Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Co zrobić, aby nie bać się we własnym domu?

Od jakiegoś czasu boję się być w domu. Zdaje mi się, że szklanki sie ruszają, że ktoś mnie prześladuje w domu i że ktoś chodzi po domu. Nie mogę suszyć włosów, odkurzać, bo się strasznie boję.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co jest z moją psychiką?

Jestem kobietą, mam 19 lat. Obawiam się, że mam schizofrenię. Może się to wydawać głupie, że sama z góry narzucam sobie diagnozę, ale nie potrafię tego inaczej nazwać. Zaczęło się od tego, jak w 2001r. zmarła mi babcia. Przeżyłam najgorszy...

Jestem kobietą, mam 19 lat. Obawiam się, że mam schizofrenię. Może się to wydawać głupie, że sama z góry narzucam sobie diagnozę, ale nie potrafię tego inaczej nazwać. Zaczęło się od tego, jak w 2001r. zmarła mi babcia. Przeżyłam najgorszy okres w swoim życiu...

Jako dziecko "jechałam" na tabletkach uspokajających, które i tak przynosiły znikome efekty. I od tego się zaczęło. Otępienie, pustka i to, co najbardziej mnie przerażało - omamy. Kilka dni po pogrzebie babci, gdy bylismy odwiedzić grób, cały czas śledzila mnie jakaś czarna postać. Przebiegała wszędzie między grobami, gdzie tylko bym nie spojrzala - ona tam była. Później to zniknęło. Po tym wszystkim zostało tylko uczucie megapustki.

W gimnazjum zrobiłam się do tego stopnia aspołeczna, że zamykałam się w domu, bardzo często nie chodziłam do szkoły, zaczęłam się okaleczać. Miałam też myśli samobójcze, które wiele razy próbowałam zrealizować, np. przedawkowując tabletki. Po 2 latach takiego życia nagle stan się poprawił. Wszystko było w jak najlepszym porządku.

Nawrót nastąpił wraz z pójściem do liceum. Tylko był już dużo gorszy. Nie miałam myśli samobójczych, nie okaleczałam się już, ale moje omamy sięgnęły chyba apogeum. Budziły mnie w nocy trzaski w kuchni, szłam... na krześle siedziała stara babcia mówiąca, że jej zimno (zalał mnie oczywiście ze strachu zimny pot) i bez słowa poszłam po koc. Jak wróciłam - jej nie było. Niejednokrotnie obudziła mnie jakaś mała dziewczynka w kapeluszu, siedząca na moim łóżku...

Nie moge zostawać sama w domu czy gdziekolwiek, bo wtedy te psychozy się pogłębiają i boję się, że kiedyś nieświadomie mogę sobie coś zrobić. Wiele miałam takich sytuacji. Jak byłam z tatą na siłowni w piwnicy, poszedł tylko na chwilę po picie - z końca korytarza zbliżała się czarna postać. Byłam tak zahipnotyzowana i otępiała, że moj tata mnie szarpał, żeby mnie ocucić.

Przez to, że nie mogę zostawać sama, zrobiłam się bardzo towarzyska, więc mogę wyglądać na osobę zupelnie zdrową, choć tak się nie czuję. Nie wiem co mam z tym zrobic - czy liczyć na jakąś poradę lekarską, czy wezwać egzorcystę. Nie wiem. Liczę na jakąś pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pogodzić się z rzeczywistością i zacząć żyć?

Witam, mam 15 lat i teoretycznie jestem dziewczyną. Nie chcę pisać esejów, bo mówiąc szczerze rozpisywanie się na temat mojej przeszłości zaczyna mnie nudzić, powtórka z rozrywki będzie mnie czekała w przyszłym tygodniu, jako że idę do lekarza, wobec tego...

Witam, mam 15 lat i teoretycznie jestem dziewczyną. Nie chcę pisać esejów, bo mówiąc szczerze rozpisywanie się na temat mojej przeszłości zaczyna mnie nudzić, powtórka z rozrywki będzie mnie czekała w przyszłym tygodniu, jako że idę do lekarza, wobec tego napiszę najbardziej zwięźle jak potrafię. Może mi szanowni internetowi psychologowie coś ciekawego powiedzą.

Jeśli chodzi o "objawy" to właściwie całe moje jestestwo sprowadza się do jednej wielkiej patologii. Jako dziecko miałam już częste objawy somatyczne, ból żołądka, kluchy w gardle i lęk przed tym, że zwymiotuję gdziekolwiek nie pójdę oraz nieustanną chęć zaczynania "życia od nowa", czyli rachu ciachu i zmieniam samą siebie od jutra - co jest oczywiście niemożliwe.

Jakieś 3 lata temu, podczas pobytu za granicą w połowie roku szkolnego (byłam jedyną Polką w szkole, trafiało mi się mnóstwo nieprzyjemnych niespodzianek w postaci reakcji rówieśniczek przez cały rok, zdziczałam jeszcze bardziej i upadły moje nadzieje, że uda mi się uciec od dawnego życia), dostałam pierwszego porządnego ataku lękowego - kołatanie serducha, panika. Chociaż nerwowe myśli i strach, że zaraz stracę oddech towarzyszyły mi już wcześniej.

Następne 2 lata, gimnazjum to istna rewolucja, niestety negatywna. Stany depresyjne, myśli samobójcze, niewyobrażalna nienawiść do samej siebie, żałowanie każdego wypowiedzianego słowa, reakcji, absolutna sztywność w kontaktach międzyludzkich, niezdarność, robienie z siebie pośmiewiska mimo woli, potworne napady lękowe, paniki, strach przed utratą nad sobą kontroli, tym, że zwariuję, ciągłe koszmary senne rodem z niezłego horroru psychologicznego.

Przeżywałam lęki każdego dnia w szkole - powstrzymywanie się przed wymiotami gapiąc się błagalnie w zegarek, pocenie i kołatanie serca, panika przed tym, że zaraz zrobię coś odchodzącego od normy, albo będę miała halucynacje itp., natręctwa na punkcie seksualnym, mącące mi w przeszłości, robiące papkę z mózgu, a także te typu "zamorduję kogoś", właściwie to na każdy możliwy, wymyślny temat spowodowały, że dorobiłam się zespołu nadwrażliwych jelit.

Właściwie od lat nie miałam ani jednego harmonijnego dnia. Moja podświadomość nieustannie czuwa, nie robię nic odruchowo, nieustannie mam męczące myśli dotyczące praktycznie wszystkiego dookoła, swojego zachowania i bliskich. Uzależniłam się od narzekania, czym pozbawiłam się zresztą wielu znajomości, często czuję jakby w mojej duszy były dwie osoby i kłóciły się ze sobą wzajemnie.

Nie potrafię kochać ani lubić nikogo, po prostu nie czuję nic do ludzi, umiem ich jedynie obserwować, wyciągać wnioski, rozpracowywać, wszyscy mnie drażnią, jeśli już kogoś polubię to to szybko się zmienia. Nie mam stałego podejścia do ludzi, ani do niczego zresztą. Do niektórych ludzi żywię wręcz chorobliwą zazdrość, nie mogę na nich patrzeć.

Nie umiem być w tym wszystkim sobą, każda neutralna chwila stanu umysłowego, jaka mi się zdarzy, to tylko chwila i potem wszystko wraca. Objawy mogę wymieniać w nieskończoność. Ostatnio dorobiłam się nawet bardzo niefajnych omamów. Zdaję sobie sprawę z własnego irracjonalnego zachowania i sposobu myślenia, ale nie mogę nic zmienić na dłuższą metę.

Z ludźmi moje stosunki były złe od wczesnego dzieciństwa, wmawiano mi nienawiść do siebie od zawsze, poczucie odmienności. Miałam nieciekawie w podstawówce, za granicą, na każdym wyjeździe, w gimnazjum, w końcu wszystko zaczęło się walić przez podejście, jakie zyskałam. Ale szukam też swojej winy, nie byłam fajnym dzieckiem - nienawidziłam innych dzieci i byłam chorobliwie o wszystko zazdrosna, płaczliwa także, z drugiej strony cicha, nie przeszkadzałam... Trudno określić.

Czuję się jak odmieniec i nie przeszkadzałoby mi to zapewne, gdybym czuła się ze sobą dobrze. Psychicznie i fizycznie. Jeśli chodzi o to drugie - od małego źle się czułam, miałam problemy z żołądkiem, byłam słaba fizycznie. Infekcje, wcześniej wspomniana nadwrażliwość jelitowa, od jakichś 6 lat mam objawy typowe dla PCOS- potworny trądzik na ciele, twarzy, hirsutyzm, nadwagę, do tego problemy z tarczycą, do tej pory, pomimo jakiegoś leczenia, nic nie udaje mi się zmienić.

Moja nerwowość bierze się też stąd, iż przez 14 lat mieszkałam w jednym pokoiku z rodzicielami i ogólnie dużą częścią rodziny. A nie jest ona do końca normalna, w dużej mierze panuje nerwowa, krzykliwa atmosfera, hipochondria i tak dalej, nie będę się o tym na forum rozpisywać. To tak wszystko w dużym "skrócie". Liczę na odzew i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Już nie daję rady... Co robić?

Witam, mam 26 lat, jestem kobietą. Od 2008 r. cierpię na zaburzenia lękowe z napadami lęku, zażywałam lek z grupy SSRI przez 15 miesięcy. Po ukończeniu 3-miesięcznej terapii grupowej i odstawieniu leków wszystko wróciło. Od stycznia tego roku jestem ciągle...

Witam, mam 26 lat, jestem kobietą. Od 2008 r. cierpię na zaburzenia lękowe z napadami lęku, zażywałam lek z grupy SSRI przez 15 miesięcy. Po ukończeniu 3-miesięcznej terapii grupowej i odstawieniu leków wszystko wróciło. Od stycznia tego roku jestem ciągle na zmianie leków, bo nie działają, nie wiem co mam robic. Do terapii grupowej nie chcę wracać, bo chyba się jeszcze bardziej zdołowałam, a na indywidualną muszę czekać aż do września - nie stać mnie nawet na 1 sesję w miesiącu. Mam myśli samobójcze (chyba), na ostatniej rozmowie lekarz stwierdził, że nie chce mnie dać do szpitala, bo jeszcze bardziej wyjdę zdołowana, ponieważ tam są cięższe przypadki. Moje myśli zaczęły się od samobójstwa kolegi rok temu - nie potrafię tego odróżnić, czy to jest lęk przed zrobieniem tego, czy moje myśli (są w głowie cały dzień). Brałam już: xxx, xxx, teraz dostałam xxx, xxx zmniejszylam do 1/2 tabletki i do tego lek z grupy benzodiazepin rano i wieczorem. Po xxx czułam się dobrze (maksymalna dawka), ale czy ten lek zadziałałby znowu, jeśli te nie działają? Czy ja z tego wyjdę i będę żyła normalnie? Nie miałam żadnych badań, jakie powinnam wykonać? Czy jakaś choroba może wywoływać te wszystkie objawy - silne osłabienie, lęki, natrętne myśli dotyczące zrobienia sobie krzywdy, trzęsienie w środku, ścisk w klatce piersiowej, drętwienie kończyn i wiele innych. Proszę o odpowiedź na moje pytania.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy psychoterapia bez leków może mi pomóc?

Dawno, już w Polsce miałam diagnozę - osobowość prepsychotyczna - z całym opisem z badania klinicznego i miewałam już wówczas "epizody psychotyczne", jak mi mówiła moja p. doktor. Stan mój się zdecydowanie pogorszył, co lekarz psychiatra tu, w UK, sam...

Dawno, już w Polsce miałam diagnozę - osobowość prepsychotyczna - z całym opisem z badania klinicznego i miewałam już wówczas "epizody psychotyczne", jak mi mówiła moja p. doktor. Stan mój się zdecydowanie pogorszył, co lekarz psychiatra tu, w UK, sam niedawno stwierdził.

Wielorakość symptomów, częstotliwość i głębokość; zaburzenia pamięci, dezorientacja w czasie i miejscu - ostatnio nawet nie zawsze wiem, co zdarzyło się w realu, a co było w moich wizualizacjach i/lub myślach, lub może mi się przyśniło - męża się muszę czasem pytać, o czym oczywiście mówiłam lekarzowi. Lekarz psychiatra przeprowadził godzinną rozmowę ze mną, z udziałem tłumacza na wszelki wypadek, i postawił diagnozę: osobowość neurotyczna.

Powiedział, że to, że wydaje mi się, że ludzie się ze mnie naśmiewają i krytykują ma podłoże emocjonalne i jest związane z urazem z dzieciństwa, a głównie tym, że matka w taki sposób się do mnie odnosiła. Powiedział, że będę mieć terapię cognitive oraz jak radzić sobie ze stresem, i że leki wyłączamy. Ale z bólami głowy, zawrotami oraz nudnościami nie powiedział, jak mam sobie radzić.

Moje omamy wzrokowe nie miały znaczenia w diagnozie, ponieważ pojawiają się głównie gdy jestem zrelaksowana i są to doznania przyjemne, np. postać anioła bądź mężczyzny w moim domu, cała kuchnia wypełniona wzorami - równoległobokami ślicznymi, lejąca się do wanny woda śpiewała ładną piosenkę, czułam obecność jakby ducha za mną, miły dotyk, wejście nagle do jakby krainy z baśni nasączonej ciszą i kolorami, miłe zapachy czasem itp.

Tylko jeden był przykry - zniekształcona moja twarz pojawiła się tuż przed moimi oczyma i powoli, jakby na siłę rozdzieliła się na kolejne dwie i wyglądało to jak ktoś, kto trzyma karty do gry w ręku. Wyglądały te twarze na cierpiące i skojarzyły mi się z cierpieniem w piekle, pojawiły się po niesamowitym uczuciu przygnębienia, wręcz nieszczęścia, które miewam prawie codziennie rano jakiś czas po obudzeniu, do pół godziny może, odkąd byłam dzieckiem, całe życie.

O zapachu m.in. gazu w zeszłym roku widocznie lekarz zapomniał, bo czas się kończył lub nie miało to znaczenia - wg mnie się ulatniał gaz, ale byli pracownicy z gazowni i nie stwierdzili tego, nikt inny tego nie czuł tylko ja i wymyśliłam, że robią to na złość, bym płaciła duże rachunki, a mąż chce ze mnie zrobić wariatkę i pewno mnie opuści, bo pewno chce wrócić do swojej ex.

Nie raz mam podejrzenia w stosunku z wieloma sprawami, w tym rzadko odnośnie zdrady, lecz dotyczącymi tego, że ktoś, np. rząd tutaj mnie śledzi, że przyjaciółka kiedyś mnie śledziła byłam pewna, że w telewizji się odnosiły reklamy i informacje do mnie - teraz już nie. Ale kiedy w komputerze była wiadomość (po angielsku): "naciśnij ten przycisk, a będziesz widziana w całym internecie na żywo, co robisz" - wyłączyłam komputer. Bałam się, ale włączyłam znowu, ale już na szczęście nie było tego i pomyślałam sobie: "mój Boże, jak to trzeba w dzisiejszym świecie uważać na wszystko, jaki ten świat jest zły i czego to ludzie nie wymyślą..."

Świat wie o mnie dużo, zna moje tajemnice prywatne itp. - tak myślę często. Słyszę jak ludzie obmawiają mnie i śmieją się, jest mi smutno i czuję się niezręcznie i kontroluję nie raz któż to, który to człowiek, ale nie widzę, tzn. widząc ludzi słyszę, ale nie mam pewności, którzy dokładnie w danym momencie mogli coś powiedzieć oraz co dokładnie mówili.

Ostatnio, wg mnie, ludzie mówili przez komórki o mnie i wciąż wzywali po mnie albo karetkę albo policję, a świat był inny i głosy w tym świecie jakby przygłośnione, nawet jeśli szepty, a na przystanku autobusowym nie mogłam wręcz znieść krzyków dzieci i matek, bo tak mi się zdawało przygłośnione, jakby w głośnikach. Oczywiście obserwowana przez kierowców bywałam stosunkowo często w pewnych okresach, ale znika ten symptom (miałam wówczas lek przeciwpsychotyczny na to) i potem wraca, jak i inne.

Oczywiście doszłam też do myśli, że świat mnie nienawidzi, bo jestem inna, no i także stwierdziłam, że w takim razie i ja go nie cierpię i unikam ludzi - często mam poczucie, że nie umiem już rozmawiać, porozumiewać się z ludźmi, a i zaburzenia mowy miewam - może to tylko stres i emocje.

Dawno już miałam też tak, że gdy słowo miało ten sam dźwięk, to mówiłam inne słowo myśląc, że mówię co trzeba, spowolnienia często miewałam i mam, boję się często rozmawiać przez telefon - jakbym nie widząc osoby nie mogła się skupić i ogarnia mnie niesamowity stres, przed zaśnięciem miewam silne lęki, wizualizacje jakieś makabryczne - to dosłownie ostatnio.

Kiedyś nie mogłam się modlić, bo miałam uczucie, jakby mi zły usiadł na klatce piersiowej i zabraniał, aż w końcu poddałam się i jak się modlę to w bardzo ekspresowym tempie, z nerwami i to jest bez sensu:( Nieraz mam tak, że nie mogę iść na mszę, bo albo czuję pustkę, więc żadnej korzyści z tego, albo dostaję poczucia winy, grzechu, strachu przed karą i śmiercią, a potem przez jakiś okres jest tak, jakbym się podświadomie, niechcący sama obwiniała o wszystko, nawet o lenistwo - jeśli źle się czuję..:(

Kiedyś, dawno temu, miałam długoletni okres interesowania się religią i wnikałam w Biblię głęboko, codziennie i obsesyjnie, a nawet poszukiwałam innych dróg. Ostatnio mi się udało zdystansować wreszcie, jednak nie chodzę na mszę często i potem pewnie mogę z tego powodu się też źle poczuć, tak u mnie bywało już, bo gdy byłam bardzo młoda poczułam raz w moim sercu Jezusa, z którym porozumiałam się jakby za pomocą serca i myśli i którego prosiłam o zdrowie i chleb powszedni i obiecałam, że nigdy nie będę złym człowiekiem, ani bogatym, i że zniosę wszystkie cierpienia, jakie mi da.

Jednak najistotniejszym pytaniem lekarza było: "czy ktoś wg mnie kieruje moimi myślami, zna moje myśli, a ja znam myśli innych", na co odpowiedziałam: "nie, teraz nie, ale miałam tak, że nie, że ktoś zna moje myśli dokładnie, słowo po słowie tylko, że zna historię mojego życia, że cierpię na zaburzenia psychiczne, zna moje zamierzenia czy moje sekrety wewnętrzne".

Prócz tego pewnie nie miało też znaczenia, że niedawno jeszcze świat widziałam ciemniejszy, nie mój, czułam się jak robot, sztuczna, niesamowicie nieśmiała, musiałam odtańczyć, odtupać lub odstukać jakaś nieznaną mi piosenkę, która nie wiadomo skąd się pojawiła w mojej głowie i w której najważniejsze były rytmy - czułam, że jestem jak dusza uwięziona w obcym ciele lub raczej jakiejś machinerii, robocie oraz że sprawy tego ziemskiego świata w ogóle mnie nie interesują, bo są przyziemne i że to jakiś błąd, że się urodziłam w tym świecie, tych czasach lub miejscu, bo nie pasuję absolutnie do tego świata.

Poza tym bardzo często nie widzę wyraźnie otoczenia, tylko przymglone, przyciemnione i obce, ale czasami wracam do świata żywych, do normalności - wtedy widzę otoczenie wyraźnie i nie miewam żadnych symptomów poza uczuciem przygnębienia czasami i pustki. Moje myśli znowu słyszałam głośno ostatnio, wszystko jakby na przyspieszonych obrotach i jak na filmie i jakbym się broniła i tłumaczyła tym różnym ludziom, których słyszałam i widziałam w tych niby myślach.

To były jakieś szepty, ale głośno, jakieś półsłówka i urywki zdań, których nie byłam w stanie zrozumieć lub zapamiętać, jakbym była w jakimś dziwnym stanie wtedy i tylko raz się ten "film" zatrzymał na krotko i zobaczyłam panią - połowę sylwetki, która mi powiedziała (po angielsku), że nadejdzie ciężki dla mnie okres - tak jakby mnie poinformowała i nie mogę zapomnieć tego.

Nieraz jestem w chwilach jakby zamroczenia czy coś. Nie wiem nic - jaki dzień, godzina, co się dzieje... Raz nawet zapomniałam mojej 7-letniej córki imienia na jeden dzień, a ona mieszka ze mną! A raz nie rozpoznawałam twarzy osób z rodziny męża i nie mogłam się z nimi porozumieć przez to, bo mi mówili: "ciocia, to nie ja jestem" i "to nie ja mam iść z wami" i tak w koło do jednych i tych samych osób wracałam i mówiłam, a oni to samo i nie mogłam się połapać w ogóle, a przed tym miałam tak, że przysypiałam na jawie, miewam tak już od dawna, a poza tym jeszcze gubię się nieraz w terenie znanym mi i córka mi mówi, jak mamy wracać:(

Także miewałam okresy, jakbym nie istniała, a potem wracałam do świata żywych, nie wiem tylko skąd:( EEG i CT były w normie, a neurolog powiedział, że w moim wieku (42 lata) padaczki się nie diagnozuje, no chyba, że ktoś by mnie widział jak mam jakikolwiek napad. Podwyższony nastrój, lub raczej bardzo dobre samopoczucie, występuje u mnie tylko czasem, na krótko w ciągu dnia lub na 3 dni lub tydzień, ale to jest bardzo rzadko (niestety) i ten stan wyróżnia niezwykle jasny umysł, zero lękowości a czasem jest tak, jakbym była "na haju" (narkotyków nie brałam nigdy, ale tak to odbieram i określam).

Niby mania psychotyczna (lekarz mnie wtedy nie widział, tylko zreferowałam, bo potem pamiętałam) wystąpiła rok temu, gdyż odstawiłam od razu antydepresant i L*** po tym, jak się załamałam gdy lekarz mi powiedział, że nie wiedzą co mi jest i że to powinnam im powiedzieć - płakałam długo w gabinecie, a w domu stwierdziłam, że nikt mi nie pomoże, więc muszę znaleźć sposób i wymyśliłam, że miłość jest lekiem na wszystko - zapisywałam taką teorię w zeszycie co chwila, co mi przyszło do głowy w międzyczasie nieustannego sprzątania.

Gdy przez kilku dni byłam niezmęczona i nie spałam prawie wcale rozwinęła się (wg mojej opinii) mania psychotyczna, ponieważ rozmawiałam za pomoc umysłu z ptaszkiem i kotkiem, mogliśmy się porozumieć, czułam się jakby w transie - cały czas otoczenie było przyciemnione itp. oraz nie miałam pojęcia zupełnie przez cały ten czas jaki jest dzień, godzina i myślałam, że co zdarzyło się wczoraj to było, np. z rok temu i odwrotnie.

Gdy wracał mąż z pracy to wpadałam w szał irytacji i darłam się niesamowicie na niego, że mnie okłamuje, co do faktów właśnie takich, i nawet nie pomagało, gdy mówił, żebym popatrzyła na zegar czy kalendarz, bo z góry wiedziałam, że kłamie. Nie jadłam i nie piłam prawie, bo zapominałam cały czas co robię (to miewam dość często, poza tamtym okresem także), mówiłam szybko, krzyczałam i myślałam bardzo szybko i szybko zapisywałam w zeszycie teorie leczenia miłością, żeby ewentualnie móc kiedyś udostępnić to innym ludziom cierpiącym na świecie.

Miałam też wtedy zapachy różne z nienacka, nie dbałam o higienę właściwie:( nie wychodziłam z domu, nieustannie czyściłam mieszkanie z pasją, gotowałam z pasją, tylko nie kosztowałam nawet i nie jadłam, nie pamiętam w ogóle twarzy córki, żebym ją widziała w tym okresie czasu:( choć wiem, że jeść musiałam jej dawać, na pewno, bo bym o tym wiedziała od niej czy męża, gdyby nie...

To trwało około 3 tygodni (bo później to wiedziałam), a zorientowałam się, że jest coś nie tak ze mną dopiero, gdy po zapisaniu całego zeszytu zdziwiłam się tym i próbowałam sprawdzić, czemu pisałam tak dużo i nie mogłam się skupić na czytaniu, bo głowa za szybko pracowała, a jak coś zauważyłam w ogóle to to, że się powtarzałam w treści i nie tylko oraz to, że po jednej kłótni z mężem, a raczej to ja się wydzierałam tylko nieludzkim głosem, nagle się chyba wystraszyłam, że tak wrzeszczę i zaczęłam bez powodu może płakać - strasznie po czym nagle się chyba zdziwiłam, że płaczę i zaczęłam się nagle śmiać głośno i dopiero wtedy mąż spytał, co mi się dzieje i ja byłam zgodna z nim, że coś nie tak i dopiero wówczas zarejestrowałam się do lekarza.

Wystraszyłam się bardzo moim stanem i wzięłam od nowa leki, kiedy doszłam na termin lekarz już nic nie widział po mnie, tylko zreferowałam. Lekarze od 4 lat zmieniali się, tak tu jest - uważali, że mam depresję i GAD. Teraz stwierdzono osobowość neurotyczną i jako leczenie przepisano mi terapię, którą postarają się zorganizować niebawem. Na tej wizycie u lekarza byłam dość, że tak to nazwę, kontaktowa, co przypuszczam upewniło lekarza, że nie ma podstaw do obaw, z tym, że u mnie się wszystko zmienia jak w kalejdoskopie:(

Co ja czuję (wiem) o sobie to to, że na pewno źródłem moich problemów są emocje i nadmierna wrażliwość, skłonność do depresji, przygnębienie, itp. oraz wręcz chroniczny, niesamowity stres (ostatnio już nawet zaczęło mnie trząść wewnętrznie, zwłaszcza w głowie, jakby mi się trząsł mózg jak galareta, a zewnętrznie pulsują mi czasem rytmicznie poszczególne mięśnie). Ja nie wiem co to będzie ze mną teraz, bo przecież objawy wracają stale.

Bardzo proszę eksperta o ustosunkowanie się do mojego pytania tak, by mi pomóc w zrozumieniu, co się właściwie ze mną dzieje i czy wskazane leczenie, jedynie terapia cognitive i informacyjna, jak znosić stres (która już miałam i którą mają powtórzyć, bo nie pomogła), rzeczywiście może pomoc i wystarczy, a powyżej opisane symptomy, jak znikały same to i będą znikać, a nie pogorszą się?

Jak właściwie klasyfikuje się osobowość neurotyczna w ICD-10? Czy na skutek rzucenia leków (antydepresantów i przeciwlękowych) w zeszłym roku, to co wystąpiło, to była mania czy coś innego i czy to nie ma znaczenia dla historii choroby? Proszę o pomoc, jakieś wytłumaczenie mi symptomów i uspokojenie mnie, że to leży w gestii jedynie stresu. Nie wiem - cokolwiek, muszę się jakoś uspokoić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam 15 lat i myślę, że mam depresję. Mógłbym się zgłosić do psychiatry?

Mam 15 lat, ledwo otrzymałem promocję do 3 klasy gimnazjum, mimo że kocham naukę i sprawia mi ona wielką satysfkację i w podstawówce bardzo się wyróżniałem. Teraz też się wyróżniam, w inny sposób. Zrobiłem coś takiego jak test "skala depresji...

Mam 15 lat, ledwo otrzymałem promocję do 3 klasy gimnazjum, mimo że kocham naukę i sprawia mi ona wielką satysfkację i w podstawówce bardzo się wyróżniałem. Teraz też się wyróżniam, w inny sposób.

Zrobiłem coś takiego jak test "skala depresji Becka" - mój wynik to 43, nie koloryzowałem w teście (ciężka depresja od 26 pkt). Objawy? To co dziś czytałem o depresji... Prawie wszystkie objawy pokrywają się z moimi: nocami drczę się błahymi pomyłkami sprzed lat, o których inni zapomnieli po 5 minutach, tym, że do szkoły spóźniałem się na 3, 4 lekcje, bo spałem... Nie, to mnie nie dręczyło, nie miałem sił się tym dręczyć. Nie zjadłem dziś obiadu, byłem głodny. Jestem już w stanie wegetatywnym? Mam lęki, nieracjonalne, że cały świat to teatr i wszystko jest ustawiane. Był taki film, gdzie facet grał w filmie od dziecinstwa, nie wiedząc o tym.

Jestem na ogół lubiany, chociaż nie stwierdzę tego racjonalnie, nie wierzę w to, co piszę, pewnie tak jest. Pewnie jestem nawet wyjątkowy, ale w moich oczach jestem zerem. Siedzę przed komputerem caly czas - uzależnienie? Wąptię, nie cierpię tego, ale nic innego mi się nie chce. 3 tygodnie na wyjeździe (o czym wspomne potem) bez komputera i nie czułem się źle bez niego. W oczach rodziny jestem uzależnionym leniem, marginesem społecznym, wyrosnę na bezdomnego. Śmieszne, kocham się uczyć, gdyby nie mój stan, uczyłbym się na okrągło. Nie wierzę, że zostanę naukowcem czy lekrzem - moje marzenia. Nie w tym stanie.

Przyznałem, że jestem uzależniony, beztroski, leniwy i pusty. Byłem pod ścianą. Potrafię płakać przez cały dzień , potrafię raz na pare miesiecy być, przez nie więcej niż godzinę, w stanie niebywałej eufori, radosci bez powodu, rozmawiam wtedy ze wszystkimi o wszystkim, latam po domu, ćwiczę, robię plany, uczę się! Zasypiam, budze się, i co? I nic. Znów przygnębienie. Wyjazd na 3 tygodnie, jeszcze w roku szkolnym, do mojej siostry... Stan euforii, dowiedziałem się o moim karygodnym zachowaniu i niespokoju. Uspokoiłem się, nie byłem smutny, może trochę, napewno nieszczęśliwy.

Przeczytałem 3 książki w 3 dni, dbałem o porządek w domu siostry i szwagra, to było coś, ten spokój i uczucie powolnego postępu, wystarczył powrót do domu, aby to wszystko zburzyć. Płacz, przygnębienie, komputer, zmuszanie się do jedzenia... Dziś czytałem o depresji i ten test. Nie mogę doczekać się dorosłego życia, chcę tego spokoju, dbania o porządek (normalnie jestem pracowity i pedantyczny). Dziś żyję w syfie. Jutro wyjdę z domu uczyć się. Jeśli wstanę... Nie wiem co mi pomoże, chyba hospitalizacja. Chciałbym tego, ta choroba jest nie do pokonania, a tyle mogę zrobić dla świata.

Co mam zrobić? W domu nie mam spokoju, pomocy, zrozumienia, ale za to jestem obsługiwany, moje zachcianki są spełniane od tak. Na co mi to? Na co mi te nerwy? Ile jestem jeszcze w stanie wytrzymać? Jak długo? Obawiam się, że niewiele. Chciałbym pomocy, potrzebuję tego, może mój stan jest kierowany przez ewolucje? Może natura nie chce mnie tu, ani moich genów? Może tak ma być? Mam walczyć? Chcę pomocy, gdybym mógł zadzwonić na numer xxx: - Dzień dobry! Jestem w złym stanie psychicznym, jestem rośliną, pomocy! - Dobrze już jedziemy hospitalizacja, rozmowa, diagnoza, psychotropy, dogłębna terapia od zaraz.

Nie spodziewam się wyleczenia od zaraz, ale pomocy - tak. Czy zamiast tego wymyślonego telefonu, mógłbym się zgłosić do psychiatry? Jest jakieś pogotowie? Jak mam sobie pomóc?!  RATUNKU na POMOC!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak radzić sobie z lękiem?

Witam! Mam 25 lat. Od kilku lat cierpię na lęk przed omdleniem z epizodyczną depresją. Teraz doszedł kolejny lęk - ciągle się boję, że się duszę (mam obajwy duszności, tak samo jest z omdlwewaniem). Głónym objawem zdecydownaie jest lęk. Unikam...

Witam! Mam 25 lat. Od kilku lat cierpię na lęk przed omdleniem z epizodyczną depresją. Teraz doszedł kolejny lęk - ciągle się boję, że się duszę (mam obajwy duszności, tak samo jest z omdlwewaniem). Głónym objawem zdecydownaie jest lęk. Unikam publicznych miejsc itp. Jak z tym walczyć? Czy da się samemu wygrać?

Moje drugie pytanie odnosi do tego, iż do ok. 14 roku życia moczyłem się i mimo młodego wieku miałem natręctwa typu: układnie butów wedle jakieś zasady, obsesyjne szukanie jakiejś inforamacji, którą usłyszałem i chciałem ją potwierdzić, jak obróciłem głowę w lewo, to musiałem też w prawo itp. oraz miałem przez tydzień atak lęków - myślałem, że się duszę, a okazało się, że miałem powiększone migdałki. Czy te objawy z dzieciństwa miały wpływ na pogłębienie się objawów w życiu dorosłym?

Na jednnej ze stron przeczytałem, że "wspólnym mechanizmem patogenetycznym lęku, depresji czy uzależnień jest syndrom przewlekłego stresu, któremu towarzyszy podwyższony poziom kortyzolu. Oś stresu podwzgórze-przysadka-nadnercza, odpowiedzialna za nadprodukcję kortyzolu, w normalnych warunkach działa pobudzająco i mobilizująco na organizm, ułatwiając, w sytuacji zagrożenia, walkę albo ucieczkę. Długotrwała, podwyższona aktywność tej osi, a więc i wysoki poziom kortyzolu, wpływa destrukcyjnie na pewne struktury mózgu, w tym zanik komórek hipokampu."

Ja niestety przeszedłem ten zespół stresu (tak mi się wydaje), ponieważ w szkole śrdeniej koledzy mi bardzo dokuczali i właśnie pierwsze objawy nerwicowo-depresyjne zaczęły się w trakcie nauki (a może to tylko zbieg okolicznosci?). No ale przecież nie każda osoba z lękim czy depresją przechodziła ten zespół. Niby zaburzenia lękowe i depresyjne nie mają jednej przyczny, ale czy moja osobowość razem z ciężkimi przeżyciami stworzyły wypadkową takich zaburzeń?

Sam nie wiem czy się leczyć - trochę się wstydzę. Jak mam pracę/zajęcie to objawy znacznie "cichną". Gorzej jest jak siedzę w domu i rozmyślam (ktasroficzne wizje dotyczące mojej przyszłości, że wyląduję w pschiatryku itp). Jestem też ciekaw, czy te zaburzena są raczej endo- czy egzogenne? A może to depresja lękowa? Czy objawy mogą same nagle zaniknąć? Z góry dziękuję za odpowiedź! Ludzie, komentujcie i sorka za tak długie pytanie, ale chciałem bardzo dokałdnie opisać moje spostrzeżenia.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Lęk, że stanie się coś złego

Witam. Moje lęki zaczęły się 2 miesiące temu i są bardzo częste i uporczywe. Chciałbym nadmienić, że nie była to żadna stresująca sytuacja ani sytuacja, w której czułem się jakoś zagrożony. Gdy pierwszy raz dopadł mnie ten lęk miałem wrażenie,...

Witam. Moje lęki zaczęły się 2 miesiące temu i są bardzo częste i uporczywe. Chciałbym nadmienić, że nie była to żadna stresująca sytuacja ani sytuacja, w której czułem się jakoś zagrożony.

Gdy pierwszy raz dopadł mnie ten lęk miałem wrażenie, że stanie się coś złego i nie poptrafiłem tego wyjaśnić nikomu, teraz są one częste, lecz już nie takie silne - mam tylko wrażenie, że to miało już miejsce (tak jak bym przeżywał déjà vu, tylko są to myśli, że zaraz coś się stanie). Proszę o pomoc, bo nie wiem, co mi dolega.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Dlaczego tak bardzo boję się stałego związku?

Witam serdecznie. Leczę się na depresję od pół roku, chodzę do psychologa i biorę leki. Problem mój polega na tym, że od jakiegoś czasu mój związek z chłopakiem wisi na włosku. Ciągle kłócimy się o wszystko. Zamieszkaliśmy ze sobą i...

Witam serdecznie. Leczę się na depresję od pół roku, chodzę do psychologa i biorę leki. Problem mój polega na tym, że od jakiegoś czasu mój związek z chłopakiem wisi na włosku. Ciągle kłócimy się o wszystko.

Zamieszkaliśmy ze sobą i wtedy się zaczęło. Jestem coraz bardziej agresywna w stosunku do mojego chłopaka, a zawsze byłam spokojna i opanowana. Może to wynika z choroby depresyjnej, że ciężko mi z kimś żyć w tym okresie? Kiedyś miałam związek 5-letni i byłam zaręczona, wszystko się rozpadło i strasznie to przeżyłam. Długo nie mogłam utrzymać żadnego związku, bo wszystkie rozpadały się po roku czasu lub kilku miesiącach. Teraz jestem ze swoim chłopakiem 11 miesięcy i znowu coś się zaczyna dziać z mojej strony, jak w innych związkach.

Męczę się i drażni mnie mój chłopak. Nie wiem czemu nie mogę zbudować stałego związku? Co się dzieje ze mną? Czemu tak się zachowuję? Czy to strach przed zranieniem powtórnym? Proszę o odpowiedź

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Dlaczego czuję się gorzej?

Witam serdecznie. Jestem 31 letnią kobietą ze stwierdzoną nerwicą lękową. Nastąpił u mnie nawrót nerwicy, lekarz przepisał tabletki z grupy SSRI. Biore je 6 dzień - dwa dni temu zwiększyłam dawkę. Moje samopoczucie znacznie się pogorszyło, tzn. odczuwam silniejsze lęki,...

Witam serdecznie. Jestem 31 letnią kobietą ze stwierdzoną nerwicą lękową. Nastąpił u mnie nawrót nerwicy, lekarz przepisał tabletki z grupy SSRI. Biore je 6 dzień - dwa dni temu zwiększyłam dawkę. Moje samopoczucie znacznie się pogorszyło, tzn. odczuwam silniejsze lęki, zwłaszcza przed i po zażyciu tabletki. Mam pytanie: czy leki z tej grupy przez pierwszy okres powodują nasilenie lęków, czy ja może tak sobie wmawiam? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Gdzie jeszcze mogę szukać pomocy?

Dzień dobry. Mam 21 lat i przynajmniej od 14-15 roku życia zacząłem chodzić do psychologa z powodu nerwicy, a potem depresji. Ogólna sytuacja sprawiała, że nie potrafiłem normalnie funkcjonować. Miałem psychiatrę, odpowiednie leki, leczyłem się do 18 roku...

Dzień dobry. Mam 21 lat i przynajmniej od 14-15 roku życia zacząłem chodzić do psychologa z powodu nerwicy, a potem depresji. Ogólna sytuacja sprawiała, że nie potrafiłem normalnie funkcjonować.

Miałem psychiatrę, odpowiednie leki, leczyłem się do 18 roku życia. Potem stałem się pełnoletni i nie mogłem już mieć zajęć ze swoja panią doktor. Chodziłem także do OPTY przez ok. rok. Wszystkie te zabiegi spowodowały, że czułem się naprawdę fantastycznie, bardzo dobrze skończyłem liceum pomimo sytuacji w jakiej się znalazłem. Teraz czuję, że znowu jest to samo - znowu lęki przed wyobcowaniem, strach przed wypowiedzeniem, agresja, natłok myśli... Nigdy się nie poddałem, dlatego chyba wciąż tu jestem. Nie będe opisywał całego swojego życia, bo to nie ma sensu w ten sposób. Najgorsze jest tylko to, że ja wiem, że nie jest dobrze i WIEM jak powinienem się zachowywać, a nie mogę, bo po prostu nie mogę...

Chodzę na terapię, ale nie jestem z niej zadowolony, a niestety nie stać mnie na prywatne wizyty u lekarza. Pragnę zrobić testy, mieć lekarza, któremu znów mogę zaufać... Nie wiem gdzie szukać pomocy, a pragnę ją znaleźć, dopóki nie jest za późno... Tylko gdzie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Utrata wagi, lęk przed upadnięciem i zawroty głowy

Mam 29 lat i jestem kobietą. Moim problemem jest "dzianie się w głowie" - nie wiem czy to zawroty, czy jak to nazwać. Typowe objawy nerwicowe łapały mnie już około 7-8 lat temu, ciężkie, wymuszone oddychanie, trzęsienia wewnętrzne, niepokój itp....

Mam 29 lat i jestem kobietą. Moim problemem jest "dzianie się w głowie" - nie wiem czy to zawroty, czy jak to nazwać. Typowe objawy nerwicowe łapały mnie już około 7-8 lat temu, ciężkie, wymuszone oddychanie, trzęsienia wewnętrzne, niepokój itp. Na parę lat odeszło, czasem wracało, ale sporadycznie. Przeważnie udawało mi się to leczyć B*** lub Persenem forte. Aż do zeszłego roku, kiedy byłam na chorobowym i miałam wracać do pracy - zaczęło mi się kręcić w głowie, miałam silny lęk, że upadnę (od tych kręciawek), silny ból głowy, straciłam 20 kg wagi (ważyłam niecałe 40 kg) no i psychiatra dała mi lek z grupy SSRI, ale nie brałam go długo, może tydzień, bo strasznie źle się czułam. Zmieniłam lekarza i ten dał mi lek czteropierścieniowy na noc, na sen i apetyt, a w dzień syrop robiony, uspokajający. Waga OK, nawet więcej, ale te zawroty czy szum w głowie został. Dostałam lek nootropowy na poprawę ukrwienia mózgu, trochę mnie do życia pobudził, ale nic w głowie nie zmienił. Chcę zapytać czy to możliwe, by już rok minął i zawroty się utrzymywały? Nie mam żadnego lęku jak miałam ze wstaniem z łóżka, ale gdy silnie mi się w tej głowie kręci, to momentalnie wraca niechęć do życia i leczenia. Pomocy, ja już nie wiem co zrobić, by było mi lżej. Dodam, że czasem miałam tydzień, że objawy prawie ustępowały, a teraz znow tragedia - złe samopoczucie.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Ciągle boję się, że zginę. Czy to przez depresję?

Witam. Mam 21 lat. Jestem kobietą. Od paru miesięcy mam dziwne przeczucie. Martwię się, że coś się stanie, np. zostanę sama, bądź zginę - umrę. Jadąc samochodem mam wrażenie (a czasem nawet wyobrażenie), że za chwilę zginę, albo co by...

Witam. Mam 21 lat. Jestem kobietą. Od paru miesięcy mam dziwne przeczucie. Martwię się, że coś się stanie, np. zostanę sama, bądź zginę - umrę.

Jadąc samochodem mam wrażenie (a czasem nawet wyobrażenie), że za chwilę zginę, albo co by było, gdybym walnęła w to drzewo. Jest to dla mnie bardzo dziwne zjawisko. Nigdy się tak nie zachowywałam, zawsze cieszyłam się życiem.

Dodam jeszcze, że jestem sama, nie mam mężczyzny, mieszkam z rodzicami. I tu też nasuwa się moje kolejne dostrzeżenie. Mam dziwne wrażenie, że jestem zbędna w domu, w pracy, na studiach. Mam wrażenie, że ludzie na ulicy i na uczelni postrzegają mnie jako dziwaka. A w domu i w pracy za niewartościową osobę, która się na niczym nie zna.

Nie chcę sobie zrobić krzywdy. Nie chcę umierać. Coraz częściej myślę też o końcu świata. Parę miesięcy temu myślałam, że to po prostu absurd, dzisiaj tak samo myślę, ale czuję, że to prawda. Wydaje mi się, że to dlatego, że przestałam widzieć swoją perspektywę życia.

Zawsze wiedziałam czego chce, a teraz jest to wszystko nierealne. Boję się również o to, że zostanę kiedyś sama, bez rodziców, przyjaciół, rodziny. I co ja wtedy zrobię? Proszę o pomoc, af.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czym się leczyć, żeby nie tyć?

Mam 23 lata. Obecnie biorę lek normotymiczny oraz łagodny neuroleptyk z powodu nerwicy lękowej i silnej depresji z pobudzeniem. Leki te świetnie działają na nerwicę i uspokajają - nie mam już wymiotów, zawrotów głowy, osłabienia, bólów głowy. Jednak...

Mam 23 lata. Obecnie biorę lek normotymiczny oraz łagodny neuroleptyk z powodu nerwicy lękowej i silnej depresji z pobudzeniem. Leki te świetnie działają na nerwicę i uspokajają - nie mam już wymiotów, zawrotów głowy, osłabienia, bólów głowy. Jednak przez te leki zmieniła się mi sylwetka (stałam się masywniejsza, potężniejsza) pomimo tego, że prawie nic nie jem; do tego przesuszenie całego ciała (skóry, śluzówek, włosów). Bardzo źle się z tym czuję, aż dostałam fobii społecznej, kiedy przebywam z ludźmi:( i staję się agresywna bardzo. Dodam, iż mój wygląd ma ogromny wpływ na to jak się czuję i jakie są moje relacje z innymi ludźmi. Ostatnio unikam spotkań z ludźmi, nie wychodzę z domu, śpię do godzin popołudniowych na siłę. Nie mam ochoty nic robić. Nie chę brać już tych leków! Ale wiem, że jeśli je odstawię -  nerwica wróci:( Czy są jakieś inne leki wyciszające, ale takie, które nie powodują, że sylwetka staje się potężniejsza, a ustrój nie ulega przesuszeniu? Moja doktorka każe mi te leki brać, bo uważa, że nie powinnam patrzeć na wygląd, ale jak ja mogę na to nie zwracać uwagi? Kiedyś byłam bardzo ładną dziewczyną, każdy mi zazdrościł urody, a teraz stałam się potworem:( Nawet koleżanki zwracają mi na to uwagę, że zmieniłam się z wyglądu:(

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak przez to przejść?

Mam 19 lat, jestem dziewczyną. Nie wiem czy mam nerwicę, podejrzewam, że tak. Dawniej byłam pewna, że to depresja. Teraz tak nie myślę. Leków oczywiście nie biorę. Od 5 lat nie radzę sobie z życiem. Nie mam nałogów z... Mam 19 lat, jestem dziewczyną. Nie wiem czy mam nerwicę, podejrzewam, że tak. Dawniej byłam pewna, że to depresja. Teraz tak nie myślę. Leków oczywiście nie biorę. Od 5 lat nie radzę sobie z życiem. Nie mam nałogów z wyjątkiem tak jakby emocjonalnego jedzenia, ale to jakoś zwalczę. Chyba. Prawie na pewno mam nerwicę natręctw. To jest swego rodzaju tragedia, że robię takie dziwne rzeczy, "bo jak nie to... ". Ale nic to. Psychika mi siada. Próbuję coś robić, ale zaraz przychodzi załamanie. Mam od dawna świetny plan zmiany wszystkiego krok po kroczku, motywacji jednak brak. Załamuję się byle czym, rodzina mi dowala. Od wielu lat mam myśli samobójcze, kiedyś napisałam nawet list pożegnalny, ale go spaliłam. Często wizualizuję swoje samobójstwo, ale mnie wtedy ratują, za co jestem wściekła. Odbija mi, boję się choroby psychicznej, nie chcę brać leków, nie chcę iść do lekarza. Mam wiele planów i pewnie ich nie zrealizuję, bo nie radzę sobie z niczym. Wiem, że to wszystko jest durne, ale dla mnie to problem. Mój ojciec pije, matka wyżywa się od lat, nie, że jakoś strasznie, ale jednak, brat wyzywa od najgorszych. Mam pełno kompleksów, źle się czuję jak wychodzę z domu. Dawniej odnosiłam w pewnych dziedzinach spore sukcesy, teraz z niczym sobie nie radzę. Nie odpowiada mi forma tego chorego, niesprawiedliwego, brutalnego świata. Nie lubię osoby w lustrze. Ludzie i życie generalnie ciągle kopie mi d***ę. Jak to przerwać? Wyjść poza sferę marzeń, wspomnień i płaczu? Jak mam wygrać z najtrudniejszym przeciwnikiem, jaki dla siebie jestem ja? Proszę o pozbawienie odpowiedzi banałów o wizycie u lekarza, lekach, rozwijaniu pasji... Proszę o odp., która zmotywuje mnie do ataku na tą moją chorą rzeczywistość i pozwoli przejść ponad to i wrócić do siebie sprzed lat. Z góry dziękuję.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Strasznie się boję. Jak temu zaradzić?

Witam. Od lutego mam problemy z oddychaniem. Praktycznie ze wdechem. Nie wiem co to jest, ponieważ duszności z każdym miesiącem zmieniają swoją formę. Np. na poczatku, gdy się pojawiły, nie były one ciężkie - od czasu do czasu duszność była...

Witam. Od lutego mam problemy z oddychaniem. Praktycznie ze wdechem. Nie wiem co to jest, ponieważ duszności z każdym miesiącem zmieniają swoją formę. Np. na poczatku, gdy się pojawiły, nie były one ciężkie - od czasu do czasu duszność była cięższa. Wygląda to tak, że raz tak jakby sama muszę kontrolować oddychanie, robić wdech i wydech na siłę, raz uczucie jakby mało powietrza przechodziło mi przez przełyk, tak strasznie mi ciężko jest go nabrać, od jakiegoś czasu mam uczucie jakby mi ktoś wsadził pompke pod klatkę i dmuchał - wtedy strasznie ciężko mi się oddycha, a za kilka minut to mija. Jestem w 7 m-cu ciąży i nie wiem czy to normalne, czy nie. Najbardziej boję się tych duszności, które mam od dwóch dni. Jest to uczucie jakby coś mi blokowało oddech, taka blokada na płucach, że one się jakby zwężały i wtedy duszność narasta, strasznie szybko i płytko mi sie oddycha. Ma to coś wspólnego z psychiką czy z ciążą? Boję się, bo nikt mi nie umie pomóc, a mnie coraz inne duszności się robią i się tego boję. Proszę o pomoc. Strasznie się boję, że będę musiała wylądować na pogotowiu albo nie przeżyję i moja dzidzia też.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Cały czas wydaje mi się, że ludzie mnie obgadują

To zaczęło się kilka lat temu i występowało sporadycznie, ale z czasem sukcesywnie postepowalo. Jestem po 40. Wcześniej miałam zdiagnozowaną borderline. Na ulicy itp. coraz częściej (to ustępuje i wraca) mam wrażenie, że ludzie mnie obgadują i naśmiewają się ze...

To zaczęło się kilka lat temu i występowało sporadycznie, ale z czasem sukcesywnie postepowalo. Jestem po 40. Wcześniej miałam zdiagnozowaną borderline. Na ulicy itp. coraz częściej (to ustępuje i wraca) mam wrażenie, że ludzie mnie obgadują i naśmiewają się ze mnie, słyszę albo szepty, albo urywki zdań zaczynających się w stylu: "ona coś tam złego zrobila", "to ona, o idzie znowu ta..." - dopowiadam je sobie.

Raz słyszałam całe zdanie: "Ona jest teraz bardziej psychiczna niż była rok temu". Ostatnio lekarz zdiagnozował u mnie symptomy paranoi, gdy przyszłam bezpośrednio po takim czymś i widział mnie w niesamowitym stresie, przerażoną - widziałam osoby w autobusie, które sięgały po komórki, byłam przekonana (miałam silne wrażenie tego prawdziwości), że rozmawiają o mnie, że wzywają zapewne karetkę pogotowia psychiatrycznego, bo pewnie widać, że jest źle ze mną, albo policję, bo może coś zrobiłam. Byłam zupełnie zdezorientowana i przerażona. Uspokoiła mnie znajoma dłuższą rozmową więc zanim dostałam się do lekarza byłam już o wiele spokojniejsza.

A uświadomiłam sobie, że to nie może być prawdą, to co widzę - że dzwonią wszyscy od dłuższego czasu (jazda zajęła mi ok. 3 godzin, bo mieszkam daleko), bo by już ktoś po mnie przyjechał przez ten czas i wtedy zrozumiałam, że muszę szybko do lekarza. No i znajoma tam była. No ale lekarz ogólny nic nie powiedział, tylko, że to symptomy paranoi i że to już obserwują od dluższego czasu, znaczy mają zanotowane, a ja nic nie wiedziałam, nie mówili mi nic. Nie mam diagnozy.

Od 4 lat nie idę na żadne antydepresyjne do tej pory, bo stan się pogarsza. Miewam także delikatne omamy, raczej pseudohalucynacje. Miałam wykluczone choroby neurologiczne niedawno, z CT i EEG. Ostatnio mój natlok myslowy przybrał postać bardzo ostrą - nie wiedziałam co było w mojej głowie, co było snem (bo przysypiałam co chwila), a co zdarzyło się naprawdę. Myśli, które słyszałam głosno były jakby z oddali, zza gór albo z głośnika radiowego - zmianiały się tak szybko, że nie wiedziałm nawet wtedy o czym w ogóle mowa.

Były to nawet jakieś sytuacje wyobrażalne. Powiedziałabym, bo pamiętam, że się musiałam użerać z tymi myślami, bronić przed osądami i krytyką - tylko tyle wiem, bo te emocje pamiętam. To bylo tak, jakby mnie jakaś psychoza ogarnęła, to nastąpiło po słyszeniu głosów w autobusie i trwało przez trzy dni, na szczęście z przerwami, po czym jakaś myśl zaczęła planować moje samobójstwo, jakby się podszywała pode mnie, bo ja takiego zamiaru wcale nie miałam.

Powiedziałam tej myśli w myśli, że ja się śmierci boję strasznie itd. i w końcu potem odeszła... Przecież to nie mogła być moja myśl, ale nakierowana jakoś, żeby się podszyć pode mnie. No ale lekarz psychiatra też nic mi nie wyjaśnił oststnio, tylko stwierdził, że musi raz jeszcze, osobiście, zobaczyć moje wyniki CT i EEG. Czułam się fatalnie przez 3 tygodnie, teraz jest lepiej i mogę myśleć, więc piszę i proszę o pomoc, bo się czuję bardzo zagubiona. Co mi jest? Czy to się już głosy może zaczęły? Dodam, że reaguję na takie sprawy jedynie tłumiąc w środku mój strach - jestem rozgoryczona, smutna i przerażona, czuję się zesztywniała z nerwów, ale nie daję poznać po sobie, tzn. nie mam jakichś reakcji, żeby był to problem.

Problem jest we mnie i chowam go. I tak wystarczy, ze mam wrażenie, że cały świat wie, że jestem niezdrowa psychicznie. Więc ja chociaż bardzo proszę o wyjaśnienie mi, czy takie głosy, kiedy słychać jakby ktoś radio podgłosił, no i świat się robi ciemniejszy, jeśli pochodzą od ludzi, którzy są widoczni, a nie, że nie ma ludzi i się słyszy głosy, to czy to są takie głosy jak w schizofrenii lub innych chorobach?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Miałam atak, którego nie pamiętam. Co jest z moją psychiką?

Nawiązując do tematu - żeby iść do psychiatry, musiałabym o wszystkim poinformować rodziców, a nie potrafię, chociaż wczoraj już mama widziała mnie w strasznym stanie (nie pamiętam tego), ale powiedziała, że jak weszła do mnie do pokoju zobaczyła jak trzęsą...

Nawiązując do tematu - żeby iść do psychiatry, musiałabym o wszystkim poinformować rodziców, a nie potrafię, chociaż wczoraj już mama widziała mnie w strasznym stanie (nie pamiętam tego), ale powiedziała, że jak weszła do mnie do pokoju zobaczyła jak trzęsą mi się całe ręce, leżę wpatrzona w jeden punkt, jak to ona powiedziała "z otępieniem w oczach" i nic do mnie nie docierało. Przyniosła mi A*** (czy jakoś tak, tabetka na depresję w każdym badź razie) i po pół godz. mój stan się poprawił, ale wieczorem znowu to samo się zaczynało - wzięłam jeszcze raz tę samą tabletkę na spokojny sen.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Choroba dwubiegunowa czy osobowość dyssocjalna?

Witam. Mam duży problem, a mianowicie ok. 4 lat temu zaczęłam mieć wahania nastrojów - raz popadałam w depresję, raz w euforię, ale najgorsze zaczęło się po urodzeniu dziecka. Zaczęłam mieć schizy, że ktos mnie prześladuje, że chce porwać dziecko....

Witam. Mam duży problem, a mianowicie ok. 4 lat temu zaczęłam mieć wahania nastrojów - raz popadałam w depresję, raz w euforię, ale najgorsze zaczęło się po urodzeniu dziecka. Zaczęłam mieć schizy, że ktos mnie prześladuje, że chce porwać dziecko. Zaczęłam pozyczać pieniądze, brac kredyty... Wydawało mi się, że syn też jest chory, że grozi mu niebezpieczeństwo. Zaczęłam okłamywać rodzinę, że syn i ja jestesmy chorzy, że czekają nas operacje. Potem doszło podrabianie pism, że to, co mówię rodzinie jest prawdą. W większości nie pamiętam tego, co robiłam, ale będąc w szpitalu przyznałam się do zarzutów, by jak najszybciej stamtąd wyjść. Postawiono mi diagnozę: osobowość dyssocjalna - nie zgadzam się z nią. Od małego byłam cicha, niesmiała, miałam problemy w kontaktach z ludźmi, nadal mam lęk przed ludźmi - wydaje mi się, że wszyscy w autobusie czy tramwaju patrzą na mnie i się śmieją. Mam poczucie winy i wstydu. Przez tę diagnozę straciłam męża i syna. Teraz Trafiłam do innego lekarza, który stwierdził ChAD - dostałam leki i czuję sie lepiej. Co mogę zrobić z diagnozą ze szpitala, która spowodowała utratę rodziny? Czy to może być faktycznei ChAD? Czy mogę odzyskac synka?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Strasznie się męczę. Co mi dolega?

Zaczeło się od początku tego roku, gdy miałam kołotania serca. Zrobiliśmy echo serca - wszystko wszysko jak najbardziej ok. Około kwietnia pojawiły się okropne duszności, lęk przed tym, że się uduszę. Bałam się uduszenia, ponieważ wielokrotnie wydawawało mi się, że...

Zaczeło się od początku tego roku, gdy miałam kołotania serca. Zrobiliśmy echo serca - wszystko wszysko jak najbardziej ok. Około kwietnia pojawiły się okropne duszności, lęk przed tym, że się uduszę. Bałam się uduszenia, ponieważ wielokrotnie wydawawało mi się, że się duszę. Zrobiłam spirometrię - norma, morfolofię - nie było nic niepokojącego, i rtg płuc - norma. A ja dalej mam lęk przed tym, że się uduszę, że będę bardzo cierpieć. Codziennie dusze się, całymi dniami! Byłam u pulmonologa - powiedział, że to nerwica lękowa. Nie mogę w to uwierzyć. Ciągle doszukuję się chorób, wyszukuje badania jakie mogę zrobić, sprawdzam sobie tętno na szyi, wieloktrotnie w ciągu dnia mierzę ciśnienie. Dodam, że czasami też wydaje mi się, że zemdleję zaraz. Dolegliwości jeszcze inne to: uczucie słodkości w gardle, wrażenie, że będę wymiotować, okropny ścisk, zawroty głowy, słabości. Dolegliwośći mam cały czas, nie mogę być spokojna. Boję się. Proszę o pomoc. Mam 16 lat, a czuję się jakbym stała nad grobem.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty