Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 9 1 5

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Rozstanie: Pytania do specjalistów

Problemy po rozstaniu się rodziców

Witam. Jestem piętnastoletnią dziewczyną, która od dłuższego czasu nie wie, co robić. Odkąd moi rodzice się rozstali około 3 lata temu, nie mogę sobie poradzić. Przez prawie rok miałam zaburzenia snu. Teraz doświadczam szybkich zmian nastrojów, potrafię się śmiać...

Witam. Jestem piętnastoletnią dziewczyną, która od dłuższego czasu nie wie, co robić. Odkąd moi rodzice się rozstali około 3 lata temu, nie mogę sobie poradzić. Przez prawie rok miałam zaburzenia snu. Teraz doświadczam szybkich zmian nastrojów, potrafię się śmiać przez cały dzień, a po chwili, przez jedną przykrą sytuację, zalewam się łzami. Jestem rozkojarzona, mam problemy z nauką, dla porównania; kiedyś zapamiętanie 100 słówek z angielskiego zajmowało mi około 30 min, niestety, teraz tej samej ilości słówek muszę się uczyć czterokrotnie dłużej. Jestem drażliwa i często odczuwam kłucie w klatce piersiowej. Mam obsesję na punkcie swojego wyglądu, ponieważ tata zawsze wypominał mamie, że jest za gruba. Odnosząc się do tematu ojca, nie mam z nim kontaktu od prawie pół roku i nie ma dnia, w którym bym o nim nie myślała. Sama myśl o szkole budzi we mnie niechęć, przez chwilę myślę, że będę się uczyć, a chwilkę później zastanawiam się na co to, po co i czy kogoś w ogóle to obchodzi? Posiadam ciągle taką myśl, aby się odwodnić i zobaczyć, czy tacie na mnie zależy lub czy jakbym umarła, kto by się przejął i przyszedł na mój pogrzeb. Byłam wzorową uczennicą, teraz przez niechęć do nauki i rozkojarzenie nie radzę sobie i zaczynam wagarować, ponieważ nie chcę rozczarować zarówno mamy, jak i nauczycieli. Z odżywianiem się też mam dziwną sytuację. Jem, kiedy czuję się jak odludek, i szybko tyję, natomiast kiedy jestem szczęśliwa i przebywam z przyjaciółmi, nie mam apetytu, i tracę na wadze, lecz ostatnio przytyłam 2 kg w 2 tygodnie. Bardzo proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Depresja? Jak żyć bez ukochanej?

Trochę ponad mięsiąc temu zostawiła mnie dziewczyna, którą kochałem i kocham ponad życie. Byłem z nią ponad rok. Mieliśmy plany, marzenia, choć byliśmy bardzo młodzi (wspólne mieszkanie, dzieci). To wszystko sobie przysięgaliśmy i mówiliśmy sobie, że na pewno się spełni....

Trochę ponad mięsiąc temu zostawiła mnie dziewczyna, którą kochałem i kocham ponad życie. Byłem z nią ponad rok. Mieliśmy plany, marzenia, choć byliśmy bardzo młodzi (wspólne mieszkanie, dzieci). To wszystko sobie przysięgaliśmy i mówiliśmy sobie, że na pewno się spełni. Niestety, zostawiła mnie dla innego. Mówiąc mi, że mnie już nie kocha. Teraz nie potrafię normalnie żyć. W nocy się przebudzam, non stop o tym myślę i nie mogę przestać. Te wszystkie wspomnienia. Te niezrozumienia, że to się stało. Nie umiem żyć. Ludzie mnie pocieszają, ale to i tak na nic. Mam strasznie niską samoocenę. Każdego dnia nie mogę przestać o tym myśleć. Mam różne myśli, samobójcze również. Rano to w ogóle mi się nie chce z łóżka wstawać. Ciągle jakiś smutek i niechęć do wszystkiego :( w ogóle nic mnie nie pociesza. Zwykłych ludzi mam za jakieś zwierzęta :( a nie to, co kiedyś mówiłem każdemu, że to jest dobry człowiek i ten jest dobry:( nic do mnie nie dociera. W ogóle nic! Ostatnio tankowałem auto, to nawet zapomniałem zapłacić za paliwo. Chodzę do psychologa i biorę leki, i nic. Nic mnie nie pociesza ani nic mi nie pomaga :( nie mogę uwierzyć w to, że kiedyś jeszcze mi się w życiu ułoży :( W ogóle mam dość życia, nie chce mi się żyć. Żyję, bo żyję jakoś jeszcze. Ale ja już nawet nie widzę ratunku w tym wszystkim :( Nie wiem jak mam żyć. A ta dziewczyna ma mnie teraz za obcego człowieka :( Ona i jej rodzina byli dla mnie czymś najpiękniejszym, co mnie mogło spotkać w życiu ;( A to wszystko odeszło :( Jak ja mam żyć bez tego wszystkiego? Mam cholerne poczucie winy, że może nie zrobiłem wszystkiego, by tak się nie stało ;( Obwiniam siebie :( Czy jest z tego jakieś wyjście? :( Czy to depresja? :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy to jest początek depresji?

Witam. Pierwszy raz tu jestem, nie wiem od czego zacząć. Mam tysiące myśli w głowie i jednocześnie pustkę. Zacznę od tego, że od dziecka nie cierpiałam siebie - wyglądu, zachowania. Rodzice potęgowali to bijąc mnie, poniżając przed rodziną, znajomymi. Czułam...

Witam. Pierwszy raz tu jestem, nie wiem od czego zacząć. Mam tysiące myśli w głowie i jednocześnie pustkę. Zacznę od tego, że od dziecka nie cierpiałam siebie - wyglądu, zachowania. Rodzice potęgowali to bijąc mnie, poniżając przed rodziną, znajomymi. Czułam się podle, chciałam umrzeć - pierwszy raz te słowa wypowiedziałam w wieku 4 lat. W późniejszym czasie stały się częścią mnie, codziennością, tak jak "dzień dobry". Próbowałam się zabić, ale mam chyba silny organizm, bo wzięcie dużej dawki leków i popicie jej alkoholem nic nie pomogło. Po prostu zwymiotowałam. Pojawiają się u mnie napady radości, by zaraz czuć w sobie gniew. Śmiech  -płacz. Taniec - siedzenie we łzach. Jednak rok temu coś się zmieniło, poznałam superfaceta, stwierdziłam, że los się odmieni i będę szczęśliwa. Dni upływały lekko, napady złości miałam, ale gryzłam się w język, by go nie skrzywdzić. Pierwszy raz w życiu czułam się naprawdę bezpieczna. Mówił, że jestem warta wszystkich skarbów na ziemi. Świat wtedy należał do mnie. Było wspaniale. On jednak złamał mi serce - okazało się, że ma żonę i roczną córkę. Przez cały tydzień bolało mnie serce, kłuło mnie, płakałam. Od tamtego momentu płaczę codziennie, nic mnie nie cieszy. Uśmiecham się na pokaz, zamknęłam się w sobie. Udaję kogoś, kim nie jestem. Nienawidzę siebie. Brzydzę się sobą. Mam dość. Nie potrafię odnaleźć w sobie kobiety. Najgorsze jest to, że nikt tego nie zauważył, że ja cierpię.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc partnerce, z którą się rozstałem?

Witam, parę miesięcy temu rozstałem się z partnerką. To ja się wyprowadziłem po kilku latach wspólnego życia. Wiem, że ona cały czas nie radzi sobie z tą sytuacją. Mimo rozstania, cały czas dobrze jej życzę i trzymam za nią...

Witam, parę miesięcy temu rozstałem się z partnerką. To ja się wyprowadziłem po kilku latach wspólnego życia. Wiem, że ona cały czas nie radzi sobie z tą sytuacją. Mimo rozstania, cały czas dobrze jej życzę i trzymam za nią kciuki. Uważam, że to bardzo wartościowa osoba. Chciałbym jej pomóc "odnaleźć" się w trudnej sytuacji. Czy i jak mogę to zrobić? Czy mam zerwać kontakt, aby zapomniała, czy może kontakt utrzymać i wspierać ją (bez opcji powrotu do wspólnego życia)?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Rozstaliśmy się i nie chcę się już męczyć tym - jak to zrobić?

Mam 18 lat. Poznałem rok temu dziewczynę w Internecie. Z bardzo daleka, bo z drugiego końca Polski. Zakochaliśmy się bardzo, bardzo. W świecie realnym widzieliśmy się mało, ale się widzieliśmy. Bardzo dużo rozmawialiśmy przez Internet, telefon, widzieliśmy się sporo na...

Mam 18 lat. Poznałem rok temu dziewczynę w Internecie. Z bardzo daleka, bo z drugiego końca Polski. Zakochaliśmy się bardzo, bardzo. W świecie realnym widzieliśmy się mało, ale się widzieliśmy. Bardzo dużo rozmawialiśmy przez Internet, telefon, widzieliśmy się sporo na kamerce internetowej. Przez rok było super, planowaliśmy wspólną przyszłość. Ona miała przyjechać tu do szkoły. Wtedy mieliśmy być blisko siebie już na zawsze. W końcu tyle na to czekaliśmy. Prawie rok to było planowane. Z powodów, które w tej sytuacji są nieistotne, ona nie będzie mogła tu przyjechać do szkoły i mieszkać w internacie. Nie jest to jej wina, ani moja. Jednak ja nie potrafię kontynuować związku przez Internet przez najbliższe X lat. Czuję, że nigdy nie poznam takiej drugiej osoby. Nie da się już chyba być lepszą osobą. Przy moich olbrzymich wymaganiach ona jedyna spełniała je. Drugiej takiej już nigdy w życiu nie znajdę. Rozstaliśmy się, ale chyba cokolwiek by się nie stało i tak bym się mega męczył. Ona się z tym szybko pogodzi, bo po prostu ma silną psychikę. Ja już nie śpię 3 dzień, 2 dzień prawie w ogóle nie jem. Serce ciągle mi mocno bije i nie mogę się uspokoić ani opanować. Nie mam z kim pogadać o tym, nie wiem, co mam robić. Moje życie straciło sens. Cholernie, bardzo potrafię przywiązać się do jednej osoby. Ja już nigdy się nie zakocham. Chcę, żeby ten koszmar się skończył. Proszę o poradę, jak mogę sobie pomóc, nie potrafię normalnie funkcjonować. Rozstaliśmy się 3 dni temu.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak mogę odzyskać ukochaną osobę? Jak mogę dojść do siebie po tym rozstaniu?

Mam 21 lat, minęło około 4 miesiące od rozpadu mojego 1,5-rocznego związku, nie potrafię poradzić sobie z tym rozstaniem, miewam dosyć częste wahania nastrojów. Jestem mężczyzną dosyć emocjonalnym. Każde rozstanie przechodziłem dosyć ciężko. Gdy miałem 3 lata, rodzice...

Mam 21 lat, minęło około 4 miesiące od rozpadu mojego 1,5-rocznego związku, nie potrafię poradzić sobie z tym rozstaniem, miewam dosyć częste wahania nastrojów. Jestem mężczyzną dosyć emocjonalnym. Każde rozstanie przechodziłem dosyć ciężko. Gdy miałem 3 lata, rodzice się rozwiedli, kiedy miałem 8 lat, zmarła mi matka, mieszkam w rodzinie zastępczej. Rodzice zastępczy obdarowali mnie wielką miłością ze swojej strony, za co im niezmiernie dziękuję. Jak już stwierdziłem, jestem osobą emocjonalną i boję się rozstań. W tej chwili jestem podłamany, choć minęło już kilka miesięcy od naszego rozstania, wylałem wiele łez, miałem myśli samobójcze, po jakimś czasie przeszło i z powrotem powróciło uczucie beznadziejności, wspomnienia i brak osoby, którą kocham do tej pory. Wieczorami jest najgorzej, męczą wspomnienia. Popełniałem wiele błędów w naszym związku, zawsze chciałem być dla kogoś tym wszystkim, a cały czas ktoś mnie odrzuca, czuję się słaby, beznadziejny, nie chce mi się żyć i nie wiem, co robić. Dziękuję.

Boję się już swoich myśli. Co się ze mną dzieje?

Witam. Żeby zrozumieć co mnie męczy, skąd taki stan muszę pokrótce (a krótkie to raczej nie będzie) przedstawić moją historię. Chodzi o faceta. Byliśmy ze sobą 2,5 roku, od kilku miesięcy zaręczeni. Jak to bywa, był (jest?) miłością mojego życia....

Witam. Żeby zrozumieć co mnie męczy, skąd taki stan muszę pokrótce (a krótkie to raczej nie będzie) przedstawić moją historię. Chodzi o faceta. Byliśmy ze sobą 2,5 roku, od kilku miesięcy zaręczeni. Jak to bywa, był (jest?) miłością mojego życia. Mam już swoje prawie 28 lat i długo czekałam na taką miłość. Było cudownie, tak jak zawsze tego pragnęłam, wspólne plany, marzenia, wyjazdy, odkładanie na ślub, wspólne rzeczy... Zaręczyny były wtedy moim najszczęśliwszym dniem w życiu.

Dzisiaj jest już prawie 8 miesięcy jak nie jesteśmy razem, a ja ciągle krwawię z bólu każdego dnia. Z jednej strony z tęsknota, żal, pustka, a z drugiej - tak boli to, co zrobił. Teraz ta gorsza strona... Od jakiegoś czasu zaczynały się coraz większe sprzeczki, ale zawsze o pierdoły, nic poważnego. Zawsze jakoś się dogadywaliśmy, bo ja zawsze wolę porozmawiać i wyjaśnić sobie wszystko. W końcu w takiej szczerej rozmowie stwierdził, że w życiu mu się zrobił burdel i nie chce niczyjej pomocy, ale chce żebym była przy nim w tym trudnym okresie. No to byłam.

Zaczęłam go też łapać na kłamstewkach. Kochałam go, ale zaczęłam odczuwać, że spotyka się ze mną tylko dlatego, ze ja tego chcę, po prostu czułam się jak zbędny ciężar. I oczywiście gdy mu o tym powiedziałam, to zaprzeczał. Ale czułam, że coś jest nie tak. Starałam się porozmawiać, zrozumieć, robiłam co mogłam, bo mi na nim zależało, zależało mi na nas. Każdy kryzys przecież można przetrwać. Tylko obie strony muszą tego chcieć.

Nie wiem czy to ma znaczenie, być może zbieg okoliczności, ale w tym samym czasie poznał dziewczynę swojego kumpla. Wiele razy słyszałam, jaka to ona jest "cudowna". Wiem, że bywał u nich beze mnie - po prostu ja czasami nie mogłam czy nie miałam ochoty (bo szczerze nie przepadałam za nią), no ale jego kolega - niech idzie. Ufałam mu. Któregoś wieczoru jakaś sprzeczka o byle co i usłyszałam, ze on chce to skończyć. Zabolało i to cholernie.

Powiedziałam, żeby to przemyślał, bo wiadomo, w nerwach wiele rzeczy się mówi. Wtedy mi powiedział, że mnie zdradza, ze chodzi na dziwki (wiedział, ze jakby mnie zdradził, albo uderzył to bym mu tego nie wybaczyła). Zaczęłam się dopytywać - jak długo, dlaczego, zaczął się ewidentnie mieszać w swojej historii. Potem dołożył jakąś koleżankę z pracy, że też mnie z nią zdradza i twierdził, ze nie przestanie tego robić. Byłam w szoku, ale mimo wszystko ta historia jak dla mnie była trochę naciągana - jak na moje oko po prostu chciał się mnie pozbyć. No to cóż, oddałam mu pierścionek i wyszłam.

Bolało, bardzo. Ale to nie było najgorsze. Nie jadłam 18 dni, nie byłam w stanie, tylko wymiotowałam. Potem się zorientowałam, zrobiłam test ciążowy. Byłam w ciąży. W przypływie szoku wzięłam ten test i pojechałam do niego. Nie zastałam go w domu, czekałam 7 godzin na dworze, nie wiedziałam co robić. Przyjechał, ale zobaczył mnie, perfidne ominął i poszedł do domu. Potem jego brat mi oświadczył, że on nie wyjdzie porozmawiać. Oj, poczułam się jakbym dostała w pysk, ale to tak mocno. No cóż, weszłam do domu, oddałam mu kilka jego rzeczy (wszystkie inne, które od niego miałam oddałam mu od razu - nie chciałam żeby mi go przypominały) i wyszłam. Test wyrzuciłam gdzieś po drodze. Nie dałam mu.

Teraz już powoli stałam się jeść, prochy uspokajające odstawiłam, ale było już za późno. 4 dni później dostałam strasznego krwotoku, trafiłam na pogotowie, dziecka już nie było. Załamałam się jeszcze bardziej, nie byłam gotowa na ciąże, nie byłam gotowa na to, że to dziecko umrze, a już na pewno nie byłam gotowa na to, że zostanę z tym wszystkim sama!!! W przypływie rozpaczy wysłałam mu smsa i opisałam w skrócie to wszystko. W odpowiedzi dostałam coś w stylu "wiedziałem o twojej ciąży i czekałem tylko kiedy poronisz". Oj, kolejny raz dostałam po pysku i to tak konkretnie. Moja odpowiedź była krótka - jeśli nie wierzy zapraszam - wypis ze szpitala jest w domu i niech wybierze lekarza, pójdę, niech zobaczy co mi zrobili. Pozostało to bez echa.

Oczywiście napisałam w tym czasie jakiegoś maila, jak to bardzo mnie skrzywdził - teraz uważam, że to było żałosne, ale to były moje emocje wtedy. Chyba ze 2 sms-y, generalnie nie nękałam go, jakoś to nie mój styl. Po 3 miesiącach, gdy trochę ochłonęłam, zadzwoniłam i spytałam czy możemy porozmawiać jak dwoje dorosłych ludzi - usłyszałam, że nie mamy o czym. No więc stwierdziłam, że jak chce mi coś powiedzieć to żeby zrobił to osobiście, a nie przez swoja adwokat - to ta, o której wcześniej wspomniałam. Dostałam od niej niezbyt miłego maila - anonima, ale po IP doszłam, że to ona. Przyznał, że to ona, ale ponoć kazał jej się więcej nie wtrącać.

Ponadto okazało się, że i ja i on otrzymujemy jakieś dziwne sms-y od kogoś - on myślał że to ja, ja że to on. To też sobie wyjaśniliśmy. W końcu jakoś tak wyszło, że na chwilkę się spotkaliśmy. Przed spotkaniem dostałam sms-a, że niby się pomylił (pierwszy raz w życiu) i wysłał go do mnie, o treści: "Już jestem w domu Kotku". Jak się spotkaliśmy zaczął od tego, że to oczywiście nie do mnie. No to żeby zamknąć ten temat spytałam wprost czy jest z kimś i czy jest szczęśliwy - powiedział, że tak (wspomnę, że przy rozstanie stwierdził, że chce być sam, że nie chce nikogo). No to na siłę uśmiechnęłam się i stwierdziłam, że super. Pogadaliśmy o dupie marynie. Stwierdziłam, że możemy być znajomymi, bez wracania do przeszłości. Bo dla mnie to jest głupie, żeby po tym wszystkim, widząc się na ulicy udawać, że się nie znamy. Zwykłe cześć, co słychać to chyba nie tak wiele?

W końcu on zaczął ten temat. Zaczął mi tłumaczyć dlaczego poszedł na dziwki, że to było raz (znowu inna wersja), ale przerwałam to, bo wtedy ja bym tego nie wytrzymała, a nie chciałam się przy nim rozpłakać. Powiedziałam, że mnie to nie obchodzi, że brzydzi mnie to co zrobił i że dla mnie nie ma odwrotu. Potem zaczęliśmy gadać o motocyklach, oboje jeździmy, spytałam czy pojedzie tu i tam, bo my z ekipą będziemy jechać. Mówił że tak, jak tylko czas i praca pozwoli - ani słowa o jego nowym Kotku.

Potem jakoś tak doszło coś do tematu dziecka Nie chciałam rozmawiać, bo niestety ten temat bolał i boli nadal. Tu już miałam świeczki w oczach. Ale widziałam, że i on miał. Czyli jednak uwierzył. Trochę za późno. Ciekawe, czy jak go maleństwo kiedyś tam, w niebie spyta: "tato, gdzie byłeś jak cię potrzebowałem?", czy będzie umiał odpowiedzieć tak jak mnie, bez skrupułów "na dziwkach"? I to był jedyny raz jak się widzieliśmy. Potem napisałam ze 2-3 maile odnośnie bieżących spraw. Odpisał. Ja chciałam tej znajomości, ale zauważyłam, że jak ja się nie odezwę to on też nie, a więc jemu nie zależy.

Więc ja się nie odzywam. Jest cisza. Ileż można się narzucać? Teraz mija 8 miesięcy. Znów wszystko wróciło. Nie wiem czemu - może dlatego, że w tym miesiącu maleństwo miałoby się urodzić? Ciężko mi z tym samej. Boli mnie każdy kawałeczek ciała. Chciałabym napisać do niego, pojechać, chciałabym, żeby było tak jak kiedyś, kiedy byłam tak naiwnie szczęśliwa, bo byłam. Tylko wiem, że to nic nie da. Wiem, że jak napisze coś to będę później tego żałować, a on to oleje.

Jeszcze odnośnie tej panny, o której wspominałam - widzę nawet po NK, że się kontaktują. Nie wiem na jakim etapie jest ich znajomość, bo go nie śledzę, nie wypytuje jego znajomych. Wiem tylko, że ona już z jego kolegą nie jest, a więc wolna. W ogóle usłyszałam na pożegnanie, że oczywiście to dla mojego dobra, bo zasługuję na kogoś lepszego. Jakież to, o kurde, szlachetne z jego strony. Ale póki co stwarzam pozory, że nic mi nie jest, że jest OK, na NK wstawiam zdjęcia z imprez - wiem, że ogląda, robię to celowo, niech myśli, że jestem twarda. Ale tak naprawdę to bardzo boli.

Teraz proszę doradźcie. Czy powinnam się w ogóle odzywać? Tak mnie to kusi, a póki co się powstrzymuję. Czy w ogóle powinnam coś robić? W ogóle co zrobić żeby nie bolało. Boli, bo był nie tylko moim kochankiem, narzeczonym, ale również przyjacielem, a zdrada przyjaciela bardzo boli. Czasami ból jest tak silny, ze nie mogę wytrzymać, a ta bezsilność i bezradność dodatkowo mnie dobija. Ile to jeszcze będzie boleć, ile jeszcze mogę tęsknić za kimś kto mówiąc rano, że mnie kocha, wieczorem wbił mi nóż w serce?

W ogóle pytałam go, co z tym wszystkim co obiecywał - odpowiedź "chciałam, ale mi się odwidziało". Z jednej strony czuję co czuję, żal, tęsknotę , a z drugiej czuję, że nie byłam nikim więcej, niż darmową dziwką dla niego - tak właśnie się czuje. Wykorzystał i zostawił, choć obiecywał, że nigdy tego nie zrobi. A co jeśli kiedyś będzie chciał wrócić? Ma to jeszcze sens? Proszę o obiektywną ocenę, bo zakochana kobieta myśli irracjonalnie.

Na koniec taki szczegół - zaręczyny były moim najszczęśliwszym dniem w życiu, po jakimś czasie dowiedziałam się, że nawet jego rodzina o tym nie wie, o kolegach nie wspomnę. I kolejny raz poczułam się jakbym dostała po pysku. Owszem, na początku to on zawsze gadał o dzieciach, ślubie, domu, ale jak przyszło co do czego (zaręczyn) to odwlekała to, a ja jak to kobieta zaczęłam naciskać, "bo przecież miały być w jedne święta, w drugie, pół roku temu". Może wtedy powinnam się zorientować jak bardzo jest niedojrzały i że chodzi mu tylko o sex, a swoje prawdziwe zamiary wobec mnie maskował tylko dobrą gadką. Swoją droga polubiłam jego rodzinę i ich również mi czasem brakuje.

Poza tym ciągle nie potrafię zrozumieć dlaczego, za co, co ja mu takiego zrobiłam, czym sobie na to zasłużyłam. Byłam dla niego zawsze oparciem, starałam się, wiele dla niego poświęciłam, ale kochałam go i uważałam, że warto. Podporządkowałam swoje życie pod jego, może dlatego tak ciężko mi teraz się pozbierać. Co robić? Jak przetrwać ten trudny okres i nie popełnić więcej błędów? Poza tym dotarło dzisiaj do mnie coś jeszcze. Mam prawie 28 lat, żadnego faceta, ten zmarnował mi tyle czasu... Z kimś dojrzałym mogłabym już mieć normalny "rodzinny" związek. Zegar mi tyka, kiedy ja będę miała dziecko. Strata tamtego tym bardziej boli. Pieprzę jego, sama bym wychowała, a tak...

I znów mi źle. Są czasem takie dni, że po prostu nie chce mi się żyć. A żeby zakończyć optymistycznym akcentem, do tego wszystkiego zwolniłam się z pracy. Zawsze byłam silna, ale teraz brakuje mi sił. Płaczę od 8 miesięcy, nie umiem się pozbierać. Na co dzień udaję, że jest OK, ale nie jest. Zamiast być lepiej czuję, że jest coraz gorzej. Czasami przerażają mnie moje własne myśli. Mam ochotę ze sobą skończyć, z tego bólu i bezsilności, ale z drugiej strony nie chcę umierać. Chcę odzyskać jeszcze chociaż część radości mojego dawnego życia. POMOCY!!!!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Były chłopak

Mam 17 lat. Właśnie zakończyłam pełną emocji znajomość, nie z mojej winy ani chęci, tylko drugiej strony (chłopaka). Tak zdecydował. Starałam się wpłynąć na zmianę jego decyzji, ale na nic. Nasz związek trwał blisko 2 lata. Uzasadniał swoją decyzję studiami,...

Mam 17 lat. Właśnie zakończyłam pełną emocji znajomość, nie z mojej winy ani chęci, tylko drugiej strony (chłopaka). Tak zdecydował. Starałam się wpłynąć na zmianę jego decyzji, ale na nic. Nasz związek trwał blisko 2 lata. Uzasadniał swoją decyzję studiami, brakiem czasu oraz zmęczeniem związkiem. Niestety lub stety chodzimy do jednej szkoły i jesteśmy w stosunkach "dobrych znajomych", lecz mi jest z tym ciężko, ponieważ wolałabym, abyśmy byli razem. Nie wiem czy powinnam to dalej ciągnąć, czy jednak zakończyć tę znajomość? Albo może i coś innego? Jednego dnia wmawiam sobie, że jednak może i lepiej się stało, ale drugiego jest mi bardzo z tym źle. Pozdrawiam i czekam na odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Problem po rozstaniu z ukochaną

Witam serdecznie, mam na imię Mateusz. Szukam wsparcia i pomocy wszędzie, gdyż kompletnie nie potrafię się pogodzić z myślą, że nie mam już swojej ukochanej obok siebie. Rozstaliśmy się po dwóch latach związku. Po dwóch pięknych latach związku. Można...

Witam serdecznie, mam na imię Mateusz. Szukam wsparcia i pomocy wszędzie, gdyż kompletnie nie potrafię się pogodzić z myślą, że nie mam już swojej ukochanej obok siebie. Rozstaliśmy się po dwóch latach związku. Po dwóch pięknych latach związku. Można rzec, że rozstaliśmy się z dnia na dzień. Wina leży raczej po mojej stronie. Gdyż w czasie świąt, wypiłem za dużo. Powiedziałem za dużo słów, których bardzo żałuję do dziś. Zrobiłem również trzy tygodnie wcześniej podobną akcję, gdzie też powiedziałem za dużo. Nie byłem świadomy tego, co mówię. Nagle ukochana powiedziała, że to koniec, nie potrafi mi już zaufać. Kiedy to usłyszałem, to dopiero dotarło, co ja takiego wyprawiałem i mówiłem wtedy, jak bardzo ją zraniłem. Od dwóch tygodni próbuję jakoś to naprawiać. Tylko zawsze dostaję odpowiedź, że już nie chcę, bo nie potrafię ci zaufać. Piszę do niej dużo, wszystko co przeżywam teraz i że bardzo tego żałuję, i że chcę to wszystko naprawić, aby dała mi szansę na naprawę, jednak nie chce. Co mogę takiego zrobić, aby jakoś dać jej do zrozumienia, że naprawdę się zmieniłem? Kiedy słyszę, że już nic, opadam z sił. Mam nawet myśli samobójcze, gdyż mój świat legł w gruzach i teraz szukam wszędzie jakiejś pomocy.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Mówi, że kocha, ale odchodzi

Witam, z moim narzeczonym byłam ponad 3 lata, mieszkaliśmy razem, spieraliśmy się od czasu do czasu, ale było między nami dobrze. W zeszłym tygodniu doszło do kłótni o to, że za mało czasu spędza w domu - kilka dni milczenia...

Witam, z moim narzeczonym byłam ponad 3 lata, mieszkaliśmy razem, spieraliśmy się od czasu do czasu, ale było między nami dobrze. W zeszłym tygodniu doszło do kłótni o to, że za mało czasu spędza w domu - kilka dni milczenia z mojej strony. Pewnego dnia wracam z pracy, a jego już nie było. Spakował się i wyprowadził. Poprosiłam o spotkanie, pytałam dlaczego i usłyszałam, że nie potrafimy dojść do porozumienia. Mówiłam o swoich uczuciach, co czuję, że chcę, żeby wrócił i że dużo się zmieni. Powiedział, że mnie bardzo kocha, że tęskni, że jestem wspaniała, ale nie wróci, bo to nie ma sensu. Po dwóch dniach napisał mi SMS, że życie beze mnie jest puste, szare, że chce od czasu do czasu mieć ze mną kontakt. Jak mam to rozumieć, mam mętlik w głowie, czego on chce. Dodam, że mam 26 lat, a on 27 lat. Bardzo proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy to ma sens?

Dwa tygodnie temu rozstałem się z moją kobietą, byliśmy 4 lata razem. Było nam dobrze do ok. jakieś pół roku temu, kiedy zaczęły się częste kłótnie i po czasie ona mówiła mi, że coś się wypaliło z jej strony, no...

Dwa tygodnie temu rozstałem się z moją kobietą, byliśmy 4 lata razem. Było nam dobrze do ok. jakieś pół roku temu, kiedy zaczęły się częste kłótnie i po czasie ona mówiła mi, że coś się wypaliło z jej strony, no i dwa tygodnie temu się rozstaliśmy w zgodzie. Ja od tamtej pory cały czas się źle czuję, praktycznie nie jem, bo nie mam najmniejszego apetytu, źle mi się śpi, sypiam ok. 5 godzin na dobę, wcześniej spałem min. 8-9 godzin. Dowiedziałem się, że zaczęła się spotykać z kolegą z pracy, nie są razem, ale się spotykają, to mnie jeszcze bardziej dołuje. Czy są realne opcje, że możemy się jeszcze zejść?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Toksyczni teściowie, niedojrzały mąż i depresja

Poznaliśmy się, jak byłam jeszcze w szkole średniej. Był ode mnie o 7 lat starszy. Bardzo go kochałam (czy nadal... nie wiem, obawiam się, że tak). Po prawie 4 latach się zaręczyliśmy, po 5 latach pobraliśmy się. Po roku odeszłam....

Poznaliśmy się, jak byłam jeszcze w szkole średniej. Był ode mnie o 7 lat starszy. Bardzo go kochałam (czy nadal... nie wiem, obawiam się, że tak). Po prawie 4 latach się zaręczyliśmy, po 5 latach pobraliśmy się. Po roku odeszłam. Ale odeszłam nie dlatego, że mi coś "odbiło", spodobał mi się ktoś inny czy tym podobne, nie, nie dlatego. Kochałam go jak nikogo na świecie, nikomu tak nie ufałam. Małżeństwem byliśmy rok, a jeśli wliczyć w to czas oczekiwania na rozwód, to 1,5 roku. Gdy się wyprowadzałam, powiedziałam: "nie odchodzę od Ciebie, odchodzę z domu twoich rodziców". Przez 4 miesiące błagałam go, aby przeprowadził się do mnie do mieszkania moich rodziców, a najlepiej, żebyśmy coś sami wynajęli. Nie chciał... Słyszałam tylko: "mamy gdzie mieszkać". I choć serce mówiło co innego, a rozum co innego, to po 4 miesiącach złożyłam pozew o rozwód. I wszystko skończyło się na pierwszej rozprawie. Od momentu mojej wyprowadzki schudłam 25 kg. Nie wiem jak, bo jadłam normalnie. Czy płakałam... tak, najczęściej na imprezach ze znajomymi, po alkoholu. Zaraz po wyprowadzce byłam na zwolnieniu lekarskim, ponad miesiąc. Nie byłam w stanie podnieść się i pójść do pracy. Najgorsze były noce, bo nadal mi się zdarza nie spać po prostu w nocy. Palę ponad paczkę papierosów dziennie, innych nałogów nie mam. To, jak potraktowali mnie jego rodzice i on sam, nie daje mi do dzisiaj spokoju. Nie mogę uwierzyć, że nie pozwolili mu pójść za żoną, a i on sam tego nie zrobił. On ma 30 lat, normalnie rozmawia ze mną tylko wtedy, gdy nie ma rodziców w pobliżu. Ja się tam w ogóle nie liczyłam, on miał kasę ze swoimi rodzicami, ja sama. Kupował coś, to mi o tym nie mówił, tylko rodziców się pytał. Wmawiali mu, że go zdradzam. A ja nigdy nawet o innym nie pomyślałam, zawsze był tylko on. To tylko kilka przykładów. Mija rok... czy jest lepiej? Raczej nie. Nie potrafię o nim zapomnieć, inni faceci dla mnie nie istnieją. Coraz częściej płaczę, wspominam wszystko co dobre i złe, zastanawiam się, czy tego nie skończyć. Chyba tylko wiara w Boga trzyma mnie jeszcze i wspomnienie tego, jak bardzo byłam ciekawa życia. Jeszcze przed odejściem byłam u psychologa, który uświadomił mi, że on na mnie nie zasługuje, że powinniśmy przyjść razem, mąż powiedział, że tylko nienormalni chodzą do psychologów. Za 2 miesiące wyjeżdżam za granicę... Czy uciekam? Tak, chyba tak. Mam nadzieję, że w środowisku gdzie nikt nie zna mnie ani jego, jakoś się pozbieram. Tak to sobie tłumaczę. Czy dobrze, to tego nie wiem. Zrobiłam ten test na depresję, 1 odpowiedź to C, a pozostałe D. Nie śpię w nocy albo śpię noc i dzień i wstaję tylko do toalety. Palę bardzo dużo. Dlaczego to wróciło, było już dobrze. Uśmiechałam się, wychodziłam do ludzi... a teraz... tylko siedzę w mieszkaniu, nigdzie nie chce mi się iść. Nawet do rodziców nie jeżdżę, bo tam za wiele wspomnień i to tak bardzo boli. Mówiąc wprost, mam też myśli samobójcze, wątpię, żebym miała tyle odwagi, aby targnąć się na swoje życie, ale niepokoi mnie to. Nie raz byłam w podbramkowej sytuacji i nigdy nie zastanawiałam się nawet nad tym. Co mam zrobić, nie wiem. Proszę o szczerą odpowiedź. ~Wiktoria.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Zerwanie... Czy można przestać kochać w tydzień?

Witam. Byłam z chłopakiem prawie 4 lata, brakowało nam może miesiąca... Owszem, były kłótnie, rozstawaliśmy się, ale nigdy na dłużej niż miesiąc, bo za bardzo się kochaliśmy, tęskniliśmy. Według mnie były to bardziej rozstania, żeby przemyśleć sobie pewne...

Witam. Byłam z chłopakiem prawie 4 lata, brakowało nam może miesiąca... Owszem, były kłótnie, rozstawaliśmy się, ale nigdy na dłużej niż miesiąc, bo za bardzo się kochaliśmy, tęskniliśmy. Według mnie były to bardziej rozstania, żeby przemyśleć sobie pewne sprawy. Od bardzo dawna było między nami cudownie, cały czas powtarzał mi, że mnie kocha nad życie, że jest taki szczęśliwy, że wspaniale się przy mnie czuje itp. Tak samo odpowiadał osobom postronnym na pytanie, jaka jest sytuacja w naszym związku. Planował wyjazd z okazji ferii, prezenty na 4 rocznicę. Po czym dwa tygodnie temu zadałam mu pytanie odnośnie jego spotkania z dziewczyną, z którą go kiedyś coś łączyło, lecz było to pytanie z ciekawości, a nie z zazdrości, która kiedyś występowała często między nami. Po tym jednak zapewniał mnie, że widzi zmianę między nami, że jest cudownie. Do tego doszła jeszcze może krępująca sprawa masturbacji. Przez długi okres byłam, można powiedzieć, przez niego w pewien sposób okłamywana, ale ta sytuacja jest już dawno za nami. Po jej zakończeniu powiedziałam mu, że nie mam nic przeciwko temu, bo rozumiem, że wielu mężczyzn tego potrzebuje. On jednak o tym nie pamiętał, pamiętał tylko to, że nie chciałam, żeby to robił wcześniej. I przez te dwie sytuacje praktycznie stwierdził, że jednak nie czuje się szczęśliwy, ograniczany i nie chce ze mną być. Po tym zerwaniu stwierdził, że dalej mnie kocha i już tęskni. Daliśmy sobie jeszcze tydzień, gdy on wyjeżdżał, lecz po jego powrocie powiedział, że już nie kocha, nie tęskni i nie chce dalej być ze mną. Nie poznaję go zupełnie, jak można w ciągu tygodnia przestać kogoś kochać po 4 latach, za kogo można było życie oddać... Kiedy zapytałam go, czy to nie jest tak, że on chce tak czuć i dlatego wydaje mu się, że tak rzeczywiście jest - zaprzeczył. Nie chodzi tutaj o inną dziewczynę, tego jestem pewna, ale nie wiem, co mam robić. Coraz mniej śpię, nie potrafię się na niczym skupić, ciągle czuję, jak mi niedobrze. Powiedział, że chce utrzymać tę znajomość, że nie ma nic przeciwko, żebyśmy się czasem spotkali pogadać itp.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Dlaczego mnie zostawił, skoro twierdzi, że kocha?

Znamy się od dziecka. Nasi rodzice się znali. Jeździliśmy takimi samymi spacerówkami itp. Kiedy byliśmy maluchami, byliśmy w sobie zakochani :) Potem ja wyprowadziłam się do Krakowa, a on został w Grodzisku. Przez jakiś czas pisaliśmy do siebie... Potem w...

Znamy się od dziecka. Nasi rodzice się znali. Jeździliśmy takimi samymi spacerówkami itp. Kiedy byliśmy maluchami, byliśmy w sobie zakochani :) Potem ja wyprowadziłam się do Krakowa, a on został w Grodzisku. Przez jakiś czas pisaliśmy do siebie... Potem w wieku 20 lat przyjechał do mnie z mamą, wtedy to jego ojciec umarł. Patryk był w związku, ja też, ja mu się nadal podobałam, on mi już nie ;p Jakiś rok temu odnalazłam go na nk i się zaczęło :) W końcu po pół roku przyjechał do mnie i się stało, zakochaliśmy się w sobie na zabój. Dodam, że Patryk przez 15 lat był narkomanem, właśnie kończył ośrodek i był gotowy na nowe życie. Powiedział mi też, że ma HCV :( Mimo tego wszystkiego zdecydowałam się z nim zamieszkać. Wyjechałam z Krakowa do małego miasteczka, on założył firmę, która zresztą ma moją nazwę :) Sprowadza ciuchy z Niemiec. Pomagałam mu jak tylko mogłam, na początku było pięknie, aż zaczęły się spięcia... Nawet z 2 razy pakowałam się, on płakał i wszystko wracało na dobre tory. Moje pakowanie się myślę bierze się ze strachu przed tym, że on zrobi to pierwszy... Dodam, że mój ojciec nie ma ze mną kontaktu od jakiś 20 lat... nie wiem, czy ma to na mnie wpływ, ale sądzę, że ma... Patryk brał narkotyki, działał w mafii, zarabiał krocie, a potem wylądował na ulicy... ja skończyłam studium aktorskie i pracuję w teatrze objazdowym. Zupełne dwa różne światy... Kocham go i on mówi, że nie przestał mnie kochać, ale stanowię dla niego zagrożenie... Nie chce skończyć na ulicy, a ze mną jest tak, jak sam powiedział, że oczekuję od życia Sylwestra, że jestem dla niego jak narkotyk: daję wspaniałe doznania, ale bywam niebezpieczna. Powiedział mi tak, mimo tego, że jakiś tydzień wcześniej mówił, że cieszy się, że mnie ma, że jestem piękna i takie tam. Ja nie piję, nigdy nie brałam. Wiem, że czuł, że źle mi w tym małym mieście... nie miałam tam znajomych, nie chciałam iść na aerobik czy prawko, takie tam. Tęskniłam za Krakowem, ale nie byłam tam nieszczęśliwa, byłam, bo byłam z nim... Tęskniłam za przyjaciółkami i klimatem Krakowa tyle... Doszło do tego, że kiedy wrócił do domu po biopsji, pierwsze o czym mówił to o wydatkach... a ja chciałam się nim nacieszyć... Aż w piątek zadzwonił, obudził mnie i spytał kto ma zrobić zakupy przed majówką, powiedziałam ty, na co on się zezłościł i powiedział dość. Potem były 3 trudne noce, kiedy się upokarzałam, kiedy on mówił nie. Dodam, że w ciągu dnia jak wracał z pracy czy piłki nawet żartowaliśmy, żarty były podszyte seksem... bo było nam fenomenalnie... Nawet raz zaczął mnie całować, ale dla mnie było to trudne... Potem ja wyjechałam w trasę do pracy, przez ten czas miał się zastanowić, no i dzień przed moim powrotem powiedział: nie. Umarłam emocjonalnie. Przyjechałam po rzeczy, odprowadził mnie na pociąg i przytulił, płakał. Potem wysłał resztę, mówiąc, że to trudne... Co robić, chcę go odzyskać!!! Bardzo go kocham.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy można coś jeszcze zrobić?

Witam serdecznie. Pisałem do Państwa kilka dni temu, to ta historia, gdzie byłem zaręczony, ale niestety dziewczyna, z którą chciałem spędzić resztę życia się rozmyśliła. Mnie obwiniała za to, i słusznie, bo czasami przesadzałem, widzieliśmy się dosyć rzadko i w...

Witam serdecznie. Pisałem do Państwa kilka dni temu, to ta historia, gdzie byłem zaręczony, ale niestety dziewczyna, z którą chciałem spędzić resztę życia się rozmyśliła. Mnie obwiniała za to, i słusznie, bo czasami przesadzałem, widzieliśmy się dosyć rzadko i w dodatku często się kłóciliśmy. Chciałem, żeby dała mi szansę, bo zrozumiałem, gdzie robiłem błędy i zapewniałem, że to się zmieni. Dostałem odpowiedź od Państwa, za którą bardzo dziękuję. Ona chciała czasu do namysłu, więc zgodnie z Państwa radą dałem jej czas, rozmawialiśmy, ale nie narzucałem się. Ciągle miałem nadzieję, że wszystko się ułoży. Niestety, dzisiaj rozmawialiśmy przez telefon i kiedy zapytałem, czy coś do mnie jeszcze czuje, odpowiedziała, że nie i że przeprasza. W tym momencie wszystko się zawaliło, ciągle ją kocham, a wszystkie plany na przyszłość wiązałem z nią i ciężko jest teraz wrócić do życia, jak sprzed naszego związku. Chciałbym wiedzieć, czy taka sytuacja jest bez ratunku, czy wszystko jest już stracone, czy nie da się nic zrobić? Jeżeli jednak coś można poradzić, to co mam zrobić? Jeżeli jednak to ewidentny koniec, to jak zapomnieć o wszystkim jak najszybciej? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak mam uciec przed myślami?

Jestem w sytuacji bezsensownej. Porady typu: zajmij się sobą, wyjdź do ludzi itd. nie dają większego skutku, wręcz na odwrót. Moje życie od tygodnia przypomina agonię umierającego człowieka. Mam 20 lat i tydzień temu, dokładnie w walentynki, porzucił mnie chłopak…...

Jestem w sytuacji bezsensownej. Porady typu: zajmij się sobą, wyjdź do ludzi itd. nie dają większego skutku, wręcz na odwrót. Moje życie od tygodnia przypomina agonię umierającego człowieka. Mam 20 lat i tydzień temu, dokładnie w walentynki, porzucił mnie chłopak… Co najgorsze, bez powodu, twierdzi, że się odkochał. Gdzie do ostatniego dnia zachowywał się normalnie pod każdym względem. Nie mogę bez niego żyć. Jednak nie jestem od niego uzależniona, potrafię funkcjonować, chociaż to bardziej przypomina wegetację. Podejrzewałam, że kogoś ma, bo to nielogiczne, żeby uczucia się zmieniły w przeciągu kilku godzin, jednak zapiera się na wszystkie świętości, że nikogo nie ma. Podobno jest mu lepiej samemu. Na pytanie, co mu nie odpowiadało w dotychczasowym życiu, odpowiada, że nic. Więc co się stało? Nie mogę spać, jeść. Moje myśli skupiają się wyłącznie na nim. Mam huśtawkę nastrojów, raz bym go chciała zabić i go wyzywam w myślach, raz rozpaczliwie chcę, by wrócił. Błagałam, prosiłam, bez skutku. Moje serce pęka. Mówię sobie „cierp z wdziękiem damy wielkiej” i się nie odzywaj, ale to nic nie daje. Moje myśli zaczęły się skupiać na śmierci, to jedyne wyjście, jakie dla siebie widzę, żeby zatrzymać tę pogoń myśli i uczuć, bo wiem, że nic się nie zmieni, nie przestanę go kochać nigdy. Co ja mam robić? Jak zacząć panować nad swoim życiem?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Dlaczego on tak zerwał bez słowa?

Witam. Od pewnego czasu nie mogę sobie dać rady ze sobą, odkąd go poznałam. Poznaliśmy się przez czat, nie jestem zwolenniczką tej formy zapoznawania, ale chciałam spróbować kogoś zapoznać. I go zapoznałam, rozmawialiśmy ponad 1 miesiąc, gdy oboje stwierdziliśmy, że...

Witam. Od pewnego czasu nie mogę sobie dać rady ze sobą, odkąd go poznałam. Poznaliśmy się przez czat, nie jestem zwolenniczką tej formy zapoznawania, ale chciałam spróbować kogoś zapoznać. I go zapoznałam, rozmawialiśmy ponad 1 miesiąc, gdy oboje stwierdziliśmy, że chcemy się poznać w realu. Przekonał mnie do siebie, mieliśmy wspólnych profesorów, on skończył ten sam kierunek, co ja studiuję. Zrobiliśmy na sobie dobre wrażenie oboje. Po 5 spotkaniach byliśmy już parą. To on nalegał na spotkania, on dzwonił do mnie, było widać, że się mną interesuje. Bardzo dobrze czułam się w jego towarzystwie, bo mieliśmy wiele wspólnego, mogłam z nim porozmawiać w języku niemieckim, twierdził, że z żadną eks nie miał tyle wspólnego, co ze mną. Że go uszczęśliwiam, że wie, że mogę dać mu szczęście, że ze mnie tak łatwo nie zrezygnuje. Spotykaliśmy się często, opowiadałam mu, żeby mnie nie skrzywdził, bo się tego boję, że jest dla mnie za cwany. Zawsze powtarzał „daj mi ostatnią szansę”, bym mu uwierzyła, że on mnie nie skrzywdzi. Byliśmy ze sobą 2 tygodnie jako para. Z nikim się tak dobrze nie czułam jak z nim, odpowiadał mi jego charakter, cały on. Po wspólnym weekendzie nalegał na stosunek, ja jednak nie chciałam, chciałam poczekać miesiąc, dwa miesiące, bo się boję, że mnie zostawi po tym, stwierdził, że poczeka, odwiózł mnie do domu. Po prostu wtedy było coś nie tak, nie pożegnał się, bo mu się spieszyło, wysłał sms, że fajnie się ze mną spędziło weekend, że jestem fajna dżaga. Że zadzwoni następnego dnia, i od tamtej pory już nie zadzwonił ani nie odpisał na SMS. Po paru dniach pojechałam do niego, mieszka sam, wiem że był w domu, spotkałam jego sąsiadkę, która mówi, że widzi go. Po 2 tygodniach wysłałam SMS-a, żeby mi oddał film, bo to był mego brata film, koleżanka doradziła, by dopisać, że jeśli coś przygarnął to kradzież. Tak, odpisał, że on na mój film to ..., żebym podała adres, to mi go wyśle. Nie było słowa nawet przepraszam od niego, jakby się nic nie stało. Zadzwoniłam, to nie odbierał już. Po tym wydarzeniu stałam się taka smutna, przygaszona. Zmieniły mnie te wydarzenia. Dodam, że nie jestem jakąś 15-latką, która przeżywa, bo facet ją olał. Mam 23 lata, jestem dojrzała, jeden kierunek studiów skończyłam, teraz studiuję drugi. Wiem, że jestem atrakcyjna, wielokrotnie mi to podkreślał, że jestem kobieca, że ubieram się w sukienki, czego żadna eks nie nosiła, że jestem śliczna dla niego. Nie poleciałam na jego kasę, bo mam swoją, sam powiedział, że wie, że nie lecę na jego kasę, bo widać, jak mieszkam, jak się ubieram. Podczas ostatniej rozmowy twierdził, że jestem dla niego ważna, że mam ciekawe poglądy na życie itp. Nic nie zapowiadało, że tak postąpi. Czemu tak nagle mnie zostawił, bez słowa. Dodam, że ani razu nie pyskowałam do niego, ani razu nie podniosłam głosu na niego, do końca udawał, że wszystko jest w porządku. Przez to coraz więcej palę, zaczęłam stosować tabletki uspokajające, by zabić ten ból w sobie, ten smutek. Moi znajomi nie rozumieją, jak mógł tak zrobić, jestem naprawdę osobą na poziomie, zadbaną, w porządku. Byłam bardzo dobra dla niego. Nawet do moich znajomych na ostatnim spotkaniu powiedział, że jestem w porządku i że jest ze mną szczęśliwy. Co najgorsze, z żadnym mężczyzną tak dobrze mi się nie rozmawiało jak z nim, za nikim tak nie tęskniłam. Minęło prawie 3 tygodnie od tamtego wydarzenia, a ja dalej mam ten ból w sobie i pytanie, czemu tak mnie potraktował? Chciałabym się z nim spotkać, porozmawiać, czy powinnam coś napisać do niego, a jeśli tak, to co mam napisać, by się ze mną spotkał, bym znała odpowiedź czemu? Bo to, że nie znam odpowiedzi bardzo mnie dręczy, to spowodowało, że teraz już nikomu nie zaufam. Dodam, że on miał 26 lat i to nie jest jakiś żul, z takim bym się nie zadawała, tylko osoba na poziomie. Dodam, że pytałam kolegę, to on powiedział, że dla niego to facet, który myśli, że jak jest bogaty, to może mieć każdą laskę, i że powinnam zasłużyć na kogoś lepszego. Dodam, że on go nie znał, tylko razem byliśmy na imprezie i podczas rozmowy takie o nim miał zdanie. Co mam zrobić, by nawiązać kontakt z nim, naprawdę mi na nim zależy. Co było powodem tego, że facet, który deklaruje, że mnie nie skrzywdzi, odchodzi bez słowa, bez przyczyny. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Sny

Witam, Parę lat temu rozstałam się z chłopakiem. Łączyła mnie z nim ogromna więź. Był on moją pierwszą wielką miłością w fizycznym oraz emocjonalnym znaczeniu. Poznaliśmy się na studiach - on skończył psychologię ja filologie. Już tyle lat z nim...

Witam, Parę lat temu rozstałam się z chłopakiem. Łączyła mnie z nim ogromna więź. Był on moją pierwszą wielką miłością w fizycznym oraz emocjonalnym znaczeniu. Poznaliśmy się na studiach - on skończył psychologię ja filologie. Już tyle lat z nim nie jestem, a wciąż o nim myślę. Ostatnio mi się śni. Często. Coraz częściej.

Tyle bym mogła napisać o tych snach. Dostarczają mi one ambiwalentnej przyjemności. Czuję się po nich dobrze, ale jestem z całym tym bagażem sama, gdyż nie umiem nadać tym snom znaczenia. Mogę dać ogólne znaczenie, o które każdy się pokusi. Nie wiem czy chcę skończyć z tymi snami. Czasami obiecuje sobie, że mu napiszę o tych snach, że może jego świadomość o tym mi w czymś pomoże.

On już ma żonę, czuję, że bardzo ją kocha. Ona również mi się śni. Śnią mi się ich dzieci. Przez lata mi się śni. Czuję, że nie przestanie. Wiem, że nie ma to dla niego żadnego znaczenia, a może ma? Nie umiem nadać temu sensu - potrzebuję interpretacji z zewnątrz. Myślę dużo o tym, co o mnie mówił, jak się zachowywał i moja pamięć jest niemal doskonała, gdyż operuje detalami, szczegółami, całymi zapamiętanymi zdaniami.

Nawet nie wiem czy to jest złe. Nie sama pamięć, ale rozpamiętywanie tego. Czuję zapach jego skóry. Śnił mi się tej nocy. Zbieraliśmy razem rozsypane jabłka. Jak się obudziłam, czułam zapach jabłek, Następne moje relacje z mężczyznami opierały się na zdradzie, zemście, odwecie. Już tak nie chcę. Pragnę całą moją wyobraźnią, pamięcią, intuicją powiedzieć mu wszystko, co od dawna zalega we mnie, ale nie umiem, a i tak teraz to już by nie miało znaczenia.

Dodać muszę, że byłam hospitalizowana - zaburzenia osobowości, nerwica, depresja. Dochodzi do tego alkohol wcześniej nikotyna, narkotyki, tony leków psychotropowych. Teraz cisza. Zero leków, stan zdrowia ok. Palenie rzuciłam, jestem w olimpijskiej formie. Co z tymi snami? Jak uwolnić moją pamięć? A

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak przekonać chłopaka, że mi na nim zależy?

Jestem dziewczyną, mam 16 lat. Jakiś czas temu poznałam się z chłopakiem, który jest w moim wieku. Nie jesteśmy ze sobą, ale mimo wszytko pisaliśmy sobie, że się kochamy itp. Po jakimś czasie poznałam się bliżej z jego kolegą z...

Jestem dziewczyną, mam 16 lat. Jakiś czas temu poznałam się z chłopakiem, który jest w moim wieku. Nie jesteśmy ze sobą, ale mimo wszytko pisaliśmy sobie, że się kochamy itp. Po jakimś czasie poznałam się bliżej z jego kolegą z klasy, spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Zakochałam się do takiego stopnia, że dla niego oddałabym życie...

Któregoś dnia ten chłopak, który pisał mi, że mnie kocha szedł po lekcjach w tę samą stronę co ja, wyglądało to jakby mnie gdzieś odprowadzał... następnego dnia coś dziwnego zaczęło się dziać z tym jego kolegą z klasy. Zapytałam się go, co mu jest, on odpowiadał, że nic... Kiedy przyszłam do domu, napisałam do niego, żeby powiedział mi prawdę, że nie jestem ślepa i wiem, że coś mu jest. On odpisał nic mi nie jest, po prostu to co było między nami się skończyło.

Dodał jeszcze, że wie, że Sławek nie odpuści i że on nie lubi konkurencji, więc on odpuszcza. Gdzie ja z tym Sławkiem, przyjaźniliśmy się, a do niego czuję dużo więcej... Uderzyło to we mnie w takim stopniu, że załamałam się totalnie... Kiedy pytałam się go czy to moja wina, on pisał, że nie. Powiedział, że tak już jest nic tego nie zmieni... Przez jakiś czas próbowałam odbudować to, co było między nami... ale on mi powiedział, żebym przestała się starać, bo i tak z tego nic nie będzie...

Dzisiaj dowiedziałam się, że prawdziwym powodem naszego "rozstania" jest inna dziewczyna... Nie wiem, co mam robić, tak bardzo go kocham... Widuję się z nim w szkole i w ogóle... Za każdym razem czuję, że moje serce bije 2x mocniej. Mam ochotę się zabić... przychodzi mi to łatwo, bo nie raz łykałam tabletki, ale za każdym razem mnie ratowali... mam tego dosyć, co mam zrobić, żeby on w końcu zrozumiał, że mi na nim zależy?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Proszę o poradę, jak sobie poradzić, aby zapomnieć o osobie, którą się kochało 3 lata, a teraz zerwany jest wszelki kontakt?

Jestem mężczyzną, 56 lat. Przed trzema laty poznałem na "erocie" kobietę 20 lat młodszą ode mnie, raz ją odwiedziłem w realu. Jednakże codziennie spotykaliśmy sie w internecie. Jest mężatką z dwójką małych dzieci (9 i 6 lat). Jakimś pechowym zbiegiem...

Jestem mężczyzną, 56 lat. Przed trzema laty poznałem na "erocie" kobietę 20 lat młodszą ode mnie, raz ją odwiedziłem w realu. Jednakże codziennie spotykaliśmy sie w internecie. Jest mężatką z dwójką małych dzieci (9 i 6 lat). Jakimś pechowym zbiegiem okoliczności nasze rozmowy odkryła moja żona, podążając tropem, "odkryła" też zdjecia (dość intymne). Zaczęła ją szantażować, że jeśli nie zerwie ze mną kontaktu, powiadomi o tym jej męża. No i wszystko się rypło, tamta kobieta powiedziała wszystko mężowi. Powiem wprost, bardzo ją kocham, według jej zapewnień ona mnie także, ale dałem słowo jej mężowi, że więcej się nie odezwę. Ale wciąż motam się, jak w sieci. Niby rozumiem, ale nie pojmuję. Aha. On jej poblokował wszelkie kontakty ze mną. Nie radzę sobie, prosze o poradę, jak szybko zapomnieć o tej znajomości, wiem, że nigdy już zapewne jej nie spotkam. Jeszcze jedna sprawa. Nadal mam w kompie jej fotografie i privy z rozmów, jakoś nie potrafię się ich pozbyć. Pewnie powinienem je usunąć raz na zawsze?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper
Patronaty