Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje: Pytania do specjalistów

Ulotność przyjaźni w konsekwencji depresji czy czasu?

Witam, mam 17 lat i aktualnie chodzę do 2 klasy szkoły średniej. Myślę, że stwierdzenie, iż przyjaciół dobieramy sobie podobieństwem charakterów czy osobowości, jest prawdziwe, przynajmniej tak było względem mnie i mojej przyjaciółki z gimnazjum. Chociaż, czy można to było...

Witam, mam 17 lat i aktualnie chodzę do 2 klasy szkoły średniej. Myślę, że stwierdzenie, iż przyjaciół dobieramy sobie podobieństwem charakterów czy osobowości, jest prawdziwe, przynajmniej tak było względem mnie i mojej przyjaciółki z gimnazjum. Chociaż, czy można to było nazwać przyjaźnią? Raczej można ująć określeniem 'koleżanki ze wspólnej ławki'. Byłyśmy osobami skrytymi, zamkniętymi w sobie, co tworzyło pewien dystans między nami i nie potrafiłyśmy do końca sobie zaufać i otworzyć (przynajmniej ja na pewno). Gimnazjum było jedynym punktem nas spajającym, ale także zarazem trudnym okresem, w którym dominowały zaczepki albo obojętność osób z klasy. Nie potrafiłyśmy się przeciwwstawić wyrządzanej nam krzywdzie. Chociaż w nas się wręcz burzyło od emocji, to milczałyśmy zamiast krzyczeć. Potem rozeszłyśmy się do innych szkół i kontakt powoli zamierał.

Można powiedzieć, że takie sytuacje się zdarzają, ale to jest bardziej skomplikowane: nie umiem być głucha na głos sumienia, to że pozostawiłam ją samej sobie, nie daje mi spokoju. Od trzeciej klasy zauważyłam, że z optymistki, cieszącej się z wszelkiej błahostki, moja koleżanka zmieniła się... wypaliła się i zgasła. Zamknęła się w swoim pokoju (myślę, że szkoła, dom czy poczucie samotności na pewno odegrały w tym znaczącą rolę). Nawet jej mama zaczęła się niepokoić (ale czy teraz powzięła jakieś środki? Wiem tylko, że przebywają ze sobą dużo czasu: wakacje, zakupy). W tym samym czasie także samobójstwo popełnił nasz kolega (który dopiero tym zdarzeniem uświadomił nam, jak bardzo był dla nas wszystkich niewidoczny). Moja koleżanka, jako osoba wrażliwa, przeżyła to niezwykle głęboko (nawet pani psycholog zaintrygowana, że wszystkie emocje dusi w sobie, poradziła jej, by się udała do poradni). W dniu tej tragicznej wieści przekonałam się, że mimo wewnętrznych chęci nie potrafię innych wspierać (moja szkolna towarzyszka niedoli zadzwoniła po koleżankę, w której ramionach mogła się wypłakać i poczuć ulgę - chociaż ja byłam tuż obok).

Po pewnym czasie zaczęła mi się zwierzać w SMS-ach. Treści były niepokojące, że zawodzi siebie i innych. Niekiedy nienawidzi siebie, że się urodziła. Zastanawiała się, czy rodzice na pewno chcieli jej przyjścia na świat. Doszło nawet do tego, że pisała, iż próbowała się utopić, ale tego nie potrafiła. Oczywiście w SMS-ach umiałam ją podtrzymać na duchu, jednak gdy dochodziło do spotkań, to ten temat jakby w ogóle nie istniał. OBECNIE: Minął (gdzieś tak) rok od tych zwierzeń. Teraz, raz na jakiś czas, napiszemy do siebie, ale moje pytania pozostają bez odpowiedzi (lub naszą rozmowę kończą lapidarne teksty typu "Aha"). Straciłam chęci do nawiązywania z nią kontaktu (po co? żeby pisać monologi?). Do tego świadomość, że mogę ją dodatkowo urazić czy zdołować, wcale mnie nie motywuje.

Czemu nie umiałam się wziąć w garść i pogadać z nią o jej problemach? Ale przecież, czy osoba nieumiejąca poradzić sobie sama z sobą jest dobrym mentorem w tak poważnych sprawach? Chociaż na przyjaciołach powinno się polegać... To jest przytłaczające czuć odpowiedzialność za cudze życie lub śmierć. W dzieciństwie byłam "jedyną przyczyną" (tzw. córeczka tatusia), dla której mój ojciec alkoholik z myślami samobójczymi nie chciał się zabić. Po prostu bałam się tego, że moje słowa mogą być motorem tragicznych wydarzeń mojej koleżanki, więc lepsza była cisza i niewidzenie problemu. Przebywanie z nią dawało mi poczucie, że nawzajem się dołujemy: to patrzenie na nią, odczuwanie, że coś jest nie tak, ale nie umiem jej pomóc, dać uśmiechu na dłuższy czas niż tylko na chwilę, który wydawał się jak wymuszony...

Jednak nadal się boję o nią, gdyż chociaż te wyznania mogły się przedawnić, to czy jej TAKIE zachowanie może być spowodowane depresją? Bo czy można nie zwracać uwagi na innych i odnaleźć szczęście (przez większość czasu) w 4 ścianach pokoju nad lekcjami? Wiem po sobie, że stan depresyjny może trwać i rozwijać się latami, dlatego mam obawy. Dawałam jej numer telefonu zaufania oraz mówiłam, że możemy iść do poradni, ale nie wiem, czy skorzystała. Mogłam bardziej naciskać, wpłynąć na nią. Wiem, że udzielić mi dokładnej odpowiedzi i rozwiać moje wątpliwości może tylko ONA, ale boję się tej konfrontacji. W ogóle, czy powinnam wracać do przeszłości? A może przesadzam? Przepraszam za tak długi opis, ale chciałam wszystko ująć i wyrzucić to z siebie. Pozdrawiam i liczę na odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Problemy w szkole - odrzucenie przez kolegów

Witam, mam 17 lat i chodzę do 2 klasy liceum. Mam dość duży problem ze sobą, ze szkołą, z rodzicami i ogólnie z całym otaczającym światem. Zacznę od tego, że jestem jedynaczką. Upragnionym dzieckiem rodziców, bo przed moim urodzeniem moja...

Witam, mam 17 lat i chodzę do 2 klasy liceum. Mam dość duży problem ze sobą, ze szkołą, z rodzicami i ogólnie z całym otaczającym światem. Zacznę od tego, że jestem jedynaczką. Upragnionym dzieckiem rodziców, bo przed moim urodzeniem moja mama urodziła synka, ale niestety po 20 dniach zmarł z powodu wady serca. Więc ukochana córeczka ma wszystko, nie mogę powiedzieć, że mi czegoś brakuje. Przez ostatnie 3 lata mieszkałam u babci przez tydzień, a na weekendy jeździłam do domu. W sumie lubiłam ten układ. Moja babcia jest emerytowaną nauczycielką, dziadek również. Było mi bardzo dobrze, a i z rodzicami nie miałam żadnych problemów. W szkole było, jak było, raz lepiej, raz gorzej, ale większych problemów nie miałam z nauką, czy też z towarzystwem. Miałam jedną przyjaciółkę, wierną, i jak myślałam do tej pory, na zawsze. Ale czas i moja głupota wszystko zmieniły.

Problem zaczął się praktycznie w maju. Miałam jechać z moją inną przyjaciółką, z którą też chodziłam do jednej klasy, na weekend majowy. Ale że miałam problemy z babcią, która w końcu zmarła (nie ta, u której mieszkam) nie pojechałam. Przyjaciółka nie miała problemu, znalazła zastępstwo. Ale że zbliżały się wakacje, zaczęłyśmy planować wspólny wyjazd. Udało się - znalazłam wspanialy domek, dość tani, obok działki moich dziadków. Moja paczka miała pojechać sama, a ja miałam dojechać wieczorkiem. Byłam wtedy na obozie, ale oni myśleli, że byłam gdzie indziej. Nie chciałam mówić im, że jadę na obóz, ot tak, sama z siebie chciałam mieć jakiś sekret :) Pojechali, ale że żadna z tych osób nie była pełnoletnia i nie mieli żadnego dowodu tożsamości, to zostali wyrzuceni z tego ośrodka. Wtedy mój dziadek pojechał po nich, przywiózł na działkę i moja babcia stwierdziła, że ich przenocuje i jutro pojadą gdzieś razem, i ona za nich poręczy! Ale oni: "Nie".

I po tym wszystkim nazwali mnie kłamczuchą i ogólnie wszystkim najgorszym. Została mi moja przyjaciółka. Niby wszystko OK, powiedziała, że sobie poradzimy, chociaż ona zawsze była z boku naszej paczki, ale nie pokłóciła się z nikim. Postanowiłyśmy zmienić klasę na równoległą. Powiodło się. Wszystko było OK, chociaż strasznie to wszystko przeżyłam. Bałam się chodzić po mieście, chciałam zmienić szkołę, ale rodzice mi nie pozwolili. Moja przyjaciółka, z którą przeniosłam się do innej klasy, również się na mnie obraziła. Szczerze mówiąc, nie wiem za co. Zostałam sama. Czuję się okropnie, chce mi się płakać, mam napady płaczu ogólnie, nie mam ochoty żyć i w dodatku mam wspólne lekcje językowe z moimi byłymi znajomymi, gdzie nie oszczędzają mi docinków. Żal mi z jednej strony tego wszystkiego, ale nie mam siły o to walczyć. Chyba na zawsze zostanę sama... Pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nie potrafię żyć w zgodzie z rodzicami

Mam 16 lat, jestem kobietą. Rok temu w maju trafiłam do domu dziecka, ponieważ oszukiwałam rodziców i byłam z chłopakiem o 5 lat od siebie starszym. Tato nie zaakceptował tego. Paliłam, piłam i dużo wagarowałam, mimo iż wcześniej miałam bardzo...

Mam 16 lat, jestem kobietą. Rok temu w maju trafiłam do domu dziecka, ponieważ oszukiwałam rodziców i byłam z chłopakiem o 5 lat od siebie starszym. Tato nie zaakceptował tego. Paliłam, piłam i dużo wagarowałam, mimo iż wcześniej miałam bardzo dobrą średnią i zachowanie w szkole, nigdy nie było ze mną problemów w szkole. Jednego dnia tato strasznie mnie pobił za to i sprawa poszła do sądu. Potem wycofałam zeznania i powiedziałam, że kłamałam, więc od wakacji byłam w domu... Jeden, dwa miesiące było wszystko dobrze, później znów zaczęło mnie ciągnąć do związków ze starszymi facetami (mam opinię kur**). Po tym wszystkim dostałam nadzór kuratora... Mimo wszystko dalej oszukuję rodziców i nie mogę przestać. Parę dni temu ktoś przyszedł do ojca i powiedział, że ma zdjęcie moje ze starszym chłopakiem... To bardzo możliwe... Doszło do rozmowy między mną a ojcem. Stwierdził, że nie mam honoru, ambicji i że jestem dnem, i zapytał, czy chcę wrócić do domu dziecka... Odpowiedziałam, że tak... Boję się, że przeze mnie on zrobi sobie krzywdę, bo wiem, że go ranię, ale nie potrafię się zmienić... Czasem sama mam myśli samobójcze... mój tata jest nerwową osobą i nie potrafię z nim rozmawiać... źle mi w domu... Mój dzień wygląda tak, że po szkole mam wracać do domu, uczyć się, sprzątać i zajmować rodzeństwem... więc zawsze wymyślałam dodatkowe zajęcia, żeby móc się spotkać z chłopakiem czy koleżankami... Gdy brakowało mi kasy, zawsze znalazłam tzw. frajera, żeby mi np. zasilił konto... Nie potrafię być z jednym facetem, bo czuję do nich nienawiść, ale nie potrafię nie mieć żadnego, bo gdy mnie wszystko dobija, to wolę mieć kogoś, z kim mogę pogadać (przytulić się). Z rodzicami jest to czasem niemożliwe... Teraz jak to piszę i o tym myślę, czuję żal do siebie, ale i po części siebie rozumiem. W domu czuję się jak w klatce. Kocham rodziców, ale nie potrafię tak dłużej. Czasem lubię poszaleć, a oni chcą, abym była grzeczną dziewczynką. Rozumiem ich, martwią się i mają rację, ale ja tego nie potrafię zaakceptować... Kiedyś dojdzie do tragedii, bo albo ja nie wytrzymam, albo tato... Pomóżcie mi...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Nie radzę sobie sam bez kolegi

Dzień dobry! Chciałbym się dowiedzieć, czy mam depresję. Jestem studentem, mieszkam z kolegą razem już 3 rok i męczę 6 rok tę politechnikę. Odnoszę wrażenie, że bez niego w ogóle sobie nie poradzę. Zaczynam robić tak, jak on powie....

Dzień dobry! Chciałbym się dowiedzieć, czy mam depresję. Jestem studentem, mieszkam z kolegą razem już 3 rok i męczę 6 rok tę politechnikę. Odnoszę wrażenie, że bez niego w ogóle sobie nie poradzę. Zaczynam robić tak, jak on powie. Dla niego moje zdanie nie liczy się. Ma mnie, można powiedzieć brzydko, gdzieś, przynajmniej odnoszę takie wrażenie. Dla niego nigdy nic nie potrafię i tak zrobię to źle. Nie wiem, może za bardzo się tym wszystkim przejmuję. Nie mam swojego zdania w niczym, z czego też się bardzo śmieje i go to denerwuje. Już sam nie wiem, jak mam postępować. Jak sam zaczynam coś robić, jakiś projekt czy uczyć się, to on oczywiście ignoruje to, bo nie uznał, że to dobry moment, by coś porobić. Czasami jak mnie zdenerwuje, to najchętniej bym mu oddał fizycznie, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Niekiedy nie mogę spać, tak po mnie nerwy chodzą, nie potrafię mu tego prosto w oczy powiedzieć.

Mam jakiś lęk, że sobie nie poradzę ze studiami, bo mieszkam we Wrocławiu i rodzice opłacają ten cały "cyrk", a już powinienem tę szkołę skończyć dawno. Ale muszę przyznać jedno, że ten mój kolega jest nieco bystrzejszy w tej szkole i kiedyś mi powiedział, że do niczego nie jestem mu potrzebny. Proszę o poradę. Czy to, co pokrótce przedstawiłem, to jakieś może "wydziwiania", czy mam z tym jakiś problem? Z góry dziękuję i pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

W jaki sposób dojść do porozumienia z rodzicami?

Witam, mam 19 lat i poważny problem. Nie wiem jak dokładnie opisać, aby oddać to, co się naprawdę dzieje i żeby to nie zabrzmiało banalnie. Moje kontakty z rodzicami są koszmarne i doszło to już do tego stopnia, że w...

Witam, mam 19 lat i poważny problem. Nie wiem jak dokładnie opisać, aby oddać to, co się naprawdę dzieje i żeby to nie zabrzmiało banalnie. Moje kontakty z rodzicami są koszmarne i doszło to już do tego stopnia, że w zasadzie codziennie są awantury. Moi rodzice bez przerwy chcą, żebym się zmieniła, była taka jak oni tego chcą, miała takich znajomych, jak oni by chcieli... Nie wiem dlaczego, bo nie nadużywam alkoholu, nie wracam do domu po nocach (najpóźniej o 22.00) i to w weekendy, bo w tygodniu mi nie wolno wychodzić. Jestem studentką i chciałabym mieć w życiu więcej swobody i czasem trochę się rozerwać, bo nigdy nie miałam takiej okazji. Rodzice ciągle znajdowali jakiś powód, by mnie nigdzie nie puszczać, matura itp... Żadna moja koleżanka, przyjaciółka im nie odpowiada, nie wspominając już o chłopaku... Ze swoim pierwszym chłopakiem zerwałam właśnie ze względu na rodziców.... Chłopak, z którym jestem obecnie jest dla mnie najważniejszy... Kocham go prawdziwą i szczerą miłością i naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale on im nie odpowiada, mimo że nigdy z nim nie rozmawiali.

Próbuję rozmawiać z rodzicami na spokojnie, przedstawiać im swój punkt widzenia, aby mnie lepiej zrozumieli, staram się okazywać, że ja ich rozumiem i nie lekceważę swoich obowiazków wobec rodziców, tyle tylko, że te awantury są już bardzo uciążliwe i boję się, że odbije się to w końcu na ich zdrowiu. Moi znajomi ani chłopak nie są ze 'złych' czy patologicznych rodzin, to naprawdę zwyczajni ludzie, z którymi lubię spędzać wolny czas. Maturę zdałam dobrze, dostałam się na studia, więc naprawdę nie rozumiem, dlaczego rodzice tak ograniczają moją wolność. Co prawda kilka razy nagięłam ich zaufanie, ale to właśnie przez to, że nie mam ani odrobiny swobody. Mama sprawdza mnie na każdym kroku, telefonuje do znajomych, czy na pewno jestem tam, gdzie powiedziałam... Ja naprawdę staram się opisać to wszystko obiektywnie...

Studiuję pracę socjalną, trochę wiem jak powinno się rozmawiać, kiedy ma się tego typu problemy, ale na moich rodziców nic nie działa... Rozmawiałam z babcią nawet, by na nich wpłynęła, ale było jeszcze gorzej... Od wakacji po maturze co rusz łapię jakąś pracę, gdziekolwiek się da, tylko by odciążyć rodziców. Mama była zdolna nawet do tego, by mi zabrać wypłatę... Bo ją "rozp******".... Zrobiłam Wasz test na depresję, bo nie radzę sobie... Naprawdę od ponad pół roku jest tak źle, że sobie przestałam radzić... Moi znajomi i chłopak wspierają mnie, ale mi już wstyd jest im mówić o problemach... I koloryzuję sytuację w domu... Z testu wyszedł mi środkowy stan... Nigdy bym nie napisała w internecie o tym, gdybym znała jakieś wyjście, gdybym widziała chociaż jakieś światełko w tunelu... Ale ono chyba zgasło... Ja nie twierdzę, że moi rodzice chcą źle... Ja wiem, że mają dobre intencje i ja zresztą też chcę być dobrą córką... Oni mówią mi, że do niczego nie zajdę w życiu, że zła jestem... Kiedy ja przysięgam, że się staram jak mogę... Tylko chcę "odciąć pępowinę" i zacząć z nimi żyć na stopie bardziej partnerskiej, bo w tym wieku to już chyba trzeba... Bardzo proszę... Niech mi ktoś pomoże....

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Mam dość życia. Co zrobić?

Rodzice ciągle na mnie krzyczą, za wszystko mnie obwiniają, nie chcą mnie słuchać, przerywają mi w pół zdania, nie dając mi się nawet wytłumaczyć. Mam tego dość. Słyszę tylko od nich, że do psychologa, bo jakaś psychicznie chora, zaraz się...

Rodzice ciągle na mnie krzyczą, za wszystko mnie obwiniają, nie chcą mnie słuchać, przerywają mi w pół zdania, nie dając mi się nawet wytłumaczyć. Mam tego dość. Słyszę tylko od nich, że do psychologa, bo jakaś psychicznie chora, zaraz się powiesi. Ciągle mi mówią, że niby nie chcę ich wysłuchiwać, a oni sami narzucają mi swoje zdanie. Co mam zrobić? Wszyscy są przeciwko mnie.

Co się ze mną dzieje? Czy coś mi dolega?

Mam 12 lat i chodzę do 6 kl. Moja mama ma chłopaka i z nim mieszkamy od ok. połowy sierpnia 2009 r. Nienawidze go i się go boję, np. kiedy krzyczy na mnie lub przybliża się. Była taka sytuacja: ja...

Mam 12 lat i chodzę do 6 kl. Moja mama ma chłopaka i z nim mieszkamy od ok. połowy sierpnia 2009 r. Nienawidze go i się go boję, np. kiedy krzyczy na mnie lub przybliża się. Była taka sytuacja: ja się położyłam, bo bolała mnie głowa, a on wszedł do mojego pokoju i zaczął mnie łaskotać i się zbliżać. Powiedziałam kilka razy, żeby przestał (było mi niedobrze) i niechcący uderzyłam go w twarz, i on zaczął się na mnie drzeć, i się obraził. Ja się wystraszyłam i powiedziałam, że to było niechcący, ale on powiedział, że jeśli jeszcze raz go uderzę, to żebym lepiej uciekła z domu. Od tej pory tak się go boję, że mam myśli samobójcze. Próbowałam podciąć sobie żyły, lecz bałam się, jaśli mama to zauważy to, co jej powiem? Wydaje mi się, że mamie na mnie nie zależy, że tylko mówi, że mnie kocha, że to tylko słowa takie fałszywe. Nie wiem, co ze sobą zrobić. Mam balkon i mieszkam na 3 piętrze. Myślałam o skoczeniu z niego. Moje życie nie ma sensu i nikomu jestem niepotrzebna. Pomóżcie, bo myślę o samobójstwie.

Problemy w relacjach z rówieśnikami

Mam 17 lat. Uczę się w liceum. Moje problemy zaczęły się już cztery lata temu... Gdy pokłóciłam się z przyjaciółką, ona rozpętała mi prawdziwe piekło... Zmieszała mnie z błotem, ośmieszyła przed całym otoczeniem. Nabrałam wtedy dużego lęku przed ludźmi i...

Mam 17 lat. Uczę się w liceum. Moje problemy zaczęły się już cztery lata temu... Gdy pokłóciłam się z przyjaciółką, ona rozpętała mi prawdziwe piekło... Zmieszała mnie z błotem, ośmieszyła przed całym otoczeniem. Nabrałam wtedy dużego lęku przed ludźmi i zaangażowaniem się w kontakty międzyludzkie. Przez dwa lata byłam ośmieszana, nie mówiłam o tym nikomu, nie szukałam nigdzie pomocy... W końcu poradziłam sobie z tym sama. Myślałam, że z tego wyszłam, ale... Rok temu poznałam w internecie znajomą. Na początku dobrze nam się rozmawiało... Gdy spotkałyśmy się w realu, wszystko szło dobrze... Aż do czasu, gdy zaczęła nazywać mnie przyjacielem... Wtedy zaczęło dziać się ze mną coś bardzo dziwnego...

Zaczęłam mieć ogromne lęki, że ona mnie opuści... Kiedy tylko przez chwilę zostawałam sama, dostawałam napadów szału... Robiłam jej wyrzuty, krzyczałam, że jej nienawidzę, że odejdę, że się zabiję i to będzie jej wina... Nie pozwalałam jej normalnie żyć... Następnego dnia dochodziłam do wniosku, że nie mogę pozwolić jej na przebywanie z takim czymś jak ja... Ale nie umiałam jej zostawić, bo bałam się zostawać sama... Nie wiem, co się ze mną dzieje. Potrafię tydzień być "normalna", po czym w jednej chwili przestać normalnie myśleć, robić awantury, krzyczeć, wyzywać... Ostatnio zaczęłam mieć nawet myśli samobójcze i właściwie nie ma dnia, w którym nie myślałabym o śmierci.

Nie miałam łatwego życia... Mój brat był narkomanem, moi rodzice byli skupieni tylko na nim, moje problemy zeszły na bok. Nie mam teraz do nich żadnego zaufania, nie mam nikogo, kto mógłby mnie wysłuchać... Czy to może mieć jakiś wpływ na moje zachowanie? Mam ogromne kompleksy... Kiedy rozmawiam z ludźmi, wydaje mi się, że oni uważają mnie za kogoś gorszego, że wyśmiewają za plecami... Nie umiem przez to normalnie funkcjonować... Jestem nadwrażliwa, wszystko biorę do siebie i chowam głęboko... Potrafię przeżywać jedno wypowiedziane na mój temat złe słowo przez długi czas i potem dusić je w sobie... Nienawidzę siebie... Jednocześnie chciałabym sobie pomóc... Co mi jest?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy warto czekać na sygnał od niego?

Od bardzo długiego czasu bardzo mocno związałam się z pewnym chłopakiem, mam na myśli przywiązanie koleżeńskie, przyjacielskie. Wszystko było super, im dłużej go znałam, tym bardziej mu się zwierzałam, ufałam, chciałam z nim spędzać czas, bo zawsze było ciekawie, miło...

Od bardzo długiego czasu bardzo mocno związałam się z pewnym chłopakiem, mam na myśli przywiązanie koleżeńskie, przyjacielskie. Wszystko było super, im dłużej go znałam, tym bardziej mu się zwierzałam, ufałam, chciałam z nim spędzać czas, bo zawsze było ciekawie, miło i śmiesznie, tak jak powinno być :) Oczywiście nie było zawsze tak idealnie, dużo kłótni, o byle co, no i kiedyś mieliśmy też problem z takimi kłótniami, bo nie umieliśmy ich normalnie załatwiać, niepotrzebnie mówiliśmy sobie niemiłe słowa itd... Było parę razy tak, że jak już się pokłóciliśmy albo po prostu on miał jakiś powód, żeby się nie odzywać, to zdawało mi się, że to już koniec. Nie odzywał się, był uparty i trwał w swojej olewce. Nic nie działało. Ale moja przyjaciółka się z nim pogodziła i wyszło (chociaż niby od niechcenia), że pogodziliśmy się. I oczywiście było jak dawniej, dopóki nie zaczęłam tematu, który okazał się tym całym problemem, przez który on się nie odzywał... Znów się zaczął taki napięty czas między nami. On chciał, bym go przeprosiła za to wszystko, ja nie widziałam takiej potrzeby, wręcz powiedziałam sobie i mu, że nie przeproszę, bo nie mam za co. W końcu, bo mi zależało, gdy się widzieliśmy, przeprosiłam go, bo chciałam, żeby było dobrze. Wszystko było dobrze, bardzo długo, rozmawialiśmy ciągle, ale w jakiś sposób przestaliśmy się spotykać... Czułam niepokój, więc postanowiłam, że chcę się z nim spotkać i spytać co się dzieje... Spotkałam się i już mniejsza z tym, o czym gadaliśmy, ale pod koniec spotkania powiedział, że ma mnie już "gdzieś" , że to się robi męczące i w ogóle, że ma dość... Jak to usłyszałam od razu poszłam, nie mogłam tego znieść, jak mógł to powiedzieć, odbierałam go jako bardzo dobrego kolegę, przyjaciela, a on takie coś mi powiedział, a nie miał powodów... Napisałam mu jedynie, że nie rozumiem jego decyzji. Nie gadaliśmy jakoś konkretnie ze sobą przez dłuższy czas, tylko takie urywkowe zdania, pisał do mnie, pomimo tego, że powiedział, że ma mnie gdzieś. Ja postanowiłam w rozmowie z nim, że się otworzę przed nim, nie będę pokazywać żadnej dumy, tylko napiszę po prostu, że mi zależy i nie rozumiem, dlaczego tak powiedział. Napisałam mu wszystko, co czułam, ale on dalej pisał, że już go nie interesuję (jakbym mu coś zrobiła). Parę dni temu napisałam mu, żeby się ze mną spotkał itd... Spokojnie... On napisał, że wiele razy próbował i to nie ma sensu... Ja pisałam dalej, tak jak czułam, aż napisał, że to przemyśli i myślę, że "zmiękł", bo przecież gdyby nie chciał, to by po prostu napisał "nie, odwal się" itd., w końcu już był do tego zdolny. I niedawno napisał mi, że przemyślał to, ale da mi jeszcze znać, jak postanowi. Więc nie wiem, warto czekać na jego decyzję? Ja już się oczywiście przyzwyczajam, że go nie ma i jest "dobrze", ale jak on był, to też było dobrze. Boję się, że jak się zgodzi na spotkanie i znów wszystko będzie dobrze, to potem znów się to powtórzy. Albo że jak już dostanę to co chcę, to nagle do mnie dojdzie, że nie zasługiwał na to.

Wydziwiam czy jest coś na rzeczy?

Dzień dobry! Chciałbym się dowiedzieć, czy mam depresję. Jestem studentem, mieszkam z kolegą razem już 3 rok i męczę 6 rok tę politechnikę. Odnoszę wrażenie, że bez niego w ogóle sobie nie poradzę. Zaczynam robić tak, jak on powie....

Dzień dobry! Chciałbym się dowiedzieć, czy mam depresję. Jestem studentem, mieszkam z kolegą razem już 3 rok i męczę 6 rok tę politechnikę. Odnoszę wrażenie, że bez niego w ogóle sobie nie poradzę. Zaczynam robić tak, jak on powie. Dla niego moje zdanie nie liczy się. Ma mnie, można powiedzieć brzydko, gdzieś, przynajmniej odnoszę takie wrażenie. Dla niego nigdy nic nie potrafię i tak zrobię to źle. Nie wiem, może za bardzo się tym wszystkim przejmuję. Nie mam swojego zdania w niczym, z czego też się bardzo śmieje i go to denerwuje. Już sam nie wiem, jak mam postępować. Jak sam zaczynam coś robić, jakiś projekt czy uczyć się, to on oczywiście ignoruje to, bo nie uznał, że to dobry moment, by coś porobić. Czasami jak mnie zdenerwuje to najchętniej bym mu oddał fizycznie, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Niekiedy nie mogę spać, tak po mnie nerwy chodzą, nie potrafię mu tego prosto w oczy powiedzieć.

Mam jakiś lęk, że sobie nie poradzę z studiami, bo mieszkam we Wrocławiu i rodzice opłacają ten cały cyrk, a już powinienem tę szkołę skończyć dawno. Ale muszę przyznać jedno, że ten mój kolega jest nieco bystrzejszy w tej szkole i kiedyś mi powiedział, że do niczego nie jestem mu potrzebny. Proszę o poradę. Czy to, co pokrótce przedstawiłem, to jakieś może wydziwiania, czy mam z tym jakiś problem? Z góry dziękuję i pozdrawiam!

Rodzice wtrącają się tam, gdzie ich nie chcę - co robić dalej?

Cześć, mam na imię Justyna, mam 16 lat. Mam ogromny problem z rodzicami. Ogólnie, było już wiele problemów, ale to już chyba szczyt. Powoli zaczynam zajmować się sobą i swoim życiem, prowadzić je tak jak chcę. Lubię jeździć na różnego...

Cześć, mam na imię Justyna, mam 16 lat. Mam ogromny problem z rodzicami. Ogólnie, było już wiele problemów, ale to już chyba szczyt. Powoli zaczynam zajmować się sobą i swoim życiem, prowadzić je tak jak chcę. Lubię jeździć na różnego rodzaju imprezy, czasami wracam rano. Trochę ćpałam, ale to dawne dzieje. Nie odmówię również alkoholu. Palę papierosy. Ale znajduję również czas na naukę, posprzątanie w domu i inne obowiązki. Po prostu takie wybrałam życie. Oni tego nie rozumieją, nazywają mnie psychicznym dzieckiem. Potem problemy z chłopakiem. Podcięłam sobie żyły. Matka zauważyła nadgarstki, poza tym... Rok temu przeprowadziliśmy się na wioskę, małą wioskę. Wystarczy przejść się po chodniku z jakimś kolegą i już WSZYSCY mówią "Ona jest dziwką". A rodzice tego słuchają. Przestałam tolerować ich krzyki i czepianie się, zaczęłam na nich krzyczeć i wyklinać, uciekać z domu. Matka zamyka się w toalecie i ryczy, a ojciec cały się trzęsie.

Niedawno matka powiedziała mi: "Kochałam Cię, ale teraz Cię nienawidzę. Nie jesteś moją córką". A nie jestem już dzieckiem. Nie chcą tego pojąć. Co prawda - nie jestem jeszcze dorosła, ale mam bliżej niż dalej. Potrafię o siebie zadbać. Jeśli wyjdę i wypiję piwo czy dwa, to przecież na pewno z koleżankami, a nie żulami pod sklepem. Mam już tego serdecznie dosyć. Dla nich ciągle mam dziesięć lat! Nie chcą się odczepić. Nie dość, że mam swoje prywatne problemy, to oni jeszcze doprawiają to wszystko swoim wrzaskiem i wtrącają się tam, gdzie wcale ich nie chcę. Chcą mnie wysłać do psychologa. Uważam, że po tym, co przeszłam jeszcze wcześniej, psycholog mi nic nie da. Jednak jestem ciekawa, czy może Wy zmienicie moje podejście i rzucicie nowe światło na sprawę?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak powiedzieć mamie, by nie wtrącała się w moje życie?

Mam nieustający problem w kontaktach z własną matką. Mocno się różnimy, drażnimy, nie zgadzamy. Babcia pilnuje mojej córci, musiałam wrócić do pracy. Początkowo wynajęłam nianię, ze względu na finanse zgodziłam się na propozycję mamy, że pomoże. Po 3 miesiącach...

Mam nieustający problem w kontaktach z własną matką. Mocno się różnimy, drażnimy, nie zgadzamy. Babcia pilnuje mojej córci, musiałam wrócić do pracy. Początkowo wynajęłam nianię, ze względu na finanse zgodziłam się na propozycję mamy, że pomoże. Po 3 miesiącach każdego dnia była zła, więc najęłam znów nianię, na część mego dnia pracy, bo mi znajoma zwróciła uwagę, że wykorzystuję matkę. Ale nie jest lepiej. Dziś na przykład bez mej wiedzy i komentarza przemeblowała moją kuchnię, kuchnię w moim mieszkaniu - nie mieszka ze mną. Mama miewa wiele pomysłów, których nie lubię, nie lubię bardzo! Czuję się z tym bardzo źle, bo jest nieustannie aktywna, a jej pomysły dotyczą mojego życia. Mój brak akceptacji, zachwytu jej pomysłami, poglądami sprawia jej przykrość. Usiłowanie omijania problemu nie zmniejsza jej nieustannych zabiegów o tronowanie w moim życiu. Chce być autorytetem, a dla mnie nie jest! Co z tym robić?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nie lubię imprez

Mam 16 lat. Boję się braku akceptacji rówieśników z powodu niechodzenia na imprezy. Kontakty z rówieśnikami mam bardzo dobre, ale nie wiem, jak im to wytłumaczyć, że nie lubię chodzić na imprezy. Nie chcę na siłę polubić, bo wiem, że...

Mam 16 lat. Boję się braku akceptacji rówieśników z powodu niechodzenia na imprezy. Kontakty z rówieśnikami mam bardzo dobre, ale nie wiem, jak im to wytłumaczyć, że nie lubię chodzić na imprezy. Nie chcę na siłę polubić, bo wiem, że tego nie zrobię, ale też ciągłe wymówki w stylu choroba, brak czasu raczej nie wchodzą w grę. Jak przekonująco i niegłupio to wytłumaczyć?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Toksyczna teściowa i maminsynek

Mam problem z rodziną mojego chłopaka. Rok temu zostałam przez nich wszystkich zraniona i wyrzucona z ich domu przez teściową. Napisałam teściowa, bo zamierzamy się pobrać. Wyrzuciła mnie dlatego, że kłóciłam się z moim chłopakiem w jego pokoju, a...

Mam problem z rodziną mojego chłopaka. Rok temu zostałam przez nich wszystkich zraniona i wyrzucona z ich domu przez teściową. Napisałam teściowa, bo zamierzamy się pobrać. Wyrzuciła mnie dlatego, że kłóciłam się z moim chłopakiem w jego pokoju, a ona stwierdziła, że nie mogła już tego słuchać i weszła do pokoju, a za nią córeczka i jeszcze jeden synek, i wszyscy na mnie, że się kłócę tylko z jej synem, że powinna była bronić swojego syna, a mojego obecnie chłopaka przede mną i moją rodziną. Powiedziała to dlatego, bo jestem trochę biedniejsza od nich, a mój chłopak nic na to. Ja się sama broniłam, bo oni wszyscy na mnie. Aż się rozpłakałam i wyszłam, bo mnie wyrzuciła. Co robić? Czuję się poniżona, nie mam wiary w siebie. Oni traktują mnie jak mało inteligentną, a oni, że są najlepsi. Jak im pokazać, że tacy nie są, żeby mnie nie poniżali ani się nie wywyższali? Ja jestem osobą trochę cichą i spokojną. Może dlatego mają przewagę, że nie umiem walczyć o swoje? Co mam robić? Zamierzamy pobrać się w następnym roku. On chce, bym tam jeździła do niego, a ja nie chcę. Boję się, że znowu zostanę zraniona. Jak stawić im czoło, nie bać się, nie czuć się tą gorszą i słabszą? Proszę o wskazówki, co robić, by siebie tak nie widzieć? Jak z nimi wygrać i pokazać, że tak nie wolno traktować ludzi?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak poradzić sobie z synem?

Witam, nazywam się Katarzyna. Jestem matką 16-letniego syna. Mój syn kocha robić muzykę, tworzy na komputerze, ponieważ nie stać mnie, abym mogła kupić mu sprzęt, który jest bardzo drogi. Widzę, że się w to angażuje, jednak bardzo dobrze wiem, ja...

Witam, nazywam się Katarzyna. Jestem matką 16-letniego syna. Mój syn kocha robić muzykę, tworzy na komputerze, ponieważ nie stać mnie, abym mogła kupić mu sprzęt, który jest bardzo drogi. Widzę, że się w to angażuje, jednak bardzo dobrze wiem, ja i on, że z tego pieniędzy nie będzie i w przyszłości z tego nie wyżyje. Syn przyznaje mi rację, jednak uważa, że człowiek musi robić to, co lubi, bo inaczej życie nie ma sensu. Też tak myślę. Problem tkwi w tym, że mój syn od kilku miesięcy ciągle dręczy mnie rozmowami o sprzęcie. Rozmowa wygląda mniej więcej tak: "Mamo, nudzi mi się. Mamo, porobiłbym sobie muzykę...". Ja najczęściej odpowiadam: "Weź się za książkę". Co tydzień w weekendy syn męczy mnie o kupno sprzętu, ale ma bardzo wysokie aspiracje. Syn pokazywał mi na internetowych sklepach sprzęt, jaki "musi" mieć. Zawraca mi głowę gramofonami (koszt. ok. 3000 zł), jakąś maszyną (koszt. 4000 zł), klawiaturą (6000 zł). Według mnie zwariował. Często przychodzi, siada obok mnie i zaczyna płakać, że mieszkamy w beznadziejnym miejscu i że to nie jest mu pisane, że jak mieszka tu, gdzie mieszka, to jest nikim, że nie ma pieniędzy, że nic nie osiągnie w życiu, że wszystkiego musi sobie odmawiać. Ciągle się użala i płacze. Ma wielu kolegów, którzy nie wymagają tego, co on, ale jemu nie przetłumaczę tego. Próbował zbierać pieniądze, 100 zł na miesiąc, ale nie uzbierał, ponieważ kupuje drogie ciuchy z Ameryki, za które i tak głównie ja płacę. Nie mam już do niego sił. Nie wiem, jak mu pomóc. Syn nie chce, abym brała pożyczki na spełnienie jego potrzeb. Synowi przychodzą już do głowy jakieś mafijne pomysły z napadami. Może to wiek dorastania? Jest w beznadziejnym stanie. Może przyzwyczaił się tymi ubraniami, zaczął je kupować niedawno. Jak kupię mu niemarkowe buty, to ich nie włoży. Człowiek przyzwyczaja się do dobrobytu. Boję się, że syn zrobi coś głupiego, popadnie w jakąś chorobę. On w ogóle poza muzyką nie widzi sensu życia. Syn jest ostatnio bardzo nerwowy, rozwaliłby wszystko dookoła, jak tylko coś mu się nie spodoba. Proszę nie odsyłać mnie do psychologa, bo i tak on nie pójdzie, nawet siłą. Dokładnie opisałam problem, więc proszę o dokładnie opisane wskazówki, jak mu pomóc i jak sobie poradzić z tym problemem? Pozdrawiam i liczę na serdeczne wsparcie, Katarzyna.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

O czym z nim gadać na przerwach?

On jest moim kumplem, ale jakoś trudno czasem znaleźć mi temat ;// lub jakieś pytanie zadać. Przychodzę do domu i płaczę, bo wiem, że zobaczę go dopiero jutro ;/;/ Ja mam 13, on 15 lat.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nawiązywanie i utrzymywanie kontaktów międzyludzkich

Czytałam o nadużyciach wobec dzieci w książce Pii Mellody "Toksyczne związki". Wiem, że wobec mnie dopuszczono się takich nadużyć w sferze emocjonalnej, intelektualnej w mojej dysfunkcyjnej rodzinie. Były awantury między dorosłymi - zazdrosny ojciec; zamiana ról - moja...

Czytałam o nadużyciach wobec dzieci w książce Pii Mellody "Toksyczne związki". Wiem, że wobec mnie dopuszczono się takich nadużyć w sferze emocjonalnej, intelektualnej w mojej dysfunkcyjnej rodzinie. Były awantury między dorosłymi - zazdrosny ojciec; zamiana ról - moja mama była zastępczą partnerką/koleżanką dla swojej matki i przejmowała od niej zdanie o innych członkach rodziny, np. krytyka mojego ojca jako część wspólna, która miała być płaszczyzną ich porozumienia; krytyka mojej osoby jako podobnej do NIEGO, czyli mojego ojca ("ona jest taka sama jak ON" - to słowa babki - zrobiono ze mnie kozła ofiarnego rodziny, bo kiedy oni, tzn. dorośli, nie zdołali się unicestwić, wtedy ich chore osobowości wyżywały się na mnie). Do tego jeszcze hołubienie mojego brata za wszystko (nawet jak coś zbroił, to minimalizowano szkodliwość jego postępków lub dopatrywano się jakichś sympatycznych akcentów zdarzenia) - to polityka mojej babki, a więc potem też mamy i ojca. Mój brat otrzymał od osób znaczących poczucie ważności i wyjątkowości. Wtedy brat mówił, że mnie toleruje - tu był aplauz ze strony dorosłych, kiedy ja równolegle otrzymywałam etykiety "głupia" itp. lub po prostu ciągle byłam porównywana z nim i w efekcie czułam się gorsza, dlatego dzisiaj świadomie nie chcę utrzymywać z nim kontaktów.

Dzisiaj jestem osobą, która odizolowała się, bo w miejscu zdrowych granic postawiła mury. Pomimo że życie stykało mnie z różnymi ludźmi (nie mieszkam w miejscu urodzenia), to moje relacje nie przetrwały. Często czułam się rozumiana opacznie lub po prostu wykorzystana, bo łatwo mną manipulować. Tak naprawdę to chyba nie znam się kompletnie na relacjach zdrowych, bo mam uszkodzone granice. Co robić, żeby naprawić szkody w zakresie upośledzenia kontaktów z innymi ludźmi ?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Mama, jej nowy partner i kłótnie z córką - co robić?

Moja przyjaciółka ma poważny problem. Jej tato zmarł dawno temu. Ostatnio jej mama zaczęła spotykać się z innym. Na początku był dla niej miły i w ogóle. A teraz, odkąd jej mama się z nim spotyka, moja przyjaciółka w ogóle...

Moja przyjaciółka ma poważny problem. Jej tato zmarł dawno temu. Ostatnio jej mama zaczęła spotykać się z innym. Na początku był dla niej miły i w ogóle. A teraz, odkąd jej mama się z nim spotyka, moja przyjaciółka w ogóle z nią nie rozmawia. Oddaliły się od siebie. Jej mama traktuje ją jak powietrze... I jeszcze cały czas na nią krzyczy! W ogóle już ze sobą nie rozmawiają... Nie wiem, jak jej pomóc!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Przyjaciółka poświęca całą swoją energię na pomoc partnerowi z depresją - jak jej pomóc?

Od mniej więcej roku moja przyjaciółka ma chłopaka. Powiedziała mi w zaufaniu, że miał on w przeszłości problemy, że jest chory. Później okazało się, że to była depresja i cały czas ma nawroty choroby. Na początku, gdy się poznali, było...

Od mniej więcej roku moja przyjaciółka ma chłopaka. Powiedziała mi w zaufaniu, że miał on w przeszłości problemy, że jest chory. Później okazało się, że to była depresja i cały czas ma nawroty choroby. Na początku, gdy się poznali, było trochę lepiej, ale od pewnego czasu znowu pogarsza się jego stan. Ale ja martwię się o moją przyjaciółkę. Zmieniła się. Nie jest już tą samą osobą, co kiedyś. Mniej się śmieje, nie cieszą jej rzeczy, które cieszyły do tej pory. Porzuciła harcerstwo, do domu rodzinnego przyjeżdża co 3-4 tygodnie na 8 h i wraca do niego. Studiuje, pracuje, a kiedy wraca do domu (mieszkają razem), sprząta, gotuje, pierze itd. Nie mówię, że to źle, ale wszystko razem mnie niepokoi. Straciła chęć do życia. Odstawiła na bok nawet mnie... Co mam zrobić, żeby jej pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pomóc siostrze, która jest w depresji, a żyje z synem w takim samym stanie?

Siostra mieszka w centrum Warszawy, ma 73 lata, jest stomatologiem, zawsze była życzliwą i mądrą osobą. Od kilku lat to kobieta znerwicowana, w ciągłej depresji. Życie jej to pasmo zmartwień o 42-letniego syna, który skończył szkołę jubilerską, ale nigdy...

Siostra mieszka w centrum Warszawy, ma 73 lata, jest stomatologiem, zawsze była życzliwą i mądrą osobą. Od kilku lat to kobieta znerwicowana, w ciągłej depresji. Życie jej to pasmo zmartwień o 42-letniego syna, który skończył szkołę jubilerską, ale nigdy nie podjął pracy (poza krótkim epizodem, kiedy to przez 1/2 roku był trenerem nurkowania w Tajlandii). Żadna praca mu nie odpowiada, a bo to nie będzie znosił kogoś fochów, a bo to poniżej jego aspiracji. Wypłakuje się na pierś matki, jaki to on nieudacznik, jaki biedny, a ta głaszcze go i pociesza, że też całe życie była nieśmiała i dobrze go rozumie. Kilka lat temu robił w domu awantury, aż szyby wypadały z okien, odgrażał się samobójstwem. Podczas jednej z moich wizyt nie wytrzymałam i wykrzyczałam mu jego podłość, a kiedy podniósł na mnie rękę, powiedziałam, że nie puszczę tego płazem i zgłoszę na policję. Ogromnie się wystraszył i uciekł z domu na 3 dni. Na policję poszłam razem z siostrą i za jej przyzwoleniem prosiłam posterunkowego, skoro nie można go przymusowo leczyć, by chociaż przyszedł go postraszyć. Po jego wizytach awantury ustały, ale do dziś jest śmiertelnie pogniewany na całą moją rodzinę (mimo że próbowałam go przeprosić).

Serce mi topnieje, kiedy patrzę na moją ukochaną siostrę, jak podle ją wykorzystuje. Ona biedna nigdzie nie wychodzi, nawet po sprawunki, bo jak mówi, Adaś przejął pałeczkę i wszystko załatwia. On po prostu przejął kasę, a tak ją ogłupił, że jeszcze się z tego cieszy. Opowiada, jaki to Adaś jest troskliwy, jaki wrażliwy, tylko biedak ma chorą duszę. Niedawno zmarł nagle mój 45-letni syn, jego jedyny kuzyn, z którym przed laty przyjaźnił się, który był mu bardzo życzliwy, chciał mu załatwiać pracę - ale z zawziętości nie przyjechał na pogrzeb, wysyłając samą, schorowaną, spłakaną matkę.

Jak im pomóc? Jak dotrzeć i przez kogo do takiego człowieka, jak mój siostrzeniec? Na prośby siostry, by spróbował się leczyć, kategorycznie odpowiada nie. Ona teraz szuka ratunku tylko w modlitwie, ale ja wiem, że modlitwa tam nie wystarczy i boję się o jakąś tragedię. Dodam jeszcze, że siostra za wszystkie oszczędności, jakie miała, kupiła mu kawalerkę w tym samym bloku i na tym samym piętrze. Mieszka więc sam, ale u mamy jada i mama wszystko opłaca z jednej emerytury. 45-letni mężczyzna nie jest ubezpieczony i strach pomyśleć, co będzie, kiedy zachoruje. Tam brak rezerwy finansowej. Jeszcze raz bardzo proszę, poradźcie, co mogę zrobić na odległość, bo mieszkam w Poznaniu. Siostrzeniec jest taki przebiegły, że nie odbiera telefonów ani e-maili od nikogo z rodziny.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki
Patronaty