Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje: Pytania do specjalistów

Czy mieszkać z teściami?

Witam! Jestem młodą mężatką. Już przed ślubem było wiadomo, że będziemy mieszkać z rodzicami męża. Jednak ja nie chciałam zgodzić się na wspólną kuchnię, natomiast mój przyszły mąż nie chciał mieć osobnej kuchni, przynajmniej na razie, stwierdził, że jakoś to...

Witam! Jestem młodą mężatką. Już przed ślubem było wiadomo, że będziemy mieszkać z rodzicami męża. Jednak ja nie chciałam zgodzić się na wspólną kuchnię, natomiast mój przyszły mąż nie chciał mieć osobnej kuchni, przynajmniej na razie, stwierdził, że jakoś to będzie.

Od miesiąca mieszkamy z rodzicami mężna i czuję, że coraz bardziej się dusze. Teściowa ma swoje upodobania i zasady w kuchni, do których ja muszę się dostosować, choć jak mieszkałam w domu rodzinnym to prowadziłam kuchnię, ponieważ nie mam mamy i to na mojej głowie było zapewnienie jedzenia domownikom. Teraz teściowa przejęła stery, a ja nie umiem sobie z tym poradzić.

Chciałbym zrobić wiele rzeczy, ale słyszę przeważnie, że ona to zrobi, albo po prostu mnie do tego zniechęca, bo oni np. tego czy tamtego nie jedzą i po co mam to robić. Teściowa dzwoni do mnie po 3 razy dziennie co mam jak zrobić, jakiego garnka użyć, a ja mam już tego dosyć. Przecież nie jestem pięcioletnim dzieckiem. Owszem, stara się być przy tym miła, ale czy ona nie widzi, że jestem dorosła?Namawiam męża na własną kuchnię, ale on pozostaje głuchy na moje prośby, bo twierdzi, że to ja przesadzam i nic nie robię i jeszcze mam pretensje.

Co ja mam robić, bo brak mi już coraz bardziej siły i chęci do życia? Dodam, że dom jest męża, płaci on za niego comiesięczne raty kredytu i raczej w grę nie wchodzi wyprowadzka. Mąż za dużo pieniędzy włożył w budowę, na pewno na to się nie zgodzi. Teściowa mieszkała tam od początku, ja od niedawna i to ona wiedzie tam prym, a ja czuję się jak piąte koło u wozu.

Jestem załamana, bo nie mam tutaj własnego zdania, a mam wrażenie, że mąż jest za rodzicami. Walczyć o własną kuchnię, choć będę miała przeciwko sobie całą rodzinę, czy po prostu zaakceptować sytuację?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak nie pozwolić nadopiekuńczym rodzicom wtrącać się w moje życie?

Witam, mój problem nie tyczy się chwili lecz prawie całego mojego życia. Otóż w tej chwili jestem zakłopotany, bez sensu życia, nie mam planów, marzeń - ogólnie celu w którym chciałbym zmierzać.W chwili obecnej nie posiadam też pracy, gdyż...

Witam, mój problem nie tyczy się chwili lecz prawie całego mojego życia. Otóż w tej chwili jestem zakłopotany, bez sensu życia, nie mam planów, marzeń - ogólnie celu w którym chciałbym zmierzać.W chwili obecnej nie posiadam też pracy, gdyż straciłem ją. Mam już 26 lat, chciałbym się usamodzielnić, ustatkować i założyć w dalszej przyszłości własną rodzinę, jednak coś się ze mną dzieje... depresja? Nie wiem czy to ja cały czas coś źle robię, wiem, że nie mam łatwego charakteru.

Do rzeczy, ostatnio rozstałem się z dziewczyną, myślałem że uda nam się. Myślę że zawiniłem sporo w tym związku. Chciałbym to wszystko naprawić, jednak ona mnie już nie chce. Miałem dziewczynę, której mogłem ufać, lecz nigdy w to nie wierzyłem, bo w przeszłości miałem "dziwne" związki, które kończyły się na zdradzie tej drugiej strony, nie miałem ich wiele w przeciągu 4-5 lat były tylko 3 związki średnio po roku bycia z tą drugą osobą. Strasznie mnie one zraniły i zniechęciły do podejmowania nowych znajomości.

W zeszłym roku po długiej przerwie poznałem ciekawą osobę, mądrą dziewczynę stojącą twardo na tym świecie. Na początku było słodko, w dalszym naszym etapie poznałem ją z moimi rodzicami i powoli zaczęły się problemy. Ona nie przypadła do gustu moim rodzicom i przez ten cały okres bycia z nią wmawiali mi, że ona nie jest dla mnie, że to ździra, itd. Ta dziewczyna prawie z nimi nie rozmawiała, a na podstawie kilku zdań już moi rodzice takie zdanie o niej mieli. Zdarzało się tak, że jak przychodził okres kiedy szykowałem się to znajdowali mi nowe prace, aby im w czymś pomóc, jak nie pomogłem to były kłótnie znowu, jak pomogłem moja dziewczyna była zła na mnie, że się umówiłem na konkretną godzinę i nie przyjechałem, bo musiałem pomóc rodzicom. Takich zdarzeń od rodziców było mnóstwo zawsze coś było źle, np. że późno wróciłem od niej (3-5rano). Jeszcze w tym wieku dostaję takie od nich słowa że jeżdżę dużo gdzieś gdzie oni nie wiedzą, albo jak nie zrobię czegoś to mi zabiorą kluczyki od auta nawet spisują km z licznika aby wytknąć mi ilość przejechanych kilometrów po weekendzie.

Kiedyś był okres, że sprzedałem swoje auto, aby pomóc im przy problemach finansowych (15 tys) umówiliśmy się, że odkupią za jakiś czas mi auto, jednak zarejestrowali je na siebie. Miałem odłożone pieniądze, lecz znów pożyczyłem im,  aby załatali luki finansowe. Obecnie jest mi ciężko, gdyż nie mogę znaleźć pracy stałej. W tym tygodniu byłem cały tydzień na wyjeździe gdyż znalazłem dodatkową pracę, pracowałem dziennie po 12 godzin fizycznie i w sobotę chciałem posiedzieć i odpocząć to zrobili mi awanturę i kłótnie, że leń, nierób darmozjad i jakie oni dziecko wychowali. Chcę sprostować, że moi rodzice to nie pijacy tyko ludzie pracujący od rana do późna wieczorem, a te luki to z inwestycji. Myślę, że wynikają zachłanności - kto co inny ma to oni też chcą...

Chciałbym dodać, że dość często jadąc do dziewczyny byłem w złym humorze po kłótni w domu i często kłóciłem się z nią odreagowując domowe sprzeczki. Ona chciała mi pomóc, rozmawialiśmy lecz zawsze kończyło się kłótnią z mojej strony, że ona się czepia mnie. Od dzieciństwa od mnie ciągle coś wymagają, mówią, że to dla dobra mojego, że po nich ja to dostanę, że będę miał lżej itd. Nigdy nie dostałem od nich rady porady szczerego słowa, tylko wszystko w tonie rozkazującym. W całym tym efekcie potraciłem kontakty ze znajomymi, zresztą dużo ich nie miałem, bo chcieli abym nie wdał się w jakieś pijaństwo albo rozbójnictwo. Jest mi z tym źle, już nie mam siły codziennie się kłócić po kilkanaście razy wykrzykiwać swoich potrzeb czy racji. Chciałem wyprowadzić się na wynajem lecz z braku gotówki nie mam jak.

W całym tym efekcie nie wiem czy to ja jestem tą wytrąconą z torów osobą, że wszystko robię źle. Nigdy mnie do złego nie ciągnęło, a to że przeklinam często nie robi ze mnie złego człowieka. Chcę to przerwać, chcę skończyć lecz nie wiem jak, albo nie mam sił gdyż całe życie mówiono mi że rodzice wszystko mi dadzą. Ze znajomymi wstydzę się porozmawiać o tym problemie, gdyż jest dla mnie bardzo krępującym. Chciałbym odzyskać moją dziewczynę i ułożyć wszystko tak jak należy. Chciałbym się zmienić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Złe relacje z rodzicami mnie niszczą. Co mam zrobić?

Witam! Mam 20 lat. Zawsze miałam trudne relacje z rodzicami, ale ostatnio jest okropnie. Nie wiem co mam robić, ta sytuacja mnie wyniszcza (chorowałam na ciężką depresję, już prawie mam ją za sobą). Od dziecka miałam wrażenie, że...

Witam! Mam 20 lat. Zawsze miałam trudne relacje z rodzicami, ale ostatnio jest okropnie. Nie wiem co mam robić, ta sytuacja mnie wyniszcza (chorowałam na ciężką depresję, już prawie mam ją za sobą).

Od dziecka miałam wrażenie, że ojciec mnie nie lubi, kocha tylko najstarszego brata zaś mnie i drugiego nie znosi. Ojciec ma pewne wyobrażenie na mój temat i ciężko go przekonać, że się myli. Zawsze, w każdej sytuacji to ja jestem czemuś winna, nawet jak popsuje się lodówka, to na pewno ja coś zrobiłam. Jeśli ze mną rozmawia to są to tylko i wyłącznie pretensje. Mówi, że jestem głupia i niewychowana, chociaż nie ma do tego podstaw.

Za to moja mama, gdy przyjechałam z zagranicy powiedziała "mogłaś tam zostać, jak cię nie było to mieliśmy porządek". Cokolwiek bym do niej nie powiedziała ona to uznaje za atak na siebie. Jeśli pozmywam naczynia, poodkurzam itp. słyszę tylko "tu nie posprzątałaś, tu źle zrobiłaś, jesteś do niczego". Już nie wiem co mam robić, jak się do nich odzywać, więc przestałam.

Ale to mnie niszczy, czuję, że znowu wraca depresja. Nie mam możliwości wyprowadzenia się, czuję się bezsilna i proszę o pomoc. Przepraszam, że się tak rozpisałam. W moim przypadku chyba nie można mówić o okresie dojrzewania, bo mam to za sobą.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mama bardziej kocha starszą siostrę, a mnie nie widzi. Co mam zrobić?

Cześć. Mam 16 lat i bardzo często nasuwają mi się myśli samobójcze. Są spowodowane chyba tym, że czuję się niepotrzebna w domu. Coraz częściej zastanawiam się po co w ogóle żyję, czuję się niekochana przez mamę. Bardzo często płaczę...

Cześć. Mam 16 lat i bardzo często nasuwają mi się myśli samobójcze. Są spowodowane chyba tym, że czuję się niepotrzebna w domu.

Coraz częściej zastanawiam się po co w ogóle żyję, czuję się niekochana przez mamę. Bardzo często płaczę z powodu tego, że mama bardziej kocha starszą siostrę, ponieważ jej na wszystko pozwala i chodzi z nią gdy chce gdzieś iść, a mnie zawsze każe iść do taty żeby ze mną szedł. Nieraz próbowałam sobie zrobić pętlę i się powiesić, ale tego nie umiałam zrobić.

Zastanawiam się czy nie iść gdzieś do psychologa z moim problemem, ale nie wiem czy mogę iść sama, a nie chcę iść z nikim. Jakby co muszę mieć jakieś skierowanie? Czy wizyta będzie anonimowa?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam 18 lat i nic mi nie wolno. Co robić?

Witam Chcę opisać swój problem mam 18 lat. Z dziewczyną jestem od 3 lat. Ostatniego czasu, kiedy mojej mamie przestało odpowiadać towarzystwo moje dziewczyny, zaczęła się stawiać - wtedy ja też. I tak zaczęły się kłótnie. Najbardziej boli mnie to,...

Witam Chcę opisać swój problem mam 18 lat. Z dziewczyną jestem od 3 lat. Ostatniego czasu, kiedy mojej mamie przestało odpowiadać towarzystwo moje dziewczyny, zaczęła się stawiać - wtedy ja też. I tak zaczęły się kłótnie.

Najbardziej boli mnie to, że moja matka chce mnie zabrać na wakacje kiedy brat dziewczyny ma wesele i jestem wręcz tam honorowym gościem! Cała jej rodzina mówi "jak to fajnie razem będziemy się bawić". Co ja mam zrobić nie chcę jechać na te wakacje! Mam ciągłe awantury i podjeżenia nawet jak się z nią nie spotykam! Matka zabrania mi iść na wesele i z nią się spotykać. Na dodatek mam wracać do domu o 10. lub 10.30 - tak zawsze było! :( Mam dość! Co zrobić !? Były wyprowadzki, przepychanki - nic nie pomaga -  spokojna rozmowa też :(! Musi być po jej myśli!

Twierdzi że jestem na jej utrzymaniu i będę robił co ona mi każe. Potrafi przez godzinę, nawet dwie wyzwać mnie i moją dziewczynę.  Pod jej nieobecność ona nie przychodzi do mnie już od pół roku ale spotykamy się nadal:) I bardzo się kochamy:)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak rozmawiać z rodzicami o problemach?

Mam 11 lat i mam pewien problem, żyję z moimi 2 braćmi i tatą, mamy nie mam bo zmarła, a siostra mieszka w mieście. Od pewnego czasu mam luki w ćwiczeniach i nie mam ochoty na ich uzupełnienie i to...

Mam 11 lat i mam pewien problem, żyję z moimi 2 braćmi i tatą, mamy nie mam bo zmarła, a siostra mieszka w mieście. Od pewnego czasu mam luki w ćwiczeniach i nie mam ochoty na ich uzupełnienie i to wszystko przez to :( Przez to ciągle okłamuję tatę, że mi się słabo robi, że boli mnie głowa i po prostu. Nie idę do szkoły. Ciągle, zatruwam sobie żołądek niepotrzebnymi tabletkami jak na razie. Ale nie wiem jak tacie o tym powiedzieć, jak mu powiedzieć, że chce żybyśmy więcej czasu spędzali razem? Żeby zapytał się czym się interesuje, jak mu powiedzieć że mam luki. Boje się.:(

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Moja siostra zachowuje się podle. Jak mam sobie z tym poradzić?

Mój problem polega na tym, że już dłużej nie mogę tak żyć. Otóż rok temu pojechałam do mojej siostry do Holandii zostawiając mojego narzeczonego. Chciałam bardzo zamieszkać tam, choć moja siostra na początku mi odradzała gdyż mówiła, że sobie nie...

Mój problem polega na tym, że już dłużej nie mogę tak żyć. Otóż rok temu pojechałam do mojej siostry do Holandii zostawiając mojego narzeczonego. Chciałam bardzo zamieszkać tam, choć moja siostra na początku mi odradzała gdyż mówiła, że sobie nie poradzę. Miałam pracę, ale nie byłam szczęśliwa - często się z siostrą kłóciłam, bo wszystko jej przeszkadzało, nawet to, że jak byłam chora to chciałam poleżeć w łóżku gdyż męczyła mnie gorączka i nie miałam siły na nic.

Poznałam pewnego chłopaka. Razem pracowaliśmy i wydawał mi się fajny. Za namową mojej siostry umówiłam się z nim, spędziliśmy miły wieczór i tak zaczęliśmy ze sobą być. Moja siostra często mówiła, że jest fajny, przystojny i w ogóle szałowy. Często nocowałam u niego, bo z siostrą dogadać się nie mogłam. Nadeszły święta Bożego Narodzenia, nasi rodzice do nas przyjechali. Wcześniej, kilka dni przed tym, powiedziała mi, że on do mnie nie pasuje, moim rodzicom też się nie spodobał, ale nie patrzyłam na to, aż w końcu, podczas kolacji zaczęliśmy robić sobie zdjęcia, mój chłopak też tam był. Podczas robienia zdjęcia moja siostra usiadła mu na kolana, a ja stałam obok jak wryta. Wszyscy to widzieli i nikt nie zareagował - tylko mnie to ruszyło. Jej mąż też nic nie powiedział. W końcu zawołałam go do kuchni i zaczęłam z nim rozmawiać. Tym bardziej mi się to nie podobało, gdyż ja nigdy nie siadałam mojemu szwagrowi na kolanach ani go nie całowałam na dzień dobry lub do widzenia. Zaczęło mnie to denerwować.

Po świętach wróciłam do pracy, on też, ale po kilku dniach go zwolnili. Moja siostra zaczęła wydzwaniać do mamy i mówić jaki on jest zły i niedobry - zaczęłam kłócić się z mama. Po miesiącu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. On niby się cieszył, ale zaczął się dziwnie zachowywać - zaczął sprawdzać mi torebki, pytać, czy to na pewno jego dziecko, nie miał czasu dla mnie, wychodził na imprezy z kolegami i w ogóle robił co chciał. Nie wytrzymałam tego jak zaczął mnie oskarżać o zdradę - jak mogłabym go zdradzać jak ja nigdzie z domu nie wychodziłam? Zawsze tylko byłam z nim albo w pracy. W końcu postanowiłam, że dłużej tego nie wytrzymam - powiedziałam mu, że to koniec. Po zakończeniu tego burzliwego związku zaczął do mnie wydzwaniać oskarżając mnie ze puszczam się z innymi, a ja nikogo nie miałam, z nikim się nie spotykałam. W końcu pewnego dnia, podczas zakupów z moja siostra spotkałyśmy jego mamę - moja siostra powiedziała jej, że nie jesteśmy razem i że on nie daje mi spokoju. Jego mama na niego wpłynęła, bo dał mi spokój, ale po kilku miesiącach dowiedziałam się, że on ma kontakt z moją siostrą telefoniczny - cały czas do niej wydzwaniał i pytał o mnie, a moja siostra mówiła mu o każdym moim kroku. Zdenerwowałam się bardzo i powiedziałam mojej siostrze, by tego nie robiła więcej, ale w odpowiedzi dostałam to, że on jest ojcem, że jest to dobry chłopak, nic złego mi nie zrobił i że to ja go zostawiłam. Zgłupiałam. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć – postanowiłam, że wrócę do Polski na początku sierpnia.

Po urlopie, w maju, moja siostra zapytała mnie jakie mam plany - odpowiedziałam jej, że chciałabym urodzić dziecko w Polsce i tam zostać, a tymczasem popracować do końca lipca by odłożyć pieniądze i pospłacać moje długi. Nie pasowało jej to i powiedziała, że jej mąż ma mnie już dość. Wynegocjowałam, że zostanę tam do końca czerwca i na początku lipca wrócę do Polski. Zgodziła się. Po 2 dniach mnie wymeldowała, a ja wtedy poszłam do mojego szefa i przedstawiłam mu moją sytuację – powiedziałam, że mogę zostać tylko do końca czerwca. Szef przyjął to jakoś, chociaż nie był zbytnio zadowolony. Po kilku dniach dolatam telefon od mamy, która zarzucała mi, że postąpiłam niesłusznie zwalniając się z pracy i że jak ją pytałam czy mogę wrócić do domu w sierpniu to myślała, że przyjadę tylko na wakacje i wrócę z powrotem. Przysięgam na wszytko, że jak pytałam w maju mamę czy mogę wrócić to wytłumaczyłam jej, że wracam na zawsze, a nie jadę na wakacje. Wiedziałam, że to sprawka mojej siostry, gdyż bardzo chciała bym rodziła tam, w Holandii, bo ona by była przy porodzie.

Po kilkunastu rozmowach z moja siostrą wyszło tak, że to był mój błąd - sama przyznałam się do błędu chociaż w duchu wiedziałam, że nic złego nie zrobiłam, ale tak było bezpieczniej dla mnie - cóż mogłam zrobić skoro mama mnie nie chciała? Poszłam do szefa prosić o szanse zostania, ale niestety mój szef nie pozwolił mi zostać. Byłam załamana, bez niczego. Podczas kolejnego badania u położnej moja siostra powiedziała o mojej sytuacji, a ta skierowała mnie do biura gdzie pomagają osobom w takich sytuacjach jak ja. Poszłyśmy na spotkanie. Kobieta, która prowadziła moją sprawę wydawała się miła, dopóki nie zaczęła mnie wypytywać o ojca dziecka – powiedziałam, że nie chcę od niego żadnych pieniędzy ani żadnej pomocy. Zapytała dlaczego, ale gdy odpowiedziałam po polsku mojej siostrze dlaczego, moja siostra nie przetłumaczyła tego. Powód był taki, że gdy na początku jeszcze byliśmy razem z moim eks, mój eks kupił mebelki dla dziecka, a po kilku dniach zaczął wypominać mi, że wydał bardzo dużo pieniędzy na to dziecko. Po rozstaniu postanowiłam, że nigdy nie pozwolę na jakikolwiek kontakt mojego dziecka z nim. Otrzymałam zasiłek w połowie lipca. Były to niewielkie pieniądze, ale zawsze coś.

Postanowiłam pojechać do Polski na urodziny mojego taty, miałam wrócić po 2 tygodniach. Po moim wyjeździe moja siostra zadzwoniła do mamy i powiedziała jej, że ona nie chce mnie widzieć już więcej w Holandii i nawet mam nie przyjeżdżać po swoje rzeczy, a zostało tam wszystko: moje dokumenty, sprzęt, mebelki dla dziecka,ciuchy moje i dziecka, pierścionek zaręczynowy od mojego chłopaka, którego zostawiłam w Polsce i złoty kolczyk do pępka od mojego taty. Byłam zła, że tak ze mną postąpiła. Wiedziała, że mam długi i że nie mogę zostać w Polce, wielokrotnie jej to mówiłam. Mówiłam, że nie jestem tam szczęśliwa - nie kłamałam, nie byłam. Czasami bałam się nawet mojej siostry widząc jak postępuje ze swoimi dziećmi, jak latają po ścianach i jak wyzywa je od rożnych.

Dzisiaj dostałam od niej smsa, że przyszedł do mnie list od komornika. Zapytałam co to za list. Napisała mi 2 wiadomości, oto 1 z nich: „Witam. Dzwoniłam przed chwilą do mamy, aby ci przekazała, że przyszedł do Ciebie list od komornika, ale niestety mama już nie będzie przekazywać ci informacji ode mnie, ponieważ jesteś wielce oburzona, że ja otworzyłam list i że niby my cię obgadujemy. Nie wiedziałam, że tak to pojmujesz, przekazywanie informacji nazywasz obgadywaniem. W takim razie twoją przychodzącą korespondencję będę wyrzucała do kosza na śmieci. Jeśli ty się nie odzywasz do mnie, nie potrafisz napisać i podziękować chociażby za wysłane ci rzeczy to świadczy tylko o braku kultury z Twojej strony. Mam nadzieję, że będziesz kiedyś szczęśliwa. Pozdrawiam.” Zawsze uczono mnie, że cudzej korespondencji bez wiedzy adresata się nie otwiera, dlatego jak mama powiedziała mi o tym liście to się zdenerwowałam, a rzeczy o których mowa - musiałam prosić ją, żeby mi je wysłała, a poza tym to nie wszystko do mnie dotarło. W odpowiedzi na tą wiadomość napisałam: „Od jakiego komornika, za co? Podziękować ci? Za co? Za to, że mnie wyrzuciłaś na zbity pysk i nawet nie powiedziałaś mi, że nie mam przyjeżdżać po swoje rzeczy, tylko mamie to powiedziałaś? I wiesz co, teraz to ci podziękuje, ale za nasranie mi w papiery” . Wiem, że nieładnie napisałam, ale ja już po prostu nie mam siły.

Nie wiem za co mnie tak nienawidzi - płaciłam jej za mieszkanie u niej, robiłam co mogłam, by nie była zła, a ja nawet nie miałam być prawa zmęczona po 8-godzinnej pracy, nawet leków mi nie kupiła gdy byłam chora gdyż powiedziała, że przeziębienie to nie choroba. Jak nie chciałam jechać z nią na zakupy - obrażała się na mnie, pilnowałam jej dzieci pod jej nieobecność, a w zamian co dostałam? Wiadomość, gdzie miedzy innymi napisała, że mam się od niej odpierdo*ić i zapomnieć, że mam siostrę, bo ona dla mnie nią nie jest. Proszę, powiedzcie mi co ja zrobiłam złego? Jakie błędy popełniłam? Czym ją tak uraziłam? Po takich wiadomościach odechciewa się żyć... Jestem w 8. miesiącu ciąży. Będę miała córeczkę. Wstyd mi, że będzie miała taką mamę jak ja… Bardzo ją kocham, ale czuję się nikim. Mama mi nie chce wierzyć w to, co powiem na temat mojej siostry. Jak przedstawię jej sytuację całą to nie wierzy mi, a sama mieszkała u niej 2 lata i nocami, po kryjomu, wydzwaniała do taty, że ma dość i dłużej już z nią nie wytrzyma. Doradźcie mi, co robić? Ja już nie mam siły ani żadnej motywacji do dalszego życia.  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Straciłam przyjaciół i sens życia. Co robić?

Jestem 26-letnia kobietą, która nie jest w związku, tylko od ponad roku jest, a raczej była w głębokiej wieź emocjonalnej z parą gejowską, pokochałam ich nad życie, cale moje życie kręci się wokół nich, wszystko co robię to...

Jestem 26-letnia kobietą, która nie jest w związku, tylko od ponad roku jest, a raczej była w głębokiej wieź emocjonalnej z parą gejowską, pokochałam ich nad życie, cale moje życie kręci się wokół nich, wszystko co robię to dla nich, nic dla siebie.

Od dwóch tygodni nasz kontakt uległ znacznemu osłabieniu i nie umiem sobie z tym poradzić, nie potrafię sobie wypełnić tej pustki po nich. Wszystkie swoje znajomości zerwałam dla nich, nie mam gdzie wyjść, nie mam z kim porozmawiać, bo zawsze byli oni - teraz gdy ich nie ma nie potrafię funkcjonować, czuję się od nich uzależniona i chcę to zmienić, chcę zacząć żyć na nowo tylko wiem, że bez nich nie potrafię, są dla nie wszystkim co miałam.

Nie wiem co robić, czuję, że życie ucieka mi między palcami, a ja nic z tym nie robię, nie mam sil już walczyć sama ze sobą, ze swoimi emocjami. Pomocy, co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Co zrobić, żeby w nowej szkole wszystko ułożyło się dobrze?

Witam, mam 17 lat i jestem kobietą. Rok temu poszłam do liceum, gdyż było ono opatrzone opinią prestiżowego. Jednak okazało się inaczej, rządziła w nim niesprawiedliwość (szczególnie w ocenianiu), większość nauczycieli nie przejmowało się zbytnio naszą edukacją, przygotowaniem do matury.... Witam, mam 17 lat i jestem kobietą. Rok temu poszłam do liceum, gdyż było ono opatrzone opinią prestiżowego. Jednak okazało się inaczej, rządziła w nim niesprawiedliwość (szczególnie w ocenianiu), większość nauczycieli nie przejmowało się zbytnio naszą edukacją, przygotowaniem do matury. Ale problem był jeszcze jeden - ludzie z mojej klasy. Większość z nich była totalnie zarozumiała, patrzyła na innych z pogardą i wyższością. Do tej szkoły poszła również dziewczyna z mojej byłej klasy z gimnazjum. Na początku świetnie się dogadywałyśmy, ale z bliższym poznaniem ona zaczęła mną manipulować, perfidnie obniżać moje poczucie własnej wartości słowami typu "z tym sobie na pewno nie poradzisz", "nawet nie marz o takich studiach, gdyż się nie dostaniesz". Najgorsze było to że ja nie potrafiłam w żaden sposób uwolnić się z jej "sideł". Udawałam, że wszystko jest w porządku, a potem przychodziłam do domu i płakałam. Raz nawet próbowałam odizolować się od niej, ale wtedy zauważyłam, że cała klasa zaczęła się ode mnie odwracać. Właśnie wtedy postanowiłam zmienić szkołę. W nowej klasie nikt mnie nie będzie znał, mogę zacząć wszystko od nowa. I przeniosłam się po ukończeniu I klasy liceum. O naukę się nie obawiam, gdyż ukończyłam I liceum ze średnią 5.0, ale mam 2 problemy: po I - jak mam się zachowywać, aby sytuacja się nie powtórzyła i nowa klasa mnie zaakceptowała? Po II - jak mam powiedzieć dawnym znajomym, że zmieniłam szkołę. Jesteśmy trochę na siebie skazani, gdyż dojeżdżamy do szkoły tym samym busem.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Rodzice traktują mnie jak powietrze. Jak zwrócić na siebie ich uwagę?

Piszę na tej stronie kolejny raz. Napisałam list do rodziców o tym, że muszę iść do psychiatry, ale oni zwyczajnie mnie olali. Mam młodszą siostrę, ma 8 lat i rodzice interesują się tylko nią, a ja jestem dla nich tylko...

Piszę na tej stronie kolejny raz. Napisałam list do rodziców o tym, że muszę iść do psychiatry, ale oni zwyczajnie mnie olali. Mam młodszą siostrę, ma 8 lat i rodzice interesują się tylko nią, a ja jestem dla nich tylko powietrzem. Codziennie od rana do wieczora interesują się siostrą, a mnie traktują jakby mnie nie było.

Jedyne słowa, które do mnie mówią to chodź na śniadanie, obiad, kolację. Ja przez nich codziennie płaczę, w szkole się ze mnie śmieją, a ja zawsze płaczę - nie mam apetytu, gwałtownie schudłam z 48 kg na 39 kg. Czy to normalne, że codziennie jestem smutna? Nikt mnie nie rozumie. Pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy molestowanie psychiczne jest karalne?

Chodzi o to, że na imprezie wczoraj podeszła do mnie przyjaciółka mojej znajomej i zaczęła na mnie krzyczeć, że będę miala źle w nowej szkole, żebym lepiej tam nie przechodziła i żebym nie mówiła nic o tej znajomej złego....

Chodzi o to, że na imprezie wczoraj podeszła do mnie przyjaciółka mojej znajomej i zaczęła na mnie krzyczeć, że będę miala źle w nowej szkole, żebym lepiej tam nie przechodziła i żebym nie mówiła nic o tej znajomej złego.

Ja nic o niej złego nie mówię, zostałam wyzwana. Dodała też, że mogę ją podać do sądu, ale ona ma niby jakieś dowody. Nie wiem sama, czy to chodzi o to, żebym ja się bała i żebym nie dawała tego na policję i dlatego ona tak mówi? Sama nie wiem. Boję się, że będę miała źle w szkole, a zależy mi na dobrej opinii.

Chłopak mój był ze mną jak ona na mnie krzyczała i groziła, ale on nic nie zrobił. Potem był zdenerwowany i jak mówiłam, że chcę się przenieść, to on powiedział, że mam rację, ale bez niego. Nie wiem, jak mam to rozumieć, że on nie chce ze mną się nigdzie przenosić? Mówił, że chce dla mnie jak najlepiej. Jakoś jego słowa mnie nie pocieszają. Gadałam z przyjaciółką i od razu mi było lepiej.

Pragnę dodać, że wcześniej była taka sytuacja, że ta znajoma, co niby na nią złe słowa mówiłam, to ona dogryzała mi w szkole i też groziła i była policja i była sprawa z nią i ja ją wygrałam, bo byłam poszkodowaną. Na tej sprawie mi się pytał sędzia, czy chce, żeby byly one ukarane kuratorem, a ja powiedziałam, że nie, bo mnie prosiły, a teraz żałuję.

Nie wiem kompletnie co zrobić. Jak podam to na policję, to one będą miały z miejsca kuratora, ale nie wiem też czy to prawda z tamtymi dowodami. Nie chcę mieć złej reputacji w szkole. Pomocy :( Co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Dlaczego życie tak nas karze?

Mam na imię Ania. Mam 23 lata jestem mamą cudownego dziecka i mam wspaniałego męża, ale jesteśmy strasznie skrzywdzeni - mamy straszne kłopoty. Mieszkamy obecnie u teściów, ktorzy nadużywają alkoholu, co wiąże sie z ciagłymi awanturami a nie kiedy...

Mam na imię Ania. Mam 23 lata jestem mamą cudownego dziecka i mam wspaniałego męża, ale jesteśmy strasznie skrzywdzeni - mamy straszne kłopoty.

Mieszkamy obecnie u teściów, ktorzy nadużywają alkoholu, co wiąże sie z ciagłymi awanturami a nie kiedy nawet bójkami i wyrzucaniem nas z domu. Nie mamy dokąd iść, moi rodzice mieszkają w kawalerce, więc mieszkanie u nich odpada, na kredyt mieszkaniowy nie mamy najmniejszej szansy. Wynajmowalismy mieszkanie przez rok, tzn. kilka mieszkań, siedzieliśmy na walizkach - niestety sytuacja skomplikowała nam sie jeszcze bardziej, gdyż musielismy wziąć kredyt w kwocie 15 tysiecy, który będziemy płacili jeszcze 4 lata. W tym momencie nie stać nas nawet na wynajęcie mieszkania...

Nie mam ochoty żyć, żal mi mojego dziecka, ktore w środku nocy muszę ubierać i uciekać z nim do koleżanek, żeby nie płakało, nie bało się gdy teściowie robią awantury. Nie wiem już co mam zrobić, nie mamy dokąd pójść... Czy my tak dużo chcemy? Być szcześliwą i kochającą rodziną? Musiałam to tutaj napisać, czuję w sobie okropny żal i smutek nie mam z kim porozmawiać, ponieważ strasznie się wstydzę tego... Ja już po prostu nie daję sobie z tym rady. Płaczę, gdy nikt nie widzi, nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie uśmiecham się. Nie mam ochoty żyć... Pozdrawiam :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moja mama mnie nie docenia

Moja mama mnie nie docenia. Zawsze twierdzi, że nic w domu nie robię, a robię – zmywam, piorę, odkurzam, sprzątam w łazience, czasem nawet chcę zrobić obiad. Mam młodszego brata, którego mama bardzo faworyzuje. Siedzi on ciągle na komputerze i...

Moja mama mnie nie docenia. Zawsze twierdzi, że nic w domu nie robię, a robię – zmywam, piorę, odkurzam, sprzątam w łazience, czasem nawet chcę zrobić obiad.

Mam młodszego brata, którego mama bardzo faworyzuje. Siedzi on ciągle na komputerze i nic nie robi. Pamiętam, że ostatnio odkurzał jakiś rok temu, ale naprawdę nie robi nic. Do lekcji rodzice muszą go zmuszać, w domu nic nie pomaga, nawet do sklepu nie chce iść, więc ja chodzę. Kiedy nie chcę czegoś robić i próbuję postawić na swoim to obrywam od mamy, ale nigdy przy tacie. Gdy mu to mówię to on zwróci jej uwagę, a mama mówi ze zasłużyłam, ciągle mówi, że kłamię, a to nie jest prawda.

Dobrze się uczę i tata wykupuje mi dodatkowe lekcje z czego mama nie jest zadowolona. Uważna, że chcę tylko "wyłudzić pieniądze". Miałam krzywe zęby, wiec tata zaprowadził mnie do ortodonty - z tego mama też nie jest zadowolona i uważa, że to jest niepotrzebne, bo wymaga płacenia. Nigdy nie pochwaliła mnie za oceny, ani za to, że coś zrobiłam, a jak prowokuję i pytam, czy to dobrze lub czy jest ze mnie dumna mówi, żebym się odczepiła. Nigdy nie usłyszałam od niej, że mnie kocha, nawet kiedy ja jej to mówiłam. Nigdy nie przeklęłam przy mamie. Kiedy mówię, że czegoś nie zrobię i niech brat idzie, bo odrabiam lekcje np. to mama krzyczy i mówi: „nie pyskuj”.

Bardzo długo to już trwa i jestem już u kresu sil tak naprawdę. Myślę, że mam już lekki problem z psychiką, bo boję się jej kiedy podnosi głos i ogólnie się jej boję. Nie mam się do kogo zwrócić, naprawdę, więc proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mama pije i strasznie się kłócimy. Co robić?

Mam problem z nerwami. Nie potrafię opanować złych emocji. Jestem bardzo nerwową osobą. Głównie chodzi mi o relacje z mamą - nie potrafimy się dogadać, krzyczymy na siebie, mam wrażenie, że jest między nami nienawiść. Nie mówię, że...

Mam problem z nerwami. Nie potrafię opanować złych emocji. Jestem bardzo nerwową osobą. Głównie chodzi mi o relacje z mamą - nie potrafimy się dogadać, krzyczymy na siebie, mam wrażenie, że jest między nami nienawiść.

Nie mówię, że zawsze tak jest, ale co jakiś czas zdarza nam się ostro pokłócić. Szczególnie kłócimy się kiedy moja mama wypije. Nienawidzę tego... Od razu jak zauważę, że jest po piwie to mnie krew zalewa. Jestem wtedy bardzo zła na nią, bo mnie po prostu denerwuje jej zachowanie po piwie. Widać to na pierwszy rzut oka kiedy wypiła - głupio mówi, wspomina o zdradzie mojego taty, jest nieznośna, ciągle ma jakieś „ale” do mnie i mojego chłopaka (że nie przychodzi do mnie, że jestem nerwowa, bo pewnie mi się nie układa). Tylko, że to co ona mówi to nie prawda (mam wrażenie, że chce mi coś wkręcić, albo robi mi na złość). Denerwuję się tylko dlatego, ze wypiła i głupio gada. Krzyczymy na siebie, raz nawet doszło do szarpaniny... Relacje są okropnie złe. Nie wiem ile tu moje winy a ile mamy... Mama mówi, że jestem potworem. Powiedziała, że zachowuję się tak nerwowo, bo nie chodzę do kościoła i wstąpił we mnie szatan.

Chciałabym się trochę uspokoić, trzymać nerwy na wodzy, ale w takich sytuacjach nie potrafię. Co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Toksyczni teściowie rujnują nam życie. Jak pomóc mężowi?

Witam. Mój mąż pochodzi z rodziny z problemem alkoholowym (pije teść, jest przy tym bardzo wulgarny). Sprawa zaczęła się prawie 3 lata temu, po naszym ślubie. Moi teściowie od początku mnie nie akceptowali, jednak przez pierwszy rok było względnie spokojnie....

Witam. Mój mąż pochodzi z rodziny z problemem alkoholowym (pije teść, jest przy tym bardzo wulgarny). Sprawa zaczęła się prawie 3 lata temu, po naszym ślubie. Moi teściowie od początku mnie nie akceptowali, jednak przez pierwszy rok było względnie spokojnie. Po roku, gdy dowiedzieli się, że jestem w ciąży zaczęli robić mi awantury o to, że w ogóle śmiałam zajść w ciążę.

Mieszkamy od nich ok. 500 km i cały czas jesteśmy całkowicie niezależni finansowo. Mąż właściwie od początku był po mojej stronie - najpierw dość nieśmiało, jednak - gdy awantury się nasilały - wszedł z nimi w otwarty konflikt. Argumenty teściów były i do tej pory są absurdalne: nie podoba im się to, że słucham, co się do mnie mówi, a teściowa nie rozumie, dlaczego nie pozwalam na to, żeby teść mógł do mnie krzyczeć bez powodu (tłumaczenie - "bo on tak ma") itp. Roją też coś o jakiś bliżej nieokreślonych pieniądzach i obydwoje z mężem nie mamy pojęcia, o co im chodzi. Rozmowy trawały rok i nie przynosiły rezultatu. Czasami wydawało mi się, że mówienie do nich kompletnie mija się z celem, bo i tak potem wszystko przekręcili.

Po urodzeniu dziecka było jeszcze gorzej, więc zerwałam z nimi kontakt. Razem z mężem ustaliliśmy, że dopóki sprawa się nie uspokoi, będą mieć ograniczony kontakt z dzieckiem, bo przede wszystkim noworodek potrzebuje spokoju. Mąż nadal się z nimi kontaktował z nadzieją, że może przynajmniej się dowie, o co tak naprawdę im chodzi. Sprawa się tylko pogarszała, bo zaczęły się wyzwiska pod adresem mnie i mojej rodziny (której właściwie nie znają). Mąż zareagował w końcu bardzo stanowczo, więc zaczęli obrażać także jego. W ich ocenie odciągam go od rodziny, bo nie odwiedza ich tak często, jakby tego chcieli, a to, że mieszkamy daleko nie ma znaczenia. Jest też zmanipulowany, bo ich nie finansuje (obydwoje pracują) i uważają, że nie jest w stanie sam podjąć jakielkolwiek decyzji. W czasie którejś z kolejnych awantur teściowa wyrzuciła męża z domu. Było to miesiąc temu. Od tamtej pory nie ma z nimi w ogóle kontaktu.

Moje pytanie brzmi: jak mogę pomóc mężowi? On nadal jest wściekły i nie chce słyszeć o kontakcie ze swoimi rodzicami, ale widzę, że czasami jest mu ciężko. Boję się, że ta sprawa odbije się na jego zdrowiu. Jakie zachowanie męża powinno wzbudzić mój niepokój? Dodam, że przez całe nasze małżeństwo teściowa skutecznie zepsuła mi opinię w prawie całej swojej rodzinie (wiem to napewno, bo jedna z kuzynek opowiedziała nam, jakie brednie teściowa o mnie mówiła za plecami) i teraz mąż nie ma właściwie z nikim z krewnych kontaktu. Myślę, że decyzje, które podjęliśmy obydwoje z mężem o zerwaniu kontaktu z teściami były słuszne, bo nie wyobrażam sobie takiego traktowania. Oni nie wykazali inicjatywy w niczym - uważają, że wszystko im się należy, bo są starsi...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak żyć zgodnie?

Pobraliśmy się 7 lat temu mamy 2,5 letniego syna. Cały czas mieszkamy z moją mamą (ojciec zmarł dawno). Od roku przeprowadziliśmy się do nowego domu z moją mamą (ma ona swoje mieszanie, ale nie chce mieszkać sama). Problem polega na...

Pobraliśmy się 7 lat temu mamy 2,5 letniego syna. Cały czas mieszkamy z moją mamą (ojciec zmarł dawno). Od roku przeprowadziliśmy się do nowego domu z moją mamą (ma ona swoje mieszanie, ale nie chce mieszkać sama).

Problem polega na ciągłych konfliktach mojego męża z mamą. Mąż czuję się kontrolowany, skarży się, że nie możne ze mną spokojnie porozmawiać sam na sam, bo obok jest ona. Ja oczywiście go rozumiem, widzę też swoje błędy, że rzeczywiście zbyt mocno jestem z mamą związana, ale męża i dziecko kocham nad życie, a przy okazji chciałabym, aby mama czuła się potrzebna i aby pomagała mam przy dziecku, tylko ona rzeczywiście czasem przesadza.

Jestem już strasznie zmęczona pretensjami męża, że mama to czy tamto, a z drugiej strony nie wiem co zrobić aby mama czuła się dobrze, a chciała mieszkać sama (a to byłoby chyba najlepsze dla naszego związku), przecież jej nie wyrzucę… Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Pomoc z Ośrodka Pomocy Społecznej

Witam, Pisałam jakis czas temu do Pani o mojej sytuacji z toksycznymi teściami, a co za tym idzie z "rozwalonym emocjonalnie" mężem. Wg Pani zaleceń udałam się do Ośrodka Pomocy Społecznej w mojej dzielnicy i spotkałam się tam z...

Witam, Pisałam jakis czas temu do Pani o mojej sytuacji z toksycznymi teściami, a co za tym idzie z "rozwalonym emocjonalnie" mężem. Wg Pani zaleceń udałam się do Ośrodka Pomocy Społecznej w mojej dzielnicy i spotkałam się tam z panią konsultantką od przemocy w rodzinie.

Pani w rozmowie ze mną powiedziała, że to co robią teściowie i to co robi mój mąż to męczenie mnie psychiczne. Jeżeli chcę walczyć o męża to muszę być twarda i jasno stawiać swoje zasady, które są zdrowe. Jeśli się do nich z czasem przyzwyczai jest szansa, że zacznie porzucać swoje chore i wynaturzone zasady, jakie wyniósł z domu i wejdzie w mój zdrowy świat, ale to tylko szansa... Dam mu ją, bo go kocham, może się "ogarnie". Żeby było mi łatwiej stać się zasadniczą, konsekwentną i zdecydowaną kobietą pani konsultantka od przemocy zapisała mnie na zajęcia do grupy wsparcia dla osób współużależnionych. Tam nauczę się jak żyć z osobą uzależnioną od czegoś, czyli z moim mężem, który jest użależniony od swoich rodziców i przedmiotów. Tam nauczą mnie bycia konsekwentną i twardą.

Bardzo pani dziękuję za skierowanie mnie do Ośrodka Pomocy Społecznej. Trafiłam na bardzo mądrą panią psycholog. Chętnie będę korzystała z rozmów z nią. Napewno się odezwę i poinformuję Panią jak im idzie. Dziękuję jeszcze raz.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Ja mogłabym pomóc mojemu partnerowi?

Witam. Jestem kobietą, mam 19 lat. Problem, który chciałabym tutaj przedstawić dotyczy mojego chłopaka i nastawienia jego rodziców. Poznaliśmy się przez internet 7 lat temu, przez 5 lat czekaliśmy na spotkanie, co dzień rozmawiając i smsując. Spotkaliśmy się 2 i...

Witam. Jestem kobietą, mam 19 lat. Problem, który chciałabym tutaj przedstawić dotyczy mojego chłopaka i nastawienia jego rodziców. Poznaliśmy się przez internet 7 lat temu, przez 5 lat czekaliśmy na spotkanie, co dzień rozmawiając i smsując. Spotkaliśmy się 2 i pół roku temu, zakochaliśmy się w sobie i od tamtej pory jesteśmy razem, bardzo szczęśliwi.

Przez 2 lata przebywaliśmy w związku na odległość, spotykając się co kilka tygodni, kiedy to tylko było możliwe (on mieszkał w Polsce z rodzicami, ja ze swoimi za granicą). Od 4 miesięcy mieszkamy razem, obydwoje z moimi rodzicami, studiujemy i pracujemy, sami się utrzymujemy i jest nam razem wspaniale, bycie razem było naszym marzeniem. Pomogli nam w tym moi rodzice, mój tata wyszedł z propozycją przeprowadzki mojego chłopaka do nas, zatrudnił go w swojej firmie, więc bez problemu łączy naukę z pracą.

Z początku to ja chciałam się przeprowadzić do miasta, z którego pochodzi mój chłopak, ale po omówieniu przez nas wszystkich za i przeciw, niestety nie było to takie proste - mój chłopak mieszkał w Polsce z mamą (tata mojego chłopaka 3 lata temu wyjechał za granicę do pracy i nadal tam przebywa) i siostrą oraz jej 2 i pół letnim dzieckiem, mieszkanie jego rodziców jest małe, 2-pokojowe, mój chłopak dzielił pokój z 21-letnią siostrą i jej synem, nie było tam miejsca na nikogo więcej, co oznaczało, że moja przeprowadzka równałaby się z wynajęciem pokoju w akademiku, do tego dochodzą opłaty za żywność, transport, materiały, a wiadomo, że prace na pół etatu w Polsce nie są porównywalne z pracami na pół etatu za granicą, o ile w ogóle można takie stanowisko znaleźć, dlatego wszystko musieliby mi opłacać rodzice, na co nie było ich stać. Z tych powodów doszliśmy do wniosku, że musimy to przemyśleć i wtedy mój tata zaproponował przeprowadzkę mojego chłopaka, jako, że tata mógł nam zapewnić pomoc, co też uczynił i obecnie nie mamy żadnych problemów, wszystko układa nam się bardzo dobrze, zarabiamy dobrze co pozwala nam nawet na zbieranie wspólnych oszczędności, do tego się uczymy.

Problemy zaczęły się rok temu, kiedy mój chłopak poinformował rodziców o możliwości jego przeprowadzki - mama mojego chłopaka nawet nie chciała tego słuchać, od razu wpadała w złość, traciła humor i robiła się niemiła, za to tata z początku pochwalał wybór mojego chłopaka, twierdząc, że to będzie dla niego duża szansa. Po jakimś czasie relacje rodziców mojego chłopaka zaczęły się coraz bardziej komplikować - nigdy nie było między nimi dobrze -  ślub wzięli z przymusu po kilku miesiącach znajomości z powodu nieplanowanej ciąży, ich związek nie był dobrze przyjęty przez rodziców taty mojego chłopaka, jego matka (teściowa mamy mojego chłopaka) tuż po ślubie powiedziała "po co ci to dziecko, skoro on i tak cię nie kocha".Tata mojego chłopaka każdy wolny czas spędzał ze swoją mamą, zamiast żoną, która była w ciąży. Mamę zabierał na każde wakacje, żadnych nie spędzał sam na sam z małżonką, zawsze towarzyszyli im jego rodzice, którzy byli na pierwszym miejscu, dopiero na drugim umiejscowił sobie swoją żonę i dzieci (mojego chłopaka i jego siostrę). Poza tym nie pozwalał swojej żonie na kontakty ze swoją mamą, nie pozwalał na znajomości i robił awantury o kolegów czy koleżanki z pracy.

Z tego powodu mama mojego chłopaka cały swój czas i zainteresowanie przelała na swoje dzieci, spędzała z nimi każdą chwilę, nie potrafiła wytrzymać bez nich jednego nawet dnia (kiedy dla przykładu mój chłopak jechał na kolonie w wakacje, przed wyjazdem jego mama płakała, mówiąc, że będzie tęsknić), nie pozwalała mojemu chłopakowi na samodzielność, gdziekolwiek by nie szedł, cokolwiek miał do zrobienia, robiła to z nim i towarzyszyła mu wszędzie (chodziła z nim nawet do lekarza kiedy był chory i zamiast pozwolić mu powiedzieć swoje objawy, robiła to za niego). Obrażała się, kiedy sam chciał coś załatwić, więc z reguły się jej nie sprzeciwiał, bo nie chciał jej ranić. Z drugiej strony, tata mojego chłopaka był bardzo surową osobą; notorycznie robił awantury całej rodzinie, szczególnie uwziął się na swojej córce (siostrze mojego chłopaka), którą poniżał, wyliniał, bił i kontrolował na każdym kroku - on decydował jakie ubrania może nosić a jakich nie, on decydował z kim może się spotykać, jeśli przyprowadzała do domu chłopaków, zawsze drzwi od pokoju musiały być otwarte, a czas w jakim mogli przebywać razem był kontrolowany przez niego również.

To spowodowało, że zaszła ona w ciążę w wieku 18 lat, o której nikt nie wiedział, ukrywała ciążę w tajemnicy aż do dnia narodzin dziecka, dodatkowo, chłopak który jest ojcem zostawił ją kilka miesięcy przed porodem, ponieważ jak się okazało inna dziewczyna była z nim w tym czasie w ciąży. Dla mojego chłopaka, jego tata był lepszy, nie wyżywał się na nim aż tak jak na córce, ale również wszystko kontrolował, razem ze swoją żoną nie pozwalał nigdzie wychodzić, a jeśli już, to po uprzednim dokładnym wypytaniu i "meldowaniu" się mojego chłopaka co pół godziny.

Wszystko wyglądało w taki właśnie sposób aż do momentu wyjazdu taty mojego chłopaka za granicę do pracy, kiedy nie było go w domu niektóre rzeczy się uspokoiły, ale trwało to do czasu - po narodzinach dziecka siostry mojego chłopaka, paradoksalnie, to ona zaczęła zachowywać się tak jak jej tata, zachowuje się dokładnie tak, jak on zachowywał się w stosunku do niej. Od tamtego momentu zaczęła rządzić całą rodziną - moim chłopakiem i mamą, jeśli ktokolwiek chciał odwiedzić mojego chłopaka, mama mojego chłopaka kazała mu pytać o zdanie swoją siostrę (której raz np nie spodobało się, że ja chciałabym zostać 2 dni dłużej i z jej powodu musiałam wrócić wcześniej, choć były to wakacje i następne spotkanie z moim chłopakiem czekało nas dopiero za 4 miesiące, na święta co było najtrudniejszym okresem).

Siostra mojego chłopaka cały czas wydaje się być zazdrosna o swoją mamę w takim sam sposób jak robił to jej tata - jeśli mama mojego chłopaka ma ochotę się z kimś spotkać, to jej córka robi jej z tego powodu awantury, zaczyna ją wyklinać używając okropnych słów, natomiast jeśli ona chce się spotkać z chłopakiem (których od narodzin dziecka miała już wielu), to nawet o to swoją mamę nie pyta, po prostu mówi, że wychodzi i każe zająć się jej dzieckiem, a jeśli czasem jej mama się spóźni z pracy, albo nie może wziąć wolnego w dany dzień, w który jej córka akurat musi zostawić jej swoje dziecko do opieki, to znowu zaczynają się wyzwiska i kłótnie typu "dlaczego ty ta długo siedzisz w tej pracy" (co również wydaje mi się paradoksalne, zważając na to, że jej córka nie pracuje i wszystkie pieniądze dostaje od swojej mamy).

Od czasu narodzin dziecka, aż do tegorocznych wakacji, mój chłopak co dzień musiał słuchać awantur wszczynanych przez swoją siostrę w kierunku swojej mamy, ponadto kilka dni w tygodniu nie mógł wrócić później ze szkoły (uczył się w liceum ogólnokształcącym), nie mógł spotkać się z nikim, bo jego siostra oczekiwała, że zostanie z jej dzieckiem. Często zdarzało się nawet, że musieliśmy obydwoje zostawać z jej dzieckiem kiedy ja przyjeżdżałam na zaledwie tydzień, nie mogliśmy nigdzie wyjść, bo ona w ostatniej chwili mówiła nam, że nie ma go z im zostawić, a kiedy mój chłopak się sprzeciwiał, wtedy wtrącała się jego mama mówiąc "jesteśmy rodziną, musimy sobie pomagać", lub "twoja siostra ma ciężej, uczy się i ma dziecko, musimy jej obydwoje pomagać". Mój chłopak nie mógł mieć swojego życia, nikt nie pytał go o zdanie, jego mama ciągle powtarzała, że pomimo tego wszystkiego co robi jej córka, ona musi jej pomagać i ustępować, bo w końcu jej córka ma gorzej, urodziła wcześnie dziecko, chłopak ją zostawił, jej tata traktował ją zawsze gorzej niż mojego chłopaka, itp. itd. i z tych powodów, to zawsze mój chłopak musiał ustępować, zawsze musiał się podporządkować, nic nie odzywać.

Po przeprowadzce do mieszkania moich rodziców (co uprzednio wywołało wiele kłótni, wyzwisk i płaczu ze strony mamy mojego chłopaka, i słów typu "i tak wrócisz z płaczem", "jak możesz zostawiać swoją rodzinę, jak możesz szukać sobie nowej rodziny" - ze strony taty, mamy i siostry mojego chłopaka), mój chłopak stał bardziej spokojny (wcześniej ciągle cierpiał na nadciśnienie, co dzień rano bolał go brzuch i głowa, bardzo się stresował). Obecnie widzę, że czuje się lepiej, nie ma już tego typu dolegliwości, nie słucha co dzień kłótni i krzyków, nikt nie każe mu niczego robić, zarabia na siebie i stał się bardzo samodzielny. I naprawdę, wszystko układałoby nam się cudownie, bo bardzo dobrze się razem czujemy, gdyby nie rodzice mojego chłopaka.

Są dni, kiedy rozmawiają z moim chłopakiem na komunikatorze spokojnie, normalnie. Ale zawsze, przynajmniej raz na tydzień mama mojego chłopaka ma nagle gorszy humor, czasem zdarza się to co dzień, i wylewa wszystko na mojego chłopaka. Nagle bez powodu go wyklina, obraża jego i mnie, wcześniej kazała mu nawet wybierać "wybieraj, albo ja albo twoja dziewczyna, jeśli wybierzesz ją, to już nigdy nie będziesz miał matki", w takich chwilach ciągle twierdzi, że ja piorę mojemu chłopakowi mózg. Ostatnio, obydwoje ze swoim mężem podczas rozmowy stwierdzili, że ostatnio oglądali bilety na grudzień, i że mój chłopak powinien już wybrać dokładną datę i kupić bilet - nie zapytali go, czy ma jakieś plany na święta, czy chciałby spędzić je z nimi, po prostu stwierdzili, że już ma kupić bilety bo święta "musi" spędzić z rodziną. Całą moją rodzinę, która mieszka w Polsce mój chłopak widział tylko raz, dwa lata temu, więc pomyśleliśmy, że moglibyśmy najpierw razem pojechać tam na 3 dni, a później resztę świąt spędzić u rodziny mojego chłopaka - niestety, kiedy mama mojego chłopaka to usłyszała, od razu wpadła w histerię, używając zdań typu "twoja rodzina powinna być dla ciebie najważniejsza", "rodzina jest ważniejsza niż dziewczyna", "nawet nie jesteście po ślubie".

Zawsze w takich sytuacjach, kiedy mój chłopak powie coś, co jej się nie spodoba, jego mama dodaje również: "mam nadzieję, że zdążysz na mój pogrzeb", albo "a co jeśli mi się coś stanie, jeśli będę w szpitalu, nawet nie przyjedziesz". Poza tym, obecnie mama mojego chłopaka nie chce, aby przyjeżdżał do nich ze mną, chce żeby był sam i było też tak ostatnim razem, jednak on nie chciał jechać beze mnie, biorąc pod uwagę fakt, że był to koniec wakacji, nasze jedyne wolne, wcześniej cały czas pracowaliśmy, więc po jakimś czasie w jego mamie obudziło się poczucie winy i prosiła, żebyśmy przyjechali razem - czułam się niezręcznie, ale mama mojego chłopaka kiedy się z nią spotkaliśmy zachowywała się, jakby nigdy nic się nie stało, nie wspomniała nic o tym co mówiła, cały czas dziękowała, że przyjechałam, więc myślałam, ze wszystko to mówiła pod wpływem emocji, że to nie jej wina, jedna teraz znowu powtarza się ta sama sytuacja. 

Jak mam na to reagować? Wybaczać każdą obrazę? Później udawać, że nic się nie stało? Czy dać jakoś do zrozumienia, że nie jest mi miło i nie chce udawać? Jak mogłabym pomóc mojemu chłopakowi się z tym uporać? On na co dzień stara się o tym nie myśleć, ale sama przeprowadzka nie była dla niego łatwa, w końcu jest w obcym państwie, mówi w innym języku i jak już wszystko nam się układa i cieszymy się z tych sukcesów, wtedy jego rodzice starają się wywołać w nim poczucie winy. Czy nie jest tak, że każdy z nas na prawo decydować o swojej przyszłości samemu? Nie oczekujemy i nie otrzymujemy żadnej pomocy od rodziców mojego chłopaka, radzimy sobie sami i chcemy też mieć czas dla siebie, chcemy móc decydować co zrobić w święta np., nie chcemy być uwiązani do spotkań z konkretnymi osobami, i nie jest tak, że ja narzuciłam swoje zdanie swojemu chłopakowi, to on ma dość takich sytuacji, kiedy ktoś decyduje za niego, ale nie wiem co mogłabym mu doradzić, żeby uniknąć takich kłótni.

Jak powinien rozmawiać ze swoimi rodzicami, a szczególnie swoją mamą, aby nie było takich ciągłych reakcji i płaczu z jej strony, ale aby zaczęła go traktować jak osobę dorosłą, która może podejmować swoje własne decyzje? Czy nasz związek naprawdę nie jest nic warty, czy nie mamy żadnych swoich "praw", jako, że jesteśmy parą? Osobiście uważam, że nasz związek jest wyjątkowy; czekaliśmy na możliwość bycia ze sobą tak długo, tak bardzo się kochamy, jest nam razem idealnie, a ślub obecnie nie jest nam do niczego potrzebny, poza tym nie byłoby nas na niego stać. Czy nie jest ważniejsza sama świadomość, że jesteśmy razem? Czy nie mamy większych "praw" do przebywania razem, niż jak dla przykładu małżeństwo, które wzięło ślub po kilku miesiącach znajomości tylko z powodu niechcianej ciąży? Dlaczego oni nie potrafią zaakceptować tego, że my naprawdę jesteśmy parą i jak możemy to zmienić? Przepraszam za tak obszerną wypowiedź, ale nie byłam pewna jak to streścić, bo wydaje mi się, że przeszłość ma duży wpływ na obecne reakcje. Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc teściowej?

Witam, mam 31 lat, od 5 lat mężatka, mama dwóch synków. Problem dotyczy mojej teściowej. Nie wiem jak jej pomóc. Wszystko zaczęło się kiedy na świat przyszedł nasz pierwszy synek. Teściowa zaczęła ingerować w nasze życie, mówiąc nam co jeść,...

Witam, mam 31 lat, od 5 lat mężatka, mama dwóch synków. Problem dotyczy mojej teściowej. Nie wiem jak jej pomóc. Wszystko zaczęło się kiedy na świat przyszedł nasz pierwszy synek. Teściowa zaczęła ingerować w nasze życie, mówiąc nam co jeść, jakie leki brać, jak wychowywać dziecko. Jest zwolenniczką suplementów diety i wszystkie swoje pieniądze wydaje na te suplementy. Obecnie ma 60 lat, jest po rozwodzie ok. 26 lat. Nie ma mężczyzny. Z zawodu jest kucharką, dietetyczką, na emeryturze. Pomaga wszystkim w koło , zawsze starała się "leczyć" innych nie mając większego czasu dla swoich dzieci - to wiem z relacji męża. Dodatkowo teściowa wymyślała choroby naszemu synkowi. A to że ma niedorozwój szczęki, itp. że nie mówi, itd. dziecko jest zdrowe – fakt, po 2. roku zaczęło mówić pełnymi zdaniami, ale wg logopedów to norma. Dzieci są zdrowe.

Wytrzymałam 2,5 roku aż w końcu powiedziałam jej DOŚĆ. Dosłownie powiedziałam, że nie życzę sobie, aby aż tak ingerowała nam w życie, żeby wymyślała choroby naszemu dziecku, mówiła że jest cofnięte w rozwoju... Miałam podniesiony głos. Na szczęście mam męża za sobą, ale... Od tamtej pory Teściowa dręczy go psychicznie, mówiąc ze chce popełnić samobójstwo, że może nie wrócić z wycieczki zagranicznej, że chciała się rzucić do morza, żeby jej zwłok nie sprowadzał do kraju, itp. Mówi to tylko synowi (mojemu mężowi), a córka jej nie ma pojęcia o tym, o złej kondycji psychicznej matki. Dodatkowo mówi, że nie można nas odwiedzać, bo na samą myśl ma palpitacje serca, że się mnie boi, że mi źle z oczu patrzy, że już przed ślubem niby miałam złe oczy, zły wzrok.

Powiedziała synowi swemu, że była u psychiatry, że dał jej leki, ale że po nich się źle czuła i nie bierze i sama będzie się leczyć - córka o wizycie nie wiedziała. Mój mąż opowiedział wszystko swojej siostrze, na co ona powiedziała, że jakoś wierzyć jej się nie chce, że mama coś takiego mówiła. Wcześniej jeszcze na prośbę męża przeprosiłam teściową za swój ton, mimo że uważam, że nie powinnam, na co teściowa powiedziała, że przeprosiny są za późno. Później do mojego męża zaczęła mówić na mnie źle, że jestem uparta, że mam zły kontakt ze swoimi rodzicami (mam świetny kontakt), że się źle porozumiewam z rodzicami (rodzice i ja jesteśmy zadowoleni), że jej herbaty nie robiłam, itp., po prostu jakieś wymyślone sprawy co nie miały miejsca. Ja jestem zszokowana tym, co osoba taka możne wymyślić. W ogóle o naszym konflikcie opowiada ludziom obcym dookoła, nawet ortopedzie w przychodni...

Ona chce zwołać spotkanie z moimi rodzicami, moją siostrą i "wyjaśnić" sprawę, która się ciągnie od 1,5 roku... Moi rodzice znają dokładnie sprawę i problem - mama moja jest emerytowanym psychologiem. Rodzice nie chcą uczestniczyć w tej farsie. Mama mnie wspiera psychicznie, daje dobre rady. Ja się nie załamuję, ale chce pomoc mężowi i jego mamie. Mąż nie chce dzwonić do niej, za często jej widywać. Rozumiem go i sama nie mam też ochoty, ale chcę żeby dzieci miały babcię. A babcia dzieci nie widziała już kilka miesięcy. Nie wiem czy to początki jakiejś choroby psychicznej, czy tez to po prostu taka osobowość psychopatyczna, która próbuje winę wzbudzić w moim mężu. Mąż bardzo przeżywa "rozmowy" z matką. Jest wybuchowy, zdenerwowany. Po ok 2 dniach wraca do normy ;-) Rozmawiałam z mężem i jego siostrą, żeby wspólnie poszli z mamą do lekarza i przedstawili sprawę, ale widzę, że oni bagatelizują, albo boją się, że to może być coś poważnego, że chcą przeczekać, myślą że samo minie. Bardzo proszę o jakąś wskazówkę. Nie chcę, żeby mąż tym wszystkim się zadręczał.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ja wszystko niszczę?

Mam 15 lat i zauważyłem, że nie potrafię znaleźć sobie osoby, która by mnie rozumiała. Wśród rówieśników jestem dobrze postrzegany tylko przez jakiś czas. Przykład: w te wakacje przyjechałem do cioci (całe wakacje) rok temu spędziłem tam połowę wakacji, kiedyś...

Mam 15 lat i zauważyłem, że nie potrafię znaleźć sobie osoby, która by mnie rozumiała. Wśród rówieśników jestem dobrze postrzegany tylko przez jakiś czas. Przykład: w te wakacje przyjechałem do cioci (całe wakacje) rok temu spędziłem tam połowę wakacji, kiedyś mieszkałem w tej miejscowości, nie mieszkam daleko, ok. 10 km. Często spotykam znajomych z podstawówki i to właśnie dla nich przyjeżdżam do cioci.

Przez całe wakacje trzymałem z jednym kolegą, aż do środy - namówił mnie do pojechania z nim do centrum handlowego, ale ja powiedziałem od razu, że nie chcę jechać na długo. Od powrotu sprawia takie wrażenie, jakbym był dla niego obojętny, zaczął chodzić po innych kolegów (od środy, wcześniej to ja musiałem po niego chodzić), a w towarzystwie innych jestem mu całkowicie obojętny. Próbowałem z nim porozmawiać na ten temat, ale powiedział mi tylko, że po prostu ja nie potrafię cieszyć się życiem, że na starość nie będę miał co wspominać, i że zawsze robimy tylko to, co ja chcę. Ja bardzo go lubię i jestem tą sytuacją załamany, ponieważ od przeprowadzki (5 lat), tylko koledzy z mojej starej miejscowości potrafią się ze mną dogadać. Teraz boję się, że nawet oni mnie oleją.

Zauważyłem, że znajomości ze mną nikt nie brał na serio, koledzy po mnie nie przychodzili, kiedy poszedłem do gimnazjum wszystko się posypało, w drugiej klasie (nie chcę wyjaśniać dlaczego). Moja wizyta u psychologa skończyła się tym, że wyszedłem z gabinetu z płaczem. Pisząc teraz ten wywód też płaczę. Nie wiem skąd bierze się moja płaczliwość. Proszę o porady.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty