Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Emocje: Pytania do specjalistów

Płacz z byle powodu

Witam serdecznie. Od pewnego czasu zauważyłam u siebie niepokojące objawy... Już od kilku miesięcy zdarza mi się, że z byle powodu płaczę, a czasami przez kilka dni mam bardzo zły humor, do wszystkich mam pretensje, miewam ataki płaczu, wszystko mnie...

Witam serdecznie. Od pewnego czasu zauważyłam u siebie niepokojące objawy... Już od kilku miesięcy zdarza mi się, że z byle powodu płaczę, a czasami przez kilka dni mam bardzo zły humor, do wszystkich mam pretensje, miewam ataki płaczu, wszystko mnie denerwuje i z tego powodu łatwo wybucham po czym zazwyczaj płaczę. Mam małe problemy osobiste i to może w jakiś sposób wpływa na moje samopoczucie. Niedawno miałam małe problemy z sercem. Ciągle mnie bolało, nie mogłam wykonywać gwałtownych ruchów, a czasem nie mogłam wytrzymać tego bólu. Robione miałam badania lekarskie, ale nic na nich nie wykryto. Ostatnio zauważyłam, że znów powracają, ale w mniejszym stopniu. Czasem nachodzą mnie myśli, że nikomu nie jestem potrzebna, że wszyscy mnie mają gdzieś, że jestem brzydka i nikomu się nie podobam. Przez ostatnie 5 dni chodzę zamyślona, smutna, znów nachodzą mnie te okropne myśli na mój temat. Nie kontroluję płaczu i zdarza mi się rozpłakać w nieodpowiednim miejscu. Nie wiem, co mam robić:(

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Byłam gruba, odchudzałam się i mam problemy w szkole. W jaki sposób sobie poradzić?

Byłam gruba odkąd pamiętam. Mając 11-12 lat brałam leki po których znacznie przytyłam. Dzieci się ze mnie wyśmiewały, ale jakoś mnie to mało obchodziło. Miałam bardzo dobre oceny, ale właściwie mało się uczyłam. Pamiętam, że siedziałam w domu i nic...

Byłam gruba odkąd pamiętam. Mając 11-12 lat brałam leki po których znacznie przytyłam. Dzieci się ze mnie wyśmiewały, ale jakoś mnie to mało obchodziło. Miałam bardzo dobre oceny, ale właściwie mało się uczyłam. Pamiętam, że siedziałam w domu i nic nie robiłam. Jadłam, oglądałam telewizję, miałam mało aktywności fizycznej. Co ciekawe, jak sobie przypominam, byłam na swój sposób szczęśliwa. Chciałam się zapisać do szkoły muzycznej, ale rodzice odmawiali uzasadniając, że mam słomiany zapał, i na pewno nic z tego nie wyjdzie. Taniec - pasja. Tłumaczenie było inne, ale wiadomo było, że byłam, jestem za gruba. Teraz żałuję, bo wiem, że do pewnych rzeczy nie wrócę. Żałuję, że nie potrafiłam zawalczyć o swoje szczęście. Po zakończeniu podstawówki jednak coś pękło... Zaczęłam się odchudzać i zamykać w sobie. Schudłam w sumie 20 kg. Nie była to drastyczna dieta i rozłożona w odpowiednim czasie. Jednak teraz już wiem, że bez konsultacji dietetyka robiłam sobie krzywdę. Przez nadmierny wysiłek fizyczny zatrzymała mi się miesiączka. W I gimnazjum uczyłam się bardzo dużo. Siedziałam w domu, odchudzałam się, mając 174 cm wzrostu pod koniec roku szkolnego ważyłam 58 kg. Schudłam, ale jakim kosztem. Patrząc teraz na zdjęcia widzę wysuszoną, bladą szarą myszkę. Oczekiwałam, że to dużo zmieni. Miałam zawroty głowy, a ludzie mówili, że wyglądam świetnie. Sąsiadki dopytywały się, co zrobiłam, że tak dużo schudłam. Mentalnie wciąż byłam gruba. Po zakończeniu I klasy średnia 5,60. Jednak przez wakacje trochę odżyłam. Zaczęłam wychodzić do ludzi. W II gimnazjum poznałam parę nowych osób, chodziłam na dyskoteki. Zaczęłam się gorzej uczyć. Nastąpił efekt jo-jo ok. 6 kg. Wciąż jednak miałam jakiś cel. Na wiosnę dużo chorowałam. Znajomi o mnie zapomnieli. Nauczyciele robili wiele uwag. Każdy chciał mi coś na siłę udowodnić... W II gimnazjum wciąż było dobrze. Nie ważyłam już tyle co w I gimnazjum, jakieś 3, 4 kg więcej. W III gimnazjum pojawił się wolontariat. I od początku roku szkolnego miałam siłę by cokolwiek robić. W listopadzie babcia trafiła do szpitala w ciężkim stanie. Jak się okazało pozostała w nim już do końca swojego życia, do lutego. W tym czasie ojciec się zaczął wyżywać na mnie, był agresywny i znęcał się psychicznie. Nie wiem czy jest alkoholikiem. Stereotyp alkoholika mówi, że jest to menel, który ciągle siedzi z butelką jabola pod sklepem. Z drugiej strony jeśli alkohol ma pomóc, i traktuje się go jako zapomnienie, oderwanie się od problemu... Znaczy to, że jest to duży problem. Ojciec zawsze miał problemy z alkoholem. Wiem to od moich dużo starszych sióstr, które doświadczyły tego kiedy ja byłam małym dzieckiem. Nie odzywałam się do ojca. Święta Bożego Narodzenia były fatalne. Nikt nie chciałby dostać takich życzeń… Miałam takie dni, że nie chciało mi się wstawać z łóżka. Jadłam więcej. Stresowałam się, miałam stany lękowe. Właściwie mam. Jestem wciąż w III gimnazjum. Zaczęłam się bać szkoły. Najlepiej jest mi we własnym łóżku pod kocem. Zawsze byłam najlepsza. Nawet w podstawówce. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Straciłam sens. Inna sprawa, ze zawsze miałam problem z podejmowaniem decyzji. Przestałam się uczyć. Może dlatego że chciałam się zbuntować? Zawsze tylko zależało mu na moich stopniach. A ja chciałam więcej. Usprawiedliwiam się. Mam wiele zainteresowań. Ale przychodzę do domu i jedyne o czym marzę to iść spać. Mam pewne przebłyski, ale robię jeden krok do przodu a później dwa do tyłu. Uważam, że jestem strasznie przeciętna. A przeciętność i niewiedza jest dla mnie czymś strasznym. Mam ciągły niedosyt wszystkiego, a jednocześnie boję się wszystkiego. Najlepiej by było gdybym była tak aktywnie fizycznie jak tylko można, najlepiej się uczyć, grać na instrumentach, nauczyć się wielu nowych rzeczy, tańczyć. Chcę też być inna, oderwać się od rzeczywistości. Zrobiłam się niemiła dla ludzi, wredna. Chcę żeby skończył się chaos. Często cierpię na bezsenność, jestem zmęczona, a nie mogę usnąć. Czasem potrafię przesypiać całe dnie. Nie potrafię płakać, dostaję paniki jak jest trudny dzień w szkole. Bardzo dużo chorowałam w tym roku szkolnym i mam zaległości. Dostaję nerwicy jak czeka mnie ciężki dzień w szkole. Walczę ze sobą każdego dnia żeby nie zostać w domu. Najgorsze jest to, że rodzice dają mi do zrozumienia, że to moja wina. A komentarze: „jakoś zdasz to gimnazjum” są dla mnie bardzo przykre. Średnią mam około 4, 90. Ale nie obchodzi mnie to. Ale chcę żeby moje życie zaczęło mnie obchodzić. Dlatego proszę o poradę. As

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak zapanować na swoimi emocjami?

Witam. Mam 18 lat i od pewnego czasu martwię się, bo dzieję się ze mną coś dziwnego. Kiedyś byłam bardzo opanowaną osobą, lecz ostatnio zauważyłam, że nie panuje nad swoimi emocjami. Często się denerwuję. Bez powodu chce mi się płakać... Witam. Mam 18 lat i od pewnego czasu martwię się, bo dzieję się ze mną coś dziwnego. Kiedyś byłam bardzo opanowaną osobą, lecz ostatnio zauważyłam, że nie panuje nad swoimi emocjami. Często się denerwuję. Bez powodu chce mi się płakać i bywają takie chwile, kiedy wydaje mi się, że jestem samotna i nikogo nie obchodzi moje istnienie, co jest dziwne, ponieważ mam cudownego chłopaka. On chce dla mnie jak najlepiej, ale ja często widzę jakiś problem. Jednym słowem wyszukuje dziury w całym. Mam napady płaczu z byle powodu i nie potrafię się uspokoić. Na co dzień jestem osobą towarzyską. Lubię spotykać się ze znajomymi i miło spędzać czas w otoczeniu ludzi. Im więcej jest ludzi dookoła tym jestem spokojniejsza. Mój problem potęguje się, kiedy siedzę sama w domu i wiem, że mój chłopak pojechał gdzieś beze mnie. Od razu wmawiam sobie, że ma mnie dosyć i nie jestem mu potrzebna. Dodam jeszcze, że miałam ciężkie życie i musiałam szybko stać się samodzielna. Od małego byłam zdana na siebie, ponieważ rodzice dużo pracowali. Poza tym trudna sytuacja materialna, utrata ojca, problemy matki, które odbijały się na mnie, samotność i odizolowanie się od innych. Kiedyś byłam nieśmiałą osobą, ale w tej chwili to uległo zmianie, ale to, że stałam się towarzyska, ciągnie za sobą wiele kłótni z mamą, które także są przyczyną mojego stresu. Zawsze bardzo się denerwuje, ilekroć ona podnosi na mnie głos. Dodam jeszcze, że odczuwam ból w okolicach klatki piersiowej, kiedy się zdenerwuję. Proszę o pomoc, bo nie wytrzymuje już takiego życia. Muszę coś zmienić. Agnieszka.

Nie panuję nad moimi emocjami, które bez przerwy ulegają wahaniom

Mam prawie 25 lat i kończę studiować kierunek filologiczny, który od dawna był moim marzeniem. Mimo niewielkich niepowodzeń, które są przecież udziałem każdego człowieka, z logicznego punktu widzenia nie powinienem uważać, że moje życie jest smutne i przygnębiające. Wręcz przeciwnie,...

Mam prawie 25 lat i kończę studiować kierunek filologiczny, który od dawna był moim marzeniem. Mimo niewielkich niepowodzeń, które są przecież udziałem każdego człowieka, z logicznego punktu widzenia nie powinienem uważać, że moje życie jest smutne i przygnębiające. Wręcz przeciwnie, nie brakuje mi środków do życia, podobam się kobietom i wiem, że jestem utalentowaną osobą, która jeśli chce, może wiele osiągnąć. Jednakże mimo to niemal codziennie zdarzają mi się niekontrolowane, nagłe wahania nastroju. W jednej chwili czuję się dobrze i jestem uśmiechnięty. Nic nie zapowiada, że zaraz coś się stanie. Kilka minut później nagle ogarniają mnie uczucia smutku, pustki i beznadziei. Obezwładniające przeczucie, że to już koniec, nic dobrego więcej mnie już nie spotka, gdyż jestem beznadziejny, a może życie marne i nic niewarte. Mimo że jeszcze chwilę wcześniej byłem pewny siebie, śmiały i radosny, nagle boję się spojrzeć ludziom w oczy. Nierzadko uczuciom tym towarzyszy silne bicie serca oraz strach. Nieukierunkowany lęk, który sprawia, że cały się spinam, nie mogę o niczym myśleć i wydaje mi się, że zaraz stanie się coś złego. Stan taki trwa jakiś czas. Nie mogę się wtedy skupić na niczym skomplikowanym i jestem cały zestresowany. Zwykle staram się wtedy zająć jakąś prostą czynnością, by nie myśleć o przytłaczającym mnie smutku oraz panice. Mimo wszystko ciężko jest wtedy zagłuszyć myśli, że zostanę sam, niczego nie osiągnę, a moje życie jest już skończone. Jakąś godzinę, dwie później wszystko wraca do normy. Znów mogę racjonalnie myśleć, wraca mi dobre samopoczucie i wszystkie złe myśli, które jeszcze przed chwilą kłębiły się w mojej głowie, wydają mi się trywialnym, złym snem który już minął. Oczywiście do następnego napadu... Najczęściej coś takiego dzieje się ze mną około południa oraz wieczorem. Czasami cały dzień jest w porządku i pozbawiony tych nieprzyjemnych epizodów, a czasami dwa, trzy razy dziennie popadam w te dziwne stany. Najgorsze w tym jest to, że uniemożliwiają mi one normalne funkcjonowanie i przekładają się na złe wyniki akademickie. Do niedawna wydawało mi się, że każdy z napadów złych emocji jest ostatnim, że już mi lepiej i że są to po prostu głupie, irracjonalne myśli, które mogę przezwyciężyć silną wolą oraz logicznym myśleniem. Ostatnio czuję jednak że nie potrafię nad nimi zapanować i że to one kontrolują mnie nadając nieprzyjemny, stresujący ton mojemu życiu. Mimo że od zawsze uchodziłem za osobę łagodną i miłą dla wszystkich, coraz częściej zauważam, że jestem spięty bez powodu. Czasami z powodu jakiejś drobnej uwagi zdarza mi się zachowywać arogancko, co jest do mnie bardzo niepodobne. Co się ze mną dzieje i co może być tego przyczyną? Jak mogę sprawić, by moje życie przestało być emocjonalną sinusoidą, targającą mną pomiędzy różnymi uczuciowymi ekstremami? Pozdrawiam serdecznie i dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nietypowy strach przed ludźmi

Witam! Nazywam się Damian, mam 22 lata. Od 2 lat coś dziwnego zaczęło się dziać z moją psychiką... Byłem normalną osobą, szaloną, spontaniczną, lubiłem się spotykać ze znajomymi, byłem aktywny fizycznie, pewny siebie, pełen energii. Nagle to wszystko się zmieniło,... Witam! Nazywam się Damian, mam 22 lata. Od 2 lat coś dziwnego zaczęło się dziać z moją psychiką... Byłem normalną osobą, szaloną, spontaniczną, lubiłem się spotykać ze znajomymi, byłem aktywny fizycznie, pewny siebie, pełen energii. Nagle to wszystko się zmieniło, obróciło o 180 stopni. Stałem się osobą bojaźliwą, przestraszoną, martwiącą się o wszystko! Najgorszy jest lęk, który objawia się w momencie, kiedy mam wyjść gdzieś... Chodzi o to, że boję się ludzi... ale głównie tego, że mogą mnie zaczepić, boję się po prostu "dostać" za nic... nie zaczepiam nikogo, schodzę z drogi ludziom, nie szukam zaczepek. Ale kiedy widzę, jak idzie np. grupka ludzi, to strach jest tak paraliżujący, że szok... Boję się, że mnie zaczepią i zrobią krzywdę. To chore, ale kiedy idę ulicą jest wszystko w porządku, kiedy zobaczę gdzieś choćby dwie osoby, to zaraz myślę, czy mnie nie zaczepia. Ten lęk nie pozwala mi normalnie funkcjonować... Bardzo proszę o jakąś poradę. Z góry dziękuję i pozdrawiam. Damian.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie umiem sobie poradzić z płaczem! Nikt mnie nie rozumie

Mam 16 lat. Jestem uczennicą gimnazjum. I mam bardzo duży problem. Od ok. roku wszystko mnie denerwuje, zaczynając od rodziny, kończąc na chłopaku, z którym jestem 3 lata. Nikt sobie już ze mną nie radzi, wciąż zapłacze, wszystko mnie denerwuje...

Mam 16 lat. Jestem uczennicą gimnazjum. I mam bardzo duży problem. Od ok. roku wszystko mnie denerwuje, zaczynając od rodziny, kończąc na chłopaku, z którym jestem 3 lata. Nikt sobie już ze mną nie radzi, wciąż zapłacze, wszystko mnie denerwuje i wszystko załatwiam płaczem. Każdy mi mówi, że mam zacząć się leczyć. Nikt mnie nie rozumie, mało co mi wychodzi. Właśnie, tylko o tym pisze i już płacze. Nie wiem co robić. Nieraz mam myśli samobójcze, lecz wiem, że do czynów nie dojdzie. Nie mam aż tyle siły. Pomoże!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Co zrobić ze swoją agresją?

Witam serdecznie, liczę na pomoc specjalisty. Pół roku temu zakończyłam małżeństwo, które nie spełniało moich oczekiwań. Od tego czasu mieszkam sama z 8-letnim synem. Od pół roku jestem też związana z innym mężczyzną. Przy nim czuję sie w pełni...

Witam serdecznie, liczę na pomoc specjalisty. Pół roku temu zakończyłam małżeństwo, które nie spełniało moich oczekiwań. Od tego czasu mieszkam sama z 8-letnim synem. Od pół roku jestem też związana z innym mężczyzną. Przy nim czuję sie w pełni zaakceptowana, doceniona, ważna i piękna. Wiem, że mnie kocha. Pomimo iż i ja bardzo Go kocham, cenię i podziwiam, to potrafię raz na miesiąc bardzo zaatakować werbalnie i to bez powodu. Przez tydzień czasu szukam dziury w całym, aby tylko wreszcie zranić tak, aby czuł się upokorzony, zagrożony. Bez powodu zupełnie, dla zasady, próbuję Go wbić w poczucie winy. Prowokuję kłótnię tylko po to, aby w rezultacie cierpiał. Bardzo potem żałuję, kocham Go i nie chcę Nas ranić. Nie chcę, aby to się powtarzało. Nie wiem, co powoduje u mnie taką frustrację, ale nie jest to stres przedmiesiączkowy. Może wspomnę coś na temat mojego poprzedniego małżeństwa, które trwało 10 lat. Przez lata bałam się odrzucenia męża, zawsze byłam karana milczeniem. Potrafił bez powodu przestać się na parę dni odzywać i traktować jak powietrze. Z moim mężem nie mogłam pozwolić sobie na takie ataki, bo wiem, że by mnie złamał psychicznie swoim milczeniem... zresztą myśle, że nie umiałabym aż tak celnie zaatakować jak obecnego partnera. Nie kocham swojego męża, choć nie jest złym człowiekiem... ale nigdy przy nim nie mogłam się czuć ważna, atrakcyjna. Nie czułam się ani żoną, ani kobietą, ani kochanką. Były też dobre dni, ale trwały krótko, potem było życie raczej obok siebie. Wiem, że człowiek, z którym się spotykam, jest moim lustrzanym odbiciem, wydaje się, że znamy się na wylot... może dlatego aż tak celnie potrafię go uderzyć słowem... tylko dlaczego i jak sobie z tym radzić?Jak więcej nie ranić osoby, z którą jest mi tak dobrze? Proszę o kilka słów rady.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Skąd te emocje?

Od pewnego czasu usiłuję odnaleźć odpowiedź na pytanie dotyczące dziwnych emocji, których sama nie potrafię określić i nazwać. Zacznę od tego, że zaraz po ukończeniu studiów popadłam w dość poważne przygnębienie, które ostatecznie skończyło się zdiagnozowaniem depresji i leczeniem, które...

Od pewnego czasu usiłuję odnaleźć odpowiedź na pytanie dotyczące dziwnych emocji, których sama nie potrafię określić i nazwać. Zacznę od tego, że zaraz po ukończeniu studiów popadłam w dość poważne przygnębienie, które ostatecznie skończyło się zdiagnozowaniem depresji i leczeniem, które na szczęście dość szybko przyniosło efekty. Nawrót nastąpił kilka miesięcy później, gdy poszłam do nowej pracy. Kolejne nawroty związane były z problemami w związku. O dziwo - zakończyły się wraz z ostatecznym odejściem byłego partnera. Przez 7 miesięcy nie miałam żadnych stanów depresyjnych, niedługo po rozstaniu z poprzednim partnerem poznałam kogoś nowego, na kim bardzo mi zależało, jesteśmy razem pół roku. Ostatnio dostałam też nareszcie nową pracę - za dobre pieniądze, na wymarzonym stanowisku. Zaczynam ją niebawem. Wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie nawrót tych dziwnych stanów niepokoju, które są dla mnie zupełnie sprzeczne z tym, co naprawdę czuję i myślę. Najprościej mogę opisać to w ten sposób - odczuwam bardzo męczące fale dziwnego, silnego napięcia, niepokoju, którego jednak nie nazwę strachem. Nie trwa on stale, w ciągu dnia wzmaga się, łagodnieje i znika, potem wraca. Potwornie męczy mnie stanie w miejscu, siedzenie, przebywanie wśród ludzi, ciągle muszę być w ruchu. To, co najbardziej mnie zastanawia to, to, że zupełnie tracę zainteresowanie partnerem, myśl o nim wręcz wzmaga ten niepokój, a jednak chcę się z nim spotkać i myśl o samotnym wieczorze bez niego zupełnie nie wchodzi w grę. Przebywając z nim, rozmawiając, przytulając się do niego, wszystko wydaje się być w porządku, jednak co jakiś czas znów odczuwam te dziwne uczucie, natrętnie myśli, że nic do niego nie czuję, a później zasypiam obok szczęśliwa, że go mam... To jest wręcz paranoja. Dodam, że zanim przeniosłam na niego swoje niepokoje i napięcia, miałam kilkudniowy okres przygnębienia - po pierwsze w związku ze zmianą pracy, po drugie - bo partner nie miał dla mnie czasu, wydawał się być oschły, co odczytałam jako koniec jego zainteresowania mną, przez 2-3 dni z tego powodu nie jadłam i nie spałam. Stąd moje pytanie - skąd biorą się u mnie tak sprzeczne emocje? Jednego dnia płaczę, bo nie wyobrażam sobie życia bez niego, a - dosłownie - następnego dnia sama myśl o nim wzmaga czy też wywołuje negatywne emocje? Problem pogmatwany, ale jednak jest. Nie umiem nazwać, opisać tych emocji, które mną kierują... Jedyne, co przychodzi mi na myśl, to właśnie bardzo silny niepokój, bardzo nieprzyjemny stan napięcia... Nie wiem, co zrobić...

Uzależnienie się od samookaleczania

Witam. Mam 16 lat i jestem dziewczyną. Pół roku temu samookaleczałam się. Wtedy to było tylko kilka ran, które szybko się goiły. Przestałam się ciąć wtedy z łatwością. Teraz po półrocznej przerwie znowu się pocięłam, ponieważ pokłóciłam się z...

Witam. Mam 16 lat i jestem dziewczyną. Pół roku temu samookaleczałam się. Wtedy to było tylko kilka ran, które szybko się goiły. Przestałam się ciąć wtedy z łatwością. Teraz po półrocznej przerwie znowu się pocięłam, ponieważ pokłóciłam się z matką i miałam doła. Sięgnęłam po żyletkę, która jak zwykle przyniosła mi ulgę. To było 2 tygodnie temu. Od tamtej pory praktycznie codziennie się samookaleczam. Nie mogę przestać się ciąć. To jest silniejsze ode mnie. Boję się, że się uzależniłam. Czy to możliwe, by w tak krótkim czasie się uzależnić? Co mam zrobić, by nie ciąć się? Na rękach mam już mnóstwo nowych ran. Nawet na nogach i na przedramieniu też. Proszę o pomoc, co mam w takiej sytuacji zrobić??

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Nie wiem jak sobie poradzić?

Mam 39 lat. Jestem sama, nie mam swojej rodziny. Nie potrafię poradzić sobie z nienawiścią do koleżanki, z którą pracuję. Wykańczam ją psychicznie. Traktuję ją jak powietrze, a kiedy się odezwę, to nie jest to przyjemne. To takie głupie uczucie,...

Mam 39 lat. Jestem sama, nie mam swojej rodziny. Nie potrafię poradzić sobie z nienawiścią do koleżanki, z którą pracuję. Wykańczam ją psychicznie. Traktuję ją jak powietrze, a kiedy się odezwę, to nie jest to przyjemne. To takie głupie uczucie, że skoro ona ma wszystko (męża, dzieci, dom, po prostu ułożone życie), to ode mnie nie dostanie nic. Tylko... to wykańcza, i ją, co do niedawna wcale mnie nie obchodziło, ale też i mnie. Przecież nie chcę sama się zniszczyć, a wszystko do tego zmierza. Mogę przez to stracić pracę, koleżanki i kolegów z pracy, ich sympatię i szacunek. A jednak ta nienawiść jest tak silna, że nie umiem sobie z tym poradzić. Usiłuję tłumaczyć sama sobie, że przecież nic mi nie zrobiła, jest dobra, miła, uczynna... ale przez to tak niesamowicie wkurzająca. A co gorsze ta nienawiść dawała mi niesamowitą energię i radość. Aż do teraz, kiedy naprawdę przegięłam, i ta osoba przeze mnie ma problemy zdrowotne i chce odejść z pracy. Dopiero dotarło do mnie, że zrobiłam jej krzywdę. Czy to w ogóle można leczyć? Przecież ludzie czasami po prostu się nie lubią. Ale... ciężka jest świadomość, że kogoś się wykańcza.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota

Jak skończyć z samookaleczaniem się?

Mam 16 lat i chcę skończyć z tym. Mój problem zaczął się jakieś 3 miesiące temu, kiedy to coś spowodowało to, że się pocięłam, potem znowu zaczęłam się ciąć i teraz jest tak codziennie... Nie chcę już chodzić codziennie z...

Mam 16 lat i chcę skończyć z tym. Mój problem zaczął się jakieś 3 miesiące temu, kiedy to coś spowodowało to, że się pocięłam, potem znowu zaczęłam się ciąć i teraz jest tak codziennie... Nie chcę już chodzić codziennie z myślą: "Chcę się pociąć...". Proszę o jakieś rady, dobre, ale nie typu "zgłoś się do psychologa" itp., bo wtedy by się moja mama dowiedziała o tym, co robię, a nie chcę, by ona wiedziała, bo doskonale wiem, co ona myśli o osobach, które się tną... Naprawdę proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Nie wiem, kim jestem

Nie wiem, kim jestem, co mam robić w życiu. Mam 29 lat, dwie córki (4 i 2 lata), partnera, z którym mieszkamy razem z moimi rodzicami. Nie pracuję, zajmuję się dziećmi, ale mam już dość siedzenia w domu. Chciałabym pracować,...

Nie wiem, kim jestem, co mam robić w życiu. Mam 29 lat, dwie córki (4 i 2 lata), partnera, z którym mieszkamy razem z moimi rodzicami. Nie pracuję, zajmuję się dziećmi, ale mam już dość siedzenia w domu. Chciałabym pracować, ale nie wiem, co mogłabym robić, żeby móc zajmować się dziećmi i przy okazji zarabiać. Problem w tym, że nie wierzę w siebie, wydaje mi się, że nic nie umiem. Jestem zamknięta w sobie, z trudnością nawiązuję kontakty, ogólnie nie ufam ludziom. Ciągle krytykowana, obecnie przez mojego partnera również. Może faktycznie jestem zerem. Nigdy nie pracowałam, oprócz pracy w sezonie w sklepie, jeszcze przed narodzeniem dzieci. Wiem, że moje problemy są spowodowane częściowo przez mojego ojca alkoholika, który nadal zatruwa nam życie. Przez co jestem znerwicowana, czasami cierpią na tym moje dzieci, bo krzyczę na nie. Chociaż staram się je uchronić przed domowymi awanturami, ciągłymi krzykami właściwie o nic. Dziadek z babcią kochają wnuczki, są one jakby poza konfliktem. Cierpi też mój partner, bo atmosfera w domu odbija się na nasz związek. Obecnie przechodzimy kryzys, zastanawiamy się, czy się nie rozstać. Nawet zastanawiałam się, czy go kocham, bo nie umiem nazywać uczuć, ale myślę, że między nami jeszcze jest uczucie, że coś nas łączy, nie tylko dzieci. Nie wiem, co mam robić? Na zewnątrz uchodzimy za normalną rodzinę, tak mi się wydaje, nawet rodzice mojego partnera nic nie wiedzą. Nie wiem, jak uwolnić się z tego. Zawsze myślałam, żeby nie popełnić błędu mojej mamy i początkowo kierowałam się rozsądkiem przy wyborze partnera. Marzyłam o stworzeniu swojej rodziny, ale nie udało się. W ogóle nic mi się nie udaje. Chciałabym żyć po swojemu, ale nawet nie wiem, w jakim zawodzie się sprawdzę? Nie umiem odnaleźć siebie. Skończyłam liceum ekonomiczne i studium medyczne (terapia zajęciowa), ale nie wiem, czy to jest to, co faktycznie chciałabym robić.

Wrażliwość i niemoc wobec postępowania innych

Cześć, mam na imię Tomek:) Postanowiłem napisać, gdyż nie potrafię poradzić sobie ze swoją reakcją na stres, jak również konsekwencjami pewnej sytuacji. Dotychczas bliska mi Dziewczyna, zaczęła podjudzać przeciwko mnie, wyśmiewać, traktować jak kogoś gorszego, świadomie obrażać i poniżać...

Cześć, mam na imię Tomek:) Postanowiłem napisać, gdyż nie potrafię poradzić sobie ze swoją reakcją na stres, jak również konsekwencjami pewnej sytuacji. Dotychczas bliska mi Dziewczyna, zaczęła podjudzać przeciwko mnie, wyśmiewać, traktować jak kogoś gorszego, świadomie obrażać i poniżać przy innych, często słyszę z jej ust niemiłe docinki... Potrafi opowiadać rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Rani słowami, które nie mają uzasadnienia... a uderzają we mnie i wywołują poczucie winy. Jestem ciągle krytykowany (nadmienię, że asertywność nigdy nie była moją mocną stroną), nastawia otoczenie przeciwko mnie, próbuje wmanipulować w konflikty z innymi. Fakt ten sprawił, że straciłem zaufanie do ludzi i boję się cokolwiek powiedzieć, żeby nie stać się pośmiewiskiem.. Dodam, również, że do tej pory wszędzie uchodziła za osobę miłą i obytą, a okazała się wredną i kłamliwą osóbką, która bawi się kosztem innych, cieszy ją, gdy ludziom dzieje się krzywda i wtedy „wbija nóż w plecy”... Na początku starałem się podchodzić do całej sytuacji z dystansem... Podjąłem kilka prób rozmowy z nią, jednak wszystkie kończyły się niepowodzeniem. Przez co w końcu postanowiłem „uchylić się” od jej towarzystwa, a to niestety jeszcze bardziej wzmogło ataki na moją osobę, niesprawiedliwe oceny, złośliwe i nachalne „zaczepki”. Niby drobiazg, ale wywołany wokół mnie „szum”, spowodował, że ciągle przeżywam wewnętrzne konflikty, silnie odczuwam brak aprobaty otoczenia, niepotrzebnie się dręczę, zamiast puścić to w niepamięć lub ukarać ją za nieetyczne, podłe postępowanie i pozbyć się jej raz na zawsze ze swojego życia! Przechodzę chwile zniechęcenia. Bardzo chciałbym wyzwolić się z tego destrukcyjnego, „błędnego koła ”, nie brać tych bzdur do siebie, a brak mi siły... staję się coraz bardziej odosobniony i drażliwy... Nie rozumiem jakim prawem ktoś mnie tak traktuje i skreśla. Jak znaleźć wyjście z całej sytuacji i poradzić sobie z nagromadzonymi negatywnymi emocjami...? Bardzo proszę o poradę i pomoc. Dziękuję.

Uzależnienie od cięcia się po rozstaniu

Witam. Mam 15 lat. Miesiąc temu pokłóciłam się z moim chłopakiem i podczas kłótni zerwałam z nim. Od tamtego czasu czułam się winna i zaczęłam się ciąć. Na początku pomagało. Poźniej się uzależniłam. Wiem, że to nie jest sposób. Ostatnio...

Witam. Mam 15 lat. Miesiąc temu pokłóciłam się z moim chłopakiem i podczas kłótni zerwałam z nim. Od tamtego czasu czułam się winna i zaczęłam się ciąć. Na początku pomagało. Poźniej się uzależniłam. Wiem, że to nie jest sposób. Ostatnio mój były chłopak śni mi się lub wydaje mi się, że go widzę. Nie mam apetytu, mało śpię albo w ogóle. Czy mogę mieć depresję?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Czuję się niepotrzebny. Co mam robić?

Jestem mężczyzną i mam 24 lata. Jakieś trzy miesiące temu poznałem jednego obcokrajowca na czacie. Chciał mojego messengera, więc mu podałem. Na początku naszej znajomości było wszystko w porządku, często ze sobą rozmawialiśmy. Dwa tygodnie później dodałem go do swojego...

Jestem mężczyzną i mam 24 lata. Jakieś trzy miesiące temu poznałem jednego obcokrajowca na czacie. Chciał mojego messengera, więc mu podałem. Na początku naszej znajomości było wszystko w porządku, często ze sobą rozmawialiśmy. Dwa tygodnie później dodałem go do swojego profilu. Na messengerze pytał mnie, kiedy przyjadę do jego kraju, pisał również, że drzwi do jego domu są otwarte i że jestem mile widziany. Kilkanaście dni temu nasze kontakty uległy gwałtownemu pogorszeniu. Już nie rozmawia na czacie ze mną tak jak wcześniej. A kiedy mój profil został zablokowany, założyłem sobie kolejny, nowy, na tym samym portalu i wysłałem mu zaproszenie, ale za pierwszym razem je odrzucił, więc napisałem mu wiadomość, dlaczego nie zaakceptował, to mi nie odpowiedział. Więc wysłałem mu po raz drugi zaproszenie, również odrzucił, ale akurat spotkałem go na messengerze i zapytałem, co słychać. Oczywiście na to pytanie nie dostałem odpowiedzi, tylko mnie zapytał, czy może prosić mnie o pomoc, czy mogę go nauczyć angielskiego, gdyż powiedział, że jestem jedyną osobą, która to może zrobić. Więc go zapytałem również, dlaczego nie zaakceptował mojego zaproszenia. Napisał, że go usunąłem, więc mu wszystko wyjaśniłem. Wysłałem mu po raz kolejny zaproszenie i je zaakceptował. Napisałem na jego profilu, co słychać, ale niestety nie napisał odpowiedzi, wysłałem mu także filmiki muzyczne, również żadnego nie skomentował, ale komentarze swoich znajomych skomentował, żadnego mi nie wysłał, a innym wysyła. Nie wiem naprawdę, o co chodzi, czy ktoś coś jemu o mnie powiedział? Na messengerze bardzo często mnie unika. Nigdy nie napisał pierwszy do mnie. Podał mi również swój nr telefonu i zapytał, kiedy zadzwonię do niego, żeby usłyszał mój głos. A przedwczoraj udało mi się dłuższą rozmowę przeprowadzić z nim. Zapytałem, kiedy on przybędzie do Polski, więc praktycznie cała rozmowa była poświęcona jego podróży. Chce, żebym się wszystkiego dowiedział, co potrzebuje, żeby tu przybyć. A dzisiaj chciałem mu o tym wszystkim powiedzieć na messengerze, ale niestety nie odpisywał mi w ogóle. Tak robi niestety często od momentu, kiedy go dodałem po raz pierwszy do swojego profilu. Mam wrażenie, że ktoś z moich kontaktów, których mam w profilu, coś mu powiedział o mnie. Na tym czacie ludzie z różnych krajów świata często ze mną piszą i tam poznałem Hiszpana, który również chciał mojego Messenger, więc mu podałem. Wszyscy wiedzieli, że szukam nowych znajomości. Gadaliśmy zaledwie kilka dni, kiedy to wszedłem raz na stronkę, żeby zobaczyć, kto mnie zablokował i zobaczyłem, że mnie zablokował i to bez powodu, nic mu nie zrobiłem. Miałem go również w swoim profilu. Tam na tym swoim profilu dodałem nowych znajomych. Gadałem na czacie na moim profilu z innym Hiszpanem, również dobrze się na rozmawiało, ale kiedy zobaczyłem, że tamten Hiszpan, który mnie zablokował, dodał również do swojego profilu tego Hiszpana, z którym rozmawiałem, ale już później, nie widziałem go na czacie, już mnie unikał. Również go dodałem do swojego nowo założonego profilu, ale podobnie robił jak ten, o którym pisałem na samym początku. Również odrzucał moje zaproszenia. Kilka dni temu dodał go mój kolega z Polski do swojego profilu, oczywiście tamten skomentował jego zdjęcie, a kiedy ten mój kolega go usunął, to tamten napisał nawet do niego dwie wiadomości. Nie wiem, dlaczego ten znajomy, o którym już mówiłem, mnie tak rani, co ja takiego robię, że mnie tak krzywdzi. Nie rozumiem, dlaczego nie zablokuje mnie na messengerze, jeśli nie chce ze mną gadać? Zastanawia mnie to, skoro studiuje on psychologię, to dlaczego w taki sposób mnie traktuje. Bardzo proszę o pomoc, bo już nie wiem co robić, wpadam już w depresję.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Czy ze mną dzieje się coś złego?

Nienawidzę swojego ojca (mam ku temu powody). Bynajmniej nie staram się buntować 'dla zasady', jak wiele osób w moim wieku (mam niecałe 17 lat), ale kiedy muszę mu w czymkolwiek pomagać, wychodzę z siebie, na dodatek nie mam możliwości odmowy...

Nienawidzę swojego ojca (mam ku temu powody). Bynajmniej nie staram się buntować 'dla zasady', jak wiele osób w moim wieku (mam niecałe 17 lat), ale kiedy muszę mu w czymkolwiek pomagać, wychodzę z siebie, na dodatek nie mam możliwości odmowy ani zareagowania w jakikolwiek niepasujący jemu sposób z racji na konsekwencje. Niepokoi mnie to, że mam myśli związane z zabijaniem go, na różnorakie sposoby. Począwszy od tłuczenia go pięściami do śmierci, poprzez kije, a na wysadzaniu kończąc. Czasem zdarza mi się planować jego zabójstwo. Wszystkie te praktyki przynoszą mi ulgę. Nie, to nie jest prowokacja z mojej strony. Wiem, że brzmi to co najmniej dziwnie. Niejednokrotnie rozmawiałem o tym ze znajomymi, zazwyczaj nie dawali mi wiary lub uznawali za kogoś chorego. Wielu z nich również nie ma dobrego kontaktu z rodzicami, ale takich wizji nie miewali. Wprawdzie trwa to od dłuższego czasu, ale z każdym dniem czuję, że nienawidzę go coraz bardziej, a moje wyobrażenia są coraz bardziej makabryczne. Ostatnimi czasy tego typu myśli dotyczyły też innych osób, np. dawnych wrogów, którzy kiedyś czymś mi zawinili, czy po prostu ludzi których nie lubię. Kiedy idę ulicą i widzę kogoś, kogo zachowanie mnie denerwuje, jestem gotów go skopać. Do rodziców nie mam zamiaru z tym iść, matka prawdopodobnie nie będzie nawet w stanie pojąć mojej nienawiści i najwyżej na mnie nakrzyczy, a ojciec by mnie pewnie pobił. Normalne to nie jest, więc co mam robić? Czuję, że jeśli zbagatelizuję to tak, jak do tej pory to robiłem, to kiedyś go zabiję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Dlaczego wciąż nie wiem, czego chcę?

Mam 32 lata, od 10 lat jestem mężatką. Mój mąż nigdy nie pił... może dlatego wybrałam właśnie jego. Wydawał się ciepłym mężczyzną. W domu nigdy nie było gestów ciepła. Mama harowała jak wół, ojciec popijał i awanturował się. Nigdy nie...

Mam 32 lata, od 10 lat jestem mężatką. Mój mąż nigdy nie pił... może dlatego wybrałam właśnie jego. Wydawał się ciepłym mężczyzną. W domu nigdy nie było gestów ciepła. Mama harowała jak wół, ojciec popijał i awanturował się. Nigdy nie widziałam ich przytulonych, czy mówiących sobie czułe słowa. Owszem, głodna nie chodziłam, ale zdarzało mi się nocować po sąsiadach, bo ojciec szalał. Szybko wyszłam za mąż, myśląc, że złapałam Boga za nogi.... był inny. Nauczył mnie jak okazywać sobie miłość, jakie przyjemne może być przytulanie. Nigdy nie był rozbujały seksualnie i szybko okazało się, że mój temperament w tej sferze jest znacznie większy. Kochaliśmy się rzadko... dla mnie zbyt rzadko. Co tydzień, co miesiąc. Po 2 latach małżeństwa urodził nam się syn. Czułam się spełniona i szczęśliwa. Gdy mały miał rok, z moim mężem zaczęło się coś dziwnego dziać. Stał się opryskliwy, zimny, chamski i w ogóle zaniechał zbliżeń. Powiedział, że nie zależy mu ani na mnie, ani na dziecku. Podejrzewałam, że ma kogoś... zaprzeczał. Tak było przez 1,5 roku... a potem z dnia na dzień wszystko uległo poprawie. W piątym roku małżeństwa przez przypadkowego SMS-a dowiedziałam się prawdy. Moja intuicja nie okłamała mnie. Zdradzał mnie. Gdy wychodziłam na studia, on przyprowadzał ją do naszego łóżka. Bardzo przeżyłam to wszystko. Jednak postanowiłam walczyć, wybaczyć i trwać. Włożyłam w to cały swój wysiłek. Przez rok było cudownie. Później z dnia na dzień znowu się oddalaliśmy. Zapatrzył się w telewizję. Nie miałam o czym z nim rozmawiać... mówił "kocham", ale nie czułam się kochana. W niczym mi nie pomagał... no może czasem nogi podniósł, abym mogła odkurzyć. Rok temu stwierdziłam, że to nie ma sensu, coraz częściej zaczęłam wspominać, że takie życie mi nie odpowiada, że tak nie można i że tak nie chcę. Odpowiadał zawsze, że nie będzie stał mi na drodze do szczęścia, że podpisze mi papiery. Nie miałam siły, odwagi ani wiary, aby odejść. We wrześniu poznałam kogoś. Nim coś się wydarzyło między mną a tym drugim, powiedziałam, że w moim życiu pojawił się ktoś, kto z każdym dniem wchodzi głębiej. Płakałam i prosiłam, aby pomógł mi przez to przejść, że nie chcę iść dalej, że zależy mi na naszym małżeństwie. Że możemy wszystko uratować... mamy syna. Odepchnął mnie. Szukałam u niego wsparcia, siły i odrobiny zainteresowania. Myślałam, że jest moim przyjacielem i że wszystko przetrwamy. Powiedział, że mogę sobie iść, że podpisze wszystko. Z każdym dniem brnęłam w nową znajomość, kiedy zorientowałam się, że kocham, rozstałam się z mężem. Od października mieszkam sama z synem. Spotykam się z tym drugim mężczyzną. On mieszka także sam - wyprowadził się z domu. Kochamy się. Choć wiemy, że nie powinniśmy, to kochamy. Podobnie jak ja trwał w swoim małżeństwie ze względu na dzieci... od 8 lat tylko dla dzieci. Chciałam być silna, naprawić wszystko, kazałam wracać mu do rodziny. Rozstaliśmy się na parę tygodni. Tak miało być dla dobra wszystkich. Nie wrócił do żony, która na to czeka. Nie wrócił i nie wróci. Także ja nie mogłam na nowo, na siłę zamieszkać z człowiekiem, który aż tak mnie odrzucał. Teraz z każdym dniem mój obecny jeszcze mąż (nie wystąpiłam o rozwód) mnie doprowadza do szału. Nie umiem z nim rozmawiać, wkurza mnie jego zapach, widok, nawet głos w słuchawce. A on twierdzi, że się zmienił, płacze, przeprasza i chce, abyśmy dalej byli rodziną. Podobno kocha mnie nad życie. To tak wygląda obecna sytuacja. A teraz mój problem i pytanie. Z nowym partnerem jest mi cudownie, jesteśmy tak do siebie podobni, żyć nie potrafimy bez siebie. Jest dobrym człowiekiem, odpowiedzialnym ojcem – opiekuje się dziećmi na ile tylko może. Problem leży we mnie. Choć bardzo go kocham, to wciąż się czegoś doszukuję. Czasem bez powodu umiem mu tak dopiec, aby tylko go bolało. Umiem zaatakować jak najdziksze zwierzę. Jak sobie radzić z tą moją agresją werbalną? Przynajmniej dwa razy w miesiącu dopada mnie taka nieuzasadniona złość, chęć ukarania siebie i jego. Już tyle razy go zraniłam. Choć nie chcę, to ranię i nie potrafię nad tym zapanować. Co robić, jak powstrzymać samą siebie przed zadawaniem bólu komuś, kto dba o mnie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Ogromne nerwy

Witam! Piszę, ponieważ nie wiem gdzie już mam się zwrócić o pomoc. Moim głównym problemem jest to, że jestem ostatnio strasznie nerwowa. Wszystko dookoła potrafi mnie zdenerwować. Byle słowo, zachowanie, nawet pytania znajomych wydają mi się a pozór głupie i... Witam! Piszę, ponieważ nie wiem gdzie już mam się zwrócić o pomoc. Moim głównym problemem jest to, że jestem ostatnio strasznie nerwowa. Wszystko dookoła potrafi mnie zdenerwować. Byle słowo, zachowanie, nawet pytania znajomych wydają mi się a pozór głupie i reaguje agresywnie. Ktokolwiek się na mnie popatrzy "nie tak jak trzeba" to mnie bierze jakiś atak szału. Mam wrażenie, że nie wytrzymuje ostatnio sama ze sobą, nie potrafię się skoncentrować nad niczym. Chcę w końcu się tego problemu jakoś pozbyć, bo zdaję sobie sprawę, że takim zachowaniem obarczam znajomych i bliskich. Czy powodem może być tego, że jestem dość młoda i hormony robią takie zamieszanie? Jak mam sobie z tym poradzić? Proszę o pomoc

Co mam zrobić ze swoim życiem?

Witam, nazywam się Dorota, mam 16 lat i chodzę do III klasy gimnazjum. Nie wiem już, gdzie szukać pomocy. Od jakichś trzech lat mam ochotę umrzeć, czuję się tak codziennie. Wszyscy mówią o mnie, że jestem nieśmiała, a tak naprawdę...

Witam, nazywam się Dorota, mam 16 lat i chodzę do III klasy gimnazjum. Nie wiem już, gdzie szukać pomocy. Od jakichś trzech lat mam ochotę umrzeć, czuję się tak codziennie. Wszyscy mówią o mnie, że jestem nieśmiała, a tak naprawdę wcale mnie nie znają. Nikt mnie tak naprawdę nie zna, ponieważ nikomu nie pozwalam się poznać. W przeszłości, a nawet i teraz, właściwie od zawsze ktoś mi dokuczał, ktoś wyśmiewał. Wszyscy mówili, że jestem brzydka. Zawsze od ludzi słyszałam same złe słowa. To spowodowało, że teraz nienawidzę ludzi i zamknęłam się w sobie. Pamiętam, że kiedyś próbowałam zagadywać do chłopaków i byłam raczej przyjaźnie nastawiona do ludzi, zawsze się śmiałam, żartowałam, codziennie wychodziłam gdzieś z koleżankami. Ale gdy dziesiąty raz z rzędu działa się ta sama sytuacja, ktoś mi mówił, że jestem brzydka albo po prostu bawił się moim kosztem, wyśmiewał mnie, to już nigdy więcej tego nie zrobiłam. Dlatego teraz odzywam się do chłopaków wtedy, kiedy naprawdę muszę, bo pamiętam, ile złego mi w życiu zrobili. Jeśli już zacznę z jakimś rozmawiać, to staram się zawsze pamiętać o tym, że ta osoba kiedyś się ze mnie wyśmiewała i szybko przerywam rozmowę, bo wiem, że powtórzy się ta sama sytuacja. Denerwują mnie ludzie w sklepach, na ulicy, bo zawsze muszą rzucić jakiś komentarz. Naprawdę nie wiem, co jest ze mną nie tak, że akurat do mnie muszę mówić jacyś kompletnie nieznani ludzie: "cola jest niezdrowa, nie pij tego świństwa", "nie za zimno na lody", nawet czasem wtrącają się do rozmowy! Mam ochotę ich wszystkich zabić. Nienawidzę szkoły, chociaż uczę się dobrze i nie boję się do niej chodzić, a czasami wręcz wolałabym iść do szkoły niż siedzieć sama w domu. Myślę, że nienawidzę jej z powodu ludzi, którzy tam chodzą. Z mojej klasy lubię może 5 osób. Denerwuje mnie w nich to, że ciągle kłamią, są dla wszystkich wredni i tylko patrzą jakby tu kogoś zranić. Uważają się za najmądrzejszych na świecie. Ponieważ dobrze się uczę, zawsze gdy dostanę słabszą ocenę, ktoś musi rzucić złośliwą uwagę. To mnie po prostu wykańcza psychicznie. Dziś taka uwaga zrujnowała cały mój dzień, który na początku był jednym z najlepszych w ostatnich miesiącach. Z kolei jak dostanę dobrą ocenę, to też jest źle, bo oni tej oceny nie dostali. Tylko że ja ciężko pracuję, żeby dostawać dobre oceny, a oni ściągają. I po prostu chce mi się płakać, gdy słyszę jak dostają piątki ci co ściągali, a pani jeszcze ich chwali... Kiedyś płakałam parę razy dziennie, a teraz nawet już mi się nie chce płakać. Miałam kiedyś wielu przyjaciół, ale okazało się, że wszyscy są fałszywi i teraz stali się moimi wrogami. Głównie chodziło o to, że robili wszystko to co ja, ale nie to jest najgorsze, najgorsze dla mnie są kłamstwa. Wszyscy z mojego otoczenia kłamią. Teraz po tych wszystkich kłamstwach, jakie usłyszałam, prawie zawsze umiem rozpoznać, kiedy ktoś mówi prawdę, a kiedy kłamie. Nienawidzę też hipokryzji i dwulicowości. Teraz można powiedzieć, że się przyjaźnię z dwoma dziewczynami z klasy, ale to na pewno nie jest prawdziwa przyjaźń. Zapomniałam już co to przyjaźń. Bo ja nawet ich nie obchodzę, nigdy nie zapytają co u mnie, ciągle tylko by gadały o sobie. A jak ja coś powiem o sobie, to od razu zmieniają temat. Nawet nie mam komu powiedzieć o tych problemach. Nienawidzę moich rodziców. Matka czasami jest okej, ale na ogół zadaje mi głupie pytania, dzwoni do mnie 10 razy dziennie z pracy, jakbym była małym dzieckiem, ciągle muszę sprzątać, robić zakupy, do tego jeszcze świetnie się uczyć, zawsze muszę być najlepsza, codziennie męczy mnie pytaniami, czy się z kimś umówiłam, jeśli nie, to od razu mi mówi z kim mam się umówić, jakby to było jej życie. Gdy raz jej się postawiłam, powiedziała "Dlaczego jesteś niegrzeczna?". To przecież bez sensu, gdy wyrażę swoje zdanie jestem „niegrzeczna"! Wydaje mi się, że to przez jej dziwny sposób wychowania, jestem, taka jaka jestem. Dlatego jej nienawidzę. Nie ma pojęcia o wychowywaniu dziecka, więc mogła się 200 razy zastanowić, czy będzie dobrą matką dla swojego dziecka, którym niestety jestem ja. Bo nie jest. Życie ojca składa się głównie z pracy, papierosów, alkoholu, snu, jedzenia i oczywiście telewizji. Nie przypominam sobie żebym rozmawiała z nim dłużej niż 5 minut. Raczej się mną nie interesuje, nie kupuje mi prezentów na urodziny czy Boże Narodzenie, ale dopóki nie ma awantury to okej, bo przynajmniej nie wtrąca się w moje życie. Dodatkowo, ojciec i matka robią to, czego nienawidzę najbardziej, czyli kłamią. Np. koleżanka mojej matki niedawno kupiła nowe meble, moja matka zaczęła się nimi zachwycać, pytała gdzie zostały kupione, bo może mi też takie kupi. Jak wyszłyśmy, uznała, że meble są beznadziejne i na pewno mi takich nie kupi. Tak, szczerość to podstawa. Po co były te wszystkie kłamstwa, nie rozumiem tego. Kiedyś rodzice obiecywali mi psa, co było moim marzeniem. Powiedzieli, że dostanę go w 6 klasie podstawówki. I tak ten termin się przesuwał, aż odpuściłam, bo w takim tempie do śmierci bym nie dostała tego psa... Rodzice ciągle się kłócą i tego nienawidzę najbardziej, krzyków, wyzwisk i trzaskania drzwiami. Marzę o tym, że się rozwiodą. Ciągle mówią o rozwodzie, ale jak to oni - kłamią. A tak byłoby lepiej dla nas wszystkich. Wiem, że nigdy nie będę szczęśliwa, dopóki moi rodzice będą ze mną utrzymywać kontakt. Ale jestem niepełnoletnia, muszę się uczyć, nie mogę mieszkać sama, więc jeśli nie umrę do tego czasu to poczekam sobie z 10 lat. Chciałabym umrzeć, ale wiem, że nigdy nie popełniłabym samobójstwa, bo boję się bólu i nie mam na to dość odwagi. Najgorsze jest to, że nikt nie zauważa w jakim jestem stanie. Albo ich nie obchodzę, albo tak dobrze to ukrywam, nie wiem. Nie wyobrażam sobie mojego życia za parę lat. Co się może ze mną stać do tego czasu... Niedługo idę do liceum, nawet nie mam na to ochoty. Po gimnazjum nie mam ochoty na żadną szkołę. Ja już nie umiem żyć, po prostu. Nie pójdę do psychologa, ponieważ nie umiałabym opowiedzieć wszystkich moich problemów, o wiele lepiej wychodzi mi ich opisywanie, dlatego teraz tutaj piszę. To moja ostatnia deska ratunku, nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem. Nienawidzę wszystkiego i wszystkich. Dziękuję za wysłuchanie mnie i bardzo proszę o odpowiedź.

Napady złości i smutku

Dzień dobry, od około 3 lat mam napady złości i smutku. Zaczynam krzyczeć i wszystkim rzucać, a potem płaczę. Czasem myślę, że lepiej by było na tym świecie beze mnie. Zazwyczaj kiedy mój narzeczony zrobi coś, co mnie drażni, nawet jakąś mało ważną rzecz. Kompletnie nad tym nie panuję!
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper
Patronaty