Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Poczucie winy: Pytania do specjalistów

Jak pozbyć się uczucia egoizmu u osoby nie planującej więcej dzieci?

Mam dwójkę dzieci i nie chcę wiecej. Jednak odczuwam pewne poczucie winy, jakbym kogoś zawiodła, bo myślę egoistycznie o swoich potrzebach, możliwości rozpoczecia kariery.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak przekonać męża, aby nie zakończył związku?

Mąż chce się rozstać co powiedział mi przez telefon. Od 5ciu lat pracuje za granicą A do domu przyjeżdża raz na 2 lub 3 miesiące , jest tydzień i znów wyjeżdża. Do tej pory wszystko było normalnie rozmowy codzienne przez... Mąż chce się rozstać co powiedział mi przez telefon. Od 5ciu lat pracuje za granicą A do domu przyjeżdża raz na 2 lub 3 miesiące , jest tydzień i znów wyjeżdża. Do tej pory wszystko było normalnie rozmowy codzienne przez telefon.wydawalo mi się że jest naprawdę w porządku między nami. Któregoś dnia mąż przestał odpisywać na moje wiadomości A po kilku dniach powiedział że coś w nim pękło, że już nic do mnie nie czuje. Próbowałam rozmawiać, pytałam co jest powodem Ale słyszałam tylko że to przeze mnie że on ciągle się bał mnie że ja go zostawię, aż któregoś dnia po prostu postanowił zawalczyć o siebie i swoje szczęście. Mam ogromne poczucie winy bo wiem że nie zawsze okazywalam tyle ciepła i zrozumienia niż mój mąż oczekiwał. Proponowalam terapię ale on nie chce o tym słyszeć. Mówi że on i tak nie będzie się starał bo nie ma w nim uczuć do mnie. Tłumaczy się tym że ma nowych znajomych i teraz dopiero odżył.wciaz prześladuje wieczorami na telefonie i z kimś pisze. Cały czas powtarza że to tylko znajomi, że nikogo nie ma. Ja zachodze w głowę bo nie wiem co robić dalej. Jestem załamana ta sytuacja. Proszę pomóżcie jak dalej żyć.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Łucja Fitchman
Mgr Łucja Fitchman

Czy ryzykować powrotem do pracy z poczucia winy?

Pod koniec września zeszłego roku podjęłam pracę (rejestracja w... poradni psychiatrycznej), która byłaby bardzo satysfakcynująca, gdyby nie ogromnie toksyczna i stresogenna atmosfera, tworzona przez najbliższe koleżanki i jedną z kierowniczek... W efekcie, już po pierwszych 3 dniach, rano prosto z... Pod koniec września zeszłego roku podjęłam pracę (rejestracja w... poradni psychiatrycznej), która byłaby bardzo satysfakcynująca, gdyby nie ogromnie toksyczna i stresogenna atmosfera, tworzona przez najbliższe koleżanki i jedną z kierowniczek... W efekcie, już po pierwszych 3 dniach, rano prosto z pracy wylądowałam na SORze z dusznością, kołataniem serca, płaczem nie do pohamowania, drętwieniem rąk i nóg. Następnego dnia znów byłam w pracy i było ok. Przy okazji zgłosiłam się do poradni kardiologicznej z powodu nadciśnienia. Tak przetrwałam do końca lutego, gdy dopadł mnie zagadkowy dla lekarzy zawał serca (ostateczna diagnoza to mniej więcej: ostry zawał podwsierdziowy bez martwicy, z podejrzeniem dławicy Prinzmetala, ale z brakiem śladu skurczu naczyń). Mam spore obciążenie rodzinne, więc nie byłam zaskoczona. Po wypisaniu ze szpitala byłam na 30-dniowym zwolnieniu. Gdy miałam wracać do pracy, lekarz medycyny rodzinnej uważała, że to zdecydowanie za wcześnie, ale ze względu na otrzymane zaświadczenie od lek.rodzinnej, że leczenie zakończono, wyraziła zgodę. Zaznaczyła jednak, że idę na próbę i – jeśli uznam, że nie daję rady – mam od lek.rodzinnego wziąć jeszcze miesiąc zwolnienia. Wróciłam w środę po Wielkanocy. Reakcja najbliższych koleżanek była taka, jakby między nami było lustro weneckie – ja je widziałam, ale one mnie nie zauważały (poza pojedynczym, czysto służbowym zwracaniem się do mnie, ani razu żadna z nich nie zapytała, jak się czuję, czy jest już w porządku, czy w czymś mi pomagać, itp.). Na koniec dnia pracy zostawiły mnie z resztą obowiązków do dokończenia, nie pytając, czy dobrze się czuję, czy dam radę, a same poszły do domów... Czułam się zmęczona, osłabiona i smutna. Następnego dnia rano w pracy czułam się dobrze, ale po godzinie zaczęłam mieć takie objawy, jak na samym początku pracy w tym miejscu – kołatanie serca, problem z oddechem, drżenie, łzy płynące bez powodu, drętwienie rąk i nóg... Pielęgniarka dała mi jeden lek na uspokojenie, który nie zadziałał. Potem dostałam Lorafen, który też nie zadziałał. Ostatecznie zawieziono mnie na SOR, gdzie przeleżałam 6 godzin pod monitorem i kroplówką (diagnoza żadna, poza anemią, ale związaną z barwnikiem). Dostałam zwolnienie do końca tygodnia, a w poniedziałek poszłam do rodzinnej i dostałam zwolnienie na kolejny miesiąc. Na wieść o tym szefowa powiedziała, że jak to sobie wyobrażam, że przecież podjęłam się tej pracy, to powinnam... itp.itd. Z trudem odpowiedziałam, że dla mnie najważniejsze jest teraz moje zdrowie i jakoś zakończyłyśmy tę trudną rozmowę... W zeszłym tygodniu byłam na pierwszym spotkaniu z psychoterapeutką, ponieważ znajoma zasugerowała, że może to nerwica somatyczna. Zwolnienie kończy się 6 maja, a mnie przeraża i doprowadza do łez sama myśl o powrocie do pracy w tym miejscu... Z drugiej strony mam poczucie winy, że tak długa moja nieobecność sprawia kłopot koleżankom i szefostwu... Wszyscy znajomi mówią, że mam sobie odpuścić tę pracę i skupić się na powrocie do zdrowia. Mąż też tak uważa, mówiąc, że chce mnie jeszcze długo mieć przy sobie, a przecież nie mam gwarancji, że jak wrócę do pracy, to znów – po 2-3 dniach – nie wywiozą mnie na SOR albo z kolejnym zawałem... Wiem, że mają dużo racji... Sama chciałabym spokojnie przejść proces psychoterapii na tyle, by poczuć się silniejsza i pewniejsza tego, czego potrzebuję. Wiąże się to z wzięciem dalszego, dłuższego zwolnienia i przekazaniem tej informacji w pracy – a ta perspektywa mnie wręcz paraliżuje... Co mam zrobić? Czy ryzykować powrotem do pracy z poczucia winy, czy jednak ciągnąć dalej zwolnienie i skupić się na leczeniu nie tylko serca, ale i psychiki...? Anna, 48 lat
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Ryszard Chłopek
Mgr Ryszard Chłopek

Silna więź z rodzicami u dorosłej kobiety

W wieku 19 lat wyjechałam na studia. Zawsze tęskniłam za rodzicami, odczuwałam silną więź więc często ich odwiedzałam, min raz w miesiącu, dzwoniłam praktycznie codziennie, plus każde urodziny, święta, uroczystości, nigdy niczego nie opuściłam, nie przyszło by mi to do... W wieku 19 lat wyjechałam na studia. Zawsze tęskniłam za rodzicami, odczuwałam silną więź więc często ich odwiedzałam, min raz w miesiącu, dzwoniłam praktycznie codziennie, plus każde urodziny, święta, uroczystości, nigdy niczego nie opuściłam, nie przyszło by mi to do głowy z jednej strony bo kocham rodziców i to był zawsze radosny czas z drugiej wiem że by ich to rozczarowało i zasmuciło. Teraz. mam 29 lat, wyszłam za mąż i odczuwam silne poczucie winy, ponieważ mieszkam 500 km od domu. Tęsknię za rodzicami a oni za mną, regularnie kilka razy w tygodniu rozmawiam z mamą. Przyjeżdżam raz na miesiąc. Sami rodzice wielokrotnie kłócili się ze mną, krytykowali moje wybory, wyrzucali, że ich opuściłam, wiele razy słyszałam o " co my tutaj mamy sami robić", albo " i kto się nami będzie opiekował" zawsze że smutkiem i łzami w oczach. Muszę też przyznać, że rodzice nie są najszczęśliwszym małżeństwem. W domu zawsze były fale krzyku i spokoju. Mój ojciec obwinia mamę, że pozwoliła mi wyjechać na studia i dlatego oni teraz zostali sami. Między nimi się nie układało i nie układa. W mieście mieszka brat i bratowa ale to ich nie zadowala. Rodzice są aktywnymi ludźmi pracują, jeżdżą na wakacje mają swoje życie. Mam wrażenie, a właściwie to wiem, że jedyne co ich rani to ja :-( i nie mogę sobie z tym poradzić.... poza tym pochodzę z dość bogatej rodziny, rodzice wspierali mnie zawsze finansowo i robili małe rzeczy które pokazywały ich miłość, a ja sprawiam im ból... Wykańcza mnie to od środka... Nie wiem już co robić....
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Dominika Wieland-Lenczowska
Mgr Dominika Wieland-Lenczowska

Chcę zasnąć i już się nie obudzić - co robić?

Witam Mam problem. Chciałabym zasnąć i już się nie obudzić. Mam 2 dzieci, jestem w trakcie rozwodu. Mąż wypomina mi moje wady. Powtarza jaki mam okropny charakter. Ja jestem osobą otwartą, lubię pożartować. Chciałabym mieć szczęśliwa rodzinę. Kocham męża i... Witam Mam problem. Chciałabym zasnąć i już się nie obudzić. Mam 2 dzieci, jestem w trakcie rozwodu. Mąż wypomina mi moje wady. Powtarza jaki mam okropny charakter. Ja jestem osobą otwartą, lubię pożartować. Chciałabym mieć szczęśliwa rodzinę. Kocham męża i zrobiłam już chyba wszystko, żeby ratować nasze małżeństwo. Jednak czuję się niekochana. Nie wyobrażam sobie życia w pojedynkę. Boję się tego. Czuję ogromną pustkę. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać. W pracy muszę zakładać "maski", żeby znajomi nie zauważyli, że jestem w totalnej rozsypce. Nienawidzę tego życia. Tyle razy słyszałam od męża, że jestem fałszywa, zakłamana itp. że chyba zaczynam brać winę na siebie za rozpad naszego małżeństwa. Codzienne uświadamia mi, że ponoszę winę za to co się dzieje między nami. Tylko, że nie jest to prawda. Mąż jest nauczycielem i korespondował że swoimi uczennicami. Od 5 lat, odkąd to wszystko się zaczęło, unikał mnie, wyjeżdżał z domu, byleby ze mną nie przebywać. Wracał wieczorami. Zbliżenia są bardzo rzadko i tylko z mojej inicjatywy. Widać u męża niechęć do mojej osoby. Dziś twierdzi, że chcę tylko, żeby skończyło się nasze małżeństwo. Od 3 miesięcy wynajął sobie dom i gdy coś mu nie pasuje, ubiera się i wychodzi. Śpi u siebie. Wszelkie moje starania, żeby zmieniły się nasze relacje prowadzą donikąd, a ja czuję się jeszcze gorzej. Mam 40 lat i wydaje mi się, że nie mam po co żyć. Wiem że mam dzieci, ale to nie na moje nerwy. Wiem, że mąż kocha dzieci, więc same nie zostaną. Ja jestem do niczego. Nie mam po co żyć. Chciałabym umrzeć i nie sprawiać już nikomu kłopotu, bo tak naprawdę nie chce reszty życia spędzić w poczuciu winy, że wszystko spapralam. Myślę o odejściu, ale boje się bólu. Szukam sposobu jak zasnąć i się już nie obudzić. Nie mam po co żyć. Wiem, że znajdę jakiś sposób żeby nie istnieć. Mąż sobie poradzi z dziećmi. Finansowo głównie. Ja sama ekonomicznie nie dam rady. Tym bardziej że mam pracę tylko do sierpnia. Mąż powiedział, że może mi tylko płacić po 300 zł na dziecko. Jak zostanie sam z nimi, na pewno będą miały lepiej niż z nieudolną mama, która pracuje dopiero 5 lat i to ciągle na zastępstwa, bo wcześniej wychowywała dzieci. Mąż teraz wypomina mi, że tyle lat mnie utrzymywał, że teraz powinnam radzić sobie sama. Nie mam już nic. Nie przetrwanie stresu związanego z podziałem majątku i z rozwodem. Skoro szukał zainteresowania w 16 letnich uczennicach tzn, że nie sprawdziłam się jako żona. Jestem beznadziejna. Nawet stałej pracy nie mogę znaleźć. Nie mam po co żyć.Na układanie życia od nowa nie mam już ochoty. Chcę umrzeć i mam nadzieję, że znajdę sposób na to, żeby zasnąć już na stałe. Piszę, bo czuję, że muszę się komuś wyżalić, a nie chce robić krzywdy najbliższym.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Dorota Nowacka
Mgr Dorota Nowacka

Jak pomóc dziecku odnaleźć się w nowej szkole?

Mój 7 letni syn nie potrafi odnaleźć się w nowej szkole (przeszedł z przedszkola do szkoły podstawowej) , cały stres ze szkoły rozładowuje w domu na rodzinie. Jest bardzo uparty w sytuacjach kiedy nie ma racji, ma problemy w czytaniu... Mój 7 letni syn nie potrafi odnaleźć się w nowej szkole (przeszedł z przedszkola do szkoły podstawowej) , cały stres ze szkoły rozładowuje w domu na rodzinie. Jest bardzo uparty w sytuacjach kiedy nie ma racji, ma problemy w czytaniu i pisaniu, czuje się gorszy od swoich kolegów. Kiedy próbujemy nakłonić go do czytania robi wszystko by się wymigać, w ostateczności kiedy podnoszę głos zaczyna płakać. W szkole spotyka się z wyśmiewaniem go, jest delikatnym chłopcem, o pokerowej twarzy, smutek tłumi w sobie, nie potrafi powiedzieć co go trapi. Mam poczucie winy, że nie potrafię mu właściwie pomóc.
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Anna Szyda
Mgr Anna Szyda
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co zrobić w przypadku wybuchów złości?

Witam! Potrzebuję czyjejś pomocy, bo sama już nie daję rady. Przerasta mnie wszystko. Ostatnio ciągle krzyczę, denerwuje się strasznie o wszystko i na wszystkich, wszystko w koło mnie irytuje. Dzieci wyprowadzają mnie z równowagi na każdym kroku: bo za wolno,... Witam! Potrzebuję czyjejś pomocy, bo sama już nie daję rady. Przerasta mnie wszystko. Ostatnio ciągle krzyczę, denerwuje się strasznie o wszystko i na wszystkich, wszystko w koło mnie irytuje. Dzieci wyprowadzają mnie z równowagi na każdym kroku: bo za wolno, bo nie tak, bo marudzą, bo się kłócą.... One chyba najbardziej cierpią przeze mnie. Za każdym razem obiecuję sobie, ze więcej dla nich taka nie będę po czym znowu to samo i znowu mam wyrzuty sumienia, płaczę. Z mężem się nie dogadujemy i z roku na rok chyba pomału zaczynamy się nienawidzić. Każdy ma inne potrzeby i nie umiemy się wspierać. Ja nigdy nie będę mu do końca pasować. Nie jestem przebojowa, przedsiębiorcza, nie umiem języka, nie mam świetnej pracy i nie zarabiam dużo. Wiem, ze wolałby, żeby było inaczej chociaż twierdzi, ze mu to nie przeszkadza. Pretensje potrafi mieć, ze nie pytam Go jak w pracy czy jak się czuje choć on sam do mnie tego nie robi. Ciągle mi wypomina, ze czegoś nie zrobiliśmy a on tak chciał. I nie ważne, ze to np. dzieci nie chciały iść w góry, on chciał a ja nie chciałam. Ciągle czuję się wpędzana w poczucie winy przez niego. Czuję się jak w błędnym kole. W pracy tez nie jestem doceniana, a wręcz przeciwnie nie wolno mi mieć swojego zdania bo jestem zła. Chciałabym zmienić pracę, ale po pierwsze zwyczajnie się boję, po drugie nawet jak wysłałam kilka cv to nikt nie odpowiedział. Nie znam dobrze języka i to mój największy problem. Czuję, że nie daję rady z niczym ostatnio. I chyba stąd te wybuchy złości i płaczu na każdym kroku. Czy psycholog byłby w stanie mi jakoś pomóc? Czy raczej psychiatra?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Hanna Markiewicz
Mgr Hanna Markiewicz

Depresja i zaburzenia osobowości - czy to faktycznie choroba czy wymówka?

To depresja czy tylko szukanie wymówek? Witam. Mam 18 lat. Odkąd tylko pamiętam czułam się być "tą gorszą". Już w podstawówce miałam dużo kompleksów. Jedyne co myślałam, że mi wychodzi była nauka, ale nigdy nie byłam "wystarczająco" dobra. Już wtedy... To depresja czy tylko szukanie wymówek? Witam. Mam 18 lat. Odkąd tylko pamiętam czułam się być "tą gorszą". Już w podstawówce miałam dużo kompleksów. Jedyne co myślałam, że mi wychodzi była nauka, ale nigdy nie byłam "wystarczająco" dobra. Już wtedy temat śmierci nie był mi obcy. Pojawiły się problemy ze stresem, a przez to problemy z sercem. W 2014 trafiłam do szpitala pierwszy raz i wtedy zmarł mój dziadek, przez szpital nie byłam na pogrzebie. Ciężko to przeszłam, budziłam się w nocy z płaczem, wbjałam sobie paznokcie w ręce i nie mogłam spać. Winiłam za to siebie, może nawet nadal winie. Potem pojawił się ktoś kto manipulował mną psychicznie przez co zaczęłam brać tabletki w różnych ilościach i się ciąć. "Przyjaciele" zostawili mnie z dnia na dzień. Od tamtego czasu myśli o śmierci są niemal nieoderwalną częścią mojego życia, ale nie miałam nigdy nan tyle odwagi, żeby zrobić to rodzicom... Do liceum poszłam 60km od domu i mieszkam na stancji. Wymarzona szkoła i odcięcie się od "starych znajomych". Miało być lepiej... Miało Poznałam wielu ambitnych i inteligentych ludzi tutaj. Na początku myślałam, że dam radę. Tylko jak widziałam, że inni nie wkładają żadnych wysiłków i mają dobre wyniki a ja siedzę całe dnie w ksiązkach to coś we mnie pękało. Walczyłam długo. Coraz częsciej opuszczałam dni w szkole, bo nie dawałam rady. Przez to robiły się zaległości, które musiałam nadrabiać i znowu byłam zakopana w nauce. Przez 3 lata poza klasą poznałam może 3 osoby. Poza rodziną nie mam z nikim kontaktu. Jestem w klasie maturalnej. Wszyscy mi od wakacji truli o studiach i na nic było moje mówienie o chociażby roku przerwy. Spędzałam godziny na szukaniu uczelni, kierunków. Kupowałam repetytoria. Nawet pierwszy raz miałam korepetycje. Byłam pełna zapału, żeby tylko się na mnie rodzina nie zawiodła. W październiku coś pękło. Było dużo nauki, nie jadłam prawie tydzień (znaczy coś jadłam, ale co to są 2 sucharki na dzień?), nie spałam i płakałam. Nauka mi nie szła, nie mogłam się skoncentrować. To był taki moment, w którym chciałam umrzeć i naprawdę na to czekałam. Przyszedł moment, w którym stałam pod ścianą i były 2 opcje albo się zabiję albo ktoś mi pomoże. Wygadałam się siostrze, czego teraz żałuję.. Rodzice wiedzą tylko, że mam problemy ze szkołą, wstawaniem z łóżka, że wyjście do łazienki do często nie wiadomo jaki wysiłek. Unikam ludzi i nie wychodzę z domu, bo mam wrażenie, ze wszyscy się na mnie gapią i mówią za moimi plecami. Poszłam dziś do szkoły i wytrzymałam tam tylko 4 lekcje, wróciłam o 13 i od tamtej pory tylko leżę i nie mam na nic siły. Wychowawczyni poprosiła mnie żebym chociaż te 3 dni spróbowała przechodzić do szkoły i mam ogromne poczucie winy, że zawodzę ją, rodziców i że znowu nic mi nie wychodzi. Byłam u psychologa, który powiedział, że widzi u mnie depresje i zaburzenia osobowości.. dlatego w poniedziałek mam psychiatre, ale czy to nie jest tak, że jest po prostu leniwa i szukam sobie usprawiedliwień? Mam wrażenie, że tylko stracę pieniądze i się ośmieszę.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niskie poczucie własnej wartości i poczucie winy a depresja

Witam, moj problem trwa juz 1,5 roku. Od tego czasu czuje niepokój i przygnębienie. Czasami jest to w mniejszej skali, czasem w ogromnej. Najgorsze są poranki, wtedy jestem roztrzesniona. Staram sie żeby miec dobre wyniki w szkole, jednak bardzo często... Witam, moj problem trwa juz 1,5 roku. Od tego czasu czuje niepokój i przygnębienie. Czasami jest to w mniejszej skali, czasem w ogromnej. Najgorsze są poranki, wtedy jestem roztrzesniona. Staram sie żeby miec dobre wyniki w szkole, jednak bardzo często nie mogę sie skoncentrować i zawalam. Dręczy mnie zawsze ogromne poczucie winy, nawet gdy inni mówią ze nic złego nie zrobiłam. Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości i pomimo wielu przyjaciół czuje sie jakby nikt mnie nie akceptował. Kiedyś byłam osoba bardzi towarzyska, jednak teraz najchętniej siedziałbym w domu i spała albo patrzyła w ścianę. Bardzo łatwo tez sie denerwuje lub robie rozdrażniona. Czy to może byc depresja? Czy coś innego? Czy to normalne? Chciałabym znów wrócić do normalnego życia Bardzo proszę o pomoc, nie wiem czy iść do psychologa bo boje sie, ze może to miec konsekwencje w moim późniejszym życiu
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy rodzic jest nadopiekuńczy?

Czy moja matka jest rzeczywiście nadopuekuńcza? Witam,mam 22 lata a więc jestem już osobą dorosłą,mieszkam z narzeczonym i malutkim dzieckiem z moją mamą i niepełnosprawną siostrą.Od kiedy pamiętam jestem lękliwa,wycofana i boję się wyrażać swoje zdanie.Moja mama jest osobą władczą,radzącą... Czy moja matka jest rzeczywiście nadopuekuńcza? Witam,mam 22 lata a więc jestem już osobą dorosłą,mieszkam z narzeczonym i malutkim dzieckiem z moją mamą i niepełnosprawną siostrą.Od kiedy pamiętam jestem lękliwa,wycofana i boję się wyrażać swoje zdanie.Moja mama jest osobą władczą,radzącą sobie ze wszystkim dużo w życiu przeszła,poświęcenie się dziecku niepełnosprawnemu,śmierć samobójcza męża mojego ojca.Niby mam prawo głosu w domu a tak naprawdę nie mam.Po maturze nie chciałam iść na studia(słabe wyniki,chciałam dopisać maturę)mama truła mi,że wypada iść na studia żeby brać rente po ojcu,fukała się,że zostane na niczym,aż w końcu zrobiłam tak jak chciała poszłam na bylejakie studia.Chciałam zrezygnować po roku,niby rób co chcesz,ale jak to renta przepadnie,na kasie w biedronce nawet trzeba mieć kurs,dobrze patrzą jak ma się studia w tej chwili idź do roboty,ja cię nie będę utrzymywać.Skończyłam 3 lata studiów których nienawidziłam i stwierdziłam,że mam dość.Ostatnio była impreza w domu z okazji chrzcin mojego syna,mama gwiazda,kupimy składniki na przyjęcie"ja wszystko kupię" pomogę ci posprzątać"ja sobie poradzę idz do dziecka" a potem coś się chciałam zapytać"daj mi spokój nie widzisz ile mam roboty nie mam czasu" impreza w domu.Daj pomogę ci "ja sobie sama poradzę idz się dzieckiem zajmij".My mówimy,że chcemy tak wychowywać dziecko moja mama inaczej.My nie dajemy dziecku spać zabawiamy go bo jest wieczór,chcemy żeby spało na noc,ona przyjdzie,uśpi"dziecku chciało się przecież spać" Nie przykrywaj tyle dziecka bo go przegrzejesz"dziecku będzie zimno" Ostatnio nie chciałam zaprosić pewnej osoby w odwiedziny,bo najzwyczajniej jej nie lubie,mama nie potrafiła tego uszanować,truła mi,nie odzywała się do mnie,ja miałam poczucie winy,poszłam ją przeprosić i zrobiłam tak jak chciała.Według niej mam charakter ojca i stąd moje wybuchy,bo gdybym miała jej to by nie było problemu.Niepełnosprawna siostra przy niej robi co chce,a przy obcych potrafi się w miarę zachować.Zastanawiam się czy przesadzam,czy mam trochę racji.Narzeczony twierdzi,że mama ma na mnie zły wpływ,jest za bardzo opiekuńcza,że przez to mam zaniżone poczucie wartości.
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Alicja Maria Jankowska
Mgr Alicja Maria Jankowska

Jak odbudować poczucie własnej wartości?

Jak się podnieść i odbudować swoje poczucie wartości po związku przemocowym? Przychodzi mi z trudem dzielenie się czymś, co było prawie moją codziennością przez ostatnie 2 lata. Otóż, to była moja pierwsza miłość i pierwszy partner. Niestety, od początku, szczególnie... Jak się podnieść i odbudować swoje poczucie wartości po związku przemocowym? Przychodzi mi z trudem dzielenie się czymś, co było prawie moją codziennością przez ostatnie 2 lata. Otóż, to była moja pierwsza miłość i pierwszy partner. Niestety, od początku, szczególnie w sytuacjach kryzysowych było nie w porządku między nami. Na początku naszego związku odmawiał chęci rozwiązywania problemów, natykałam się tylko na jego ciszę i odwrócone plecy, ogromną obojętność. Kiedyś powiedział mi, że nie zasłuzyłam, aby mi pomógł. Potem już tylko te zachowania przybierały na sile. Moja bezsilność i niemoc objawiała się często w krzyku, przeklinaniu, za co czuję się ogromnie winna i dźwigam ten krzyż po dzień dzisiejszy. W skrócie nasza relacja miały wzloty i upadki. Potrafiliśmy kochać się i nienawidzić. Rozstawaliśmy się, wracaliśmy do siebie. Już nie liczę,ile razy. Kiedy poroniłam w 5 tyg. ciąży, jego nawet nie było. Nie chciał ze mną rozmawiać, a potem tłumaczył się, że nie wiedział o tym, co mnie spotkało. Potem się pogodziliśmy, przeprowadził się do mnie, ale był bez pracy przez 3 miesiące, kiedy ja pracowałam na 3 etatach. Byłam zmęczona, nerwowa i rzeczywiście mało go wtedy wspierałam. Nasze kłotnie przybierały jedynie na sile. Dochodziło do szarpaniny, popychania. , Po tym okresie okazało się, że cierpię na PTSD , bralam leki, ktore odstawilam w koncu bo zaczynalo byc lepiej, kiedy z nim nie bylam. Nie wroce juz do nich, chocny nie wiem, jak mnie bolalo serce. On potrafil mi powiedziec: ze jego dziecko spierdolilo, zanim dowiedzialo sie kim jest jego matka . Zniosłam bardzo wiele... bardzo wiele... ale mam o sobie tak niskie zdanie. wybaczalam wszystko, wszystkie slowa, braki, nieobecnosci, maltretowani, bylam z nim calkowicie i wbrew wszystkim, nawet najblizszym, rodzinie, przyjaciolom, poswięciłam cene swojego zdrowia fizycznego i psychicznego dla ratowania go i wyciagnania go z dolka, dla ratowania zwiazku. przetrzymałam wszystko: kazda suke, dziwke, kazde spierdalaj, kazde: nic nie jestes warta, jestes zerem, nie jestes kobieta, masz ochydny biust, jestes obrzydliwa, nienawidze cie, gardze toba. przetrzymalam wszystkie jego obietnice bez pokrycia, nonszalacje, lekcewazenie, odwrocone plecy, wzrok pelen nienawisci, saczenie jadem, zarzucenie tego, ze nie bede dobra matka, ze nikt mnie nie pokocha. zyczyl mi, aby inni mezczyzni mnie katowali i bili, zebym nigdy nie miala dziecka. kochalam i wierzylam, ze moja milosc to pokona. powstalam z leczenia, przestalam brac leki. Wiem, ze jest we mnie sila, ale poczucie kobiecosci, wartosci... Wybaczyłam mu rękoczyny, do których doszło miesiąc temu, szarpał mnie tak bardzo wyzywając od suk, że miałam siniaki na piersiach i ramionach. Potknęłam się na butach na platformie w wyniku czego miałam zbitą kostkę. W grudniu minionego roku odpechnął mnie tak bardzo w moim mieszkaniu, że miałam stłuczoną dłoń. Nasz związek skończył się finalnie po tym, jak uderzył mnie w twarz raniąc złamanymi okularami i pękniętą szybką. Jednak muszę nadmienić, że on mi oddał po tym, jak ja go spoliczkowałam za to, że uszkodził mój samochód, kopiąc go kilkakrotnie przed moim blokiem. Obarczam się ogromnym poczuciem winy. Analizuję, że mogłam to wszystko inaczej rozegrać, może być bardziej wyrozumiała i cierpliwa. Wiedziałam, ze pochodzi z rodziny przemocowej, gdzie ojciec był alkoholikiem. Probowałam go zachęcić w ciągu tych 2 lat do podjęcia terapii DDA, ale nie udalo mi się to niestety.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Golicz
Mgr Magdalena Golicz

Dlaczego spotykają mnie niezrozumiałe relacje z ludźmi?

Czasami spotykają mnie niezrozumiałe relacje z ludźmi. Poznaję np. mężczyznę i jest on dla mnie miły, a za chwilę mnie słownie obraża. Mimo to, czuję do niego sympatie. Pomimo jego arogancji, względem mojej osoby. Potem to usprawiedliwiam, bo przecież był... Czasami spotykają mnie niezrozumiałe relacje z ludźmi. Poznaję np. mężczyznę i jest on dla mnie miły, a za chwilę mnie słownie obraża. Mimo to, czuję do niego sympatie. Pomimo jego arogancji, względem mojej osoby. Potem to usprawiedliwiam, bo przecież był miły, może miał zły dzień? W moim świecie relacje są zawsze miłe, bezkonfliktowe i tego oczekuje od innych i gdy spotyka mnie cos takiego, to zawsze szukam winy w sobie, że może mnie nie polubił, sprowokowałam go gestem. Generalnie nawet z ludźmi, których nie lubię staram się sie mieć dobre relacje, dlatego czyjaś niechęć względem mnie wywołuje u mnie poczucie winy. Co jest nie tak?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego odczuwam silny przypływ smutku, że aż wbijam sobie paznokcie w skórę na przedramionach?

Witam, Mam 26 lat, w ciągu ostatniego roku poroniłam dwa razy, ostatnie poronienie miało miejsce 3 tygodnie temu. Po pierwszym bardzo szybko wróciłam do formy psychicznej. Teraz jest dużo gorzej, nie mam na nic siły, ciągle boli mnie głowa, płaczę... Witam, Mam 26 lat, w ciągu ostatniego roku poroniłam dwa razy, ostatnie poronienie miało miejsce 3 tygodnie temu. Po pierwszym bardzo szybko wróciłam do formy psychicznej. Teraz jest dużo gorzej, nie mam na nic siły, ciągle boli mnie głowa, płaczę i jestem obojętna na wszystko inne. Nie mam ochoty z nikim się widzieć. Ciągle tylko siedzę w domu i mam ogromne poczucie winy. Do tego czasami odczuwam tak silny przypływ smutku że aż wbijam sobie paznokcie w skórę na przedramionach, czasami do krwi. Jak mogę sobie pomóc?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak mogę pomóc byłemu mężowi z depresją?

Jestem 40 letnia samotna matka,dwa lata po rozwodzie. Moj byly maz cierpi na depresje i ma mysli samobojcze. Czuje do mnie niechec a nawet nienawisc, poniewaz nigdy go nie rozumialam, nie wspieralam ani nie zdawalam sobie sprawy z jego... Jestem 40 letnia samotna matka,dwa lata po rozwodzie. Moj byly maz cierpi na depresje i ma mysli samobojcze. Czuje do mnie niechec a nawet nienawisc, poniewaz nigdy go nie rozumialam, nie wspieralam ani nie zdawalam sobie sprawy z jego stanu zdrowia. O depresji zaczelam czytac dopiero po rozwodzie. Mecza mnie straszne wyrzuty sumienia i poczucie winy. Czy istnieje jakis sposob w jaki moglabym mu pomuc?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Łucja Fitchman
Mgr Łucja Fitchman

Nie mogę poradzić sobie z wyrzutami sumienia wobec matki alkoholiczki

Witam. Mam 32 lata. Wychowalam sie w domu bez milosci. Matka odkad pamietam pila. Zakochana po uszy w ojczymie, ktory zmarl rok temu. Od tej pory mama sobie nie radzi, za kazdym razem jak do niej dzwonie jest pijana, nie... Witam. Mam 32 lata. Wychowalam sie w domu bez milosci. Matka odkad pamietam pila. Zakochana po uszy w ojczymie, ktory zmarl rok temu. Od tej pory mama sobie nie radzi, za kazdym razem jak do niej dzwonie jest pijana, nie da sie z nia porozmawiac. Pila od zawsze. Przeinacza fakty, nic jej nie interesuje. Ja cale zycie jestem psychicznie poniewierana, whbralam inne zycie. Jestem teraz za granica. Mama sie mna ani wnukiem nie interesuje, nie interesowala, zawsze wazniejsze bylo sie napic... nigdy nie uslyszalam kocham cie coreczko..chyba ze po pijaku...jak miala wyrzuty . Bylam na miejscu, rozmawialam, probowalam pomoc. Rodzina tez. Ale ona nie chciala pomocy.wszystko ma wiadomo gdzie. I ciagle pije. Dzis trafila do szpitala, oddzial psychiatryczny. Nie wiem jeszcze co jak i dlaczego, moge tylko przzypuszczac, ze byla libacja i chciala sie zabic. A ja nie moge sobie poradzic z wyrzutami sumienia..jestem tysiace kilometrow od Polski, nie mam mozliwosci tam jechac nie poswiecajac wlasnego bytu tu i teraz..jaka by nie byla to jednak matka.wszyscy dokola mowia mi, ze ppowinnam sie nie przejmowac tak jak ona mna a ja tak nie potrafie tym bardzziej , ze w ciagu jednego roku stracilam ojca, ojczyma a teraz jeszcze Ona. Kocham ja mimo krzywd. Ale nie mam jak jej pomoc . A wyrzuty mnie zzeraja od srodka. Jak mam sobie z tym poradzic, naprawde nie mam mozliwosci tam jechac, ale chodze i placze

Problem z masturbacją u 24-latka

Witam, mam 24 lata i problem z masturbacją. Robię to od wielu lat. Z czasem potrzebowałem jednak coraz to mocniejszych bodźców, do tego stopnia, że ostatnio zorientowałem się, że zadowala mnie tylko bardzo brutalna, niemająca wiele wspólnego z rzeczywistością pornografia.... Witam, mam 24 lata i problem z masturbacją. Robię to od wielu lat. Z czasem potrzebowałem jednak coraz to mocniejszych bodźców, do tego stopnia, że ostatnio zorientowałem się, że zadowala mnie tylko bardzo brutalna, niemająca wiele wspólnego z rzeczywistością pornografia. Doprowadziło to do tego, że wolałem sam załatwiać swoje sprawy zamiast współżyć ze swoją stałą partnerką seksualną, bo nie była dla mnie (mimo obiektywnego seksapilu) zbyt atrakcyjna. Ja też nie chciałem robić z nią takich chorych rzeczy jakie oglądałem, więc uciekałem w swój świat. Jakiś czas temu nasze drogi się rozeszły i zacząłem relację z inną kobietą. Zakończyła się bardzo szybko po tym jak mój członek odmówił posłuszeństwa i to trzykrotnie w odstępie kilku dni podczas spontanicznych (niepoprzedzanych masturbacją przez poprzednie 2-3 dni!) stosunków. Kobieta z którą miało to miejsce była atrakcyjniejsza od tej poprzedniej, mimo to z poprzednią nigdy nie miałem takiego problemu, a z tą dziewczyną owszem. Wątpię mocno, że był to czynnik stresu, raczej po prostu przesadziłem. Z poczuciem wstydu, radykalnie odciąłem się od masturbacji i pornografii na kilka miesięcy co nie było łatwe. Potem kilkakrotnie zdarzyły mi się kontakty seksualne z pierwszą partnerką, z którą zawsze było OK. Wróciłem do masturbacji, lecz porno odciąłem na zawsze. Mimo to odczuwam za każdym razem, nawet gdy robię to rzadziej niż wcześniej, poczucie winy. Boję się, że powinienem odciąć się od tego całkowicie, bo inaczej sytuacja się powtórzy, gdy natrafię na kogoś innego. Paradoksalnie przez to sam się nakręcam i przy następnej okazji faktycznie może wystąpić czynnik stresu. Z drugiej strony czerpię z tego radość, a nie chcę co 2 dni się samobiczować z tego powodu, tak samo nie chcę czuć się ciągle źle z powodu "nierozładowywania napięcia". Poza tym, gdy długo się nie masturbuję, siłą rzeczy podczas stosunku znacznie szybciej dochodzi do orgazmu co jest równie złe. Nie wiem co robić, jaki jest złoty środek na tę całą sytuację? By nie żyć w poczuciu winy i strachu przed kolejną łóżkową porażką i jednocześnie nie męczyć się psychicznie z powodu zabraniania sobie onanizmu, który teoretycznie nie jest niczym złym? Z góry dziękuję za pomoc i pozdrawiam.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Aleksandra Witkowska
Lek. Aleksandra Witkowska

Co oznacza brak czułości ze strony młodszego mężczyzny?

Witam, Mam chlopaka i bierzemy slub w lecie tyle ze nie jestem juz tego taka pewna. On na samaym poczatku bardzo chcial seksu ale nie mogl w sensie nie stawal mu albo byll miekkawy i tak przez jakis miesiac ale... Witam, Mam chlopaka i bierzemy slub w lecie tyle ze nie jestem juz tego taka pewna. On na samaym poczatku bardzo chcial seksu ale nie mogl w sensie nie stawal mu albo byll miekkawy i tak przez jakis miesiac ale poznalismy sie w sytuacji gdzie przeszlam z jednego zwiazku w drugi i moze ten stres badz poczucie winy. Jestem 9 lat od niego strsza. poznie bylo swietnie krotko i oze nie jak mialam to kiedys ale winilam to na brzk doswiadczenia. Ale bylo i to codziennie i fantazjowalismy razem itp. Teraz nie ma nic od paru miesiecy a ja mam strasznie wysokie libido i pytalam sie czy to tak jak na poczatku ze chcial a nie mogl to powiedzial ze nie. Teraz mowi ze nie ma ochoty poprostu i nie podnieca go mysl seksu i nie ma juz ani czulosci ani seksu . Ja do tej pory wieszlam sie na nim calowalam itp zeby chociaz czlosc byla ale to jest jednostronne i przestalo mi to tez sprawiac przyjemnosc. Nie wiem co robic. Teraz robil nadgodziny i zwalal to na zmeczenie i niewyspanie bo robi nocki ale 2 tygodnie juz ich nie robi i nie zrobil nic zebysmy sie w jakikolwiek intymny sposob zblizyli do siebie . teraz w wolnym czasie zajol sie grami on line i to go jara . nie wiem co myslec kiedy zabija czas ktory moglby przeznaczyc na odbudowanie wspolnej intymnosci
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Czy powinnam dzieciom pozwolić na spotkania z dziadkami?

Zerwanie kontaktu z rodzicami, a wnuki. Moi rodzice stosowali wobec mnie przemoc zarówno psychiczną, jak i fizyczną, odkąd pamiętam. Robili i robią to nadal, nawet jak już jestem "na swoim". Dziś jestem już dorosłą osobą, z własną rodziną. Mam trójkę... Zerwanie kontaktu z rodzicami, a wnuki. Moi rodzice stosowali wobec mnie przemoc zarówno psychiczną, jak i fizyczną, odkąd pamiętam. Robili i robią to nadal, nawet jak już jestem "na swoim". Dziś jestem już dorosłą osobą, z własną rodziną. Mam trójkę dzieci i to o nie mi się rozchodzi. Moi rodzice upokarzają mnie przy moich dzieciach (8, 6, 2 lata), podważają mój i męża autorytet, łamią nasze zasady. Dochodziło to takich sytuacji, gdzie mój ojciec przy dzieciach potrafił powiedzieć "Spadaj matka, tu rządzi/decyduje dziadek", albo "Uczysz się karate, to będziesz mogła skopać rodziców, jak zrobią coś co ci się nie spodoba". Obgadują mojego męża i ojca dzieci, wyzywają mnie, złorzeczą. Matka moja potrafiła powiedzieć do mnie, że życzy mi najgorszych nieszczęść w życiu, lub, że jestem dla niej warta mniej niż psie gówno. Oczywiście wszystko w obecności dzieci. A to i tak wierzchołek góry lodowej. Żadne rozmowy, próby rozwiązania sytuacji, tłumaczenia, stawianie granic- nie pomogło. Doszłam do wniosku, że powinnam zerwać z nimi, tę toksyczną, dla mnie relacje. Ale co z moimi dziećmi? Czy powinnam im pozwolić na spotkania z dziadkami? Dodam, że wobec dzieci nie stosują fizycznej przemocy, choć moja matka lubi wywoływać w nich poczucie winy, w stylu "jak czegoś nie zrobisz, to babcia pojedzie do domu" lub jak któreś z dzieci nie chce się akurat w danym momencie przytulić, to udając, że płacze "babcia już sobie jedzie, skoro jej nie kochasz", a mój ojciec z kolei bije słownie mojego syna, nazywając go beksą, maminsynkiem, itd
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Łucja Fitchman
Mgr Łucja Fitchman
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak naprawić swój związek?

Witam, mam 26 lat jestem od prawie 2 lat mężatką i właśnie problem tkwi w moim związku. W grudniu zakonczylam swoją 1,5 roczna psychoterapię. Trafiłam tam, bo mój wtedy jeszcze narzeczony zaczął mi wmawiać, ze jestem wariatka, ze coś... Witam, mam 26 lat jestem od prawie 2 lat mężatką i właśnie problem tkwi w moim związku. W grudniu zakonczylam swoją 1,5 roczna psychoterapię. Trafiłam tam, bo mój wtedy jeszcze narzeczony zaczął mi wmawiać, ze jestem wariatka, ze coś ze mną nie tak. Pod mam pod przymusem, zostałam z własnej woli. Było milion kłótni, ze powinnam już skończyć, że marnuje jego ciężko zarobione pieniądze (ja też pracuje), że jestem wykorzystywana (jego zdaniem psychologowie to oszusci), ze nie mam czasu dla niego i ze się zmieniłam. To co było bardzo istotne w psychoterapii dla mnie , to jest to jak dowiedziałam się, ze to jak się zachowuje i w jaki sposob się do mnie odnosi to przemoc psychiczna. Trafiając tam byłam wykończona. Cokolwiek zrobiłam, nie zrobiłam było źle. Mówił mi, ze jestem beznadziejna, ze nie mysle, ze wiecznie musi to robić za mnie. Często powierzając mi jakieś zadanie, tłumaczył mi jak mam to zrobić. Poświęciłam cala swoją uwagę i energię aby go zadowolić a jeśli mimo jego wskazówek coś mi nie wyszło, zloscil się i wykrzykiwal, ze na pewno go nie posluchalam, ze ja poradzę sobie w życiu o ile będę to słuchać. Przestałam podejmować jakiekolwiek decyzje, bo każdy mój pomysł, decyzja była zła On zawsze miał coś lepszego. Wytykal mi każdy błąd, nie miałam prawa ich popełniać. Nawet w kuchni czy w sprzątaniu pokazywał mi, ze można wszystko lepiej przy czym mówił, ze nie nadaje się na matkę jak nawet nie potrafię dokładnie sprzątać. To tylko namiastka. Zawsze byłam wszystkiemu winna, swoją złość tłumaczył troska o mnie. Ze chce dla mnie jak najlepiej. Mówiłam mu,ze jest nerwowy. Jego odpowiedź była zawsze taka sama " tak, jestem nerwowy ale pomysl w jaki sposob Ty się zachowujesz że mnie do takiego stanu doprowadzasz". Obwinial mnie a ja się czułam winna. Kompletnie straciłam poczucie wartości, zaczynałam myśleć o tym, ze nie chce żyć. I potem trafilam do psychoterapeuty. Wtedy zaczęła się moja rewolucja, która była ciężka i bolesną droga, bo stawialam czola swoim lekam. Nauczylam sie stawiania granic. Szlo mi raz kepiej raz gorzej. Przeszkodą bylo, gdy moj mąż zaczął mi mowic ze czuje sie jak śmieć i że to przeze mnie i ze ja go tak traktuje. Wiedział, ze łatwo wzbudzić we mnie poczucie winy. Mówił że się zabije i ze to będzie moja wina. Manipuliwal mną ale wtedy miałam wsparcie psychoterapeuty . Stanelam na nogi, byłam z siebie dumna jak świetnie nauczylam się bronić i nie wchodzić w te gry. Pół roku temu terapia się zakończyła. Przez ten czas sądziłam sobie nawet nieźle. W zwiazku nawet się ocieplilo ale teraz znowu to wróciło. Znowu zaczęły się kłótnie. Teksty typu "jak mi się coś stanie, może ktoś Cię poinformuje to będziesz sobie świętować", " w Twoich oczach jestem smieciem" to jest nieprawdą. Ja wiem ze jego zachowanie jest wynikiem jego niskiego poczucia wartości i to jest w jego głowie ale boli mnie to, że uważa ze wszystko to moja wina i znowu czuję te zagubienie.....Jak sobie teraz pomóc, żeby nie zrobić kroków w tył ? Jak pomóc jemu? Czuje, ze znowu mam balagan w glowie.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co znaczą moje natrętne myśli i brak sensu życia?

Witam mam26 lat Od jakiegos czasu mam nie chciane mysli w głowie przez które czuje sie zle, czuje lek niepokoj, zycie wydaje sie szare i bez sensu. Martwie sie o wszystko i czuje uscisk w mostku. Mam poczucie winy ze... Witam mam26 lat Od jakiegos czasu mam nie chciane mysli w głowie przez które czuje sie zle, czuje lek niepokoj, zycie wydaje sie szare i bez sensu. Martwie sie o wszystko i czuje uscisk w mostku. Mam poczucie winy ze jestem zła matka bo mam złe mysli , mam poczucie winy ,czuje ze to nie jest normale , co z tynm zrobic prosze o pomoc
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Anna Szyda
Mgr Anna Szyda
Mgr Anna Szyda
Mgr Anna Szyda
Patronaty