Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Konflikty w związku: Pytania do specjalistów

Jak poradzić sobie z brakiem zaufania do chłopaka?

Mam 17 lat, mój chłopak ma 22, jesteśmy ze sobą dopiero od pól roku. Nie daje mi spokoju jego przeszłość - miał bardzo dużo dziewczyn, nie 10 tylko ponad 100, z którymi spał, a z dziewczyn, z którymi chociaż się...

Mam 17 lat, mój chłopak ma 22, jesteśmy ze sobą dopiero od pól roku. Nie daje mi spokoju jego przeszłość - miał bardzo dużo dziewczyn, nie 10 tylko ponad 100, z którymi spał, a z dziewczyn, z którymi chociaż się całował jest dużo więcej.

Mieszkam w małej miejscowości i każdy prawie się tu zna i więc mam znajome, z którymi kręcił albo chociaż się całował. Moja zazdrość nasiliła się teraz, gdy on znalazł pracę i pojechał w delegację z bratem i kolegą - nie ma go dopiero od 3 dni i dziś wraca, a ja cały czas mu piszę, że mnie nie kocha, że gdyby mnie kochał to by tu był, że ja zrezygnowałam dla niego z internatu on dla mnie nic nie robi, że na pewno mnie zdradzi, że nie nadaje się do stałego związku, że nie potrafi kochać, tylko seks mu w głowie i tylko do tego się nadaje. Szukałam pomocy na forum, ale tam tylko zaczęli mnie wyzywać i każdy pisał, że taka osoba się nie zmienia, że on może się zakochać, ale to mu minie i najdłużej wytrzyma 3 lata - to mnie dobiło. Nie wiem co już do niego czuję - nie tęsknię za nim, płaczę, bo sobie wmawiam, że on na pewno mnie kiedyś zdradzi, a tego się boję. Boję się mu zaufać, bo jestem pewna, że on na pewno mnie zdradzi kiedyś, a ja o tym nie będę wiedzieć.

Na początku przekonał mnie do niego jego charakter i w dużym stopniu jego wygląd, ale to było za mało i po tygodniu chciałam z nim zerwać. Wtedy on się rozpłakał i pierwszy raz się przede mną otworzył i powiedział, że jak on ma się zmienić jak każda dziewczyna, z która się zaczyna spotykać zrywa z nim kontakt mówiąc, że nie potrafi z nim być, bo miał za dużo dziewczyn. Wtedy opowiedział mi o swoich dwóch dziewczynach, które kochał - jedna mu umarła, miała problemy z sercem. Dodał, że nie chce mnie też stracić. Druga dziewczyna była z nim w ciąży, poroniła, dopiero później dowiedział się, że w 5. miesiącu poszła na dyskotekę i się opiła i poroniła, potem dziecko zaniosła do opuszczonego domu.To były powody dla których zostałam z nim i uwierzyłam, że mnie kocha i że potrafi kochać, ale teraz jak wyjechał zaczęłam sobie mówić: „a jak on mnie nie kocha tak samo jak ich albo tylko kłamał?”.

Tak naprawdę to chciałabym żeby chociaż raz przyniósł mi kwiatki, jakiś drobny prezent - nie wiem czy to materializm czy nie, ale tego potrzebuje (nie mówię, że nigdy mi nie przyniósł). Może problem leży we mnie a nie w nim? Może mama ma racje i naprawdę nie potrafię kochać? Dodam, że jak byłam dzieckiem to to samo mówiłam rodzicom, wpadałam w szał, mówiłam rzeczy, których potem nie pamiętałam - teraz mam tak z chłopakiem.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak wrócić do siebie i stworzyć w końcu kochającą się rodzinę?

Witam. Mam 28 lat i dwójkę dzieci. Z ojcem starszego syna jestem po rozwodzie, nie utrzymujemy kontaktu. Od 5 lat jestem w związku (z przerwami) z ojcem drugiego syna, tzn. aktualnie mieszkamy osobno. Trzy razy rozchodziliśmy się, w tym...

Witam. Mam 28 lat i dwójkę dzieci. Z ojcem starszego syna jestem po rozwodzie, nie utrzymujemy kontaktu. Od 5 lat jestem w związku (z przerwami) z ojcem drugiego syna, tzn. aktualnie mieszkamy osobno. Trzy razy rozchodziliśmy się, w tym momencie nie żyjemy razem, ale jesteśmy w bliskich stosunkach ze sobą, pomaga mi wychowywać chłopców, ponosi częściowo koszty ich utrzymania.

Kochamy się, nie wyobrażamy sobie życia bez siebie, ale jak mieszkamy razem to czasami mamy ochotę się "pozabijać". Na odległość jest okey, ale za to tęsknimy za sobą strasznie. Nie wiemy co robić, jak się dogadać i zamieszkać ze sobą, żeby w końcu było dobrze. Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Nie radzę sobie z facetem… Czy zamiast tłumaczyć i dyskutować powinnam wymagać i działać?

Mam 24 lata, od 5 lat jestem w związku z chłopakiem, który ma 26 lat. Jesteśmy przeciwieństwami - ja jestem ekstrawertykiem, uwielbiam ludzi, nowe miejsca, wyzwania, on - wręcz przeciwnie, choć wynika to częściej z tego, że pracuje fizycznie, a...

Mam 24 lata, od 5 lat jestem w związku z chłopakiem, który ma 26 lat. Jesteśmy przeciwieństwami - ja jestem ekstrawertykiem, uwielbiam ludzi, nowe miejsca, wyzwania, on - wręcz przeciwnie, choć wynika to częściej z tego, że pracuje fizycznie, a ja studiuję. Jest skryty, nie lubi rozmów, wywodzi się domu, w którym był zdany na siebie, nikt nie okazywał uczuć i nie rozmawiał na żadne tematy, tym bardziej o problemach. Nie mieszkamy razem, ale spotykamy się prawie codziennie, bo dzieli nas kilka kilometrów.

Ciężko jest streścić co się działo przez tak długi okres, z resztą byliśmy młodzi wchodząc w ten związek i na pewno uczyliśmy się siebie. Jestem osobą bardzo otwartą, rozmawiam na każdy temat, nie umiem kryć emocji, traktuję Go poważnie i zawsze rozmawiam. Mogę powiedzieć, że póki zachowywałam się jak gówniara, obrażałam się, czasem wyłączyłam tel. to było wszystko dobrze (tak na początku), ale z czasem wydoroślałam, zaangażowałam się, traktowałam Go zawsze z szacunkiem, jak równoprawnego rozmówcę to zaczął się koszmar (wtrącę tylko, że jestem po studiach pedagogicznych i uwielbiam psychologię, to moje zainteresowania, i wiem co należy robić, potrafię doradzić innym, ale sama wcielić tego w życie nie umiem, zawsze gdy wchodzą w grę uczucia, to nie umiem...).

Od dłuższego już czasu mój facet o nic się nie stara, rzuca mi słuchawką (ja wychodzę z założenia, że nie będę się zniżać i robić tak jak on), ale gdy on chce rozmawiać - zawsze go wysłucham (choć to rzadkość). Obraża mnie, unosi się, jest okropny... Rozmawiałam na 1000 sposobów czy to problemy w pracy, pytam czy ja robię coś nie tak, czego ode mnie oczekuje, zawsze podkreślam, że porządek należy zacząć od siebie, więc gdy o coś się pokłócimy to ja zaczynam od tego co mogłam zrobić, by dyskusja mogła inaczej się zakończyć. Podkreślam, że można rozwiązać wszystko na 100 sposobów i nie warto wybierać tego najgorszego, że trzeba zrozumieć drugą stronę, że nie ma monopolu na rację, powinno być zrozumienie z dwóch stron i kompromis, dobra wola przede wszystkim… 1000000 takich rozmów było, najczęściej mi przytakuje, mówi, że ma świadomość, że ciężko się z nim rozmawiam, że zapomina o tym, że jestem kobietą i potrzebuję uwagi i ciepła, ostatnio nawet powiedział, że zapomniał, że musi się o mnie starać…

Ja nie oczekuję zdobywania gór - chcę po prostu by nie oceniał wszystkiego przez pryzmat siebie, tłumaczę mu cały czas, że się różnimy, mamy inne doświadczenia i inny bagaż, więc jedną sprawę widzimy inaczej, ale cały w tym ambaras by siebie wysłuchać i zrozumieć. Rozmawialiśmy nawet o rozstaniu, ale dla mnie, i on też o tym wie (wszystko co tu piszę mówiłam mu nie zliczę ile raz), jest to najprostsza forma - najłatwiej jest po prostu się pożegnać, a dla mnie to nie tędy droga. On mówi, że stara się (podkreśla czasem, że możne za mało) i że chce, że będzie, ale tylko mówi... Zgłupiałam totalnie, bo ostatnio przechodzi już samego siebie. Woli pojechać na ryby, pojeździć na motorze, wyjść na piwo niż być ze mną (czego nie zabraniałam mu, on mi też). Odzywa się do mnie w sposób karygodny (gdy jest nie wygodny temat: "Wypierd*aj, skończyłaś już? Chce mi się spać, mam to w dup*e).

Dziś rozwialiśmy prawie dwie godziny, prosiłam po raz kolejny, by dotrzymywał słowa, by szanował mnie, by traktował mnie na tych samych warunkach, chociażby w trakcie rozmowy. Na koniec, gdy wychodziłam, poprosiłam, by pożegnał się ze mną - podszedł i ledwo musnął mój policzek, na co powiedziałam, że dużo więcej energii wkłada w obrażanie mnie i chciałam, żeby przytulił się do mnie mocno (ja też chciałam go ukochać, chciałam, by był to taki gest pojednania, by jutro było już normalnie). Skomentowałam, że chyba nic a porpo dobrej woli, prostych gestów i chęci dania z siebie minimum z naszej rozmowy nie zrozumiał, na co on trzasnął drzwiami i poszedł. Po chwili zadzwoniłam, zapytałam, co znów zrobiłam nie tak - powiedział, że jestem nienormalna, że powinno dotrzeć do mojej tępej mózgownicy, że on jest zmęczony i chce spać, że nie będę mu rozkazywać, by przytulił mnie na tyle na ile chciał. Zabrakło mi słów, powiedziałam, że nie rozumiem (że jeszcze przed chwilą dziękował mi za rozmowę). Zapytałam czy to jest właśnie szacunek do mnie - odparł, że szanuje mnie na tyle, na ile sobie zasłużyłam...

Podczas rozmów pytam czy ja zrobiłam coś nie tak, czy jest coś nad czym ja powinnam pracować - mówi, że nie (choć wiem, że czasem krzyczę, bo już nerwy mi puszczają, a on moją cierpliwość niejednokrotnie wystawia na próbę). Co robić? Nie umiem się gniewać, zawsze szybko wybaczałam, doceniałam najmniejszy gest, a on tego nie doceniał tylko wykorzystywał. Co by się nie działo - byłam przy Nim tracąc szacunek do samej siebie. Mówiłam mu, że nie radzę sobie, że skoro moje metody są złe (czyli rozmowa) to niech da inne - dostosuję się. Parę razy zapytałam czy nie ma odwagi się ze mną rozstać, że to będzie uczciwsze powiedzieć, że nie będzie nad sobą pracował i niech każdy idzie w swoja stronę, a On mówi, że mu zależy, po czym okropnie rani. Nie wiem co robić. Wiem co powinnam, ale to nie jest łatwe - może ktoś tu z ekspertów mi wyjaśni, dlaczego On tak postępuje? Przyzwyczaiłam go? Jest mu tak wygodnie?

Dodam tylko, że od ponad dwóch lat ma długi, bo wziął kredyt i zapożyczał się jeszcze u ludzi i jakiekolwiek wyjście też jest z mojej inicjatywy. Najpierw sponsorowałam, a od jakiegoś czasu chociaż czasem oddaje mi pieniądze. Ostatnio, w sobotę, byliśmy w kinie moim autem i za moje pieniądze bilety, bo on jak zwykle kasy nie miał, ale przedwczoraj powiedział mi, że zamówił sprzęgło do motoru za 169 zł - to też mnie boli. Jak rozmawiam, że ja daję i miło by było, jakby też, prócz inwestycji we własne zainteresowania, zaoponował coś dla nas to słyszę, że mu wypominam, a ja nie wypominam, bo to normalne i sprawia mi to ogromną radość (tak mu tłumaczę), ale dziwię się, że On zupełnie tak nie myśli, zwisa mu krótko.

Co robić? Czy mamy jeszcze jakaś szansę? Gdzie popełniłam błąd? Nie gadać, a robić? Nie dawać tylu szans? Jestem w kropce... Nie chcę zachowywać się tak jak on, choć znajomi mówi: nie odbieraj teraz telefonu, olej go, ale ja nie lubię robić niczego wbrew sobie, tylko czy tak jest lepiej? Czy muszę być bardziej skrytą kobietą, która dominuje, nie dyskutuje, tylko wymaga? Nie wiem... Rozkładam ręce...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy jest nadzieja na zmianę jego zachowania?

Witam. Postanowiłam poprosić o pomoc specjalistę, ponieważ wstydzę się mówić o tym innym ludziom. Mam 24 lata i od 4 lat jestem w związku. Pierwsze dwa lata były naprawdę cudowne. Mogliśmy rozmawiać, śmiać się razem, spędzać czas... Później wszystko...

Witam. Postanowiłam poprosić o pomoc specjalistę, ponieważ wstydzę się mówić o tym innym ludziom. Mam 24 lata i od 4 lat jestem w związku. Pierwsze dwa lata były naprawdę cudowne. Mogliśmy rozmawiać, śmiać się razem, spędzać czas... Później wszystko zaczęło się zmieniać.

Mój chłopak stawał się coraz bardziej zazdrosny, chciał mieć wpływ na każdą moją decyzję. Przynam, że na początku nie przeszadzało mi to. Robiłam tak jak on chciał. Straciłam kontakt z wieloma znajomymi, bo twierdził, że skoro mieszkamy już w innym mieście, to powinniśmy tam zacząć nowe życie. Dawałam sobą kierować, jednak gdy moje zdanie było inne albo zrobiłam nie tak jak on by tego chciał - zaraz była awantura.

Najgorsze kłótnie dotyczą moich rodziców. Mam z nimi dobry kontakt, dzieli nas 600 km, ponieważ wyjechalam na studia, ale często do siebie dzwonimy. Mój chłopak twierdzi, że jest to nienormalne. Przeszkadza mu, że zadzwonią do mnie 3-4 razy w tygodniu. Nie rozumie o czym mogę tyle nimi rozmawiać. Nie wiem czy naprawdę moje kontakty z nimi są chore? Jeżeli zadzwonią do mnie nie w jego obecności to również ma do mnie pretensje, bo zapewne coś ukrywam przed nim. Przy tym zaczął mnie obrażać, padały różne słowa, a wszystkie bolały. Ostatnio powiedział, że jestem ich psem, że moje miejsce jest w budzie.

Kiedyś zabrał mi wszystko co od niego dostałam - telefon, laptopa, zablokował telewizor i powiedział, żeby tatuś mi to dał. Poza tym chce mieć kontrolę nad wszystkim. Sprawdza mi telefony, wie kiedy dzwonię, kto dzwoni do mnie, czyta smsy. Chce dokładnie wiedzieć o czym rozmawiałam z koleżanką, sąsiadką. Męczy mnie takie życie. Czuje się jak w więzieniu. Ciągle muszę uważać co mówię i robię. Wracając do domu, wieczorem nie raz chciałabym porozmawiać jak minął dzień, jednak zawsze słyszę od niego: "No mów, dzwonili? Ty dzwoniłaś? Gdzie byłaś?".

Nie raz próbowałam wytłumaczyć, jak mnie traktuje, że przecież nie zawsze moje zdanie musi być takie jak jego i mam chyba prawo do wyrażenia swojej opini. Zawsze późnie jest jednak kłótnia i słyszę " a rób sobie k**** co chesz!". Nie wiem co mam robić. Czasami już nie daję rady. Myślę, że powinniśmy się rozstać, ale boje się… Całą winą zostanę obarczona ja. W dodatku mój chłopak dostał niedawno kredyt na mieszkanie i nie wiem czy powinnm zostawić go z tym samego.

Czasami myślę o tym jak było między nami kiedyś, ale tracę nadzieje, że to kiedykolwiek wróć. Nie czuję się szczęśliwa, ale boje się tego rozstania, kłótni i tego co będzie dalej. Nie ma na tyle siły, żeby przez to przejść, bo wiem jak będzie jego reakcja. Proszę o pomoc…

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak mam wybierać między mężem a dzieckiem?

Witam wszystkich, jestem o krok załamania nerwowego, bardzo proszę niech ktoś mnie wesprze i podpowie co mam robić. Jestem w związku 7 lat, mamy dwoje swoich dzieci. Wszystko było ok dopóki moja siostra nie straciła prawa do opieki nad...

Witam wszystkich, jestem o krok załamania nerwowego, bardzo proszę niech ktoś mnie wesprze i podpowie co mam robić. Jestem w związku 7 lat, mamy dwoje swoich dzieci.

Wszystko było ok dopóki moja siostra nie straciła prawa do opieki nad swoim dzieckiem, trafiło do domu dziecka. Będąc na rozprawie sąd zaproponował mi opiekę nad maluchem - ja się zgodziłam iż kocham to dziecko i jestem z nim zżyta. Myśl, że jest tam sam bez bliskich w domu dziecka była dla mnie okropna. I odtąd moje życie zmieniło się o 180 stopni.

Z początku nie było źle, dopóki wygadałam się jemu. Kiedy sąd zapytał mnie, co mój mąż na to, że dziecko u nas zamieszka ja powiedziałam „a co on ma do gadania” - jego nie było na rozprawie, a ja jak najszybciej chciałam mieć dziecko w domu. Ja tak wcale nie myślałam, zawsze liczyłam się z jego zdaniem, myślałam, że mnie zrozumie, widział jak przeżywałam, że dziecko jest tam. I to jeszcze było by znośne od czasu do czasu wygadywał mi przy różnych sytuacjach „no ale ja tu nie mam nic do gadania”.

Koszmar zaczął się kiedy maluch podrasta, buntuje się, zaczął rozumieć, zwraca na siebie uwagę, zadaje pytania, czemu nie może być u mamy, jest zły kiedy ona idzie do domu, nie słucha, a męża to zlewa nic sobie z niego nie robiąc. Często siedzi postawiony przez niego w kącie, mąż nie może na niego patrzeć. Tłumaczę mu, że dziecko potrzebuje więcej cierpliwości, bo jest rozdarty i jest mu smutno, bo on kocha tą swoją mamę. Ale to na nic!

Prawie codziennie mam do słuchania, że maluch zrobił to, a nie zrobił tamtego itp., kłócę się o niego z mężem co najmniej raz w tygodniu, w zeszłym tygodniu kazał mi wybierać albo on albo ja - powiedziałam mu, że on chyba nie mówi poważnie - nie odpowiedział. Dziś podczas wymiany zdań oczywiście chodziło o to samo, kazałam mu wyjść i nie wracać. I wyszedł, miałam dość wszystkiego, nadal mam. Wieczorem moje rodzone dzieci pytają mnie: „a gdzie jest tata?”. Naprawdę ja nie wiem co mam zrobić.

Kocham męża i kocham malucha - dlaczego on stawia mnie w takiej sytuacji? Jak mam do niego dotrzeć, aby mnie zrozumiał. Proszę niech mi ktoś pomoże, nie wiem co mam zrobić, proszę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Tęsknię bardzo za byłym partnerem. Co mam robić?

Witam serdecznie. Mam 25 lat mieszkam w dużym mieście. Przez 7 lat byłam związana z miłością swojego życia. Tylko, że moja miłość nagminnie pali gandzie i zdaje sobie sprawę z tego, że przesadza, nie wierzy w siebie, ma stany depresyjne...

Witam serdecznie. Mam 25 lat mieszkam w dużym mieście. Przez 7 lat byłam związana z miłością swojego życia. Tylko, że moja miłość nagminnie pali gandzie i zdaje sobie sprawę z tego, że przesadza, nie wierzy w siebie, ma stany depresyjne, wiele razy mówił mi, że się powiesi, skończy to, outsider, tworzący muzykę w zaciszu swego domu. Pragnę tu dodać, że ma skończone 26 lat i właśnie podjął swoją pierwszą pracę."Synuś mamusi".

Dopóki byliśmy razem to próbowałam go podnosić na duchu. Powtarzać, że jest coś wart. On zawsze twierdził, że nie może robić tego co lubi (naprawiać aut), bo rodzice nalegali na studia. Do tego kłóciliśmy się czasem tylko, że te kłótnie czasem kończyły się latającymi talerzami. Nie mieszkaliśmy ze sobą. Ja pochodzę z rodziny dotkniętej wielką tragedią jaką było bankructwo mojego ojca, co naprawdę wpłynęło bardzo niekorzystnie na mój rozwój, przede wszystkim dlatego szukałam przystani. Mój miał "ustawionych"rodziców. Może trąci tu materializmem, ale proszę mi wierzyć, że przeszłam piekło łącznie z ukrywaniem się w lasach przed zdeterminowanymi wierzycielami. Dlatego pojęcie dom i bezpieczeństwo jest dla mnie tak ważne.

Wybaczyłam 2 zdrady. Znam jego najczarniejsze tajemnice, a on moje. Ja jestem typem ekstrawertyka kocham ludzi, dynamizm w życiu on nie. Woli dom. Zebrałam siły odeszłam, dla innego, wspaniałego mężczyzny, ale nie wszystko złoto co się świeci. Okazało się, że strasznie tęsknię za byłym. Bardzo często go odwiedzam i czuję, że zaraz do siebie wrócimy. Pomimo tego, że w moim obecnym związku to ja jestem osobą kochaną, a nie kochającą. Pragnę zaznaczyć, iż strefa erotyczna jest dla mnie bardzo ważna ponieważ jestem biseksualna i lubię sex. Lubię eksperymenty, mój były też był bi, a obecny jest liberałem i nic poza całą kamasutrą nie wchodzi w grę, nawet 2 kobieta w łóżku. Przecież zawsze tak jest, że któreś kocha bardziej, prawda? Ja kochałam w poprzednim związku i strasznie mi tego brakuje. Co ja mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mąż stał się bardzo tajemniczy, a ja jestem w rozsypce. Co robić?

Witam serdecznie! Jestem w związku od 24 lat w tym 20 lat po ślubie. Mamy jedno, dorosłe już dziecko. Rodzina i znajomi zawsze uważali nas za wzorową parę i jeszcze do niedawna tak było. Prawie rok temu mąż został...

Witam serdecznie! Jestem w związku od 24 lat w tym 20 lat po ślubie. Mamy jedno, dorosłe już dziecko. Rodzina i znajomi zawsze uważali nas za wzorową parę i jeszcze do niedawna tak było.

Prawie rok temu mąż został niesłusznie i nagle zwolniony z pracy. Zachorował na depresję. Przez pierwsze miesiące chodził do lekarza i brał przepisane leki. Ja w tym czasie podjęłam pracę i starałam się bardzo męża wspierać i pomagać mu. Po 3 miesiącach jemu również udało się pójść do pracy. Na początku był zadowolony i znow stał się wesoły. Przestał chodzić do lekarza i, mimo moich próśb, sam odstawił nagle leki. Mamy bardzo duże problemy finansowe i zaległe spłaty długów.

Od ok. 2 miesięcy mąż stał się zupełnie innym człowiekiem. Przestał ze mną rozmawiać. Kiedyś stale dużo rozmawialiśmy i ciągle się przytulaliśmy. Musieliśmy się co chwilę dotykać, każdą wolną chwilę staraliśmy się spędzać razem. Ja nie mam znajomych oprócz trzech koleżanek. Mąż zawarł nowe znajomości w obecnej pracy.

Prawie każdą wolną chwilę stara się spedzać poza domem, wieczory, a nawet parę nocy. Tłumaczy, że zasiedział się u kolegów, wypił piwo i nie mógł wracać samochodem. Ma drugi telefon komórkowy, który cały czas nosi przy sobie, nawet do łazienki. Stale pisze smsy (do niedawna nie lubił pisać, zawsze wolał zadzwonić). Stał się bardzo tajemniczy. Jak chce zadzwonić to idzie do łazienki, a najczęściej wychodzi wtedy do auta.

Ja jestem w kompletnej rozsypce. Ostatnio ciągle chudnę, jestem w dołku. Przy mężu staram się panować nad sobą, dopiero gdy wyjdzie to puszczają mi nerwy i ciągle płaczę. Próbowałam z nim rozmawiać, namówić na wizytę u specjalisty. Nie chce na ten temat rozmawiać. Zawsze był bardzo aktywny seksualnie.Teraz mnie odtrąca, stara się mnie nawet przez przypadek nie dotykać. Pytałam, czy kogoś ma, ale mówi, że nie. Podobno przestało mu na mnie i synu zależeć, nasz dom go przytłacza i te wszystkie problemy finansowe.

Jestem osobą ugodową i wiele spraw mu wybaczałam. Teraz widzę, że sama też potrzebuję pomocy i mam zamiar się udać do lekarza. Nie potrafię być sama i jest mi bardzo trudno w tej sytuacji. Nie wiem jak mam to wszystko rozumieć i co dalej robić. Pozdrawiam i proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Życie mi się sypie. Co robić?

Nie mam z kim porozmawiać o mojej sytuacji, dlatego szukam pomocy w sieci. Mam 33 lata, moje życie wywróciło się do góry nogami. Zawsze miałem ambicje, cele, chciałem coś osiągnąć w życiu. Kiedy poznałem moją żonę przeprowadziłem się do miasta,...

Nie mam z kim porozmawiać o mojej sytuacji, dlatego szukam pomocy w sieci. Mam 33 lata, moje życie wywróciło się do góry nogami. Zawsze miałem ambicje, cele, chciałem coś osiągnąć w życiu.

Kiedy poznałem moją żonę przeprowadziłem się do miasta, było to tuż po naszych zaręczynach. Zamieszkaliśmy razem, dostałem pracę o której zawsze marzyłem. Mogłem pozwolić sobie na rzeczy, które wcześniej oglądałem tylko na sklepowych wystawach. Pamiętam jak się cieszyłem kiedy kupiliśmy pierwszy samochód, 16-letni grat, ale za własne pieniądze. Wszystko było idealnie, do czasu. Pewnego dnia naszła mnie myśl, że coś jest nie tak w tym związku, przeszukałem komputer mojej dziewczyny. To co znalazłem załamało mnie. Przeczytałem zapis jej rozmowy z jakimś obcym człowiekiem, pisała, że ona mnie nie kocha, że zamieszkała ze mną, bo nie miała się gdzie podziać. Pisała, że ma romans z facetem, z którym była przed związkiem ze mną. Znalazłem ich wspólne nagie zdjęcia, zdjęcia ze wspólnych wyjazdów. Pisała, że on ma żonę, że nie może z nim być, ale chce mieć z nim dziecko, że kiedyś go o to poprosi.

Postanowiłem, że to koniec. Kiedy wróciła do domu rozmawialiśmy, do wszystkiego się przyznała. Męczyliśmy się z tym jeszcze tydzień, kiedy powiedziałem jej że ma się wyprowadzić i spakowałem jej rzeczy. Nie wyprowadziła się, chyba nie potraktowała poważnie moich słów. Przepraszała, obiecywała... w końcu postanowiła szukać mieszkania. Zanim je znalazła i się wyprowadziła okazało się że jest w ciąży, że będziemy mieć dziecko. Została.Postanowiliśmy wszystko zacząć od nowa. Wzięliśmy ślub cywilny. 3 miesiące przed narodzinami dziecka straciłem pracę, przez pół roku szukałem kolejnej. To był okres kiedy urodził się syn. Byłem cały czas w domu, przy niej i dziecku, to ja się nim opiekowałem, to ja go kąpałem, to ja pierwszy raz obcinałem mu paznokcie, pielęgnowałem pępek, usypiałem.

Teraz dziecko ma 8 miesięcy, wciąż mieszkamy razem, ale moje życie to koszmar. Żona ciągle wyzywa mnie on nieudaczników, ciągle mówi że się mnie brzydzi, że nie o takiego faceta jej chodziło. Wspomina swojego kochanka, mówi o nim z wielką czułością, wie doskonale jak mnie to rani. Nie ma dnia bez kłótni, nie pamiętam dnia, kiedy by mnie nie wyzywała. Ciągle mnie straszy, że zabierze dziecko i wyjedzie. Jakiś czas temu straciłem znów pracę, zostaliśmy bez dochodów. Do tej pory zarabiałem tak mało, że moi rodzice musieli nam pomagać. Teraz nie stać mnie na wynajmowane mieszkanie, do końca listopada musimy się wyprowadzić i prawdopodobnie pojedziemy do moich rodziców. Tam przynajmniej będziemy mieli co jeść. Dla mnie to wielka tragedia.

Byłem zawsze optymistą, zawsze wierzyłem w swoje możliwości. Kierowałem grupą ludzi w dużej firmie, chodziłem do pracy w garniturze, a dzisiaj podarły mi się ostatnie spodnie i nie mam w czym wyjść na ulicę. Nie mam za co kupić jedzenia, nie wiem co będzie jutro. Wyjechałem z rodzinnego domu, żeby się rozwijać, a za chwilę wrócę do niego bez grosza, w podartych spodniach ze zmarnowanych życiem. Bardzo kocham syna, teraz słodko śpi obok, nie wyobrażam sobie dnia bez niego, ale boję się o naszą przyszłość. Dlaczego coś takiego spotkało właśnie mnie, zdrada, upokorzenie. Zawsze marzyłem o szczęśliwej rodzinie, takiej w jakiej sam się wychowałem. Moja żona nigdy nie miała kochającej rodziny i chyba powtarza ten model w naszym związku.

Pamiętam jaki byłem szczęśliwy kiedyś. Mam pomysł na życie, chciałbym założyć własną działalność, wiem co chcę robić, wiem jak i wiem, że odniosę sukces. Jednak każde moje działanie spotyka się krytyką żony. Nie pomaga mi, nie wspiera wręcz przeciwnie. Teraz to ja opiekuję się synem, spędzamy razem całe dnie, moja żona pracuje, po pracy kiedy przyjdzie do domu uważa, że to ja powinienem opiekować się dzieckiem. Kiedy mówię, że potrzebuję trochę czasu, żeby przygotować ofertę, wysłać ją do klienta i być może zarobić trochę pieniędzy ona twierdzi, że mam na to czas w nocy, krzyczy, wyzywa od "skurwysyn*w". Co ja mam dalej robić? Czy jest sens w takiej sytuacji myśleć o własnej firmie?Boję się, że nie poradzę sobie z przyszłymi obowiązkami w takiej sytuacji.

Chciałbym jak najszybciej wyjść z tego związku, ta sytuacja mnie powoli wykańcza, ale boję się, że ona zabierze mi dziecko. Czasami siedzę i płaczę, podobno "chłopaki nie płaczą". Gdybym tylko mógł coś zrobić. Kocham syna, choć nie mam pewności, czy to nie dziecko tamtego faceta. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Straciłam wszystko, tak się poświęciłam dla niego - co teraz mam zrobić?

Jestem z chłopakiem prawie 4 lata, mam podobną sytuację jak pani wyżej, tylko mogę powiedzieć, że jeszcze gorszą - mój chłopak siedział nawet w warcie! Zdradził mnie chyba z 10 razy, ja nie mogę nic, a jestem oskarżana i podejrzewana...

Jestem z chłopakiem prawie 4 lata, mam podobną sytuację jak pani wyżej, tylko mogę powiedzieć, że jeszcze gorszą - mój chłopak siedział nawet w warcie!

Zdradził mnie chyba z 10 razy, ja nie mogę nic, a jestem oskarżana i podejrzewana o wszystko, robi mi sceny przy ludziach, nawet się ciął przy moich znajomych. Zachowuje się jak jakiś psychol, nie mam już siły do tego, on jeszcze pije. Mam 18 lat nie mogę go zostawić, bo on się zabije, a wiem, że to zrobi, bo już kilka razy mu się nie udało. Jak go zostawię to jego mama będzie cierpieć, a na pewno nigdzie tego nie zgłosi - on zachowuje się jak jakiś król!

Jestem bezradna. Kocham go, ale mam ochotę czasem to wszystko skończyć. Już nawet mi się udało - nie byliśmy ze sobą 4 miesiące wróciłam, bo mnie nachodził, stał pod oknem i się wydzierał, pisał i dzwonił, że chce wrócić itp., a z innymi się zabawiał :/. Ja wróciłam, bo nie miałam już siły, a teraz jest jeszcze gorzej - wypomina mi każdego chłopaka, z którym gadałam przez te 4 miesiące, nawet jak dodam zdjęcie na nk to jest taki zły, że rozwala wszystko co ma pod ręką, z koleżankami nie mogę wychodzić.

Nie mogę nikomu o tym powiedzieć, bo już nawet nie mam komu - straciłam wszystko, tak się poświęciłam dla niego, a mamie nie powiem, bo by ją to zabiło :( POMOCY!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie umiem zapomnieć przeszłości męża. Jak z tym dalej żyć?

Wyszłam za mąż za mężczyznę, który miał bardzo "rozrywkową" przeszłość. Otóż całe jego przeszłe życie składało się z zabawy - alkohol, narkotyki i kobiety. Coś co bardzo mnie boli i nie mogę przestać o tym myśleć. Nie umiem zaakceptować,...

Wyszłam za mąż za mężczyznę, który miał bardzo "rozrywkową" przeszłość. Otóż całe jego przeszłe życie składało się z zabawy - alkohol, narkotyki i kobiety. Coś co bardzo mnie boli i nie mogę przestać o tym myśleć.

Nie umiem zaakceptować, że mój mąż współżył, całował, przytulał inne kobiety. Czasami nawet nie jestem w stanie patrzeć mu w oczy, przytulać - te myśli o jego przeszłości mnie zabijają, niszczą wewnętrznie. Ja tak bardzo pragnę o tym nie myśleć. Jednak nie potrafię dlatego piszę tu przed pójściem i spotkaniem się z psychologiem twarzą w twarz. Proszę mi powiedzieć, czy jest sposób aby o tym zapomnieć, nie myśleć?

Proszę mi pomóc, gdyż jestem w punkcie swojego życia, w którym nie wiem co mam robić, nie mam pojęcia jak mam postąpić. Nie wiem i nie umiem.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Szantaż emocjonalny i osaczanie partnera

Witam. Bardzo długo zastanawiałam się czy szukać pomocy właśnie przez ten portal, ale widzę, że chyba jednak potrzebuję wstępnej pomocy jaką jest zasięgnięcie porady na tym portalu. Spośród kilku obecnych specjalistów wybrałam Panią, gdyż uważam, że specjalizacja jaką Pani posiada...

Witam. Bardzo długo zastanawiałam się czy szukać pomocy właśnie przez ten portal, ale widzę, że chyba jednak potrzebuję wstępnej pomocy jaką jest zasięgnięcie porady na tym portalu. Spośród kilku obecnych specjalistów wybrałam Panią, gdyż uważam, że specjalizacja jaką Pani posiada będzie odpowiadała mojemu problemowi. Mam na imię Joanna i mam 26 lat. Mam problemy natury uczuciowej. Na dzień dzisiejszy jestem wycofana, zniechęcona do życia i mam chyba depresję. Wcześniej odczuwałam już coś podobnego i nie skończyło się to niczym dobrym, gdyż wylądowałam na internie na koncie posiadając próbę samobójczą przez przedawkowanie leków.

Problem polega na tym, że moje związki zazwyczaj kończą się równie szybko jak się zaczynają. Mój najdłuższy pierwszy związek trwał 5 lat i po tym jak się zakończył jakoś nie potrafię sobie ułożyć życia z kimś innym. Poznałam potem jeszcze kilku partnerów, ale zazwyczaj znajomość ta kończyła się po pół roku, roku. W końcu gdy poznałam -wydawało mi się - właściwego faceta wyszłam za mąż za bardzo pochopnie, bo po 5 miesiącach znajomości. Wydawało mi się wtedy, że to będzie to o czym marzę czyli związek oparty na miłości, zaufaniu i szczerości. Cały czas czułam też, że czas mi ucieka, bardzo chciałam mieć dziecko, po prostu chciałam żeby wszystko się ułożyło.

Z drugiej strony zauważyłam iż kiedy na kimś mi bardzo zależny to potem jestem męcząca w tym wszystkim. Angażuje się za bardzo, na dodatek czepiając się swojego partnera, dopomagająca się uczuć, zainteresowania. Nie dostrzegam jak gdyby zwyczajnego życia, codzienności przez co myślę, że partner nic do mnie nie czuje gdy zachowuje się inaczej niż bym tego chciała. Osaczam go, domagając się skupienia uwagi na mnie, okazywania uczuć. Mój mąż oszukał mnie, okłamał mnie z kredytami które przyszło mi z nim płacić wspólnie, a więc nie było mowy o wspólnym mieszkaniu większym, bo mieszkaliśmy na 20 m² a tym bardziej o dziecku, którego ja tak bardzo pragnę. Załamałam się i chciałam popełnić samobójstwo zmęczona tym, że zawsze mi nic nie wychodzi. Teraz jestem w trakcie rozwodu.

W międzyczasie poznałam mężczyznę, który od początku mnie wspierał, rozmawiał, jednocześnie nasze więzi przyjacielskie zmieniły się w bardziej intymne. Na początku go nie kochałam, nie angażowałam się mocno za to on walczył o mnie. Mieszkamy od siebie trochę daleko, ale spędzaliśmy dużo czasu ze sobą, potem weekendy. W końcu zamieszkaliśmy ze sobą żeby być bliżej siebie. Pozwolił mi urządzić swoje mieszkanie tak, jak ja chciałam, było nam dobrze ze sobą. To trwa już prawie rok. Natomiast problem polega na tym, że ja na początku związku nie byłam względem niego szczera - spotkałam się ze swoim za niedługo byłym mężem na początku mojego związku z nim (nie wiem po co to zrobiłam) a on to odkrył.

Robiłam różne numery, na pewno go to bolało, ale zawsze mi wybaczał. W końcu zaczęłam postępować fair, zaczęłam się starać, angażować. Zauważyłam, że może coś z tego będzie - pokochałam go. Z drugiej jednak strony znowu robiłam mieszkając z nim głupie rzeczy. Dziecinne jak na moje 26 lat (on ma 31). Pakowałam się jeśli coś nie szło po mojemu, jak się zaczęliśmy kłócić. Osaczałam go i tak w kółko. On zawsze mi mówił: jak chcesz to droga wolna, ja cię nie trzymam. Nie pokazywał mi ani razu że mu zależy na tym żebym została. Nie wiem, może to dziwne, ale chciałam sprawdzić jak jemu na mnie zależy, czy jest to prawdziwe.

Mieszkając razem kłóciliśmy się, ale były też dobre dni. W pewnym momencie było ciężko z pieniędzmi więc ja zaproponowałam, że się przeniosę z powrotem do siebie, ale to tylko miało być na miesiąc, żeby te pieniądze na dojazdy pozwoliły pokryć inne jego potrzeby. On się zgodził. Zostawiłam u niego część moich rzeczy. Po pewnym czasie zauważyłam, że on się rzadziej odzywa, a jak spotykaliśmy się na weekend, to kłóciliśmy się. Minął ten miesiąc a on nawet nie wspomniał o moim powrocie do niego a ja nie oponowałam, bo nadal ciężko było z pieniędzmi. Zaczął się mniej odzywać, ale czym bardziej on mnie zaczął olewać, tym bardziej ja się angażowałam, tym bardziej mi zależy na nim.

Przez 3 tygodnie sporadycznie do siebie odzywaliśmy się, na weekendy nie spotykaliśmy się. Po 3 tygodniach spotkaliśmy się - było fajnie, super jak dawniej, a po weekendzie znowu cisza tzn. rzadsze smsy, telefony. Powiedział mi, że ma depresję. Nie wiem czym ona jest spowodowana. On też ma za sobą związek 7-letni, ta dziewczyna z którą był teraz wyjechała. Powiedział mi ze z powodu mamy, pieniędzy i mnie. Zdziwiłam się, bo w weekend było wszystko OK to więc czemu ma depresję skuli mnie. W piątek myślałam, że się zobaczymy na weekend normalnie, a on powiedział mi, że chcę się spotkać z kumplem. Kiedyś było tak, że wybierał mnie a tym bardziej jak teraz widujemy się tylko na weekend. W końcu nie wytrzymałam tej ciszy, tego traktowania i znowu wykrzyczałam mu przez telefon, że w takim razie to koniec, że ja chcę odebrać swoje rzeczy i się z nim spotkać. Nie myślałam jednak tak, po prostu ja nie wiem co się dzieje, czemu on tak się oddala ode mnie.

Pojechaliśmy w niedzielę do niego pogadaliśmy się, śmialiśmy się, ale on powiedział, że jest zmęczony, że za dużo się wydarzyło, za dużo razy się pakowałam i lepiej będzie jak się rozstaniemy. Kurcze, wiem że źle robiłam, ale zależy mi na nim. Co się stało, że on przez ten miesiąc się tak zmienił w stosunku do mnie - nie wiem. Może w końcu ma dosyć. Najgorsze to to, ze ja wpadłam w panikę, że on chce odejść, zaczęłam płakać, było już późno więc zostałam na noc on miał spać w innym pokoju. Ja znowu chciałam sięgnąć po tabletki. Kapnął się chyba, że coś kombinuje, bo przyszedł do mnie, powiedział że jednak śpi ze mną, schował tabletki, przytulał mnie, kochaliśmy się tak jak kiedyś znowu było. Powiedział, że dobrze, że damy sobie jeszcze szansę.

Na drugi dzień zadzwonił o moich rodziców powiedział im co zamierzałam zrobić. Napisał mi smsa, że troszczy się o mnie. Jak rozmawialiśmy przez telefon powiedział, że on widzi to tak: jak mówił, że albo się rozstaniemy, albo odpoczniemy od siebie i może do siebie wrócimy, bo to już zabrnęło to za daleko. Byłam najpierw zła na niego, a potem w sumie zrozumiałam, że chce mieć chyba czyste sumienie, że mnie mówił, że będzie OK, że spróbujemy dalej po to, żeby się nic nie stało jak u niego byłam, a potem już na następny dzień zadzwonił do mamy, żeby się mną zainteresowali.

Przez poniedziałek i wtorek coś tam pisze, tzn. pyta co słychać, jak w pracy, wysyła uśmiechy. Kurcze, zależy mi na nim. Czuję, że mogę być szczęśliwa z nim, mimo iż straszny, obrażalski człowiek z niego, ale nie wiem co teraz już robić. Wiem że zrobiłam już wszystko - dzwoniłam, smsowałam, prosiłam, rozmawiałam, ale to nie pomogło. Czy to naprawdę już koniec nie jestem w stanie odpowiedzieć, a on też tego nie mówi. Czy da radę tę miłość jeszcze uratować? Co ja mam teraz robić? On mi mówi, że mnie kocha nadal, że mu zależy, ale że jest zmęczony tym co się wydarzało przez ostatnie miesiące. Mam depresję, bo nie chcę żeby kolejny facet odszedł ode mnie. Proszę bardzo o pomoc. Co ja mam robić w takiej sytuacji?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Rozwieść się czy poczekać jeszcze na efekty terapii?

U mojego męża lekarz psychiatra stwierdził depresję. Mąż zdecydował się na wizytę u lekarza w momencie gdy już praktycznie podjęliśmy decyzję o rozwodzie. Sytuacja od tamtej pory niby poprawiła się (mam wrażenie, że bardzo pozornie - chociaż wiem też, że...

U mojego męża lekarz psychiatra stwierdził depresję. Mąż zdecydował się na wizytę u lekarza w momencie gdy już praktycznie podjęliśmy decyzję o rozwodzie. Sytuacja od tamtej pory niby poprawiła się (mam wrażenie, że bardzo pozornie - chociaż wiem też, że taka terapia postępuje małymi kroczkami i trzeba czasu i cierpliwości żeby zobaczyć jej końcowy efekt), a jednak nie potrafię sobie poradzić z tą sytuacją. Jest we mnie mnóstwo wątpliwości i niepewności, a najgorsze jest to, że tak naprawdę to nie wiem co w zasadzie dolega mojemu mężowi - depresja to dość rozległe pojęcie i nie wiem co tak naprawdę może wnieść leczenie, a czego ono w nim nie zmieni.

W moim postrzeganiu nasze życie codzienne od momentu podjęcia terapii zdecydowanie się poprawiło - co już jest ogromną pozytywną zmianą, lecz w żadnym stopniu terapia ta nie wpływa na rozwiązanie kluczowych kwestii, będących od początku jej trwania przesłankami dla mnie do podjęcia decyzji o rozwodzie. Lekarz prowadzący terapię nie określił nam na czym polega schorzenie męża z wyjątkiem tego, że mąż jest introwertykiem, a zaburzenie ma podłoże charakterologiczne, co nie jest dla nas żadną nowością. Dlatego postanowiłam zgłębić ten temat w literaturze medycznej przystępnej dla laika w tej dziedzinie.

Wiele lat wspólnego życia i znajomości męża każe mi przypuszczać, że problemy z którymi się boryka to problemy bardziej natury osobowościowej, związane z wychowaniem w rodzinie o pesymistycznym i krytycznym nastawieniu do życia, bez głębszych więzi emocjonalnych, budowaniu relacji międzyludzkich - nawet wewnątrz rodziny - opartych na braku zaufania wzajemnego oraz do innych ludzi, a wręcz wrogiego nastawienia do innych ludzi, ateizmu z góry wykluczającego wzbogacanie osobowości o głębsze wartości takie jak wiara, nadzieja, wspólnota, troska o innych (nie mówię tu wprost o religii lecz o wartościach jakie niesie ze sobą wychowanie w wierze).

Mąż raczej jest w życiu pasywny, wręcz zależny od innych, nie jest zainteresowany podejmowaniem kroków w zakresie kształtowania życia swojego i rodziny. Nie podejmuje inicjatyw służących samorealizacji czy też ulepszeniu życia rodziny. W oparciu o źródła jako laik sądzę, że jego zaburzenie ma przewlekły charakter coś w rodzaju dystymii - przez wiele lat nie podejrzewałam, że jego zachowanie i sposób bycia może być wynikiem choroby lecz sądziłam, że to taki typ charakteru i osobowości, stąd tez decyzja o rozwodzie. Tym bardziej, że wobec znajomych i rodziny zachowywał się zupełnie inaczej niż wobec mnie - tak naprawdę wszyscy wokoło nas sądzą, że jesteśmy wzorową parą. Nie zauważałam też objawów charakterystycznych dla manii, co najwyżej drażliwość no i takie swoiste wyjałowienie emocjonalne.

Lekarz prowadzący nie wyjaśnił, pomimo moich pytań, na czym ma polegać leczenie i jaki oczekiwany skutek powinny wywołać leki. Terapia jest wyłącznie terapią farmakologiczną (bez praktycznie żadnej psychoterapii). Mąż nie jest raczej zainteresowany głębszym poznaniem ani swojej choroby ani leczenia. Sądzi, że nie jest to mu do niczego potrzebne, że wypełnia zalecenia lekarza, a efekty jakie dotąd przyniosła terapia są dla niego wystarczające i w zasadzie nie ma większych oczekiwań, zaś moje oczekiwania są być może zbyt wygórowane. Postawa męża nie dziwi mnie wiedząc, że może on nie być świadomy potrzeby kształtowania w sobie innych zachowań, zwłaszcza w relacjach z ludźmi i w związku, a mnie skłania do ponownej oceny czy ta nasza "ostatnia szansa", jaką jest terapia faktycznie, będzie dla nas satysfakcjonująca (leki przecież mu tego nie wskażą ani nie powiedzą, a psychoterapii nie ma).

Ponieważ nie wiem do końca na czym tak naprawdę polega schorzenie męża ani jakie efekty ma przynieść terapia trudno jest mi zaakceptować całą tą sytuację (zarówno chorobę, jak i leczenie), powoduje to we mnie ogromną niepewność i życie polegające na ciągłym wahaniu pomiędzy wyborem samotnego wychowywania dzieci a kontynuowaniem małżeństwa. Życie w bieżącym roku skupiłam niemal wyłącznie na mężu i naszym związku, a tym samym nie poświęcam wystarczającego czasu, energii i uwagi ani dzieciom, ani pracy, ani dążeniu do samorealizacji i zaniedbując kontakty towarzyskie. Prośba męża i nasze wspólne ustalenie, że o rozpoczęciu terapii i naszych problemach małżeńskich nie będziemy informować rodziny ani znajomych powoduje, że jestem w tym wszystkim bardzo osamotniona i coraz częściej mam wątpliwości czy moje oceny są prawidłowe i czy zachowuję w tym wszystkim właściwą obiektywność.

Odnoszę wrażenie, że im dłużej trwa terapia i im więcej o tym myślę tym bardziej jestem zagubiona w pojmowaniu nie tylko tego problemu, ale w tym momencie i relacji międzyludzkich i powoduje to w pewnym sensie utratę własnej osobowości i pewności postrzegania świata w sposób, który do tej pory nie budził we mnie wątpliwości. Przyczyniły się do tego również wspólne wizyty u lekarza prowadzącego męża, których zaniechałam, gdyż utraciłam zaufanie do lekarza. Zaufanie męża tez jest ograniczone, ale leki pomagają, więc nie chcemy nic psuć zmieniając terapeutę... Uczucie jakim darzę męża i odpowiedzialność za rodzinę, a także odpowiedzialność za Niego samego wobec choroby, która się nam po latach zmaterializowała diagnoza lekarską, utrudnia podjęcie radykalnej decyzji o zakończeniu związku, z drugiej strony rozchwianie emocjonalne, które bardzo mnie męczy wewnętrznie i poczucie, że zaniedbuję inne sfery życia nie rozwiązując jednocześnie problemu w małżeństwie popycha mnie do podjęcia decyzji o rozwodzie wyłącznie dla odzyskania własnego spokoju i chęci rozpoczęcia nowego życia.

Proszę więc o poradę, wobec której nie oczekuję podjęcia za mnie decyzji co do mojego związku, lecz pokazania sposobu poradzenia sobie z tą trudną sytuacją w jakiej się znajduję, pomocy w określeniu czy moje postrzeganie tego problemu jest właściwe i pomocy w odzyskaniu równowagi emocjonalnej, która nigdy wcześniej w moim życiu nie była tak mocno zachwiana (płaczę, dokonuję rzeczy, które zaskakują mnie samą, nie sypiam po nocach, nie mogę się na niczym skoncentrować co znacznie utrudnia mi pełnienie odpowiedzialnych obowiązków w pracy, mam do siebie żal, że nie cieszę się z tego że przecież jest lepiej niż było i że nie wspieram męża w sposób w jaki powinnam to robić, choć zwykle pomimo problemów małżeńskich byłam osobą wobec innych ludzi otwartą, zawsze chętną do bezinteresownej pomocy, kontaktową, radosną i optymistyczną). Bardzo proszę o pomoc, bo gubię się w swoim własnym życiu z każdym dniem bardziej i j nie wiem co mam robić zwłaszcza, że w mojej miejscowości nie ma żadnego ośrodka pomocy dla rodzin osób depresyjnych.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Użył wobec mnie raniących słów, a potem sam się obraził bez powodu. Odezwać się do niego?

Jestem kobietą, mam 31 lat. Parę dni temu doszło miedzy mną a moim facetem, z którym jestem 2 lata, do wymiany słów, bo się wydarł na mnie bez powodu. Zwróciłam mu uwagę, aby tak się nie zachowywał, bo mnie rani...

Jestem kobietą, mam 31 lat. Parę dni temu doszło miedzy mną a moim facetem, z którym jestem 2 lata, do wymiany słów, bo się wydarł na mnie bez powodu. Zwróciłam mu uwagę, aby tak się nie zachowywał, bo mnie rani i okazuje mi tym samym brak szacunku, a on zamiast to przemyśleć, to się obraził na mnie.

Od tego incydentu minęło parę dni - on milczy, nie dzwoni, napisze mi tylko "dzień dobry" i "dobranoc", ale nie używa już słów "kocham Cię", "całuje". Ja milczę, bo nie czuję się winna - wręcz odwrotnie - urażona. Zawsze i za każdym razem za swoje złe zachowanie wini mnie, a nie ma ku temu żadnych powodów. Czyżby chciał tym milczeniem i obojętnością mnie ukarać, aby samemu oczyścić się z winy? Męczy mnie ta sytuacja i nie bardzo wiem co mam robić. Odezwać się do niego pierwsza? Przeprosić? Czekać, aż sam się odezwie?

Zaczęło się od tego, że jak rozmawialiśmy przez telefon to przyszedl do niego kolega, rozmawiali o pracy itp. Chwilę później kolega wyszedł, a on mi powiedział, że zadzwoni do mnie tak za 15-20 min, gdy zapytalam czemu - powiedział, że zaraz ten kolega będzie do niego dzwonił, bo musi mu coś powiedzieć - zdziwiłam się i mu powiedziałam, że dopiero co wyszedł od niego, więc czemu mu nie mógł tego powiedzieć jak był? Na co on mi odpowiedział, że musi coś sprawdzić mu i oddzwonić? Więc powiedziałam: "dobrze", ale z uśmiechem na twarzy, żartobliwie, powiedziałam, nazwijmy to, że będzie do Ciebie dzwonił Marek. Oczywiście nic złego nie miałam na myśli żartując, a on się wydarł na mnie mówiąc, że ja mu nie dam na chleb itp.

Gdy mu powiedziałam, że nie podoba mi się jego zachowanie wobec mnie, żeby przestał już mi ubliżać, to stwierdził, że to jest moja wina, że tak się zachowuje wobec mnie - to mu powiedziałam tylko, że jest nienormalny i że dobra - skoro czeka na telefon od kolegi to żeby się rozłączył i tak też zrobił, ale tak mnie to zabolało, że już nie miałam ochoty z nim rozmawiać. W sumie już nie chciałam aby oddzwaniał się do mnie po rozmowie z kolegą, bo wiedziałam, że ten temat będzie znowu poruszany więc mu napisałam, że idę się kąpać, bo nie zamierzam dłużej tolerować jego zachowania, że bark szacunku i jego cynizm zapewne mnie do niego nie przyciąga. I od tamtej pory zamilkł i się nie odzywa.

Odkąd jesteśmy razem nigdy mu nie dałam powodu do zazdrości, bo nie chciałam aby stracił do mnie zaufanie, nie pomyslał, że mam go w poważaniu, że nie traktuję go serio. Zawsze chciałam, aby było OK, żeby był mnie pewien i czuł się swobodnie, że gdzie bym nie poszła i w jakim dużym gronie przyjaciół to żeby wiedział, że poszłam tam nie po to aby podrywać, adorować, umówić się na jakąś na randkę z nowo poznanym, np. bratem koleżanki, tylko po to, aby napić się drinczka, porozmawiać z koleżankami, pośmiać się itd. I to był chyba mój błąd, bo za dużo mu pokazałam, jak mi zależy, jak go kocham itp.

Jego milczenie jest spowodowanie fochem, obrażeniem się,a prawda jest taka, że on sam za dużo od siebie samego oczekuje, zbyt sporo bierze na swoje barki, bierze nadmiar pracy - jednego zlecenia na budowie nie skończy, a już bierze następne. Teraz jeszcze złożył podanie do szkoły, bo chce mieć dodatkowy papier na lepszą pracę, chce uzupełnić średnie wykształcenie, a do tego jeszcze się zaparł, że będzie zdawał na prawko... Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze ciągły stres, zmęczenie, nerwy, bo ktoś go np. wkurzy w pracy albo coś nie pójdzie po jego myśli i wzrasta w nim ta agresja, nerwica. Nawet ostatnio dopadła go depresja z tego wszystkiego, bo nie miał sił podołać temu wszystkiemu. Ale cóż z tego, jak on nie pozwoli sobie nikomu pomóc, nawet mnie.

Zamyka się w sobie, nie chce rozmawiać ze mną na temat swoich problemów, izoluje mnie od tego wszystkiego, oddala się, a wiadomo, że jak człowiek się wygada to aż mu lżej na duszyl, ale nie on - on woli kumulować to w sobie, on wszystko sam, niczym Bob Budowniczy... Ja nie wymagam od niego cudów, nie naciskam na niego, nie robię mu wyrzytów, nie prawię mu prelekcji - staram się go wspierać, zrozumieć, być z nim w tych ciężkich nie raz dla niego chwilach, ale co mi po tym, skoro on tego nie widzi? Dla niego zawsze jest tak, że to moja wina, że się czepiam, że przesadzam, że szukam dziury w całym, albo szukam czegoś, czego nie ma, co jest absolutną bzdurą!

Ja mu nie mówię rzeczy, które wiem, że w niczym nie pomogą, że, np. nie było go u mnie już 3 miesiące, że jak on to sobie wyobraża, aby wszystko było ważniejsze ode mnie? Nie, staram się być cierpliwa i znieść te jego gorsze dni, a później jest jak jest - z niego jest chodząca bomba tykająca, na kolegach nie chce się wyżyć, to wyżywa się na Lidzi. Ja coś powiem w żartach i jego to już rusza. W sumie o byle co się czepia aby tylko rozładować w sobie napięcie. Krzyczy, drze się, ubliża mi. Już nie raz mu powiedziałam, aby sie tak nie darł, bo nie jest na jarmarku, aby nie krzyczał na mnie, bo nie jestem żadnym zasmarkanym dzieckiem.

Nawet ostatnio jak się wydarł to ja ze spokojem mu powiedziałam, aby tak się nie zachowywał, bo to świadczy tylko o jego braku szacunku wobec mnie i że dłużej już tego tolerować nie będę, ponieważ takim właśnie cynicznym zachowaniem wcale mnie do siebie nie przyciąga, lecz odwrotnie - oddala. To co usłyszałam? Jeszcze głośniej, że to jest moja wina, że on się tak zachowuje wobec mnie, że mam go pocałować w d***ę, a mało tego - jeszcze się obraził, tylko nie mam pojęcia jaki był powód jego focha: to, że mu zwróciłam uwagę czy to, że mu nie przyznałam racji? Szok! Nie dość, że rozładował swoje nerwy na mnie, to jeszcze mnie za to obwinił i się obraził. No ludzie kochani! Nikt nie jest idealny, ale każdy z nas zasługuje na szacunek. Można kogoś nie lubić, można kogoś nie kochać, ale szacunek się należy nawet psu, kotu, itp., ale widocznie on chce postawić na swoim.

Mija czwarty dzień, a on się nie odzywa i nic się na to nie zanosi, aby się odezwał, bo czeka, aż ja się pierwsza odezwę, przeproszę i jeszcze się przyznam do błędu, przyznam mu rację... Proszę o pomoc, proszę o radę: co mam zrobić? Zależy mi na tym, aby było normalnie, już bez tych cichych dni. Jedni mówią mi: "nie pisz do niego pierwsza, niech wie, że zrobił źle, czekaj, aż sam przeprosi", drudzy mówią: "odezwij się do niego, bo inaczej jeszcze parę dni i znajdzie sobie inną"… Jestem w rozsypce:(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

On twierdzi, że mnie kocha, ja go też, ale nie potrafi mi zaufać - co z tym zrobić?

Mam 22 lata, byłam z chłopakiem 2 lata, strasznie go kochałam, ale mu tego nie okazywałam - wiecznie miałam pretensje do niego, sama nie wiedziałam o co mi chodzi :(. Teraz, gdy go straciłam, nie mogę sobie z tym poradzić:(,...

Mam 22 lata, byłam z chłopakiem 2 lata, strasznie go kochałam, ale mu tego nie okazywałam - wiecznie miałam pretensje do niego, sama nie wiedziałam o co mi chodzi :(. Teraz, gdy go straciłam, nie mogę sobie z tym poradzić:(, mam zmienne nastroje raz mam ochotę zginać z tego świata, ale za chwilę twierdzę, że wszystko jest dobrze. On twierdzi, że mnie kocha, ja go też, ale nie potrafi mi zaufać, nie umiem już sama sobie z tym poradzić. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy zostawić go, niech żyje sobie sam, czy nadal mu pomagać?

Poznałam go rok temu, po jakimś czasie zaczął mi opowiadać o sobie, że był już cztery razy w szpitalu psychiatrycznym na leczeniu. Zachowuje się nie raz normalnie, rozmawia, śmieje się i po pewnym czasie siedzi smutny, nic nie mówi. Zaczął...

Poznałam go rok temu, po jakimś czasie zaczął mi opowiadać o sobie, że był już cztery razy w szpitalu psychiatrycznym na leczeniu. Zachowuje się nie raz normalnie, rozmawia, śmieje się i po pewnym czasie siedzi smutny, nic nie mówi. Zaczął pracować i jak przychodzi do domu to zapali i od razu śpi. Nawet jak nie pracuje to śpi, w nocy mówił że nie spał, mało je, prawie wcale, i to mnie niepokoi.

Znalazłam leki i recepty od lekarza psychiatry, czytałam kartę informacyjną ze szpitala o lękach, zmianie nastrojów, nadużywaniu leków tych od lekarzy psychiatrów. Martwi mnie również, że seks stał się wręcz zbędną rzeczą, kochamy się dwa razy w miesiącu, mówi, że nie chce mu się i może bez tego obejść się - czy przyczyną tego są leki? Nie wiem co mam zrobić, męczy mnie taka sytuacja, proszę mi pomóc i powiedzieć co mam zrobić. Zaczekać?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

I po co tu żyć?

Witam. Jestem kobietą i mam 25 lat. Mam ogólnie poczucie, że wszystko mi się wali od mniej więcej pół roku. Wstaje wcześnie rano (6-7), pomimo że mam do pracy na 14 i mimo to nie mogę już usnąć, a pierwsza...

Witam. Jestem kobietą i mam 25 lat. Mam ogólnie poczucie, że wszystko mi się wali od mniej więcej pół roku.

Wstaje wcześnie rano (6-7), pomimo że mam do pracy na 14 i mimo to nie mogę już usnąć, a pierwsza myśl po moim przebudzeniu to wszystkie problemy jakie mnie otaczają. Ja nie wiem czy stwarzam je sobie sama czy moje życie jest naprawdę takie beznadziejne. Jedyne dowartościowanie jakie mam to moje studia, które w przyszłym roku kończę pisząc właśnie pracę mgr. Chodzi o to, że przede wszystkim mieszkam z rodzicami, którzy ciągle się kłócą i są ciągłe awantury, bo mój tata jest alkoholikiem. Ja nie mam na razie możliwości wyprowadzki, bo nie mam do tego warunków finansowych.

Mam chłopaka, jestem z nim kolo 7 lat i ciągle go prześladuję, że mnie zdradzi, chodzę za nim krok w krok - nie wiem co się ze mną dzieje, a to wszystko dlatego, że raz mnie oszukał, że jedzie do domu, bo jest zmęczony, a spotkał się z kolegami. Boję się, że mnie rzuci jak będę go tak ciągle sprawdzała, bo widać, że ma już tego dosyć.

Nikt kompletnie mnie nie docenia, nie wiem po co żyję, najchętniej bym popełniła samobójstwo, ale tchórzostwo mi na to nie pozwala. Nie mam dla kogo żyć bo i po co. Rodzice mnie nie doceniają, że mimo tych awantur studiuję, chcę być kimś. Mieliśmy ustalony ślub 2 razy na przyszły rok, ale on już nie chce - nie wiem dlaczego, nie chce mi powiedzieć, za dużo po prostu mówi, że nie chce wracać do przyszłego domu co do minuty i że będę go trzymała pod kluczem. Nie mam nikogo. Magda

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Problem w związku a depresja

Od kilku dni mam niechęć do wszystkiego. Zaczęłam naukę w liceum, śmierć dziadka oraz brak pogody od jakiegoś czasu mnie dołuje. Dołuje mnie każda rzecz - czy to są kaczki w ZOO czy też moje obowiązki. Nie mam siły na...

Od kilku dni mam niechęć do wszystkiego. Zaczęłam naukę w liceum, śmierć dziadka oraz brak pogody od jakiegoś czasu mnie dołuje. Dołuje mnie każda rzecz - czy to są kaczki w ZOO czy też moje obowiązki. Nie mam siły na nic. Dodam, że mam kochanego chłopaka, cały czas mogę na niego liczyć, ale sama siebie przerażam, że czuję też niechęć do niego: raz mam ochotę, żeby przy mnie był, a za chwilę dziwnie się czuję w jego obecności. Jedno jest pewne: nie wyobrażam sobie życia bez niego.

Jeszcze jakiś tydzień temu byłam strasznie szczęśliwa, a teraz nic mnie nie cieszy, nawet on. Cały czas płaczę, nie jem, strasznie schudłam, boję się być sama, dlatego bardzo często przebywam teraz z mamą. Naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje. Ostatnio myślałam, że to nie jest depresja, lecz po prostu nasze uczucie wygasło, ale to jest niemożliwe, bowiem nie wyobrażam sobie życia z kimś innym. Często mam też myśl samobójcze - boję się, że coś się stanie między nim a mną, a ja tego nie wytrzymam, to jest chore.

Dużo rozmawiam z mamą i twierdzi, że mam po prostu przesyt, ponieważ spędziłam z nim w wakacje własciwie dzień w dzień, od rana do wieczora - słodkie śniadanka, nawet robienie zakupów - wszystko robiliśmy razem, ale za chwilę uważa, że to depresja i to normalne, że mam niechęć nawet do najdroższej mi osoby. Mama umówiła mnie do psychologa, wizytę mam jutro. Boję się, że to nie pomoże i miedzy mną a Maciejem wszystko runie. Dziś mama pozwoliła mi nie iść do szkoły, po prostu nie byłam w stanie…

Tęsknie za moimi relacjami z moim ukochanym. Chcę, by było jak dawniej, chcę być dalej szczęśliwa. Wiem, że to niemożliwe, że między nami coś wygasło, bo to właśnie on siedzy mi w głowie on stop, myślę nawet o nim przez sen. Pomocy, bo nie daję już rady. Nie wiem co czuję!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ciągle kontroluję swojego partnera i nie potrafię nad tym zapanować. Co robić?

Mam 20 lat, jestem kobieta. Jestem w stałym związku 3 lata, a czerwcu tego roku urodziłam córeczkę. Niedługo po urodzeniu dziecka zabił się mój jedyny brat. Oprócz niego nie mam nikogo, ponieważ moi rodzice się ode mnie odwrócili. Pomimo, że...

Mam 20 lat, jestem kobieta. Jestem w stałym związku 3 lata, a czerwcu tego roku urodziłam córeczkę. Niedługo po urodzeniu dziecka zabił się mój jedyny brat. Oprócz niego nie mam nikogo, ponieważ moi rodzice się ode mnie odwrócili. Pomimo, że teraz mam swoją rodzinę zaczynam czuć, że jest ze mną coś nie tak i przez to tylko cierpi mój chłopak.

Zaczęło się to wszystko jak pojechałam rodzić małą. On poszedł zrobić pępkowe ze swoim bratem i od tamtej pory wychodzi co tydzień w sobotę, a ja nie potrafię go zatrzymać. Zanim urodziłam obiecywał mi, że będzie lepiej jak mała się urodzi, że wszystko się zmieni na lepsze - niestety zmieniło się na gorsze. Co sobotę wychodzi z bratem, a jak chciałam go ostatnio zatrzymać to zarzucił mi, że nie chcę go puścić, bo ja nie mam z kim wyjść, a ja nie chciałam go puścić, bo tydzień wcześniej miał iść tylko na godzinę, a wrócił na drugi dzień po połuniu. Od tamtej pory zaczęłam tracić do niego zaufanie.

Teraz gdzie nie wyjdzie czy czego nie robi - kontroluję to, a jeszcze jak wyjdzie do sklepu i nie ma go 5 minut to ja już wydzwaniam gdzie jest, dlaczego tak długo - nie potrafię tego opanować. Nawet jak chodzi do pracy to piszę mu, że pewnie jest gdzieś indziej, że mnie zdradza. Nie chcę tego robic, ale nie potrafię tego opanować. Dlaczego tak jest? Co się ze mną dzieje? Co zrobić, żeby to zmienić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak ratować związek? Jestem załamana

Witam, jestem 33-letnią kobietą, od 3,5 roku zajmuję się dziećmi. Prawie 3 lata temu przyszła na świat nasza upragniona córeczka, a 14 miesięcy temu synek. Mój problem zaczął się kiedy córeczka miala 5 tygodni - wtedy dowiedzialam się, ze mąż...

Witam, jestem 33-letnią kobietą, od 3,5 roku zajmuję się dziećmi. Prawie 3 lata temu przyszła na świat nasza upragniona córeczka, a 14 miesięcy temu synek. Mój problem zaczął się kiedy córeczka miala 5 tygodni - wtedy dowiedzialam się, ze mąż mnie zdradzał (poznał ją jak byłam w 7. miesiącu ciąży), że ma kobietę, z którą się spotyka, rozmawia przez telefon i wymienia się smsami.

Kiedy się o tym dowiedzialam, mąż prawie rzucił mi sie na kolana i przepraszał, mówił, ze ona nic dla niego nie znaczy, itp., że zakończył tę znajomość. Przez ten czas, zanim zdecydowaliśmy się na drugie dziecko, naprawdę się starał, odbudował to, co zepsuł - zaufanie. Kiedy urodził się synek schemat się powtórzył, tylko dowiedziałam się o tym później, jak miał 3 miesiące. Reakcja jednak była inna niż na początku - teraz mówił, że nie chce zranić tej drugiej, że chyba będzie lepiej, jak odejdzie, jednak został. Próbowaliśmy związek ratować (tzn. ja, on ciągle traktował mnie jak powietrze), zaczęły się ciągłe kłótnie, awantury, kiedy chciałam rozmawiać o nas i o naszej przyszłości, w końcu zaczęło dochodzic do szarpanin:(. Byłam załamana, bo mimo tego wszystkiego co mi zrobił nadal go kocham!

Doszło już do takiego napięcia, że miesiąc temu się wyprowadził, żebyśmy mogli od siebie odpocząć, zobaczyć czy za sobą zatęsknimy. Przez pierwszy tydzień był przemiły, przytulał i całował, starał się, a teraz znowu jakbym nic nie znaczyła - niby mówi, że nie chce odejść, ale z taką jaką jestem też nie chce być, bo ciągle krzyczę, itp. Powiem szczerze, że tak obrócił swoje postępowanie, że to ja zastanawiam się, czy wszystkiego nie popsułam:(, obarczył mnie całą odpowiedzialnością za nasz związek:(. Teraz powiedział, że jeżeli w ogóle wróci to faktycznie potrzebujemy pomocy, terapii małżeńskiej, ale to ja potrzebuję dodatkowo pomocy psychiatry, bo nerwy mi wysiadają:(.

Jestem załamana, nie wiem gdzie pójśc po pomoc, a przede wszystkim gdzie w Poznaniu mogę znaleźć dobrego specjalistę od terapii małżeńskiej. Najlepiej na kasę chorych, bo nie ukrywam, że w obecnej sytuacji to problem. Będę wdzięczna za pomoc! Czy mam depresję? Często płaczę, wybucham złością, krzyczę:( Jestem załamana tym wszystkim:(

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Komu mam uwierzyć?

Jestem z chłopakiem od prawie 6 miesięcy. Bardzo go kocham i wydawało mi się, że on czuje to samo do mnie. Od początku trochę się kłócimy, bo nie pasujemy do siebie charakterami - ja jestem typową grzeczna dziewczyna, a...

Jestem z chłopakiem od prawie 6 miesięcy. Bardzo go kocham i wydawało mi się, że on czuje to samo do mnie. Od początku trochę się kłócimy, bo nie pasujemy do siebie charakterami - ja jestem typową grzeczna dziewczyna, a on wyluzowanym chłopakiem.Przeszkadza mu we mnie ta sztywność, ale nadal mówi, że mnie kocha.

Był moment, kiedy moja koleżanka mu się spodobała, bo też jest fajną, ładną, wyluzowaną laską. Ale wybrał mnie i się pogodziliśmy, od tego czasu kłótni nie było. Zakończyliśmy ten temat. Ostatnio nie mogłam się z nim skontaktować, więc poprosiłam o jakaś wiadomość o nim naszą wspólną znajomą. Ona napisała mi zamiast tego, że nic nie wie, ale za to powie mi bardzo szokujące wiadomości: podobno zdradza mnie po alkoholu ze wszystkimi koleżankami, opowiada o mnie rożne głupoty, mówi, że nic do mnie nie czuje, kocha inna dziewczynę. Zrobiło mi się przykro, nie chciałam słuchać jego wyjaśnień, najechałam na niego z pretensjami. 2 dni temu zadzwonił, wszystko wyjaśnił, wydawało mi się to sensowne i chyba uwierzyłam mu, ale 9 osób jest przeciwko niemu, a jedna go popiera.

Myślę poważnie o naszym związku, z jednej strony wydaje mi się, że skoro go kocham, to powinnam mu wierzyć bardziej niż koleżankom, z drugiej jednak strony wydaje mi się, że ta wspólna znajoma nie miałaby powodu okłamywać mnie wraz ze swoimi kolegami.

Myślę o nim poważnie, ma już 18 lat, chcemy podjąć poważne decyzje, ale boję się jednak, że jeśli uwierzę większości i zostawię miłość mojego życia, będę żałować, z drugiej strony boje się, że jestem okłamywana i zostanę po prostu wykorzystana i porzucona. Dodam, że mieszkamy w pewnej odległości od siebie, więc codzienne kontrolowanie go odpada.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Patronaty