Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Czy to może być początek schizofrenii?

Witam. Moja córka ma 24 lata. Na początku lipca wyjechała do pracy do Włoch. Tydzień temu wróciła do domu praktycznie całkiem inna kobieta. Nie możemy się dowiedzieć od niej, co tam się stało. Jest bardzo przestraszona, boi się wręcz wszystkiego...

Witam. Moja córka ma 24 lata. Na początku lipca wyjechała do pracy do Włoch. Tydzień temu wróciła do domu praktycznie całkiem inna kobieta. Nie możemy się dowiedzieć od niej, co tam się stało. Jest bardzo przestraszona, boi się wręcz wszystkiego i nawet na moment nie chce sama zostać w pokoju. Cały czas twierdzi, że jest podglądana i podsłuchiwana i obsesyjnie boi się o bezpieczeństwo najbliższych. Zachowuje się jak małe dziecko, w sensie takim, że cały czas powtarza, żeby ją przytulić, pogłaskać, czuje się taka bezradna. Jedyne co dowiedzieliśmy się to to, że jak się źle czuła, gospodarz podawał jej jakieś tabletki, po których czuła się jeszcze gorzej. Pomimo że już jest tydzień w Polsce, nie możemy jej namówić na wizytę u psychologa lub psychiatry, ponieważ boi się wyjść z domu. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Czy odzyskam energię?

Prawie dwa lata temu przeżyłam załamanie spowodowane rozpadem związku i potem utratą pracy, przeżyłam silny stres, aż znalazłam się w szpitalu na miesiąc, gdyż pojawiły się u mnie stany takie, że ktoś mnie prześladuje, włączono mi lek rispolept...

Prawie dwa lata temu przeżyłam załamanie spowodowane rozpadem związku i potem utratą pracy, przeżyłam silny stres, aż znalazłam się w szpitalu na miesiąc, gdyż pojawiły się u mnie stany takie, że ktoś mnie prześladuje, włączono mi lek rispolept i po miesiącu opuściłam szpital. Brałam rispolept prawie 1.5 roku, ale powiedziałam lekarce, że czuję się jak w depresji i dostaje fluanksol. Obecnie jestem na fluanskolu, ale cały czas brakuje mi motywacji do działania i pozytywnej energii. Czy długo trwa proces regeneracji psychiki do swojego poprzedniego stanu?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Boję się porodu. Czy jest w tym coś złego?

Mam podobny problem jak annanasek15 http://portal.abczdrowie.pl/pytania/skad-sie-wziela-moja-fobia, też się boję porodu. Moja sytuacja jest o tyle inna, że ja nie chcę mieć dzieci, a przy moim lęku przed porodem główne czynniki to to, co o nim wiem - ból, problemy...

Mam podobny problem jak annanasek15 http://portal.abczdrowie.pl/pytania/skad-sie-wziela-moja-fobia, też się boję porodu. Moja sytuacja jest o tyle inna, że ja nie chcę mieć dzieci, a przy moim lęku przed porodem główne czynniki to to, co o nim wiem - ból, problemy z kręgosłupem w trakcie i po, problemy z oddawaniem moczu, rozstępy, utrata jędrności skóry, obwisłe piersi i tym podobne. Czytałam różne opinie matek, które twierdzą że to wszystko jest tego warte, że macierzyństwo to coś cudownego. Że radość z posiadania dziecka może wynagrodzić wszystkie te niedogodności. Ale ja wcale nie chcę mieć dzieci. W tym momencie myślę, że nie byłabym w stanie cieszyć się z porodu, a raczej znienawidziłabym swoje dziecko podwójnie - za to że jest, i za to, że musiałam przejść przez to wszystko, żeby je urodzić. Do tego wszystkiego dochodzi presja z zewnątrz. Gdyby nie to, nie byłoby żadnego problemu, po prostu nie miałabym dzieci. Ale mój chłopak mówi że kiedyś chciałby je mieć, nie wyklucza tego że jeśli moje zdanie na ten temat w przyszłości się nie zmieni to mnie zostawi. W ogóle nie jest w stanie zrozumieć tego jak bardzo tego nie chcę i jak bardzo się boję. Tak właściwie to już w tym momencie jestem zazdrosna o jego uczucia wobec dziecka, którego jeszcze nie ma nawet w naszych planach! Do tego ostatnio nasz wspólny znajomy, gdy oznajmiłam mu że nie chcę mieć dzieci stwierdził, że muszę mieć jakieś problemy psychiczne, bo to nienormalne żeby nie chcieć mieć dzieci. Żadne racjonalne argumenty o kosztach utrzymania dziecka czy też gwałtownie wzrastającej liczebności populacji ludzkiej do nich nie trafiają. Czuję się jakbym żyła w jakimś społecznym przymusie posiadania dziecka i chęci jego posiadania. Czy w tym, że nie chcę mieć dzieci jest coś złego? Jak mogę przekonać swojego chłopaka że nie potrzebujemy dzieci żeby stworzyć szczęśliwą rodzinę?

Czy uda mi się wyjść z tego stanu? to nie do zniesienia

Witam, jestem matką samotnie wychowującą dziecko, rok temu przeszłam załamanie nerwowe z powodu straty ukochanej osoby, rozeszliśmy się, do tego problemy w domu, jedno naszło na drugie i coś we mnie pękło... po prostu chciało mi się płakać...

Witam, jestem matką samotnie wychowującą dziecko, rok temu przeszłam załamanie nerwowe z powodu straty ukochanej osoby, rozeszliśmy się, do tego problemy w domu, jedno naszło na drugie i coś we mnie pękło... po prostu chciało mi się płakać i zaczęły się myśli typu skocz z okna, użyj noża. To straszne, bałam się wychodzić z domu, przejść przez ulicę, boję się samej siebie. Zasięgnęłam porady lekarza prowadzącego, przepisał mi pramolan, brałam go kilka miesięcy, 2-3, i jakoś się trochę wyciszyłam, więc przestałam je brać, to decyzja lekarza, ponieważ widzi, że walczę z tym, biję się z własnymi myślami.

Tłumaczę sobie, że muszę żyć dla dziecka i że się nie dam, ale te myśli tloczą się w mojej głowie non stop. Czasem, gdy zaczyna się coś dziać pozytywnego, nie myślę o tym, ale później są znów nawroty, trwa to 2-3 dni i znów kilka dni spokoju. Nie wiem, na czym to polega, bo np. rozmawiam z kimś lub oglądam film i te myśli same mnie nurtują. Może to leczenie jest o tyle trudniejsze, że mam na utrzymaniu brata alkoholika i długi, jakich się dorobiłam, bo brat tylko pije i są codzienne kłótnie. Co robić, błagam, chcę odzyskać dawien spokój. Czytałam, że hipnoterapia jest najbardziej działającą pomocą w leczeniu. Czy ja wyjdę z tego?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Jak zapanować nad napadami lęku?

Witam, jestem 26-letnią kobietą. Od kilku dni zauważam u siebie napady lęku. Ostatnio stało się to w nocy i teoretycznie nie było spowodowane żadnym czynnikiem zewnętrznym. Odczuwałam bardzo szybkie bicie serca, spłycony oddech i duszność. Musiałam wstać, ponieważ nie...

Witam, jestem 26-letnią kobietą. Od kilku dni zauważam u siebie napady lęku. Ostatnio stało się to w nocy i teoretycznie nie było spowodowane żadnym czynnikiem zewnętrznym. Odczuwałam bardzo szybkie bicie serca, spłycony oddech i duszność. Musiałam wstać, ponieważ nie mogłam nadal leżeć w łóżku. Stan ten ustąpił po kilku minutach. W ciągu dnia jestem zdenerwowana, choć też nie mam ku temu żadnych konkretnych powodów. Mam nadzieje, że jest to związane ze zmianą sytuacji życiowej. Miesiąc temu wróciłam z zagranicy, jestem na etapie szukania pracy. Bardzo też zależy mi na moim chłopaku, ale mam ogromne wątpliwości co do tego związku. Pozdrawiam serdecznie

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Paweł Gosek
Dr n. med. Paweł Gosek

Czy mam się zgłosić do lekarza czy to tylko zły nastrój?

Witam, jestem kobietą i mam 25 lat. Jestem 2 lata po ślubie, po śmierci córki i dowiedziałam się, że wtedy jeszcze narzeczony mnie zdradził. Od jakiegoś czasu codziennie czuję, że moje (nasze) wspólne życie nie ma sensu, że nic dobrego...

Witam, jestem kobietą i mam 25 lat. Jestem 2 lata po ślubie, po śmierci córki i dowiedziałam się, że wtedy jeszcze narzeczony mnie zdradził. Od jakiegoś czasu codziennie czuję, że moje (nasze) wspólne życie nie ma sensu, że nic dobrego nas nie czeka, mąż nie mówił mi co było, jak nie byliśmy razem, żeby jak twierdzi nie zranić mnie, bo po co mam cierpieć, jak to był jego największy błąd życia. Od tego czasu, jak wróciliśmy do siebie, zawsze mnie traktował jak przysłowiową księżniczkę, w podświadomości wiedziałam, że kłamie. Wracałam to tego tematu nie raz, nie dwa i zawsze się denerwował i to mi wystarczyło, ale twierdził, że nic nie było, aż nie wytrzymał jak było pewne, że nasza córka długo nie będzie żyła, a zmarła jak miała zaledwie dwa miesiące.

Miesiąc przed jej śmiercią mi powiedział, bo nie chciał całe życie kłamać i się pilnować, żeby nie powiedzieć. Wtedy nie wiedziałam co było gorsze - choroba córki czy to, że dopiero półtora roku po ślubie przyznał się. Teraz pół roku po jej śmierci od tamtej pory jest coraz gorzej, ja codziennie jak wstaję to nie wiem po co, wieczorami wypytuję się męża, czy warto było niszczyć nasze życie, bo ja o tym myślę codziennie, a nie zawsze mówię. O samobójstwie ja, jak i mój mąż myśleliśmy już nie raz. Pierwszy raz, gdy rodzice męża zaczęli nam, ile razy tam byliśmy, mówić, że wstydzimy się córki, bo nie mówiliśmy o tym, że jest chora, bo w głębi duszy wierzyliśmy w cud. A oni namolnie cały czas, że się jej wstydzimy.

Zawsze jak chciało któreś popełnić samobójstwo, to teściowa miała w tym udział. Przez nią mąż zawsze mówi, że jest zły i do niczego, a nie ma wspanialszego i bardziej dobrego człowieka jak on. Po śmierci córki wszyscy mi doradzali wizytę u psychologa, ale ja zawsze twierdziłam, skoro całe życie żyłam z babką, która nerwowo wykańczała całą rodzinę i dalej to robi, a teraz mam taką teściową, to sobie ze wszystkim poradzę i będę mężowi pomagać, bo od czasu, kiedy wyznaczyliśmy datę ślubu, to on swojej matki nie poznaje, bo taka jest zła, i nie raz nie mógł się z tym pogodzić, jakie rzeczy mu mówiła. Ze nie może być taka zła jak babka, bo ją zdążył poznać i nie wierzył, że są tacy podli ludzie.

Ja od małej dziewczynki, jak zaczęłam rozumieć co babka robi, nie rozumiałam tego dlaczego, teraz teściowa znęca się psychicznie nad własnym synem i nade mną, zawsze to robiła z tego co mąż mówił, tylko on tego tak nie brał. Babka to samo robiła. Zawsze się zastanawiałam, kto tu w tym wszystkim jest normalny? Ja, mąż czy babka i teściowa? Bo o babce i teściowej komentarzy od obcych ludzi na temat ich leczenia w psychiatryku nasłuchałam się wiele razy. Teraz ja i mąż zauważyliśmy, że mamy chyba depresję albo coś takiego. Robiliśmy testy oboje. W jednym (skali Becka) wyszło nam po 19 punktów, a w drugim mi źle wyszło, a mężowi dobrze.

Ja nie wiem dlaczego tak się czuję, myślę sobie, że jak nie zrobię czegoś, żeby nie było lepiej to zwariuję. Abo jak nie ucieknę albo się zabiję (chociaż wiem, że nie jestem do tego zdolna). Wiem, każdy powinien patrzeć na siebie, a nie innych. Jak ostatnio mąż to zauważył, bo ja już dawno, że możemy mieć depresję, to rozmawialiśmy o tym i stwierdziliśmy, że razem sobie poradzimy, jak poszukamy w internecie albo poczytamy książki. Prosimy o pomoc, co mamy robić? co jest przyczyną takiego stanu? to co dowiedziałam się, śmierć córeczki, babka i teściowa, czy to wszystko razem po nałożeniu się na siebie po latach?

Koleżanka, która była na psychologii stwierdziła, że znam się na ludziach i że nie powinnam się marnować tylko pomagać ludziom i iść na psychologię. Odkąd mąż przez matkę sobie nie radził, to dużo o tym myślałam, ale teraz, co się z nami dzieje i nie umiem sobie z tym poradzić, to wątpię czy umiałabym komuś pomóc, jak sobie i mężowi nie umiem. Co mam, mamy robić? Poradzimy sobie sami czy lepiej iść do lekarza?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Co mi jest? Uczucie kołatania serca

Takie akcje już mi sie zdarzały, kilka dni wcześniej miałem uczucia kłucia w klatce, biegunki i bóle brzucha. Obudziłem się w sobotę rano, pojawiły się negatywne myśli, najpierw, że mam jakieś choroby, a to raka, a to coś innego, i...

Takie akcje już mi sie zdarzały, kilka dni wcześniej miałem uczucia kłucia w klatce, biegunki i bóle brzucha. Obudziłem się w sobotę rano, pojawiły się negatywne myśli, najpierw, że mam jakieś choroby, a to raka, a to coś innego, i paniczny lęk, że je dostanę, i już mnie tam gdzieś zaczęło boleć i pewnie bym zaraz sprawdził, gdyby to się dało jakoś sprawdzić. Ale powiedziałem sobie, że nic mnie to nie obchodzi, jestem zdrowy (wiem, że to bez sensu), ale trzęsłem się cały. Później pojawiły się myśli samobójcze, że lecę z okna, że rozbijam się autem, że umrę, że się zabiję, i ten lęk, walczyłem z tym, że przecież ja chcę żyć, mam plany, a tu dalej... że połknę tabletki i że będzie już po mnie, że nikt mnie nie uratuje.

Tak przesiedziałem całe dwa dni w domu. Nawet nie mogłem skupić się na telewizji, potem pojawiły się myśli, czy ja zwariowałem? No przecież ja nie mogę zwariować, a tu mnie męczyły myśli, że co ja pier.....? To niemożliwe, próbowałem ośmieszać te lęki, ale średnio mi to wychodziło, na chwilę odpuszczało i dalej podobnie. Do tego drażnią mnie przejeżdzające karetki na sygnałach. Wmawiałem sobie, przecież ja chcę myśleć pozytywnie, choć zauważyłem, że pierwszą moją reakcją na jakieś zdarzenie jest myśl negatywna i to od razu najgorsza. Nie dostanę żadnego obłędu i jestem zdrowy psychicznie i fizycznie, powtarzam sobie. Niektóre myśli są natrętne, do tego ten lęk jakiś irracjonalny, nie będę siedział i się trząsł tutaj, ale może na chwilę przysiądę, może zaraz przejdzie, precz z lękami, nie chcę żadnych lęków.

Co się ze mną dzieje? Nie wiem już, czy mam się śmiać czy płakać, bać się czy o co tu chodzi. Co mi jest, będę żył? Tak postanawiam, ale dlaczego sam muszę samego siebie do tego przekonywać, to chyba powinno być normalne? Dlaczego nie mam myśli, będzie pięknie, będziesz żył, będziesz bogaty, odniesiesz sukces, tak sobie wmawiam, a za chwilę - jesteś chory, umrzesz, zabijesz się itp.? Odkryłem niedawano, że boję sie patrzeć na nekrologi w gazetach, a wyraz śmierć doprowadza mnie do ataku lęku? Co mi jest?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Paweł Gosek
Dr n. med. Paweł Gosek

Zawroty głowy i kłopoty z koncentracją przy neurastenii polekowej

Jestem kobietą, mam 37 lat. Do początku tego roku uważałam się za optymistkę twardo stąpającą po ziemi. Wbrew trudnym doświadczeniom z dzieciństwa podchodzę do ludzi pozytywnie. Założyłam rodzinę i mam dwoje równie pogodnych dzieci. Ze względu na chorobę wątroby od...

Jestem kobietą, mam 37 lat. Do początku tego roku uważałam się za optymistkę twardo stąpającą po ziemi. Wbrew trudnym doświadczeniom z dzieciństwa podchodzę do ludzi pozytywnie. Założyłam rodzinę i mam dwoje równie pogodnych dzieci. Ze względu na chorobę wątroby od czerwca 2008 otrzymywałam Lamivudynę doustnie. Koniec leczenia zaplanowano na czerwiec 2009. Na początku tego roku pojawiły się okresowe zaburzenia koncentracji, zawroty głowy, spadki poziomu cukru do 55 mg%, lekki, niczym nieumotywowany niepokój. Nadmieniam, że jestem pielęgniarką i w pracy z dziećmi muszę wykazać się cierpliwością.

Te moje stany zdarzały się w nieregularnych odstępach czasu, zwłaszcza w godzinach popołudniowych i mijały samoistnie po 2-5 godzinach. Pierwszy trwał kilka dni, następne co kilka lub kilkanaście dni. Lekarze hepatolodzy nie wiążą tego z leczeniem, ja jednak nigdy wcześniej nie czułam się tak dziwnie. Dolegliwości somatyczne powodowały obniżenie nastroju. Lekarz psychiatra zdiagnozował NEURASTENIĘ POLEKOWĄ. Zgodnie z planem przerwałam leczenie w czerwcu tego roku. Dolegliwości nieco zelżały, ale pojawiają się nadal pod postacią stanów napięcia wewnętrznego ze spadkami cukru i ciśnienia. Odczucie nieznacznego osłabienia mam od dość dawna ze względu na WZW typu B od 16 lat.

Nadal interesuję się otoczeniem, spełniam bez większych problemów swoje obowiązki rodzinne i zawodowe. Mam wrażenie, że moje chęci do działania są zbliżone do tych sprzed problemów. Nadal widzę sens pracy i życia, jak zawsze mam jakiś cel, do którego dążę. Sypiam dobrze, dość długo, jeśli mam okazję. Jednak momenty gorszego samopoczucia, napięcia wewnętrznego, a co się z tym wiąże, nieprzyjemnych doznań, powodują poczucie sprzeczności z własną osobowością. Wtedy kiedy się pojawiają, powodują odczucie walki ze sobą wewnętrznie i chęć powrotu do normalności.....

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Gdzie zwrócić się o pomoc?

Mężczyzna 28 lat. Od lat lekarze na siłę leczą mnie ze schizofreni paranoidalnej. jest tak w wyniku oddziaływania rodziny. raz psychiatra napisał w ropoznaniu mi przy wypisie - pacjent słyszy głosy do którch się nie przyznaje - w rozmowie wyszło,...

Mężczyzna 28 lat. Od lat lekarze na siłę leczą mnie ze schizofreni paranoidalnej. jest tak w wyniku oddziaływania rodziny. raz psychiatra napisał w ropoznaniu mi przy wypisie - pacjent słyszy głosy do którch się nie przyznaje - w rozmowie wyszło, że moja matka powiedziała mu że prawdopodobnie słysze głosy... jednak mogę się przyznać do jak mi się wydaje, psychozy która występowała u mnie przy długim oddziaływaniu stresu. kilka lat temu zostałem przymusowo hospitalizowany po wybuch złości który utrzymywał się przez 2 tygodnie. przez sześciomiesięczny pobyt na oddziale popadłem w depresje. po wyjściu 3 próby samobójcze. w końcu zaczołem zarzywać amfetaminę i zaobserwowałem wyraźną poprawę samopoczucia. odeszły myśli o śmierci. jednak na chwile obecną obserwuje wyraźny spadek nastroju. silny niepokój. pobudzenie emocjonalne (podobno są to objawy lęku)... nie wiem jak to opisać ale wydaje mi się że dobrze oddam to co czuje słowami - czuje się zmęczony swoim życiem - nic nie sprawia mi przyjemności, nie chce mi się wychodzić z łóżka i najchętniej bym tylko spał gdyby było to możliwe, wracają myśli o śmierci ale chyba na chwile obecną nie jestem zdolny do zrobienia sobie krzywdy. jestem po krótkim pobycie w ośrodku podwójnej diagnozy i nie biorę naarkotyku w takich ilościach jak wcześniej. zmieniono mi leki na takie które można brać i żyć bo wcześniejsz bardzo upośledzały funkcje intelektuale i wywoływały stan upojenia odobny alkoholowemu. z moim stałym lekarzem nie chce mi się rozmawiać bo już i tak wypomina mi, że biorę bardzo drogie leki i wątpie żeby przepisała mi coś przyzwoitego. pewnie moge liczyć tylko na te jej "muzgojeby" (przepraszam za wyrażenie). nie mogę liczyć na jakąkolwiek formę terapii a jest to jedyny skuteczny środek w przypadku zaburzeń psych. jaki znam. czy mój stan można urególować lekami a jeśli tak to jakimi? leki: solian 400mg, pridinol 5mg, depakina chrono 300, zalasta 10mg

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Można żyć z lękiem przed życiem?

Jestem 23-letnią kobietą, pół roku temu przeprowadziłam się za narzeczonym z dużego miasta do rodzinnego miasteczka, tam on dostał pracę, to bardzo pogłębiło mój stan. Ale od początku moje problemy zaczęły się od niepochlebnych opinii na mój temat, które usłyszałam...

Jestem 23-letnią kobietą, pół roku temu przeprowadziłam się za narzeczonym z dużego miasta do rodzinnego miasteczka, tam on dostał pracę, to bardzo pogłębiło mój stan. Ale od początku moje problemy zaczęły się od niepochlebnych opinii na mój temat, które usłyszałam z ust wykładowców na studiach. Codziennie powtarzam je sobie w głowie, choć tego nie chcę, i przez to nie mogę skończyć studiów - dodam, że został mi jeden egzamin. A do tego ta histeria, tak bardzo się boję, że gdy tylko coś jest nie tak, ja PŁACZĘ! Siedzę w domu, nie mam pracy, nie mam życia towarzyskiego, przestałam kontaktować się ze znajomymi, bo po co, nic mnie nie cieszy, nie mam o czym pogadać.

A co najgorsze, czuję, że się zatraciłam, boję się cokolwiek zrobić! Nie popełnię samobójstwa, bo się boję, nie potnę się, bo się boję, ale pozytywnych rzeczy też nie robię, bo się boję! siedzę sama w domu i oglądam non stop tv i objadam się!!!!!!!!! nienawidzę tego i nienawidzę siebie! Chciałabym, aby to moje życie się zmieniło, ale nie wiem co robić? nie chcę się bać żyć, nie chcę płakać w każdej sytuacji i nie chcę bezmyślnie oglądać tv! Aby się uspokoić, często sięgam po melisę, ale już mi nie pomaga...

Wewnętrzne napięcie i niepokój

Mam mętlik w głowie, jeśli chodzi o klarowność mojej dolegliwości. Czy wraz z depresją w parze może iść nerwica...? Jak słusznie do tego podejść, jak rozdzielić? Jestem w środku przygnębiona, czuję niepokój i napięcie. Bardzo rzadko się zdarza, że "puszcza"...

Mam mętlik w głowie, jeśli chodzi o klarowność mojej dolegliwości. Czy wraz z depresją w parze może iść nerwica...? Jak słusznie do tego podejść, jak rozdzielić? Jestem w środku przygnębiona, czuję niepokój i napięcie. Bardzo rzadko się zdarza, że "puszcza" mnie ono. Jest czasem silne i po kilku dniach mięśnie same pulsują... mrowi... Najsilniej odczuwam to po prawej stronie. Chodzę miesiąc na psychoterapię i stan bardzo lekko się poprawił, ale nieznośne dolegliwości nadal się mnie trzymają. Bardzo często czuję się, jakbym dźwigała na plecach bardzo ciężki worek cementu (poczucie ociężałości).

Boję się schizofrenii!

Witam. Od roku leczę się na depresję z zaburzeniami lękowymi. Mam lepsze i zdecydowanie gorsze dni, ale najstraszniejszy jest lęk przed schizofrenią, utratą kontroli, tym że mogę stanowić dla kogoś zagrożenie, że w razie gdyby dopadła mnie choroba... Witam. Od roku leczę się na depresję z zaburzeniami lękowymi. Mam lepsze i zdecydowanie gorsze dni, ale najstraszniejszy jest lęk przed schizofrenią, utratą kontroli, tym że mogę stanowić dla kogoś zagrożenie, że w razie gdyby dopadła mnie choroba psychiczna, zostanę sama. Mam wsparcie w rodzinie i w chłopaku, ale są dni, kiedy czuję się z tym wszystkim zupełnie sama, jakbym stworzyła własny świat. Boję się cokolwiek czytać, bo pojawia się strach, że uwierzę we wszystko, co przeczytam. Uwielbiam np. thrillery psychologiczne, ale boję się panicznie, że mogę kiedyś od takich lektur "zgłupieć". Boję się, że gdy zbyt długo się na czymś koncentruję, to się w końcu "zawieszę". Często sprawdzam, czy to co powiedziałam/zrobiłam jest oby normalne. Chciałabym znaleźć oparcie w Bogu, ale wątpię we wszystko i tu znów strach, że może Boga nie ma. Czasami w tych gorszych dniach włącza mi się jakieś filozofowanie na temat tego kim/czym jest człowiek, co to znaczy istnieć itd. Nie mam omamów, urojeń, a zaprogramowałam się, że mam schizofrenię. Straszny jest ten strach przed samą sobą, bo gdzie mam niby szukać ucieczki od samej siebie? Proszę o pomoc, co mi tak naprawdę jest?

Na czym polega zaburzenie osobowości?

Chciałbym się dowiedzieć, jakie są objawy i na czym polega zaburzenie osobowości, ponieważ podejrzewam to u mojego wujka.

Citabax

Witam! Jestem 40-letnim mężczyzną (aktorem, co pomogło mi w zdefiniowaniu moich stanów lękowych i problemów społecznych). Od roku przyjmuję Citabax, od grudnia 2008 jego zwiększoną dawkę (40 mg), która to dopiero zaczęła przynosić pożądane efekty - oceniam je nie tylko... Witam! Jestem 40-letnim mężczyzną (aktorem, co pomogło mi w zdefiniowaniu moich stanów lękowych i problemów społecznych). Od roku przyjmuję Citabax, od grudnia 2008 jego zwiększoną dawkę (40 mg), która to dopiero zaczęła przynosić pożądane efekty - oceniam je nie tylko na podstawie doraźnych odczuć, ale również w skali porównawczej rok do roku. Mój psychiatra zmienił miejsce pracy, obecnie lek przepisuje mi lekarz pierwszego kontaktu. Pytanie dotyczy czasu: jak długo mogę przyjmować tę dawkę? Mimo iż poprawa jest znacząca, nie czuję się na tyle silny, by eksperymentować z jej obniżaniem, a może powinienem? Dochodzą mnie sprzeczne opinie ze strony różnych publikacji, znajomych (w tym lekarzy, tyle że nie ma wśród nich akurat psychiatry), od tych, że lek staje się po pewnym czasie bezużyteczny, po te, iż można go przyjmować naprawdę długo. Będę wdzięczny za pomoc - Pozdrawiam, Jacek
odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Paweł Gosek
Dr n. med. Paweł Gosek
 Magdalena Mroczek
Magdalena Mroczek

Czy ja mam schizofrenię?

Jeśli wydaje mi się, że wszyscy mnie obserwują i gadają o mnie, to mam schizofrenię? Poza tym nie mam siły, czuję się wyczerpany i ogólnie zmieniłem się też na twarzy (jestem blady).

W jaki sposób przekonać do wizyty u psychologa? Jak pomóc?

Moja 24-letnia przyjaciółka od dłuższego czasu nie radzi sobie z codziennością - twierdzi, że jest "w porządku", ale... Bardzo rzadko opuszcza dom, praktycznie nie sypia w nocy, jest apatyczna, zrezygnowana, obojętna... Okaleczała się. Co zrobić? Pozdrawiam!

Jak pomóc załamanej chorobą mamie?

Moja mama po wiadomości o tym, że ma rozedmę płuc totalnie się załamała. Nie je, dostała napadu lęków, że się udusi, ciągnie ją do okna, na balkon, bez przerwy płacze, kupiłam jej syrop na uspokojenie i tabletki pod język...

Moja mama po wiadomości o tym, że ma rozedmę płuc totalnie się załamała. Nie je, dostała napadu lęków, że się udusi, ciągnie ją do okna, na balkon, bez przerwy płacze, kupiłam jej syrop na uspokojenie i tabletki pod język rozluźniające, ale to nic nie pomaga, nie wiem jak mogę jej pomóc, co mam dalej robić.

Czuję jakbym miała dwie osobowości

Potrafię bez żadnego konkretnego powodu zmienić się z osoby towarzyskiej, rozmownej, uśmiechniętej, pewnej siebie i której wszystko się udaje... w odludka, milczka, płaczkę. Nurtują mnie wtedy natrętne myśli, głównie o mojej przyszłości. Nie mam wtedy zupełnie energii na nic,...

Potrafię bez żadnego konkretnego powodu zmienić się z osoby towarzyskiej, rozmownej, uśmiechniętej, pewnej siebie i której wszystko się udaje... w odludka, milczka, płaczkę. Nurtują mnie wtedy natrętne myśli, głównie o mojej przyszłości. Nie mam wtedy zupełnie energii na nic, najchętniej bym wtedy położyła się i poszła spać. Albo z osoby ponurej, nietowarzyskiej, potrafię w ciągu paru chwil zmienić się w osobę tak jak w opisie powyżej. Tak jakbym miała dwie osobowości, rzutuje to na moje kontakty z innymi, jak i na pracę zawodową. Przemiana ani w jedną, ani w drugą stronę nie trwa długo, zwykle 1 do 3 dni. Później mam stan "wiecznego" odrętwienia, albo stan beznadziei. Dodam, że mam fobię społeczną.

Skrajnie prawicowa depresja. Problem, którego nikt nie rozumie

Witam! Piszę do Państwa, ponieważ zmagam się z bardzo nietypowym problemem. Zmartwienia, które już od miesiąca dręczą moją duszę, mogą się wydawać błahe lub nawet śmieszne - jednak dla mnie są naprawdę poważne i uciążliwe. Mam 18 lat, jestem zdrowa,...

Witam! Piszę do Państwa, ponieważ zmagam się z bardzo nietypowym problemem. Zmartwienia, które już od miesiąca dręczą moją duszę, mogą się wydawać błahe lub nawet śmieszne - jednak dla mnie są naprawdę poważne i uciążliwe. Mam 18 lat, jestem zdrowa, wywodzę się z pełnej, dosyć zamożnej rodziny, zwiedziłam jedenaście obcych krajów, osiągnęłam wiele sukcesów na polu literackim i publicystycznym. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, iż od czterech tygodni codziennie płaczę (oczywiście, z krótkimi przerwami). Skąd się bierze mój obniżony nastrój? To bardziej skomplikowane niż się Państwu wydaje...

W mojej hierarchii wartości pierwsze miejsce zajmuje ideologia (narodowy radykalizm), jednak nie mam możliwości, aby ją zrealizować. Moja ulubiona partia polityczna (Narodowe Odrodzenie Polski) "cieszy się" poparciem 0,06% społeczeństwa, toteż nie ma najmniejszej szansy na sukces. Drugie ugrupowanie, któremu kibicuję (Polska Partia Narodowa) jest zaś popierane przez 0,2% obywateli. Codziennie zadręczam się problemami współczesnego świata, płaczę z powodu faktu, że nic nie jest takie, jakie bym chciała. Denerwuje mnie obecna partia rządząca, ustrój demokratyczny (jestem zwolenniczką konserwatywno-nacjonalistycznego autorytaryzmu), zjawisko homopropagandy, powszechna swoboda seksualna...

Najbardziej przygnębia mnie fakt, że każdego roku 50 milionów dzieci ginie w wyniku aborcji, a ja nie mam możliwości, aby im pomóc. Drugim zmartwieniem, które spędza mi sen z powiek, jest to, iż w 2004 roku Polska straciła niepodległość i musi być uległa wobec Brukseli. Bardzo proszę o pomoc, bo sama nie potrafię sobie poradzić z tak niezwykłym i skomplikowanym problemem. Nie wiem, co mogę zrobić, aby poczuć się szczęśliwszą, bowiem szczęście wydaje mi się tożsame z określonymi reformami politycznymi i społecznymi. Świat nigdy nie będzie taki, o jakim marzę, gdyż prawie nikt nie podziela moich poglądów (przeciwnie - mnóstwo osób śmieje się z moich przekonań, a nawet dokucza mi ze względu na odmienność ideologiczną).

Czuję się niepotrzebna, niezrozumiana, odrzucona przez społeczeństwo, pozbawiona możliwości samorealizacji, uwięziona w niewłaściwej epoce i ustroju politycznym. Boję się, że mniejszość, do której należę, całkowicie wyginie (albo zostanie wytępiona). Nie mam nadziei na lepsze jutro, spodziewam się, iż wraz z upływem czasu świat będzie coraz straszniejszy. Wiem, że przyczyn mojego smutku nie pokonają nawet leki przeciwdepresyjne. Zmiana poglądów nie wchodzi w grę, bo - jak już napisałam - w mojej hierarchii wartości pierwsze miejsce zajmuje ideologia. Pozdrawiam i czekam na odpowiedź! Zwolenniczka Skrajnej Prawicy

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Czy cierpię na depresję albo nerwicę?

Jestem 20-letnią kobietą. Od kilku lat co jakiś czas mam niepokojące mnie objawy: częste poczucie lęku (często sama nie wiem przed czym), ostatnio napada mnie paniczny lęk przed śmiercią, wzmożone poczucie lęku, gdy chłopak wychodzi ode mnie wieczorem, częste poczucie...

Jestem 20-letnią kobietą. Od kilku lat co jakiś czas mam niepokojące mnie objawy: częste poczucie lęku (często sama nie wiem przed czym), ostatnio napada mnie paniczny lęk przed śmiercią, wzmożone poczucie lęku, gdy chłopak wychodzi ode mnie wieczorem, częste poczucie osłabienia, niemocy, niskie poczucie własnej wartości, poczucie samotności, duża potrzeba snu (10 h/dobę - jednak to pamiętam od zawsze). Od zawsze obgryzam paznokcie, coś skubię, dotykam itp. Bardzo łatwo zmienia mi się nastrój - szczególnie z dobrego na zły. Bardzo łatwo mnie zranić - wystarczy jedno (wydaje się, że nic nieznaczące słowo), a ja mam już łzy w oczach.

Zamknęłam się w sobie trochę od pewnego czasu - jestem mniej ufna i wszystkiego się boję. Rzadko spotykam się ze znajomymi. Obawiam się nawiązywania nowych kontaktów. Nie mam ochoty na seks. Moja mama od wielu lat cierpi na depresję. Wydaje mi się ważne, że jednak mam ochotę na poświęcanie się pasjom, sport czy podróże. Nie mam również problemów z koncentracją. Nie przyjmuję żadnych leków i nie wykonywałam badań diagnostycznych. Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam!

Patronaty