Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 7 , 1 9 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Rozstanie: Pytania do specjalistów

Rozwód rodziców - jak go przeżyć?

Mam 14 lat. Mój tata chce odejść od mojej mamy! On tylko przez jedno kłamstwo chce wszystko zepsuć. Powiedział mi, że nie będzie widywał mojej siostry (ma 7 lat) ani mnie. Bardzo się boję, co będzie ze mną i moją siostrą. Nie chcę, aby rodzice się rozstawali :(
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Rozstanie po długim związku - jak sobie z tym poradzić?

Witam! Jestem (a w zasadzie byłam) w długim związku z chłopakiem, za którego miałam wyjść za mąż. Niestety nie udało się (nieporozumienia i ciągłe kłótnie doprowadziły do tego, że nie jesteśmy już ze sobą). On był moim pierwszym, "prawdziwym" chłopakiem....

Witam! Jestem (a w zasadzie byłam) w długim związku z chłopakiem, za którego miałam wyjść za mąż. Niestety nie udało się (nieporozumienia i ciągłe kłótnie doprowadziły do tego, że nie jesteśmy już ze sobą). On był moim pierwszym, "prawdziwym" chłopakiem. Takim, który zawsze był ze mną, wiedział o mnie wszystko. Ja lubiłam mu się zwierzać, wiedziałam, że zawsze mnie wysłucha i że zawsze mogę na niego liczyć. Tak było przez dłuższy okres. Jednak wszystko się zmieniło, kiedy koledzy i interesy okazały się ważniejsze. Czułam, że nie ma tak naprawdę osób, które mi pomogą. Teraz, kiedy go nie ma, czuję się strasznie opuszczona. Kiedy wstaję każdego ranka, boli mnie serce na samą myśl o tym, że po tak długim (6-letnim) związku zostały mi tylko wspomnienia. Czuję, że nic dobrego w życiu mnie nie spotka. Sama próbuję to sobie tłumaczyć - tyle przez niego wycierpiałam, a tak mi go brak. Jak to możliwe? Czuję się samotna. Nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić. Proszę o odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niedopasowanie w związku, rozstanie i chęć powrotu

Witam. Mam straszny problem. I nie wiem jak sobie z tym poradzić. Ja mam 20 lat, a mój były już partner 23. Byliśmy ze sobą rok i 7 miesięcy, teraz w niedzielę zerwał ze mną. Nasz związek był udany, byłam...

Witam. Mam straszny problem. I nie wiem jak sobie z tym poradzić. Ja mam 20 lat, a mój były już partner 23. Byliśmy ze sobą rok i 7 miesięcy, teraz w niedzielę zerwał ze mną. Nasz związek był udany, byłam jego drugą dziewczyną, z pierwszą zerwał również po takim czasie, lecz z tamtą nie pasowali do siebie i nie chciał z nią już żadnych kontaktów, a ona jest już mężatką. Bardzo długo zabiegał o mnie, mieszkamy blisko siebie, długo się przekonywałam do niego, bo bałam się uczucia, a on każdemu ze swoich znajomych mówił, że muszę być jego, bo wie, że to ja jestem tą kobietą. Jesteśmy dwa nerwusy, aczkolwiek on bardziej. Zaakceptowała mnie jego rodzina, znajomi, on wszystko dla mnie robił, co tylko chciałam i wzajemnie, każdy nam zazdrościł dopasowania, ale w towarzystwie często sprzeczaliśmy się, ponieważ byłam strasznie zazdrosna jak się gdzieś popatrzył na jakąś dziewczynę, albo złośliwa, jak za dużo wypił. Często też wynikała z tego kłótnia, ale szybko się ona kończyła.

Generalnie było nam razem cudownie, nawet w sferze intymnej byliśmy idealnie dopasowani. Od 2-3 miesięcy zaczęło się jakoś psuć. On zaczął cwaniakować, dogryzać, ja miałam gorsze napady zazdrości, złośliwości wobec niego, aż 3 tygodnie temu wybuchło i uderzyłam go kilkanaście razy, a on mnie raz. Byliśmy pod wpływem alkoholu, poleciało wiele niepotrzebnych słów, mieliśmy tydzień ciszy, lecz nalegałam na spotkanie. Spotkaliśmy się, przeprosiłam go, ale już wtedy chciał zerwać ze mną, bo jego zdaniem przegięłam, ale obiecałam mu, że to się nigdy nie powtórzy, ale był zacięty, nie chciał być już ze mną. Ciągle łapał mnie za rękę, przytulał i miał łzy w oczach, a ja mu obiecałam, że tak się nie stanie i niech da mi szansę i wtedy mi powiedział, że może będzie tej decyzji żałował, ale strasznie mnie kocha i byliśmy razem. Cudowne chwile trwały tydzień, poszliśmy na imprezę ze znajomymi i dogryzłam mu pewnym jednym tekstem, za który nerwy mu puściły, wyszedł i zostawił mnie samą. Na drugi dzień nic się nie odzywał, więc ja napisałam, a on, że któregoś dnia się spotkamy, to sobie to wyjaśnimy. Ja już nie mogłam czekać i napisałam, że jeżeli chce zerwać ze mną, to niech powie mi to prosto w oczy, bo już nie będę czekać, a on przyjechał i powiedział, że nie udało się nam, że kocha, ale straciłam swoją szansę. Zaczęłam go prosić, błagać, wpadłam w szał, ale on powiedział, że życzy mi szczęścia, że jestem wspaniałą kobietą, ale nie jesteśmy dla siebie. Prosiłam go nadal i powiedziałam, że ja będę w sercu skrycie czekać, a jeżeli nie ma sensu, to niech to napisze, a on stwierdził, że na dzisiaj nie ma na to wszystko siły i żebym była silna i twarda i że dziękuje za wszystko i przeprasza. I że zawsze mogę na niego liczyć;/

Dałam mu spokój, nie odzywam się, nie narzucam, ale ja głupieję, nie mogę nic zrobić. Czy on jeszcze wróci do mnie? Czy jest jakaś szansa? Czy ja mam się do niego po miesiącu odezwać? Z tego co teraz znajomi mi mówili to pracuje cały czas albo pije, ale boję się, że już nie wróci, bo to typ honorowego i upartego faceta, jak on mówi nie, to nie. Każdy mi mówi, że jak kocha to wróci, ale tracę nadzieję, ponieważ jak się zaparł, to może sobie już mnie odpuści. A może nie kochał. Mam milion pytań w głowie. Proszę o szczerą odpowiedź co dalej, bo tak się nie da żyć.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Rozpad związku po wielu latach - co mam ze sobą zrobić?

Witam. Po 8 latach zostawiła mnie kobieta mojego życia, zerwała zaręczyny i odeszła. Z początku mówiła, że nie wie, czy mnie kocha, ale teraz już mówi, że nie. Mieliśmy jeden powód do kłótni, ciągle ten sam - mieszkanie. Ja...

Witam. Po 8 latach zostawiła mnie kobieta mojego życia, zerwała zaręczyny i odeszła. Z początku mówiła, że nie wie, czy mnie kocha, ale teraz już mówi, że nie. Mieliśmy jeden powód do kłótni, ciągle ten sam - mieszkanie. Ja ze swoich powodów chciałem żebyśmy zamieszkali z moim ojcem. Mamy na to warunki 120 m² mieszkania. Kasia w końcu zgodziła się na to i po zaręczynach zamieszkaliśmy razem. Wyprowadziła się po paru miesiącach. Od tego momentu spotykaliśmy się ze sobą, a ona twierdziła, że nie wie, czy mnie jeszcze kocha. Pod koniec lipca, gdy już nie byliśmy ze sobą, przyszła na moje urodziny i powiedziała, że czuła, że musi tu być w ten dzień. Wlała w moje serce mnóstwo nadziei i wiary, że uda mi się ją odzyskać. Później był olbrzymi "strzał" - wyjechała na delegację do Szwajcarii. Powiedziała, że tam kogoś poznała i mnie nie kocha, że chce uciec ode mnie i wyjechać na stałe za granicę. Za niedługo urlop, który mieliśmy spędzić razem. Nie pojedziemy na niego. Nie wiem, co ze sobą robić. Nie śpię, płaczę, nie jem. Straciłem kogoś, kogo kocham ponad życie i nie umiem sobie wyobrazić życia bez niej. Czuję, że gdyby tylko pozwoliła się do siebie zbliżyć, rozpaliłbym jej serce ponownie, ale ona ciągle mówi, bym zapomniał o niej, że tak będzie lepiej. Nie umiem do niej dotrzeć, nie umiem z nią porozmawiać. Ciągle tylko słyszę: "bo nie, zapomnij o mnie". Wypalam 60 papierosów dziennie, straciłem sens życia, nie umiem się z tym pogodzić i nie chcę dać jej odejść. Kocham ją i wiem, że zrobiłbym dla niej wszystko. Jestem na dnie. Nie umiem się podnieść. Nie pomagają spotkania z innymi, szukanie zajęć. Ona ciągle siedzi mi w głowie. Myślę o niej cały czas. Jestem załamany i zdruzgotany. Proszę ją o to, aby dała mi te dwa tygodnie wakacji, aby dala mi/nam szansę, abyśmy mogli to poukładać, bo 8 lat to kawał czasu. Nie umiem się pozbierać.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Kiedy uporam się z traumą, jaką przeżyłam w związku?

Witam! Mam 22 lata i nie potrafię poradzić sobie sama ze sobą. Ubiegłego roku zakończył się mój bardzo burzliwy 4 letni związek. Pomimo, że obecnie jestem z bardzo dobrym człowiekiem wciąż rozpamiętuje złe chwile z przeszłości, ciągle wracam do sytuacji...

Witam! Mam 22 lata i nie potrafię poradzić sobie sama ze sobą. Ubiegłego roku zakończył się mój bardzo burzliwy 4 letni związek. Pomimo, że obecnie jestem z bardzo dobrym człowiekiem wciąż rozpamiętuje złe chwile z przeszłości, ciągle wracam do sytuacji które rozbiły mnie od środka. Pamiętam, że przez ostatnie dwa lata czułam się okropnie, zdrada, kłamstwa, złe traktowanie, zmuszanie do pewnych zachowań i nawet agresja doprowadziły do tego, że mój poziom wartości, samoocena spadła na najniższe szczebla. Nie radziłam sobie z niczym, stałam się wrakiem do którego było niebezpiecznie się zbliżyć.   Moje relacje z byłym partnerem bardzo mnie zmieniły. Już pod koniec tego związku stałam się bardzo konfliktowa, nie umiałam rozmawiać z innymi, wszystko co do mnie mówiono odbierałam negatywnie, nie dopuszczałam już dobrych myśli do siebie, chodziłam rozdrażniona, niemiła. Czułam wielki zawód, popadłam w wielki wir huśtawek emocjonalnych. Odważenie się na rozstanie zajęło mi również bardzo dużo trudu. Chwila okropna i wszystkie słowa, i obelgi w moją stronę, których w życiu bym się nie spodziewała - pamiętam jakby było to wczoraj. Od 5 lat zażywałam również regularnie lek na epilepsje i uważam, że mój stan po tych tabletkach jeszcze bardziej się pogorszył, czytałam że to również stabilizator nastoju a mam wrażenie być może mylne, że działanie ma odwrotne. Jak pisałam wcześniej, ok. pól roku temu poznałam bardzo dobrego człowieka, który daje mi naprawdę dużo radości. Jednak problem z przeszłości dalej jest. Szybko popadam w chwiejne stany emocjonalne, bardzo szybko się denerwuje, popadam ze skrajności w skrajność - bardzo mnie to męczy, nie mam już sił. Czasem jest tak, że mam dosyć swoich myśli, jest ich tak dużo, nie chcę ich ale one ciągle się rodzą, ciągle szukam problemów, zamykam się, wszystko analizuję. Nie wierze w to, że ktoś nie ma złych zamiarów. Boję się zaufać, tym samym krzywdzę partnera. Czuję, że dzieje się ze mną coś złego, nie potrafię cieszyć się z dnia, często po prostu chcę mi się płakać i zniknąć. Ostatnio doszły jeszcze sny obrazujące to jak było, nie chce o tym myśleć. Boję się również rozmawiać o tym z partnerem, boję się reakcji, ostatnio gdy powiedziałam o koszmarach to zdenerwował się i odwrócił. Nie wiem co mam ze sobą robić. Staram się ukrywać, nie pokazywać tego co się dzieję ale to bardzo trudne. Z natury jestem (byłam) dobrą osobą, ale dochodzę powoli do wniosku, że staję się przeciwieństwem. Myślałam też by wybrać się do lekarza, ale mam jakieś niezrozumiałe obawy. Boję się, że to jak jest już nigdy się nie zmieni, że już nie poradzę sobie z niczym, że nikt tego nie zrozumie. Boję się, że popadłam w jaką depresje lub podobny stan. Nie wiem już co mam robić, jestem wymęczona.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Złe traktowanie partnera w związku, rozstanie i chęć odbudowania relacji

Witam! Tydzień temu zerwał ze mną chłopak, bo nie mógł ze mną wytrzymać. Byłam egoistyczna, egocentryczna, robiłam mu awantury z byle powodu, na siłę chciałam znaleźć na niego jakiegoś haka, by udowodnić, że mnie zdradza, oszukuje, nie kocha. Ja...

Witam! Tydzień temu zerwał ze mną chłopak, bo nie mógł ze mną wytrzymać. Byłam egoistyczna, egocentryczna, robiłam mu awantury z byle powodu, na siłę chciałam znaleźć na niego jakiegoś haka, by udowodnić, że mnie zdradza, oszukuje, nie kocha. Ja go kochałam i kocham bardzo. On też mnie kochał. Powiedział, że na razie nie może ze mną być, bo się do mnie zraził, że wytrzymywał długo wszystko, ale koniec. Mówi, że nie wie czy mnie kocha, prosi bym mu nie zadawała tego pytania, lecz mimo zerwania dzwoni często i pisze, nawet z byle powodu, ot tak, co u mnie słychać, choć unika kontaktu twarzą w twarz. Nie chce do mnie przychodzić ani nawet usiąść w 1 ławce na wykładzie. Z tymże, jak mówię dzwoni i pisze często. Bardzo nie lubi, gdy zaczynam rozmowę o naszym rozstaniu, gdy pytam, czy mnie kocha, gdy pytam, czy mam jeszcze u niego szanse, wtedy się irytuje.

Ja nie umiem przyznawać się do winy zbyt często, ale zadzwoniłam do niego i powiedziałam, że bardzo go kocham, że jest dla mnie bardzo ważny, że jakby mi dał jeszcze 1 szansę to bym była dla niego najlepsza jaka tylko umiem, że bym go szanowała i kochała bardzo, że bardzo żałuję że byłam niedobra i zdaję sobie sprawę z każdego błędu jaki popełniłam. On na to, że już jest trochę za późno, bo mnie wiele razy prosił bym się zmieniła lub choć trochę opanowała, a ja nic (bo nie sadziłam, że mnie zostawi, a ja go kocham mimo wszystko), że na razie nie chce ze mną być i nie może mi nic obiecać, ani że na pewno teraz do mnie nie wróci. Mówi, że chce pobyć trochę swoim życiem i żebym ja zrobiła to samo.

Ja mam ciężki charakter, może przez to, że jak byłam mała, mój tata nas zostawił i umawiał się ze mną często na spotkania i nie przychodził lub potem przychodził po roku czasu. Może dlatego szukałam winy w moim ukochanym, ale naprawdę bardzo go kocham. I myślę, że on mnie też, bo po co by dzwonił i pisał, skoro byłam dla niego na tyle zła i przykra, że mnie zostawił? Dodam również, że ciężko będzie mi znaleźć drugiego takiego. Jest starszy, ma swoje wartości, nie uległ metroseksualizmowi, czy ogólnie dobie popkultury dzisiejszej i internetu. Nie mogę bez niego żyć, co mam zrobić? Czy mam walczyć i mu się narzucać, czy usunąć się w cień? Proszę o pomoc, jestem gotowa się zmienić dla niego i dla samej siebie. Mieliśmy cele, ideały, plany, teraz to wszystko zniknęło. Ostrzegał, że jeśli się nie opamiętam, to kiedyś nie wytrzyma i odejdzie, ale nie wierzyłam, że to zrobi, bo to była silna miłość. Co mogę zrobić, żeby go odzyskać? Jak mam się zachowywać? Jak udowodnić mu swoją zmianę? Jak przetrwać, jeśli by to miało trwać rok, taki stan zawieszenia? Czy on mnie może jeszcze kochać?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Bolesne rozstanie - jak sobie z tym radzić...?

Właśnie zakończył się mój 4-letni związek. Do ostatniej chwili było dobrze, nie było kłótni. Mieszkaliśmy razem przez pół roku. Dla mnie nic nie zapowiadało rozstania, tym bardziej tak nagłego... Do ostatniego dnia był dla mnie dobry, czuły, całował, przytulał....

Właśnie zakończył się mój 4-letni związek. Do ostatniej chwili było dobrze, nie było kłótni. Mieszkaliśmy razem przez pół roku. Dla mnie nic nie zapowiadało rozstania, tym bardziej tak nagłego... Do ostatniego dnia był dla mnie dobry, czuły, całował, przytulał. A zrywając powiedział, że myślał o tym już od 3 miesięcy. On nie zerwał, zrobiłam to praktycznie ja... Ja zadawałam mu pytania, a on na każde odpowiadał tylko 'chyba'...'tak będzie dla nas lepiej; lepiej jak to się stanie teraz niż później; ja nie chcę cię blokować, bo ty masz wobec mnie poważne plany, a ja się nie wyszalałem; czuję, że życie ucieka mi między palcami... Powiedział, że chyba mnie już nie kocha, że to nie jest to, co czuł do mnie na początku. To był mój pierwszy mężczyzna, a ja byłam jego pierwszą kobietą. W dniu rozstania w moim ciele, głowie nagle pojawiła się blokada. Zawsze radziłam sobie łzami, a wtedy nie mogłam nawet kropli uronić, on cały czas płakał... dlaczego? Skoro mnie nie kocha, zostawia - dlaczego płacze? całuje? przytula? Wyprowadziłam się następnego dnia bez jego pomocy. Nie widzieliśmy się dwa tygodnie. Doszło do spotkania, odwiózł mnie do domu - sam to zaproponował, że nie będę po nocy wracała sama, bo on się o mnie martwi... Przez ten okres nie dotarło do mnie w ogóle co się stało - że on mnie zostawił. Zawsze był bardziej za mną niż ja za nim, choć oboje byliśmy sobie wierni przez okres bycia razem; żadnych większych kłótni; zazdrość raczej z jego strony - bo ja ślepo wierzyłam, że skoro on kocha, to nie zdradzi. Wtedy rozmawialiśmy - raczej ja mówiłam, podobnie jak podczas zerwania. On tylko powiedział, że jest mu lepiej samemu, że dobrze, że to się skończyło. Jest teraz szczęśliwy... Ogólnie odżył bardzo po tym rozstaniu i to widać. Często imprezuje, jest zadowolony. Dużo rozmawia i kontaktuje się z innymi dziewczynami, na siłę szukając jakiejś... Nie wiem, bo rozstając się powiedział, że na razie nie chce z nikim być, że chce być sam, odpocząć, poszaleć. Nie wiem czym jest dla niego to szaleństwo? Będąc ze mną w związku chodził z kolegami, nie miał zakazów - ja byłam zablokowana przez niego, nie mogłam pójść sama na imprezę... Dalsza rozmowa wyglądała tak, że ja po tych słowach zaczęłam płakać - był to pierwszy raz, kiedy się wypłakałam od rozstania. On mnie przytulał, całował po dłoniach, włosach. Obiecał, że pomoże mi z tego wyjść, żebym tylko zaczęła jeść i wróciła do formy, że muszę się nauczyć żyć bez niego, bo on już do mnie nie wróci... Umówiliśmy się na kolejne spotkanie - niestety on poszedł poprzedniego dnia na imprezę, rano był ciąg dalszy i tak cały dzień przespał, przespał nasze spotkanie... Napisał tylko sms-a 'przepraszam'... - dla mnie tak bezwartościowego, że na chwilę się obudziłam, iż to naprawdę koniec - że ten mężczyzna, którego znałam przez ten czas gdy byliśmy razem (wcześniej nigdy takiej sytuacji nie było) to nie jest ten, który mnie zostawił... Z mojej strony nie było już odpowiedzi. Ja zostałam bez znajomych, wszystkich mieliśmy wspólnych, raczej z jego strony...i tak zostało, że wszyscy są za nim... Dwa tygodnie kolejne nie było kontaktu. Odezwał się, żeby uzgodnić, jak oddać mi resztę rzeczy - bo wcześniej chciał to załatwić przez znajomych, ale ja im odpowiadałam, że skoro potrafił mnie zostawić, to żeby dokończył wszystkie sprawy sam. I tak od słowa do słowa, przez rozmowę telefoniczną umówiliśmy się na spotkanie. Miało być dwa dni temu - powiedział, że jednak nie może; miało być wczoraj - powiedział, że ma godzinę i to chyba za mało czasu; ma się odbyć dziś - ale ja nie wiem czy chcę tego, czy powinnam... Brakuje mi go strasznie, mam wrażenie, że duszę się sama ze sobą, nerwy jedzą mnie od środka, przez ten miesiąc schudłam 8 kg, co przy mojej wadze jest wręcz zabójcze... 40 kg przy wzroście 162 cm...wyglądam jak chodzący trup...nie mogę płakać, bo jestem zablokowana. Ciągle myślę, układam sobie wszystko w głowie, ale tego się nie da ułożyć... Napisałam mu, że chcę, żeby to było nasze ostatnie spotkanie, żeby zamknąć ten rozdział naszego życia, żeby nas czas nie gonił i żebyśmy sobie na spokojnie wszystko wyjaśnili. A on odpisał: 'ok;)' Całe jego zachowanie, podejście do mnie, jest tak olewające... Ja nie wiem, czy tu w ogóle jest coś do wyjaśnienia... chyba wolę zostać przy tych wszystkich jego 'chyba'...: 'chyba cię nie kocham, chyba na razie tak będzie dla nas lepiej'...raczej dla niego. On jest zamknięty w sobie, z nikim nie rozmawia, nikomu nawet nie mówił, że planuje rozstanie, sam się męczył z tym niby przez 3 miesiące (jak twierdził), aż sama znalazłam mu odpowiedni moment, żeby mógł ze mną zerwać, gdy ja mówiłam za niego...on nawet nie potrafił spojrzeć mi w oczy...nie wiem czy to wpływ kolegów...jego ambicji? Jest przystojnym mężczyzną i mógłby mieć wiele ładniejszych dziewczyn, sam sobie to udowadnia teraz... Na ostatnim spotkaniu powiedział, że ma świadomość, że będzie tego żałował, bo nie znajdzie takiej dziewczyny jak ja - tak wartościowej, inteligentnej, ambitnej - ale musi spróbować jak jest beze mnie, poszaleć... On ma 23 lata i teraz obudził się, że chce szaleć?? Ja - jak każdy po rozstaniu, każdy zostawiony - nie wierzę w to i nie chcę w to uwierzyć...ciągle się oszukuję... Myślę, że do dzisiejszego spotkania też nie powinno dojść, nie chcę go oczyszczać, a pewnie tak by było...bo nie potrafię powiedzieć złego słowa na niego...jest dla mnie najwspanialszym mężczyzną na świecie, tymi spotkaniami pokazał jak potrafi być czuły, delikatny i ciepły... Powiedział, że robił to dla mnie, żeby było mi łatwiej, żebym wiedziała, że mogę na niego liczyć jak na przyjaciela i zawsze prosić o pomoc...

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Czy powinnam do niego zadzwonić?

Mam 23 lata, mój (były) chłopak 21. Jesteśmy (byliśmy) razem pół roku, co mam zrobić, by zapomnieć o bólu. Zerwałam wczoraj z chłopakiem, a powód, hmm, chyba to on doprowadził do tego, bo miał pretekst. Wmawia mi, że go nie...

Mam 23 lata, mój (były) chłopak 21. Jesteśmy (byliśmy) razem pół roku, co mam zrobić, by zapomnieć o bólu. Zerwałam wczoraj z chłopakiem, a powód, hmm, chyba to on doprowadził do tego, bo miał pretekst. Wmawia mi, że go nie kocham i nigdy nie kochałam, jestem niewierna i mam kogoś. Zaczęło się 2 dni temu, kiedy chciałam zobaczyć jego telefon, wyrwał mi i powiedział, że z nikim nie pisał, że mi nie pokaże, bo to niespodzianka, ta jasne, w telefonie nigdy wcześniej nie miał niespodzianek. Chyba że były to obietnice niespełnione, a wcześniej nic nie ukrywał... i w ogóle ostatnio dziwnie się zachowywał, pisał co 3 godziny, a wcześniej potrafił częściej. Mi powiedział, że to moja wina i jak będę chciała, to mam go przeprosić. Tyle że nie mam za co, to on był nie w porządku:( Jakby był szczery i słowny, byłoby dobrze, a głównie chodzi o niesłowność w przyjeżdżaniu do mnie czy z tym, że mi coś kupi. Gestów też mało było z jego strony, na Dzień Kobiet tylko spacer. Kwiaty słowne, mówił, że kupi, jak dzwonił i to przy koledze tylko. Potem, jak z nim rozmawiałam, to nazwał mnie materialistką. Choć od niego nic nie dostałam, raz tylko w kinie byliśmy i na domówce u jego kolegi. Może powinnam napisać do niego mimo wszystko. Sama nie wiem, co w nim widzę, bo wiem, że jakby któraś z moich koleżanek miała taki problem, bym powiedziała, że nie warto być z kimś takim, ale łatwo mówić. Może to był tylko pretekst, żeby zwalić winę na mnie i mnie zostawić. Łatwo mówić, zostaw go, przejdzie za jakiś czas, ale gorzej zrobić, mam zbyt wrażliwy charakter. A może depresję? 2 lata temu też mnie zostawił chłopak przez ukrywanie pewnych rzeczy, może to już taki mój pech:(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić żeby dziewczyna dała mi drugą szansę ?

Witam. Ostatnio zerwała ze mną dziewczyna. Powodem zerwania było to że przestaliśmy sobie ufać. A dlaczego? Ponieważ zrywała ona ze swoim byłym przez parę ładnych miesięcy, mówiąc mi podczas tego okresu, że z nim zerwała, a potem okazywało się, że...

Witam. Ostatnio zerwała ze mną dziewczyna. Powodem zerwania było to że przestaliśmy sobie ufać. A dlaczego? Ponieważ zrywała ona ze swoim byłym przez parę ładnych miesięcy, mówiąc mi podczas tego okresu, że z nim zerwała, a potem okazywało się, że potrzebuje kolejnej rozmowy z nim. Takie sytuacje miały miejsce kilka razy, ale ja jej wybaczałem to i dalej czekałem. Ostatecznie w sierpniu postawiłem ją pod ścianą i zażądałem dojrzałej decyzji. Po tym zerwała z nim, ale po tych wszystkich sytuacjach ciężko mi było uwierzyć w to. Ostatnio nie wytrzymałem, ponieważ gdy to ja chciałem być wsparciem dla niej podczas egzaminów poprawkowych ona była przy nim, tłumaczyła to wszystko tym, że pomagała mu w zadaniach. Nie czułem się osobą od której chce wsparcia. To wszystko spowodowało we mnie straszne emocje, przez które uciekłem się do kłamstwa, czego strasznie żałuję. Także zacząłem rozmawiać o tym z dobrym kolegą, który wtrącił się do tego wszystkiego. To właśnie przez to wtrącenie się kolegi jak mi powiedziała postanowiła ze mną zerwać. Tak ta cała sytuacja wyglądała. Ja dalej ją kocham, i nie chcę jej stracić, chcę walczyć o nią. 2 dni po rozstaniu pojechałem do niej. Niestety nie spotkałem jej, podobno wyjechała gdzieś do koleżanki tak mi powiedziała jej siostra. Umówiłem się wtedy z jej siostrą i z nią porozmawiałem. Powiedziała mi żebym dał dziewczynie trochę czasu. Siostra dziewczyny powiedziała mi, że mam w niej wsparcie (ale nie wiem o co chodzi). Chciałem wtedy przeprosić dziewczynę za wszystko i prosić o druga szansę. Tak jak już pisałem nie spotkałem jej, miałem wtedy kwiaty dla niej i przekazałem je jej przez siostrę, chociaż nie chciałem żeby to tak wyszło. Proszę o porady, co zrobić żeby to wszystko ułożyło się pozytywnie. Chcę dalej z nią być.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Rozstanie po latach - co dalej?

Witam. On 58 lat, ja 50 od 13 lat razem, 12 lat po ślubie. W momencie poznania on i ja wolni, bez zobowiązań wobec osób trzecich. Wspólnych dzieci brak. Początek jak zawsze, poznanie miłość, ślub, zapewnienie o wielkich...

Witam. On 58 lat, ja 50 od 13 lat razem, 12 lat po ślubie. W momencie poznania on i ja wolni, bez zobowiązań wobec osób trzecich. Wspólnych dzieci brak. Początek jak zawsze, poznanie miłość, ślub, zapewnienie o wielkich uczuciach. On w ocenie znajomych i przebiegu związku wierny, domator, postrzegający małżeństwo konserwatywnie, zaangażowany, pełen planów. Ja porzucam pracę zawodowa, angażuję się w realizacje naszego wspólnego celu remontu domu w odległej części Polski i na odludziu. We wspólnych planach to nasza przyszłość. Z czasem samotność na odludziu zaczyna mi ciążyć, przechodzę kryzys, jeden, drugi, trzeci. Proszę, żeby usiąść i porozmawiać o naszym życiu, tłumaczę, że wspólne urlopy (on pracuje) to za mało, że takie życie to zagrożenie dla naszego związku. Reakcji brak, sytuacja się przeciąga, samotność mi ciąży, prezenty nie cieszą. Mówię o tym otwarcie, ale trafiam na całkowity brak zrozumienia. Dla niego liczy się dom, a ja marudzę. W czerwcu tego roku coś się zmienia. Niepokoi mnie jego brak zainteresowania rzeczami, które były jego życiem. Nie mogę wyjechać ze swojej pustelni. Czuję, że dzieje się coś złego. W końcu kończę rozpoczęte sprawy i jadę do domu, do niego. Dwa dni temu dzwonię do drzwi. Jest zaskoczony, wygląda źle, nie cieszy się. Wiem, że coś się wydarzyło. Po powrocie zaczyna rozmowę. Bolesna, trudna dla mnie zabójcza. W czerwcu spotkał kobietę, którą kochał będąc młodym człowiekiem. Wtedy, w młodości ich drogi się rozeszły. Oboje założyli rodziny, w jej przypadku 2 nieudane małżeństwa (obecnie jest w separacji z mężem), on założył rodzinę, żona zostawiła go dla innego, potem nieudany związek, rozstanie i ślub ze mną. Twierdzi, że odrodziło się uczucie sprzed lat, że właściwie nigdy w nim nie wygasło. Proponuje rozstanie, bez rozwodu, na dotychczasowych warunkach finansowych. Wyprowadza się z sypialni, przeprasza, że tego nie przewidział, że jego uczucie do mnie wygasło. Lubi mnie, wesprze mnie, mogę na niego liczyć, ale nasz związek jest skończony. Pytam dlaczego? Za długo rozdzieleni i to moje ciągłe marudzenie, że samodzielne prowadzenie tego domu mnie przerasta. Chce sprzedać nasz dom, podzielić się pieniędzmi i zachować dobre stosunki. Z drugiej strony mówi: „dbaj o nasz dom.” Nie chce zrywać kontaktów z naszymi znajomymi, boli go, gdy mówię o naszych szczęśliwych chwilach. Nie krzyczałam, nie ubliżałam, poczułam się jak zbity pies. Pytałam, jak może nie walczyć o związek, gdzie są wartości, które deklarował, jak może mi zadać taki ból. Mówi: „przepraszam, nie planowałem tego.” Nie chce iść do poradni małżeńskiej, nie chce ratować naszego związku. Trafiam na beton. Jest zakochany i koniec. Deklaruje, że nie przeprowadzi się do niej, ani ona do niego. Ale to kwestia czasu...wiem to. Nowe ciuchy, wspólne obiady itd. Nie wiem, co mam robić. Najchętniej wsiadłabym w samochód i wpakowała się w pierwsze drzewo na mojej drodze. Poświęciłam wszystko temu związkowi. Nie potrafię się znaleźć w tej sytuacji. Chcę ratować, ale czy jest jeszcze co ratować? Zachował się niewątpliwie jak szczeniak, ale ja nie potrafię lekką ręką przekreślić 12 lat życia, marzeń, planów. Wiem, że nie ma gotowej recepty, ale czy jest szansa uratowania tego związku? Jak postępować?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Ile czasu musi minąć od rozstania z partnerem, żeby rozpocząć nowy związek?

Dziś mam 24 lata. W marcu 2009 rozstałam się z partnerem, czułam do niego sympatię, może i poczułabym coś więcej, ale on swoim zachowaniem mi na to nie pozwolił. Kochał mnie mocno, przynajmniej tak twierdził, wg mnie on nie odróżniał...

Dziś mam 24 lata. W marcu 2009 rozstałam się z partnerem, czułam do niego sympatię, może i poczułabym coś więcej, ale on swoim zachowaniem mi na to nie pozwolił. Kochał mnie mocno, przynajmniej tak twierdził, wg mnie on nie odróżniał kochania od posiadania własności, którą chciał zaszufladkować tylko dla siebie... Czułam się przy nim jakbym żyła bez tlenu, osaczał mnie na każdym kroku, w końcu stało się tak, że nie miałam czasu nawet spokojnie się rano umyć albo dojechać na studia, bo on ciągle dzwonił, a sam nie wyręczał mnie w tym. Nie wychodziliśmy nawet nigdzie razem, np. do jego znajomych, bo on bał się, że któregoś wieczoru go zostawię i wyjdę zamiast z nim to z jego kolegą. Bał się odrzucenia, ale jednocześnie nie naprawiał siebie, tylko dalej brnął.. Po roku związku (nie mieszkaliśmy razem, ale ciągle przesiadywał u mnie w domu) nie wytrzymałam tego i powiedziałam mu, że ma zabrać swoje rzeczy i się wynosić, myślał, że nie mówię poważnie, nie docierało to do niego.. Po paru miesiącach po rozstaniu dalej to do niego nie docierało, próbował wrócić, ale nie zadał sobie trudu, żeby mnie przeprosić za swoje zachowanie osobiście, pozostały tylko maile i SMSy. Nie utrzymuje z nim kontaktu, ale dalej twierdzi, że jak będę potrzebowała pomocy, to on mi zawsze pomoże itd. Nawet raz z jego pomocy skorzystałam, ale on nie może zrozumieć, że nie chcę z nim być jako partnerem i nigdy już tak się nie stanie. Dzisiaj mamy wrzesień 2011, a ja nadal jestem sama, nie wiem dlaczego tak się dzieje, skoro całkowicie odcięłam się od kontaktu z nim. Chciałabym sobie ułożyć życie na nowo z innym partnerem, ale całkowicie mi to nie wychodzi. Znajomi mówią mi, że powinnam otworzyć się na nowy związek, ale jak mogę się otwierać, skoro nie ma nikogo na horyzoncie? A jeśli znajdują się jakimś cudem to kończy się to po 1 spotkaniu, mówią, że jesteś taka fajna po czym spławiają mnie bez podania powodu. Czy coś jest ze mną nie tak? Co powinnam w sobie zmienić lub co robić? Czy to zbyt mało czasu, żebym zasłużyła na swoją miłość?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Zostawiła mnie dziewczyna - jak wrócić do równowagi?

Witam... Mam 16 lat. Straciłem sens życia, nie chce mi się żyć. Więc tak: złamałem nogę (paskudne złamanie stawu skokowego z przemieszczeniem, co podlega pod leczenie operacyjne), myślałem, że gorzej być nie może, no ale miałem mieć operację, lecz się...

Witam... Mam 16 lat. Straciłem sens życia, nie chce mi się żyć. Więc tak: złamałem nogę (paskudne złamanie stawu skokowego z przemieszczeniem, co podlega pod leczenie operacyjne), myślałem, że gorzej być nie może, no ale miałem mieć operację, lecz się nie odbyła, ponieważ lekarze uznali, że nie ma sensu mnie męczyć i kość się sama zrośnie. Pogodziłem się z gipsem, ferie się skończyły, czas do szkoły, jeszcze 3 tyg. do ściągnięcia gipsu. Nie jest źle, pierwszy dzień w szkole czuję, że coś nie gra w zachowaniu mojej dziewczyny. Pytałem, co się stało, martwiłem się, lecz ona zapewniała mnie, że wszystko w porządku. Dzień zleciał. Następnego dnia podobna sytuacja: widzę, że coś się dzieje, lecz nie wiem co. Kocham ją bardzo, lecz po szkole wróciłem do domu. Po 2 godzinach dostałem od niej SMS, że ze mną zrywa. Załamałem się, było to we wtorek. Jest piątek, nadal ją kocham. Pytam: czemu, jaki jest tego powód? Odpowiada, że mi nie powie, bo i tak to nic nie zmieni... Myślałem, że to przez ferie, bo trochę się nie widzieliśmy, przez ten gips nie mieliśmy się jak spotkać. Myślałem, że jest jakaś możliwość bycia razem, spróbować, lecz ona jasno dała mi do zrozumienia, że nigdy ze mną już nie będzie. Pytam, czy zrobiłem coś złego, lecz mówi, że nie teraz. Już wiem, że zawsze może być gorzej... Nie chce mi się żyć, nie mam żadnego sensu życia. Proszę o jakąś pomoc w znalezieniu go.  

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Moja rodzina jest dręczona przez byłego partnera mojej mamy - co robić?

Rok temu moja mama wyjechała, opuszczając naszą rodzinę. Przez jakiś czas spotykała się z pewnym mężczyzną, również Polakiem. Chciała ułożyć sobie życie na nowo. Jednak już po krótkim czasie zrozumiała, że nie będzie szczęśliwa z tym człowiekiem. Uciekła stamtąd. Dosłownie...

Rok temu moja mama wyjechała, opuszczając naszą rodzinę. Przez jakiś czas spotykała się z pewnym mężczyzną, również Polakiem. Chciała ułożyć sobie życie na nowo. Jednak już po krótkim czasie zrozumiała, że nie będzie szczęśliwa z tym człowiekiem. Uciekła stamtąd. Dosłownie - uciekła. Teraz ten mężczyzna wydzwania do niej i po całej rodzinie, oczerniając nas od złodziei i jeszcze gorszych. Dzwoni do mojego zakładu pracy, mówiąc, że nie warto mnie zatrudniać, ponieważ jestem złodziejem i z pewnością niedługo okradnę mojego pracodawcę. Dzwoni przez całą dobę na telefon, wygrażając się. Nie pomaga zmienianie numeru, ponieważ znajduje on telefony domowe innych członków rodziny. Jego rodzina nie chce mieć z nim nic wspólnego. W swoich groźbach niejednokrotnie wskazuje, że chce wyrządzić krzywdę mojej mamie lub mnie. Twierdzi, że uknułyśmy spisek, żeby go oszukać. Są to jedynie oszczerstwa niemające nic wspólnego z prawdą. W rzeczywistości człowiek ten mści się za to, że mama nie chce z nim być i uciekła od niego. Sądząc po jego nagraniach na pocztę i SMS-ach, to człowiek chory psychicznie! Nieraz pisze, żebym się cieszyła, że mama nie przyjechała do mnie w trumnie. Serce mnie boli, jak o tym piszę. Są to ewidentne próby zastraszenia, szantażu i groźby. Jednak na policji powiedzieli mi, że ich autor musiałby dokładnie powiedzieć, jak chciałby dokonać jakiegokolwiek czynu. On jednak nie jest głupi i z pewnością zdaje sobie z tego sprawę. Stara się uprzykrzyć życie mnie i naszej rodzinie na każdym kroku, we wszelkich instytucjach i urzędach. Boję się, co może zrobić, bo wiem, że jest strasznie mściwy. Proszę wszystkich, którzy mogą pomóc, co zrobić w takiej sytuacji, żeby nie zwariować.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak rozstać się z mężem alkoholikiem?

Witam. Mam nadzieję, że ktoś mi doradzi jak mam to zrobić. Jestem z mężem ok. 6 lat, 3 lata po ślubie, mamy 3 letniego synka. Od bardzo dawna nam się nie układa, głównie z winy mego męża. Straciłam siły i...

Witam. Mam nadzieję, że ktoś mi doradzi jak mam to zrobić. Jestem z mężem ok. 6 lat, 3 lata po ślubie, mamy 3 letniego synka. Od bardzo dawna nam się nie układa, głównie z winy mego męża. Straciłam siły i nie chce już ratować naszego związku i nie chcę kolejny raz dawać mu szanse. Mój mąż jest alkoholikiem, przez alkohol stracił prawo jazdy. Teraz jakoś prawie miesiąc nie pije, widzi pewnie, że coś się zmieniło z mojej strony, inaczej na niego patrzę, ogólnie rzadko z sobą sypiamy ostatnio. Gdzieś pół roku temu, najdłuższa przerwa to 1.5 roku. Duszę się już w tym wszystkim, jak byłam w ciąży to od tamtej pory do tej pory nie śpię z nim w jednym łóżku, a minęło ponad 3 lata. Jak siedziałam z dzieckiem to wypominał mi, że musi utrzymywać całą rodzinę, że ja się do niczego nie nadaję i takie tam, a jak teraz pracuję, to mówi, że te pieniądze co ja zarabiam to i tak nic jemu nie dają.

Jakieś 5 mies. temu wyprowadziłam się i miałam papiery już na rozwód, ale dałam mu szansę, bo uwierzyłam, że przestał pić. Mówił, że zobaczył jak mu na mnie zależy. Wróciłam do niego, ale było jeszcze gorzej, pił i pił. Ogólnie to mieszkam z teściami. Teraz nie pije prawie miesiąc, ale to nie zmienia mego postanowienia, bo oprócz dziecka nic nas nie łączy. No i wracając do tematu chcę się wyprowadzić od męża, ale nie wiem jak. Mam gdzie iść, moja siostra zaoferowała mi pomoc, chce żebym przeprowadziła się do niej do K. pod Warszawą. Mam bardzo dobry kontakt z nią, zawsze sobie pomagamy. Tylko jest jeden problem ja mieszkam w B., siostra by po mnie i po synka przyjechała, ale jak to zrobić, żeby mąż nie posądził mnie o uprowadzenie dziecka? Wiem, że od tak sobie nie odda mi synka, a ja jemu synka nie zostawię z oczywistych powodów. No i jaką byłabym matką? Tak więc nie wiem, jak załatwić tę sprawę. Czy mam prawo zabrać dziecko? Od razu mówię, że już nie chcę być z mężem, chcę wnieść o rozwód. Tylko boję się, że zabierze mi dziecko. Proszę o poradę, jak mam to załatwić? Od razu powiem, że z moim mężem nie da się dojść do porozumienia.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Załamałam się po rozstaniu z partnerem - gdzie mogę znaleźć pomoc?

Jestem samotną matką. Kilka dni temu rozstałam się ze swoim kilkuletnim partnerem. Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, a skończyło się teraz. Straciłam pracę, dom, partnera... wszystko mi się zawaliło. nie mam nawet z kim porozmawiać. Całe dnie spędzam sama...

Jestem samotną matką. Kilka dni temu rozstałam się ze swoim kilkuletnim partnerem. Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, a skończyło się teraz. Straciłam pracę, dom, partnera... wszystko mi się zawaliło. nie mam nawet z kim porozmawiać. Całe dnie spędzam sama albo bez sensu wałęsam się po mieście. Nie wiem już, co mam robić. Biorę jakieś leki, które nie pomagają. Lekarz - odległe terminy, a na prywatnego nie mam teraz pieniędzy. Proszę o pomoc. Jestem u kresu sił!!!  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Rozstanie z chłopakiem i seks bez zobowiązania

Witam serdecznie! Mam problem, który nie pozwala mi normalnie funkcjonować, problem ten jest natury miłosnej. 2,5 miesiąca temu rozstałam się z chłopakiem, byliśmy razem prawie 4 lata. Przez ten okres były wzloty i upadki, duuuużo razem ze sobą przeszliśmy, jak...

Witam serdecznie! Mam problem, który nie pozwala mi normalnie funkcjonować, problem ten jest natury miłosnej. 2,5 miesiąca temu rozstałam się z chłopakiem, byliśmy razem prawie 4 lata. Przez ten okres były wzloty i upadki, duuuużo razem ze sobą przeszliśmy, jak w każdym długometrażowym związku. Codziennie mimo wszystko słyszałam zapewnienia o miłości, o chęci spędzenia wspólnej przyszłości, snuł plany dotyczące ślubu i dzieci - dlatego też myślę, że tak trudno mi się z tym pogodzić. Sytuacja podczas rozstania nie była ciekawa - zostałam praktycznie wyrzucona z domu (mieszkaliśmy razem 3 lata). Powód tego zajścia był błahy (dodam, że jestem osobą z syndromem DDA), on natomiast ma problemy z systemem wartości życiowych - chłopak ma 30 lat, a wciąż najważniejsi są koledzy.

Po moim wyjściu z domu pierwszy kontakt mieliśmy dopiero po 2 tygodniach, gdy u mnie emocje opadły i postanowiłam napisać mu co czuję i jak to dla mnie wygląda. Nie dostałam odpowiedzi. Podczas spotkania, które ja sprowokowałam, usłyszałam jedynie, że nie ma nas i już nie będzie. Następne kontakty były w sprawach czysto formalnych i w formie esemesów, aż do niedawna, gdy mój były chłopak zadzwonił do mnie w nocy pijany, zarzucał mi kłamstwo, że nie mam mieszkania, że opowiadam o nim głupoty (czego nie robię, jedynie jeśli się ktoś spyta co zaszło, odpowiadam zgodnie z prawdą, a on nie ma czym się chwalić, szczególnie że tak ze mną postąpił). Zaoferował mi seks, bo jak twierdził „jestem najlepsza”. Gdy odmówiłam, szantażował mnie, że zrobi sobie krzywdę, był bardzo rozchwiany, raz mi ubliżał, raz mówił, abym przyjechała to porozmawiamy i się pogodzimy, zakończyłam tę rozmowę. Po paru dniach przysłał mi esemesa, że ma jeszcze parę moich rzeczy, które chce mi oddać. Ładnie go spławiłam i powiedziałam, że nie są mi one potrzebne. Za kilka dni znowu napisał z takim samym pretekstem, dla świętego spokoju zgodziłam się na spotkanie, podczas którego doszło do zbliżenia.

Myślałam, że nie odezwie się, jednak rano na następny dzień miałam wiadomość, że nie możemy tak robić, bo bardzo źle się z tym czuje i ma mętlik w głowie (dla mnie to był pierwszy i jedyny raz). Zapytałam dlaczego tak się czuje i wyjaśniłam, że już to się nie powtórzy, bo ja już znikam z jego życia, a jeśli czuje się źle z tym, że mnie wykorzystał to nie ma sensu, bo mi mówił, że mnie już nie kocha, bo tak chciał, więc nie robię sobie nadziei. Odpisał, że seks ze mną jest niepowtarzalny i niesamowity, boi się, że ja przez seks będę chciała wrócić, a wszystko do tego zmierza. Odpisałam mu, że nie robię sobie nadziei i że to był tylko jeden raz. Odpisał mi, że chce to dzisiaj wieczorem u mnie powtórzyć, zapytałam go czy czasem on nie myśli, że ja przez seks wrócę. Odpisał mi, że właśnie tego się boi, a on chce być sam, więc napisałam, że możemy zostać jedynie w kontakcie telefonicznym. I właśnie w takim pozostajemy.

Po tych esemesach po kilku dniach odezwał się znowu z byle pretekstem, wypytywał się jakie mam plany, był bardzo interesowny, zaoferował również pomoc. Oświadczyłam mu, że jadę w delegację na kilka dni, kazał mi się odezwać jak wrócę, ale oczywiście tego nie zrobiłam i kilka dni później sam się odezwał z pytaniem, co u mnie i jak tam egzaminy, przy czym sam urwał rozmowę, tzn. ja napisałam ostatniego esemesa - on już nie odpisał, a to zawsze ja tak robiłam:) Dodam jeszcze, że w czasie, gdy nie mieliśmy kontaktu bardzo się wypytywał wspólnych znajomych o mnie, czy wiedzą co u mnie słychać i tego typu rzeczy, często odwiedzał też moje konta na portalach społecznościowych. Przepraszam za rozmiar mojej wypowiedzi, chciałam jak najdokładniej opisać problem, by jak najdokładniejszą odpowiedź uzyskać - a więc do rzeczy, czy może mi Pan/Pani pomóc w zrozumieniu jego zachowania? Dlaczego szuka kontaktu? Jak mam to interpretować? Czy jest szansa, że chce wrócić, tylko nie wie jak się do tego zabrać? Czy może zależy mu tylko na seksie? Nadzieja, że chce naprawić to co było między nami już zgasła, choć go nadal kocham. Bardzo dziękuję za pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odbudować związek po rozstaniu?

Witam, mam 25 lat. Skończyłam studia i rok temu zakończył się mój 8-letni związek. W międzyczasie cierpiałam na chorobę na tle pokarmowym, co nie ukrywam trwało długo i odbiło się na psychice mojego partnera. Rozstaliśmy się, nie widywaliśmy kilka...

Witam, mam 25 lat. Skończyłam studia i rok temu zakończył się mój 8-letni związek. W międzyczasie cierpiałam na chorobę na tle pokarmowym, co nie ukrywam trwało długo i odbiło się na psychice mojego partnera. Rozstaliśmy się, nie widywaliśmy kilka miesięcy. Czasem się kontaktowaliśmy, ale wszystko bez emocji, które po pół roku wróciły. Nie ukrywam, że poczułam zazdrość, bo dowiedziałam się, że się z kimś spotykał. Od tamtej pory częściej się widywaliśmy. Ja się zmieniłam na lepsze. Starałam się i dbałam o siebie, a przede wszystkim starałam się go bardziej rozumieć i słuchać, bo wcześniej raczej przypominałam wściekłego choleryka. Tak się złożyło, że moje zmiany poprawiły nasze relacje. On sam nie ukrywał, że jestem świetna, niesamowita, że lepszej nie znajdzie, że mnie kocha, ale na swój sposób, że to już coś innego, że to nie to samo. Zaczęliśmy bardzo szybko znajomość i dość długo trwała. On kiedyś wspominał, że brakuje mu wolności, że nie miał nigdy takiego beztroskiego życia, że zawsze czuł się za kogoś odpowiedzialny. Rozumiem, ale też jak było między nami dobrze, była miłość, to po co od siebie odpoczywać?

Dziś jestem załamana, w stanie skrajnej depresji. Płaczę codziennie, nic mi się nie chce, bo czuję, że go tracę, choć straciłam go rok temu. Łudziłam się, że odbudujemy to uczucie, że damy radę. Zwłaszcza, że spotykamy się i rozmawiamy. On wie jakie jest moje podejście, a ja wiem, że on na chwilę obecną cieszy się wolnością i jest mu tak dobrze, niczego mu nie brak. Ale czy to nie dlatego, że ja ciągle jestem obok? Chciałam pokazać jak mogłoby wyglądać nasze życie i liczyłam, że mu się spodoba. I spodobało mu się, ale nie chce się wiązać. Czuję się wykorzystywana emocjonalnie. Czuję, że on kogoś pozna i ja nie będę już mu potrzebna. Czuję się samotna, mimo że naprawdę nawet wysłuchuje moich żali, jakie mam do niego, przytula jak płaczę, ale ja nie daję mu już więcej tej motywacji do życia - tego co on mi daje. Nie jestem już jego oczkiem w głowie, które boi się stracić. Miałam wiele pomysłów, żeby cieszyć się chwilą, ale nie wychodzi, bo stale o nim myślę. By cieszyć się jak spędzimy razem dzień, ale płaczę, że to do niczego nie prowadzi. Chciałam też raz na zawsze zapomnieć i nigdy więcej go nie spotkać. Albo on, albo ja. Po jakimś czasie znów się kontaktowaliśmy. Planowałam wyjechać. Dam mu i sobie czas, ale wciąż się boję, że to tylko zaprzepaści moją szansę, że on o mnie zapomni. Może lepiej być tu obok i czekać aż dorośnie do jakiejś decyzji. Sama nie wiem, co mam zrobić, ale wiem, że do uczucia go nie zmuszę, a tak długo nie pociągnę.

Czy jego zachowanie na coś wskazuje, czy on kieruje się tylko sentymentem? Czy jest szansa, że on zatęskni, gdy ja odpuszczę? Tylko proszę nie odpisujcie, że będzie dobrze, że życie mi się ułoży, bo już tyle się nasłuchałam, a to w niczym nie pomaga. Wiem, że kiedyś będzie lepiej, ale wiem też, że zapowiada się na moją cichą życiową tragedię. Proszę o pomoc. Jak mam ją znieść?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jestem w depresji po odejściu chłopaka - jak sobie z tym poradzić?

Witam. Mam na imię Daria, pisałam już dużo o mojej rodzinie i że nie mogę się dogadać z mamą. Udało się, spróbowałam napisałam list, porozmawiałam z nią i jest lepiej. Bardzo dziękuję, jednak czuję dalej, że mam depresję. Nie...

Witam. Mam na imię Daria, pisałam już dużo o mojej rodzinie i że nie mogę się dogadać z mamą. Udało się, spróbowałam napisałam list, porozmawiałam z nią i jest lepiej. Bardzo dziękuję, jednak czuję dalej, że mam depresję. Nie wiem już nic... Myślę ciągle o byłym chłopaku, rozeszliśmy się niecałe pół roku temu, zerwał ze mną poprzez SMS. Strasznie to przeżywam, myślę o nim, w ogóle bez sensu. Mam teraz chłopaka, tylko myślę o byłym, jak go widzę, to serce mi wali jak oszalałe. On ma inną dziewczynę, tak prawdę mówiąc - odbiła mi go. Chcę zapomnieć, on nie rozmawia ze mną w ogóle, udaje, że się nie znamy. To boli... Mieszkamy w tej samej wsi, chodzimy do tej samej szkoły. Chciałabym zapomnieć i nie chciałabym, żebyśmy byli przyjaciółmi. On się teraz zmienił, jest taki jak wszystkie chłopaki. Był inny. Proszę, pomóżcie ;(  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego się posypało?

Witam, jestem 24-letnim chłopakiem, dziewczyna zostawiła mnie po ponad 4 latach związku, nie mieszkaliśmy razem, ale spędzaliśmy ze sobą prawie każdą wolną chwilę. Aktualnie spotyka się z kolegą z pracy, zaczęła po tygodniu od zerwania ze mną. Zdaje mi się,...

Witam, jestem 24-letnim chłopakiem, dziewczyna zostawiła mnie po ponad 4 latach związku, nie mieszkaliśmy razem, ale spędzaliśmy ze sobą prawie każdą wolną chwilę. Aktualnie spotyka się z kolegą z pracy, zaczęła po tygodniu od zerwania ze mną. Zdaje mi się, że chłopak jej imponuje, wcześniej często o nim wspominała i porównywała nas na jego korzyść. Coraz częściej się kłóciliśmy i oddalaliśmy się od siebie, ona coraz częściej łamała nasze wewnętrzne zasady związku. Zaczęła pod koniec związku mówić o tym, czy do siebie pasujemy i czy nie warto nas przemyśleć. Poświęcała mi coraz mniej czasu, coraz lepiej czując się w pracy. Zaczęły się telefony i SMS-y z kolegą z pracy, mówiła, że to tylko kolega i nic więcej. Od ponad miesiąca nie jesteśmy razem, próbowałem wrócić, dzwoniłem, SMS-owałem i jeździłem do niej. Powtarzała, że taką podjęła decyzję i już jej nie zmieni. Tłumaczyła, że zawsze była względem mnie w porządku, że dawała mi sygnały, że coś jest między nami nie tak, a prawda jest taka, że ciężkie mieliśmy tylko 1,5 miesiąca... Po zerwaniu była dla mnie strasznie chłodna i obojętna, teraz też zdaje się w ogóle mną nie interesować, dzwoniła tylko raz, żeby zobaczyć, czy nic sobie nie zrobiłem. Powtarzała, że to moja wina, bo nie potrafiłem się zmienić i że do mnie na pewno nie wróci. Ja strasznie to przeżyłem, psychicznie i fizycznie. Dalej mam problemy z sercem, koncentracją, apetytem, snem i ciągle o niej myślę. Rozumiem, że nie ma szansy na to, że za mną zatęskni, że wróci. Dlaczego po tylu wspólnych latach postanowiła odejść i jeszcze tak szybko kogoś znalazła?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

W jaki sposób poradzić sobie z rozstaniem z mężem?

Witam serdecznie! Jestem załamana. Krótko spróbuje opisać moją tragiczną sytuację. 9 lat temu weszłam w związek z pierwszym facetem w moim życiu, nigdy z nikim nie byłam. Po 5 latach pojawiło się dziecko. 3 razy mieszkaliśmy w 3 różnych mieszkaniach...

Witam serdecznie! Jestem załamana. Krótko spróbuje opisać moją tragiczną sytuację. 9 lat temu weszłam w związek z pierwszym facetem w moim życiu, nigdy z nikim nie byłam. Po 5 latach pojawiło się dziecko. 3 razy mieszkaliśmy w 3 różnych mieszkaniach i 3 razy się wyprowadzałam. To 3 ostatnie było nasze kupione, wszystko w nim było wspólne, teraz gdy postanowiłam się wyprowadzić, bo mąż ciągle i tak nas stamtąd wyrzucał. Czuję, że zrobię dziecku krzywdę, ja zostałam z nim sama bez pracy, bez tv, pralki, mebli, samochodu. Nic nie mam. Miłości to miedzy nami nie było, ale jest dziecko, nie wiem czy powinnam wrócić. Tak strasznie się boję samotności i biedy. Proszę o pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej
Patronaty