Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Emocje: Pytania do specjalistów

Problemy z okazywaniem uczuć od 2 lat

Witam. Na imię mam Arek, mam 20 lat. Od 2 lat zauważyłem u siebie problemy z okazywaniem uczuć. Mianowicie - rzadko się uśmiecham, często popadam w głęboki smutek, mam problemy z rozmową z drugą osobą i cały czas myślę,...

Witam. Na imię mam Arek, mam 20 lat. Od 2 lat zauważyłem u siebie problemy z okazywaniem uczuć. Mianowicie - rzadko się uśmiecham, często popadam w głęboki smutek, mam problemy z rozmową z drugą osobą i cały czas myślę, że jestem nic nie warty, że wszystko co robię, jest złe. Szybko się denerwuję, raniąc słowami przy okazji bliskie mi osoby. Chciałbym to jakoś zmienić, ale nie wiem, co zrobić. Proszę o poradę, co jest ze mną nie tak. Pozdrawiam, Arek.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Chaos myśli

Witam. Mam na imię Tomek, mam 27 lat. Mam pytanie odnośnie mojego stanu, w jakim się obecnie znajduję. Wszystko zaczęło się jakieś 3 miesiące temu. Idąc ulicą, ujrzałem znajomego, którego dawno nie widziałem, i pomyślałem sobie, o czym ja mam...

Witam. Mam na imię Tomek, mam 27 lat. Mam pytanie odnośnie mojego stanu, w jakim się obecnie znajduję. Wszystko zaczęło się jakieś 3 miesiące temu. Idąc ulicą, ujrzałem znajomego, którego dawno nie widziałem, i pomyślałem sobie, o czym ja mam z nim rozmawiać. Natychmiast przeszedłem na drugą stronę ulicy, tak żeby mnie nawet nie zauważył. Przez następne dni myślałem sobie o tej sytuacji i ilekroć mam wyjść gdzieś z domu, zastanawiam się, kogo mogę spotkać i o czym ja mam z nimi rozmawiać. Czuję się do tego beznadziejnie. Jeśli już kogoś spotkam, to boję się, że spytają, co u mnie słychać, bo na to pytanie odpowiem tylko "dobrze" i jak najszybciej chcę iść w swoją stronę. Bo jak ktoś coś mówi do mnie, to wydaje mi się to jakoś niezrozumiałe, tak jakby te słowa mnie w jakimś stopniu atakowały. Do tego jak ja mam coś powiedzieć, to wszystko mi się miesza. Myślę o przedstawieniu jakiejś sytuacji i zaczynam mówić, a w pewnym momencie się zacinam, gubię wątek rozmowy, a także wydaje mi się, że sam nie rozumiem tego, co mówię, jakby to składu nie miało i sensu. A wypowiedzi są chaotyczne. Napotkany przeze mnie znajomy wtedy tak dziwnie na mnie patrzy. A ja się boję, że zauważy, że coś ze mną nie tak. Bo ja sam to widzę. Czuję się tak, jakbym był upośledzony umysłowo. Przez to wszystko odczuwam niechęć do wszystkiego, co robię, bo wydaje mi się, że coś pomieszam. W domu jak proszą, żebym wykonał jakąś czynność, to wiem, co mam robić. Ale pojawia się myśl, o co np. mojej mamie chodziło, jak ja mam to zrobić. Przestałem wychodzić z domu. Proste czynności sprawiają mi trudność, gdyż, tak jak wspomniałem, czuję się tak, jakbym był upośledzony. Jak ktoś mówi do mnie większą ilość zdań, to się gubię. Mam problemy, żeby sobie to wszystko poukładać i odpowiedzieć coś racjonalnego. Więc moje wypowiedzi ograniczyły się do pojedynczych słów, np. dobrze, OK, nic, nic ciekawego. Przy tym pojawiają się nerwy, właściwie jak wstaję rano, to już one są i wiem, że coś ze mną nie tak. Unikam znajomych. Boję się podjąć jakąkolwiek pracę, bo myślę, że pracodawca nie chciałby takiego pracownika, a przy tym pozostali pracownicy na pewno rozmawiają, uśmiechają się, a ja mam trudności z wyrażaniem siebie. Proszę o jakąś poradę, co mi jest, albo o jakieś wskazówki. Co mogę zrobić, by poczuć się lepiej? Dziękuję i pozdrawiam.

Mam już tego dość i nie wiem, co robić ze sobą...

Witam! Obecnie chodzę do 1 klasy gimnazjum i jestem załamana! Znieniłam szkołę, ale nie wiem, czy dobrze zrobiłam. Zaczęło się od tego, że w poprzedniej szkole jeden chłopak mnie oskarżył o to, że nakablowałam nauczycielowi, ale to wcale nie byłam...

Witam! Obecnie chodzę do 1 klasy gimnazjum i jestem załamana! Znieniłam szkołę, ale nie wiem, czy dobrze zrobiłam. Zaczęło się od tego, że w poprzedniej szkole jeden chłopak mnie oskarżył o to, że nakablowałam nauczycielowi, ale to wcale nie byłam ja, jednak on, jak się o tym dowiedział, wszedł do klasy i zaczął mnie bardzo wyzywać, a ja nie wiedziałam, o co mu chodzi i potem powiedział, że to wszystko przeze mnie, że nauczyciele się dowiedzieli, a przecież JA TEGO NIE POWIEDZIAŁAM IM!!! Niestety, klasa mi nie uwierzyła i mnie znienawidziła. Chłopaki zaczęli mnie wyzywać, przezywać, rzucali we mnie papierami, gadali o mnie ploty itp... W końcu tak zaczęła robić część dziewczyn (bo następna część to moje przyjaciółki). Jednak przeniosłam się do szkoły społecznej, bo pomyślałam, że może tam znajdę jakichś normalnych ludzi, jednak jeden z chłopaków przeniósł się tam za mną i teraz jest nie do wytrzymania!!! Wciąż rozpowiada o mnie ploty, wszyscy mu wierzą, bo jest ładny (ale ja tak nie myślę) i rzuca we mnie papierami na przerwie, wciąż mówi mi, co zrobiłam źle, oskarża mnie o to, czego nie zrobiłam, a razem z nim jego koledzy! ;( Dziewczyny, rzecz jasna, chyba już mnie też przez niego nie lubią, bo wolą jego. Ja już mam tego dość, nie mogę się normalnie uczyć, spać nie mogę, bo naprawdę ciągle się boję, zasypiam po 24, a budzę ok. 5, bo nie mogę o nich zapomnieć i tak bardzo się boję, co mnie spotka w szkole. Bardzo błagałam moją przyjaciółkę, żeby poszła tam ze mną, jednak ona się nie zgodziła, bo jest trochę nieśmiała (a mogłam poprosić tylko ją, bo inne się do tej szkoły nie dostaną, bo za niską średnią mają), a ja już nie wytrzymam tego dłużej. Nikomu nie mogę o tym powiedzieć, nawet przyjaciółce, bo jak powiem prawdę, jak ja się tam czuję, to na bank się nie zgodzi tam przenieść. A rodzicom nie ufam, bo oni też za fajni nie są! Nie każą mi wrócić do poprzedniej szkoły, a tamci chłopacy w poprzedniej już mi wybaczyli i może nawet uwierzyli, że to nie ja. Jednak moi rodzice niczego nie rozumieją, jak staram się im powiedzieć, to zaczynają wyzywać, że ja się nie chcę do tamtych dziewczyn odzywać!!! I że do końca gimnazjum będę musiała tam zostać! Przecież to jest straszne! W dodatku od dawna tnę się żyletką ;( mam pełno blizn na brzuchu i nogach (jednak na rękach nie, bo boję się, że ktoś zobaczy). Jednak parę dni temu tak bardzo już się bałam, że nie wytrzymałam i wzięłam środki nasenne, dość dużo tego było, i miałam nadzieję, że się nie obudzę, jakoś wszystko się skończy, jednak jestem ;( Teraz najchętniej poszłabym do sklepu, kupiłabym jakieś tabletki, wzięłabym ich dużo, bo ja już nie mam ochoty żyć. Nie mogę iść do psychologa lub psychologa szkolnego, bo jak ktoś zobaczy, że ja się na taką listę wpisuję, to po mnie. A rodzice jak się dowiedzą, to powiedzą, że zwariowałam ;( Naprawdę oni tacy są, często mówili, że oddadzą mnie do domu dziecka. Czasem myśę, że mam depresję, jednak nie ma kto mi pomóc... Błagam, poradźcie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Nie wiem, co mam ze sobą zrobić...

Witam, mam 30 lat i mam poważny problem, a właściwie to wydaje mi się, że ja sama jestem jednym, dużym problemem. Od jakiegoś czasu jestem bardzo nerwowa, czuję, że moje problemy mnie przerastają. Najmniejsza drobnostka doprowadza mnie do szału, nawet...

Witam, mam 30 lat i mam poważny problem, a właściwie to wydaje mi się, że ja sama jestem jednym, dużym problemem. Od jakiegoś czasu jestem bardzo nerwowa, czuję, że moje problemy mnie przerastają. Najmniejsza drobnostka doprowadza mnie do szału, nawet moje dziecko mnie denerwuje. Płacze bez powodu nagle, czasami mam ochotę albo wyjść i iść prosto przed siebie, albo popełnić samobójstwo. Nie mogę tego zrobić, bo mam małe dziecko i tylko ono trzyma mnie przy życiu. Ostatnio zmieniłam miejsce pracy, teraz pracuję sama i nie potafię się z tym pogodzić (po prostu się boję, nie wiem czego). Jak do tej pory, nie miałam problemów w pracy, tak teraz przed wyjściem do pracy boli mnie brzuch, czuję, że nie mam ochoty tam jechać. A jak już jestem w pracy, to mam ochotę stamtąd uciec. Zaczynam miec sama siebie dość, nie wiem, co mi jest, najchętniej bym cały czas spała i w ogóle się nie budziła. Proszę, pomóżcie mi... PS Niestety, w mojej miejscowości jest tylko jeden lekarz z kontraktem z NFZ (który mi nie pomoże, a wiem, bo moja znajoma u niego była i wróciła z jeszcze większym dołem niż tam poszła), a na prywatnego mnie po prostu nie stać, a może jesteście mi w stanie kogoś polecić? Jestem z okolic Katowic.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Zawaliłam studia, tnę się, piję i palę. Co mam robić?

Witam. Mam 21 lat. Od 4 miesięcy jestem studentką. A raczej byłam, ponieważ wczoraj okazało się, że to już koniec. Zawaliłam studia. Dużo piję, imprezuję i zapewne przez to tak się stało. Wybrałam zły kierunek, który w ogóle mnie nie...

Witam. Mam 21 lat. Od 4 miesięcy jestem studentką. A raczej byłam, ponieważ wczoraj okazało się, że to już koniec. Zawaliłam studia. Dużo piję, imprezuję i zapewne przez to tak się stało. Wybrałam zły kierunek, który w ogóle mnie nie interesował. Ale na nic innego się nie dostałam. Na początku jeszcze miałam jakąś motywację. Wiedziałam, że rodzice pokładają we mnie duże nadzieje, że dam radę. A teraz ich zawiodłam po raz kolejny. Identyczna sytuacja była w pierwszej klasie liceum. Miałam rok przerwy, ale skończyłam to liceum w końcu. Jest mi bardzo ciężko... Rodzina ciągle mówi, że będzie dobrze, ale nie będzie. Ja siebie nienawidzę, że tak jest. Ojciec jest na mnie okropnie zły, dzwonił do mnie co 3 dni i mówił, że wierzy we mnie, że mnie kocha i że jego córeczka da radę i pokaże tatusiowi, jaka jest mądra. A ja zawaliłam na całej linii. Od 6 lat nie brałam narkotyków. Kiedyś byłam uzależniona. Ostatnio coraz częściej zdarza mi się zapalić trawę. Na razie nie widzę w tym problemu. Ale piję dość dużo i palę. Wypalam paczkę papierosów dziennie i wypijam około 4-6 piw. Od wczoraj jest coraz gorzej. Strasznie się załamałam. Nie umiem wrócić do domu i spojrzeć rodzicom w oczy. Rozmawiałam z nimi przez telefon, gdyż dzieli nas 300 km. Mama jest zła, a ojciec jeszcze nic nie wie. Bardzo dużo myślę o samobójstwie. Kiedyś próbowałam przedawkować, ale się nie udało. Kilkanaście razy dziennie wracają takie myśli. Ale się boję... Kolejnym problemem jest cięcie się. Tnę się już od około 4 lat. Miałam trochę przerwy, ale teraz nie wyobrażam sobie dnia bez żyletki. To pomaga. Chociaż trochę. Mogę zapomnieć o tym, jaka jestem beznadziejna. Już nie potrafię tak dłużej żyć. Moje myśli samobójcze są na razie tylko myślami... ale jeszcze jedna rozmowa z rodzicami lub kimś bliskim, który powie "Będzie dobrze, nie martw się"... To tak strasznie mnie denerwuje. Bo ja wiem, że dobrze już nie będzie! A oni nie wiedzą, co to znaczy zawalić studia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Nie wiem, co się ze mną dzieje. Potrzebuję pomocy

Witam! Wydaje mi się, że mam duży problem. Zacznę może od przedstawienia się. Mam na imię Adam i mam 17 lat (trudny wiek, wiem o tym doskonale). Straciłem chęć do życia. Wszystko, co kiedyś sprawiało mi radość, stało się nudne,...

Witam! Wydaje mi się, że mam duży problem. Zacznę może od przedstawienia się. Mam na imię Adam i mam 17 lat (trudny wiek, wiem o tym doskonale). Straciłem chęć do życia. Wszystko, co kiedyś sprawiało mi radość, stało się nudne, wszystkie komedie nie są śmieszne. Nic nie jest takie samo jak przedtem. Stałem się nerwowy, wręcz czasem agresywny (ale potrafię się uspokoić), może dlatego, że czasem starsze rodzeństwo dogryza, no i czasem rodzice. Do tego ojciec robiący cały czas awantury o byle co. Praktycznie szuka zaczepki, aby wywołać awanturę w domu. Czasem czuję, gdy ktoś się śmieje z czegoś, że to właśnie ze mnie, że się skompromitowałem. Do tego jestem cały czas zmęczony, nieważne czy śpię 10, czy 12 godzin, i tak jestem zmęczony.

Pewnie pomyśli sobie Pani, że robię z siebie ofiarę i na pewno mi to przejdzie. Ale już nie mam siły. Nie mam z kim porozmawiać, mimo że mam kolegów, ale to tacy „koledzy – nie koledzy” – wiadomo, jak to w nowej szkole, nie można oczekiwać, że po paru miesiącach znajdę przyjaciela, z którym będę mógł rozmawiać o wszystkim. Przed kolegami w szkole także nie jestem sobą, a może właśnie w szkole jestem sobą – nie wiem, trudno powiedzieć, przynajmniej wydaje mi się, że tak jakby udaję kogoś innego niż jestem, roześmiany i miły chłopak (przynajmniej tak mi się wydaje). Ostatnie miesiące spędzam cały czas w domu, nie licząc wyjść do szkoły. Siedzę cały czas przed komputerem i nic nie robię. Nie chodzę na żadne imprezy – w sumie i tak nie mógłbym iść, bo matka zakazałaby iść. Nawet na żadnej nie byłem w moim życiu – wiem, młody jestem, ale większość młodzieży w moim wieku chodzi. Ale czuję, że się wypalam. I nie ukrywam, że w tych trudnych chwilach mam już dość i nachodzą mnie myśli o tym, aby się zabić. Czasem w nocy, gdy nie mogę usnąć, przypominają mi się złe chwile, momenty, w których byłem bezradny, gdy coś mi nie wyszło i te sytuacje, kiedy wyszedłem na głupka wprowadzają mnie w obłęd, nie wiem, co mam robić.

Podtrzymuje mnie tylko jedna rzecz – mój sport, tylko to wychodzi mi w życiu – kulturystyka, może dlatego uprawiam ten sport, ponieważ jest on bardzo „ciężki”, praktycznie nikt go nie uprawia i wymaga poświęceń, ale sprawia, że chcę żyć i obserwować, jak moje ciało się zmienia z miesiąca na miesiąc. Pewnie napisze Pani, abym poszedł do psychologa/psychiatry, ale nie mogę iść, bo nie mam z kim iść, a pierwsza wizyta musi być z kimś z rodziny, ale z kim mam iść? Ojciec – nie (opisywałem wyżej, wiec odpada), z mamą nieraz próbowałem porozmawiać na ten temat, ale zawsze kończyło się na jednym, na pewno Ci przejdzie albo wymyślasz bzdury. Nie wiem, co mam robić. Nie oczekuję jakiejś rady, która rozwiąże wszystko w mgnieniu oka. Ale czegoś, co chociaż pomoże mi w jakimś stopniu. Pozdrawiam, Adam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Samookaleczanie się, cz. II

Pisałam na Wasze forum o moim problemie z samookaleczaniem. Mówiłam, że nie chcę, żeby to się powtarzało. Niestety, TO do mnie wróciło. Nie chcę skorzystać z porady psychologa, bo boję się, że rodzice to odkryją, a ich reakcja będzie...

Pisałam na Wasze forum o moim problemie z samookaleczaniem. Mówiłam, że nie chcę, żeby to się powtarzało. Niestety, TO do mnie wróciło. Nie chcę skorzystać z porady psychologa, bo boję się, że rodzice to odkryją, a ich reakcja będzie zbyt mocna na to, co robię... Co mam robić? Bić się z własną silną wolą i brnąć do wyleczenia tego samej, czy jednak przełamać strach i męczyć się ze wstydem, który jest ze mną codziennie?

Kiedy minie ten smutek dojrzewania?

Ile może trwać ten ciągły, ciężki smutek w wieku dojrzewania? Od ilu tygodni do ilu? Czy to normalne, że gdy myśli się, że będzie się znowu cierpiało, to nas jeszcze mocniej bierze? Czy potrzebna jest do tego terapia, czy...

Ile może trwać ten ciągły, ciężki smutek w wieku dojrzewania? Od ilu tygodni do ilu? Czy to normalne, że gdy myśli się, że będzie się znowu cierpiało, to nas jeszcze mocniej bierze? Czy potrzebna jest do tego terapia, czy samo przejdzie?  Czy to normalne, że ciągle czuję smutek, czasami mnie biorą takie ataki gorąca? Czy to normalne, że się myśli, że życie straciło sens, że ciągle będzie takie szare? Czy to minie, jak tak, to za ile mniej więcej czasu? Gdy się siedzi w domu, jest najgorzej to wytrzymać, a z kolegami na zewnątrz jest łatwiej, lepiej się czuję. Bardzo bym prosił o odpowiedź na te pytania:)

Ile może trwać ten smutek?

Mam 15 lat, jestem chłopakiem. Od tygodnia czuję cały czas smutek, gdy myślę o tym, co będę robił jutro albo że jutro znowu będę odczuwał ten smutek nie do wytrzymania. Nie mam żadnych innych objawów, tylko ten nieprzemijający smutek....

Mam 15 lat, jestem chłopakiem. Od tygodnia czuję cały czas smutek, gdy myślę o tym, co będę robił jutro albo że jutro znowu będę odczuwał ten smutek nie do wytrzymania. Nie mam żadnych innych objawów, tylko ten nieprzemijający smutek. Nic złego się nie stało, tylko od tygodnia tak się zaczęło, i ciężko wytrzymać, gdy jestem sam w domu. Czy to minie samo? Co to może być?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Czy to rozdwojenie jaźni, a może zaczynam być medium?

Mam tak, że często nocami śni mi się, że przywożą mnie do obozu koncentracyjnego. Dokładnie odczuwam wszystko, co mogła czuć ta osoba, co to przeżyła, ta, która tam była, a nigdy z taką osobą nie rozmawiałam. Gdy mój chłopak zawiózł...

Mam tak, że często nocami śni mi się, że przywożą mnie do obozu koncentracyjnego. Dokładnie odczuwam wszystko, co mogła czuć ta osoba, co to przeżyła, ta, która tam była, a nigdy z taką osobą nie rozmawiałam. Gdy mój chłopak zawiózł mnie do Oświęcimia, chodziłam tam i czasem dotknęłam jakiegoś budynku. Przed oczami widziałam dokładnie wszystko, jak to wyglądało, czułam to, co mogła czuć osoba, która tam była. Nagle zaczynałam być okropnie głodna, odczuwałam przerażenie, niepewność życia, strach... Właśnie tak mam w snach. Powinnam się tego bać czy to zignorować?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Istny kosmos - podoba mi się facet starszy o 15 lat

Mam 18 lat, nigdy niezakochana i niezauroczona... i co, w sylwestra zobaczyłam faceta iiii... 1. Nielogiczne, ale podoba mi się, choć nie jest w moim typie i nie jest ładny... 2. Totalnie nielogiczne, ja nie znam go. 3. Jest duuużo...

Mam 18 lat, nigdy niezakochana i niezauroczona... i co, w sylwestra zobaczyłam faceta iiii... 1. Nielogiczne, ale podoba mi się, choć nie jest w moim typie i nie jest ładny... 2. Totalnie nielogiczne, ja nie znam go. 3. Jest duuużo starszy - 15 lat. 4. TO CHYBA ZE MNĄ JEST COŚ NIE TAK... jak 3 miesiące temu bycie parą zaproponował mi gość 2 lata starszy, miałam problem, jak mu powiedzieć, że lubię go, ale nic z tego, na pewno nie żaden związek... 5. Zaimponował mi baryton w tym DZIADKU. To niemożliwe, żeby to było zauroczenie czy miłość, to jakaś choroba psychiczna. Ile trwa leczenie albo co jest nie tak?!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Łukasz Dubielecki
Lek. Łukasz Dubielecki

Co się ze mną stało?

Witam! Mam pytanie dotyczące moich emocji, poczucia własnej wartości albo już sama nie wiem czego. Bardzo długo byłam sama, moje kontakty z facetami były raczej krótkotrwale i nic nieznaczące, byłam absolutnie samowystarczalna i szczęśliwa w swoim życiu. Moi rodzice...

Witam! Mam pytanie dotyczące moich emocji, poczucia własnej wartości albo już sama nie wiem czego. Bardzo długo byłam sama, moje kontakty z facetami były raczej krótkotrwale i nic nieznaczące, byłam absolutnie samowystarczalna i szczęśliwa w swoim życiu. Moi rodzice rozstali się, kiedy miałam 10 lat. Od tamtego czasu nieustannie czuję, że płeć męska chce dominować nad kobietami, że je poniża, że w dalszym ciągu kobiety mają mniejsze prawa niż mężczyźni, może nie prawnie, ale dostrzegam to w relacjach międzyludzkich. Cały czas wydaje mi się, że mężczyźni gardzą, nie szanują kobiet, mimo że znam wielu miłych i uczciwych mężczyzn, ciągle myślę, że jednak każdy będzie chciał mnie wykorzystać. W końcu poznałam faceta, w którym się zakochałam, nasza znajomość, bardzo intensywna, trwała niedługo, parę miesięcy. Musiałam ją szybko zakończyć, bo czułam się bardzo niepewnie. Ostatecznie znajomość ta odnowiła się po roku, teraz jesteśmy ze sobą 3 rok. Jestem z nim bardzo szczęśliwa, ale wiele razem przeszliśmy, wypowiedzieliśmy wiele nieprzyjemnych słów w stosunku do siebie. Z jednej strony wiem, że bardzo mnie kocha, nie martwię się o takie rzeczy jak zdrada. Z drugiej strony zastanawiam się, czemu kiedyś powiedział mi wiele raniących słów i stworzył też takie sytuacje. Obecnie nasz związek jest dla mnie ciągłą walką ze sobą. Ciągle czuję się przy nim gorsza. On ma wiele znajomych, do których może jeździć, wiele pomysłów, które stara się realizować, wiele marzeń, wydaje mi się, że więcej możliwości. Wszystko co robię, przy nim wydaje się nieistotne i nieciekawe. Kiedy się pokłócimy, on jedzie do znajomych, a ja siedzę w domu. Kiedy on chce wyjechać za granicę do pracy — nie ma wątpliwości. Jeśli ja chcę jechać, boję się tej rozłąki. Co ze mną jest? Dodam jeszcze, że on też nie miał łatwego dzieciństwa i wiele miesięcy minęło nam na kłótniach. Faktem jest też to, że zawiódł mnie niewiele razy, że nie okłamuje mnie, a jeśli nawet to zrobi, przyznaje się do tego po paru dniach. Wydaje mi się, że nasze rozstanie nie byłoby dla niego żadnym ciosem, mimo że jesteśmy już razem długo, dużo nas łączy i mówi, że mnie bardzo kocha, wydaje mi się, że powiedziałby trudno, podwinął rękawy i zapomniał o ostatnich latach, kiedy dla mnie jest to koniec świata. Czuję się źle ze sobą i nie potrafię się wziąć w garść, ciągle znajduję sobie nowe zajęcia, żeby jak najmniej myśleć, ale i to nie pomaga. Czemu mam w sobie takie uczucia? Czemu nie potrafię się trochę zdystansować i ta relacja tak silnie na mnie działa? Co się dzieje ze mną, że nie jestem taka niezależna i dlaczego cały czas się boję, że on mnie kocha mniej albo że kiedyś zostanę sama?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nie potrafię odciąć się od tych toksycznych ludzi. Jak to zmienić?

Witam! Mam na imię Ewa i jestem z Łowicza. Postanowiłam zwrócić się do Państwa z problemem, z którym borykam się już od kilku miesięcy, a mianowicie coraz częściej popadam w stany depresyjne i mam problemy ze swoimi emocjami (staję się...

Witam! Mam na imię Ewa i jestem z Łowicza. Postanowiłam zwrócić się do Państwa z problemem, z którym borykam się już od kilku miesięcy, a mianowicie coraz częściej popadam w stany depresyjne i mam problemy ze swoimi emocjami (staję się coraz bardziej rozdrażniona i agresywna!). Nie umiem wyjść z poczucia krzywdy i bezsilności. Mam wrażenie, że trwanie w urazie zawładnęło mną zupełnie, pozbawiając radości życia. Dotychczas zawsze bagatelizowałam i spychałam niechciane myśli i negatywne emocje. Jednak poważniejsze problemy zaczęłam zauważać już jakieś 2 lata temu, a teraz wszystko się nasiliło. Wciąż próbuję odsunąć od siebie bezsensowne, uporczywie i dokuczliwe myśli, nad którymi nie mogę zapanować (jeżeli spróbuję się im przeciwstawić, nie przynosi to żadnego efektu, jeśli im ulegnę, pogłębia to jeszcze bardziej moje złe samopoczucie oraz nasila złość). Złe samopoczucie nasiliło się po przypadkowym spotkaniu z znienawidzonymi przeze mnie koleżankami ze szkoły średniej. Od tej pory cały czas czuję rozdrażnienie, czuję się słaba i smutna. Niby niepozorny kontakt skończył się dla mnie chandrą i bólem głowy. Znów odżyły we mnie spychane dotąd, negatywne emocje. Cały czas unikam kontaktów z tymi ludźmi, nie przyznaję się do nich (przecież wyrządzili tyle krzywdy mnie i innym ludziom). Bardzo duży urazy i niesmaku zostało mi po szkole średniej, która stanowiła siedlisko chamstwa, głupoty, zawiści, intryg, fałszu i obłudy. Miałam bardzo podłych, bezwartościowych ludzi w klasie, na samą myśl o nich czuję rozdrażnienie, spadek nastroju i paraliżującą niemoc. Obracałam się z egoistami, ludźmi bez serca, osobami, które nie mają współczucia i zrozumienia dla innych... Od tego czasu zaczęły się moje natręctwa i nie potrafię sobie z nimi poradzić do dziś... Cały czas odchorowuję te rany z przeszłości, chciałabym się uwolnić, "wyczyścić" z przeszłości, uzdrowić siebie. Te emocje nadal są tak świeże, jakby to miało miejsce wczoraj. Mam do siebie żal, czuję się słaba. Czuję, że wszystko przez tych wstrętnych, wścibskich, zawistnych, okrutnych ludzi, którzy utrudniali życie mnie i innym, chcąc zgnębić, zniszczyć, doprowadzić do myśli samobójczych, depresji lub wykolejenia, bo tak miło było im popatrzeć na porażki, zły koniec i upadek innych... Tylko aby komuś dokuczyć, dopiec, ośmieszyć, upokorzyć, oczernić, zniszczyć. Nie jestem w stanie tego odeprzeć, moje myśli ciągle krążą wokół przeszłości. Czuję, że pozbawia mnie to coraz bardziej radości życia i siły, prześladuje. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Nie przeżywałam jeszcze czegoś podobnego. Za wysoką cenę za to płacę. Mam ochotę wyrównać straty. Coraz częściej myślę o skrzywdzeniu tych osób. Bardzo chciałabym z tym walczyć, przestać się dręczyć. Ale sama obecność ich w moich myślach pozbawia mnie energii życiowej. Czuję osłabienie i brak motywacji. Cały czas czuję napięcie i wewnętrzny niepokój. Coraz bardziej izoluję się od otoczenia, nie spotykam się ze znajomymi, nie mam ochoty żyć. Dziwi mnie, że tacy ludzie nie ponoszą kary za swoje winy. Przy tym wszystkim obwiniam się za wszystko, co złe, o swoje porażki i o to, że nie umiem sobie pomóc. Miotam się strasznie. Moja dusza cierpi - ciało też. Chciałabym zacząć żyć, znów cieszyć się z przyjaźni, miłości, wyjazdów... Mam dobrą pracę, ale nie potrafię skupić się na codziennych obowiązkach. Czuję dręczące napięcie psychiczne, wewnętrzny niepokój, jestem rozdrażniona i smutna. To zaczyna odbijać się też na moich kontaktach z bliskimi. Dlaczego dopadła mnie taka bezsilność? Analizowałam to, dlaczego na mnie to trafiło. Nie chcę, aby to zawładnęło mną zupełnie, chcę się uwolnić. Mam bardzo duże poczucie winy, że jestem osobą słabą, wrażliwą, podatną na wpływ i manipulacje, nie potrafię tego odeprzeć. Nie potrafię się odciąć od tych toksycznych, destrukcyjnych ludzi. Nie chcę się temu poddać! Nie znajduję odpowiedzi na dręczące mnie pytania, jak się przed tym bronić, dlaczego ludzie są tacy źli, zepsuci, po co oni w ogóle żyją? Nie wiem, jak przezwyciężyć w sobie ten stan rzeczy. Mam nadzieję, że kiedyś coś się zmieni. Chciałabym, żeby się zmieniło... Nie wiem, co mam robić, albo przynajmniej jak zapomnieć. Bardzo proszę o radę. Ewa. Pozdrawiam Państwa serdecznie!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota

Zazdrość a powracające lęki

Mam problem... Cała sytuacja zaczęła się w październiku. Wiem, że to jest bardzo głupie, sam nie mogę pojąć, że z powodu takiej głupoty mam teraz takie problemy. Otóż, byłem bardzo zazdrosny o swoją dziewczynę. Dodam, że bezpodstawnie. Któregoś dnia obudziłem...

Mam problem... Cała sytuacja zaczęła się w październiku. Wiem, że to jest bardzo głupie, sam nie mogę pojąć, że z powodu takiej głupoty mam teraz takie problemy. Otóż, byłem bardzo zazdrosny o swoją dziewczynę. Dodam, że bezpodstawnie. Któregoś dnia obudziłem się w złym humorze i tak już mi pozostało. Doszły do tego jakieś stany lękowe, brak apetytu, lęk przed współżyciem (które układa się nam dobrze), ciągły płacz, gdy spędzałem czas ze swoją dziewczyną, nie mogłem się z tego cieszyć. Z tego, co jeszcze tydzień wcześniej sprawiało mi radość, co było dla mnie sensem życia. Nie mogłem jeść, spać, nic mi się nie chciało. Ta apatia trwała około 2 tygodni. Teraz, gdy wydawało mi się, że powoli dochodzę do dawnej sprawności, znów zacząłem odczuwać te lęki, jestem przy niej jakiś niespokojny. Czy ta nagła zmiana uczuć, to jakby zamrożenie, może mieć jakieś psychologiczne podłoże? Zależy mi na mojej dziewczynie i chciałbym z nią dalej być. Przeżywam to wszystko bardzo mocno i jestem znów na skraju załamania, proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Mam problem ze sobą...

Ciągle jestem smutna i zła :( Czuję w sobie pustkę i nic mnie nie cieszy. Czasami myślę o samobójstwie, ale wiem, że nie miałabym odwagi tego zrobić. Mam ciągle zły humor. Rodzina mnie wkurza, mówię mamie, że mam depresję, a...

Ciągle jestem smutna i zła :( Czuję w sobie pustkę i nic mnie nie cieszy. Czasami myślę o samobójstwie, ale wiem, że nie miałabym odwagi tego zrobić. Mam ciągle zły humor. Rodzina mnie wkurza, mówię mamie, że mam depresję, a ona myśli, że ja sobie wymyśliłam, żeby zwrócić na siebie uwagę... Nie mam warunków do nauki, w domu ciągle hałas. Ciągle chce mi się płakać:((( Bardzo często się zdarza, że siedzę w pokoju cały dzień na łóżku i nic nie robię, tylko mam natłok myśli... Nie chce mi się wcale chodzić do szkoły, koledzy i koleżanki mnie wkurzają, wszystko mnie wkurza w szkole i jestem bardzo agresywna, ciągle mam ochotę się z kimś bić!!! Boję się iść do psychologa lub do psychiatry, jestem nieśmiała i wstydliwa, więc nie wiem, jak by wyglądała ze mną rozmowa. Mam 18 lat i teraz, gdy mam depresję, jestem jeszcze bardziej wstydliwa i jestem bardzo małomówna... Ja już nie wiem, jak mam sobie pomóc, co ja mam robić? Nie chcę iść do psychologa, bo wiem, że to mi nic nie pomoże, na pewno. Czy jest jakieś inne rozwiązanie??? :((( (Łykam leki antydepresyjne z apteki bez recepty, ale to nic nie pomaga, i nie chcę, żeby mnie lekarze faszerowali jakimiś mocniejszymi lekami, ale chyba taka jest potrzeba.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Efekt dorastania czy coś poważniejszego?

JESTEM DZIEWCZYNĄ, MAM 15 LAT. Od około 2 lat cierpię na pustkę, nie umiem tego inaczej wyjaśnić. Moje życie mogę porównać do pokoju, którego ściany mają przepiękny kolor, odzwierciedlają one moją kochającą i bogatą rodzinę, ale ten pokój poza ścianami...

JESTEM DZIEWCZYNĄ, MAM 15 LAT. Od około 2 lat cierpię na pustkę, nie umiem tego inaczej wyjaśnić. Moje życie mogę porównać do pokoju, którego ściany mają przepiękny kolor, odzwierciedlają one moją kochającą i bogatą rodzinę, ale ten pokój poza ścianami nie ma nic, jest pusty, nawet nie brzydki, tylko zwyczajnie pusty. Zdarzają się momenty, kiedy czuję się tak jakby wesoła, ale trwają krótko. Potem siedzę sama i nie chce mi się nic robić, nic a nic. Mam poczucie, że rozpadnę się na kilkanaście kawałków z bólu, tylko że nic mi się nie stało, nie mam powodu czuć się smutna. Ogarnia mnie próżnia. Dobrze się uczę, jestem przykładną córką wg wszystkich, jestem uważana za następczynię Angeliny pod względem urody, więc to nie o to chodzi. Nic mi się nie stało, a jednak czuję się tak źle, mam ochotę leżeć i nic nie robić. Próbowałam wiązać moje problemy ze śmiercią dziadka sprzed roku, ale nie wydaje mi się. Nienawidzę również mojej szkoły, ale to chyba też nie to. Przeraża mnie również to, że gdy oglądam jakikolwiek serial czy film, bardzo się w niego wczuwam i podświadomie staję się jego bohaterką. Nie wiem, muszę wiedzieć, czy to po prostu dorastanie, czy coś poważniejszego.

Czy można czegoś jeszcze od życia chcieć?

Jestem kobietą, mam 29 lat, dwójkę dzieci w wieku 6 i 3 lata. Od paru miesięcy sama wychowuję dzieci, bo mój były partner woli inne życie. Nie jest nam lekko, nie umiem sobie poradzić z własnymi emocjami. Jestem strasznie...

Jestem kobietą, mam 29 lat, dwójkę dzieci w wieku 6 i 3 lata. Od paru miesięcy sama wychowuję dzieci, bo mój były partner woli inne życie. Nie jest nam lekko, nie umiem sobie poradzić z własnymi emocjami. Jestem strasznie nerwowym człowiekiem. Zdarza się, że bez powodu krzyczę i wyżywam się na dzieciach, które nie są niczemu winne. Mam później ogromne wyrzuty sumienia, ale nadal to robię. Czasmi myślę, że lepiej by było, gdyby ich w ogóle nie było - wówczas byłabym w stanie jakoś na nowo ułożyć sobie życie, przecież jestem jeszcze młodą kobietą, bardzo zaradną, wiele w życiu sama osiagnęłam. Wiem, że nie mogę już wiele oczekiwać od życia, bo z takim bagażem (dzieci) ciężko będzie mi od nowa zacząć jakiś związek, w ogóle kogoś poznać, kto będzie chciał mnie i dzieci kochać, a przecież samemu jest tak trudno i cieżko. Choć mam wrażenie, że z miłości to wszyscy kpią. Chciałabym gdzieś uciec stąd, aby nikt nigdy mnie nie znalazł, zapomnieć, co było, wymazać wszystko z pamięci... i żyć od nowa albo w ogóle, aby mnie nie było. Wtedy może wszystkim byłoby lepiej. Nie raniłabym więcej moich dzieci. Ale wiem też, że ucieczka od życia to żadne wyjście! Co mam zrobić, aby choć w części wróciła mi chęć do życia i radość z dnia? Wiem, że o szczęściu już mogę zapomnieć, ale jak zrobić, aby nie unieszczęśliwiać mojej rodziny??? Czy ja sobie z tym wszystkim poradzę sama, czy powinnam poszukać gdzieś pomocy? Jeśli tak, to gdzie??!!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jestem taka młoda, mam 16 lat. Czas płynie, a ja stoję w miejscu

Mam 16 lat, na imię mam Martyna. Jestem uczącą się dziewczyną. Miałam problemy wychowawcze z powodu złego towarzystwa. Zmądrzałam, poprosiłam mamę o lekcje indywidualne, uczę się bardzo dobrze, rodzice są ze mnie zadowoleni. Ale męczy mnie to, iż taka młoda...

Mam 16 lat, na imię mam Martyna. Jestem uczącą się dziewczyną. Miałam problemy wychowawcze z powodu złego towarzystwa. Zmądrzałam, poprosiłam mamę o lekcje indywidualne, uczę się bardzo dobrze, rodzice są ze mnie zadowoleni. Ale męczy mnie to, iż taka młoda osoba jak ja powinna się bawić i cieszyć życiem. Mam chłopaka już od ponad 2 lat. Bardzo się kochamy, ale niestety brakuje tego czegoś w związku. Odkąd jestem z tym facetem, zaczął mnie ograniczać. Ograniczył mnie do takiego stopnia, że na przerwie w szkole nawet nie mam z kim porozmawiać. Stoję sama jak palec i patrzę się w okno, w kółko siedzę w domu, nie mogę nigdzie chodzić, bo jest zazdrosny. Jak jadę z mamą do miasta, muszę pisać od mamy esemes, że jestem z nią albo dzwonić. W kółko mnie kontroluje. Nie mogę iść do żadnej koleżanki na noc. Jeżeli gdzieś wychodzę i się spóźniam, pisze esemesy z Internetu (aby nie wiedzieli, od kogo ta wiadomość została wysłana) do moich rodziców o treści takiego typu: "Hej, Martyna, idziesz z nami wypić tę wódkę, bo kupiłyśmy. Weź fajki ze sobą", tak aby rodzice byli na mnie źli. Jeżeli coś zrobię złego, to robi mi na złość. Ostatnio wyłączył mi komputer, powiedział, że nie będę prądu u niego w domu tracić, to ja mu wyłączyłam konsolę i powiedziałam, że ja nie będę bezczynnie sama siedzieć... On za to dorwał torebkę moją (pamiątkę po mojej babci) i porwał ją całą. Wyrzucał mi buty za okno z 4 piętra, żebym nie miała w czym wracać do domu. Bił mnie jakiś okres. Przed świętami obiecał, że nie podniesie już na mnie ręki. Fakt, nie bije mnie, ale znalazł inny sposób niż bicie po głowie i kopanie – ciąga za włosy i dusi... Kilka razy straciłam przytomność... ale się podniosłam i udałam, że nic się nie stało... Chciałabym żyć jak normalna nastolatka, ale boję się z nim rozejść, bo za dużo o mnie wie... Zdradziłam mu każdą moją tajemnicę. Odkąd jestem z nim w związku, mój stan się pogarsza... Chodzę załamana, smutna, przygnębiona. Mam zespół lęku napadowego (z tego co czytałam, objawy tej choroby mam identyczne). Od tygodnia nie mogę spać, bo mam straszne sny, ciągle śnią mi się trupy, trumny... i moja śp. Koleżanka, ale w żadnym śnie nie żyła. Mówią, że jeżeli śni się osoba zmarła, prosi o modlitwę. Modlę się po każdym takim śnie, modlę się nawet, gdy mi się nie śni nic złego, od siebie, a ona w kółko mi się śni. Chciałabym, aby przyśniła mi się taka, jaka była, a nie sina i blada w trumnie :( Cały czas walczę z tym zespołem lęku napadowego... Mam czasem wrażenie, że umieram, brak mi tchu, serce łupie jak oszalałe, temperatura spada, zimno mi i cała się trzęsę i zawsze wmawiam sobie jakiś zawał. Nie poszłam z tym do lekarza, dlatego że rozmawiałam z panią, która uczy mnie sztuki i powiedziała mi, że nie potrzebuję psychologa bądź psychiatry, bo sama siebie znam najbardziej ... Walczę z tym, ale nie daję sobie już rady :( Jeszcze doszły mi te koszmary, w ogóle jest mi teraz ciężko. Nie mam koleżanek ani kolegów. Jedna przyjaciółka, która też ma inne koleżanki i chodzi sobie gdzieś na imprezy, nie chce się jej chyba ze mną siedzieć, bo co ma ze mną robić, jak ja muszę być cały czas na gg, aby on wiedział, że jestem w domu. O kolegach nie wspomnę, nie mogę mieć żadnego kolegi, bo by mnie chyba zabił, jakbym się z jakimś spotkała... Nie chce mi się żyć... Moje życie straciło według mnie sens... Cały czas rozmyślam, jakby to było, gdyby mnie nie było. Co się stanie ze mną, jak umrę. Boję się strasznie śmierci. Parę razy chciałam popełnić samobójstwo, ale strach mnie powstrzymał, strach był silniejszy. Miałam pełno koleżanek, dopóki nie zobaczyły, że mój chłopak zaczyna mnie obkupywać w drogie rzeczy. Kupował mi drogie ciuchy itp. Od tamtej pory są to moi wrogowie, bo wyzywają mnie, że ja puszczam się z nim dla pieniędzy i dla ciuchów. Ubliżają mi, zakładają strony na Internecie, ogłoszenia matrymonialne z moim zdjęciem. Grożą mi. Gdy chcę porozmawiać z mamą o moim problemie, że chciałabym iść w związku z tym moim strachem i załamaniem do specjalisty, ona śmieje się ze mnie, że mam trzaski. Byłoby wszystko dobrze, gdyby mój chłopak jeszcze chciał gdzieś wyjść. Ale on siedzi w kółko w domu, ja jeżdżę do niego, a on do mnie nie. Wypomina mi wszystko :( jest mi przykro czasem... Chciałabym, aby on się zmienił, cały czas mam nadzieję... Jeżeli mnie teraz nie bije, tylko dusi i ciągnie za włosy, nie mam już guzów, siniaków, spuchniętego nosa i lima pod oczami… To duszenie mniej mnie boli i ciąganie za włosy też... Prosiłabym bardzo o pomoc, jestem zdruzgotana, chciałabym być w końcu szczęśliwa! Chcę w końcu być doceniana i nie chcę być samotna. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak poprawić swoje życie?

Mam 24 lata i moje życie powinno być teraz piękne i szczęśliwe, a nie jest. Skończyłam studia, właśnie szukam pracy, ale boję się ją znaleźć, bo boję się odrzucenia, niedocenienia. Nic mnie nie cieszy, zaczynam się bać ludzi na...

Mam 24 lata i moje życie powinno być teraz piękne i szczęśliwe, a nie jest. Skończyłam studia, właśnie szukam pracy, ale boję się ją znaleźć, bo boję się odrzucenia, niedocenienia. Nic mnie nie cieszy, zaczynam się bać ludzi na ulicy. Czuję się gorsza. Poza tym niedawno rozstałam się z moją wielką miłością. I choć rozum podpowiada, że nie byłabym z nim szczęśliwa, bo nie do końca byłam, to wciąż czuję, że już nikogo nie będę w stanie tak pokochać. Chciałabym jakoś poprawić swoje życie, ale nie wiem jak.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Ciągłe złe samopoczucie - co zrobić, by poczuć się lepiej?

Mam 20 lat, w tym roku nie dostałam się na wymarzony kierunek studiów (medycyna) i podjęłam trudną decyzję o zrobieniu sobie rocznej przerwy w celu poprawienia wyników maturalnych i ponownego starania się o indeks. Od października siedzę w ciągu tygodnia...

Mam 20 lat, w tym roku nie dostałam się na wymarzony kierunek studiów (medycyna) i podjęłam trudną decyzję o zrobieniu sobie rocznej przerwy w celu poprawienia wyników maturalnych i ponownego starania się o indeks. Od października siedzę w ciągu tygodnia w domu, w weekendy dokształcam się, jeżdżąc na kursy przygotowawcze. Od momentu rozpoczęcia się "roku szkolnego" zauważyłam, że izoluję się od ludzi, nie chcę rozmawiać o tym co u mnie, zawsze byłam wzorową uczennicą i chyba dlatego fakt, że nie dostałam się na studia powoduje to, że się tego wstydzę. Wydaje mi się, że to wydarzenie wypaliło ogromne piętno na mojej psychice, często płaczę, zwykle bez powodu, mam ogromne wahania nastrojów, najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu, kiedyś potrafiłam się cieszyć z byle powodu, a teraz każda myśl o szkole powoduje u mnie łzy. Poza tym od 2 miesięcy stosuję antykoncepcję hormonalną i zastanawiam się, czy to również ma wpływ na pogarszające się samopoczucie. Mam chłopaka, ale on też ma swoje sprawy - uczy się i pracuje, i widujemy się tylko w weekend. Nie wiem, co mam robić, żeby poczuć się lepiej? Boję się, że mogę nabawić się jakiejś choroby przez ten smutek...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska
Patronaty