Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Dlaczego jestem osłabiona, nasilają się bóle głowy, barku i w klatce piersiowej?

Mam 15 lat. Ostatnio jestem osłabiona, nasilają się bóle głowy, barku i w klatce piersiowej. Drętwieją mi ręce i słyszę szumy w uszach.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam nerwicę - co robić?

Witam, mam 15 lat od 3 miesięcy mam nerwicę. Zawsze byłam nerwowa, ale od 3 miesięcy mam ataki złości, jak np ktoś mnie krytykuje, potrafię zrobić i powiedzieć wszystko. Moje rodzeństwo denerwuje mnie celowo, gdy się denerwuje potrafię się rozpłakać....

Witam, mam 15 lat od 3 miesięcy mam nerwicę. Zawsze byłam nerwowa, ale od 3 miesięcy mam ataki złości, jak np ktoś mnie krytykuje, potrafię zrobić i powiedzieć wszystko. Moje rodzeństwo denerwuje mnie celowo, gdy się denerwuje potrafię się rozpłakać. Robią mi się oczy czerwone, a nie kiedy się trzęsę, a do tego bolą mnie wszystkie mięśnie i ściska mnie w gardle, kiedy mam jakiś problem próbuję pogadać z mamą, ona odp ''nie mam czasu”. Próbowałam już wszystkiego. Rozmawiać, zawsze słyszałam, że panikuje, przeżywam, histeryzuje. Teraz wiem, że rodzice mi nie pomogą. Pierwszy lekarz powiedział, że to nerwobóle, drugi, że to może być depresja oraz nerwica poprzez dorastanie dal mi skierowanie na badania(toksokaris). Wynik wyszedł pozytywnie i lekarz powiedział, że to przez to mogę się tak źle czuć. Czytałam w internecie, że w czasie tej choroby jest się nerwowym. Boli w okolicy jelit, brzucha, płuc itp. Lecz co mam zrobić z tą nerwicą? Bardzo mi to utrudnia życie. Mam dziwne myśli, że umrę (a bardzo się boję śmierci) gdy serce zaczyna bić szybciej lub gdy mam trudności z oddychaniem. Wyobrażam sobie różne rzeczy. Bardzo proszę o poradę. Dziękuję i pozdrawiam    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak sobie poradzić z napadem lęku?

Jestem Paulina i mam 17 lat. Od jakiś 5 miesięcy miewam napady lęku. Wszystko zaczęło się pewnego dnia jak przyszłam do szkoły. Byłam wtedy jakaś dziwna, roztrzęsiona, taka jak bym w ogóle nad sobą nie panowała. Na mojej 2 lekcji...

Jestem Paulina i mam 17 lat. Od jakiś 5 miesięcy miewam napady lęku. Wszystko zaczęło się pewnego dnia jak przyszłam do szkoły. Byłam wtedy jakaś dziwna, roztrzęsiona, taka jak bym w ogóle nad sobą nie panowała. Na mojej 2 lekcji nagle zrobiło mi się strasznie słabo, nie wiedziałam co się dzieje, ale nie robiło mi się czarno przed oczami tylko biało. Serce waliło mi jak oszalałe a świat zrobił się jakiś taki nierealny i nie miałam nawet siły żeby powiedzieć słowa. Gdy wyszłam do pielęgniarki to po zmierzeniu ciśnienia powiedziała, że wszystko jest w porządku, a ja się zdziwiłam. Byłam jakaś taka przerażona i zwolniłam się do domu. Gdy wchodziłam do klasy po swoje rzeczy to zrobiło mi się strasznie gorąco i miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą, a w drodze do domu cały czas płakałam i sobie mówiłam, że jestem na coś bardzo poważnego chora, że muszę iść do lekarza, że umieram. Później był weekend, nic się nie działo, lecz gdy znów przyszłam do szkoły to miałam straszny lęk. Chyba przez miesiąc bałam się chodzić po szkole, co chwile się czerwieniłam a gdy się czerwieniłam towarzyszyło mi przy tym straszne uczucie, którego nawet nie potrafię opisać. Zawsze byłam duszą towarzystwa i to ja dużo mówiłam, a wtedy nawet się słowem nie odzywałam, bo jeśli zaczynałam mówić to inni zaczynali się na mnie patrzeć, a ja nie mogłam tego znieść, od razu robiłam się czerwona i nie mogłam się skupić na tym co mówię. Przed każdym końcem lekcji zaczynałam się stresować, pocić. Po pewnym czasie jakoś zaczęłam trochę nad tym panować, bo jestem bardzo silną osobą i coraz rzadziej robiłam się czerwona. Gdy już myślałam, że mi przeszło to znów miałam napad tego lęku, czułam, że wszyscy na mnie patrzą i robiłam się czerwona. Myślałam, że to przez chłopaka, z którym piszę, bo zawsze jak mijałam go w szkole to robiłam się cała czerwona i przestawałam panować nad sobą i nad mimiką mojej twarzy. Ale po czasie przestałam z nim pisać, a napady wciąż nie znikły. Teraz jakoś sobie z tym radzę i już nie robię się tak często czerwona, nie boję się chodzić po szkole i normalnie wdaje się w rozmowy z przyjaciółmi, ale dalej mam napady w miejscach gdzie jest dużo ludzi, np. hala sportowa itd. Boję się tego, że znów będę miała napad i że wszyscy będą się na mnie patrzeć. Wczoraj miałam kurs z pierwszej pomocy i miałam zrobić przy wszystkich sztuczne oddychanie to wyszłam z klasy, bo jeśli widzę, że wszyscy na mnie patrzą to automatycznie robię się czerwona, przestaję panować nad sobą, chcę uciec i w takich momentach chce mi się płakać. Czuję się wtedy taka bezsilna, bezradna i sama. Zdaje mi się, że jakoś sobie poradziłam z tym dzięki temu że jestem silna i dzięki mojemu aktualnemu chłopakowi, który mi powtarzał, że lubi jak robię się czerwona, ale wciąż nie potrafię robić wielu rzeczy tak jak kiedyś. Chce się z tego wyleczyć, żebym znów potrafiła być normalna, taka jak kiedyś i żebym przestała się czerwienić. Proszę, pomóżcie mi :(.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak zdiagnozować chorobę psychiczną?

Od 5 lat mam problemy psychiczne. Mam 27 lat, cierpię na huśtawki nastroju. Bywają dni kiedy czuję się normalne i myślę w miarę trzeźwo. Jednak małe rzeczy potrafią wytracić mnie z równowagi i wprowadzają w desperacje. Stan takiej desperacji może...

Od 5 lat mam problemy psychiczne. Mam 27 lat, cierpię na huśtawki nastroju. Bywają dni kiedy czuję się normalne i myślę w miarę trzeźwo. Jednak małe rzeczy potrafią wytracić mnie z równowagi i wprowadzają w desperacje. Stan takiej desperacji może utrzymywać się od kilku dni do kilku tygodni i wtedy łatwo wpadam w złość, bywam agresywna, zamykam się w pokoju, przeklinam i krzyczę. W skrajnych przypadkach brakuje mi motywacji by oddawać się normalnej rutynie dnia i spędzam czas w łóżku, niekiedy nachodzą mnie myśli samobójcze, choć nie mam rzeczywistego zamiaru popełnić samobójstwa. Jedynie myślę wtedy, że ustąpiłby mój ból. Leczono mnie antydepresantami, które pomogły tylko na kilka miesięcy, a potem już przestały działać. Ostatnio kiepsko się dogaduje z chłopakiem, ponieważ gdy mamy drobne sprzeczki albo wymiany zdań popadam w desperacje, a on twierdzi, że tylko narzekam i mam do niego pretensje, choć w rzeczywistości nie mam. Za każdym razem kiedy on się ze mną nie zgadza w jakiejś kwestii ogarnia mnie lek, że się ze mną rozstanie. Jak się kłócimy to często wydaje mi się, że mówi do mnie jak przez mgłę i mam poczucie odrealnienia jakby mnie tam nie było. Jednocześnie mój ojciec popełnił samobójstwo 5 lat temu i bez przerwy o nim myślę, nie potrafię zostawić go w przeszłości. Nie mam żadnych koszmarów związanych ze sposobem w jaki popełnił samobójstwo ale cały czas wspominam go i mam pełno jego zdjęć w pokoju. Mieszkam obecnie w UK i służba zdrowia tutaj szwankuje. Zastanawiam się czy moje objawy brzmią poważnie, czy po prostu jest to normalna reakcja osoby borykającej się z różnymi trudnościami. Byłabym wdzięczna za pomoc. Czytałam ostatnio o leczeniu chorób psychicznych i moje objawy przypominają bardzo borderline, tylko, że nie miałam żadnych traumatycznych przeżyć jako dziecko.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moja siostra nie chce iść do psychiatry - jak jej mogę pomóc?

Siostra kiedyś miała stwierdzoną schizofrenię, obecnie nie chodzi do lekarza i nie zażywa żadnych leków, ale jej stan budzi niepokój. Chciałbym jej jakoś pomóc, ona nie chce iść do psychiatry, może lekarz rodzinny by jej coś przepisał. Proszę o pomoc.

Coś każe mi się zabić - co mam zrobić??

Witam, mam problem, który z każdym dniem staje się coraz poważniejszy. Mam 16 lat, jestem w pierwszej liceum. Co jakiś czas, dzieje się to zazwyczaj nagle, a z moich obserwacji wynika, że wtedy, kiedy pomyślę o czymś nieprzyjemnym czy coś... Witam, mam problem, który z każdym dniem staje się coraz poważniejszy. Mam 16 lat, jestem w pierwszej liceum. Co jakiś czas, dzieje się to zazwyczaj nagle, a z moich obserwacji wynika, że wtedy, kiedy pomyślę o czymś nieprzyjemnym czy coś nie wyjdzie - zazwyczaj błahostka, na przykład zgubię niewielką kwotę pieniędzy, "coś" każe mi się zabić. Nie są to głosy w głowie, tylko tak jakby moje myśli, jakaś część mnie, nie potrafię określić co dokładnie. Każe mi na przykład wziąć nóż i podciąć żyły, albo nałykać się tabletek. Ja, ta prawdziwa, nie chcę tego, bronię się bardzo, ale boję się, że kiedyś nie wytrzymam, bo to "coś" jest przerażające. Zastanawiam się czy są to jakieś objawy schizofrenii? Nie słyszę co prawda żadnych głosów, nic z tych rzeczy, jednak czasem tracę grunt pod nogami. A właściwie wydaje mi się, że nagle zapadam się sama w sobie. Oddalam się jakby od mojego ciała i spadam gdzieś w głąb. Nie trwa to długo, ale zdarza się co najmniej raz na tydzień. Pewnie otrzymam odpowiedź, żebym zgłosiła się do psychiatry. Jednak nie jest to takie proste, gdyż bardzo boję się powiedzieć o tym mojej mamie, która ma wobec mnie wysokie wymagania, nie mogła zaakceptować tego, że przez kilka miesięcy zmagałam się z depresją i próbowałam kilka razy popełnić samobójstwo, a myśl o tym towarzyszyła mi nieustannie. Boję się, jak ona to przyjmie, albo że nie przejmie się i powie, że wymyślam choroby, żeby zwrócić na siebie uwagę. Ponadto mieszkam w internacie i obawiam się, że ujawnienie moich problemów mogłoby spowodować przeniesienie mnie do szkoły w moim miasteczku, bym nie musiała dojeżdżać, a bardzo tego nie chcę, gdyż w mojej obecnej szkole i internacie znalazłam prawdziwych przyjaciół. Może jeszcze dodam (w wielkim skrócie oczywiście) że pochodzę z rodziny alkoholowej, mama razem ze mną i moim bratem odeszła od ojca kiedy miałam 8 lat, niecały rok temu zmarł mój ojczym, którego bardzo kochałam, natomiast w listopadzie zmarł chłopak, z którym byłam związana ponad rok - przedawkował narkotyki. Piszę to ponieważ wiem, że takie ciężkie przeżycia czasem są kluczowe przy ocenie stanu psychicznego. Bardzo proszę o jakaś poradę - czy te dziwne rzeczy,które się ze mną dzieją, są niebezpieczne, co one oznaczają, co mam robić?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dziwne objawy - co one oznaczają?

Witam, Mam pytanie, a nawet kilka pytań. Od kilku miesięcy mam dziwne objawy boli mnie głowa, jest to ból uciskowy czubka głowy lub prawej skroni, czasami boli mnie tył głowy. Dodam, że czasami "mrowi" mnie głowa, coś jakby swędziało. Po...

Witam, Mam pytanie, a nawet kilka pytań. Od kilku miesięcy mam dziwne objawy boli mnie głowa, jest to ból uciskowy czubka głowy lub prawej skroni, czasami boli mnie tył głowy. Dodam, że czasami "mrowi" mnie głowa, coś jakby swędziało. Po za tym, drętwieje mi prawa ręka (mrowienie) oraz prawa strona buzi, czasami mam też wrażenie jakby drętwiało mi całe gardło. Teraz mogę powiedzieć, że ortopeda stwierdził 3 stopień zwyrodnienia odcinka kręgosłupa szyjnego, a to nie powinno dawać takich objawów. Jednak kręgosłup szyjny jak i piersiowy dosyć często mnie bolą. Po za tym czasami mam potworne zawroty głowy i uczucie jakbym miała zaraz zemdleć, choć w życiu mi się to nie zdarzyło. Nagle robi mi się duszno i na przemian zimno i gorąco i czuję jakbym miała upaść i nic się nie dzieje. Najczęściej takie sytuacje mają miejsce gdy jadę samochodem jako kierowca (stara się jeździć z kimś, w razie czego). Jadę i nagle uczucie jakbym miała zasłabnąć. W dzieciństwie chorowałam na migreny, miałam kilka razy robione EEG, ale nigdy TK, bo nigdy nie było ku temu wskazań, bo EEG było w normie. Co to może być, bo na dzień dzisiejszy to mam wszystkie choroby głowy na lekkich zaczynając a na guzach i nowotworach kończąc. Pozdrawiam DEEP Dodam jeszcze że zbliżam się do 30stki, jestem osobą wykształconą i zamiast cieszyć się życiem non stop zamartwiam się, że coś mi jest. Kiedyś już leczyłam się na nerwicę lękową, miałam podobne objawy. Jak sobie z nią poradzić bez leków od specjalisty????????

odpowiada 3 ekspertów:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Monika Prus
Mgr Monika Prus

Przeraża mnie całe życie...

Mam 20 lat, jestem studentką co szczególnie mi ciąży. Swoją przygodę ze studiami rozpoczęłam już rok temu, kiedy zamierzałam wybrać się na wybrany przeze mnie kierunek, jednak po jednorazowym pobycie tam uciekłam z płaczem. Przerażało mnie to, że nikogo nie...

Mam 20 lat, jestem studentką co szczególnie mi ciąży. Swoją przygodę ze studiami rozpoczęłam już rok temu, kiedy zamierzałam wybrać się na wybrany przeze mnie kierunek, jednak po jednorazowym pobycie tam uciekłam z płaczem. Przerażało mnie to, że nikogo nie znam a poza tym wydarzył się incydent z powodu, którego poczułam ogromny wstyd a mianowicie: okazało się przy odbiorach indeksów, że mojego nie ma więc kobieta zajmująca się tym zapytała, kiedy składałam papiery do szkoły. Od razu poczułam, że czerwienieje na twarzy i nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, więc jakieś dziewczyny zaczęły się śmiać, a mi było strasznie wstyd :( zrezygnowałam. Kiedyś nie byłam osobą wstydliwą dla której problemem było pójście na pocztę lub w jakieś inne publiczne miejsce, natomiast teraz ciągle unikam konieczności pójścia gdziekolwiek byle tylko nie musieć rozmawiać z obcymi ludźmi. Aktualnie rozpoczęłam studia po raz 2. Oblałam swój pierwszy egzamin, mimo sporej ilości czasu poświęconej na naukę, co strasznie mnie podłamało. Nie wierzę w siebie. Jeżeli chodzi o te studia to od początku było tak, że robiłam je ze względu na mojego tatę. Gdyby nie on uciekłabym stamtąd jak najszybciej. Wściekłby się gdybym po raz kolejny rzuciła studia. Gdy tylko wspominam o tym, że te studia są dla mnie jak za karę bo z nikim nie rozmawiam, egzaminy mnie stresują, on mówi że najlepiej siedzieć w domu i nic nie robić a przecież to nieprawda. Nie potrafi zrozumieć że ja się od nich wykręcam nie dlatego, że mi się po prostu nie chce a dlatego, że gdy przychodzi weekend zajęć nie śpię w nocy ze stresu, serce mi wali i czuję jakbym miała zaraz zemdleć.. Chcę mi się płakać bo wiem, że nie dam sobie z tym rady. Wmawiam sobie: będzie dobrze i na moment przechodzi cały te strach ale co z tego kiedy za chwilę znów wraca.. Żyję w ciągłym stresie. Już raz korzystałam z rady psychologa, byłam na kilku spotkaniach jednak bez skutku. Rodzice mnie wspierają ale wiem, że zawiodłam ich nie raz i zrobię to na pewno po raz kolejny. Nie chce mi się żyć. Co robić?    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z chorobą przyjaciółki?

Mam świetną przyjaciółkę. Znamy się nie cały rok ale bardzo lubimy. Nie dawno okazało się, że jest ona chora na nerwicę i na coś jeszcze związane z przełykiem. Boję się z nią dłużej przyjaźnić ale też nie fair byłoby zostawić...

Mam świetną przyjaciółkę. Znamy się nie cały rok ale bardzo lubimy. Nie dawno okazało się, że jest ona chora na nerwicę i na coś jeszcze związane z przełykiem. Boję się z nią dłużej przyjaźnić ale też nie fair byłoby zostawić ją samą podczas choroby(dotychczas zawsze tak robiłam. Zawsze zostawiałam przyjaciółkę samą w najgorszym momencie) jednak po niej widzę, że nie chce żebym ją opuszczała. Błagała żebym nadal się z nią przyjaźniła. Bardzo się boję ale pomimo lęku nadal jestem przy niej. Celem mojego pytania jest to jak zachowywać się przy niej wiedząc, że jest chora. Sama bardzo przeżywam jej chorobę... Przepłakałam nie jedną noc po tym jak powiedziała mi że jest chora... Nie umiem wyobrazić sobie co by było gdyby teraz zmarła... Nadal z nią zostać czy po prostu powiedzieć "żegnaj" i zostawić? Proszę o pomoc i wskazówki jak zachowywać się w stosunku do niej tak żeby jej nie denerwować.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy żółtaczka wpływa na moje samopoczucie?

Witam, Mam 18 lat, jestem kobietą. Choruję na żółtaczkę, mam bardzo słabą odporność, jednak nie sądzę, by miało to jakiś związek z moim stanem duchowym. Od pięciu lat nie potrafię ustabilizować mojego nastroju. Popadam ze skrajności w skrajność. Wystarczy...

Witam, Mam 18 lat, jestem kobietą. Choruję na żółtaczkę, mam bardzo słabą odporność, jednak nie sądzę, by miało to jakiś związek z moim stanem duchowym. Od pięciu lat nie potrafię ustabilizować mojego nastroju. Popadam ze skrajności w skrajność. Wystarczy błahostka, jak niemiłe zachowanie sprzedawczyni w sklepie, zła ocena w szkole, poczucie źle wypełnionego obowiązku, zły wygląd, bym kompletnie się załamała. Czasem dzieje się to zupełnie bez powodu. W jednej chwili tracę ochotę na wszystko, nie mam siły zająć się nauką/innymi obowiązkami, przez co jeszcze bardziej się nakręcam i załamuję. Czasem myślę o śmierci. Na następny dzień przeważnie wszystko jest w porządku, do czasu gdy znów spotka mnie coś przykrego. Wahania nastroju nękają mnie czasem codziennie, czasem raz na tydzień. Nie potrafię zaplanować swojej przyszłości. Kończę liceum, powinnam już dawno wybrać kierunek studiów, jednak na nic nie umiem się zdecydować. Nie wyobrażam sobie siebie za 5-10 lat. Potrafię myśleć jedynie o bieżących sprawach. Gdy zaczynam o tym myśleć, zazwyczaj tracę humor i ochotę na cokolwiek. Kiedyś próbowałam porozmawiać o tym z mamą, jednak po tym czułam się o wiele gorzej. Mam niewielu przyjaciół, nie potrafię się nikomu zwierzać, okazywać uczuć. Nigdy tego nie robiłam. Mimo, że jestem już dorosła nie wyobrażam sobie siebie w związku. Czasem nawet chciałabym mieć kogoś bliskiego, jednak jeśli miałabym taką szansę wiem, że bym uciekła w obawie konieczności otwarcia się przed kimś, myślę, że nie potrafiłabym spełnić oczekiwań drugiej osoby. Kilka lat temu wybrałam się do psychologa szkolnego, jednak z nim również nie potrafiłam rozmawiać. By ukryć swoje uczucia zaczęłam kłamać. Na zewnątrz raczej nie okazuję swoich uczuć, emocji, wygląda, że wszystko jest w porządku. Zazwyczaj "gram", by ukryć swój prawdziwy nastrój. Staram się zdrowo odżywiać, uczę się dosyć dobrze. Organizuje sobie czas, by nie mieć go na pesymistyczne myślenie. Próbuję nie dopuszczać do sytuacji, która mogłaby po raz kolejny sprokurować łzy. Chciałabym uzyskać poradę, jak lepiej radzić sobie sama ze sobą, jak odnaleźć się w życiu. Zawsze byłam bardzo podatna na wpływy otoczenia, chciałabym się ustabilizować. Nie wyobrażam sobie jednak wizyt u psychologa, nie potrafię zwierzać się najbliższym, tym bardziej nie potrafiłabym tego robić przy obcej osobie. Bardzo liczę na pomoc i z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Napady zimna i gorąca

Mam 16 lat, od 2 lat mam przewlekłe bóle głowy, byłam z tego powodu w szpitalu na badaniach, które nic nie wykazały, a więc diagnoza została postawiona - stres, nerwy. Ostatnio doszły do tego napady zimna i ciepła, gdy idę...

Mam 16 lat, od 2 lat mam przewlekłe bóle głowy, byłam z tego powodu w szpitalu na badaniach, które nic nie wykazały, a więc diagnoza została postawiona - stres, nerwy. Ostatnio doszły do tego napady zimna i ciepła, gdy idę do szkoły nagle pojawia się między mną a światem jakaś bariera, zaczynam się stresować choć nie mam kompletnie żadnego powodu. Odczuwam tak mocno nerwy, że zaczyna mnie boleć głowa, pocą mi się ręce i skacze mi ciśnienie. Raz jest mi bardzo ciepło i mam ochotę zdjąć z siebie ubrania, a zaraz jest mi bardzo zimno. Dzisiaj byłam już pewna, że zaraz pęknie mi głowa. W moim życiu zawsze się wiele działo, ojciec alkoholik, teraz ojczym i przyrodnia siostra, wielkie zmiany na gorsze, zmiany przyzwyczajeń. Zachowuję się jak osoba wstydliwa i lękliwa choć nigdy taka nie byłam, czuję się jak w jakimś bunkrze, oddzielona od świata, boję się cokolwiek mówić, boję się samotności której w gimnazjum zaznaję tak wiele [zostałam rozdzielona z przyjaciółką, a w klasie nie znalazłam ,,bratniej duszy''] dlatego też wyrobiłam sobie takie bardzo głupie myślenie - ojej co on /ona o mnie powie, co o mnie pomyśli. Staram się usilnie zrobić na kimś wrażenie, bo boję się że wszyscy mnie zostawią, że zostanę sama, boję się zwykłych przyziemnych rzeczy. To wszystko przekłada się na moje zdrowie fizyczne [mieszanka wybuchowa ] -ból głowy napady zimna i psychiczne wyczerpanie. Być może depresja, nerwica? Co mogę zrobić? Bardzo proszę o odpowiedź i z góry bardzo dziękuję. Czy te skoki ciśnienia mogą być niebezpieczne?    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak radzić sobie z codziennym stresem, czy ja mam depresję?

Od kilku miesięcy nie panuję nad sobą, wybucham taką złością, że jeszcze nigdy nie było we mnie takich negatywnych emocji. Pracę mam ciężką fizycznie, meczy też mnie psychicznie, bo mam sporo rzeczy na głowie. Ludzie w pracy nie są...

Od kilku miesięcy nie panuję nad sobą, wybucham taką złością, że jeszcze nigdy nie było we mnie takich negatywnych emocji. Pracę mam ciężką fizycznie, meczy też mnie psychicznie, bo mam sporo rzeczy na głowie. Ludzie w pracy nie są pomocni, każdy patrzy na siebie. Kiedyś, jak przyszłam do pracy każdemu pomagałam, ale przestałam, bo widzę, że nikt nie potrafi nawet powiedzieć dziękuję. Mam 3-letnią córkę - ona też potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Pracuję do późna. W domu jestem o 24, kładę się spać o 1. Moja córka przez całą noc potrafi mnie budzić po 3-4 razy, kiedy wstaję o 8-9 nie mam sił wstać, czuję się jak głaz. Wchodzę do salonu, kuchni i jak widzę bałagan, doprowadza mnie to do szalu. To jest kolejna rzecz, która mnie wyprowadza z równowagi. Po południu idę do pracy, tam też nie czeka na mnie nic dobrego. Wieczny stres i brak zrozumienia doprowadza mnie do tego, że często zdarza mi się krzyknąć na kogoś podkreślam, że na samym początku pracy było wszystko OK, każdy wydawał się w porządku itd. Teraz nawet ci, których lubiłam wydają mi się niefajni. Wieczorem przyjeżdża mój partner - ledwo wsiądę do auta już się kłócimy. Denerwuje mnie jego podejście do życia, dobija mnie codziennie, dla niego najważniejsze jest żeby zebrać jak największą sumę pieniędzy dla mnie nie. Jest to przykre, ale nigdy nie usłyszałam od niego pochwały. Jak mieliśmy problemy finansowe znalazłam szybko pracę, spłaciłam nasze długi i do tego odkładam 3/4 mojej wypłaty i jeszcze słyszę, że moja praca nic nie daje. Jak mam się czuć kiedy się staram, żeby nam dobrze w życiu było, a on wiecznie niezadowolony jest? Kiedy znalazłam pracę usłyszałam miłe słowa od mojej koleżanki, nie od niego. Dla niego ważne jest to, żeby się dorobić, mieć piękne auto - nie zauważa tego, że ja jestem coraz bardziej słaba psychicznie, że nie mam już sił na nic. Nie mam ochoty się do niego przytulić, nie mam ochoty na niego nawet patrzeć, jest dla mnie obojętny. Gdyby nie to, że mamy córkę myślę, że już bym go zostawiła. Kocham go, ale rani mnie tym, że nie docenia mnie w ogóle. Kiedyś byłam uśmiechnięta, miałam dużo znajomych, miałam mnóstwo pomysłów. Mam do dziś pełno pomysłów na życie, ale on odbiera mi chęć do życia. Chciałam iść na prawo - jazdy stwierdził, że nie będzie nas stać na drugie auto. Chciałam iść na kurs angielskiego - stwierdził, że nie mamy pieniędzy i że jak stracę parce to będzie ciężko. W mojej firmie jest tak, że zatrudniają na 9 miesięcy, a potem dają 3 miesiące przymusowego urlopu, tak więc jak będę szukać nowej pracy, a nie znajdę, mogę tam wrócić, choć modlę się do Boga, żeby tam nie wrócić. Chciałabym lepszą pracą, chciałabym wrócić do tego stanu psychicznego co kiedyś.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy odstawienie leków antydepresyjnych mogło spowodować zatrzymanie się miesiączki?

Witam, Mam pytanie, a brzmi ono tak: tydzień temu odstawiłam lek antydepresyjny, brałam ten lek ponad trzy lata. Mam okropne zawroty głowy, dziwne uczucie jakbym była momentami poza swoim ciałem i patrzyła na siebie z boku. Chcę to przezwyciężyć....

Witam, Mam pytanie, a brzmi ono tak: tydzień temu odstawiłam lek antydepresyjny, brałam ten lek ponad trzy lata. Mam okropne zawroty głowy, dziwne uczucie jakbym była momentami poza swoim ciałem i patrzyła na siebie z boku. Chcę to przezwyciężyć. Natomiast problem jest w tym, iż zatrzymała mi się miesiączka. Mam normalne objawy jak przed@, bolące podbrzusze i piersi, dziwne jest tylko to, że bolą mnie sutki, a nie całe piersi. Czuję się jakbym miała dostać zaraz krwawienia, a tak nie jest. Pytanie brzmi: czy odstawienie leków jest przyczyną braku krewienia, czy może to być ciąża? Na razie @ spóźnia mi się 1 dzień, ale wcześniej miałam @ co do dnia. Z poważaniem

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy musze zgłosic się do jakiegoś specjalisty?

Witam, Mam na imię Weronika, mam 11 lat. Od urodzenia śpię z mamą, nie wiem dlaczego jakoś jak kładę się sama spać ogarnia mnie strach i zaczynam płakać. Wiem, to dziecinne, ale ja naprawdę nie wiem jak sobie z tym...

Witam, Mam na imię Weronika, mam 11 lat. Od urodzenia śpię z mamą, nie wiem dlaczego jakoś jak kładę się sama spać ogarnia mnie strach i zaczynam płakać. Wiem, to dziecinne, ale ja naprawdę nie wiem jak sobie z tym poradzić :(. Chce dodać, że jestem bardzo nerwowa, gdy coś mi się nie udaje wypędza mnie to z równowagi. Zawsze przed sprawdzianami bardzo się denerwuję, zaczynają mi się pocić ręce, w gardle mam kamień, nogi robią mi się w waty. Mama się śmieje i dziwi się jak ja napiszę np. maturę. Mówiliśmy o tym dla doktora, lecz on tylko przepisał mi syrop - oczywiście jak go wypije no to przechodzi mi cała złość. Dlaczego wyprowadza mnie z równowagi nawet jak koleżanka zrzuci mi piórnik na lekcji? Nie ma dnia, w którym się bym nie zdenerwowała. Chce dodać jeszcze, że mam wadę serca od dziecka - czy te nerwy jakoś się nie będą za mocno odbijać na moim zdrowiu? Proszę o najszybszą odpowiedz! :((

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to właśnie nerwica?

A więc jestem chłopakiem i mam 17 lat. Ostatnio odczuwam lęk przed różnymi rzeczami, kumuluje się on gdy jestem sam przez dłuższy czas i wieczorami, np. lęk przed opętaniem lub tym, że nie zasnę i w konsekwencji nie wyśpię się...

A więc jestem chłopakiem i mam 17 lat. Ostatnio odczuwam lęk przed różnymi rzeczami, kumuluje się on gdy jestem sam przez dłuższy czas i wieczorami, np. lęk przed opętaniem lub tym, że nie zasnę i w konsekwencji nie wyśpię się do szkoły, albo że choruje na nieuleczalną chorobę. W każdym bądź razie zaraz po odczuciu lęku, czuję gorąco, szybsze bicie serca, przypływ siły przez co nie mogę zazwyczaj spać, podczas tego czuję później zmęczenie. A potem przemiennie zmęczenie i przypływ energii. Później zaczyna się ból głowy i mrowienie. Nie potrafiąc nad tym zapanować wpadam w obłęd, nie wiem co się dzieje, boję się tego co się ze mną dzieje i chce żeby to się skończyło, a najlepiej jakbym umarł. Czy to mogą być objawy nerwicy, a może czegoś gorszego? Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to, że nienawidzę mężczyzn jest objawem choroby psychicznej?

Wydaje mi się, że jest to już choroba psychiczna - nienawidzę mężczyzn. Chociaż sama jestem ze swoim partnerem, czasem wydaje mi się, że nienawidzę również jego, mimo że go kocham. Mam uprzedzenia w stosunku do nich. Od dziecka wpajane było...

Wydaje mi się, że jest to już choroba psychiczna - nienawidzę mężczyzn. Chociaż sama jestem ze swoim partnerem, czasem wydaje mi się, że nienawidzę również jego, mimo że go kocham. Mam uprzedzenia w stosunku do nich. Od dziecka wpajane było mi, że facet to najgorsza istota. Potrafi tylko ranić i myśli jedynie o seksie. Chyba myślę tak samo…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Dlaczego czuję się przytłoczona, niepotrzebna i jakbym znikała powoli?

Witam, Od jakiegoś czasu czuję się niepotrzebna. Zazwyczaj bywałam bardzo wesołą osobą i pozytywnie patrzącą na świat, ale od jakiegoś czasu coś się popsuło, coś jest nie tak. Zacznę od tego, że pracuję jako niania i opiekuję się czterolatką, która...

Witam, Od jakiegoś czasu czuję się niepotrzebna. Zazwyczaj bywałam bardzo wesołą osobą i pozytywnie patrzącą na świat, ale od jakiegoś czasu coś się popsuło, coś jest nie tak. Zacznę od tego, że pracuję jako niania i opiekuję się czterolatką, która od września chodzi do przedszkola. Wcześniej zajmowałam się małą przez 8 - 9 godzin, teraz jest to 4 godziny (ale przez ponad 2 miesiące była chora od listopada do połowy stycznia więc byłam z nią cały czas w domu). Podczas nieobecności małej nie wiem co ze sobą zrobić. Próbuję znaleźć jakieś dodatkowe zajęcie, ale jak na razie nie ma ofert. Czy za bardzo przywiązałam do małej (opiekuję się nią ponad rok i mam 22 lata), czy może przytłacza mnie sytuacja w domu? Zamieszkała moja mama ze mną, ponieważ u niej w domu rury pozamarzały i nie da się mieszkać zimą, ale mama nie stroni od alkoholu i bardzo mnie denerwuje to, że pije, siostra mówi „wyrzuć ją, wyrzuć!”, ale jak to mogę zrobić? Jak mam wyrzucić matkę na minusową temperaturę? Faktem jest to, że zazwyczaj nie mam ochoty wracać do domu, bo tylko myślę czy mama jest pijana, czy wypiła jakieś piwo itd. Czasami mam ochotę wyjechać jak najdalej… :( Co się ze mną dzieję? Jestem przygaszona, bardziej impulsywna. Bardzo proszę o odpowiedź…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego, choć wiem, że muszę być twarda, pragnę tylko śmierci?

Chcę, aby te cierpienie wreszcie się skończyło. Mam dość ciągłego płaczu do poduszki w nocy, żeby nikt nie wiedział. Wszyscy uważają mnie za osobę, której psychiki nie da się zburzyć, ale ona już jest zburzona - od pewnego czasu myślę...

Chcę, aby te cierpienie wreszcie się skończyło. Mam dość ciągłego płaczu do poduszki w nocy, żeby nikt nie wiedział. Wszyscy uważają mnie za osobę, której psychiki nie da się zburzyć, ale ona już jest zburzona - od pewnego czasu myślę o samobójstwie, wiem, że to głupie uciekanie przed problemami i w ogóle, że niby to będzie cios dla moich bliskich i w ogóle, ale ja czuję, że oni poczują tylko ulgę. Z rodzicami nie rozmawiam o swoich problemach, a przyjaciele uważają mnie za osobę, która ma wszystko gdzieś, która jak nie pasuję jej coś to wstanie i powie to na głos, bo taka właśnie jestem, ale w środku czasem jednak potrzebuję wsparcia - nikt tego nie rozumie... Życie po woli traci dla mnie sens, zaczęłam często pić alkohol, także od pewnego czasu palę nałogowo, zastanawiam się nad braniem narkotyków (może to mi pomoże, ale wątpię) - przynajmniej odpłynę na jakiś czas i poczuję ulgę, nie wiem co będzie dla mnie lepsze, ale wiem, że będę musiała nie długo podjąć jakaś decyzję i nie wiem czy słuszną… Powiem, że takie wyżalenie się jest fajne, może przyniesie ulgę i nic nie zmienię w swoim życiu. Wiem, muszę być twarda, chcę taka być.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy będę się kiedyś czuła dobrze?

Zaczęłam leczyć się na depresję już jako nastolatka, wspominam ten okres jako wiele miesięcy terapii bez sensu - co pewien czas zmiana leków i braku poprawy nastroju, a nawet pogorszeniu przez dostosowywanie się do coraz to nowych tabletek. Finalnie lekarka...

Zaczęłam leczyć się na depresję już jako nastolatka, wspominam ten okres jako wiele miesięcy terapii bez sensu - co pewien czas zmiana leków i braku poprawy nastroju, a nawet pogorszeniu przez dostosowywanie się do coraz to nowych tabletek. Finalnie lekarka chciała mnie wysłać do zakładu, byłam wtedy w liceum i przerwałam terapię. Przestraszyłam się przede wszystkim mamy, która zakazywała mi chodzić do psychiatry, uważając, że sobie wymyślam i to ona z naszej dwójki - samotna matka, z wieloma sprawami na głowie - ma problemy, a nie ja, gówniara nie znająca życia. Problem w tym, że uważnie obserwuję świat i myślę o chyba zbyt wielu sprawach. Jestem wrażliwa i zauważam stanowczo za dużo złego w otoczeniu, było to zauważalne już, kiedy zaczęłam się leczyć - miałam te szesnaście lat, a teraz, kiedy mam dwadzieścia dwa, zmieniło się na jeszcze gorsze. Nie jestem w stanie cieszyć się niczym co mnie spotyka - pomijając już fakt, że spotyka mnie wiele przykrości. Nie mam żadnej mobilizacji do robienia czegokolwiek, nawet wstanie rano często przeciąga się do leżenia w łóżku do szesnastej i wstawania tylko z musu, żeby domownicy się niepokoili. Ciągle jestem smutna, zmęczona, płaczę i w niczym nie widzę sensu - piję albo palę żeby móc jakoś sobie z tym poradzić, nie do przesady, ale jeśli nie znajdę jakiegoś wyjścia z tej sytuacji, mogę popaść w alkoholizm albo narkotyki, bo przynosi mi to ulgę, mobilizuje mnie do wyjścia z domu i rozmowy ze znajomymi. Czasem zamiast smutku i myśleniu źle o sobie, jestem zirytowana i źle myślę o ludziach - większość to kretyni, do niczego nie dążą, szczególnie źle wypadają kobiety, czasem nie potrafię być miła, kiedy próbują zagadać do mnie o nieinteresujących mnie rzeczach - ubraniach, makijażu czy nawet telewizji, której nie jestem w stanie oglądać bez poczucia starań zrobienia ze mnie na siłę wesołej idiotki z potrzebą konsumpcjonizmu. Nie chcę stać się w zgorzkniała albo zarozumiała, ale nie potrafię powstrzymać tego nihilizmu. Wiosną zeszłego roku rozstaliśmy się z chłopakiem, z którym byłam ponad pięć lat, musiałam wrócić do mieszkania mojej mamy w którym już trzy lata nie mieszkałam - straciłam pracę i bez pieniędzy nie miałam możliwości wynajmu niczego. Potem zakochałam się nieszczęśliwie w kimś, kto mnie zostawił zaraz, gdy się zabawił - od tamtej pory już w ogóle sukcesywnie tracę kontakt z rzeczywistością. Przestałam wierzyć w uczucia łączące ludzi, w to że cokolwiek w życiu mi się uda. Próbowałam zdać na studia, ale się nie udało. Znalazłam pracę, żeby nie mieć czasu na myślenie - zamieszkałam na miejscu, ale szybko wróciłam do domu, bo nie radziłam sobie nawet ze sobą a co dopiero z ogarnianiem obowiązków - z resztą trzeba było codziennie wstawać o szóstej a często dopiero o tej porze udaje mi się zasnąć. Wydaje mi się, że nie mam przyjaciół - każdy ma swoje problemy i sprawy na głowie, swoje życie. Często czuję się strasznie, nie mam ochoty wychodzić, bo i tak do nikogo bym się nie odezwała, a za godzinę jedyne czego potrzebuję, to z kimś się zobaczyć - i wtedy najczęściej okazuje się, że nie mam z kim - więc siedzę sama w domu. Dziś wstałam o 10 ale już o 11 musiałam się położyć, bo byłam zmęczona i smutna, zaraz potem zaczęłam czuć się tak źle, że było to trudne do wytrzymania, narastający ścisk w gardle - mamie, szykującej się do pracy powiedziałam że mam okres i dlatego tak wyglądam, a zaraz kiedy wyszła, skończyłam w łazience, wymiotując i płacząc na raz. Nie wiem, co mam robić - to depresja, czy dystymia, bo trwa już tak długo że na stałe wpisało się w mój sposób postrzegania świata? Co na to wpływa? Od dzieciństwa połykam wręcz książki (rozwód rodziców, kłótnie, matka dużo krzyczała i często mnie biła, z rówieśnikami też nie dogadywałam się najlepiej, więc uciekałam w ten inny świat), kiedy czuję się trochę lepiej, czytam średnio jedną dziennie (szybko mi to idzie), uczestniczyłam i organizowałam wiele akcji charytatywnych, prozwierzęcych, od zawsze malowałam, rysowałam, rzeźbiłam - teraz mało, nie mam na to siły, a kiedy już coś robię, jest to wybitnie przygnębiające. Badałam ostatnio IQ i wyszło mi 150, generalnie uważam takie testy za głupotę, ale może jest w tym jakaś racja, może to jest powód tego, że czuję wiszący w powietrzu bezsens, kiedy widzę że ludzie cieszą się z sobotniej wyprawy do centrum handlowego. Oddałabym wiele, żeby pozbyć się mojego sposobu postrzegania świata, ale zastanawiam się, czy sama go w ten sposób rozbudziłam czy to co robię - poza smuceniem się - właśnie z niego wynika. Obecnie nie leczę się, nie wierzę w nic dobrego, ale jestem już tak zobojętniała że nawet myśli samobójcze na razie ustały, więc nie jest najgorzej. Czy są jakieś sposoby na to, żebym znowu przeszła przez dzień bez płaczu? Zaczynam myśleć o tym, że jestem tak niedostosowana i ciążę matce siedzeniem w domu, że kiedy zrobi się ciepło, po prostu spakuję się i wyruszę autostopem gdziekolwiek - mieszkanie na skłocie gdzieś w Niemczech albo zaaklimatyzowanie się w górach jako pomoc przy zwierzętach wydają mi się lepszym rozwiązaniem niż trzecie z kolei lato (zauważyłam, że wtedy czuję się już w ogóle paskudnie) spędzone w pozycji leżącej, przy spuszczonych roletach, odmawianiu posiłków i wstawaniu po to, żeby spędzić parę bezsensownych godzin przed komputerem. Wewnątrz jestem tak poszatkowana, że nie wierzę, że uda mi się kogoś pokochać, więc czemu nie rzucić tego wszystkiego i nie wyjechać, może to coś zmieni?    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Uczucie odrealnienia i pesymizm

Witam! Od kilku miesięcy, nie wiem dokładnie ilu, ale szacuję, że stan ten zaczął się w sierpniu, więc trwa już ok. 5 miesięcy dziwnie się czuję. Nie mam depresji, nie o to chodzi. W ogóle, w tym roku skończę dopiero...

Witam! Od kilku miesięcy, nie wiem dokładnie ilu, ale szacuję, że stan ten zaczął się w sierpniu, więc trwa już ok. 5 miesięcy dziwnie się czuję. Nie mam depresji, nie o to chodzi. W ogóle, w tym roku skończę dopiero 16 lat, więc raczej nie biorę pod uwagę żadnych zaburzeń. Powracając do opisu mojego stanu - nigdy nie byłam przesadną optymistką, ale kiedyś moje życie i światopogląd wyglądały zupełnie inaczej. Dziś nie potrafię się z niczego cieszyć, ale też z niczego właściwie się nie smucę. Nie odczuwam żadnych uczuć, oprócz rozgoryczenia z właśnie tego powodu. Czasem myślę o tym, co by się stało, gdybym stąd zniknęła, ale nie są to raczej myśli samobójcze. Od czasu do czasu robię coś głupiego, by, jak to mówią, podnieść swój poziom adrenaliny, coś wreszcie poczuć. Przeszkadza mi to, jeśli chodzi o stosunki w grupie, bowiem ludzie nie rozumieją takiego zachowania (co wydaje mi się normalne, ja też nie rozumiem, dlaczego czasem robię wobec nich takie rzeczy). Mojemu codziennemu życiu towarzyszy też uczucie odrealnienia. Wydaje mi się, bardzo często, że moje życie nie jest prawdziwe, że to tylko film. Co więcej - wręcz czuję się obserwowana. Wydaje mi się, że ludzie znają moje myśli, co oczywiście jest bzdurą i dobrze o tym wiem. Bywają chwile, że z powodu tego lęku, iż ludzie wiedzą, co zrobiłam i o czym pomyślałam, nie mogę oddychać. To znaczy... Kontroluję oddech, wydaje mi się, gdy przestanę to robić, to w ogóle przestanę oddychać. Prowadzi to w wielu momentach do tego, iż mocno się krztuszę, czuję ucisk w klatce piersiowej, nie mogę się doczekać, aby wyjść z tłumu i w samotności wszystko sobie uregulować. Czasem ten stan pojawia się także w nocy, gdy się budzę. Bo, choć przeważnie nie mam problemów z zasypianiem (zawsze chodziłam spać późno, ok. 1), to nie mogę płynnie przespać całej nocy. Poza tym wszystkim, nie mam większych problemów ze sobą, co więcej, odrealnienie pomogło mi przełamać wrodzoną nieśmiałość, bowiem teraz właściwie nie odczuwam żadnych konsekwencji swoich czynów, czy słów. Powiem nawet więcej - od wakacji często nachodzą mnie słowotoki, co nigdy się nie zdarzało, jestem z natury lakoniczna. Mimo tych zalet, czuję się nieswojo, dlatego piszę. Powiedzcie mi, proszę, czy mój stan wynika z lenistwa, dojrzewania, jakiejś choroby fizycznej (dodam, że mam problemy z odczuwaniem smaku i zapachu), czy po prostu coś jest ze mną nie tak? PS:. Dlaczego piszę na stronie o zaburzeniach psychicznych, mimo iż zakładam, że ich nie mam? Mój tata był chory, nie pamiętam już dokładnie, ale chyba było to coś dwubiegunowego. Mimo wszystko więc boję się, że ten stan może być początkiem czegoś ciężkiego. Pomóżcie.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty