Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Nie chcę pracować

Mam 28 lat. Nie jestem w stanie przekonać się do podjęcia pracy. Źle się czuję w pracy, brak mi wytrwałości, nie cieszy mnie wykonywanie jej. Nie widzę żadnych plusów pracy. Nie potrafię znaleźć takiego zajęcia, które sprawiałoby mi choćby...

Mam 28 lat. Nie jestem w stanie przekonać się do podjęcia pracy. Źle się czuję w pracy, brak mi wytrwałości, nie cieszy mnie wykonywanie jej. Nie widzę żadnych plusów pracy. Nie potrafię znaleźć takiego zajęcia, które sprawiałoby mi choćby odrobinę radości. To samo jest z miłością. Nie jestem w stanie podjąć się życia w związku. Miałam już dwa związki, ale po 2-3 latach one się kończyły. Przyczyną był brak mojego zaangażowania w ich pogłębianie, nie zabiegałam o to, by zawrzeć małżeństwo i mieć dzieci. Bałam się tego. Teraz mam kolejny związek i boję się, że przez moją awersję do pracy i lęk przed założeniem rodziny nie stworzę udanego związku.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

SULPIRYD - szybkie odstawienie

WITAM!!! Mam na imię Iwona. Pytanie dotyczy mojej mamy. Wiek 62 lata. Mama brała przez 6 miesięcy sulpiryd 50 mg 2 razy dziennie. Dwa miesiące temu lekarz odstawił mamie ten lek z dnia na dzień. Wówczas pojawiły sę mdłości....

WITAM!!! Mam na imię Iwona. Pytanie dotyczy mojej mamy. Wiek 62 lata. Mama brała przez 6 miesięcy sulpiryd 50 mg 2 razy dziennie. Dwa miesiące temu lekarz odstawił mamie ten lek z dnia na dzień. Wówczas pojawiły sę mdłości. Na początku duże, z czasem już mniej dokuczliwe, ale ciągle powracające co parę dni. Czy ten objaw może mieć związek z odstawieniem sulpirydu z dnia na dzień? Zastanawiam się, czy taki lek nie należałoby odstawiać stopniowo. Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam. Iwona z Gdyni

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Jak się objawia nerwica żołądka?

Mam 20 lat. Dwa lata temu byłam nieszczęśliwie zakochana i wydaje mi się, że od tego się wszystko zaczęło. Nie zaliczyłam sesji, więc przeniosłam się na nową uczelnię. Tak było najłatwiej, bo nie musiałam się męczyć z zaliczaniem sesji. A...

Mam 20 lat. Dwa lata temu byłam nieszczęśliwie zakochana i wydaje mi się, że od tego się wszystko zaczęło. Nie zaliczyłam sesji, więc przeniosłam się na nową uczelnię. Tak było najłatwiej, bo nie musiałam się męczyć z zaliczaniem sesji. A teraz znowu to samo. Poznałam chłopaka, strasznie mnie zranił i się rozstaliśmy i ja się rozstaję powoli z drugą uczelnią. Nie mam już siły, żeby cokolwiek naprawić. Tak naprawdę najchętniej położyłabym się w łóżku i przespała ten trudny czas, ale są jeszcze rodzice, którzy zamiast mnie jakoś wspierać, to tylko krzyczą, że się nie uczę i uważają, że jak zacznę, to się wszystko jakoś ułoży.

Ja już nie daję rady, codziennie rano czuję niepokój przed nowym dniem, codziennie rano mam zgagę (która, jak gdzieś wyczytałam, może mieć związek z nerwicą żołądka?). Cały czas się czymś denerwuję, obgryzam paznokcie odkąd pamiętam, nie potrafię się na niczym skupić. Cały czas tylko słucham muzyki i chodzę z kąta w kąt, wymyślając sobie w głowie, jak to kiedyś będzie pięknie i kolorowo. U mnie w domu wszyscy są nerwowi i to chyba za bardzo, każdy dzień zaczyna się od awantury i to mnie jeszcze dodatkowo negatywnie nakręca.

Jakieś 2 miesiące temu miałam ogromny wybuch złości, pobiłam się z koleżanką, chciałam się zabić. Przez dwa miesiące wakacji wypoczywałam, naprawdę czułam się znakomicie, z dala od domu, rodziców, byłego chłopaka, tylko z moimi przyjaciółmi. Było dobrze do momentu, kiedy przyszedł czas na naukę do egzaminów poprawkowych. Znowu zaczęło się siedzenie i gapienie w ścianę, zastanawianie się co dalej. Cały czas chodzę smutna, nie lubię się z nikim spotykać, wszystko robię na siłę, jestem wiecznie zdenerwowana, nie wiem co mam robić?!?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Lęk przed egzaminem

Nazywam się Weronika, mam 22 lata. Mam dość dziwny problem, tzn. nie mogę poradzić sobie z lękiem przed egzaminem, do tego stopnia, że pojawiają się dziwne bóle w okolicy brzucha, bóle głowy, kołatanie serca, bezsenność itp. Przed ostatnim egzaminem bóle...

Nazywam się Weronika, mam 22 lata. Mam dość dziwny problem, tzn. nie mogę poradzić sobie z lękiem przed egzaminem, do tego stopnia, że pojawiają się dziwne bóle w okolicy brzucha, bóle głowy, kołatanie serca, bezsenność itp. Przed ostatnim egzaminem bóle te były tak silne, że nie poszłam na egzamin - po całym dniu leżenia w łóżku same ustąpiły - poszłam do lekarza pierwszego kontaktu, który to zignorował. Teraz mam mieć drugi termin ww. egzaminu, wzięłam specjalnie urlop w pracy, by się przygotować, jednak znowu pojawiły się te bóle, a nawet wymioty i biegunka.

Nie wiem, co mam z tym zrobić - czy to zbieg okoliczności, czy może jakieś stany lękowe ? Zastanawiam się, czy udać się do psychiatry czy psychologa? Wcześniej zdarzały mi się przed egzaminami podobne sytuacje, np. przed egzaminem na prawo jazdy - nie mogłam sobie z tym poradzić i w konsekwencji z niego zrezygnowałam :( Proszę o poradę w tej sprawie. Dziękuję bardzo.

Czy to depresja? Nie - zaburzenia nerwicowe

Witam, mam problem bardzo głupi i nie mogę sobię z tym poradzić. Otóż "nie jestem sobą", po prostu coś mi się stało i nie wiem jak to nazwać, a objawy są: panicznie boję się otoczenia ludzi w busie itd., pocenie...

Witam, mam problem bardzo głupi i nie mogę sobię z tym poradzić. Otóż "nie jestem sobą", po prostu coś mi się stało i nie wiem jak to nazwać, a objawy są: panicznie boję się otoczenia ludzi w busie itd., pocenie rąk, zasychanie szybko warg, pocenie, bóle głowy, jak wracam do domu po prostu nie jestem sobą, a dawniej byłem zupełnie inny. Głupio mi z tym, prosiłbym o pomoc kogoś, bardzo.

Co to może być? Ciągle się boję

Mam 34 lata. Od roku czuję się fatalnie. Czuję lęk przed wyjściem z domu gdziekolwiek. Przez pewien czas wróciło wszystko prawie do normy, jednak od dwóch miesięcy powróciło podwójnie. Pół roku temu miałem zabieg na żylaki (prawa noga). Teraz czeka...

Mam 34 lata. Od roku czuję się fatalnie. Czuję lęk przed wyjściem z domu gdziekolwiek. Przez pewien czas wróciło wszystko prawie do normy, jednak od dwóch miesięcy powróciło podwójnie. Pół roku temu miałem zabieg na żylaki (prawa noga). Teraz czeka mnie lewa. Może to stres, lecz ostatnio byle czym się podniecę i zaraz trzęsą mi się nogi. Do tego doszła czasami bezsenność, a co za tym idzie, dziwne myśli, że będę umierał.

Dostaję czasem potów, chwilowy ucisk w klatce piersiowej, lekki bezdech i ogarnia mnie silny strach, czuję jakbym tracił przytomność, oraz szybkie bicie serca. Dostaję czasem dziwnego kaszlu i mój język ma smak, jakbym połknął baterię. Alkohol przynosi mi ulgę. Kiedy jestem na rauszu, wszystko jest dobrze, jednak kac powoduje to, co napisałem powyżej. Są czasem dni, kiedy wszystko jest prawie w normie, jednak kiedy wracam, czuję się strasznie.

Nerwiak osłonkowy a nerwica

Mam pytanie. Proszę mi napisać coś na temat nerwiaka oslonkowego. Ginekolog stwierdził u mnie tą chorobę (po USG) - jest on umiejscowiony w pobliżu rany po cesarskim cięciu. Wielkośc tej zmiany jest bardzo mała, ale boli w czasie dotyku, kaszlu,...

Mam pytanie. Proszę mi napisać coś na temat nerwiaka oslonkowego. Ginekolog stwierdził u mnie tą chorobę (po USG) - jest on umiejscowiony w pobliżu rany po cesarskim cięciu. Wielkośc tej zmiany jest bardzo mała, ale boli w czasie dotyku, kaszlu, wstawania z łóżka. Umówił mnie na zabieg z chrirurgiem za 2 tygodnie. Pan doktor twierdzi, że jest to zabieg bardzo bezpieczny i że znieczuli mnie tylko domiejscowo. Czy powinnam zrobić jakieś dodatkowe badania? Nadmieniam, iż od dłuższego czasu boli mnie prawa strona ciała (plecy, czasem głowa) i że do tej pory neurolog leczy mnie na nerwicę (sytuacja rodzinna), o której pisałam już na tym serwisie. Przyjmuję Coaxil. Czy przed zabiegiem powinnam go odstawić? Proszę o szybką odpowiedź. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Agnieszka Barchnicka
Lek. Agnieszka Barchnicka

Chcę iść do szpitala psychiatrycznego. Myślę, że tego potrzebuję i zastanawiam się, jak tego dokonać

Mam 34 lata – mamma mia, ależ ten czas leci. Moja rodzina zawsze była daleka od ideału: matka z depresją (hospitalizowana, całe życie na lekach), skoncentrowana na swoich własnych bolączkach i mniej lub bardziej urojonych problemach, ojciec - psychopata tyranizujący...

Mam 34 lata – mamma mia, ależ ten czas leci. Moja rodzina zawsze była daleka od ideału: matka z depresją (hospitalizowana, całe życie na lekach), skoncentrowana na swoich własnych bolączkach i mniej lub bardziej urojonych problemach, ojciec - psychopata tyranizujący rodzinę, wyżywający na mnie wszystkie swoje codzienne frustracje (znęcał się nade mną psychicznie, a oprócz tego byłam jego workiem treningowym do czasu aż zaczęłam pokwitać, wtedy nabrał zainteresowania o zgoła odmiennym zabarwieniu; kiedy przestał mnie molestować, zaczął znowu tłuc i wpierać mi przekonanie, jaką jestem tanią dziwką).

Z takim życiorysem cudem byłoby, gdybym wyrosła na zdrowego człowieka, toteż i normalna nie jestem, cokolwiek by rozumieć pod pojęciem normy. Aha, żeby było jasne: matka do dziś żyje w błogiej nieświadomości, wciąż zajęta własnym cierpieniem. Skończyłam studia, później pracowałam, wreszcie zdecydowałam się na wyjazd za granicę, mając dość zarówno głodowych stawek wypłacanych w naszym pięknym kraju nauczycielom, jak i samej beznadziejnej pracy nauczyciela. Ogólnie rzecz biorąc: jakoś sobie radziłam materialnie, starając się przy tym trzymać w bezpiecznej odległości od "domu rodzinnego".

Na stany depresyjne cierpiałam od czasów szkoły podstawowej. Jak nietrudno się domyślić, mam również nerwicę, przechodziłam też wielokrotnie przez silne stany lękowe uniemożliwiające funkcjonowanie. Generalnie napięcie i lęk nie opuszczają mnie, nawet gdy jestem sama, ostatnimi czasy zaś sama jestem 24 h/dobę, ponieważ nie pracuję. Zdecydowałam się na powrót do kraju, gdy objawy nasiliły się na tyle, że nie radziłam sobie w pracy, którą miałam zresztą raczej relaksującą. Aktualnie mieszkam w dużym mieście, nie mam tu znajomych, zresztą nawet gdybym miała, to nie czuję się na siłach stawić czoła towarzyskim pogawędkom przy piwku.

A propos piwko: tylko pod wpływem alkoholu odczuwam pewną ulgę, znika częściowo bariera, która zwykle oddziela mnie od innych, więc jak już się dorwę do źródełka, to tracę kontrolę nad ilością wypitych trunków, wlewam w siebie więcej i więcej w podskórnej nadziei, że po kolejnej szklance uda mi się całkowicie rozluźnić i poczuć coś na kształt "przynależności" do rodzaju ludzkiego. Niestety jak dotąd bez większych sukcesów, co mnie jednakowoż nie zniechęca i z każdym kolejnym razem scenariusz ulega powieleniu. Zaczęłam też popijać w samotności, co nieco mnie niepokoi.

Mimo kilkumiesięcznego pobytu w kraju moja sytuacja jest wciąż nieuregulowana, tzn. nie znalazłam pracy, nie figuruję na liście bezrobotnych w UP, nie jestem też ubezpieczona. Krótko mówiąc: nie istnieję. Wraz z końcem września muszę wyprowadzić się z lokalu, w którym mieszkam, grozi mi więc powrót na „stare śmieci”, czyli pod skrzydła rodzinki. Myśl o pójściu „między ludzi”, o dzieleniu z kimś mieszkania, konieczności utrzymywania pozorów normalności, o pracy wśród istot ludzkich napawa mnie bladym strachem. Przed tym właśnie uciekłam - jak się okazuje, z deszczu pod rynnę.

Moim marzeniem od ostatnich… 9 miesięcy (musiałam policzyć na palcach:) jest pobyt w szpitalu psychiatrycznym, wspaniałe, otępiające, zagłuszające ból leki, codzienna terapia tocząca się powolnym, regularnym rytmem. Wiem, brzmi to kretyńsko, ale naprawdę jawi mi się to jako ziemia obiecana i nie wyobrażam sobie innej. Jestem w tak kiepskiej kondycji, że wyjście z domu stanowi dla mnie poważne wyzwanie, jest jak wyprawa na biegun północny, do której trzeba się dobrze przygotować. Chciałabym stać się niewidzialną, być może byłoby to jakimś rozwiązaniem.

Myślę często o samobójstwie, ale w dzieciństwie i latach młodzieńczych straszono mnie wytrwale - i jak widać skutecznie - surowym, bezlitosnym Bogiem, piekłem i tym podobnymi podnoszącymi na duchu i motywującymi do życia w wierze historiami, więc obawiam się, że moje ostatnie chwile byłyby koszmarem. Nie mam odwagi zaryzykować. Boję się ludzi, boję się przyszłości, nie potrafię się zmobilizować i wziąć spraw w swoje ręce, jak to się pięknie i krzepiąco mówi. Pytanie brzmi: czy w mojej obecnej kondycji i sytuacji mam jakiekolwiek szanse na hospitalizację? Co powinnam zrobić, by tego dobrodziejstwa doświadczyć? Jeśli otworzyć sobie żyły tępą żyletką na progu rzeczonej placówki – jestem gotowa to zrobić. Proszę o radę. Pozdrawiam.

Biegunka, nadmierne pocenie rąk a nerwica

Witam serdecznie.   Dużo czytałam na tej stronie o nerwicy i zastanawiam się, czy moja sytuacja jest już poważna, czy to może być dopiero początek jakichś zaburzeń nerwicowych. Otóż nie lubię otwartych przestrzeni i zawsze zamykam wszystkie drzwi i okna...

Witam serdecznie.   Dużo czytałam na tej stronie o nerwicy i zastanawiam się, czy moja sytuacja jest już poważna, czy to może być dopiero początek jakichś zaburzeń nerwicowych. Otóż nie lubię otwartych przestrzeni i zawsze zamykam wszystkie drzwi i okna w domu, gdyż wtedy czuję się bezpiecznie. Czasem, gdy mam gdzieś wyjść, odczuwam niepokój, ucisk w gardle, mam biegunkę, mocniej bije mi serce i ręce mi się niesamowicie pocą. To już nerwica czy 'tylko' jakieś początkowe zaburzenia? Dziękuję serdecznie.

Sulpiryd a poranne mdłości

WITAM! Problem dotyczy mojej mamy. Dwa miesiące temu lekarz odstawił jej z dnia na dzień sulpiryd, który brała 6 miesięcy, 2 razy dziennie po 50 mg. Od tego czasu mama cierpi na poranne mdłości. Czy to może mieć jakiś związek? Iwona z Gdyni.
odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Autoagresja, depresja, myśli samobójcze - jak z tym wygrać?

Mam 17 lat, jestem osobą towarzyską i mam mnóstwo pasji, którym lubię się poświęcać. Żyję w normalnej rodzinie, no, prawie normalnej, od urodzenia wychowuję się bez ojca. W wieku 14 lat zaczęłam się okaleczać, z początku były to drobne zadrapania...

Mam 17 lat, jestem osobą towarzyską i mam mnóstwo pasji, którym lubię się poświęcać. Żyję w normalnej rodzinie, no, prawie normalnej, od urodzenia wychowuję się bez ojca. W wieku 14 lat zaczęłam się okaleczać, z początku były to drobne zadrapania na nadgarstkach, z czasem mocne cięcia na rękach, blizny zostały nie tylko na rękach. Jednak nigdy nie zrobiłam nic więcej, nie zrobiłam sobie większej krzywdy, bo przyjaciele mnie wspierali i regularnie oglądali ręce, przestałam dla nich i mojego chłopaka. Z czasem zwiazek się rozpadł, z ulgą odetchnęłam, bo uciekam od toksyki w moim życiu, jednak smutek, strach i przygnębienie zaczęły powracać. Nie chciałam się znowu ciąć, więć przebijałam igłami uszy dla rozladowania napięcia, raz czy dwa razy się pocięłam, ale już tego nie robię. Niestety w domu mam zimną atmosferę, nie potrafię się przytulić do mamy, mama jest człowiekiem chłodnym i wymagającym, a nawet materialistycznym. Odwrotnie niż ja. Jestem sama, nie mam do kogo się przytulić, nie potrafię płakać. Moje kontakty z chłopakami są trudne, bardzo się boję i wstydzę, a w dodatku uchodzę za zamkniętą w sobie i niedostępną, jeżeli się do mnie nie podejdzie i nieporozmawia. Co jakiś czas mam myśli samobójcze, patrząc na okno mam ochotę wyskoczyć, boje się kiedy nie ma nikogo w domu, bo nie jestem pewna, czy nic sobie nie zrobię. Boję się samotności, dlatego unikam konfliktów ze znajomymi. Nie potrafię sobie pomóc.

Nerwica lękowa?

Od dłuższego czasu, zawsze przed wyjściem do szkoły, widzę u siebie pewne nienormalne reakcje. Zawsze kiedy mam wyjść z domu, to czuję wielki niepokój i ucisk w klatce piersiowej. Boję się ludzi i najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu....

Od dłuższego czasu, zawsze przed wyjściem do szkoły, widzę u siebie pewne nienormalne reakcje. Zawsze kiedy mam wyjść z domu, to czuję wielki niepokój i ucisk w klatce piersiowej. Boję się ludzi i najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu. Często mam myśli, że życie nie ma najmniejszego sensu i mam ochotę się zabić. Jestem też bardzo nerwowa. Na lekcjach tak strasznie się denerwuję, że zbiera mi się na płacz i mam ochotę uciec na drugi koniec świata. Czy to może być nerwica lękowa? A może fobia społeczna? Pozdrawiam i mam nadzieję, że dostanę odpowiedź.

Jak poradzić sobie z lękami?

Jestem młodą dziewczyną, mam 22 lata, od jakiegoś czasu, tzn. ciągnie się to już długo, noszę w sobie ciągłą obawę, lęk, nie wiem przed czym, rok temu to uczucie ustało teraz znowu jest, po zmianie pracy, może to wynik stresu?...

Jestem młodą dziewczyną, mam 22 lata, od jakiegoś czasu, tzn. ciągnie się to już długo, noszę w sobie ciągłą obawę, lęk, nie wiem przed czym, rok temu to uczucie ustało teraz znowu jest, po zmianie pracy, może to wynik stresu? Ale przecież sama chciałam już zmienić, ciągle analizuję siebie co może mi być, problem zaczął się już parę lat temu, poznałam dziewczynę, przyjaciółkę w liceum, zaczęłam zażywać narkotyki - nie dużo parę razy i to wszystko, miałam problemy, byłam zakompleksioną nastolatką, chociaż nie miałam ku temu powodów, szukałam w tym jakiegoą odbicia od problemów. Po zapaleniu ''trawki'' strasznie źle się poczułam, dostałam jakiejś paniki no i od tego zaczeły się moje problemy. Myślałam wtedy, że coś sobie uszkodziłam w mózgu dosłownie, że zwariowałam.

Teraz już jest lepiej, ale dalej czuję lęk, boję się czasami życia i mam dość, wyprowadziłam się z domu i zaczęłam sama żyć, jakoś sobie radzę, mam pracę, ale ciągle problemy czasami to dla mnie za dużo i czasem uciekam w alkohol, jestem lesbijką na dodatek i to kolejny problem, bo matka nie wiem nic o mnie, z rodziną utrzymuję dobre relacje, a wyprowadzilam się dla mojej dziewczyny, którą kocham i chcę być szczęśliwa, zależy mi na tym. Myslałam, że mam nerwicę, a może narkotyk pogłębił moje ukryte lęki? Nie wiem co mam robić, chcę iść do lekarza, ale boję się, że jest coś nie tak ze mnś, może to nerwica?

Czasem czuję, że nie wytrzymam a kiedy indziej jest wszystko dobrze , czasami w nocy nie mogę spać, pocę się mam drżenie rąk, załamuje mi sie głos i czuję jakbym nie była sobą tzn. nie dosłownie jakby zaraz miało się coś stać ze mna, zupełnie nie rozumiem o co w tym chodzi, w takich stanach boję się, że jestem nienormalna, wiem, że te myśli są bezsensowne ale trudno od nich czasem uciec, a zresztę nie chcę od nich uciekać, chcę się ich pozbyć i nie walczyć. Co to może być? proszę o odpowiedź, ania

odpowiada 2 ekspertów:
 Paulina Witek
Paulina Witek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Czy mogę odstawić leki?

Mam 20 lat, biorę Seronil od 1,5 miesiąca i już jakiś czas temu odczułam poprawę, jednak nie chciałam odstawiać leków, ponieważ wiem, że powinno się je przyjmować co najmniej pół roku. Ja jednak nie miałam ciężkiej depresji z jakimiś myślami...

Mam 20 lat, biorę Seronil od 1,5 miesiąca i już jakiś czas temu odczułam poprawę, jednak nie chciałam odstawiać leków, ponieważ wiem, że powinno się je przyjmować co najmniej pół roku. Ja jednak nie miałam ciężkiej depresji z jakimiś myślami samobójczymi lub czynami, miałam zwykłe załamanie psychiczne, czemu towarzyszyła częsta apatia i huśtawki nastroju. Teraz, gdy biorę je 1,5 miesiąca, czuję, że jestem bardzo senna i leki te bardzo mnie otumaniają... Zauważyłam to tym bardziej, gdy poszłam do pracy (pracuję dopiero 3 dzień). Nigdy nie byłam u psychiatry, chodzę jednak regularnie do psychologa i raz na jakiś czas do neurologa. Jestem młodą osobą i nie chcę dłużej faszerować się takiego typu lekami... Czy praca, szkoła i wizyty u psychologa byłyby w tej chwili wystarczające??

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota

Czy psycholog mi pomoże?

Witam. W tym roku nie udało mi się zdać poprawki i muszę powtarzać klasę w LO. To bardzo mnie zabolało, mam do siebie żal, że nie poświęciłam wystarczająco dużo czasu na naukę, zarazem mam też żal do losu, że taki... Witam. W tym roku nie udało mi się zdać poprawki i muszę powtarzać klasę w LO. To bardzo mnie zabolało, mam do siebie żal, że nie poświęciłam wystarczająco dużo czasu na naukę, zarazem mam też żal do losu, że taki zawód spotkał właśnie mnie. Najgorsze jest to, że na rodziców, na których w głębi duszy bardzo mi zależy, kompletnie nie mogę liczyć. Dla nich ta powtórka to osobista porażka, nie szczędzą mi gorzkich słów i wymownego milczenia. Wciąż jest to odgrzebywane na nowo, czasami sama boję się tego, co rodzi się w mojej głowie, gdy mama po raz kolejny wraca do tematu. Nowa klasa jest ok, ale nie mogę pozbyć się uczucia tracenia czasu. Martwią mnie zmiany, które zauważyłam u siebie; w ostatnich tygodniach przytyłam ok. 7 kg, a to dlatego, że tylko jedzenie daje mi chwilę szczęścia. Lubię się przejadać, bo wtedy wydaję się sobie taka...niegroźna. Nie muszę myśleć o niczym poza bólem brzucha i uczuciem ciężkości. W mojej głowie przez cały dzień pojawiają się obrazy, których sama do końca nie rozumiem. Migają mi obrazki przedstawiające moment, w którym dzieje mi się krzywda. Idę schodami i widzę, jak z nich spadam; patrzę na tablicę i widzę, jak z impetem uderzam w nią głową; leżę w łóżku i mimowolnie układam się w pozycji osoby z podciętymi żyłami. Niby wszystko odbywa się tak jak zawsze, znajomi chyba nie widzą wielkiej zmiany. Mimowolnie tworzę iluzję spokojności, choć tak naprawdę chciałabym wreszcie, wreszcie wybuchnąć przeogromnym płaczem i wykrzyczeć całemu światu, jak bardzo jestem nieszczęśliwa i jak bardzo czuję się skrzywdzona i samotna. Nie mogę uwolnić się od myśli, że z dnia na dzień obudowuję się jakby watą, pancerzem, który ma sprawić, żeby tak bardzo mnie nie bolało. Żeby już nie bolało. Coraz mniej czuję i słyszę, jakbym za jakiś czas kompletnie miała zapaść się w swoje ciało i zniknąć. Nie lubię siebie takiej: zobojętnionej, smutnej, wciąż i wciąż roztkliwiającej się nad sobą. Jeszcze niedawno miałam wielkie plany co do przyszłości, teraz potrafię zaplanować tylko kolejny posiłek. Nie piszę tego tylko po to, by móc choć trochę z siebie wyrzucić. Chcę wiedzieć, czy jeśli zgłoszę się do psychiatry, to on będzie mógł zapisać mi leki, które pomogą mi wrócić do żywych i zapanować nad swoim nastrojem? Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź i z góry bardzo za nią dziękuję. Małgorzata
odpowiada 5 ekspertów:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr Anita Rawa-Kochanowska
Dr Anita Rawa-Kochanowska
Dr Daniel Melerowicz
Dr Daniel Melerowicz
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka

Jak pomóc siostrze - mówi do siebie, obsesyjnie myje ręce, dziwnie się zachowuje?

Witam. Piszę w imieniu siostry, z którą coś złego się dzieje. A ja nie umiem jej pomóc. Siostra ma 35 lat. Jest wykształconą, niestety samotną osobą. Ciągle mieszka z mamą. Z pozoru wydaje się, że nic jej nie dolega. Ale...

Witam. Piszę w imieniu siostry, z którą coś złego się dzieje. A ja nie umiem jej pomóc. Siostra ma 35 lat. Jest wykształconą, niestety samotną osobą. Ciągle mieszka z mamą. Z pozoru wydaje się, że nic jej nie dolega. Ale ma dni, w których mówi do siebie, robiąc przy tym dziwne miny. Często chodzi do łazienki myć ręce, macha rękoma (jakby ją bolały), mówi ału ału. Zamyka się jakby w innym świecie, coś bardzo mocno przeżywa. Wydaje mi się, że jest to coś z przeszłości, coś co nie było miłe dla niej. Przeżywa to tak głęboko, że trudno ją z tego wyrwać (np. spotkała kogoś z przeszłości, kogo nie wspomina miło. I wtedy zamyka się w swoim świecie. Mówi, że wszyscy są przeciwko niej, wszyscy sie z niej śmieją). To jest jak jakieś urojenie.

Oprócz tego niestety nie umie zadbać o siebie, trzeba ją popychać do tego (np. żeby kupiła sobie buty, bo w tych, w których chodzi podeszwa sie rozkleja). Nie umie sobie poradzić z jakimikolwiek problemami. Stan ten się nasila, jak się czymś stresuje. Oprócz tego, gdy ma te stany lękowe, to bardzo dużo je. Od jakiegoś czasu chodzi do psychiatry, ale sama mówi, że u niego zachowuje się ok, nie ma napadów, no i pan psychiatra mówi, że nic jej nie jest. Siostra poza tym nie umie ocenić, czy coś wypada, czy nie, że coś zrobiła źle, nie ma samooceny. Dobrze, że siostra sama mówi, że coś jest nie tak, ale nie wie dlaczego.

Niestety czesto traci pracę. Jak już coś dostanie, to po jakimś czasie ją zwalniają. Podejrzewam, że jak widzą jej stany to sami rezygnują z niej. Ja niestety nie mam do niej zaufania i np. moją 7-miesięczną córkę boję się z siostrą sam na sam zostawić. A szkoda. Proszę, podpowiedzcie, co to może być i gdzie możemy zwrócić się o pomoc. Z góry dziekuję za pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Depresja a narkoza

Jeśli zażywam lek przeciwdepresyjny, to czy mogę mieć wykonany zabieg z zastosowaniem narkozy? Czy to bezpieczne? Dziękuję za odpowiedź.
odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Czy neurolog zajmuje się leczeniem nerwic?

Czy neurolog zajmuje się także leczeniem nerwic? Dziękuję z góry za odp. Pozdrawiam.

Depresja, nerwica czy zwykłe leniuchowanie?

Jakieś dwa lata temu, po mojej utracie przytomności lekarz pierwszego kontaktu stwierdził, że mam depresję i nerwicę. Wtedy się z tego śmiałam i żartowałam, teraz dochodzę do wniosku, że coś mogło w tym być. Utraty przytomności miałam już wielokrotnie (od...

Jakieś dwa lata temu, po mojej utracie przytomności lekarz pierwszego kontaktu stwierdził, że mam depresję i nerwicę. Wtedy się z tego śmiałam i żartowałam, teraz dochodzę do wniosku, że coś mogło w tym być. Utraty przytomności miałam już wielokrotnie (od dziecka), wszystkie morfologie były zawsze w porządku. Po ostatnim takim zdarzeniu skierowano mnie do neurologa - wynik: wszystko ok. Mam problemy z zaśnięciem (szczególnie wówczas, gdy mi na tym zależy, np. następnego dnia muszę wstać wcześnie, bo mam jakieś spotkanie). Niejednokrotnie potrafię tak leżeć w łóżku, oczekując na sen, nawet kilka godzin (ostatnio przed zwykłą wycieczką w góry ponad 4 godziny leżałam, nie mogąc zasnąć). Gdy już zasnę, śpię jak zabita i wszystko jest ok.

Od jakiegoś czasu (jakieś kilka miesięcy) bardzo się stresuję tym, czy zamknęłam na klucz drzwi - potrafię sprawdzać to kilka razy (czasem nawet kilka razy pod rząd, mimo że wiem, że to przecież jest bez sensu), zdarzało mi się, że specjalnie po to wstawałam z łóżka :) Piszę o tym, bo wyczytałam, że nawet takie niewinne przyzwyczajenie może być objawem nerwicy, czy to prawda? Nie mam na nic ochoty, nic mi się nie chce. Kończę właśnie piąty rok studiów, już prawie wrzesień, powinnam myśleć o ustaleniu terminu obrony, a ja... nawet dobrze nie zaczęłam pisać swojej pracy magisterskiej... Nie mam mobilizacji, żeby się za to zabrać. I nie tylko za to...

Robię jedynie to, co niezbędnie muszę. Gdy nie mam nic zaplanowane, to nic nie robię - chodzę cały dzień w dresie, nie mam siły ani ochoty umyć się, uczesać, pójść po zakupy czy nawet zrobić sobie coś do jedzenia (mieszkam sama). Nawet nie mogę się zmobilizować do tego, co mnie zawsze cieszyło i interesowało. Dosłownie NIC. Do tego, boję się spotkań z obcymi (w sumie to chyba nawet nie tylko obcymi...) ludźmi... Panicznie boję się dzwonić (zawsze to odwlekam, każda rozmowa jest poprzedzona długimi "przygotowaniami", a klawisz "Zadzwoń" naciskany w ostateczności), rozmawiać (choć brzmi to śmiesznie, stresuję się nawet przed zapisaniem się w rejestracji do lekarza :D)...

Dziwi mnie diagnoza depresji, bo ja naprawdę jestem uważana przez bliskich za bardzo wesołą osobę - pierwszą, do której się zwraca, gdy jest potrzeba kogoś rozbawić. Może to po prostu lenistwo, a nie depresja? I to nie jest też tak, że zupełnie nic nie robię - ostatnio zmusiłam się nawet do zapisania się na kurs prawa jazdy, chodzę też na rehabilitację (mam problemy z kręgosłupem - muszę codziennie ćwiczyć)... Mówi się, że ćwiczenia fizyczne pomagają na depresję, a ja ćwiczę po godzinie dziennie i nic, kończę je, siadam i znowu nie robię nic... :) Nie wiem... Może faktycznie trochę mi trudniej funkcjonować w społeczeństwie niż innym, ale przecież różne talenty dostajemy od Boga - ja widocznie jestem lepsza w innych rzeczach...

Przepraszam za przydługawy list, ale chciałam w miarę dokładnie opisać sytuację, bo zależy mi na opinii eksperta. Czy ja naprawdę mam jakiś problem? Gdzie jest granica między depresją a zwykłym leniuchowaniem? Gdzie między nerwicą a naszymi przyzwyczajeniami, które przecież bardziej czy mniej dziwne ma chyba każdy? A jeśli jest tu coś odbiegającego od normy, coś co wymaga podleczenia, to do kogo ja mam się zgłosić? Lekarza pierwszego kontaktu trochę się boję, bo po tamtej utracie przytomności przepisał mi bardzo silny (tak wyczytałam w Internecie) lek, tzn. Estazolam, który podobnież uzależnia... A ja nie chcę się uzależnić... Słyszałam, że ziołowe leki są nieuzależniające (np. Deprim). Może więc wystarczy, że wykupię sobie coś takiego w aptece? Czy one szybko pomagają? Bardzo chciałabym w końcu zabrać się za dyplom, to już ostatni dzwonek...

Jak pozbyć się apatii?

Mam 28 lat. Jestem ospała i apatyczna. Nienawidzę pracować. Wiem, to mocne słowa, ale takie są moje odczucia i czarne myśli. Zawsze po okresie pracy, zazwyczaj jest to miesiąc w jednym miejscu, źle się czuję, jestem jak wypompowana z...

Mam 28 lat. Jestem ospała i apatyczna. Nienawidzę pracować. Wiem, to mocne słowa, ale takie są moje odczucia i czarne myśli. Zawsze po okresie pracy, zazwyczaj jest to miesiąc w jednym miejscu, źle się czuję, jestem jak wypompowana z energii, płaczę, jest mi źle. Mieszkam z apodyktycznymi i i nadmiernie wymagającymi rodzicami. Kiedy delikatnie zwracam im uwagę, by nie mówili mi, co mam robić, co odpowiadać, jak się zachowywać w kontaktach z przyjaciółmi, jak układać sobie życie, wtedy mówią, że tak trzeba popychać dzieci do działania w odpowiednim kierunku. Rodzice mówią również, że ciągle coś trzeba robić.

Unikam kontaktów z denerwującymi mnie ludźmi, a z osobami, z którymi lubię przebywać rzadko się spotykam. Nie chodzę do kościoła, nad czym ubolewają bardzo rodzice, bo się w nim źle czuję. Najbardziej boję się braku pieniędzy, boję się tego, że nie mogę pracować i że muszę zdobyć pieniądze na swoje potrzeby. A nienawidzę pracować. Mam lęk przed bliskością, byłam w dwóch związkach, każdy kończył się "lubię cię nadal, ale to już koniec", wciąż jesteśmy w dalszym kontakcie, który odbywa się za pośrednictwem moich rodziców. Teraz jestem w związku, ale boję się małżeństwa, boję się mieć dzieci, biorę rispolept, boję się, że zabraknie mi siły, że patner się mną znudzi.

Bardzo chciałabym zająć się domem, gotować, pielęgnować ogród, robić dekoracyjne świece tak jak mój tato, jednak brak mi siły. Nie mogę poradzić sobie z energią w sobie, jestem bardzo energiczna w pejoratywnym tego słowa znaczeniu. W domu boję się i wstydzę pokazać przed rodzicami, że jestem dorosłą osobą, że mogę zająć się domem, rodzice robią wszystko, mnie uważają za inteligentną osobę, jestem nauczycielką, ale nie pracuję, bo boję się, że sobie nie poradzę i nie mam siły. Uważam, że na lęk przed brakiem pieniędzy mogłoby pomóc małżeństwo, ale boję się tego, że nie starczy mi siły.

Czasem mieszkam z siostrą, która jest w separacji i pomagam jej przy jej dziecku, jednak jestem ospała i nie mam ochoty z nimi przebywać. Innym razem mieszkam z tatą, siostrą i bratem, kiedy mama wyjeżdza za granicę, ale wstydzę się tego, że mieszkam nadal w domu rodzinnym. Lubię być sama i chodząc po pokoju, planować przyszłość. Jak poradzić sobie z apatią, ospałością i lękiem przed bliskością?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Patronaty