Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje: Pytania do specjalistów

Czy to depresja, czy jako nastolatka mam prawo do takich rzeczy?

Od trzech lat mieszkam w Irlandii. W sumie wszystkie moje problemy zaczynają się od tego czasu. Mam piętnaście lat i martwię się czy przypadkiem nie mam depresji. Z rodzicami nie mam żadnych problemów, bardzo się kochamy, mamie i tacie...

Od trzech lat mieszkam w Irlandii. W sumie wszystkie moje problemy zaczynają się od tego czasu. Mam piętnaście lat i martwię się czy przypadkiem nie mam depresji. Z rodzicami nie mam żadnych problemów, bardzo się kochamy, mamie i tacie mogę zaufać, ale nie wiem, co mam robić.

W Polsce byłam jedną z tych fajnych dziewczyn, z którymi wszyscy chcą się przyjaźnić, niestety tu jest inaczej - zostałam "zdegradowana" przez młodszą i ładniejszą dziewczynę. Jest bardziej wulgarna i jest Rosjanką (nie żebym coś miała do Rosjan), po prostu się różnimy. Na początku płakałam przez nią, ale mi przeszło, zrozumiałam, że musze się wziąć w garść. Tylko niestety mamy bardzo bliska wspólną znajomą, jest Rumunką, bardzo życzliwa dziewczyna. Zawsze pocieszy, ale ostatnio się zmieniła nie do poznania, wydaje mi się, że jest pod wpływem Rosjanki, strasznie podobnie się zachowują. W drugiej klasie gimnazjum poznałam jeszcze jedną Łotyszką (tamta Rosjanka też w sumie jest Łotyszką, ale mówi, że jest Rosjanką) zaprzyjaźniłyśmy się, ale nadal czułam niedosyt, czułam się samotna.

Przez dwa lata mieszkałam na irlandzkiej wsi (rok przed tym mieszkałam w mieście - podstawówka), było tam spokojnie, ale gdy wracałam ze szkoły do domu strasznie było mi przykro. Nie mogłam rozmawiać z przyjaciółmi (rodzice nie mieli na to wpływu, po prostu nikt się do mnie nie odzywał, bo mieszkałam daleko i nie chciałam chodzić na wagary ani na inne rzeczy, jestem z typu tych spokojnych i w pewnym sensie starych mentalnie osób) ani wychodzić, bo mieszkałam 30 min od miasta, autobus był 20 min od domu - przez pola. Moja rozrywka było uczenie się, strasznie mnie to dołowało. Ale dzięki temu nie miałam problemów w szkole, jestem jedna z najlepszych uczennic w klasie, angielski też nie sprawia mi problemów. Zamknęłam się w sobie, mało rozmawiałam z przyjaciółmi, a na przerwach czytałam. Czułam się odrzucona, raz nawet pocięłam się żyletką, ale to nie pomagało, więc odpuściłam.

Kilka tygodni temu wyprowadziłam się z rodziną do miast, gdy zaczęłam pisać do koleżanek, że z chęcią bym się z nimi spotkała - niestety po pierwszym spotkaniu nikt więcej się nie odezwał (może zrobiłam coś źle, ale przepraszam nie będę piła ani paliła, wiem młodzież powinna się wyszaleć, ale ja nie mam ochoty na takie rzeczy). Myślałam, że coś się zacznie zmieniać, gdy przeprowadzę się do miasta. Niestety jest tylko gorzej. Rok temu poznałam na polskim obozie chłopaka, bardzo mi się spodobał, po obozie długo nie rozmawialiśmy. Nie przeszkadzało mi to, był dla mnie jak bardzo dobry kolega. W czerwcu znów się odezwał, już od dwóch miesięcy czatujemy. Wiem, że mogę mu wszystko powiedzieć, tylko w pewnym sensie uzależniłam się od niego. Mieszka on w innym mieście. Nie wiem, co mam robić, boję się, że mnie odrzuci (nie chcę mu tego mówić). On jest jedyną osobą, która mnie rozumie. Również nie chcę się zakochać, to nie w moim stylu. Czuję się jak bohaterka tych książek, które czytam.

Przepraszam, że tak dużo napisałam, ale moja historia, jest bardziej skomplikowana niż się wydaje. Czekam na szybką odpowiedź, chcę wszystko naprawić przed końcem wakacji. To znaczy, że mam jeszcze trzy tygodnie. Pewnie zajmie mi to więcej czasu, ale chcę się zmienić i dowiedzieć, co się ze mną dzieje. A może to nie we mnie tkwi problem tylko w otoczeniu? Mam nadzieje, że wszystko napisałam. Ps. Chodzę do damskiej katolickiej szkoły, w Irlandii nie ma innych.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co zrobić z nadopiekuńczością?

Nadopiekuńczość. Zostajesz mamą, dbasz o dziecko jak tylko możesz, ale czasem przeradza się to w chorobliwą nadopiekuńczość. Niektóre matki nie chcą popełniać tego samego błędu co z wcześniejszym dzieckiem i próbuję jeszcze bardziej je ograniczać, niedopuszczać od większości rzeczy,...

Nadopiekuńczość. Zostajesz mamą, dbasz o dziecko jak tylko możesz, ale czasem przeradza się to w chorobliwą nadopiekuńczość. Niektóre matki nie chcą popełniać tego samego błędu co z wcześniejszym dzieckiem i próbuję jeszcze bardziej je ograniczać, niedopuszczać od większości rzeczy, uniedostępniając im zasmakowania życia. Chłopcy są silnymi osobowościami, zaś dziewczynki słyną z wygłupów i błędów, które w życiu popełniają. Dlaczego dziewczyny mają mieć większą opiekę niż chłopcy?

Gdy chłopak staje się pełnoletni, rodzic nie martwi się o niego tak samo jak o dziewczynę (córkę). Wiele dziewczyn zaczęło zostawać w wieku niepełnoletnim lub świeżo po pełnoletności matkami. Czyja to wina? Wszyscy mówią że rodziców, bo "jak ją wychowałaś, tak teraz masz" - puszczałaś na nocne wybryki, pozwalałaś spać u koleżanek, nie wiedząc co robi i przyszła pewnego dnia z nowiną o ciąży. Niektóre matki, oglądając programy w telewizji o takich młodych dziewczynkach, które zostają matkami itd. zaczynają mieć bzika na punkcie swoich córek i synów. Czytając gazety o gwałtach na dyskotekach zabraniają im większość rzeczy. Przesada? Moim zdaniem tak, ale czy się mylę? Czasami lepiej porozmawiać z córką niż się na nią wydzierać i zabraniać wielu rzeczy. Czy nie najważniejsze jest poznanie swojej córki/syna i uzupełnianie swojej wiedzy o niej/nim, co powoduje spokojniejsze noce gdy pozwalasz jej wyjść, bo wiesz jaka jest i na co sobie pozwoli?

Czy po 20. roku życia można jej wszystkiego zabraniać? Po raz kolejny kłania się nadopiekuńczość. Zabranianie, awantury, bicie. Czy to już lekka przesada? Jest wiele osób które się buntują, ale i są rodzice którzy potrafią podnieść za to rękę. Czy to mądre posunięcie? Grożenie policją jeżeli nikt nic nie robi, a tylko odpyskowuje? Wiele dziewczyn, które tutaj siedzi, na pewno ma taką sytuację. Ale czasem psychika takiej osobie szybko pada i nie wie co robić. Niektóre uciekają, inne odbierają sobie życie, a inne się trują. Co pani psycholog by poradziła takim osobom?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Mam depresję czy zwariowałam?

Witam. Mam 30 lat, jestem kobietą. 9 mies. temu urodziłam córkę. Nie radzę sobie z teściami, którzy są nachalni, władczy, manipulują moim mężem oraz częścią swojej rodziny. Przez tę sytuację i ciągłe afery, które wymyślają, przestałam radzić sobie sama...

Witam. Mam 30 lat, jestem kobietą. 9 mies. temu urodziłam córkę. Nie radzę sobie z teściami, którzy są nachalni, władczy, manipulują moim mężem oraz częścią swojej rodziny.

Przez tę sytuację i ciągłe afery, które wymyślają, przestałam radzić sobie sama ze sobą. Zrobiłam się nerwowa, płaczliwa. Każdy ich telefon lub przejeżdzanie obok ich domu (mieszkaja niedaleko i nie da się go ominąć gdy wracamy "z miasta") powoduje u mnie drgawki, trzęsienie rąk, nudności, uczucie ociężałych, mdlejących nóg, zawroty głowy i intensywne pocenie się.

Po każdym ich telefonie z jakąś awanturą (ciągle wymyślają preteksty by dzwonić i wrzeszczeć, wysyłać obraźliwe smsy czy po prostu intrygować miedzy mną, a mężem) mam zarwaną noc. Z reguły objawia się to trzęsieniem, uczuciem lęku, wprost przerażenia, i nudnościami. Taki "atak" trwa zazwyczaj do 1 godz do 3. Budzę się już z uczuciem przerażenia, za chwilę dochodzą nudności i trzęsiawka.

Czy ja zwariowałam? Gdzie mam się udać po pomoc? Czy to nerwica? Czy mam prawo żądać od męża zerwania kontaktów z jego rodzicami? Taka sytuacja trwa od dnia naszego ślubu, ok. 3 lat. Chcą byśmy dawali im i drugiemu ich synowi pieniądze, bo im nie chce się pracować. Byśmy nawet meble w domu ustawiali tak, jak oni chcą. Planują nam wszystko i żądają byśmy ich plany realizowali.

Bardzo proszę o poradę. Nie radzę sobie już ze sobą, a przez to nie mam cierpliwości do dziecka. Ono też jest nerwowe, skoro u nas w domu są ciągłe awantury. Teściowie rozbijają mi rodzinę od środka. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak porozumieć się z mamą?

Od jakiegoś czasu nie mogę dogadać się z mamą. Mam 20 lat, a mama dalej traktuje mnie jak małą dziewczynkę. Przed każdym moim wyjściem z domu jest kłótnia. Nawet znajomi zaczynają się ze mnie śmiać, że zawsze muszę się prosić...

Od jakiegoś czasu nie mogę dogadać się z mamą. Mam 20 lat, a mama dalej traktuje mnie jak małą dziewczynkę. Przed każdym moim wyjściem z domu jest kłótnia. Nawet znajomi zaczynają się ze mnie śmiać, że zawsze muszę się prosić o "przepustkę". Zaczyna mnie to przerastać, bo nikt z grona moich znajomych nie ma takich problemów. Przez tę sytuację zaczynam odstawać od towarzystwa :-( Moja mama jest bardzo nerwową i wybuchową osobą i zawsze musi być tak jak Ona chce. Ja niestety mam podobny charakter. Nie wiem już jak się dogadać. Proszę o pomoc.

Czy moja mama ma depresję? Jak jej pomóc?

Witam. Ostatnio dręczy moją mamę i mnie ogromny problem. Otóż mieszkam z mamą sama od kiedy się urodziłam, mama miała dość ciężkie życie - ojciec ma drugą rodzinę, której niegdyś się poświęcał, natomiast ja nigdy - poza dzieciństwem - nie...

Witam. Ostatnio dręczy moją mamę i mnie ogromny problem. Otóż mieszkam z mamą sama od kiedy się urodziłam, mama miała dość ciężkie życie - ojciec ma drugą rodzinę, której niegdyś się poświęcał, natomiast ja nigdy - poza dzieciństwem - nie miałam z nim kontaktów. Mama radziła sobie cały czas sama (choć wiem, że otrzymywała pomoc od rodziców i rodzeństwa). Radziła sobie aż do teraz.

Kilka miesięcy temu straciła pracę w której pracowała 30 lat, twierdząc, że nie sprzyjała jej atmosfera w biurze. Niestety informacje dochodzące z zewnątrz są bardziej niepokojące. Nie wiem kogo słuchać i kogo się poradzić. Mama ma ciągłe huśtawki nastrojów, potrafi siedzieć i patrzeć przed siebie godzinami. Ciagle przebywa w domu, chociaż odwiedza czasami dziadka i idzie na spacery. Niestety wszelkie długi komornicze spadły na moje barki czym mama się nie przejmuje (jak to daje mi do zrozumienia). Często się kłócimy, wyzywamy. Niem potrafię sobie z tym poradzić. Mama zaczeła wtrącać się w moje życie osobiste wyszukując wszędzie spisków przeciwko niej. Jest nastawiona do mnie wrogo, jak do obcego człowieka.

Nie jestem w stanie zmienić swojego podejścia i podejścia swojej mamy, a bardzo chciałabym coś zdziałać. Obecnie musze przerwać studia, nie mam pieniędzy, pracuję i muszę spłacać długi swojej mamy i wysłuchiwać jej ciągłych wahań nastrojow. Nie jestem w stanie nad tym zapanować. Co zrobić? Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak przetrwać z nadopiekuńczą matką?

Witam, mam 23 lata, jestem chłopakiem i mam problem ze swoją matką. Mianowicie chodzi o to, że mama traktuje mnie jak małe dziecko i bardzo mi to przeszkadza - oczywiste jest, że się z tym nie zgadzam i często się...

Witam, mam 23 lata, jestem chłopakiem i mam problem ze swoją matką. Mianowicie chodzi o to, że mama traktuje mnie jak małe dziecko i bardzo mi to przeszkadza - oczywiste jest, że się z tym nie zgadzam i często się denerwuję jak usłyszę jakieś dziecinne stwierdzenia co do mojej osoby itp. Dobrze, że uprawiam biegi i jakoś swoją złość odreagowuję. Mieszkam z rodzcami, pracuję (odkładam na mieszkanie - chcę się wyprowadzić, bo psychicznie z w/w powodu nie wytrzymuję), mam dziewczynę, z którą jestem 3 lata i jestem z nią szczęsliwy, niedawno obroniłem licencjat. Aktualnie potrzebuję rady jak sobie z tym radzić, póki jeszcze z nimi mieszkam.

Chciałbym też dodać, że wszystko się nasiliło po czerwcowych zaręczynach. Odczuwałem, że matce stała się jakaś wielka krzywda, gdy przy kolacji poinformowaliśmy ich, że się zaręczyliśmy. Po kilku dniach "czułości" się nasiliły i jest tak do dziś. Nie mam ochoty słuchać tego, naprawdę. Mam siostrę w wieku 29 lat, która mieszka ze swoim narzeczonym - nie chciałbym popełniać takich samych błedów jak ona w moim wieku, bo przeżywała to co ja teraz i się na to godziła, i robiła wszystko tak, jak mamusia każe, a teraz wychodzi jej niezaradność.

Jak sobie z tym radzić? Serdecznie dziękuje za odpowiedź i kilka rad - chodź domyślam się, że jedną z nich bedzie wyprowadzenie się, co chcę uczynię jak najszybciej - które pomogą mi przeżyć psychicznie takie zachowanie.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Nie widzę szans na to, żeby dogadać się z siostrą. Jak osiągnąć spokój i równowagę?

Witam. Nie wiem już co dalej robić z tym wszystkim… Mam 29 lat, mieszkam z rodzicami i dwoma siostrami w wieku 38 i 39 lat - jestem najmłodszym dzieckiem, rodzice mieli po 43 lata jak się urodziłam. Odkąd pamiętam -...

Witam. Nie wiem już co dalej robić z tym wszystkim… Mam 29 lat, mieszkam z rodzicami i dwoma siostrami w wieku 38 i 39 lat - jestem najmłodszym dzieckiem, rodzice mieli po 43 lata jak się urodziłam. Odkąd pamiętam - rodzice stale się kłócili o wszystko, nawet rozlana woda była pretekstem do kłotni.

W marcu tego roku ojciec zmarł, od 2 lat chorował na miażdzycę, dostał zatoru o 5. rano. Mama od 15 lat choruje na serce, miała operację na zastawkę serca. Nawet zbytnio tego tak nie odczułam nie miałam z nim silnego kontaktu emocjonalnego - przeraża mnie jedynie śmierć, pogrzeb, trumna i że coś się skończyło. Nawet nigdy do ojca nie mówiłam "tato" czy "ojciec" - to słowo jest mi zupełnie obce, zawsze do niego mówiłam "ty". Tak się zwracałam. Średnia siostra w ogóle się nie odzywała do niego przez całe życie - wiecznie się kłócili.

Po skończeniu szkoły usiłowałam znaleźć pracę. Znalazłam, ale zachorowałam - od prawie 10 lat bolała mnie głowa, smutek w domu, jak przychodziłam to stale był tylko płacz i kłótnie. Bardzo silnie przeżywałam, jak rodzice się kłócili, wieczny stres. Pamietam od dziecka to uczcucie. Wiecznie się bałam przyjść do domu, bo nigdy nie wiedziałam co zastanę. W zeszłym roku od wujka dowiedzialam się, że mieli jeszcze moi rodzice jedno dziecko, dziewczynkę. Moja najstarsza siostra zmarła 40 lat temu, przeżyła 9 m-cy, zmarła w wigilię na zapalenie płuc. Dzisiaj miałaby 41 lat…

Z początku lekarze nie wiedzieli co mi jest. Byłam strasznie nerwowa. Po sprawdzeniu tarczycy neurolog stwierdził, jak to wtedy okreslił, kwitnącą nerwicę. Od 3 lat biorę S*** i Z*** przy ciężkich dniach. Po śmierci ojca poczułam ulgę, myślalam, że już skonczą się kłótnie, będzie spokój, ale nie…

Problem jest ze średnią siostrą: 4 lata temu przyprowadziłam do dmu chłopaka, jestesmy ze sobą już ponad 7 lat, mieszkamy kawałek od siebie i dlatego, z początku, raz on nocował u mnie, raz ja u jego rodziców. Jego rodzice zaakceptowali mnie, jego rodzina mnie lubi, moi rodzice też bardzo go polubili, ale niestety - odkąd średnia siostra dowiedziała się, że mam kogoś stale robi mi awantury.

Z początku zawsze uważała, że mnie nic się nie należy, w domu, jak przechodziłam, wyzywała mnie, poniżała - wtedy postanowiłam, że dobuduję sobie osobne wejście do domu i tam zrobię sobie mieszkanie. Tak zrobiłam. W tym roku, po ciążkich bojach z urzednikami i firmą budowlaną, dobudowałam, ale co z tego - myślałam, że będę mieć spokój, ale nie - siostra nie pozwala nic głośnego mi robić, a przy budowie wiadomo, że walą młotkiem. Z tego powodu stale robi mi awantury. Nie wiem już co mam robić.

Czy po prostu sprzedać tę moją połówkę i mieszkać gdzie indziej? Naprawdę dłużej się tak nie da. Ona o byle co zaraz wszczyna kłótnie, bardzo zazdrości tego, że ja mam chłopaka - przyjaźnimy się, kochamy, a ona nie ma nikogo mimo swich 38 lat. Strasza (39 lat) też nigdy nikogo nie miała, ale jakoś się dogaduję z nią. Ze średnią niestety się nie da… Nie wiem jak to dłużej wytrzymam.

Co robić dalej? Tutaj włożyłam swoje całe oszędności, myślałam, że będę mieć spokój, bo dom i ogród taki duży, ale nie… Nie wiem już co robić, ile jeszcze wtrzymam jej przekleństwa, wyzwiska, ciągłe kłótnie o wszystko… Marzę jedynie o spokoju. Zawsze tylko o tym marzyłam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak rozmawiać z rodziną?

Witam. Mam problem z rodziną... Od zawsze traktują mnie jak służącą, mam młodszego brata o 4 lata, który ciągle siedzi przed komputerem i się na mnie drze. Ja zaś sprzątam w domu, zmywam naczynia, zawsze chodzę do sklepu itd. Ogólnie...

Witam. Mam problem z rodziną... Od zawsze traktują mnie jak służącą, mam młodszego brata o 4 lata, który ciągle siedzi przed komputerem i się na mnie drze. Ja zaś sprzątam w domu, zmywam naczynia, zawsze chodzę do sklepu itd.

Ogólnie się staram, myślę bardziej o innych niż o mnie, staram się jak mogę, a oni nadal na mnie krzyczą, czuję się jak służąca, nie mają chyba do mnie szacunku. Nieraz rozmawiałam z matką o tym jak się czuję, że mam ochote sie zabić itp., a ona tylko krzyczeć potrafi i mówić: "nie gadaj takich głupot". I tak zawsze. Pytałam się jej, czy mnie kocha, a ona: "ogarnij się i co ty w ogóle mówisz". Mam chłopaka, z którym spotykam się często, a ojcu nie podoba się fakt, że spałam z nim w wakacje, lecz w pokoju tym samym, co rodzice. Matka nie jest dokońca przeciw temu, ale nie chce się kłócić z ojcem, więc ustępuje mu i jest za nim.

Wszystko dla wszystkich robię i nikt tego nie docenia, oprócz mojego chlopaka. Ostatnio powiedzieli, że zabiorą mi tel. i komputer i nie będę mieć z nim kontaktu... Z domu też wypuścić mnie nie chcą, nawet jak chciałam z nim iść do kościoła. Mam prawie 18 lat, a tak mnie traktują... Ja nie wiem co robić - chłopak mówi, abym rozmawiała z matką do skutku, ale ja tracę nadzieję...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z mamą?

Hej. Przeczytałam chyba już wszystkie możliwe wątki o strachu, rodzicach itp., ale sama już nie wiem co robić. Moja mama ma problemy. Strasznie dużo pracuje, od dziecka zostawałam sama z siostrą w domu i miałyśmy wtedy posprzątać, wyplewić ogródek itp....

Hej. Przeczytałam chyba już wszystkie możliwe wątki o strachu, rodzicach itp., ale sama już nie wiem co robić. Moja mama ma problemy. Strasznie dużo pracuje, od dziecka zostawałam sama z siostrą w domu i miałyśmy wtedy posprzątać, wyplewić ogródek itp. W ogóle jest strasznie wymagająca, sama wie wszystko najlepiej, nikt nie może się odezwać jeśli myśli inaczej niż ona.

Dodam, że w życiu strasznie dostała po *upie. Została zgwałcona, z tego wyszło dziecko, później była z moim ojcem, który był alkoholikiem (dzięki Bogu już nie pije), teraz ma rozdwojenie jaźni. Myślę, że to troche przez nią. Ona go nienawidzi. Z obojgiem osobno dobrze mi się gada, ale jak nie daj Boże są w jednym pomieszczeniu, zaczyna się wojna.. W ogóle to strasznie ją kocham i jak robię, to czego ona chce, to naprawdę jest super, no ale...

Od zawsze dostawałam lanie, nawet za 4 w szkole, strasznie się jej bałam. Chowałam przed nią plecak, żeby tylko nie zobaczyła szlaczka, który mógł być dla niej np. za krzywy, za brzydki itp. W ogóle u nas w domu się nie rozmawia, nie jemy razem, właściwie nic razem nie robimy, na świętach jest grobowa atmosfera, nienawidzę świąt.

Ale mam do niej szacunek, bo pomimo tylu złych rzeczy w jej życiu, udało się jej wybudować taki duży dom, umeblować go, wykarmić nas. Ale tak szczerze to wszystko tak na pokaz jest. Ludzie myślą, że jesteśmy bogaci, a tak wcale nie jest. Często przez cały tydzień wpierdzielamy ziemniaki ze śmietaną, albo kaszę mannę, ale nie mam o to pretensji. Chodzi o to, że nie mogę robić tego co ja chcę, bo np. co ludzie powiedzą, zaraz jest awantura.

Mimo tego jak ją kocham - całe życie marzyłam o tym, żeby wyjechać na studia. W tamtym roku udało mi się, do tego poznałam niesamowitego chłopaka, pech chciał, że na stancji. Kocham go ponad życie, ale niestety nie spodobał się mamie. Ma do mnie ciągłe pretensje, że pojechałam się k*rwić a nie uczyć:( Dodam, że wcześniej albo ukrywałam fakt, że chłopaka mam, albo tak mi dogadywała, że czułam się jak kompletne zero. Nazywała mnie dziwką, wmawiała mi, że tak naprawdę to nikt mnie nie kocha, nie lubi, że nie mam przyjaciół, bo ludzie są fałszywi.

W końcu trafiłam do psychologa, miałam depresję, przez pół roku siedziałam w domu, albo w jej firmie (moi znajomi mówią, że to jest mój dom) i płakałam. Całe życie zresztą haruję w jej firmie i jej pomagam, a jak się zbuntuję to zaraz krzyk, że jestem bezczelna. Właściwie nigdzie nie wychodzę, zazwyczaj mi nie pozwala, ale często nawet nie pytam, bo się boje tego jak tym razem mnie obrazi.

Ale wracając do mojego chłopaka. Uparłam się, mam dosyć takiego życia, ciągłego strachu. Nawet nie wiecie jak bardzo się boję, jak jest w domu, jak mam ją o coś poprosić. W ogóle to mam jakąś nerwicę, duszę się w nocy, serce mnie boli, nie mogę nic zjeść, a jak już w siebie wpycham to zaraz wymiotuję. Ważę 44 kg. Cały czas jest jakaś kłótnia:/ A więc, mama zabroniła mi się spotykać z Krzyśkiem. Bo ja powinnam mieć lekarza, albo prawnika, bo takiego to dużo w domu nie ma, a kasę przynosi.

Wiecznie mi wmawia, że miłości nie ma i że kiedyś jej podziękuję, że teraz nie pozwala mi się spotykać z Krzyśkiem. On mieszka w jej rodzinnym mieście, dowiedziała się, że brał psychotropy i na tej podstawie uważa, że bedzie mnie bił. Jestem z nim juz 8 miesięcy i jest najcudowniejszym człowiekiem jakiego w życiu spotkałam. On jedyny mnie wspiera, ale nie o niego tu chodzi. Pewnego dnia się zawzięłam w sobie i pogadałam z mama. Jak jej powiedziałam, że mam myśli samobójcze to mi odpowiedziała, że każdy przygłup myśli o śmierci, jak jej powiedziałam, że serce mnie boli i się dusze w nocy, to spytała sie czy ja się zastanawiam czy ją coś boli...

Mam już dosyć tego strachu, bo nawet teraz boję się czy zaraz nie wróci z pracy... Tak samo ma i moja siostra, ale ona boi się jej do tego przyznać. Więc zdecydowałam, że nie bedę nikogo w to wciągać. Ostanio mama wydarła się na mnie, że nie zdążyłam czegoś zrobić i że ona straciła przez to 120 zł. Pracuję miesiąc (wróciłam ze studiów, niestety miałam zapalenie oskrzeli i nie mogłam przystąpić do egzaminów), dzień w dzień po 13-14 godzin i nie dałam rady. Tym bardziej, że dołożyła mi masę nowych zadań 15 min przed przyjściem klienta.

Wkurzyłam się i wyszłam. Jeszcze za mną krzyczała, że mam nie wracać do domu i że straciła córkę i że mam trzymać sie od niej z daleka. Poszłam do Krzyśka. Całą noc płakałam, on mnie pocieszał. Czekałam na tel. od mamy - nie dostałam go. Rano ojciec dzwonił, że zaraz przyjedzie do tego k***sa (Krzyśka) i że wzywa policję. Do k*rwy nędzy ja mam 20 lat! Poprosiłam Krzyśka odwiózł mnie do domu, pod domem ojciec na niego napadł, że jest gnojem i p***em i że ma się trzymać ode mnie z daleka.. Kazał mu odjechać, wiec odjechal.

Ja zostałam. Chciałam umrzeć. Nazywano mnie k***wą i wszystkim co najgorsze. Nie mialam nawet sily sie tłumaczyć, zresztą i tak nikt by nie wysłuchał... Następnego dnia wszyscy udawali, że wszystko jest ok, że nic się nie stało. Właśnie wtedy zaparłam się na tę rozmowę, z której, jak sami widzicie, nic nie wyszło. Matka tylko ciągle powtarzała mi, że ona już nie ma córki i że się mnie wstydzi... Kolejne dni to nastepne udawanie, że nic się nie stało. Powiedziała jeszcze, że jak mi nie pasuje to mogę się wynieść, ale że moje dzieci nigdy nie bedą się bawiły na jej podwórku. Do tego oddała za prezent na dzień matki.

Ja jestem wykończona. Ile bym nie pracowała i tak jest niewystarczająco, nie mam już sił na nic. Kogo nie spotkam na mieście mówi, że wyglądam jak śmierć. Do tego w firmie cały czas mnie krytykuje, upokarza przed klientami. Nawet nie wiem czy zdaje sobie z tego sprawę... Od zawsze marzylam o studiach w Krakowie. Nigdy jej to nie przeszkadzalo, dopóki nie dowiedziala się, że Krzysiek też tam idzie. Teraz non stop powtarza mi, że nie będę się "k***ić" pod przykrywką studiów.

Ostatnio chłopak namawia mnie do wychodzenia z domu. Więc to robie często tylko rzucając, że wychodzę i wróce wieczorem. Spotykam się z dawnymi znajomymi, ale tylko udaję. Wcale nie chce mi się śmiać jak opowiadają żarty, ani cieszyć się z ich nowych miłości. Denerwuje mnie, że ludzie są weseli, że gwiżdżą idąc ulicą. Jak wrócę, to boję się nawet umyć zęby, żeby przypadkiem mama nic nie powiedziała. Od razu po schodkach na górę. Codziennie rano budzą mnie jej kroki, tylko czekam, aż wyjdzie z domu, aby zacząć się zbierać. Jak już muszę pojechać z nią nie siadam z przodu. Nie mogę na nią patrzeć.

Wszystko doprowadza mnie albo do agresji albo do płaczu. Chłopak cały czas mi powtarza, że nie jestem zła, brzydka, głupia. Że dużo umiem, że mama nie ma racji. Dodam, że z jego mamą mam dobry kontakt, chociaż też się jej panicznie boję, tego co pomyśli, powie. Każdą prośbę traktuję jak atak, np. Krzysiek poprosi mnie o głupią herbatę, a ja już myślę, czy oby nie za rzadko mu ją robię, że musi o nią prosić. Paranoja.

Co ja mam zrobić? Błagam niech ktoś mi pomoże! Wyprowadzić się? No ale gdzie wyrobię na studia? Do tego cała rodzina mnie wykreśli, bo jaka to ja nie będę. Matka tyle haruje, żebym miała co jeść, a ja jak się jej odwdzięczam...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moi rodzice na nic mi nie pozwalają, a ciągle czegoś ode mnie oczekują. Jak to wytrzymać?

Jestem 15-letnim chłopakiem. Teraz mam wakacje, ale nic ciekawego nie robię, ponieważ nie mogę wieczorem wyjść z domu, kiedy inni mogą, albo codziennie muszę pomagać rodzicom. Co chwila każą mi sprzątać albo układać drewno. Już mi z tym ciężko...
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak naprawić relacje z siostrą?

Dzień dobry. Mam problem, którym chciałabym się podzielić. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że moja siostra się ode mnie oddala. Jest mi bardzo przykro z tego powodu, ponieważ chciałabym utrzymywać z nia jak najlepsze stosunki, które kiedyś były bardzo dobre. Wszystko...

Dzień dobry. Mam problem, którym chciałabym się podzielić. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że moja siostra się ode mnie oddala. Jest mi bardzo przykro z tego powodu, ponieważ chciałabym utrzymywać z nia jak najlepsze stosunki, które kiedyś były bardzo dobre.

Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu - przed jej ślubem. Ja miałam być jej świadkiem, chciałam pomóc w przygotowaniach. Ona prosiła innych - mnie nie, przykro mi się zrobiło, bo jako świadkowa naprawdę chciałam jej pomóc. Zaczęła być dla mnie niemiła, denerwuje się i podnosi głos jak mi coś tłumaczy, mówi przykre rzeczy itp. Ja czuję teraz do niej dystans i nie mam ochoty z nia w ogóle rozmawiać i się widywać, ale z drugiej - serce mi krwawi.

Raz na jakiś czas, jak jest dla mnie bardzo niemiła zwracam jej uwagę. Odnosi to skutek na jakiś czas, a potem wszystko wraca... Jest jeszcze mój szwagier - wydaje mi się, że ma coś do mojego chłopaka no i chyba do mnie. Jego cechą charakterystyczną jest to, że mówi dokładnie to, co mu ślina na język przyniesie nie myśląc w ogóle, że to może kogoś urazić, a moja siostra nie zwraca mu na to uwagi, a on czasami wręcz jest chamski. On twierdzi, że to dobra cecha - jest poprostu szczery.

Kilka razy ja i mój chłopak wdaliśmy się z nim w polemikę, ale to nie ma sensu, bo my wychodzimy na sztywniaków, którzy "nie znają sie na żartach". Poza tym od rodziny wiem, ze on źle mowi o moim chłopaku. Mam żal do mojej siostry, że nic nie mówi, jak on gada przykre rzeczy, nawet obraźliwe, a czasem nawet się z nim zgadza. Nic mojemu chłopakowi nie mówilam o wszystkich antagonizmach ze strony mojego szwagra, a to sprawia, ze sama się z tym męczę i czuję coraz większą antypatię do mojej siostry i jej męża, a cała sprawa zaczyna zakłócać mi moje życie.

Jak powinnam postępować, by moje relacje były OK? Jak powinnam postepować z siostrą, a jak rozmawiać ze szwagrem? Nie chcę pozwalać mu na obrażanie mnie i innych w moim towarzystwie… Ja staram sie wyciagać rękę, ale on zachowuje się jakby nas nie szanował. Z góry dziekuje za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Dlaczego mam takie problemy z matką?

Odkąd poszłam do gimnazjum stosunek mojej mamy do mnie diametralnie się zmienił. Nie dość że w wieku dziecięcym, mając tak 6-8 lat przeżyłyśmy dużo złych chwil, ponieważ mój ojciec pił i bił ją. Na moich oczach zrobił jej krzywdę. Jako...

Odkąd poszłam do gimnazjum stosunek mojej mamy do mnie diametralnie się zmienił. Nie dość że w wieku dziecięcym, mając tak 6-8 lat przeżyłyśmy dużo złych chwil, ponieważ mój ojciec pił i bił ją. Na moich oczach zrobił jej krzywdę. Jako dziecko zeznawałam jako świadek przeciwko mojemu ojcu, którego się bałam, ponieważ widziałam do czego jest zdolny. Teraz mam prawie 18 lat i pamiętam każdy szczegół w przeciwieństwie do mojej 3 lata młodszej siostry, która miała szczęście nie widzieć tego co ja. Mój ojciec, którego po tym wszystkim nawet nie chce tak nazywać, poszedł siedzieć. Na szczęście po tym wszystkim kontakt nam się urwał. Po kilku latach mama poznała mojego obecnego ojczyma. I po około 2 latach urodził się mój brat. W gimnazjum choć nigdy nie miałam paska, dobrze się uczyłam, trafiłam do słabej klasy, w której uczniowie mieli sprawy sądowe o pobicie, wielu ich nie zdawało do kolejnej klasy, wagarowali, a jedna koleżanka w 2 klasie zaszła w ciąże. Oczywiście nie byłam święta zdarzało mi się palić (niestety nałóg ten istnieje po dzień dzisiejszy), raz... może dwa razy się upiłam porządnie, ale nigdy nie było ze mną problemów w szkole. Zachowanie miałam bardzo dobre. Gdy matka złapała mnie z papierosami zrobiła mi awantura i zabroniła wychodzić z domu. Tak było kilka razy (ale to akurat rozumiem). Jako jedna z dwóch osób dostałam się do Liceum, reszta mojej klasy, a może to co z niej zostało poszło do zawodówek, chociaż można powiedzieć że tam sobie nawet nie radzą. Pierwszy rok był bardzo stresujący pierwszy raz w życiu zagrożenia, przy czym w mojej nauce do gimnazjum raz miałam 3 na semestr. Jestem osobą dość nerwową, dlatego ten pierwszy rok był dla mnie ciężki. Zupełnie inny styl nauczania... ogólnie wszystko inaczej. Dostałam się do klasy jednej z dwóch w tej szkole do których było się najtrudniej dostać. Moje koleżanki jeździły na imprezy, różne 18-nastki, ja oczywiście nie mogłam. Nie pozwalała mi matka. Raz pojechałam, pozwoliła mi to byłam taka szczęśliwa. To było w 1 klasie LO. W wakacje miałam ciężko. Miałam dobrego kolegę-sąsiada, który wpadał do mnie. Moja matka i ojczym oboje palili papierosy. On był wtedy w moim obecnym wieku, szedł do klasy maturalnej moja matka częstowała go papierosami. Wiedziała, że pali ale nie był pełnoletni. Później w te same wakacje znalazła u mnie papierosy. Dostałam szlaban, ale nie taki zwykły tylko, gdy wychodziła z domu odłączała mi internet, prąd w domu żebym nie miała żadnej rozrywki, zabrała mi telefon komórkowy i zamykała mnie na klucz. Tak żebym nie mogła wyjść. Czułam się więziona. Płakałam strasznie, a to wszystko po niej spływało. Jestem jej najstarszym dzieckiem. Dzieckiem 'wpadką', ponieważ urodziła mnie mając 18 lat. Była w moim obecnym wieku, gdy rzuciła szkołę. Też nie miała fajnie z rodzicami. Mój dziadek był okropny dla niej. Kazał jej wracać do domu o 20 jak była pełnoletnia. Z imprezy jakiejkolwiek o ile już ją puścił musiała być 22-24 w domu. Dziwi mnie czemu jest taka w stosunku do mnie? Skoro sama miała ciężko gdy była w moim wieku, wie jakie to uczucie i jeszcze mi wciąż dopieka. Pretensje ma o wszystko. O to, że gdy wychodzi w sobotę na zakupy mówi, żebym nie sprzątała, że zrobimy to razem gdy wróci, ale jak jest z powrotem to drze się na mnie, że nic nie zrobiłam, że jestem p*** leniem. Sprzątam cały czas. Odkurzam i myje naczynia codziennie. Wyrzucam śmieci, ścielę łóżka, wycieram kurze, a ona wciąż na mnie narzeka. Znalazłam sobie pracę na wakacje, żeby mieć więcej pieniędzy, żeby nie być uzależnioną od niej, to każe mi kupować takie rzeczy, które ona jako matka powinna mi zapewnić. Wciąż powtarza mi że jak mi się coś nie podoba to won z domu. Że to jest jej dom i jej zasady, że nie ważne czy będę mieć 15,18 czy 28 lat i tak będę robiła jak one zechce dopóki tu mieszkam. Dlatego czekam, naprawdę czekam aż ukończę pełnoletność, zdam maturę i ucieknę od niej. Od jej szantaży, że będę siedzieć w domu jak ona mi rozkaże. Nie wytrzymuje i czasem czuje jakbym wariowała. Cięgle przez nią płacze. Czuje się nieszczęśliwa. Pomimo tego, że mój chłopak ciągle stara się, abym taka nie była. Dlatego właśnie zjadam obiad i wychodzę z domu na cały dzień by mieć spokój od niej od jej krzyków i bezsensownych pretensji. Bo nie długo dostane szlaban dlatego, że nie zamknęłam drzwi od łazienki. Z ojczymem nie mam żadnych złych relacji, ani zatargów, on od poniedziałki do soboty,  haruje i nie ma go w domu, ale za to kiedy już jest widzę że matka udaję władcę i wychodzi z siebie żeby pokazać jak nade mną panuję... wybaczcie że się tak rozpisałam, ale naprawdę nie daję już rady. Ignorowanie nic nie daje...

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Rodzice ciągle tylko ode mnie wymagają, a ja już nie mam siły, żeby temu sprostać. Co robić?

W tamtym roku ukończyłam 2-letnie studium medyczne z bardzo dobrym wynikiem na egzaminie końcowym. Miałam wielu przyjaciół i znajomych, jednym słowem mówiąc - dusza towarzystwa. Byłam dziewczyną wesołą, ambitną, z dużymi perspektywami...Teraz tak nie jest;( Odkąd pamiętam moi rodzice byli...

W tamtym roku ukończyłam 2-letnie studium medyczne z bardzo dobrym wynikiem na egzaminie końcowym. Miałam wielu przyjaciół i znajomych, jednym słowem mówiąc - dusza towarzystwa. Byłam dziewczyną wesołą, ambitną, z dużymi perspektywami...Teraz tak nie jest;(

Odkąd pamiętam moi rodzice byli strasznie wymagający, nigdy mnie nie chwalili tylko w większości zbywali milczeniem lub krytykowali: że mam za niskie wyniki, że inni o wiele lepiej sobie poradzili i twierdzili, że do niczego się nie nadaję. Rok temu podjęłam studia licencjackie - w pierwszym semestrze zaliczyłam wszystkie egzaminy bez problemu, a mimo to moi rodzice cały czas nie pochwalali mojego wyboru i uważali, że nie nadaję się na studia, bardzo mnie to bolało, że własni rodzice dalej nie wierzą we mnie.

Zaczęłam czuć się tym wszystkim przygnieciona, coś pękało i na zajęcia zaczęłam chodzić z przymusu, odsuwałam się od całej grupy uważając, że do niech nie pasuję, że jestem gorsza. W rezultacie zrezygnowałam ze studiów... W tym roku przeprowadziłam się do innego miasta, po raz kolejny podjęłam nowy kierunek, ale boję się, że powtórzy się ta sama sytuacja.

Każde wyjście do ludzi wywołuje u mnie strach i poczucie braku własnej wartości i poddenerwowanie, jakby każdy wiedział, że jest coś nie tak. Z chłopakiem też coraz trudniej się rozmawia - brakuje mi tematów do rozmowy, po prostu nie wiem o czym mam z nim rozmawiać, powoli czuje jak się oddalamy, a on zaczyna traktować mnie jak zabawkę…

Nie potrafię sobie z tym poradzić i robi sie to coraz bardziej uciążliwe. Nie wiem czy leki typu Deprim rozwiążą mój problem, jeśli nie - to jaki lek byłby skuteczny? Proszę o pomoc, ponieważ wolałabym uniknąć wizyt u lekarza, bo jest to dla mnie bardzo trudne…

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy dobrze zrobiłam postępując tak samo jak ona?

Witam:) Po raz kolejny zmuszona jestem desperacko prosić o radę, cieszę się, że tutaj mam taką możliwość. Otóż pisałam tu kiedyś o mojej przyjaciółce, a dokładniej o jej depresji i co robić w tym kierunku. Państwo poradzili mi abym powiedziała... Witam:) Po raz kolejny zmuszona jestem desperacko prosić o radę, cieszę się, że tutaj mam taką możliwość. Otóż pisałam tu kiedyś o mojej przyjaciółce, a dokładniej o jej depresji i co robić w tym kierunku. Państwo poradzili mi abym powiedziała to jej rodzicom gdyż sprawa jest poważna, a następnie by poszli oni do psychologa. Szczerze mówiąc bałam się tak postąpić, ponieważ obawiałam się znienawidzenia przez przyjaciółkę, tak więc postanowiłam, że odczekam, porozmawiam z nią i powspieram. Wszystko wydawało się wracać do normy, ona chodziła wesoła, zupełnie taka jak była kiedyś, aż mi się polepszył nastrój, a tu nagle BUM! Jestem dzisiaj na Gdu Gadu i ona nagle mi pisze, że się pocięła, ja jej odpisałam "to w takim razie ja też idę, zaraz wracam" i faktycznie to zrobiłam. Ona się na mnie zdenerwowała i spytała dlaczego bez powodu a ja głupia "jak to bez powodu?! Ty byłaś moim powodem! Już Ci kiedyś pisałam, że jeżeli Ty to zrobisz to ja też... dotrzymałam słowa." Rzeczywiście pisałam jej tak kiedyś, bo myślałam, że jeżeli jej to powiem to ona przestanie tak robić, ale nie wiem czy zapomniała czy ma mnie gdzieś... w każdym bądź razie ludzie na necie mówili, że to działa. Jutro, a w zasadzie dzisiaj mam się z nią spotkać, chcę z nią o tym porozmawiać, ale się boję. Nie wiem co mam jej powiedzieć, nie wiem co mam robić - chyba popełniłam poważne błędy, prawda? Ale ja zwyczajnie nie wiem co ja mam powiedzieć jej rodzicom, czy zrobić to za jej wiedzą, w jej obecności i czy w ogóle to zrobić?! Wolałabym inne rozwiązanie… PS. Mamy po 14 lat.
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Samotność, wycofanie i nieśmiałość nastolatka a brak przyjaciół

Witam. Jestem siedemnastolatkiem. Kiedy przypominam sobie swoje dzieciństwo pamiętam że zawsze byłem gorszy od rówieśników i na uboczu. Dzisiaj jest gorzej. Kiedyś byłem radosny, śmiałem się i bawiłem, wychodziłem z domu. Jakieś 4 lata temu uświadomiłem sobie, że chyba jestem...

Witam. Jestem siedemnastolatkiem. Kiedy przypominam sobie swoje dzieciństwo pamiętam że zawsze byłem gorszy od rówieśników i na uboczu. Dzisiaj jest gorzej. Kiedyś byłem radosny, śmiałem się i bawiłem, wychodziłem z domu.

Jakieś 4 lata temu uświadomiłem sobie, że chyba jestem gejem - w szkole było około 3 kolegów, którzy mi dokuczali. Kiedy wracałem ze szkoły kładłem się i płakałem. Obecnie (jestem już w LO) jest fatalnie. Chociaż dokuczanie skończyło się, to nie mam żadnego kolegi ani przyjaciela, z którym mogę porozmawiać, spotkać się, gdzieś się wyrwać.

Są dni, że płaczę codziennie. Powodów jest wiele - samotność, czy niskie wyniki w nauce. Lubię obserwować ludzi, patrzeć co robią, patrzeć w oczy. Bardzo boli mnie, kiedy widzę szczęśliwych, roześmianych ludzi, np. idących sobie gdzieś. Chyba brak mi pewności siebie, jestem cichy. Boje się do kogoś zagadać, bo na pewno mnie odepcha i wyśmieje. Na lekcjach też jestem cichy, chyba tracę przez to trochę.

Bardzo odróżniam się od otoczenia, nie bawi mnie to, co bawi ich, mam całkiem inne zainteresowania, słucham innej muzyki. Od dawna mam myśli samobójcze często się pojawiające. Myślę o tym jak inni będą się cieszyć, kiedy mnie tu nie będzie. Mam problem ze skupieniem uwagi, myślę niewiadomo o czym. Często mam bezsenne noce, myślę o czymś i nie potrafię przestać, nie potrafię pozbyć się myśli.

Mimo ogólnego załamania mam bardzo wiele marzeń, które bardzo chciałbym spełnić. Chciałbym mieć kolegów, poznawać nowe miejsca, cieszyć się życiem. Jako że nie mam komu się wygadać - często swoje smutki przelewałem w wiersze, ale ostatnio zaprzestałem pisać, bo uznałem, że to co piszę jest do niczego. Tak samo jest ze zdjęciami, lubię fotografować przyrodę, budynki, piękno, jednak przez ostatnie jakieś 10 miesięcy wszystko ustało - publikuję mało zdjęć na swojej stronie, bo wiem, że nikogo to nie interesuje.

Od 10 miesięcy kocham się w koledze z klasy. Pisałem do niego podając się za dziewczynę, sporo rozmawialiśy, wymieniliśmy zdjęcia, ale on się o wszystkim dowiedział (ode mnie, sam mu wszystko napisałem jak było). Prosi mnie o skasowanie zdjęć, jednak jakoś nie potrafię tego zrobić. Chodzę smutny, zgarbiony, unikam ludzi - szczególnie młodych.

Czasami, kiedy np. idę ulicą i spotykam ludzi w moim wieku, którzy rozmawiają ze sobą i się śmieją, to mam wrażenie, że to właśnie mój widok tak ich rozbawił, to jest okropne uczucie. Do rodziny nie mam zaufania, moje stosunki z rodziną są na dystans. Lepiej rozmawia mi się z osobami dorosłymi, wiele starszymi ode mnie. Jestem jakby oderwany od świata, oderwany od czasu. Żyję niewiadomo jak, z dnia na dzień. Kiedy myślę co będzie za kilka lat, nie widzę nic. Nie wyobrażam siebie jako studenta itd.

Coraz częśćiej odnoszę wrażenie, że zginę młodo, albo wyląduje z zakładzie dla psychicznie chorych. Przepraszam, że ten list jest tak chaotycznie napisany, ale nie potrafię uporządkować myśli. Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak przekonać nadopiekuńczych rodziców do tego, że mam prawo czasem wyjść sama z domu?

Witam! Mam 17 lat i mam problem z rodzicami. Nigdzie nie wolno mi chodzić, ani na dyskoteki ani do koleżanek - czuję się czasami w domu jak w więzieniu. Ostatnio chciałam iść do koleżanki pod namiot i oczwiście też mi...

Witam! Mam 17 lat i mam problem z rodzicami. Nigdzie nie wolno mi chodzić, ani na dyskoteki ani do koleżanek - czuję się czasami w domu jak w więzieniu.

Ostatnio chciałam iść do koleżanki pod namiot i oczwiście też mi nie pozwolili ;/. Jeśli uda mi się już gdzieś wyjść to moja mama dzwoni do mnie co 20 min i pyta się kiedy wrocę do domu:(, a mój tata potrafi czasami jeździć po moich koleżankach i wypytywać się gdzie poszłam… Mam dość moich rodziców i czasami mam ochotę uciec z domu ;(. Moje koleżanki ciągle się spotykają, nocują u siebie, chodzą na dyskoteki, a ja zawsze nie.

Moja mama jest szczęśliwa jak ciągle siedzę w domu, sprzątam i pilnuję młodszego brata. Mam tego dość. Nawet nie mogę w niedzielę iść sama z koleżanką do kościoła, tylko muszę z rodzicami chodzić, a jak proszę, że chcę iść sama to się wydzierają na mnie. Czasami mama mi mówi nawet jak się mam ubierać, a jak mówię, że tak się nie ubiorę to jest już awantura. Jestem załamana

Czy mogę moim rodzicom jakoś wytłumaczyć, że normalna nastolatka czasami gdzieś wychodzi z domu? ;(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam depresję czy zwariowałam? - c.d.

Witam. Odpowiadam na Pani pytanie dotyczące jak sprawę widzi mój mąż. Mąż ogólnie chowa się za mną. Jego rodzice i brat latami wpływali na niego. Intrygowali i manipulowali nim tak, że doprowadzili poprzednią żonę do poronienia i nerwicy, w...

Witam. Odpowiadam na Pani pytanie dotyczące jak sprawę widzi mój mąż. Mąż ogólnie chowa się za mną. Jego rodzice i brat latami wpływali na niego. Intrygowali i manipulowali nim tak, że doprowadzili poprzednią żonę do poronienia i nerwicy, w końcu odeszła od mojego obecnego męża. Dodatkowo ex żona była i jest osobą, która pomimo kilku lat po rozwodzie nadal próbuje wyciągać pieniądze od mojego męża za pomocą prawników, wymyślając pożyczki od jej rodziców za czasów ich małżeństwa. Mój mąż całe swoje życie żył jak niewolnik i sponsor.

Ma 35 lat i jak wydzwania do niego matka to nie odbiera, bo się boi. Nie umie opanowywać ataków bezradności i wybucha, np. trzaskając drzwiami. Nie umie opanować relacji rodzinnych więc próbuje opanowywać przedmioty dookoła niego. Obsesyjnie sprząta, np. recznikiem papierowym na kolanach szuka i wyciera pojedyńcze plamki na podłodze. Samochód to jego największa obsesja. Nie wolno dotknąć mi nadproża wsiadając, bo ZNISZCZE! Nie wolno dotknąć podbitki, nie wolno jeść i pić w aucie, a szczególnie małej, bo mu zniszczy tapicerkę. Pomimo że mamy ogród z kranem - jeździ z autem do myjni co parę dni i zamawia najdroższe sprzątania, choć w środku jest czysto. Ostatnio idąc po ulicy się potknęłam i nogą delikatnie uderzyłam go w but. Zaczął krzyczeć, że mu zniszczyłam buty, a on nie znosi marnotrawstwa! Wspomnę, że chodzi na psychoterapię i zaczyna być lepiej.

A co do rodziny męża jeden z ostatnich faktów: ok. roku temu bratowa i brat męża dali nam stare łóżko, po jakiejś ciotce, bo chcieli wyrzucić, a my nie mieliśmy w ogóle mebli w nowym domu i chętnie wzięliśmy. Oczywiście opowiadniom w rodzinie jacy są hojni nie było granic. Teściowie ich wychwalali, że tacy uczynni i wspaniali. Minął rok i zgłosili się do nas z informacją, że łóżko nie było dane, tylko nam je wynajęli. Cena wynajmu wynosi 300 zł/mies, czyli naliczyli nam kwotę 4800 zł!!! plus łóżko mamy odkupić wraz z materacem, nowe, bo jak się tyle czasu używa, to my na pewno je ubrudziliśmy i należy im się nowe. Co Pani na to?

Ja od rana do nocy się trzesę. Nie mam odpoczynku od ich chorych pomysłów. Z moim mężem wiedzą jak pogrywać, znają go. Teściowie, pomimo przyjętego zaproszenia do nas na Wielkanoc, po prostu nie przyszli, nawet nie odwołali. Od Wielkanocy nie kontaktowali się z nami. Nie interesuje ich wnuczka (przez 9 mies. widzieli ją 3 razy - raz w szpitalu, raz na chrzcinach i raz bez okazji) pomimo, że mieszkamy od siebie ok. 2 km. Bardzo nas uraziło to, że nie przyszli, nie odwołali. Nie rozmawiamy od 4 mies. Brat mężą wykorzystał nasz brak kontaktów z teściami i cytuję: "ty chamku nic cię rodzice nie obchodzą, a matka operację miała bardzo ciężką, nie widomo było, czy z tego wyjdzie, płakała w szpitalu i czekała, że się nią zainteresujesz i przyjdziesz".

Takie zagrywki, biorąc pod uwagę, że to był zabieg przepchania żyły w nodze, na który się wybierała kilka lat - są poniżej pasa. Cała rodzina wie jak zmusić mojego męża by robił to, co oni chcą. To są źli ludzie. Bez kultury osobistej. Nie wspomnę, że wyzywają mnie używając przekleństw i krzyczą w amoku tak, że nawet ciężko zrozumieć słowa. Co ja mam robić? Nawet teraz, jak to piszę do Pani, cieknie mi pot po plecach, serce wali jak młot i mam łzy w oczach. Budzę się codziennie z uczuciem lęku i tak jakbym nie mogła złapać oddechu. Nie znam sposobów na takich ludzi, bo nigdy nie miałam do czynienia z tak zorganizowaną akcją nagonki na jednego człowieka.

Ja rozgryzłam ich plany i je pokrzyżowałam, dlatego mnie nienawidzą. Pomysł mieli taki: doprowadzą mojego męża z byłą żoną do rozwodu, gdyż ona nie pozwalała mu dawać im pieniędzy. Gadali na nią, upokarzali, nastawiali Wojtka (mojego męża) przeciwko niej. Okrzyknęli ją na koniec wariatką, a dziewczyna miała mega nerwicę i jak tylko miała do nich jechać - dostawała w samochodzie bólów serca i lądowała w szpitalach. Chodziła do psychologa i psychiatry, brała leki uspokajające, ale nic nie pomogło. Uciekła. Teściowie wraz z bratem i bratową Wojtka odnieśli sukces.

Rodzice zabrali biednego, porzuconego Wojtka do siebie. Oddali mu jego pokój za 1000 zł/mies plus opłaty (czyli zarabiali na nim na czysto ok. 700 zł), plus jeszcze miał kupować jedzenie i sponsorować naprawy w domu, ogrodzia i samochodów. Brat natychmiast miał potrzeby, by mu Wojtek pożyczał kasę na wiecznie nieoddanie lub pomagał finansowo z jego autami. I tak miało być. Mieli go urabiać i "doić". Tatuś i mama rzucili pracę. Siedzieli w domu - ludzie mają po 50 lat! zdrowi! -  a tu pojwiłam się ja. Plan padł.

Jak mają mnie lubić? By przyjechali na nasz ślub, który chcieliśmy zrobić poza miastem, w którym mieszkamy, mąż musiał im zapłacić za nocleg, wyżywienie oraz 500 zł dać na wydatki i paliwo! To jest normalne? A nie wspomnę, że robili jeszcze fochy, że nie mają z kim psów zostawić (na 3 dni, dom z ogrodem - jak się psom wodę i suche zostawi, to nic im nie będzie) oraz, że się boją włamania, więc nie przyjadą. Mąż ZAPŁACIŁ ZA WETERYNARZA, KTÓRY CODZIENNIE PRZYJEŻDŻAŁ DO PSÓW ORAZ OPŁACIŁ OCHRONĘ BUDYNKU NA TE DNI!

Moi rodzice takich cyrków nie robili. Bawili się super i śmiali całe 3 dni wesele i weekend na Mazurach. Za to męża rodzice obrazili się już w momencie samego przyjazdu na miejsce. Teściowa się nie odzywała wcale przez 3 dni. Poszli sobie w tak zwane miasto sami podczas weekendu, a brat z żoną wyjechali na drugi dzień po weselu, choć kazali nam opłacić im noclegi i wyżywienie na weekend. Dlaczego? Bo tak im sie zachciało, a nasze koszty nie są ważne. Rodzice na takie ich zachowanie zareagowali: "wyjechali, bo się tu źle czuli, mało się nimi zajmowaliście!". No i mój mąż znowu winny...

Ja tego nie wytrzymam. Jak się od nich opędzić? Jak to wszystko rozegrać? Odciąć się od nich? Rozmowy nie dają żadnego rezultatu. Powtarzają jak mantrę te same zdania. Wypominają np., że bart się u nas źle bawił na weselu już od 3 lat, ba, nawet że kiedyś mąż mój nie odebrał od niego telefonu, a tamten dzwonił przy rodzicach, żeby rodzcom udowodnić, jaki Wojtek jest straszny, bo nie odbiera od niego. Rodzice tę sytuację wypominają mu od 5 lat! To jest chore!!!

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak sobie pomóc kiedy życie zawodzi?

Mam 24 lata. Zacznę od tego, że w lutym mój niedoszły teść się powiesił. Powodem była depresja, wywołana przez poważne długi (będące darowizną, którą teść niestety przyjął). Po jego śmierci, na prośbę teściowej zamieszkałam z nimi. Rodzina narzeczonego odrzuciła spadek,...

Mam 24 lata. Zacznę od tego, że w lutym mój niedoszły teść się powiesił. Powodem była depresja, wywołana przez poważne długi (będące darowizną, którą teść niestety przyjął). Po jego śmierci, na prośbę teściowej zamieszkałam z nimi. Rodzina narzeczonego odrzuciła spadek, więc finansowo stracili wszystko co mieli, poza domem. teściowa, straciła również pracę, gdyż pracowała w firmie swojego męża.

Moje zamieszkanie tam, okazało się wielkim błędem, ponieważ teściowa czepiała się o wszystko, każdego dnia były wielkie awantury, choć nie było powodu i niestety zaplanowała też mi i narzeczonemu całe życie. Dokładnie nam powiedziała jak będzie wyglądał nasz pokój, nasze wesele, a nawet na co wydamy pieniądze ślubne, i że się zaopiekuje wnukami. Nie byłam w stanie żyć w takim stresie i kiedy teściowa nakrzyczała na mnie za to, że zapłaciliśmy rachunki... postanowiłam uciekać i wróciłam do rodziców!

Wtedy teściowa zrozumiała, że z nią jest źle i poszła do psychiatry, który zdiagnozował głęboką depresję (choć wcześniej, gdy w rozmowie z narzeczonym i jego siostrą wspomniałam o depresji, zostałam zjechana za to, że mam ich mamę za wariatkę i że nie jest z nią aż tak źle:/) Teraz za ok. miesiąc bierzemy ślub.

Bez przerwy cała rodzina narzeczonego i on sam, namawiają mnie, abym po ślubie znów tam zamieszkała, bo tam są dobre warunki, a u mnie gorsze, wynajmować się nie opłaca, bo narzeczony nie może zostawić mamy w takim stanie, bo powinnam dać drugą szansę teściowej... a ja po prostu nie mam na to siły! Bo póki co nie radzę sobie sama ze sobą.

Dodatkowo wiem, że teściowa mówi o mnie źle w towarzystwie swoich znajomych, kiedyś przypadkiem narzeczony się o tym wygadał... I martwi mnie to, że już nie mówi mi wszystkiego jak kiedyś, przy każdym spotkaniu są problemy, wynikające z mieszkania, ze złej atmosfery w domu, z obgadywania mnie za plecami. Ja nie mam siły na to wszystko!

Teraz przy każdym najmniejszym problemie boli mnie brzuch, chce mi się wymiotować i płakać, bo czuję bezradność. Byłam u psychologa, ale wcale mi nie pomógł! Mam iść do psychiatry po magiczne tabletki? Ale one przecież nie rozwiążą moich problemów...:( Nie wiem co mam robić i tracę siłę i chęć do wszystkiego. Chyba nie tak powinna pisać przyszła panna młoda!

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Powiedzieć jej co czuję, czy poczekać, aż minie?

Witam, mam pewien problem z bliską znajomą. Znamy się od ok. 4 lat, utrzymujemy ze sobą bliski kontakt, generalnie świetnie się dogadujemy. Od około roku, może trochę dłużej, zacząłem się nią zdecydowanie bardziej interesować. Na początku nawet chciałem walczyć z...

Witam, mam pewien problem z bliską znajomą. Znamy się od ok. 4 lat, utrzymujemy ze sobą bliski kontakt, generalnie świetnie się dogadujemy. Od około roku, może trochę dłużej, zacząłem się nią zdecydowanie bardziej interesować.

Na początku nawet chciałem walczyć z tym uczuciem, liczyłem, że przejdzie, ale minął rok i nic się nie zmienia. Może nawet się zmienia, ale w drugą stronę, tzn. jeszcze się nasila. Nawet próbowałem z nią porozmawiać o tym, ale jakoś nie mogłem się przemóc. Mam 21 lat i generalnie nie mam problemów w kontaktach z kobietami.

Już totalnie nie wiem co robić, czy powiedzieć jej wprost co do niej czuję, narażając naszą znajomość, czy też może zrobić to w jakiś inny, bardziej subtelny sposób (tylko jaki), czy też w ogóle dać sobie z tym spokój, nadal się męcząc i tłumiąc to w sobie licząc, że kiedyś minie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to jest uzależnienie?

Mam 16 lat, lecz jak na tak młoda osobę, mam już bagaż pełen doświadczeń, nie zawsze tych przyjemnych. Moi rodzice rozstali się gdy miałam 7 lat, wcześniej były tylko awantury, krzyki i nieprzespane noce. Od tego czasu minęło wiele lat,...

Mam 16 lat, lecz jak na tak młoda osobę, mam już bagaż pełen doświadczeń, nie zawsze tych przyjemnych. Moi rodzice rozstali się gdy miałam 7 lat, wcześniej były tylko awantury, krzyki i nieprzespane noce.

Od tego czasu minęło wiele lat, lecz dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo chciałabym mieć pełną rodzinę. Moja mama pracuje za granicą, jest strasznie nerwowa, o wszystko krzyczy. Mamy chwile, kiedy się dogadujemy i jest wspaniale, lecz niestety są również takie, kiedy ona wybucha o bzdurę, a ja nie potrafię jej powstrzymać. Krzyczy, miota się po domu, płacze i mówi mi przykre słowa. Tata natomiast nigdy w pełni nie poczuwał się do roli ojca. Zawsze ważniejsza była praca, pieniądze i jego studia.  W jego domu obowiązywały pewne reguły. Za ich nieprzestrzeganie ponoszono kary, przeważnie było to bicie. Aktualnie mieszkam z babcią, która daje mi miłość, jakiej brakowało mi przez wiele lat.

Niestety od 3 lat męczę się również z innym uczuciem, które przerodziło się w obsesję. Na początku znajomości, z moim kolegą, bylismy tylko przyjaciółmi. Mieszkaliśmy blisko siebie, nie spotykaliśmy się, ale dużo rozmawialiśmy, a każda rozmowa z nim dawała mi radość. Niestety, z mojej strony relacje po paru miesiącach uległy zmianie. Chciałam go widywać, polubiłam jego zapach... W wakacje spełniło się moje marzenie, lecz cudowne chwile nie trwaly długo. On szybko zakończył znajomość, z czym ja nie mogłam sobie poradzić. Pojawiły się nieprzespane noce, płacz oraz koledzy, w których na siłę szukałam ,,mojego" przyjaciela.

Po roku coraz mniej myślałam o przyjaźni sprzed lat. Czasami jeszcze zadzowniłam do niego, lecz starałam się to robić jak najrzadziej, ponieważ przy każdym jego słowie wspomnienia powracały. Widywaliśmy się czasem na ulicach, lecz to było tylko przelotne ,,cześć". Przestało mi zależec, przynajmniej tak myślałam. Niestety po 3 latach odezwał się znow do mnie. Spotkaliśmy się parę razy, było cudownie. Wieczorne rozmowy i uśmiech, który od dawna nie gościł już na mojej twarzy, a pojawił się dzięki niemu. Wszystko zaczęło się układać, powiedział, że zerwał znajomość, bo nie chciał mnie krzywdzić.

Niestety po paru tygodniach szcześcia, nastał okres, który mogę nazwać horrorem. Przestał pisać, a ja staczam się coraz niżej. Śpię coraz mniej, wychodzę z domu tylko z nadzieją, że go zobaczę. Nieustannie czekam na telefon, znak. Płaczę w najmniej oczekiwanych momentach. Mam obsesyjne myśli na jego temat. Nic mi się nie chce, czuję się wykończona życiem, jakbym najlepsze lata miała już za sobą. Nic się nie liczy. Nie dbam już tak jak kiedyś o swój wygląd, przestałam jeść, nie potrafię na niczym się skupić. Od wielu tygodni jestem w kompletnej rozsypce. Nie chcę powiedzieć, że wcale się nie uśmiecham, lecz obawiam się, że moje zachowanie to już jest obsesja.

Nie potrafię z tym walczyć, nie chcę. Pragnę żyć tym, co już minęło, przecież potrzebuję tylko zrozumienia. Proszę o pomoc, co ja mam robić? Co się ze mną dzieje?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty