Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 0 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Depresja: Pytania do specjalistów

Czy istnieje jakiś złoty środek, aby odbić się od dna tej studni i poszybować w obłokach radości życia?

Dzień dobry, mam 26 lat, mieszkam z pracującą dziewczyną oraz kilkoma współlokatorami. Przeniosłem się do większego miasta z myślą, że znajdę tu kawałek własnej ziemi, na której mógłbym spełnić swoje ambicje. Jednak zderzenie z rzeczywistością okazało się bardzo bolesne. Od...

Dzień dobry, mam 26 lat, mieszkam z pracującą dziewczyną oraz kilkoma współlokatorami. Przeniosłem się do większego miasta z myślą, że znajdę tu kawałek własnej ziemi, na której mógłbym spełnić swoje ambicje. Jednak zderzenie z rzeczywistością okazało się bardzo bolesne.

Od dłuższego czasu nie mogę znaleźć pracy, mimo, że ukończyłem trzy szkoły wyższe i posiadam kilkuletnie doświadczenie na różnych stanowiskach. Nie chcę, nie mogę być zależny od kogokolwiek, a każdego dnia czuję rosnący garb na plecach. Ludzie zaczynają mnie męczyć, każda sytuacja zaczyna mnie denerwować i czuję, jakbym tracił kontrolę nad wszystkim co robię. Widok kolejnego "rekrutera" wywołuje u mnie niesmak, a widząc głupotę niektórych ludzi, którzy notabene pną się w górę i osiągają coś w życiu, dławi mnie, wywołując pogłębiający ból wewnętrzny.

Dawniej miałem siłę, wierzyłem, że mogę zmieniać wszystko, śmiałem się, radowałem każdą drobnostką i nie zważałem na potknięcia bo widziałem metę, do której musiałem dobiec. Koledzy zazdrościli mi mojego podejścia do świata, ludzi i otoczenia, dzisiaj jest zupełnie odwrotnie. Dlaczego, będąc ogromnie zdeterminowany, nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić? Każdego dnia obserwuję pogarszającą się sytuację w moim związku, a wszystko to przez pieniądze, które odległe są od mojej rzeczywistości.

Niejednokrotnie miałem myśli samobójcze, jednak wiem, że nie mógłbym, nie potrafiłbym się poddać. Nie mam wsparcia od rodziny, jak już wcześniej wspominałem, zaczynam tracić wsparcie ukochanej osoby, bo każdemu wydaje się, że "gdybyś chciał to byś miał", a to nie jest takie proste. Każdego dnia wstaję, czytam ogłoszenia, wysyłam podania, chodzę, pytam i wszędzie zastaję negatywne odpowiedzi... Śmiać mi się chce z tych wszystkich karierowiczów, którzy wyżej niż cztery litery swoje mają. Nie wiem jak mam opisać swój stan, ale czuję jak wszystko zaczyna mnie przerastać, że każdy dzień działa destruktywnie na moją psychikę, że nie widzę drogi ku lepszej przyszłości, a ta którą zastaje to odcienie czerwieni, odpychające żarem i spiekotą...

Boję się, że następne dni, tygodnie mogą całkiem zniszczyć moją osobę, mój charakter, mój związek, moje życie. Czy istnieje jakiś zloty środek, aby odbić się od dna tej studni i poszybować w obłokach radości życia?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mam depresję czy coś poważniejszego? Ciągle płaczę, obsesyjnie rozmyślam nad przyszłością, mam lęki

Jestem kobietą, mam 20 lat. Odkąd pamiętam jestem nadwrażliwą osobą. Już jako mała dziewczynka często chodziłam smutna, płakałam z byle powodu. Ogólnie rzecz biorąc mało się uśmiechałam, temu wszystkiemu towarzyszyło zamknięcie w sobie. Mniej więcej od 13. roku życia zaczęłam...

Jestem kobietą, mam 20 lat. Odkąd pamiętam jestem nadwrażliwą osobą. Już jako mała dziewczynka często chodziłam smutna, płakałam z byle powodu. Ogólnie rzecz biorąc mało się uśmiechałam, temu wszystkiemu towarzyszyło zamknięcie w sobie.

Mniej więcej od 13. roku życia zaczęłam myśleć, że nie chcę się już dłużej męczyć na tym świecie i zaczęłam myśleć o samobójstwie z tym, że nigdy do niego nie doszło (mimo trzymania w rękach cyrkla czy tabletek), ponieważ zawsze rozżalałam się nad samą sobą, to znaczy bałam się bólu i niewiadomej co po śmierci się ze mną stanie oraz świadomości, że ominą mnie wszystkie radości życia. Ale moja śmierć spowodowałaby, że stałabym się wreszcie dla innych ważna, choć na chwilę i nie miałabym już zmartwień i przykrości. Samobójstwo chodzi mi po głowie do dnia dzisiejszego z tym, że z różną częstotliwością - jest zależne od mojego nastroju.

Gdy miałam 16 lat rozwiedli się moi rodzice. W sumie dlatego też traktuje ich jakbyśmy się nie znali, nie rozmawiam z nimi inaczej niż z obcymi, nie znają mnie ani ja ich. Mimo wszystko bardzo przeżyłam rozwód i czułam się przez te lata, tj. 2006-2008, jakbym była chora psychicznie - występowały u mnie huśtawki nastrojów - raz nadmierna radość z niczego albo z jakiejś drobnostki, a raz wielka rozpacz ewentualnie stan pośredni, tj. zupełna obojętność na otoczenie i samą siebie (nieobecność), żadne sygnały z zewnątrz do mnie nie docierały.

Odkąd jestem na studiach z chłopakiem, który jest dla mnie wielkim wsparciem, jest lepiej. Dodam jeszcze, że z tym chłopakiem jestem od 4 lat, czyli właściwie od rozwodu rodziców, i to jemu zawdzięczam w dużej mierze to, że żyję (z nim były wyżej wspomniane radości życia). Obecnie, po krótkim polepszeniu, znowu depresja i codzienny płacz powrócił. W sumie u mnie te wahania nastroju nie są uregulowane, np. że 2 tyg. jest dobrze, a kolejne 2 depresja, ale jest to kwestia dni - np. 3 dni mam depresję, a np. 4 dni nie płaczę, czyli jest OK. I tak w kółko.

Mam też lęk przed ludźmi - najlepiej omijać wszystkich i siedzieć w domu, bo uważam, że ludzie wyzbyci są wrażliwości i że są wredni, wręcz cieszą się jak innym podwinie się noga, dlatego czuję wobec nich strach. A do tego mam niskie poczucie własnej wartości. Mimo że mam wspaniałego chłopaka to moja radość życia jest bardzo mała, oczywiście zależy to też od mojego nastroju, bo kiedy mam lepszy dzień wszystko jest piękne (co oznacza, że jest właściwe, dla mnie wystarczające do normalnego funkcjonowania) i marzę o tym, żeby już zawsze tak było, ale depresja jest silniejsza ode mnie i powraca.

Przypuszczam, że mam też lekką nerwicę i okaleczałam się, żeby zwrócić na siebie uwagę rodziców. Dodam jeszcze, że nigdy się na to nie leczyłam, ale byłam kilka razy u psychologa co mi nie pomogło. Bardzo proszę o pomoc, bo nie potrafię sobie z tym poradzić. Olga20

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Leki na depresję w ciąży

Witam. Niedawno psychiatra stwierdził u mnie depresję. Wkrótce po tym okazało się, że jestem w ciąży - musiałam przerwać kurację. Z dnia na dzień czuję się gorzej, z mężem w ogóle już normalnie nie rozmawiam tylko na niego krzyczę, to...

Witam. Niedawno psychiatra stwierdził u mnie depresję. Wkrótce po tym okazało się, że jestem w ciąży - musiałam przerwać kurację. Z dnia na dzień czuję się gorzej, z mężem w ogóle już normalnie nie rozmawiam tylko na niego krzyczę, to samo z synem, nie mam na nic ochoty, a na każdą próbę zmobilizowania mnie do jakieś aktywności reaguję płaczem lub krzykiem. W dodatku mam problem z zaakcpetowaniem kolejnej ciąży. Czy poza lekami istnieje jakiś skuteczny sposób walki z depresją?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Depresja czy dystymia?

Witam. Mój ciężki stan psychiczny ciągnie się odkąd pamiętam, jestem typowym typem depresyjnym: niskie poczucie własnej wartości, kłopoty ze spaniem, ciągły spadek wagi (bez diety), brak chęci do zwyklych czynności, kiepski nastój zaraz po otwarciu oczu… Kłopot w tym,...

Witam. Mój ciężki stan psychiczny ciągnie się odkąd pamiętam, jestem typowym typem depresyjnym: niskie poczucie własnej wartości, kłopoty ze spaniem, ciągły spadek wagi (bez diety), brak chęci do zwyklych czynności, kiepski nastój zaraz po otwarciu oczu… Kłopot w tym, że od ponad 2 lat mieszkam za granica (co też nie pomaga - brak znajomych, jedynie żona) i nie mam tu się do kogo zwrócić o pomoc. Niedługo będę w Polsce na tydzień i chciałbym poprosić psychiatrę o pomoc farmaceutyczną, niestety możliwa jest jedna sesja, góra dwie i muszę wracać za granicę. Czy mogę liczyć na tego typu pomoc, czy raczej musiałbym wcześniej przejść terapię, na która po prostu nie mam czasu? Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jeśli mam depresję, czy na moje dolegliwości pomoże ziołowy lek?

Witam. Mam 15 lat i od około 2 tygodni czuję się bardzo dziwnie. Miewam ataki lęku, czuję jakby działo się ze mną coś niedobrego, jakbym chorowała na jakąś chorobę psychiczną. Potrafię się normalnie śmiać, rozmawiać ze znajomymi, jednak często...

Witam. Mam 15 lat i od około 2 tygodni czuję się bardzo dziwnie. Miewam ataki lęku, czuję jakby działo się ze mną coś niedobrego, jakbym chorowała na jakąś chorobę psychiczną.

Potrafię się normalnie śmiać, rozmawiać ze znajomymi, jednak często miewam ataki lęku, paniki, wtedy wydaje mi się jakbym była w jakimś śnie. Nieraz idąc czuję się jakbym była pijana, mam wrażenie, że zaraz upadnę. Jestem ciągle słaba i chce mi się spać, miewam ataki płaczu. Z dnia na dzień czuję się coraz lepiej, jednak gdy tylko o tym pomyślę, panika powraca, nie wiem wtedy co mam ze sobą zrobić, paraliżuje mnie strach.

Czy jest to depresja czy może coś innego? Od kilku dni próbuję medytacji, czy ona mi pomoże? Mam zamiar od jutra zacząć przyjmować lek ziołowy. Czy on pomoże na moje dolegliwości? Proszę o odpowiedź, ponieważ nie wiem już co o tym wszystkim myśleć.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak poradzić sobie z uczuciem pustki w głowie?

Mam 27 lat. Mam uczucie takiej pustki w głowie, jakbym nie miała żadnych myśli - przez to unikam znajomych, bo nie mogę nawet normalnie rozmawiać. Czuję się z tym okropnie, straciłam pewność siebie i boję się normalnych sytuacji, takich nawet...

Mam 27 lat. Mam uczucie takiej pustki w głowie, jakbym nie miała żadnych myśli - przez to unikam znajomych, bo nie mogę nawet normalnie rozmawiać. Czuję się z tym okropnie, straciłam pewność siebie i boję się normalnych sytuacji, takich nawet jak jazda autobusem czy wyjście do sklepu. Unikam nawet spotkań z moimi przyjaciółmi, bo boję się żeby się nie zorientowali, że coś ze mną jest źle.

Nic mi się nie chcę i nic nie robię, o niczym nie marzę i nie mam planów na przyszłość. Dodatkowo wydaje mi się, że zapomniałam wszystko czego się do tej pory nauczyłam, niczego nie mogę sobie przypomnieć, niczego nie jestem pewna, a w głowie cisza. To straszne. Nie mogę tak żyć. Nie czuję się pewnie. Nie mam teraz pracy, chcę szukać, ale wydaje mi się, że się do niczego nie nadaję w takim stanie. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak mogę pomóc mężowi, który cierpi na depresję?

Witam. Mój mąż choruje od 10 lat na… no właśnie, na co? Cały czas był leczony lekami psychotropowymi - stwierdzono schizofrenię. Mąż po próbie samobójczej trafił do szpitala z chorobami psychicznymi i tam lekarz powiedział mi, że mąż był źle...

Witam. Mój mąż choruje od 10 lat na… no właśnie, na co? Cały czas był leczony lekami psychotropowymi - stwierdzono schizofrenię. Mąż po próbie samobójczej trafił do szpitala z chorobami psychicznymi i tam lekarz powiedział mi, że mąż był źle leczony, ma depresję a nie schizofrenię!

Nie wiem jak rozmawiać z mężem, brakuje mi już argumentów, które bym mogła mówić, aby mąż odnalazł sens życia. Twierdzi że wszystko zepsuł, wszystkich krzywdzi i że jest złym człowiekiem co jest nieprawdą. Jak mu pomóc, aby uwierzył, że jest bardzo wartościowym człowiekiem i mógł walczyć o zdrowie, jak z Nim rozmawiać? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Rodzice się rozwodzą, a ja się tnę i z niczym już sobie nie radzę. Jak to zmienić?

No więc mam 14 lat i stwierdzoną depresję. Biorę leki, które przydzielił mi psychiatra, ale nic nie dają, więc słabo. Moi rodzice są wieśniakami, rozwodzą się, ostatnio nawet się pobili. Nie mam kompletnie siły na nic. Nienawidzę siebie i...

No więc mam 14 lat i stwierdzoną depresję. Biorę leki, które przydzielił mi psychiatra, ale nic nie dają, więc słabo. Moi rodzice są wieśniakami, rozwodzą się, ostatnio nawet się pobili. Nie mam kompletnie siły na nic.

Nienawidzę siebie i swojej twarzy. Kiedy pierwszy raz się pocięłam poczułam się lepiej. Kiedyś nie wytrzymałam i powiedziałam wszystko siostrze, więc zaczęli mówić, że wszytko będzie OK itp., ale nic nie wychodzi. Leki nic nie dają, psycholog był bardziej szalony niż ja. Teraz walczę ze sobą żeby się nie pociąć (ostatnio robię to wciskając ostrze od temperówki jak najgłębiej i rozcinając w nadgarstku aby czuć jak największy ból, aż zacznę płakać). Nienawidzę siebie, swojej twarzy i swojego ciała.

Potrzebuję pomocy, bo nie wiem co już robić. Wielokrotnie łykałam mnóstwo tabletek, ale za słabo najwyraźniej, bo tylko mdlałam i budziłam się po jakimś czasie. Chciałabym już nigdy nie wychodzić z domu, albo żyć tak, żebym mogła obserwować innych, ale nikt nie widział mnie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc bratu, który próbował popełnić samobójstwo?

Sytuacja mojego brata jest bardzo trudna i skomplikowana. Brat jest jeszcze bardzo młody, bo ma 24 lata, ale przy tym jest bardzo naiwny, a koledzy mają na niego przeogromny wpływ. Zacznę od początku. Kilka lat temu brat miał problemy w...

Sytuacja mojego brata jest bardzo trudna i skomplikowana. Brat jest jeszcze bardzo młody, bo ma 24 lata, ale przy tym jest bardzo naiwny, a koledzy mają na niego przeogromny wpływ. Zacznę od początku.

Kilka lat temu brat miał problemy w szkole, potem ze znalezieniem pracy, więc uciekł się do narkotyków (brał je i handlował). Narobił sobie przez to mnóstwo długów i wrogów. Rodzicom udało się mu jakoś pomóc i spłacili te długi (jeszcze wtedy byli w dobrej kondycji finansowej). Jakiś czas później mama wyjechała do Szkocji (za pieniądzem) a brat znalazł dziewczynę i wszystko zaczęło się układać, pobrali się i mają cudownego synka. Oczywiście miewali problemy, jak każda para, ale największym oczywiście były pieniądze. Brat przyjechał do nas do Szkocji 2 razy na kilka miesięcy, ale za bardzo tęsknił za żoną i synkiem więc wrócił. Mama też wróciła do Polski.

Po 4 miesiącach poszukiwań pracy jakoś ją znalazła, ale tylko na pół etatu. Brat też długo szukał pracy i długi znowu zaczęły rosnąć. Chwilkę jeszcze mieszkali z moimi rodzicami i wyprowadzili się na wieś do babci żony brata. Zaczęło się poprawiać póki brat miał pracę. Kiedy ją stracił znowu wrócił do handlu narkotykami i teraz znowu mają długi. Jego żona na razie jest na stażu w sklepie spożywczym, więc nie ma zbyt dużych pieniędzy. Każdy stara się pomóc jak tylko może rodzice, dziadkowie, żeby dziecku niczego nie brakowało. To są młodzi ludzie i trzeba im pomóc, bo planują się rozwieźć, a to nie jest dobre rozwiązanie dla nikogo.

Brat nigdy nie był odporny psychicznie i bardzo często popadał w różnego rodzaju "doły". Do psychologa nie chciał jednak pójść po pomoc. Teraz, dwa dni temu, próbował popełnić samobójstwo połykając pół reklamówki leków, doczołgał się do domu po kluczyki do samochodu i chciał się rozbić samochodem. Rodzice wynieśli go na górę do domu. Na szczęście organizm brata zaczął się buntować i brat wymiotował, a wszystko skończyło się dobrze. Teraz brat jest bardzo słaby, nie ma siły na wstanie z łóżka, boli go serce, ale niestety nadal myśli o kolejne próbie, bo nie widzi sensu życia.

Nie wiem czy żona wie co próbował zrobić, bo moja mama niewiele mi mówi nie chcąc mnie martwić. Do dzisiaj byłam nieświadoma wszystkiego póki nie zadzwoniłam do domu jak codziennie, żeby porozmawiać z mamą (tylko taki kontakt nam pozostaje, bo ja nadal jestem w Szkocji razem z siostrą), ale odebrał brat i wszystko mi powiedział. Gdybym wiedziała jakoś próbowałabym pomóc, chociażby finansowo, choć wiem, że pieniądze to nie wszytko.

Brat nie jest złym chłopakiem - jest bardzo inteligentny i mógłby wiele osiągnąć jakby chciał, jego problemem jest to, że nie wierzy w siebie, i cały czas żyje w świadomości, że jest czarną owcą w rodzinie i że zawsze tylko sprawiał problemy, bo ma ciągłego pecha. Tak sobie powtarza mimo iż nikt mu tak nie mówi. Proszę pomóżcie, bo kocham brata i moją rodzinę, nie chcę żeby się stała tragedia. Mama nie wie co robić, a tato też nie pomaga twierdząc, że to są skutki bezstresowego wychowania brata. Fakt - mama popełniła błąd, pozwalając mu praktycznie na wszystko kiedy brat się buntował, ale teraz tego nie da się cofnąć, a trzeba coś zrobić żeby mu pomóc.

Mama obawia się, że pomoc psychologa dużo kosztuje, a oni nie mają pieniędzy sami spłacają kredyty. Ale to już inna historia i też niełatwa dla rodziców. Proszę od pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy męczy mnie depresja?

Mam 18 lat, mieszkam w małym mieście, już w podstawówce byłam dla wszystkich wsparciem, takim nadwornym psychologiem, czasem nawet psychiatrą. Moi przyjaciele i znajomi nie należą do najprostszych przypadków, są wśród nich zdiagnozowane depresje, lęki, jedna osoba cierpi na...

Mam 18 lat, mieszkam w małym mieście, już w podstawówce byłam dla wszystkich wsparciem, takim nadwornym psychologiem, czasem nawet psychiatrą. Moi przyjaciele i znajomi nie należą do najprostszych przypadków, są wśród nich zdiagnozowane depresje, lęki, jedna osoba cierpi na bulimię inna przez dłuższy czas miała problem z anoreksją, poza tym rodziny pijackie - przemoc i złamane serca.

Zawsze mówili, że mi zazdroszczą rodziny jednak mi też łatwo nie jest - wobec nich stosowana jest i była przemoc fizyczna, a ja męczyłam się z przemocą psychiczną w domu, mimo wszystko zawsze byłam tą jedyną osobą, do której wszyscy mogli się zwrócić, każdy wiedział, że na mnie może liczyć, a ja każdego ratowałam, nie zależnie od sytuacji. Jednocześnie zawsze wiedziałam, że nie mogę się poddać, załamać, muszę być silna, bo oni mnie potrzebują.

Zawsze myślałam o tym żeby iść na psychologię, zawsze to lubiłam. Lubię pomagać. To pewnie kwestia tego, że człowiek czuje się potrzebny. Już w podstawówce pomagałam znajomym, zawsze mogli przyjść, zapytać o coś, zawsze po prostu im odpowiadałam, byłam dla wszystkich kumplem, a jednocześnie człowiekiem pomijanym. Zawsze byłam typem obserwatora, filozofa, który obserwując otaczający świat dochodzi do wniosków i radzi ludziom.

Wtedy zrozumiałam czym tak naprawdę kieruje się świat, zobaczyłam o co tak naprawdę chodzi i stwierdziłam że nic nie ma sensu - wtedy zaczęłam czuć smutek. Zauważyłam, że nie czuję nic oprócz smutku, tęsknoty, a miłość to były negatywne uczucia, gdy pomyślałam, że kogoś mogę stracić. To było naprawdę dziwne. W gimnazjum miałam już lepszą pozycję - nauczyłam się bronić. Nadal byłam cichym mędrcem, do którego każdy może przyjść po radę - to był okres wzlotów i upadków, wtedy dwa razy pod wpływem silnych emocji pocharatałam się, tylko paru przyjaciół o tym wiedziało.

