Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Uzależnienie od alkoholu: Pytania do specjalistów

Mój mąż jest alkoholikiem. Co dalej?

Kilkadziesiąt razy czytałam w internecie na temat alkoholizmu i tego kiedy alkoholik nie widzi problemu, ale dopiero teraz zdecydowałam się napisać. Mam 25 lat i 6-letnią córeczkę. Jestem w związku małżeńskim od 6 lat. Mój mąż jest alkoholikiem. Każdy weekend...

Kilkadziesiąt razy czytałam w internecie na temat alkoholizmu i tego kiedy alkoholik nie widzi problemu, ale dopiero teraz zdecydowałam się napisać. Mam 25 lat i 6-letnią córeczkę. Jestem w związku małżeńskim od 6 lat. Mój mąż jest alkoholikiem. Każdy weekend wygląda dokładnie tak samo: alkohol, alkohol, alkohol. Nasza historia jest bardzo długa. Na dzień dzisiejszy mój mąż zabiera alkohol do pracy, pije przed pracą, którą z resztą pomogłam mu załatwić, ponieważ nie mieszkamy w Polsce. Bardzo dobrze zarabia itd., wszystko jest pięknie kiedy nie pije, ale już teraz zdałam sobie z tego sprawę, że on nie przestanie pić. Było strasznie rozwodem, błaganie, płakanie oraz obojętność.

Kiedy jakieś 5 miesięcy temu przeczytałam na temat współuzależnienia trochę zmieniłam moje postępowanie w stosunku do niego i było mi jakby lżej. Później pojawiły się zapewnienia i obietnice i, oczywiście, rozczarowanie. A teraz jestem tak zła na siebie, że znów dałam się oszukać… Od pewnego czasu zaczęło się jego pijaństwo odbijać na moim zdrowiu fizycznym i on wie o tym. 2 dni nie pił, ale już 3 dnia się rozkręcił i dziś minął tydzień i zabrał alkohol ze sobą do pracy i wrócił "wypity". Jest tego świadom, że to się odbija na moim zdrowiu, ale robi to w dalszym ciągu... Ma mnie za nic, nie ma już żadnego pomysłu, czegokolwiek, żeby tylko przestał pić. Do tego jeszcze dochodzi to, że mój ojciec jest alkoholikiem i od dziecka wypatrywałam "tatusia" czy wróci do domu pijany, czy nie i tylko strach przed awanturami. Mój mąż straszy mnie również, że jak od niego odejdę to popełni samobójstwo. Kiedy pije i się kłócimy to wie, że ja tylko przez niego cierpię, kiedyś, jak był pijany to połknął tabletki. Muszę dodać jeszcze, że nie ma nas w Polsce, nie ma tu rodziców i w gruncie rzeczy nie mam na kogo liczyć, ale jakoś się trzymam póki co. Na chwilę obecną nie jest to proste, żeby odejść. Już niedługo skończę szkołę i będę mogła się starać o własne mieszkanie i będę niezależna finansowo, na pewno odejdę, ale jak żyć póki co, kiedy groźby i prośby nie pomagają?

odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy tylko próba zwrócenia na siebie uwagi, czy to już problem natury psychicznej?

Mam 19 lat. Za sobą 2 wizyty w szpitalu, w tym jedna była zamierzoną, lecz nieudaną próbą samobójczą po spożyciu alkoholu. Mój problem jest dość dziwny. Od ponad roku nękają mnie myśli samobójcze. Na trzeźwo udaje mi się jakoś...

Mam 19 lat. Za sobą 2 wizyty w szpitalu, w tym jedna była zamierzoną, lecz nieudaną próbą samobójczą po spożyciu alkoholu. Mój problem jest dość dziwny. Od ponad roku nękają mnie myśli samobójcze. Na trzeźwo udaje mi się jakoś funkcjonować, dużo pracuję, chodzę do szkoły, staram się spotykać z ludźmi (chociaż wcale nie czuję takiej potrzeby - robię to raczej w ramach zabicia czasu). Niestety nadal czuję, że zmierzam donikąd i że nic nie wynika z tego, że chodzę do pracy czy do szkoły - nie czuję się lepiej, nie rozwijam się, nie spełniam w żaden sposób. Wszystkimi tymi zajęciami staram się tylko zabić czas i myśli, które krążą mi po głowie.

Do niedawna czułam się całkiem szczęśliwa. Wolny czas zabijałam ciągłymi imprezami i spotkaniami z ludźmi. Pomógł mi kierunek wybranych studiów, który również mi się spodobał. Niestety od paru ostatnich imprez zauważyłam negatywną zmianę. Powróciły myśli samobójcze po alkoholu. Na trzeźwo jest to tylko stan przygnębienia, refleksji nad własnym życiem, lecz po alkoholu nabiera to wszystko absurdalnego znaczenia. Zaczynam wszystko widzieć w czarnych kolorach, a życie traci sens. Zamiast bawić się w klubie stoję, przyglądam się ludziom i zastanawiam się, z której barierki będzie łatwiej skoczyć, zaczęłam też wychodzić z imprez (choć jak do tej pory zostawałam zawsze na noc, szłam spać itp.) nad ranem. Potrafię wyjść o 3 w nocy i do 7 rano chodzić po mieście. Ostatnim razem wracałam tramwajem i zastanawiałam się czy jest otwarta na moim osiedlu jakaś nocna apteka.

Odpowiedź wydaje się pozornie prosta: NIE PIĆ i nie myśleć. Jednak nie jest to takie proste w moim wypadku. Otoczenie często zmusza mnie do wypicia alkoholu (nie dosłownie), prościej mówiąc: większość moich znajomych spędza wolny czas imprezując, więc robię to i ja, bo do tej pory myślałam, że to dobry sposób na oderwanie się od ciągłego myślenia i całej tej codziennej rutyny. Niestety ten rodzaj terapii nagle przestaje działać, a ja znowu popadam w obłęd, który zaczyna wkraczać w moje życie codzienne odbijając się tym samym na mojej pracy, szkole, kontaktach z innymi ludźmi (albo raczej ich brakiem) co prowadzi do jeszcze większego przygnębienia, nudy i rozmyślań nad brakiem sensu w tym wszystkim. Czekam i zastanawiam się tylko kiedy myśli samobójcze wejdą mi na głowę w życiu codziennym do tego stopnia iż zacznę podejmować działania destrukcyjne. Piszę to i zastanawiam się czy to tylko co jesienno-zimowa depresja, czy tylko próba zwrócenia na siebie uwagi i może wmawiam sobie to wszystko po raz kolejny, żeby się jakoś usprawiedliwić, czy to już problem natury psychicznej. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie potrafię się cieszyć wszystko mnie dobija, miewam myśli samobójcze - co mam zrobić?

Mam 18 lat. Przeżywałam dość ciężkie dzieciństwo. Mama zawsze była w pracy, a ja ze swoimi siostrami siedziałam w domu z dwoma alkoholikami. Gdy zmarł mój ojciec pomyślałam sobie, że może teraz będzie lepiej, jednak od tamtej pory nie...

Mam 18 lat. Przeżywałam dość ciężkie dzieciństwo. Mama zawsze była w pracy, a ja ze swoimi siostrami siedziałam w domu z dwoma alkoholikami. Gdy zmarł mój ojciec pomyślałam sobie, że może teraz będzie lepiej, jednak od tamtej pory nie potrafię poradzić sobie ze sobą. Czuję się źle psychicznie i fizycznie. Nie mam ochoty na nic, zawsze byłam ambitną osobą, a teraz nie wierzę w siebie w ogóle. Już dwa i pół roku minęło od śmierci ojca, a mam wrażenie jakby było coraz gorzej. Czuję się słaba, bezradna, niepotrzebna… Co mam zrobić? Nie potrafię się cieszyć wszystko mnie dobija, miewam myśli samobójcze. Boję się, że zwariuję. Czy to jest depresja? Proszę, pomóżcie mi.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy powinnam wysłać męża na terapię uzależnionych od alkoholu?

Witam, niestety, ale sama nie wiem czy mąż jest już alkoholikiem czy to też pierwszy kroki by nim zostać? Mąż pije 2-3 razy w tygodniu po 2-3 szklanki whisky z colą, jak wraca z pracy. Poza tym jak wychodzimy na spotkania...

Witam, niestety, ale sama nie wiem czy mąż jest już alkoholikiem czy to też pierwszy kroki by nim zostać? Mąż pije 2-3 razy w tygodniu po 2-3 szklanki whisky z colą, jak wraca z pracy. Poza tym jak wychodzimy na spotkania ze znajomymi (3 razy w miesiącu, czasem częściej), to również jest picie, ale wtedy nie zna umiaru i pije dopóki "nie padnie". Ma wtedy taki tik, że palce u rąk zaczynają mu same się podnosić. A następnego dnia musi wypić tzn. klina i znów jest pijany. Proszę powiedźcie mi co robić?

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy to już alkoholizm?

Mój mąż średnio raz w tygodniu upija się. Najczęściej jest to piwo, ale wypija go 6, 7 butelek, tak żeby się porządnie upić. Na razie nie zawala pracy, on wręcz planuje sobie swój dzień pijaństwa, tak żeby na drugi dzień...

Mój mąż średnio raz w tygodniu upija się. Najczęściej jest to piwo, ale wypija go 6, 7 butelek, tak żeby się porządnie upić. Na razie nie zawala pracy, on wręcz planuje sobie swój dzień pijaństwa, tak żeby na drugi dzień mieć wolne. Jeżeli poruszam ten temat w rozmowie, natychmiast się irytuje. Nie wiem czy mam się tym martwić. Jak do niego dotrzeć?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Nerwica i objawy psychopatii, czy to się da wyleczyć?

Mój mąż ma 27 lat, jako nastolatek był bardzo grzecznym chłopcem i spokojnym, jak się dowiedziałam od jego rodziców z wiekiem stawał się coraz bardziej nerwowy i wdawał się w bójki, miał konflikt z prawem za wielokrotne pobicia, zaczął pić,...

Mój mąż ma 27 lat, jako nastolatek był bardzo grzecznym chłopcem i spokojnym, jak się dowiedziałam od jego rodziców z wiekiem stawał się coraz bardziej nerwowy i wdawał się w bójki, miał konflikt z prawem za wielokrotne pobicia, zaczął pić, kraść, notorycznie kłamać, co zresztą utrzymuje się do tej pory. Jak go poznałam udawał przede mną, opanowywał swoje nerwy, bo nigdy nie okazywał furii, robił dla mnie wszystko, klękał przede mną, traktował mnie wyjątkowo. Po jakimś czasie, gdy zaszłam w ciążę (na początku traktował mnie dobrze) wszystko się zmieniło - wychodził codziennie po pracy z domu żeby pić, urządzał mi awantury, wyzywał mnie, przeklinał, a potem udawał że nic się nie stało, przepraszał, domagał się żebym mu mówiła, że go kocham, a za kilka dni znowu to samo. Tak strasznie kłamał i kłamie do tej pory, że już sam się gubi w tych kłamstwach, potrafił nawet mnie oszukać, że dlatego taki jest nerwowy, bo zabił kogoś przez przypadek i siedział parę lat, ale wyszedł za kaucją i to dlatego tak na niego wpłynęło, bo był tam maltretowany i wymyślał co mu tam złego robili i jak go ranili, myślał, że w ten sposób wzbudzi we mnie litość i udało mu się. Gdy się dowiedziałam, że to kłamstwo to się zawstydził i nie chciał tego słuchać co do niego mówię.

Zawsze jak się kłócimy to on wstaje, trzaska drzwiami i wychodzi. Jest taki nerwowy, że nie potrafi normalnie rozmawiać. Nikogo nie szanuje, ani mnie ani swoich rodziców ani moich. Odnosi się do nich jak do najgorszych. I nie ma za grosz ambicji. Uspokoi się na miesiąc i znowu to samo. Szczególnie jak wypije to często dostaje furii i białej gorączki. Potrafi dewastować wszystko wokół siebie. Naszym 3-letnim synkiem też się prawie wcale nie zajmuje. Nigdy nie zmienił mu pieluchy ani go nie wykąpał itd. Czasami nakarmił, kocha go bardzo, ale mało mu czasu poświęca, bo woli wyjść z domu. Ostatnio od kilku dniu więcej czasu z nim spędza, bo mieliśmy kłótnię wielką rodzinną i to był mój warunek i że pójdzie się leczyć. Choć nie wiem czy jest jakieś na to lekarstwo, jakieś leki na nerwy czy terapia? Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Kto jest chory?

Witam, mam 28 lat, nie pije i nie palę. Mój partner jest Niemcem, żyjemy ze sobą 8 lat. Problem polega na tym, iż wydaje mi się, że on ma problem z alkoholem. Dla niego 4-5 piw 3dni pod rząd (weekend)...

Witam, mam 28 lat, nie pije i nie palę. Mój partner jest Niemcem, żyjemy ze sobą 8 lat. Problem polega na tym, iż wydaje mi się, że on ma problem z alkoholem. Dla niego 4-5 piw 3dni pod rząd (weekend) to nic. On uważa, że piwo to nie alkohol i tak czy tak odda go z moczem. Już nie wiem jak z nim rozmawiać, bo ciągle się upiera, że piwem nie można się upić i jak mężczyzna wypije mniej niż 7 piw to nie jest pijany. Nawet już zwątpiłam, że on może ma rację i to ja jestem chora na antyalkoholizm. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy normalną rzeczą jest to, że czasami winię siebie za alkoholizm ojca?

Witam, mam 18 lat i trochę w życiu doświadczyłem. W czasach dzieciństwa mój ojciec był alkoholikiem. Za jego sprawą moja matka nie żyje, bo nie umiała wytrzymać tej udręki. A nie mogła odejść, bo miała nas, czyli 5 dzieci. Owszem,...

Witam, mam 18 lat i trochę w życiu doświadczyłem. W czasach dzieciństwa mój ojciec był alkoholikiem. Za jego sprawą moja matka nie żyje, bo nie umiała wytrzymać tej udręki. A nie mogła odejść, bo miała nas, czyli 5 dzieci. Owszem, zajmowała się nami i chciała jak najlepiej, ale do dziś nie wiem co tak naprawdę strzeliło jej do głowy i się zabiła. Czy normalną rzeczą jest to, że czasami gdy myślę o niej to winię siebie za alkoholizm ojca? I czy normalną rzeczą jest to, że gdy mi się śni matka to zawsze coś złego mi się przydarza? Ostatnim razem nie były to przelewki. Matka śniła mi się, a jakieś 2 dni później wylądowałem w szpitalu, bo plułem krwią... Czy w takiej sytuacji powinien pomóc mi psycholog?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Sawrina Stopyra

Sądzę, że przeze mnie ojciec pije, ale ja już sobie nie radzę. Co robić?

Mam 16 lat. Od dłuższego czasu miewam tzw. doły. Gdy jestem wśród znajomych śmieję się, żartuję, nie widać, żebym miała jakieś problemy. Gorzej gdy jestem sama. Wtedy zaczynam myśleć o życiu, jego sensie... i wtedy już nie jest mi do...

Mam 16 lat. Od dłuższego czasu miewam tzw. doły. Gdy jestem wśród znajomych śmieję się, żartuję, nie widać, żebym miała jakieś problemy. Gorzej gdy jestem sama. Wtedy zaczynam myśleć o życiu, jego sensie... i wtedy już nie jest mi do śmiechu. Gdy jestem sama na nic nie mam ochoty. Często płaczę, nic nie ma dla mnie sensu, boję się przyszłości. Boję się tego, że sobie nie poradzę w szkole oraz w "dorosłym" życiu. Mój ojciec jest alkoholikiem. Gdy byłam młodsza nie było dnia bez kłótni rodziców, przekleństw, tłuczonych talerzy. Sądzę, że to przeze mnie ojciec taki jest. Usłyszałam kiedyś, że tata schlał się po raz pierwszy, gdy ja się urodziłam. U mojego taty wykryto chorobę otella. Któregoś razu przy mnie połknął garść tabletek. Byłam świadkiem tego, jak chciał popełnić samobójstwo.

Jakiś rok, może dwa lata temu ojciec wyprowadził się, a teraz rodzice czekają na rozwód. Jakiś rok temu mama znalazła nowego faceta. Spędza z nim każdą chwilę, więc teraz zupełnie nie ma dla mnie czasu. Czuję się samotna. Mam brata młodszego o rok. Często mnie obraża, wyzywa przy kolegach i dość często wyżywa się, bijąc mnie lub poniżając. Nie umiem mówić o swoich uczuciach. Nienawidzę się zwierzać. Dla mnie to jest krępujące. Nie mam też przyjaciółki, której mogłabym się zwierzyć. Większość moich znajomych to "pozerzy", którym nie da się zwierzyć. Mam niską samoocenę. Wiem, że wszystko co robię albo nie ma sensu, albo jest robione beznadziejnie.

Dwa razy miałam "napady histerii", że tak powiem. Nie wiem jak to nazwać. Najpierw zaczynałam odczuwać pustkę, bezsilność, nic mnie nie interesowało, tylko wpatrywałam się tępo w ścianę. Potem wybuchałam histerycznym płaczem, z trudem łapiąc oddech. Nie mam pojęcia dlaczego płakałam. Czasami mam takie momenty, że chcę komuś przyłożyć, wyżyć się na kimś lub na sobie. Rzucam wtedy rzeczami, rozwalając je. Wiele razy myślałam o samobójstwie. Zastanawiałam się jakby to było... jaki sposób jest najlepszy. Wyobrażałam się z podciętymi żyłami, albo leżącą na ziemi pod blokiem. Często się boję i często nie wiem z jakiego powodu. Nie wiem co jest źródłem tego strachu. Od niedługiego czasu mam problemy z pamięcią i koncentracją. Przez to pojawia się stres, gdyż wydaje mi się, że przez to nie poradzę sobie ze szkołą. Czuję, że powoli tracę siłę na życie... Nie ogarniam tego wszystkiego. Jestem zbyt słaba...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Sawrina Stopyra

Czy to padaczka alkoholowa?

Witam. Dopiero dziś zasiadłam do lektury na temat padaczki alkoholowej. Jestem zdziwiona definicją. Piszą, że taki zespół napadów drgawkowych występuje zazwyczaj po ciągach alkoholowych, długim nadużywaniu. Występuje po 48 - 72 godzinach. Mój mąż (26 l) pierwszy atak miał przed...

Witam. Dopiero dziś zasiadłam do lektury na temat padaczki alkoholowej. Jestem zdziwiona definicją. Piszą, że taki zespół napadów drgawkowych występuje zazwyczaj po ciągach alkoholowych, długim nadużywaniu. Występuje po 48 - 72 godzinach. Mój mąż (26 l) pierwszy atak miał przed 18 urodzinami. Ciężko nazwać go alkoholikiem. Wypija czasem dwa, trzy piwa. Nie częściej niż raz w tygodniu. Wtedy wszystko jest ok, a kiedy już zdarzy się wypić więcej (upić się) atak następuje następnego dnia, czyli pospolicie mówiąc, na kacu. Kilka lat temu upijał się częściej i ataków nie było. Od jakiegoś czasu po każdym upiciu, następnego dnia jest atak. Piszę tu o 3 atakach w przeciągu roku. Od pierwszego ataku z kilkom przerwami przyjmuje lek przeciwdrgawkowy dwa razy dziennie. Wiem, że najlepszą receptą byłaby pełna abstynencja, jednak jakiś czas po ataku powoli się o tym zapomina. Mam nadzieję, że tym razem tak nie będzie. Moje pytanie: czy jest to zwykła padaczka alkoholowa, tylko inaczej objawiająca się? Czy może się zdarzyć, że taka padaczka zamieni się w inną, niezależną od alkoholu? Tego boję się najbardziej. Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka

Jak pomóc rodzinie, kiedy ojciec znęca się nad nimi psychicznie?

Witam. Mam ogromny problem i sama nie dam sobie z nim rady. Mianowicie mój ojciec od kilku lat nadużywa alkoholu, psychicznie i czasem fizycznie znęca się nad moją mamą i szóstką rodzeństwa. Mama przez te lata znosiła cierpliwie wszystko,...

Witam. Mam ogromny problem i sama nie dam sobie z nim rady. Mianowicie mój ojciec od kilku lat nadużywa alkoholu, psychicznie i czasem fizycznie znęca się nad moją mamą i szóstką rodzeństwa. Mama przez te lata znosiła cierpliwie wszystko, ale od kiedy święta Bożego Narodzenia zaczynają być w naszym domu koszmarem, postanowiła coś z tym zrobić. Kilka dni temu ojciec wrócił do domu pijany pokłócili się, ale było spokojnie, następnego dnia stan ojca był podobny tylko, że przyszedł do mamy i spokojnie powiedział: „wczoraj miałem taki dobry humor i chciałem sprowokować K., żeby mnie j***ął, ale mi się tym razem nie udało." (K. to mój 17 letni brat), później zaczął jej wmawiać zdradę, wyzywać ją i tłumaczyć małym dzieciom, że mama jest zła. Mama nie wytrzymała tego i wyprowadziła się do młodszych sióstr do pokoju. Teraz sytuacja wygląda tak, że mama z dziećmi śpią we trójkę, wszyscy chodzą spięci, dziewczyny reagują płaczem na każde podwyższenie głosu, a mama chodzi zapłakana. Chce jakoś pomóc, najgorsze jest to, że już nie mieszkam z rodziną i nie mogę zareagować na wszystko. Nie mogę już patrzeć na cierpienia bliskich. Niech mi ktoś pomoże, proszę.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Alkohol przyczyną rozpadu związku

Witam, jestem 20-letnią kobietą i zawsze miałam szczęśliwe dzieciństwo, żadnych tragedii, problemów, nic. W wieku 18 lat piłam już trochę za dużo alkoholu. Imprezy, znajomi, niby nic w tym złego, nie miałam przez to problemów w szkole ani życiu osobistym....

Witam, jestem 20-letnią kobietą i zawsze miałam szczęśliwe dzieciństwo, żadnych tragedii, problemów, nic. W wieku 18 lat piłam już trochę za dużo alkoholu. Imprezy, znajomi, niby nic w tym złego, nie miałam przez to problemów w szkole ani życiu osobistym. Z czasem jednak to przestało wystarczać, straciłam kontrolę nad piciem i po roku byłam już alkoholiczką. Od kiedy pamiętam chciałam to zmienić, lekarze, poradnie, psychoterapeuci, psychiatrzy. Zawsze kończyło się na tym samym...

Po półtora roku takiego życia poznałam faceta, którego zauroczyłam, niedługo po tym byliśmy już razem. Wiedział o moim problemie od początku i nie przeraziło go to, mimo iż jego ojciec pił. Nagle eureka, jak do tej pory wytrzymałam najwyżej półtora miesiąca, a teraz aż trzy;) niestety tylko trzy. Potem znowu... Na początku przytulał mnie tylko i w zasadzie nic się nie zmieniło. Ale to niestety nie był jeden raz. Użeraliśmy się tak kolejne trzy miesiące, raz było lepiej, raz gorzej, ale z czasem wydawało mi się, że on zaczyna się oddalać. Nie krył zresztą tego, że nie umie od razu uwierzyć w nas tak jak na początku, ale kocha mnie tak jak na początku i tak samo mu zależy. Dawał mi kolejne szanse, wierzył, że to się zmieni. Obiecałam sobie, że pójdę się leczyć, ale odkładałam to tydzień, dwa, trzy i niestety nie wytrzymałam jego (i mojej) niepewności.

Ostatni raz był decydujący, powiedział, że już nie umie tak, ale powiedział też, że mnie kocha nadal tak jak na początku, i tak samo mu zależy, i tak bardzo chce, żeby było jak dawniej, ale musi mnie rzucić. Zapytał, czy mu wierzę, obiecał, że jeszcze raz zaczniemy jak z tego wyjdę. Wiem, że nie było mu łatwo tak postąpić. Powiedział, że robi to tylko po to, żeby mną wstrząsnąć, bo chce, żebym z tego wyszła, chce wierzyć w nas. Twierdzi, że próbował już wszystkiego, stawiał mi ultimatum, myślał żeby to skończyć, ale nie umiał i może to jest właśnie ratunek dla nas. Może..., ale nie umiem tak:( Cały czas zastanawiam się co on robi, z kim pisze, spędza czas i czy przez ten czas inna mu nie zawróci w głowie. Zbytnia zazdrość to jest mój drugi problem. On twierdzi, że nie ma innej, że jest tylko jego czekanie na mnie, ale mam wrażenie, że łatwo mu to rozstanie przychodzi. Mam pewność, że są lepsze sposoby na rozwiązanie tej sytuacji między nami, ale on nie da sobie powiedzieć, że może się mylić:(.

Co do leczenia przy takiej czy innej opcji, czy on będzie ze mną czy nie, wiem, że sama sobie z tym muszę poradzić i nie mam zamiaru na nikogo zwalać odpowiedzialności. Ufam mu w to co mi obiecał, co nie znaczy, że zaakceptuję tą sytuację. Poważnie się zastanawiam nad postawieniem sprawy na ostrzu noża: jak rzeczywiście chce być ze mną to niech będzie, a jak mi powie "za jakiś czas", to niech idzie na dobre. Nie chcę działać pod wpływem emocji, które biorą górę także proszę o pomoc. Ja kocham go, on kocha mnie, on na mnie czeka, ja na niego. Chcemy tego samego, a zachowujemy się jak idioci... Chore, nienormalne, niepotrzebne... Proszę o odpowiedź;).

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy dziecko alkoholika może być pedagogiem?

Mam 15 lat, zamierzam iść do ogólniaka na humano-historyczne, a potem na dobre studia. Mam chwilową depresję i jestem schizofreniczką i jestem dzieckiem alkoholika. Przez ojca mam problem z poprawnym wysławianiem się, a jak już coś powiem to się...

Mam 15 lat, zamierzam iść do ogólniaka na humano-historyczne, a potem na dobre studia. Mam chwilową depresję i jestem schizofreniczką i jestem dzieckiem alkoholika. Przez ojca mam problem z poprawnym wysławianiem się, a jak już coś powiem to się nie trzyma kupy. Do tego dochodzi problem z nauką - jestem uczennicą 4/5, ale swoją naukę kończę z ostatnim dzwonkiem lekcyjnym. Mój ojciec pije sezonowo i nie zawsze mogę się wyspać. Czy ja, człowiek o niewykształconej osobowości i zepsutej więzi rodzinnej, mogę być pedagogiem?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy źle robię jeżeli mówię, żeby nie pił w ogóle?

Witam, bardzo proszę o poradę. Mianowicie mam chłopaka od prawie 6 lat. Kochamy się, ale to w życiu nie wystarczy. Chłopak pracuje poza miejscem zamieszkania. Wiedziałam, że wieczorami piwkuje i weekendy też. Często były kłótnie z tego powodu, ponieważ zawsze...

Witam, bardzo proszę o poradę. Mianowicie mam chłopaka od prawie 6 lat. Kochamy się, ale to w życiu nie wystarczy. Chłopak pracuje poza miejscem zamieszkania. Wiedziałam, że wieczorami piwkuje i weekendy też. Często były kłótnie z tego powodu, ponieważ zawsze miał wytłumaczenie. Jednak nigdy nie sadziłam, że to wszystko do tego go doprowadzi. Byłam z nim u lekarza, gdyż miał już 3 atak padaczki poalkoholowej. Lekarz powiedział, że nie może pić, że to zaawansowany stopień. On ma 27 lat i jest człowiekiem wykształconym. Nie pił 2 tygodnie, po czym wypił 2 piwa i drinka, a na drugi dzień strasznie źle się czuł i powiedział, że już nie wypije. Ostatnio dzwonię i był wypity, niewiele, bo chyba 2 piwa, ale jednak.

Chciałam się zapytać, czy jak ktoś pił codziennie to może raz na 1-2 tygodnie w weekend napić się? Czy na drugi dzień od picia nie dostanie padaczki? Powiedziałam, że jak dalej będzie pił raz na jakiś czas to miłość nie wystarczy, a ja nie będę się martwić na 2 dzień czy padaczki nie ma. Że ma nie pić do końca życia. On powiedział, że jak pił codziennie, a teraz raz na jakiś czas to jest w porządku. A ja że nie, nie jest. On uważa jak jego mama, która powiedziała mi, on chyba słyszał, że jak pił tyle to dobrze, że nie pije tyle i raz na jakiś czas może, bo od razu nie przestanie. A ja się denerwuję, żeby padaczki nie miał. Kocham go, ale w przyszłości jakbyśmy mieli rodzinę nie chcę szukać go i sprawdzać, czy nie pije i zajmować się jeszcze dziećmi sama. Przeraża mnie wszystko. Boje się, że takie picie np. 2 piw raz na tydzień, na 2 tyg. może doprowadzić do codziennego picia. Czy źle robię jeżeli mówię, żeby nie pił w ogóle, a on postępy robi? Jak się mam zachować? Proszę o radę, jestem 25-letnią, załamaną kobietą. Dziękuję i pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Gdzie jeszcze szukać ośrodka odwykowego dla męża?

Dzień dobry, szukam ośrodka odwykowego dla męża, w całym województwie brak wolnych miejsc, a termin jest dopiero na maj 2011 w Andrychowie. Co mam zrobić?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak odbudować relacje z rodzicami?

Witam, mam 18 lat i mam problem z rodzicami. Zawiodłam ich zaufanie i nie wiem jak odbudować z nimi dobre relacje. Zawsze dobrze się uczyłam, a rodzice na wiele mi pozwalali, jednak byli i nadal są nadopiekuńczy. Problemy zaczęły...

Witam, mam 18 lat i mam problem z rodzicami. Zawiodłam ich zaufanie i nie wiem jak odbudować z nimi dobre relacje. Zawsze dobrze się uczyłam, a rodzice na wiele mi pozwalali, jednak byli i nadal są nadopiekuńczy. Problemy zaczęły się gdy w liceum poznałam nowych ludzi, chodziliśmy na imprezy, piliśmy piwo, potem wódkę, a gdy brakowało funduszy to tanie wina. I tak kilka razy wróciłam do domu kompletnie pijana. Udało mi się zmienić towarzystwo i jakoś dogadać z rodzicami, ale oni nadal traktują mnie jak dziecko i nie pozwalają nawet na piwo, żeby nie skończyło się tak jak kiedyś. Ostatnio nie chcieli mnie puścić na spotkanie ze znajomymi, a ja w nerwach wyszłam trzaskając drzwiami. Wróciłam do domu nad ranem. Co mam robić, żeby pozwalali mi na więcej, a jednocześnie zyskać (kolejny już raz) ich zaufanie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Sawrina Stopyra

Jak mogę sobie poradzić z moim alkoholizmem?

Witam serdecznie. Mam 19 lat. Alkohol spożywam już około 4 lata. Wszystko fajnie pięknie, koledzy, wódeczka imprezki itd. - podobało się mi to i żyłem całą pełnią życia. Przewinęły się również dziewczyny, z którymi byłem 2-3 miesiące. I to one...

Witam serdecznie. Mam 19 lat. Alkohol spożywam już około 4 lata. Wszystko fajnie pięknie, koledzy, wódeczka imprezki itd. - podobało się mi to i żyłem całą pełnią życia. Przewinęły się również dziewczyny, z którymi byłem 2-3 miesiące. I to one kończyły wszystko przez mój alkohol. Piłem, i to dużo, i nie zależało mi na niczym. Od stycznia tego roku znalazłem dziewczynę i ona bardzo mnie odmieniła. Nie piłem nawet raz przez miesiąc, potrafiłem się ograniczać do wypicia 1 piwka i koniec. Ale około co 2 miesiące dochodziło coś do mojej głowy takiego, że musiałem się napić z kumplami. Na drugi dzień nie dość że kac, to w dodatku również moralny, bo dziewczyna nie chciała być ze mną przez to. Ja przepraszałem, prosiłem o szansę następną, obiecywałem poprawę, ale to na nic. Znów jednorazowy wypad z koleżkami na miasto i wódeczka. Znów przeprosiny i tak dalej… Tak było z 4 razy. Ale ja tak robię i nie potrafię od swojej dziewczyny odejść, bo jest mi z nią cudownie, zgadzamy się we wszystkim, rozumiemy i bardzo kochamy. Niestety ja piję wciąż :(. Nie potrafię sobie z tym poradzić.

Byłem na 2 spotkaniach grupy AA, ale jak zobaczyłem jacy tam są ludzie to dałem sobie spokój. Najgorsze jest to, że ja wiem jak bardzo ją ranię, że z tego picia nic nie będę miał, bo to do niczego dobrego nie prowadzi, a jednak dalej piję. Straszny mam problem z tym i nie wiem jak go rozwiązać, a nie chce się rozstawać z Nią! Może są jakieś metody typu tabletki, coś żeby mieć świadomość, że jak wezmę się za picie, że to mi zaszkodzi? Takie coś by mi pomogło, bo miałbym tą świadomość i mógłbym dalej być w związku ze swoją dziewczyną, na czym mi bardzo zależy. Proszę o odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czuję się jak wariat, wiele namąciłam, wiele pomieszałam - co mam robić?

Witam. Mam 24 lata. Od kilku lat borykam się z wahaniami nastroju. Moje życie jest strasznie dziwne i pogmatwane. W dzieciństwie w rodzinie panował problem alkoholowy, ojciec, babcia i dziadek byli uzależnieni od alkoholu. Ojciec pod wpływem alkoholu robił...

Witam. Mam 24 lata. Od kilku lat borykam się z wahaniami nastroju. Moje życie jest strasznie dziwne i pogmatwane. W dzieciństwie w rodzinie panował problem alkoholowy, ojciec, babcia i dziadek byli uzależnieni od alkoholu. Ojciec pod wpływem alkoholu robił ciągle awantury, nie raz zdarzyło się, że podnosił rękę na moją mamę, a ja byłam tego świadkiem. Przez mgłę pamiętam jak uciekałam nie raz z mamą z domu, żeby ojcu przeszedł napad złości i nieważne, która to była godzina, mama starała się wyjść ze mną z domu. Babcia i dziadek (mieszkaliśmy razem) namawiali ojca do picia, a po libacji były zazwyczaj kłótnie. Kiedy ojciec był trzeźwy, był osobą całkiem w porządku. Takiego go lubiłam.

W dzieciństwie trenowałam pływanie przez okres 10 lat - byłam w tym całkiem niezła. Jednak robiłam na przekór ojcu i opuszczałam się w tym strasznie, ponieważ to było jego niespełnione marzenie z młodości, aby zostać dobrym sportowcem - mu się nie udało - więc wywierał na mnie presję i chciał, abym to ja osiągnęła wielki sukces. Nie dostawałam nigdy pochwał, zawsze było to tylko potępienie. Ciągle powtarzał, że powinnam być we wszystkim lepsza, że to co robię to jest nie wystarczająco dobre. Tak było praktycznie w każdej dziedzinie... Ok 5 lat temu, listopad, zmarła babcia (ta, z którą mieszkałam), było mi przykro choć wstyd się przyznać, ale w głębi duszy cieszyłam się, że już jej nie będzie, ponieważ ona była głównym prowokatorem w domu do picia alkoholu. Ojciec był załamany (to była jego matka), ale jego problem z alkoholem wcale nie zniknął, a wręcz się nasilił.

W grudniu tego samego roku zmarł dziadek - ojciec już całkiem się załamał i alkohol stał się jeszcze lepszym jego przyjacielem. Następnie on sam w marcu następnego roku też zmarł. Fakt, ja i mama przeżyłyśmy to strasznie (uważam, że już wtedy powinnyśmy zasięgnąć rady jakiegoś psychologa - nie zrobiłyśmy tego), mimo to że był on alkoholikiem i że stwarzał wiele przykrych sytuacji - kochałyśmy go bardzo. Miałam nadzieję, że to koniec problemów alkoholowych wokół mnie- myliłam się. Mama popadła w alkohol. Mama była nieobecna. Miałam wtedy ok. 17 lat, potrzebowałam kogoś, kto mnie wesprze, kogoś bardzo bliskiego. Wtedy cały mój świat legł w gruzach. Następnie mama zaczęła spotykać się z innymi facetami, miałam tego dość, wprowadzało mnie to w stany furii, agresji, złości. Wtedy pierwszy raz targnęłam się na swoje życie (najadłam się silnych tabletek), uratował mnie wtedy mój chłopak. Leżałam w szpitalu przez kilka dobrych dni. Wyszłam z tego cała i zdrowa. Przez pewien okres czasu było znowu ok, mama wróciła do formy, ja również. Po jakimś czasie wpadłam w nieciekawe towarzystwo - narkotyki... Udało mi się z nich wyjść. Od 3 lat jestem czysta. Jednak moje problemy psychiczne biorą gorę.

Tak jak pisałam na początku, że borykam się z wahaniami nastrojów - to fakt, tak było wcześniej. Albo ciągłe przygnębienie, smutek, niespełnienie, pustka itp albo chwile euforii, podniecenia i zadowolenia. Teraz zauważam, że jest coraz gorzej. Nie mam na nic siły, ogarnia mnie ciągłe niezadowolenie, przygnębienie, problemy z zasypianiem, budzenie się w nocy. Kiedy przychodzi pora budzenia to mam z tym wielki problem, ciężko się wybudzam, w ogóle z łóżka mi się nie chce wstawać. Zdarza się często tak, że przesypiam całe dnie. Nie mam siły na codzienne obowiązki, chodzenie do pracy to już dla mnie katastrofa, zwykłe obowiązki domowe, sprzątanie, gotowanie itp. - wręcz mnie to przeraża. Kiedyś tak nie było, jakieś dwa lata temu lubiłam to wszystko robić, miałam na to siłę, miałam odrobinę optymizmu w sobie. A teraz, ciągły smutek - często wydaje mi się, że żyję w innym świecie, że to co się dzieje tu i teraz to nie jest realne. Układam sobie sama w głowie jakiś inny świat - świat marzeń - w którym próbuje się odnaleźć i nim tylko żyję, a to co się dzieje wokół zupełnie mnie nie obchodzi.

I takie stany nie mijają, od ponad roku czuje się fatalnie. Często boli mnie głowa, zaczęłam mieć problemy z żołądkiem. Wszystko mnie dobija. Najgorsze jest to, że bardzo bym chciała spotkać się z psychiatrą lub z kimś, kto by mi mógł pomóc, ale obecnie mieszkam za granicą, a dokładniej w Danii (nie znam języka - komunikuję się za pomocą jęz. ang.). W Polsce jestem raz na pół roku. Dobija mnie to wszystko, boję się każdego kolejnego dnia... Niby mam przyjaciół, a czuję się taka samotna. Znajomi sami zauważali, że jest ze mną coś nie tak. Próbuję nie raz przeanalizować sobie swoje problemy, że to co się dzieje ze mną teraz może mieć jakieś powiązanie z przeszłością. Nie uważam, że miałam aż tak złe dzieciństwo, pomijając fakt alkoholu w rodzinie, było całkiem miło. Wiec dlaczego teraz tak się czuje, czemu mnie to dopadło? Boję się, że długo nie wytrzymam takiego stanu i po raz kolejny targnę się na swoje życie...

Nie jestem też w stanie sama określić co ze mną jest nie tak, co jest przyczyną, i jak mam sobie pomóc. Dlatego też postanowiłam to wszystko opisać tutaj. Jest to moje pierwsze takie wyznanie publiczne. Ale ja już naprawdę nie daję sobie z całym życiem rady. Mam wrażenie, że moje życie przelewa mi się między palcami, a ja dalej stoję w miejscu. Wiele rzeczy robię wbrew sobie, tak aby innych zadowolić, nie siebie. Innymi razy jestem totalną egoistką, a później mam o to do siebie żal. Często czuję się odpowiedzialna za wszystkie krzywdy, które dzieją się w okół mnie. Pragnę, aby każda bliska mi osoba miała dobrze i często dzięki temu czuje się wykorzystana. Robię wiele złych rzeczy, zdradzam chłopaka, z którym jestem od 3 lat. Najgorsze jest to, że wiem, że robię źle, ale wcale nie mam później wyrzutów sumienia. W chwili zdradzenia czuję się bardziej dowartościowana. Czuję, że miłości szukam nadal, że ten, z którym jestem nie jest na całe życie, że go nie kocham - więc po co z nim jestem? - sama nie wiem... To wszystko jest takie trudne. Nawet nie wiem gdzie się pogubiłam, jak mam się odnaleźć, co zrobić.

Ciągle płaczę, złoszczę się, wyżywam się wręcz na osobie, z którą mieszkam, np. dzisiaj: chłopak zrobił obiad (o dziwo!) - wiedziałam, że to miłe z jego strony i zamiast mu podziękować to zrobiłam awanturę o to, że ja odmroziłam to mięso i chciałam zrobić zupełnie inną potrawę niż to co on zrobił ;/ Potem wiedziałam, że nie powinnam była mieć do niego wyrzutów, jednak nie przeprosiłam go za to... I tak jest dzień w dzień, ciągle coś co wytrąca mnie z równowagi, co budzi we mnie albo straszne nerwy, albo smutek i przygnębienie. Ogarnia mnie pustka, niespełnienie i obwinianie siebie "powinnam była zrobić tak, a tego nie zrobiłam" wiec żałuję. Nie uczę się również na błędach, ciągle popełniam te same. Oczywiście spotykają mnie też miłe rzeczy, miłe sytuacje i wspaniali ludzie, jednak jak odczuję ich brak, tęsknię za tym cholernie, a wspomnienia zamiast wywoływać uśmiech na twarzy, przywołują smutek, ponieważ to już było i się skończyło :( " Miłe wspomnienia mnie bolą..." Czuję się jak wariat... Więcej chyba pisać nie muszę, i tak już wiele namąciłam, wiele pomieszałam. Mam nadzieję, że ktoś mi odpowie na mój list i może da mi jakąś radę jak mam sobie z tym poradzić i co wg was się ze mną dzieje.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mąż jest alkoholikiem?

Mój mąż od poniedziałku do piątku jest normalnym człowiekiem, chodzi do pracy, robi zakupy pomaga w domu, natomiast w weekend staje się nałogowym kłamcą. W każdą sobotę upija się do nieprzytomności, robi to sam, lub jedzie do kumpli się...

Mój mąż od poniedziałku do piątku jest normalnym człowiekiem, chodzi do pracy, robi zakupy pomaga w domu, natomiast w weekend staje się nałogowym kłamcą. W każdą sobotę upija się do nieprzytomności, robi to sam, lub jedzie do kumpli się napić, a jeśli nie chcę go pościć to wymyśla jakieś kłamstwo, że jedzie po napój do sklepu na 5 minut a wraca po kilku godzinach napity i przywozi piwo i dopija się na umór. Jeśli zwrócę mu uwagę, że za dużo pije, to mnie wyzywa i czasem obrywam w twarz i zaczyna ogólnie być bardzo agresywny. W niedzielę często się zdarza, że musi sobie poprawić i znów zaczyna wymyślać, że musi gdzieś po coś jechać, a wraca podpity. Jeśli już zacznie pić to nigdy nie potrafi powiedzieć sobie dość, np. po 3 piwach dziękuję, nie piję - nigdy tak nie ma.

Myślałam, że się zmieni jak będzie dziecko, ale na niego to nie działa. Jak mu mówię po trzeźwemu, że ma problem to mnie przeprasza za wszystko, że już nie będzie pił, ale tak mówi tylko do piątku, a w sobotę jest jak zwykle. Na każde wesele wstyd iść, bo pod koniec choć nie może już chodzić to i tak pije, a każde zwrócenie uwagi kończy się awanturą. On ma już 29 lat razem jesteśmy od 7 lat i widzę, że pije coraz więcej, a jak się pytam dlaczego pije to odpowiedź brzmi, że „mi się należy po tygodniu pracy, moi koledzy też piją, ja weekend mam dla siebie”, no i najczęściej, „bo mam popieprzoną żonę i ogólnie mnie wkur... i to przez ciebie” - tak zawsze kończy się rozmowa na temat alkoholu. Co mam robić? Jak do niego dotrzeć? Ja się wstydzę gdziekolwiek wyjść z nim z domu i się modlę, żeby w weekend nikt do nas nie przyjechał i nie widział go pijanego, mam dosyć takiego życia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Sawrina Stopyra
Mgr Sawrina Stopyra

Jak pomóc bratu-alkoholikowi na detoksie?

Witam! Nie wiem od czego zacząć... Mój brat od czterech miesięcy mocno nadużywał alkoholu. Wcześniej, wiele razy ja i cała nasza rodzina, próbowaliśmy rozmawiać z nim na temat picia, prosiliśmy, groziliśmy - nic nie pomagało. Doszło do tego, że rodzice...

Witam! Nie wiem od czego zacząć... Mój brat od czterech miesięcy mocno nadużywał alkoholu. Wcześniej, wiele razy ja i cała nasza rodzina, próbowaliśmy rozmawiać z nim na temat picia, prosiliśmy, groziliśmy - nic nie pomagało. Doszło do tego, że rodzice zabrali mu karty do bankomatów. Usiłowali utrudnić mu dostęp do pieniędzy i alkoholu, ale nic nie pomagało. W końcu trafił do szpitala z powodu zatrucia alkoholowego. Trafił na oddział wewnętrzny. Po trzech dniach próbował uciec że szpitala, stracił kontakt z rzeczywistością i trafił na oddział psychiatryczny. Teraz leży przywiązany do łózka, gdyż był agresywny. Byłam u niego. Leży, poci się, wydaje mu się, że jest w domu. Poznał mnie, wiedział, że to ja - jego siostra. Nie wiem jak mam mu pomóc. Lekarze mówią, że miał halucynozę alkoholową, a teraz ma majaczenie alkoholowe. Co robić, jak mu mogę pomóc? Co robić kiedy już dojdzie do siebie? Czy powinien iść na odwyk, terapię, czy coś podobnego? Bardzo proszę o pomoc i poradę. Czekam z niecierpliwością na odpowiedź. Pozdrawiam! 

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Patronaty