Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Nerwica żołądka - objawy

Witam. Mam 16 lat i często mam bóle brzucha. W październiku wywiozła mnie karetka do szpitala, gdzie leżałam dwa tygodnie. Wykryli mi choroby związane z żołądkiem i przepisali leki. Lecz one nic nie pomogły. Po wyjściu ze szpitala bóle...

Witam. Mam 16 lat i często mam bóle brzucha. W październiku wywiozła mnie karetka do szpitala, gdzie leżałam dwa tygodnie. Wykryli mi choroby związane z żołądkiem i przepisali leki. Lecz one nic nie pomogły. Po wyjściu ze szpitala bóle występują częściej i często robi mi się słabo i ostatecznym wynikiem jest utrata przytomności. Czy to nerwica żołądka?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Czy słusznie odejrzewam u siebie nerwicę?

Witam, mam 30 lat. Od jakiegoś czasu miewam wewnętrzne lęki, które utrudniają mi codzienność, polegają one na tym, że przejmuję się sprawami, które kiedyś były mi obojętne. Pracuję na stanowisku gdzie nie brakuje mi stresu. Najbardziej te lęki nasilają się...

Witam, mam 30 lat. Od jakiegoś czasu miewam wewnętrzne lęki, które utrudniają mi codzienność, polegają one na tym, że przejmuję się sprawami, które kiedyś były mi obojętne. Pracuję na stanowisku gdzie nie brakuje mi stresu. Najbardziej te lęki nasilają się kiedy muszę wyjść do pracy, a ustępują kiedy ją kończę. Jeszcze silniejsze są w niedzielę, kiedy np. kończy się weekend i muszę rozpocząć nowy tydzień. W pracy przejmuję się nieistotnymi sprawami, np. kto i co na mój temat gdzieś tam powiedział, czy przypadkiem coś się nie wydarzy, a jak tak to co ja w tej sytuacji zrobię. Ogólnie nie potrafię uruchomić w sobie obojętności na nic nieznaczące dla mnie spraw. Mam wrażenie, że martwię się, lękam jak gdyby na zapas nawet wtedy, gdy jestem w kinie czy na spotkaniu u znajomych. Pojawiły się również kołatania w klatce piersiowej w okolicy serca, trwają sekundę bądź dwie i ustępują z chwilą mojego głębokiego wdechu powietrza i stąd moje podejrzenia, że to możne być nerwica. Zwalam to wszystko na pogodę, że za oknem jest zima, mało słońca, mało zieleni i być może wiosną będzie mi lepiej. Proszę mi powiedzieć czy samo to przejdzie, czy mam zgłosić się z tym do lekarza po jakieś środki farmakologiczne. Bardzo proszę o poradę. Mariusz

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy napady lęku spowodowała nerwica?

Witam, Od paru miesięcy mam nasilający się problem.... Nadmienię, że mam 46 lat i swojego czasu dużo piłem - ciągi. Jednak od ponad roku nie wpadam w nie i nawet po wypiciu sporej ilości alkoholu (raz na 2 miesiące) następnego...

Witam, Od paru miesięcy mam nasilający się problem.... Nadmienię, że mam 46 lat i swojego czasu dużo piłem - ciągi. Jednak od ponad roku nie wpadam w nie i nawet po wypiciu sporej ilości alkoholu (raz na 2 miesiące) następnego dnia nie biorę nawet piwa do ust. Dlatego o tym wspomniałem, ponieważ objawy, które chcę opisać zdarzały mi się sporadycznie na kacach - nawet po dwóch/trzech dniach niepicia. Teraz, od jakiegoś czasu nagle zdarzają mi się napady lęku, równolegle z odruchami wymiotnymi/kaszlem tak jakby coś mi stało w gardle w dołku - lub odwrotnie (zaczyna się od kaszlu). Lęk ten przechodzi w panikę. Towarzyszy temu walenie serca, drżenie rąk i jakby żołądka, poty. Nie mogę głęboko nabrać powietrza a co za tym idzie zaczynam szybko oddychać. Najgorsza jest ta panika i uczucie jakbym schodził z tego świata! Łapie mnie to niespodziewanie - podczas jazdy samochodem (koszmar!), wejściu do samolotu (jako pasażer), pójściu do dentysty, itd, itp. Nieraz towarzyszy temu wirowanie świata. Jedynie czuję się komfortowo i spokojnie siedząc w domu. Najgorsze jest to, że nie wiem kiedy i gdzie może mnie to dopaść! Będę wdzięczny za odpowiedź i pomoc. Pozdrawiam - Andrzej

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak wyleczyć stany lekowe i migrenę?

Witam, mam 27 lat, w listopadzie dopadła mnie nerwica, 2 tygodnie żyłam z nią bez żadnej konsultacji lekarskiej. Strasznie się źle czułam fizycznie i psychicznie, miałam stany paniki, a polegały na tym, że źle się czułam i przez...

Witam, mam 27 lat, w listopadzie dopadła mnie nerwica, 2 tygodnie żyłam z nią bez żadnej konsultacji lekarskiej. Strasznie się źle czułam fizycznie i psychicznie, miałam stany paniki, a polegały na tym, że źle się czułam i przez to łatwo mi było wpaść w panikę, która polegała na tym, że bałam się, że zaraz stracę poczucie rzeczywistości, strach przed wyjściem do pracy, jak się tam będę czuła, serce zaczynało walić jak młot. Trafiłam do lekarza, dostałam lek przeciwdepresyjny, miałam na początku nasilone lęki. Jakiś czasie lek pomału zaczął działać, po prostu zabierał mi myśli, nie myślał wcale tym i nawet zaczęłam się uśmiechać i coś rozmawiać bardziej. Potem na zmianę miałam gorsze i lepsze dni. Ogólnie od kilku lat mam migrenę z aurą i nadszedł czas, że moją głowę zajęły myśli oby atak się nie pojawił, biorę leki, poza tym zawsze mnie ten atak stresował, bo mąci się wzrok. Od 2 tygodni żyję w mega stresie, wróciły lęki z rana - jak wstaję, wyobraźnia moja znów zaczęła wymyślać sobie sytuacje w jakich nie chciałabym się znaleźć, bo ja jestem histeryczką nad tym jak się czuję. Nie mogę przestać myśleć, mimo że w pracy rozmawiam ze znajomymi z tyłu głowy siedzi mi myśl: „nie ciesz się, przecież źle się czujesz, pamiętaj - ja, lęk wciąż tu jestem” i rzeczywiście w pracy czuję się trochę odrealniona, coś w rodzaju snu. Nie mogę sobie poradzić, z rana znów mam odruchy wymiotne, mega lęk przed całym dniem, lęk z powodu powrotu do pracy, czucia się w domu. Proszę mi pomóc, nie daję sobie z tym rady. Nic mnie nie cieszy, schudłam 7 kg, boję się, że jeśli nawet na chwilę o tym zapomnę to lęk przed tym, że to jest jest duży. Boję się tego jak się czuję i że ta nerwica nie chce mnie opuścić. Jestem słaba, nie ma siły już, do już ok. 3 m-ce trwa, leki pomagały, a teraz przestały działać. Zawsze się denerwowałam jak się źle czułam, ale teraz dochodzą ataki paniki z tym związane, lęk przed migreną, wstaniem rano… Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy moja znajoma może być chora psychicznie?

Znajoma ma częste zmiany na stroju, wybuchy gniewu. Również ma znacznie rozbudowaną wyobraźnię, co gorsza wierzy w to, że to jest prawda.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam robić kiedy w dalszym życiu nie wiedzę najmniejszego sensu?

Jestem załamana, zrezygnowałam ze studiów, bo nie dawałam sobie rady, czułam się gorsza od innych studentów na moim kierunku, bo miałam problemy, mam dysgrafię. Nie ważne, czuję, że coś zawaliłam, że jestem głupia, że wszyscy studiują tylko nie ja,...

Jestem załamana, zrezygnowałam ze studiów, bo nie dawałam sobie rady, czułam się gorsza od innych studentów na moim kierunku, bo miałam problemy, mam dysgrafię. Nie ważne, czuję, że coś zawaliłam, że jestem głupia, że wszyscy studiują tylko nie ja, że będę mieć rok w plecy. Pracy też nie mam, jestem na utrzymaniu rodziców, czuję się jak jakichś pasożyt. W ogóle myślę, że każdy kto mnie widzimy myśli: "Ty, patrz, ale głupia". Rodzice całe życie mi wpajali, że do niczego się nie nadaję i nic nie potrafię, doszło do tego, że boję zrobić sobie nawet herbatę, żeby mi ktoś nie powiedział, że nie umiem jej robić. Siedzę sama w domu i się zadręczam, bo niby co ma robić? Wszyscy znajomi na studiach. Nie chce myśleć o przyszłości, czuję, że jestem głupia, że nigdy nie znajdę pracy i będę bezdomna. Strasznie się boję zimna, może dlatego, że myślę, że bezdomność mnie czeka. Jestem po próbie samobójczej, choć sama nie wiem czy naprawdę chciałam się zabić. Psychiatra przepisał mi kiedyś lek, nie brałam go. Ciągle myślę o tym, że nic nie robię, ta bezczynność mnie zabija, ciągle myślę żeby sobie coś zrobić i o śmierci - czuję się bezużyteczna. Czuję, ze po tej pomyłce ze studiami już się nie podniosę, a minęło już sporo czasu. Mam chłopaka, którego kocham i on próbuje mi pomóc, ale on ma własne stresy też. Nigdy nie czułam się szczęśliwa, byłam wyśmiewana w dzieciństwie, boję się ludzi. Nie chcę już żyć. Powinnam iść na jakąś psychoterapię czy do psychiatry? Ja proszę, błagam, żeby mi ktoś odp., bo czuję, że się wykańczam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Omamy nocne - czy to wpływ leków?

Witam! Moja mama ma 61 lat, od wielu lat ma problemy z migotaniem przedsionków oraz tarczycą, przyjmuje mnóstwo leków. Od jakiegoś czasu ma omamy, budzi się w nocy, widzi jak poruszają się przedmioty w pokoju. Omamy te nasilają...

Witam! Moja mama ma 61 lat, od wielu lat ma problemy z migotaniem przedsionków oraz tarczycą, przyjmuje mnóstwo leków. Od jakiegoś czasu ma omamy, budzi się w nocy, widzi jak poruszają się przedmioty w pokoju. Omamy te nasilają się, podejrzewam, że to skutek przyjmowanych przez nią leków; stąd moje pytanie: czy istnieje sposób pozbycia się tej dolegliwości? Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Panicznie boję się "dresiarzy" - co robić?

Witam, Mój problem jest tego typu, że panicznie boję się popularnych dresiarzy. Wydaje się, że nic w tym dziwnego, ale ja przesadnie. W sumie miałem w życiu kilka nieprzyjemnych spotkań z nimi, ale teraz to mi wygląda na małą obsesję....

Witam, Mój problem jest tego typu, że panicznie boję się popularnych dresiarzy. Wydaje się, że nic w tym dziwnego, ale ja przesadnie. W sumie miałem w życiu kilka nieprzyjemnych spotkań z nimi, ale teraz to mi wygląda na małą obsesję. Pracuję w centrum handlowym, obok mojego stoiska przechodzi wiele osób, są także dresiarze. Gdy tylko widzę taką grupkę to od razu skacze mi ciśnienie i najchętniej opuściłbym stanowisko pracy. Najdziwniejsze jest to, że nic złego mnie od nich nie spotkało w pracy, a mój strach jest nie do opisania. Dodatkowo mam długie włosy, co nie jest zbyt lubiane przez nich i sam sobie wkręcam, że na pewno będę miał przez to z nimi problem. W ogóle zauważyłem, że ostatnio mam jakieś katastroficzne myślenie, np. że ktoś mnie napadnie, albo ktoś mi wybije szybę w oknie. A są to symptomy zupełnie bez powodu. Staram się sam z tym walczyć, bo nie chcę iść w leki. Czy mam się zwolnić z pracy, żeby ograniczyć z nimi kontakt? To chyba będzie ucieczką od problemu. Czekam na jakąś odpowiedź i gorąco pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy zaburzenia osobowości i uczucie nicości są objawami nerwicy?

Kobieta, 18 lat. Pisząc ten post, nie potrafię wyrazić własnych uczuć. Podczas gdy weszłam na internet (ok. 16) czułam jakby smutek, rozdrażnienie. Teraz zaś sama nie wiem, niby jest normalnie, przeglądnęłam również kilka innych stron (portale społecznościowe itp.) Powinnam...

Kobieta, 18 lat. Pisząc ten post, nie potrafię wyrazić własnych uczuć. Podczas gdy weszłam na internet (ok. 16) czułam jakby smutek, rozdrażnienie. Teraz zaś sama nie wiem, niby jest normalnie, przeglądnęłam również kilka innych stron (portale społecznościowe itp.) Powinnam zacząć się uczyć. Jest już gdzieś 2 h przed północą, jednak nic mi się nie chce, nawet kłaść spać, bo niby po co? Po to, żeby jutro wstać? Żeby zacząć nowy dzień? Może jeszcze spotka mnie coś miłego, może poczuje tę odrobinkę szczęścia, może…? Bezsens. Zacznę od początku. Piszę to przypominając sobie co tak naprawdę działo się ze mną od początku, a co zauważyłam dopiero jakiś czas temu (analizując dlaczego jest jak jest). Gdyby ktoś spytał mnie o wspomnienia z dzieciństwa, z całą pewnością przeszedł by mi przez myśli jako jeden z pierwszych "nieuzasadniony strach ", jednak bałabym się o tym powiedzieć na głos (tu znów się pojawia pytanie czego się bałam.) Teraz myślę, iż mogły to być np. napady lękowe. Pamiętam jak leżałam na łóżku, bądź stałam w kościele, szkole i czułam jakbym miała zaraz umrzeć. Nie mogłam wydobyć głosu, wszystko mnie przerażało. Odwracałam się myśląc, że ktoś jest za mną, nawet co 5 min siedząc przy komputerze. Zaburzona równowaga ciała, (jednakże mogło to być spowodowane niedowagą). Nie mam żadnych problemów w domu, mimo iż moja mama, jak uważam, może mieć jakieś zaburzenia, gdyż jednego dnia jest na mnie zła i w ogóle, a drugiego zachowuje się jakby wszystko było ok, również robi rzeczy o których nie pamięta, bądź też coś sobie wymyśla i wszystkim to wpaja. Dodam iż oprócz domowników, wątpię by ktokolwiek mógł to zauważyć. W gimnazjum, z tego co pamiętam, byłam raczej zamknięta w sobie, jednakże nie tak bardzo jak w szkole podstawowej. Pamiętam, że jakoś wtedy, jak zaczęłam dojrzewać, pojawiła się nadmierna potliwość całego ciała (zwłaszcza dłonie) trwająca do dziś. Małe przygnębienie, myśl tylko o nowej szkole itp. Po zakończeniu szkoły diametralnie zmieniłam swój wygląd. Włosy, styl ubierania - to wszystko wpłynęło na moja samoocenę. Koniec wakacji - narastające podekscytowanie, szkoła o której marzyłam, modliłam się, aby tam się dostać. Szkoła średnia niestety przyniosła wprost przeciwne rezultaty. Drżenie rąk, złudzenia, że wszyscy mi zazdroszczą, że ze mnie kpią, że chcą mnie zabić (bądź może prawda), ataki agresji i depresji, zupełne zagubienie się w nicość. Modlenie się o śmierć. Zmiana szkoły, pierwsze myśli samobójcze, pierwsza próba… Nowa szkoła - wszystko niby ok, z wyjątkiem mojego przygnębienia i chęci sięgnięcia po coś konkretniejszego, co mogłoby mnie zabić lub uszczęśliwić. Pierwsze próby narkotyków, jednakże bez kontynuacji, z wyjątkiem tytoniu. Wpadniecie w nałóg nikotynowy. Wszystko zaczęło się układać, aż do kolejnego zdarzenia w moim życiu - poprzez moją wciąż trwającą zawyżoną pewność siebie próbowałam kogoś zniszczy, wówczas dla zabawy, a w rezultacie wyszło na odwrót. Zmiana osobowości - mam na myśli fakt, iż raz czuję się dzieckiem, chcę być śmieszna, mówię bzdury, aby wszyscy mnie zauważyli (postrzegli jako pustą dziewczynkę, dziecko) by się śmiali - to chyba taki mój sposób, aby ukryć smutek). Innym razem czułam się kimś dorosłym, lepszym od innym, dojrzalszym i chciałam, aby inni tak mnie postrzegali, jednak niestety niektórzy przyzwyczajeni są do tego wcześniejszego typu. Śmieję się, bo inni się śmieją, smucę, bo oni też się smucą. Pamiętam jeden dzień, w którym chciałam definitywnie, że sobą skończyć, pamiętam go szczególnie, gdyż z reguły, gdy coś dzieje się dzień wcześniej i wtedy chcę się zabić i mi się nie udaje, to na drugi dzień zapominam i żyję dalej, udając szczęście. W owy dzień wstałam mając jeden cel, kupić to, co zamierzałam. Spotkałam wtedy nieznajome dziewczyny, w moim wieku, dowartościowały mnie, mimo że nie wiedziały, po co przyszłam. Niby nic nadzwyczajnego, dla mnie akurat to było coś nowego, taka odrobina szczęścia. Na drugi dzień żałowałam, że tego nie zrobiłam. Pamiętam również jedną chwilę szczęścia, gdy wracałam od koleżanki, było późno, szlam i nagle poczułam się szczeliwa przez chwilę, na drodze, na której byłam sama, wystraszyłam się, że coś mi się stanie, a nie chcę umierać (w codzienności zaś śmierć jest moim marzeniem). Od tamtego czasu minął prawie rok, moje nieszczęście się pogłębiało, kilka prób samobójczych (zażywanie wszystkich dostępnych tabletek wraz z alkoholem), skutek- wymioty, bóle głowy. Ponad miesiąc temu zdałam sobie sprawę, że ja tak nie mogę, nie potrafię. Kiedyś, może nie aż tak bardzo, ale w jakimś stopniu na pewno cieszył mnie fakt, że będą święta, wakacje, moje urodziny. Teraz jest mi już wszystko jedno, nie zależy mi na niczym. Męczyłam się pod przykrywką, wszyscy mówili mi jaka ja to nie jestem ładna itp., a podczas gdy na mnie patrzyli, marzyłam by ktoś to zauważył, pomógł mi, porozmawiał z własnej woli. Dużo razy o tym mówiłam mamie, koleżance, siostrze, nawet moja cała nowa klasa to wiedziała, że chcę ze sobą skończyć, myśląc teraz, że wszystko jest ok. Często '' filozofuję". Mam dość często omdlenia, zawroty głowy, nudności, zaparcia, częste kłucie w sercu, osłabienie, zaś chyba najgorszym objawem jest chyba nieostająca zaburzona równowaga ciała, gdyż wyglądam jak pijak. Czasami, gdy mam dużo wolnego to nawet myślę o przyszłości, planując ją konkretnie, mam ambitne plany, cele, których się podejmuję, jednak które na drugi dzień tracą sens i mam gdzieś zdanie innych itp. Nie potrafię się skupić. Nie wiem kim tak naprawdę jestem. Poprawiam się w nauce, wszystko idzie coraz lepiej, coś tam zwyciężam, niby pięknie, ale myśl ''to bez sensu"' nie daje mi spokoju. Nie mogę być w związku, bo po spotkaniu z kimkolwiek mam do tego chłopaka obrzydzenie, mimo że nawet mnie nie dotknął (niezależnie od tego kto to jest). Czasami, gdy nie płaczę, wmawiam sobie coś smutnego i zdarza się, że jakieś łezki tam polecą. Nie wiem już kim jestem, możne ja tylko udaję, wmawiam sobie to? W końcu czasami czuję się normalnie. Pewnie jutro to przeczytam i poczuję obrzydzenie (często tak mam). Może jestem tylko fałszywa? Nie mogę iść do psychologa, bo to wstyd dla rodziców jak wezmą mnie do szpitala czy gdzieś. Mam plamy na ciele, jasne odbarwienia i czerwone plamy na stopach, boli mnie w lewym boku pod żebrami, a raczej uciska. Właśnie ponad miesiąc temu podjęłam definitywna decyzję, że albo ze sobą skończę, albo zrobię wszystko, aby się uszczęśliwić, tyle, że już przy użyciu czegoś konkretnego, zdając sobie sprawę z konsekwencji. Postanowiłam uzależnić się od amfetaminy, tak to dość nietypowe, gdyż nikt z początku (z tego, co czytałam) tak o tym nie myśli. Zawsze byłam osobą inteligentną, mimo iż piszę to już ponad 2 h, gdyż jest po północy i mam zwałę, z czego wynikają błędy ortograficzne. Przeglądnęłam wszystko na temat owego narkotyku i prześledziłam forum. Wiem, że to wystarcza na krótką metę, dalej jest gorzej. Dotychczasowe zwały, nie są dla mnie czymś konkretnie złym, gdyż pasuje mi owy stan rzeczy jak wiadomo po samym zażyciu, ale również nie przeszkadza na zwale. Od kilku lat lubię mieć choroby, marzę o tym aby poczuć się inaczej niż wszyscy, przenieść myśli na coś). Wstydzę się o tym rozmawiać, mam jakieś obrzydzenie jak pomyślę, że komuś bym o tym miała powiedzieć, często czuję obrzydzenie do różnorodnych rzeczy. Mam dużo swoich teorii. Życie na speedzie? Jako lekarz odpowiedziałabym, że to zrobi gorzej, wręcz nic nie da, prowadzi tylko do śmierci. Ja tylko pytam za ile lat, dni, tygodni, czy może miesięcy? Nie zależy mi na tym, wręcz przeciwnie - jeżeli to wyniszczy mój organizm tym lepiej, niż normalnie się zabijać. Dzięki temu żyję. Wiem jedno: to mnie uratowało, ale również to mnie zabije. Szczerze mówiąc, chyba na to czekam... Dziękuję, jeżeli ktokolwiek przeczyta to do końca, gdyż zwykle nikt mnie nie słucha, z czego wynika ów fakt, iż nikt nic nie wie, nie może mi pomoc, ani doradzić. Czy to nerwica?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się, że mogę cierpieć na schizofrenię - proszę o pomoc!

Mam pytanie odnośnie mojego zachowania, które mnie bardzo niepokoi. Od jakiegoś czasu zdarza mi się, że mam jakieś - nie wiem jak to nazwać - omamy. Słyszę jakiś dźwięk, a potem, jak tak się wsłucham bardziej, to on znika....

Mam pytanie odnośnie mojego zachowania, które mnie bardzo niepokoi. Od jakiegoś czasu zdarza mi się, że mam jakieś - nie wiem jak to nazwać - omamy. Słyszę jakiś dźwięk, a potem, jak tak się wsłucham bardziej, to on znika. Czasami rzeczywiście są to jakieś ciche dźwięki, które są gdzieś w oddali, bo teraz odruchowo sprawdzam, bo aż mnie ciarki przechodzą, gdy mnie takie coś dopada. Na przykład, gdy z kimś staram się rozmawiać, to mam takie uczucie, że się wyłączam, mam pustkę w głowie. Natomiast w oddali wyłapuję wszystkie dźwięki i na nich koncentruje się moja uwaga. Innym przykładem jest to, że gdy komuś coś staram się opowiadać, to ciągle mylę fakty, gubię wątek i dopiero po dłuższym czasie mogę sobie coś przypomnieć, jeśli w ogóle. Nie jestem też pewny, czy niektóre wydarzenia się rzeczywiście wydarzyły, czy tylko mi się tak wydaje. Zdarza mi się też, ale to już od dłuższego czasu, że często koloryzuję historie, gdy ich dokładnie nie pamiętam, wymyślam jakieś inne fakty, przejaskrawiam sytuację. Często mam też ostatnio uczucie pustki w głowie, przestałem mieć jakiekolwiek zainteresowania, wszystko mnie męczy, najchętniej ciągle bym spał. Mogę także dodać, że mam też ogólne problemy z koncentracją, nie słucham, gdy ktoś coś do mnie mówi, czasami nie mogę zrozumieć, o co chodzi i trzeba mi kilka razy powtarzać tę samą rzecz, bo ciągle zapomianam. Mam też dużo wyobrażeń na temat przyszłości i przeszłości, natomiast rzeczywistość jest dla mnie obca, nie myślę o tym, co jest tu i teraz. Czy to mogą być objawy schizofrenii? To pytanie męczy mnie od dłuższego czasu. Na lekarza niestety trzeba bardzo długo czekać od zapisu i mam odległy termin. Dodam, że ostatnio mój o cztery lata starszy brat zachorował jakiś czas temu na tę chorobę. Proszę o jakieś rady i pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Jak mogę pomóc osobie, która ma myśli samobójcze?

Daniela poznałam parę miesięcy temu. Już dwa razy w próbował sobie odebrać życie. Nie dawno się dowiedziałam, że ma zamiar spisać papier, w którym będzie napisane, że po jego wypadku maja mu pobrać narządy i przekazać innym ludziom. Błagam, pomóżcie mi i powiedzcie jak mogę mu pomóc.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Załamanie nerwowe, depresja czy zaburzenia psychiczne?

  Witam, Jestem studentką pierwszego roku. Postanowiłam, że swoją dalszą edukację poprowadzę w innym mieście - teraz jestem około 200 km od domu, wynajmuję mieszkanie ze znajomą, którą poznałam praktycznie dopiero tutaj. Na samym początku nastawiona byłam bardzo optymistycznie -...

  Witam, Jestem studentką pierwszego roku. Postanowiłam, że swoją dalszą edukację poprowadzę w innym mieście - teraz jestem około 200 km od domu, wynajmuję mieszkanie ze znajomą, którą poznałam praktycznie dopiero tutaj. Na samym początku nastawiona byłam bardzo optymistycznie - lubię wyzwania, a zupełnie nowe miasto było ciekawą odmianą po Warszawie. Dodam, że nigdy nie byłam w tym mieście przed podjęciem się studiów, a i nikogo tu nie znałam. Po przyjeździe jednak zaczęłam mieć dużo wątpliwości i lęków (czy aby na pewno mnie polubią, zaakceptują mnie, czy zostanę tu zupełnie sama?) - zaakceptowali mnie, bardzo szybko zyskałam pokaźne grono niesamowitych koleżanek i kolegów. Powiedzieć by można, że to była historia z happy endem, ale właśnie w tym momencie zaczynają się moje problemy. Czuję, że nie jest ze mną w porządku. Zawsze miałam problemy z zasypianiem, ale to co teraz przechodzę to koszmar. Zasypianie zajmuje mi teraz mniej więcej 5-6 godzin, o ile senność w ogóle następuje (biorąc pod uwagę, że moja normalna godzina kładzenia się spać to północ/pierwsza). Opłakanie się to na mnie odbija - nie mogę się skoncentrować, jestem rozdrażniona, więcej płaczę, nie mam siły na nic. Problemy domowe na odległość znoszę tragicznie. Dobija mnie 200 km. Mało jem, czasami zdarza mi się, że nie czuję głodu nawet cały dzień. Jestem rozregulowana. Nie mam aktualnie nikogo - przeszywa mnie uczucie chronicznej pustki. Chciałabym mieć bliską osobę, ale boję się, że jeżeli ktoś pojawi się teraz w moim życiu, to najnormalniej w świecie go zranię, a wszystkie moje problemy odbiją się na nim. Jestem ruiną. Nie potrafię dojść ze sobą do składu. Podejrzewam u siebie jedno z zaburzeń psychicznych, ale nie wiem czy dobrze interpretuję, bo nie występują u mnie zachowania autodestrukcyjne/agresywne. Emocje tłumię bardzo głęboko w sobie. Zdarza się, że płaczę nawet w tramwajach. Nad odwiedzeniem psychiatry zastanawiałam się już jakiś czas temu. Rodzice zaczęli temat dzisiaj, kiedy stwierdzili, że warto by było poszukać u niego przyczyny mojej bezsenności. Dodam, że próbowałam paru leków ziołowych, jednakże nie działały na mnie. Od lekarza rodzinnego dostałam na receptę lek uspokajający - co prawda po połowie mogłam zasnąć w miarę szybko, ale przespałam wykłady dnia następnego i nie byłam w stanie się uczyć. Proszę o pomoc, P.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy ciągłe parcie na pęcherz to objaw nerwicy?

Nazywam się Kasia, mam 22 lata. Od ponad roku męczy mnie ciągłe parcie na pęcherz. Zaczęło się od "ataku" kiedy jechałam autobusem do szkoły. Przeszłam chyba już wszystkie możliwe badania, począwszy od badań moczu, a skończywszy na tomografii nerek....

Nazywam się Kasia, mam 22 lata. Od ponad roku męczy mnie ciągłe parcie na pęcherz. Zaczęło się od "ataku" kiedy jechałam autobusem do szkoły. Przeszłam chyba już wszystkie możliwe badania, począwszy od badań moczu, a skończywszy na tomografii nerek. Wszystkie wyniki są ok. Brałam też różne leki przepisywane przez urologa łącznie z tabletkami na nadreaktywny pęcherz. Nic nie pomogło. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale ogólnie rzecz biorąc dolegliwości dokuczają mi cały czas. Po roku radzę sobie z nimi już trochę lepiej bo wiem, że przed każdym wyjściem z domu muszę kilkakrotnie skorzystać z toalety, najlepiej nic nie pić, ale mimo wszystko ta sytuacja robi się już nie do zniesienia, tym bardziej, że nigdy nie miałam problemu z częstym oddawaniem moczu, wręcz przeciwnie, korzystałam z toalety max. 4 razy w ciągu dnia. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić, żeby te dolegliwości minęły. Proszę o pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego ciagle się boję i źle się czuję?

Dzień dobry, mam wielką prośbę o doradzenie, wyjaśnienie, ponieważ nie mam pojęcia gdzie szukać już pomocy - jestem sama już zdruzgotana tym wszystkim i bardzo się martwię, a osoba w moim wieku powinna się cieszyć życiem, a nie myśleć co...

Dzień dobry, mam wielką prośbę o doradzenie, wyjaśnienie, ponieważ nie mam pojęcia gdzie szukać już pomocy - jestem sama już zdruzgotana tym wszystkim i bardzo się martwię, a osoba w moim wieku powinna się cieszyć życiem, a nie myśleć co dzisiaj będzie, czy znowu powtórzy się atak. Otóż rok temu zasłabłam w pracy, kręciło mi się strasznie w głowie, a serce waliło jak oszalałe, miałam też ciśnienie 180 na 90 - wylądowałam na pogotowiu jednak tam mi coś dali i kazali porobić badania, zrobiłam różne badania razem z tomografia głowy - nic nie wykryto, wszystko było okey, do dzisiaj. W sobotę jadąc sobie samochodem zasłabłam i złapały mnie duszności i szybkie bicie serca, tętno szalało jak opętane, ciśnienie skakało w górę (180 na 100) - też znalazłam się na pogotowiu, gdzie podali mi coś i wysłali do domu, kazali zrobić badania. Zrobiłam morfologię, crp, mocz, aspat, alat, glukozę, lipidy, tsh, helikobakter - nic nie wykazało, wyniki w miarę, nie mam pojęcia co to może być. Byłam też u kardiologa - nic tam nie wykrył po echu serca, że to coś groźnego z sercem, więc co się ze mną dzieję? Boję się, każdego dnia wstaję rano i myślę tylko o tym kiedy to się powtórzy, jakie badanie mam następne wykonać? W 2009 roku miałam tomografię głowy, w 2010 usg tarczycy, brzucha i nic tam nie znaleźli. Nie mogę sobie z tym poradzić, nawet nie umiem cieszyć się dniem, kiedy wstaję rano boję się, że to znów mnie spotka, nawet jak są goście nie umie skupić się na nich, tylko ciągle myślę co mi jest. Na ogól jestem nerwową osobą, potrafię denerwować się o każdą bzdurę, czasem nawet tego nie chcę, ale tak się mi dzieje samo. Bardzo proszę o pomoc, mam dopiero 26 lat, córeczkę 8-letnią, piękną dziewczynkę - powinnam się cieszyć, a nie zadręczać jaką mam chorobę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Stosowanie używek: czy to jest przyczyną moich problemów?

Witam, piszę na tym forum, ponieważ nurtuje mnie pytanie dotyczące mojej obecnej sytuacji. Chodzi o mój stan psychiczny. Może zacznę tak: mam 20 lat już jako młody dzieciak (15 lat) popalałem marihuanę. Na początku były to sporadyczne przypadki, potem jednak...

Witam, piszę na tym forum, ponieważ nurtuje mnie pytanie dotyczące mojej obecnej sytuacji. Chodzi o mój stan psychiczny. Może zacznę tak: mam 20 lat już jako młody dzieciak (15 lat) popalałem marihuanę. Na początku były to sporadyczne przypadki, potem jednak coraz to częstsze. W wieku 17 lat znów zmniejszyłem liczbę palenia, jednak w zamiast tego zacząłem pić duże ilości alkoholu, głównie piwa. Tak się ciągło do chwili obecnej. Rok temu po zapaleniu marihuany i pod wpływem alkoholu dostałem ataku paniki. Był to dziwny stan. Czułem jakby mi coś pękło w głowie. Myślałem, że to jakiś wylew, ponieważ dokładnie 2 tygodnie wcześniej spadło mi rusztowanie na lewą stronę głowy. Nie wiedziałem co mi jest. Wyszedłem się przejść. Kupiłem kilka piw, upiłem się do końca i wszytko minęło. Następnego dnia czułem się dobrze. Kilka tygodni potem upiłem się strasznie na imieninach, aż do utraty świadomości. Gdy rano się obudziłem, wypiłem szklankę wódki i wieczorem znów miałem ten stan, nie mogłem usnąć. Czułem ciągły niepokój i lęk przed śmiercią i tym, że zwariowałem. Udało mi się usnąć nad ranem. Od tamtej pory jest coś ze mną nie tak. Paliłem i piłem dalej, by stłumić te wszystkie nieprzyjemne doznania. Nadal bałem się o swoje życie. Podejrzewałem u siebie wszystkie choroby ,od nerwic, depresji po schizofrenię, itd. Gdy nastała wiosna, pogorszył mi się wzrok, słońce mnie oślepiało okropnie i cały czas uczucie odrealnienia. Mimo to, dalej piłem. Jeśli chodzi o palenie, to sporadyczne przypadki. Po wakacjach podjąłem się znów pracy (straciłem pracę zaraz przed tym wszystkim z powodu złamanej ręki). Wszytko wróciło praktycznie do normy. Gdy pracowałem, nie myślałem o tym, że jest mi coś, itd.. Zacząłem normalnie spać i nie miałem lęków, jednak wciąż piłem. Trwało to prawie do końca jesieni i wtedy pewnego wieczoru znów mnie dopadło to dziwne uczucie odrealnienia i obcości i lęków. Zaraz przed tym nawrotem, paliłem przez ponad tydzień marihuanę. Odstawiłem ją po raz kolejny i zapijałem moje cierpienie alkoholem. Podzieliłem się wszystkimi przeżyciami z rodziną, by było mi lżej. Obecnie nie piję od prawie miesiąca. Zdarzyło mi się przez ten okres wypić kilka piw. Dodam, że na kacu miałem największe paranoje. Znów wróciłem do pracy, wysypiam się, jednak mam to dziwne uczucie odrealnienia, do tego jeszcze chęć zrobienia komuś krzywdy. Nie radzę sobie z tym. Byłem u psychologa, który powiedział, że jest to spowodowane alkoholem. Nigdy nie miałem kołatań serca, napady gorąca owszem, ale na początku tej sytuacji. Obecnie nie. Mam łysienie plackowate, na które choruję od 7 lat, co spowodowało, że jako dzieciak przeżyłem straszną traumę, choć nikt mi nigdy nie ubliżył na ten temat. Mam wspaniała dziewczynę, która mi pomaga to ogarnąć, jednak nie wiem co mi jest. Czy rzeczywiście psycholog miał rację, że jest to spowodowane przez alkohol? Co mam robić? Udać się do psychiatry, czy cierpliwie czekać, aż znów przejdzie, czy odpuścić sobie wszelkiego rodzaju używki? Dodam jeszcze, że bardzo boli mnie kark no i to miejsce po lewej stronie głowy. Proszę o szybką odpowiedź

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mogę zacząć żyć bez lęków, które mnie rujnują?

Witam, mój problem jest dość skomplikowany, a przynajmniej tak mi się wydaje. Zacznę od tego, że jetem kobieta i mam 22 lata. Mam problem w relacjach z ludźmi, trudno jest mi nawiązać rozmowę nawet o pogodzie, nie wiem nawet o...

Witam, mój problem jest dość skomplikowany, a przynajmniej tak mi się wydaje. Zacznę od tego, że jetem kobieta i mam 22 lata. Mam problem w relacjach z ludźmi, trudno jest mi nawiązać rozmowę nawet o pogodzie, nie wiem nawet o czym mogłabym z kimś porozmawiać, zazwyczaj tak się stresuję, że nie mówię prawie nic. Przeważnie jest tak, że zanim o coś kogoś zapytam, to w głowie układam sobie całą wypowiedź, a przez to trudno jest mi być spontaniczną:(. Najsilniej odczuwam to w pracy i tam też mi to najbardziej przeszkadza, bo przez osiem godzin tam siedzę, pracuje tam od ponad roku, a cały czas czuję się jakbym była nowa i dopiero zaczęła pracę. Oczywiście nie zawsze tak jest, są dni kiedy jest dużo lepiej i czuję się swobodniej niż zwykle, to chyba zależy od moich myśli. Często mam złe i negatywne myśli na swój temat, że nie mam tematów do rozmów, jestem nudną osobą, brak mi poczucia humoru itd., itp., a do tego dochodzą problemy z nastrojem - często czuję się przygnębiona i zmęczona. Gdy chodziłam do szkoły średniej przeszłam przez poważną depresję i na jakiś czas odizolowałam się od ludzi, ale od tamtego czasu bardzo dużo się poprawiło, więc to chyba jednak nie depresja, bo czuję się inaczej niż kiedyś. Dodam jeszcze, że u mnie w rodzinie istnieje problem alkoholowy, mój ojciec nadużywa alkoholu i wiele razy w domu były awantury itd. Myślę, że jego zachowanie na mnie wpływa, po prawie każdej jego "niedyspozycji" odczuwam lęk i niechęć przed życiem. Jestem w kontakcie z psychologiem i gdy jest mi bardzo ciężko to umawiam się na wizytę, ale czasami trzeba tak długo czekać, że chciałabym sama sobie pomóc - czy mogę coś zrobić sama dla siebie? Chciałabym po prostu zacząć normalnie żyć, bez lęków, bo one nie pozwalają mi być sobą;(.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Gdzie jest granica miedzy depresją a osobowością?

Witam serdecznie, Doszłam do momentu, w którym jestem strasznie zmęczoną swoją osobą, zaniedbuje swoją uczelnie, przyjaciół, siebie - jestem niepunktualna, nieporządna, i ciągle niewystarczająco dobra. Wszystko jest wynikiem mojej postawy wobec życia, jestem niewystarczająco dobra - bo nie pracowałam, bo... Witam serdecznie, Doszłam do momentu, w którym jestem strasznie zmęczoną swoją osobą, zaniedbuje swoją uczelnie, przyjaciół, siebie - jestem niepunktualna, nieporządna, i ciągle niewystarczająco dobra. Wszystko jest wynikiem mojej postawy wobec życia, jestem niewystarczająco dobra - bo nie pracowałam, bo nie miałam czasu, bo zawsze wymyślam sobie kilka fascynujących rzeczy, które muszę koniecznie zrobić, bo nie potrafię się skoncentrować albo nie wierzę, że to co chcę zrobić jest warte tego, by poświęcać mu czas (zapewnienia z zewnątrz nie satysfakcjonują mnie), czy głębszą przyczyną jest depresja czy moja osobowość i lenistwo? Nie wiem, ale źle się czuję z tym jak się zachowuję, a nie potrafię nad tym zapanować. Trwa to już kilka lat, zaczęło się niewinnie, ciągle coraz bardziej mnie irytuje własne zachowanie, jestem zdolna i wiem, że stać mnie na o wiele więcej, widzę jak stają się lepsze ode mnie osoby, które na starcie były o wiele słabsze, ja stanęłam trochę w rozwoju, rozpraszam swoją energię mimo tego, że mam wewnętrzne poczucie i pewność, że idę w dobrym kierunku (jeśli chodzi o moją np. uczelnię i zainteresowania). Chcę się zmienić, bo cierpię na tym ja i całe moje otoczenie, dla którego staję się ciężarem, ale nie wiem od czego zacząć, nie wiem czy to sygnały depresji - boję się, że jak zacznę to tak nazywać, to już nigdy nie odczepię od siebie tej metki i że sama wpędzę się w tę chorobę przez nazywanie tego stanu chorobą. Moje plany samotnej poprawy nie działają - nie realizuję swoich planów i celów w terminach (po terminie czasem tracą sens) - gdzie jest granica między osobowością a depresją? Jak ją można ocenić, znaleźć, jakie powinnam zadać sobie pytania, żeby wiedzieć czy to choroba, czy np. zwykła niedojrzałość? Z góry dziękuję za pomoc:), pozdrawiam
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pokonać nerwicę?

Mam nerwicę już od 3 miesięcy, zażywałam leki przepisane prze neurologa, ale nie pomogły za wiele. Moje objawy to zawroty głowy, gula w gardle i szybkie bicie serca, a w oddechu czuję jakiś prąd. Obecnie zażywam jeden lek, który... Mam nerwicę już od 3 miesięcy, zażywałam leki przepisane prze neurologa, ale nie pomogły za wiele. Moje objawy to zawroty głowy, gula w gardle i szybkie bicie serca, a w oddechu czuję jakiś prąd. Obecnie zażywam jeden lek, który pomógł mi jedynie pozbyć się zawrotów głowy, wiem że nie można jeść ich za długo, wiec nie wiem co mam zrobić jeśli odstawię lek - czy zawroty głowy znów do mnie powrócą? Jak mam leczyć się dalej? Czy są jakieś leki, które nie uzależniają i leczą?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam nerwicę spowodowaną wtrącaniem się w moje życie osoby trzeciej?

Witam, nazywam się Justyna, mam 23 lata. Mam problem, gdy na ulicy spotykam matkę mojego męża ściska mnie w żołądku, uginają mi się nogi i trzęsą mi się ręce, a dzieje się tak, gdyż moje stosunki z nią są bardzo...

Witam, nazywam się Justyna, mam 23 lata. Mam problem, gdy na ulicy spotykam matkę mojego męża ściska mnie w żołądku, uginają mi się nogi i trzęsą mi się ręce, a dzieje się tak, gdyż moje stosunki z nią są bardzo napięte od momentu gdy zaszłam w ciążę, czyli 2 lata temu. Normalnie cieszyłam się z tego, że zostanę mamą, bo bardzo pragnęłam tego dziecka i nie umiałam się doczekać kiedy przyjdzie na świat. Teściowa już wtedy zaczęła planować grafik kiedy ona i jej mąż będą wychodzić z dzieckiem na spacer i się nim zajmować, oczywiście nie uwzględniając tam ani mnie, ani mojego męża. Gdy córka przyszła już na świat Teściowa drygowala mną co i jak mam robić, widząc jej zdaniem moje błędy wykrzykiwała mi je w twarz. Przebywała u mnie po 8 godzin co dziennie, kilka razy doszło do niemiłych kłótni. Z mężem próbowaliśmy jej wytłumaczyć, że to nasze dziecko i żeby się nie wtrącała oraz to, żeby nie przychodziła tak często na tak długo, bo odbierała nam przyjemność z bycia rodzicami i prywatność w naszym własnym mieszkaniu. Zachowywała się tak jakby miała obsesję na punkcie naszego dziecka, wyrywała ją mi i innym z rąk. Po pewnym czasie i po kolejnych kłótniach zaczęła przychodzić rzadziej, ale i tak każda rzecz, którą robiłam przy dziecku była źle. Teraz nie przychodzi, nie mam z nią kontaktu, ale od ludzi dowiaduje się co mówi na mój temat, jakie przekleństwa. Kilka razy zaczepiła mnie na ulicy wykrzykując, że jestem wyrachowana i takie tam oraz groźby że ja i mój mąż jeszcze się doigramy, straszyła mnie też policją. Boję się, że możne odebrać mi dziecko i męża, bo jednak jest to jej syn, a ona bardzo dobrze potrafi mącić w głowie i wymyślać bajki na temat innych, choć mąż zapewnia mnie, że ona nigdy nie stanie miedzy nami. Dla mnie ta kobieta jest nieobliczalna. Przez pewien okres czasu idąc do sklepu ściskałam wózek córki i nie puszczałam ani na chwilkę, by gdzieś w sklepie ona mi jej nie uprowadziła. Zastanawiam się czego wynikiem jest mój lęk gdy ją widzę. Nie potrafi sobie sama z tym poradzić i nie umiem wytłumaczyć sobie jaki i mężowi dlaczego ona wywołuje u mnie taki stan.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Osobowość typu paranoicznego czy bordeline - jakie jest prawdopodobieństwo, że cierpię jednak na BPD?

Witam, mam dopiero rozpoczęte 19 lat i jestem kobietą. Opiszę pokrótce moją przypadłość, postaram się zawrzeć wszystkie szczegóły na tyle, ile się da i na tyle, na ile sobie sama pozwolę... Może zacznę od tego, iż podejrzewam u siebie BPD...

Witam, mam dopiero rozpoczęte 19 lat i jestem kobietą. Opiszę pokrótce moją przypadłość, postaram się zawrzeć wszystkie szczegóły na tyle, ile się da i na tyle, na ile sobie sama pozwolę... Może zacznę od tego, iż podejrzewam u siebie BPD i jestem prawie pewna, że to moje zaburzenie. Miałam robiony test osobowości, w którym wyszło, że - owszem - mam zaburzenie osobowości, ale typu paranoicznego. Śmiem twierdzić, iż wynik nie do końca zgadza się z moją osobą. Dlaczego? - badania (ok. 600 pytań) wykonałam w ciągu godziny, czyli bez głębszego przemyślenia - już po badaniu zdałam sobie sprawę, że niektóre moje odpowiedzi mogły być mylne, podam przykład: w pytaniu "czy mam wizje?", odpowiedziałam że "tak", ale właściwie był to jeden przypadek po jakichś prochach, więc właściwie powinno być "nie", bo w normalnym stanie wizji nie mam. Przykładów takich było więcej, które mogły zafałszować wynik... - starałam się na wszystkie pytania odpowiadać "tak" lub "nie", unikając "nie wiem". Teraz wiem, że tych "nie wiem" było dość sporo, a ja mimo wszystko kwalifikowałam je do "tak" lub "nie" i dziś pewnie udzieliłabym innych odpowiedzi, bo dziś np. sądzę inaczej. Badanie można wykonać raz na dwa lata, dlatego teraz niemożliwe jest powtórzenie, psychiatra skierowała mnie na psychoterapię, ale tutaj są moje wątpliwości, gdyż uważam, że powinnam być leczona na BPD, a nie na paranoję... Nie chodzi mi o interpretację tego badania, jedynie na stwierdzenie, czy objawy, które opiszę, bardziej wskazują na BPD, czy na paranoję. Teraz opiszę moją historię i objawy, które przemawiają (jak dla mnie) za BPD...: Przyczynę BPD ponoć trudno jest rozpoznać, ja moją potrafię świetnie zidentyfikować: śmierć mojego ojca, gdy miałam 8 lat. To była i jest dla mnie wielka strata, do dziś nie mogę się z tym pogodzić i nie pogodzę się nigdy. Nie muszę chyba dodawać, że wtedy runął mi cały świat, bo byłam córeczką tatusia (pozytywnie)... Gdy trochę dorosłam, moje problemy zaczęły się w pełni objawiać. Nie bardzo pamiętam taki wczesny okres szkolny (wiek 11-12 lat), pamiętam tylko tyle, że często przychodziłam do domu i potrafiłam usiąść i się rozpłakać. Na co dzień niby było ok. W dzieciństwie nie bawiłam się beztrosko z innymi dziećmi, lecz byłam izolowana przez mamę, trwało to właściwie do liceum... Wydaje mi się, że sedno tkwi w kontaktach z ludźmi. Ciężko to jednoznacznie opisać, ale otwarcie mogę stwierdzić, że mam więcej byłych przyjaciół niż obecnych. Dlaczego? Chyba wszystkie znajomości traktowałam bardzo serio, a nikt nie jest idealny, więc przy pierwszym rozczarowaniu, przejawach nielojalności wobec mojej osoby skreślałam taką osobę, a co najmniej stawałam się dla takiej osoby wrogo nastawiona, co też często ostentacyjnie okazywałam. Kiedy moja najlepsza koleżanka z gimnazjum oznajmiła, że się przeprowadzi i może zmieni szkołę (do tego wiedziałam, że wybierzemy inne licea), z dnia na dzień zerwałam z nią kontakt, bo wiedziałam, że prędzej czy później to się stanie. Dodam, że przy pierwszym poznaniu jakiejś osoby na wstępie powtarzam, że "wszyscy ludzie odchodzą". W liceum miałam 4 znajomości, z czego 2 intensywne, krótkie i jak na dziś - zerwane. Nie chcę wdawać się w szczegóły. Jedyne, co z tego istotne jest to, że wydawało mi się, że znalazłam bratnią duszę i tak było przez jakiś czas. To się jednak rozpadało przez około rok. Ona potrafiła powiedzieć mi tak okropne rzeczy, a ja nie wierzyłam, że ona tak rzeczywiście sądzi, słowem - byłam w stanie zrobić dla niej wszystko, nieważne po jakim poniżeniu. Ostatnio jednak zerwałyśmy zupełnie kontakt. Gdy o tym kiedyś rozmawiałyśmy, ona stwierdziła, że ja wszystko podważam, że nic nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości. Kiedyś po prostu ona powiedziała "lubię Cię", na co ja "kłamiesz". To taki prosty przykład, a jest ich tysiące. I co ważne, bardzo mi na niej zależało, ale bałam się tego zaangażowania, więc podświadomie czy też nie sprawdzałam, na ile jej słowa są szczere. Oczywiście to o wiele bardziej złożone, nie jestem w stanie wszystkiego opisać. Druga moja znajomość była jakby pocieszeniem po tamtej, więc miałam do niej luźny stosunek. Jednak im więcej czasu upływało, zaczęłam zauważać w tej drugiej osobie rzeczy, które nie do końca mi pasowały i tak zaczęły się między nami "spięcia", po których zerwałyśmy kontakt. Ona pytała mnie, czy mogę zerwać z nią kontakt tak z dnia na dzień, ja odpowiedziałam, że "tak" i też to zrobiłam. Wcześniej podczas naszych rozmów ona oznajmiła mi, że na każde niewinne jej słowo reaguję jak na atak na moją osobę, że wszystkie słowa wyolbrzymiam, że "dramatyzuję", że mam zmienne nastroje, bo raz sie nie odzywam, po czym przychodze do niej uśmiechnięta. Dodam, że gdy ona zapoznała mnie ze swoją przyjaciółką, zaczęłam świrować. One obie chciały, żebyśmy we trzy spędzały czas, bo dobrze się rozumiałyśmy itd. Ja niestety nie mogłam na to przystać i powiedziałam, że nie chcę być w tzw. trójkącie, i że się wycofuję. To też złożone, ale nie ma czasu i miejsca na opisywanie tego. Usłyszałam jeszcze od tej "przyjaciółki", która miała czas, by mnie poznać, że dla mnie jest albo coś dobre, albo coś złe, i że jedyne kategorie, które uznaję, to "wszystko albo nic", z czym się zgadzam. Dodam jeszcze, że nasza wspólna przyszłość po skończeniu liceum była też dość mglista, więc to i tak by się rozpadło... Jeśli chodzi o ludzi to jestem nieufna, ale gdy zaczynam z kimś się poznawać, jestem dla tej osoby w stanie zrobić wszystko, za co później płacę gorzką cenę. Do szczęścia nie potrzebuję wielu przyjaciół, tylko JEDNEJ osoby, prawdziwej i lojalnej. Ponadto ciągle porównuję się z nimi, powtarzam, że inni zasługują na kogoś lepszego niż ja, bo ja jestem nikim. Mam problemy ze sprecyzowaniem celów w życiu, po stokroć zmieniam preferencje co do studiów. Zdając przedmioty humanistyczne, ostatnio nawet rozważałam medycynę... I do dziś nie wiem. Co jeszcze? Epizody depresyjne, autodestrukcja, nadużywanie (sporadycznie) alkoholu i leków. Do tego mam jeszcze obsesję śmierci, często lubię znaleźć się na granicy, jak np. po zażyciu jakichś prochów powtarzam, że "to mój sposób na życie". Odbierana jestem jako osoba ponura, trzymająca się z boku, często nieprzewidywalna, może trochę chwiejna emocjonalnie, dziwna, kłótliwa, cyniczna, złośliwa - słowem - nienormalna, za to ambitna, inteligentna, kreatywna. Ta kreatywność to nie zawsze idzie w dobrą stronę ;) Potrafię być towarzyska, po alkoholu jestem zupełnie inną osobą, mniej nieśmiałą (to jak każdy), ale jestem po prostu inna. Nie wiem, co jeszcze dodać, piszę szybko, na pewno mi coś umknęło. Proszę o odpowiedź, czy na podstawie tego, co napisałam, jest prawdopodobieństwo na BPD i jak duże? Dziękuję i pozdrawiam. Chętnie bym poznała inne osoby, które też podejrzewają lub cierpią na BPD.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty