Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Napady osłabienia bez utraty przytomności - czy to nerwica?

Witam, Mam 34 lata, od 3 lat pracuję w domu. Zawsze byłam nerwusem, denerwowałam się następstwem wszystkiego co ma się wydarzyć, np. wyjazd na wycieczkę, czekanie na kuriera. Od 3 miesięcy nękają mnie napady osłabienia - zaczyna się od mrowienia...

Witam, Mam 34 lata, od 3 lat pracuję w domu. Zawsze byłam nerwusem, denerwowałam się następstwem wszystkiego co ma się wydarzyć, np. wyjazd na wycieczkę, czekanie na kuriera. Od 3 miesięcy nękają mnie napady osłabienia - zaczyna się od mrowienia na całym ciele, potem jest pieczenie w klatce piersiowej, żołądek jest silnie ściśnięty, biegunka. Pierwszy raz wezwałam karetkę, gdyż nie wiedziałam co się ze mną dzieję. W szpitalu wszystkie badania wyszły ok, podano mi kroplówki i zalecono leczyć nerwy. Udałam się do psychiatry, dostałam leki antydepresyjne, ale niestety ich działanie było tak silne, iż nie dałam rady przez to przejść. Znowu trafiłam na pogotowie z silnym bólem żołądka, podano mi leki w kroplówce. Odstawiłam te leki całkowicie. Za każdym razem pomógł mi tylko jeden lek. Niestety boję się, że się uzależnię. Już teraz lęk przed kolejnym napadem przeszkadza mi normalnie funkcjonować. Zauważyłam, iż te napady mam przy silnych emocjach negatywnych i pozytywnych. Gdzie mam się udać ze swoim problemem? Boję się wychodzić do sklepu, kościoła itp. Katarzyna

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czym leczyć lęk?

  Witam, mam 30 lat. Od pewnego czasu mam lęki, takie jakieś wewnętrzne obawy, że coś się wydarzy z czym sobie psychicznie czy emocjonalnie nie poradzę, np. śmierć bliskiej osoby czy jej choroba, mój wypadek w pracy czy w aucie....

  Witam, mam 30 lat. Od pewnego czasu mam lęki, takie jakieś wewnętrzne obawy, że coś się wydarzy z czym sobie psychicznie czy emocjonalnie nie poradzę, np. śmierć bliskiej osoby czy jej choroba, mój wypadek w pracy czy w aucie. Ogólnie martwię się jak gdyby na zapas, nadmiernie, o czym ja doskonale wiem, ale jednak mnie to wewnętrznie napawa lękiem. Co zapewne istotne trwa to dzień, czasem parę godzin i ustępuje. Proszę powiedzieć, czy istnieje możliwość jakimś lekiem dostępnym na rynku bez recepty złagodzić lub wyleczyć tego rodzaju dolegliwości? Czy mam się udać z tym do lekarza rodzinnego i mu o tym powiedzieć? Proszę o poradę, Mariusz

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Schizofrenia prosta - skąd się bierze takie zaburzenie?

Czy brak poczucia czasu (tak jakby świadomości) - godziny, dnia tygodnia, roku, itp. może być objawem schizofrenii prostej? Taką otrzymałem diagnozę wstępną – podejrzenie. Jeśli jest, to właściwie jak to dokładnie działa? Skąd się bierze takie zaburzenie w schizofrenii? I...

Czy brak poczucia czasu (tak jakby świadomości) - godziny, dnia tygodnia, roku, itp. może być objawem schizofrenii prostej? Taką otrzymałem diagnozę wstępną – podejrzenie. Jeśli jest, to właściwie jak to dokładnie działa? Skąd się bierze takie zaburzenie w schizofrenii? I bardzo ważne dla mnie: jeśli jest to objaw schizofrenii - czy taka świadomość może być przywrócona w jakikolwiek sposób? Czy zdarzają się takie przypadki?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to jakaś fobia zapachowa?

Witam, Mam pewien problem. Na razie nie mam zamiaru kierować się z nim do jakiegoś specjalisty w moim mieście, ponieważ raczej nie jest to jak na razie konieczne. Opiszę to tak: dziwnie się zachowuję. To trochę wstydliwe i uważam za... Witam, Mam pewien problem. Na razie nie mam zamiaru kierować się z nim do jakiegoś specjalisty w moim mieście, ponieważ raczej nie jest to jak na razie konieczne. Opiszę to tak: dziwnie się zachowuję. To trochę wstydliwe i uważam za głupie, ale po wielu czynnościach wącham swoje dłonie. Po prostu nie panuję nad tym i muszę poznać ich zapach, czy nie "śmierdzą" od tego, co przed chwilą dotykałam. W dodatku często mam wrażenie, że brzydko pachnę. Nikt nie czuje ode mnie żadnego brzydkiego zapachu, utrzymuję ciągle wysoki poziom higieny osobistej, więc nie wiem skąd takie brzydkie zapachy, które czuję. Od innych ludzi, gdy np. spocą się, od razu czuję ten brzydki zapach. Często nawet czuję brzydki zapach z kubka, w którym piję tylko ja. Nie wiem, czy coś jest ze mną nie tak? Z pewnością nie jest to normalne. Czy jest to jakaś fobia zapachowa? Obsesja? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam serdecznie.
odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jaki to typ nerwicy?

Witam, Mam 15 lat i jestem chłopakiem. Chodzę do 3 gimnazjum i kontakt z rówieśnikami mam wręcz genialny. Byłem taki wstydliwy kiedyś, a teraz jest też lepiej. Największy problem jaki mam to oddychanie. Nie wiem czemu, ale mam duszności zazwyczaj...

Witam, Mam 15 lat i jestem chłopakiem. Chodzę do 3 gimnazjum i kontakt z rówieśnikami mam wręcz genialny. Byłem taki wstydliwy kiedyś, a teraz jest też lepiej. Największy problem jaki mam to oddychanie. Nie wiem czemu, ale mam duszności zazwyczaj wieczorem. Pierwszy raz zaczęło się chyba ok. 1,5-2 lata temu. Nie mogłem już oddychać, mama zadzwoniła na pogotowie i mnie zabrali. Nic nie stwierdzili. Później nie pamiętam czy oddychałem tak cały czas. Jakiś czas temu znowu było fatalnie, ale pogotowie nie miało wolnej karetki i nie mogli przyjechać, więc musiałem się uspokoić jakoś sam. Też to było wieczorem. Na następny dzień pojechałem do rodzinnego i nie stwierdził nic. Wysłał mnie tylko na rentgen płuc, ale nic nie wykazali. Miałem też jeszcze bodajże EKG serca (nie pamiętam jak to się nazywa, ale miałem takie „przyssawki” przylepiane na klatce piersiowej miałem coś przeczepiane na nadgarstki i kostki na nodze). Pojechałem później znowu do rodzinnego z matką, powiedziałem, że w lekarz co robił rentgen płuc nic nie stwierdził i pokazałem jeszcze te wyniki EKG serca czy co to było i lekarz powiedział, że serce jakoś wolno bije. Sprawdził przez ,,słuchawkę" i serce biło normalnie. Lekarz stwierdził, że to przez przemęczenie serca (bo grałem w piłkę od 6. roku życia) albo przez niedobór żelaza. Miałem niedobór żelaza, ale wątpię aby przez to. Jakiś czas później byłem w szkole i znowu mi się zaczęło źle oddychać. Poszedłem do pielęgniarki szkolnej, ale powiedziała, że może tylko zadzwonić na pogotowie lub po rodzica. No to co zostałem już w szkole. W ten sam dzień miałem turniej w szachy w szkole. Na tym turnieju ciężko mi się oddychało. Po zakończeniu pojechałem do babci, bo parę metrów dalej był rodzinny lekarz. Przyszedłem do babci i powiedziałem, że mi się ciężko oddycha więc poszliśmy do lekarza, musieliśmy czekać ponad 30 minut. W tym czasie już mi przeszło trochę. Wchodzimy do lekarza i mówię, ze znowu mi się ciężko oddycha. Lekarz zaczął myśleć i powiedział, że nie wie co mi jest. Stwierdził też, że widzi tak jakbym oddychał źle przez nerwy. Wysłał mnie pulmonologa. Pojechaliśmy i czekam, wchodzimy wreszcie do lekarza, ale tylko wypisał wszystkie objawy. Kazał mi kaszlnąć i się spytał czy mi się jakoś zakręciło w głowie. Zakręciło mi się i zapisał to. No to wróciłem do domu i czekaliśmy na kolejną wizytę u pulmonologa. No pojechałem i miałem spirometrię. Spirometria wyszła dobrze. Stwierdzono, że nie mam astmy ani innej choroby w układzie oddechowym. No to ja wracam do domu trochę załamany, bo nie mam astmy (liczyłem na astmę, bo to da się wyleczyć podobno). Teraz jestem bez tabletek bez niczego. Może to na tle nerwowym? Nie mam łatwego ostatnio życia. Ojciec zagranicą, zdradził matkę, a ta przez to stała się alkoholiczką. Nie ma ostatnio zbytnio łatwo z finansami, ba jest fatalnie, bo ojciec zmienił wcześniej pracę i nie dostał przez miesiąc pieniędzy i następny ojciec nie płacił, bo tracił wszystko na kochankę. Boję się nawet wyjść z domu, bo się boję o matkę, że sobie matka coś zrobi i boję się o samego siebie, że coś się stanie. Mam jeszcze brata 18 lat, ale on cały czas wychodzi i nie lubię gdy moja mama zostaje sama. Może mi brak świeżego powietrza? Mieszkam dość daleko od znajomych i trudno o dojście pieszo, a już nie mówię o autobusach bo jeżdżą raz na godzinę albo co 2 godziny, więc też nie ma zbyt kolorowo. W szkole sobie jakoś radzę. Miałem w wakacje poprawkę z matmy (mama wówczas już nie piła) i jakoś nie miałem problemów z oddychaniem. A trudno, żeby się tym nie przejmować. Jednak zdałem bez problemu i teraz z matematyki jestem o wiele lepszy od innych i raczej nie przejmuję się już szkołą. Nie mam nawet dziewczyny, bo wszystko przez to oddychanie, boję się wyjść już nawet z domu. Ostatnio gdy idę rano na autobus i mam czas na myślenie (praktycznie zawsze myślę o oddychaniu, chyba, że z kimś gadam w szkole to już nie) i mi się zaczęło rano ciężko oddychać. Może powietrze jest zimniejsze i jakoś inaczej mi się przez to oddycha? Te problemy mam zawsze jak jestem sam. W domu sobie włączę komputer, światło i skupiam się na tym co robię i oddycha mi się normalnie. W nocy zawsze mi się ciężko oddycha. Staram się włączyć grę i skupić na grze. Myślę raz, że to przez nerwy a raz, że nie. Gdy zaczyna mi się ciężko oddychać to zaczynam myśleć o śmierci itp. Boję się nawet tego, że zaraz zapomnę jak się oddycha. Nie, że nie będę mógł, tylko, że zapomnę. Mam też problemy z połykaniem. Boję się, że połknę język czy coś. Nie mogę spać. Mogę iść spać o 4 rano wstać o 6.30 i będę miał 2 x więcej energii niż inni. Śpię w dniach szkolnych około 12 godzin razem. Jest to tyle co inni śpią nawet nie przez 2 dni. Wręcz mało i nie wiem czy to nie przez te oddychanie. Cały czas o tym myślę. Rano nie chcę o tym mówić, a wieczorem ,gdy jest czas o myśleniu o tym chce mi się płakać, chcę wszystko powiedzieć, mówię sobie, że pójdę do lekarza, powiem wszystko, ale rano już myślę kompletnie inaczej. Myślę, że pójdę do psychologa i mi pomoże, a innym razem myślę, że pójdę i że mi nie pomoże. Najlepsze to, że ja zawsze mam problemy z oddychaniem podczas jedzenia. Trochę mi się źle oddycha po np. śmianiu czy takim dłuższym mówieniu. Jestem prawie załamany, bo 3 razy u rodzinnego i nadal nie wie co mi jest. Więc napiszę krótko objawy: oddychanie - często źle oddycham po śmianiu, zazwyczaj gdy leżę lepiej oddycha mi się niż podczas siedzenia, w szkole mi się lepiej oddycha niż podczas nocy, gdy można o tym myśleć. Źle mi się oddycha podczas jedzenia. I może jak to coś da to: podczas gdy leżę i wstanę to mi się zaczyna przez chwilę kręcić w głowie. A i dodam, że ostatnio bardzo łatwo mnie wkurzyć i tracę panowanie nad sobą. Boję się, że to nie nerwica, że nie da mi się już pomóc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak rozmawiać z bratem, który popadł w stany lękowe lub depresyjne?

Witam, Brat mieszka w Anglii już około 6 lat. Rok temu miał nieudany związek, który bardzo przeżył (rozstanie z narzeczoną). Teraz jest w związku z Angielką, jednak rodzice nie akceptują tego związku (ma już ona dwoje dzieci). Ciągle powtarzali mu...

Witam, Brat mieszka w Anglii już około 6 lat. Rok temu miał nieudany związek, który bardzo przeżył (rozstanie z narzeczoną). Teraz jest w związku z Angielką, jednak rodzice nie akceptują tego związku (ma już ona dwoje dzieci). Ciągle powtarzali mu żeby wracał do kraju (nawet wzięli kredyt, który on również miał spłacać i kupili mu mieszkanie), że tu jest jego miejsce, a w Anglii nic nie osiągnie, gdyż ma mało płatną pracę, mimo że ma wyższe wykształcenie. Kilka dni temu dostaliśmy od niego telefon, że coś się z nim dzieje nie tak, że został opętany przez jakieś złe moce, że popada w obłęd. Kilka dni temu dowiedział się, że będzie miał dziecko i wtedy wszystko co w sobie dusił pękło w nim. Dostaliśmy wiadomość, że jest w szpitalu na oddziale psychiatrycznym. Wcześniej udał się do księdza, bo twierdził, że został opętany, jednak ksiądz "nie zobaczył w nim diabła". Dzisiaj zaczął leczenie, gdyż cały czas ma jakieś omamy. Lekarze pozwolili mu w święta porozmawiać z nami. Moje pytanie brzmi: jak mamy z nim rozmawiać w tym trudnym okresie (zwłaszcza z racji świąt)? Jak go pocieszyć i co mówić, żeby jeszcze bardziej nie pogorszyć jego stanu? Mam jeszcze jedno pytanie: czy stan jego umysłu może być spowodowany nie tylko stresem w pracy (okres przedświąteczny), naciskiem rodziny na to, żeby wrócił do Polski, ciągłymi wymaganiami itp., ale również tym, że kilka tygodni temu miał wypadek na rowerze, w którym złamał rękę, przez co lekarze musieli podać mu narkozę żeby ją złożyć, a jak się później okazało, trzeba było w krótkim odstępie czasu podać drugą narkozę, gdyż ręka się z powrotem przestawiła, a potem były spore problemy z dobudzeniem go? Od tamtej pory brat twierdził, że czuje się jakoś nieswojo. Z góry dziękuję za jakąś poradę i odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Czy nie ma dla mnie przyszłości?

Witam, Mam 19 lat. Piszę już tutaj po raz kolejny… Cały czas borykam się z moimi problemami, mianowicie myślami samobójczymi, częstym samookaleczaniem, ciągłym przygnębieniem, częstym płaczem, rozmyślaniem nad smutną przeszłością, niską samooceną, brakiem chęci do życia itp. Zastanawiam się, czy...

Witam, Mam 19 lat. Piszę już tutaj po raz kolejny… Cały czas borykam się z moimi problemami, mianowicie myślami samobójczymi, częstym samookaleczaniem, ciągłym przygnębieniem, częstym płaczem, rozmyślaniem nad smutną przeszłością, niską samooceną, brakiem chęci do życia itp. Zastanawiam się, czy brać w dalszym ciągu moje leki antydepresyjne (depresja nie została u mnie stwierdzona, tylko borderline), bo zdarzyło mi się już kilka razy, pod wpływem emocji, połknąć dużą dawkę tych tabletek, ostatnio połknęłam z 12… Ostatnimi dniami mój stan się trochę pogorszył, ciągle boję się wszystkiego, tego, że żyję, tego co będzie potem w przyszłości, tego, że chodzę do psychiatry, że tak często myślę o śmierci…Z tych nerwów na samą myśl o czymś przykrym chce mi się wymiotować - chciałabym nie myśleć o niczym, ale tak się nie da. Jestem z moim obecnym chłopakiem od 2 lat, a ja często myślę o jego byłych partnerkach. Tak jakbym nie mogła się pogodzić z tym, że miał kogoś przede mną, mimo że on nie był moim pierwszym partnerem również. Często wyobrażam sobie jak wyglądały jego stosunki z wcześniejszymi kobietami choć były zaledwie 3. Jedna z nich była prostytutką, z tym również nie mogę sobie poradzić. Jestem niesamowicie zazdrosna i zaborcza. Boję się tego, że mnie zostawi dla innej, że nie wytrzyma już moich ciągłych dołków… Czuję się bezwartościową osobą, mam wrażenie czasem, że nikt by nie płakał jakbym zniknęła. Ja chyba zostałam zgwałcona, ale nie wiem dokładnie czy mogę to tak nazwać, tak mi powiedziano, że to był gwałt. Ja dokładnie nie umiem sobie samej wytłumaczyć czy to tak było - rozmyśliłam się chwile przed stosunkiem. Przez długi czas, nawet do tej pory nie raz tak się zdarza podczas stosunku z moim chłopakiem, że jak na niego patrzę, to czuję takie obrzydzenie, tzn. nie do niego, ogólnie do tego co on robi, jakby robił mi coś złego, ale często mówię sobie, że wszystko wyolbrzymiam, bo ten „gwałt” - nie wyglądał tak jak te, o których się mówi, ja krótko protestowałam, po prostu po chwili uległam, ale nie chciałam tego. Nie wiem już co ze sobą robić, coraz bardziej się boję, że nie ma dla mnie przyszłości… Proszę o jakieś słowa wsparcia, wytłumaczenia, nie wiem, cokolwiek. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Jak poradzić sobie z lękiem przed śmiercią?

Otóż od jakiegoś czasu, a dokładnie od śmierci wujka dziwnie się zachowuję. Boję się bardzo śmierci, boję się o mamę i siostrę. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Dręczą mnie jednak straszne myśli, które przychodzą mi do głowy (nie chcę...

Otóż od jakiegoś czasu, a dokładnie od śmierci wujka dziwnie się zachowuję. Boję się bardzo śmierci, boję się o mamę i siostrę. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Dręczą mnie jednak straszne myśli, które przychodzą mi do głowy (nie chcę pisać jakie), boję się, że jak się nie daj Boże coś stanie to będzie to moja wina, wyobrażam sobie, a jednocześnie się boję, że zostanę sama. Dlaczego takie myśli mnie nachodzą? Przecież kocham swoją mamę i siostrę i nie chcę dla nich źle. Nie wiem, może tak naprawdę jestem złym człowiekiem? Przez to wszytko nie mogę normalnie funkcjonować.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Jak uratować dziewczynę?

Mam 17 lat. Mam dziewczynę, rok starszą. Jesteśmy razem od roku. Jest najwrażliwszą i najcudowniejszą osobą jaką kiedykolwiek poznałem. Na początku traktowałem ją źle. W sensie psychicznym. Wydawało mi się, że wszystko jest w porządku, byłem głupi. Nie interesowałem się...

Mam 17 lat. Mam dziewczynę, rok starszą. Jesteśmy razem od roku. Jest najwrażliwszą i najcudowniejszą osobą jaką kiedykolwiek poznałem. Na początku traktowałem ją źle. W sensie psychicznym. Wydawało mi się, że wszystko jest w porządku, byłem głupi. Nie interesowałem się tym jak się czuje (w sensie psychicznym). Sama mi powiedziała jakiś czas temu, że czuła się wtedy jakbym miał ją kompletnie gdzieś. Tnie się. Sama mi o tym powiedziała. Podejrzewam, że trwa to już co najmniej rok. Aż wstyd mi przyznać, że to zbagatelizowałem gdy mi to powiedziała po raz pierwszy… Nie jestem żadnym psychologiem czy coś, ale widzę, jaki to był błąd. Nie wierzy w siebie, obwinia się o wszystko a co najgorsze - nie chce, żebym jej pomógł. Nie chce żebyśmy razem przezwyciężyli tą chorobę. Nie próbowałem jej nawet proponować lekarza, bo mówiła mi, że sama musi sobie poradzić, bo jak sobie nie poradzi to się nie pozbiera. Co mam robić? Pomóżcie! Jest dla mnie wszystkim… Zrobię co tylko mogę żeby jej pomóc. Kocham Ją nad życie. Co jeśli stwierdzi w końcu, że nie chce już żyć? Pomóżcie mi…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak postępować przy nerwicy lękowej?

3 lata temu zrobiłam największą głupotę na świecie. Wzięłam dużą dawkę tabletek, wylądowałam w szpitalu. Nie zrobiłam tego celowo, po prostu chciałam spróbować, nie wiedziałam jak się to wszystko skończy. Na szczęście, skończyło się to tylko wielkim doświadczeniem. Jestem osobą...

3 lata temu zrobiłam największą głupotę na świecie. Wzięłam dużą dawkę tabletek, wylądowałam w szpitalu. Nie zrobiłam tego celowo, po prostu chciałam spróbować, nie wiedziałam jak się to wszystko skończy. Na szczęście, skończyło się to tylko wielkim doświadczeniem. Jestem osobą bardzo wrażliwą, uwielbiam nawiązywać nowe znajomości, rozmawiać z ludźmi, pomagać im - w przyszłości bardzo chciałabym zostać psychologiem. Po całej tej sytuacji, która miała miejsce, kiedy byłam w 1 gimnazjum, bardzo się w sobie zamknęłam, miałam straszne lęki, że umrę, że może jednak coś mi się po tym stało, jednak wszystkie badania były pozytywne. Zaczęłam chodzić do psychologa, potrzebowałam relaksacji, było mi z tym bardzo dobrze, poznałam przyjaciela, który miał bardzo dobry wpływ na mnie, po prostu był moim lekarstwem, przy nim zapomniałam o swoim lęku i lepiej mi się żyło, przestałam się leczyć, wszystko minęło. Kiedy zaczęła się pierwsza klasa liceum, nowi ludzi, nowe otoczenie,wszystko wróciło, poczułam brak pewności siebie, zaczęłam się kłócić z przyjacielem, wszystko mi się sypało na głowę. Lęki znów powróciły, z większym nasileniem. Zaczęłam sobie wkręcać choroby, serce zaczęło mi szybko bić, kłucie w klatce piersiowej, jak wychodziłam na dwór czułam się w innym świecie, na zewnątrz ciągle byłam uśmiechniętą dziewczyną, ale wewnątrz ciągle miałam głupie myśli, których nie umiałam się pozbyć. Nie wiem już co mam zrobić, jak sobie z tym radzić, jakie techniki relaksacyjne stosować? Czy to na pewno nerwica? Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy moje objawy zagrażają życiu?

Witam, Mam 14 lat i od jakiegoś czasu fatalnie się czuję. Byłam u lekarza i stwierdził, że mam nerwicę :(, później mi przeszło, ale jakiś tydzień potem znowu mnie to dopadło. Nie wiem co mam robić, nie radzę sobie z...

Witam, Mam 14 lat i od jakiegoś czasu fatalnie się czuję. Byłam u lekarza i stwierdził, że mam nerwicę :(, później mi przeszło, ale jakiś tydzień potem znowu mnie to dopadło. Nie wiem co mam robić, nie radzę sobie z tym. Raz mi zdrętwiała noga i mam kłucie w okolicach serca - przestraszyłam się i pojechałam do szpitala i pani doktor powiedziała, że moje objawy wskazują na stresowe. Biorę leki uspakajające, ale nie pomagają. Mam też bóle z tyłu głowy, tak jakby idący ból od szyi, bolą mnie oczy i czuję ucisk w nosie, mam problem z oddychaniem teraz - tak nagle mnie dopadło to, rano się budzę z bólem głowy, najgorzej jest właśnie rano i w południe później trochę się to wycisza. Naczytałam się w internecie, że te objawy co ja mam i te bóle głowy mogą doprowadzić do niedokrwienia mózgu - strasznie się boje :(. Nagle zrobiło mi się zimno, czuje chłód w stopach i mam zimne dłonie - czy to na pewno nerwica? Nic mi się nie chce, nie mam chęci na nic, jakbym była już umierająca, a boje się :(. Mimo tego, ze lekarz i pani doktor powiedziała, że to nerwica, czy stres i tak mam inne przeczucia :(. Może ja za bardzo sobie wkręciłam te rzeczy, które czytałam w internecie i teraz tak mam? To mnie wykańcza, czuję, że nie jestem sobą :(. Boję się, że za chwilę się przewrócę i ciężko mi jakoś chodzić, prawa nogę mam taka ciężką :(. Czy to zagraża życiu? : (

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Która diagnoza jest prawdziwa?

Mam 23 lata, jestem kobietą. Od 4 lat leczę się u psychiatry. W 2006 roku przeszłam epizod psychozy schizofrenicznej. Diagnozy mam różne (schizoafektywne zaburzenia, borderline, depresja). Leki również brałam różnego rodzaju w ciągu okresu leczenia (neuroleptyki, antydepresanty, stabilizatory). Mój problem...

Mam 23 lata, jestem kobietą. Od 4 lat leczę się u psychiatry. W 2006 roku przeszłam epizod psychozy schizofrenicznej. Diagnozy mam różne (schizoafektywne zaburzenia, borderline, depresja). Leki również brałam różnego rodzaju w ciągu okresu leczenia (neuroleptyki, antydepresanty, stabilizatory). Mój problem polega na tym, że pomimo brania obecnie antydepresantów mam odczucie strasznej pustki emocjonalnej, silną nerwowość, senność, brak odczuwania przyjemności a nawet smutku, nienawiść do samej siebie, wstręt do swojego wyglądu. Objawy czasem mijają zupełnie, czasem są, ale lekkie, a czasem są przytłaczające. Zmienia się to co kilka dni, czasem godzin, niezależnie od sytuacji, pogody. Antydepresanty działają, owszem, ale tylko przez góra 2 tygodnie, a później wszystko zaczyna się od nowa. Neuroleptyki nie wchodzą w grę, ponieważ od nich staję się jeszcze mniej uczuciowa i bardziej zobojętniała. Na stabilizatorach czułam się świetnie, jednak odstawiłam je ze względu na dokuczliwe objawy uboczne, np. tycie czy wypadanie włosów. Nie wiem już co ze sobą robić. Ostatnio unikam ludzi, ponieważ spotkania ze znajomymi zamiast radości dają mi lęki, wyjście z domu powoduje, że jestem strasznie nerwowa, krzyczę na bliskie mi osoby. Wiem, że robię im krzywdę moim zachowaniem, jednak nie jestem w stanie panować nad nerwami. Czasem boję się sama siebie, swojej osoby, ponieważ czuję się taka zła dla innych. Miewam okresy kiedy ta nienawiść do samej siebie jest tak silna, że mam ochotę ze sobą skończyć albo się pociąć. Lekarz na moje pytanie dlaczego tak mam mówi, że taki już mój charakter. Ale przecież nie jest to normalne, że nic zupełnie nie sprawia przyjemności i ze mam taką nienawiść do samej siebie:(. Chciałabym w końcu wiedzieć co mi jest.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to stan depresyjny?

Witam, Zacznę od początku. Kilka lat temu rozpoczęłam studia. Będąc na drugim roku przez ok. 3 miesiące odczuwałam silny stres na żołądku. Wiedziałam, że stresuję się szkołą. Co prawda zastanawiałam się dlaczego czuję to ciągle bez przerwy i tak...

Witam, Zacznę od początku. Kilka lat temu rozpoczęłam studia. Będąc na drugim roku przez ok. 3 miesiące odczuwałam silny stres na żołądku. Wiedziałam, że stresuję się szkołą. Co prawda zastanawiałam się dlaczego czuję to ciągle bez przerwy i tak mocno. Mówiłam rodzicom, że tak się dzieje. Mama nakrzyczała, żebym wzięła się do roboty, a nie wymyślała. W pewnym momencie znalazłam się w takim stanie: nie wychodziłam praktycznie z łóżka, ciągle leciały mi łzy. Nie potrafiłam nad tym panować. Miałam w nosie kto i co będzie o mnie myślał. Nie mogłam znieść obecności ludzi. Nikt nie mógł się do mnie odzywać, bo ciągle płakałam. Uczucie, które we mnie siedziało to był jakby ból w środku 24 h na dobę. Wtedy wiedziałam, ze tylko śmierć uwolniłaby mnie od tego uczucia.Wtedy też czułam, że nie dam rady wyjść z tego sama. Tak naprawdę nie znałam konkretnej przyczyny tego stanu. Któregoś dnia ojciec podjął decyzję i powiedział, że muszę iść do lekarza. Wystraszyłam się i dotarło do mnie, że „sfiksowałam” na umyśle. Zaczęłam na siłę z tym walczyć. Zapłakana, bez sił i energii do życia pojechałam na dyskotekę itd. - przez kolejnych kilka miesięcy walczyłam i było coraz lepiej. Coraz częściej zdarzały się momenty bez tego uczucia w środku. Zaczęłam sobie przypominać jak to jest. Co prawda kiedy wykonywałam określone czynności to uczucie wracało, np. podczas codziennej kąpieli. Następnym widocznym etapem było „olanie wszystkiego” - niczym się nie przejmowałam, dosłownie szkoła, egzaminy itd. - zero stresu. Miałam napad radości życiowej, ale po ok. 2 latach znowu czuję stres ciągły. Dodam, że w lipcu tego roku rozstałam się z partnerem. Był to typowy toksyczny związek, w którym byłam nieszczęśliwa, a pomimo wszystko chciałam w nim trwać. W styczniu też czeka mnie obrona magisterki. Już od jakiegoś czasu coraz częściej mam dni kiedy źle się czuję. Dodam, że zawsze miałam bardzo niskie poczucie wartości. Boję się o swoją przyszłość, boję się, że zostanę samotna (mam 29 lat). Nie mam nadziei, motywacji ani pomysłu na przyszłość. Boję się co zrobię kiedy rodzice umrą itd. Męczy mnie przetrwanie dnia, często kładę się do łóżka, głęboko oddycham, szukam sposobu by lepiej się poczuć. Mój pokój to wieczny bałagan. Nie jestem w stanie w nim posprzątać.Wszystko wszędzie rozrzucam. I to jest coraz silniejsze. Ogólnie czuję się otępiała (cierpię na migrenę). Chciałabym mieć w sobie energię taką jak kiedyś… Pomocy! Obwiniam się, że nie mogę nikogo znaleźć przez to, że mam problemy ze sobą. Pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co się stało z moją psychiką?

Witam, Mam taki problem, a mianowicie coś mi się dzieje z psychiką i to od dłuższego czasu, zostawiałem to i nic z tym nie robiłem, ale straciłem nad tym kontrolę. Mam 17 lat i chodzę do b. dobrego liceum, ale...

Witam, Mam taki problem, a mianowicie coś mi się dzieje z psychiką i to od dłuższego czasu, zostawiałem to i nic z tym nie robiłem, ale straciłem nad tym kontrolę. Mam 17 lat i chodzę do b. dobrego liceum, ale to nie ma raczej z tym nic wspólnego, gdyż jako przeciętny uczeń utrzymuje się na stałym poziomie bez względy czy szkoła słaba czy dobra, może w małym stopniu jest ten stres, ale nieduży. Do wieku ok.14 lat byłem bardzo rozbudzony, agresywny, miałem stwierdzone ADHD, dysleksję itp. - nagle wszystko obróciło się o 180 stopni. Na początku mocno się wyciszyłem, świadomie mogłem nad sobą panować. Dla kogoś kto miał ADHD to dużo znaczy. Wszystko było dobrze, ale do czasu, nie wiedziałem kiedy to się zaczęło. Ze skrajności popadłem w skrajność, z ostrego ADHD w przerażającą obojętność... Aktualnie mam, choć to głupio zabrzmi, uczucia stępione do minimum, ciężko to wytłumaczyć, ale np. w moim wieku jak wiadomo chłopacy latają za laskami, zachowują się mniej więcej jak pies, który poczuje zapach suki w rui, ja natomiast mam inaczej - niczego takiego nie czuję, owszem, podobają mi się dziewczyny, nawet jedna bardzo, czuję do niej lekkie pożądanie, ale nic więcej. Tylko na tyle mnie stać, przy czym jest mi ona z jednej strony obojętna a z drugiej nie. A, i nie jestem impotentem ani gejem i to wiem na 100%. Mam ogólnie jakby 2 świadomości zlewające się w jedną. Jedna to tak jakby sumienie, ona mi mówi czego pragnę na czym mi zależy. Druga jest o wiele potężniejsza, zagłusza wszystko to co mówi pierwsza, odciąga mnie od tego i sprawia, że dosłownie wszystko jest mi obojętne. Wszystko pogarsza do tego wielka pustka, jakiś kluczowy element, coś takiego jak samochód bez silnika. Nie mogę bez tego normalnie funkcjonować. Do tego wszystkiego doszły myśli samobójcze nie raz. Podejrzewam, że doprowadzi to, jak łatwo się domyślić do tego, że życie też stanie mi się obojętne i wiadomo jak skończę. Chce coś z tym zrobić, jestem w takim wieku że jeszcze kilka lat i już miną najlepsze lata mojego życia. Czuję się jak w więzieniu – widzę, jak moi znajomi się bawią, a ja w głębi duszy też tego chcę, ale ta druga cześć to zagłusza i beznamiętnie na to wszystko patrze. Prościej mówiąc, to jest to uczucie gdy na studniówce widzi się jak koledzy się bawią, a samemu siedzisz choć chcesz też się bawić. Zdajesz sobie sprawę, że to zmarnowałeś, a zdarzyło się to tylko raz w życiu i nigdy się nie powtórzy - ja czuję to codziennie. Nie wiem już czy to depresja, schizofrenia czy coś innego. Proszę o pomoc...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Ściskanie w gardle - czy to nerwica?

Witam serdecznie, Mam na imię Adam i mam 25 lat. Więc zaczęło się to jakiś rok temu od duszącego gardła, myślałem, że to jakieś zapalenie, ale po wizycie u laryngologa nic takiego nie stwierdzono oprócz podrażnionego gardła od papierosów...

Witam serdecznie, Mam na imię Adam i mam 25 lat. Więc zaczęło się to jakiś rok temu od duszącego gardła, myślałem, że to jakieś zapalenie, ale po wizycie u laryngologa nic takiego nie stwierdzono oprócz podrażnionego gardła od papierosów (palę paczkę na 2 dni). W sumie to było ściskanie gardła, jakby mi ktoś pas zacisnął na szyi. Znowu wizyta u laryngologa i znowu nic. Potem doszły tiki mięśni w rękach, nogach i oku. Gardło raz dusiło, raz nie. Bylem u lekarza rodzinnego, zlecił podstawowe badania i przepisał leki ziołowe na uspokojenie. Badania wyszły pozytywnie. Nigdy nie chorowałem na nic specjalnego. Potem doszły kłucia w klatce i bóle serca. To już mnie przeraziło, znowu badania ekg i znowu nic. Udałem się do psychiatry, bo przeczytałem gdzieś, że to może nerwica. Lekarz ze mną rozmawiał, przepisał leki, ale ich nie kupiłem (miała pomóc sama rozmowa, nie psychotropy). Tydzień temu znowu badania i znowu wszystko ok, a moje objawy na dziś to częsty ból w okolicy serca, bóle głowy z tylu i w ogóle, osłabienie i czasem ściskanie w gardle oraz bóle stawów i karku. Okazało się, że mam nadciśnienie, mam nadzieję, że spowodowane tą nerwicą, rożnie - 150/100 i podobnie. Biorę leki ziołowe na uspokojenie i beta- bloker na ciśnienie. Po lekach mam 140/90 lub 130/80. Mam półroczną córkę i martwię się o nią i o żonę, nie chciałbym ich zostawić. Za pół roku mam wizytę u kardiologa. Dodam, że 5 lat temu przeżywałem przez 2 lata wielki stres związany z kolegami, którzy mnie zaczęli prześladować, ale nic mi nie było. Przeprowadziłem się i było ok, ale od roku mi się tak dzieje. Bardzo proszę o diagnozę. Pozdrawiam gorąco i czekam na odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jakie jest prawdopodobieństwo odziedziczenia schizofrenii?

Witam, Ojciec mojego chłopaka choruje na schizofrenię. Chciałabym się dowiedzieć, jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia tej choroby u mojego chłopaka. Jak sytuacja ewentualnego dziedziczenia przedstawia się w przypadku następnych pokoleń (dzieci)? Jeśli jest ryzyko zachorowania jest duże, to czy badanie...

Witam, Ojciec mojego chłopaka choruje na schizofrenię. Chciałabym się dowiedzieć, jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia tej choroby u mojego chłopaka. Jak sytuacja ewentualnego dziedziczenia przedstawia się w przypadku następnych pokoleń (dzieci)? Jeśli jest ryzyko zachorowania jest duże, to czy badanie psychiatryczne pomoże w tej sytuacji? Proszę o odpowiedź, jest to dla mnie bardzo ważne. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy leki antydepresyjne spowalniają perystaltykę jelit?

Witam, Mam ibs objawiający się przewlekłymi zaparciami, o bólach brzucha, wzdęciach i zagazowaniach szkoda wspominać. Biorę leki rozkurczowe, trzymam dietę bogatoresztkową. Poprawa jest, albo jej nie ma - nie wiem od czego to zależy. Biorę leki przeciwdepresyjne zawierające lek...

Witam, Mam ibs objawiający się przewlekłymi zaparciami, o bólach brzucha, wzdęciach i zagazowaniach szkoda wspominać. Biorę leki rozkurczowe, trzymam dietę bogatoresztkową. Poprawa jest, albo jej nie ma - nie wiem od czego to zależy. Biorę leki przeciwdepresyjne zawierające lek czteropierścieniowy. Mam wrażenie, że ten lek spowalnia mi perystaltykę jelit - czy to możliwe?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nerwica - czy moje podejrzenia są słuszne?

Witam, Spróbuję opisać moją sytuację dość dokładnie, ale bez wchodzenia w nieistotne szczegóły. W dzieciństwie miałam natręctwa z lękiem (np. jakieś bluźniercze myśli, a że rodzice są katolikami i mnie tak wychowywali, było to dla mnie straszne, że tak grzeszę...

Witam, Spróbuję opisać moją sytuację dość dokładnie, ale bez wchodzenia w nieistotne szczegóły. W dzieciństwie miałam natręctwa z lękiem (np. jakieś bluźniercze myśli, a że rodzice są katolikami i mnie tak wychowywali, było to dla mnie straszne, że tak grzeszę i mogę mieć takie myśli), bardzo się tego bałam, budziłam się w nocy i myślałam o tym, ze strasznym lękiem. Byłam bardzo wrażliwym dzieckiem, w rodzinie były różne problemy, które bardzo przeżywałam. Miewałam lęki, bojąc się np., że coś się stanie komuś bliskiemu, np. mamie, jak się spóźniała z pracy (możliwe, że dlatego akurat taka ich treść, że był problem z poczuciem bezpieczeństwa w rodzinie, a ja chciałam, żeby wszystko się ułożyło, żeby między rodzicami było dobrze itd., tak sobie to teraz mogę wytłumaczyć). Potem był okres, w którym nic takiego się specjalnie nie działo, może jakieś drobniejsze natręctwa, typu liczenie czegoś, przeskakiwanie z płytek chodnikowych naprzemiennie itd. ;) Jak byłam w okresie dojrzewania (ok. 15-16 lat), zaczęłam mieć lęki związane z tym, że zemdleję, jak wyjdę gdzieś z domu, bo kilkakrotnie zdarzało się, że jak gdzieś byłam, miałam różne objawy somatyczne (szybkie bicie serca, uczucie omdlewania, duszność, poczucie odrealnienia, raz nawet bardzo silne, widziałam wszystko jak przez mgłę). Ciągle bałam się różnych chorób, oczywiście samych najgroźniejszych (np. nowotwory), objawy, które miałam interpretowałam tak, że na pewno cierpię na tę poważną chorobę, którą sobie tym razem wyszukałam... I tak z badań (głownie krwi) nic nie wynikało, a ja byłam pewna, że mam ich całą masę, jak jednej się przestałam bać, to znajdowała się druga... No i czułam się ciągle źle, miałam różne objawy, byłam osłabiona (tak to odczuwałam). Jakiś czas nie wychodziłam z domu nigdzie dalej, bo bałam się, że zemdleję... Później, w liceum, też często się źle czułam, ale już w połowie i w klasie maturalnej było znacznie lepiej. Nie trafiłam do psychiatry, podśmiewano się tylko ze mnie w rodzinie, że ja to jestem znana z tego, że mam hipochondrię i że ciągle się boję chorób ;). Dodam, że moja mama jest lekarzem, ale pierwszego kontaktu, i rozwiewała moje wątpliwości często na miejscu, w domu, więc tak minął ten czas... Spokój był (nadal tylko z przewrażliwieniem na punkcie swojego stanu zdrowia) przez pewnie jakieś dwa lata (może właściwie trzy). Kiedy już byłam na studiach epizod nerwicowy, jeśli mogę go tak nazwać, powtórzył się... Najpierw zaczęło mi się robić słabo w różnych miejscach (np. w centrum handlowym), więc wychodziłam stamtąd i tyle, było to bardziej chwilowe. Potem zaczęło być tak częściej, ale doszły lęki, nawet w domu, już nie w konkretnym miejscu, tylko typowo psychiczne lęki. Pewnego dnia dopadł mnie straszny lęk, myślałam, że zwariuję, że zaczyna mi się choroba psychiczna, byłam przerażona... Jakiś tydzień cały czas miałam lęk (przez cały dzień, jeśli się nie mylę, to można go nazwać wolnoplynącym), przed snem, po tym, jak otworzyłam oczy, ciągle, aż w końcu było to bardziej na zasadzie napadu lęku i wtedy już powiedziałam o tym bliskim. Wcześniej liczyłam, że samo minie, ale w tym strasznym lęku nie dałam już rady. Dostałam lek (z grupy SSRI), poszłam do psychiatry, który stwierdził najpierw nerwicę neurasteniczną. Brałam lek i czułam się znacznie lepiej (na początku uwierzyłam w działanie leki, więc pewnie dlatego, bo ja, jak sobie coś wmówię, to już to czuję ;) to niestety minus, biorąc pod uwagę "wkręcanie sobie" tysiąca różnych chorób). Było różnie, na tym jednym leku, raz lepiej, raz gorzej... Po pół roku, czy paru miesiącach, zaczęłam mieć lęki (cały czas go biorąc) bardziej pod postacią somatyczną, tzn. znowu myślałam, że mdleję, szybsze bicie serca, oblewanie potem, drętwienia, mrowienia, odrealnienie, nudności, kula w gardle - objawy były różne i mnie przerażały, a więc jakby wtórnie następował lęk, że zaraz zemdleję, że umrę, albo, że zwariuję (już wariuję…) - diagnoza to nerwica lękowa. Nauczyłam się ćwiczeń relaksacyjnych, ale i tak musiałam się w takim momencie położyć, by je robić, jak było to w domu, a na dworze, cóż, w takich sytuacjach, jak zaczęło tak się dziać poza domem, wpadałam w jeszcze większą panikę, chciałam być już w bezpiecznym miejscu (czyli w domu), a nie zemdleć na dworze (zaznaczę, że nigdy w życiu wręcz nie zemdlałam, a tak się tego bałam, właściwie bezpodstawnie, chociaż te objawy lęku były bardzo nieprzyjemne, to nigdy nie doprowadziły do zemdlenia). W wyniku tego zakodowało mi się tak, że jak wyszłam z domu, to lęk następował. Potem był to już lęk przed lękiem - przestałam właściwie wychodzić z domu i nie mogłam studiować. Stan obecny jest taki, że nie wychodzę właściwie i że biorę cały czas małą dawkę tamtego leki z grupy SSRI, które zapewne niewiele daje (tzn. poprawia nastrój z depresyjnego na często nawet b. dobry, ale to jak jestem sobie w domu). Kolejny psychiatra przepisał mi kilka leków, ale ja bałam się ich wziąć i na razie nie wzięłam, być może jeszcze to zrobię. Stan niewychodzenia z domu trwa jakieś ok pół roku (tzn. wychodzę np. z psem na chwilę, ale nigdzie dalej). Miewam natrętne myśli, które mnie przerażają i próbuję siebie przekonywać, że to tylko natręctwa, że tak naprawdę nie myślę, ale się bardzo boję, że w ogóle mogły się zrodzić w mojej głowie takie myśli, uważam też, że ja tak nie czuję, bo naprawdę tak nie myślałam przed chorobą i przed tym etapem, mam też objawy somatyczne, lęki, stany przygnębienia, ale ostatnio (może po długim braniu tamtego leku), nastrój akurat miewam naprawdę dobry, szczególnie przebywając z moim Partnerem... I teraz zbliżam się do sedna sprawy: przez te natrętne myśli, które mnie przerażają i przez lęki, podczas których mam poczucie odrealnienia (mam wrażenie, że wszystko jest odległe, zmienione) i boję się, że wariuję (lub zaraz zwariuję, albo, że to jednak choroba psychiczna, której się strasznie boję, że już ją mam), a więc w trakcie lęku myślę, że nie wiem, np. kto jest prezydentem, kto jest moim partnerem itd. - oczywiście po chwili siebie sprawdzam, zadając sobie te pytania i odpowiadając na nie, a więc jednak to wiem;). Teraz myślę, że po prostu wiem, jakie rzeczy uważam za objawy choroby psychicznej, a więc w trakcie lęku mój umysł próbuje mnie "przekonać", że te objawy właśnie posiadam, chociaż po sprawdzeniu okazuje się, że ich nie mam, boję się nawet, że zaraz zrobię coś strasznego - nie robię, boję się, że będę słyszała jakieś głosy - jak na razie jeszcze nie słyszałam itd., ale przez to wszystko, przez te momenty (natręctwa i napady lęku z odrealnieniem, uczuciem, że zwariowałam), boję się teraz, że to nie nerwica, tylko schizofrenia, że ona się zaczyna, albo że ją mam (chociaż rozpoznana nieprawidłowo została nerwica - chcę mieć zaufanie do lekarza i marzę, by jednak to była trafna diagnoza, ale boję się, że może nie). Chciałabym prosić o opinię, czy może to być schizofrenia. Teorie, na które trafiłam gdzieś w internecie dodatkowo zasiały wątpliwości, a są to: 1. Nieleczona (a właściwie teraz niezbyt się leczę farmakologicznie) nerwica może się przerodzić w schizofrenię. 2. Czasem rozpoznaje się nerwicę, a to schizofrenia, a więc zła diagnoza. 3. Jak w nerwicy coś się sobie "wkręca", np., ze się słyszy głosy itd., to może w końcu zacząć tak być naprawdę, czyli tak jakby lęk, że coś się stanie to wywoływał po jakimś czasie. 4. No i od tej całej nerwicy, można zwariować. Strasznie się tego boję i proszę o opinię specjalistki albo specjalisty, czy wyżej wymienione punkty są prawdą, czy bzdurą wypisaną przez jakiegoś laika i przede wszystkim czy moja sytuacja (te niepokojące objawy) może wskazywać na schizofrenię, psychozę itp. Przepraszam za to, że się tak rozpisałam, ale chciałam jak najlepiej nakreślić sytuację, bo wiem, że jeden wyizolowany objaw albo trzy zdania są zdecydowanie za małą podstawą do rozwiania, albo potwierdzenia moich obaw... Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź! Pozdrawiam serdecznie, S.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to depresja, DDA, czy jeszcze coś innego?

Witam, Mam na imię Ola i mam 20 lat. Obecnie studiuję na politechnice. Od dłuższego czasu nie mam na nic siły, nie mogę do niczego się zebrać, ciągle jestem smutna i wydaje mi się, że przyszłości jakby nigdy miało nie...

Witam, Mam na imię Ola i mam 20 lat. Obecnie studiuję na politechnice. Od dłuższego czasu nie mam na nic siły, nie mogę do niczego się zebrać, ciągle jestem smutna i wydaje mi się, że przyszłości jakby nigdy miało nie być. O tym, że jestem DDA dowiedziałam się przypadkiem czytając artykuły w internecie jakieś pół roku temu. Raz naprawdę dobrze się czuję i myślę, że ze wszystkim dam radę, a już po chwili jestem zupełnie załamana. Takie zmiany nastroju mam kilka razy dziennie. Od bardzo dawna boli mnie głowa, wyniki wszystkie mam prawidłowe, od kilku miesięcy biorę leki na migrenę. Pomogły mi, ale ostatnio bóle znowu się nasilają i są częstsze. Niepokoi mnie również fakt, że od kilku tygodni mam problemy z żołądkiem i jedzeniem. Są dni, że od wszystkiego robi mi się niedobrze. Głodna jestem, ale gdy źle się czuję nie mogę nawet patrzeć na jedzenie. Staram się jeść jak najwięcej, żeby chociaż trochę przytyć, bo mam niedowagę. Kilka dni temu mój przyjaciel powiedział, a raczej napisał mi, że powinnam iść do psychologa, bo jego zdaniem mam depresję. Chciał normalnie o tym porozmawiać, ale ja nie chciałam. Bardzo trudno mi rozmawiać z kimś prosto w oczy, nawet z kimś bliskim. Wolę napisać sms-a lub maila. Ciężko mi zaufać ludziom i się z kimś zaprzyjaźnić. Nie potrafię utrzymywać bliskich kontaktów z ludźmi, przez co nie mam znajomych czy więcej przyjaciół. Nigdy nie zwierzam się nikomu, nie mówię jak mam problem. Tylko piszę o tym przyjacielowi, ale nawet z nim nie potrafię normalnie rozmawiać. Bardzo utrudnia mi to życie. Ostatnio objawy smutku, bólów głowy, brzucha, przygnębienia się nasiliły bardzo. Nic mnie nie cieszy, wszędzie widzę jakieś minusy, nie akceptuję nawet samej siebie. Są chwile, że jest lepiej, ale są to tylko chwile. Bardzo boję zgłosić się do psychologa, psychiatry, czy nawet rodzinnego lekarza z tym problemem. Długo zbierałam się żeby tutaj napisać o moim problemie. Nie wiem z czego ten strach wynika nawet, może dlatego, że mam często wrażenie, że lekarze myślą, że ja udaję, bo wyniki mam dobre, a ciągle coś mnie boli. Bardzo proszę o jakąś radę, wskazówki. Czy to naprawdę może być depresja, czy może po prostu przemęczenie połączone z DDA dają takie skutki? Co powinnam zrobić? Jestem naprawdę wykończona chwilami. Pozdrawiam i czekam na odpowiedź, Ola

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Bóle skóry dłoni - jaka jest przyczyna?

Kilka lat temu zauważyłam u siebie dziwną przypadłość, której poszukiwania na necie nie dały mi żadnej odpowiedzi, wiec postanowiłam zasięgnąć jakiejś opinii tutaj. W trakcie rozmowy, zwykle podczas rozmowy lub spotkaniu z drugą osobą w momencie, gdy czuję dla siebie...

Kilka lat temu zauważyłam u siebie dziwną przypadłość, której poszukiwania na necie nie dały mi żadnej odpowiedzi, wiec postanowiłam zasięgnąć jakiejś opinii tutaj. W trakcie rozmowy, zwykle podczas rozmowy lub spotkaniu z drugą osobą w momencie, gdy czuję dla siebie zagrożenie, które wg mnie wynika z psychiki bardziej, odczuwam bardzo silny ból skóry dłoni, szczególnie palców. Wydarzenia te zazwyczaj dotyczą mnie osobiście i ostatnio taki ból zdarzył mi się 1, 5 tygodnia temu i właśnie dziś. Ten dzisiejszy był połączony z zawrotami głowy. Wydaje mi się, że nie jestem aż tak wrażliwą osobą, potrafię znieść wiele, a ten ból mnie zastanawia. Sadzę, że jest on na tle nerwowym, ale czy jest to w jakiś sposób wytłumaczalne? Dla mnie jest on jakby ostrzeżeniem przed tym, że ktoś chce mnie skrzywdzić i to sprawdziło się we wszystkich przypadkach jak dotąd. Jeśli jest na to jakieś logiczne wytłumaczenie to o nie poproszę. Dziękuję

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty