Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 7 , 1 9 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Emocje: Pytania do specjalistów

Trudny czas - jak być szczęśliwym?

Mam 19 lat. Jestem chyba w jakimś punkcie kulminacyjnym mojego dojrzewania. W tym roku jest matura (technikum), poza tym mieszkam sam od roku, mama wyjechała za pracą, zastanawiam się, czy mój stan wiąże się z tym, że buzują mi tak...

Mam 19 lat. Jestem chyba w jakimś punkcie kulminacyjnym mojego dojrzewania. W tym roku jest matura (technikum), poza tym mieszkam sam od roku, mama wyjechała za pracą, zastanawiam się, czy mój stan wiąże się z tym, że buzują mi tak hormony, czy rzeczywiście zaczynam sobie nie radzić. Najgorsze jest to, że choruję na trądzik, a teraz wysypała mnie łuszczyca, co wywołało fale psychicznego nieszczęścia, oczywiście w każdej kategorii życia (niektóre problemy są naprawdę poważne). Znajdę coś co doprowadza mnie do szału - choć na pozór wydaje się być silny psychicznie to czuję się "rozłożony na łopatki". Irytują mnie ludzie w koło, ich bardzo płytkie i ślepe podejście do życia moje chude ciało ze skazami, wady w charakterze, rodzice, system, życia etc. i tak naprawdę teraz zdaję sobie sprawę ile czasu zmarnowałem zamiast po prostu cieszyć się życiem i olewać to czego nie zmienię. Czuję, że jest trochę za późno, mimo że idę do szpitala i ze zdrowiem się uporam (mam nadzieję), to po prostu czuję jakby życie wypadło mi z rąk, jakbym umarł wewnętrznie. I co ja mam teraz zrobić, żeby było lepiej? Dużo czasu spędzam z przyjaciółmi i wiedzą o moich problemach, ale nie robię z tego nie wiadomo jakiej katastrofy, bo przecież wiem, że na ziemi jest milion innych istnień, które mają gorzej od mnie, ale nie zmienia to faktu, że czuję się źle do tego stopnia, że trafiłem tu i piszę posta. Po prostu szukam sposobu aby wyjść z tego błędnego koła - czy mam po prostu czekać aż przejdzie? Mam dość dołowania się, stresowania i nieakceptowania wszystkiego w koło. Jak radzić sobie ze stanem, w którym nigdy się nie znajdowałem? Jak zaakceptować siebie i obecną sytuację? Jak poradzić sobie z kompleksami? Jak być szczęśliwym?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co jest przyczyną napadów złości?

Mam 15 lat i mam poważny problem: ciągle się denerwuję bez powodu, rzucam wyzwiskami, krzyczę. Mam już tak od kilku miesięcy, przez to nie mogę się skupić na nauce :( Co może mi dolegać?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mój 4-letni syn bije ciągle 2,5-letnią córkę mojej przyjaciółki

Kacper w kwietniu skończy 4 lata, od marca tamtego roku mieszka z nami moja przyjaciółka z 2,5 letnią córką (przejściowo jeszcze 3 miesiące). Syn gdy rozmawia z kolegami to przedstawia Julkę jako swoją siostrę, gdy jesteśmy w sklepie to zawsze...

Kacper w kwietniu skończy 4 lata, od marca tamtego roku mieszka z nami moja przyjaciółka z 2,5 letnią córką (przejściowo jeszcze 3 miesiące). Syn gdy rozmawia z kolegami to przedstawia Julkę jako swoją siostrę, gdy jesteśmy w sklepie to zawsze kupuje np. czekoladkę dla siebie i dla Julki. Gdy jesteśmy w domu, ciągle jej coś zabiera, a ona w kółko płacze, jedzie samochodem (jeździkiem) to jej na palce wjeżdża, a ona płacze (czasem też płacze bez powodu o różne rzeczy, czy sytuacje). Nasze stosunki się pogarszają przez nasze dzieci i nie wiem, co robić. Stawiałam go w kącie nie pomagało, teraz izoluję się z nim w innym pokoju i jak się uspokoi, to z nim rozmawiam, ale moja przyjaciółka go zaczyna stawiać w kącie, bo już nie może znieść, że on jej córce ciągle coś robi!) Proszę mi pomóc... BŁAGAM BŁAGAM BŁAGAM

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Skąd bierze się ciągłe zdenerwowanie?

Witam, mam 25 lat, od ponad dwóch lat jestem mężatka, mam 7-miesięcznego synka. W ogóle nie pracowałam przed ciążą, bo mi się nie udaje w ogóle znaleźć pracy i nie wiem czy kiedykolwiek kiedyś coś znajdę, mąż pracuje i...

Witam, mam 25 lat, od ponad dwóch lat jestem mężatka, mam 7-miesięcznego synka. W ogóle nie pracowałam przed ciążą, bo mi się nie udaje w ogóle znaleźć pracy i nie wiem czy kiedykolwiek kiedyś coś znajdę, mąż pracuje i wyjeżdża za granice i dobrze zarabia, można powiedzieć, że nas utrzymuje. Od dłuższego czasu mnie wszystko denerwuje, trudno powiedzieć, czy od tego czasu jak synek się urodził - nie mogę się z mężem dogadać, nie ustępuję w ogóle, nie odzywam się jak mnie wkurzy lub jak mnie przeklnie i coś głupiego powie, a to jemu często się zdarza. On się czepia mnie o byle co i ja jego i po prostu już nie wytrzymuję z tą sytuacją, nawet zaczynam wrzeszczeć na moją mamę i mnie mama też denerwuje i o byle co się też czepiam i nie wiem dlaczego. Po prostu wszystkich się czepiam i o byle co czepiam się, a najbardziej mojego męża i mojej mamy najbardziej. Proszę, pomóżcie mi. Co ja mam robić? Czy ja już wariuję, czy po prostu nie mam takiego dobrego życia, żeby żyć, lub może już nie chcę żyć? No już sama nie wiem, a nie porozmawiam z mężem, bo nie można z nim w ogóle rozmawiać i nie da się z nim rozmawiać. Proszę, doradźcie mi, co ja mam z tym zrobić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z emocjami i stresem?

Sytuacja jest w sumie dość skomplikowana i składa się na nią kilka rzeczy. Nie umiem panować nad swoimi emocjami, szczególnie jeśli dotyczą drugiej osoby - dwa lata temu zakończyłem bardzo toksyczny związek, który odcisnął na mnie mocne piętno. Nigdy nie...

Sytuacja jest w sumie dość skomplikowana i składa się na nią kilka rzeczy. Nie umiem panować nad swoimi emocjami, szczególnie jeśli dotyczą drugiej osoby - dwa lata temu zakończyłem bardzo toksyczny związek, który odcisnął na mnie mocne piętno. Nigdy nie miałem wysokiej samooceny, a w związku dodatkowo byłem szantażowany na każdym kroku rozstaniem i podsycaniem poczucia winy. Teraz gdy poznałem nową dziewczynę, która diametralnie różni się od poprzedniej, nie mogę pozbyć się negatywnych odczuć i emocji, przed oczyma często staje mi twarz byłej. Z jednej strony wiem, że warto z Nią być dalej, z drugiej ciągle odczuwam względem niej jakiś irracjonalny niepokój, lęk. Żadne logiczne wyjaśnianie tutaj nie pomaga. Nadinterpretuję nic nie znaczące wydarzenia, gesty. Dochodzi do tego, że pojawia się stres jak tylko dostaję smsa od niej, mimo że jest pełen ciepłych słów. Dodam, że jestem dość wrażliwą osobą. Nie umiem sobie z tym poradzić, wpadam w jakąś histerię. Cała sytuacja rozpoczęła się jakieś 3 miesiące temu, tj. od czasu gdy jesteśmy razem. Zależy mi na tym związku, bo wiem, że może wyniknąć z niego coś bardzo dobrego, ale im dalej w nim jestem tym trudniej mi sobie poradzić, czuję jak wewnętrznie oddalam się od tej osoby. Staram się także nie mówić Jej o swoich problemach, nawet jeśli powiem to nie poprawia to mojego samopoczucia. Czasem chyba traktuję Ją jak wyrocznię, tak jak to było poprzednio. Drugą kwestią są nadchodzące zmiany w moim życiu - koniec studiów, praca zawodowa, prawo jazdy, wizja samodzielnego życia. To dodatkowo mnie paraliżuje, odbiera chęć działania. Mam też ciągłe poczucie winy i nieustannie patrzę na to co powiedzą inni. Mam w sobie jakąś blokadę, która nie przepuszcza moich słów do podświadomości. Ciągle to wszystko analizuję i nie mogę przestać, to co było tydzień temu zdaje się być zamierzchłą przeszłością, często zapominam to co mówią inni. Czuję, że żeruję na ludziach, którzy chcą mi pomóc, brak mi zapału i chęci do zmieniania tego obecnego stanu, użalam się nad sobą. Staram się wykonywać swoje obowiązki, ale czasem lek paraliżuje mnie do tego stopnia, że nie jestem w stanie skupić się i w ogóle zacząć. Oprócz tego istnieje kilka pomniejszych powodów: bardzo niska samoocena w okresie dorastania, poczucie niedojrzałości, brak zadowolenia z własnych osiągnięć, stawianie sobie wysokich poprzeczek których nigdy nie osiągam, szybkie poddawanie się.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak wytłumaczyć rodzicom, że chcę wrócić do Polski?

Mam 15 lat i pół roku temu wyjechałam na stałe do Walii. Na początku (przed wyjazdem) cieszyłam się na ten wyjazd, popierałam rodziców w ich decyzji, ale rzeczywistość okazała się mniej kolorowa, niż to sobie wyobrażałam. Najbardziej nie lubię szkoły...

Mam 15 lat i pół roku temu wyjechałam na stałe do Walii. Na początku (przed wyjazdem) cieszyłam się na ten wyjazd, popierałam rodziców w ich decyzji, ale rzeczywistość okazała się mniej kolorowa, niż to sobie wyobrażałam. Najbardziej nie lubię szkoły - przez to, że jeszcze nie znam dobrze języka osiągam o wiele niższe wyniki niż bym mogla. A jestem teraz w ostatniej klasie i od egzaminów (jeden z nich zdaje w tym tygodniu) zależny do jakiego collegu się dostanę. A raczej dobrze mi nie pójdą, bo chociaż całkiem szybko się uczę, to wiadomo :(. W szkole mam paru kumpli, chociaż koleguję się z nimi raczej z braku alternatywy, bo są trochę dziecinni. Stresuję się też kiedy jestem sama w klasie i muszę coś mówić po angielsku, w ogóle stresuję się rozmawiać z anglikami:( Nienawidzę siedzieć w klasie, kiedy każdy wokół mnie wesoło sobie rozmawia z innymi, a ja siedzę sama w ławce. Rozmawiałam z moimi rodzicami o powrocie do Polski, ale zbywali mnie mówiąc tylko: „nie narzekaj, tu ci będzie lepiej, poprawi ci się”. Nawet nie wiecie jakie to jest frustrujące, kiedy tak bardzo czegoś chce, a nie mam na to najmniejszego wpływu. Nie mówiąc już o tym, ze moi rodzice się bez przerwy kłócą, to są tak bezsensowne awantury, ale moja mama jest chyba najbardziej nerwową osobą na świecie, i kiedy zacznie się kłócić - nawet o jakiś bezsensowny szczegół - do wieczora rozkręci się okropna awantura. Zwykle dostaje się mojemu ojcu, ale czasem i ja mam przez to problemy. Myślę, że moja babcia chętnie by ze mną zamieszkała, zwłaszcza, że mieszka sama na wsi, jest chora, bez samochodu itp. - na pewno nie byłabym tylko ciężarem. Moja siostra ma 10 lat i tez niezbyt podoba się jej mieszkanie tu w UK. Tyle, że ona ma chyba jeszcze gorzej, nie mówi po angielsku w ogóle, chodzi ciągle smutna i apatyczna. Poza tym czuje się tu w UK jakoś tak niestabilnie, nie mam pomysłu co mogłabym robić po zakończeniu tej szkoły, gdzie iść do collegu potem ewentualnie na studia, ten system nauczania jest mi całkiem obcy. Jak namówić rodziców, żeby pozwolili mi wrócić do Polski? Nawet nie mówcie, żebym porozmawiała z rodzicami szczerze, na moją mamę to nie działa, kiedy zaczynam mówić o czymś, co jest jej nie na rękę, odwraca kota ogonem, zaczyna mnie atakować, albo olewa sprawę, jakby to były moje fanaberie. Pomocy! A to potencjalne zamieszkanie z babcia wymagałoby załatwiania jakich spraw? Przepraszam za długi post, ale nie mam pojęcia co robić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ataki agresji, myśli samobójcze - co jest ze mną?

Witam! Mam 15 lat. Od dłuższego czasu zauważyłam u siebie jakieś dziwne zachowania i reakcje, zastanawiam się czy jest to jakiś poważny problem. Jestem osobą bardzo nerwową i agresywną, a częste nerwy objawiają się nerwobólami stwierdzonymi przez lekarzy. Potrafię zadać...

Witam! Mam 15 lat. Od dłuższego czasu zauważyłam u siebie jakieś dziwne zachowania i reakcje, zastanawiam się czy jest to jakiś poważny problem. Jestem osobą bardzo nerwową i agresywną, a częste nerwy objawiają się nerwobólami stwierdzonymi przez lekarzy. Potrafię zadać ból fizyczny nawet swoim znajomym, np. pewnego dnia w szkolę gdy dostałam nagłego napadu złości, wbiłam koleżance kluczyk od szafki, który trzymałam w ręce w nogę. Na szczęście nie było to nic aż tak poważnego. Nie lubię ludzi, nie ufam im i nie bardzo lubię z nimi przebywać, choć to zależy od mojego nastawienia na dany dzień. Czasami po prostu mam ich dość, a czasami wolę spędzić dzień ze znajomymi, bo wtedy czuję się mniej samotna i szczęśliwsza - przez trochę. Od najmłodszych lat byłam osobą, którą inni gardzili, przezywali i znęcali się po prostu. Przez to mam bardzo dużo kompleksów na swoim punkcie i nie ufam ludziom, więc nie mam przyjaciół, a wszystko duszę w sobie. Chciałabym zostać fotomodelką i zajmuję się fotografią od 6. roku życia. Często daje mi to szczęście, niestety nie na długo. Czuję się okropna, wstrętna i znienawidzona przez ludzi i potrafię siedzieć i całymi wieczorami płakać z tych powodów. Mam duże problemy z myślami samobójczymi. Jeszcze niespełna rok temu dzień w dzień podcinałam sobie żyły zatapiając tak swoje smutki. Dwa razy również trafiłam do szpitala po przedawkowaniu tabletek. W dzieciństwie miałam już takie myśli i często płakałam, gdyż zdarzało się w moim domu, że były awantury z powodu pijanego ojca wracające do domu. Często słyszałam, że jestem niewystarczająco dobra, nawet od rodziców, a mój brat był ich przytulanką i nadal jest. Czuję się odrzucona przez nich i nawet gdy poprosiłam mamę czy poszłaby ze mną do psychologa zaśmiała się i powiedziała, że coś sobie wmawiam i nie potrzebuję przecież psychologa. Boje się rozmawiać już z nią na tego rodzaju tematy. Nie wiem co mam robić. Czekam na odpowiedź i pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Dlaczego nie potrafię kontrolować płaczu?

Witam, mam 25 lat, pracuję jako supervisor w sieci restauracji i kafejek w jednym z jej oddziałów. Kilka miesięcy temu pojawił się pewien problem, z którym nie potrafię sobie poradzić, a mianowicie jedna z moich emocji, którą jest płacz....

Witam, mam 25 lat, pracuję jako supervisor w sieci restauracji i kafejek w jednym z jej oddziałów. Kilka miesięcy temu pojawił się pewien problem, z którym nie potrafię sobie poradzić, a mianowicie jedna z moich emocji, którą jest płacz. W sytuacji stresowej dla mnie, a ostatnio nawet takiej, która nie jest jakimś wielkim problemem, zaczynam płakać, nie potrafię tego powstrzymać, nawet jeśli jest to przy klientach i czym bardziej się staram to robić tym gorzej i płacz się tylko nasila. Serce i wszystko w środku jest jakby ściśnięte i nie potrafię z siebie wydusić ani jednego słowa, a wszelkie próby kończą się porażką. Ostatnio dzieję się tak nawet bez żadnego powodu, przyczyny. Wystarczy ze zacznę coś analizować, ktoś coś powie nie po mojej myśli i od razu pojawia się to uczucie płaczu i łzy. Staram się wtedy wyjść i opanować, ale jeśli tylko ktoś wyjdzie za mną i zapyta co się dzieje to wszystko wybucha i znowu się zaczyna, płacz, brak słów - nie mogę tego zatrzymać. Czuję się bardzo niezręcznie gdy ten stan się pojawia. Nie chcę uchodzić w pracy za mazgaja. Mój chłopak daje mi duże wsparcie i próbuje pomóc, ale to nic nie daje. Czy to są objawy depresji?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego rozmawiam sam ze sobą?

Mam 13 lat i czasami jak się zezłoszczę to to muszę w coś walnąć albo nie wiem. Czasami rozmawiam z sobą - co to może być za choroba? Proszę szybko odp. mi, dziękuję.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nerwica czy zwykłe rozdrażnienie?

Witam, uprzejmie proszę pomoc lub wskazanie mi drogi, którą powinnam podążać, ponieważ czuję się coraz bardziej zagubiona i czuję, że tracę kontrolę nad swoim życiem. Mam 26 lat, mieszkam w dużym mieście z rodzicami, nadal studiuję (drugi kierunek). Od szkoły...

Witam, uprzejmie proszę pomoc lub wskazanie mi drogi, którą powinnam podążać, ponieważ czuję się coraz bardziej zagubiona i czuję, że tracę kontrolę nad swoim życiem. Mam 26 lat, mieszkam w dużym mieście z rodzicami, nadal studiuję (drugi kierunek). Od szkoły średniej miałam krótsze lub dłuższe "momenty", w których czułam się bardzo smutno, źle, bardzo samotnie. Nigdy nie czułam się dobrze w dużej grupie, zawsze miałam tylko kilka bliskich koleżanek (chociaż innym zazdrościłam, że są tacy towarzyscy, otwarci). Na początku studiów postanowiłam nawet skorzystać z pomocy psychologa, gdyż zauważyłam, że separuję się coraz bardziej od ludzi, uznając tylko dwie osoby za "godne zaufania" (które notabene totalnie zawiodły mnie w ostatnim roku i obie utraciłam), każdego uważałam wówczas za lepszego ode mnie, ciekawszego, mądrzejszego, uważałam, że nikt mnie nie może mnie polubić, nikt mnie nie lubi. Jednak nie czułam, że wizyty coś mi dają, chodziłam ponad rok, (poza tym przestało mnie na nie stać), kiedy je przerwałam poczułam, że teraz mam właśnie kontrolę nad swoim życiem, czułam się świetnie, unikałam sytuacji, które mogłyby spowodować we mnie negatywne emocje, tak było kilka lat. Do niedawna, bo obserwuję, że wszystko to powraca, a ja strasznie nie chcę przez to znów przechodzić. Od czerwca zauważyłam u siebie radykalny spadek progu wytrzymałości na jakiekolwiek sytuacje stresowe, a nawet na zwykłe zwrócenie uwagi przez mamę czy mojego chłopaka. Krzyczałam, złościłam się i w tym samym czasie płakałam z wściekłości na siebie, że tak się zachowuję, bo czułam, że dzieje się to niezależnie ode mnie. Problem zauważył chyba też mój lekarz pierwszego kontaktu, który zapisał mi dość silną mieszankę leków uspokajających i nasercowych, jednak przestałam ją zażywać, bo spałam po niej po kilkanaście godzin dziennie (co teraz nie brzmi jak najlepsze wytłumaczenie). Na jesieni po raz kolejny zaczęłam odczuwać silne, przeciągające się, o ile nie ciągłe (zwłaszcza wewnętrzne) rozdrażnienie, któremu w różnych momentach dawałam upust złoszcząc się na mamę lub chłopaka, potem płacząc, że tak się zachowuję - oboje byli, są bardzo wyrozumiali, on podsunął mi pomysł, że być może mam nerwicę - jak coś mnie przestraszy (najmniejszy nawet drobiazg) przechodzą mnie silne drgawki, jestem bardzo emocjonalna, wszystko, każdy negatywny komentarz przeżywam, w zachowaniu innych niby przypadkiem doszukuję się złych intencji, tego ze mnie nie lubią (a doszukując się, wcale nietrudno się ich niestety doszukać) czasem ciężko złapać mi oddech... Jednak zdecydowałam się napisać do Państwa, ponieważ to, co wczoraj się stało prawdziwie mnie przestraszyło - zaczęłam się kłócić z tatą, z którym generalnie od zawsze miałam trudności z dogadaniem się, zawsze na mnie krzyczał, a raczej wrzeszczał o byle co, że drzwi do kuchni nie zamknęłam, że światła w pokoju zapomniałam zgasić, że za głośno się śmieję, gdy on w drugim pokoju chce spać, wczoraj - że butów dobrze nie wytarłam wchodząc do domu, chciałam spokojnie wytłumaczyć- że mam 38 stopni gorączki, że nie zauważyłam i tak od słowa do słowa i nagle zaczęłam wrzeszczeć, cała prawa część ciała zaczęła mi drżeć, trząść się, nie mogłam tego opanować, a potem nie mogłam chyba z 15 min złapać oddechu tylko tak głośno "skrzeczałam". Nie wiem co mam robić, nie mogę z sobą poradzić sobie, może to niedojrzałość emocjonalna, nie przeczę, nie wiem tylko jak to zmienić, nerwica - może, tylko co wtedy z tym "fantem" zrobić? Znów też zaczęły pojawiać się myśli o braku akceptacji u innych, zwłaszcza wśród znajomych mojego chłopaka. Wiem, że trudno mi samej powiedzieć kiedy mam rację, kiedy nie, bo nie mam wyczucia już kiedy coś wyolbrzymiam a kiedy nie. Nie chcę przez swoje wewnętrzne problemy ani stracić chłopaka, na którym bardzo mi zależy ani swoich znajomych, ani jeszcze bardziej zrazić do siebie jego znajomych...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Depresja czy efekt dzialania hormonów?

  Mam 23 lata, właśnie kończę studia. Miałam trudne dzieciństwo, pamiętam częste awantury w domu wszczynane przez mojego ojca, półtora roku temu zmarła moja mama. Było mi z tym bardzo ciężko lecz cały czas wydawało mi się, że zarówno ze...

  Mam 23 lata, właśnie kończę studia. Miałam trudne dzieciństwo, pamiętam częste awantury w domu wszczynane przez mojego ojca, półtora roku temu zmarła moja mama. Było mi z tym bardzo ciężko lecz cały czas wydawało mi się, że zarówno ze wspomnieniami z dzieciństwa, jak i ze śmiercią mamy poradziłam sobie, także z dużą z pomocą przyjaciół. Ostatnio czułam się wyjątkowo dobrze, miałam dużo energii, wszystko toczy się raczej po mojej myśli. Dwa tygodnie temu stało się jednak coś dziwnego. Poczułam się zupełnie zagubiona w swoim życiu, tak, jakbym nie wiedziała kim jestem i co się dzieje. Obniżył mi się apetyt, bardzo dużo spałam. Czułam się zagubiona. 3 dni temu w pracy nie mogłam się skoncentrować, cały czas chciało mi się płakać. Następnego dnia po przebudzeniu wstałam, próbowałam coś zjeść, ale zrobiło mi się niedobrze. Położyłam się i zaczęłam płakać. Płakałam 2 godziny i poczułam dużą ulgę. Choć tego dnia jeszcze raz płakał (około pół godziny) ogólnie poczułam się lepiej. Na resztę dnia wrócił mi apetyt. Dziś rano było tak samo, z tym że płakałam silniej. Czuje wewnętrzne napięcie i niepokój. I odczuwam dużą ulgę, gdy się rozładuję. Bardzo pomocne okazują się także rozmowy z przyjaciółmi i bratem, czy nawet zwykłe wypłakanie się im. Chcę wybrać się do lekarza rodzinnego, by wykluczyć ewentualne dolegliwości fizyczne, tym bardziej, że moje pogorszenie się stanu zdrowia zbiegło się z objawami zatrucia pokarmowego u mojego brata, z którym mieszkam. Myślę także o poszukaniu profesjonalnej pomocy u psychologa. Równocześnie jednak zmniejszyła mi się zazwyczaj bardzo duża w okresie zimowym ilość wyprysków na twarzy. Czuję się jakbym zupełnie nie była sobą, zwłaszcza, że na co dzień jestem zazwyczaj osobą energiczną i zazwyczaj umiem poszukiwać w życiu pozytywów. Moje objawy zbiegły się także w czasie z próbą rzucenia palenia papierosów (po około 7 latach palenia). Nie wiem, co robić, nie wiem, co się stało czuję się bardzo zagubiona, a do lekarza mogę pójść dopiero w poniedziałek. Będę bardzo wdzięczna za jakąkolwiek ocenę z zewnątrz mojego stanu.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nie potrafię sobie poradzić ze sobą - co mam zrobić, by się zmienić?

Witam, Mam 16 lat. Jestem bardzo nerwową, a przede wszystkim wybuchową dziewczyną. Łatwo popadam w konflikty. Na ogół ludzie postrzegają mnie jako ładną dziewczynę z dużym poczuciem humoru i rzeczywiście tak jest. Lubię się śmiać i w sumie jestem duszą...

Witam, Mam 16 lat. Jestem bardzo nerwową, a przede wszystkim wybuchową dziewczyną. Łatwo popadam w konflikty. Na ogół ludzie postrzegają mnie jako ładną dziewczynę z dużym poczuciem humoru i rzeczywiście tak jest. Lubię się śmiać i w sumie jestem duszą towarzystwa. Często jednak popadam w dołki, z którymi ciężko mi sobie poradzić. Dzieje się tak wtedy, gdy pokłócę się ze swoją przyjaciółką. Nie mam pojęcia czemu tak jest. Automatycznie spada moja samoocena, radykalnie zmienia się nastrój. Nie umiem tego kontrolować. I czuję się przez nią niedoceniana(przez przyjaciółkę). Gdy jestem z nią i innymi znajomymi mam wrażenie, że jest ode mnie lepsza, zabawniejsza, że ludzie wolą bardziej z nią rozmawiać niż ze mną. Może to zazdrość? Nie wiem, czy przykre doświadczenia z przeszłości mogą mieć na to wpływ. Będąc małą dziewczynką byłam molestowana. Wielu rówieśników o tym wiedziało i nabijali się ze mnie. Rodzice nie mają o tym pojęcia. To jest zbyt poniżające doświadczenie żeby się z nimi o tym dzielić. W domu nie zawsze było różowo. Zdarzało się, że ojciec na moich oczach bił mamę, gdy rodzice się kłócili bardzo się bałam. Jak mama mówiła ojcu o rozwodzie - groził samobójstwem i raz mało brakowało by je popełnił (zawiesił się na linie i się dławił), jednak brat szybko do niego poszedł i odciął linę. Miałam wtedy bodajże 11 lat. Miało oczywiście to wpływ na moją naukę. Jak miałam 13 lat mama wyjechała za granicę. Ojciec wtedy posądzał ją o zdradę i niemało razy usłyszałam jaka to ona nie jest wg mojego ojca oraz rodziny z jego strony. Często wtedy pił wyżywając się psychicznie. Nieraz mówił mi, że to przeze mnie nie układa mu się z mamą (gdy dzwoniła, zwierzałam się jej jak mi jest ciężko z powodu taty). W międzyczasie bardzo pokłóciłam się z przyjaciółkami, doszło do przykrych wyzwisk. Był to chyba najgorszy okres w moim życiu, który ciągnął się przez rok. W ostatnie wakacje wyjechałam za granicę na miesiąc do pracy z przyjaciółką, koleżanką i jej mamą. Koleżanka miała wielki żal o wiele spraw związanych z nami. Niestety doszło do takiej kłótni, przez którą do tej pory nie utrzymujemy kontaktu. Przez cały miesiąc pobytu izolowałam się od pozostałych, siedziałam sama. Było mi strasznie smutno, bo przyjaciółka wykazywała większe zainteresowanie koleżanką, niż moją osobą. Czułam się gorsza. Wtedy najbardziej jej potrzebowałam, a ona nie była w stanie mi pomóc. Co mam zrobić, by się zmienić, bo przez moją nerwowość, brak dystansu do siebie, niskiej samoocenie i wiele innych wad, wykańczam się.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak otworzyć się na innych?

Nie mam depresji ,chociaż wcześniej miałam ,ale zauważyłam ,że się tylko nad sobą użalam i w tym powstał mój problem , mam 14 lat i jestem strasznie zamknięta w sobie , śmieje się i zachowuje normalnie ,ale nie potrafię powiedzieć...

Nie mam depresji ,chociaż wcześniej miałam ,ale zauważyłam ,że się tylko nad sobą użalam i w tym powstał mój problem , mam 14 lat i jestem strasznie zamknięta w sobie , śmieje się i zachowuje normalnie ,ale nie potrafię powiedzieć o swoich problemach, i uczuciach ,oduczyłam dzielenia się z nimi. Wiem ,że nikogo to nie obchodzi ja zresztą też bo takie jest życie ,czuję się obrzydliwie samotna. Wiem ,że teraz się strasznie nad sobą użalam ,ale jak długo można wszystko co w nas siedzi tępić ?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Niechęc i chorobliwa zazdrość - co jest ze mną nie tak?

Witam serdecznie, Szukam odpowiedzi na moje problemy i za każdym razem gdy wejdę na forum wszystkie objawy większości chorób do mnie pasują. Sama nie wiem co się ze mną dzieje. Od jakiegoś czasu jestem nie do zniesienia, zarówno dla męża,...

Witam serdecznie, Szukam odpowiedzi na moje problemy i za każdym razem gdy wejdę na forum wszystkie objawy większości chorób do mnie pasują. Sama nie wiem co się ze mną dzieje. Od jakiegoś czasu jestem nie do zniesienia, zarówno dla męża, jak i przyjaciół. Złe samopoczucie nie daje mi spokoju. Wszystko wydaje mi się smutne i pozbawione perspektyw. Nie mam ochoty wychodzić z domu, nie chcę spotykać się z przyjaciółmi, boję się spojrzeń innych ludzi. Cały czas porównuję się do innych i dochodzę do wniosków, ze wszystko w moim życiu jest gorsze, a każdy jest ładniejszy, lepszy i mądrzejszy ode mnie. Do tego ta zazdrość o męża... Zabroniłam mu chodzić na siłownię, spotykać się ze znajomymi i sprawdzam go na każdym kroku - oszaleję, a może już zwariowałam. Co ze mną nie tak?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Niechęć do wszystkiego - co z tym zrobić?

Mam 18 lat i od pewnego czasu mało mnie cieszy. Jestem zmęczona prawie cały czas i co najgorsze na nic nie mam chęci. Najbardziej przeraża mnie fakt, że jeszcze niedawno byłam dobrą uczennicą, a teraz przez moje złe samopoczucie i...

Mam 18 lat i od pewnego czasu mało mnie cieszy. Jestem zmęczona prawie cały czas i co najgorsze na nic nie mam chęci. Najbardziej przeraża mnie fakt, że jeszcze niedawno byłam dobrą uczennicą, a teraz przez moje złe samopoczucie i niechęć do życia bardzo zaniedbałam naukę. Nie chce, żeby tak było i chcę coś z tym zrobić pomóżcie proszę!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Wstyd przed byciem sobą - czy ma to związek z przeszłością?

Moim problemem jest niespójność osobowości. Mam 25 lat, jestem od 2 i pół roku w związku na odległość (dzieli nas 500 km) i widujemy się przeważnie raz w miesiącu. Mój chłopak zauważył jeszcze na początku naszej znajomości, że kiedy piszemy...

Moim problemem jest niespójność osobowości. Mam 25 lat, jestem od 2 i pół roku w związku na odległość (dzieli nas 500 km) i widujemy się przeważnie raz w miesiącu. Mój chłopak zauważył jeszcze na początku naszej znajomości, że kiedy piszemy ze sobą smsy, to ja zachowuje się zupełnie inaczej, dużo lepiej, jestem weselsza, bardziej otwarta, wyrażam swoje myśli, i on taką mnie polubił, a kiedy jestem na żywo nie umiem być taka, jestem zupełnie inna, zamknięta, małomówna, zbyt skupiona na sobie, jakbym była inną osobą. Dlaczego tak jest? Zamknięta w sobie i małomówna byłam już w szkole podstawowej, potem w liceum. Miałam dużo kompleksów, z których głównym był mój wygląd - miałam trądzik, jak ktoś się na mnie patrzył, to zawsze myślałam, że przez to i czułam się brzydka, zwłaszcza kiedy słyszałam komentarze na ten temat, nie potrafiłam nawiązywać przez to kontaktów, bo czułam się nieakceptowana przez środowisko. Jednak kompleksy w późniejszym wieku zostały pokonane, zrozumiałam, że nikt nie jest lepszy lub gorszy przez to jak wygląda i już obecnie nie przejmuję się tym tak i łatwiej nawiązuję kontakty. Jednak przy nim czuję jakąś blokadę, potrafię napisać o sobie, co czuję, a nie potrafię powiedzieć a jak mówię, sztucznie to brzmi. Czy to ma jakiś związek z moją przeszłością?Co ze mną jest nie tak i jak mam sobie z tym poradzić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Zmienne nastroje i niechęć - co się ze mną dzieje?

Witam, od jakiegoś czasu mam zmienne nastroje. Potrafię wpadać w furię (mam w sobie tyle złości), a za 5 min. potrafię płakać z byle powodu. Nie chce mi się niczego, najchętniej zamknęła bym się w pokoju i przeleżała z łóżku....

Witam, od jakiegoś czasu mam zmienne nastroje. Potrafię wpadać w furię (mam w sobie tyle złości), a za 5 min. potrafię płakać z byle powodu. Nie chce mi się niczego, najchętniej zamknęła bym się w pokoju i przeleżała z łóżku. Mam 28 lat. Nie wiem co się z mną dzieje i jak temu zaradzić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Rozchwianie emocjonalne: jak sobie z tym poradzić?

Witam. Chciałbym się poradzić specjalisty w pewnych płaszczyznach mojego życia. Trudno mi jest sprecyzować obiekt, który mnie czasami demotywuje/przeszkadza - użyję nawet słowa nęka. Mam 18 lat, jestem w III klasie liceum. Historia zaczyna się w wieku 7-8 lat, kiedy...

Witam. Chciałbym się poradzić specjalisty w pewnych płaszczyznach mojego życia. Trudno mi jest sprecyzować obiekt, który mnie czasami demotywuje/przeszkadza - użyję nawet słowa nęka. Mam 18 lat, jestem w III klasie liceum. Historia zaczyna się w wieku 7-8 lat, kiedy zaczynałem mieć wyróżniające się wyniki w sporcie. Już jako dziecko marzyłem o tym, aby zostać olimpijczykiem (wszystko było na bardzo dobrych torach). Brałem udział w licznych zawodach sportowych. W wieku 11 lat (5 klasa podstawówki) doznałem kontuzji - martwicy pięt. Był to dla mnie bardzo duży cios, gdy lekarz oznajmił, że nie mogę ćwiczyć i muszę zrobić sobie przerwę pół roku. Miałem żal do rodziców itp. W 5 kl. podstawowej ze średniej prawie 5.0 oceny mi spadły do 3.9 - ogólnie rzecz biorąc nic mi się nie chciało i byłem bardzo rozdrażniony (i nieświadomy tego jako dziecko). Po roku nadal czułem ból w piętach, ale dużo już mniejszy, niestety nie mogłem się przeciążać... Nie poddawałem się - w 6 klasie zacząłem chodzić na rękach do takiego stanu, aż nauczyłem się doskonałej równowagi i balansu ciałem na rękach. Na zakończenie 6 klasy otrzymałem świadectwo z wyróżnieniem. W czasie wakacji między 6 kl. podstawową a 1 gimnazjum zacząłem uprawiać parkur, liczne salta, mostki, akrobacje na samych rękach - byliśmy w 3 ze znajomymi i planowaliśmy się w tym kierunku rozwijać. Początek roku szkolnego... spadłem z płotu i niefortunnie pękł mi tylko i aż nadgarstek (na szczęście, ponieważ cała sytuacja z punktu widzenia obserwującego mnie znajomego, z którym trenowałem, wyglądała bardziej drastycznie). Biegać forsownie już nie mogłem, do tego dołączył pęknięty nadgarstek, który nie pozwolił mi na chodzenie na rękach i związane z tym różne manipulacje fizyczno-akrobatyczne. Skakać z wysokości też za bardzo nie mogłem, ponieważ cały ciężar rozprowadzałem na nogi-nadgarski-barki-plecy (dwa pierwsze elementy zostały już skontuzjowane...). 1 kl. gimnazjum to był czas zażartej przemocy psychicznej, która stopniowo się rozwijała w mojej klasie gimnazjum. Jak wiadomo - człowiek, który nie ma pasji i w osłabieniu jest łatwiejszym celem. Chociaż najbardziej nieprzewidzianym elementem była nielojalność albo chęć zyskania większego rozgłosu (nawet nie wiem jak to nazwać) przez jednego z moich znajomych, z którym znałem się od przedszkola - uznałem go za ''przyjaciela''. Zaczął roznosić plotki, obgadywać - w każdym razie z przyjaciela zmienił się w obłudnika, który widocznie był fałszywy, jak to w życiu bywa. 2 kl. gimnazjum - kiedy nadgarstek był jako tako zrośnięty (niestety nie mogłem wrócić do akrobacji na rękach), ale za to nogi pozwalały mi na coraz bardziej absorbujące treningi. Ponownie zacząłem trenować po lekcjach i przykładałem się do lekcji wf-u. Pewnego dnia mieliśmy lekcję poświęconą skoczności. Głównie skoki przez płotki. Nastąpiło odnowienie kontuzji pięt. Któraś z kolejnych wizyt u lekarza przeświadczyla mnie, że niestety kolejny specjalista ponownie za dużo nie wniósł do leczenia tych dolegliwości (wydaje mi się, że to rutyna, a nie niekompetencja, chociaż każdego charakteryzowałbym z osobna, ale nie o tym mowa). Oczywiście nastąpił kolejny bunt związany z kolejną kontuzją, ale znalazłem kolejną alternatywę - zacząłem namiętnie jeździć rowerem przynajmniej 3-4 razy w tygodniu, raz interwałowo, innym razem równym tempem. Po 3-4 miesiącach nabyłem jałową martwicę guzowatości kości piszczelowej kolana (wszystko ma związek z gospodarką wapniową w organizmie). Chciałbym wpomnieć, że przestrzegałem zaleceń lekarzy co do przyswajania przetworów mlecznych i utrzymywałem wysokokaloryczną ''dietę''. W 3 kl. gimnazjum nadal byłem ofiarą przemocy psychicznej, nie ja jeden, ale na moje siły starałem się bronić tych, którzy dostawali bardziej ode mnie. W przeciągu lat 1-3 kl. gimnazjum stoczyłem 5 bójek. Pierwsza gdzieś w 1 kl. gimnazjum za to, że pewien człowiek zaczął mnie wulgarnie wyzywać przy całej klasie. Nie jestem osobą konfliktową, dlatego do teraz trudno mi wytłumaczyć, co ten człowiek ode mnie chciał, ale o tym potem. To była moja pierwsza bójka - 3 uderzenia w twarz i oznajmiłem mu, że jeżeli ma problem to bardzo chętnie porozmawiam z nim w 4 oczy w normalnej atmosferze. Kolejne dotyczyły tej samej osoby, z czego ostatnia była dla niego już nieco krwawa - nie mogłem inaczej do tego człowieka dotrzeć - po takiej bójce miałem spokój na jakiś miesiąc (problem w tym, że on nie pochodzi z patologicznej rodziny, ma inteligentnych rodziców, dostatek, jest zdrowy, ale był w centrum uwagi klasy przez te ''wygłupy''). Ostatnie dwie również dotyczyły czlonków klasy, z czego ta ostatnia była bardzo dziwna (w 3 kl. gimnazjum). Tego dnia byłem niewyspany i trochę rozdrażniony...ogólnie zmęczony tą całą sytuacją ze sportem i klasą... Za to, że ktoś we mnie rzucił szyszką (teraz wiem, że to była koleżanka) biłem się bez sensu z jakimś człowiekiem z klasy. Po szkole zebrała się duża liczba ludzi w umówionym miejscu i my. W trakcie tego bezsensownego procederu nie czułem żadnej urazy do tego drugiego człowieka, żadnych emocji. Zdejmowałem czapkę i kurtkę przed samą bójką, kiedy ten człowiek rzucił się na mnie. Dostałem soczystym sierpowym w twarz, ale na tym się skończyło, ponieważ byłem dużo zwinniejszy i wysportowany. Po jakichś 20 minutach tego głupiego spektaklu widziałem jak był poobijany, stał i sapał, a z tłumu krzyczeli liczni agresorzy - ''no dalej rusz ****, nic mu nie zrobiłeś, zobacz jak wyglądasz, a jemu nic nie jest''. Nie mogłem na to patrzeć i po prostu musiałem stamtąd odejść, kiedy z tyłu głowy otrzymałem kolejny cios...stosunkowo lekki i niecelny - pewnie dlatego, że padł od tak wycieńczonej osoby. Wziąłem swoje rzeczy i odszedłem... Kilka dni po tej bójce zapisałem się na basen, bo to była jedna z ostatnich opcji... Po 2 miesiącach ogólne wycieńczenie organizmu i miałem dać sobie spokój na kolejne kilka miesięcy... W 1 kl. liceum, klasa biologiczno-chemiczna, moje zdrowie fizyczne i równowaga psychiczna wracały do normy, poznałem nawet bardzo ciekawą dziewczynę. Z dziewczyną nie wypaliło, ale miło wspominam ten czas. Kontynuując rytuał, w liceum znowu przykładałem się do sportu i wyrosło coś w rodzaju guza na lewym zawiasie udowym. Środek roku szkolnego - bunt, operacja, miesiąc mnie w szkole nie było (cały styczeń), w lutym 2 tygodnie korepetycji, żeby jakoś nadrobić zaległości z j. polskiego. Szkoła, do której się dostałem, należała do tych bardziej wymagających. Spadek ocen ze względu na brak aktywności fizycznej i nieobecność w szkole. Wtedy myślałem, że chcę iść na medycynę, ale po pewnym czasie zacząłem mieć problemy finansowe, osobiste (za dużo do tłumaczenia, rozwijałem się na wielu płaszczyznach, m.in. na zajęciach dodatkowych), rodzice nie mogli wydawać na mnie nie wiadomo ile, a chęć poznawania nowych rzeczy i alternatyw dla sportu była duża. Od wstąpienia do liceum już się zastanawiałem nad profilem mat-inf. czy biol-chem. - wybrałem ten drugi, lecz postanowiłem go zmienić na rzecz mat-infu. Nadrobiłem 1,5 roku zaległości z matematyki z profilu rozszerzonego, podwyższyłem znajomość j. angielskiego (aktualnie jestem na poziomie upper-intermediate) - podczas ostatnich wakacji byłem ponad miesiąc w Londynie (miałem szczęście i chwyciłem okazję - pracowałem w firmie budowlanej i uczyłem się angielskiego na kursie). W 3 kl. liceum we wrześniu opanowało mnie takie...wypalenie. Chciałem dużo rzeczy robić na raz. Potem zachorowałem i tydzień mnie nie było w szkole i w tym czasie odżyłem jak nigdy. Niestety nadal byłem nie do życia. Owładnął mną bunt i zdałem sobie sprawę, że pieniądze nie mogą być jedyną rzeczą, dla której idę na ekonomię. Matematyka jest dla mnie ciężka, mam nieusystematyzowane wiadomości, a jeśli chodzi o angielski jest ok, tylko bardziej musiałbym przysiąść do gramatyki... Zmieniłem deklarację maturalną z 3 przedmiotów maturalnych rozszerzonych na 1 - biologię. Od września-listopada czułem taką dużą demotywację, w sporcie nazwałbym to przetrenowaniem. Stwierdziłem, że nie wiem za bardzo co bym chciał robić w życiu - tak jest do teraz. Przez ten czas delikatnie podchodziłem do zajęć, nie zmuszałem się do niczego, uczyłem się, ale spokojnie, żadnej presji na siebie nie narzucałem - presji, która w sumie ciążyła na mnie od czasów gimnazjum do liceum w różnym natężeniu. Ku mojemu zaskoczeniu dość podniosłem się z fizyki, nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. W grudniu dostałem się do klubu koszykarskiego sportowego, zacząłem trenować ponownie 4 razy w tygodniu, chodzić na solarium, aby zwiększyć syntezę witaminy D, jeść dużo ryb, kofeina - gdy jest przewidywany ciężki trening, 9-10 godzin snu dziennie i oceny zaczęły się podnosić ze wszystkich przedmiotów. Kilka dni temu na treningu znowu coś mi przeskoczyło czy przeciągneło na pięcie, nie mogę zupełnie biegać. Trochę jestem podłamany, ale co zrobić, życie idzie do przodu... Nie mam obranego kierunku studiów, bo myślałem o AWF-ie, a tam są sprawnościówki, więc słabiutko... Nie mam motywacji, czuję, że brakuje mi takiego zapalnika (podając w metaforycznej bombie). Czuję, że jestem blisko. Nie mogę się znaleźć ostatnio w szkole, chodzę jak zagubiony. Matura w maju, a ja nie mam w sobie siły. Dobrze, przyjmijmy, że to wiek dojrzewania - ale ja mam maturę za 4 miesiące! a przejawia się u mnie taki egocentryzm, myśli mnie demotywują, szukam aspiracji, czytam książki fantasy, bo najłatwiej je rozumiem, psychologię, biologiczne znaczenie stanu dojrzałości itd. Wszystko z ogromnym wysiłkiem + ta kontuzja. Gdy czytam, myślę ''o, wiem to, a inni nie wiedzą, ale jestem wspaniały'', a potem zbijam siebie i powtarzam sobie ''umiarkowanie...'' - jak sobie z tym poradzić? Przepraszam, że się tak rozpisałem, ale wydaje mi się, że to jest istotne, a mam mało czasu - mogę zmienić deklarację maturalną do 7 lutego, ale nie zamierzam. Zastanawiałem się już nad tym ''kim jestem?'', ''co lubię robić?'', nawet wpadła mi w ręce książka na temat podejmowania decyzji zawodowej, budowania samooceny, a piramidę masłową znam na pamięć i odnoga bezpieczeństwa odnosi się do tych stanów zdrowotnych, tylko nie wpadłem jeszcze na pomysł, jak to ominąć. Nie studiowałem jeszcze etapów leczenia depresji w trakcie wizyt u psychologa i myślę, że to zajęłoby mi dużo czasu. Przyjmuję zasadę 'nie siedzieć w domu i na siłę robić', bo jak siedzę i nic nie robię to jest tylko gorzej. Tylko, że to się utrzymuje - ta ''niemoc'' - co robić? Można powiedzieć, że jestem uzależniony od uprawiania sportu, lecz moje ciało - moim zdaniem - nie jest tak silne jak umysł. Matematycznie mogę to przedstawić tak, że ciało ma ok. 50% wytrzymałości, a mój umysł 100%, czyli o 50% więcej niż ciało (dlatego pewnie następowały urazy). Nie ma rady, chcę się jakoś stymulować do nauki pomijając sport, ale jak to robić, żeby nauka była efektywna? Pokładam w pani/panu dużą nadzieję. Czekam na odpowiedź...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Wrażliwość na krytykę i niska samoocena - co robić?

Mam parę problemów, pewnie wydadzą wam się one błahe, ale ja sobie już z nimi nie mogę poradzić od dłuższego czasu, przez co moje życie jest takie smutne i brak w nim radości. Przede wszystkim za dużo rozmyślam o pewnych...

Mam parę problemów, pewnie wydadzą wam się one błahe, ale ja sobie już z nimi nie mogę poradzić od dłuższego czasu, przez co moje życie jest takie smutne i brak w nim radości. Przede wszystkim za dużo rozmyślam o pewnych rzeczach. Analizuję, oczywiście nie dochodzę do jakiś rozsądnych wniosków, tylko się jeszcze bardziej zadręczam. Bardzo boli mnie krytyka, trenuję pewien sport od kilkunastu lat, jest (albo był) całym moim życiem, jednak trener tę pasję zniszczył. Byłam w tym naprawdę dobra, teraz przechodzę kryzys i fizyczny i psychiczny, trenerowi zdarza się powiedzieć parę przykrych słów, które siedzą mi w głowie, stale o nich myślę. Trener jest wybuchowy, to wiem, mówi dużo rzeczy zanim pomyśli, ale jego słowa bardzo mnie bolą. I ja z tym nie mogę sobie poradzić, bo trenowanie sprawiało mi ogromną radość, a teraz czuję, że się w tym duszę, od paru dni niby jest dobrze, ale jak tylko powie coś przykrego wiem, że to wszystko wróci. Chciałabym tego nie brać do siebie , teoretycznie wiem, że to co mówi to nieprawda, ale nie wierzę w siebie tak mocno żeby tego nie rozpamiętywać i nie płakać nocami przez to. Drugim problemem jest to że myślę że nie jestem nikomu do niczego potrzebna, nie mam chłopaka, czuję się bardzo samotna

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak powiedzieć dziewczynie o mojej wizji sensu życia?

Jestem uczniem LO o profilu biol-chem, chodzę do II kl. Jeżeli w najbliższym czasie nie znajdę tego o co na prawdę chodzi w życiu, będę chciał możliwie szybko zejść już z tego świata. W końcu każdy kiedyś umrze. Nie chcę...

Jestem uczniem LO o profilu biol-chem, chodzę do II kl. Jeżeli w najbliższym czasie nie znajdę tego o co na prawdę chodzi w życiu, będę chciał możliwie szybko zejść już z tego świata. W końcu każdy kiedyś umrze. Nie chcę się w tym miejscu za bardzo rozpisywać nad powodem mojej decyzji, po prostu ani religia, ani biologia z chemią, ani NIC, żadna inna dziedzina życia nie dała mi odpowiedzi na pytanie po co w takim razie żyjemy, skoro i tak po śmierci ustają procesy chemiczne w naszych umysłach i zapadamy w długi "sen". Wszystko nie ma sensu i chcę temu jak najszybciej wyjść na przód - wydaje mi się, że im szybciej tym lepiej. Jakiś czas temu, poznałem wspaniałą dziewczynę i zakochaliśmy się w sobie, z wzajemnością. Niestety teraz dopiero doszło do mnie jak straszny błąd popełniłem - nie chcę, żeby kolejna osoba cierpiała z powodu mojego odejścia. Dobrze, Pani Psycholog - skoro napisałem wcześniej - wszystko nie ma sensu - to także logicznie rzecz biorąc, moja miłość nie ma sensu, bo jest to po prostu sprawa dosyć silnych hormonów oddziałujących na moją psychikę. To wszystko to po prostu taki połączony zwykły popęd płciowy, połączony z przyzwyczajeniem i najprostszymi zwierzęcymi odruchami = miłość – słowo, które wymyślili ludzie na opis tego zjawiska. W każdym razie każdy proces kiedyś się kończy, co to za różnica czy za 80 lat czy za rok. Chciałem zostać lekarzem. Teraz już nie chcę, bo życie ludzi mnie odtrąca. Brzydzę się tym, nie chcę tego zaakceptować. Dobrze, koniec mojego światopoglądu, teraz pora na punkt główny, a w zasadzie jedyny powód dla którego piszę do Pani/Pana. Jak już wspomniałem dosyć długo jestem z pewną dziewczyną i na prawdę nie chcę, żeby cierpiała. Dlatego nie proszę o porady dot. samego mnie (doradzam wizytę u psychologa/psychiatry, itp.) tylko proszę o konkretne porady jak mam się zachować w stosunku do mojej dziewczyny. Powiedzieć jej o tym co myślę/czuję? Nic nie mówić? Czekać na rozwój wypadków?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty