Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 9 1 5

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Rozstanie: Pytania do specjalistów

Relacje z byłym partnerem w związku homoseksualnym

Witam! Jestem 26-letnim chłopakiem, który pół roku temu zakończył ponadroczny związek homoseksualny. W trakcie trwania związku całkowicie sie zaangażowałem pomagając mojemu partnerowi, jak tylko mogłem w jego kłopotach zarówno z prawem, jak i kłopotach finansowych przekazując ogółem ponad 25 tysięcy...

Witam! Jestem 26-letnim chłopakiem, który pół roku temu zakończył ponadroczny związek homoseksualny. W trakcie trwania związku całkowicie sie zaangażowałem pomagając mojemu partnerowi, jak tylko mogłem w jego kłopotach zarówno z prawem, jak i kłopotach finansowych przekazując ogółem ponad 25 tysięcy złotych (ale nie o pomoc finansową tu chodzi). Związek ten dawał mi jak mi sie wydawało bezpieczeństwo i stabilność aż do pewnego momentu. W grudniu 2011 roku mój partner zerwał ze mną, co zbiegło się także z utratą pracy. Powodem rozstania zdaniem mojego partnera było to, iż cyt. "męczył się ze mną". Wywołało to u mnie załamanie, które skłoniło mnie do myśli suicydalnych z tendencjami do realizacji. Jeszcze w tym samym miesiącu próbowałem popełnić samobójstwo przez przyjęcie leków o silnym działaniu kardiodepresyjnym. Z uwagi na posiadane wykształcenie medyczne udało mi się ukryć fakt próby samobójczej przed lekarzami z oddziału chorób wewnętrznych, którzy rozpoznali u mnie błędnie (dzięki mnie) zapalenie mięśnia sercowego. Związek udało mi się zakończyć i przejść - jak sądziłem - do normalnych przyjacielskich relacji pomiędzy mną a moim byłym partnerem. Nie minął miesiąc od rozstania, a mój były partner stwierdził, że jednak "woli dziewczyny" i do tej porty utrzymuje liczne kontakty seksualne z obojgiem płci. Pomimo tego wszystkiego nadal pomagałem mojemu przyjacielowi. Z uwagi na bardzo skomplikowaną sytuację rodzinną i fakt, że w pewnym momencie rodzice wyrzucili mojego przyjaciela z domu zorganizowałem mu mieszkanie u mojej przyjaciółki. Pomogłem także w kłopotach z urzędem skarbowym. W obecnej chwili mój przyjaciel traktuje mnie zdawkowo. Nie chce poświęcać mi czasu. Nie przychodzi na umówione spotkania (nie są to spotkania we dwoje a wraz z moją przyjaciółką, u której mieszka, aby nie wyglądało to jak randka). Utrzymuje w zamian za to liczne przygodne kontakty seksualne z dziewczynami oraz jednym chłopakiem. Bardzo denerwuje mnie jego zachowanie. Do szału doprowadza mnie to, że jeśli już dojdzie do wspólnego spotkania naszą trójką przyjaciół zawsze podczas tych spotkań nieustannie esemesuje ze swoimi sex-koleżankami. Rozmawiałem z nim na ten temat, informując o moich spostrzeżeniach, że nie potrafi poświęcić nam czasu, jednak zawsze żąda ode mnie tego, żebym to ja się zmienił i nie zwracał na to uwagi albo po prostu zakończymy przyjaźń. Chciałbym zakończyć tę chorą przyjaźń niemniej jednak jestem od niego uzależniony. Nie potrafię bez kontaktu z nim żyć. Bardzo boli i denerwuje mnie to, że po tym jak mu pomogłem tak mnie traktuje. Proszę o podpowiedź co mam robić, jak zakończyć tę chorą przyjaźń.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak uświadomić partnerowi, że rozstanie to zły pomysł?

Moje pytanie jest trudne. Z moim partnerem byłam przez lata. Układało nam się bardzo dobrze. Po roku zaszłam w ciążę z bliźniętami - urodziłam córeczkę i synka. Mojego partnera radość nie miała końca. Od poczatku włączył się intensywnie w życie...

Moje pytanie jest trudne. Z moim partnerem byłam przez lata. Układało nam się bardzo dobrze. Po roku zaszłam w ciążę z bliźniętami - urodziłam córeczkę i synka. Mojego partnera radość nie miała końca. Od poczatku włączył się intensywnie w życie i opiekę dzieci czułam się bezpiecznie, bo miałam na kogo liczyć, on pewnie też. W zeszłym miesiącu minęły nam 4 lata. Od pół roku non stop kłócimy się o wszystko. Stałe kłótnie, później ciche dni, wykańczały mnie na dobre. Tydzień temu wyprowadził się od nas, bo sama kazałam mu wynosić się z domu. Dziś tego żałuję, co był dobrym ojcem i dobrym partnerem - obowiązki, praca, zmęczenie i oddalenie się od siebie przyczyniły się do naszego rozstania. Teraz nie mogę sobie poradzić, że go nie ma - tęsknota, pustka nie pozwala mi funkcjonować. Dopiero teraz uświadomiłam, że go naprawdę kocham i potrzebuję.

Próbowałam do niego dzwonić po 3 dniach, ale nie odebrał, więc napisałam mu wiadomość o tym jak bardzo tęsknimy za nim, jak bardzo go potrzebujemy, że zrozumiałam swoje błędy, żeby dał nam szansę mnie i dziecka, które kochał bezgranicznie. Prosiłam go by wrócił do domu, żebyśmy zaczęli od nowa, ale on milczy. Następnego dnia wysłałam kolejnego SMS, wytłumaczyłam mu jak bardzo go skrzywdziłam, że chcę naprawić wszystko, żeby dał nas szansę. Odpisał, że chce zabrać dzieci w sobotę do swojej mamy, gdzie u niej zamieszkał. Proszę pomóżcie mi zrozumieć czemu tak się zawziął, czemu milczy, przecież nas kochał, a przez tydzień nawet nie zapytał o dzieci czy cierpią czy nie. One są małe mają dwa i pół roku brakuje im taty, a on nic nie zostawił mi środków do życia, nawet nie zapyta jak dzieci. Nigdy nie znałam go od tej strony, co mu jest, dlaczego wymazał nas ze swojego życia. Jutro przyjeżdża pierwszy raz po dzieci, aż boję się tego spotkania. Proszę doradźcie co robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Zakończenie znajomości z powodów hormonalnych

Witam.Mój chłopak zakończył naszą znajomość z powodów zdrowotnych.Ostatnio cały czas był zmęczony, więc zrobił badania i okazało się, że kora nadnerczy nie produkuje hormonów. Wg niego ma to wpływ na cały organizm,również na sferę intymną, więc najlepiej będzie jeśli... Witam.Mój chłopak zakończył naszą znajomość z powodów zdrowotnych.Ostatnio cały czas był zmęczony, więc zrobił badania i okazało się, że kora nadnerczy nie produkuje hormonów. Wg niego ma to wpływ na cały organizm,również na sferę intymną, więc najlepiej będzie jeśli sobie znajdę kogoś lepszego (czyli zdrowego).Teraz robi badanie nad znalezieniem przyczyny. Czy ta choroba faktycznie ma wpływ na wszystko? Jaki jest najgorszy scenariusz? Czy to może być powód rozstania? Bardzo proszę o odpowiedź.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brabec
Mgr Magdalena Brabec
Mgr Dorota Nowacka
Mgr Dorota Nowacka

Czy mój syn ma kryzyz wieku średniego?

Jestem matką 40-letniego już mężczyzny. Wychowywałam go sama - jako samotna matka. Było mi trudno, byłam dla niego bardziej ojcem niż matką. Był zdolny, skończył studia a po ich ukończeniu otrzymał pracę na uczelni. W wieku 24 lat ożenił...

Jestem matką 40-letniego już mężczyzny. Wychowywałam go sama - jako samotna matka. Było mi trudno, byłam dla niego bardziej ojcem niż matką. Był zdolny, skończył studia a po ich ukończeniu otrzymał pracę na uczelni. W wieku 24 lat ożenił się, a w wieku 28 lat obronił dyplom doktora. Od samego początku nie akceptowałam jego żony, ale po ślubie pogodziłam się z sytuacją i starałam się, aby wszystko było dobrze. Syn otrzymał ode mnie wszystkie potrzebne dobra materialne tj. mieszkanie, samochód, wyposażenie mieszkania. Po 9-ciu latach małżeństwa urodziła się mu córka. Dziecko obecnie ma 4,5 roku, a mój syn z dnia na dzień zażądał rozwodu od synowej. Zakomunikował to jej z dnia na dzień - 19 czerwca poinformował o tym, że żąda rozwodu, a w dniu wczorajszym już się zdążył wyprowadzić. Z mieszkania zabiera wszystko co może, oczyścił konto bankowe. Jego stwierdzenia na obronę to to, że go nie przytulałam jak był mały, ściskałam mu rączkę jak szłam z nim do kościoła, a obecnie to moja synowa przejęła pałeczkę po mnie w krytykowaniu go. Wiem również, że ma kobietę, chociaż się do tego nie przyznaje - stwierdził, że to kandydatka na kobietę. Chce kategorycznie rozwodu, więcej żenić się już nie będzie. Próbowałam z nim rozmawiać i tłumaczyć to kryzysem wieku średniego, ale się tylko roześmiał. Proszę o radę, bo nie wiem jak z nim postępować, chcę również pomóc synowej, która jest zrozpaczona, chce sprzedać to mieszkanie, w którym mieszkają od ubiegłego roku, bo jest za duże i kosztowne - ponieważ w roku ubiegłym wzięli na nie kredyt. Straszy ją, że jak mu będzie utrudniać to ją zniszczy. Jestem zrozpaczona, ja również nie mam na niego żadnego wpływu. Czytałam ten artykuł o kryzysie wieku średniego - pasuje do obecnej sytuacji. Bardzo proszę o radę. Przepraszam za chaotyczne pytanie, ale jestem bardzo zdenerwowana.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Mąż uzależnił się od swojego szefa

Witam, Jestem 12-letnim związku, a od 8 lat mężatką. Nie mamy dzieci, problem był we mnie, bo nie byłam na to gotowa, natomiast mąż zawsze tego pragnął. Przez ten cały czas uchodziliśmy za szczęśliwe małżeństwo, oczywiście mieliśmy problemy, ale zawsze...

Witam, Jestem 12-letnim związku, a od 8 lat mężatką. Nie mamy dzieci, problem był we mnie, bo nie byłam na to gotowa, natomiast mąż zawsze tego pragnął. Przez ten cały czas uchodziliśmy za szczęśliwe małżeństwo, oczywiście mieliśmy problemy, ale zawsze dawaliśmy sobie z nimi radę. Mąż jest instruktorem nauki jazdy a ja pracuję w biurze. Na początku tego roku powiedziałam mężowi, że chciałabym mieć dziecko, że jestem gotowa, mieliśmy również kupić mieszkanie. Od lutego tego roku mąż zaczął coraz częściej pisać po nocach z kursantkami i zaczęły się kłótnie i sceny zazdrości z mojej strony. On twierdził, że nic dla niego to nie znaczy i dalej to robił. Zaczął dzwonić do nich gdy wychodził z domu. W tym samym czasie zaczął się psuć związek jego szefa, który wręcz uzależnił mojego męża od siebie. Rozmawiał z nim i kazał mu wychodzić z domu, gdy dzwonili do siebie tłumacząc, że nie chce bym słyszała o czym rozmawiają. Każdy wolny czas starał się mu zajmować, by jak najmniej czasu spędzał ze mną, tłumacząc że mój mąż jest jego najlepszym przyjacielem i potrzebuję porady. Muszę podkreślić, że gdy jego szef był w związku, spotykaliśmy się we czwórkę, jeździliśmy razem na wakacje, a po tym jak zerwał ze swoją narzeczoną - moim zdaniem chciał mieć go tylko dla siebie. Stało się tak, że 1,5 miesiąca od rozstania mojego męża szefa z jego narzeczoną mąż wyprowadził się twierdząc, że mnie nie kocha, że przez moją zazdrość o kursantki zabiłam miłość. Wyprowadził się do swojego szefa, który jest po rozwodzie z pierwszą żoną, ma dziecko i w chwili obecnej znowu spotyka się ze starą narzeczoną, ale tylko na seks, po prostu bawi się jej uczuciami. Od momentu wyprowadzki próbowałam ratować moje małżeństwo, ale na nic, mąż raz chce rozwodu, raz raczej chce a ostatnio powiedział, że chce separacji a później rozwodu. Dla mnie zachowuje się jakby był chory psychicznie. Za każdym razem gdy rozmawialiśmy przez tel, był czuły i troskliwy, gdy tylko się spotkaliśmy od razu dzwonił jego szef i totalnie zmieniał swoje zachowanie. Mówił, że już nie chce ratować małżeństwa etc. Myślę, że jego szef w jakiś emocjonalny sposób uzależnił go od siebie i namawia go do rozwodu, nawet pomyślałam, że mogą być ukrytymi gejami (nikogo nie chcę urazić), bo mój mąż zachowuje się tak jakby był zakochany, wręcz tylko nie fizycznie a emocjonalnie. Odseparował się od wszystkich, z nikim nie utrzymuje kontaktu. Błagam o pomoc, jestem zrozpaczona.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pomóc partnerowi pozbierać się po porzednim związku?

Witam, mam 32 lata i od 4 miesięcy spotykam się z mężczyzną 7 lat młodszym od siebie. Oboje mamy za sobą nieudane związki. Ja jestem rozwiedziona od roku, on rozstał się z dziewczyną po 10 latach związku. Ja już poradziłam...

Witam, mam 32 lata i od 4 miesięcy spotykam się z mężczyzną 7 lat młodszym od siebie. Oboje mamy za sobą nieudane związki. Ja jestem rozwiedziona od roku, on rozstał się z dziewczyną po 10 latach związku. Ja już poradziłam sobie z widmami przeszłości, niestety on nie. Co jakiś czas mój partner miewa stany depresyjne, w których izoluje się ode mnie budując wokół siebie mur nie do przebicia. Na moje próby pomocy reaguje niechęcią, mówiąc że sam sobie poradzi. Dziś, w odpowiedzi na moją próbę pomocy, odpowiedział mi, że jego funkcjonowanie nie pozwala się mu otworzyć lub on nie chce, sam tego nie wie. I że spowodowane to jest tym, że chyba tęskni za swoją ex (od ich rozstania minęło 10 miesięcy) i że chyba się jeszcze nie pozbierał po rozstaniu. Widzę, że strasznie z tym wszystkim się męczy i nie wiem jak mam postąpić, aby mu pomóc jednocześnie go nie tracąc, gdyż jest wartościowym człowiekiem. A obawiam się, że nasz związek może tego nie przetrwać.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Rozstanie i emocje mu towarzyszące

Witam! Mam 20 lat. Nieco ponad półtora roku temu poznałam chłopaka, młodszego o rok, z którym do ubiegłego tygodnia byłam w związku. Układało się różnie. Największą przeszkodą była odległość, ponieważ dzieliło nas ponad 300km. Widywaliśmy się średnio co dwa tygodnie...

Witam! Mam 20 lat. Nieco ponad półtora roku temu poznałam chłopaka, młodszego o rok, z którym do ubiegłego tygodnia byłam w związku. Układało się różnie. Największą przeszkodą była odległość, ponieważ dzieliło nas ponad 300km. Widywaliśmy się średnio co dwa tygodnie w weekendy - czasem częściej i dłużej, jak tylko nadarzyła się ku temu okazja. Był to nasz pierwszy poważny związek. Potrzeba było wielu wyrzeczeń, niepotrzebnych emocji, tęsknoty i łez, żeby to przetrwać, jednak cały czas mieliśmy na co czekać. Ja zaczęłam studia, jednak przeprowadzka do innego miasta, brak bliskości z nim, problemy z mieszkaniem, wpędziły mnie w nastroje, które być może można było nazwać depresją. Minęły dwa miesiące, kiedy zdecydowałam się poddać, zrezygnowałam ze studiów i wróciłam do rodzinnego miasta z zamiarem rozpoczęcia studiów w zupełnie innym mieście od następnego roku akademickiego - razem z ukochanym. Dodam, że byłam dwukrotnie u psychiatry, który przepisał lek antydepresyjny, którego ostatecznie nie zdecydowałam się zażywać. Jakiś czas po powrocie do rodzinnego miasta w styczniu, nastroje minęły prawie jak ręką odjął. Między nami wszystko układało się dobrze - przynajmniej tak mi się wydawało. Jednak w ubiegłym tygodniu, po dwugodzinnej kłótni przez telefon coś pękło. Usłyszałam, że musimy poważnie porozmawiać. Pierwszy raz wypowiedziane takim tonem i w takim momencie, dlatego wiedziałam, że coś jest faktycznie nie w porządku. Po 4 dniach okropnych nerwów, braku snu i jedzenia, zastanawiania się o czym będzie ta rozmowa, przyjechał, żeby poinformować mnie iż na tę chwilę nie wyobraża sobie ze mną być, na razie to koniec, jest zmęczony, musi trochę ode mnie odpocząć i chce mieć trochę czasu dla siebie. Ponadto usłyszałam też, że jestem dla niego zbyt słaba a on nie potrafi być na każde moje zawołanie codziennie 24h na dobę, ponieważ nie ma przez to czasu na swoje pasje, naprawdę mnie kocha i może jeszcze kiedyś spróbujemy i będziemy znów razem. Powiedział również, że robi to nie tylko dla siebie, ale też i dla mnie i być może dla nas, że potrzebuję 'kopa' i muszę uporać się sama ze sobą tylko i wyłącznie dla swojego dobra, a nie uzależniać każdą moją chwilę, nastrój i decyzję od niego. Mieliśmy na studiach razem zamieszkać, o czym rozmawialiśmy od pół roku i oboje byliśmy na to zdecydowani. Z początku myślałam, że może tego się przestraszył. Aktualnie od tygodnia każdą chwilę spędzam na zastanawianiu się, dlaczego wszystko nie potoczyło się inaczej. Zdałam sobie też niestety dopiero teraz sprawę z tego, że sama jestem sobie winna. Mogłam się ocknąć wcześniej, po każdej kolejnej pretensji o wyjście z kolegami, kolejnym telefonie, histerii z najbardziej błahego powodu, kolejnym mało istotnym problemie i moim nastrojem w związku z tym, którymi go cały czas obarczałam. Swoimi nastrojami psułam prawie każde wspólne wyjście, na które przecież nie mieliśmy zbyt wiele okazji, denerwowała mnie muzyka, bałam się być sama wśród tłumu i wśród nowych ludzi. Kiedyś było inaczej - lubiłam wychodzić i poznawać ludzi. Od jakiegoś czasu boję się nowych, niespodziewanych sytuacji. Boję się, że sobie nie poradzę, że znów będę źle się czuła i wróci to, co przeżywałam w związku z depresją, o której mówiłam wcześniej. Cały czas będąc z nim, bałam się, że zmieni z dnia na dzień zdanie, że zostanę sama, że już go nie będzie, nawet w każdej chwili pod telefonem. A to powodowało ciągłą potrzebę zapewniania mnie o uczuciu, o tym, że jest i wspiera. On cały czas był bardzo cierpliwy. Wiedział, że nie wynika to do końca z mojego charakteru, ponieważ od czasu do czasu zdarzały się przebłyski dawnej mnie - tej pewnej siebie, swojego zdania i własnej wartości. Był wyrozumiały, próbował pomóc, miałam wrażenie, że trochę też się przyzwyczaił. Być może gdybym wcześniej poszukała pomocy, nie doszłoby do tej sytuacji. Bardzo mi na nim zależy i chciałabym jakoś poradzić sobie sama ze sobą. Póki co nie odzywam się, nie dzwonię i na siłę udaję, że doskonale sobie radzę bez niego. Wiem, że to potrwa i chciałabym w jakiś sposób nakłonić go do tego, żeby dał mi szansę i popracował nad tym razem ze mną, ale nie chcę z drugiej strony o to prosić i wywierać presji. Podczas rozmowy o rozstaniu zapewnił mnie, że mogę na niego liczyć, ale z drugiej strony, zawsze się tak mówi dla złagodzenia sytuacji. Nie wiem co mam o tym myśleć i czy faktycznie warto mieć jeszcze na cokolwiek nadzieję. Sęk w tym, że męczy mnie już ciągły strach z jednej strony przed samotnością, z drugiej przed nowym, niespodziewanym i nieznanym. Rodzice i znajomi bardzo mnie wspierają, nie mogę na to narzekać. Dopiero teraz widzę ile zaniedbałam przez zapatrzenie i kurczowe "uczepienie się" jednej osoby. Chcę też wierzyć, że te półtora roku niezbyt łatwego związku nie poszło na marne i wierzę, że warto postarać się i poczekać. Nie wiem tylko jak to zrobić, od czego zacząć i jak to przetrwać. Chciałabym nauczyć się cieszyć życiem i tym, co mam. Również dla niego, bo być może wtedy byłoby nam razem lepiej.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Uzależnienie od amfetaminy i rozstanie

witam mam meża uzależnonego od amfetaminy kilka lat duzo sie dzialo mąz z dnia na dzien mnie zostawił dla innej i caal wina jest moja czy jest taka mozliwosc ze on podejmuje nie swiadomie te decyzje?? prosze o pomoc jestem... witam mam meża uzależnonego od amfetaminy kilka lat duzo sie dzialo mąz z dnia na dzien mnie zostawił dla innej i caal wina jest moja czy jest taka mozliwosc ze on podejmuje nie swiadomie te decyzje?? prosze o pomoc jestem załamana nie wiem co robic myslec to nie ten człowiek nawet znajomi uważaja ze ona nie wie co robi prosze o porade
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Magdalena Golicz
Mgr Magdalena Golicz
Mgr Maciej Rutkowski
Mgr Maciej Rutkowski
Mgr Magdalena Brabec
Mgr Magdalena Brabec

Jak żyć po rozstaniu z partnerem?

Witam! Mam problem, ponieważ zostawił mnie mężczyzna, którego pokochałam ponad wszystko. Jeszcze nigdy nie kochałam nikogo tak mocno. Byłam z nim ponad 1,5 roku, to był pierwszy tak poważny związek, w który zaangażowałam się całą sobą... Przeprowadziłam się z rodzinnego...

Witam! Mam problem, ponieważ zostawił mnie mężczyzna, którego pokochałam ponad wszystko. Jeszcze nigdy nie kochałam nikogo tak mocno. Byłam z nim ponad 1,5 roku, to był pierwszy tak poważny związek, w który zaangażowałam się całą sobą... Przeprowadziłam się z rodzinnego miasta za pracą w całkiem obce mi miejsce, gdzie byłam sama i właśnie wtedy go poznałam. Praktycznie każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, to był pierwszy mój związek kiedy praktycznie mieszkałam z mężczyzną (ponieważ sama mieszkam w małym pokoju, a on miał swoje mieszkanie.) Po jakimś okresie w naszym związku powiedział, że mnie kocha. Nieraz się zdarzyło, że mówił o swojej przyszłości, w której byłam też ja. Naprawdę uwierzyłam, że mnie kocha! Później zaczęło się psuć, zaczął coraz więcej pracować, mi się zaczęła sesja i co weekendowe zjazdy. Kiedyś co wieczór dzwonił, żeby porozmawiać albo chociaż dobranoc powiedzieć. A teraz ledwo jednego esemesa napisał. W końcu powiedziałam, że powinniśmy porozmawiać o jego uczuciach, ku mojemu zdziwieniu zgodził się. Kiedy się spotkaliśmy powiedział, że jestem dosłownie ideałem, że daję mu tyle miłości ile tylko potrzebuje, że jest szczęśliwy, że bardzo mu się podobam, ale... ale on nie potrafi mi odwzajemnić tego uczucia. Płakał, więc to chyba było szczere. Powiedział, że może potrzebuje czasu, żeby zrozumieć, ale nie chce mnie zatrzymywać, że nie chce mnie stracić, że chce utrzymywać ze mną kontakt, no ale jakby nie patrzeć zakończył nasz związek. Może po prostu za bardzo kochałam? Nie potrafię kochać, nie znam granicy nadopiekuńczości. Nie miałam nigdy wzoru poprawnej rodziny. Mój tata nie kochał nigdy mojej mamy, chciał ją zostawić jak ja i moja siostra bliźniaczka miałyśmy po 3 lata, ale wrócił. Zostawił ją w końcu po 12 latach małżeństwa jak się dowiedział, że mama jest nieuleczalnie chora. Nie mogę przestać myśleć o moim ukochanym, chociażby przy głupim kupowaniu czereśni mi się przypomina, czy jak idę na mszę, bo razem zawsze chodziliśmy. Dosłownie wszystko. Usunęłam wszystkie nasze wspólne zdjęcia, wyrzuciłam wszystkie pamiątki, byłam u fryzjera, przefarbowałam się nawet i ścięłam włosy, żeby tylko nie było tak jak kiedyś, żeby zmienić przeszłość, ale to nie pomaga. Podświadomie łudzę się, że on do mnie wróci, ale raczej nie wróci, bo dowiedziałam się, że prawdopodobnie kogoś ma. Nie mogę przestać płakać, prawie nie jem, całe dni, kiedy tylko nie muszę iść do pracy to przesypiam, zawaliłam sesję letnią i czekają mnie powtórki we wrześniu. Co mam zrobić, żeby o nim zapomnieć? Co zrobić, żeby jakoś wyrzucić z pamięci te wszystkie wspomnienia, które tak ranią i tak bardzo bolą mnie każdego dnia? Jak mam zacząć normalnie żyć? Zaczęłam nawet myśleć o samobójstwie. Zostałam sama, w obcym mieście daleko od domu od rodziny, na drugim końcu Polski. Proszę niech ktoś mi pomoże.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy rozstanie z dziewczyną było dobrą decyzją?

Witam. Rozstałem się z dziewczyną po 3 latach związku. Od pół roku mieszkaliśmy razem, dzieląc mieszkanie ze współlokatorkami. Nie jest mi łatwo, jak dla mnie 3 lata to dużo czasu... Problem, który mnie dręczył od dawna to fakt, że moja...

Witam. Rozstałem się z dziewczyną po 3 latach związku. Od pół roku mieszkaliśmy razem, dzieląc mieszkanie ze współlokatorkami. Nie jest mi łatwo, jak dla mnie 3 lata to dużo czasu... Problem, który mnie dręczył od dawna to fakt, że moja była dziewczyna jest osobą zimną, mało uczuciową. Mało uczuciową do tego stopnia, że nie dostawałem od niej za dużo ciepła, słownego jak i cielesnego. W naszym związku nie było m.in. mowy o chodzeniu za rękę, mówieniu miłych słów (raz na jakiś czas mówiłem do niej miłe słowo, dostawałem odpowiedź typu "weź bo się porzygam"), gdy chciałem ją objąć na ulicy czy w domu, zrzucała moją rękę i mówiła tekst typu: "weź te ręce zboczeńcu", nasze życie erotyczne to moja inicjatywa, tak rzadko, że nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz... Nie było tu mowy o żadnej zdradzie, ona od początku związku twierdziła, że taka jest (na początku związku oczywiście było sto razy lepiej, ale z miesiąca na miesiąc nie dostawałem nic). Swój wewnętrzny chłód wyniosła z domu rodzinnego, rodzice nadużywali alkoholu i często bili ją i jej rodzeństwo, o niczym innym nie wiem.

Jej sposób bycia w stosunku do mnie, ten chłód i brak uczucia, jakichkolwiek gestów wyniszczał mnie od jakiegoś czasu. Sama twierdzi że jestem dla niej za dobry: robiłem codziennie 3 posiłki, do tego zapasy zakupów spożywczych, pomoc w sprzątaniu, praniu, dbanie o poczucie materialne, mimo to była dla mnie zimna, niemiła, często chamska i czepialska bez powodu. Sama nie potrafiła zrobić głupiej kanapki na śniadanie dla mnie, choć sobie zdążyła zrobić. Zachowywała się jakby to ona była najważniejsza, myślała tylko o sobie, "kochała najbardziej siebie". Dręczą mnie wyrzuty sumienia, że ją zostawiłem, że to nie jej wina, że taka jest, że nie potrafi być uczuciowa. Ja zniżyłem swoją uczuciowość do minimum, ale gdy nie można dotknąć swojej dziewczyny... nie było z jej strony najmniejszego gestu jak dotknięcie głowy bez powodu, czy przytulenia. Nie mogłem tego dłużej znieść i się wyprowadziłem, i rozstaliśmy się.

Moja mama jest z takiego samego domu rodzinnego, całe życie była dla mnie zimna, nie potrafiła powiedzieć nic miłego ("kocham Cię" - nigdy tego nie słyszałem), mimo to mój tata z nią żył, często wręcz męczył i użerał, doczekał wnuków. Tata miał normalny dom i może więcej siły. Ja niestety nie mogłem czuć tego zimna przez drugą część życia, mimo to mam wyrzuty sumienia, że ją zostawiłem, ale wiem, że mogłoby to się skończyć tragedią. Po roku naszego związku dopadła mnie bezsenność... to był największy koszmar mojego życia. Trwało to ponad rok i naprawdę nie było łatwo... spałem po 2 godz dziennie... mimo to chodziłem do pracy, obroniłem pracę inżynierską, znalazłem nową pracę, przeżyłem 2 operacje i cały czas zajmowałem się naszymi obiadami itp. Zgłosiłem się do psychiatry od snu, który stwierdził, że mam depresję i przyjmowałem leki przez 1,5 roku. Sen się unormował i jest w miarę ok. Zastanawiam się czy depresja nie była związana z moją dziewczyną... Nie wiem po co to piszę, ale tak jest najłatwiej mi się wyżalić. Bardzo przeżywam to rozstanie i zastanawiam się czy dobrze zrobiłem... Byłem naprawdę bardzo dobry dla niej, ale brak uczucia i kobiecości mnie wykończył...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie z zakończeniem związku?

Witam! W tym roku kończę 31 lat. Pokrótce opiszę mój związek, żeby naświetlić naszą kiedyś relację. Byłam z mężczyzną ponad 6 lat. Był to związek dość burzliwy (docieraliśmy się długo), ale bardzo szanowaliśmy i kochaliśmy co dawało nam motor, by...

Witam! W tym roku kończę 31 lat. Pokrótce opiszę mój związek, żeby naświetlić naszą kiedyś relację. Byłam z mężczyzną ponad 6 lat. Był to związek dość burzliwy (docieraliśmy się długo), ale bardzo szanowaliśmy i kochaliśmy co dawało nam motor, by być razem pomimo wielu spięć i różnych poglądów na wspólne życie. Mój ukochany 20 lat mieszkał w Niemczech, tutaj przyjechał do swojego taty w wieku dwudziestu paru lat. I tutaj też się poznaliśmy. Zakochaliśmy w sobie bez pamięci. Niestety mój dość ciężki charakter i jego specyficzne i dość luźne podejście do życia i zbytnio kochliwość. (Był z rozbitej rodziny, ojciec zdradzał matkę na jego oczach, a pomimo to był niesamowicie wrażliwym mężczyzną potrafiącym płakać, wiecznie się przytulać i kochać całym sobą. Chyba wtedy był samotny, uciekał w swoje pasje i sporty.)

Jak skończyłam studia wyjechaliśmy do Anglii na 1,5 roku. Z perspektywy czasu niestety teraz to dopiero wiedzę, byłam kiedyś dla niego okropna, wiecznie się kłóciłam. Coś mi nie pasowało. Denerwowało mnie to, że moje koleżanki się zaręczają, wychodzą za mąż a on nawet nie wiedział co to zaręczyny. Był z innej bajki, nie mówiąc o rodzinie, ale namiętność i miłość sprawiała, że nie mogliśmy bez siebie żyć. Tak bardzo sie kochaliśmy. Uczyliśmy się siebie nawzajem. Były to burzliwe, ale cudowne nauki, patrząc na to jaką jestem kobietą dzisiaj.

Wróciliśmy do Polski. Niestety brak pracy spowodował, że postanowiliśmy, że on pojedzie do Niemiec na stare śmieci, żeby dorobić, zarobić na remont mieszkania, może i ślub. (Bardzo się zmieniliśmy po przyjeździe, inaczej patrzyliśmy na życie, przynajmniej tak mi się wydawało.) Chcieliśmy bardzo razem zacząć mieszkać, być założyć rodzinę i ten wyjazd to był początek końca... Oczywiście odwiedzaliśmy się. Każde spotkanie roniło łzy szczęścia. Próbowaliśmy nadrobić stracone miesiące, ale niestety nie obyło się bez kłótni, spięć, tęsknota i luka robiły swoje, ale trwaliśmy w takim stanie 3 lata. Codzienne rozmowy, wspólne plany dawały siłę, żeby przetrwać.

Rok temu postanowiliśmy, że wyjadę do niego. Lepsze warunki życia, on tam miał pracę. Rzucam tutaj wszystko. Pracę, którą lubiłam. Zostawiam rodzinę, przyjaciół. Postanowiliśmy się pobrać w czerwcu tego roku (rok wcześniej się zaręczyliśmy). Była to dla mnie bardzo ciężka decyzja (o wyjeździe). Tym bardziej, że nie znam dobrze niemieckiego, on tutaj ma dom i super warunki mieszkalne. Jednak praca i sytuacja finansowa przesądziły, jednak moje wahania nastroju (nie byłam w pełni pewna tego wyjazdu), doprowadzały do kolejnych spięć, ale tęsknota i miłość sprawiała, że nie wyobrażałam sobie życia bez niego, jak i on wiecznie powtarza, że i on beze mnie! Jednak kłótnie się nawarstwiały, wieczne wypominanie, że moja praca jest ważniejsza, że nie umiem podjąć decyzji i go pewnie nie kocham.

Ostatecznie święta były punktem zwrotnym. Rzadziej rozmawialiśmy, SMS typu kocham, tęsknie. W wigilię dostaje SMS, że na święta go jednak nie będzie. Fatalne warunki na drodze itd. To był jak grzmot, zaparłam się, w wigilię nie odbierałam telefonu tak mnie zranił. Tak czekałam na te święta i spotkanie. Tym bardziej, że mieliśmy dużo ustalić co dalej itd. Sylwestra spędziliśmy osobno. Nawet już do siebie nie pisaliśmy. Dostałam jeszcze po nowym roku SMS czy nadal myślę, kocham czy mam już kogoś nowego. Później wspólna rozmowa i jego decyzja, że chce się rozstać była jak grom! Potrzebuje czasu itd., ale pomyślałam, że może potrzebujemy czasu, żeby się oczyścić, przemyśleć. Nieraz tak było a później telefon się nie urywał i płacz i wyznania miłości. Jednak najgorsze miało nadejść. Miesiąc później dowiaduje się, że jest w związku co oficjalnie pokazał na portalu towarzyskim typu nk, tak jak wtedy pękło mi serce to nigdy! Mężczyzna, który miesiąc wcześniej płakał mi do słuchawki jak kocha i tęskni. Ufałam mu bezgranicznie. Tak mnie skrzywdził! Później dziwny SMS, z pretensjami, że to moja wina. To ja mam kogoś i on od dawna wie, że praca była dla mnie ważniejsza, że nigdy go nie kochałam i że to moja wina. A co najdziwniejsze jest z nią w związku, a i jest na portalu randkowym.

Od 2 miesięcy nie mamy kompletnie kontaktu i pomimo tego, że on jest za granicą, a ja tutaj to serce nie przestaję krwawić. Nie umiem zrozumieć jak ktoś potrafi tak szybko przestać kochać. Chodzę do psychologa, bo nie radzę sobie z emocjami. Tym bardziej, że tak naprawdę nie wiem co się stało w jego głowie. Obwinia mnie o wszystko, obnosi się ze swoim związkiem, później pisze, że to koleżanka. Pisze mi, że nigdy już tak nikogo nie pokocha, ale ta następna przynajmniej będzie go rozumieć. Cierpi niewyobrażalnie i boję się, że ten wózek przeszłości nigdy się nie oderwie i za każdym razem będę go czuła za plecami. Najgorsze to to, że to wszystko skończyło się tak strasznie z niedomówieniami, boję się, że nie wyjdę z tego, na razie zamiast czas goić rany to wręcz je rozdrapuje. Niepotrzebnie analizuje, myślę owszem spotykam się ze znajomymi, uprawiam jogging, śmieję się, nie zamykam w 4 ścianach, ale jak już do tych ścian wrócę to sie zaczyna. Przepraszam za chaotyczność tego co opisałam, ale tyle we mnie emocji i pytań. Proszę o poradę. Jak nastawić swoje myślenie by było lepiej...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego mój związek z obcokrajowcem się skończył?

Witam! Mam 24 lata, on ma 25, byłam ze swoim chłopakiem 4. Byliśmy szczęśliwi, mieliśmy wspólne plany. W kwietniu była nasza rocznica, pisał jeszcze jak bardzo mnie kocha. On jest Belgiem, od roku tam już był, natomiast to nie miało...

Witam! Mam 24 lata, on ma 25, byłam ze swoim chłopakiem 4. Byliśmy szczęśliwi, mieliśmy wspólne plany. W kwietniu była nasza rocznica, pisał jeszcze jak bardzo mnie kocha. On jest Belgiem, od roku tam już był, natomiast to nie miało dużego wpływu na nasz związek, bo naprawdę starał się. Przyleciał w maju, spaliśmy ze sobą, następnego dnia również. Poszliśmy na spacer do parku i tam mi powiedział, że kocha mnie, ale inaczej i że chce to zakończyć, poczuł ulgę. Prosiłam go, nie rozumiałam czemu powiedział, że to dlatego, że się różnimy, że ja nie wiem, czego w życiu chcę, że mamy słabą komunikację. Dodam, że nie wychodzi mu w życiu zawodowym, ma problemy z mieszkaniem itp., ale jak się go spytałam, jak się trzyma, skłamał że wszystko w porządku.

Następnego dnia po rozstaniu rozmawialiśmy ze sobą na Skypie, chciałam mu wysłać wiersz, który mu kiedyś napisałam, nie chciał, pytałam się, czy chce mnie zobaczyć, też nie chciał. Od tego momentu przestałam się odzywać, i tak minęły 2 miesiące, on raz zapytał się "co tam u Ciebie?" Teraz przyleciał do Polski i pierwsza wyciągnęłam rękę, by z nim się spotkać, natomiast powiedział, że umawiamy się na "pogaduchy". Kocham tego człowieka, nie rozumiem jego decyzji i bardzo ciężko będzie mi o nim zapomnieć. Może to przez to, że poczuł, że to już coś poważnego, że trzeba będzie wziąć ślub? Nie wiem... Wiem z dobrych źródeł, że nikogo nie ma, to będzie dla mnie straszne, jak go kiedyś zobaczę z kimś innym. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego on nie chce ze mną być?

Z P. znamy się bliżej od ponad roku, zabiegał o mnie przez cały ten czas aż w grudniu zeszłego roku zaczęliśmy spotykać się częściej, przekonał mnie do siebie. Jestem po kilku nieudanych i krótkotrwałych związkach. P. jest młodszy ode mnie...

Z P. znamy się bliżej od ponad roku, zabiegał o mnie przez cały ten czas aż w grudniu zeszłego roku zaczęliśmy spotykać się częściej, przekonał mnie do siebie. Jestem po kilku nieudanych i krótkotrwałych związkach. P. jest młodszy ode mnie o 5 lat, ja mam 28. Przez 3 miesiące było cudownie, codziennie mówił mi, że mu zależy, że jestem dla niego ważna, mieliśmy wspólne plany. Kilka dni temu dowiedziałam się, że musi wracać do swojego miasta na stałe ze względu na chorobę ojca, a co za tym idzie tutaj musi zostawić za sobą wszystko, łącznie ze mną. Mówi, że chce ze mną być, ale nie może, bo nie może mnie skazać na gorsze życie z nim w jego mieście. Zadecydował za mnie, postawił przed faktem dokonanym, nie miałam żadnej opcji wyboru. Twierdzi, że chce być ze mną, że kocha, ale podejmując taką decyzję, ma na uwadze tylko moje dobro. Nie rozumiem tego. Skoro chcemy być ze sobą to dlaczego według niego nie możemy? Są telefony, pociągi, autobusy, 200 km to nie jest dużo.

Myślałam o przeniesieniu sie razem z nim, ale nie chce o tym słyszeć, uważa że za dużo stracę, zostawię rodzinę, pracę, przyjaciół. Ja tak nie uważam, wszystko można pogodzić. Próbowałam z nim rozmawiać i przekonać, nie chce zmienić decyzji. Nie wiem co mam zrobić, nie mogę go stracić, skoro dopiero go znalazłam. Wreszcie znalazłam kogoś, komu mogłam zaufać po poprzednich porażkach...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, by były narzeczony chciał do mnie wrócić?

Witam, mam 25 lat, jestem matką 6-letniego chłopca. Bardzo go kocham i zrobię dla niego wszystko. Przez ponad 5,5 roku spotykałam się ze starszym od siebie mężczyzną, obecnie 33 lata (nie jest on ojcem mojego dziecka), ale traktował go jak...

Witam, mam 25 lat, jestem matką 6-letniego chłopca. Bardzo go kocham i zrobię dla niego wszystko. Przez ponad 5,5 roku spotykałam się ze starszym od siebie mężczyzną, obecnie 33 lata (nie jest on ojcem mojego dziecka), ale traktował go jak syna, nawet mały mówi do niego tato. Od 3 lat mieszkamy a raczej mieszkaliśmy razem, było jak to w związku - raz dobrze raz źle. Od jakiegoś czasu układało się bardzo źle, wręcz zaczęłam myśleć o innym mężczyźnie (nie o jednym). Zainteresował się mną kolega z pracy, niestety żonaty i z dwójką dzieci (wstyd nie tylko dla mnie). Polubiliśmy się nawet bardzo, doszło między nami do kilku sytuacji, których być nie powinno. Rezultatem tego wszystkiego była rzecz okropna, zrobiłam sobie kilka nagich zdjęć oraz jeden film i wysłałam je do kolegi. Przez przypadek zobaczył je mój były narzeczony (daty ślubu nie było) i wpadł w szał (w sumie się nie dziwię, pewnie zrobiłabym to samo), kazał nam się wyprowadzić i zerwał ze mną. Rozstaliśmy się przed świętami wielkanocnymi 2012, tylko że ja nie umiem przestać o nim myśleć. Postanowiłam być w stosunku do niego szczera, powiedziałam że poznałam kogoś, że jest mi z nim dobrze, ale że rozmawiamy o tym co było między nami (cały czas mówiłam, że kocham tamtego). Naprawdę chcę powrotu do związku tamtego. Nie wiem co robić i jak pokazać, że może mi znowu zaufać. Zrezygnowałam ze spotykania się z tamtym i walczę, próbuję i staram się. Błagam o pomoc, jak zrobić tak, żeby było super?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Rozstanie po półrocznym związku

Byłam z chłopakiem pół roku i byliśmy szczęśliwi. Dziś mnie zostawił, stwierdził że już tego nie czuje. Nie chcę go do niczego zmuszać, ale naprawdę uważam że to ten. Bardzo chcę żeby do mnie wrócił i zrobiłabym cokolwiek żeby tak... Byłam z chłopakiem pół roku i byliśmy szczęśliwi. Dziś mnie zostawił, stwierdził że już tego nie czuje. Nie chcę go do niczego zmuszać, ale naprawdę uważam że to ten. Bardzo chcę żeby do mnie wrócił i zrobiłabym cokolwiek żeby tak się stało. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. To rozstanie strasznie mnie boli. Co będzie najlepszym wyjściem? Jestem pewna że jeszcze coś do mnie czuje... Pół roku udanego związku nie mogło stracić znaczenia przez tydzień wątpliwości. Co zrobić żeby wrócił?
odpowiada 4 ekspertów:
Mgr Renata Arseniuk
Mgr Renata Arseniuk
 Sylwia Osada
Sylwia Osada
Mgr Monika Prus
Mgr Monika Prus
Mgr Magdalena Brabec
Mgr Magdalena Brabec

Co zrobić, by on zrozumiał, że powinniśmy być razem?

Mam 22 lata. Jestem z moim chłopakiem od 1,5 roku lub też byłam. Obecnie mój chłopak zarządził w związku przerwę, nieograniczoną czasowo, a do momentu, jak "już mu przejdzie". Napiszę teraz, co się stało... Albo o naszej miłości... Kocham go...

Mam 22 lata. Jestem z moim chłopakiem od 1,5 roku lub też byłam. Obecnie mój chłopak zarządził w związku przerwę, nieograniczoną czasowo, a do momentu, jak "już mu przejdzie". Napiszę teraz, co się stało... Albo o naszej miłości... Kocham go całą sobą, nie wyobrażam sobie życia bez niego, tylko z nim wiążę plany i wszystkie moje marzenia dotyczą właśnie naszego związku. Jednak od jakiegoś czasu coś między nami zaczęło się psuć... Oboje studiujemy, ja stomatologię, on jest na wydz. lekarskim, mamy masę nauki i mało czasu dla siebie. Od października 2011 roku mieszkam sama, więc poprosiłam chłopaka, aby traktował moje mieszkanie jako swój drugi azyl (sam także wynajmuje pokój w innym mieszkaniu), przebywał u mnie tak często jak zechce, a może nawet tu pomieszkiwać. Tak było przez ok. 4 miesiące. Wydaje mi się, że poznaliśmy swoje największe wady i w dodatku zaczęły one nam przeszkadzać. Coraz częściej pojawiały się sprzeczki, kłótnie, a nawet awantury. Stał się małomówny, brak mu było entuzjazmu, z jakim go poznałam, brak radości, brak inicjatywy w planowaniu wspólnego czasu... Zaczęłam się bać. Bać, że coś może się zmienić między nami, że może jego uczucie do mnie się zmniejszyło. Może też poczuł się przerażony moim nastawieniem do tego związku. Dobrze wiedział, o czym marzę: o wspólnym domu, o dzieciach, o psie itd... Choć w którejś z rozmów zapytałam go, czy nie przerażają go moje "nasze wspólne plany" na przyszłość, powiedział, że nie.

Zawsze cierpliwie starał się wysłuchać moich wątpliwości. Choć też niechętnie patrzył na mnie, gdy płakałam (a zdarzało mi się to często, to dla mnie najlepszy sposób na odreagowanie). Miał do mnie pretensje o wahania nastrojów, o uprawianie histerii i tłamszenie go sobą. A ja potrzebowałam tylko więcej miłości, czułości, opiekuńczości. Wydaje mi się, że to wspólne mieszkanie wpłynęło trochę destrukcyjnie na nasz związek, gdyż zbyt szybko zaczęliśmy myśleć o tym, co chcielibyśmy w sobie zmienić. Takich rozmów zaczęło przybywać. W ostatnim czasie, dla odreagowania, zaproponowałam mu wyjazd do Warszawy, aby spotkać się z moim bratem, który tam studiuje i pójść na imprezę. Po przyjeździe pociągu poszliśmy na drobne zakupy do Złotych Tarasów, a także na kawę, aby móc spokojnie porozmawiać. Rozmawialiśmy o życiu. O tym, że układać może się różnie, a nawet, że my możemy nie być dobrani na tyle, by tworzyć tak poważną relację na resztę życia, a może na coś mniejszego (przyjaciele, kumple) - tą są niestety słowa mojego chłopaka. Nie chcę jednak przedstawiać go jako osobę do mnie zniechęconą, gdyż nigdy nie zapominał o czułościach, o uśmiechu do mnie, o dobrym słowie, być może był zbyt zaniepokojony moim złym nastrojem, który ostatnio pojawiał się u mnie często wskutek kilku niepowodzeń i obaw o związek. W tamtej rozmowie przy kawie postawiłam (czego żałuję!) ultimatum: albo będziemy razem, albo będziesz taki jaki jesteś. Potrzebowałam zmiany, chciałam go takiego, jak na początku związku. Ale ja też się zmieniłam! Szukałam sposobu na odświeżenie tego związku! Chciałabym powrotu tej fascynacji, pikanterii, podziwiania siebie nawzajem. To gdzieś uciekło. Zaczęliśmy się chyba kisić w tej relacji. Mój chłopak zawsze mi we wszystkim pomagał, a niegdyś nawet obiecał, że nigdy mnie nie zostawi, on też mówił o naszych przyszłych dzieciach, o naszej relacji już w związku małżeńskim. A jednak odpowiedział: chcę i być z Tobą, i być taki jakim jestem. Zawiniłam! Położyłam na stole pieniądze na moją kawę, wzięłam walizkę i zostawiłam go samego w tym lokalu, mówiąc, że idę do mojego brata. Byłam wtedy pewna, że zaraz za mną pobiegnie, że odwrócimy sytuację. Stałam pod głównym wejściem do Złotych Tarasów, wypatrując go przez pół godziny. Cały czas próbowałam się do niego dodzwonić, jednak miał zajęty telefon. Zaczął padać deszcz... Zniknęłam w przejściu podziemnym, aby nie zmoknąć, tamtędy też podążałam w kierunku bloku mojego brata. Nagle zadzwonił, mówiąc że zaraz wsiądzie w pociąg powrotny do miasta, z którego przyjechaliśmy. Mówiłam: proszę Cię, nie rób tego, kieruj się w kierunku Alei... Jednak on odpowiedział: jakiej alei, o co Ty mnie w ogóle prosisz? Wsiadam i już! Płakałam i szłam do brata, nie wiem, dlaczego nie pobiegłam wtedy za nim. Do brata przyszłam zapłakana, a ten próbował mnie wesprzeć, chociaż wszyscy jesteśmy zgodni, że to ja zawaliłam sprawę tamtego dnia. Brat pytał: może pojedziesz za nim? Nie wiem, dlaczego postanowiłam przeczekać! Tylko siedziałam u niego w mieszkaniu i płakałam, a w pociąg powrotny wsiadłam następnego dnia.

Po tym, jak chłopak dojechał do naszego miasta, odezwał się do mnie na czacie na Facebook'u i dowiedziałam się od niego, że potrzebuje przerwy. Nie chciałam się zgodzić, zawsze będę walczyła o ten związek, chciałam przeprosić, dojść do zgody... Jednak on nie chciał zmienić zdania. Wzburzona poprosiłam go, aby zabrał swoje rzeczy z mieszkania i zostawił klucze w skrzynce na listy (miałam nadzieje, że tego nie zrobi). Ale zrobił to. Nie zabrał jedynie prezentu, który kupiłam mu na urodziny i zostawiłam na parapecie w pokoju w siatce. Gdy już dotarłam do swojego mieszkania, wzięłam ten prezent i zaniosłam mojemu chłopakowi. Prosiłam, aby go przyjął. Prosiłam o wysłuchanie, prosiłam o to, by zechciał walczyć o związek, dalej być ze mną. A on tylko powiedział: czas pokaże, czy będziemy razem, na razie nie zmienię zdania. Zrezygnowana wróciłam do siebie. Dzisiaj widziałam go w szpitalu uniwersyteckim. Podbiegłam i zagadałam: "cześć, co słychać?" - był miły, uśmiechnięty... Rozmawiał ze mną normalnie. Potem wyszliśmy ze szpitala i powiedziałam mu, jak bardzo go kocham, jak bardzo tęsknie, jak bardzo go potrzebuję... Że czuję, jakby umarł mi ktoś bliski, na niczym nie mogę się skupić, ciągle czekam na esemesa... Czegoś ubyło w moim życiu, we mnie... Płakałam... Prosiłam, aby mi wybaczył - powiedział, że może to zrobić, ale na pewno nie może wrócić do mnie, bo byłoby to z jego strony nieszczere, nie jest na to gotowy. Powiedziałam mu, że modlę się za nas, za niego, że zawsze będę czekała, aż wróci...

Pomocy! Przeżywam straszne chwile, nie potrafię żyć bez niego. Postanowiłam naprawić swoje zachowanie, zaopiekować się ukochanym, udzielić mu większego wsparcia, bardziej troszczyć się o spokój w związku i dobrą atmosferę, jak też radzić sobie samej w moich obowiązkach bez użalania się nad sobą. Nie mam teraz innego wyjścia... Jednak tego związku na razie nie ma. Kiedy zapytałam dziś chłopaka po wyjściu ze szpitala: "powiedz mi tylko - czy wrócisz? Nie chcę dwa razy przeżywać utraty Ciebie, przecież przerwa jest wstępem do końca związku, boję się, że nauczysz się żyć beze mnie, zapomnisz mnie..." - odpowiedział: " na razie przyjmijmy, że to zerwanie, ale jeśli minie ten czas i dojdę do określonych wniosków, to będę walczył". Pomocy! Co mogę zrobić, żeby on chciał być ze mną? Mogę czekać, mogę cierpieć w milczeniu, byleby tylko mieć świadomość, że on do mnie wróci! Czy jest coś, co mogę jeszcze zrobić, aby nam pomóc?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Myśli o rozstaniu z chłopakiem, który wszystkiego zabrania

Mam chłopaka od 2 lat, ale nie chce być już z nim, ze wgl na jego charakter. Wszystkiego mi zabrania: spotkań z koleżankami, wychodzenia z domu, nawet gdy zerknę na innego robi mi awanturę. Chcę go zostawić, ale gdy już... Mam chłopaka od 2 lat, ale nie chce być już z nim, ze wgl na jego charakter. Wszystkiego mi zabrania: spotkań z koleżankami, wychodzenia z domu, nawet gdy zerknę na innego robi mi awanturę. Chcę go zostawić, ale gdy już to robie i wie z jakich powodów przeprasza mnie i płacze. I wszystko zaczyna się od nowa i tak w kółko, nie potrafie powiedzieć "pa" i sie nie odezwać, boje się że gdy to już zrobie on zrobi coś sobie (jak kiedyś). Co robić ? nie chce już z nim być
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Katarzyna Kapral
Mgr Katarzyna Kapral
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Myśli samobójcze po rozstaniu z dziewczyną

Witam! Mam 23 lata i można powiedzieć idealne życie, świetna praca, wspaniali rodzice, zdrowie, świetni przyjaciele, ale to wszystko przesłania mi dziewczyna, z którą się spotykałem. Zakochała się w moim przyjacielu. Nie mogę znieść myśli, że teraz się spotykają i...

Witam! Mam 23 lata i można powiedzieć idealne życie, świetna praca, wspaniali rodzice, zdrowie, świetni przyjaciele, ale to wszystko przesłania mi dziewczyna, z którą się spotykałem. Zakochała się w moim przyjacielu. Nie mogę znieść myśli, że teraz się spotykają i próbują być razem. Mam z tego powodu depresję (wszystkie objawy, w tym myśli samobójcze). Staram się ich unikać, ale nie do końca skutecznie to wychodzi (przypadkowe spotkania itd.). Dobija mnie to i wiem, że ma to negatywny wpływ na całe moje otoczenie. Co robić? To jakaś paranoja, boję się, że stracę te wspaniałe rzeczy, które jeszcze mnie otaczają, ale w tej chwili nie potrafię ich nawet dostrzec.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak pomóc przyjaciółce, która nie radzi sobie po rozstaniu z mężczyzną?

Witam serdecznie :) Mam problem z przyjaciółką. Potrzebuje pomocy, a ja nie wiem jak jej pomóc. Z Anią przyjaźnię się od 2 lat. Nasza przyjaźń zaczęła się w momencie, kiedy zostawił ją jej narzeczony, po prawie 7 latach związku, twierdząc...

Witam serdecznie :) Mam problem z przyjaciółką. Potrzebuje pomocy, a ja nie wiem jak jej pomóc. Z Anią przyjaźnię się od 2 lat. Nasza przyjaźń zaczęła się w momencie, kiedy zostawił ją jej narzeczony, po prawie 7 latach związku, twierdząc że już jej nie kocha i chce spróbować życia na własną rękę. Jak się okazało, to czego chciał spróbować, to inne kobiety. Przez krótki czas był z dziewczyną młodszą od siebie o kilka lat. Ponieważ był to związek na odległość, nie przetrwał próby czasu. W międzyczasie wydawało się również, że być może zrozumiał swój błąd, jednym słowem chciał wrócić do Ani, twierdząc że jest w stanie zrobić wszystko, żeby ją odzyskać. Ale Ania postawiła jeden warunek, żadnych kontaktów z byłymi kobietami, nawet koleżeńskich. Ostatecznie nie mógł tego zaakceptować.

Sytuacja powtarzała się kilkakrotnie, za każdym razem wydawał się być zdeterminowany. Twierdził nawet, że utnie wszelkie kontakty z tymi dziewczynami, obiecywał to Ani. Z czasem jednak okazywało się, że tych kontaktów nie ucinał lub robił to tylko na jakiś czas. Ania z każdym razem trochę bardziej przekonywała się do jego słów i obietnic. Zawsze jednak na jaw wychodziła jego niesłowność. Ta sytuacja ciągnie się ok. 2 lat. Przez cały ten czas Ania miała opory przez powrotem do niego, mimo to chciała, żeby im się jakoś ułożyło, czekała na moment, kiedy będzie mogła być go pewna. Jedną z jej większych obaw była również reakcja jej najbliższego otoczenia. Ani jej rodzina, ani przyjaciele nie popieraliby jej decyzji po tym, jak została potraktowana i ile wycierpiała.

Niedawno jej były narzeczony zaczął się spotykać z nową dziewczyną, jak to określił, "na wyłączność". Ta informacja podziałała na Anię jak katalizator. Przyznała się, że przez cały czas tak naprawdę go kochała, że nadal go kocha i chce z nim być. Twierdzi, że nie będzie z nikim innym, że bez niego nic dobrego jej już w życiu nie spotka. Taka ilość nagromadzonego przez 2 lata stresu doprowadziła ją do chorób skóry i serca. Lekarz przepisał jej leki na nadciśnienie. Początkowo brała je, teraz twierdzi, że o nich nie pamięta (myślę, że nie bierze ich specjalnie, nie uważa że jest na cokolwiek chora). Jest w ciągłym dole. Wcześniej to jeszcze jakoś ukrywała. Teraz do znudzenia powtarza, że życie jest dla niej wieczną męczarnią, że ciągle pojawiają się nowe problemy i nic dobrego jej się nie przydarza od co najmniej 2 lat.

Próbujemy z nią rozmawiać, tłumaczyć że powinna odpuścić, uwolnić się i ruszyć dalej, że to jest stan przejściowy i wiecznie nie będzie się tak czuła. Niestety nic do niej nie dociera, jej odpowiedzią jest zawsze "nie mam zamiaru zmieniać swojego podejścia" lub "nie chcę się od tego uwolnić". Nie chce zmienić swojej sytuacji. Jak ją do tego przekonać? Próbowałam przysłowiowej prośby i groźby, nic nie skutkuje... Na wizyty u psychologa ciężko będzie ją przekonać ze względów finansowych...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Uczucie samotności po rozstaniu z chłopakiem

nie wiem co mam robic. Czuje sie bardzo samotna. Niedawno rozstałam sie z chłopakiem który był dla mnie jedyna radością zycia. Moja matka w ogóle nie akceptuje abym miała chłopaka, wg niej musze tylko siedziec w domu i sie uczyc.... nie wiem co mam robic. Czuje sie bardzo samotna. Niedawno rozstałam sie z chłopakiem który był dla mnie jedyna radością zycia. Moja matka w ogóle nie akceptuje abym miała chłopaka, wg niej musze tylko siedziec w domu i sie uczyc. Ostatnio też sama za moimi plecami podjęła decyzje, nie pytajac mnie o zdanie. Gdy wyraziłam swoje zdanie na temat tego co zrobiła, to sie obraziła. nie zalezy jej na moim szczesciu tylko na pieniądzach. czuje sie zupelnie sama, bez zadnej miłosci. prosze pomóżcie.
odpowiada 5 ekspertów:
Mgr Daniel Filipek
Mgr Daniel Filipek
Mgr Magdalena Smoleń-Kosno
Mgr Magdalena Smoleń-Kosno
Mgr Izabela Makowska-Trzeciak
Mgr Izabela Makowska-Trzeciak
Mgr Magdalena Golicz
Mgr Magdalena Golicz
Mgr Violetta Ruksza
Mgr Violetta Ruksza
Patronaty