktów z ludźmi, brak odczuwania przyjemności, zobojętnienie, brak napędu, często zaniedbywanie higieny, zanik uczuć.

Nie odczuwam wcale smutku, nie mam myśli samobójczych. Zażywam atypowy neuroleptyk nowej generacji w maksymalnej dawce, ale objawy te nie mają zamiaru zniknąć. Czy to jest depresja w przebiegu schizoafektywności czy objawy negatywne? A jeśli to drugie to czy grozi mi schizofrenia rezydualna?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak walczyć z nerwicą?

Witam. Chciałam prosić o poradę: od 10 lat choruję na nerwicę lękowąm, od pięciu lat mam tachykardię na tle nerwowym, co wiąże się z trudnościami w życiu codziennym - żyję w ciągłym strachu i napięciu. Kardiolodzy twierdzę, że z sercem...

Witam. Chciałam prosić o poradę: od 10 lat choruję na nerwicę lękowąm, od pięciu lat mam tachykardię na tle nerwowym, co wiąże się z trudnościami w życiu codziennym - żyję w ciągłym strachu i napięciu. Kardiolodzy twierdzę, że z sercem jest wszystko OK.. Miałam 2 razy holtera - jest w normie, ale podczas paniki serce mi szaleje. Zażywam P*** i X***. Gdzie mam szukać pomocy? Jak sobie z tym radzić? Bardzo proszę o poradę. Dodam też, że panicznie boję się wizyty u lekarza i bardzo się boję szpitali, co wiąże się z tym, że unikam wizyt u lekarza. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co mam zrobić? Tracę kontrolę nad życiem...

Witam. Mam 30 lat i od 6 lat nigdzie nie wychodzę, to znaczy nigdzie tam, gdzie mogę kogoś spotkać. Chodzi o tych, których znam. Spotkania z przyjaciółmi mocno ograniczyłem. Po prostu widujemy się ostatnio bardzo rzadko. Wszystko zaczęło się od...

Witam. Mam 30 lat i od 6 lat nigdzie nie wychodzę, to znaczy nigdzie tam, gdzie mogę kogoś spotkać. Chodzi o tych, których znam. Spotkania z przyjaciółmi mocno ograniczyłem. Po prostu widujemy się ostatnio bardzo rzadko.

Wszystko zaczęło się od traumy jaką przeżyłem kilka lat temu, gdy nakryłem swoją dziewczynę na zdradzie. Od tamtej pory zamknąłem się w sobie. Wstydzę się spojrzeć ludziom w oczy. Mam wrażenie, że każdy się na mnie patrzy, a w każdych oczach widzę śmiech. Dodam też, od ponad roku jestem po ślubie. Jestem z kobietą, która kocha mnie takiego, jakim jestem, bez względu na wszystko.

Boję się, że mogę to wszystko zepsuć. Bardzo proszę o pomoc. Nie wiem już co mam robić. Czuję, że tracę kontrolę nad swoim życiem. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy udać się do psychiatry?

Od paru lat mam dziwne ataki paniki. Czuję się jakbym miał zaraz odejść z tego świata. Coś mnie zaboli - ja od razu myślę o najgorszym. Ciągle myślę, że coś mi dolega i tylko jakbym czekał, aż coś mnie...

Od paru lat mam dziwne ataki paniki. Czuję się jakbym miał zaraz odejść z tego świata. Coś mnie zaboli - ja od razu myślę o najgorszym. Ciągle myślę, że coś mi dolega i tylko jakbym czekał, aż coś mnie zaboli - głupie pocenie się dłoni, stóp, ja już mam lęki. Wszystko zaczęło się - tak mi się wydaje - po śmierci mojej mamy, której praktycznie byłem świadkiem, bo byłem przy niej jak odchodziła w szpitalu :(. Rzuciłem papierosy, alkohol, a tu nic - dalej jakieś leki. Nie mam zamiaru sięgać po jakieś leki psychotropowe. Robiłem badania krwi, moczu - wszystko jest w normie. Od paru dni mam dziwne drętwienia i mrowienia w głowie i juz myślę o jakimś wylewie. Już nie wiem co mam zrobić. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Dlaczego nie potrafię się z niczego cieszyć?

Witam. Może zacznę od tego, że od dłuższego czasu nie potrafię się z niczego cieszyć. Uświadomiłem to sobie dopiero jakiś czas temu. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak naprawdę z czegokolwiek się cieszyłem: ani z tego, że dostałem się na...

Witam. Może zacznę od tego, że od dłuższego czasu nie potrafię się z niczego cieszyć. Uświadomiłem to sobie dopiero jakiś czas temu. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak naprawdę z czegokolwiek się cieszyłem: ani z tego, że dostałem się na architekturę (od 4 lat jestem na 1. roku, bo nie mogę tego wszystkiego ogarnąć) ani z pracy i jej wyników... Z niczego.

W okresie ostatnich dwóch miesięcy pojawiły się u mnie najpierw sporadycznie, a teraz nawet kilka razy dziennie, myśli o śmierci i o samobójstwie z tym, że raczej na zasadzie "co by to było gdyby". Bałbym się zakończyć swojego życia, bo jednak jestem ciekaw, co ono mi przyniesie, ale z tym, że traktuję je bardziej obojętnie i z poczucia obowiązku, niż z samej chęci życia. Najczęściej mam takie myśli jak jadę samochodem i mijam drzewa, słupy i staram się je od razu wypędzać z głowy. Wcześniej miałem je w wieku lat 14-15, a później był spokój, aż do teraz.

Mialem też okres, w którym byłem bliski zaburzeniom odżywiania - właśnie w okresie, gdy miałem lat 14-15 schudłem 20 kg z wagi 80 do 60 kg przy wzroscie 181 cm. Do tego doszło jeszcze poronienie u mojej kobiety, z która jestem już 9 lat i to, że wylądowała w szpitalu na oddziale psychiatrycznym z diagnozą borderline. Wcześniej, przez okres 3-4 miesięcy, obserwowałem jej ataki autoagresji oraz agresji w stosunku do mnie, głownie pod wpływem alkoholu. Kiedyś tak nie było, ale ze względu na sytuację materialną musieliśmy wyprowadzić się do jej matki, która jest osobą dosyć toksyczną.

Od wczesnego dzieciństwa mam bardzo obniżone poczucie własnej wartości. Dodam jeszcze, że pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej (alkohol lal się strumnieniami, czasami nawet przez 2-3 tygodnie non stop, po moich rodzicach tego nie widać, bo są to ludzie zamożni i poważani przez wszystkich). Nie raz widziałem moją matkę, która, próbując zwrocić na siebie uwagę, próbowała popełnić samobojstwo (moja matka ma nadwrażliwość emocjonalną, autoagresję i socjofobię, z kolei moja babcia od strony matki - silną nerwicę). Z resztą przeżyłem też to z z moją partnerką, która nałykała się S***…

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze lęk przed ludzmi, a mianowicie strach przed wystąpieniami przed większą ilością ludzi. Nie mam tak z telefonami czy z pobytem w miejscach publicznych, ale przy rozmowie kwalifikacyjnej do pracy myślałem, że zemdleję - uderzenia gorąca, drżenie całego ciała, bardzo szybki puls itd. Do tego dochodzi pustka w głowie, pogorszony wzrok, słuch i orietacja w przestrzeni, z która nigdy nie mialem problemów plus objawy fizyczne - ciągłe zmęczenie, bóle pleców, brzucha, problemy żołądkowo-jelitowe i to już od 6-7 lat.

Dodam do tego rownież zaburzenia identyfikacji płciowej, które mam odkąd pamiętam z tym, że dobrze mi w moim ciele, jeśli można to tak nazwać. Tego typu myśli pojawiają się najczęściej kiedy jestem kompletnie zdołowany i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Mógłbym jeszcze dużo wymieniać, ale w tej chwili wydaje mi się, że to są najpoważniejsze rzeczy, które mnie dotykają... Dodam również, że mam 23 lata .

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy fakt, że nic mnie w życiu nie cieszy jest tylko tymczasowy?

Witam. Od jakiegoś czasu jakoś dziwnie jest. W swoim pytaniu postaram się opisać swój problem, otóż polega on na tym, że po prostu nic mnie nie cieszy, jestem zmęczony i nic mi się nie chce, bo i tak nie będę...

Witam. Od jakiegoś czasu jakoś dziwnie jest. W swoim pytaniu postaram się opisać swój problem, otóż polega on na tym, że po prostu nic mnie nie cieszy, jestem zmęczony i nic mi się nie chce, bo i tak nie będę z tego zadowolony, dlatego sobie to odpuszczam i idę się położyć, i tak leżę i leżę.

Nic mnie nie cieszy w życiu :( Dodam też, że nie mam myśli samobójczych, nawet nie myślę o tym  i nie boję się śmierci, albo że się uduszę, albo że mi się coś stanie i nikt mi nie pomoże. Czasem też mam takie głupie uczucie, jakbym nie wiedział gdzie jestem - tu też się nie boję, że mi się coś stanie, tylko po prostu to uczucie, że nie wiem gdzie jestem, ale gdy tak z kilkanaście sekund pomyślę, to wiem tak naprawdę gdzie jestem.

Ale za jakis tam czas znów to głupie uczucie, ale przecież ja wiem, gdzie jestem, ale moja psychika to inaczej koduje. I dziwnie się czuję. Może to jakiś niedobór czegoś? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ziołowe leki przeciwdepresyjne są skuteczne?

Od jakiegoś czasu odczuwam przygnębienie, poczucie winy, niedoskonałości. Wszystko mnie drażni. Każde samotne wyjście wśród ludzi wywołuje u mnie strach, poddenerwowanie i poczucie bezwartościowości. Jest to coraz bardziej uciążliwe. Zaczynam czuć jakbym żyła pod kloszem, wszystko ucieka gdzieś obok mnie,...

Od jakiegoś czasu odczuwam przygnębienie, poczucie winy, niedoskonałości. Wszystko mnie drażni. Każde samotne wyjście wśród ludzi wywołuje u mnie strach, poddenerwowanie i poczucie bezwartościowości. Jest to coraz bardziej uciążliwe. Zaczynam czuć jakbym żyła pod kloszem, wszystko ucieka gdzieś obok mnie, a ja na to nie mam wpływu. Czy leki bez recepty pomogą wyjść z dołka czy lepiej udać się do lekarza?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy jest nadzieja, że wyleczę się z nerwici?

Dzień dobry. Mam 23 lata, ostry stan choroby, który uniemożliwia mi funcjonowanie od 5 lat, leczę się od 2 lat. Miałem 2 psychiatrów do tej pory, leczenie farmakologiczne zawiodło, leki nie dawały żadnego efektu, były zmieniane wielokrotnie.  Zostałem również skierowany...

Dzień dobry. Mam 23 lata, ostry stan choroby, który uniemożliwia mi funcjonowanie od 5 lat, leczę się od 2 lat. Miałem 2 psychiatrów do tej pory, leczenie farmakologiczne zawiodło, leki nie dawały żadnego efektu, były zmieniane wielokrotnie.  Zostałem również skierowany do ośrodka leczenia zaburzeń nerwicowych na pobyt diagnostyczny, po którym nie zostałem zakwalifikowany na dłuższą terapię ze względu ryzyka wystapienia dekompensacji psychotycznej. Rozpoznanie: osobowość anakastyczna. No i teraz moje objawy: najgorszy, który towarzyszy mi praktycznie cały czas, rzadko w mniejszym nasileniu, to ekstremalne napięcie, uczucie jakby ktoś mnie podpalał od środka, tj. cały bym się przegrzewał, szczególnie górna cześć ciała. Ciężko jest wtedy wykonać jakikolwiek ruch, no a scenariusze samobójcze w głowie same się ukladają. Nastepny to natlok myśli, samowpadające myśli do świadomości, od analizy, od obaw po rozpamiętywanie starych sytuacji, układanie sytuacji, które nie miały miejsca - w żaden sposób nie potrafię tego kontrolować, caly czas jestem zamyślony albo bujam w oblokach, a jak próbuję to napięcie nerwowe jest jeszcze większe no i z tym łączy się kompletny brak koncentracji, np. przy czytaniu, po 3 linijkach, tracę wątek i muszę czytać od nowa, prowadzenie auta jest niemożliwe. No i chronicza bezsenność - bez tabletek sen nie jest możliwy. Ostatni mój psycholog powiedziała, że nie jest w stanie mi pomóc, ponieważ w ogóle się nie odkryłem, nie pokazałem siebie, miałem 3 spotkania z nią. No i wiem, że problem leży gdzieś w emocjach, że są one jakoś blokowane, ale nie wiem zupełnie jak się za to zabrać, jak je wydobyć, bo na pytanie o wskazówki dostałem odpowiedź, że w moim przypadku wskazówki są zbędne. Nic już z tego wszystkiego nie rozumiem i dalej pozostaje mi powoli umierać w łóżku, patrząc się w sufit, z tym okropnym napięciem nerwowym, które przysłania mi wszystko. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam zwidy - budzę się i widzę rzeczy, które się nie dzieją. Co to może być za choroba?

Od pewnego czasu mam problem ze snem. W nocy jak śpię, to przebudzam się i widzę dziwne rzeczy, np. ktoś patrzy w okno - ja się chowam albo widzę, że mój pies idzie sam za oknem, no to ja otwieram...

Od pewnego czasu mam problem ze snem. W nocy jak śpię, to przebudzam się i widzę dziwne rzeczy, np. ktoś patrzy w okno - ja się chowam albo widzę, że mój pies idzie sam za oknem, no to ja otwieram okno i chcę iść po niego, a nawet wyciągam brata z łóżka. Zastanawiałem się, czy to nie jest czasem lunatyzm, ale chyba nie, bo lunatyzm polega na tym, że potem się nic nie pamięta, a ja jestem świadomy. Zauważyłem jedną rzecz - jeśli sobie przetłumaczę, że to jest niemożliwe, to mi przechodzi, na przykład muszę iść sprawdzić do następnego pokoju, czy jest mój piesek.

Ostatnio przebudziłem się i widziałem, że brat Kamil się pali i strasznie głośno krzyczałem na pomoc. Nie wiem, co mam robić, co to może być, wiem, że mnie strasznie męczy. Dodam tylko, że to nie są koszmary, bo ja to widzę jak się przebudzę. Czasem tak straszne rzeczy widzę, że boję się iść spać po tym, bo to coś jest okropnego. Miałem różne zwidy: robaki, węże, wydawało mi się np., że ktoś kogoś zabija za oknem. Nazywam to zwidy, bo nie wiem co to jest. Ostatnio boję się nawet, że wyjdę przez okno i wypadnę.

Zastanawiałem się, czy to czasem nie jest przez nerwy w ciągu dnia, ale to nie ma reguły - czasem mam nerwowy dzień i nic takiego mi się nie przytrafia w nocy. Obecnie nie mam żadnych stresów, jestem studentem i nie pracuję, więc wypoczywam. Co to jest? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy można zmienić nastawienie do butów?

Mam problem z obuwiem. Mój rozmiar to 42, dosyć duży. Rzadko kupuję buty, bo w większości sklepów nie ma mojego rozmiaru. Gdy już kupię uznaję, że są niewygodne, po prostu za małe. Kupiłam sobie w końcu (bo dopiero po dowiedzeniu... Mam problem z obuwiem. Mój rozmiar to 42, dosyć duży. Rzadko kupuję buty, bo w większości sklepów nie ma mojego rozmiaru. Gdy już kupię uznaję, że są niewygodne, po prostu za małe. Kupiłam sobie w końcu (bo dopiero po dowiedzeniu 30 sklepu z kolei) buty górskie, teraz myślę kiedy będą za małe (poprzez nastawienie). Jak temu zaradzić? Proszę o pomoc. M.
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Ostatnimi czasy wciąż się czegoś boję. Skąd to się wzięło?

Witam. Jestem mężczyzną, mam 27 lat. Od dłuższego czasu (3-4 lata) mam problemy ze swoją osobą. Objawy mogą wydawać się dość surrealistyczne, ale dzieją się w mojej głowie. Od razu przejdę do konkretnych sytuacji. Jakiś czas temu odwiedziłem centrum handlowe,...

Witam. Jestem mężczyzną, mam 27 lat. Od dłuższego czasu (3-4 lata) mam problemy ze swoją osobą. Objawy mogą wydawać się dość surrealistyczne, ale dzieją się w mojej głowie. Od razu przejdę do konkretnych sytuacji.

Jakiś czas temu odwiedziłem centrum handlowe, przechadzając się swobodnie między sklepowymi boksami dostrzegłem fryzjera. Z racji tego, że fryzurę miałem bujną nie omieszkałem skorzystać z usługi. Zasiadłem wygodnie w fotelu, po chwili miła pani podeszła do mnie i zapytała się jak ciąć. Po niecałych 5-10 minutach zaczęło się coś dziać - zaczęło się dziać to, co dzieje się wielokrotnie/cyklicznie w moim życiu, niezależnie od sytuacji /pory dnia/ pogody / nastroju. Czułem, że moja twarz blednie, serce zaczyna szybciej bić, zalewam się potem, innymi słowy: czułem nieistniejące zagrożenie, czułem, że za chwilę zjadę z fotela. Zacząłem walczyć z własnymi myślami z własnym sobą, usilnie wmawiałem sobie "będzie okej, przecież jestem tylko u fryzjera, nic złego nie może się stać". Po jakimś czasie wszystko wróciło do normy, uspokoiłem się.

Najgorsze jest to, że w takich chwilach czuję się jakbym obserwował siebie z perspektywy 3 osoby, robi mi się niedobrze i czuję, że muszę natychmiast uciekać. Fryzjer jest tylko przykładem. Niekiedy wyjdę sobie do miasta na obiad, na spotkanie, w miejsce, gdzie otaczają mnie nieznajomi ludzie - wtedy moja wyobraźnia zaczyna sobie kreować obrazy/wizje, które niekiedy są bardzo mroczne, "kwaśne" i w świecie realnym nie mają szans bytu, wizje, które przejmują kontrolę nad całym moim umysłem i nie pozwalają mi normalnie funkcjonować. Są dni, gdzie dolegliwości nie dają o sobie znać, jest spokój, ale wiem, że za kilka dni objawy znowu się pojawią i znowu będę przeżywał horror.

Wiem że całość brzmi jak opis kogoś kto bierze ciężkie psychodeliki, jak cytat z dziennika Lema, ale dla mnie to nic innego jak teraźniejsza rzeczywistość.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Przerastają mnie moje problemy... Co mogę zrobić?

Witam bardzo serdecznie. Mam na imię Ania, lat 32, mieszkam w Poznaniu. Moje problemy zaczęły się półtora roku temu, od problemów z kręgosłupem. Wcześniej byłam osobą aktywną, szczęśliwą w związku, posiadającą dobrze płatną pracę na kierowniczym stanowisku, którą bardzo lubiłam,...

Witam bardzo serdecznie. Mam na imię Ania, lat 32, mieszkam w Poznaniu. Moje problemy zaczęły się półtora roku temu, od problemów z kręgosłupem. Wcześniej byłam osobą aktywną, szczęśliwą w związku, posiadającą dobrze płatną pracę na kierowniczym stanowisku, którą bardzo lubiłam, miałam grono fajnych znajomych. W maju przeszłam operację prywatną (sama sobie zafundowałam), po której czułam się bardzo dobrze.

Mój chłopak miał chwilowe problemy, nie miał pracy, pomieszkiwał u mnie i popijał codziennie piwko w dużych ilościach. Już wcześniej wydawało mi się, że ma problemy, bo często, jak byliśmy razem, kupował alkohol. Dodatkowo krew leciała mu często z nosa w dużych ilościach, ale miał nadciśnienie i twierdził, że to od tego i nigdy wcześniej nie chciał, na moje prośby, iść do lekarza.

Moje dzieciństwo nie należało do najszczęśliwszych, bo mój ojciec, odkąd pamiętam, nadużywał alkoholu i gnębił psychicznie mnie mojego brata i mamę. Tydzień po mojej operacji przyszedł pod wpływem alkoholu i zrobił mi awanturę w niecenzuralnych słowach - stwierdził, że mam iść do pracy, bo on mnie utrzymywać nie będzie (dokładnie kazał mi wy...ać), a jak powiedziałam, że przecież jestem po operacji to stwierdził, że go to nie obchodzi.

Moja mama stwierdziła, że mam się nie przejmować, ale zapomniała, że kiedyś, jak nie miałam przez parę miesięcy pracy, to musiałyśmy iść po pomoc na komisariat w obawie przed ojcem (o ironio losu - mój ojciec jest ojcem chrzestnym mojego kuzyna, który jest inspektorem policji). Czując presję wróciłam do pracy. Rano jeżdziłam na rehabilitację, potem szłam do pracy, a wieczorem nad jezioro wzmacniać mięśnie pływając. Byłam totalnie wykończona. Po dwóch miesiącach nastąpiło pogorszenie mojego stanu zdrowia.

Mój chłopak nadal nie pracował, ani nawet pracy nie szukał. Leżałam w strasznych bólach, sama załatwiałam badania i siedziałam w internecie szukając pomocy. Mój chłopak w międzyczasie zaczął mieć krwotoki z nosa, wymiotował, ale ciągle pił. Musiałam dzwonić po jego rodziców żeby przyjechali i namówili go do pójścia do lekarza i zaprzestania picia. On nie słuchał ani mnie ani ich. Strasznie się wszystkim denerwowałam.

W październiku dostałam skierowanie na operację pilną. Po miesiącu czekania zaczęłam tracić czucie od pasa w dół - wpadłam w panikę, strasznie denerwowałam się o swoje zdrowie. Prosiłam mamę o pomoc, chciałam jechać na operację prywatną, lecz ona nie chciała mi pomóć. Wielokrotnie prosiłam ją płacząc, a ona zawsze mówiła: musisz czekać ja ci nie mogę pomóc. Mama ma dobrze płatną pracę i mogłaby mi pomóc, bo na ojca liczyć nie mogłam. Rodzina stwierdziła, że histeryzuję i kazała cierpliwie czekać.

Po miesiącu nie wytrzymałam z nerwów i załatwiłam sobie operację w innym mieście na NFZ. Miesiąc po operacji (w styczniu) przewiało mnie w domu i na drugi dzień obudziłam się zupełnie znieczulona, z bólami karku, pleców, uczuciem zimna, zaburzeniami węchu, smaku, pogorszeniem wzroku. Byłam w szoku. Pojechałam na pogotowie w szpitalu - oprócz pobrania krwi nie zrobiono mi żadnych innych badań, a ja czułam się tak fatalnie, że myślałam, że umieram.

W szpitalnej aptece kupowałam K*** i smarowałam cały kark, plecy, bo tak bolało, że nie mogłam spać. Stwierdzono, że mam zaburzenia konwersacyjne. Nikt mi nie wierzył, że czuję się tak źle. Poszłam do psychiatry i na psychoterapię - dostałam antydepresanty, które brałam rok, ale nie było żadnej poprawy. Wróciłam do domu. Mój chłopak pił dalej za moje pieniądze mówiąc swoim rodzicom, że to przez moją sytuację nie daje rady, a ja leżałam godzinami jak kłoda, znieczulona, myśląc, żeby ten koszmar się skończył.

Mogłam się ruszać, ale ta drętwota, brak czucia nawet na skórze głowy, twarzy, dosłownie wszędzie przeszkadzały mi normalnie funkcjonować. Źle mi się chodziło, siedziało i leżało. Nawet kąpiel była nieprzyjemna, do wszystkich czynności musiałam się zmuszać. Ojciec gnębił mnie dalej, a widząc jaki jest mój stan stwierdził pewnego dnia, że marzy o tym żebym odebrała sobie życie. Wyprowadziłam się do cioci - siostry mamy, która była zbulwersowana postępowaniem rodziny, szczególnie moich rodziców wobec mnie. Z moim chłopakiem spotykałam się u niego (mieszka w domu jednorodzinnym).

Pewnego dnia, jak u niego byłam, dostał ataku - nie mógł się ruszać, wymiotował. Szybko zadzwoniłam po karetkę. Okazało się, że ma delirium tremens, marskość wątroby zaawansowaną i inne choroby towarzyszące alkoholizmowi. W szpitalu mnie nie rozpoznawał, majaczył, był w strasznym stanie, przywiązany do łóżka. Jego rodzice na każdym kroku dawali mi do zrozumienia, że to moja wina, że marskość na pewno pojawiła się w przeciągu roku jak zachorowałam i dlatego on zaczął pić.

Nie miało znaczenia, że ja czuję się fatalnie, czuję dyskomfort w każdej chwili, ani to, że paru członkom ich rodziny pomogłam w trudnej sytuacji - załatwiłam fajną pracę i zawsze mogli na mnie liczyć. Tylko ja wiem ile kosztowało mnie dojeżdżanie do niego codziennie do szpitala, bo na tych drętwych nogach chodzi mi się fatalnie, założenie głupich spodni i chodzenie w nich to dla mnie tortura. W chwili obecnej czuję się fizycznie nadal bardzo źle, mój chłopak wychodzi na prostą, nie pije, ma pracę. Ja swoją niestety straciłam.

Jestem z nim cały czas, ale to nie to samo co kiedyś. On w ogóle mnie nie przytula, nie całuje (wie, że dla mnie to jest nieprzyjemne), a ja tak strasznie tęsknię za jego normalnym dotykiem. Marzę, żeby móc się przytulić do niego tak jak kiedyś. Jeśli chodzi o kontakty intymne to nie czuję nic. On traktuje mnie często jak zło konieczne - widzi, że cierpię, ale chce mieć po prostu święty spokój. Non stop na mnie krzyczy.

Mojej mamie nie mogę zapomnieć, że nie pomogła mi finansowo w tak ekstremalnej sytuacji dotyczącej ratowania zdrowia. Ona mówi, że nie wiedziała wtedy jak mi pomóc i że jakbym sama załatwiła operację prywatnie, to by przecież za nią zapłaciła, a wtedy wielokrotnie mówiła co innego. Mówi, że to moja wina, bo wróciłam do pracy. Matka mojego chłopaka dwa tygodnie temu powiedziała mi, że tak dalej być nie może i muszę coś z tym zrobić. Nawet nie wie ile oddałabym, żeby poczuć się lepiej i odzyskać zdrowie.

Nie jestem już tą samą wesołą, szczęśliwą osobą co wcześniej, tylko wrakiem człowieka. Zupełnie straciłam radość życia. Nie mogę wyjść na słońce, bo bardzo źle się na nim czuję, nie mogę się opalać z tego samego powodu (wcześniej mogłam leżeć godzinami super się relaksując), nie mogę chodzić, bo na tej drętwocie źle się chodzi, nie mogę tańczyć, ubrania są nieprzyjemne, pływa mi się źle, nawet piwka czy winka nie mogę się napić, bo wydaje mi się, że jeszcze bardziej drętwieję, nie mogę się przytulić, a tego normalnego dotyku brakuje mi najbardziej. Jak leżę na łóżku wprost pali mnie dotyk prześcieradła czy kołdry.

Dodatkowo za wszystko czuję się winna, a z drugiej strony wiem, że bliskie mi osoby bardzo mnie zawiodły i nie mogę się z tym pogodzić. Czuję się jakbym miała 150 lat, a od ilości przyjętych tabletek niedługo zacznę świecić. Moja neurolog non stop testuje na mnie nowe tabletki, które niestety nie przynoszą mi żadnej ulgi. Ostatnio lekarze, bo leczę się prywatnie, stwierdzili, że prawdopodobnie miałam zapalenie opon mózgowych i dlatego tak zdrętwiałam. Nie mam pojęcia co dalej będzie ze mną i moim życiem.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy te objawy świadczą o nerwicy?

Często, gdy mnie coś zaboli lub źle się poczuję, wpadam w panikę, jestem zdołowana, przygnębiona, czuję się jakbym miała depresję. Zwłaszcza wieczorem tak się dzieje. Często siedzę do późna przy komputerze, aby pójść spać dopiero nad ranem. Dlaczego tak mam? Czy to typ jakiejś nerwicy?
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Patronaty