Ostatnio doszłam do wniosku że są dwa typy "samobójców" żyjący - potrafią się pociąć żeby oznajmić swój ból i na tym koniec oraz prawdziwi - nic nie robią nic nie udowadniają, oni zwyczajnie w odpowiedniej chwili umierają – stwierdziłam, że należę do nich. W gimnazjum zaczęłam czuć, że tak naprawdę nie jestem niezniszczalna, zaczęły towarzyszyć mi nowe uczucia, i jakby zaczęłam czuć miłość oraz tęsknotę za miłością, za samym uczuciem.

Zagłębiałam się w sobie, popadałam w ruinę, ale ludzie widzieli, że jestem wesoła i nadal pomagam - "oni mnie potrzebują muszę trwać". W tym czasie maiłam dwa napady lękowe, przerażające, na samą myśl aż mnie skręca. Przez całe życie przybieram zbroję, która pozoruje, że jestem silna i niezniszczalna, nieliczni tak naprawdę mnie poznali - teraz oni mnie wspierają tak jak kiedyś ja ich, oni wiedzą jaka jestem i że to wszystko to tylko gra. To nasz mały spisek.

W liceum zaczęła się standardowa niechęć do mnie ze strony wszystkich, zawsze byłam dziwnym człowiekiem, nie umiem gadać i żyć z tymi "normalnymi" jestem czarnym potworem, który rozkręca pogo na koncertach :), tym czarnym stworem, postrachem pozerstwa, który wygląda groźnie, cicho siedzi a i tak wszyscy za mną idą i czekają na moja decyzję. Nie wiem o co właściwie chodzi, jednak zawsze mam wysoką pozycję mimo milczenia :). Liceum - cała klasa przeciwko mnie, ludzie dziwnie patrzą, nauczyciele właściwie nie tykają, nowa szkoła, kompletnie inni ludzie - radzę sobie nawet nieźle, chociaż psychika powoli mi siada.

Wtedy znienawidziłam szkołę, śniły mi się koszmary, bałam się tam chodzić, a poza tym nastał jakiś dziwny czas - popadałam w głąb siebie, miałam dziwne wizje, czułam, że szczęście nie mogło nigdy istnieć, że pozytywne uczucia są tak odległe, że aż nierealne, nie istnieją, nie zaistnieją, po prostu pustka. Czułam tylko niechęć do świata, czułam, że najprościej jest przestać istnieć, ale i to zdaje się być banalne, więc zostaje stan nieobecności, głębszy, bardziej nieobecny, abstrakcyjny, nierealny, nieodczuwalny, niedotykalny i nieokreślony od stanu nie istnienia.

To zdaje się być tak odległe, a jednocześnie tak realne - bach! - kulka w łeb i koniec – szybkie, trwałe, nieodwracalne, wykonalne i tak kurews*o piękne, że aż staje się odległe... Otwieram oczy i widzę ponure, małe PRL-owskie miasto bez perspektyw. Ja! Artysta! Człowiek z tak wielką wyobraźnią, że można by nią obdzielić wszystkich niedowiarków, tak wielką, że pływam w jej bezkesie w każdej wolnej chwili, czasem tracąc świadomość. Budzę się i przeklinam każdą minutę, z którą popadam w przepaść. Poniosło mnie :).

Wtedy zaczęły się moje spóźnienia, nie przychodziłam na pierwsze godziny, bo nie miałam siły. Po prostu każdy ruch wydawał mi się potwornie ciężki, ciągle do wszystkiego się zmuszałam, jednocześnie byłam psychologiem dla wszystkich - to dziwne, że dawałam radę, trzeba jednak przyznać, że zawsze potrafiłam złapać dystans. Jednocześnie z czasem zaczęłam czuć nic - zero szczęścia, pełno nieszczęścia - nic kompletnie, oprócz nieszczęścia, na które nie mam siły - tak to wyglądało. Wtedy miałam dystans do wszystkiego. W międzyczasie czułam się źle ze sobą i jak zawsze - jako osoba niedoceniona - czułam się źle ze względu na fakt, iż ludzie mnie nie doceniali.

Trzeba pamiętać, że to są sprawy tylko zewnętrzno- wewnętrzne, jeszcze jest rodzina. Matka zawsze mi gadała dziwne rzeczy, potrafi rozpamiętywać z tymi samymi emocjami problem sprzed paru lat. Wiem, że wtedy było ciężko, ale czemu muszę o tym kolejny raz słuchać? Poza tym mój brat ciągle coś odwalał, a cały opieprz zbierał się mnie, a cale jej gadanie kończyło się na tym, że nie warto mieć dzieci. Ojciec właściwie to cały czas pracuje i nie umie ze mną rozmawiać.

Ostatecznie rzecz biorąc: szkoła - wszyscy przeciwko mnie, przyjaciele - wszyscy maja problemy, dom - słuchanie wyrzutów o wszystko. Ostatecznie miałam tylko jedną przyjaciółkę, której się zwierzałam, ale i tak wiedziałam, że ona nie rozumie tego, co do niej mówię - od zawsze byłam świadoma tego, że nie warto nikomu nic mówić, bo wszyscy są dużo prostsi i nie zrozumieją - do tego doszłam w podstawówce, dlatego nikomu się nie zwierzałam, byłam zamkniętym, zastraszonym dzieckiem.

Całość emocji wybuchła przed maturą. Tak jak przez te wszystkie lata byłam przekonana, że zły, gorszy humor jest dla mnie nieodpowiedni, bo przecież to słabość, a ja muszę innych ratować i dawać sobie radę z resztą świata, tak w tej chwili wszystko pękło i zrozumiałam, że to może być depresja i że jest we mnie od wielu lat… Teraz znowu powraca coś, co kiedyś nazywałam stanami depresyjnymi. To straszne, bo mam iść na studia - nie wiem, czy sobie poradzę. Dodatkowo jest jeszcze parę dziwnych opcji, o których nie chcę tu pisać.

Nie wiem czy powinnam o tym wspominać - mama kiedyś chciała mnie wysłać do psychologa, ale jak to się śmiejemy, nie chcemy, żeby stwierdził u mnie schizofrenię. Czy wierzycie w duchy i zjawiska paranormalne? Czy męczy mnie depresja? Czym to tak naprawdę jest? Co się ze mną działo/dzieje?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy bez wiedzy opiekuna prawnego mogę iść do psychologa, uczestniczyć w terapii i przyjmować leki?

Jestem 15-letnim uczniem. Od około pół roku mam objawy depresji, stopniowo nasilające się. Ostatnie nasilenie objawów depresyjnych skłoniło mnie do poszukania informacji na ten temat. Robiłem sobie także wielokrotnie różnorakie internetowe testy by określić, czy mam prawidłowe objawy. W każdym...

Jestem 15-letnim uczniem. Od około pół roku mam objawy depresji, stopniowo nasilające się. Ostatnie nasilenie objawów depresyjnych skłoniło mnie do poszukania informacji na ten temat. Robiłem sobie także wielokrotnie różnorakie internetowe testy by określić, czy mam prawidłowe objawy. W każdym z testów wynik wyszedł podobny - mówił, iż mam depresję i\lub powinienem skontaktować się z psychiatrą.

Niestety, posiadam rodziców, którzy nie tylko wyśmiali by mnie, ale też nałożyli dodatkowe obowiązki żebym "nie miał czasu na głupoty". Jednakże z tego powodu, iż objawy nasilają się a ja mam coraz większe problemy postanowiłem, że muszę w jakiś sposób zacząć sobie pomagać, gdyż nie mogę wytrzymać mojego stanu psychicznego. Czy bez wiedzy opiekuna prawnego mogę iść do psychologa, uczestniczyć w terapii i przyjmować leki?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Wszystko jest bez sensu, nie mam kolegów, nie chcę żyć… Co robić?

Witam. Mam 16 lat. Chciałem napisać o tym, bo mnie to dręczy, a nawet nie mam z kim pogadać. Myślę, że wpadłem w jakąś depresję i w ogóle cieżko mi. Myślę czasem żeby się zabić, ale dochodzę do wniosku, że...

Witam. Mam 16 lat. Chciałem napisać o tym, bo mnie to dręczy, a nawet nie mam z kim pogadać. Myślę, że wpadłem w jakąś depresję i w ogóle cieżko mi. Myślę czasem żeby się zabić, ale dochodzę do wniosku, że chciałbym żyć, ale nie tak - jeśli bym sie zabił, co by zrobiła moja rodzina? Jak to jest? Bez świadomości nawet nie będę sobie zdawać sprawy, że moje problemy i ja nie istnieją, więc jaki sens w tym? Myślę, myślę i wiem, że nic nie poradzę.

Nie mam kolegów, praktycznie nigdy nie miałem. Zawsze sam. Mam jednego kumpla, ale on jest inny - nie rozumie mnie, czasem mi się wydaje, że ma mnie gdzieś, zresztą jak wszyscy. Szczerze nie miałem nawet nigdy dziewczyny, bo nie leciały na mnie, a ja się nie interesowałem - teraz gdybym chciał, nie potrafię nawet z nimi rozmawiać :/. Ciągle się boję zmian. Teraz zacząłem chodzić do nowej szkoły - boję się, że będzie tak jak w poprzednich, czyli zero kumpli, obgadywanie mnie, żarty ze mnie, np. że stoję i podpieram ścianę. Nie raz stres był tak wielki, że stałem i siedziałem w klasie, na korytarzu i nic nie gadałem. Jak słup jakiś. Nie cierpię tego! Czuję się jak śmieć. Czy coś im robię siedząc sobie cicho?! Chciałbym się nie urodzić nigdy - tylko przypał sobie robię w szkołach... Boję się ludzi, boję się, że coś palnę itd. Cicho więc jestem. Mówię, kiedy trzeba. Nie uczę się, mam same jedynki, nie wiem jak zdawałem w ogóle. Wszędzie w szkołach tylko wrogość, agresja i niezrozumienie.

Chciałbym nie chodzić do szkoły nigdy, zawsze było źle w kontaktach z innymi, ale teraz to mam ochotę się zaćpać na śmierć albo uchlać. Paliłem marihuanę, ciągle jakichś dragów szukam - nic to nie pomoże, wiem, ale co ja mam zrobić żeby sie przełamać i uśmiechnąć jak się cała klasa śmieje? Ja nie potrafię… Help :/

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Czuję się nikomu niepotrzebna, zbędna - jak sobie z tym poradzić?

Witam. Mam 26 lat jestem żoną i mamą trójki dzieci. Od pół roku mój mąż pracuje 300 km od domu, widzimy się raz na 2-3 tygodnie, siedzę sama w domu całymi dniami z nikim praktycznie nie rozmawiając, poza dziećmi, bo...

Witam. Mam 26 lat jestem żoną i mamą trójki dzieci. Od pół roku mój mąż pracuje 300 km od domu, widzimy się raz na 2-3 tygodnie, siedzę sama w domu całymi dniami z nikim praktycznie nie rozmawiając, poza dziećmi, bo rok temu przeprowadziliśmy się do Niemiec, a ja niestety nie znam niemieckiego. Kontakt z mężem mam tylko esemesowy lub przez gg, wszystko jest na mojej głowie - dom, dzieci, rachunki i wszystko inne…

Jest mi strasznie ciężko, zaczynam wariować, mam ciągłe wrażenie, że mąż kogoś ma, że niedługo powie mi, że już nie chce ze mną być. Strasznie za nim tęsknię. Do tego jak ze sobą rozmawiamy to on powie dwa słowa i to tyle on się nagadał i nie ma o czym rozmawiać, gdy jest w domu spędza dnie przed telewizorem, a to tylko 2 dni jak jest w domu. Do tego jest jeszcze sprawa mojej rodziny, a konkretnie sióstr - nie utrzymujemy praktycznie żadnych kontaktów. Im byłoby łatwiej do mnie przyjechać, bo mają samochody, a ja niestety nie mam, a innego sposobu na dojazd nie ma, ale one nigdy nie mają czasu dla mnie, nawet trudno im odpisać na głupiego esemesa, mają czas na koleżanki i inne sprawy, ale nie maja czasu odwiedzić mnie, chociaż dzieli nas tylko 30 km… Strasznie mnie to boli, bo bardzo je kocham i czuję ogromną potrzebę kontaktu z rodziną. Zasadniczo to wszysko składa się w jedną całość i czuję się nikomu niepotrzebna, jak zbędny balast w rodzinie, chociaż chyba nikomu nic złego nie zrobiłam.

Całymi dniami nic tylko płaczę, nie mam na nic ochoty, zaczęłam zaniedbywać obowiązki domowe - już mi się po prostu nie chce. Mam ochotę zniknąć z tego świata, ale nie potrafię tego zrobić ze względu na dzieci. Poza tym mam już jedną próbę samobójczą za sobą (w wieku 15 lat), niestety nieudaną. Proszę, nich ktoś mi powie, co mam ze sobą zrobić. SMUTNA.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego czuję tylko pustkę?

Mam 13 lat, niemalże 14. Wiem, że to mało. Moje problemy zaczęły się w zeszłym roku, między innymi cięcie się. Skończyło się próbą samobójczą 28 stycznia, wtedy to się skończyło i miałam jakieś 2-3 miesiące przerwy. Było dobrze. Na...

Mam 13 lat, niemalże 14. Wiem, że to mało. Moje problemy zaczęły się w zeszłym roku, między innymi cięcie się. Skończyło się próbą samobójczą 28 stycznia, wtedy to się skończyło i miałam jakieś 2-3 miesiące przerwy. Było dobrze.

Na wiosnę zaczęłam mieć kompleksy z powodu swojego ciała. Na początku wakacji zaczęłam wywoływać wymioty - chudłam, tyłam, tak na zmianę. Moja mama - jedyna osoba, której mogłam się wygadać, wyjechała na 6 tygodni do Anglii. Wiele dni spędzałam leżąc na łóżku, płacząc. Tęskniłam za nią, byłam bardzo przygnębiona. Wizyty u umierającego dziadka nie poprawiały sytuacji, śmierć prababci też nie. Tata nic nie widział, nie zdawał sobie sprawy z mojego stanu.

Nadszedł wyczekiwany dzień, w którym wróciła moja mama. Cieszyłam się pierwsze 3 dni, bo potem stała się dziwnie obmierzła, już nie obchodziły jej moje problemy, mój nastrój. Takie miałam wrażenie. Jeszcze przed jej wyjazdem planowałyśmy wizytę u psychiatry, teraz wszystko ucichło. 2 dni temu wyjechała na tydzień, a ja na początku roku szkolnego zerwałam kontakt ze wszystkimi znajomymi, z wyjątkiem Martyny, koleżanki z klasy i Kamila, internetowego przyjaciela.

Już 2 tygodnie brak mi chęci do czegokolwiek. Jeśli już coś odczuwam, to tylko lekkie zirytowanie zachowaniem osób z mojej klasy, bardzo rzadko z resztą. Czuję się niesamowicie pusta, zastanawiam się, dlaczego.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nic nie sprawia mi radości. Czy to depresja?

Jestem ostatnio taka apatyczna, obojętna na krzywdę innych, a zaledwie 3 miesiące temu byłam bardzo wrażliwa i współczująca, teraz nie czuję nic. Mam strasznie zatwardziałe serce, do tego 3 tygodnie temu nie miałam siły wstać z łóżka, leżałam sporą częsć...

Jestem ostatnio taka apatyczna, obojętna na krzywdę innych, a zaledwie 3 miesiące temu byłam bardzo wrażliwa i współczująca, teraz nie czuję nic. Mam strasznie zatwardziałe serce, do tego 3 tygodnie temu nie miałam siły wstać z łóżka, leżałam sporą częsć tego czasu, nawet dzień i noc.Rodzina i znajomi próbowali mnie zmotywować do spotkań, rozmów - rezultat był taki, że trochę się otworzyłam, a teraz znow zamykam się w sobie.

Bez sensu jest to wszystko. Nie chce mi się żyć. Nie potrafię odnaleźć w sobie tej osoby, uśmiechniętej, pełnej entuzjazmu, jaką byłam 3 miesiące temu. Nic nie sprawia mi przyjemności. Zrobiłam test na depresję i zaznaczyłam wszystkie odp. d... Jestem studentką, mam 21lat, a nie mam ochoty wyjść do ludzi ani iść na studia, a już zaczynam teraz 3 rok. Nie poradzę sobie z takim nastrojem. Do tego mam pewne zaburzenia hormonalne i choruję na PCO - przez 3 miesiące brałam lek, który wpływał na moją psychikę. Od lutego do maja zażywałam ten lek i histeryzowałam. Po tym czasie go odstawiłam i wtedy, w czerwcu, wróciłam do siebie, a teraz znów…

Kiedyś też cierpiałam na epilepsję i wyleczyłam się. Teraz nie wysypiam się - od 3 tyg. prawie w ogóle nie śpię, myślę pesymistycznie o wszystkim, nie mam odwagi nawet popełnić samobójstwa, ale nie mam też motywacji, by rozpocząć moje życie od nowa. Męczę się z tym wszystkim. Kocha mnie pewien chłopak, którego uczucia parę miesięcy temu odwzajemniałam, ale teraz nie czuję nic. Męczące to jest i skomplikowane. Żadne zajecie nie sprawia mi radości. Co mam robić dalej? Nie mam siły na nic. Proszę o pomoc. Przepraszam za chaotyczną wypowiedź - nawet nie wiem jak to wszystko opisać co czuję:/.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Mam depresję i nie mogę wyjść z domu, a muszę przecież zacząć naukę - co robić?

Dzień dobry :). Proszę o pomoc, gdyż sama już nie mogę sobie poradzić. Nazywam się Małgosia i mam 14 lat. Od maja choruję na depresję, zażywam leki o sierpnia. Są to małe dawki leku. Moimi objawami depresji są: zawroty...

Dzień dobry :). Proszę o pomoc, gdyż sama już nie mogę sobie poradzić. Nazywam się Małgosia i mam 14 lat. Od maja choruję na depresję, zażywam leki o sierpnia. Są to małe dawki leku.

Moimi objawami depresji są: zawroty głowy, drgawki, bóle głowy, wrażenie, że wyszłam z własnego ciała i wydaje mi się jakbym patrzała przez grube szkło. Gdy tylko wyjdę na dwór - od razu mdleję, całe wakacje spędziłam w domu, ale to nie jest aż dla mnie takie ważne - ważne jest dla mnie chodzenie do szkoły i nauka, lecz wrzesień już się rozpoczął, a ja ani razu nie byłam w szkole, bo się po prostu boję wyjść na dwór, boję się, że za chwilę upadnę, wszyscy mnie podrapią i nikt nie podniesie.

Nie mam wiary w siebie, brak nadziei na lepsze jutro. Leki biorę od czterech tygodni i nic mi w ogóle nie pomagają. Co robić? Przecież ja muszę zacząć naukę!

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Dotyczy: Neurologia Depresja

Jestem ciągle senna, drażliwa i mam lęki - co z tym zrobić?

Od 5 miesięcy nie mam chęci wychodzić z domu. Żeby nie praca to nie wstwałabym z łóżka, jak mam wolne to śpię cały dzień. Krzyczę na córkę i kłócę się z mężem, nie raz mam chęć im przyłożyć tym, co...

Od 5 miesięcy nie mam chęci wychodzić z domu. Żeby nie praca to nie wstwałabym z łóżka, jak mam wolne to śpię cały dzień. Krzyczę na córkę i kłócę się z mężem, nie raz mam chęć im przyłożyć tym, co mam pod ręką. Wszystko mnie drażani.

Jak jadę do pracy to cały czas wydaje mi się, że ktoś za mną jedzie lub idzie. Mąż musi po mnie wyjść jak wracam po zmroku, bo się boję po pracy wrócić sama do domu. Nie mam siły na to wszystko i mam dość. Proszę mi powiedzieć: co mam zrobić? 2 lata temu miałam załamanie nerwowe i leczyłam się na depresję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wydaje mi się, że mam dziury w świadomości. Skąd to się bierze?

Ponoć nie można o niczym nie myśleć, a mnie się chyba udaje - wbrew mojej woli. Kiedyś nienawidziłem, gdy nie potrafiłem się uwolnić od jakichś myśli, najczęściej negatywnych. Teraz w sytuacjach kryzysowych czuję pustkę w głowie, nie potrafię się skoncentrować,...

Ponoć nie można o niczym nie myśleć, a mnie się chyba udaje - wbrew mojej woli. Kiedyś nienawidziłem, gdy nie potrafiłem się uwolnić od jakichś myśli, najczęściej negatywnych. Teraz w sytuacjach kryzysowych czuję pustkę w głowie, nie potrafię się skoncentrować, żeby cokolwiek powiedzieć, nie myślę, nawet nie wiem o czym mam myśleć. Czy to jeszcze jest depresja czy już gorzej? Czy może mój jakiś mechanizm obronny przed depresją?

Skutkiem jest to, że coraz bardziej się czuję "wyczyszczony'' z jakichkolwiek uczuć i obojętny na wszystko. Boję się, że kiedyś nie będzie mi się chciało skręcić na zakręcie, jadąc samochodem. A muszę coś ze sobą zrobić, bo mam dwóch synów, których nie mogę zostawić, bo są dla mnie wszystkim... Proszę mi tylko nie pisać, że mam się udać do psychiatry, bo i tak nie będę wiedział co mu powiedzieć, z resztą kiedyś chodzilem i poza tym, że terapeutka wypytała mnie o najdrobniejsze szczegóły mojego dzieciństwa i przepisała psychotropy nie dowiedziałem, się nic ciekawego. No chyba, że zostawiłbym cały swój majątek na wizyty, bo do tego chyba dążą wszyscy lekarze.

Dla pełni obrazu mojej beznadziejnej sytuacji muszę dodać, że żyję w toksycznym związku - małżeństwie, które chyba nie miałoby racji bytu, gdyby nie dzieci - to mnie dobija. Nie mam siły podołać "temperamentnej'' żonie, która chyba potrzebuje kłótni dla własnej satysfakcji, bo ma do mnie pretensje o coraz bardziej kretyńskie sprawy. A ja nie potrafię się już bronić i czuje się jak dziecko. Boję się, że kiedyś nie wytrzymam i zrobię coś złego w afekcie. Bo nawet gdy zdobędę się i wykrzesam coś z moje pustawej głowy, mam kontratak, zanim skończę zdanie. Czy da się ratować ten związek - coraz bardziej wątpię, a zakończyć go raczej nie mam możliwości, bo nie wyrzucę przecież żony z domu nigdy - prędzej sam bym odszedł, poza tym ma w nim wkład finansowy, a ten dom jest wszystkim co mam, co więcej w tym domu prowadzę działalność gospodarczą, pozwalającą mi utrzymać rodzinę, bez luksusów, ale dzieciom niczego nie brakuje i żona nie musi pracować, co jest w tej chwili też problemem... Dzięki niej też mogę spędzać z dziećmi więcej czasu niż 99 procent ojców.

Wczoraj w końcu coś mi się odblokowało i przy kolejnej kłótni o to , że żona "musi'' gnić w domu już 6 lat z dziećmi, podczas gdy ja spełniam swoje marzenia i ambicje udało mi się bez zająknięcia wycedzić, że "cała ta moja ambicja męczy mnie od co najmniej 17 lat życia, gdy obserwowałem, jak moja matka wyniszcza się w pracy po 16 godzin po to tylko, żeby mój ojciec mógł przepić więcej pieniędzy niż zarabiał, bo praktycznie go nie widywałem trzeźwego... Gdy mając 13 lat wykrzyczałem mu przez łzy, że jak mam mieć takiego ojca to wcale nie chcę mieć - i tyle go widziałem, bo następnego dnia poszedł się powiesić gdzieś do lasu. Wtedy powiedziałem sobie, że moja żona nie będzie musiała pracować, a ja nie będę takim ojcem... i przepraszam Cię, że udało mi się tą ambicję spełnić''. Nawet nie krzyczałem, bo nie chciałem dzieci pobudzić, ale w odpowiedzi miałem wypomniane moje w sumie chyba cztery wyjścia z domu z kolegami czy do pubu, czemu towarzyszył alkohol... Taki ze mnie skur..... nieprawdaż?

Mogę liczyć na odpowiedź? Czy chociaż jestem przeciętnym przypadkiem? Bo ja chętnie pozamieniałbym się na miejsca z większością mających tutaj problemy. Proszę i czekam, Ardian.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mój partner ma depresję

Witam. Mam 20 lat i starszego od siebie partnera o 10 lat. Mój chłopak ma 30 lat, stracił w wypadku przyjaciela, którego traktował jak brata, od wypadku minęło 9 miesięcy i praktycznie w ogóle nie rozmawiamy na ten temat....

Witam. Mam 20 lat i starszego od siebie partnera o 10 lat. Mój chłopak ma 30 lat, stracił w wypadku przyjaciela, którego traktował jak brata, od wypadku minęło 9 miesięcy i praktycznie w ogóle nie rozmawiamy na ten temat. Praca, pewne przedmioty, to, że mieszkał po sąsiedzku i bywał codziennie oraz msze w intencji zmarłego (nigdy nie opuścił i nie opuściłby żadnej) przypominają o tym wszystkim. Starałam się wspierać chłopaka, jesteśmy ze sobą od 4 lat, więc dostrzegam wszystkie zmiany w jego zachowaniu.

Martwią mnie pewne objawy:  spadek apetytu - partner schudł 10 kg, częste wizyty w toalecie (5 wypróżnień), izolacja od znajomych, brak chęci na jakiekolwiek wyjścia, mówi o obojętności na wszystko (koledzy, znajomi, rodzina), z nikim nie potrzebuje kontaktu i nie bardzo chce mu się spotykać. Mówi o wszystkim z humorem żeby ukryć problemy. Ucieka w pracę, chce dużo pracować, o niczym nie myśleć. Mówi, że nie chce mu się ze mną kochać, bo wydaje mu się, że to nudne, ostatnio mówi też, że nie wie czy chce być ze mną, bo zrobiłam mu się obojętna - jak jestem to fajnie, jak mnie nie ma to OK. Mówi również, że czas zatrzymał się w miejscu, że przeleciała mu wiosna i lato. Czasami mówi, że chcialby żeby brat mu powiedział co tam się stało, żeby przyszedl tak jak dawniej i powiedział o tym wypadku…

Nie wiem co robić. Próbowałam rozmawiać z partnerem o tym, żeby skorzystał z konsultacji u terapeuty, ale powiedział, że nigdzie nie pójdzie. Jesteśmy ze sobą długo, dużo poświęciliśmy, żeby być razem, przeżyliśmy wszystkie wzloty i upadki, związek na odległość… Kocham go i chcę z nim być, ale tym, że mówi, że wszystko jest mu obojętne, nawet ja, że nudne jest mówienie "kocham" i że nic mu się nie chce i nie wie czy chce być z kimkolwiek rani mnie. Boli mnie ten brak zainteresowania moją osobą, boli mnie to, że odłożył mnie na bok. Chcę mu pomóc, ale nie wiem czy nie lepiej będzie dla niego jeżeli odejdę. W końcu może doszukuję się depresji u partnera, a jego miłość do mnie po prostu się wypaliła?

Proszę, napiszcie mi co mam robić, jak mam pomóc jemu i sobie, bo ja również mam swoje problemy, a wszystko to dodatkowo mnie wyniszcza - nie śpię w nocy, myślę o nim, boli mnie brzuch… Czasami po prostu tak bardzo żałuję, że to nie ja zginęłam - on byłby szczęśliwy i ja nie czułabym tego, co czuję teraz.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie mam chyba żadnych uczuć. Czy to przez depresję?

Witam! Mam 18 lat i mam pewien problem. Od pewnego czasu, od około dwóch lat (nie jestem pewien, gdyż mam drobne problemy z pamięcią) zacząłem mieć dziwne objawy: problemy z koncentracją, pamięcią, nauką. Gdy czytam, nie potrafię zrozumieć czytanego...

Witam! Mam 18 lat i mam pewien problem. Od pewnego czasu, od około dwóch lat (nie jestem pewien, gdyż mam drobne problemy z pamięcią) zacząłem mieć dziwne objawy: problemy z koncentracją, pamięcią, nauką. Gdy czytam, nie potrafię zrozumieć czytanego tekstu, muszę czytać kilka razy jedną linijkę, wydaje mi się jakby tekst mi się rozmazywał. Po przeczytaniu nie pamiętam o co w nim chodziło. Gdy słucham piosenki także nie wiem o co w niej chodzi. Po prostu nie pamiętam.

Cholernie wolno myślę, a czasem, żeby coś zrozumieć muszę się bardzo wytężać. Mam wrażenie jakby poziom mojej inteligencji drastycznie zmalał. Czasem jak rozmawiam z swoją partnerką po prostu zapominam o czym gadamy. Zapominam jakie argumenty wysuwałem, jakich argumentów muszę teraz użyć - po prostu czarna dziura. Zdarza mi się zranić ją słowem. Mówię rzeczy, których nie przemyślę i potem ich żałuję. Wcześniej nie było szans na taką sytuację. Byłem cholernie bystrym chłopakiem, inteligentnym. Przestałem logicznie myśleć, nie potrafię zrobić prostych zadań matematycznych (wcześniej wręcz kochałem matematykę). Moja wyobraźnia nie działa już jak wcześniej. Nie potrafię sobie nic wyobrazić, gdyż mam ogromny chaos w głowie. Mam także problemy ze snem. Codziennie męczę się około godziny, żeby zasnąć. Gdy wstaję nie pamiętam w ogóle snów. Gdy jakiś zapamiętam, są to zazwyczaj koszmary.

Mam także problem z uczuciami. Wydaje mi się jakbym nie potrafił kochać. Czuję coś do mojej dziewczyny, ale nie wiem co. Nie jestem pewien czy ją kocham. O rodzinie mogę zapomnieć. Wydaje mi się, że jakby umarł mi ktoś bliski, to po prostu bym się nie przejął. Gdy rok temu umarł mi dziadek (był bliską mi osobą), nie czułem nawet smutku. Nie potrafiłem wydusić z siebie ani jednej łzy. Czuję jakbym był całkowicie obdarty z ludzkich uczuć. Nie czuję także wstydu tak jak kiedyś. Nic mnie nie cieszy. Doświadczam czegoś, co kiedyś mnie ciekawiło, bawiło, cieszyło i teraz nie czuję nic. Jestem obojętny.

Ostatnio dowiedziałem się, że moja ciocia ma niewyleczalnego raka mózgu. Nie przejąłem się tym w ogóle. Nie było mi jej ani trochę szkoda. Uważam, że jestem cholernym egoistą, egocentrykiem. Nie obchodzi mnie, że w Smoleńsku zginęło 96 osób, czy np. pod Warszawą 500. Jestem po prostu w ogóle nieczuły. Męczy mnie to, bo wydaje mi się jakbym był cholernie złym człowiekiem. Kiedyś tak nie było - byłem aż za bardzo wrażliwy i wyczulony na ludzką krzywdę oraz cholernie kochliwy. Jestem trochę zniechęcony. Nie mam już aż takiego apetytu jak z 2 lata temu. Kiedyś jadłem za 50 ludzi, a teraz wszyscy mi mówią, że cholernie mało jem. Czuję obrzydzenie jak mam iść do kuchni po coś do jedzenia. Mdli mnie.

Zastanawiam się czy podłożem moich problemów nie jest kiepskie dzieciństwo. Odkąd pamiętam rodzice zawsze się awanturowali, bili i pili alkohol. Zawsze jak dochodziło do rękoczynów to cholernie się bałem. Zawsze byłem przywiązany do mamy i bałem się, że tata ją zabije. Mama z czasem popadła w alkoholizm. Wiele razy zdarzało się, że znajdowałem mamę nad kałużą krwi z żyletką w dłoni. Czasem zjadała 10 tabletek X*** popijając to piwem, kładła się do łóżka i zasypiała. Ja pilnowałem jej cały czas sprawdzając czy oddycha i czy się rusza. Było to dla mnie straszne. Zwłaszcza, że byłem z nią najbardziej związany. Do tej pory zastanawiam się jak to przeżyła. Kilka razy musiałem chodzić za nią i pilnować, by nie zawiesiła sznura na belce i się nie powiesiła.

W końcu rodzice się rozwiedli. Tata się wyprowadził. Mama zaczęła jeździć do Niemiec do pracy. Gdy wracała, zawsze była pod wpływem alkoholu. Tylko ja się buntowałem, gdyż mama zamknęła rodzeństwu buzie słodyczami i prezentami. Dla mnie to nie było najważniejsze. Ja błagałem Boga o to, by przestała pić. Pewnego dnia mama dostała zapalenia trzustki. Wylądowała w szpitalu. Była w bardzo ciężkim stanie. Lekarz powiedział, że z takiego zapalenia na 10 osób wychodzi 1. Miała cholerne szczęście. Przez pewien czas nie piła. Ten nasz dom naprawdę przypominał prawdziwy dom. Po kilku miesiącach przerwy wyjechała znów za granicę, ponieważ brakowało nam pieniędzy. Gdy wróciła, byłem cholernie wściekły. Zobaczyłem, że jest pijana, choć nie powinna dotykać alkoholu. Groziło to śmiercią. Znów zamknęła buzie rodzeństwu słodyczami.

W trakcie następnego wyjazdu do Niemiec mama poznała nowego faceta. Ja byłem w domu sam z bratem, gdyż siostra mieszkała później z tatą. Brat zaczął sprzedawać narkotyki. Sam zaczął bardzo dużo tego używać. Cholernie się zmienił, stał się bardzo agresywny. Gdy mama wróciła do Polski na przerwę od pracy codziennie piła z bratem i codziennie się awanturowali. W końcu mama postanowiła zabrać od taty moją siostrę i wyjechać do Niemiec na stałe. Mieszkały u nowo poznanego faceta. Ja z bratem zostaliśmy ponownie sami. Zdarzało się, że nie mieliśmy co jeść, bo mama nie mogła wysłać z Niemiec pieniędzy. Wstydziła się zapytać swojego faceta o pieniądze. Tata z kolei uważał, że jesteśmy na utrzymaniu mamy, więc nie dawał pieniędzy.

Potem mama wróciła z Niemiec cholernie załamana, ponieważ nie ułożyło jej się z facetem. Zaczęła więcej pić. Nie mieliśmy co jeść, więc mama znów wyjechała do pracy. Zostałem z bratem znów sam. Ja poszedłem do nowej szkoły. Zacząłem liceum. W tamtym czasie było mi naprawdę ciężko. Nie mieliśmy pieniędzy na jedzenie. Po jakimś czasie wprowadziła się do nas dziewczyna brata. Razem prawie codziennie pili i się awanturowali. Często dochodziło do rękoczynów i prób samobójczych brata. Ja musiałem codziennie jakoś się sobą zająć, uprać sobie ciuchy, uprasować, uczyć się, sprzątać dom. Codziennie tata starał się dawać mi kilka złotych na chleb, bilet do szkoły, czy pasztet. Zdarzało się, że musiałem opuścić dzień szkoły, ponieważ brat i jego dziewczyna krzyczeli, bili się do późnej nocy. Nie miałem już później siły wstać do szkoły. Czułem się cholernie samotny.

Potem wróciła mama. Znów była pijana i oczywiście tylko ja się buntowałem. Chciałem jej jakoś pomóc z tego wyjść, ale byłem przez nią za to traktowany jak obcy człowiek. Traktowała mnie jak najgorszego wroga i wyzywała. Czułem się z tym cholernie okropnie, ponieważ to była najbliższa mi osoba. W między czasie kłóciłem się z bratem. Pewnego dnia zdarzyło się tak, że dostałem z nogi w głowę od niego z byle powodu. Później pijany groził mi nożem. Cholernie się bałem. Cały się trzęsłem, bo pierwszy raz się zetknąłem z taką sytuacją. Bałem się, że mnie dźgnie i umrę. Po wakacjach tata znalazł mieszkanie i wprowadziłem się do niego i do siostry, zostawiając w domu samego brata. Od tamtej pory zaczęły się problemy z apetytem. Tego jestem pewien na sto procent. W tym samym czasie mama mieszkała niedaleko nas ze swoim nowym facetem, który wyciągnął ją z alkoholizmu.

Kilka miesięcy później poznałem swoją dziewczynę. Niedługo po tym zacząłem doszukiwać się podłoża moich problemów, bo wcześniej nie miałem na to czasu z wiadomych powodów. Męczy mnie to wszystko. Proszę o pomoc, gdyż nie daję już sobie rady. Proszę o odpowiedź co to może być. Przepraszam za ewentualne błędy, ale jak już mówiłem jestem teraz cholernie głupi i mam czarną dziurę w głowie.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty