Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Co robić, bo nie chcę cały czas się bać?

Witam, od jakiegoś czasu, coś się dzieje ze mną niedobrego. Ciągle odczuwam jakiś lęk. Denerwuję się praktycznie wszystkim, tym, że idę do pracy (chociaż nic niepokojącego się tam nie dzieje), jak jadę do przyszłego męża, można powiedzieć, że nie mam...

Witam, od jakiegoś czasu, coś się dzieje ze mną niedobrego. Ciągle odczuwam jakiś lęk. Denerwuję się praktycznie wszystkim, tym, że idę do pracy (chociaż nic niepokojącego się tam nie dzieje), jak jadę do przyszłego męża, można powiedzieć, że nie mam żadnych powodów żeby czuć jakiś lęk. Czasami jak mam się spotkać z jakąś dawno nie widzianą osobą to się boję - czego? Nie wiem. Wkurza mnie jak kilka rzeczy na raz słyszę, np. telewizor gra w pokoju, dwie osoby mówią, pies szczeka, a ja szaleję - zaczyna mi bić szybciej serce i w końcu nie wytrzymuje i wybucham. Rozmawiam o tym z moim narzeczonym, ale mam wrażenie, że on tego nie rozumie. To rujnuje moje życie, bo przed każdym spotkaniem strasznie się denerwuje i czasami nawet odwołuje spotkania. Zaczęłam trochę się sama leczyć, jakieś leki na uspokojenie, może i coś dają, ale to na chwilę. Potrzebuję jakiegoś dobrego specjalisty w Warszawie albo okolicach. Już nie mówiąc o tym, że denerwuję się przed egzaminami. Ten lęk mnie demobilizuje. Miałam wrażenie, że to coś z sercem, ale byłam u kardiologa - z sercem jest wszystko ok. Pomóżcie, błagam. Nie chcę się cały czas bać.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy jestem niezrównoważona, skoro nienawidzę siebie, wiecznie się odchudzam, nie mam znajomych ani chłopaka?

Trudno jest mi zacząć, ale właściwie to co stoi na przeszkodzie? Jestem anonimowa. Mam 19, prawie 20 lat. Studiuję - to mój pierwszy rok studiów. Nigdy nie lubiłam siebie, są dni kiedy, wręcz siebie nie cierpię, siebie nie tylko jako...

Trudno jest mi zacząć, ale właściwie to co stoi na przeszkodzie? Jestem anonimowa. Mam 19, prawie 20 lat. Studiuję - to mój pierwszy rok studiów. Nigdy nie lubiłam siebie, są dni kiedy, wręcz siebie nie cierpię, siebie nie tylko jako osobowości, tego jaka jestem, ale również tego jak wyglądam. Jestem na diecie, która nie daje mi efektów, mimo że jest drakońska - zdarza mi się nie jesc cały dzień. Tyle, że nie jestem aż taka silna, potem są kolejne dni gdy zjadam więcej. Ogólnie staram się nie przekraczać 1000 kcal. Po co to robię? Bo NIGDY nie lubiłam swojego wyglądu. Nie ma miejsca na moim ciele, które mi się podoba. No i może tak po cichu marzę, że kiedyś się komuś spodobam, że chociażby sama sobie. Strasznie dołuje mnie myśl, że nigdy nie byłam w związku, że nikt mną się nie interesuje. Czuję się samotna i gorsza od innych rówieśniczek. Szczególnie tutaj, w nowym mieście. Nie potrafię również zżyć się z grupą bądź z pojedynczymi osobami na studiach. Już sesja, a ja nie byłam na żadnej imprezie studenckiej. I kto tu mówił, że studia to taki piękny czas!? A może problem jest we mnie? Nie "może", a raczej na pewno! Przychodzę na uczelnię, nie mam do kogo gęby otworzyć, większość już się zakumulowała podczas gdy ja na początku spędzałam czas z taką jedną dziewczyną, moją byłą współlokatorką, ta sprawa też we mnie siedzi. Mieszkałam z dwiema dziewczynami, z tą z którą studiuję wydawało mi się, że mam dobre relacje. Któregoś dnia powiedziały, że powinnam się wyprowadzić, bo : "nie dogadujemy się". Zmieniłam mieszkanie. Specjalnie wychodzę później z mieszkania żeby nie siedzieć na uczelni jak ten ostatni głupek i nie znosić spojrzeń innych, że ja taka sierotka i sama siedzę. A jak jestem wcześniej to idę do łazienki, albo udaję że coś robię w telefonie. Udaję silną, często kogoś udaję, bo zwyczajnie nie mam ochoty nawet zazwyczaj być milutka dla ludzi. Zrzędzę, non stop zrzędzę! Nawet teraz. Wiem, że to moja wada, ale nie umiem tego pohamować. Wiem również, że jest złoty środek. Gdybym miała faceta, wszystko byłoby inaczej. Byłabym szczęśliwa i bardziej pewna siebie! Jednak to jest tak surrealistyczne, że aż śmieszne. Ja i facet? Ja w związku? To byłby chyba szok dla wszystkich. W życiu się nawet nie całowałam, a jestem dorosłą kobietą. Kiedy jak nie teraz? Odpowiedź jaka mi się nasuwa: nigdy. Jest jeden mężczyzna, który jest dla mnie ważny, ale On jest żonaty. Poza tym rozmawiamy jedynie mailowo i na komunikatorze. Nigdy Go nawet nie widziałam, a wydaje mi się, że Go kocham. On mnie wyśmiał jak mu o tym napisałam. A ja za Nim tęsknię. On mnie tak dobrze rozumie. Wiem, że to ten jedyny, ale jak pomyślę jakim jestem człowiekiem, że w ogóle flirtuję z żonatym mężczyzną znów mam wstręt do siebie. Zdarza mi się wymuszać wymioty, ale to tylko związane z dietą, kaleczyć własne ciało (już rzadziej, właściwie to już prawie tego nie robię), płakać rozpaczać. Właściwie dzień w dzień kładę się spać ze świadomością, że jestem beznadziejna i nikt mnie nie chce i ryczę. Czasem ogarnia mnie taki jakiś żal, niepokój i tak głęboki smutek, że nie jestem po prostu już w stanie zasnąć. Przepraszam za tak długą wypowiedź, właściwie mogłabym tak się jeszcze żalić bardzo długo. Jestem taką zrzędą! Ale może nakreśliłam jakoś sytuację.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak postępować z córką chorą na schizofrenię?

Mam 55 lat, moja córka 30. Już 10 lat choruje i leczy się na schizofrenię. Mieszkamy razem. Ona pracuje, jako tako funkcjonuje w świecie ludzi zdrowych. Tylko ja wiem, że jest chora i widzę jak się zmieniła. Ciężko żyć...

Mam 55 lat, moja córka 30. Już 10 lat choruje i leczy się na schizofrenię. Mieszkamy razem. Ona pracuje, jako tako funkcjonuje w świecie ludzi zdrowych. Tylko ja wiem, że jest chora i widzę jak się zmieniła. Ciężko żyć w domu na co dzień z nią i jej humorami. Ale już się przyzwyczaiłam. Problem jest gdzie indziej. Otóż ma ona 8-letnią córkę, którą razem wychowujemy. Jest to b. mądra dziewczynka. Kocha nas obie. Ale moja córka mnie bardzo źle traktuje. Ona to widzi. Chce mnie odizolować od Oliwki, źle o mnie mówi do niej. Dziecko jest już duże i widzi, że coś z mamą jest nie tak i boi się. Stara się mnie bronić. Zachowania mojej córki są agresywne w stosunku do mnie, tak jakby mnie sobie upatrzyła na wroga, źle wpływają na wnuczkę. Nie może w nocy spać. Rozmawiałam z córka, aby mnie nie poniżała przy dziecku i nie kłóciła się. Ale do niej nic nie dociera, jest jakby zazdrosna o dziecko, a ja zrobię wszystko żeby w domu był spokój, ale nie wiem jak z nią postępować, bo do niej nic nie dociera i uważa mnie za największego wroga. Wyprowadzka nie wchodzi w rachubę. Muszę córce pomagać w opiece nad dzieckiem, bo ona pracuje zmianowo po 12 godzin. Prowadzę cały dom, gotuję itp. Jestem pedagogiem i wiem jakie to może mieć konsekwencje. Ale moja córka wie swoje i nie widzi, że źle postępuje i całe zło widzi we mnie. Co robić? Jak z nią postępować? Jak rozmawiać? Zrobię wszystko, byle wnusia nie odczuła choroby matki. A może jest to konsekwencja zmniejszenia dawki leku z 10 na 5? Bo kiedyś pół roku temu nie było to aż tak widoczne. Mama Beata

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego panicznie boję się rozmów z osobami z mojego otoczenia?

Witam, Mam na imię Adam, mam 17 lat. Od dłuższego czasu w mej osobie zaczęło mnie coś niepokoić, a mianowicie zawsze bylem pogodnym chłopakiem, otwartym na ludzi, na nowe znajomości, bylem śmiały i odważny, jednak od kilku miesięcy borykam się...

Witam, Mam na imię Adam, mam 17 lat. Od dłuższego czasu w mej osobie zaczęło mnie coś niepokoić, a mianowicie zawsze bylem pogodnym chłopakiem, otwartym na ludzi, na nowe znajomości, bylem śmiały i odważny, jednak od kilku miesięcy borykam się z nadmiernym lekiem - podczas rozmowy z przyjaciółmi, nauczycielami a nawet osobami z rodziny przy dłuższej wymianie zdań bądź też przy dłuższym przemówieniu z mojej strony w pewnym momencie coś się we mnie zmienia, zamykam się w sobie, robię bardzo poważną minę i nie jestem w stanie wydusić z siebie żadnego słowa, to bardzo utrudnia mi życie. Jest mi z tym ciężko znaleźć dziewczynę, a wszystko to przez paniczny lęk z mojej strony, bo myślę, że mogę z siebie zrobić pośmiewisko. Boję się rozmawiać z przyjaciółmi, opowiadać im dłuższe historie z mego życia w obawie, że znowu zamknę się w sobie, to bardzo niewygodne uczucie. Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Mimo że jestem wysportowanym, dobrze zbudowanym i przystojnym chłopakiem, wiedząc i żyjąc z myślą, że jestem ideałem dla wielu dziewczyn, ciągle żyję w strachu i obawie boję się rozmowy z dziewczyną, a przecież to dla wielu mężczyzn czysta przyjemność i możliwość spodobania się dziewczynie. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zwidy w nocy - czy to nawrót depresji?

Witam, chodzi tu o moją Mamę, o którą się bardzo martwię. Ma 43 lata, kiedyś leczyła się u psychiatry na depresję, ale od kilku lat jest niby w porządku. "Niby", ponieważ w lipcu przeszła poważną operację na kręgosłup, znowu nerwy,...

Witam, chodzi tu o moją Mamę, o którą się bardzo martwię. Ma 43 lata, kiedyś leczyła się u psychiatry na depresję, ale od kilku lat jest niby w porządku. "Niby", ponieważ w lipcu przeszła poważną operację na kręgosłup, znowu nerwy, bezsilność. Od tego czasu nie potrafi zasnąć przy wyłączonym świetle, ponieważ widzi "kobiety w długich sukniach", nie śpi, jest świadoma, rozmawia ze mną, pokazuje mi je i dokładnie opisuje ich wygląd. Tak jest co noc. Dodam, że Mama jest bardzo zmęczona sytuacją ze zdrowiem oraz wrednym szefem. Wysyłam ją do psychiatry, ale chciałabym wiedzieć, czy to chodzi o nawrót depresji. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak długo mogę brać tabletki na depresję?

Biorę tabletki na depresję lękową, dostałam 10 lat temu - najpierw brałam jeden lek, a teraz jestem za granicą i zażywam drugi ponad rok.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak poradzić sobie z ciągłymi wahaniami nastrojów i ciągłym zmienianiem podjętych decyzji?

Witam, mój problem dotyczy ciągłej huśtawki nastrojów. Raz jestem wesoła, a za chwilę wszystko mnie denerwuje, chce mi się płakać i krzyczeć. Podobnie jest jak sobie coś postanowię, cokolwiek. Cieszę się, że podjęłam decyzję, mówię sobie "teraz będę się trzymać...

Witam, mój problem dotyczy ciągłej huśtawki nastrojów. Raz jestem wesoła, a za chwilę wszystko mnie denerwuje, chce mi się płakać i krzyczeć. Podobnie jest jak sobie coś postanowię, cokolwiek. Cieszę się, że podjęłam decyzję, mówię sobie "teraz będę się trzymać tego co zdecydowałam", a za dosłownie parę chwil zaczyna mi się chcieć płakać, bo zaczynam czuć niepewność - czy dobrze postanowiłam, czy to co postanowiłam w ogóle ma sens, może jednak zrobię zupełnie inaczej itd... I tak muszę zmagać się ze sobą każdego dnia, mam wrażenie, że nie potrafię "dogadać się z samą sobą". Czy mogę coś z tym zrobić? Bardzo proszę o radę, ponieważ jest mi bardzo ciężko. Mam jeszcze jeden inny problem. Dotyczy mojego chłopaka. Jestem z nim dwa lata i kocham go. Tzn. tak myślę, ale w ogóle nie mam ochoty na żadne czułości z nim, nie wspominając nawet o seksie, bo to już szczyt, ale ja nie mam ochoty na zwykłe pocałunki. Staram się tego unikać, mój facet mnie nie pociąga, nie pożądam go, ale kocham, bo jest dla mnie bardzo dobry, kochający, czuły, zrobiłby dla mnie naprawdę wszystko, jestem przy nim bezpieczna... Czy coś ze mną nie tak? Bardzo proszę o odpowiedź na moje pytania, z góry bardzo dziękuję. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

To nerwica, depresja, czy po prostu taka jestem?

Witam, Mam 25 lat mieszkam w małym miasteczku, gdzie prawie wszyscy się znają. Dzieciństwo miałam smutne, mój tata był alkoholikiem i to na dodatek agresywnym. Prócz tego, że pamiętam tylko wieczne kłótnie i płacz byłam w oczach ojca zawszę tą...

Witam, Mam 25 lat mieszkam w małym miasteczku, gdzie prawie wszyscy się znają. Dzieciństwo miałam smutne, mój tata był alkoholikiem i to na dodatek agresywnym. Prócz tego, że pamiętam tylko wieczne kłótnie i płacz byłam w oczach ojca zawszę tą gorszą córka. Moja siostra była ładniejsza, bystrzejsza i w ogóle naj. Ojciec nie żyje, mieszkam z mamą, moja siostra już z przyszłym mężem. Nadal jednak rywalizujemy ze sobą, która sobie lepiej ułoży życie, którą mama bardziej chwali - męczące to wszystko. Ja mam kochanego chłopaka, który mnie wspiera, czasem dopadaj mnie głupie myśli, że może powinnam znaleźć sobie innego, bogatszego, żeby mieć łatwiej w życiu, żeby mama była ze mnie dumna, aby mnie chwaliła, ale szybko odpędzam te niemądre myśli i przypominam sobie jaki mój chłopak jest dobry i jak się stara dla mnie. W życiu codziennym też nie jest najlepiej - wszędzie chcę być lubiana, uśmiecham się, dużo mówię, byle zostać zauważona - nie wiem dlaczego tak robię… A teraz to najgorsze - ciągły lęk, że nie sprostam, że nie osiągnę tego co bym chciała, że nie będę szła z podniesioną głową. Skończyłam studia, staram się o dobrą pracę, składam dokumenty, jednak tel. milczy - to całkiem mnie dołuje, najpierw stresuję się czy w ogolę się nadaję do takiej pracy, a później że do mnie nie dzwonią. Chodzę do psychiatry, miałam napady lęku, budziłam się w nocy, miałam napięte mięśnie barków i bóle kręgosłupa, szum w uszach łzawienie oczu jak na kogoś patrzyłam, poczucie, że jestem gorsza - czasem miałam nawet takie wizje jakbym zasypiała, kręci mi się w głowie i coś widzę, o czyś myślę, ale w innym świecie - myślałam, że wariuję, na szczęście teraz ustąpiły. Jak mam ze sobą walczyć i z tym co się ze mną dzieję? Chcę być szczęśliwa dla siebie, jak i dla niego.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam kryzys wiary, problemy z dziewczyną i myśli samobójcze, więc jak nie mysleć o bezsensie życia?

Witam, Mam 20 lat. Chodzę do 4 klasy o profilu informatycznym. Już od pewnego czasu mam problemy ze sobą. Strasznie dużo czasu spędzałem przy grach komputerowych i ogólnie przy komputerze. Przez komputer zaniedbałem „rozwój życiowy”, że tak to nazwę. Rówieśnicy...

Witam, Mam 20 lat. Chodzę do 4 klasy o profilu informatycznym. Już od pewnego czasu mam problemy ze sobą. Strasznie dużo czasu spędzałem przy grach komputerowych i ogólnie przy komputerze. Przez komputer zaniedbałem „rozwój życiowy”, że tak to nazwę. Rówieśnicy chodzili na imprezy, grali w piłkę, a ja wolałem komputer. Rodzice wychowali mnie na miłego i wrażliwego chłopaka za co jestem im wdzięczny. Ale mam teraz problemy, bo trudno jest mi się postawić i walczyć o swoje. Pod koniec drugiej klasy zacząłem pisać z dziewczyną. Chodzimy razem do tej samej klasy. Ona mieszka 200 km ode mnie. Mieszka w internacie i przyjeżdża od poniedziałku do piątku. Cieszyłem się z tego, że poznałem jakąś dziewczynę. Że ktoś się mną interesuje. Dobrze mi się z nią rozmawiało. Byłem tym bardzo podekscytowany. Wcześniej nie miałem styczności z dziewczynami, w sensie sam na sam, żebym z kimś chodził. Nie obchodziło mnie to. W Dlatego zacząłem czytać różne artykuły o samodoskonaleniu, pokonywaniu nieśmiałości, o sile umysłu. Chciałem stać się bardziej odważny i pewny siebie. Chciałem jej pokazać, że jestem coś wart. Zacząłem się interesować psychologią. Dożo czytałem różnych artykułów. Dwa tygodnie przed rozpoczęciem 3 klasy pokłóciłem się z nią. W tę noc płakałem jak dziecko. Bałem się że już nigdy ze sobą nie będziemy (jak byłem w gimnazjum to pewna dziewczyna wycięła sobie na nodze inicjały mojego kolegi z klasy, przystojny i ogólnie lubiany przez dziewczyny, jego to nie obchodziło, powiedział że jest nie normalna i tyle). Pociąłem się nożem… a dokładniej wyciąłem sobie pierwszą literę jej imienia (G) na ręce. Byłem strasznie wystraszony. Poszedłem do łazienki, umyłem ranę i założyłem bandaż. Wróciłem do łóżka i zasnąłem. Rano obudziłem się i nie wiedziałem co robić. Myślałem o samobójstwie. Mamie i wszystkim mówiłem, że skaleczyłem się podczas obcinania żywopłotu. Nie wiedziałem co robić. Bałem się, że się wszyscy dowiedzą i będą się śmiać do końca życia ze mnie. Że jestem nieudacznikiem, że jestem Emo. Byłem zrozpaczony. Nie wiedziałem co robić. Siedząc w ubikacji i myśląc o tym wszystkim pomyślałem: „Kogo to obchodzi, to jest moje życie, i tak przecież umrę i nikogo to nie będzie obchodziło? Po co ja się martwię?”. Poczułem się lepiej i że dam sobie radę. Ale tu się dopiero wszystko zaczęło, od „Po co?”. Kilka dni później pogodziłem się z dziewczyną, ale nic jej o tym nie napisałem. Bałem się, że nie będzie ze mną pisać, że nie będzie chciał mnie znać. Przez 2 tygodnie rana się zagoiła, ale została blizna w kształcie litery G. Kupiłem w aptece krem na blizny i smarowałem bliznę. I byłem dobrej myśli. Zaczęła się szkoła. Chciałem zasłonić bliznę zegarkiem na rękę, ale on jej niestety nie zasłaniał. I kilka osób zobaczyło tę bliznę. Jedyne co udało mi się wtedy wykrztusić to: „nieważne” lub „nie twój interes”. Czułem się coraz gorzej. Wiedziałem, że już kilka osób wie i miałem świadomość tego, że to się rozniesie. Na szczęście nic się nie stało. Blizna strasznie powoli się goiła. Z tą dziewczyną układało się jako tako. Nie chciała się ujawnić w klasie, że jesteśmy razem to i ja siedziałem cicho. Byłem nieśmiały i było mi to na rękę. Ale w głębi duszy chciałem wykrzyczeć całemu świtu, że ją kocham. Jednak nie ujawniliśmy się. Z gg przeszliśmy na smsy. I ciągle smsowaliśmy, w szkole i po szkole. Podczas rozmów dowiedziałem się, że chodziła wcześniej już z facetami i poczułem się gorszy. Że jestem łajza i siedzę w domu i nie mam się czym pochwalić. Flirtowaliśmy ze sobą przez cały rok szkolny. Ale nie ujawnialiśmy się przed klasą, że ze sobą piszemy itd. Pewnego dnia powiedziałem jej, że się pociąłem. Napisała mi, że mam do niej nic nie pisać, ale ja się wściekłem i napisałem jej, że jest nie czuła i jak może w ogóle tak do mnie pisać. Nie wierzyła mi wtedy, że się pociąłem. Poszedłem spać, a od następnego dnia znowu pisaliśmy jak zawsze. Jakoś w atmosferze końca roku szkolnego pokazałem jej bliznę na osobności i była zaskoczona. W końcu uwierzyła, że to zrobiłem i pytała mnie dlaczego itd. Nie umiałem odpowiedzieć na to pytanie. Dziś już wiem, że zrobiłem to po to aby zostać zauważony. Pod koniec roku szkolnego znowu się pokłóciliśmy. Nie pamiętam dokładnie o co chodziło. Dowidziałem się wtedy też, że miała cały czas faceta jak ze mną pisała. Czułem się oszukany. Nie pisaliśmy ze sobą całe wakacje. Ustawiała opisy na gg jaki ten jej chłopak jest kochany itd. Ja to olewałem. Pomyślałem: „*** mnie to, bądź sobie z tym swoim chłopakiem”. I tak jakoś przeleciały wakacje. Ja jednak ją nadal kochałem i tęskniłem za nią. Przez wakacje czytałem dużo różnych artykułów. Dużo z nich podważało istnienie Boga w którego i tak słabo wierzyłem. Na początku roku napisała do mnie smsa, ale ją zlałem. Jednak po kilku dniach nie wytrzymałem. Napisałem do niej i pogodziliśmy się. Od tego momentu nasze losy były dość stabilne. Zaczęły się inne problemy. Problemy ze mną w środku. Mam takiego kumpla z którym rozumiem się bez słów. Polecił mi książkę „Kod Leonarda Da Vinci”. Przeczytałem ją i moja wiara w Boga zmalała. Potem przeczytałem „Zaginiony symbol”. I całkowicie straciłem wiarę w Boga. Po przeczytaniu tych książek i artykułów zaczęły się problemy. Nie chodziłem do kościoła i byłem smutny. Czułem, że otaczają mnie sami debile. Czułem się oszukany, przez rodziców i księży. Ale nie było to silne. Jakoś sobie radziłem. Do pewnego momentu. Chyba październik to był. Zachorowałem na grypę. I wtedy wszystko się zaczęło. Przerabialiśmy wtedy lektury o obozach koncentracyjnych. Siedziałem w domu i myślałem o życiu. O tym czy ma sens, po co żyje. Że to nie ma sensu, że o tak umrę. Płakałem. Nie mogłem spać. Modliłem się chociaż nie widziałem sensu w modlitwie. Myślałem o tym co stanie się ze mną po śmierci. Że będzie ciemność. Po co w ogóle to wszystko istnieje. Utraciłem marzenia, nic nie miało sensu, nawet to że śpię, że jem, że wstaje, że w ogóle istnieje. Nie pragnąłem niczego. Żadnej materialnej rzeczy z tego świata. Nie wiedziałem czego chce. Bałem się, że zostanę sam. Zastanawiałem się po co istnieje ten świat i czy w ogóle jest realny. Bałem się jak nigdy. Od tamtego momentu wszystko mi było jedno. Utraciłem jakąkolwiek nadzieje na cokolwiek. Napisałem to wszystko dziewczynie i mnie pocieszała. Powiedziała że będzie lepiej. Rozpłakałem się przy mamie i jej to wszystko opowiedziałem. Mama też mnie pocieszała i mówiła, że będzie dobrze. Tata powiedział, że czym ja się martwię, że jeszcze całe życie przede mną. Dała mi jakieś tabletki na depresję i powiedziała, że ona też miała coś podobnego. Nie mogła spać, dusiła się i że była u psychologa. Byłem także z dziewczyną na spacerze i rozpłakałem się przy niej. Pocieszała mnie. Kilka dni było lepiej. Starałem się o tym nie myśleć. Czasami się udawało czasami nie. Od tamtego momentu ciągle o tym wszystkim myślę. Mamie powiedziałem że mi przeszło żeby się nie martwiała. Ale ja ciągłe mam te myśli. Cokolwiek robię po głowie chodzi mi pytanie po co ja cokolwiek robię, przecież i tak umrę. Życie wydaje mi się tak nierealne, nie umiem tego opisać… Czas wydaje mi się nierealny. Ludzie podstawieni. Jak w teatrze. Czuje jakby wszystko kręciło się wokół mnie. Boje się tego. Nawet zastanawiam się nad tym po co ja to pisze. Niczego innego się nie boje. Od tamtej pory nie czuje strachu do niczego innego i rzadko cokolwiek mnie cieszy. Chciałbym się spotkać z psychologiem, ale się boję. Boję się, że mi nie pomoże. I boję się, że rodzice umrą, że zostanę sam, że sobie nie poradzę, że ja umrę albo zachoruje na jakąś chorobę. A z drugiej strony się tego nie boję, bo krąży w mojej głowie, że przecież i tak umrę :/ Czyję jakbym tracił kontakt z rzeczywistością. Chce znowu normalnie żyć i przejmować się pierdołami, nie myśleć o śmierci i sensie życia. Nie wiem co robić. Im dłużej o tym myślę robię się coraz bardziej smutny. Proszę o pomoc! :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego badania nic nie wykazują, a mnie ciągle wszystko boli?

Mam 22 lata, od 3 miesięcy dokuczają mi bóle w klatce piersiowej, w okolicach serca, a nawet brzucha i pleców. Lekarz twierdzi, że to nerwobóle, a ja sobie wkręcam, że coś mi jest... Miałam robione ekg - niby...

Mam 22 lata, od 3 miesięcy dokuczają mi bóle w klatce piersiowej, w okolicach serca, a nawet brzucha i pleców. Lekarz twierdzi, że to nerwobóle, a ja sobie wkręcam, że coś mi jest... Miałam robione ekg - niby nic nie wykazało, również eeg głowy też jest dobre, ale nadal twierdzę, że coś mi dolega, wyczytuję rożne choroby i myślę, że może to mam. Może byłabym pewniejsza, jakbym miała jeszcze zrobione rtg klatki piersiowej i usg brzucha, ale mi już jest głupio prosić o skierowania, a prywatnie mnie nie stać aby iść się zbadać… Chodzę do psychiatry i psychologa - może troszkę pomogą, ale to za krótki czas aby jeszcze coś stwierdzić. Mam straszne lęki, że umieram, już sobie z tym nie radzę, bliscy nie potrafią mi pomóc. Może tutaj dostanę jakieś rady? Co mam robić? Proszę o pomoc

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Skąd biorą się zimowe stany lękowe, ucieczka w samotność, apatia i pustka?

Witam, nigdy wcześniej nie szukałam odpowiedzi na tego typu forach, ale dziś przyszedł taki czas, że mam ochotę się wylać. Mam 31 lat, jestem w związku z jednym człowiekiem od 12 lat. Zawodowo pracuję jako wolny strzelec – fotograf, działam...

Witam, nigdy wcześniej nie szukałam odpowiedzi na tego typu forach, ale dziś przyszedł taki czas, że mam ochotę się wylać. Mam 31 lat, jestem w związku z jednym człowiekiem od 12 lat. Zawodowo pracuję jako wolny strzelec – fotograf, działam też jako aktywistka w obszarze kultury i sztuki. Wydawałoby się, że moje życie jest kolorowe, ale to tylko złudzenie, złapałam się na tym, że czuję się coraz gorzej, szczególnie zimą kiedy za oknem nie ma słońca, dzień kończy się zbyt szybko, a ja kończę się razem z nim, zaszywam się w sobie i coraz mniejsza ochotę mam uczestniczyć w jakimkolwiek życiu towarzyskim, nie mam siły na odbieranie telefonów. Bywają takie dni, że jedynie odbieram od mojego mężczyzny, bo nie czuję niepokoju czy też leku przed rozmową, ale każdy inny znajomy telefon od osób, które bardzo kocham, przyjaciół robi się dla mnie niepokojący. Mam w związku z tym ogromne poczucie winy i lęku przed spotkaniem z nimi. Czuję się wtedy sztywna, zamknięta w sobie, zalewa mnie pot i nie kontroluję słów, które wypowiadam. Moi przyjaciele mnie bardzo kochają i rozumieją, bo sami mają swoje spadkowe stany. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że wszyscy są już po terapii lub w trakcie terapii lub w trakcie leczenia farmakologicznego. Mamy dla siebie dużo empatii i zrozumienia, dlatego tym bardziej czuję się zaniepokojona moimi ucieczkami w siebie samą. Zdaje sobie też sprawę, że nie potrafię wytrzymać długą sama ze sobą, że kiedy tak jestem sama na sam zaczynam drążyć w sobie swoją wartość, nijakość, marność, słabość, niechęć do życia, obrzydliwość, egoistycznie poczucie wartości, chęć skupienia uwagi innych na sobie itd., łapię się też na tym, że mam poczucie winy za czyjeś złe samopoczucie, i zaczynam wszytko rozbić, żeby ta osoba się poczuła dobrze. Wydaje mi się też, że każdy robi bardzo oryginalne rzeczy i mówi mądrze, natomiast ja nigdy nie mam nic mądrego do powiedzenia, często się zamykam, odcinam kontakt z otoczeniem, stawiam barykadę i staję się chłodna i nie mam pojęcia czemu tak robię, bo w głębi duszy chce mi się poznawać ludzi. Kiedyś byłam otwartą osobą, bywało duszą towarzystwa o silnej, wyrazistej osobowości, a dziś czuję się słaba, przezroczysta, bez wyrazu, bez ciekawości do świata, bez otwarcia do ludzi, uciekająca, obserwująca z lękami… Czytam w odpowiedziach: „skontaktuj się psychologiem lub psychiatrą” - tutaj tworzy się następna bariera finansowa, nie stać mnie na rozpoczęcie cyklicznej terapii poznawczej czy każdej innej, a nawet gdyby pojawił mi się zastrzyk gotówki za chwilę skończyłby się i nie wyobrażam sobie nagłego zostania z rozgrzebaną głową! Już kiedyś nawet przyszło mi do głowy zaproponować barter za terapię (jako fotograf), ale chyba nie mam odwagi. Przeszukałam fora i są państwowe placówki świadczące darmowe usługi, ale w konkretnych przypadkach takich jak AA, DDA, DDD. Mam w sobie ogromną chęć rozpoczęcia pracy nad sobą, chociaż by od dziś, bo już znieść nie mogę samej siebie i zdaję sobie sprawę, że na własne życzenie oddalam się od ludzi. To był jeden z wątków z mojej głowy, który nie daje mi spokoju, ale gdyby tak głębiej wejść tematów się robi wiele, a złożoność ich jest nieskończona, począwszy od dzieciństwa, kończąc na relacjach z partnerem. Bardzo proszę o rozsądną poradę!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pokonać lęki po rozstaniu z dziewczyną i nadużywaniu różnych środków?

Witam, 3 miesiące temu się zaczęło. Zdradziła mnie dziewczyna co mocno przeżyłem, zacząłem pić alkohol, brać amfetaminę i po pewnym czasie stało się coś dziwnego. Zacząłem się budzić w nocy w strasznej panice, że nie mogę oddychać. Skończyłem z...

Witam, 3 miesiące temu się zaczęło. Zdradziła mnie dziewczyna co mocno przeżyłem, zacząłem pić alkohol, brać amfetaminę i po pewnym czasie stało się coś dziwnego. Zacząłem się budzić w nocy w strasznej panice, że nie mogę oddychać. Skończyłem z piciem i narkotykami - minęło budzenie się w nocy, ale zaczęły się męczarnie w dzień. Dziwny stres nie do opanowania, lęk nie wiadomo przed czym... W kolejce w markecie nagle zaczęło mi brakować powietrza, w gardle sucho, serce zaczęło bić jak szalone, miałem wrażenie, że zemdleją - i tak co jakiś czas. Bywają dni, że jest OK, a bywają dni, że jest tak jak dziś, czuję jakby coś mnie ściskało w głowie, a im bardziej o tym myślę, tym gorzej - momentami suchość w gardle, brak śliny do połknięcia i uczucie strachu. Nie mam pojęcia co mi jest, do psychiatry nie bardzo chcę się wybierać, bo pewnie nawpisuje mi leków i po sprawie. Doradźcie mi coś. Dodam jeszcze, że całe życie bylem w dużym stresie, ojciec alkoholik, brat narkoman ja najmłodszy patrzyłem na to wszystko od zawsze przejmując się tym najbardziej i mam wrażenie, że w końcu coś we mnie pękło. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam nerwicę i jak mam ją leczyć?

Mam 24 lata. Jestem nerwowa bardzo. Codziennie borykam się z nerwami. Przez kłótnie z partnerem brak mi cierpliwości i dobrego podejścia do dziecka i samej siebie. Mam mieszane uczucia do większości spraw, co mi sprawia problem w podejmowaniu decyzji, nie...

Mam 24 lata. Jestem nerwowa bardzo. Codziennie borykam się z nerwami. Przez kłótnie z partnerem brak mi cierpliwości i dobrego podejścia do dziecka i samej siebie. Mam mieszane uczucia do większości spraw, co mi sprawia problem w podejmowaniu decyzji, nie wychodzę praktycznie z domu. Przestałam dbać o siebie jako kobietę, bo stwierdziłam, że to nie ma sensu. Zaczęło wszystko mnie drażnić, wszystko - od przestawienia jednej rzeczy w domu do rzeczy, o które poprosiłam partnera kilkakrotnie, które zostają zignorowane. Z nerwów potrafię albo nie jeść tydzień, albo jeść na masę przez miesiąc, tyję z miesiąca na miesiąc. Ciągle mam zły humor, nie potrafię się skupić na codziennych obowiązkach co mnie też irytuje. Zamykam się w sobie od 3 m-cy, przestałam się spotykać ze znajomymi. Denerwuję się przed każdym spotkaniem ze znajomymi w większym gronie. Rozmowy z partnerem zamieniły się w kłótnie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co mam myślec o tym, że byłabym gotowa kogoś zabić?

Czasem miewam stany lękowe, najczęściej podczas pracy i w środkach komunikacji: samochodach, autobusach. Przyzwyczaiłam się już do tego, ale dziś na wykładach przeszła mi przez głowę myśl, że jestem w stanie kogoś zabić - spanikowałam. Jak mogę o czymś takim...

Czasem miewam stany lękowe, najczęściej podczas pracy i w środkach komunikacji: samochodach, autobusach. Przyzwyczaiłam się już do tego, ale dziś na wykładach przeszła mi przez głowę myśl, że jestem w stanie kogoś zabić - spanikowałam. Jak mogę o czymś takim myśleć? Co, jeśli mam słabą psychikę? Gdzie się udać po pomoc? studentka

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to, że nie mam przyjaciół i dziewczyny, a rodzice się mną nie interesują spowodowało u mnie depresję?

Witam, Mam 14 lat i mam na imię Piotrek. Cierpię chyba na depresję. Jest mi bardzo smutno, cały czas plączę, byłem dobrym uczniem, lecz pogorszyłem się w nauce, jestem jakby bez życia, nie mam przyjaciół, dziewczyny, ani kolegów,...

Witam, Mam 14 lat i mam na imię Piotrek. Cierpię chyba na depresję. Jest mi bardzo smutno, cały czas plączę, byłem dobrym uczniem, lecz pogorszyłem się w nauce, jestem jakby bez życia, nie mam przyjaciół, dziewczyny, ani kolegów, a z rodziną w ogóle nie rozmawiam - wracam ze szkoły, a mama jest w pracy, wraca o 20. Tata w ogóle ze mną nie rozmawia, ostatni raz się odezwał 2 tygodnie temu. Czuję się opuszczony, niechciany, jeszcze jutro rodzice odetną mi internet - całkiem się załamię, w ogóle ze mną nie rozmawiają, nie interesują się mną, wiec oni na pewno mi nie pomogą. Przyjaciół nie mam, ani dziewczyny - z tego powodu jest mi bardzo przykro, też nic tylko łzy. Całymi nocami płaczę i marzę o tym, żeby to się skończyło, czuję się po prostu tak samotny, nieakceptowany, że to jest nie do pomyślenia - błagam o pomoc, bo tylko wam mogę się zwierzyć z moich uczuć.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy moje wszystkie objawy spowodowała nerwica?

Witam wszystkich, Jestem nowa. Od ponad pól roku, czyli odkąd zaczęły się moje problemy, czytam rożne fora i można powiedzieć, że prawie cały czas siedzę w internecie i szukam odpowiedzi na pytanie co mi jest. Nie chce mi się wierzyć,...

Witam wszystkich, Jestem nowa. Od ponad pól roku, czyli odkąd zaczęły się moje problemy, czytam rożne fora i można powiedzieć, że prawie cały czas siedzę w internecie i szukam odpowiedzi na pytanie co mi jest. Nie chce mi się wierzyć, że to nerwica, chociaż lekarze mnie o tym zapewniają! Boli mnie wszystko, od żołądka po głowę. Ja już nie wytrzymuje! Wszystko zaczęło się w czerwcu 2010 r. Czułam straszny ból, wręcz kłujący i piekący, pod żebrami. Później doszło do tego kłucie w żołądku, w okolicach wątroby, serca, płuc, po prostu wszędzie! Pierwsze badania miałam robione w lipcu, były to tylko badania krwi - wszystko ok. Lekarz rodzinny powiedział, że może to stres, za dużo pracy itd. Objawy nie ustępowały, wręcz nasilały się. Poszłam do angielskiej przychodni (jestem za granicą). Zrobili mi ponowne badania krwi plus USG jamy brzusznej i wszystko było ok. Ponownie diagnozą był stres. Z dnia na dzień było coraz gorzej, codziennie płakałam z bezsilności, nie miałam nawet siły chodzić, bolało mnie wszystko, nawet mięśnie. Strasznie schudłam, a naprawdę apetyt miałam ogromny! W końcu, w październiku poleciałam do Polski i zrobili mi szereg badań. Prześwietlenie płuc - pełno małych guzków, ale podobno po jakimś niewyleczonym zapaleniu płuc, krew - ok, mocz - ok, badania krwi wątrobowe - ok, prześwietlenie kręgosłupa - ok, gastroskopia - ostre zapalenie żołądka (podobno wywołane stresem), USG - ok. Byłam również u psychiatry, po wywiadzie stwierdził nerwicę. Przepisał leki, ale nie pomogły. Dalej się meczę. Ból jest wręcz rozrywający. Jakby miało mi jelita rozwalić razem z sercem, złożeniem i całą resztą! Jak naciskam mocno pod mostkiem to również mnie bardzo boli. I do tego jeszcze ten straszny ból głowy, codziennie… Błagam, pomóżcie mi. Wyszukuję sobie cały czas jakieś choroby, moje objawy pasują mi do wszystkiego. Czy to możliwe, żeby nerwica wywołała takie bóle, nawet te "mechaniczne"? A najgorsze jest to, że nikt się mną nie przejmuje (oprócz rodziców) - chłopak, brat, znajomi - oni mówią, że sobie to wszystko wmawiam. A ja już naprawdę nie mogę wytrzymać! Mam 23 lata. Błagam, pomóżcie...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jeśli mam nerwicę, to jak przekonać mamę do wizyty u lekarza?

Dzień dobry, Mam 14 lat i podejrzewam, że mogę mieć tą nerwicę lub coś takiego. Otóż mam fobię przed owadami robakami itp. (jak wyszukała w internecie - entomofobia). Wiem, że to fobia, bo latem, kiedy przez okno do mojego pokoju...

Dzień dobry, Mam 14 lat i podejrzewam, że mogę mieć tą nerwicę lub coś takiego. Otóż mam fobię przed owadami robakami itp. (jak wyszukała w internecie - entomofobia). Wiem, że to fobia, bo latem, kiedy przez okno do mojego pokoju wlatują te robale strasznie panikuję, pocę się, masakrycznie szybko bije mi serce, cała się trzęsę, zwijam w kulkę i oddalam się od pokoju, a nawet płaczę. Zwykle wszyscy w domu wtedy śpią, więc nie ma kto zrobić z tym porządku. Wtedy nawet nie śpię, tylko zwinięta w tą kulkę siedzę w toalecie, albo leżę z psem. Ostatnio te objawy się powtórzyły. Mam na myśli to szybkie bicie serca, trzęsienie się, płacz, nawet płytkie oddechy, a później jeszcze bolała mnie głowa. Nie wiem skąd to się mogło wziąć, bo żadnego robaka nie widziałam, nawet nie myślałam wtedy o owadach, ani nic. Myślała chyba że zemdleję. Na następny dzień wspomniała przy okazji o tym lekarzowi, ale trochę niedokładnie to powiedziałam i nic z tego nie wynikło. Mama pewnie nawet nie wie, że można mieć coś takiego jak nerwica i nie pójdzie ze mną w tej sprawie do specjalisty, więc może powinnam jej to jakoś zasugerować, tylko jak? Nie chcę wyjść na jakąś przewrażliwioną. Przepraszam za rozpisanie się, ale to może w czymś pomoże. ;)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mam depresję lub nerwicę i czy wymagam opieki psychiatry, a może to urojenia?

Witam, Mam 37 lat, haruję na stanowisku kierowniczym po 12 godzin i dłużej, oprócz tego prowadzę dom z trójką dzieci, to znaczy wszystko dotyczy się czasu przeszłego, bo niedawno, idąc do pracy, doświadczyłam czegoś, co nigdy wcześniej mnie nie spotkało...

Witam, Mam 37 lat, haruję na stanowisku kierowniczym po 12 godzin i dłużej, oprócz tego prowadzę dom z trójką dzieci, to znaczy wszystko dotyczy się czasu przeszłego, bo niedawno, idąc do pracy, doświadczyłam czegoś, co nigdy wcześniej mnie nie spotkało - nagła duszność, miękkość nóg, drżenie rąk i wrażenie, że zaraz umrę, serce chciało mi wyskoczyć z piersi. Z pracy trafiłam do szpitala, gdzie wykluczono chorobę serca. Wzięłam trochę wolnego, aby odpocząć i dojść do siebie, ale dalej była tylko równia pochyła do wiecznego kucia w sercu, uczucia niepokoju (tak jakby miała za chwilę zdać najważniejszy egzamin w życiu), płaczliwość, rozdrażnienie, doświadczyłam bezsennych nocy, myśli które kłębiły się w mojej głowie powodowały uczucie leku i obawę, że zaraz zwariuje i zrobię coś okropnego. Stałam się płaczliwa, wiecznie zmęczona, pomimo wolnego czasu jestem w stanie tylko z trudem coś ugotować na obiad. Coraz ciężej wstaje mi się z łózka. Stwierdziłam, że przyczyną moich dolegliwość są nieprzespane noce - udałam się do lekarza po leki (zaznaczam, że żadne ziółka na mnie już nie działają, bo stosowałam je jako środki uspakajające w stresujących sytuacjach w pracy). Po przedstawieniu Pani doktor (pierwszego kontaktu) dolegliwości, pani popatrzyła na mnie jak na symulanta i przepisała antydepresant w minimalnej dawce. Ponieważ moja samopoczucie się nie poprawiało, a wręcz odwrotnie poprosiłam męża, aby udał się do lekarki (kontakt osobisty z nią był ponad moje siły) i zapytał o zwiększenie dawki, ponieważ nadal nie śpię w nocy oraz na ból żołądka. Pani doktor powiedziała mężowi, że nie mam takiej możliwości, bo żona sobie to wszystko uroiła. Nie wiem co mam o tym myśleć, bo ja chciałam by mieć siłę i chęć wysprzątać mieszkanie, iść z dzieckiem na spacer, wstać rano do pracy, chciałabym umieć zdecydować co zrobić z sobą dalej, skoro obecna praca doprowadziła mnie do takiego stanu, a nie potrafię i chciała bym spokojnie przespać noc. Powrót do pracy mnie przeraża (wolałabym skoczyć pod pociąg niż tam wrócić). Nie wspomnę, że wstanie o 5 rano jest po prostu nie wykonalne w obecnej chwili. Jak mam sobie tłumaczyć moje dolegliwości? Kto może pomóc mi uzyskać energię i chęć do życia? A może naprawdę sobie to uroiłam? Pozdrawiam i proszę o odpowiedź, bo nie wiem co mam robić. Renata 17  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego boję się gdziekolwiek wyjść?

Witam, mam na imię Bartek mam 18 lat jestem z Warszawy. Co tu powiedzieć, po prostu jak wstaję rano i czuję, że żyję, cieszę się - nie wiem, czy to depresja, ale boję się gdziekolwiek wyjść. Jeżeli wypiję kilka piwek...

Witam, mam na imię Bartek mam 18 lat jestem z Warszawy. Co tu powiedzieć, po prostu jak wstaję rano i czuję, że żyję, cieszę się - nie wiem, czy to depresja, ale boję się gdziekolwiek wyjść. Jeżeli wypiję kilka piwek nie mam nic, żadnych nerwów, żadnych lęków, a jak jestem bez alkoholu to oczywiście nerwy bez powodu, wzdęcia, gazy, ciepło się robi, słabo… Po prostu bez powodu zaczęło się - gdy rano wstałem, poszedłem do kuchni, zrobiłem sobie dzbanek herbaty, kilka kanapek, zasiadłem do komputera, włączyłem grę i nagle jakiś taki niepokój, drgawki, lęk, słabo mi było, nie moglem się podnieść z krzesła, bo nogi mi się same uginały. Mama mi dała swoją tabletkę na uspokojenie to po pół godzinki mi przeszło, ale od tamtej pory jest piekło - śpię przy włączonym komputerze, bo jak w domu w nocy jest ciemno, to po prostu mi słabo i mam jakieś plamy przed oczami i jak jakaś kłótnia w domu to serce tak bije, że mam wrażenie, że zaraz eksploduję lub jak idę gdzieś i złapie mnie taki jakiś niepokój to muszę się do domu wrócić z tym, że nie wiem co mi jest, nie daję rady, po prostu załamuję się, siedzę tylko przy komputerze przez cały dzień, w nocy idę spać, rano wstanę i znowu na komputer - czuję się nieswojo, wmawiam sobie, że zawału dostanę po alkoholu itd. Nie wytrzymuje już - czy wie ktoś, co mi dolega?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy lekarz musi powiedzieć o samookaleczaniu się i pragnieniu śmierci?

Witam, Jestem umówiona do psychiatry na najbliższy dzień. Jestem osobą niepełnoletnią. Do pójścia tam skierowała mnie pani psycholog ze szkoły, ale po tym jak powiedziała moim rodzicom było jeszcze gorzej. Zwłaszcza z moim ojcem. On sprawia, że wszystkiego nienawidzę. Po... Witam, Jestem umówiona do psychiatry na najbliższy dzień. Jestem osobą niepełnoletnią. Do pójścia tam skierowała mnie pani psycholog ze szkoły, ale po tym jak powiedziała moim rodzicom było jeszcze gorzej. Zwłaszcza z moim ojcem. On sprawia, że wszystkiego nienawidzę. Po rozmowie z psycholog w ogóle nie chciałam z nim siedzieć w domu, bo mówił „ty to taka pokrzywdzona przez los”, „nie będę tolerował twoich fochów”, że jestem głupia itd. On myśli, że ja tego chciałam - od pół roku nie mogę się pozbierać. Nie chciałam by oni wiedzieli. Jednak się dowiedzieli. Przez prawie pół roku się nie zainteresowali. Gdy pójdę do psychiatry chciałabym być z lekarzem szczera, by poczuć się lepiej. W domu czuję się jak śmieć, odkąd pamiętam. I tu również leży problem, który mnie pochłania. Od jakiegoś czasu tnę się i miewam myśli samobójcze - czy jeśli powiem o tym lekarzowi to czy zachowa to w tajemnicy? Nie chcę by oni o tym wiedzieli. Uważają, że są super, a tak naprawdę krzywdzili mnie odkąd byłam mała. A teraz to powróciło po rozstaniu z chłopakiem. Przez całe życie myślałam, że nie zasłużyłam na nic lepszego dopóki nie poznałam chłopaka. On pokazał mi „światło”. Odkąd mnie zostawił jest coraz gorzej. Czy to co tam powiem zostanie w tym pokoju? Czy moja matka dowie się o wszystkim?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty