Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 9 1 5

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Rozstanie: Pytania do specjalistów

Czy możliwe, że mówi, że kocha, a odchodzi?

Witam, zostawił mnie chłopak po trzech latach... dodam, że to już drugie nasze rozstanie... zostawił mnie, bo powiedział, że nie może wytrzymać wiecznych pytań, zadręczania nimi... wiem, zrobiłam źle... na moje słowa, że się poprawię, powiedział, że już w...

Witam, zostawił mnie chłopak po trzech latach... dodam, że to już drugie nasze rozstanie... zostawił mnie, bo powiedział, że nie może wytrzymać wiecznych pytań, zadręczania nimi... wiem, zrobiłam źle... na moje słowa, że się poprawię, powiedział, że już w to nie wierzy... że nie może tego dłużej wytrzymać... powiedział, że mnie kocha, ale nie chce już ze mną być... zapewniał mnie, że mnie kocha... ale jak mu uwierzyć? Czy jest to możliwe, że opuszcza mnie, a jednak kocha? W kwestii uczuć nigdy mnie nie okłamał. Zawsze wiedziałam, co tak naprawdę czuje... ale teraz nie wiem, co mam myśleć... po tygodniu od rozstania rozmawialiśmy, ale za pomocą e-maili, niby miło itd., ale z rozmowy wywnioskowałam, że trochę z dystansem podchodzi, tak jakby nie wiedział, czego chce. Powiedziałam mu, że będę walczyła, ale jest to ciężkie, z każdym dniem boli coraz bardziej. Jak go zapytałam, czy mam o nim zapomnieć, to powiedział, że nie wie... Nie wiem, co o tym myśleć... nie wiem, co mam robić... czy jest możliwe, że jednak wróci? że mimo że odszedł, to jednak kocha mnie tak, jak zapewniał...? Przepraszam, że chaotycznie jest to napisane, ale jest mi ciężko skupić się na czymkolwiek. Z góry dziękuję za odpowiedź i radę. Pozdrawiam, kaśka

Jak odciąć się od byłego chłopaka?

Witam. Jestem młodą osobą, weszłam tu, gdyż poszukuję pomocy. Byłam z chłopakiem 9 miesięcy. W lipcu wyjechał do Anglii. Pod jego nieobecność spotykałam się z przyjaciółmi. Miał do mnie o to żal i był to powód do kłótni. Kiedy...

Witam. Jestem młodą osobą, weszłam tu, gdyż poszukuję pomocy. Byłam z chłopakiem 9 miesięcy. W lipcu wyjechał do Anglii. Pod jego nieobecność spotykałam się z przyjaciółmi. Miał do mnie o to żal i był to powód do kłótni. Kiedy po miesiącu przyjechał, zerwał ze mną, argumentując, że go zdradzam z każdym napotkanym facetem. Przyjaciel chciał mnie pocieszyć, zabierając mnie na imprezę. Kiedy przyjechał po mnie przyjaciel, ten 'były' wjechał przyjacielowi w auto. I wtedy zaczęli się bić. Po interwencji moich rodziców miałam zakaz spotykania się z tym chłopakiem. Ale że był on moją tą pierwszą miłością, pisałam z nim SMS-y. Wiem, że wtedy zrobiłam błąd, który odczuwam do dziś. Nie umiem się od niego uwolnić. Spotykamy się czasem na imprezach itp. On mnie kocha, ale ja wątpię, żebym go darzyła takim uczuciem jak on mnie. Chciałabym być z tamtym przyjacielem. Ale były pisze, że go zabije, że się spotyka ze mną itp. Przeze mnie się pociął na ręce. Mamy wspólnych znajomych i ciągle oni mi wypominają, że powinnam być z nim, a nie z tym przyjacielem. Boję się, że jak podejmę jakąś decyzję, że będę z tym przyjacielem, to 'były' naprawdę zrobi sobie krzywdę. Wiele razy próbowałam przestać do niego pisać, ale później mam wyrzuty sumienia... :( Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Przygnębienie po rozstaniu czy depresja?

Witam! Mam 24 lata, kilka tygodni temu z mojego życia odeszła osoba, na której bardzo mi zależało, banalnie rzecz ujmując, ideał. Na początku wydawało mi się, że jakoś się z tym uporam, ale mój stan pogarszał się z dnia na...

Witam! Mam 24 lata, kilka tygodni temu z mojego życia odeszła osoba, na której bardzo mi zależało, banalnie rzecz ujmując, ideał. Na początku wydawało mi się, że jakoś się z tym uporam, ale mój stan pogarszał się z dnia na dzień. Odczuwam dolegliwości fizyczne, których wcześniej nie odczuwałam, drżą mi dłonie, czuję kołatanie serca, ból w okolichach mostka, dreszcze, często oblewają mnie zimne poty. Nie mogę zasnąć w nocy, a rano nie mogę zwlec się z łóżka, po prostu nie mam ochoty. Przestałam zwracać uwagę na to, w co jestem ubrana, muszę się zmuszać do tego, żeby się umyć, co z kolei nie zawsze mi wychodzi. Nie potrafię się na niczym skupić, czuję intelektulane odrętwienie, nie mogę sobie przypomnieć, co robiłam tydzień temu. Czuję wręcz namacalny ból, nie widzę sensu w niczym i nic nie sprawia mi przyjemności. Przestałam rozmawiać i spotykać się z przyjaciółmi, czuję się cały czas zmęczona, pozbawiona energii. Zapominam o tym, że muszę jeść, nie odczuwam łaknienia. Chudnę. Nie mam ochoty na nic. Uciekam w ból fizyczny. Nie potrafię sobie poradzić z tym wszystkim, zaczynam coraz częściej myśleć, że chyba lepiej by było, gdyby mnie po prostu nie było, mimo że wiem, iż nie powinnam. Codziennie powtarzam sobie, że będzie lepiej, a jednocześnie w głowie kołacze mi się "Nie będzie, przecież na to nie zasługujesz''.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak poradzić sobie z pustką po rozstaniu?

Witam, mam na imię Ola (21 l.). Dwa miesiące temu zostałam porzucona przez faceta, z którym byłam 6 lat i wiązałam swoją przyszłość. Nie umiem sobie poradzić z myślami, a przede wszystkim ze swoim "nowym" życiem. Wszystko mnie przytłacza, próbuję...

Witam, mam na imię Ola (21 l.). Dwa miesiące temu zostałam porzucona przez faceta, z którym byłam 6 lat i wiązałam swoją przyszłość. Nie umiem sobie poradzić z myślami, a przede wszystkim ze swoim "nowym" życiem. Wszystko mnie przytłacza, próbuję wychodzić ze znajomymi, ale czuję, że robię to wbrew sobie. Wyglądam okropnie, nic nie jem, w ciągu tych 2 miesięcy schudłam 6 kg, a waga wciąż spada, mimo tego, że staram się już normalnie jeść. Codziennie wchodzę na skrzynkę e-mailową z nadzieją, że bedzie tam wiadomość od mojego eks. To tylko złudzenie. Nie wiem, czy wybrać się do psychologa po pomoc, czy to za wcześnie? Nocy nie potrafię przespać, przez co zawalam pracę, ponieważ jestem zmęczona. Pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Depresja partnera przyczyną rozpadu związku?

Mam pytanie… Mój partner, po półtora roku udanego związku, zostawił mnie… Przez te dwa miesiące nie znałam powodu, bo ponoć go nie było, mówił, że potrzebował czasu na podjęcie ważnej decyzji w życiu… Dopiero teraz (po 2 miesiącach) udało...

Mam pytanie… Mój partner, po półtora roku udanego związku, zostawił mnie… Przez te dwa miesiące nie znałam powodu, bo ponoć go nie było, mówił, że potrzebował czasu na podjęcie ważnej decyzji w życiu… Dopiero teraz (po 2 miesiącach) udało nam się spotkać i porozmawiać… Wcześniej mnie unikał, dwa spotkania odwołał… Wydaje mi się, że on ma depresję… I to poważną… Mieszkaliśmy razem, ale skoro mnie zostawił, to się wyprowadziłam… Sam tego chciał… Wróciłam do rodziców i teraz dzieli nas 60 km… On nie potrafi podać powodu swojego kryzysu… Było ich kilka, a rosło to w nim przez jakiś miesiąc, tak z dnia na dzień… Planowaliśmy wspólne życie, ślub itp., nawet teraz, podczas spotkania, nie powiedział ani jednego złego słowa o naszym związku… Powiedział jedynie, że teraz chce być sam, ale nie potrafi powiedzieć, ile to będzie trwało i czy do mnie wróci… Dodam tylko, że on jest obcokrajowcem i na chwilę obecną to została mu tylko praca… Nie ma tu ani rodziny, ani znajomych, nie ma z kim pogadać… Do psychologa nie chce iść – on nie potrafi mówić, jest bardzo zamknięty, a poza tym nie zna języka… Teraz pojedzie do domu dopiero na święta i zaraz potem musi wracać, więc u siebie też nie ma takiej możliwości… Sytuacja jest ciężka do opisania, ale moje pytanie to, czy w efekcie depresji mógł mnie zostawić? Co powinnam robić? Może to niezrozumiałe, głupie, ale ja go kocham ponad życie! Tak bardzo chciałabym mu pomóc! Zdaję sobie sprawę, że ja też jestem ważna, że nie mogę o sobie zapominać. Nie mam pojęcia, co robić? On na razie nie chce mojej pomocy, nie mogę go zmuszać… A może fakt, że w końcu się spotkaliśmy, to już jakiś postęp? Może powinnam być silna za nas dwoje? Tylko najgorsze, że nie mam gwarancji, że on do mnie wróci… Boję się być silna i dalej poświęcać, a potem i tak dostać „kopa”… Z jednej strony wolałabym, żeby się do mnie nie odzywał (bo wytrąca mnie to z równowagi) i zadzwonił, jak będzie już OK (o ile tak będzie), zaś z drugiej strony widzę, że powiedział mi więcej niż swojej rodzinie i może to dobry znak? Może to taka niema prośba o pomoc… Może on po prostu nie może i nie chce rozmawiać o nas, o naszym związku i przyszłości, bo to są dodatkowe emocje, a widzę, że on ucieka przed każdym rodzajem emocji… Może dlatego się odciął, bo znając mnie, latałabym za nim i płakała „A co? A jak? A dlaczego?”. Wydaje mi się, że nie mogę naciskać, ale może powinnam spróbować czegoś? Nie pytać o nas, ale o niego. Spotkać się, ale ani słowem nie wspomnieć o problemach, nie zadawać pytań, tylko dać mu szansę na relaks. Tylko czy on będzie chciał? Dla mnie to też jest ciężka sytuacja… Żyłam dwa miesiące bez słowa wytłumaczenia, z dnia na dzień porzucona… Schudłam już 7 kg... Po prostu nie wiem co dalej… Jestem taka „zawieszona”… Nie potrafię mu powiedzieć „nie”… Ale nie wiem, co mam zrobić ze sobą… Najprościej byłoby powiedzieć „daj mi święty spokój…”, ale czy w takiej sytuacji powinnam? Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak mam sobie poradzić po rozstaniu?

Dwa dni temu wyprowadziłam się od chłopaka, mieszkaliśmy tylko 3 miesiące razem, byliśmy razem tylko pół roku, jednak oboje czuliśmy, że jestesmy dla siebie stworzeni, planowaliśmy wspólną przyszłość... Jednak ostatni miesiąc upłynął w kłótniach... Często słyszałam, że mnie kocha,...

Dwa dni temu wyprowadziłam się od chłopaka, mieszkaliśmy tylko 3 miesiące razem, byliśmy razem tylko pół roku, jednak oboje czuliśmy, że jestesmy dla siebie stworzeni, planowaliśmy wspólną przyszłość... Jednak ostatni miesiąc upłynął w kłótniach... Często słyszałam, że mnie kocha, ale że nie wie, czy nam się ułoży, czy będziemy razem... I w końcu po miesiącu tego gadania nie wytrzymałam... Tych ciągłych pretensji i powiedziałam dość... Kocham go. On powiedział, że też mnie kocha, ale powiedział też, że teraz to nie jest ważne... Nie potrafię się na niczym skupić... Nie mogę dopuścić do siebie myśli, że już nigdy nie przytulę go... Że już nigdy nie będzie moim... Żal mi tego wszystkiego... Tych cudownych chwil... A jednocześnie czuję taki spokój psychiczny... Jednak nawet zaczynam się obwiniać, że to wszystko moja wina... Że ja to zniszczyłam... Na każdym kroku straram się go tłumaczyć... Nie mam siły... Nie wiem, jak sobie poradzić z tym.... Idą święta... Sylwester... Wszystko bez niego...

Rozstała się ze mną ukochana kobieta. Nie potrafię bez niej żyć. Ona już nie wróci. Jak mam sobie z tym poradzić?

Jestem żonatym mężczyzną. Od ponad 2 lat żyłem w nieformalnym związku z drugą kobietą. Byłem i jestem w niej zakochany do dziś. Byliśmy bardzo szczęśliwą parą. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Snuliśmy plany na naszą przyszłość. Kochaliśmy się bardzo....

Jestem żonatym mężczyzną. Od ponad 2 lat żyłem w nieformalnym związku z drugą kobietą. Byłem i jestem w niej zakochany do dziś. Byliśmy bardzo szczęśliwą parą. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Snuliśmy plany na naszą przyszłość. Kochaliśmy się bardzo. Mimo jej nalegań, nie rozwiodłem się z moją żoną. Uważałem, że dziecko, które z nią posiadam, potrzebuje ojca. Chciałem mieć jeszcze trochę czasu. Niestety, moja ukochana podjęła decyzję o odejściu. Powiedziała, że nie chce tak dalej żyć. Że chce mieć normalne życie. Chce mieć mężczyznę na co dzień. Prosiła mnie, bym uszanował jej decyzję. Prosiłem i nalegałem, by nie odchodziła. Powiedziałem jej również, że odejdę od żony. Niestety, nie chciała już o tym słyszeć. Powiedziała, iż 2 i pół roku to wystarczająco dużo czasu, by zmienić cokolwiek. Podjęła taką decyzję i już. Jest bardzo stanowczą i konsekwentną osobą. Odeszła... a wraz z nią zawalił się cały mój świat.

Wiem, że przez własną głupotę straciłem najbliższą mi osobę. Jednak postanowiłem uszanować jej decyzję. Dziś już się nie kontaktujemy ze sobą. Odeszła 3 tygodnie temu. Ja zaś nie potrafię się z tym pogodzić. Zamknąłem się w sobie. Wszystko dookoła mnie denerwuje. Przestałem sypiać, przestałem jeść. Nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Myślę tylko o niej. Wspominam każdą chwilę, którą razem z nią spędziłem. Czuję, że nie wytrzymam tego dłużej... ona nie odbiera już moich telefonów. A ja nie mam z kim o tym porozmawiać. W ogóle nie mam z kim porozmawiać. Mieszkam razem z żoną i dzieckiem. Jestem tam ciałem, ale duchem w zupełnie innym świecie. Jest mi potwornie ciężko. Nie mam myśli samobójczych. I chyba ich nie potrzebuję, bo mój organizm sam sie wykończy. Nie mogę też znieść myśli, iż przy niej niedługo pojawi się nowy mężczyzna... to mnie jeszcze bardziej dobija. Zaczynam mieć kłopoty w pracy, nie koncentruję się zupełnie na niczym. Dopada mnie lęk. Pomóżcie mi.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nie potrafię się zdecydować, jaki jest mój stosunek do byłego chłopaka...

Właśnie zakończyłam pełną emocji znajomość, nie z mojej winy ani chęci, tylko drugiej strony (chłopaka). Tak zdecydował. Starałam się wpłynąć na zmianę jego decyzji, ale na nic. Teraz ciągle słyszę jakieś historyjki na mój temat od innych, jakie on o...

Właśnie zakończyłam pełną emocji znajomość, nie z mojej winy ani chęci, tylko drugiej strony (chłopaka). Tak zdecydował. Starałam się wpłynąć na zmianę jego decyzji, ale na nic. Teraz ciągle słyszę jakieś historyjki na mój temat od innych, jakie on o mnie mówił. Chciałabym już zapomnieć o tych chwilach, pomimo tego, że wszystkie chwile, jakie dotychczas spędzałam, są związane z nim. Ogólnie, jak mówię o nim, to mówię, że chcę o nim zapomnieć i nie chcę. Ale jak już mam mówić, co naprawdę czuję, to określę to tak: chciałabym chcieć o nim zapomnieć, ale nie chcę. I to jest trudne. Bo chciałabym za wszelką cenę zmusić się do tego, że on jest okropny dla mnie teraz i nie jest warty mnie i wszystkiego, ale wcale tak nie myślę, bo serce mną kieruję (tylko go lubię). I nawet jak się dowiaduję, co on o mnie mówi, lub jak powie coś mi, to pozłoszczę się, pozłoszczę, coś mu powiem głupiego, co na mój temat mówi, ale potem mi przechodzi i wychodzi, że dalej mi zależy. Nawet nie wiem, czy zależy, bo gdy o nim myślę, to tylko myślę, ale jak jest jakiś inny problem, to już nie myślę. I z jednej strony chcę zechcieć o nim zapomnieć, a z drugiej chcę sprawić, by mnie przeprosił i zaczął się starać odnawiać tę znajomość. Niech Pani mi nie radzi porozmawiać z nim, bo robiłam to nieraz i również niech Pani mi nie radzi, żebym to przemyślała, bo nie potrafię. Mam jakby dwie chęci, chcę to i to, nie potrafię wybrać... Jedynie proszę Panią o to, by poradziła mi Pani, jak mam zechcieć o nim zapomnieć? Co zrobić, bym czuła do niego taki uraz i smutek, by nie chcieć go już widzieć? Ale również proszę o poradę: co zrobić, by on zechciał znów się kolegować? Dodam, że to była prawie przyjaźń. Mówiliśmy sobie bardzo wiele, widzieliśmy się praktycznie codziennie i kiedyś mu bardzo zależało. I pomimo tego, jaki on jest teraz, dalej go uważam za wspaniałego chłopaka. Pozdrawiam :)

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Łukasz Dubielecki
Lek. Łukasz Dubielecki

Brak mobilizacji do życia

Mam 27 lat. Jestem kobietą. Miesiąc temu osoba, z którą planowałam przyszłość i której bezgranicznie ufałam, nagle powiedziała mi, że przestała mnie kochać. Od tego czasu nie mogę się otrząsnąć. Unikam znajomych, przyjaciół. Nie chcę z nimi nawet rozmawiać przez...

Mam 27 lat. Jestem kobietą. Miesiąc temu osoba, z którą planowałam przyszłość i której bezgranicznie ufałam, nagle powiedziała mi, że przestała mnie kochać. Od tego czasu nie mogę się otrząsnąć. Unikam znajomych, przyjaciół. Nie chcę z nimi nawet rozmawiać przez telefon. W ciągu miesiąca tylko raz spotkałam się z przyjaciółką z powodu jej urodzin i jadąc do niej autobusem, łzy ciekły mi po twarzy, nie mogłam ich powstrzymać. Przez dwie godziny zajęłam się rozmową z nią, a pod koniec myślałam już tylko, żeby stamtąd wyjść i móc płakać. Odebrała mnie mama i zabrała na zakupy świąteczne, a ja między półkami popłakiwałam i wszystko mnie irytowało. Wszystko wydaje mi się brzydkie, bez sensu. Boję się nadchodzących świąt, bo wizja rodziny i przymuszonego uśmiechu mnie przeraża. Święta zawsze mnie tak cieszyły. Nie mogę spać. W ciągu całego miesiąca nie było ani jednej nocy bez przebudzeń o świcie, bez trudności zaśnięcia. Kilka nocy było zupełnie bezsennych. Schudłam 2 kg, bo na początku w ogóle nie mogłam jeść i nie byłam głodna. Teraz próbuję jeść za wszelką cenę, bo nie chcę schudnąć bardziej, bo jeszcze kilogram mniej i będę miała niedowagę. Przez jakiś czas miałam też odruch wymiotny, raz zwymiotowałam. Nie było dnia, kiedy bym nie płakała. Mam spuchnięte oczy. Tak bardzo chcę się normalnie wyspać. Ranki są chyba najgorsze. Po przebudzeniu odczuwam stres i zmęczenie, zupełną niechęć. W ogóle nie chce mi się wstać. Cały czas analizuję, rozmyślam, raz czuję złość, raz winię siebie za rozstanie, raz wydaje mi się, że to już, że pokonam ból i ten dziwny stan, ale potem wszystko wraca i znowu tylko chce mi się płakać. 2,5 roku temu też przeszłam trudne rozstanie, ale było zupełnie inaczej. Cierpiałam niesamowicie i bolało, ale spałam i jadłam, i potrafiłam wyjść z domu do ludzi, i wyjechać, żeby poczuć się lepiej. Teraz jest zupełnie inaczej. Nie wiem już sama, czy to zwykła żałoba po utracie ukochanej osoby, czy depresja. Wszyscy dookoła mówią, żebym wzięła się w garść, że nie spodziewali się, że jestem taka słaba. Moja mama jest w trakcie leczenia raka piersi i nie rozumie, czemu ona, mimo takiej choroby, jest silniejsza niż ja. Nie chce mi się sprzątać. Najchętniej siedziałabym albo leżała, i jedyne, co jest w stanie mnie zająć na jakiś czas, to internet. Włączam TV i biorę laptopa na kolana. Tak się czuję bezpieczniej. Nie zawsze jednak jestem w stanie się skupić. Obecnie nie pracuję i cieszę się, bo nie wyobrażam sobie, jak miałabym jeszcze pracować w tym stanie. Nie dałabym rady. Nie wiem już, co mam robić. P.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Rozstanie z dziewczyną - co robić?

Witam! Mam 22 lata, od 3 lat jestem, a raczej byłem w związku, byliśmy zaręczeni. Wczoraj moja partnerka oznajmiła mi, że mnie tak naprawdę nie kochała na 100%, jak ja ją, tylko na 90%, i powiedziała, że nie ma...

Witam! Mam 22 lata, od 3 lat jestem, a raczej byłem w związku, byliśmy zaręczeni. Wczoraj moja partnerka oznajmiła mi, że mnie tak naprawdę nie kochała na 100%, jak ja ją, tylko na 90%, i powiedziała, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Znam tę dziewczynę od 15 lat, razem chodziliśmy od podstawówki, do końca liceum do jednej klasy. Zakochałem się w niej 4 lata temu, gdy ona była w związku z innym chłopakiem. Po miesiącu go zostawiła i była z następnym przez 6 miesięcy. Ja cały czas ją adorowałem, jednak ona mówiła, że jej się nie podobam. Po 2 miesiącach po rozstaniu powiedziała mi, że chce ze mną spróbować się związać. Następnego dnia zerwała ze mną. Po 2 miesiącach postanowiliśmy spróbować jeszcze raz i również klapa (trwało to 3 dni). Minęły kolejne 2 miesiące, zaprosiła mnie na wesele i zaczęliśmy po raz trzeci. Od tamtej pory zaczęliśmy się dogadywać. Ja studiowałem w Białymstoku, a ona w Warszawie. Chcieliśmy być razem. Przeprowadziłem się do Warszawy, znalazłem kawalerkę dla nas, znalazłem pracę, a do szkoły dojeżdżałem co 2 tygodnie. Pracowaliśmy nieraz razem, np. w supermarkecie na kasie czy jako kelnerzy na weselach. Ja studiowałem zaocznie, a ona dziennie. Nazbieraliśmy na samochód niby 5 tys. zł, ale to był nasz wspólny, bez pomocy rodziców. Zresztą ja od 17 roku życia sam się utrzymuję, jako że moi rodzice nie należą do zamożnych, odwrotnie do jej. Ja utrzymywałem się z własnych środków, a ona otrzymywała 1000 zł + dodatkowe pieniądze na wydatki. Było super. Razem, jako młodzi ludzie, w ciągu 6 miesięcy dorobiliśmy się wielu doświadczeń życiowych. Było nam dobrze ze sobą. Mówiliśmy miłe słówka itp. Potem się zaręczyliśmy. Ja na wakacje wyjeżdżałem za granicę, żeby coś więcej zarobić, wiadomo, wszystko kosztuje — szkoła, mieszkanie, rachunki itd. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że jej mama mnie nie akceptuje, np. mówiła, żeby mnie zostawiła i znalazła jakiegoś lekarza z odpowiednim statusem itp. Przeszkadzało mi to, jej zresztą też, i od tego czasu się zaczęło. Ja po 3 latach chciałem, żeby magistra robiła w Białymstoku, bo byłoby nam lżej. Jej mama odradzała jej to, to powodowało kłótnie. Jak byliśmy razem, zgadzała się, że woli być ze mną w Białymstoku, a jak była w domu, to mówiła, że chce w Warszawie. 24 grudnia powiedziała, że chce dalej mieszkać w Warszawie, a ja jej na to, że musi podjąć decyzję, jako że nie może ciągle zmieniać zdania, bo chcę konkretu. Potem była wigilia, opłatek, poszliśmy na pasterkę, następnego dnia oglądaliśmy filmy itp. Chcę jeszcze dodać, że ja jestem katolikiem, a ona prawosławna, choć nigdy to nam nie przeszkadzało, najwyżej jej mamie. 25 zadzwonił do mnie mój brat i powiedział, żebyśmy do nich wpadli. Pojechaliśmy i tam brat mój powiedział, że musi mi powiedzieć jak dalej myśli ze szkołą, gdzie. Po kilku zdaniach powiedziała mi, że mnie jednak nie kocha i mnie zostawia.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nie potrafię się cieszyć szczęściem z nowym partnerem...

Od 4 lat przebywam w UK. Od pewnego czasu, tzn. od rozstania z byłym facetem, nic mnie nie cieszy, chociaż chcę, żeby tak było i wmawiam to sobie. Aktualnie mam innego partnera, jest przekochany, ale ja nie potrafię cieszyć się...

Od 4 lat przebywam w UK. Od pewnego czasu, tzn. od rozstania z byłym facetem, nic mnie nie cieszy, chociaż chcę, żeby tak było i wmawiam to sobie. Aktualnie mam innego partnera, jest przekochany, ale ja nie potrafię cieszyć się jego szczęściem. Wszystko mnie przytłacza i brak chęci do jakiegokolwiek dalszego życia wita nowy dzień! Boję się o samą siebie...

Czy to jest depresja po rozstaniu? Czy może obsesja?

Mam 24 lata i od kilku tygodni, gdy kobieta, która była dla mnie wypełnieniem słowa szczęście, zakończyła po roku znajomość ze mną, i to przez SMS!, trudno mi uporać się ze zjawiskiem, które określiłbym jako tzw. fale. Jednego dnia czuję,...

Mam 24 lata i od kilku tygodni, gdy kobieta, która była dla mnie wypełnieniem słowa szczęście, zakończyła po roku znajomość ze mną, i to przez SMS!, trudno mi uporać się ze zjawiskiem, które określiłbym jako tzw. fale. Jednego dnia czuję, że jest już całkiem OK - jakoś to przechodzi, przekonuję się, że nie jestem taki zły, wmawiam sobie, że ta druga osoba w sumie trochę straciła i przypominam sobie sytuacje, w których też nie do końca była wobec mnie w porządku. Jednak co pewien czas wraca znowu stan bólu i cierpienia. I znowu, niemal z chwili na chwilę, cały mój świat pada pod naciskiem gruzu wspomnień, wszystko przysypuje przygnębienie :( Czy to są jakieś niepokojące objawy?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak zacząć wszystko od nowa? Czy to w ogóle możliwe?

Od pewnego czasu w moim życiu zachodzą duże zmiany. Mam 20 lat i niedawno rozstałam się z moim chłopakiem. Byliśmy razem przez 5 lat. On był ciągle zazdrosny, krytykował mnie. Ja natomiast mimo tego, że go kocham, nie zawsze miałam... Od pewnego czasu w moim życiu zachodzą duże zmiany. Mam 20 lat i niedawno rozstałam się z moim chłopakiem. Byliśmy razem przez 5 lat. On był ciągle zazdrosny, krytykował mnie. Ja natomiast mimo tego, że go kocham, nie zawsze miałam ochotę na spotkania z nim. Pomyślałam, że potrzebna nam przerwa i może wtedy moje uczucie wróci. Powiedziałam chłopakowi o moich wątpliwościach, doszło do tego, że zaczęliśmy się kłócić coraz częściej i podjęliśmy decyzję o rozstaniu. Myślałam, że po pewnym czasie zaczniemy tęsknić i z powrotem będziemy razem. Ja wyprowadziłam się z domu. Moja przyjaciółka natomiast podjęła studia w innym mieście, gdzie ma już chłopaka. Cieszę się razem z nią, ale nie chcę jej obarczać swoimi kłopotami, podczas gdy ona czuje się szczęśliwa. Od jakichś kilku tygodni nic nie sprawia mi przyjemności, cały czas rozmyślam o moich byłym chłopaku, który wcale do mnie się nie odzywa. Rodzina mojego byłego chłopaka obwinia mnie o całą sytuację, nikt z nich nie uważa, że możemy do siebie wrócić. Na uczelni zupełnie nie potrafię się skupić, ani nawiązać kontaktu z ludźmi. Nawet przy okazji wspólnych wyjść zupełnie się nie odzywam. Nie mam z kim porozmawiać. Osoby, o których myślałam, że są moimi przyjaciółmi, odwrócili się ode mnie. Mogłabym cały czas płakać, moje plany spalają na panewce. Nie potrafię pogodzić się z naszym rozstaniem. Tym gorzej, że mój były uważa, że jemu jest teraz lepiej. Nie mogę o nim zapomnieć, a przecież jestem młoda... Jak mam zmienić moje życie? Czy mam szansę zacząć od nowa?

Jak mam się teraz zachowywać?

Zerwał ze mną chłopak. Wiem, wiem, jest pełno takich problemów i nie są one wcale straszne. Wiem, że mogłoby być gorzej, ale ciężko mi sobie z tym poradzić. Mam 18 lat i to był pierwszy chłopak, dodam, że w tej...

Zerwał ze mną chłopak. Wiem, wiem, jest pełno takich problemów i nie są one wcale straszne. Wiem, że mogłoby być gorzej, ale ciężko mi sobie z tym poradzić. Mam 18 lat i to był pierwszy chłopak, dodam, że w tej samej szkole. Oczywiście wydawał się cudowny, inny niż wszyscy, idealny, dążył do pełnego zaangażowania, zawsze sam zaczynał mówić o rzeczach poważnych, typu ślub, dzieci. Ja się tego bałam, bo jesteśmy przecież oboje bardzo młodzi, ale w końcu wpadłam po uszy i teraz bardzo tego żałuję. Nawet moi rodzice mówili, że żyjemy jak małżeństwo. Oddałam mu się w 100%. Aż nagle po pół roku on stwierdził, że już nie wie, co czuje, nie wie, czy mnie kocha. Niejako to na nim wymusiłam, bo od 2 tygodni zachowywał się diametralnie inaczej niż wcześniej, nie dzwonił, nie pisał, miał mnie gdzieś, co się nigdy nie zdarzało. Kiedyś koledzy byli ważniejsi niż ja. Pytałam, czy ma inną już przy ostatecznej rozmowie, prosto w oczy, powiedział, że nie. Prosiłam, żeby nie znalazł sobie innej dziewczyny w naszej szkole, bo mnie zabije patrzenie na nich. Obiecał, że tego nie zrobi. Płakał i mówił, że to smutne, że chciałby już mnie nie kochać. Mnie to bardzo bolało, ale już nie płakałam - po prostu brakło mi łez po tej 2-tygodniowej niepewności i ciągłym płaczu. Pozwoliłam mu odejść. Wyszedł. Wydawało mi się, że dam radę. I po 3 dniach zobaczyłam go z inną dziewczyną. Wcześniej to była koleżanka, po 3 dniach od naszego rozstania są już parą. Dlaczego płakał, dlaczego kłamał, dlaczego po tym wszystkim, co było, zrobił mi to, co najgorszego mógł?! Nie mogę mu nawet wykrzyczeć złości, bo wiem, że wyszłabym na idiotkę. Nie wiem, jak mam się zachowywać w szkole, gdy jestem zmuszona koło nich przechodzić, widzieć ich takich szczęśliwych. Minęły już dwa miesiące i wydawało mi się, że będzie OK, ale właśnie teraz jest najgorzej, Boję się chodzić do szkoły, całkowicie straciłam radość życia, co nie robię, to mam gdzieś w sobie cały czas tę myśl o tym, co się stało i o tym jak cierpię. Chudnę, bo prawie nie jem, moja mama mówi, że wpadam w anemię. Nikomu już się nie żalę, nie opowiadam o problemach, bo nie mam komu. Koleżanki pomagały, ale parę dni po, a teraz... To już dwa miesiące. Muszę codziennie, dzień w dzień widzieć go jeszcze przez pół roku. To mnie przytłacza, chciałabym zapomnieć, a w ten sposób trudno. Jak mam sobie poradzić, odzyskać radość życia, może powinnam brać jakieś leki uspokajające, gdy idę do szkoły?! Proszę, niech mi ktoś pomoże, poradzi ;(

Jak zapomnieć? Jak zacząć od nowa?

Od dłuższego czasu w moim życiu nieustannie coś się zmienia. Mam 20 lat, studiuję, do niedawna miałam chłopaka. Byłam z nim 5 lat. Między nami zaczęło się psuć, on był zawsze zazdrosny, krytykował mnie na każdym kroku. Kocham go,...

Od dłuższego czasu w moim życiu nieustannie coś się zmienia. Mam 20 lat, studiuję, do niedawna miałam chłopaka. Byłam z nim 5 lat. Między nami zaczęło się psuć, on był zawsze zazdrosny, krytykował mnie na każdym kroku. Kocham go, ale nie byłam lepsza, nie dawałam mu nic, czasami nawet wolałam się z nim nie spotykać, nie czułam takiej potrzeby. Doszłam do wniosku, że aby moje uczucie powróciło, przyda nam się przerwa. Odważyłam się powiedzieć mu o moich wątpliwościach i napięcie między nami stało się nie do wytrzymania. Ciągle się kłóciliśmy, aż w końcu doszliśmy do wniosku, że musimy się rozstać. Miałam nadzieję, że po jakimś czasie zatęsknimy i wrócimy do siebie. Wyprowadziłam się z domu. Moja przyjaciółka zaczęła studia w innym mieście, tam znalazła chłopaka, cieszę się z tego powodu, ale zeszłam na drugi plan. Nie chcę jej teraz obarczać swoimi problemami, wiedząc, że jest szczęśliwa...

Od kilku tygodni nie mam ochoty na nic, nic nie sprawia mi przyjemności. Ciągle myślę o moim byłym. Zerwał ze mną kontakt całkowicie po 5 latach bycia ze sobą. Jego rodzina obwinia mnie za wszystko, nawet nie zakładają, że możemy do siebie wrócić. Nienawidzą mnie, za całą tę sytuację obwinają mnie... Na studiach mi się nie układa, nie potrafię się skupić, nie potrafię nawet dogadać się z ludźmi... Jeśli się gdzieś spotykamy, zostaję z boku, nie odzywam się, nie mam o czym mówić. Ciągle leżę w łóżku, zaniedbując przez to szkołę... Nie mam do kogo się zwrócić, bo na obecną chwilę nie mam nikogo. Ludzie, którzy wydawali się tylko pozornie przyjaciółmi, odwrócili się. Może to przez moje huśtawki nastroju... Ciągle chce mi się płakać, planuję coś, po czym i tak tego nie robię.

Teraz, kiedy wiem, że ta przerwa była bez sensu, nie mogę tego cofnąć... Nie potrafiłabym stawić czoła temu wszystkiemu. Poza tym mój były mówi teraz, że jest mu lepiej, niż jak się ciągle kłóciliśmy... Niestety, nie dla mnie. Postanowiłam czekać, ale nie wiem, czy dam radę, nie potrafię myśleć o niczym innym! Nie mam na nic ochoty, siły, nie ruszam się z domu, najchętniej to spałabym cały czas... Chcę zapomnieć, zacząć od nowa. W końcu jestem jeszcze młoda, ale sama nawet nie mogę zwrócić się do rodziny. Jak zacząć wszystko od nowa? Czy to w ogóle możliwe?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Niespokojne myśli. Co się dzieje? Co dalej?

Otóż mój problem wygląda następująco: tydzień temu chłopak powiedział mi, że mnie kocha, ale chce pobyć sam. Bardzo mnie to zasmuciło, gdyż jestem osobą, która nie lubi niejasnych sytuacji, źle się czuję, gdy się z kimś pokłócę i zaraz nie pogodzę....

Otóż mój problem wygląda następująco: tydzień temu chłopak powiedział mi, że mnie kocha, ale chce pobyć sam. Bardzo mnie to zasmuciło, gdyż jestem osobą, która nie lubi niejasnych sytuacji, źle się czuję, gdy się z kimś pokłócę i zaraz nie pogodzę. Wpadłam wtedy w wielki smutek i przygnębienie, zwłaszcza że rozpoczęłam studia i jestem 400 km od domu, czuję się samotna i zdana tylko na siebie... Na stancji mieszkam ze starszymi o 5 lat dziewczynami, które mają "swój świat", swoje życie i problemy, nie rozmawiamy ze sobą zbyt wiele, tylko cześć, cześć, jak tam. Aby ratować sytuację, wróciłam do domu i postanowiliśmy dać sobie szansę. Piszemy ze sobą, rozmawiamy, ale mnie to wciąż martwi, bo chciałabym, żeby było tak jak kiedyś. I analizuję każde jego słowo w myślach, które nie wypowiedział jakbym sobie tego życzyła, bo chciałabym, żeby mnie bardziej wspierał, doceniał, tak milutko się odnosił jak kiedyś, i w tej sytuacji rozmyślam, sama snuję zgubne domysły.

Jestem smutna, każdego dnia mam tak, że funkcjonuję normalnie, ale przychodzi taki czas, kiedy zaczynam myśleć lub tak nagle czuję się gorzej, taka przytłoczona, smutna. Zawsze byłam ślepą optymistką, a teraz dostrzegam wiele nieuroków życia i czasem w mych myślach szczęście dla mnie jest odległe, czuję, że sobie nie radzę, czuję się samotnie i bezsilnie. Nie mam myśli samobójczych, wiem, że trzeba się wziąć w garść i żyć, tylko nie zawsze udaje mi się to realizować. Kiedy mama zadzwoni, zawsze mnie pocieszy, humor mi się poprawi, ale cóż z tego, jak na drugi dzień znów to samo. Pragnę dodać, że to niby rozstanie z moim chłopakiem przeżyłam ciężko. Myślałam wtedy o przyszłości, że sama nie dam rady, że jak to mogło się stać, dlaczego ja, że sobie nie poradzę, że nie będę już szcześliwa i mimo że jest w porządku, nadal się boję bardzo, i moje myśli są niespokojne, takie jak już wspomniałam. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Załamanie nerwowe po rozstaniu

Witam, mam 26 lat i dzieje się ze mną coś złego. Wyczytałam, że to może być początek depresji. Zrobiłam test zamieszczony na stronie poświęconej tej chorobie i potwierdził moje obawy. 2 tygodnie temu zostawił mnie chłopak, zupełnie nagle, z dnia...

Witam, mam 26 lat i dzieje się ze mną coś złego. Wyczytałam, że to może być początek depresji. Zrobiłam test zamieszczony na stronie poświęconej tej chorobie i potwierdził moje obawy. 2 tygodnie temu zostawił mnie chłopak, zupełnie nagle, z dnia na dzień, bez podania konkretnej przyczyny, i od tamtego czasu wszystko znowu przestało mieć dla mnie sens. Nie będę się rozpisywać jak długo byliśmy razem, bo tutaj to nie ma znaczenia, liczy się tylko, jak blisko byliśmy i jak bardzo mu ufałam. To już kolejny facet, który mnie zostawił, więc zaczęłam się zastanawiać, co ze mną nie tak, że mi się w życiu nie układa. Ciężko jest mi zaufać facetowi, ale po tylu porażkach człowiek robi się malutki i bezwartościowy. Tym razem miało być inaczej, wiele mnie kosztowało, żeby się zaangażować w ten związek. Wiedział, jak bardzo kiedyś cierpiałam, ale udało się, zaufałam i byliśmy bardzo szczęśliwi do tamtego okropnego dnia. Czuję się jakby mi ktoś wydarł coś ze środka, oszukana i zagubiona. Żyję jak w amoku. Nie wyobrażam sobie nikogo innego przy mnie, tak bardzo oddałam się temu człowiekowi.

Za miesiąc zostaję bez pracy i wracam do swojego rodzinnego miasta, i nie wiem jak mam dalej żyć. Nie chce mi się wstawać z łóżka, codziennie sobie obiecuję, że zajmę się czymś, zrobię coś dla siebie, ale nie mam na to siły ani ochoty. Praca mnie nie cieszy, chodzę, bo muszę. Mam przyjaciół, ale nie mogę ich wiecznie męczyć swoimi problemami. Poza tym nie mam już siły słuchać, jaka to jestem piękna i wartościowa i każdy chciałby ze mną być, bo to bzdura i nie będę się już w kółko oszukiwać, że wszystko się ułoży, tylko trzeba wierzyć, bo to nieprawda. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że nie żyję. Jestem nieobecna, nie mogę spać, wszystko mnie denerwuje i ciągle płaczę. Tak jakbym żyła nie swoim życiem, a ja to nie ja. Co ja mam robić, kiedy nic mnie nie cieszy, a najchętniej przespałabym cały ten koszmar. Środki uspokajające już nie działają, alkohol też nie jest rozwiązaniem. W kółko tylko praca, dom i gapienie się w sufit. Ból po rozstaniu pewnie kiedyś minie, bo zawsze mija, ale jak poradzić sobie z tym, co zostaje w mojej głowie, zagubienie, beznadziejność, osamotnienie, bezradność. Czuje się strasznie słaba, ciągłe boli mnie głowa, i tak lecą dni, niczym się od siebie nie różniąc. Czy ja mam depresję? Tylko proszę mi nie pisać, że to na pewno z powodu rozstania i muszę być cierpliwa, bo zanim w moim życiu pojawił się ten człowiek, też nie miałam ochoty żyć.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak się rozstać, by ta druga osoba cierpiała jak najmniej?

Chcę zerwać z dziewczyną, z którą jestem od dwóch lat. Od prawie półtora roku mieszkamy razem. Chcę, żeby to rozstanie sprawiło jej jak najmniej bólu. Tym bardziej, że wiem, iż ma kłopoty z depresją i ciężkie problemy w rodzinie. Byliśmy...

Chcę zerwać z dziewczyną, z którą jestem od dwóch lat. Od prawie półtora roku mieszkamy razem. Chcę, żeby to rozstanie sprawiło jej jak najmniej bólu. Tym bardziej, że wiem, iż ma kłopoty z depresją i ciężkie problemy w rodzinie. Byliśmy ze sobą naprawdę blisko. Zawsze starałem się być dla niej wsparciem i wiem, że w ten sposób mogłem zrobić jej krzywdę, uzależniając ją po części od siebie i odzwyczajając od samodzielności i odpowiedzialności. Zastanawiam się też, w jaki sposób namówić ją, aby zdecydowała się pozostać w wynajmowanym przez nas mieszkaniu (wynajmujemy je stosunkowo tanio i wiem, że coś takiego jej się przyda, a ja jakoś sobie poradzę). Kiedy pół roku temu mieliśmy kryzys, upierała się, że ona się wyprowadzi, a wiem, że taka sytuacja będzie dla niej trudniejsza.

Co zrobić, żeby chłopak, na którym tak bardzo mi zależy, do mnie wrócił?

Hej, mam na imię Marta i mam 21 lat... byłam z chłopakiem ponad pół roku. Było nam ze sobą dobrze. Czasem tylko, jak każdy, mieliśmy gorsze i lepsze dni, ale nigdy się nie kłóciliśmy, rozmawialiśmy o tym na spokojnie... Kamil...

Hej, mam na imię Marta i mam 21 lat... byłam z chłopakiem ponad pół roku. Było nam ze sobą dobrze. Czasem tylko, jak każdy, mieliśmy gorsze i lepsze dni, ale nigdy się nie kłóciliśmy, rozmawialiśmy o tym na spokojnie... Kamil był facetem całkiem innym niż moi poprzedni faceci... pracował (miał 26 lat), był opiekuńczy, troszczył się o mnie, mogliśmy rozmawiać ze sobą na każdy temat. Czułam, że to coś wielkiego, ponieważ jego poprzednie związki trwały bardzo krótko... Wszystko zaczęło się psuć od czasu, kiedy zauważyłam, jaki stosunek zaczynał mieć do mnie jego kumpel... zachowywał się tak, jakby był zazdrosny, że Kamil jest ze mną, że możemy razem spędzać czas, że wyjeżdzamy gdzieś na weekend... tym samym Kamil miał mniej czasu dla niego. Tomek zaczynał mi chamsko dogadywać. Kiedy siedzieliśmy ze znajomymi, mówił przy wszystkich do Kamila rzeczy typu: no to ile dzisiaj wydałeś kasy? Jak ja się cieszę, że jestem sam, przynajmniej nie muszę nic nikomu kupować, dawać i wydawać kasy. Ja się wtedy niezręcznie czułam, ponieważ nie byłam z Kamilem dla pieniędzy, o nic nigdy go nie prosiłam, żeby mi kupił itd. Tomek zaczynał też namawiać Kamila, żeby nie przyjeżdżał po mnie, tylko żebym sama do niego przyjeżdżała... jak nie raz Kamil nie mógł mnie odwieźć i prosił Tomka, to w słuchawce słychać było: O Jezu, no dobra... to nie było miłe :( Inni znajomi Kamila mnie lubili i dobrze mi się z nimi rozmawiało, ale jak siedzieliśmy z Kamilem i słyszałam, że zaraz przyjedzie Tomek, to psuł mi się humor...:( po pewnym czasie zaczęła pisać do mnie jakaś nieznana osoba, że nie będę z Kamilem i że ona już się o to postara. Pisała również takie rzeczy, żeby nas skłócić, że nie wiem, co Kamil robi po pracy, żebym nie wierzyła w jego każde słowo itd. Wszystkie wiadomości pokazywałam chłopakowi, on też pisał do tej osoby, ale nie chciała powiedzieć kim jest... postanowiliśmy, że nie będziemy się tym przejmować, nie będziemy nic odpisywać, aż ten ktoś da sobie spokój.

Niestety, parę dni później, tak z dnia na dzień, Kamil ze mną zerwał. Jego powody były takie na odczep się, wymyślał co chwilę nowy. Jeszcze rano normalnie pisaliśmy, wszystko było okej, a wieczorem napisał, żebyśmy dali sobie z tym wszystkim spokój... Jest mi trudno się z tym pogodzić, bo gdybyśmy się kłócili albo coś, to bym przynajmniej wiedziała, co było nie tak :( nadal go kocham, nie potrafię zapomnieć. Spotykam się ze znajomymi, ale cały czas myślę o nim. Bardzo mi na nim zależy, jak chyba na nikim innym. Chciałabym, żebyśmy porozmawiali, dali sobie jeszcze raz szansę, ale on nawet nie odpisuje na moje smsy... jest mi cholernie smutno. Napisał mi ostatnio, tylko NIE BĄDŹ SMUTNA, PROSZĘ. Ja chcę, żeby było jak kiedyś, bo nigdy jeszcze nie kochałam nikogo jak jego. Nie chcę również być natrętna, pisać, wydzwaniać i błagać, żebyśmy do siebie wrócili, bo nie chcę, żeby mnie znienawidził. Chciałabym to zrobić powoli i spokojnie, może macie jakiś pomysł? Piszę do niego od czasu do czasu, że jest mi smutno, że mi dalej na nim zależy, że chciałabym się do niego móc przytulić jak kiedyś... niestety, odpowiedzi nie dostaję... :( Czy jest w ogóle jakaś szansa, że może być jak kiedyś?

Zdrady, powroty i rozstanie. Czy moje odczucia są normalne?

Witam, mam 23 lata. Niedawno - 3 tygodnie temu - rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam 5,5 roku. Ten związek od jakichś 3 lat zaczął się psuć. On pokazał swoje prawdziwe oblicze. Był chorobliwie zazdrosny, odciął mnie od...

Witam, mam 23 lata. Niedawno - 3 tygodnie temu - rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam 5,5 roku. Ten związek od jakichś 3 lat zaczął się psuć. On pokazał swoje prawdziwe oblicze. Był chorobliwie zazdrosny, odciął mnie od znajomych, złościł się, kiedy ubrałam się ładnie do pracy. "Ładnie" wg jego oceny, to normalne obcisłe jeansy... Potem zaczęły się zdrady. Tak naprawdę nie wiem, ile ich było. Ja wiem o 2. Odeszłam, ale po 3 miesiącach wróciłam, bo uwierzyłam, że się zmienił. Prosił, bym wróciła, bo on zarzekał się, że mnie kocha... Wykorzystywał to, że byłam wrażliwa bardzo... i jak to się skończyło, w święta tego roku - miały być zaręczyny, był już pierścionek, rodzice już wiedzieli i 2 tygodnie przed wszystkim on się przestraszył. Powiedział, że musi przemyśleć to, bo jemu czegoś brakuje w tym związku, że chciałby, by było idealnie, a nie było, bo nie miałam do końca zaufania do niego. Liczył się tylko on, to, czego on potrzebuje, i odszedł ode mnie, bo miał wątpliwości, czy będzie ze mną szczęśliwy... To, co się ze mną teraz dzieje, to jakaś czarna otchłań, która mnie pochłania. Mam pretensję do siebie, że mogłam bardziej się starać, by zaufać, ale to chyba nienormalne? Nie daje mi to spokoju... święta całe przepłakałam. Jak budzię się rano, nie wiem, czy warto wstawać, no bo po co? Czy kiedyś od tego wszystkiego się uwolnię, czy potrzebny mi jest specjalista? Bardzo proszę o poradę i z góry dziękuję.

Patronaty