Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Problemy psychologiczne: Pytania do specjalistów

Dlaczego dosłownie wszystko mnie denerwuje?

Witam, jestem kobietą i mam 22 lata. Od ponad roku dosłownie wszystko mnie denerwuje, tzn. mlaskanie, rozmowa z pełną buzią, stukanie sztućcami o talerz podczas jedzenia, stukanie ręką, palcami o stół czy książkę i wiele takich bzdurnych rzeczy, na które...

Witam, jestem kobietą i mam 22 lata. Od ponad roku dosłownie wszystko mnie denerwuje, tzn. mlaskanie, rozmowa z pełną buzią, stukanie sztućcami o talerz podczas jedzenia, stukanie ręką, palcami o stół czy książkę i wiele takich bzdurnych rzeczy, na które nikt inny nie zwraca uwagi, tylko ja!

Muszę tu jednak podkreślić, że tyczy się to moich najbliższych osób, ich zachowanie doprowadza mnie do szału. Mam od dwóch lat chłopaka i jego zachowanie czasami również wpływa na pogorszenie mojego samopoczucia. Jemu nie zwracam uwagi, że coś mnie w nim drażni, nie chce mu wytykać, np. jego mlaskania, bo po prostu nie chcę go urazić. Jednak jeśli chodzi o moich rodziców czy braci zwracam im bezpośrednio uwagę.

Chciałabym jeszcze dodać, iż gdy moja mama wraca z pracy, zamiast z nią porozmawiać o minionym dniu z uśmiechem na twarzy, wywołuje to we mnie odwrotną reakcje, wymruczę jej coś, albo powiem ze złością, bez żadnego entuzjazmu. Nie mam ochoty z nią rozmawiać, najchętniej zamykam się w pokoju i siedzę jak ta mysz w norze. Gdy już się w pewien sposób uspokoję, wychodzę z pokoju chcąc nawiązać rozmowę, to zawsze znajdzie się jakaś rzecz, która mnie zdenerwuję i wracam z powrotem do pokoju.

Wymienione wyżej zachowania wywołują we mnie złość, płacz. Czasami czymś uderzę o stół, pięścią czy myszką komputerową, czasami liczę do dziesięciu z myślą, że się uspokoję, ale to na nic. Proszę o odpowiedź

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie jestem akceptowana w szkole - co robić?

Mam 15 lat, chodzę do 3 klasy gimnazjum. Oprócz tego uczę się też w szkole muzycznej... I tu pojawia się mój problem, ponieważ poznałam tam wielu cudownych ludzi, dla mnie z tzw. "wyższych sfer". Są ode mnie starsi, chodzą do...

Mam 15 lat, chodzę do 3 klasy gimnazjum. Oprócz tego uczę się też w szkole muzycznej... I tu pojawia się mój problem, ponieważ poznałam tam wielu cudownych ludzi, dla mnie z tzw. "wyższych sfer". Są ode mnie starsi, chodzą do najlepszej szkoły w mieście. Ja natomiast uczę się w zwykłym rejonowym gimnazjum.

Gdy chodzę do szkoły mam wrażenie, że jestem niewidzialna. Ludzie w mojej szkole tak bardzo różnią się od tych z muzyka. W mojej szkole nikt mnie nie lubi, jestem uważana za nudziarę itp. Bo żeby być "fajnym" w moim gimnazjum, trzeba mieć złe stopnie i zachowanie. Do tej pory tak właśnie postępowałam, jednak dzięki nowym przyjaciołom zrozumiałam, że przyszłość jest najważnejsza. I, że ja nie mam żadnej... Na początku chciałam iść do tego liceum, w którym są moi znajomi, teraz wiem, że kompletnie się tam nie nadaję. Wracam do domu, płaczę i nienawidzę siebie. W dodatku mam trudności z nawiązywaniem nowych znajomości. Nie mam przyjaciół w szkole, boję się przepisać (poza tym to nic nie zmieni) i nie chcę iść do szkoły, w której są moi znajomi. Nie wiem co robić. Mam nieustające poczucie beznadziejności. Nie podobam się sobie, mam nadwagę, brzydką cerę itp.

Jestem wdzięczna ludziom ze szkoły muzycznej, że mnie lubią, nie wiem jednak czemu. Jednocześnie winię ich za to, że wprowadzili mnie w świat fajnych, młodych ludzi. Chciałabym być szczęśliwa, ale nie umiem się zebrać i zacząć od nowa. Proszę o pomoc. Drobne rady, bo nie potrafię sama sobie poradzić. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak sobie poradzić z tłumieniem emocji i lękiem przed podejmowaniem działania?

Marcin. Mam 31 lat. Obecnie samotny, nigdy nie byłem w żadnym związku. Odkąd pamiętam wychowywałem się i przebywałem w toksycznych środowiskach. Moi rodzice okazywali wieczny brak szacunku, zrozumienia. W domu były notoryczne kłótnie, w których z bratem cierpieliśmy spychani na...

Marcin. Mam 31 lat. Obecnie samotny, nigdy nie byłem w żadnym związku. Odkąd pamiętam wychowywałem się i przebywałem w toksycznych środowiskach. Moi rodzice okazywali wieczny brak szacunku, zrozumienia. W domu były notoryczne kłótnie, w których z bratem cierpieliśmy spychani na koniec łańcucha w hierarchii ważności. Wszelkie sukcesy jakie odnosiłem były deprymowane przez rodziców lub ich wartość zaniżana była w ich ocenie. Za błędy w domu płaciliśmy odrzuceniem emocjonalnym lub karami cielesnymi.

Wiecznie krytykowany (praktycznie za każde działanie, każdego dnia) przez rodziców, zacząłem czuć, że jedyna droga do ich miłości i zrozumienia, to bycie idealnym i doskonałym. To prowadziło do pełnej frustracji, bo doskonałość jak wiemy jest nieosiągalna. Najbardziej bolała krytyka w ważnych momentach życiowych. Sukces sportowy, zdobyta nowa praca, awans w pracy - wszystko zawsze było powodem do słów, z których jedyny komunikat jaki odbierałem od nich to taki, który utwierdzał mnie w przekonaniu, że nie są wystarczająco zadowoleni.

W każdej pracy naginałem się, pozwalałem wchodzić w swoją przestrzeń emocjonalną i życiową. Obawiałem się że jeżeli nie będę w stanie sprostać wszystkim wymaganiom, zostanę zwolniony. W związku z tym brałem na siebie najwięcej obowiązków, pracując często dużo ponad normę. Z czasem kiedy odmawiałem, przyzwyczajeni szefowie zaczynali być niezadowoleni. Pracowałem również w sytuacjach, gdzie wymagano ode mnie nieszczerości wobec klienta, której nie mogłem znieść. W sytuacjach, gdzie nieszczerość wobec pracodawców i współpracowników była głównym rdzeniem, na którym opierała się firma.

W końcu spróbowałem własnej drogi zawodowej jako fotograf. Nie udało mi się, ponieważ zamieniając hobby na pracę, znów musiałem być elastyczny i układać swoją pracę pod klienta. Niby oczywiste, ale dla mnie to już było zbyt wiele. Straciłem nawet chęć do fotografii jako hobby, ponieważ uwielbiałem fotografować ludzi, a teraz nie potrafię z nimi nawiązywać zupełnie kontaktu. Czuję wewnątrz ciągły brak zrozumienia ze strony ludzi, strach przed podjęciem nowej pracy w obawie, że powtórnie trafię w takie samo toksyczne środowisko. Mam lęk przed tym, że znów pojawią się ludzie, którzy będą ograniczać moją przestrzeń życiową i że nie będę potrafił z tym walczyć.

Tłumię w sobie wiele negatywnych uczuć: frustrację, lęk, złość, obawy. Nie mam z kim się nimi podzielić, nie w sensie fizycznym, ale sensie braku osoby, która czułbym, że to rozumie. Która by nie oceniała, nie doradzała. Po prostu mnie rozumiała. Niedawno podjąłem terapię u psychologa. Powoli pomaga. Problem w tym, że od jakiegoś czasu nie mam pracy i zaczynam się pakować w problemy finansowe. Rozwiązaniem jest dla mnie wyjazd za granicę do pracy. Wiąże się to jednak prawdopodobnie z przerwaniem terapii. Również z kolejnym odosobnieniem, którego z jednej strony tak bardzo potrzebuję, a z drugiej strony chcę z nim walczyć. Pozdrawiam, M.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam problemy w szkole, bo jestem chory. Jak to rozwiązać?

Map 15 lat i mam problem: otóż skończyłem gimnazjum i wybrałem szkołę zawodową mechanika i na początku przez cztery dni było dobrze. Problem się zaczął kiedy koledzy, którzy nie zdali, nazwali mnie "kacap" - zdaje mi się, że wziąłem to...

Map 15 lat i mam problem: otóż skończyłem gimnazjum i wybrałem szkołę zawodową mechanika i na początku przez cztery dni było dobrze. Problem się zaczął kiedy koledzy, którzy nie zdali, nazwali mnie "kacap" - zdaje mi się, że wziąłem to za bardzo do siebie i kiedy przyjechałem do domu to zacząłem płakać i do tej pory tak jest - gdy mam jechać do tej szkoły to mnie brzuch boli, a kiedy pojadę to w połowie lekcji znowu chce mi się płakać i się boję, że nie dam sobie rady. Mówię sobie, że dam radę, ale to działa na 5 min.

Mama ze mną rozmawia i też to nic nie pomaga. Nie wiem sam czy w tej szkole się dobrze czuję czy źle. Gdy mi przejdzie, to chcę iść do szkoły, ale jak wrócę, to płaczę i mnie brzuch boli i nie chcę tej szkoły. Miałem nauczanie indywidualne od 4 klasy i może nie mogę wytrzymać 8 godzin lekcji? Powiem jeszcze, że miałem depresję lękową i mam zespół Tourette'a, mam tiki słabe, ale są głosowe - to wszystko mi się zrobiło w 4 klasie na tle nauki - jak miałem nauczanie indiwidualne to bylo OK, też mnie wyzywali, ale nie przejmowałem się.

Wpadłem na pomysł z moją mamą: przez dwa lata będę się uczył niemieckiego u znajomej mamy w soboty, a na początek będę jeździł do warsztatu u znajomego - pozamiatać itp. Mama nie chce, żebym siedział w domu, bo się przwyczaję i nie pójdę do technikum wieczorowego jest tam 3 dni nauki w tygodniu i są poważni ludzie, którzy nie będą wyzywali już.Co mam zrobić? Iść do zawodówki w szkole i się przełamać jakoś? Ale mogę się załamać… Gorzej mamy w poniedziałki - 8 godz., we wtorki - 8 godz., we środy praktyki - 6 godz., w czwartek znowu 8 godz., a w piatek na 10 i mam pkm jeszcze. Proszę o rady i dziękuję, Mateusz

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego nie mogę zasnąć?

Dzień dobry. Moje problemy ze snem zaczęły się na początku wakacji tego roku (około 3 lipca) i trwają do dziś. Polega to na tym, że kładąc się do łóżka, zazwyczaj około 22-23, nie mogę zasnąć. Na początku trwało to do... Dzień dobry. Moje problemy ze snem zaczęły się na początku wakacji tego roku (około 3 lipca) i trwają do dziś. Polega to na tym, że kładąc się do łóżka, zazwyczaj około 22-23, nie mogę zasnąć. Na początku trwało to do godziny 2-3 w nocy, później 2-3:30... Czasami zdarzało się, że nie mogłem zasnąć nawet do 4-4:30 nad ranem. W wakacje próbowałem to sobie rekompensować, śpiąc do 8-8:30 (później nie mogłem spać, bo pomimo zmęczenia się budziłem), lecz teraz muszę wstawać o 7 rano (najpóźniej). Próbowałem herbatek ziołowych typu melisa, ciepłego mleka, picia wody przed snem, a także jej niepicia, muzyki relaksacyjnej i synchronizującej półkule mózgowe (ta nawet pomagała przez pierwsze 2 noce, ale efekt był krótkotrwały).Po położeniu się spać około 22 staram się wyciszyć, często przed snem coś czytam, później leżę przez jakiś czas i staram się nie myśleć o niczym albo wyobrażać sobie pustkę, ale to nic nie daje. Zdarza mi się automatycznie odtwarzać dzień, np. przez 3 godziny myśleć o jakiejś sytuacji, myślowo ją powtarzając, lub przez kilka godzin powtarzać w myślach to samo zdanie, np. kawałek tekstu zasłyszanej piosenki itp. Zdaję sobie z tego sprawę dopiero po zazwyczaj 3-4 godzinach, które upływają mi tak szybko, że nawet ich nie czuję.Zdarza się też, że nie śpię (wiem to, bo czuję otoczenie, w sensie że mam poczucie świadomości, przy jakimś dźwięku natychmiast mogę otworzyć oczy i zlokalizować go itd.), ale przed oczami mam obrazy jak ze snu i słyszę dźwięki, które też są ze snu (bardziej intensywne są obrazy). Również wtedy czas upływa mi bardzo szybko i zdaję sobie sprawę z tego, że coś takiego miało miejsce dopiero po jakimś czasie (np. 3 godzinach). Kiedy spojrzę na zegarek i widzę, że jest 1:40, a ostatnio sprawdzałem go o 22:30 i straciłem poczucie czasu, czuję niepokój, moje serce zaczyna szybciej bić. Staram się uspokoić, myśleć o czymś innym, ale to nie pomaga. Czasami też nie pamiętam, co działo się w ciągu ostatnich 3-4 godzin od położenia się spać, ale mam silne odczucie, wydaje mi się, że nie spałem.Ogólnie problem ten jest bardzo męczący, szczególnie że często po takiej nocy jestem bardzo zmęczony. W ciągu tych 2 miesięcy wydaje mi się, że miałem około 7 nocy, w trakcie których spałem dobrze. Dodam, że zaczęło się 2 lub 3 noce przed moim pójściem do szpitala na nocne badanie. Tydzień po nim zacząłem przyjmować hormon wzrostu, ale problemy zaczęły się na około tydzień przed rozpoczęciem brania leku. Wcześniej około 1-2 razy w miesiącu zdarzały mi się bezsenne noce, ale nie były one tak męczące i zasypiałem wcześniej, poza tym nie sprawiało mi to ze względu na swą rzadkość większych problemów.  
odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Utrata pracy i śmierć ojca

Wszystko zaczęło się jakieś trzy lata temu, gdy straciłem naprawdę dobrą pracę. Wydawało mi się, że po takim doświadczeniu nie będę miał problemów ze znalezieniem innej, jednak okazało się, że jest inaczej. Najpierw szukałem pracy podobnej, potem jakiejkolwiek. Udało...

Wszystko zaczęło się jakieś trzy lata temu, gdy straciłem naprawdę dobrą pracę. Wydawało mi się, że po takim doświadczeniu nie będę miał problemów ze znalezieniem innej, jednak okazało się, że jest inaczej.

Najpierw szukałem pracy podobnej, potem jakiejkolwiek. Udało mi się po 7 miesiącach - nienawidziłem jej i każdego dnia rzygać mi się chciało na samą myśl, że muszę do niej iść. Po pół roku zostałem zwolniony i znowu przyszło mi szukać pracy. Nic nie mogłem znaleźć i postanowiłem otworzyć swoją firmę - skończyło się na ogromnym długu...Parę miesięcy temu znalazłem nową pracę.

Wydawało się, że wszystko zaczyna się układać, ale kilka dni później, niespodziewanie, zmarł mój ojciec. Fakt ten miał ogromny wpływ na mnie i znowu na moją pracę - nie potrafiłem się pozbierać, źle wykonywałem swoją pracę, zapominałem o wielu rzeczach. Jakiś czas temu, kiedy mój szef zaczął na mnie wrzeszczeć - moim zdaniem niesłusznie - uderzyłem go i oczywiście straciłem pracę. Mam cudowną żonę i tylko dzięki niej jeszcze jakoś się trzymam.Chociaż od jakiegoś czasu ciągle myślę o porzuceniu wszystkiego.

Mam ochotę po prostu wyjść z domu i już więcej nie wrócić. Wyjechać gdzieś, gdzie nikt nie będzie mnie znał i będę mógł wszystko zacząć od nowa. Naprawdę już przestałem wierzyć, że kiedyś będzie dobrze.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ciągłe przygnębienie i znieczulica - czy to już choroba?

Witam. Mam 21 l. i od kilkunastu miesięcy znajduję się na równi pochyłej. Ubiegły rok akademicki był dla mnie niezwykle ciężki, naznaczony upokorzeniami oraz silną presją. Dodatkowo doszło bardzo bolesne rozstanie z osobą, która stanowiła moje silne wsparcie i rodzaj...

Witam. Mam 21 l. i od kilkunastu miesięcy znajduję się na równi pochyłej. Ubiegły rok akademicki był dla mnie niezwykle ciężki, naznaczony upokorzeniami oraz silną presją. Dodatkowo doszło bardzo bolesne rozstanie z osobą, która stanowiła moje silne wsparcie i rodzaj nadziei, że jeszcze może być dobrze. Od tamtego zdarzenia minęły już ponad 3 miesiące, a ja nie czuję się ani trochę lepiej.

Jestem wiecznie senna i otępiała, odczuwam silne przygnębienie i brak chęci na cokolwiek. Trudno zmusić mi się do wykonywania prozaicznych, rutynowych czynności. Dodatkowo zrobiłam się bardzo oziębła emocjonalnie - nie obchodzi mnie właściwie nic i nikt, poza moją własną osobą. Przypomina to błędne koło - mam świadomość, że egoistyczne koncentrowanie się na złych wspomnieniach i swoich problemach nie pomoże mi w najmniejszym stopniu, ale z drugiej strony nie umiem z siebie wykrzesać zainteresowania czymkolwiek innym. Mam paradoksalne w moim wieku poczucie, że jestem życiowo przegrana i skazana na wieczną samotność.

Utrwaliło mi się przekonanie, że nie potrafię żyć bez partnera; będąc samotną czuję się niepełna i pozbawiona motywacji do czegokolwiek. Z drugiej strony odczuwam niechęć na myśl o mężczyznach, wszystkich postrzegam przez pryzmat byłego chłopaka, który mnie skrzywdził. Przeraża mnie myśl o nowym roku akademickim, obawiam się, że moja apatia i problemy z narzuceniem sobie dyscypliny spowodują spustoszenie w moim życiu. Mam kochającą rodzinę, jednak nie traktuje mnie ona poważnie, zarzucając mi melancholię i rozczulanie się nad sobą.

Zastanawiam się nad wizytą u psychiatry, jednak przeraża mnie myśl o zażywaniu jakichkolwiek leków. Widziałam na własne oczy, jak tragicznym zmianom ulega zachowanie i osobowość osoby odbywającej kurację. Obawiam się ingerencji farmakologicznej. Czy powyższe objawy kwalifikują się jako chorobowe? Czy jest możliwa pomoc niepolegająca na zażywaniu środków psychotropowych?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam napady nerwowe i często płaczę. Co robić?

Witam! Mam 18 lat i od jakiegoś czasu coś ze mną jest nie tak. Zauważyłam u siebie spadek nastroju, często płaczę bez powodu, a najgorsze są napady wściekłości, podczas których rzucam czym popadnie, uderzam pięścią w ścianę, czasem nawet...

Witam! Mam 18 lat i od jakiegoś czasu coś ze mną jest nie tak. Zauważyłam u siebie spadek nastroju, często płaczę bez powodu, a najgorsze są napady wściekłości, podczas których rzucam czym popadnie, uderzam pięścią w ścianę, czasem nawet głową. Wiem, że to chore, ale w tych napadach nie mam nad sobą kontroli.

Do tego sprawiam przykrość matce, która bardzo mnie kocha i próbuje pomóc, a ja jestem wtedy okropna (nawet teraz płaczę). Nigdy nie miałam zbyt wysokiego mniemania o sobie, ale nie miałam takich problemów. Od 3 lat jeżdżę na obozy przetrwania, jestem w szkole policyjnej, myślałam, że mam trochę silniejszą psychikę. Może ma to coś wspólnego z niedoczynnością tarczycy, z hormonami, naprawdę nie wiem i bardzo proszę o pomoc. Z góry dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Myślę o odebraniu sobie życia, bo bezsenność doprowadza mnie do szału. Co mi dolega?

Mam na imię Magda, mam 26 lat. Od 9 miesięcy cierpię na bezsenność. Wcześniej tego nie było, ale też wcześniej moje życie wyglądało inaczej - rozstałam się z mężem i od roku żyjemy osobno, nie mamy kontaktu ze sobą...

Mam na imię Magda, mam 26 lat. Od 9 miesięcy cierpię na bezsenność. Wcześniej tego nie było, ale też wcześniej moje życie wyglądało inaczej - rozstałam się z mężem i od roku żyjemy osobno, nie mamy kontaktu ze sobą - ciągle jestem smutna, mam różne myśli, czasem czarne, mam zmienne nastroje.  Myślałam kilka razy o odebraniu sobie życia. Nie wiem co robić - ta bezsenność doprowadza mnie do szału… Do tego zaczęłam też się bać być sama w domu kiedy robi się już ciemno.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to, że nic mi nie wychodzi to moja wina?

Witam, mam 21 lat, jestem lub byłem osobą ambitną, która miała tysiące pomysłów. Problemem jest to, że zawsze musiałem mieć wszystko dopięte na ostatnią chwilę i to zmieniało moje plany. Nienawidzę dla kogoś pracować i za polskie pieniądze, które są...

Witam, mam 21 lat, jestem lub byłem osobą ambitną, która miała tysiące pomysłów. Problemem jest to, że zawsze musiałem mieć wszystko dopięte na ostatnią chwilę i to zmieniało moje plany.

Nienawidzę dla kogoś pracować i za polskie pieniądze, które są nędzne, nie ma co się oszukiwać. Na studia nie chcę iść, bo nie stać mnie na auto, żeby na nie dojechać, a nie zamierzam jeździć autobusami. Wiele razy miałem otworzyć swój sklep lub po prostu swoją działalność gospodarczą, ale jak nie jakiś powód, to po prostu brak kasy i ostatnim czasem obiecałem sobie, że jeśli nie pomoże mi ojciec, z którym nie mieszkam, to wydam całą kasę, bo wtedy tracę wszystkie marzenia, a kraść nie pójdę. Jestem człowiekiem młodym, który nie bierze z domu ani grosza i często pomaga finasowo - jak to mówią koledzy jestem ogarnięty do interesów.

Lecz dobiegając do tematu: ojciec nie miał chyba czasu, gdyż z nim nie mieszkam i tak więc wydałem 4 tysiące w maszynie hazardowej (w godzinę). Wszystko mnie denerwuje, nie wiem czy po prostu to jakiś pech? Że nic mi nie wychodzi? Czy że sam jestem sobie winny? W życiu zażywałem sporo narkotyków jak co trzecia osoba w tym świecie. Chodź jestem młody to nawet miałem już swoją miłość, którą źle traktowałem gdyż poświęcałem jej mało czasu, wiadomo koledzy ważniejsi. W późniejszym czasie ją zdradziłem i po miesiącu się przyznałem, gdyż gryzło mnie sumienie i nie potrafiłem tego w sobie trzymać taki już jestem.

Nie raz się zastanawiam po co żyjemy i do czego to życie służy? Żyjemy chyba po to by umierać, nie mam odwagi aby popełnić samobójstwo tym bardziej nie robiłbym takiej krzywdy mojej babci, bo chyba by tego nie wytrzymała. Pragnę wyjechać gdzieś, byłem za granicą lepiej mi było - wróciłem do realiów i znów się zaczyna kłopot. Lecz tak jak zaznaczyłem wcześniej nie mogę wyjechać, bo nie chcę zostawiać babci. Myślę że rozwiązaniem było by wyjechać w ciemno autem i podróżować - oczywiście musiałbym wziąć kredyt, lecz z drugiej strony nie chcę zostawiać babci. Nie wiem co mi dolega. Jestem osobą agresywną i źle nastawioną do życia, jednym słowem pesymistą i chyba nie tylko. Grając w gry hazardowe wiem, że przegram, lecz gram.

Pisząc tu nie wiem czego oczekuję - chyba tylko tego, co mi dolega czy jest to jakaś choroba? Najgorsze jest to, że zawsze komuś pomagam, doradzam ogólnie nie jestem złym człowiekiem jak kogoś pocieszam zawsze wszyscy mi mówią: powinieneś być jakimś psychologiem itp. ;/ a jak widać irytuje mnie Polska i życie w niej…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Brak chęci do życia przez bycie gorszym. Co teraz?

Witam. Tak więc może zacznę od tego, że mam 14 lat (w styczniu już będzie15). Już mam dość smutku! Zaczęło się wraz z pójściem do szóstej klasy podstawówki i ciągnie się do dziś (druga gimnazjum). Tłumaczyłam to sobie dojrzewaniem, że...

Witam. Tak więc może zacznę od tego, że mam 14 lat (w styczniu już będzie15). Już mam dość smutku! Zaczęło się wraz z pójściem do szóstej klasy podstawówki i ciągnie się do dziś (druga gimnazjum). Tłumaczyłam to sobie dojrzewaniem, że po porostu przechodzę taki okres, ale ileż można! Ciągle się czuję gorsza...

Zawsze gdy przebywam z jakąś grupą osób to bacznie obserwuję którąś z nich, która zawsze wydaje mi się taka atrakcyjna (pod względem charakteru) i wtedy dopada mnie uczucie, że jestem gorsza, że brakuje mi wielu cech, które ona ma. Próbowałam coś z tym zrobić, więc zawsze, kiedy dopadał mnie dołek, szybko odsuwałam negatywne myśli, miałam je gdzieś, byłam szczęśliwa na siłę, aż rzeczywiście przestawiałam się na optymistyczne myślenie, ale to w gronie przyjaciół, gdy przychodziłam do domu wszystko wracało...

Moją terapią była telewizja - by całkiem zapomnieć o problemach puszczałam bajki, by poczuć się tak beztrosko, "przytulnie" i bezpiecznie jak byłam mała, wtedy zapominałam o wszystkim i było dobrze, później taką rolę przyjął komputer, a dokładnie internet - fora i portale społecznościowe, gdzie poznawałam wspaniałych ludzi. Ale nie chcę by moje życie towarzyskie kończyło się w internecie... Zawsze staram się udawać, że jestem szczęśliwa, bo nie chcę obarczać mną innych, z resztą tyle jest teraz nastolatek, które usilnie próbują być smutne, że wątpię czy ktoś wziął by mnie na poważnie.

Chciałabym porozmawiać o tym z mamą, ale ona ma tyle zmartwień na głowie, nie chcę jej dokładać. W ogóle ostatnio jeździmy do mojego kuzyna do ośrodka dla chorych psychicznie. On miał problemy z używkami, maniami prześladowczymi, schizofrenią i depresją, teraz wychodzi na prostą, moja mama mu dużo poradziła, ja przy tym w sumie też skorzystałam... Ale mam już dość tego, ciągle mam wrażenie, że jestem nie atrakcyjna, że moja przyjaciółka jest we wzystkim ode mnie lepsza, zabawniejsza, ładniejsza, prowadzi ciekawsze życie, u mnie jest nuda totalna pustka! Jestem beznadziejną siostrą! Nie potrafię być wrażliwą i kochającą, a co dopiero tego pokazać, czasami automatycznie jestem wredna dla siostry przez co mi później głupio, bo wcale tego nie chcę!

Dziś byłam z przyjaciółką - ciągle mówiła o sobie, jaki to ona miała zarąbisty weekend, biła od niej taka optymistyczna energia, ciągle podkresla jaka jest szczęśliwa, jak to fajnie jest w harcerstwie (ja już tam nie mogę wrócić), póżniej powiedziała, że jej głupio, że ciągle gada o sobie, a ja że i tak nie mam o czym gadać więc spoko. Ona tym swoim optymizmem mnie dobija, to tak jakby kopała leżącego! Ja już mam dość udawania, rozmyślania, już w niczym nie widzę sensu, nie chce mi się żyć. Jestem nudną osobą, wszyscy są zabawniejsi... Potrafię się pozytywnie nastawić, w domu być szczęśliwa, a gdy wrócę do szkoły wszystko się zmienia.

Chcę by ktoś mi doradził, ale nie chcę się zwierzać bliskim ani znajomym. Wewnątrz mnie jest jakaś blokada i nie potrafię, zwyczajnie nie umiem, owszem, że czasami coś powiem, ale nie z tego, nie z depresji... Potrzebuję tylko kilku słów, już sama nie potrafię sobie pomóc. Staram się nie użalać nad sobą, bo samą mnie już to wkurza, ale czasami pękam. Ciągle duszę to w sobie, a wiem, że jeżeli powiedziałabym to komuś kogo znam, to nie dałoby mi to później spokoju, więc tego nie zrobię…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak nie myśleć o moim smutku i cieszyć się tym, co mam?

Mam niespełna 18 lat, jestem dziewczyną. Rok temu przeprowadziłam się do dużego miasta "x". Wcześniej mieszkałam w małej miejscowości, tam chodziłam do szkoły i tam mam rodzinę. W "x" mieszkam z moją starsza siostrą. Od czasu przeprowadzki zaczęły się ze...

Mam niespełna 18 lat, jestem dziewczyną. Rok temu przeprowadziłam się do dużego miasta "x". Wcześniej mieszkałam w małej miejscowości, tam chodziłam do szkoły i tam mam rodzinę. W "x" mieszkam z moją starsza siostrą.

Od czasu przeprowadzki zaczęły się ze mną dziać dość dziwne rzeczy. Nie odnajduję się w nowym środowisku, na pozór wszystko jest OK, ale tak naprawdę mam poczucie, że to nie jest moje miejsce. Potrafię płakać każdego wieczora kiedy wracam ze szkoły. Tęsknię za domem, za osoba, która poprowadziłaby mnie "za rączkę" przez życie i powiedział co mam robić. Jedynymi osobami jakie mam w "x" są moja siostra i mój chłopak. Niestety nie zawsze mogą być ze mną, a ja też nie chcę obarczać ich moimi problemami. Czuję, że coś w moim życiu się zawaliło, że świat, który mnie otacza nie jest moim azylem. Brakuje mi motywacji do nauki, do chodzenia do szkoły. Nie potrafię nie myśleć o moim smutku i cieszyć się tym co mam. Rodzina nie wie o tym co się ze mną dzieje.

Wiem, że muszę odnaleźć się w tej sytuacji, ale za każdym razem kiedy próbuję zmienić swoje nastawienie przychodzi dzień, który to rujnuje i wszystko zaczyna się od nowa. Najgorsza jest jesień i zima, bo mam wtedy świadomość, że do czerwca będę tkwić w takim stanie. Proszę o radę! primavera

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Kiedy się stresuję nerwowo połykam ślinę. Jak temu zaradzić?

Mam 19 lat. Nie wiem co jest ze mną nie tak, gdyż w chwili stresu, gdy z kimś rozmawiam twarzą w twarz (bo troche lepiej mi się rozmawia, gdy np. idziemy obok siebie i nie patrzymy sobie w twarz) to...

Mam 19 lat. Nie wiem co jest ze mną nie tak, gdyż w chwili stresu, gdy z kimś rozmawiam twarzą w twarz (bo troche lepiej mi się rozmawia, gdy np. idziemy obok siebie i nie patrzymy sobie w twarz) to nie potrafię powiedzieć wiecej niż 2-3 zdania naraz bez przerwy na połknięcie śliny, ale nie takie normalne przełknięcie, tylko mi się wydaje, że ten ktoś od razu to zauważa, że się stresuję zwykłą rozmową...

To samo jest gdy czytam referaty itp. na forum klasy - w trakcie czytania, po jakimś krótkim czasie, znów muszę mieć przerwę na połknięcie śliny i w tym momencie głos mi się bardzo łamie no i oczywiście wszyscy zauważają to i nie jestem w stanie dalej czytać. Wiem, że to nienormalne... ;/

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

W wypadku straciłem dwóch braci i chyba dzieje się teraz ze mną coś złego. Co robić?

Witam, mam 25 lat, mam na imię Piotrek. Od dłuższego czasu mam problemy z koncetracją i motywacją, zacząłem się bać ciemności i pojawiły się lęki. Miewam dosyć często koszmary, boję się przyszłości, że sobie nie poradzę, mam...

Witam, mam 25 lat, mam na imię Piotrek. Od dłuższego czasu mam problemy z koncetracją i motywacją, zacząłem się bać ciemności i pojawiły się lęki. Miewam dosyć często koszmary, boję się przyszłości, że sobie nie poradzę, mam jakieś głupie myśli typu: czy na pewno zamknąłem szafkę, drzwi, itp. Może wszystko jest to przez fakt, że straciłem dwóch braci w wypadku samochodowym. Od tamtej pory jakoś nie mogę dojść do siebie. Cały czas gdzieś jestem myślami, od pewnego czasu tak jakbym słyszał głos w środku siebie, który cały czas nie daje mi spokoju i jest zły.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego mam problemy z zasypianiem?

Witam serdecznie, mój problem polega na tym, że w chwili zasypiania mam częste drgania kończyn. Wiem, że jest to odruch naturalny, ale gdy zasypiam, wchodzę w fazę snu i nawet czuję, że coś mi się zaczyna śnić, ale jednak nie...

Witam serdecznie, mój problem polega na tym, że w chwili zasypiania mam częste drgania kończyn. Wiem, że jest to odruch naturalny, ale gdy zasypiam, wchodzę w fazę snu i nawet czuję, że coś mi się zaczyna śnić, ale jednak nie śpię i gwałtownie otwieram oczy, tak jakbym dokładnie czuła moment przechodzenia z jawy w sen. Czuję irracjonalną potrzebę otwarcia oczu i wybudzenia się, ponieważ czuję lęk, wcześniej miałam wrażenie, że budzę się z takim lękiem, bo mam drgawki, ale teraz po prostu nie mogę spać, chociaż jestem bardzo zmęczona. Oczywiście taka sytuacja nie ma miejsca, gdy wypiję alkohol, ponadto czuję, że moje ciało jest napięte jak zasypiam, tak jakby całe drgało.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nienawidzę siebie za to, jakim jestem człowiekiem, nienawidzę swojego wyglądu - co się ze mną dzieje?

Witam, mam 23 lata, trzy miesiące temu urodziłam dziecko. Moja historia zaczęła się jakieś dwa lata temu. Zauroczyłam się obsesyjnie w pewnym mężczyźnie, z którym pracowałam. Mimo tego, że mnie zdradzał, poniżał, obrażał ja nadal trwałam w tym związku. Uzależniłam...

Witam, mam 23 lata, trzy miesiące temu urodziłam dziecko. Moja historia zaczęła się jakieś dwa lata temu. Zauroczyłam się obsesyjnie w pewnym mężczyźnie, z którym pracowałam. Mimo tego, że mnie zdradzał, poniżał, obrażał ja nadal trwałam w tym związku. Uzależniłam się od niego, nie potrafiłam dnia bez niego wytrzymać. Kidy zaszłam z nim w ciążę i powiedziałam mu o tym - uciekł. Znienawidziłam go.

W okresie ciąży miałam wsparcie chłopaka, którego wcześniej zostawiłam - wspierał mnie, jeździł ze mną na wizyty do lekarza itd. Było mi przy nim cudownie, czułam się bezpiecznie. Wszystko się zaczęło od tego momentu. Zaczęły mnie męczyć wyrzuty sumienia, zaczęłam dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widziałam i nie dałam sobie wmówić. Po porodzie wróciłam do ojca mojego dziecka, bo uznałam, że tak powinno być. Z każdym dniem moje samopoczucie było coraz gorsze, wyrzuty sumienia nie dawały i wciąż nie dają mi spać, nie dają normalnie funkcjonować.

Nie potrafię dogadać się z ojcem mojego dziecka - wciąż tylko wrzaski, nie umiem na niego nawet patrzeć, brzydzę się nim. W głowie wciąż mam obrazy z przeszłości… Ciągle płaczę, obwiniam się o wszystko, o to, że straciłam wspaniałego człowieka, z którym mogłam być taka szczęśliwa, o to, że byłam taka głupia, o to, że zraniłam. Jak ja mogłam… Nienawidzę siebie, nienawidzę tych myśli, czuję się jak bym miała oszaleć. Czasem są chwile kiedy myślę o samobójstwie. Kiedy wizje z przeszłości pojawiają się, uderzam się ręką z ogromną siłą w głowę, ciągnę za włosy, panicznie płaczę. Doszło nawet ostatnio do tego, że pocięłam sobie rękę.

Obwiniam siebie za wszystko, nienawidzę siebie, nienawidzę siebie za to jakim jestem człowiekiem, nienawidzę swojego wyglądu. Nie mam z kim porozmawiać o tym wszystkim, nie wiem co mam robić, nie wiem jak żyć, jak wybaczyć sobie, jak postępować, jak zapomnieć, jak przestać się obwiniać. Czy ja potrzebuję pomocy?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie mam pracy, nie wiem już gdzie jej szukać, boję się ludzi - co robić?

Kobieta, 24 lata. Trafiłam na tę stronę przypadkowo, ale mam wielką nadzieję, że ten "przypadek" pomoże mi. Dla mnie jest to próba walki - próba szukania pomocy, odpowiedzi na pytania. Tak bardzo liczę na pomoc! Kompletnie sobie nie radzę, byłam...

Kobieta, 24 lata. Trafiłam na tę stronę przypadkowo, ale mam wielką nadzieję, że ten "przypadek" pomoże mi. Dla mnie jest to próba walki - próba szukania pomocy, odpowiedzi na pytania. Tak bardzo liczę na pomoc!

Kompletnie sobie nie radzę, byłam nawet, co mnie b. dużo kosztowało, na wizycie u psychologa, ale b. się zawiodłam. Przez całą wizytę kobieta nie odezwała się ani słowem, na końcu powiedziała tylko, że "nie ma nic jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i że muszę sobie radzić" - tak dużo mnie kosztowała ta wizyta, liczyłam na wsparcie, radę, zrozumienie, a tak się zawiodłam. Długo nie mogłam otrząsnąć się z tego, ale teraz, nagle postanowiłam znów spróbować szukać pomocy. Może właśnie przez korespondencję odnajdę właściwą drogę i przeczytam coś, co mi pomoże :)

Problem pierwszy to praca, a właściwie jej brak. Nie wiem gdzie szukać, wydaje mi się, że wszędzie byłam, że nigdzie się nie nadaję, że nie umiem. Jedyne co robiłam do tej pory to opieka nad dziećmi, jestem po pedagogice, ale teraz nawet to wydaje mi się do niczego :(. Wydaje mi się, że stałam się za nerwowa, że bycie nianią to bycie nikim, że nie jest to zawód szanowany przez ludzi, a jednocześnie wiem, że nic innego nie potrafię :(.

Boje się ludzi - w sensie denerwuje się przed spotkaniem, przeżywam, analizuję Jestem nieszczęśliwa :(. Chciałabym opisać rożne sprawy, z którymi sobie nie radzę, ale zakończę na tej z powodu braku miejsca. Napiszę wkrótce c.d - proszę o odp! :)

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak zaaklimatyzować się w nowej szkole?

Witam! Mam 13 lat. W tym roku poszłam do gimnazjum. Nie jest to szkoła z wysokim poziomem - zwykłe rejonowe gimnazjum. Na początku nie było żadnych problemów. Poszłam do klasy z koleżanką, więc nie byłam do końca samotna. Poza...

Witam! Mam 13 lat. W tym roku poszłam do gimnazjum. Nie jest to szkoła z wysokim poziomem - zwykłe rejonowe gimnazjum. Na początku nie było żadnych problemów. Poszłam do klasy z koleżanką, więc nie byłam do końca samotna. Poza tym klasa wydawała się spokojna i uczynna. Lecz jak się teraz okazało - jest zupełnie inaczej.

W tej klasie prawie wszyscy palą lub kiedyś to robili. Boję się, że żeby mnie polubili, też będę musiała to zrobić. Dodam, że moja koleżanka też kiedyś paliła. W klasie prawie nikt się nie uczy, przeszkadzają na lekcji - w tym moja koleżanka, z którą siedzę na każdym przedmiocie. A mnie zależy na nauce, bo wiem jak ciężko jest potem w szkole średniej. Nie mogę być aktywna na lekcji, bo zaraz - kujon. Oni są przebojowi, żyją z dnia na dzień. Mnie nikt za bardzo nie lubi, przeciwnie do mojej koleżanki.

Na lekcjach chce mi się płakać, na przerwach i w domu również. I co najgorsze - nie mogę się przenieść do innej klasy z powodów osobistych. Proszę o pomoc, bo nie wiem czy wytrzymam psychicznie te 3 lata.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie umiem zapanować nad swoimi emocjami. Jak się tego nauczyć?

Witam! Nazywam się Ewelina i mam 18 lat. Od długiego czasu miewam huśtawki nastrojów. Najczęściej odgrywa się to na moim chłopaku. Potrafię z byle blahostki zrobić wielką awanturę. Dużo razy próbowałam zrywać z chłopakiem (na szczęście on myśli racjonalnie...

Witam! Nazywam się Ewelina i mam 18 lat. Od długiego czasu miewam huśtawki nastrojów. Najczęściej odgrywa się to na moim chłopaku. Potrafię z byle blahostki zrobić wielką awanturę.

Dużo razy próbowałam zrywać z chłopakiem (na szczęście on myśli racjonalnie i zawsze przyjeżdża, lub po prostu jak mówię, że wychodzę, to mnie nie wypuszcza, stara się przekonywać). W pewnej chwili z dobrego nastroju robi mi sie zły, tak bardzo zły, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać, a jak już rozmawiam, to to kończy się kłótnią. Trudniej jest zawsze w drugą stronę, czyli z tej złej, pełnej agresji, krzyku w tę dobrą stronę, spokojną. Nie umiem się uspokoić tak szybko, jak mnie coś zdenerwowało.

Często robię się agresywna, jak ktoś nie zrobi czegoś po mojej myśli potrafię złapać go za twarz, czasami nawet uderzyć, podrapać, szczypać i wbijać paznokcie i to również najczęściej w stosunku do chłopaka.Często odrazu po wstaniu z łóżka mam zły humor i nie chcę z nikim rozmawiać. Jak jestem zła lub jak mam tzw. "doła" staram się wzbudzać w drugiej osobie współczucie. Jeśli się z kimś kłócę zawsze muszę mieć ostatnie słowo - tak długo się kłócę, aż tak będzie.

Chłopak często mi mówi, że jak mnie poznawał byłam calkiem inna, że się bardzo zmieniłam, że byłam spokojniejsza i dało się ze mną normalnie rozmawiać. Jeśli mam atak w ogóle się tym nie przejmuję, natomiast jak jest OK - zaczynam się zamartwiać i myśleć: "co ja głupia robię". Wszystko widzę w złych barwach. Ktoś mi powie, że ładnie wyglądam - podziękuję tej osobie, ale w głębi będę się zastanawiać co jej nie pasuje, natomiast jeśli ktoś mi powie, że, np. jestem gruba (na żarty) to to szybko biorę do siebie i staram się np. schudnąć.

Staram się z tym walczyć, z tymi emocjami, kłótniami, ale powiem szczerze - marnie mi to wychodzi. Jak już wychodzi to przez 1-2 dni, ale po tych 2 dniach jestem znów taka naładowana, że byle bałagan w pokoju, poprzestawiane rzeczy na półkach i już wybucham. Bardzo proszę o radę co robić, sama sobie nie poradzę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ciągle mi smutno i mam żal do całego świata, ale nie wiem za co - jak to zmienić?

Mam 25 lat, jestem młodą, silną kobietą, a wydaje mi się, że wszystko, z czego kiedyś się cieszyłam, gdzieś mi uciekło i nie mogę tego odnaleźć. Mam wrażenie jakby życie uciekało mi przez palce, a ja, mimo dużych chęci, nie...

Mam 25 lat, jestem młodą, silną kobietą, a wydaje mi się, że wszystko, z czego kiedyś się cieszyłam, gdzieś mi uciekło i nie mogę tego odnaleźć.

Mam wrażenie jakby życie uciekało mi przez palce, a ja, mimo dużych chęci, nie mogę tego zmienić. Siedzę w domu i płaczę tak, jakbym miała żal do całego świata, tylko nie wiem za co. Łatwo się denerwuję, a jak się nie wygadam, to zaczyna mnie dusić - czuję się tak, jakby mi coś bardzo ciężkiego siadało na klatkę piersiową i nie chciało zejść i to trwa czasem bardzo długo, zdarza się, że w nocy się budzę, bo mnie dusi. Najgorsze jest to, że nie mam siły, żeby z tym wszystkim walczyć - uciekłabym gdzieś daleko.

Proszę o pomoc, bo już sama nie wiem co robić - czasem sobie myślę, że nawet gdybym znikła to i tak nikt by tego nie zauważył. To jest właśnie najgorsze.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty