Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Problemy małżeńskie - jak mogę zmienić relacje rodzinne?

Witam, jesteśmy z mężem 5 lat, mamy 2-letniego synka. Nie potrafię poradzić sobie z relacjami mojego męża do mojej rodziny, a dokładniej ich brakiem. Chodzi mi o moją mamę, siostrę i brata. Brak porozumienia z siostrą zaczął się przed ślubem...

Witam, jesteśmy z mężem 5 lat, mamy 2-letniego synka. Nie potrafię poradzić sobie z relacjami mojego męża do mojej rodziny, a dokładniej ich brakiem. Chodzi mi o moją mamę, siostrę i brata. Brak porozumienia z siostrą zaczął się przed ślubem, ale my również nie mogłyśmy się dogadać, mamy całkiem inne charaktery, za to mieliśmy świetny kontakt z bratem. Wszystko było w miarę ok do momentu, kiedy pojawiły się problemy w ciąży. Z dnia na dzień wylądowałam w łóżku bez jakiejkolwiek możliwości wstawania i wtedy moja siostra przejęła kontrolę nad moim bratem. Brat wtedy od 2 lat nie pracował i nie miał zamiaru pracować, studiował zaocznie, a wszystko opłacała mu mama pożyczkami. Ja próbowałam mu wytłumaczyć, żeby zaczął pracować, siostra niby też, ale np. zmieniała samochód i sprzedała go bratu. Brat się cieszył, bo dla niego była to sielanka, siedział w domu, na wszystko brał pieniądze od mamy i woził się samochodem. Mnie rzadko odwiedzał, bo leżałam non stop, a siostra była super. Mężowi bardzo zależało, żeby brat zaczął pracować, zarabiał na siebie i pomagał mamie, w głowie mu się nie mieściło, że w ramach zmobilizowania brata można mu kupić samochód. Takich posunięć ze strony siostry było dużo. Mąż nie rozumie w ogóle tego i nie chce słyszeć o mojej siostrze. Wszystko jeszcze bardziej się skomplikowało po urodzeniu synka. Michasia urodziłam po 10 tyg. leżenia jako wcześniaka. Na początku nie wychodziliśmy na dwór. W tym czasie moja mama przeziębiła się, dzwoniłam do niej codziennie, a pewnego dnia usłyszałam, że powinnam zostawić dziecko i przyjść do niej na kawę. Nic nie powiedziałam, ale nie wyobrażałam sobie, jak mam zostawić moje cudem urodzone dziecko i iść na kawę. Takich sytuacji było dużo i mąż odwrócił się od mojej rodziny. Od początku mieszkamy sami. Mąż jest typem domatora. Na wszelkie uroczystości w moim rodzinnym domu chodzę sama z synem, bo jego nie można z domu wyciągnąć, a poza tym ma żal do mojej rodziny. On i jego rodzina to typowi domatorzy, a moja wręcz przeciwnie. Ja lubię siedzieć w domu, jesteśmy szczęśliwi, ale też od czasu do czasu wyjść do rodziny i wtedy zaczynają się problemy, nie ma mowy, żeby poszedł ze mną. Nie wiem, jak sobie poradzić. Chodziłam sama, bo myślałam, trudno, jego sprawa. Jak wychodzę na spacer po południu z synem, to zawsze idę po mamę i razem idziemy, mąż mi wypomina, a i od mamy ostatnio usłyszałam, że on w ogóle nie opiekuje się synem, bo ciągle chodzę sama, a to jest kompletna bzdura, jest świetnym tatą i jak może, to jest z małym w domu, jak ja idę do pracy. Nie wiem, co robić, jak postępować, dość mam wysłuchiwania ze strony mojej rodziny, że oni są najważniejsi i ze strony mojego męża, że ciągle mnie wykorzystują, a ja przecież mam swój dom. Chciałabym, żeby mój mąż miał poprawny stosunek do mojej rodziny, żeby przestał czuć urazę... boli mnie to wszystko.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zawsze zdradzali mnie mężczyźni - czy problem tkwi we mnie?

Witam, mam 23 lata, jest ze mną źle i widzę to sama po sobie. Nikomu nie pozwalam zbliżyć się do siebie, odpycham wszystkich. Nie chcę zostać sama, ale nie wiem, co robić. Tak bardzo ludzie mnie skrzywdzili, wszystkie emocje skrywam....

Witam, mam 23 lata, jest ze mną źle i widzę to sama po sobie. Nikomu nie pozwalam zbliżyć się do siebie, odpycham wszystkich. Nie chcę zostać sama, ale nie wiem, co robić. Tak bardzo ludzie mnie skrzywdzili, wszystkie emocje skrywam. Wiem, że źle robię, ale się wstydzę mówić o tym, co mi się przydarzyło. Nie wiem, od czego zacząć... Byłam z pierwszym chłopakiem rok, było tylko jedno zbliżenie. Powiedział mi, że po zbliżeniu coś w nim pękło. Jak mógł mi to powiedzieć? Nie rozumiałam i rozstaliśmy się. Potem dowiedziałam się, że będąc ze mną, zdradzał mnie. Nie będąc z nim już jakiś czas, spotkałam się kilka razy z osobą ze szkoły, lecz z innej klasy. Próbował mnie zgwałcić. Powiedział mi, że mnie kocha i że jeśli ja go kocham, mam mu się oddać, a jak nie, to on mnie zgwałci. Wpierw zaczęłam się śmiać. Wiem, że to dziwne, ale tak zrobiłam, nie wpadłam w panikę, bałam się popłakać, bałam się, że wtedy będzie miał przewagę i że to zrobi. Rzucił się na mnie, to było straszne, ale krzyczałam, że nie jestem gotowa, że jutro będę, że sama mu się oddam, że tak będzie lepiej, przyjemniej. To było straszne, nienawidziłam mężczyzn, brzydziłam się nimi. Po jakimś czasie wpadłam na pewnego chłopaka, czułam się przy nim bezpiecznie, był dla mnie jak bodyguard, ale okazał się draniem. Skrzywdził mnie tak bardzo, a przysięgał, że tego nie zrobi, ale zrobił. Kolejny mnie zdradził po 1,5 roku bycia w związku. Dowiedziałam się, że wolał inne niż mnie. Źle odreagowałam. Umówiłam się z koleżankami, by się upić u jednej z nich w domu. Ja już byłam w strasznym stanie, a jedna koleżanka zadzwoniła po kolegę, bo jej się podobał i chciała coś z nim... Ja po wizycie w toalecie po tzw. zgonie leżałam na łóżku pod kołdrą, a obok mnie jedna koleżanka. Druga wyszła na balkon zapalić. Ta, co leżała obok, poszła zrobić mi herbatę i poprosiła swojego kolegę, by mnie przypilnował. Położył się pod kołdrę, ja byłam nieprzytomna, ale czułam, jak mnie telepie, świadomość jakąś miałam. On rozebrał się i mnie od połowy w dół, poczułam jego dłonie, wyleciałam spod kołdry piorunem do łazienki, zamknęłam się i nie mogłam przestać płakać. Nie wiem, kiedy straciłam przytomność. Ta, co u niej była impreza, miała klucz do łazienki. Otworzyła i ocuciły mnie. Ta druga koleżanka, co była na balkonie, widziała, jak wybiegłam. Wiedziała, że coś się stało, że chciał mnie skrzywdzić. Gdy spytała, czy tak było, nie mogłam przestać płakać. Tamta wywaliła tego kolegę z mieszkania. Tamten, tłumacząc się, powiedział: „przecież nie mówiła nie”. Tak bardzo się boję ludzi, mężczyzn. Gdy patrzą, chowam wzrok. Czemu ja doświadczyłam tyle złego? Nie radzę sobie z tym sama. Czy to moja wina? Jakie ja błędy popełniam? Jak mam komuś ufać? Ponad 1,5 roku byłam sama, zaczęłam spotykać się 2 miesiące temu z chłopakiem z mojej byłej szkoły, lecz on, spotykając się ze mną, zdradzał mnie ze swoją byłą. To ze mną jest coś nie tak, prawda? Co mam zrobić, by to zmienić? Tak bardzo nie mam już sił. Proszę o pomoc. Błagam. Nie wiem, co ze sobą zrobić. Chcę to zmienić, nie chcę już krzywd.  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Natrętne myśli o zdradzie - jak się ich pozbyć?

Od niecałego roku coraz częściej myślę, że moja dziewczyna mnie zdradza. Mimo zapewnień i ciągłych dowodów, że tak nie jest, co jakiś czas one powracają. Jak się tego pozbyć?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Zazdrość czy cecha charakteru?

Jestem 29-letnią dziewczyną. Od roku korzystam z terapii ericksonowskiej i za bardzo nie widzę, i nie czuję rezultatów, a w tym momencie nawet nie jestem pewna, czy jakakolwiek terapia mi może pomóc, może mój problem to po prostu cecha charakteru,...

Jestem 29-letnią dziewczyną. Od roku korzystam z terapii ericksonowskiej i za bardzo nie widzę, i nie czuję rezultatów, a w tym momencie nawet nie jestem pewna, czy jakakolwiek terapia mi może pomóc, może mój problem to po prostu cecha charakteru, której nie można zmienić. Jestem w drugim poważnym związku, wcześniej byłam z chłopakiem 6 lat, teraz jestem w nowym związku 2 lata, byłam i jestem chorobliwie zazdrosna oraz traktuję chłopaka jak worek treningowy - w przenośni. Oprócz tego, że nie cierpię, jak mój chłopak rozmawia, uśmiecha się i jest miły dla innych dziewczyn, strofuję go prawie za wszytko, jak wychodzimy do ludzi na imprezy, na spotkania ze znajomymi itp. Terapia pomogła mi tylko w tym, że jeszcze bardziej zdałam sobie sprawę, że to wszystko jest zależne ode mnie, że to moja wina i przez to jeszcze bardziej nie lubię siebie za to, kim jestem w związku. Jak się pokłócę z chłopakiem o moje złe traktowanie jego, to potem mam wyrzuty sumienia i przez kilka dni udaje mi się być miłą, wiem, że on ma rację, ale do następnego wyjścia, spotkania ze znajomymi, bo znowu mam te same problemy. Przed jakąkolwiek imprezą teraz rozmawiam ze sobą, mówię sobie, że muszę wyluzować, że idę po to na imprezę, żeby się dobrze bawić, a nie kontrolować chłopaka i mu zwracać uwagę, ale i tak kończy się zawsze tak samo, czyli kontroluję go, dogaduję nieprzyjemnymi uwagami. Np. mój chłopak już rzadko się widzi ze swoim przyjacielem, ponieważ dziewczyna tego przyjaciela była miła dla mojego chłopaka, ale i dla mnie. Ona ma taką osobowość, że wszystkich przyjacielsko obejmuje, jest kokieteryjna, więc nie wytrzymałam i po 2 latach wygarnęłam jej wszystko, że się wiesza na moim chłopaku itp. Teraz się nie odzywamy. Nie wiem, kiedy to się skończy, mam już 29 lat, powinnam być bardziej rozsądna, wyluzowana, bardziej tolerancyjna i cieszyć się życiem. Ogólnie cieszę się życiem, ale od jakiegoś czasu nie lubię chodzić na imprezy wspólnie z chłopakiem czy spotykać się ze znajomymi, bo wiem, że skończy się kłótnią. Zawsze jak wychodzimy - coś mi się nie spodoba i skomentuję jakieś zachowanie mojego chłopaka. Mój chłopak nie jest jak poprzedni, że mogłam sobie mówić, co mi się podobało, a on tylko przyjmował, w teraźniejszym związku jest inaczej, jeśli za coś zwrócę uwagę mojemu chłopakowi, on mówi, że ma już tego dość, bo np. (na prywatce) mówię do niego, że zamiast podzielić się ze mną, że muzyka, którą puścił dj w klubie mu się podoba, powiedział do dziewczyny, która stała obok niego i ja już czułam się urażona. To masakra! Wiem. Najbardziej mnie to denerwuje, że na drugi dzień zdaję sobie z tego sprawę i nie lubię siebie za to, nie chcę tak robić, a jednak tak robię, jest to bardzo irytujące i frustrujące, że nie panuję nad tym. Korzystałam też z hipnozy i mi nic nie pomogło. Chcę naprawdę się zmienić, swoje reakcje, chcę przestać kontrolować mojego chłopaka, walczyć ciągle o moje racje, przestać być wybuchowa, przestać krytycznie komentować każde zachowanie mojego chłopaka, ale nie wiem jak, bo te metody, terapie, książki, praca nad sobą mi nie pomagają. Moje pytanie brzmi: może powinnam skorzystać z innej terapii? Jakiej? Ponieważ czytałam, że NLP ma swoje plusy i minusy, czasami pewne metody nie były nawet sprawdzane przez doświadczenia, a mimo wszystko terapeuci naiwnie je stosują... Czy tak naprawdę jest możliwe, żeby się zmienić?! Może powinnam zaakceptować to, kim jestem, ale zaraz odzywa się we mnie drugi głos, że przecież nie lubię siebie takiej, bo nie bawię się na luzie, tylko bawię się w ciągłą obserwację. Życie ze mną musi być więzieniem... Jak mam to zmienić? Nad czym mam zacząć pracować? Może jakaś książka mi pomoże - chociaż dużo na ten temat czytałam i próbowałam sama sobie pomóc. Żadnych pozytywnych reakcji! Jak mam sobie pomóc? Wiem, że powiecie mi państwo, że terapia, a co jeszcze? Jakieś konkrety? Jak powinnam się ustosunkować do tego i do siebie? Pozdrawiam, Eka

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z mężem?

Witam serdecznie. Pozwoliłam napisać krótka historie z moich ostatnich dni. Ponieważ nie potrafię sobie z tym poradzić. Jeśli to nie sprawi Pani kłopotu to proszę napisać mi czy powinnam skorzystać z porady psychologa. Jestem już u ukresu wytrzymałości. Mam...

Witam serdecznie. Pozwoliłam napisać krótka historie z moich ostatnich dni. Ponieważ nie potrafię sobie z tym poradzić. Jeśli to nie sprawi Pani kłopotu to proszę napisać mi czy powinnam skorzystać z porady psychologa. Jestem już u ukresu wytrzymałości. Mam 48 lat. Planuje też przejść się do psychologa, bo chyba sobie z tym nie poradzę sama. Nie mam osoby bliskiej z którą bym porozmawiała i była obiektywna. Byłam u siostry męża, Adam jest jej bratem więc nie może na niego dużo powiedzieć. W tej chwili mój problem to mąż i praca. Powiem szczerze, że żałuje bardzo iż dałam się mężowi namówić żeby z nim razem pracować, ale w tej chwili już nie mam wyjścia. Musi być tak jak jest. On mimo moich próśb nie chce zmienić zmiany, a wykonywałby to samo co robi tylko ludzie inni by byli, ale wracam do rzeczy. Przez wszystkie lata, które mąż pracuje lubił żartować ze swoimi koleżankami w pracy. Ja to rozumiem że tak w pracy bywa, bo sama tez czasami żartowałam kiedy pracowałam na innym wydziale. Mąż tego nie oglądał i nie opowiadałam mu o tym. Ja pracuje z nim ponad rok i mimo widząc wiele jego żartów, czy też z jego opowiadań co mu koleżanka zrobiła (np złapała za kolanko i powiedziała, że Adam seksu mi się chce, czy też wsadza ręce za koszule, czy też łapie za dupę itp.). Nie robiło na mnie złego wrażenia aż do pewnego momentu. Dodam, że rzadko mi się zdarza chodzić po hali. Siedzę na swoim stanowisku, ale do palarni czasami idę aczkolwiek nie często, bo bliżej mam do WC i tam palę. Po drodze do palarni pracują jego dwie koleżanki. Moment mojego innego patrzenia na jego żarty z koleżanką skończyły się miesiąc temu. Kiedy to praktycznie dzień po dniu widziałam jak z nią sobie żartuje. Po prostu zaczęło mnie to denerwować i to bardzo. Zwróciłam mu miesiąc temu uwagę, że już nie mam ochoty oglądania jego żartów w pracy z koleżankami. On mi odpowiedział, że nie przestanie bo dla niego to nic złego i będzie się bawił, a jak mi się nie podoba to powinnam odkręcać głowę i nie patrzeć. Myślałam że po pierwszej mojej prośbie do niego coś dotarło, ale niestety nic. Chodzę bardzo rzadko po hali, minął miesiąc i znowu widzę jak sobie z nią żartuje. Tak mną zatrzęsło że brałam tabletki na uspokojenie. Na spokojnie po raz drugi go poinformowałam i poprosiłam, że nie mam ochoty oglądania jego żartów i że to coraz bardziej mnie denerwuje. Mój mąż nazwał mnie idiotką i że powinnam się leczyć, a on i tak nie zaprzestanie. Nie będzie słuchał tego czego ja chce, bo to jego nie interesuje co ja czuje. To jest mój problem. Więc się go pytam jakby się czuł gdyby mnie codziennie oglądał żartującą z kolegą i jakby kolega wsadzał mi rękę za bluzkę. Powiedział że by dostał w zęby, ale widać iż mąż to może robić i jest z tego dumny że koleżanka go lubi. Przez ponad rok pracy z nim mi to nie przeszkadzało i śmiałam się z tego ale teraz już mnie wyprowadza z równowagi. Niedawno tłumaczył koledze w pracy, że teraz są zmiany i musi się do tego dostosować, więc ja mu też wspomniałam że są zmiany i skoro już mnie wziął do siebie to niech uszanuje, że to co robi mi się przestało podobać i powinien w końcu zaprzestać. Ale moje słowa do niego nie docierają. Jestem psychol. Dlatego po jego słowach zadzwoniłam do koleżanki i zapytałam się jej jak ona by na to reagowała. Odpowiedz mojej koleżanki była, że tak samo by postąpiła jak ja i dziwi mi się, że przez pond rok czasu z tym nic nie robiłam. Zapytałam się również (bo już zaczęłam wierzyć, że jestem psychicznie chora) mojej 25 letniej córki jaka by jej była reakcja. Odpowiedziała, że również by nie podobało jej się to, ale nie potrafi mi na razie coś mądrego doradzić. Czy jestem chora psychicznie i czy moja reakcja była nietaktowana? Rodzinka o tym nie wie ale mi zaraz wracają lata wstecz kiedy to mąż pracował jeszcze w innym miejscu. Do pracy miał przecież kilka kroków, ale musiał dojeżdżać samochodem żeby później z koleżanką jechać po pracy 9 Po 22, gdzieś i wracał nad ranem do domu (trzeźwy). Oszem robiłam piekło, ale jakoś to minęło i nadal z nim żyje (już 26 lat), a takich cyrków i podobnych w naszym pożyciu małżeńskim było wiele. Ogólnie mąż nie jest złym człowiekiem, jak w domku atmosfera super to bardzo dużo mi pomaga. Pozdrawiam z poważaniem Jolanta.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mój brat jest gnębiony przez żonę - gdzie szukać pomocy?

Sytuacja nie dotyczy mnie bezpośrednio, ale w jakiś sposób na pewno. Mój brat jest żonaty od 6 lat, ma z tego związku córeczkę. Żona nie pracuje i nie chce nic z tą sytuacją zrobić. Wręcz przeciwnie, zażądała, żeby brat zmienił...

Sytuacja nie dotyczy mnie bezpośrednio, ale w jakiś sposób na pewno. Mój brat jest żonaty od 6 lat, ma z tego związku córeczkę. Żona nie pracuje i nie chce nic z tą sytuacją zrobić. Wręcz przeciwnie, zażądała, żeby brat zmienił pracę na lepiej płatną. Jest to niemożliwe ze względu na jego stan zdrowia. Jego żona domaga się rozwodu, twierdząc, że już go nie kocha. A fakt, że zmieni pracę, sprawi, że ona będzie miała większe alimenty. Dosłownie w ten sposób to określiła. Brat nie chce rozwodu, za dużo serca włożył w ten związek. Poza tym ona nie bierze pod uwagę w tym wszystkim dziecka. Brat wziął kredyt na mieszkanie, dołożyła się babka jego żony. W związku z czym mieszka z nimi. To ona jest głównym powodem zamieszania. To ona namawia żonę brata na ten rozwód. Chłopak nie ma tam miejsca, jest dosłownie gnębiony, wyrzucany z domu, wyzywany - jednym słowem, traktowany gorzej niż przysłowiowy pies. Nie możemy na to patrzeć, nie wiemy, jak długo będzie jeszcze to znosił. Należymy do ludzi, którzy problemy rozwiązują poprzez rozmowę, ale w tej sytuacji się nie da. Nie mogę patrzeć, jak cierpi cała moja rodzina. Gdzie szukać pomocy?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Bolesne rozstanie - jak sobie z tym radzić...?

Właśnie zakończył się mój 4-letni związek. Do ostatniej chwili było dobrze, nie było kłótni. Mieszkaliśmy razem przez pół roku. Dla mnie nic nie zapowiadało rozstania, tym bardziej tak nagłego... Do ostatniego dnia był dla mnie dobry, czuły, całował, przytulał....

Właśnie zakończył się mój 4-letni związek. Do ostatniej chwili było dobrze, nie było kłótni. Mieszkaliśmy razem przez pół roku. Dla mnie nic nie zapowiadało rozstania, tym bardziej tak nagłego... Do ostatniego dnia był dla mnie dobry, czuły, całował, przytulał. A zrywając powiedział, że myślał o tym już od 3 miesięcy. On nie zerwał, zrobiłam to praktycznie ja... Ja zadawałam mu pytania, a on na każde odpowiadał tylko 'chyba'...'tak będzie dla nas lepiej; lepiej jak to się stanie teraz niż później; ja nie chcę cię blokować, bo ty masz wobec mnie poważne plany, a ja się nie wyszalałem; czuję, że życie ucieka mi między palcami... Powiedział, że chyba mnie już nie kocha, że to nie jest to, co czuł do mnie na początku. To był mój pierwszy mężczyzna, a ja byłam jego pierwszą kobietą. W dniu rozstania w moim ciele, głowie nagle pojawiła się blokada. Zawsze radziłam sobie łzami, a wtedy nie mogłam nawet kropli uronić, on cały czas płakał... dlaczego? Skoro mnie nie kocha, zostawia - dlaczego płacze? całuje? przytula? Wyprowadziłam się następnego dnia bez jego pomocy. Nie widzieliśmy się dwa tygodnie. Doszło do spotkania, odwiózł mnie do domu - sam to zaproponował, że nie będę po nocy wracała sama, bo on się o mnie martwi... Przez ten okres nie dotarło do mnie w ogóle co się stało - że on mnie zostawił. Zawsze był bardziej za mną niż ja za nim, choć oboje byliśmy sobie wierni przez okres bycia razem; żadnych większych kłótni; zazdrość raczej z jego strony - bo ja ślepo wierzyłam, że skoro on kocha, to nie zdradzi. Wtedy rozmawialiśmy - raczej ja mówiłam, podobnie jak podczas zerwania. On tylko powiedział, że jest mu lepiej samemu, że dobrze, że to się skończyło. Jest teraz szczęśliwy... Ogólnie odżył bardzo po tym rozstaniu i to widać. Często imprezuje, jest zadowolony. Dużo rozmawia i kontaktuje się z innymi dziewczynami, na siłę szukając jakiejś... Nie wiem, bo rozstając się powiedział, że na razie nie chce z nikim być, że chce być sam, odpocząć, poszaleć. Nie wiem czym jest dla niego to szaleństwo? Będąc ze mną w związku chodził z kolegami, nie miał zakazów - ja byłam zablokowana przez niego, nie mogłam pójść sama na imprezę... Dalsza rozmowa wyglądała tak, że ja po tych słowach zaczęłam płakać - był to pierwszy raz, kiedy się wypłakałam od rozstania. On mnie przytulał, całował po dłoniach, włosach. Obiecał, że pomoże mi z tego wyjść, żebym tylko zaczęła jeść i wróciła do formy, że muszę się nauczyć żyć bez niego, bo on już do mnie nie wróci... Umówiliśmy się na kolejne spotkanie - niestety on poszedł poprzedniego dnia na imprezę, rano był ciąg dalszy i tak cały dzień przespał, przespał nasze spotkanie... Napisał tylko sms-a 'przepraszam'... - dla mnie tak bezwartościowego, że na chwilę się obudziłam, iż to naprawdę koniec - że ten mężczyzna, którego znałam przez ten czas gdy byliśmy razem (wcześniej nigdy takiej sytuacji nie było) to nie jest ten, który mnie zostawił... Z mojej strony nie było już odpowiedzi. Ja zostałam bez znajomych, wszystkich mieliśmy wspólnych, raczej z jego strony...i tak zostało, że wszyscy są za nim... Dwa tygodnie kolejne nie było kontaktu. Odezwał się, żeby uzgodnić, jak oddać mi resztę rzeczy - bo wcześniej chciał to załatwić przez znajomych, ale ja im odpowiadałam, że skoro potrafił mnie zostawić, to żeby dokończył wszystkie sprawy sam. I tak od słowa do słowa, przez rozmowę telefoniczną umówiliśmy się na spotkanie. Miało być dwa dni temu - powiedział, że jednak nie może; miało być wczoraj - powiedział, że ma godzinę i to chyba za mało czasu; ma się odbyć dziś - ale ja nie wiem czy chcę tego, czy powinnam... Brakuje mi go strasznie, mam wrażenie, że duszę się sama ze sobą, nerwy jedzą mnie od środka, przez ten miesiąc schudłam 8 kg, co przy mojej wadze jest wręcz zabójcze... 40 kg przy wzroście 162 cm...wyglądam jak chodzący trup...nie mogę płakać, bo jestem zablokowana. Ciągle myślę, układam sobie wszystko w głowie, ale tego się nie da ułożyć... Napisałam mu, że chcę, żeby to było nasze ostatnie spotkanie, żeby zamknąć ten rozdział naszego życia, żeby nas czas nie gonił i żebyśmy sobie na spokojnie wszystko wyjaśnili. A on odpisał: 'ok;)' Całe jego zachowanie, podejście do mnie, jest tak olewające... Ja nie wiem, czy tu w ogóle jest coś do wyjaśnienia... chyba wolę zostać przy tych wszystkich jego 'chyba'...: 'chyba cię nie kocham, chyba na razie tak będzie dla nas lepiej'...raczej dla niego. On jest zamknięty w sobie, z nikim nie rozmawia, nikomu nawet nie mówił, że planuje rozstanie, sam się męczył z tym niby przez 3 miesiące (jak twierdził), aż sama znalazłam mu odpowiedni moment, żeby mógł ze mną zerwać, gdy ja mówiłam za niego...on nawet nie potrafił spojrzeć mi w oczy...nie wiem czy to wpływ kolegów...jego ambicji? Jest przystojnym mężczyzną i mógłby mieć wiele ładniejszych dziewczyn, sam sobie to udowadnia teraz... Na ostatnim spotkaniu powiedział, że ma świadomość, że będzie tego żałował, bo nie znajdzie takiej dziewczyny jak ja - tak wartościowej, inteligentnej, ambitnej - ale musi spróbować jak jest beze mnie, poszaleć... On ma 23 lata i teraz obudził się, że chce szaleć?? Ja - jak każdy po rozstaniu, każdy zostawiony - nie wierzę w to i nie chcę w to uwierzyć...ciągle się oszukuję... Myślę, że do dzisiejszego spotkania też nie powinno dojść, nie chcę go oczyszczać, a pewnie tak by było...bo nie potrafię powiedzieć złego słowa na niego...jest dla mnie najwspanialszym mężczyzną na świecie, tymi spotkaniami pokazał jak potrafi być czuły, delikatny i ciepły... Powiedział, że robił to dla mnie, żeby było mi łatwiej, żebym wiedziała, że mogę na niego liczyć jak na przyjaciela i zawsze prosić o pomoc...

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Nie wiem - czy brnąć dalej w ten związek?

Witam! Mam 25 lat. Byłam z moim partnerem przez 5 lat. Od jakiegoś roku wszystko zaczęło się psuć i ostatecznie się rozstaliśmy. Kazałam mu się wyprowadzić. Na początku on nie wykazywał zainteresowania powrotem, jednak po miesiącu, kiedy ostatecznie powiedziałam...

Witam! Mam 25 lat. Byłam z moim partnerem przez 5 lat. Od jakiegoś roku wszystko zaczęło się psuć i ostatecznie się rozstaliśmy. Kazałam mu się wyprowadzić. Na początku on nie wykazywał zainteresowania powrotem, jednak po miesiącu, kiedy ostatecznie powiedziałam mu, że nic z tego nie będzie, on zdał sobie sprawę z obrotu sytuacji. W tym momencie nie wiem, co mam robić, ponieważ on się bardzo stara, robi wszystko, aby nam się udało. Jednak ja obawiam się, że po pewnym czasie wszystko wróci do normy i on nadal nie będzie się starał, a moje starania spotkają się z brakiem reakcji z jego strony. Powodem naszego rozstania był zły stosunek jego wobec mnie. Był wobec mnie bardzo nieprzyjemny, czasami potrafił być bardzo wredny i obojętny. Jeżeli ja chciałam na bieżąco rozwiązać jakiś problem, pojawiało się stwierdzenie, że nie, znów coś wymyślam. Dodatkowym problemem jest jego przywiązanie do rodziny. Dla niego bardzo się liczy rodzina i gdy jeździliśmy tam w odwiedziny, wówczas ja schodziłam na drugi plan. Jego ojciec mnie niezbyt tolerował, z czego wynikały często konflikty między nami. Sama nie wiem, czy nadal brnąć w ten związek, wydaje mi się, że go kocham, ale nie wiem, czy to może już tylko przyzwyczajenie. Kolejnym problemem jest to, że w momencie naszego rozstania on nagadał swojej rodzinie złych rzeczy na mój temat, że go wyrzuciłam z domu, że nigdy nie lubiłam jeździć do niego do domu. W tym momencie nie wyobrażam sobie kontaktów z jego rodziną. Jestem osobą o niskiej samoocenie, mój ojciec był alkoholikiem. Może po prostu obawiam się samotności. Bardzo proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Czy powinnam do niego zadzwonić?

Mam 23 lata, mój (były) chłopak 21. Jesteśmy (byliśmy) razem pół roku, co mam zrobić, by zapomnieć o bólu. Zerwałam wczoraj z chłopakiem, a powód, hmm, chyba to on doprowadził do tego, bo miał pretekst. Wmawia mi, że go nie...

Mam 23 lata, mój (były) chłopak 21. Jesteśmy (byliśmy) razem pół roku, co mam zrobić, by zapomnieć o bólu. Zerwałam wczoraj z chłopakiem, a powód, hmm, chyba to on doprowadził do tego, bo miał pretekst. Wmawia mi, że go nie kocham i nigdy nie kochałam, jestem niewierna i mam kogoś. Zaczęło się 2 dni temu, kiedy chciałam zobaczyć jego telefon, wyrwał mi i powiedział, że z nikim nie pisał, że mi nie pokaże, bo to niespodzianka, ta jasne, w telefonie nigdy wcześniej nie miał niespodzianek. Chyba że były to obietnice niespełnione, a wcześniej nic nie ukrywał... i w ogóle ostatnio dziwnie się zachowywał, pisał co 3 godziny, a wcześniej potrafił częściej. Mi powiedział, że to moja wina i jak będę chciała, to mam go przeprosić. Tyle że nie mam za co, to on był nie w porządku:( Jakby był szczery i słowny, byłoby dobrze, a głównie chodzi o niesłowność w przyjeżdżaniu do mnie czy z tym, że mi coś kupi. Gestów też mało było z jego strony, na Dzień Kobiet tylko spacer. Kwiaty słowne, mówił, że kupi, jak dzwonił i to przy koledze tylko. Potem, jak z nim rozmawiałam, to nazwał mnie materialistką. Choć od niego nic nie dostałam, raz tylko w kinie byliśmy i na domówce u jego kolegi. Może powinnam napisać do niego mimo wszystko. Sama nie wiem, co w nim widzę, bo wiem, że jakby któraś z moich koleżanek miała taki problem, bym powiedziała, że nie warto być z kimś takim, ale łatwo mówić. Może to był tylko pretekst, żeby zwalić winę na mnie i mnie zostawić. Łatwo mówić, zostaw go, przejdzie za jakiś czas, ale gorzej zrobić, mam zbyt wrażliwy charakter. A może depresję? 2 lata temu też mnie zostawił chłopak przez ukrywanie pewnych rzeczy, może to już taki mój pech:(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zdradził mnie - jak mam go odzyskać?

Witam, mam 22 lata, jestem osobą przewlekle somatycznie chorą - mam SM. Teraz w moim życiu zdarzyła się kolejna tragedia. Parę tygodni temu pokłóciłam się z chłopakiem, a w zasadzie byłym chłopakiem. Powodem była moja zazdrość, teraz wiem,...

Witam, mam 22 lata, jestem osobą przewlekle somatycznie chorą - mam SM. Teraz w moim życiu zdarzyła się kolejna tragedia. Parę tygodni temu pokłóciłam się z chłopakiem, a w zasadzie byłym chłopakiem. Powodem była moja zazdrość, teraz wiem, że była ona uzasadniona, a czarne, długie, farbowane włosy na grzebieniu, szkła kontaktowe na lustrze czy balsam do ciała w łazience to nie przypadek... Poszłam do Niego, bo ileż można się kłócić (nie odzywał się do mnie ponad 2 tygodnie, teraz już wiem, że zaczął wówczas nowy związek). Czekałam pod jego mieszkaniem, przyszedł z długowłosą dziewczyną, miała czarne farbowane włosy, nosiła okulary, więc i te próbki szkieł kontaktowych mogły być jej. Powiedział do mnie: to moja nowa dziewczyna. Poczułam się jak śmieć, przerażona tą sytuacją i potwierdzoną dwa dni wcześniej chorobą. Błagałam, żeby wrócił, chciałam nawet się zabić, niemalże klęczałam przed Nim, kurczowo się go trzymając... W pamięci z tej nocy mam luki, nie umiem tego ułożyć w spójną historię. Pamiętam, że jak go trzymałam, rzucił mną o ziemię i uciekł do niej do domu. Zostałam w środku nocy zrozpaczona, przerażona, bez pieniędzy na taksówkę, bo tramwaje nie jeżdżą o takiej godzinie, nie miałam jak wrócić do swojego mieszkania. Strasznie płakałam, chciałam się zabić, gdyby nie jakiś mężczyzna, pewnie by mnie nie było i dobrze... Mój chłopak, wyłączył telefon, odłożył domofon i zgasili światło. Następnego dnia przyszedł, by oficjalnie mnie zostawić, po 3 latach powiedział mi po prostu: nie kocham jej, ale to tylko kwestia czasu, a na pewno się zakocham. Może nie byłam dobrą dziewczyną, ale wokół niego zawsze było wiele kobiet, znajomi i imprezy, nigdy mnie ze sobą nie zabierał, uczęszczał na milion kursów, dla mnie nie miał nigdy czasu, ja jednak bardzo go kocham, chciałabym go odzyskać, lecz nie wiem jak... Może powinnam to wszystko znosić, opanować swoją zazdrość, nie nalegać na spotkania. Może wówczas byłoby inaczej. Zadzwonił do mnie, zaproponował przyjaźń i że moglibyśmy się od czasu do czasu pospotykać, bo jestem dla Niego bliską osobą, powiedział, że może mi towarzyszyć w szpitalu, jeśli pozwoli mu nowa dziewczyna, odrzuciłam to, a teraz tak bardzo żałuję. W sercu mam ogromną wyrwę i choć od tej okropnej nocy minęło już 5 dni, a ciągle płaczę, zaczęłam już trochę jeść, bo przez 3 pierwsze dni nie jadłam nic. Jestem przerażona tym wszystkim. Tak chciałabym, żeby wrócił. Kocham Go ponad życie, straciłam kogoś tak dla mnie ważnego, z kim wiązałam plany i nadzieje na przyszłość, mieliśmy marzenia o córce i domu, nawet mieliśmy dla niej imię. A jego już nie ma. Jak ja mam z tym żyć, to nie wiem.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Boję się, że mój partner znowu mnie zostawi - jak sobie pomóc?

Witam, mam wielki problem z byciem w związku. Cały czas boję się, że nie jestem zbyt dobra, ładna, by z nim być. Moja zazdrość niszczy mnie i nasz związek. Byliśmy razem przez 5 lat, po czym mój partner zerwał ze...

Witam, mam wielki problem z byciem w związku. Cały czas boję się, że nie jestem zbyt dobra, ładna, by z nim być. Moja zazdrość niszczy mnie i nasz związek. Byliśmy razem przez 5 lat, po czym mój partner zerwał ze mną. Jako powód podał to, że po prostu przestał mnie kochać. Strasznie to przeżyłam. Po 6 miesiącach od rozstania chciał do mnie wrócić i zgodziłam się. Teraz jesteśmy już razem ponad rok, mieszkamy razem, a ja cały czas żyję w strachu, że to wróci, że znowu mnie zostawi. Właśnie znalazłam na jego komputerze zdjęcia z innymi kobietami. Były zrobione, kiedy nie byliśmy razem, ale ja i tak czuję się tak, jakby mnie zdradził. Bardzo mi na nim zależy, ale mam wrażenie, że to ja jestem osobą, której bardziej zależy. Nie chcę mu sprawdzać poczty, kontrolować, ale ja chyba nie potrafię inaczej. Nie chcę znowu cierpieć. Proszę o poradę, co mam robić. Nie chcę odejść, ale nie chcę też niszczyć samej siebie. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Chorobliwa zazdrość - co się ze mną dzieje?

Witam. Długo czytałam pytania innych osób, szukałam odpowiedzi dla mnie i pewnie mogłabym się "dokleić" do kilku, ale czy każdy z nas nie jest inny? Zacznę od tego, że obecnie mam drugiego męża, dziecko z poprzedniego związku, 33 lata. Jesteśmy...

Witam. Długo czytałam pytania innych osób, szukałam odpowiedzi dla mnie i pewnie mogłabym się "dokleić" do kilku, ale czy każdy z nas nie jest inny? Zacznę od tego, że obecnie mam drugiego męża, dziecko z poprzedniego związku, 33 lata. Jesteśmy po ślubie prawie 2 lata. Przeprowadziłam się do jego miasta, co wiązało się ze zwolnieniem z pracy. Aktualnie nie pracuję. Moim głównym problemem jest brak zaufania do mojego męża. Nie wiem, czy trafnie oceniłam przyczyny tej chorej zazdrości, ale wydaje mi się, że powodem jest jego zbytnia szczerość. To brzmi strasznie, ale może gdybym nie wiedziała np. że spał ze swoją koleżanką z pracy (oczywiście przed nami), pisał z różnymi małolatami, opowiadał im o swoich, a na początku naszego związku - naszych problemach, wdał się w internetowy romans z koleżanką (mężatką!) poznaną na wycieczce, to może wtedy nie myślałabym, że wróci do starych nawyków. To brzmi trochę chaotycznie, więc po kolei. Jeśli chodzi o tę koleżankę - wałkowaliśmy temat b. długo. Doszło do tego, że musiał mi obiecać, że nie będzie z nią rozmawiał w pracy, czego oczywiście nie dotrzymał, choć przysięgał, choć mówił, że będą rozmawiali tylko służbowo, żadnego koleżeństwa. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego tak mi na tym zależy. Jeśli chodzi o sprawy internetowe, to mam wgląd we wszystkie jego konta... Szpieguję... Szukam :( Już nie daję sobie z tym rady. Czy powinniśmy się rozstać? Bardzo go kocham i wydaje mi się, że on mnie też, choćby po tym, ile ma do mnie cierpliwości, ale ostatnio widzę, że już nie wytrzymuje. Powiedział nawet, że jestem popieprzona. Co robić?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak powinien wyglądać związek dwojga ludzi?

Witam! Mam 21 lat. Od półtora roku jestem ze swoim partnerem, od pół mieszkamy razem. Oboje jesteśmy studentami, w tym samym wieku. Poznaliśmy się w poprzednie wakacje, najpierw był kontakt sms’owy, aż zaczęliśmy się spotykać. Na pierwszym spotkaniu bardzo mi...

Witam! Mam 21 lat. Od półtora roku jestem ze swoim partnerem, od pół mieszkamy razem. Oboje jesteśmy studentami, w tym samym wieku. Poznaliśmy się w poprzednie wakacje, najpierw był kontakt sms’owy, aż zaczęliśmy się spotykać. Na pierwszym spotkaniu bardzo mi zaimponował swoim spokojem, powagą, opanowaniem. Również wyglądem, był dobrze ubrany. Naturalne wtedy dla mnie było to, że spotkamy się drugi, trzeci, czwarty raz... Nie było wielkich motyli w brzuchu, ogromnego miłosnego bum, ale czułam, że chcę z nim być, stworzyć dom i rodzinę, choć miałam zaledwie 19 lat. Poczułam coś takiego pierwszy raz.    W mojej rodzinie od zawsze był kult prawdziwego faceta, tzn. wysokiego, przystojnego, dobrze ubranego, wygadanego, takiego i do tańca i do różańca. A mój partner jest niski, o delikatnych rysach twarzy, bardzo wrażliwy, nieśmiały. Nie spodobał się tacie. Ale mimo wszystko postanowiłam spróbować. Było mi bardzo dobrze z nim, był opiekuńczy, czuły, troskliwy. Jest we mnie zakochany po uszy, wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko. Chciałam go mieć tylko dla siebie. Zerwał dla mnie kontakty ze swoimi znajomymi. Nie wiem co to jest miłość, jestem ostrożna w wypowiadaniu słów kocham cię, bo jestem jeszcze niedoświadczona, ale jakoś podświadomie czułam, że chcę z nim być na zawsze.  Jak zamieszkaliśmy ze sobą, na początku było cudownie. Ale nagle po feriach zimowych coś się we mnie złamało. Pojawiły się ogromne wątpliwości. Zaczęłam go analizować tak od zewnątrz, jak mówi, jak się ubiera, jak wygląda. Wyszukiwałam kolejne wady. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, kołatanie serca, nie mogłam spać i jeść, że jestem taka próżna i szukam dziury w całym, a on jest przecież takim dobrym człowiekiem. Coś mi ciągle nie odpowiadało, choć z drugiej strony czułam, że nie chcę odejść, a rozstanie byłoby niedorzeczne. Poczułabym pustkę. Nagle (po półtora roku!) zaczęłam zauważać jego niski wzrost, że wygląda jak gimnazjalista, że do mnie nie pasuje, zaczęłam się tego bardzo wstydzić przed znajomymi itp. Że nie zachowuje się jak facet. Zaczął mi przeszkadzać jego sposób bycia, że jest taki mało energiczny, zgadza się na każde moje słowo, jestem w stanie wszystko na nim wymusić, a on nawet nie zareaguje. Brakuje mu takich typowo męskich cech, zdecydowania, szorstkości. Nie mówiąc o sprawach łóżkowych, bo są zawsze z mojej inicjatywy, wtedy kiedy ja mam czas i ochotę. Czasami się zastanawiam czy ja już nie traktuję go jak brata, przyjaciela, ale wiem że na pewno nie do końca. Brakuje mi ciągle "czegoś" nieokreślonego, nie jestem w stanie sprecyzować tej potrzeby.  Wiem, że nie mogę od niego za wiele wymagać, ma dopiero 21 lat. Czasem podobają mi się inni, tak tylko z wyglądu. Ale mimo wszystko lubię z nim spędzać czas, czuję się przy nim sobą, czasami myślę, że jest cudowny i odpowiednio trafiłam, że to na pewno ten, że to jest miłość właśnie. A z drugiej strony męczą mnie myśli, czy to na pewno tak powinno wyglądać. I nie wiem czy to jest miłość czy nie? Jaka powinna być między nami relacja na co dzień, w jakim stopniu powinna być przyjaźń między nami? Jak się ma do tego wszystkiego wygląd (bo przecież na początku nic mu nie zarzucałam)? O co w tym wszystkim chodzi? Jak mam rozpoznawać swoje uczucia, bo na razie jestem bardzo rozchwiana emocjonalnie, nie umiem się określić? Czy myślenie o innych będąc w poważnym związku jest na miejscu?  Dodam, że to mój pierwszy związek, nie mam żadnego wzorca rodzinnego, moja mama zmarła gdy miałam 7 lat, ojciec wyjechał na stałe za granicę. Wychowywała mnie siostra, która dbała tylko o to, żebym była najedzona, było mi ciepło i chodziła do szkoły. Nie wiem jak to wszystko powinno wyglądać... Obie moje siostry poszukują takiego ideału, którego zostałyśmy nauczone w domu i obie nie są szczęśliwe, mają po 30 lat i żadnych szans póki co na małżeństwo. A brat się wkrótce rozwodzi... Nie chcę popełnić życiowego błędu i rzucić chłopaka tylko dlatego, że jest dla mnie za dobry i za niski! Zresztą chyba tego nawet nie chcę i nie chodzi o strach przed samotnością czy coś takiego, ale strach, że mogę popełnić błąd rozstając się z nim albo też z nim zostając.  Mam wrażenie, że czasem brakuje mi wrażeń, jakiejś pasji i dlatego wymyślam takie bzdury, żeby sobie urozmaicić życie. Kiedyś przeczytałam, że jeśli pierwszy związek jest dobry, to trzeba o niego dbać, bo on jest najbardziej podatny na wstrząsy, a te emocje rzadko się powtarzają w przyszłości... Zawsze byłam rozsądną dziewczyną, ale teraz przechodzę sama siebie z tymi wątpliwościami. A niestety nie mam z kim o tym szczerze porozmawiać, nie mam zbyt wielu przyjaciół, a już nie takich którzy zrozumieliby moją sytuację.  Proszę o pomoc w ukierunkowaniu moich uczuć.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zostawiła mnie dziewczyna - jak wrócić do równowagi?

Witam... Mam 16 lat. Straciłem sens życia, nie chce mi się żyć. Więc tak: złamałem nogę (paskudne złamanie stawu skokowego z przemieszczeniem, co podlega pod leczenie operacyjne), myślałem, że gorzej być nie może, no ale miałem mieć operację, lecz się...

Witam... Mam 16 lat. Straciłem sens życia, nie chce mi się żyć. Więc tak: złamałem nogę (paskudne złamanie stawu skokowego z przemieszczeniem, co podlega pod leczenie operacyjne), myślałem, że gorzej być nie może, no ale miałem mieć operację, lecz się nie odbyła, ponieważ lekarze uznali, że nie ma sensu mnie męczyć i kość się sama zrośnie. Pogodziłem się z gipsem, ferie się skończyły, czas do szkoły, jeszcze 3 tyg. do ściągnięcia gipsu. Nie jest źle, pierwszy dzień w szkole czuję, że coś nie gra w zachowaniu mojej dziewczyny. Pytałem, co się stało, martwiłem się, lecz ona zapewniała mnie, że wszystko w porządku. Dzień zleciał. Następnego dnia podobna sytuacja: widzę, że coś się dzieje, lecz nie wiem co. Kocham ją bardzo, lecz po szkole wróciłem do domu. Po 2 godzinach dostałem od niej SMS, że ze mną zrywa. Załamałem się, było to we wtorek. Jest piątek, nadal ją kocham. Pytam: czemu, jaki jest tego powód? Odpowiada, że mi nie powie, bo i tak to nic nie zmieni... Myślałem, że to przez ferie, bo trochę się nie widzieliśmy, przez ten gips nie mieliśmy się jak spotkać. Myślałem, że jest jakaś możliwość bycia razem, spróbować, lecz ona jasno dała mi do zrozumienia, że nigdy ze mną już nie będzie. Pytam, czy zrobiłem coś złego, lecz mówi, że nie teraz. Już wiem, że zawsze może być gorzej... Nie chce mi się żyć, nie mam żadnego sensu życia. Proszę o jakąś pomoc w znalezieniu go.  

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak rozstać się z mężem alkoholikiem?

Witam. Mam nadzieję, że ktoś mi doradzi jak mam to zrobić. Jestem z mężem ok. 6 lat, 3 lata po ślubie, mamy 3 letniego synka. Od bardzo dawna nam się nie układa, głównie z winy mego męża. Straciłam siły i...

Witam. Mam nadzieję, że ktoś mi doradzi jak mam to zrobić. Jestem z mężem ok. 6 lat, 3 lata po ślubie, mamy 3 letniego synka. Od bardzo dawna nam się nie układa, głównie z winy mego męża. Straciłam siły i nie chce już ratować naszego związku i nie chcę kolejny raz dawać mu szanse. Mój mąż jest alkoholikiem, przez alkohol stracił prawo jazdy. Teraz jakoś prawie miesiąc nie pije, widzi pewnie, że coś się zmieniło z mojej strony, inaczej na niego patrzę, ogólnie rzadko z sobą sypiamy ostatnio. Gdzieś pół roku temu, najdłuższa przerwa to 1.5 roku. Duszę się już w tym wszystkim, jak byłam w ciąży to od tamtej pory do tej pory nie śpię z nim w jednym łóżku, a minęło ponad 3 lata. Jak siedziałam z dzieckiem to wypominał mi, że musi utrzymywać całą rodzinę, że ja się do niczego nie nadaję i takie tam, a jak teraz pracuję, to mówi, że te pieniądze co ja zarabiam to i tak nic jemu nie dają.

Jakieś 5 mies. temu wyprowadziłam się i miałam papiery już na rozwód, ale dałam mu szansę, bo uwierzyłam, że przestał pić. Mówił, że zobaczył jak mu na mnie zależy. Wróciłam do niego, ale było jeszcze gorzej, pił i pił. Ogólnie to mieszkam z teściami. Teraz nie pije prawie miesiąc, ale to nie zmienia mego postanowienia, bo oprócz dziecka nic nas nie łączy. No i wracając do tematu chcę się wyprowadzić od męża, ale nie wiem jak. Mam gdzie iść, moja siostra zaoferowała mi pomoc, chce żebym przeprowadziła się do niej do K. pod Warszawą. Mam bardzo dobry kontakt z nią, zawsze sobie pomagamy. Tylko jest jeden problem ja mieszkam w B., siostra by po mnie i po synka przyjechała, ale jak to zrobić, żeby mąż nie posądził mnie o uprowadzenie dziecka? Wiem, że od tak sobie nie odda mi synka, a ja jemu synka nie zostawię z oczywistych powodów. No i jaką byłabym matką? Tak więc nie wiem, jak załatwić tę sprawę. Czy mam prawo zabrać dziecko? Od razu mówię, że już nie chcę być z mężem, chcę wnieść o rozwód. Tylko boję się, że zabierze mi dziecko. Proszę o poradę, jak mam to załatwić? Od razu powiem, że z moim mężem nie da się dojść do porozumienia.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mój chłopak flirtuje z innymi kobietami - jak z nim o tym porozmawiać?

Witam. Mam problem, z którym nie potrafię sobie poradzić. Chodzi o mojego chłopaka. Jesteśmy razem 4 lata. Od 2 mieszkamy razem. Ostatnio coś zaczęło się psuć. Zaczął dziwnie się zachowywać, dlatego zaczęłam podejrzewać go o zdradę. Z drugiej zaś...

Witam. Mam problem, z którym nie potrafię sobie poradzić. Chodzi o mojego chłopaka. Jesteśmy razem 4 lata. Od 2 mieszkamy razem. Ostatnio coś zaczęło się psuć. Zaczął dziwnie się zachowywać, dlatego zaczęłam podejrzewać go o zdradę. Z drugiej zaś strony nie miałby kiedy tego zrobić. Do domu przychodzi z pracy o normalnej porze, z tym że wszędzie zabiera ze sobą telefon, a jeśli już go zostawi, wszystko ma pokasowane. Rozmawiałam z nim na ten temat, powiedział, że przesadzam, że mnie kocha itd. Dziś kupiłam starter i napisałam do niego jako inna dziewczyna... i teraz żałuję. Po co mi to było? Intuicja mi podpowiadała, że coś jest nie tak, dlatego to zrobiłam... Przedstawiłam się jako dziewczyna, którą dawno temu poznał na dyskotece - już nieistniejącej. Jeszcze zanim zostaliśmy parą, jeździł tam z kolegami. Napisał, że nie ma nikogo, bo po prostu nie ma na to czasu. Ściemniłam, że widziałam jego profil na NK, gdzie ma zdjęcia z jakąś dziewczyną, na co on odparł, że NK jest zawieszona i dawno tam nie był. Ewidentnie flirtuje z tą niby NIĄ. Umawia się na masaż itp. Na razie o spotkaniu nie ma mowy, bo chyba nie wie, jak się wykręcić, żeby wyjść z domu, gdy ja w nim jestem. Ostatnio z nim rozmawiałam, powiedziałam, że jeśli mnie zdradzi, żeby mi to powiedział. Oczywiście skończyło się na awanturze, że przesadzam itd. Dlaczego on flirtuje z innymi przez telefony i jest jednocześnie ze mną? Dlaczego on mi to robi? Dodam, że on jest dla mnie całym światem, i wiem, że jeśli odejdę, nie dam sobie rady w życiu, bo nie mam dla kogo żyć. Jestem chora... Prawdopodobnie nigdy nie będę mogła mieć dzieci. A tu jeszcze takie coś... Nie wiem, co mam zrobić. Boję się, że już nie będę w stanie ułożyć sobie życia. Czuję, że zmarnował mi 4 lata życia. Mam 24 lata, jestem bezpłodna i jak tu mam sobie ułożyć życie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Czy powinniśmy rozstać się i jak sobie z tym poradzić?

Witam! Moja sytuacja wygląda następująco: po 4 latach bycia w związku (mam 27 lat), w związku w którym rozstawaliśmy się kilka razy, jestem na etapie uświadamiania sobie, że raczej nie ma sensu być nadal razem. Nie odzywamy się do siebie...

Witam! Moja sytuacja wygląda następująco: po 4 latach bycia w związku (mam 27 lat), w związku w którym rozstawaliśmy się kilka razy, jestem na etapie uświadamiania sobie, że raczej nie ma sensu być nadal razem. Nie odzywamy się do siebie praktycznie przez 3 tygodnie, tylko suche nic nie znaczące słowa, śpimy osobno od tygodnia. Obecnie spędzamy osobno weekend, ponieważ mój chłopak powiedział żebym podjęła ostateczną decyzję co chcę robić, bo on chce dalej ciągnąc nasz związek. Przeczytałam książki na temat radzenia sobie po rozstaniu, artykuły, forum, ale nadal myśl o byciu samej bez niego mnie przeraża, nie wiem czym się zająć. Wiem, że powinna zrobić coś dla siebie: zajęcia typu siłownia czy języki obce, ale jak o tym myślę to nie mogę się zmusić do żadnej decyzji. Mieszkamy ze sobą już ponad rok, a od niedawna wprowadziliśmy się do świeżo urządzonego przez nas mieszkania. Myślałam, że to nas do siebie zbliży. Stało się jednak zupełnie odwrotnie, wciąż narastające kłótnie o byle co, roszczenia i naburmuszania z powodu tego co powiedziała albo czego nie powiedziała druga osoba. Mój chłopak nie jest łatwą osobą do życia. Wiem, że poszłam dla niego na wiele ustępstw i przywykłam do jego nawyków, jednak czuję, że strasznie straciłam poczucie własnej wartości. Kiedyś uśmiechnięta, szalona teraz ciągle płacząca i narzekająca, że nie czuję się szczęśliwa, i że nie tak to miało wyglądać (ma się to jednak tylko w związku, w pracy na co dzień jestem pewna siebie). Mój chłopak, również nie czuje się komfortowo w takiej sytuacji. On też kiedyś się dla mnie zmienił, wszyscy zauważyli, że na lepsze. Jednak mówi, że to ja muszę się teraz zmienić, że muszę się mniej czepiać. A ja po prostu punktuje go za to co robi, nie czułam nigdy, żeby jakoś bardzo się o mnie starał, dlatego ja przejmowałam inicjatywę, ale też chciałam coś dostawać. On twierdzi, że mi to dawał, i że ja przesadzam, albo że jak może coś dla mnie robić, skoro ja jestem taka złośliwa itp. Chcę również powiedzieć, że wielokrotnie rozmawiałam z nim i mówiłam o moich potrzebach, o tym jakbym chciała, by mnie traktował, doceniał, zabiegał o mnie. Sex jest również dla mnie bardzo ważny, a od dawna ta sfera praktycznie między nami nie istnieje (o tym też często próbowałam rozmawiać, pytać czemu nam nie wychodzi w tych sprawach, czemu nie ma ochoty), ale nie przyniosło to żadnego rozwiązania. Moje rozmowy na pierwsze dni przynosiły skutek, jednak późnej wracało wszystko do stanu poprzedniego. Jestem osobą, która wciąż wierzyła, że da się to jeszcze zmienić, naprawić poświęcić, że dwie osoby, które się kochają nie mogą krzywdzić się w taki sposób... Nawet teraz myślę, że może jednak powinnam zostać spróbować, choć wiem, że zaraz mogę tego żałować. Nie chcę zmarnować życia obudzić się za dziesięć lat zmęczona psychicznie i fizycznie, że zmarnowałam sobie życie, i że już jest za późno. Strasznie mnie dręczy ta sytuacja, już od dłuższego czasu mam wahania nastroju, nic mi się nie chce, nie wiem jaką decyzję podjąć. Nie wiem, czy potrafię sama ze sobą przebywać w mieszkaniu bez niego. Teraz przebywam u siostry, żeby tylko samej nie siedzieć. Boję się tego, że mogę sobie z tym nie poradzić i się zamknę w sobie, że też będę żałować, że zerwałam bo nic lepszego mnie nie czeka. Nie uważam go za złą osobę. Wydaje mi się, że nie pasujemy do siebie, jednak dobre chwile też były i było nam ze sobą dobrze. Nie wiem czemu on, mimo tego jak jest, chce jeszcze być ze mną. Wiem, że też ma obawy przed zerwaniem. Przyjaciółka mi mówi, że potrzebuję pomocy, bo sama sobie nie poradzę. Ona twierdzi, że jesteśmy pomyłką i marnujemy sobie życie, ale ja chcę podjąć własną decyzję, nie pod presją. Ona mnie nie naciska, ale czuję, że raz się z nią zgadzam i chcę zerwać, a jak jestem sama, siedzę tak koło nieodzywającego się do mnie chłopaka to w myślach krzyczę, żeby coś zrobił, żebyśmy mogli się sobą cieszyć. Ale on tylko dalej siedzi i tak mijają dni, tygodnie. To dlaczego mówi, że nie chce tego kończyć. Jestem zaradną osobą, z dobrą pracą a nie mogę sobie poradzić w związku. Nie wiem jak to się potoczy, ale nie chcę w przyszłości popełniać tych samych błędów, tak samo czuć się w związku, bo wiem, że dalej to się posypie. Jak znów nabrać pewności siebie, na którą nigdy nie narzekałam. Myślałam, że do tej pory to już będziemy małżeństwem i może z dzieckiem, a my się kłócimy jak nastolatki, jesteśmy bez większych zobowiązań, moglibyśmy się cieszyć życiem, a jest jak jest. Niby kiedyś usłyszałam, że jest coraz bardziej pewien, że chce bym była jego żoną, ale nigdy o tym nie rozmawiamy, chyba że ja podejmę temat. O to czy na temat małżeństwa myśli, też zawsze ja pytałam. Bardzo proszę o pomoc, nie wiem co robić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jestem w depresji po odejściu chłopaka - jak sobie z tym poradzić?

Witam. Mam na imię Daria, pisałam już dużo o mojej rodzinie i że nie mogę się dogadać z mamą. Udało się, spróbowałam napisałam list, porozmawiałam z nią i jest lepiej. Bardzo dziękuję, jednak czuję dalej, że mam depresję. Nie...

Witam. Mam na imię Daria, pisałam już dużo o mojej rodzinie i że nie mogę się dogadać z mamą. Udało się, spróbowałam napisałam list, porozmawiałam z nią i jest lepiej. Bardzo dziękuję, jednak czuję dalej, że mam depresję. Nie wiem już nic... Myślę ciągle o byłym chłopaku, rozeszliśmy się niecałe pół roku temu, zerwał ze mną poprzez SMS. Strasznie to przeżywam, myślę o nim, w ogóle bez sensu. Mam teraz chłopaka, tylko myślę o byłym, jak go widzę, to serce mi wali jak oszalałe. On ma inną dziewczynę, tak prawdę mówiąc - odbiła mi go. Chcę zapomnieć, on nie rozmawia ze mną w ogóle, udaje, że się nie znamy. To boli... Mieszkamy w tej samej wsi, chodzimy do tej samej szkoły. Chciałabym zapomnieć i nie chciałabym, żebyśmy byli przyjaciółmi. On się teraz zmienił, jest taki jak wszystkie chłopaki. Był inny. Proszę, pomóżcie ;(  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moja narzeczona miewa napady agresji - jak jej pomóc?

W ostatnim czasie osoba bardzo mi bliska (narzeczona) zaczęła się dziwnie zachowywać. Boję się, że potrzebuje pomocy, i nie mogę stać z boku. Problemy zaczęły się 3 miesiące temu. Wtedy to spadło na nią pełno problemów (kończy studia (weterynarię) i...

W ostatnim czasie osoba bardzo mi bliska (narzeczona) zaczęła się dziwnie zachowywać. Boję się, że potrzebuje pomocy, i nie mogę stać z boku. Problemy zaczęły się 3 miesiące temu. Wtedy to spadło na nią pełno problemów (kończy studia (weterynarię) i ma pełno trudnych egzaminów - niektóre niestety musi powtórzyć, remont mieszkania i fakt, że postanowiliśmy zostać narzeczeństwem, brak pracy). To, co mnie zaniepokoiło, to ciągłe kłótnie o byle co. Podczas kłótni nie potrafiła panować nad sobą (miała łzy w oczach, czasami wpadała w szał), używała słów, których nie da się powtórzyć, kiedy ja argumentowałem coś, to ona twierdziła, że odbijam piłeczkę. Nie chciała słyszeć, że może się mylić. Nigdy nie chciała przyznać się do błędów, wszystko zrzucała na moją osobę (wszystkiemu zawsze byłem winien). Wprost mówiła, że nienawidzi moich rodziców i całej mojej rodziny (chociaż nigdy nie zrobili jej nic złego, wręcz przeciwnie - bardzo ją lubią). Każda rozmowa kończyła się zawsze jej podniesionym głosem i wyzwiskami. W towarzystwie zawsze mówiła źle o mojej rodzinie (wielokrotnie prosiłem ją o to, by tego nie robiła). Często widywałem ją zapłakaną, od zawsze mówiła mi, że chce się wyprowadzić ze swojego domu. Podczas kłótni pytała, czy moja rodzina jest długowieczna (sugerując, że lepiej by było, gdyby moi rodzice nie żyli). Na ostatniej imprezie wypiła trochę drinków, pech chciał, że mój brat też był na tej imprezie (ja byłem kierowcą). Moja narzeczona zaczęła znowu gadać jakieś idiotyczne rzeczy o moich rodzicach, potem zwyzywała mojego brata. Kiedy ją odwoziłem do domu (nie odezwałem się nawet słowem), płakała i wrzeszczała, nie widziała nic złego w swoim zachowaniu. W trakcie jazdy zaciągnęła ręczny hamulec i próbowała wysiąść z auta w trakcie jazdy (sytuacja mogła zakończyć się wypadkiem). Potem uciekała mi, nie słuchała mnie (dopiero kiedy zadzwoniłem do jej ojca, żeby na nią wpłynął, wsiadła do auta i mogłem ją odwieźć do domu). Wychodząc, trzasnęła drzwiami (miała szał w oczach). Po tygodniu miałem urodziny, przyniosła mi prezent urodzinowy, a w nim kartkę z napisem, "jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz". Znamy się 8 lat. Dowiedziałem się, że wcześniej pisała SMS do mojej mamy, żeby nie próbowała odebrać mnie jej, i jeszcze jakieś idiotyczne rzeczy. Podczas powrotu do domu z imprezy wyżej opisanej oddała mi pierścionek zaręczynowy. Boję się, że ona potrzebuje pomocy (próbowałem ją przekonać do wspólnego pójścia do psychologa, ale zawsze się wykręcała). Rozmawiałem z jej ojcem w cztery oczy, ale on nie widzi nic złego w jej zachowaniu, z drugiej strony nigdy się niczym nie interesował.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ciągłe kłótnie rodziców - czy powinni wziąć rozwód?

Mam 13 lat, brata, rodziców. Ale moi rodzice bardzo się kłócą i nie wiem, czy będą razem. Był taki okres, kiedy się ciągle kłócili, potem nie rozmawiali ze sobą, potem tata zdjął obrączkę i rodzice nie spali ze sobą, a...

Mam 13 lat, brata, rodziców. Ale moi rodzice bardzo się kłócą i nie wiem, czy będą razem. Był taki okres, kiedy się ciągle kłócili, potem nie rozmawiali ze sobą, potem tata zdjął obrączkę i rodzice nie spali ze sobą, a teraz w ogóle nie rozmawiają. Przez ich kłótnie mam różne lęki i muszę chodzić do psychologa. Co jest lepsze: rozwód czy kłótnie?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Patronaty