Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje: Pytania do specjalistów

Co mogę zrobić aby poprawić swoje stosunki z ludźmi?

Mam 20 lat, od dłuższego czasu mam same problemy w domu, w życiu i w szkole. Co prawda szkołę średnią skończyłam, ale nie z takim wynikiem jak bym chciała. Teraz zaczęłam technikum zaocznie i też I semestr trzeba powtórzyć, bo... Mam 20 lat, od dłuższego czasu mam same problemy w domu, w życiu i w szkole. Co prawda szkołę średnią skończyłam, ale nie z takim wynikiem jak bym chciała. Teraz zaczęłam technikum zaocznie i też I semestr trzeba powtórzyć, bo nie przeszłam na II. Nie wiem dlaczego, ale cały czas mam wrażenie, że nie potrafię się uczyć, mogę siedzieć przed książkami nie wiadomo ile, a i tak pójdę na egzamin i nic z tego, dalej nic nie wiem, jakbym się wcale nie uczyła. Tak samo w domu - każdy ma o coś pretensje, każdemu coś nie pasuje, mogę się starać nie wiem jak - i tak będzie źle. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi, nie wiem jak nawiązywać nowe znajomości. Mam marzenia, jak każdy, ale nie wierzę, że się choć jedno kiedykolwiek spełni. Czy ktoś może mi jakoś pomoc, jakąś radę dać? Co mogę zrobić, co mogę zmienić, żeby było inaczej? Proszę!
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Jak sprawić, by inni ludzie przestali mnie traktować jak ofiarę?

Tak naprawdę nie wiem, od czego zacząć. Nigdy nie czułam się dobrze we własnej skórze. Zawsze odkąd pamiętam, byłam samotniczką. A dzieci, jak to dzieci, lubią wynajdować sobie ofiary i znęcać się nad nimi – ja stałam się właśnie...

Tak naprawdę nie wiem, od czego zacząć. Nigdy nie czułam się dobrze we własnej skórze. Zawsze odkąd pamiętam, byłam samotniczką. A dzieci, jak to dzieci, lubią wynajdować sobie ofiary i znęcać się nad nimi – ja stałam się właśnie tą ofiarą. Cały czas dzieciaki naśmiewały się ze mnie, a ja wracałam do domu każdego dnia z płaczem. Rodzice późno zaczęli się tym interesować, na szczęście gdy w końcu to zauważyli, zaczęli prowadzać mnie do przeróżnych psychologów, a nawet do hipnotyzera, którzy mieli nauczyć mnie pewności siebie. Nie było efektów, toteż sama przestałam zgadzać się na te spotkania twierdząc, że jest lepiej. I po części było lepiej. Starałam się wejść w towarzystwo, niestety z miernym skutkiem, jako że wszyscy moi koledzy już dla zasady nie chcieli się ze mną zadawać. Żeby nie popsuć sobie opinii. Wszystko zmieniło się, gdy poszłam do szkoły średniej. W przeddzień rozpoczęcia roku postanowiłam sobie, że będzie inaczej. Zwłaszcza, że nie znałam w tej szkole absolutnie nikogo. I rzeczywiście, w nowej klasie stałam się wręcz duszą towarzystwa. Każdy zna moje imię, choć ja ich imion nie pamiętam. Nauczyciele również zapamiętali mnie jako pierwszą. Było świetnie, niestety do czasu. Gdy klasa bliżej się poznała, zaczęły się kłótnie. I nagle, prawie bez powodu wszystko się zepsuło. Osoby, z którymi zapoznałam się jako pierwszymi, po prostu zaczęły mnie ignorować, a inni nawet poniżać i obrażać. Nie wiem, co ja takiego robię, że ludzie strasznie lubią mnie tak traktować. Od początku starałam się grać osobę niezależną, asertywną, taką, którą nie obchodzi zdanie innych. Miałam nadzieję, że ten sposób wypali i ludzie nie będą się nade mną znęcać. A z czasem zrobiło się jeszcze gorzej… Naprawdę nie wiem już, co robić. Nie chcę do końca życia zostać ofiarą losu.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Problem z córką męża - jak sobie poradzić?

Witam serdecznie, Jestem mężatką od 6 lat. Razem z mężem wychowuję 2 córki - pierwsza, starsza z pierwszego związku męża ma 12 lat, druga nasza wspólna 5-latka. Ze starszą mam problem, już nie mam siły, ciągłe pyskowania dokuczania młodszej córce,...

Witam serdecznie, Jestem mężatką od 6 lat. Razem z mężem wychowuję 2 córki - pierwsza, starsza z pierwszego związku męża ma 12 lat, druga nasza wspólna 5-latka. Ze starszą mam problem, już nie mam siły, ciągłe pyskowania dokuczania młodszej córce, minki, fochy itp. itd. doprowadzają do szału. Jakby tego było mało, mieszkam z teściową, która ciągle broni tej starszej (mówiąc jaka ona jest biedna, bo chowana bez mamy) i w jej obecności potrafi wypowiadać "cuda", albo za plecami przeprowadzać różne konspiracje. Jeszcze do tego wszystkiego dochodzi mamusia starszej, która na stałe wyprowadziła się do Szwecji, a próbuje uczyć nas jak mamy wychowywać jej córeczkę, nie wspominając, że ciągle spóźnia się z alimentami. Jak starszej jest źle dzwoni do mamusi i się skarży, na co matka wydzwania do nas i się "nadziera" co my wyprawiamy z jej córeczką - masakra. Jestem strzępkiem nerwów. Kłócę się z mężem, z teściową - czuje się jak intruz w domu, jak tam wchodzę to na samo wejście mam nerwa. Co robić? Obecnie jestem w 3. miesiącu ciąży, nie powinnam się złościć, ale to jest silniejsze. Ja też nie zostaje bez winy, przyznaję, że czasami przesadzam. Jak to zmienić? Boję się o swój związek… Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nie widzę sensu życia - co mam robić?

Nazywam się Klaudia i mam 14 lat. Mam nerwicę i podejrzewam również depresję. W domu potrafię rzucać nożami, nie widzę sensu życia. Moja mam się mną nie interesuje, tata też, ale to wszystko przez niego. On zdradził mamę, a teraz...

Nazywam się Klaudia i mam 14 lat. Mam nerwicę i podejrzewam również depresję. W domu potrafię rzucać nożami, nie widzę sensu życia. Moja mam się mną nie interesuje, tata też, ale to wszystko przez niego. On zdradził mamę, a teraz chce do niej wrócić. Wybaczyłabym mu, ale nie mogę. Jakiś czas temu około tygodnia, dwóch słyszałam jak kochał się z inną kobietą. Okropnie się czułam. Od jakiegoś czasu zamieszkał u nas, nie byłoby nic w tym złego. On nie przestał kochać tej kobiety. Mówię mamie o tym, ale ona nie chcę mnie słucha. Wczoraj mamie powiedziałam, że mam nerwicę ona powiedziała: "Ok, porozmawiamy w domu". Dziś jej powiedziałam, że mamy razem porozmawiać, ona nic i powiedziała, że nie będzie ze mną rozmawiała, bo to nie ma sensu. Myślę, że tata ją buntuje. Mama jest w nim zakochana na zabój i nie widzi tego, że on ją zdradza. Coraz bardziej źle się czuję. Codziennie kuje mnie w sercu, aż się zwijam z bólu, żołądek też mnie boli. Nie mam nikogo aby się wyżalić. Dosłownie nikogo. Tata wczoraj wszedł do pokoju i chciał mój telefon, bo chciał zadzwonić, ale ja mu nie dałam, bo mam mało kasy i wtedy mnie uderzył. Mówiłam o tym mamie, a ona mi nie wierzy. Nie mogę jej przemówić do rozsądku. Myślę, że mi ktoś pomoże. Kiedyś myślałam o samobójstwie albo o ucieczce z domu. Naprawdę nie wiem jak z nią porozmawiać. Mówię jej o wszystkim, ona mi wierzy, a potem, na drugi dzień, już nie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego potrzebuję ludzi, mimo że ich nie lubię?

  Mam 20 lat, mieszkam w Katowicach. Obecnie studiuję zaocznie politologię, co mnie w ogóle nie satysfakcjonuje. Wybrałem ten kierunek, bo wydawało mi się, że to właśnie potrafię. Jednak się chyba trochę przeliczyłem. Jestem całkiem wesołym, nawet inteligentnym chłopakiem. Dla...   Mam 20 lat, mieszkam w Katowicach. Obecnie studiuję zaocznie politologię, co mnie w ogóle nie satysfakcjonuje. Wybrałem ten kierunek, bo wydawało mi się, że to właśnie potrafię. Jednak się chyba trochę przeliczyłem. Jestem całkiem wesołym, nawet inteligentnym chłopakiem. Dla wielu jestem takim, cyt.: "fajnym, imprezowym gościem", z którym można się zabawić, pogadać, pośmiać. Mam wielu znajomych, którzy cieszą się z mojego towarzystwa, tak przynajmniej mówią. A jednak, ja sam ze sobą nie wytrzymuję. Kiedy siedzę sam, nie potrafię się dobrze czuć. Czuję, że boli mnie wszystko w środku, wzrusza bądź straszliwie złości mnie prawie wszystko. Wykańczam się psychicznie. Nie mogę w nocy spać, kładę się wcześniej, ale nie zasypiam, a jak uda mi się nad ranem zasnąć to mam potem problemy ze wstawaniem. Zdarzają się okresy, że nie mogę jeść przez kilka dni, choć chcę coś zjeść to się nie da. Męczy mnie każdego wieczora perspektywa nowego dnia przede mną. W zeszłym roku straciłem przyjaciela. Przez swoją własną głupotę. Byłem bardzo zaborczy, tzn. opowiadałem wszystkie swoje problemy, oczekiwałem wsparcia, wiecznej opieki psychicznej, ciągle chciałem przebywać w jego towarzystwie. Często było tak, że ciągle opowiadałem swoje, nie pytając jak on się czuje. Wydawało mi się to normalne. W końcu nasze kontakty się urwały - urwał je mój przyjaciel mówiąc, że to była przyjaźń jednostronna (tj. on był przyjacielem dla mnie, ja dla niego nie), że on wiedział o mnie wszystko, a ja o nim prawie nic. Czy kiedykolwiek interesowałem się tym, co on robi? Teraz, od kilku już miesięcy, nie mam od niego żadnego znaku, nawet jednego słowa. Próbowałem przepraszać, naprawić - bez skutku. Myślę, że on nie wierzy w moją chęć naprawy sytuacji. Jestem uzależniony od ludzi. Tyle mogę stwierdzić na 100%. A jednocześnie ludzi nie lubię. Lubię tylko tych, których sam sobie wybiorę. Brakuje mi celu w życiu. Nie wiem co chcę robić, nie wiem kim chcę być, nie wiem czy w ogóle sobie poradzę. Na dzień dzisiejszy nie wiem nic. Zdarzają się dni, w których mam ochotę zamknąć się w pokoju i nie wychodzić przez tydzień. Wszystko i wszyscy mnie denerwują. Jeśli mi jakaś rzecz nie wychodzi, nie umiem czegoś zrobić - rzucam tym w ścianę. Ale wiem, że nie mogę się zamknąć, bo potrzebuję swoich znajomych. Nie potrafię się od nich odizolować, bo znowu zostanę sam sobie i znowu będę znosił i przeżywał to wszystko. Nie oczekuję pocieszenia i słów otuchy. Chciałbym po prostu wiedzieć, co mam zrobić, żeby czuć się lepiej. Chciałbym wiedzieć, co mi jest.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to jest molestowanie psychiczne?

Od 18 lat jestem mężatką. Niestety tak się złożyło, że mieszkam razem z teściowa. I tu jest właśnie mój problem. Ta kobieta nienawidzi mnie od pierwszych dni, kiedy pojawiłam się w tym domu. Jestem wyzywana od kur*w, brudasów, legatów...

Od 18 lat jestem mężatką. Niestety tak się złożyło, że mieszkam razem z teściowa. I tu jest właśnie mój problem. Ta kobieta nienawidzi mnie od pierwszych dni, kiedy pojawiłam się w tym domu. Jestem wyzywana od kur*w, brudasów, legatów i tym podobnych. Nawet przy moich dzieciach mówi o mnie kur*a. To tak w wielkim skrócie. Co powinnam lub co mogę w tej sytuacji zrobić, ponieważ mam już dość takiego ciągłego poniżania? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co mam zrobić, gdy nie widzę sensu życia?

Jestem młodą, 24-letnią kobietą. Na pozór mam szczęśliwe życie. Skończone studia, dobrze płatna praca, dobre perspektywy zawodowe. Ludzie postrzegają mnie jako młodą, ambitną i wiedzącą czego chce osobę. Z zewnątrz moje życie wygląda na poukładane i stosunkowo dobre. Ale ja...

Jestem młodą, 24-letnią kobietą. Na pozór mam szczęśliwe życie. Skończone studia, dobrze płatna praca, dobre perspektywy zawodowe. Ludzie postrzegają mnie jako młodą, ambitną i wiedzącą czego chce osobę. Z zewnątrz moje życie wygląda na poukładane i stosunkowo dobre. Ale ja postrzegam je jako pełne bólu, łez i smutku. Nie umiem znaleźć sensu, boję się, że moje życie nigdy nie będzie szczęśliwe... W domu nigdy nie znajdywałam wsparcia. Ojca nie znałam, a z mamą nigdy się nie rozumiałyśmy. Zawsze wszystko robiłam źle, zawsze za mało... Oceny miałam za słabe (średnia zawsze ponad 4,0), ale inni mieli lepsze. Cały czas słyszałam: jak ty się zachowujesz, jak stoisz, jak ty wyglądasz popatrz na innych. Gdy udawało mi się osiągnąć cel, wtedy cieszyła się razem ze mną, ale gdy coś mi nie wychodziło, słyszałam, że za mało się przyłożyłam, że na nic mnie nie stać, że nic nie umiem zrobić dobrze. Problemy jakie miałam zawsze były nieważne, zawsze przesadzałam, szukałam sobie wymówki. W kłótniach wiecznie słyszałam, że jestem idiotką, popaprańcem, że nie wie za co ją Bóg takim dzieckiem pokarał. Gdy mama coś dla mnie robiła, np. kupiła mi upragnione rolki, potem wyciągała to mówiąc, ja Ci daje co tylko mogę, liczyłam, że to docenisz, a ty nawet nie możesz się przyłożyć do nauki... Tak jakby wszystko robiła oczekując w zamian czegoś ode mnie, nigdy żeby po prostu sprawić mi radość. Gdy problemy się nawarstwiały i zmarł mój ojciec (zdałam sobie sprawę, że nigdy nie będzie go przy mnie) zaczęłam wagarować, wpadłam w złe towarzystwo. Mama mi pomogła wtedy, żeby nie wyrzucono mnie ze szkoły, ale od tej pory nigdy nie pozwoliła mi zapomnieć, że popełniłam błąd. Mimo iż znów zaczęłam się uczyć, dostałam się do dobrego liceum, a potem na studia to i tak nie mogłam spotykać się za znajomymi, nie mogłam iść na piwo czy wyjść do kina. Ewentualne moi znajomi mogli przyjść do mnie, nigdy ja do nich. Miałam być w domu, pod czujnym okiem mamy. Moja mama kontrolowała wszystko w moim życiu, nie spotykałam się ze znajomymi, nie chodziłam na 18-tki, nie miałam chłopaków, bo ciężko było wytłumaczyć, że mam 20 lat i dalej mama nie pozwala mi wyjść z domu. Nie mogłam nawet obciąć włosów czy kupić sobie takiej bluzki jak chciałam. Wszystkie decyzje podejmowała ona, a gdy się sprzeciwiałam po prostu biła. Miałam myśli samobójcze, zastawiałam się jak się zabić, kilka razy połykałam tabletki ale chyba nie miałam odwagi zrobić tego porządnie, bo tylko zasypiałam. Gdy się cięłam, czułam ulgę, jakby cała złość i bezradność na chwile mijały. Gdy skończyłam studia, dostałam dobrą pracę i wyprowadziłam się do innego miasta. Relacje w domu poprawiły się w pewnym sensie, dalej nie otrzymuje wsparcia, ale sama decyduje o moim życiu i nie słyszę codziennie, jaka jestem beznadziejna. Moja mama straciła prace, wiec zarabiam na nas obie i finansowo też jest coraz ciężej. Myślałam, że wyprowadzka wszystko zmieni, ale dalej nie potrafię znaleźć miłości, zaufać ludziom czy cieszyć się życiem, a do tego dochodzą wspomniane problemy finansowe. Boję się, co zrobię gdy skończą mi się oszczędności, a moja pensja nie wystarczy by utrzymać nas obie. Boje się, ze wciąż jestem sama. Nigdy z nikim nie byłam a i teraz nie mam szczęścia w miłości. Patrzę na ludzi wokół, którzy wspólnie planują życie i dzielą problemy i popadam w depresje czy ja kiedyś doświadczę czegoś podobnego. Bo w moim życiu łatwo popadam w związki na jedna noc, łudząc się ze coś z tego będzie... Mam wrażenie, że nie szanuję samej siebie, ale tak bardzo pragnę bliskości i czułości, że często w danej chwili zapominam, że jedna noc nic nie zmieni w moim życiu. Znów wracają myśli, po co tu jestem, czy moje życie ma sens, jak znaleźć szczęście i czy przypadkiem nie jestem pomyłką na tym świecie…

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Chciałem się zabić - czy problem jest we mnie?

Mam 15 lat, w marcu skończę 16. Mieszkam z rodzicami i o 2 lata starszym ode mnie bratem. To on jest źródłem mojego problemu. Od kilku lat nie daje się z nim żyć. Poszedł do zawodówki i zarabia już jakieś...

Mam 15 lat, w marcu skończę 16. Mieszkam z rodzicami i o 2 lata starszym ode mnie bratem. To on jest źródłem mojego problemu. Od kilku lat nie daje się z nim żyć. Poszedł do zawodówki i zarabia już jakieś pieniądze, więc myśli, że jest ważniejszy ode mnie. Nie powiem, że zawsze jest taki, bo niekiedy da się z nim normalnie pogadać, ale ja już tego nie potrafię. Gdy tylko mnie woła, bym coś zobaczył, albo aby mnie o coś spytać, to nasza rozmowa kończy się na mojej króciutkiej odpowiedzi. Nie rozmawiam z nim, unikam go po prostu. Ale co on takiego robi? Może to i małe sprawki, ale złączone w całość przez kilka lat, mogą dokopać. Na przykład, siedzę w pokoju z rodzicami, rozmawiamy, oglądamy telewizję lub robimy cokolwiek innego, wchodzi brat, też się włącza do rozmowy i po chwili mnie obrazi, że mam "mordę, jak pasztet", albo "skośne oczy, jak bandzior". Żeby nie było - nie jestem chińczykiem ani nie mam w jakikolwiek sposób skośnych oczu :D. Inna sytuacja, rozmawiamy tak jak w poprzednim wypadku, a on nagle zaczyna żartować sobie na mój temat. Ostatnio było coś takiego: "wiesz, mam dla ciebie laskę. Mogę cię umówić, chcesz?" No dobra śmieję się, ale po chwili on dodaje: "też ma taką mordę jak ty". W pokoju mamy jeden komputer - przepraszam, że zejdę do problemu, który pewnie ma większość nastolatków, ale wydaje mi się, że tutaj też nie zachowuje się on wobec mnie dobrze. Przychodzę ze szkoły (on z pracy częściej przychodzi wcześniej, więc wtedy nie ma tej sytuacji, bo po prostu usiądzie pierwszy i siedzi do wieczora) i gdy trafi się, że ja jestem wcześniej, to szybko włączam komputer, by sprawdzić pocztę, poczytać, posłuchać muzyki i załatwić wszystkie sprawy, które chciałem, a jak nie zdążę, przed przyjściem brata, to zapewne będę musiał poczekać do grubo po północy, albo do następnego dnia. A więc gdy on przychodzi to po prostu jego pierwsze słowa do mnie: "musisz zejść" albo "zejdź", a nawet "złaź". Zazwyczaj mówię, że za chwilę, albo schodzę od razu, bo inaczej mam piekło. Dzisiaj na przykład byłem pół godzinki od przyjścia ze szkoły i on od razu jak przyszedł chciał, bym zszedł. Powiedziałem, że nie mogę, za godzinkę tak, ale teraz nie – wiadomo, byłem poirytowany, a on mówi, że go to nie obchodzi, on musi wejść. I wyłącza z gniazdka. Zdenerwowałem się i powiedziałem, że też będę wyłączał, ale nie robiłem tego (nie chcę być taki jak on). Wtedy właśnie nastąpił ten kryzys - ze złości miałem łzy w oczach. Przyznam się, że przez niego wyrosłem na dość nerwowego nastolatka. Kłóciliśmy się, ja że się go nie boję, a on, że mi ząbki powybija kiedyś. To wykrzyczałem, że nie wstanie z łóżka, bo go zabije w nocy - wiem, że bym tego nie zrobił, ale to z nerwów. Wiem, wiem - taka błahostka. Głupi komputer, mogłem po prostu zejść, jak zawsze. Teraz żałuję, choć nadal uważam, że to jego wina. To właśnie dzisiaj, po tej sytuacji i rozmowie z matką, która trzymała moją stronę, ale strasznie słabo, nic nie zrobiła, tylko po prostu mówiła - wybiegłem z nożem za dom. Chciałem ze sobą skończyć, ale nie mogłem. Mam swoje marzenia, dla których chcę żyć, ale boję się, że nie wytrzymam w tym domu dłużej. Ojciec jak zawsze w pracy, mama do niego dzwoniła po tym co się stało, ale braciszek naopowiadał co chciał i on jak zawsze trzyma jego stronę. Nawet przed chwilą słyszałem, jak się na mój temat kłócą. Mam dość, są takie chwile. Te wymienione sytuacje, to procent. Ale zawsze jak myślę, co on tak na prawdę mi zrobił, zwykle myślę o tym po jego "wybryku" i naskoczeniu na moją osobę - wtedy nie mogę sobie nic przypomnieć, choć wiem, że cierpię przez niego prawie każdego dnia. Nie wiem, czy to moja podświadomość już wszystko tłumi? Nie chcę, by to kiedyś wybuchło i bym na prawdę to zrobił - zabił się. Czy problem jest we mnie? Kto ma rację? Ja czy brat? Problem na pewno jest we mnie, bo przecież mam myśli samobójcze no i te myśli o zabiciu jego. Ale myślę, że nie zabiłbym go. raczej siebie. Pomóżcie, napiszcie, co mogę zrobić, albo czego nie robić. Mam go unikać? Nie chcę z nim rozmawiać. Nie chcę, by znowu mnie obrażał i wywoływał cierpienie. Chciałbym się wyprowadzić, ale mam 15 lat. Mam nadzieję, że za rok, gdy on skończy 18 - opuści nasz dom.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co robić, kiedy przez matke tracę wiarę w sens życia i możliwość bycia szczęśliwym?

  Witam, mam 17 lat. Po raz pierwszy dzielę się takim problemem z kimś, więc proszę o wyrozumiałość. Temat tyczy się relacji moich z moją mamą. Od momentu jak zacząłem chodzić do szkoły średniej relacje się pogorszyły. Moje oceny zaczęły...

  Witam, mam 17 lat. Po raz pierwszy dzielę się takim problemem z kimś, więc proszę o wyrozumiałość. Temat tyczy się relacji moich z moją mamą. Od momentu jak zacząłem chodzić do szkoły średniej relacje się pogorszyły. Moje oceny zaczęły spadać, lecz nie drastycznie. Kiedyś, rozmawiając z mamą na temat ocen (jeszcze w gimnazjum), powiedziała mi, że jeśli będzie widzieć, że się uczę nie będzie miała problemu z tym, że dostałem 1 z danego przedmiotu, lecz jak mam jej pokazać, że mi zależy żeby się uczyć, że się uczę codziennie? Jak mam jej pokazać to, że mi na niej zależny jak dla mnie jedynym wyjściem od jej ciągłych krzyków, pretensji i nadmiernych wymagań jest skrzywdzić siebie lub po prostu popełnić samobójstwo? Nie wiem dlaczego, ale coraz częściej o tym myślę. Widzę rodziców, którzy potrafią zaakceptować to, jaki syn jest i jakie ma oceny. Poza tematem szkolnym są również problemy z relacjami gdy mówimy o swoich poglądach. Obydwoje mamy ciężkie charaktery, ale powinniśmy moc się komunikować. Ja czuję w tym momencie między nami przepaść, której nie da się połączyć żadnym mostem. Chciałbym z nią porozmawiać, powiedzieć jej co mnie boli, że ciągłe krzyki to nie jest sposób, lecz ona wtedy na to "nie pyskuj gnoju, gdybym nie miała powodu to bym nie krzyczała, widzę cię tylko na komputerze". Ciągłe kary i krzyki to nie sposób, dlatego biorę tabletki uspokajające bez jej wiedzy, bym nie miał większych problemów. Stad pytanie: jak mam mnie widzieć inaczej, skoro wraca z pracy o godz. 20, a ja szkołę kończę o 14 i od razu się uczę? Proszę o poradę: jak mam odbudować nasze relacje? Wydaje mi się, że moje życie traci sens, że lepiej jest po drugiej stronie...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak zachowywać się wobec toksycznych rodziców?

Przeczytałam ostatnio książkę Susan Forward "Toksyczni rodzice", ponieważ od zawsze martwiło mnie zachowanie moich rodziców wobec mnie. Od zawsze byłam nazywana przez nich głupią, nienormalną, bezwartościową, co gorsza, im więcej miałam lat wyzwiska zmieniły się na gorsze. Potrafili...

Przeczytałam ostatnio książkę Susan Forward "Toksyczni rodzice", ponieważ od zawsze martwiło mnie zachowanie moich rodziców wobec mnie. Od zawsze byłam nazywana przez nich głupią, nienormalną, bezwartościową, co gorsza, im więcej miałam lat wyzwiska zmieniły się na gorsze. Potrafili uderzyć mnie za nic. Kłamali, wpierali mi, że rzeczywistość jest inna. Matka wyzywała mnie, że się puszczam, choć nigdy na to nie zasłużyłam. Kiedy tylko skończyłam 18 lat ucieszyłam się, że mogę zacząć studia w obcym mieście. Niestety ich kontrola nie zmieniła się. Szantaże emocjonalne, pieniężne, kłótnie. Bardzo przeżywałam każdy telefon od mojej matki. Niestety cały czas pokazywała mi jaka to jestem od niej zależna. Rok temu powiedziałam im, że się zaręczyłam. Za pół roku wychodzę za mąż. Oni mają włożyć pewien wkład finansowy. Teraz wszystko czego ode mnie chcą, motywują "albo to zrobisz, albo nie będzie wesela, albo nie dostaniesz na życie". Ostatnio kazali mi udokumentować, że studiuję, bo stwierdzili , że mi w ogóle nie ufają. Powiedziałam, że moje słowo powinno wystarczyć - przestali się do mnie odzywać, nie ma żadnego kontaktu od miesiąca, no i oczywiście zero pieniędzy od nich. Wysłałam im zaświadczenie z uczelni, że studiuję - nic nie dało. Boję się, że nie dadzą mi pieniędzy na wesele (choć zapłacili za zaliczki) i nie odezwą się do mnie już nigdy. Nie wiem co mam zrobić w tej sytuacji. Gdybym nie potrzebowała ich pomocy finansowej, może nie musiałabym się tak martwić, choć i tak boli, że nie chcą utrzymywać ze mną kontaktu. Wiem, że cała sytuacja jest chora, ale jeśli ktoś może mi pomóc, to będę bardzo wdzięczna. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co robić, bo moje życie traci sens i chcę popełnic samobójstwo?

Witam, mam 14 lat i od jakiegoś czasu zaczęłam tracić sens życia. Od tego się zaczęło, że pokłóciłam się z moimi dwiema przyjaciółkami z powodu, że je dużo razy okłamywałam, dlatego, że za każdym razem kiedy chciałam im powiedzieć prawdę...

Witam, mam 14 lat i od jakiegoś czasu zaczęłam tracić sens życia. Od tego się zaczęło, że pokłóciłam się z moimi dwiema przyjaciółkami z powodu, że je dużo razy okłamywałam, dlatego, że za każdym razem kiedy chciałam im powiedzieć prawdę o mnie coś mnie zatrzymywało i nie chciałam im powiedzieć prawdy, więc kłamałam. Kiedy one się o wszystkim dowiedziały, to żeby się usprawiedliwić znów zaczęłam je okłamywać, ale wcale tego nie chciałam. Napisały mi co o mnie naprawdę myślą, czyli że jestem wredną, egoistyczną małpą, która myśli tylko o sobie i że moje całe życie jest zakłamane i idiotyczne (ja tak nie myślę). Kiedy nie przyszłam do szkoły one zaczęły wszystkim opowiadać, że zmyślałam różne rzeczy i że jestem egoistą, wredną cip... itd. i następnego dnia, kiedy weszłam do szkoły, wszyscy na mnie krzywo patrzyli, nikt się do mnie nie odzywał i omijali z daleka, później jak wracałam do domu autobusem wszyscy mnie obgadywali, mówili, że jestem kur..., cip... :(. Skończyło się tak, że się popłakałam i do tej pory tak jest codziennie. Proszę powiedźcie co mam robić, bo myślę o samobójstwie, nie daję sobie z tym wszystkim rady - co mam robić? :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak uwolnić się od toksycznej zależności z matką?

Mam taki problem, że moja matka ciągle mnie niańczy, po prostu wtrąca się w każde konstruktywne działanie i krytykuje wszystkie dodatnie działania. Kiedy siadam do książki, lub podręcznika, przychodzi co 5 minut opowiadać mi o tym co nie jest zrobione,...

Mam taki problem, że moja matka ciągle mnie niańczy, po prostu wtrąca się w każde konstruktywne działanie i krytykuje wszystkie dodatnie działania. Kiedy siadam do książki, lub podręcznika, przychodzi co 5 minut opowiadać mi o tym co nie jest zrobione, krótko mówiąc: zawraca tyłek. Kiedy posprzątam ładnie wszystko, a'la błysk totalny, przyjdzie do domu z pracy i będzie krytykować, opowiadać dołujące historie, kiedy szukam tylko trochę zrozumienia. Kiedy proszę o pomoc w nauce, przyjdzie wprowadzi mnie w stres, zdemotywuje każdym sposobem, jak powiem, że wcale mnie nie inspiruje i że jak ze mną zasiada mi "pomóc" czuje, że nic nie osiągnę i wszystko jest trudne i nieopanowalne, to opowiada mi, co to nie ona miała jak się uczyła, jakie problemy, trudności, cała historia jej życia rzucona mi w twarz jak ścierka. Poszedłem do pracy, wtedy przestała mnie karmić, bo powiedziała, że sam sobie teraz mam załatwiać wszystko, bo jestem dorosły. Rzuciłem prace po dwóch tygodniach i wtedy dostałem zastrzyk miłości, radości i jedzenia. Zbiłem niedawno lustro, uśmiechnęła się promiennie i przyniosła mi hamburgera. Zaspokaja tylko i wyłącznie moje potrzeby fizyczne. Jestem pewny, że cierpi na osobowość desytrukcyjną. Nie chce tak żyć i czuje się jak na kajdankach. Moi rodzice rozwiedli się dawno temu, wychowywałem się z matką, zawsze myślałem, że chce dla mnie dobrze. Kiedy mówię jej o swoich uczuciach, pyta kiedy się wyprowadzę. Kiedy przychodzę z sercem na dłoni obraca się i idzie zrobić obiad, chociaż siedziała przed telewizorem i nic nie robiła. Powiedziałem jej o wszystkim z całkowitą szczerością i próbowałem z wrogością i próbowałem z przyjacielskością, wszystko na nic. Dzisiaj wiem, że mój ojciec po prostu uciekł od niej. Ona jest mistrzynią manipulacji i dosłownie nabuntowała kiedyś całą rodzinę przeciwko mnie, delikatnie zrzucając na mnie całą winę tego świata, aby wszyscy w to uwierzyli. Było to niedługo po rozwodzie moich rodziców, jeszcze wtedy chodziłem do szkoły i w miarę się uczyłem, ale bardzo dokuczali mi rówieśnicy, a ja nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Patrząc po coraz niższym standardzie naszego życia stwierdzam, że nie będzie lepiej. Kiedyś szukałem pomocy u rodziny, ale nabuntowani rugali mnie za wszystko, przez co prawie zerwałem kontakty z rodziną. Potem zacząłem mieć bardziej patologiczne towarzystwo. Nauczyło mnie to więcej hartu ducha. Otworzyłem się na świat i zrozumiałem, że moi szkolni gnębiciele wcale nie byli źli, tylko ja źle postępowałem. Ciągle chodziłem z dołem i wyżywałem się na wszystkich. Oddychać zacząłem kiedy zaczęły się poważniejsze problemy w szkole i zawalone lata. Zawsze dostawałem wtedy wszelkie pocieszenie od matki jakiego tylko można oczekiwać. Kiedy mówiłem jej o jej złym podejściu wobec mnie to po chwili rozmowy powtarzała te same frazy "to, że jak ojciec cię lał, a ja stawałam w twojej obronie to byłam zła" albo "tobie się w dup*e poprzewracało" albo inne "bo za dobra byłam, trzeba było cały czas cię za mordę trzymać", do dziś je powtarza tylko w zmienionej formie. Ona uważa, że wszystko robi dobrze. Przed wszystkimi udaje dobrą, wspaniałomyślną. Ćwierka i opowiada jak jej się co to nie udało w takiej lub takiej sprawie, nawet jeśli odniosła zupełną porażkę. Po prostu zawsze wszyscy wierzyli mojej matce, a nie mi. Zawsze znała wszystkie moje porażki jakby uczyła się ich na pamięć. Mogłaby je wypowiedzieć wszystkie jak ze śpiewnika. Ja bez sensu chodzę przypominając sobie swoje porażki i myślę jak je poprawić, przez 70% roku mam poczucie winy, zawsze mówię "coś źle znowu zrobiłem, wszystko zawsze muszę zrujnować". Jak się kłócimy często mówi, żebym "wy*ierdalał do pracy" i że jestem nierobem, ale nie jestem nierobem. Pracowałem na wykończeniówce, co roku pracuje z dziadkiem na wsi i jakoś jest, ale to nie metoda pełnego dorosłego życia. Mam 21 lat, jestem w drugiej liceum i czuję, że już nic nie mogę zrobić ze swoim życiem i będzie tylko gorzej. Czasem się budzę z przysłowiową "ręką w nocniku" i zdaję sobie sprawę z tego co się ze mną dzieje, ale nadal nie wiem co mam ze sobą zrobić. Ciągle czuje się jak na kajdankach i najgorsze, że z jednej strony chce się uwolnić, a z drugiej jest mi dobrze, a kiedy myślę, że mi z tym dobrze to czuje się jeszcze gorzej z tym jak żyję i że większości moich rówieśników powodzi się lepiej ode mnie, są szczęśliwsi. Sytuacja jest tak magicznie zasupłana, że nie wiem co mam zrobić. Wiem, że kiedy będę postępował odpowiedzialnie i konstruktywnie to dostanę za to karę dla "mojego dobra", jeśli wstaję wcześnie rano to jest wrzask i awantura z ładunkiem psychicznym jakbym kogoś zamordował (generalnie nigdy nie wiem za co, tłumaczę to sobie, że za darmo), dlatego prowadzę tryb raczej nocny i dużo siedzę przed kompem. Przez lata tego nie rozumiałem. Teraz jestem dorosły... a może stary i dalej siedzę w kołysce, a do tego z dwoma rękami w nocniku, bo nie mam wykształcenia ani doświadczenia zawodowego, bo pracowałem "na czarno", żeby mama miała korzystne rozliczenie z podatku.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak uwolnić się od nadopiekuńczej matki?

Dzień dobry, Mam 22 lata moja mama na każdym kroku mnie kontroluje, we wszystko się wtrąca. W domu muszę być punkt 12, niechętnie patrzy gdy wychodzę do baru, według niej to niestosowne. Najchętniej wszystko załatwiała by za mnie, bo uważa,...

Dzień dobry, Mam 22 lata moja mama na każdym kroku mnie kontroluje, we wszystko się wtrąca. W domu muszę być punkt 12, niechętnie patrzy gdy wychodzę do baru, według niej to niestosowne. Najchętniej wszystko załatwiała by za mnie, bo uważa, że zrobi to lepiej niż ja. Wypomina mi, że do niczego się nie nadaję. Jestem w związku z chłopakiem ponad 2 lata, ona go nie cierpi najchętniej by nas rozdzieliła, uważa, że robię wszystko tak jak on chce, a to nie prawda. My się świetnie dogadujemy i bardzo kochamy. W jej głowie rodzą się jakiej urojone wyobrażenia. Nie powiem, bo też mam swoje wady, nie raz traciła do mnie zaufania, ale człowiek był młody i nieodpowiedzialny. Uważa, że to wina tego chłopaka, bo z nim jestem, a to nie prawda. Najchętniej trzymała by mnie w domu podsłuchując nasze rozmowy. Nie może u mnie siedzieć dłużnej niż do 12 godz. nie mówiąc już o wspólnym wyjeździe na 2 dni i spaniu w hotelu, bo będziemy tam robić nie wiadomo co. Proszę o pomoc, nie wiem jak od tego się uwolnić ;(.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak uwolnić się od wpływu matki?

Witam! Mam 30 lat. Moje dzieciństwo to głównie kłótnie między rodzicami, bijatyki i wyzwiska. Nam, dzieciom, nigdy nie okazywano miłości. Mam wrażenie, że moja mama do dziś wstydzi się mnie, zawsze porównywała do innych i chciała żebym była taka jak...

Witam! Mam 30 lat. Moje dzieciństwo to głównie kłótnie między rodzicami, bijatyki i wyzwiska. Nam, dzieciom, nigdy nie okazywano miłości. Mam wrażenie, że moja mama do dziś wstydzi się mnie, zawsze porównywała do innych i chciała żebym była taka jak ten ktoś. Od 10 lat nie mieszkam z rodzicami, ale i tak mam wrażenie, że moja matka ma na mnie ogromny wpływ. Bardzo długo, nawet jak miałam już własną rodzinę, mówiła jak mam żyć i co robić. Kiedy się na coś nie zgadzałam była złośliwa i wredna. Unikałam z nią kontaktów, ale odkąd urodziłam córkę (2 lata temu) zaczęła częściej pojawiać się w moim życiu. Jej wizyty skierowane są głównie do mojej córki, a mnie traktuje raczej jak przeszkodę, którą próbuje pokonać. Nie szanuje mnie, złośliwie komentuje to co mówię do córki, próbuje umniejszać moją rolę jako matki (mówi do córki, że matka nie jest jej potrzeba, że nie jestem taka niezastąpiona). Mój ojciec jest raczej bierny, choć nie obce są mu złośliwe komentarze (np. jak postanowiliśmy z mężem zrobić Wigilię sami, we własnym domu, to podczas rozmowy z moją córką powiedział do niej: "To ja po Ciebie przyjadę, a matka niech sobie sama spędza Wigilię"). Nie lubię ich wizyt i nie umiem rozgraniczyć mojej relacji z matką i relacji mojej córki z babcią. Nie chcę żeby moi rodzice mieli na nią wpływ, nie chcę żeby próbowali przekazywać jej jakieś wartości, bo nie odpowiadają one moim wartościom. Generalnie postępuję zgodnie z własnymi przekonaniami, ale gdzieś we mnie tkwi uraz z dzieciństwa, z którym nie umiem sobie poradzić i który nie pozwala mi tak do końca cieszyć się z tego co mam, z rodziny jaką stworzyłam. Jakiś czas temu chciałam z matką porozmawiać na temat jej postępowania z córką, chciałam jej powiedzieć, żeby nie wyrażała się o mnie źle przy dziecku, żeby mnie szanowała, ale obraziła się i rozłączyła. Jak mam sobie z tym poradzić?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak prowadzić relacje z przyjaciółką chorą na hipomanię?

Witam,   Jestem 26-letnim mężczyzną. Jakiś czas temu poznałem w szpitalu, odwiedzając swoją mamę, jej 22-letnią dziewczynę, nazwę ją tutaj Basią, która była tam pierwszy raz. Jest chora na hipomanię. Porozmawialiśmy ze sobą, coś między nami zaiskrzyło. Zaczęliśmy...

Witam,   Jestem 26-letnim mężczyzną. Jakiś czas temu poznałem w szpitalu, odwiedzając swoją mamę, jej 22-letnią dziewczynę, nazwę ją tutaj Basią, która była tam pierwszy raz. Jest chora na hipomanię. Porozmawialiśmy ze sobą, coś między nami zaiskrzyło. Zaczęliśmy ze sobą pisać, dzwonić do siebie. Właściwie to było już nawet wcześniej, lecz w mniejszych proporcjach, jeszcze przed moją wizytą tam. W sumie to moja mama chciała nas ze sobą poznać. Miałem mieszane uczucia, ale pomyślałem, czemu nie? Basia wyszła ze szpitala. Poznawaliśmy się dość szybko. Ona powiedziała mi o swojej życiowej traumie. Była bardzo długo z chłopakiem, który traktował ją w wielu aspektach źle. Także w relacjach seksualnych, chciałbym uniknąć tutaj pisania szczegółów, więc ogólnie ich relacje intymne opierały się na tym, że to on tylko i wyłącznie czerpał z nich przyjemność fizyczną. Dla mnie to była tak chore, że aż mało wiarygodne, ale nie miałem powodów żeby jej nie uwierzyć. I w to wierzę. Do jej zachorowania przyczyniły się także śmierć i choroba bliskich osób w podobnym czasie, ale wydaje mi, że geneza tego wszystkiego leży w jej kontaktach właśnie z chłopakiem. Niestety nigdy nie powiedziała tego lekarzowi, komukolwiek, broniąc tak jakby swojego chłopaka... Tak się złożyło, że nie mogłem przejść obok tego obojętnie. Bardzo chciałem jej jakoś pomóc. To dziwne, ale w jakimś sensie zobaczyłem w niej obraz swojej mamy z przed lat. Człowiek, z którym była odarł ją z kobiecości. Chciałem w niej to przywrócić. Podoba mi się średnio, ale odkładając na bok mój typ urody kobiety, zobaczyłem, że jest atrakcyjna, kobieca. Pisaliśmy na różne tematy, także z podtekstami erotycznymi, nie były to oczywiście jakiś wyuzdane opisy, ale było to pisane na poziomie (tak subiektywnie uważam przynajmniej). Nie przeszkadzało mi to, choć trochę dziwiło, bo znamy się około 2 miesięcy dopiero, ale chciałem jej pokazać, że w każdej sferze powinna się czuć jak 100% kobieta. Dało mi to jednak trochę do myślenia, jaką tak naprawdę kobietą ona jest. W każdym razie zrobiła się bardzo szczęśliwa, zaczęła odbudować swoje znajomości zniszczone przez jej byłego chłopaka, po prostu zaczęła żyć pełnią życia młodej dziewczyny. Jej stan cieszy mnie. Robiłem to bezinteresownie, nie dlatego, żeby czerpać z tego jakieś profity, w tym seksualne, choć przez myśl mi to przeszło, bo jestem tylko facetem. Nie mógłbym jej tego zrobić. Powiedziałem jej, że takie rzeczy powinna mieć tylko w miłości. Ona na szczęście zdaje sobie z tego sprawę. Ta nasza relacja sprawiła, że po prostu chyba zakochała się w mnie. Wiem o tym, bo zwierzyła się z tego mojej mamie, która ją bardzo lubi i vice versa. Darzę ją ciepłym uczuciem, ale nie jestem przekonany, że chciałbym wejść z nią w bliższy związek. Biorąc pod uwagę to, że odkąd pamiętam były problemy ze zdrowiem mamy, myśl, że mogę to mieć także ze swoją kobietą trochę mnie przeraża. Nie chcę zerwać z nią kontaktu. Nie przekreślam jej całkowicie, ale ona musi udowodnić, że nie będzie wracać już do szpitala, czyli pilnować się w kwestii swojego zdrowia. A na to trzeba czasu, dużo czasu. Chciałbym z nią trochę ograniczyć kontakty, zmniejszyć ich intensywność, zobaczyć co przyniesie czas. Ona odczuła to tak, że jej zupełnie nie chce. Mówiła, że nie mogę jej tego zrobić (zostawić), nie mogę jej odebrać tego wszystkiego co wniosłem w jej życie… Boję się, że przez moje nieprzemyślane słowa jej stan zdrowia pogorszy. Nie chce się przyczynić do pogorszenie jej stanu zdrowia, czy powrotu do szpitala. To byłaby tragedia dla nas obojga, ale mimo wszystko chciałbym jej uświadomić, że nasze relacje powinny być bardziej na stopie koleżeńskiej/przyjacielskiej i że trzeba czasu, żeby mogły przekształcić się w coś więcej. Nie wiem w jaki sposób dawać jej to do zrozumienia, małymi kroczkami, nie raniąc jej. Jakie podejście przyjąć? Nie powiem przecież, że to przez jej chorobę jej nie chcę. Fakt, boję się trochę tego, ale uważam, że jej stan zdrowia nie może odebrać jej szczęścia. Gdybym tak zrobił, ona zaczęła by patrzeć na siebie bardzo negatywnie, czego oczywiście nie chcę. Chciałbym też żeby stała się bardziej asertywna (jej związek pokazał mi, że jej tego kompletnie brak) i otwarta (jest dość małomówna, przynajmniej w kontaktach ze mną). Powiedziałem, żeby porozmawiała o tym ze swoim psychologiem. Sam nie wiem, czy robię dobrze sugerując jej takie rzeczy, nie chcę jej urazić, ale ja nie chcę już tak mocno ingerować sam w jej psychikę, jeśli można to tak określić. Ostatnio myślę, że popełniłem błąd zaczynając takie relacje, ale to było silniejsze ode mnie, niestety. To wszystko wydaje mi się teraz bardzo trudne. I jej choroba, hipomania, czy jest uleczalna? Musi brać tabletki do końca życia? Na jakie rzeczy muszę uważać w kontaktach z Basią, żeby ograniczyć możliwość nawrotu jej choroby? Proszę o jakieś odpowiedzi, choć wiem, że ta sprawa jest bardzo skomplikowana. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, aby zmniejszyć wymagania mamy?

Moja mama ciągle na mnie krzyczy o byle co. Moja młodsza siostra uderzy się, bo biegła, a mama mówi, że to moja wina, bo jej nie pilnowałam. Dziś zrobiła mi aferę, bo cytryna się zepsuła i musiała ją wyrzucić, a...

Moja mama ciągle na mnie krzyczy o byle co. Moja młodsza siostra uderzy się, bo biegła, a mama mówi, że to moja wina, bo jej nie pilnowałam. Dziś zrobiła mi aferę, bo cytryna się zepsuła i musiała ją wyrzucić, a ja mogłam np. wypić herbatę z tą cytryną zanim się zmarnowała. Jest jeszcze wiele takich sytuacji. Ale jest jeszcze jedno. Gdy moja 6-letnia siostra coś np. narysuje i zrobi przy tym bałagan w całym domu, bo kredka spadła jak niosła, nie udał się rysunek etc. To mama ją tylko chwali, a ja muszę sprzątać po niej. Albo np. nie ma chleba, mówię to mamie, a ona na to, że to nie jej sprawa, niech idę i kupię jak tak bardzo go potrzebuję (nie daje mi pieniędzy na niego, a ja nic nie mam, nie dostaje kieszonkowego). Mój tata się z nią rozwiódł i spotykam go co tydzień, 2 tygodnie, a on ma to gdzieś (rozwiedli się w listopadzie). Teraz zależy im tylko na tym, by sobie dopiec. Nie wiem już co robić, bo dla mamy jestem tylko problemem, a dla taty kimś, kto będzie mu mówił o tym co mama robi, żeby się czepić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Relacje z matkę - jak zwalczyć lęki?

A więc matka przekazała mi swoją panikę i np. teraz studiuję i tak było przez całe życie, gdy matka mi mówi "ucz się, bo nie zdasz, za mało się uczysz" to właśnie mam tą panikę. Tak samo na egzaminie, gdy... A więc matka przekazała mi swoją panikę i np. teraz studiuję i tak było przez całe życie, gdy matka mi mówi "ucz się, bo nie zdasz, za mało się uczysz" to właśnie mam tą panikę. Tak samo na egzaminie, gdy czegoś nie wiem. Nie lubię tego, wolałbym sam decydować o ilości czasu, który mam poświęcić na naukę. Wiem, że jej problem to wyolbrzymianie, ale nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Ten lęk czułem jak byłem chory na coś, bo mama panikowała, a ja wtedy czułem, że jestem jakiś gorszy.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Wszystko jest nie tak - co mam robić?

Mam 17 lat. Jeszcze rok temu żyłam jak normalna nastolatka - nie interesowało mnie zdanie innych, zdanie rodziców też nie miało na mnie wpływu, wszystko zawsze było OK, nawet kiedy coś mi nie szło po myśli to zawsze ratowałam się...

Mam 17 lat. Jeszcze rok temu żyłam jak normalna nastolatka - nie interesowało mnie zdanie innych, zdanie rodziców też nie miało na mnie wpływu, wszystko zawsze było OK, nawet kiedy coś mi nie szło po myśli to zawsze ratowałam się słowami: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”, zawsze uśmiechnięta, zakręcona i pełna optymizmu. Aż nagle jak by czar prysnął, wszystko zaczęło się „walić”. Pierwsze zaczęły mnie dręczyć kłopoty z przyjaciółmi - zaczęłam czuć się niepotrzebna. Zawsze starałam się pomagać im i wspierać ich w ciężkich chwilach, zawsze starałam się być - to pomagało mi w zapomnieniu o moich kłopotach. Natomiast teraz, kiedy ja potrzebowałam, z ich strony pomocy ich nie było, zaczęli jeździć na imprezy beze mnie, nie mówiąc mi nawet, że gdzieś jadą (tłumaczyli się tym, że nie chcieli robić mi przykrości, bo nie mieli dla mnie transportu np.). Kiedy wracałam późno ze szkoły do domu (tak długo miałam lekcje i wracałam najwcześniejszym autobusem) to zazwyczaj co słyszałam od ojca to, czy robiłam dziś nadgodziny, że jestem popie*dolona, głupia, mam pustkę w głowie i tak zawsze. Nigdy ojciec nie okazywał mi miłości i zawsze mnie obrażał, czasem nic nie powiedziałam, a on bez powodu krzyczał, może i bym to przetrwała gdyby zostawił tą opinię o mnie dla siebie, ale on rozpowiadał to wszystkim napotkanym, rodzinie, znajomym. W oczach wszystkich czułam się jak idiotka, bo mówili o mnie za moimi plecami, że nic w domu nie robię, ciągle śpię i się opierda*am. Z mamą jakiś czas było w porządku, mogłam z nią porozmawiać o wszystkim, ale teraz już tak nie jest - mama wzięła stronę ojca, a ja zostałam sama. Ojciec, kiedy mnie nie ma w domu, to też krzyczy na mamę z mojego powodu, wiele razy było tak, że doprowadzał ją do łez. Teraz zbliża się półrocze a ja mam zagrożenia z 4 przedmiotów (j.polski, j.angielski, j.niemiecki i fizyka) opuszczone 190 lekcji. Kiedy pytali się mnie co robiłam ten czas powiedziałam, że siedzę w restauracji, w galerii lub gdziekolwiek, ale zawsze z znajomymi - brat stwierdził, że jestem galerianką, tata z mamą to poparli, a tak wcale nie jest. Moje koleżanki też mają około tylu godzin, ale ich rodzice o tym nie wiedzą i oczywiście jestem najgorsza w całym miasteczku. Zamiast mnie wspierać dołują mnie skutecznie. Nie chce mi się żyć, w tamtych latach nigdy się nie interesowali moimi ocenami, a tu nagle coś ich wzięło. Pamiętając co robiłam będąc młodsza zrozumiała bym ich postępowanie, ale wtedy wszystko było im obojętne i nie miałam większych problemów z nimi. Kiedy teraz się poprawiłam - wszystko jest źle. Więc po co starać się być dobrym, posłusznym itp. skoro traktują mnie jeszcze gorzej? Ostatnio pożyczyłam od brata 200 zł (bez jego wiedzy, on robi mi tak często), potrzebowałam na bilet, powiedziałam o tym mamie. Jak brat się zorientował wszedł do mojego pokoju zabrał mi laptopa i się zaczęło, ja wzięłam mu kluczyki z samochodu i zamknęłam się w pokoju, on przyszedł i to, że drzwi były zamknięte nie było dla niego większą przeszkodą, bo wyrwał mi je z futryną. Do akcji wkroczył tato i oczywiście ja wyszłam na tą najgorszą. Straciłam pewność siebie. Nie widzę sensu życia - jedynie chłopak, który jest już ze mną od roku pomaga mi. Kiedyś dostając jedynkę w szkole nie martwiłam się, bo wiedziałam, że to poprawię i zawsze myślałam pozytywnie, a teraz najlepiej wyszła bym z klasy i zaczęła płakać. Uciekła bym i nie wracała. Nie mogę się z tym poradzić - wszystko jest przeciwko mnie nawet rzeczy materialne. Coraz rzadziej się odzywam - a kiedyś byłam duszą towarzystwa (boję się, że odpowiedzą mi coś głupiego i zazwyczaj nie chcą mnie słuchać) nie chce mi się uśmiechać, nie chcę mi się nic. Ciężko mi jest zasiąść do nauki kiedy ojciec mnie opierdo*i koledzy mnie olewają, a w szkole, mimo że się uczę dostaje takie same oceny jak bym się nie uczyła. Nie widzę sensu. Myślałam o pójściu do psychologa, ale wątpię żeby rodzice dali mi na niego kasę (choć jej mają baardzo dużo - stać ich na staw, na dobry samochód), a ja chodzę w starych ubraniach jak jakiś wieśniak. Mam wrażenie jak by wszyscy się ze mnie śmiali. Idąc ulicą nie czuję się ładna, pewna siebie, idę, bo idę, takie życie. Proszę wytłumaczyć mi co jest ze mną nie tak - czy to są początki depresji? Czy mam iść do lekarza, czy po prostu sama walczyć? Tylko że ja już nie potrafię walczyć, poddałam się. Nie wiem, nie wiem, nie wiem, nie wiem nic.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak powiedzieć mamie, że chcę mieszkać z nią, a nie z ojcem i jego nową rodziną?

Moi rodzice rozwiedli się dwa lata temu, nie są ze sobą już od kilku lat, kiedyś powiedziałam im jasno, że mają prawo do szczęścia, a teraz mój ojciec związał się z kobietą, która kiedyś przyczyniła się pośrednio do kłopotów w...

Moi rodzice rozwiedli się dwa lata temu, nie są ze sobą już od kilku lat, kiedyś powiedziałam im jasno, że mają prawo do szczęścia, a teraz mój ojciec związał się z kobietą, która kiedyś przyczyniła się pośrednio do kłopotów w małżeństwie moich rodziców. Mój ojciec spędza więcej czasu z nią i jej dziećmi, w innym mieście. Ja nie akceptuję jej, tak jak reszta rodziny, ale nie mogę tego powiedzieć głośno, bo wiem, że jeśli przynajmniej udaję, że to akceptuję mogę widywać tatę częściej. Moja mama natomiast wyjechała do USA i po powrocie oznajmiła, że chce wrócić, bo kogoś poznała. Chciała abym postarała się o wizę, żeby móc do niej kiedyś polecieć na wakacjach, ale mój ojciec się nie zgodził. Ona miała depresję, i tam była szczęśliwa, przynajmniej tak sądzi. Ja nie chcę żeby leciała, bo wtedy znów zamieszkam z ojcem, a co za tym idzie, jeśli on zdecyduje się zamieszkać w innym mieście z tą kobietą, ja będę musiała przenieść się z nim zostawiając całe życie. Nie wiem co robić, bo nie chce powiedzieć im co czuję, bo boję się, że ich stracę albo zrujnuję im życie, jednak nie umiem sobie poradzić z tym wszystkim, boję się, bo od pewnego czasu w ogóle nie widzę nic pozytywnego w przyszłości, a to nie w moim stylu. Wydawało mi się, że mogę to unieść, ale teraz nie jestem tego taka pewna.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy moja mama potrzebuje pomocy, czy ma depresję, czy poprostu taki charakter?

Moja mama. Osoba, którą kocham, a kochać nie potrafię, bo jest po prostu trudna. Ma 63 lata. Całe życie poświeciła 4 dzieci, które wychowała, tak naprawdę sama, bo ojciec nadużywał alkoholu i krotko mówiąc był agresywny. Nie miała wsparcia w...

Moja mama. Osoba, którą kocham, a kochać nie potrafię, bo jest po prostu trudna. Ma 63 lata. Całe życie poświeciła 4 dzieci, które wychowała, tak naprawdę sama, bo ojciec nadużywał alkoholu i krotko mówiąc był agresywny. Nie miała wsparcia w swoim domu rodzinnym - cale życie miała pretensje do swoich rodziców, że rywalizują swoje młodsze dzieci (ona jest najstarsza), że nie doradzili jej żeby nie wychodziła za mąż. Ja nigdy nie potrafiłam zrozumieć dlaczego mama ma do nich pretensje - zostawili jej przecież wolny wybór, a dzieci nikt nie kazał jej rodzić... Moim zdaniem nie można mieć do nikogo o to pretensji.   Wychowała nas - sądzę - na dobrych ludzi. Każde z nas sobie radzi, rozjechaliśmy się po świecie, nie jest może super, ale każde z nas ma swoją rodzinę i zarabia na siebie. Jestem najmłodsza i jestem jedyną córka - odkąd pamiętam mama zawsze powtarzała, że "ma mnie malutką i sobie mnie wychowa" żeby miał się nią kto zając na starość. Moi starsi bracia są dużo starsi ode mnie, szybko wyjechali na studia, pierwsza praca, rodzina i już wtedy mama nie mogla się pogodzić, że jak to, oni pojechali nikt z nami nie zamieszka? Przecież działka taka szeroka i dom taki duży... Nigdy nie potrafiłam porozumieć się z mama, może to ogromna różnica wieku? Nigdy nie mogłam zrozumieć czemu zdanie sąsiadów i wstyd przed nimi liczy się bardziej niż jej dzieci. Wszystko musiało być wg jej zasad, np. nauczyłam się gotować jak mama była w szpitalu, bo ja w domu byłam od sprzątania, mycia naczyń i obierania kartofli. Nie wiem, może środowisko wiejskie, zaściankowe ma na to wpływ, nie wiem. Zawsze rodzicom powtarzałam, że ja nie chcę mieszkać w tym domu (alkoholika i zaborczej matki), zawsze się uśmiechali pod nosem, że słowami: „a co ty wiesz o życiu”. Gdy tylko skończyłam studia spakowani w 2 torby, wraz z moim obecnym mężem, wyjechaliśmy - ciężko pracowaliśmy, żeby nam się w życiu udało i się udało - jesteśmy szczęśliwi! Nie chcieliśmy wracać. Ojciec do takiego stopnia bił mamę, że ta wyprowadziła się do mojego brata. Nie wiedziała co robić - nie chciała wracać, ale i gdzie zamieszkać? My z moim mężem zdeklarowaliśmy się kupić jej mieszkanie, ale powiedzieliśmy, że musi poczekać jeszcze rok, bo nie mamy całej kwoty. Od tamtej pory mieszka u nas wszystkich po trochu. Od tego czasu, albo przynajmniej dopiero zauważyliśmy, że mama jest niezwykle ciężką osoba do życia. Zachowuje się jak rasowa teściowa z dowcipów. Rywalizuje jedne wnuki, a inne nie docenia, wszystkim chce układać w szafach, bo to przecież nie tak leży, stała się płaczliwa, nie można jej zwrócić uwagi, potrafi sprzątać cały dzień i wydzierać się jak dziecko coś wybrudzi, komentuje swoje synowe w niemiły sposób, pod ich własnym dachem - „ale się ubrałaś, Boże! Jak ty wyglądasz” itp. Gdy mój brat z rodziną wyjechał na jakiś czas, po powrocie zastał wszystko w innym miejscu, zawieszone karnisze i firanki (nie lubią firanek i nigdy ich nie mieli - ona o tym wiedziała), majtki wyprasowane i poskładane w woreczkach i ogromny obraz religijny nad łóżkiem w sypialni (są ateistami i mama o tym wie) - mogłabym wymieniać bez końca. Wszyscy starają się jej tłumaczyć, przekonywać, pokazywać, że nie chcą, nie lubią. Nic nie daje, mama nie rozumie. Wysłucha, a potem, za 2 minuty, robi to samo i płacze po kontach, że nikt jej za to nie podziękuje. Wszyscy jej tłumaczą, że nie trzeba myć podłogi w kuchni trzy razy dziennie, że lepiej by zrobiła, jakby dzieciom poczytała bajkę, ale ona nie potrafi - zaraz płacze. Wyrzuca, że "a twój brat by mi tak nie zrobił, tylko ty taka jesteś!". Nikt mnie nie docenia. Jak jest u mnie to zaraz chce jechać do kogoś innego. Ona nigdy nie była szczęśliwa i nie da się jej zadowolić w inny sposób. Jak była w domu to mówiła, że ją samą z ojcem zostawiliśmy. Obawiam się, że jak kupimy jej to mieszkanie i wydamy całe swoje oszczędności to ona i tak nie będzie zadowolona, bo będzie sama. Nie wiem jak jej pomóc - rozmowy nie pomagają, a my wszyscy już mamy tego dość.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty