Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Dlaczego mój były narzeczony nie umiał postawić się rodzinie?

Byliśmy ze sobą 3 lata, w sierpniu się zaręczyliśmy, było cudownie. Szczęścia mieliśmy pod dostatkiem, w naszym związku problemy staraliśmy się rozwiązywać na bieżąco, mówiliśmy sobie, że bardzo się kochamy, że nie możemy bez siebie żyć... Data ślubu była wyznaczona,...

Byliśmy ze sobą 3 lata, w sierpniu się zaręczyliśmy, było cudownie. Szczęścia mieliśmy pod dostatkiem, w naszym związku problemy staraliśmy się rozwiązywać na bieżąco, mówiliśmy sobie, że bardzo się kochamy, że nie możemy bez siebie żyć... Data ślubu była wyznaczona, była to data naszego pierwszego spotkania 3 lata temu. Planowaliśmy dzieci, wspólną przyszłość, aż zaczęły się nasilać problemy ze strony jego rodziny - szukali pretekstów, by ściągnąć go do domu, nawet w niedziele o 8 rano dzwoniła jego matka, żeby szybko wracał, pod byle pretekstem, cieknie kran, przyjechał znajomy, trzeba pomóc ojcu... Znosiłam to dzielnie, bo trwało to dłuższy czas (rok, półtora), później zaczęłam się buntować, czułam się jakby jego rodzina chciała mi go zabrać, czułam się tak jakby wyszarpywali mi go z ramion. Następnie zaczęły się coraz późniejsze powroty do domu, ciągła pomoc rodzicom, wielokrotnie jeździłam sprawdzać czy faktycznie był w domu - za każdym razem kiedy byłam w jego domu rodzinnym czułam się jak intruz, nie dawali mi tego poznać, ale czułam ich niechęć do mnie. To było trudne, ale kochałam go, mogłabym znieść o wiele więcej, ale on zaczął mi wmawiać, że nie lubię jego rodziców, że nie rozumiem, że są starszymi ludźmi i że musi im pomóc, że ma tego dosyć. Szukałam wspólnego języka z tymi ludźmi, jeździłam do nich częściej, nie potrafiłam rozmawiać z nimi tak jak z innymi, była między nami bariera, której oni nie chcieli przekroczyć. Mój narzeczony miał jeszcze 2 siostry, które mieszkały z rodzicami (30 i 24 lata) więc nie rozumiałam dlaczego tak bardzo chcą ściągnąć go do domu, nie był przecież jedynakiem. Nie jesteśmy ze sobą 3 miesiące, on zakończył tą znajomość z dnia na dzień. Porzucił mnie, myślałam, że umrę z żalu. Przestałam jeść, spać, ludzie mówili mi, że życie ze mnie uszło. Wypełniałam swoje obowiązki bez emocji, wcześniej byłam radosna, cieszyłam się życiem, uśmiechałam się do ludzi idąc ulicą, byłam przeciwnością osoby, którą stałam się dziś. Mamy ze sobą kontakt, na początku nie obierał ode mnie telefonów, a jak już odebrał to mówił, że nie chce być ze mną i koniec, że nigdy nie będzie żałować tej decyzji. Czułam się wtedy tak, jakby rozcinał moje serce na połowę, myślałam, że zwariuję. Przestałam się odzywać. Miesiąc nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu, spotkałam się z kolegą, zobaczyli mnie jego znajomi, od tamtego momentu zaczął wydzwaniać, pisać, starać się. Widzieliśmy się przypadkiem, rozmawialiśmy chwilę, płakałam, on mówił, że nie wie jak ma żyć, że zaczął szukać ukojenia w alkoholu. Nie zaproponował następnego spotkania. Czasami pisze, że dalej tęskni i że wciąż mnie kocha, że żałuje tego, co się stało i że gdybym zachowywała się inaczej w stosunku do jego rodziny i jego obowiązków dziś byłoby inaczej. Mówiłam mu, że mnie to boli, że od razu po pracy jedzie do nich zamiast do mnie, ze nawet w weekendy nie dają nam spokoju, nie ubliżałam im, nie pokazywałam, że nie bardzo ich lubię. Czasem myślę, że się nade mną po prostu znęca, wie, że jestem wrażliwa i bardzo ufam ludziom - gdyby chciał mnie odzyskać na prawdę, postępowałby chyba inaczej? Jest mi wciąż ciężko, nie umiem się przestawić, że wszystko runęło, że mam iść sama przez to życie, był kochanym człowiekiem, dbał o mnie, kochał mnie i rozpieszczał. Dzwoni często, po każdym telefonie uczucie bezradności powraca z nasiloną siłą. Jak mam dalej funkcjonować w takim chorym schemacie? Co mam zrobić? Bardzo proszę o radę. On ma 26 lat, ja 22. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak odbudować związek?

Witam. mam 26 lat, 2,5 letnią córcię i partnera od 6 lat. Cierpię na zaburzenia osobowości (co odbierane jest przez bliskich jako wymyślanie problemów) oraz depresję (od ok. miesiąca nie biorę leków i jest strasznie). Mój partner, jak było wszystko...

Witam. mam 26 lat, 2,5 letnią córcię i partnera od 6 lat. Cierpię na zaburzenia osobowości (co odbierane jest przez bliskich jako wymyślanie problemów) oraz depresję (od ok. miesiąca nie biorę leków i jest strasznie). Mój partner, jak było wszystko ok., wspierał mnie i mówił, że jest dumny. Jednak gdy przychodzi kryzys nie potrafimy sobie z tym poradzić. Już wielokrotnie mówił, że jest ze mną tylko ze względu na córkę. Potem jak było dobrze to mówił, że to po złości. Przez lata bywało różnie - jak spotykaliśmy się jako nastolatki to potrafił wspierać, ale w codziennym życiu zabrakło mu siły i coraz częściej słyszę, że nie ma już siły znosić moich fochów. Od tygodnia ignoruje mnie, nie słucha, traktuje jak klienta w pracy. Kocham go bardzo i nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego. Coraz częściej zdarzają mi się myśli samobójcze. Nie potrafię być ani matką, ani partnerką w życiu. Rzadko w życiu czułam się dobrze, a jedyne dobre chwile to z moim partnerem. A wiem, że mu szkodzę, wiem, że szkodzę dziecku. Wstyd mi iść ponownie do lekarza, skoro już było lepiej. Nie wiem co robić. Brak mi siły na jakikolwiek ruch (chyba, że złość i płacz - na to często jest siłą ). Proszę o wskazówkę czy warto być w tym związku. Nie wiem co robić. tulka8

odpowiada 3 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Czy on mnie nie kocha?

Witam, jestem od bardzo krótkiego czasu z chłopakiem ( miesiąc), nie wiem nawet od czego mam zacząć. Od początku traktowałam go jak przyjaciela, znamy się od lat dwóch, w których była przerwa kiedy nie rozmawialiśmy ze sobą, nie widzieliśmy...

Witam, jestem od bardzo krótkiego czasu z chłopakiem ( miesiąc), nie wiem nawet od czego mam zacząć. Od początku traktowałam go jak przyjaciela, znamy się od lat dwóch, w których była przerwa kiedy nie rozmawialiśmy ze sobą, nie widzieliśmy się. Zaczęłam się z nim spotykać, kiedy spytał mnie o chodzenie, zgodziłam się, jest bardzo wrażliwy i zastanawiam się co się stało. Kocham go i zależy mi na tym, żeby był przy mnie po prostu choćby myślą kiedy go potrzebuje, napisał z raz jakąś wiadomość - niczego więcej od niego nie wymagam, ale niedawno zaczęła się pewna rozmowa między nami dotycząca jego uczucia. Trafiłam w życiu na 3 chłopaków, którzy źle mnie traktowali, on trafił na 3 takie dziewczyny. Chciałabym pokazać mu inny świat, zaopiekować się nim, żeby po prostu był. Pisząc z nim dowiedziałam się, że kiedy się z nim spotykałam (sam to powiedział) wiedział, że będę tą jedyną, że chce mieć mnie tylko dla siebie i kocha ponad wszystko, czuł to na samym początku i powiedział, że jego uczucie zamiast się powiększać z dnia na dzień ono jest takie samo. Proszę, chciałabym dowiedzieć się czy zrobiłam dobrze, dając mu czas (taką jakby separację na pewien czas) żeby nie widzieć się z nim, żeby spokojnie mógł przemyśleć to co czuje do mnie. Ja jestem tego pewna, że nie chcę go wymieniać na nic innego. Nie wiem jak jest z nim, czy On w ogóle nic do mnie nie czuje, czy On boi się poważnego uczucia, albo jest tego jakiś inny powód. Proszę o pomoc jakąkolwiek. :(

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Chodzę przygnębiona, nie umiem się uśmiechać - czy można mi jakoś pomóc?

Mam 24 lata, jestem z chłopakiem 5 lat, mamy trzyletnią córkę i nie dawno zdradzał mnie z siedemnastolatką - ciągnęło się to rok czasu, ale cały czas powracał do tego i mnie cały czas okłamywał, teraz mu wybaczyłam czwarty raz....

Mam 24 lata, jestem z chłopakiem 5 lat, mamy trzyletnią córkę i nie dawno zdradzał mnie z siedemnastolatką - ciągnęło się to rok czasu, ale cały czas powracał do tego i mnie cały czas okłamywał, teraz mu wybaczyłam czwarty raz. Moim problem jest to, że nie mogę o tym zapomnieć, ciągle o tym myślę, sprawdzam go, kontroluję, a najczęściej wypominam. Miesiąc czasu po tym był miły, kochany, starał się, a teraz mi wpiera, że ciągle się użalam nad sobą. Nie mogę mu tego zapomnieć. Chodzę przygnębiona, już nie jestem tą osobą co kiedyś, nie umiem się uśmiechać - czy można mi jakoś pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dowiedziałam się, że ma dziewczynę. Jak mam sobie z tym poradzić?

Znam pewnego chłopaka już jakiś czas, razem byliśmy na wakacjach przez 5 dni, po tych dniach, kiedy on wyjechał, a ja zostałam jeszcze w ośrodku nad morzem, pisaliśmy ze sobą cały czas. On pisał mi miłe sówka typu masz ładne...

Znam pewnego chłopaka już jakiś czas, razem byliśmy na wakacjach przez 5 dni, po tych dniach, kiedy on wyjechał, a ja zostałam jeszcze w ośrodku nad morzem, pisaliśmy ze sobą cały czas. On pisał mi miłe sówka typu masz ładne oczy itp., nawet zaczął się do mnie inaczej zwracać - mówił słońce, kwiatuszku, ale od września, kiedy poszedł na jakąś uroczystość przestał odpisywać, a później od przyjaciółki dowiedziałam się, że ma jakąś dziewczynę. Przez jakiś czas udało mi się czymś zająć, ale wszystko powróciło i od tego momentu nie mam ochoty na nic. Źle sypiam, mam problemy z zasypianiem i wstawaniem rano, jem coraz mniej i chodzę cały czas smutna i mam doła. Jak mam sobie porazić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Bardzo go kocham, a on chce się bawić, a nie wiązać. Co robić?

W grudniu skończę 16 lat. Mam problem i to wielki. Nie dawno rozstałam się z chłopakiem, ma on 20 lat. Uprawiałam z nim seks. Poznawaliśmy się 5 miesięcy temu. Kiedy w końcu doszło do pierwszego stosunku i potem do następnych...

W grudniu skończę 16 lat. Mam problem i to wielki. Nie dawno rozstałam się z chłopakiem, ma on 20 lat. Uprawiałam z nim seks. Poznawaliśmy się 5 miesięcy temu. Kiedy w końcu doszło do pierwszego stosunku i potem do następnych zaczął on się dziwnie zachowywać. Ja tego nie zauważyłam, bo byłam i dalej jestem zakochana. Moje przyjaciółki to zauważyły. Przez pewien czas się nie odzywał, udawał, że mnie nie zna, a jak pytałam czy coś jest nie tak to mówił, że wszystko jest OK. Rozstaliśmy się 2 tyg temu. Ciężko to zniosłam, chciałam się zabić i to nie raz, dalej chcę to zrobić. Bardzo go kocham, a on po prostu powiedział mi, że on chce się bawić, poznawać nowe dziewczyny i korzystać z życia, a nie wiązać się. Nie mam pojęcia co robić. Jest mi na prawdę ciężko.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc komuś uwolnić się z toksycznego zwiazku?

Potrzebuję rady. Moja młodsza siostra jest w toksycznym związku już 5 lat. Od początku go nie znosiłam, zresztą tak samo jak pozostałe siostry. Postanowiłam jednak udawać, że go toleruję ze względu na siostrę, by nie stracić więzi z nią. Ostatnio...

Potrzebuję rady. Moja młodsza siostra jest w toksycznym związku już 5 lat. Od początku go nie znosiłam, zresztą tak samo jak pozostałe siostry. Postanowiłam jednak udawać, że go toleruję ze względu na siostrę, by nie stracić więzi z nią. Ostatnio jego zachowanie tak się pogorszyło, że zwyczajnie zaczynam się go bać, nie mówiąc o tym, że słabo mi się robi na myśl co ona z nim przechodzi. Kiedyś była wesołą energiczną dziewczyną, która nie dała sobie w kaszę dmuchać. Dziś, mimo 28 lat, wygląda jak stłamszona umęczona kura domowa z wieloletnim stażem w fatalnym małżeństwie. I chyba się go boi. W naszym domu nigdy nie używało się wulgarnego języka. A on przeklina nawet zwracając się do własnej matki przez telefon. Jest zwykłym wulgarnym ch***. On nawet nie stwarza pozorów, nikt mu nie podskoczy, to temu by nastukał, to tamtemu. Do siostry zwraca się bardzo obraźliwy sposób przy innych: „ty grubasie”, „co ty rozumu w tej łepetynie nie masz?”, do tego wszystko usiane przekleństwami. Czasem szarpie ja za szyję mówiąc, że udusi i to nie wygląda wcale na żart i jej też nie do śmiechu. Boję się czy on jej nie bije. Będąc ostatnio na zakupach, nie chciała się rozebrać w przymierzalni, wszystko zakładała na koszulkę z długim rękawem. To bardzo skryta dziewczyna, nie mówi o tym co czuje, ciężko wziąć ją na zwierzenia. Wiem, że muszę coś zrobić, bo ona ginie w oczach. Potem nie darowałabym sobie, że jej nie pomogłam, muszę chociaż spróbować. Oni nie mieszkają razem, to związek dojazdowy. Boję się, ze jak on w końcu się do niej wprowadzi lub wyskoczy z pierścionkiem, to będzie już za późno, nie uwolni się. Jak mam jej pomóc, jak mam jej uświadomić, że on ją krzywdzi i że ona zasługuje na coś więcej? Jak to zrobić by nie stracić przy tym siostry? Myślałam o psychologu, ale zanim do tego dojdzie muszę ją jakoś do tego nastawić, przygotować. Bardzo proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy powinnam odejść od męża?

Mam 25 lat. Jestem 5 m-cy po ślubie. Nie mamy dzieci. Przed ślubem byliśmy ze sobą 6 lat. W dniu ślubu dowiedziałam się o tym, że mnie zdradzał. Kilka dni potem wszystko się potwierdziło i okazało się, że...

Mam 25 lat. Jestem 5 m-cy po ślubie. Nie mamy dzieci. Przed ślubem byliśmy ze sobą 6 lat. W dniu ślubu dowiedziałam się o tym, że mnie zdradzał. Kilka dni potem wszystko się potwierdziło i okazało się, że spotkał się z nią również po ślubie. Zdradził mnie z jakąś przygłupią gówniarą - 18 lat. Podobno z nią nie spał, ale mówił jej, że ją kocha. Oczywiście wszystkiego się wyparł, zwalił wszystko na nią, że to ona go prześladuje i chodzi za nim. Staram się mu wybaczyć, ale nie potrafię mu zaufać. Darek nie często okazuje mi uczucie, a ja bardzo potrzebuję miłości i poczucia bezpieczeństwa. Nie chcę mieć z nim dzieci, bo boję się, że za 10 lat nas zostawi. Na razie jestem młoda i niezależna, pracuję, uczę się - zastanawiam się czy od niego nie odejść. Strasznie meczę się w tym małżeństwie, czuję się niekochana i niedoceniana. Potrzebuję żeby mnie przytulił z własnej woli, a nie wtedy, kiedy go o to poproszę. Tracę poczucie własnej wartości, mijają miesiące, a ja nadal plącze w ukryciu. Zastanawiam się jak on mógł mnie tak zranić, gdyby mnie kochał nie zrobiłby tego. Jak na razie to ja próbuje utrzymać to małżeństwo. On potrafi tylko narzekać, mówić o sobie. A ja... jestem w starszym dołku, wszystkim mówię, że jest ok. Jestem z tym sama.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Jak sobie poradzić z brakiem zaufania do swojego chłopaka?

Mam problem z brakiem zaufania do mojego chłopaka. W dodatku to pogłębia moją depresję. Kocham mojego chłopaka, ale zupełnie mu nie ufam. Na początku związku ufałam mu lub wydawało mi się, że mu ufam. Słyszałam o nim, że ma...

Mam problem z brakiem zaufania do mojego chłopaka. W dodatku to pogłębia moją depresję. Kocham mojego chłopaka, ale zupełnie mu nie ufam. Na początku związku ufałam mu lub wydawało mi się, że mu ufam. Słyszałam o nim, że ma mnóstwo koleżanek, z którymi sypiał, że jest flirciarzem i lubi kokietować - on to potwierdził, jednak związał się ze mną, wiec moje obawy nie były zbyt wielkie na tamtą chwilę, jednak im dłużej z nim byłam, tym bardziej przestawałam mu ufać. Po jednej sytuacji, kiedy poszedł na imprezę sam (bo stwierdziłam, że raz na jakiś czas faceci powinni pójść, wypić i pogadać) i zastałam go zagłębionego w rozmowę z dziewczyną, która na niego leci w jak na moje oko bardzo bliskiej pozie wmawiał mi, że sobie wkręcam, że nic nie było i że wyolbrzymiam całą sytuację. Postanowiłam uwierzyć mu i do tego nie wracać, jednak ta sytuacja wraca do mnie za każdym razem, kiedy mój facet nie odpisuje mi na sms-y, kiedy nie odbiera telefonu. Nie mam już siły, wiem, że on też. Nie boję się, że mnie zostawi. Twierdzi, że go ograniczam, ze dzieciakuję itp. Nie potrafię przestać myśleć o tym co robi, kiedy nie jest ze mną. Powodem tego też jest to, że kiedy zaczęliśmy być razem kochał swoją byłą dziewczynę, która go zostawiła - wiedząc o tym związałam się z nim sadząc, że w końcu zapomni i mnie pokocha. W ciągu 6 miesięcy bycia razem powiedział mi 2 razy, że mnie kocha, jednak ja nie wierzę w to, że tak jest. Nie czuję tego, jak to wypowiada. Myślę, że o miłości nie ma tu mowy, że jest mi wdzięczny, że odzyskał pewność siebie i uwierzył w siebie po stracie tamtej dziewczyny i że jest mi po prostu wdzięczny i nie chce mnie ranić. Może gdybym czuła się przez niego kochana byłabym pewniejsza jego i byłoby inaczej? Pomóżcie proszę, załamana...

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Mama ma depresję. Cierpię, ale nie chce sama zachorować - jak sobie poradzić?

Witam! Chłopak mnie rzucił po 2 latach związku. Sądziłam, że wszystko między nami w porządku, nie dał mi odczuć w żaden sposób, że jest inaczej. Spotykaliśmy się niemal codziennie, dużo rozmawialiśmy, wygłupialiśmy, aż pewnego wieczoru na imprezie po alkoholu po...

Witam! Chłopak mnie rzucił po 2 latach związku. Sądziłam, że wszystko między nami w porządku, nie dał mi odczuć w żaden sposób, że jest inaczej. Spotykaliśmy się niemal codziennie, dużo rozmawialiśmy, wygłupialiśmy, aż pewnego wieczoru na imprezie po alkoholu po prostu podszedł i powiedział wprost "zrywam z Tobą", powodem tego było to, że jego zdaniem nie interesowałam się nim tyle ile on by sobie tego życzył, że nie dawałam mu tego do zrozumienia. Nie wiem czy walczyć o ten związek, czy dać sobie spokój. Nie wiem co robić, jestem w dołku. Na nic nie mam siły, bez przerwy płaczę, nic mi się nie chce, całymi dniami leżę w łóżku - boję się, że to początki depresji. Mam myśli samobójcze. Pomocy! P.S Moja mama ma depresję, którą leczy. Kuzyn popełnił samobójstwo, boję się,że mam co do tej choroby większe skłonności niż inni.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak skłonić go do zmiany decyzji?

Jestem kobietą, mam 19 lat. Od 3 lat jestem w związku z partnerem w tym samym wieku. Mimo różnych chwil kochamy się i chcemy iść razem przez życie. Problem największy pojawił się w tym roku. Rozpoczęłam studia na drugim końcu...

Jestem kobietą, mam 19 lat. Od 3 lat jestem w związku z partnerem w tym samym wieku. Mimo różnych chwil kochamy się i chcemy iść razem przez życie. Problem największy pojawił się w tym roku. Rozpoczęłam studia na drugim końcu Polski, widujemy się bardzo rzadko, ale staramy się utrzymać jak najcieplejsze relacje. Byłam pewna, że mój chłopak skończy szkołę i dołączy do mnie. Kiedy poruszaliśmy wcześniej te tematy nie zaplanowaliśmy nic konkretnego, jednak zdawał się popierać ten pomysł. Niedawno powiedział, że nie wyjedzie tak daleko od rodziny i przyjaciół, że moje obecne miasto mu się nie podoba (choć nigdy w nim nie był). Myślę, że szuka wymówek. . . Powiedziałam mu, ze nie wyobrażam sobie lat spędzanych w taki sposób - widzeń tylko na święta. Kiedy zapytałam czy nie chce być ze mną na co dzień, mieszkać, odpowiada, że chciałby, ale to nie jest takie proste. Stanęło na tym, że podejmie decyzję jak skończy szkolę. Nie chcę nim manipulować, ale nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie rozumiem dlaczego, skoro mnie kocha, nie chce przeprowadzić się do innego miasta. Czy mogę w jakiś sposób, delikatnie, wpłynąć na jego decyzję? Pomóc mu uświadomić sobie, co jest dla niego ważne? A możne to znak, że on tak naprawdę mnie nie kocha i trzeba zakończyć ten związek? Bardzo proszę o odpowiedź. . .

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, żeby o nim zapomnieć?

Witam. Historia jak wiele zapewne, lecz pierwszy raz w życiu nie potrafię sobie poradzić. Zaczęło się normalnie, jedna randka druga itd. Spotykaliśmy się częściej i częściej, choć ostrożna w swych uczuciach pozwoliłam przejąć mu inicjatywę - zakochałam się i kocham....

Witam. Historia jak wiele zapewne, lecz pierwszy raz w życiu nie potrafię sobie poradzić. Zaczęło się normalnie, jedna randka druga itd. Spotykaliśmy się częściej i częściej, choć ostrożna w swych uczuciach pozwoliłam przejąć mu inicjatywę - zakochałam się i kocham. Plany na przyszłość dom, dzieci, standard życiowy. Kochałam, bo pozwolił mi na to, zapewniał o swojej miłości, uczucia były odwzajemnione. Ja 28 on 35 lat. Staliśmy się częścią siebie. Rodzina, znajomi, wspólne weekendy, wspólne wyjazdy - wszystko tak jak w każdym poważnym związku. On po przejściach, rozwodnik z dzieckiem (poznałam go długo po rozwodzie - stabilne kontakty z eks), kłopoty finansowe, ale dawaliśmy sobie radę. Wydawałoby się, że ja byłam tą silniejszą stroną związku. Było dobrze. Aż do momentu kiedy ja stanęłam na zakręcie życiowym. Poważne tarapaty, że tak ujmę praca, zdrowie... Tak jakby wszystko sprzysięgło się na „nie” dla mnie. I wówczas on mnie zostawił, nie jak mężczyzna tylko jak chłopiec. Mam wrażenie, że zostawił sobie furtkę... Przez miesiąc czasu traktował mnie jak powietrze. Radziłam sobie z tym aż do momentu, kiedy zaczął mi wysyłać sygnały. Najpierw kochał, później rzucił, udawał, że nie zna mnie tak jakbym była powietrzem, a teraz zaczyna na nowo, rozdrapuje rany, które się zagoiły. Nic znaczącego - zwykłe przywitania, rzucone uśmiechy. Nie reaguję, bo nie widzę potrzeby, ale nie radzę sobie. Zastanawiam się nad pójściem do psychologa. Proszę o radę

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy powinnam z nim zerwać?

Jesteśmy razem od 4 lat. Niestety w związku tym nic się nie zmienia, jest monotonnie i rutynowo. Związek się nie rozwija. Nie mieszkamy razem, nie mamy ślubu ani dzieci. Czuję, że to nie to, nie mam tych motyli w brzuchu,...

Jesteśmy razem od 4 lat. Niestety w związku tym nic się nie zmienia, jest monotonnie i rutynowo. Związek się nie rozwija. Nie mieszkamy razem, nie mamy ślubu ani dzieci. Czuję, że to nie to, nie mam tych motyli w brzuchu, tęsknoty, gdy się nie widzimy. Dodam, że mam synka, który ma obecnie 7 lat. On jest przyzwyczajony do mojego partnera. Zżyty z nim. Tak jak ja... Tylko czy na tym można budować przyszłość?

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Dlaczego mój mąż jest taki zazdrosny?

Witam mam 30 lat. Jestem mężatka od 10 lat. Długo zastanawiałam się czy napisać, aż do dzisiejszego dnia. Mój mąż znowu przyszedł wstawiony, nie rozumiem dlaczego, mam już tego dość. Mam dziecko - to dla niego się uśmiecham przez łzy...

Witam mam 30 lat. Jestem mężatka od 10 lat. Długo zastanawiałam się czy napisać, aż do dzisiejszego dnia. Mój mąż znowu przyszedł wstawiony, nie rozumiem dlaczego, mam już tego dość. Mam dziecko - to dla niego się uśmiecham przez łzy powtarzając sobie i jej, że jest dobrze, ale ja już nie mam sił. Ciągle słyszę, że mnie kocha, że robi to wszystko dla mnie, ale ja już tego nie czuję. Wszędzie widzi zdradę, że to ja ludzi prowokuję, to, że ja jestem zła. Mam dość ciągłego wysłuchiwania, że go zdradzam. Kiedyś było inaczej, wszystko zmieniło się, kiedy postanowiłam pójść do szkoły i zaczęłam dorywczą pracę. Sam mnie do tego namawiał. Jestem na rencie bez możliwości podjęcia pracy - cieszyłam się, że mogłam mu pomóc, zarabiając jakiekolwiek pieniądze czułam satysfakcję, że ja też mogę czuć się potrzebna. Mąż nie pracuje, choć nie jedną ofertę otrzymał. Sama nie rozumie dlaczego tak się dzieje. Staram się we wszystkim. Zraziłam się do niego, bo kiedy pije zmusza mnie do stosunków - już nie potrafię kochać się i udawać, że nic się nie dzieje. Jak mu nie dam, brzydko mówiąc, to twierdzi, że mam kochanków. Mówi jak mam się ubierać, co ma zakładać na siebie wychodząc do pracy, nawet sprawdza, jaką mam na sobie bieliznę - to jest chore. Sama nie wiem gdzie zrobiłam błąd. Unikam rozmów kiedy wraca do domu pijany, bo nie chcę żeby moje dziecko było w stresie i unikam kłótni. Wszystko co robię jest złe. Proponowałam mu psychologa, ale nie chce, twierdzi, że to ja mam się leczyć. W życiu nie wyrządziłam mu krzywdy. Staraliśmy się o drugie dziecko, ale lekarz sam odradził ciąży, a on tego chciał, to miał być dowód, że go kocham, ale organizm nie dal rady. Przez te współżycia po pijaku straciłam szacunek dla samej siebie. Przez kłótnie i płacz stres odreagowuję wymiotami, nie mam samoobrony. On wmawia mi, że cały mój świat to moja mama i rodzeństwo, a tak nie jest - ile mam jeszcze udowadniać, jak i tak ciągle jest źle? Kilka razy rezygnowałam z moich marzeń dla niego, czułam się z tym bardzo źle, bo nie mam już miejsca na swoje cele, bo ciągle udowadniam mu, że nie ma nic ważniejszego niż on. Nie wiem co mam robić. Kocham go, ale im więcej tego złego, tym bardziej zastanawiam się dlaczego ja i moje dziecko mamy cierpieć. Chciałam się wyprowadzić, dać mu trochę do myślenia, ale się boję, nie tego, że sobie nie dam rady, tylko co zrobi jak mnie nie będzie. Zachowuje się jak małe dziecko nieznające życia. Przeprosiny to już za mało, to mnie nie cieszy, bo wiem, że za jakiś czas będzie to samo. Jestem w ciągłym leczeniu, ale czy to warto? Moje dziecko to cały świat, potrafię ze wszystkiego zrezygnować ale ze szczęścia i spokoju dla mojego dziecka nie potrafię.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zależy mi na nim, już teraz jest bardzo zazdrosny. Co będzie, jak z nim będę?

Chłopak, który chodzi ze mną do klasy od początku roku szkolnego wyznaje mi miłość. Niestety od jakiegoś tygodnia pisze mi takie głupoty typu „idź sobie do innego”, „mam cię w du*ie”, „mam na ciebie wyje*ane” itd. Wiem, że jest zazdrosny,...

Chłopak, który chodzi ze mną do klasy od początku roku szkolnego wyznaje mi miłość. Niestety od jakiegoś tygodnia pisze mi takie głupoty typu „idź sobie do innego”, „mam cię w du*ie”, „mam na ciebie wyje*ane” itd. Wiem, że jest zazdrosny, ale przecież nie jesteśmy razem, więc go nie rozumiem. Zależy mi na nim, ale jeśli mnie tak traktuje to już nic nie wiem... Proszę o pomoc... Naprawdę bym chciała z nim coś typu chodzenie, ale jest bardzo zazdrosny, to co będzie, jak z nim będę?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mąż twierdzi, że mam depresję. Czy to możliwe?

Witam, jestem młodą matką i mężatką. Mam 23 lata, 1,5 roku temu urodziłam zdrową córeczkę. Mąż jest odpowiedzialny, ma stałą pracę, pomaga w wychowaniu córki, zawsze mogę na niego liczyć, jednak ostatnio zaczęło mnie wszystko przerastać - siedzę całymi godzinami...

Witam, jestem młodą matką i mężatką. Mam 23 lata, 1,5 roku temu urodziłam zdrową córeczkę. Mąż jest odpowiedzialny, ma stałą pracę, pomaga w wychowaniu córki, zawsze mogę na niego liczyć, jednak ostatnio zaczęło mnie wszystko przerastać - siedzę całymi godzinami w domu, nie pracuję, mąż jest dopiero wieczorem w domu i to strasznie zmęczony. Znajduje sobie zajęcia nawet w niedzielę. Ostatnio ciągle się kłócimy - ja czuję się samotna, zaniedbana, nie chce mi się nawet dbać o siebie. Mąż narzeka, bo ciągle pracuje aby na wszystko nam starczało, a odbija się to bardzo na jego zdrowiu i samopoczuciu, oboje mamy do siebie pretensje - błędne koło. Ciągle robię mu wymówki, że nas nie kocha i nie chce z nami być, choć wiem, że to kompletne bzdury, ale mam strasznie wybuchowy charakter i po 10 min mi przechodzi, lecz jemu nie... Wyciągam wiecznie wątki z jego przeszłości, np. dogaduje mu, że z poprzednią dziewczyną na pewno było mu lepiej - nie wiem czemu to robię. Jesteśmy ze sobą 5 lat, nigdy mnie nie zawiódł, a ja mimo to nie potrafię mu w 100% zaufać. Proszę o poradę. Mąż twierdzi, że to depresja i wahania nastrojów. Czasem już też tak myślę, ale chciałabym znać zdanie fachowca.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy powinnam zmienić partnera na takiego, dla którego byłabym piękna i wyjątkowa?

22 lata. Ona. Poczytałam sobie troszkę znowu o depresji i zgadzam się, że bardzo pomaga wsparcie bliskich, ich zainteresowanie, życzliwość… Mówię swojemu chłopakowi o swoich potrzebach, że potrzebuje troszkę więcej zainteresowania z jego strony, troszkę dłuższej rozmowy przez telefon, komplementów,...

22 lata. Ona. Poczytałam sobie troszkę znowu o depresji i zgadzam się, że bardzo pomaga wsparcie bliskich, ich zainteresowanie, życzliwość… Mówię swojemu chłopakowi o swoich potrzebach, że potrzebuje troszkę więcej zainteresowania z jego strony, troszkę dłuższej rozmowy przez telefon, komplementów, potrzebuje się czuć piękna w jego oczach - niestety wszystko to idzie jak groch o ścianę. Nic się nie zmieniło, mimo że od ponad pół roku czasu sygnalizuje o swoich potrzebach. Czuję się gorsza od innych kobiet. Na początku dawał mi do zrozumienia, że podobają mu się kobiety o innym typie urody niż ja itd. Nigdy o mnie nie wyraził się tak przemiło jak wyrażał się o innych kobietach. Ponadto nie zwraca na mnie większej uwagi. Czuje się gorsza i brzydka. A wiem, że gdybym czuła się dla niego piękna i gdybym widziała, że okazuje mi większe zainteresowanie i naprawdę mu się podobam byłoby mi łatwiej. Wtedy byłabym uskrzydlona, miała motywy do działania. Byłabym szczęśliwa. A tak ciągle "wołam", a nikt nie słyszy przez co jeszcze bardziej zapędzam się w codzienne smutki i użalanie się nad sobą. Powiedziałam również o swoich problemach emocjonalnych babci, ale wydaje mi się że też nie bierze tego tak do końca na serio. W zasadzie to jak zwykle nikt mnie nie rozumie. Ludzie wcale nie są tacy chętni do pomocy, chociażby przez okazywanie większej życzliwości, serdeczności. Niestety, ale w tych czasach to osoby z depresją są chyba przeznaczone na stracenie. Mój facet natomiast wydaje się uciekać przed takimi problemami, jest z natury osoba wesołą, pogodną - może po prostu źle się dobraliśmy? Czy powinnam zmienić partnera, na takiego który potrafiłby mi dać poczuć, że jestem piękna i wyjątkowa dla niego?

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Jak ratować moją rodzinę?

Ponad dwa lata męczę się ze zdradą mojego partnera. Nie łudzę się już, że sobie z tym poradzę. Nadmienię, że poznaliśmy się już 6 lat temu i niestety byłam wtedy związana z kimś innym. Nie umiałam zawalczyć o tamten związek...

Ponad dwa lata męczę się ze zdradą mojego partnera. Nie łudzę się już, że sobie z tym poradzę. Nadmienię, że poznaliśmy się już 6 lat temu i niestety byłam wtedy związana z kimś innym. Nie umiałam zawalczyć o tamten związek i oddałam go walkowerem, podobnie zresztą jak mój ówczesny narzeczony. Wydawało mi się, że złapałam Pana Boga za nogi (pomimo moralnego kaca). Mieliśmy wielkie plany, a ja nagle znalazłam w sobie siłę do przenoszenia gór. Wróciłam na studia, które do łatwych nie należały, dojeżdżałam na uczelnię codziennie prawie 100 km pociągiem, najczęściej na zajęcia zaczynające się o 7:30 (pobudka przed 5 rano). Było tak dlatego, że w ciągu tygodnia musiałam być w domu (skomplikowana sytuacja rodzinna, którą zresztą również udało mi się okiełznać), żeby w weekend pojechać do niego, bo mieszkał prawie na drugim końcu Polski. Po moim dyplomie mieliśmy zamieszkać już razem i mieć dziecko oraz świetlaną przyszłość. Byliśmy ze sobą bardzo zżyci ( w mojej i otoczenia opinii). Rozmawialiśmy ze sobą kilka razy dziennie przez telefon, na gg, wysyłaliśmy sobie maile, a w weekend opowiadali wszystko jeszcze raz osobiście. Na ostatnim moim roku miałam masę roboty z dyplomem, dodatkowo, co jest najokrutniejsze w sytuacji, która zaistniała, moja bardzo bliska krewna (którą kocham jak własną matkę) zachorowała na raka. Nie pojechałam na kilka wyjazdów z nim i jego znajomymi, bo albo byłam zajęta albo uczelnią albo szpitalem. I się zaczęło. Zwróciłam uwagę, że się zaczął zachowywać jak nie on, ale myślałam, że to stres albo zmęczenie. Opowiadał mi o takiej panience od siebie z uczelni, jak to ona mnie wielce podziwia, za znajomość języków, za wytrwałość itp. Taka biedna nimfa, którą trzeba było pocieszać, on był jej super kumplem. Ostatnie co by mi przyszło do głowy to, że moje super szczęśliwe życie legnie w gruzach z powodu zdrady i braku inteligencji mojego mężczyzny. Najpierw, więc byłam przez tę pannę podziwiana, potem ona była już podobna do mnie, a na sam koniec, o niebo lepsza. Wpadłam na to, że to nie stres tylko zdrada, kiedy pojechał z nią w góry zamiast zostać i spędzić czas ze mną. Pomyślałam sobie, że jestem debilką, że się nie kapnęłam wcześniej. W pierwszej chwili uznałam, że to koniec, a zaraz potem, że nie oddam za wszelką cenę drugiego związku. To był błąd. Zniosłam wszystko, a dodam, że ona jest wytrwałą zawodniczką. Nikt w całym moim życiu mnie tak nie poniżył. Oddałam mu wszystko. Przeniosłam się do niego, ja siedziałam obok niego, a on rozmawiał z nią. Nigdy nie przeczytałam o czym i telefonu też nie przeglądnęłam, bo to już byłby definitywny koniec (nawet ja to wiedziałam). Trwało to długo. Nie mogłam znaleźć pracy, ona powiedziała (dobra samarytanka), że ktoś tam od niej szuka kogoś na "kasę". Oczywiście powiedziałam nie (choć będąc bez pracy to jest nielogiczne), nie zdzierżyłabym już tak wielkiego upokorzenia, tym bardziej, że ukończyłam studia na polibudzie i to z wykładowym angielskim. Z resztą każda moja odpowiedź byłaby wykorzystana przeciwko mnie. Raz usłyszałam, że powinnam się od niej uczyć, bo ona wstaje o 8 rano (żeby dojechać na zajęcia z wioski zaraz za miastem – ok. 15 km, które się zaczynają o 12), myślałam, że umrę od razu, ale nie umarłam i znosiłam wszystko dalej. Zbliżył się koniec jego studiów (ona jest od niego z uczelni), powiedział jej, że kocha mnie itp., ale dalej zachowywał się katastrofalnie. Nie dał mi szansy powiedzieć co czuję, bo od razu się obrażał i groził mi, że on tego nie zniesie. A ona taka miła i wesoła. Mina mu zrzedła jak się nie chcący wydało, że on jeszcze nie zapiął spodni, a ona już jest miła dla jego kolegi. Jakoś się zaczęło układać. Było coraz lepiej. Zdecydowaliśmy się w końcu na dziecko. Ciąża była straszna i z problemami. Poród jeszcze gorszy. Utyłam prawie 25 kg. Mój syn ma już 9 miesięcy, a ja dalej 15 kg nadwagi. Czuję się fatalnie, wyglądam fatalnie i najgorsze, że już zużyłam wszystkie siły. Dotarło do mnie, że trzeba się było rozstać, a teraz już trochę na to za późno. Nie umiem normalnie funkcjonować, tym bardziej, że mój partner uważa, że nie należy zrywać żadnych kontaktów, czyli jeśli ona miałaby ochotę przyjść do nas do domu i zapoznać się z moim synkiem, to on otworzyłby by jej i serdecznie ugościł. Nie potrafię ocenić czy on się stara nas ratować, wydaje mi się, że tak średnio, że raczej wymusza to na mnie. A ja nie mogę patrzyć na siebie w lustrze, pomijam zrujnowane ciało po ciąży, nie mogę na siebie patrzeć, bo sama siebie tak potwornie poniżyłam i dałam poniżyć jemu. Dodatkowo sytuacja nie świadczy o jego inteligencji, skoro dał się wsiąść na bardzo tanie sztuczki. Był dla mnie bogiem, za którym w sekundzie skoczyłabym w ogień, a teraz jest już tylko zwykłym i pospolitym śmiertelnikiem. Na prawdę myślałam, że już wszystko jest w porządku, nie takie rzeczy ludzie przeżywają (ja sama przeżyłam już gorsze), ale tak nie jest, ona wraca do mnie jak bumerang. Zrujnuję swoją nowiutką rodzinę, a tego nie chcę. Nie chcę się też przyznać, bo to kolejne upokorzenie i to publiczne. Nie chcę, żeby on się czołgał przede mną i błagał o litość, nie potrzebuję potulnego psa, chcę z powrotem mojego mężczyznę. Jestem sama, i to sama u obcym mieście, pozrywałam kontakty z moimi przyjaciółmi. Jemu już nic nie powiem na ten temat, bo i tak to bez sensu, jestem od niego już i tak za bardzo uzależniona. Nawet nie mogę wyjść z domu, bo w domu próbuję pracować, więc dokąd niby bym miała bez niego iść. Nie mam się do kogo zwrócić. Nikogo już nie kocham nawet własnego syna, a nie po to go sprowadziłam na świat, żeby był niekochany przez własną matkę. Mam taką huśtawkę nastrojów, że nie wytrzymuję już sama ze sobą.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zazdrość, ciągła kontrola - jak to zmienić?

Mam 18 lat, mój chłopak jest ode mnie starszy o rok. Od 2 i pół roku jesteśmy razem... Byłoby cudownie, gdyby nie fakt, że jestem strasznie zazdrosna... Nie potrafię tego zmienić. Staram się, chociaż jest to bardzo trudne. Ciągle...

Mam 18 lat, mój chłopak jest ode mnie starszy o rok. Od 2 i pół roku jesteśmy razem... Byłoby cudownie, gdyby nie fakt, że jestem strasznie zazdrosna... Nie potrafię tego zmienić. Staram się, chociaż jest to bardzo trudne. Ciągle kontrolowałam Jego telefon, pocztę, różne portale. Teraz już tak nie jest. Mimo że w pewnym stopniu się zmieniłam nadal dręczy mnie ta zazdrość. Czuję, że może coś przede mną ukrywa i za wszelką cenę chcę Go złapać na jakimś gorącym uczynku. Zapewnia mnie, że niczego nie muszę się obawiać, że mnie nie zostawi i kocha, ale przez to jaki był wcześniej trudno jest mi w to uwierzyć. Na samym początku były momenty kiedy kłamał, ale przyznawał się do tego. Nie potrafię mu do końca zaufać. Jestem osobą, u której szybko można stracić zaufanie, a trudno je później odbudować. Jestem zazdrosna o jego kolegów, czasami wydaje mi się, że są dla niego ważniejsi. Największe kłótnie są właśnie wtedy, gdy pisze, że chce gdzieś z nimi wyjść. Boję się, że zrobi coś głupiego i ta myśl ciągle mnie dręczy. Boję się, że mogę go stracić. Ale teraz doszłam do wniosku, że przez moje postępowanie może do tego dojść. Nie wiem jak mam się zmienić. Co zrobić, żeby się nie zadręczać takimi myślami? To jest wyczerpujące dla mnie i dla mojego chłopaka również.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Zdradzona z narzeczoną, ją zdradził ze mną - zdradę się wybacza?

Witam, byłam w związku 3,5 roku, było ciężko, bo on był zdradzony, więc byłam jak najlepsza dla niego, pokochałam, uwielbiałam, byłam super dobra. Był zazdrosny, nie mogłam mieć kolegów, ciągle siedzieliśmy na necie, gg, skype, bo jest kierowcą...

Witam, byłam w związku 3,5 roku, było ciężko, bo on był zdradzony, więc byłam jak najlepsza dla niego, pokochałam, uwielbiałam, byłam super dobra. Był zazdrosny, nie mogłam mieć kolegów, ciągle siedzieliśmy na necie, gg, skype, bo jest kierowcą w firmie turystycznej, nota bene ojca firmie. Jest bogaty i to bardzo. Nigdy nie chciał ze mną fotek, zasłaniał się no, ale nie zmuszałam, poznał całą moją rodzinę, dalszą też, ludzi w pracach. Na postojach, na wycieczkach zawsze ze mną na skypie. Na noc, choć nie całą też był, ale zwykle to w tygodniu, bo w weekendy najwięcej wycieczek. Ok 1,5 roku mniej wszystkiego, bo zapracowany itp., mówił, że dobrze mu ze mną, ale nie chce się żenić. Dopiero w te wakacje powiedział, że wcale się nie będzie żenił i jego rodzice wiedzą o tym. Miał w zwyczaju drażnić mnie, że dziewczyna mu na coś tam nie pozwoli, albo żona itp., ale nie brałam tego na serio, bo nie chciał mnie przedstawić jak się śmiałam i dopytywałam. Często się na mnie obrażał o byle co, a ja musiałam przepraszać, ale kochałam go strasznie, choć rodzinie coraz mniej się to podobało, bo nigdy mnie nigdzie nie zabierał, wigilie na skypie spędziliśmy. Miesiąc temu cudem jakimś podjechałam do jego domu, bo adres znałam, ale on się nie spodziewał, poznałam jego mamę, ale strasznie się wściekł. Po tygodniu milczenia weszłam na jego gg (obydwa, drugie niby było jego taty), hasła cudem trafiłam i okazało się, że ze mną pisał z jakiegoś lipnego, nawet imienia mojego nie było tylko literki, a drugie było oficjalne i tam była jakaś dziewczyna w gwiazdkach. Zadzwoniłam, a ta, że jest jego narzeczoną. Okazało się, że pewna przewodniczka, o którą go już pytałam to jego dziewczyna od 5 lat, a w wakacje biorą ślub. Pytałam o nią kiedyś, ale nie przyznał się, twierdził, że jego rodzice wiedzą, że do mnie jeździ. W gg które znalazłam były i numery tel i moja mama zadzwoniła do jego matki i powiedziała wszystko, a tamta nic nie wiedziała, nawet nie wiedzieli, że do mnie jeździł, bo to zawsze z zegarkiem, dziewczyna na studiach, więc ze mną się widywał i skypował w tygodniu. Rozmawiałam z tą dziewczyną przez telefon, dużo jej opowiedziałam, nawet o seksie, ona wypytywała też, sama przyznała, że sporo szczegółów znam. Najpierw chciała żebym przyjechała i skonfrontowała to z nim, ale potem zmieniła zdanie. Pisała do mnie sms-y, żebym znaki szczególne na jego ciele podawała, co on ode mnie ma, a co ja od niego, a on mi prezentów prywatnych poza częściami samochodowymi mało dawał. Na gg pisałyśmy, niestety stwierdziła, że kopie archiwów gg i skypa mogłam sama napisać, ale do mnie przeczytać je przyjechać nie chciała. Fotek kilka jego u mnie jak się zasłaniał jej wysłałam, ale nie chciała oglądać. Okazało się, że ma dwa gg, dwa skypy, dwa telefony nawet. Potem już nawet rozmawiać nie chciała. Myślałam, że może on mnie poblokował, więc znalazłam nr tel do jej rodziców i zadzwoniłam i trafiłam na jej mamę. Z godzinę opowiadałam, a ona słuchała, też nie mogła uwierzyć, ale mówiłam gdzie pracuję, że może w każdej chwili przyjechać, ale nie chciała. Potem ta dziewczyna do mnie dzwoniła wściekła, że śmiałam jej mamie powiedzieć, że teraz wszyscy cierpią przeze mnie, że ten facet już dostał po głowie. Że nie wolno tak opowiadać wszystkiego rodzicom itp., że trzeba to samemu załatwić. Tak czy siak na tym się urwało, bo wg mnie jak jej napisałam tylko jeden facet jest winny. Ta dziewczyna, jak się okazało ,przejmuje z nim już firmę, piętro w domu już im przygotowali, na wakacje za granicę ją zabrał (jak wrócił to przyjechał do mnie), rodzinę jego poznała, ma 23 lata, on 30, jest jej pierwszym facetem. Mają auto wspólne, niektóre rzeczy, które mu dawałam lądowały u niej. No, ale w czasie tego wszystkiego razem byli na wycieczce, on uważa, że mi nic nie obiecywał więc o co mi chodzi. Dwa ni po tym wszystkim na gg znowu pojawiły się ich uszczęśliwione opisy, kochają się. Miał kupić żonie samochód (nie brałam tego tekstu na serio) a tu nagle przez trzy dni miała uszczęśliwione opisy radości z nowego auta, teraz dalej wyznania miłosne po arabsku, bo wakacje wspominają. Miłość kwitnie, do mnie się nie odezwał, nie wiem kim mnie nazwał, ale wiem, że wyparł się sypiania ze mną. Ona mu całkowicie wybaczyła, z opisów zaczynają życie. Mniej ze mną pisał i w ogóle, bo ona teraz częściej na wycieczkach, po studiach będą codziennie prawie razem. Ale wiem, że jakbym się nie dowiedziała to niedługo znowu by przyjechał i jeszcze jakiś czas by się to ciągnęło, bo podejrzewam ze odstawiłby mnie niedługo, bo po ślubie nie dałby rady tak. Ale nie mogę zrozumieć co takiego mógł jej po tym wszystkim naopowiadać, że ona mu już wybaczyła, to było 3,5 roku. Ja nie będę za nim jeździć, ale ona nawet skonfrontować tego nie chciała, a dałam jej mój adres, tel, gg, wie gdzie pracuję. Nie chce już nic wiedzieć. A on się wyparł. Nie rozumiem jak mogła tak szybko mu wybaczyć, już są w najlepszej komitywie i mnie to boli. Staram się nie zaglądać na komunikatory i do nich, bo jeszcze gorzej się czuję, ale czasem się łamię i trafiam na co lepsze teksty. Po takim czymś, tyle wiedziała, mogła poznać mnie osobiście, ale nie chciała i już jest ok. Dostanie auto, pewnie kolejne wycieczki będą, a po nim to spłynęło jak po psie. Nic go to nie obeszło, do mnie nie zagląda, nie kontaktuje się, nic - temu się nie dziwię. Drań taki, ale mu uszło płazem i ciężko mi z tym, że taki obrotny, a ja wierzyłam we wszystko, tyle kłamał w żywe oczy i dalej to robi. Szukam odpowiedzi czy to ja zwariowałam, że nie mogę uwierzyć, że tyle lat podwójnego życia i oni sobie coś takiego byli w stanie wybaczyć? Nie mogę uwierzyć, że tak można, mało jeszcze jej powiedziałam, ale potem nie chciała już nic czytać i słuchać, nie chce nic wiedzieć i uwierzyła jemu. W sumie jego kocha i jest dla niej dobry, ale czy to jest miłość? Jak teraz poradzić sobie ze świadomością, że tacy ludzie istnieją? Czy wybaczenie czegoś takiego ma sens? O ile to wybaczenie, bo już sama nie wiem czy ona mi uwierzyła, bo czegoś takiego się chyba nie wybacza? Jeszcze miesiąc nie minął od tego kiedy się dowiedziałam, a dwa dni po już facet miał wybaczone.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty