Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 9 4

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Autyzm wczesnodziecięcy u dwulatki

Witam. Moja córka ma dwa lata i 4 miesiące. Może najpierw napiszę o tym co mnie martwi. Córka jest jakby sztywniejsza od innych dzieci, nie wita się z nami jak przychodzimy do domu, boi się innych dzieci, nie lubi jak...

Witam.

Moja córka ma dwa lata i 4 miesiące. Może najpierw napiszę o tym co mnie martwi. Córka jest jakby sztywniejsza od innych dzieci, nie wita się z nami jak przychodzimy do domu, boi się innych dzieci, nie lubi jak ją przytulają czy dotykają, ma słaby kontakt wzrokowy, nie patrzy w oczy jak się do niej mówi, ostatnio jak się czymś denerwuje macha rączkami w taki dziwny sposób, nie daje jej się odzwyczaić od pieluszki, czasami chodzi na palcach i przechyla główkę na boki. Byliśmy w Synapsisie jak córka miała rok i 8 miesięcy, tam autyzm wykluczono. Córka od 3 miesięcy mówi całymi zdaniami :-) Odmienia i prawidłowo stosuje czasy, zawsze wszystko rozumiała co się do niej mówi, nie wpada w złość bez powodu, nie ma problemów ze snem czy jedzeniem, lubi jak się jej czyta książeczki, przynosi je sama i mówi: citaj. Można jej wszystko wytłumaczyć, np. dlaczego nie wolno dotykać żelazka itp, ogólnie jest to mądrą i grzeczną dziewczynką, nigdy niczym nie kręciła, nie ustawiała niczego w rzędach. Zupełnie już nie wiem co o tym wszystkim myśleć, proszę o radę.

odpowiada 2 ekspertów:
Prof. dr hab. Małgorzata Marszałek
Prof. dr hab. Małgorzata Marszałek
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda

Objawy zaawansowanej depresji - do kogo zwrócić się po pomoc...?

Witam serdecznie, jestem mężczyzną, mam 19 lat. Od pewnego, dłuższego już czasu obserwuję u siebie objawy typowe dla depresji (utrata zainteresowań, zwątpienie we własne siły, wszechogarniająca obojętność, trudność w wykonaniu najprostszych codziennych czynności jak ubranie czy umycie się, ale też...

Witam serdecznie, jestem mężczyzną, mam 19 lat. Od pewnego, dłuższego już czasu obserwuję u siebie objawy typowe dla depresji (utrata zainteresowań, zwątpienie we własne siły, wszechogarniająca obojętność, trudność w wykonaniu najprostszych codziennych czynności jak ubranie czy umycie się, ale też nadmierna senność itp.). Trwa to zbyt długo, żeby uznać to za zwykłe obniżenie nastroju. Myślę, że początków tego stanu rzeczy należy szukać w śmierci mojego dziadka 4 lata temu, już wtedy zacząłem powoli zamykać się w sobie. Prawdziwa gehenna jednak zaczęła się około rok temu - od tego czasu straciłem kolejnych trzech członków rodziny (w tym ojca alkoholika). Sam zacząłem szukać zapomnienia w alkoholu i miękkich narkotykach (skłonności w genach - po ojcu, który, jak teraz myślę, też mógł mieć depresję, do której się jednak nie przyznawał), którym ostatnio powiedziałem kategoryczne nie. Pojawiły się myśli samobójcze, które jednak odganiałem jak najszybciej (wiem, że to nie jest rozwiązanie). W tym roku rozpocząłem studia, boję się, że objawy choroby uniemożliwią mi ich skończenie (trudności w koncentracji, osłabiona pamięć, wspomniana już obojętność). Nie chcę zawieść moich bliskich. Ostatnio pojawiły się również stany normalnego, nawet całkiem niezłego samopoczucia, przeplatające się z tzw. dołami psychicznymi. Są krótkotrwałe, jednak poprawiają mi nastrój. Mam zamiar zwrócić się o pomoc do specjalisty, nie wiem jednak, czy pastylki pomogą w przypadku tak ciężkim jak mój, szczerze mówiąc, nie wiem nawet do kogo konkretnie się zwrócić (psycholog? psychiatra?). Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak daleko zaszła nerwica i czy to jest w ogóle nerwica?

Mam 21 lat. Ostatnio bardzo często się denerwuję, o byle bzdurę. Ostatnio dzieje się tak, że nawet nie mogę jeść, bo się boję, że mi coś utknie, a jak już jem, chociaż nie zawsze to się zdarza, to czuję dosłownie,...

Mam 21 lat. Ostatnio bardzo często się denerwuję, o byle bzdurę. Ostatnio dzieje się tak, że nawet nie mogę jeść, bo się boję, że mi coś utknie, a jak już jem, chociaż nie zawsze to się zdarza, to czuję dosłownie, jak by mi coś naprawdę utknęło i wydaje mi się, że się duszę, i wtedy już nie zjem nic, dopóki się nie uspokoję, i chodzę głodny. Mam także problemy ze skupieniem się, a mianowicie jak czytam, np. jakąś książkę, to w pewnym momencie jakbym się budził i nie pamiętam, co przeczytałem, i muszę wracać do początku, i tak kilka razy. Mam straszne problemy z tym, już nie mówiąc o tym uczuciu, że się duszę. Już nie mam siły. Co to w ogóle jest, co się ze mną dzieje? Nie mogę sobie poradzić. Nawet kupiłem sobie lek uspokajający bez recepty, ale też nie widzę, żeby mi pomagał. Proszę o odpowiedź, bo ja już sam nie wiem, co mam robić.

Czy to depresja? Gdzie się z tym zgłosić?

Nie wiem, jak zacząć... Mam 23 lata i na niczym mi nie zależy, znaczy, mam pracę i zarabiam, ale nie widzę sensu tego. Wydaje mi się, że życie obraca się wokół pieniędzy. Człowiek dorasta, później praca i zarobki do starości,...

Nie wiem, jak zacząć... Mam 23 lata i na niczym mi nie zależy, znaczy, mam pracę i zarabiam, ale nie widzę sensu tego. Wydaje mi się, że życie obraca się wokół pieniędzy. Człowiek dorasta, później praca i zarobki do starości, i śmierć. Takie jest życie? A i co najważniejsze, u mnie w domu już by chcieli, bym założyła rodzinę i miała dzieci, i męża, a ja mam jakiś wstręt. Wydaje mi się, że facet jest kobiecie w ogóle niepotrzebny, tak jak i dzieci... Byłam związana z facetem prawie 3 lata, byłam w nim zakochana całkowicie!!! Nic poza nim nie widziałam, zapomniałam o znajomych, o rodzinie itd., ale wcale mi nie brakowało niczego, on mi wszystko zastępował. Później się okazało, że jest hazardzistą i wszystko przegrywa na maszynach i uwielbia wódkę. Jak coś zarobiłam, to mu kupowałam ubrania, jedzenie, dawałam pieniądze itd., itd., ale nadal byłam szczęśliwa, jakoś ślepo zakochana. Aż któregoś dnia zaczęły się szarpania po alkoholu. Zaczął mnie popychać i tak się zaczęło. Wiele razy od niego oberwałam, ale byłam taka zakochana, że go nie zostawiłam, i płakałam, i błagałam, żeby tego nie robił. Jakoś się przyzwyczaiłam, bo jak był trzeźwy i miał pieniądze, to był dobry dla mnie, ale nigdy mi nic nie kupił przez całe 3 lata, raz może kwiatka dostałam, a ja mu nagminnie prezenty kupowałam. Miał wszystko co chciał, ale ja uwielbiałam mu kupować, ale po jakimś czasie zrozumiałam, że mnie nie kocha i go zostawiłam. Jakoś się tym nie przejął, choć byliśmy zaręczeni, i po kłótni zgłosił się po pierścionek, że mam mu go oddać, wiec oddałam. Nie mogłam zrozumieć, czemu tak łatwo zapomniał o mnie... Zmieniłam pracę i poznałam nowego chłopaka, od razu chciałam z nim być, bo był taki inny. Wszystko mi kupował, zabierał tu i tam, a ja przy tamtym nic nie widziałam, tylko alkohol i bary z maszynami. Byłam z nim ok. roku i tak z dnia na dzień przestało mi na nim zależeć, a to wspaniały chłopak, tak mi rodzice mówią. Nie ma żadnych nałogów, jest spokojny, pracowity, bo ja straszny nerwus jestem... W międzyczasie zaczęłam się spotykać z innym, bo tu mnie brał, tam coś kupował, tylko że jemu po alkoholu odbija, ale mnie ciągnęło do niego... Ale rodzice byli przeciwko, że nie dla mnie, bo pije i jest nerwowy... I tak mam spraną głowę, że nienawidzę teraz facetów. Wydaje mi się, że są do niczego niepotrzebni, tylko do tego, by zarabiali pieniądze i utrzymywali kobietę... chciałam wszystko opisać, bo nie wiem, co się dzieje ze mną... jestem na wszystkich zła, na cały świat. Wydaje mi się, że życie jest bezsensu, że jak się nie ma pieniędzy, to się nie ma życia. Jestem strasznie nerwowa, na każde słowo w domu odpowiadam nerwami i głośnym głosem. Najbardziej chciałabym siedzieć w pokoju sama i oglądać tylko TV, i to mi wystarczy. Nie lubię swojej rodziny, nie zależy mi na koleżankach... mam dużo znajomych, ale nie zależy mi na tym, na niczym mi nie zależy. Dziś mi tata zadał pytanie takiej treści: „A co byś zrobiła, jakbyś miała nieuleczalną chorobę i masę pieniędzy...", a ja mu odpowiedziałam, że byłabym najszczęśliwsza na świecie, bo miałabym np. 3 miesiące życia, to bym zwiedziła cały świat, wszystkie piękne miejsca i umarłabym szczęśliwa (oczywiście chciałabym sama zwiedzać), i tata wtedy powiedział, że powinnam iść do psychologa, bo coś się ze mną dzieje, znaczy oni mi to na co dzień powtarzają, bo ja naprawdę nie widzę sensu życia i nie chcę przede wszystkim zakładać rodziny ani mieć faceta, bo mi się wydaje, że to same problemy... Czy ze mną jest coś nie tak? Proszę o odpowiedź, gdzie mam się zgłosić, jeśli naprawdę powinnam. Z góry dziękuję, Aneta

Umieram za życia...

Witam serdecznie. Jestem kobietą, 26 lat. Od wielu lat borykam się z problemem niskiej samooceny i złym samopoczuciem, kiepskim nastrojem, poczuciem totalnej pustki, zagubienia, beznadziejnosci... Zdaję sobie sprawę z tego, że wygląda to na przewlekłą depresję, ale te moje nastroje...

Witam serdecznie. Jestem kobietą, 26 lat. Od wielu lat borykam się z problemem niskiej samooceny i złym samopoczuciem, kiepskim nastrojem, poczuciem totalnej pustki, zagubienia, beznadziejnosci... Zdaję sobie sprawę z tego, że wygląda to na przewlekłą depresję, ale te moje nastroje są jak kolejka górska... od euforii do płaczu. Postanowiłam pójść do psychiatry i do psychologa. Jeszcze tego nie zrobiłam, ale już zapisałam się na wizyty. Moje pytanie brzmi - czy depresja jako taka, po prostu niski nastrój, może przejść w jakiś rodzaj psychozy, rytuału, coś, co nie pozwala już na nic...? Moją jedyną nadzieją w życiu było to, że może kiedyś spotkam kogoś, kto okaże się moją drugą połówką... Ja tego kogoś spotkałam, poznałam, zakochałam się na zabój i byłam szczęśliwa, nawet będąc zakochaną... nawet bez odwzajemnianych uczuć. Fakt przyjaźni z tą osobą sprawiał, że czułam się po prostu dobrze, chciało mi się żyć. Po raz pierwszy od dawna... Ale teraz wiem, że nic, ale to nic, z tego nie będzie i to przeze mnie....nic z tego nie będzie przeze mnie... Tutaj zaczął się mój dodatkowy problem... umieram, myśląc o tym, że on jest z kimś innym. Umieram i cierpię niemal fizycznie, kiedy pomyslę, że on nie ufa mi nawet na tyle, żeby powiedzieć mi o tym, czy jest z kimś, czy nie... A ja snuję jakieś dziwne domysły, że on jest z koleżanką z pracy (chyba jest), ale fakt, że on mi tego nie powiedział boli tak, jakby mnie ktoś dźgnął... Nie mogę spać przez to, że on może się z nią ożenić, że ona może być z nim w ciąży, że... i tysiące innych... Ale nie to jest najgorsze... nie to, że on jest z kimś innym... tylko fakt, że nie ja zasługuję na to, żeby mi to powiedzieć jak przyjaciółce, a wszyscy inni w moim miejscu pracy tak... im mówi o sobie prawie wszystko... Czy takie silne zainteresowanie czyimś życiem to już obsesja? Czy ja mam jakąś psychozę? Umieram z ciekawości, czy to prawda, że jest z kimś czy nie... wariuję... płaczę codziennie... kilka razy dziennie... nawet w pracy się rozklejam i nie potrafię skupić na niczym... Idę do pracy, żeby go zobaczyć... A on chyba wie, że jego życie osobiste za bardzo mnie interesuje, więc nie mówi mi o sobie nic... Na złość??? Ale ja przez to umieraaaaam... czuję, że zwariuję... Nie rozumiem już nic... Mam problemy z kontaktami międzyludzkimi już od dawna... na początku sprawiam dobre wrażenie, trochę nieśmiała... ale bez przesady... Moim głównym problemem jest to, że czuję, że jestem głupia... taka głupia aż po dno... I w rozmowie z ludźmi wybieram takie nudne i asurdalne tematy, że nie chce im się ze mną rozmawiać... A to wszystko po to, żeby nie padło pytanie, na które nie znam odpowiedzi... na przykład kto jest prezydentem Szwecji? Czuję, że zapomniałam wszystko... że umiem... nie jestem zdolna do myślenia w ogóle... i to dlatego straciłam szansę na to, żeby być z tym człowiekiem, którgo kocham... nawet nie być z nim... zwyczajnie się przyjaźnić... Ostatnio przestałam odzywać się do kogokolwiek, bo stwierdziłam, że już jest za późno i że niczego nie zmienię, i że i tak wszystko, co powiem, jest beznadziejne... Bardzo chcę się zmienić... zacząć się uczyć od początku, zapomnieć o bólu i smutku, móc swobodnie rozmawiać, nie uciekając wzrokiem od rozmówcy, bez uczucia "paraliżu mózgu", uczucia, że oczy za chwilę wyjdą mi z orbit, jeśli się mocno nie skupię. Bez strachu, że ktoś mnie będzie oceniał i pomyśli, że jestem idiotką i nie warto ze mną rozmawiać. Ufać ludziom, być na luzie, nie przejmować się niepowodzeniami. Chcę przestać się użalać nad sobą w rozmowach z ludźmi, być zaradną optymistką. Chcę odzyskać stracone lata... Całe życie w tym bagnie... sama sobie takie dno zafundowałam i nie potrafię się z niego wydostać sama... Właśnie sama... samotna, niekochana... A ja tak bardzo chciałabym się poczuć dobrze, chociaż raz w życiu... w dorosłym życiu... nie pamiętam, kiedy ostatnio śmiałam się beztrosko... Proszę bardzo o poradę. Ewa.

Piszę o pomoc dla syna

Mam 61 lat, mój syn 31. Wszystkie te punkty, co są na początku strony, jego dotyczą. Wszystko zaczęło się od momentu powrotu z misji pokojowej - był żołnierzem w Kosowie. To był pierwszy rzut, najbardziej niebezpieczny, a jeszcze dołożyła mu...

Mam 61 lat, mój syn 31. Wszystkie te punkty, co są na początku strony, jego dotyczą. Wszystko zaczęło się od momentu powrotu z misji pokojowej - był żołnierzem w Kosowie. To był pierwszy rzut, najbardziej niebezpieczny, a jeszcze dołożyła mu partnerka, z którą ma 2 dzieci. Zdrady, wybaczanie, ale ostatnie zdrady... tego nikt by nie wytrzymał. Ze znajomymi, gołe zdjęcia kochanka w telefonie, jej, w stroju bikini, wysyłane do niego, i jej czułe SMS-y do facetów... To wszystko syn zobaczył w jej telefonie i w komputerze. Ona go nie kochała, nic mu nie robiła, nie prała, nie sprzątała, a on ją kochał do szaleństwa. Teraz tylko siedzi w domu, nigdzie nie wychodzi, gra. Jak przywiezie dzieci, to też gra. Mówi, że jest do niczego, że żadnej pracy nie znajdzie. Często wspomina, że wyjedzie, że najlepiej to by było, żeby nie żył. Wówczas dzieci dostaną pieniądze z opieki. Mówi, że jest do niczego, że nie chce tak żyć, nie widzi przed sobą żadnej przyszłości. Zrobił się ostatnio bardzo agresywny. Nie chce iść do żadnego lekarza, po prostu nic nie chce. Martwię się o niego. Co robić?

Czy powinienem iść do lekarza? Czy to depresja?

Witam, mężczyzna, 22 lata. Czuję się beznadziejnie, nie mam ochoty na wiele rzeczy, które robiłem przed tym, gdy tego nie miałem. Dużo mniej rzeczy mnie cieszy niż przed tymi zdarzeniami. Pod wpływem alkoholu zostałem pobity przez jednego faceta. Było to...

Witam, mężczyzna, 22 lata. Czuję się beznadziejnie, nie mam ochoty na wiele rzeczy, które robiłem przed tym, gdy tego nie miałem. Dużo mniej rzeczy mnie cieszy niż przed tymi zdarzeniami. Pod wpływem alkoholu zostałem pobity przez jednego faceta. Było to 4 miesiące temu. Ja od tamtego momentu myślę sobie, boję się, czy on mi coś zrobi, gdy się z nim spotkam, chociaż po tygodniu od tego zdarzenia widziałem się z nim i pogodziłem się z nim.... Mam też arytmię. Byłem u lekarza. Lekarz powiedział, że nic mi nie jest, ale ja i tak codziennie myślę o tym. Ciężko mi jest zasnąć, bo boję się, że mi się coś stanie, że będę miał zawał, chociaż lekarz powiedział mi, że te objawy, które mam w ogóle nie zagrażają mi i nawet żadnych leków nie muszę brać. Nie wychodzę do moich przyjaciół, już kilka miesięcy się z nimi nie spotykam, bo boję się, że będą się ze mnie śmiali itd. Też myślę sobie, co oni mi powiedzą, gdy ich zobaczę itd., jak zareagują, gdy mnie zobaczą... Czy to jest depresja? Muszę iść z tym do lekarza psychiatry?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co zrobić, żeby dobrze spać?

Mam 58 lat i problemy nocne. O godzinie 19 piję herbatę (melisa i rumianek). Zawsze chodzę o tej samej godzinie spać, czyli 22.30. Długo nie mogę zasnąć, po 2 godzinach sen jest płytki, bardzo często się budzę, chce mi...

Mam 58 lat i problemy nocne. O godzinie 19 piję herbatę (melisa i rumianek). Zawsze chodzę o tej samej godzinie spać, czyli 22.30. Długo nie mogę zasnąć, po 2 godzinach sen jest płytki, bardzo często się budzę, chce mi się pić, ciężko otworzyć mi oczy, 2 razy chodzę siku. Wstaję o 8.00 rano. Bywa tak, że mogę przespać całą noc, ale to bardzo rzadko. Przewracam się bardzo często, mam suchość w jamie ustnej, w pokoju temperatura 18 stopni. Niedawno kupiłam melatoninę, nie bardzo mi to pomaga. Od lekarza nie mam żadnych leków. Boję się chemii. Bardzo proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Osobowość depresyjna = dystymia?

Witam! Od 7 lat leczę się na depresję, ale dopiero ostatnio dowiedziałam się, że mam podobno osobowość depresyjną. Proszę udzielić mi informacji - czy jest to poważne zaburzenie osobowości i czy tego rodzaju diagnoza oznacza dystymię? Z góry dziękuję za odpowiedź.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Moja przyjaciółka ma depresję - jak jej pomóc?

Witam. Mam 26 lat i 2 bardzo bliskie mi przyjaciółki, V. i S. Przyjaźnimy się od wielu, wielu lat i zawsze byłyśmy, jesteśmy i będziemy dla siebie jak siostry. Historia zaczęła się około 2 lata temu. Ja jestem w związku...

Witam. Mam 26 lat i 2 bardzo bliskie mi przyjaciółki, V. i S. Przyjaźnimy się od wielu, wielu lat i zawsze byłyśmy, jesteśmy i będziemy dla siebie jak siostry. Historia zaczęła się około 2 lata temu. Ja jestem w związku od 10 lat (od pół roku po ślubie). V. i S. przez pierwsze dwa lata mojego związku spotykały się z kimś, ale bywało różnie — wtedy nie miało to znaczenia, bo byłyśmy jeszcze w liceum. Na studiach V. i S. znalazły sobie stałych partnerów, ale po 4 latach ich związki rozpadły się. Dziewczyny jakoś się pozbierały i wszystko było OK. Zawsze razem dużo imprezowałyśmy i często spotykałyśmy się na babskie ploteczki. Ja i V., będąc na studiach, w okresie letnim wyjeżdżałyśmy za granicę na kilka miesięcy — ja do USA, V. do Irlandii, a S. pracowała w Polsce. Zawsze byłyśmy w kontakcie. Około dwa lata temu podczas mojego ostatniego wyjazdu coś się zmieniło. V. została wtedy w Polsce i spędzała praktycznie cały swój czas z S. Dobrze było im razem, bo trochę się ze sobą utożsamiały (obie singielki, szukające wrażeń). W pewnym momencie S. zniknęła, nie odbierała telefonów (bo niby nie słyszała, miała dużo pracy, lub inne wymówki, które wtedy brzmiały bardzo wiarygodnie), zaczęły jej się częste wyjazdy służbowe itd. Po moim powrocie okazało się, że V. nie widziała jej 2 miesiące. W końcu udało nam się z nią spotkać — okazało się, że waży 15 kg więcej niż zwykle. Opowiedziała nam historię o tym, że chorowała na węzły chłonne, była w szpitalu itd. i brała hormony — dlatego przytyła. Nie miałyśmy powodu nie wierzyć. Szybciutko schudła do swojej wagi i znowu było dobrze. Przez pół roku wszystko było jak dawniej, ploteczki, imprezy, spotykała się z facetami (w tzw. poszukiwaniu męża). Po czym nagle znowu zniknęła. Tym razem byłam na miejscu i próbowałyśmy razem do niej dotrzeć, ale zawsze miała jakąś wymówkę. Po 2 miesiącach nieobecności okazało się, że znowu przytyła 20 kg — tym razem nie było wymówki o węzłach chłonnych. Postanowiłyśmy coś temu zaradzić. O depresji w życiu nie pomyślałyśmy. S. zamieszkała wtedy na kilka miesięcy u V. Codziennie się spotykałyśmy i próbowałyśmy jakoś to poskładać. Po 3 miesiącach S. się jakoś dźwignęła i to był moment przełomowy. Znowu zaczęła wychodzić do ludzi i w ciągu 2 miesięcy schudła ponad 20 kg. W trakcie tego okresu próbowałyśmy ją jakoś przekonać, żeby już przestała mieć tę dietę, bo wygląda dobrze i za moment będzie za chuda, ale bezskutecznie. Po 2,3 miesiącach ważyła 25 kg mniej i wyglądała jakby miała anoreksję — tak zresztą myślałyśmy i ciągle jej to powtarzałyśmy, że jest za chuda i że powinna iść do dietetyka, który pomoże jej przytyć odpowiednio. Bezskutecznie. W końcu jej organizm nie wytrzymał diety i zachorowała — najpierw tydzień jelitówka, później angina. Po 3 tygodniach próbowałyśmy się z nią spotkać, ale znowu zaczęły się wymówki. Po 1,5 miesiąca od momentu ponownego jej zniknięcia postanowiłyśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Pojechałyśmy do niej — nie wpuściła nas do domu — zadzwoniła następnego dnia z marną wymówką, że nie słyszała (dobijałyśmy się 1,5 godziny). W końcu 2 dni później przyjechałyśmy po raz kolejny i tym razem miałyśmy szczęście, bo rodzice byli w domu. S. ważyła już 20 kg więcej niż 7 tygodni wcześniej. Okazało się, że siedzi w domu, je i śpi, i tak w kółko. Wraz z rodzicami postanowiliśmy wysłać ją do lekarza. Po ciężkich rozmowach zgodziła się pójść. Od psychiatry otrzymała lek przeciwdepresyjny i na tym się skończyło. Od miesiąca łyka tabletki — jej rodzice uznali sprawę za zamkniętą, ale według nas nie ma poprawy. Jeździmy do niej kilka razy w tygodniu — podzieliłyśmy się na "dyżury". Staramy się z nią być, śmiać się itd., ale mam wrażenie, że tkwimy w martwym punkcie. S. mówi, że ma ciągle objawy nadmiernej senności po tych lekach. Niestety, lekarz nie zalecił żadnej terapii. Jak możemy jej jeszcze pomóc? Co robić? Co mówić? W jaki sposób? Jak możemy nakłonić ją do rozpoczęcia jakiejś terapii? Czy to w ogóle konieczne? Nie wiemy, jak mamy dalej postępować, żeby czegoś nie popsuć jeszcze bardziej? Nie wiemy, co możemy zrobić, żeby pomóc jej się dźwignąć? Boimy się, że jeżeli znowu zrobi wszystko sama, to sytuacja się powtórzy. Bardzo proszę o jakieś wskazówki. Z góry serdecznie dziękuję. Pozdrawiam, W.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Myśli egzystencjalne w depresji

Witam Państwa. Od jakiegoś czasu borykam się ze stanami ewidentnie obniżonego samopoczucia, brakiem chęci do życia i ogólnie czuję się tak, jak jeszcze nigdy się nie czułem. Nieważne, ile bym nawymyślał tu słów na temat mojego samopoczucia, to i...

Witam Państwa. Od jakiegoś czasu borykam się ze stanami ewidentnie obniżonego samopoczucia, brakiem chęci do życia i ogólnie czuję się tak, jak jeszcze nigdy się nie czułem. Nieważne, ile bym nawymyślał tu słów na temat mojego samopoczucia, to i tak będzie to tylko wierzchołek góry lodowej. Czasami mam wrażenie tracenia kontroli nad sobą, ogarnia mnie panika, boję się jednak wybuchnąć, bo wzięliby mnie za wariata. Miotają mną też przeróżne myśli, czasami jest ich taki nawał, że nie mogę się wyciszyć, uspokoić - myślę, że może być to nerwica, ale czy ona przejawia się też poprzez wzmożone ataki natrętnych myśli? Dodam, że mam objawy nerwicy natręctw i tików, jednak to małe piwo w porównaniu do poczucia totalnej beznadziei i rozklejenia emocjonalnego, a jak dojdą jeszcze te wyżej wspomniane myśli, tylko w charakterze egzystencjalnym, to już w ogóle odpadam. Rujnuje mi to życie w każdym jego aspekcie, bo jeszcze niedawno byłem dość silną i wiedzącą czego chce osowobością, z planami i marzeniami. Nie mogę skupić się przez to na obowiązkach, w sferze uczuć też od dłuższego czasu obserwuję totalne wypalenie i czuję się jak na krawędzi swojego życia, boję się, że zwariuję do końca. Czy może to być coś na kształt załamania nerwowego? Dodam jeszcze, że jestem mężczyzną i mam 21 lat. Bardzo proszę o poradę i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Mam dość wszystkiego, nie mam już siły żyć... Co robić?

Nie chce mi się żyć, prawie codziennie ogarnia mnie coś, czego nie potrafię wytłumaczyć. Jestem przygnębiona, załamana, chce mi się płakać. Myślę, że wszyscy dookoła mnie oszukują. Chcę uciec gdzieś daleko i nikogo nie widzieć. Mam dość wszystkiego, nie mam...

Nie chce mi się żyć, prawie codziennie ogarnia mnie coś, czego nie potrafię wytłumaczyć. Jestem przygnębiona, załamana, chce mi się płakać. Myślę, że wszyscy dookoła mnie oszukują. Chcę uciec gdzieś daleko i nikogo nie widzieć. Mam dość wszystkiego, nie mam już sił żyć. Nie uśmiecham się, nie jestem w stanie pracować...

Dlaczego moje dziecko się buja?

Dzień dobry. Niepokoją mnie dziwne objawy mojej 10 miesięcznej córeczki. Chodzi o to, że jak kładę ją do łóżeczka spać, ona za każdym razem buja się na nogach i bardzo mocno uderza głową w szczebelki, tak jakby w ogóle nie...

Dzień dobry. Niepokoją mnie dziwne objawy mojej 10 miesięcznej córeczki. Chodzi o to, że jak kładę ją do łóżeczka spać, ona za każdym razem buja się na nogach i bardzo mocno uderza głową w szczebelki, tak jakby w ogóle nie czuła bólu. Ostatnio dałam jej za ochraniacz jeszcze poduszkę, a ona odwróciła się i uderzała głową w inna część łóżeczka, tam, gdzie poduszki nie było. Robi tak nawet przez sen i to kilkanaście razy w ciągu nocy. Poświęcam córeczce dużo czasu, przytulam ją, bawimy się razem i spędzamy ze sobą cale dnie. Ale bardzo mnie niepokoi jej dziwne zachowanie. Dodam tylko, że córeczka jest bardzo ruchliwym dzieckiem. Pozdrawiam serdecznie:)

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Anna Gocek-Jarpulkiewicz
Mgr Anna Gocek-Jarpulkiewicz
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda

Mam problem, ale waham się, czy iść do psychologa

Witam. Mam 18 lat i ostatnio chodzę wciąż smutna i przygnębiona. Czy to już depresja? Boję się tego. Moja mama też przez to przeszła, jak mnie urodziła. Czy to może mieć wpływ? Moi rodzice są naprawdę wspaniałymi ludźmi i...

Witam. Mam 18 lat i ostatnio chodzę wciąż smutna i przygnębiona. Czy to już depresja? Boję się tego. Moja mama też przez to przeszła, jak mnie urodziła. Czy to może mieć wpływ? Moi rodzice są naprawdę wspaniałymi ludźmi i wiem, że mnie bardzo kochają i w ogóle się nawet z nimi dogaduję. To, co mnie najbardziej dobija, to szkoła, a raczej ludzie z niej, bo z nauką sobie radzę, chociaż w tym roku moje oceny się pogorszyły. Często, wstając rano, czuję się zmęczona, a wieczorem nie mogę długo zasnąć. Czy to znaczy, że ''depresja mnie dorwała''? Nie chcę tego. Chcę, by było tak jak przedtem, żebym się mogła śmiać. Chcę z kimś pogadać, żeby mi ktoś doradził. Nie chcę już płakać bez powodu. Boję się prosić o pomoc wprost, tu jest łatwiej, anonimowo, gdzie mnie nikt nie zna. Być może moje problemy są nieważne, ale sytuacja jest bardziej skomplikowana. Jeśli ktoś może mi pomóc i chce wysłuchać mojej historii, to niech napisze do mnie na adres renia1234@op.pl albo chociaż tu. Wolę jednak bardziej prywatnie. Proszę o dobre rady, czuję, że jeśli to nie depresja, to w przyszłości na pewno moż być. PS Przepraszam za błędy, renia:-(

Jak nie zmarnować sobie życia?

Mam 20 lat. Jestem studentką dziennikarstwa. 2 razy miałam już depresję (w 3 gimnazjum oraz w klasie maturalnej). Po raz pierwszy nie wiedziałam jeszcze, co to takiego. W klasie maturalnej, jako przewodnicząca klasy miałam na głowie mnóstwo obowiązków, związanych z...

Mam 20 lat. Jestem studentką dziennikarstwa. 2 razy miałam już depresję (w 3 gimnazjum oraz w klasie maturalnej). Po raz pierwszy nie wiedziałam jeszcze, co to takiego. W klasie maturalnej, jako przewodnicząca klasy miałam na głowie mnóstwo obowiązków, związanych z organizacją studniówki. Zaczęłam być nerwowa, nie potrafiłam ubierać w słowa tego, co czuję. Przestałam się interesować czymkolwiek. Nie miałam siły przygotowywać się do matury. Wiedziałam, że jeśli się nie będę uczyła, nie zdam jej i nie zrealizuję swoich marzeń o studiach. Moim priorytetem zawsze było wykształcenie. Stałam się płaczliwa, potem była ta straszliwa obojętność i bezsilność, chciałam się uczyć, ale nie mogłam. Przestałam dbać o siebie, aż w końcu nie miałam siły wstawać z łóżka. Nie docierało do mnie, co mówią inni. Około miesiąca przeleżałam, nie wychodząc z domu, nic nie robiąc. Stwierdziłam, że skoro nic nie czuję, nic mnie nie interesuje, to życie nie ma sensu. Doszło nawet do próby samobójczej. 5 miesięcy piekła, beznadziei i bezsilności. Teraz jestem studentką, w październiku zaczęły się problemy z koncentracją. Byłam pewna, że to przejściowe. Potem płaczliwość, drażliwość, uczucie tego, iż jestem gorsza. Byłam u psychiatry, mam leki, ale też zaległości w nauce. Sesja się zbliża, nie wiem, jak mój organizm zareaguje na antydepresanty, a trzeba nadrabiać zaległości. Jednak jak się uczyć, skoro ma się problemy z wyjściem do ludzi? Rok temu byłam jedną z najlepszych studentek. Jak będę wyglądała w oczach ćwiczeniowców, gdy pokażę im zwolnienie, co prawda lekarskie, ale od psychiatry? Czy lepiej udawać, że nie chodziło się na zajęcia z lenistwa? Czy osoba, która bierze antydepresanty może mieć później z tego powodu zakaz pracy w zawodzie, np. jako nauczyciel?

Czy to coś poważnego, a może mam urojenia...? Depresja?

Witam... Mam 15 lat i jestem kobietą. Od roku nieodłącznym elementem mojego dnia jest złe, często fatalne samopoczucie. Czuję, że żyję w dwóch światach. Istnieje szkoła (tam nie jest najgorzej, chociaż kiedy mocno dopadnie, potrafię płakać cały dzień i z...

Witam... Mam 15 lat i jestem kobietą. Od roku nieodłącznym elementem mojego dnia jest złe, często fatalne samopoczucie. Czuję, że żyję w dwóch światach. Istnieje szkoła (tam nie jest najgorzej, chociaż kiedy mocno dopadnie, potrafię płakać cały dzień i z nikim nie rozmawiać), następnie dom. Tam jest najgorzej... Często kłócę się z rodzicami... mam dość świata, gaszę światło, zamykam drzwi i siedzę w pokoju... słucham przygnębiającej muzyki, patrzę przez okno i rozmyślam. Dlaczego jestem inna... Czuję, że nie pasuję do tego świata! Jestem wrażliwa... łatwo mnie zranić, ale staram się stawiać dobro innych ponad swoje, kiedy robię inaczej, mam ogromne wyrzuty sumienia. Obwiniam siebie o wszystko co najgorsze... Swój gniew, złość i smutek uspokajam często poprzez podcinanie sobie żył. Rodzice nie wiedzą... Boję się powiedzieć, nie chcę, aby mieli wyrzuty sumienia, wiedzą tylko moi przyjaciele. Nie potrafili pomóc, nie mieli siły. A ja się staczałam, miałam ochotę się zabić... nadal mam. Często duszę się własnymi rękoma... z nadzieją, że upadnę i już nigdy się nie obudzę. Ostatnio nawet próbowałam przedawkować leki... wzięłam kilka tabletek... nic nie zadziałało. Próbowałam nawet załatwić sobie narkotyki na złoty strzał... ale wszyscy się bali dotykać takiej brudnej sprawy. Boję się iść do psychologa... wiem, że nie będę potrafiła mu wyznać w 4 oczy tylu spraw. Wstydzę się i gardzę sobą! Nie zasługuję na rodzinę ani na nikogo! Chcę stać się dla kogoś ważna! Poznałam wspaniałą przyjaciółkę, wiele razem przeżyłyśmy, pomogłam jej wyjść z depresji. Jakiś miesiąc temu wróciła do mnie depresja i znowu zaczęłam się dusić, ciąć... miałam myśli samobójcze. Wtedy ona mnie zostawiła... akurat byliśmy na wyjeździe z zespołem wokalnym. Poznałam ją z moimi przyjaciółmi, których znam od 6 lat. Zostawili mnie! Samą! Widzieli, że coś jest nie tak... jednak odepchnęli mnie od siebie... wykluczali z rozmów... kłócili się o miejsca w autobusie miedzy sobą. Równie dobrze mogłoby mnie tam nie być. Płakałam całe 2 dni, w nocy zawiązałam sobie sznurek wokół szyi w nadziei, że się uduszę. Nie udało się. Obudziłam się z tą samą myślą, że nie mam po co żyć. Patrzyłam w jeden punkt i do nikogo się nie odzywałam. Wróciłam do domu... nastroje depresyjne nasilały się wieczorem. Swój smutek ukrywałam w szkole, śmiejąc się... chyba próbowałam oszukać samą siebie. Pół roku temu zmarła mi prababcia... baaardzo ją kochałam, dotarło do mnie, że mogłam poświęcić jej więcej czasu. Płakałam... krzyczałam w płaczu. Nadal się nie pozbierałam do końca. Brakuje mi jej. Kiedy na Wszystkich Świętych po raz pierwszy stanęłam nad jej grobem (nie było mnie na pogrzebie, gdyż byłam na wycieczce), poczułam się bardzo dziwnie... ale to chyba normalne, następnie razem z rodziną pojechaliśmy odwiedzić rodzinę... pokój, w którym zawsze na nas czekała był pusty. Zgaszone światło, jej buty stały przed drzwiami. Chciało mi się płakać. Było cicho i smutno bez niej. Teraz zakochałam się w chłopaku, który mieszka 150 km od mojego miasta... :( Straciłam przyjaciół. WSZYSTKICH! Odsunęli mnie... chociaż uporczywie twierdzą, że wyolbrzymiam, że tylko mi się wydaje i że to ja się odizolowałam. Jednak jeśli jest to prawda, to dlaczego tak to przeżywam, dlaczego to ja cierpię, nie oni! To oni mnie wykluczyli. Przepraszam, że tak chaotycznie piszę... :( Próbowałam się z nimi pogodzić... naprawdę, powiedziałam, że jestem w stanie zapomnieć... jeśli oni nie będą mnie pomijać i będę wiedziała o wszystkich ich sprawach. Jednakże następnego dnia moja przyjaciółka obwieściła mi, że nasz przyjaciel (ona zaczęła z nim rozmawiać 2 tygodnie temu, ja znam go od 3 lat) zwierzył jej się, że kocha taką jedną dziewczynę. To zabolało… znowu zostałam pominięta... potraktowana jak gówno! Jak on mógł! To ja byłam z nim, gdy miał problemy. Nienawidzę tego uczucia zazdrości...:( Ale nie potrafię się z tym pogodzić, moja własna przyjaciółka wypchnęła mnie z mojej paczki... Na dodatek też twierdzi, że wyolbrzymiam i że lubi nas TAK SAMO! I JESTEŚMY DLA NIEJ RÓWNYMI PRZYJACIÓŁMI! ŻE MA DO NAS TAKIE SAMO ZAUFANIE! Dlaczego? Przecież to ja byłam przy niej, kiedy mnie potrzebowała...NIE ONI! Oni nie wiedzieli nawet o jej istnieniu! Czym ja sobie na to zasłużyłam...?:( Mam napady wściekłości... jestem bezsilna… przed chwilą zaciskałam mocno pięści i cała się zwijałam... tak mi źle... nawet nie potrafię płakać... ani się śmiać. Patrzę obojętnie w monitor... nie mam nadziei na poprawę. Dzisiaj modliłam się o to, aby potrącił mnie jakiś rozpędzony samochód. Wiem, że to złe... Ale nie chcę żyć! Mam napady lękowe... zagryzam usta i biorę ręce do buzi. Kiedy ktoś z mojej rodziny jest w podróży, myślę o najgorszym. Wczoraj, kiedy długo nie wracali, płakałam... wyobraziłam sobie, że jestem sama, nie ma mamy, taty ani siostry... uwierzyłam w to... musiałam zadzwonić. Kiedy powiedzieli, że już wracają, zaczęłam płakać z radości. W nocy często się budzę, po 3 razy, aby sprawdzić, ile jeszcze snu mi pozostało... Doświadczam częstych bólów serca oraz kłucia w klatce piersiowej. Często kręci mi się w głowie i robi się ciemno przed oczami. Myślę już, że mam paranoję, że jestem wariatką... to uczucie jest STRASZNE! Mój były przyjaciel powiedział, że powinnam iść na terapię, że mam depresję i muszę iść do psychologa... czuję, jak zwraca się do mnie pobłażliwie... NIE CHCĘ TEGO! Nie chcę litości! Nienawidzę siebie i swojego ciała! Mam grube nogi, pryszczatą twarz i krzywe zęby... to co, że inni mówią, że to nieprawda. Ja widzę! I już dobija mnie to, że nie wiem, czy mam depresję, czy sobie coś uroiłam. Chcę porady specjalisty, nie daję sobie rady... jednak tak trudno mi sięgnąć po pomoc, przerwać milczenie. Proszę, pomóżcie! Czy powinnam się leczyć? Czy te zachowania są normalne?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Brak pozytywów w życiu

Witam. Mam 26 lat i jestem mężczyzną. Od dwóch lat staczam się w dół. Najpierw zakończyłem bardzo długi i szczęśliwy związek, a teraz tego żałuję. Jednak najgorszy jest ten rok. Na początku 2009 r. straciłem pracę. Po dwóch miesiącach bezrobocia...

Witam. Mam 26 lat i jestem mężczyzną. Od dwóch lat staczam się w dół. Najpierw zakończyłem bardzo długi i szczęśliwy związek, a teraz tego żałuję. Jednak najgorszy jest ten rok. Na początku 2009 r. straciłem pracę. Po dwóch miesiącach bezrobocia odważyłem się na samozatrudnienie na podstawie umowy agencyjnej. Trafiłem do towarzystwa ubezpieczeniowego, gdzie zupełnie mi nie szło. W połowie roku równolegle podjąłem współpracę z pewną firmą w dziedzinie reklamy. Kiedy zacząłem robić to, co lubię (reklamę), i odbijać się od dna, okazało się, że firma mnie oszukała. W tym miesiącu musiałem zamknąć działalność z powodu braku funduszy. Nie mam mieszkania, mieszkam z rodzicami i bratem. Brat traktuje mnie jak osobę niższej kategorii. Zacząłem analizować swoje życie, nie widzę w nim żadnych pozytywów. Przestało mnie interesować zupełnie wszystko. Boję się wyjść na ulicę, boję się odebrać telefon. Szukam pracy, ale robię to bez wiary, wysyłam CV z automatu, choć i tak wiem, że nie dotrę na ewentualną rozmowę kwalifikacyjną. Jestem zupełnie inną osobą niż rok temu. Przeraża mnie to. Ostatnio lubię też jeździć. Wsiadam w autobus albo tramwaj, i jadę przed siebie. Wysiadam na jakimś przystanku i przesiadam się do innej linii. Czasami jeżdżę tak przez kilka godzin, gapiąc się przez okno albo na wsiadających i wysiadających ludzi. Wtedy nie myślę o niczym albo zastanawiam się, czy śmiechy za moimi plecami dotyczą mnie, albo dlaczego ktoś na mnie spojrzał, gapił się. Dodatkowo jestem chory, mam nadwagę, chore serce, kręgosłup, kłopoty z płucami i żołądkiem. Oczywiście tego nie leczę, bo po co? Im szybciej jakieś schorzenie wyeliminuje mnie z tego świata, tym lepiej. Jednym słowem, moje życie naprawdę jest do d.... Tydzień temu zrobiłem sobie listę jedenastu punktów. Punktem jedenastym jest samobójstwo. Nie wiem, czy się na to odważę, ale przeraża mnie to, że wykonałem już trzy punkty z listy i jestem coraz bliżej jedenastki. Czy naprawdę jestem tak beznadziejny? Czy jestem jednostką nieprzystosowaną? Mam depresję? A może jestem leniem? Egzemplarzem wadliwym, niewartym życia?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Stałam się nerwowa, ciągle krzyczę na dzieci, mam zły nastrój. Co się ze mną dzieje?

WITAM. JESTEM MAMĄ DWÓJKI DZIECI, 10 LAT I ROCZNE DZIECKO. PRAKTYCZNE WYCHOWUJĘ DZIECI SAMA, PONIEWAŻ MĄŻ JEST STALE W DELEGACJI, WSZYSTKO JEST NA MOJEJ GŁOWIE. OD JAKIEGOŚ CZASU ZROBIŁAM SIĘ BARDZO NERWOWA, BARDZO SFRUSTROWANA, WSZYSTKO MNIE DRAŻNI, KAŻDE ZŁE ZACHOWANIE...

WITAM. JESTEM MAMĄ DWÓJKI DZIECI, 10 LAT I ROCZNE DZIECKO. PRAKTYCZNE WYCHOWUJĘ DZIECI SAMA, PONIEWAŻ MĄŻ JEST STALE W DELEGACJI, WSZYSTKO JEST NA MOJEJ GŁOWIE. OD JAKIEGOŚ CZASU ZROBIŁAM SIĘ BARDZO NERWOWA, BARDZO SFRUSTROWANA, WSZYSTKO MNIE DRAŻNI, KAŻDE ZŁE ZACHOWANIE DZIECI DOPROWADZA MNIE DO TAKIEJ ZŁOŚCI, ŻE UŻYWAM PRZEKLEŃSTW, WRZESZCZĘ. NAJGORSZE JEST TO, ŻE WIEM, ŻE ROBIĘ ŹLE, ALE ZA KAŻDYM NASTĘPNYM RAZEM ZACHOWUJĘ SIĘ TAK SAMO. CZASEM MYŚLĘ, ŻE MOŻE PO MAŁU WARIUJĘ. WSTYD MI JEST JUŻ SĄSIADÓW, BO NA PEWNO SŁYSZĄ MOJE KRZYKI. NO A NAJBARDZIEJ ŻAL MI DZIECI, ŻE MAJĄ TAKĄ MATKĘ, KTÓRA NIE UMIE ZAPANOWAĆ NAD SWOIM ZACHOWANIEM, EMOCJAMI. PROSZĘ O RADĘ, CO MAM ROBIĆ, ŻEBY NIE ZNISZCZYĆ WŁASNYCH DZIECI. WIDZĘ, ŻE STARSZY SYN BOI SIĘ MNIE I NA PEWNO MA JUŻ DOŚĆ MOJEGO ZACHOWANIA. NIE CHCĘ GO STRACIĆ, BO TAKIEJ MATCE JAK JA TO LEPIEJ NIC NIE MÓWIĆ, BO O WSZYSTKO ROBI AWANTURĘ. A Z DRUGIEJ STRONY CHCIAŁABYM, ŻEBY MI UFAŁ I O WSZYSTKIM MÓWIŁ. WIEM, ŻE NIE MA TU LOGIKI, SAMA SIĘ JUŻ W TYM ZAGUBIŁAM. PROSZĘ O POMOC, CO ROBIĆ, ŻEBY SIĘ NIE ZAMĘCZYĆ I INNYCH? OD JAKIEGOŚ CZASU TEŻ ODCZUWAM ZŁY NASTRÓJ, ZŁE SAMOPOCZUCIE, BÓLE GŁOWY I BÓLE W KLATCE PIERSIOWEJ. Z GÓRY DZIĘKUJĘ ZA PORADĘ.

Moja była dziewczyna chce się zabić

Mój wiek nie jest tu istotny, gdyż problem dotyczy mojej byłej dziewczyny, obecnie w wieku 16 lat. Spotykaliśmy się przez jakiś czas, trzeba przyznać iż od początku mieliśmy problem z porozumiewaniem się. Trwało to aż do momentu zakończenia naszego "...

Mój wiek nie jest tu istotny, gdyż problem dotyczy mojej byłej dziewczyny, obecnie w wieku 16 lat. Spotykaliśmy się przez jakiś czas, trzeba przyznać iż od początku mieliśmy problem z porozumiewaniem się. Trwało to aż do momentu zakończenia naszego "związku". W późniejszych kontaktach zauważyłem, że coś się w Niej zmieniło. Pojawiły się w niej pewne skłonności samodestrukcyjne, wieczne zdenerwowanie (wcześniej również była nerwowa, ale wydaje mi się, że nie w takim stopniu), a co najważniejsze myśli samobójcze. Wielokrotnie mówiła o chęci popełnienia samobójstwa, po wielu prośbach i próbach komunikacji (trzeba zaznaczyć, iż mieszkamy w znacznych odległościach od siebie; nie w jednym mieście) udało mi się zdobyć przynajmniej szczątkowe informacje na temat powodów chęci zakończenia swego życia. Nie chciała rozmawiać telefonicznie ani przez internetowe komunikatory, jednak ostatecznie zgodziła się na układ: Ja będę zadawać pytania, ona natomiast ma za zadanie udzielać odpowiedzi przeczącej lub twierdzącej. Dowiedziałem się, czego dotyczą jej problemy, jednak na nic się to zdało. Obiecała wcześniej również, że nic sobie nie zrobi, jeśli ja będę szczęśliwy. Niewiele po obietnicy - stwierdziła, iż nie wie, czy faktycznie jej dotrzyma. Bardzo chciałbym Jej pomóc, choćby ze względu na jej młode życie, którego nie powinna kończyć nierozważnie, lecz również ze względu na to, iż jednym z "powodów" jakie wymieniła, było nasze rozstanie. Wpadłem na pomysł: napisać list do jej rodziców (nie mam innej możliwości skontaktowania się z nimi) i opowiedzieć o problemach, które ją trapią, a które mogliby pomóc jej rozwiązać. Nie od dziś wiadomo, że w trudnych chwilach najlepiej jest polegać na bliskich. Chciałem zapytać, czy rozwiązanie problemu w taki oto sposób nie będzie niewłaściwym rozwiązaniem? Poza tym rozwiązaniem jest jeszcze jedna możliwość - nie robić nic. Jednak nie mogę świadomie odmówić pomocy komuś, kto tej pomocy potrzebuje.

Nie chce mi się już żyć...

Jestem kobietą w wieku 31 lat, mężatka, syn w wieku 11 lat. Od pewnego czasu (tak około 2 miesięcy) nie cieszy mnie nic. Gdy wracałam z pracy do domu kiedyś, pochłaniały mnie obowiązki domowe, a teraz - wracam, siadam do...

Jestem kobietą w wieku 31 lat, mężatka, syn w wieku 11 lat. Od pewnego czasu (tak około 2 miesięcy) nie cieszy mnie nic. Gdy wracałam z pracy do domu kiedyś, pochłaniały mnie obowiązki domowe, a teraz - wracam, siadam do komputera i tak codziennie. Gdy przychodzi sobota, to nawet mi się nie chce ubierać, tylko cały dzień chodzę w pidżamie. Od ponad roku muszę wspomnieć, że zaglądam do kieliszka, nie upijam się, ale 2 drinki codziennie... Nie wiem, co może być przyczyną tego stanu... nie cieszy mnie nic. Czasami to myślę, by skończyć z tym wszystkim. Już nie wiem sama. Popadłam w kłopoty finansowe, o których nie wie mąż... mam dość. Muszę nadmienić, że w pracy czuję się dobrze. Śmieję się, jest OK. Przychodzą momenty, jak sobie tłumaczę, że nie w takim dołku finansowym byłam i wyszłam z tego - i popełniłam znowu błędy, które doprowadziły mnie do takiej sytuacji. Nie zażywam żadnych leków ani nie robiłam badań specjalistycznych. Nadchodzą święta, a mnie to nie cieszy... najlepiej bym położyła się i spała. Mąż pracuje non stop (ma swoją firmę), spędzamy tylko niedzielę i to nie każdą, i tak jest codziennie. Mam cały dom na głowie, wszystkie obowiązki należą do mnie. Widzimy się tylko wieczorami i tylko krótka rozmowa, i koniec. Nie wiem od czego zacząć - jak uporać się z tym problemem. Błagam, pomóżcie mi - chciałabym się cieszyć na nowo życiem. Pozdrawiam.

Patronaty