Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 7 , 0 4 4

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje: Pytania do specjalistów

Jak odzyskać przyjaciół?

Mam 18 lat, z boku każdemu może się wydawać, że moje życie jest piękne. Mam chłopaka, który kocha mnie bezgranicznie, rodziców, którzy są dla mnie jak przyjaciele, chodzę do dobrej szkoły, wszystko zawsze mi się udawało... Czułam się zawsze kimś...

Mam 18 lat, z boku każdemu może się wydawać, że moje życie jest piękne. Mam chłopaka, który kocha mnie bezgranicznie, rodziców, którzy są dla mnie jak przyjaciele, chodzę do dobrej szkoły, wszystko zawsze mi się udawało... Czułam się zawsze kimś wyjątkowym, nigdy nie miałam problemów ze sobą, cieszyłam się życiem i ciągle uśmiechałam. Z moim chłopakiem jestem od 2 lat, jest on ode mnie 3 lata starszy. To była miłość od pierwszego wejrzenia, każdy zawsze mówił, że jesteśmy dwoma połówkami, że jesteśmy jednością, parą idealną, wszyscy nam zazdrościli, bo taka miłość w naszym wieku zdarza się rzadko. Świata poza nim nie widziałam, wszystko kręciło się wokół nas, odwróciłam się od swojej paczki bo sądziłam, że zrozumieją, że mam kogoś spoza towarzystwa i to jemu teraz poświęcę więcej czasu. Oni niechętnie akceptowali mojego chłopaka, bo to zupełnie dwa inne światy. Nie złościłam się o to, po prostu przychodziłam z nim na imprezy, ale nie spotykałam się na posiadówach, które były tylko nasze, bez swoich dziewczyn albo chłopaków. Oni dzwonili codziennie, odwiedzali mnie, a ja miałam to wszystko w nosie, bo byłam świeżo zakochana. Coraz rzadziej z nimi wychodziłam, coraz mniej rozmawialiśmy... Ja oczywiście nie wiedziałam w tym nic złego, oni mówili, że jest im przykro i że oddalam się od nich. Mój chłopak od początku naszego związku tłumaczył mi, że to co robię do niczego nie prowadzi, że kiedyś odbije się to na nas, że nie mogę zaniedbywać znajomych, że przecież możemy czasem razem imprezować, ale musimy pogodzić się z tym, że on ma swoich ludzi, a ja swoich od lat i nie możemy ich zostawić. Ja byłam zbyt głupia żeby to przemyśleć, byłam pewna, że nic takiego mnie nie spotka. Wychodziłam z nim do jego przyjaciół, ale nigdy nie potrafiłam się tam odnaleźć, bo przecież nie ma to jak własne towarzystwo przy którym człowiek od lat jest sobą. Nawet nie zauważyłam jak moi znajomi przestali pisać o wypadach pod namioty, o imprezach, o darmowych wejściówkach do klubów. Nagle zrozumiałam jak bardzo mi ich brakuje, to odbiera mi całkowitą radość z życia. Pamiętam jak miałam wszystko a teraz czuję że nie mam nic. Wiem, że aby być szczęśliwym trzeba być spełnionym w każdej dziedzinie życia. Nie wiem już co robić, staram się do nich wrócić, ale to nie to samo, nie mam już sił dzwonić co tydzień i pytać czy gdzieś idą przy tym czując się jak piąte koło u wozu. Kiedyś to było takie normalne, a teraz nie potrafię się uśmiechać, bo wiem, że ich nie ma. Strasznie tęsknie, mój chłopak ciągle mnie namawia żebym pokazywała im ze się staram, dzwoniła do nich i umawiała się, ale ja boję się, że oni już mnie nie przyjmą z powrotem, że zbyt daleko od nich odeszłam i nie chcę się nad sobą użalać przed nimi. Nie wiem co mam robić z życiem. Nie będę szczęśliwa póki znów nie będzie tak jak kiedyś, a nie widzę żadnych szans na to. Wiem, że sama zawiniłam. Proszę o jakiekolwiek wskazówki... Proszę o pomoc :(

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Nowa szkoła, niezgrani ludzie - zostać, czy się przepisać?

Witam:) mam na imię Paulina, wiek 16 lat. Od września 2010 r. chodzę do nowej szkoły liceum. Właśnie tu zaczyna się mój problem, opiszę po kolei od czego się zaczęło... Moja podstawówka i gimnazjum były na wsi, ja sama mieszkam...

Witam:) mam na imię Paulina, wiek 16 lat. Od września 2010 r. chodzę do nowej szkoły liceum. Właśnie tu zaczyna się mój problem, opiszę po kolei od czego się zaczęło... Moja podstawówka i gimnazjum były na wsi, ja sama mieszkam na wsi. Z podstawówki niewiele pamiętam, ale wiem, że 6 klasa była super, bo miałam przyjaciółkę i taka małą paczkę składająca się z 4 dziewczyn. Następnie gimnazjum, pierwsza klasa była dla mnie istną katorgą, nie mogłam się zaaklimatyzować, odnaleźć między tymi ludźmi. Odłączyłam się od mojej paczki z powodu wstydu - po prostu z tych dziewczyn inni się naśmiewali, bo były "grube i brzydkie", z czasem zaczęli też ze mnie. Odłączyłam się, byłam sama, moja dawna przyjaciółka miała mnie totalnie gdzieś i przez długi czas nie odzywałyśmy się do siebie. Na wszystkich wycieczkach byłam sama i zagubiona - tak minęła 1 klasa (w ogóle nie byłam zauważana w klasie). W wakacje siedziałam w domu i nie spotykałam się z nikim. Potem 2 klasa, niewiele pamiętam, ale wiem, że wtedy zaczynała się rozwijać przyjaźń z moją kuzynką i tak do 3 klasy - wtedy było super! Miałam kochaną przyjaciółkę i zgraną klasę (po 2 latach zaczęli ze sobą rozmawiać!). Zmieniłam się przez ten jeden rok, zaczęłam dbać o siebie, wierzyć we własna osobę, otworzyłam się na innych. Wreszcie chłopaki zaczęli na mnie zwracać uwagę. Było naprawdę super! Świetna klasa, dużo znajomych, byłam taka jakby jedna z liderek w klasie i szkole. W dodatku bardzo zżyłam się z wychowawcą. Zbliżał się koniec roku - od razu nastawiłam się na najlepsze liceum w mieście! Bardzo chciałam się tam dostać...(rodzeństwo też tam chodziło), a wychowawca ciągle namawiał mnie i przyjaciółkę na pozostanie w tej samej szkole (bo w gim było też liceum, mała klasa, niski poziom), ale my uparcie chciałyśmy iść do miasta, poznać ludzi itp. Rodzice też kazali nam iść tam ze względu na poziom. Dostałyśmy się razem z przyjaciółka jednak do innego liceum (ale też bardzo dobrego) no i do jednej klasy. Wakacje miedzy gim a liceum - moje najpiękniejsze w życiu. Miałam swoją dużą paczkę znajomych, spotykaliśmy się często itp., a w dodatku zaczęły się pierwsze "romanse" z chłopakiem z gim jeszcze - wszystko pięknie, wspólne wypady, pocałunki... Niestety gdy on wyjechał na wakacje totalnie o mnie zapomniał, miał mnie gdzieś, gdy wrócił ja już nie wytrzymywałam nerwowo i zaczęłam mu po prostu wrzucać itd., on się obraził, nie widział wgl w tym swojej winy (nie odzywaliśmy się do siebie). Kilka dni potem ja już nie mogłam wytrzymać i napisałam do niego zwykle "co słychać", on był wielce oburzony - ja zaczęłam go przepraszać, tłumaczyć o co mi chodziło itd., ale on tylko pisał, że dla niego to nie ma sensu i za to jak to się skończyło mogę podziękować tylko sobie! Darowałam go sobie - i tak nie odzywamy się do siebie od ok. 3 miesięcy. W trakcie zaczęło się liceum w mieście i tutaj dramat. Trafiłam na najgorszą 3 nauczycieli w całej szkole (plotki, że są cięci, chamsy, mściwi) - teraz sama się poniekąd o tym przekonałam, ale nie jest tak źle. Jeśli chodzi o przedmioty to da się wytrzymać, gorzej natomiast z klasą i zaaklimatyzowaniem. Przez pierwszy miesiąc przychodziłam z płaczem do domu, było okropnie, nie mogłam myśleć o niczym innym, tylko o tym, że muszę następnego dnia iść do tej cholernej szkoły. W październiku było lepiej, łagodniejsze podejście, chociaż też zaczęło się psuć. Ogólnie chodzi mi właściwie tylko o klasę, w ogóle nie jest zgrana, są grupki, nie mogę się dogadać z tymi z miasta, jak z tymi ze wsi w gim. Starałam się nawiązać kontakt z każdym, żeby ich poznać itp., ale jest listopad, kilka osób z klasy znało się wcześniej, stworzyli sobie taka grupę liderującą w klasie i jakoś nie zbyt zadają się z tą inną grupą w klasie, a ja z przyjaciółką jesteśmy takie "dwie", które starają się nawiązać kontakt tu i tu, ale jest trudno, smutno, szaro - tęsknota za tę 3, zgraną klasą z gim. Jeszcze co do tych kontaktów z przyjaciółka jest inaczej, znaczy z jej strony jest tak jak było, widzę, że mnie lubi itd., ale nie wiem czemu ja już nie czuję tej chemii między nami. Jest po prostu smutniej. Przez jakiś czas trochę jej unikałam, bo miałam jej dosyć, wszystko mi w niej przeszkadzało. No ale wiedziałam, że nie mogę tego zepsuć przez jakieś moje humory, wiec staram się z nią rozmawiać tak jak dawniej. Powiedzmy, że jest dobrze teraz, ale klasa, szkoła :( Ciągle rozważam przepisanie się do tego liceum na wsi (tam gdzie było gim), ciągnie mnie tam dlatego, że wychowawca jest super (ten sam co w gim) i tam mała szkoła, ludzie się znają, jeszcze mam parę osób znajomych z gim - tam się czułam jak w domu, a tu wręcz przeciwnie. Np. dziś nie było mojej przyjaciółki i oczywiście byłam "sama", nie raz miałam szklanki w oczach siedząc na korytarzu, bo tylko widziałam 3 klasę gim (i jak tam było fajnie), starałam się rozmawiać z ludźmi z klasy, ale ta jedna grupa tylko trzyma się razem i jakoś średnio mam z nimi wspólny język, a ta druga jest tak cicha, że za Chiny nie da się z nimi pogadać, już nie mówiąc o jakimś zaprzyjaźnieniu się :( Dzisiaj tak jakby podjęłam decyzję, że jak do końca półrocza to się nie zmieni albo pogorszy przepiszę się do tamtego liceum, ale tam z kolei jest kilka osób w klasie, za którymi nie przepadam, znam ich z gim. Rozmawiałam dzisiaj z mamą i mi tłumaczyła, że to nie ma sensu - jakoś wytrzymam te 3 lata, a chociaż skończę dobre liceum i będę wytrwalsza, miedzy innymi ludźmi będę się rozwijać, że na studiach będzie jeszcze gorzej - ma racje. Tylko, że ja nie mam pojęcia jak to zrobić żeby było tak fajnie jak w 3 klasie :((. Humor poprawiają mi jedynie weekendy i rozmowy z 2 przyjaciółmi :) (chodzą do technikum) no i tam wiadomo, ze starymi znajomymi. Ciągle sobie powtarzam, że będzie lepiej, ale kiedy?! Co zrobić żeby polubić tych ludzi, żeby dało się z nimi gadać, żeby oni nie byli tak osobno? Przecież niektórzy to sobie nawet zwykłego "cześć" nie mówią (w klasie), już nie mówiąc o tym, że codziennie myślę o tym chłopaku i mimo że mnie olał, to ja dalej za nim tęsknię...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję, że moje życie jest głupie - co robić?

Mam 15 lat i od jakiegoś czasu zacząłem zastanawiać się nad swoim życiem. W podstawówce było jeszcze spoko, mieliśmy paczkę od 4 lat i spotykaliśmy się itp. W gimnazjum wszystko się zmieniło, wszyscy się porozchodzili po różnych gimnazjach, zostałem z...

Mam 15 lat i od jakiegoś czasu zacząłem zastanawiać się nad swoim życiem. W podstawówce było jeszcze spoko, mieliśmy paczkę od 4 lat i spotykaliśmy się itp. W gimnazjum wszystko się zmieniło, wszyscy się porozchodzili po różnych gimnazjach, zostałem z dwoma kumplami, których za bardzo nie lubię, w mojej klasie są sami dziwni ludzie, tzn. ich życie towarzyskie to tylko szkoła. No ale niestety jakoś tak skończyliśmy się spotykać w naszej "paczce" z podstawówki i teraz moje życie wygląda tak: rano się budzę, idę do szkoły, wracam do domu, cisnę na kompie i idę spać i tak w kółko :/ żeby było zabawniej wraz z rodziną przeprowadziłem się na jakąś wieś, na której nie mam żadnych rówieśników, kurde nie chce tak po prostu żyć, tak szybko przejść przez dzieciństwo, ogólnie w takim stylu życia czas strasznie szybko mija, te 3 lata w gimnazjum (bo teraz jestem w 3) minęły jak 3 dni, codziennie to samo, gdybym chociaż mieszkał blisko szkoły, ale nie :/ Dopiero niedawno zauważyłem, że to nie ma sensu, widząc jak inni w szkole doskonale się bawią ze swoimi przyjaciółmi z podwórka. Nie mam żadnego prawdziwego przyjaciela/przyjaciółki, nie mam z kim pogadać ;(. Oczywiście nigdy nie miałem myśli samobójczych, bo wierzę, że kiedyś moje życie się zmieni, ale nie wiem jak tego dokonać. No co? Mam podejść do tych ludzi w szkole, których nie znam i powiedzieć: „Cześć, szukam przyjaciół”? Aha, i jako coś to mieszkam o 2 miasta dalej od szkoły, bo w mieście, w którym mieszkam rodzice zdecydowali, że jest za niski poziom, i wszyscy tam piją, palą itp. Teraz lubię sobie powspominać te czasy podstawówki, jak mieszkałem obok szkoły i przyjaciele mieszkali obok mnie, a teraz moje życie to ruina :( Najchętniej przeprowadził bym się do centrum miasta i od razu problem by się rozwiązał, ale niestety to niemożliwe :[ Co mam zrobić? Obracać się nadal w towarzystwie ludzi, których nie lubię? ;/

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Rodzice nie rozmawiają, przyjaciółka mnie olewa - co robić?

Od pół roku moi rodzice ze sobą nie rozmawiają, nie śpią (tata śpi w innym pokoju), posiłki jem z tata, mama je osobno, mijamy się i nie rozmawiamy - nie mogę już na to patrzeć, to boli, nie potrafię o...

Od pół roku moi rodzice ze sobą nie rozmawiają, nie śpią (tata śpi w innym pokoju), posiłki jem z tata, mama je osobno, mijamy się i nie rozmawiamy - nie mogę już na to patrzeć, to boli, nie potrafię o tym z nikim porozmawiać, wstydzę się tego co się dzieje w moim domu. Kilka razy przyszły mi na myśl myśli samobójcze, jestem w klasie maturalnej, od roku nie mam dobrego kontaktu z przyjaciółką, chciałabym żeby rodzice zaczęli ze sobą rozmawiać, żebyśmy byli rodziną tak jak kiedyś, a nie że jestem pomiędzy nimi. Z przyjaciółką nie mam kontaktu, często słyszę, że nie ma czasu, bo ma dużo nauki - nie wiem czy to prawda. Boję się, że jeśli ta sytuacja w domu jakoś się nie odwróci to posunę się do samobójstwa. Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Koleżanka bardzo utrudnia nam życie. Jak mam na to reagować i gdzie mogę zgłosić ten problem?

Witam, chodzę do szkoły i mam taki problem, iż z koleżanką X mamy konflikt z koleżanką Y. Chodzi o to, że nie odzywamy się do koleżanki Y, olewamy ją, nie chcemy problemów, kłótni itp., traktujemy jak powietrze. Lecz w przeciwieństwie...

Witam, chodzę do szkoły i mam taki problem, iż z koleżanką X mamy konflikt z koleżanką Y. Chodzi o to, że nie odzywamy się do koleżanki Y, olewamy ją, nie chcemy problemów, kłótni itp., traktujemy jak powietrze. Lecz w przeciwieństwie do nas, dziewczyna Y cały czas szuka problemów, obgaduje nas do każdego z klasy, że powoli wszyscy się od nas odwracają. Do tego biega na przerwach do wychowawcy i nadaje na nas. Jak przeszkadzamy w jakiejś lekcji ona już wszystko mówi wychowawczyni. Minusem tego wszystkiego jest to, że podlizuje się do niej, udaje dobra koleżankę, a tak naprawdę podpuszcza innych do złych rzeczy, a później idzie poskarżyć się, że ktoś coś zrobił i w ten sposób zbiera plusy, a ja z koleżanka X same minusy, bo nagaduje na nas i wychodzimy w oczach nauczycielki na te "złe". Może ten problem wyda się błahy, lecz my naprawdę nie wiemy już co robić przez taką jedną osobę. Nie zwracamy uwagi jak nas obgaduje do innych i wyśmiewa się, ona jest bezkarna, ale jak można temu przeciwdziałać? W naszej szkole zgłoszenie problemu do pedagog kończy się tylko na obiecywaniu, gadaniu np. "poczekajmy jeszcze, może przejdzie, a jak nie, to wtedy porozmawiam" a jak już rozmawia to i tak to nie przynosi żadnych efektów. Proszę o jakaś poradę, bo mnie to już wykańcza. Nie mogę skupić się na nauce przez to. Dodam jeszcze, że rozmowa z nią sam na sam nic nie da, bo wyśmieje i będzie jeszcze gorzej, że się boimy itp.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak uświadomić rodzicom, że nie jestem już dzieckiem?

  Mam 15 lat, niektórym wydaję się, że jestem "gówniarz" itp., ale psychicznie jestem naprawdę dojrzała. Mam dobre oceny (w miarę), w domu sprzątam codziennie cały dom, rodzice nie mają ze mną problemów, a jednak nie da się ich do...

  Mam 15 lat, niektórym wydaję się, że jestem "gówniarz" itp., ale psychicznie jestem naprawdę dojrzała. Mam dobre oceny (w miarę), w domu sprzątam codziennie cały dom, rodzice nie mają ze mną problemów, a jednak nie da się ich do niczego przekonać. Oczywiście w przyszłości będę starała się tego uniknąć, gdy będę mamą, ale na pewno będę troszczyć się o swoje dziecko, jednak nie do tego stopnia. Opowiem na czym polega problem: nie wolno mi nigdzie wychodzić, nie mogę nocować u koleżanek, nigdy w życiu nie spałam u koleżanki, nie mogę nawet spotykać się ze znajomymi po szkole, nie mogę nie spać do późna, nigdy nie mogę korzystać z komputera, bo zawsze jest hasło, nie mogę mieć laptopa, a który bardzo mi się przyda w technikum budowlanym... I przede wszystkim: ja nie mam zdania w tym domu, nie wolno powiedzieć mi ani słowa, wyrazić swojej opinii, ani czegoś zasugerować... Nie wiem czemu. Próbuję rozmawiać z moimi rodzicami spokojnie, zawsze odnoszę się z szacunkiem, robię to co każą...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak uwolnić się spod wpływu jego matki?

Mam 24 lata, 2 lata temu poznałam przez internet o 13 lat starszego faceta, rozwodnika. Okazało się, że w jego domu mieszka matka, a on sam mieszka w mieszkaniu służbowym z byłą żona i córka. Co do złych relacji miedzy...

Mam 24 lata, 2 lata temu poznałam przez internet o 13 lat starszego faceta, rozwodnika. Okazało się, że w jego domu mieszka matka, a on sam mieszka w mieszkaniu służbowym z byłą żona i córka. Co do złych relacji miedzy nim, a byłą żoną mogę być pewna. Jednak problem zaczął się, gdy poznałam jego matkę. Nie lubi mnie i nawet tego nie kryje. Gdy przez 4 miesiące mieszkałam z nią okropnie mnie traktowała, szukała na siłę problemów. Wiele łez przez nią wylałam. Myślałam, że gdy się wyprowadzę, ona da mi spokój - nic bardziej mylnego, nawet gdy widywałam ją przez 20 sek. ona znajdowała pretekst do dokopania mi - a to za ostre perfumy, a to inne rzeczy. Wszyscy znajomi mojego faceta mówią, że ona jest chorobliwie zazdrosna o niego, że traktuje go jak męża. Powiedziała mu, że on powinien nas traktować po równo itp. Najgorsze jest to, że on, sterowany przez nią tyle lat, nie potrafi normalnie myśleć. Obwinia również mnie za złe relacje z jego mamą. Sami ciągle się kłócą, niby z mojej winy. On się z nią nigdy nie rozstanie. Trzyma ich wspólny dom, a raczej wspólne dwa domy (jeden nieskończony). Ona robi wszystko by nie odszedł. Zażądała ogromnej kwoty pieniędzy w razie gdyby on zechciał sprzedać dom i się uwolnić. Jestem załamana. Mój facet nie potrafi się określić. Nie dalej jak tydzień temu mówił, że jestem mu najbliższa osobą, że tak jak ja chciałby stworzyć ze mną i moją córką dom, a dziś mówi, że to chyba nie ma sensu, bo ja mam ciągle pretensje o jego matkę, a ja naprawdę bardzo się staram, bardziej niż on chyba. Zaczęło mi na nim naprawdę zależeć. Gdy wykryto u niego nowotwór to ja byłam przy nim, organizowałam lekarzy, wizyty, a teraz on mi się tak odpłaca? - to cholernie boli :(. Wczoraj wydalam pół pensji na prezent dla niego, a dziś zostałam "kopnięta w tyłek". On panicznie boi się, że go zostawię dla innego - wiem, że ten lęk wynika ze zdrady w jego małżeństwie, ale przecież nie mogę płacić za błędy jego żony i matki! Czy rzeczywiście powinnam odejść z krwawiącym sercem? Czy coś da się zrobić? Najgorsze i najdziwniejsze jest to, że jego matka, która zachowuje się poniżej krytyki i ma z nim jakieś chore relacje niedawno skończyła studia psychologiczne :/. Co mam robić? Błagam o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc swojej dziewczynie?

Witam, mam 22 lata moja dziewczyna ma 20, jesteśmy ze sobą 2 miesiące. Od jakiegoś miesiąca tak raz w tygodniu ma doła i myśli o tym, by ze sobą skończyć (wcześniej mogła mi tego nie mówić). Powiedziała mi, że ma... Witam, mam 22 lata moja dziewczyna ma 20, jesteśmy ze sobą 2 miesiące. Od jakiegoś miesiąca tak raz w tygodniu ma doła i myśli o tym, by ze sobą skończyć (wcześniej mogła mi tego nie mówić). Powiedziała mi, że ma problemy z ojcem, że nie okazuje jej uczuć i że jest dla niego ciężarem. Kiedyś jej siostra wspominała, że moja dziewczyna była rozpieszczana przez rodziców i była takim oczkiem w głowie tatusia. Powiedziała swojemu ojcu, że chce się zabić, to powiedział jej, że sobie zrobi krzywdę, nie mu. Chciałem porozmawiać z jej tatą na ten temat, ale mi nie pozwoliła. Powiedziała mi, że nawet jak się on zmieni to i tak to nie poprawi jej stanu, bo ona to wszystko i tak ma w głowie. Gdy ma takie stany ja często jestem w innym mieście, bo studiuję dziennie, widujemy się w weekendy, ale czasami też w tygodniu. Pisze mi wtedy sms "ze mną koniec", "nikt mi nie jest w stanie pomoc", "to wszystko mnie przerasta", "nie chce żyć". Chcę jej jakoś pomóc, starałem się ją pocieszyć, ale jak mi to ostatnio powiedziała nie umiem jej pocieszać, że ona potrzebuje silnego oparcia i że mam być twardy i się nad nią nie rozczulać. Ona jest silną osobą, upartą i niezależną. Kilka dni po tej rozmowie znowu pojawiły się te myśli, próbowałem się dowiedzieć co się stało, ale nie chciała ze mną rozmawiać. Napisała mi, że "z nią już koniec, nie chce tak dłużej i że mam być szczęśliwy". Nie chciała ze mną rozmawiać, więc następnego dnia pojechałem do niej, gdyż się o nią strasznie martwiłem. Przyjechałem do niej to jej tato powiedział mi, że śpi. Kilka godzin później dostałem od niej sms, że nie życzy sobie niezapowiedzianych wizyt i mogę już do niej w ogóle nie przychodzić. Zerwała ze mną, ponieważ przerosło ją to, że nie potrafię jej pomóc i nie jestem dla niej oparciem. I że jest tylko jedna osoba, która wie zawsze co powiedzieć by dotrzeć do jej głowy - to jej były chłopak, z którym była bardzo długo - a ja tego nie potrafię. Jak zmienię swoje postępowanie to ma jej dać znać. Stąd moje pytanie: co mogę mówić, pisać do niej gdy ma ten stan? Bardzo mi na niej zależy. Chce być dla niej oparciem. Jak być twardym? Jak jej pomóc? Z góry dziękuje za odpowiedź.
odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Jak powiedzieć rodzicom, że chcę się wyprowadzić?

Jestem studentką (za rok kończę studia) i mieszkam z rodzicami. Zawsze miałam tę wygodę, że wszystko miałam zapewnione - ciepłe jedzenie, własny kąt etc. Jednak od kilku lat moje relacje z rodzicami są bardzo trudne i nieustannie wybuchają konflikty, zwłaszcza...

Jestem studentką (za rok kończę studia) i mieszkam z rodzicami. Zawsze miałam tę wygodę, że wszystko miałam zapewnione - ciepłe jedzenie, własny kąt etc. Jednak od kilku lat moje relacje z rodzicami są bardzo trudne i nieustannie wybuchają konflikty, zwłaszcza z mamą, która poświęciła mi całe życie, zrezygnowała z pracy kiedy się urodziłam i teraz jest ode mnie uzależniona, więc nie może zaakceptować faktu, że jestem dorosła i potrzebuję wreszcie mieć szansę stanąć na własnych nogach. Właściwie nie chce tego nawet przyjąć do wiadomości, wciąż próbuje wmówić sobie i mi, że jestem nieodpowiedzialnym, małym dzieckiem, które bez niej sobie nie poradzi. Im bardziej ja domagam się niezależności, tym bardziej ona próbuje mnie kontrolować.   Nie chodzi o to, że czekogokolwiek mi zabrania, ale nawet przy tak drobnych sprawach jak wyjazd na tydzień na wakacje czy podjęcie pracy próbuje szantażować mnie emocjonalnie wpadając w histerię i obwiniając mnie za swoje złe samopoczucie. Od pół roku sytuacja jest nie do zniesienia, ponieważ mama nie może pogodzić się z moimi prywatnymi decyzjami (m.in. z tym, że rozstałam się z chłopakiem, którego bardzo lubiła i jej zdaniem zrujnowałam tym sobie życie, zatem jest to "niezbity dowód, że pomieszało mi się w głowie i nie jestem w stanie podejmować dojrzałych decyzji"). Prawie w ogóle nie mamy ze sobą kontaktu, nie potrafimy nawet przebywać w jednym pokoju, nie mówiąc już o rozmowie na jakikolwiek temat. W tym momencie mam stały dochód wystarczający na wynajęcie kawalerki z przyjaciółką. Wreszcie czuję się na to gotowa psychicznie. Radością i entuzjazmem napawa mnie myśl, że mogłabym wreszcie być sama odpowiedzialna za siebie, sama sobie gotować, prać, mieć emocjonalną przestrzeń dla siebie nie nasyconą poczuciem winy. W tym momencie komfort mieszkania w domu jest mi najmniej potrzebny. Jednak za każdym razem, kiedy zbieram się do rozmowy z rodzicami, ogarnia mnie panika, boję się konfrontacji, bo wiem, że rozpętam tym awanturę, a bardzo chcę tego uniknąć. Wiem, że bardzo zranię mamę i że nie będzie nawet starać się zrozumieć - będzie uważać, że to dlatego, że jest złą matką, ale powie, że to ja jestem złą, niewdzięczną córką, która chce ją wpędzić do grobu. W takich sytuacjach zazwyczaj wycofuję się ze swoich decyzji, bo nie mogę patrzeć jak ona strasznie przeze mnie cierpi (nawet jeżeli to jej cierpienie jest przerysowane w stosunku do sytuacji, ale wiem, że ona tak to odczuwa, więc co z tego, że to subiektywne). Boję się, że rzeczywiście dostanie zawału, tak jak straszy, kiedy próbuję zrobić coś wbrew niej. Także teraz wycofuję się i jestem już gotowa zrezygnować z tej wyprowadzki, chociaż uważam, że jest mi bardzo potrzebna. I że to szansa na poprawę naszych kontaktów. Nie wiem co mogę powiedzieć mamie, żeby zminimalizować przykrość, jaką jej sprawię, jak z nią porozmawiać, żeby mnie wysłuchała, zrozumiała i zaakceptowała moją decyzję bez stawiania tego na ostrzu noża. I jak zrobić, żebym nie wycofała się, kiedy zacznie płakać nazywając mnie okrutną itd. Na tatę za bardzo nie mogę liczyć, bo on w tej sytuacji także się obrazi, ale nawet jeśli przyjmie to do wiadomości, będzie stał po stronie mamy i nie będzie w stanie przemówić jej do rozsądku. Nie wiem jak to logistycznie rozplanować, żeby było jak najbardziej bezbolesne. Czy powiedzieć jej tuż przed wyprowadzką i już za parę dni przenieść się? Czy dać jej czas i powiedzieć z wyprzedzeniem? Czy zapytać ją o zgodę czy po prostu poinformować, że taką podjęłam decyzję? A może to znaczy, że to nie jest jeszcze czas na wyprowadzkę, że powinnam to odłożyć i poczekać?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się, że mama rozwali mój związek. Jak mam z nią rozmawiać?

Witam, Mam na imię Magda, 30 lat, od ponad 12 lat mieszkam z mamą - po śmierci ojca zostałyśmy same. Początkowo mieszkał z nami mój brat, ale jakieś 5 lat temu się wyprowadził. Zostałam z mamą sama i czuje się...

Witam, Mam na imię Magda, 30 lat, od ponad 12 lat mieszkam z mamą - po śmierci ojca zostałyśmy same. Początkowo mieszkał z nami mój brat, ale jakieś 5 lat temu się wyprowadził. Zostałam z mamą sama i czuje się przez nią osaczona - nie mogę nawet w domu swobodnie z chłopakiem porozmawiać, bo ona chce z nami wtedy posiedzieć, porozmawiać, a jak rozmawiam z nim przez telefon to mama ewidentnie podsłuchuje. Problem polega na tym, że mama chętnie by mnie widziała tylko w domu, żebym prowadziła dom, pranie, gotowanie itp., nigdy z jej ust żadnej pochwały nie usłyszałam, tylko sama krytyka, a najgorzej jest jak wychodzę z moim chłopakiem - ma pretensje, że tak długo tam siedzę u niego (z reguły nasze spotkania są 4-godzinne, bo pracujemy na rano i zwykle po 22 w tygodniu jestem w domu). Czasem razem z chłopakiem wyjeżdżam na weekend to wtedy jest ból w oczach matki, bo ona zostanie sama i w nocy się będzie bała. Raz, jak ją poinformowałam, że wyjeżdżam na 3 dni to zapytała mnie, czy nie boje się zostawić jej samej, a co będzie, jak będzie chciała się wyprowadzić? Ja mam 30 lat i chcę żyć, chcę mieć normalną rodzinę - czy to, że mam mamę przekreśla moje życie osobiste, bo mam się mamą zająć, a nie myśleć o sobie? Boję się, że mama rozwali mój związek, bo np. dzwoni do mnie jak jestem z chłopakiem, że źle się czuje i żebym do domu przyjechała, po czym, jak przyjadę to ona po prostu zasypia - boję się, że mój chłopak tego nie wytrzyma i mnie zostawi. Ja kocham moją mamę, ale nie umiem się z nią dogadać, często się kłócimy i mi już nie chce się wracać do domu. Jedyną radością jest mój chłopak, ale czy uda mi się z nim być? Dodam, że mama ma czasem problemy zdrowotne, zdarzają jej się omdlenia. Każda matka podobno chce dla dziecka jak najlepiej - moja dla mnie chyba nie, bo nie myśli o tym, że najwyższy czas żebym sobie życie ułożyła, tylko o tym, żebym była zawsze przy niej, a kto będzie przy mnie - pytam samą siebie? Kiedy ja mam zacząć żyć? Mama zawsze jest zła jak ja spotykam się z chłopakiem. Jak mam z nią rozmawiać? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Rodzice mojego chłopaka mnie nienawidzą i wiem o tym. Co mam zrobić?

  Witam. Wiem, że relacje z teściami są często bardzo trudne i często bardzo bolą, ale do rzeczy. Rodzice mojego chłopaka po prostu mnie nienawiedzą i wiem o tym. Jesteśmy ze sobą już ponad 6 lat. Na początku było fajnie,...

  Witam. Wiem, że relacje z teściami są często bardzo trudne i często bardzo bolą, ale do rzeczy. Rodzice mojego chłopaka po prostu mnie nienawiedzą i wiem o tym. Jesteśmy ze sobą już ponad 6 lat. Na początku było fajnie, przyjazdy, kawusia itd., ale później zauważyli, że chyba nasz związek to coś poważnego, no i zaczęło się. Nie podobało im się, że ich syn przyjeżdża do mnie za często, a spotykaliśmy się w soboty i w niedziele, że nie jestem dziewczyną dla niego. Zaczęli mnie wyzywać i tak traktować, że ciężko mi o tym pisać. Nie jeździłam już tam w ogóle, bo po co, skoro mnie tam nie chcą? Święta przyszły raz jedne, potem drugie, a ja zamiast z rodziną chłopaka chociaż trochę je spędzić, siedziałam w domu. On oczywiście był przy mnie i rozumiał mnie. W końcu zdecydowaliśmy się pobrać. Zaręczyny się nie odbyły, gdyż ojciec mojego chłopaka powiedział, że mam się już nigdy u nich nie pokazywać i że jestem najgorszym błędem w życiu ich syna. To było straszne, ale czego się dla miłości nie wytrzyma… Mieliśmy zaręczyny tylko we dwoje! W tym wszystkim trzymało mnie tylko to, że moi rodzice byli ciągle z nami i sercem i dobrym słowem. Mam dość mocny charakter, ale taka sytuacja była ciężka. Do naszego ślubu zostało kilka miesięcy. Od kilku miesięcy również sytuacja z teściami się zmieniła - nagle mnie akceptują, nagle wszystko jest w porządku, a najgorsze jest to, że narzeczony ma teraz do mnie pretensje, bo nie chce tam jeździć itp. i jak to on mówi: sytuacja się zmieniła, przecież dobrze się zachowują. Czy on naprawdę nie rozumie, że to wszystko boli? Wiem, że to są jego rodzice, ale ja też mam uczucia. On jeszcze namawia mnie żebyśmy tam zamieszkali. Ja po tym wszystkim naprawdę nie potrafię, tym bardziej, że mamy gdzie mieszkać. Jakoś mi ciężko wyobrazić sobie podziękowanie dla rodziców na weselu - im to chyba za to, że mieszali mnie z błotem za to, że pokochałam ich syna, a z drugiej strony szkoda mi moich rodziców, bo im mam za co dziękować, bo to oni nam pomagali w tej trudnej sytuacji. Bardzo proszę o radę i o ogólną opinię. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Rodzice nie mają dla mnie czasu, myslę o samobójstwie. Jak z nimi rozmawiać?

Mam 14 lat i często myślę o tym, by popełnić samobójstwo. W szkole nie radze sobie najlepiej, a do tego nie mam przyjaciół. Moi rodzice bardziej zajmują się moim 10-letnim bratem niż mną. Moje 2 zagrożenia na semestr...

Mam 14 lat i często myślę o tym, by popełnić samobójstwo. W szkole nie radze sobie najlepiej, a do tego nie mam przyjaciół. Moi rodzice bardziej zajmują się moim 10-letnim bratem niż mną. Moje 2 zagrożenia na semestr zamknęły to, co miałam zarazie miłego. Boję się, że jak rodzice się o tym dowiedzą to nie będzie wesoło dopóki tego nie poprawie. Mam często takie myśli, że nikomu nie jestem potrzebna i nikt nie będzie za mną płakał. Boję się następnego dnia co się może zdarzyć.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Mama wyciąga ode mnie pieniądze - jak mam sobie poradzić?

Mam 12 lat. Moja mama zadręcza mnie swoimi problemami finansowymi. Gdy mam jakieś pieniądze zawsze wszystko jej oddaje, w szkole zawsze ja płacę ubezpieczenie, bo jest mi jej szkoda. Ale jak ona dostaje swoją wypłatę to kupuje rzeczy swojemu parterowi....

Mam 12 lat. Moja mama zadręcza mnie swoimi problemami finansowymi. Gdy mam jakieś pieniądze zawsze wszystko jej oddaje, w szkole zawsze ja płacę ubezpieczenie, bo jest mi jej szkoda. Ale jak ona dostaje swoją wypłatę to kupuje rzeczy swojemu parterowi. Kupuje także jedzenie i inne rzeczy. Ja nigdy nie naciągam mojej mamy i potrafię rozpoznać kiedy ona ma wystarczająco pieniędzy, a kiedy za mało. Jak proszę ją o 5 złotych to ona uważa, że to majątek. Gdy kończą jej się pieniądze to znów mnie prosi i tak w kółko jak mam to jej zawsze pomagam. Ale mam już tego dość, bo ona nigdy mi nie oddaje! Nie jesteśmy biedni, żyjemy jak normalna rodzina. Ona mnie o wszystko męczy i mi się spowiada, a jak dostanie wypłatę i pytam się czy jej starczy, to mówi: co cię to obchodzi, zajmij się sobą i mi się nie wtrącaj! O co jej chodzi i co zrobić, aby ją spławić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić z powracającymi natręctwami?

Są chwile kiedy mama jest dla mnie wyjątkowo miła, wtedy czuję, że ją strasznie kocham... Idzie do pracy, ja zostaję w domu sama, a następnie zobaczyłam, że kazała mi posprzątać ubrania, a ja sobie myślę: "Ty idiotko, sama sobie posprzątaj"...

Są chwile kiedy mama jest dla mnie wyjątkowo miła, wtedy czuję, że ją strasznie kocham... Idzie do pracy, ja zostaję w domu sama, a następnie zobaczyłam, że kazała mi posprzątać ubrania, a ja sobie myślę: "Ty idiotko, sama sobie posprzątaj" albo rozmawiam z nią przez telefon, ona mówi coś zabawnego, a ja myślę "to nie było śmieszne, kretynko". Ja nie wiem co mam zrobić, strasznie ją kocham i jest mi okropnie z tym jak podświadomie ją obrażam, mam dość... Czy mam się tego bać, czy to złe, czy da się coś z tym zrobić? Czy zostawić tę sprawę, nie przejmować się i czekać, aż to minie? Mam takie myśli tylko wtedy, gdy mam bardzo dobry kontakt z mamą. Miałam ostatnio natręctwa z rok temu i nagle powróciły dziś... Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Kłótnie rodziców - co robić?

Chyba mam depresję. Ostatnio nie mam motywacji do niczego, chciałbym, by ludzie zostawili mnie w spokoju, czasami mam dość wszystkiego, myślę, że nie daje rady, ale najpierw wszystko po kolei. Mam 17 lat i rodziców, którzy ciągle się kłócą...

Chyba mam depresję. Ostatnio nie mam motywacji do niczego, chciałbym, by ludzie zostawili mnie w spokoju, czasami mam dość wszystkiego, myślę, że nie daje rady, ale najpierw wszystko po kolei.

Mam 17 lat i rodziców, którzy ciągle się kłócą - powodem jest brak pracy dla mojego ojca; to matka wszczyna awantury, grozi opuszczeniem domu - gdybym jej nie szantażował tym, że popełnię samobójstwo, to już by dawno opuściła dom :(. Mój ojciec nie pracuje od 3 lat, nie jest jakimś alkoholikiem, nie bije żony, jest normalnym fajnym tatą, tylko że ma wykształcenie średnie i nie ma ofert pracy dla niego, ale matka mówi, że praca leży na ulicy i tylko dla nierobów nie ma. Wiem, że tata żyje w stresie (raz miał z tych stresów zawał i teraz też zaczyna go boleć serce), bo oprócz mnie i brata (jest na studiach ,a to sporo kosztuje) nasza rodzina utrzymuje jeszcze babcię, przez co musimy pożyczać pieniądze :(. Denerwuje mnie takie stwierdzenie, bo wiem, że ojciec szuka pracy, ale przecież nie będzie tego robił 24h na dobę.

Rozumiem matkę - w końcu ma prawo domagać się aby ojciec też zarabiał pieniądze, ale ona jest jakby ślepa - nie widzi, że go boli serce, jak chciałem jej wytłumaczyć to mówi, że jestem za młody na to, co mnie bardzo denerwuje. Ostatnio ją zaszantażowałem, że popełnię samobójstwo - sam już nie wiem co robić, proszę o radę albo chociaż słowo pocieszenia :(

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy moja mama cierpi na zaburzenia osobowości?

  Witam, od jakiegoś czasu obserwujemy z rodzeństwem dziwne zachowania naszej mamy. Od zawsze była "trudnym" człowiekiem, miewała wybuchy złości, szukała powodów do kłótni, krytykowała. Bywały między nami lepsze lub gorsze momenty. Jednak od jakiegoś czasu sytuacja pogorszyła się. Mama...   Witam, od jakiegoś czasu obserwujemy z rodzeństwem dziwne zachowania naszej mamy. Od zawsze była "trudnym" człowiekiem, miewała wybuchy złości, szukała powodów do kłótni, krytykowała. Bywały między nami lepsze lub gorsze momenty. Jednak od jakiegoś czasu sytuacja pogorszyła się. Mama przekształca historie (dorabia sobie do nich nieprawdziwe fakty) tak, żeby mogła innych o coś oskarżyć, oczernić. Robi to nagminnie wobec mojego taty, a ostatnio również wobec siostry i brata (do niego i wnuków nie odzywa się 5 miesięcy). Przed innymi użala się (oczernia najbliższych), udaje jaka to jest dobra i pokrzywdzona, a my źli. Jeśli cokolwiek robi się nie po jej myśli, jest kłótnia. Przy ostatniej wizycie w domu (studiuję gdzie indziej) nie wytrzymałam, kiedy będąc u brata wydzwaniała do mnie z pretensjami, ona próbuje mnie od siebie uniezależnić. Słowa w stosunku do mnie "niech spieprza" stały się podczas jej nastrojów normalne. W tej chwili również my nie mamy kontaktu. W najgorszej sytuacji jest tata, który przebywa z nią na co dzień, już kilka lat temu stwierdzono u niego depresję i cały czas się leczy. Boję się o nich i nie wiem jak im pomóc. Proszę o poradę.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Rodzice nie zgadzają się na to aby miał dziewczynę

Mam 18 lat nie mogę mieć dziewczyny ponieważ nie pozwalają mi na to rodzice. Chciałbym z nimi porozmawiać, lecz nie mam odwagi, wstydzę się. Nie stwarzam żadnych problemów rodzicom, uczę się, zawsze robię to co mi każą. Proszę o pomoc. Bardzo dziękuje za radę.
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy to nerwica, depresja, czy hipochondria?

Witam, jestem 19-letnią dziewczyną. Gdy miałam 9 lat moi rodzice się rozwiedli, ponieważ mój ojciec jest alkoholikiem. Mimo to zawsze miałam żal do matki, a nie do ojca. Wśród swoich rówieśników, i ogólnie wśród ludzi, często czuję się wyizolowana. W...

Witam, jestem 19-letnią dziewczyną. Gdy miałam 9 lat moi rodzice się rozwiedli, ponieważ mój ojciec jest alkoholikiem. Mimo to zawsze miałam żal do matki, a nie do ojca. Wśród swoich rówieśników, i ogólnie wśród ludzi, często czuję się wyizolowana. W kontaktach z ludźmi zazwyczaj czuję się niepewnie, jestem nieśmiała. Czuję, że nikt nie jest w stanie mnie polubić, ponieważ nie mam nic do zaoferowania. Jestem nudna, bardzo małomówna, bez żadnej inicjatywy, po prostu beznadziejna. Często mam poczucie winy, gdy próbuję coś zrobić dla siebie, stanąć w obronie swoich praw itp. Nie mam żadnych motywacji do działania. Moim jedynym dążeniem było znalezienie osoby, która mnie zrozumie całkowicie, bezgranicznie pokocha, nada sens mojemu życiu, wypełni pustkę i będzie ze mną do końca. Wydawało mi się, że znalazłam już kogoś takiego, ale pół roku temu mnie zostawił właśnie z powodu moich problemów ze sobą. W sumie zawsze każdy ze mnie rezygnował, więc nie powinno mnie to dziwić. Teraz nie widzę sensu w życiu, żadnych perspektyw, nadziei. Cały czas jestem przygnębiona, nie potrafię się cieszyć, nie umiem po prostu żyć. Boję się, że życie może się stać nie do zniesienia i jedynym wyjściem będzie samobójstwo. Ale jednocześnie nie chcę tego, bo boję się śmierci 24/h. Czuję się jakbym już stała nad grobem i miała umrzeć w każdej chwili. Ciągle jestem niespokojna, często miewam ataki lęku, najczęściej gdy kładę się spać (właściwie mam to co noc, ale z różnym nasileniem), wydaje mi się wtedy, że zaraz umrę, panicznie się boję. Mam wtedy wrażenie, że zaraz zemdleję, duszę się, mam uczucie gorąca, drętwienia, serce wali mi jak szalone itd. Mam problemy ze snem, często nie mogę zasnąć do świtu, albo mam bardzo płytki sen i budzę się co chwilę. W dzień natomiast mam problemy żołądkowe, poza tym mam skłonność do przypisywania sobie różnych chorób, podczas gdy badania na nic nie wskazują. Stale towarzyszy mi lęk, nie wiem jak się go pozbyć. Nie mam już siły dłużej zamartwiać się bez przerwy, zastanawiać się czy zaraz umrę i nie zdążę zrobić wszystkiego co bym chciała (a mimo to nie robię kompletnie nic z tego). Co powinnam zrobić? Czy jest jakaś szansa, żebym zaczęła żyć normalnie, cieszyć się tym życiem, nie myśleć bez przerwy o śmierci, o tym, że umrę i wszystko się skończy? To mnie strasznie przybija. Proszę o jakąś radę, wskazówkę, cokolwiek...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ktoś mi opowiadał, że chciał skoczyć z 8 piętra, ale spanikował. Jak mu pomóc?

Właśnie ktoś mi opowiadał, że chciał skoczyć z 8 piętra, ale spanikował. Jak mu pomóc? Co mam robić?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Walczyć o jego miłość czy zostać przyjaciółmi?

Cześć. Mam prawie 17 lat. Dręczy mnie skomplikowana sytuacja z moim przyjacielem. Opowiem całą sytuację od początku. Jakoś w kwietniu tego roku miał on problemy z pewną bandą chłopców z mojego osiedla, a ponieważ w tym środowisku mam bardzo...

Cześć. Mam prawie 17 lat. Dręczy mnie skomplikowana sytuacja z moim przyjacielem. Opowiem całą sytuację od początku. Jakoś w kwietniu tego roku miał on problemy z pewną bandą chłopców z mojego osiedla, a ponieważ w tym środowisku mam bardzo dobre znajomości, postanowiłam go z tego wyciągnąć, bez żadnego wahania. I od tego czasu się zaczęło. Kiedy miał treningi u nas w szkole chodziłam tam, bo wiedziałam, że przy mojej obecności nic mu nie grozi, bardzo to nas do siebie zbliżyło. Z powodu tej sytuacji narobiłam sobie złej krwi u kolegów. Najgorsze jest to, że zaczęło mi na nim zależeć, sytuacja brnęła dalej, niecałe 3 miesiące później znowu wpadł w tarapaty i groziło mu pobicie w tym wypadku przez mojego przyjaciela i jego kumpla. Więc znów bez wahania się za nim wstawiłam, mimo że sama mogłam w tym momencie oberwać w głowę. W końcu miłość nieodwzajemniona, ale miłość, wymaga poświęcenia dla drugiej osoby. Przyjaciel kazał mi wybierać: albo on albo ten tarapaciarz. Wybrałam tego w kłopotach, bo czułam się potrzebna. Ta znajomość się jakoś kręciła. Często go przytulałam, chodziliśmy za rękę, również często, bo przynajmniej 3 razy w tygodniu się spotykaliśmy. Dzień przed moim wyjazdem na obóz zabrał mnie na koncert. Myślałam, że jak wrócę nic się nie zmieni, a on od razu na powitanie wyskoczył mi z tekstem, że ma dziewczynę. W tym momencie moja reakcja była prosta: nie chcę cię znać, daj mi spokój. Tylko nie pozwolił mi odejść. Dzwonił, pisał tylko po to, żeby mnie przy sobie utrzymać. Często mi mówił, że żałuje, że zaczął z nią chodzić, bo widzi, jak mnie tym rani. Pochodzili miesiąc i zerwali, bo nie miał dla niej czasu, chociaż ze mną widywał się prawie codziennie. Zaczęła się szkoła i teraz widujemy się rzadko, ale codziennie rozmawiamy na gg. Kiedyś przeprowadziliśmy sobie poważną rozmowę i powiedziałam mu, że mi na nim zależy co cały czas próbuje mu udowodnić, a on, że czego tak naprawdę od niego chce, że chyba nie myślę, że mnie pokocha i będzie happy end. Teraz pojawiła się dziewczyna z jego nowej klasy, zależy mu na niej, ale nie chce mieć dziewczyny w klasie, sama mu to odradziłam i on się ze mną zgodził.Wysyła mi sprzeczne sygnały. Gdy dowiedział się, że mam jakieś poważniejsze problemy zdrowotne zaraz się o mnie martwił, pytał jak się czuje i wgl, cieszy się z każdego mojego zwycięstwa i pociesza w każdej złej sytuacji. Za każdym razem jak mu mówię, że już nie wyrabiam i chcę z nim zakończyć tę znajomość - nie daje mi odejść, a ja nie mam na tyle siły, żeby się postawić. Widzę, że się stara, ale wysyła mi sprzeczne sygnały. Nie rozumiem go. Co mam robić, walczyć o jego miłość czy zostać przy przyjaźni? Często przez niego płaczę, nie śpię po nocach. Jestem pewna, że to jest ten, ale on nie widzi w tym przyszłości. Co o tym sądzi specjalista? Może jakaś porządna rada, której mogłabym się trzymać w dalszym postępowaniu?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty