Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Uzależnienie od alkoholu: Pytania do specjalistów

Apatia, niechęć do spotkań i myśli samobójcze

Od 2 miesięcy mam, potocznie mówiąc, strasznego doła. Nic mnie nie cieszy, dawne przyjemności nie są już dla mnie. Wszystko się zaczęło przez kłótnie w domu. Mam nie za bardzo dobre kontakty z rodzicami, i gdyby nie moja...

Od 2 miesięcy mam, potocznie mówiąc, strasznego doła. Nic mnie nie cieszy, dawne przyjemności nie są już dla mnie. Wszystko się zaczęło przez kłótnie w domu. Mam nie za bardzo dobre kontakty z rodzicami, i gdyby nie moja przyjaciółka, to nie wiem, czy bym była na tym świecie. Ogólnie, to zawsze jak jest jakiś problem, nawet mały, to myślę, że śmierć jest jedynym rozwiązaniem. Mój chłopak dalej kocha mnie tak, jak kochał, ale ja unikam rozmowy z nim i spotkań, bo wolałabym przeleżeć cały dzień w domu. Ze snem też mam problemy, albo śpię za długo, albo w ogóle. Piję dość dużo alkoholu, żeby zasnąć wieczorem. Boję się...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy to już alkoholizm u męża?

Mam 25 lat mam i problem z mężem. Nadużywa on alkoholu, nie wiem czy to już jest alkoholizm? Mąż nie pije codziennie, od czasu do czasu, ale jak już zacznie, to nawet trwa to kilka dni. Nie ma...

Mam 25 lat mam i problem z mężem. Nadużywa on alkoholu, nie wiem czy to już jest alkoholizm? Mąż nie pije codziennie, od czasu do czasu, ale jak już zacznie, to nawet trwa to kilka dni. Nie ma go wtedy w domu, jeździ po pijanemu samochodem. Kilka miesięcy temu stracił prawo jazdy. Ten problem w naszym życiu dręczy mnie już od dawna, ale z czasem jest gorzej, wie, że mi to przeszkadza i że nie chcę, żeby on pił. Przez to często się kłócimy. Potrafi mi wmówić prosto w oczy, że on nie pił, jak ja doskonale wiem, że ma wypite, bo potrafię poznać osobę trzeźwą a podpitą, bądź pijaną. Wtedy wmawia, że jest zmęczony, bo ciężko pracuje, albo że wypił tylko jedno piwo.

Dużo, by pisać o zdarzeniach z naszego życia. Podam jeden przykład. Po ostatnim jego wypadzie po zakupy o 10 rano wrócił w radiowozie pijany o godzinie 20-stej wieczorem. Policja zapukała mu do auta, gdy spał w nim pijany i przywieźli go do domu, to było jakieś 3 tyg. temu, to był jego 3 dzień picia. W nocy trząsł się cały, miał jakieś drgawki, serce go bolało. Nie wiedziałam co robić? Do rana przeszło, obiecał, że to już ostatni raz, uwierzyłam. Myślałam, że będzie dobrze, ale wytrzymał 2 tyg. i znowu to samo. Nie wrócił z pracy do domu, tylko się upił i wrócił o 24 tej. Teraz postawiłam mu ultimatum, albo zabierze się za siebie, albo ja z dziećmi odchodzę, bo nie chcę tak dalej żyć, martwiąc się ciągle o niego i prosząc o poprawę. Nie wiem jak mu pomoc, bo on pracuje w Holandii i spotkania w AA nie wchodzą w grę. Myślałam o wszywce, bądź leku na alkohol. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Moja koleżanka ma problem z mamą - alkoholiczką.

Cześć, moja koleżanka, ma problem z mamą, która jest alkoholiczką. Pije już od 14 lat. Ona rozmawiała już z jej mamą wiele razy, ale to nie pomaga, ona wybucha krzykiem i ją olewa. Alkoholizm to taka właśnie choroba, że...

Cześć, moja koleżanka, ma problem z mamą, która jest alkoholiczką. Pije już od 14 lat. Ona rozmawiała już z jej mamą wiele razy, ale to nie pomaga, ona wybucha krzykiem i ją olewa. Alkoholizm to taka właśnie choroba, że jest się bardziej agresywnym itp. Chcę jej bardzo pomóc, ponieważ jak się pije to wyżera wątrobę, może mieć raka wątroby, może umrzeć, a nie chciałabym żeby ją coś takiego przytrafiło. Jej tata też rozmawiał z jej mamą, ale to nic nie daje, nie słucha ich. Ma taką wymówkę, że po prostu pije, bo lubi, lecz wiemy, że to tylko wymówka. Gdy moja koleżanka chce się z nią porozumieć, porozmawiać, ona jej nie słucha. Jak chce powiedzieć swoje zdanie, mówi do niej coś typu 'nie tym tonem' , 'nie będziemy tak rozmawiały' itp., chodź ona wcale tonu nie zmienia, tylko chce powiedzieć co ona sądzi. Martwię się o nią, koleżanka traci już nadzieje, że pomoże mamie, że z tego wyjdzie, bo trwa to już tyle lat. Ja wiem, że z tą chorobą nie można zwlekać, bo prędzej czy później się zachoruje na raka, bądź umrze, zazwyczaj jest to prędzej. Proszę, o jak najszybszą pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jestem już dwa lata na emigracji. Nie mam w nikim wsparcia. Nic mi się nie udaje....

Mam 21 lat i pochodzę z rodziny alkoholowej. Rodzice rozwiedli się 15 lat temu. Zamieszkałem z matką u jej rodziców (dziadków) w małym dwupokojowym mieszkaniu. Matka wciągnęła ojca w alkoholizm, przez co stracił dobrą pracę w policji (jako...

Mam 21 lat i pochodzę z rodziny alkoholowej. Rodzice rozwiedli się 15 lat temu. Zamieszkałem z matką u jej rodziców (dziadków) w małym dwupokojowym mieszkaniu. Matka wciągnęła ojca w alkoholizm, przez co stracił dobrą pracę w policji (jako oficer). Później kilka razy próbował stanąć na nogi, między innymi zarządzał firmą ochroniarską i windykacyjną. Ale przez ciągi alkoholowe znowu spadał na samo dno. Podobnie było z moją matką. Przez alkoholizm była wyrzucana z kolejnych prac. Nigdy nie była w stanie mnie sama utrzymać. Urodziła mnie w młodym wieku (22 lata) i od razu oddała na wychowanie do dziadków. W szkole miałem problemy w kontaktach z rówieśnikami, ponieważ byłem nad wiek rozwinięty i nie mogłem z nimi nawiązać wspólnych kontaktów. Nauczycielka od nauczania początkowego uważała mnie za dziecko opóźnione w rozwoju, ze względu na wadę wymowy (nieprawidłowa wymowa "r"), dysgrafię (nie wiedziała, co to jest) i złą koordynację ruchowo-wzrokową. Nauczycielka w zerówce publicznie naśmiewała się z tego przy dzieciach. Na szczęście zostałem zabrany z tej szkoły. Jednakże znowu nie byłem akceptowany przez rówieśników. W szkole byłem cały czas kozłem ofiarnym. Rówieśnicy obrzucali mnie wyzwiskami takimi jak: pedał, ciota, cwel. To wszystko zasiało we mnie kompleksy, które mam do dzisiaj. Jeszcze do niedawna, kiedy widziałem grupę rówieśniczą na ulicy, dopadał mnie strach. W szkole uczyłem się dobrze. Brałem udział w konkursach i olimpiadach. Byłem bardzo dobry z przedmiotów humanistycznych. W gimnazjum odkryłem talent do języków obcych, a w liceum zamiłowanie do biznesu i przedsiębiorczości. Znam bardzo dobrze język niemiecki, na takim samym poziomie jak polski. Z angielskim też sobie dobrze radzę. W gimnazjum zacząłem interesować się płcią przeciwną. Jednakże byłem odrzucany przez dziewczyny, ponieważ nie byłem dobrym sportowcem ani nie miałem dobrych, markowych ubrań jak inni. W międzyczasie moja mama miała kolejne ciągi alkoholowe. Ojciec oczywiście nie dawał znaku życia po rozwodzie. Potem okazało się, że jest w Anglii. Miałem wtedy 16 lat. Trochę pomagał mi finansowo przez ten czas. Nie trwało to jednak długo, bo znowu zaczął pić. Pod koniec gimnazjum zacząłem pielęgnować marzenie o studiach w Niemczech i późniejszym życiu w tym kraju, i oczywiście o "byciu kimś". W liceum również miałem problemy z dziewczynami. Moi rówieśnicy chodzili na imprezy, prowadzili życie towarzyskie. Ja praktycznie siedziałem cały czas w domu, pielęgnując swoje marzenie. Ponieważ pochodzę z biednej rodziny i nie jestem bardzo ładny, nie znalazłem dziewczyny. Wszystkie patrzyły tylko na pochodzenie społeczne i wygląd chłopaka. Przez to wszystko miałem zaburzenia orientacji seksualnej, które na szczęście już minęły. W wieku 19 lat wyjechałem na studia do Niemiec. Myślałem, że raz na zawsze odmieni to moje życie na lepsze. Mieli mi tam pomóc dobrzy znajomi, którzy jednak nie wywiązali się ze swoich obietnic. Musiałem przenieść się do innego miasta, gdzie znalazłem pracę z wynagrodzeniem prowizyjnym w branży ubezpieczeniowo-finansowej. Nie jestem z niej zadowolony, bo nie zapewnia mi ona dostatecznej płynności finansowej. Posiadam kwalifikacje, aby robić inne rzeczy, np. jako tłumacz (mam doświadczenie w tym zawodzie). Jednak pracodawcy niedowierzali moim umiejętnościom ze względu na młody wiek. Moim marzeniem jest otwarcie prywatnego polsko-niemieckiego pośrednictwa pracy. W przyszłości chciałbym być dobrze prosperującym przedsiębiorcą, mieć duży dom, samochód. Planuję też zrobić zaoczne studia MBA oraz egzamin na tłumacza przysięgłego z języka polskiego. Praktycznie całe życie cierpię na depresję. Mam momenty, kiedy chcę wypłakać się w poduszkę. Chciałbym mieć ukochaną osobę, która wspierałaby mnie w trudnych momentach. Nie mam, niestety, wsparcia w rodzinie. Mojego ojca i matkę nie interesuje mój los. Skarżą się tylko, że nie pomagam im finansowo. Moja matka potrafi w amoku nawyzywać mnie od skur*****, ch**** itd. Moja dalsza rodzina nie chce mojego sukcesu. Czekają tylko z utęsknieniem, jak spadnę na samo dno i będę nikim. Cały czas mi powtarzali, zwłaszcza wujek (brat matki), że jestem ofiarą losu, nikim i do niczego się nie nadaję. Jest mi bardzo smuto z tego powodu, że nie mam w nikim wsparcia. Zarówno duchowego, jak i materialnego. Ciężko jest mi znaleźć dziewczynę, ponieważ nie mam prawa jazdy, samochodu i domu, jak duża część moich rówieśników. Dziewczyny uważają mnie za ofiarę losu i niedojdę życiową. Mam 21 lat i nigdy nie miałem dziewczyny ani nie uprawiałem seksu. Ten fakt również powoduje u mnie depresję. Jak widzę na naszej-klasie szczęśliwe pary (w moim wieku) z dobrych domów, podczas wycieczek zagranicznych i na tle dobrych samochodów, napawa mnie uczucie zazdrości i zemsty. Takie dziewczyny zawsze gardziły mną i wyśmiewały się ze mnie. Mam 21 lat i nie wiem, co mam dalej zrobić ze swoim życiem. Niepewność jutra oraz brak stabilności i wsparcia napawają mnie lękiem. Boję się, że nigdy nie zrobię prawa jazdy, nie znajdę dziewczyny oraz całe życie będę musiał pracować przy sprzątaniu. Czuję, że życie ucieka mi między palcami i najlepsze lata minęły bezpowrotnie. Moi rówieśnicy studiują, cieszą się życiem, jeżdżą na wczasy za granicę. Chciałbym ułożyć sobie życie i zapomnieć o rodzinie w Polsce. Pragnę stać się nowym człowiekiem. Jednakże rzeczywistość sprowadza mnie szybko na ziemię. Ostatnio dowiedziałem się, że nie mam szans u jednej dziewczyny, ponieważ to nienormalne, że chłopak w wieku 21 lat nie ma prawka, samochodu ani domu. Coraz bardziej dołuje mnie ten świat i jego podejście do mnie. Chciałbym znaleźć swoje miejsce, ale nie mam wsparcia w nikim. Moje doświadczenia z dzieciństwa determinują mój stosunek do świata, zwłaszcza do płci przeciwnej. Czuję, że każdy chce mnie tylko oszukać i wyśmiać oraz pokazać, że jestem nikim. Codziennie chce mi się płakać. Snując wizję na temat własnej przyszłości, mam przeczucie, że skończę jak mój ojciec. W wieku czterdziestu paru lat będę wykonywał najprostsze prace fizyczne i nie będę miał nic własnego. Podczas gdy moi rówieśnicy będą mieli domy, samochody i wspaniałe, kochające żony. Denerwuje mnie to, jak widzę rówieśników, którym powodzi się o wiele lepiej ode mnie, bo mieli lepszy start życiowy. Nienawidzę ich. Dzieli nas ogromna przepaść. Jestem świadomy, że to, co oni mają teraz, ja będę mieć najwyżej za 20 lat. Mam cele i marzenia. Bardzo chciałbym je zrealizować, ale nie mam żadnego wsparcia. Czuję się samotny, porzucony i gorszy od innych. Nie mam dziewczyny, a moich rodziców nie obchodzi mój los. Nie interesują się nawet tym, czy żyję. Bardzo cierpię z tego powodu, proszę o pomoc.... Z góry dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Brak mi odwagi w podejmowaniu zaplanowanych działań - czy to wina ojca alkoholika?

Mam ojca, na którego nie mogę patrzeć, denerwuje mnie nawet jego obecność w domu. Mój tata pije, czasami nie pije z 2 miesiące, a czasami wpada w ciąg i pije kilka dni. Codziennie z mamą zastanawiamy się, czy przyjdzie...

Mam ojca, na którego nie mogę patrzeć, denerwuje mnie nawet jego obecność w domu. Mój tata pije, czasami nie pije z 2 miesiące, a czasami wpada w ciąg i pije kilka dni. Codziennie z mamą zastanawiamy się, czy przyjdzie trzeźwy, czy pijany. Mam 24 lata. Staram się jakoś sobie radzić i pomagać mamie, ale mamy małe mieszkanie, 2-pokojowe, i nie wiem, co mam zrobić. Czasami nie wytrzymuję, jak czepia się o wszystko: że światło zapalone albo w ogóle o coś, co nie ma najmniejszego sensu. Pracuję w firmie handlowej, właśnie dostałem awans i mam dzwonić przez telefon i rozmawiać z ludźmi, ale nie mam odwagi. Zawsze znajduję jakieś wytłumaczenie, żeby nie dzwonić. Jak się nie przemogę, to stracę pracę i będę musiał żyć bez pieniędzy z tym osobnikem pod jednym dachem. Ciągle chodzę smutny, ciągle chce mi się płakać, jestem zrezygnowany i mam depresję, bo byłem u lekarza. Co ja mam zrobić, jak nabrać odwagi? Jak mam sobie pomóc? Proszę...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co zrobić, by odbudować związek małżeński i znów cieszyć się z życia?

Kobieta, 29 lat. Pochodzę z rodziny, gdzie ojciec nadużywał alkoholu i znęcał się nad rodziną, mąż również. Obiecaliśmy sobie, że nasz dom będzie wyglądał inaczej. Niestety, od dwóch lat wszystko się między nami zepsuło, jesteśmy małżeństwem od pięciu lat, a...

Kobieta, 29 lat. Pochodzę z rodziny, gdzie ojciec nadużywał alkoholu i znęcał się nad rodziną, mąż również. Obiecaliśmy sobie, że nasz dom będzie wyglądał inaczej. Niestety, od dwóch lat wszystko się między nami zepsuło, jesteśmy małżeństwem od pięciu lat, a znamy 8, mamy dwoje dzieci. Sytuacja materialna się zmieniła i mąż zaczął pić. Zaczęły się kłótnie. Najpierw między nami, potem w rodzinie. Ta sytuacja zaczęła mnie przerastać i poprosiłam o pomoc rodzinę męża. Opowiedziałam o naszych problemach i liczyłam na pomoc, głównie ze względu na dzieci. Niestety wszystko wymknęło się spod kontroli, nie uzyskałam pomocy, a rodzina męża stwierdziła, że winę za wszystko ponoszę ja. Od tamtej pory toczę wojny z rodziną męża, bo mąż wypiera się wszystkiego, co było podczas okresu, kiedy pił. Wszystko obróciło się przeciwko mnie. Czuję się z tym okropnie, bo myślałam, że robię dobrze, mówiąc o problemie i prosząc o pomoc, a zrobiono ze mnie mitomankę i wariatkę. Nie wiem, jak odnaleźć się w takiej sytuacji... Mąż jest na mnie zły, że wplątałam rodzinę w nasze problemy i chce odejść, a ja szukałam pomocy dla nas, dla naszych dzieci i małżeństwa. Rodzina męża nie utrzymuje ze mną kontaktu, tylko z mężem. Co mam zrobić, by znów cieszyć się życiem i odzyskać zaufanie męża? Kocham męża i dzieci mimo wszystko, bo rodzina jest dla mnie najważniejsza. Działałam w dobrej wierze i nie potrafię zrozumieć takiej reakcji. Czuję się wszystkiemu winna, i nie mogę spać w nocy. Ciągle o tym myślę. Nie biorę żadnych leków, a u psychologa byłam raz w życiu. Wtedy nic nie stwierdzono, a teraz nie potrafię poradzić sobie z samą sobą i własnym życiem. Może ze mną jest coś nie tak? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co zrobić, żeby mój chłopak przestał pić?

Jestem z moim chłopakiem od ponad roku i od 7 miesięcy w ciąży. To była wpadka. Ale teraz oboje się z tego cieszymy... Wcześniej go zdradziłam... ale mi wybaczył... było wszystko dobrze. Tylko tak od 3 miesięcy zaczął regularnie pić,...

Jestem z moim chłopakiem od ponad roku i od 7 miesięcy w ciąży. To była wpadka. Ale teraz oboje się z tego cieszymy... Wcześniej go zdradziłam... ale mi wybaczył... było wszystko dobrze. Tylko tak od 3 miesięcy zaczął regularnie pić, częściej spotykać się z kolegami. Na początku nie przeszkadzało mi to, ale jest coraz gorzej. Mieszkamy ze sobą, więc zabieram mu pieniądze, że jak wychodzi, żeby nic nie kupił. Ale i tak zawsze przyjdzie po piwie. Rozumiem, pić raz na jakiś czas. Potrafił sam usiąść przy mnie, wyciągnąć wódkę i pić. Przez to też zaczęło się psuć w naszym związku. On powiedział, że będzie pił, bo nie myśli o tym. Woli pić niż ćpać... Co z tym wszystkim zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy to depresja, czy alkoholizm i co powinienem zrobić?

Mam 37 lat, jestem z żoną od 17 lat, mamy 3 dzieci. Nie wiem od kiedy dokładnie zaczęło się między nami psuć, ale trwa już to kilka lat. Oczywiście raz było lepiej, raz gorzej, ale od dwóch lat jest tragicznie....

Mam 37 lat, jestem z żoną od 17 lat, mamy 3 dzieci. Nie wiem od kiedy dokładnie zaczęło się między nami psuć, ale trwa już to kilka lat. Oczywiście raz było lepiej, raz gorzej, ale od dwóch lat jest tragicznie. Zacząłem pić alkohol w dużych ilościach, zmieniałem co jakiś czas pracę. Myślałem, że jak zerwę kontakty z kolegami, to nie będę pił. Kolega zaproponował mi wyjazd za granicę. Okej, pomyślałem, pracę miał mi załatwić, miszkanie też, nawet bilet mi kupił. Wyjechałem w grudniu i fakt, nie piję, ale pracy jeszcze nie mam, ale zaczynam wariować powoli. Wszyscy z Polski dzwonią, mają do mnie pretensje, że jeszcze nie pracuję. Z żoną się pokłóciłem. Języka nie znam, to do lekarza pójść nie mogę. Pieniędzy na powrót też nie. Chciałem sobie podciąć żyły, ale nie mogłem, to się okaleczyłem. Nie wiem, czy są jakieś leki, żebym nie wariował. Nie mówię o tym z kolegą, bo mi wstyd, ale gdyby były jakieś leki, to bym sobie kupił. W nocy nie mogę spać, a w dzień nic mi się nie chce robić. Mam uczyć się języka, ale jakoś mi nic do głowy nie chce wchodzić. Miało być lepiej, a jest coraz gorzej. Nie wiem, co mi może jeszcze dziwnego wpaść do głowy.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota

Jak pomóc mężowi?

Pisałam już kilka razy o problemie w mojej rodzinie. Mąż jest młody, ma 25 lat i nadużywa alkoholu. Po pijanemu mówi i robi rzeczy, jakie się w głowie nie mieszczą. Jeździ pijany samochodem, motorem, okłamuje mnie, żeby tylko nie wydało...

Pisałam już kilka razy o problemie w mojej rodzinie. Mąż jest młody, ma 25 lat i nadużywa alkoholu. Po pijanemu mówi i robi rzeczy, jakie się w głowie nie mieszczą. Jeździ pijany samochodem, motorem, okłamuje mnie, żeby tylko nie wydało się, że pił choć ja widzę, że jest pijany. Wmawia mi, że to zmęczenie. Potrafił w domu będąc z synkiem wypić wódkę i do butelki dolać wody, żebym się nie zorientowała. Jak próbuje kontrolować swoje picie, to mu to nie wychodzi. Musi się upić. Pije tak długo, aż brakuje alkoholu, albo już po prostu nie ma siły wstać z kanapy, a jak ma za mało, to ucieka mi z domu pod różnymi pretekstami, albo doprowadza do kłótni i wychodzi. Nie pije on codziennie, ale jak już zacznie to trwa to nieraz kilka dni, Jak wróci do domu, wtedy przeprasza, obiecuje poprawę.

Ostatnio po 3 dniowym piciu bolało go serce, trząsł się cały, nie wiedziałam co się dzieje. Do rana przeszło. Nie wiem jak mu pomóc? On sam mówi mi, że nie chce, żeby tak dalej było, ale to jest bardzo trudne. Ostatnio wytrzymał 2 tyg. bez picia. Chodzenie na terapię do AA jest niemożliwe, gdyż pracuje w Holandii i do Polski wracamy tylko na jakieś 2 tyg i z powrotem Holandia, dlatego myślałam o esperalu bądź anticolu. Proszę o pomoc, bo nie wiem co robić. Boję się, że jak zostanę już z dziećmi w Polsce, a on nadal będzie jeździł do pracy, nie będę już miała nad nim żadnej kontroli i będzie pił coraz więcej i częściej. Dodam, że w jego rodzinie ten problem istnieje od dawna. Ojciec jego był alkoholikiem zmarł w wieku 54 lat, dziadek, wujkowie. Nie chcę, żeby skończył tak jak oni.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

DDA a problemy w związku

Witam serdecznie. Mam 26 lat, dwójkę dzieci i męża. Przed związkiem małżeńskim ja i mój o sześć lat starszy mąż przyjaźniliśmy się. Otworzyłam się przed nim, kiedy było mi naprawdę ciężko i potrzebowałam wsparcia. Był moją otuchą, ostoją... No...

Witam serdecznie. Mam 26 lat, dwójkę dzieci i męża. Przed związkiem małżeńskim ja i mój o sześć lat starszy mąż przyjaźniliśmy się. Otworzyłam się przed nim, kiedy było mi naprawdę ciężko i potrzebowałam wsparcia. Był moją otuchą, ostoją... No właśnie - był... Zacznę od początku. Pochodzę z rodziny patologicznej. Moi rodzice mieli bardzo dobrze płatne prace, wszystko było w należytym porządku, i nagle zaczęły się imprezy, alkohol lał się strumieniami, a przez nasz dom przelewały się różne osoby. Potem było tylko gorzej. Ja i mój o dwa lata młodszy brat musieliśmy szybko dorosnąć. Rodzice "rozwinęli skrzydła", tłumacząc nam, że jesteśmy już dorośli (8 i 10 lat!) i sami musimy o siebie zadbać. W obecnych czasach z pewnością ktoś zainteresowałby się nami, dziećmi... W tamtych - sąsiedzi dołączali się do imprez do białego rana. Nikt nie interesował się tym, że rano musimy iść do szkoły, że będziemy niewyspani, że nie mamy wyprasowanych i popranych ubrań.

Szybko przejęłam obowiązki matki. Zaopiekowałam się młodszym bratem jak umiałam, mimo to było z nim sporo problemów i znikąd pomocy. Z perspektywy czasu wiem, że jego wybryki były prośbą o zainteresowanie. Brat skończył w więzieniu... Ciężko mi o tym pisać, bo bardzo kocham brata i wiem, że jest bardzo wrażliwy i słono zapłacił za jeden wybryk. Powoli zaczyna układać sobie życie, a ja nadal daję mu dużo wsparcia. Najgorsze jest to, że matka zapatrzona w brata jak w obrazek (ja byłam zawsze tą gorszą!!!), nie raz to właśnie mnie obwinia za błędy mojego brata, tłumacząc, że słabo się nim zajmowałam. Wygarnia mi, że zawsze byłam inna. Fakt, że poszłam do liceum i ukończyłam je, jest odbierany jako chęć bycia lepszą od rodziców, bo oni są po zawodówkach itp. Za to, że mam urodę też jestem winna ja. Totalne bzdury. Nigdy nie miałam w nich wsparcia. Wszelką pomoc typu leczenie odrzucają. Pomimo wszystko kocham ich, wiem, że alkoholizm to choroba. Byłam i jestem bezradna. Takich koszmarnych zdarzeń z winy rodziców było naprawdę dużo. Można by napisać książkę.

Ten jeden raz zrzuciłam ten kamień z serca, opowiadając mojemu mężowi (wtedy przyjacielowi) o tym, co przeżyliśmy. To był mój największy błąd. Po ślubie, przy każdej nawet najmniejszej kłótni, mąż wypomina mi wszystko. To tak boli... Myślałam, że wychodząc za mąż, zacznę nowe, normalne życie. Jestem przeciwniczką picia alkoholu, mam do niego wstręt. Jestem wierną żoną. Zawsze jest poprane, wyprasowane, posprzątane. Bardzo dużo czasu poświęcam dzieciom. Jestem wręcz nadopiekuńcza, ale mąż ciągle mnie krytykuje, a kiedy o czymś zapomnę, obrywa mi się na całego. Bardzo mnie jego zachowanie denerwuje. Ciągle jest coś nie tak... Podcina mi skrzydła. A ja jestem tak bardzo dumna z siebie, że jestem takim, a nie innym człowiekiem. Mąż i jego rodzina przykleili mi etykietę, a wybryki mojej rodziny są tematem ich rozmów poza moimi plecami. Nikt nie widzi moich starań, zalet, tylko bada mnie pod kątem rodziców.

Ostatnio wiele czytałam na temat zespołu DDA. Wcześniej nie wiedziałam, co to jest i że taki zespół istnieje. Zaczęłam myśleć o sobie inaczej. Czuję się jak naznaczona. Czy ja jestem gorsza? Te kłótnie z mężem dają mi wiele do myślenia. Czy on jest lepszy, bo wychował się w normalnej rodzinie? Przecież nie widzę różnicy między naszą a inną dobrą rodziną... Kiedy płaczę podczas takich kłótni, mąż zarzuca mi, że jestem nerwowa po matce. A mi jest po prostu przykro. Nie raz chciałam odejść od męża za samo to znęcanie psychiczne (on tak tego nie nazywa), ale wiem, że nie zrobię tego dzieciom, nie zabiorę im dzieciństwa. Ale jest mi naprawdę bardzo ciężko. Czuję, że opuszczają mnie siły...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Problem z chłopakiem, który lubi pić alkohol

Mój chłopak, z którym jestem od ponad 5 lat ma problemy. Na początku naszej znajomości przez te 2, 3 lata było w porządku, choć zdarzały się jakieś nieporozumienia, kłótnie, nieodbieranie telefonów, picie z kolegami, ale tak źle jak jest...

Mój chłopak, z którym jestem od ponad 5 lat ma problemy. Na początku naszej znajomości przez te 2, 3 lata było w porządku, choć zdarzały się jakieś nieporozumienia, kłótnie, nieodbieranie telefonów, picie z kolegami, ale tak źle jak jest od prawie roku nie było. Zaczęło się w Wielkanoc 2009 roku. Miał do mnie przyjechać w Wielką Sobotę. Nie przyjechał, nie odbierał telefonów, miał wyłączony. Jak włączył to mówił, że jest w kościele przy grobie. Dzień wcześniej też już nie odpowiadał na telefony. W niedzielę tak samo było. Wkurzyłam się i zaczęłam go szukać. Stał pod OSP w swojej miejscowości. Byłam tak zdenerwowana, że porządnie oberwał po twarzy. Nie pił, stał z dziewczyną ze wsi i rozmawiał, ale jak go pytałam, czemu nie przyjechał, nie odzywał się, powiedział: "po co?". Wieczorem poszedł pić podobno. W poniedziałek dzwoniła nawet do niego moja mama. We wtorek pojechałam z nią do niego, wcześniej rozmawialiśmy przez telefon, leżał w łóżku skacowany. Błagał, żebym przyjechała. Jak przyjechałam, to się prawie rozpłakał. Rozmawialiśmy z nim. Mi powiedział, że to przez rodziców, że ciągle ciągną od niego pieniądze, ojciec mu podobno powiedział, że nie jest mnie wart i w ogóle po co ze mną jest. Jakoś powoli wracało wszystko do normy. Za jakiś czas sytuacja się powtórzyła, ale już go nie szukałam. Obiecywał, że już nie będzie szalał, że się uspokoi. Nic z tego nie wyszło. Powtórzyło się to jeszcze kilka razy, nawet już nie wiem ile, może z 4, 5. W październiku zarysował porządnie samochód. Był pijany, bo mi kolega powiedział, i jechałam po drodze wieczorem, to pił z takim alkoholikiem ze swojej miejscowości. Znowu były kłótnie, nieodzywanie się i tak dalej. Nowy rok się zaczął spokojnie. Ale miesiąc temu znowu mu odwaliło i pił przez 2 dni z kolegami, i już zerwałam z nim, choć myśl, że już go nie będzie przy mnie nie dawała mi spokoju. Znów się uspokoiło. W ten poniedziałek opił się w OSP, bo niby medale dostał. Nie odbierał telefonu. Martwiłam się. We wtorek niby poszedł do pracy. Zadzwonił z 2, 3 razy, a później mu telefon padł i nie mogłam się do niego dodzwonić. Wkurzyłam się, zadzwoniłam do jego mamy, a ona, że ma go w d..., nie daje na opłaty, obraził ich i tak dalej i że pojechał do miasta. Ja, nie myśląc długo, zamiast jechać do domu, pojechałam za nim do tego miasta i bardzo prosiłam Boga, żeby pomógł mi go znaleźć. Jadąc MKS-em, zauważyłam go. Szedł z kolegami, złapałam go i pytam, co się z nim dzieje i w ogóle. A on nic, że idzie załatwiać sprawy i do banku. To poszliśmy do tego banku. Pospłacaliśmy nieduże zaległości i poszliśmy coś zjeść i na piwo, choć nie chciałam, ale nie chciałam zrobić mu przykrości, bo się strasznie denerwował, a ja nie miałam już ochoty na kłótnie. Pojechaliśmy do domu później, każde do swojego. Na drugi dzień dzwonił, że jest w pracy, że wszystko OK i przyjechał do mnie, i dziś też był. Dodam jeszcze, że jego rodzina nie jest bogata. Matka ma problemy z nogami, ojciec pracuje tylko w sezonie, a tak to na zasiłku jest, siostra w sklepie. On pracuje na cegielni. Niby mu szef nie wypłaca pensji i ciągle mu brakuje pieniędzy, bo ma kredyt na samochód. Ja mu pożyczyłam na bieżące potrzeby, ale oszczędza nawet na jedzeniu. Mówi, że to przez to wszystko tak głupieje, że ten kredyt, że rodzice ciągle od niego ciągną, a sami siedzą przy piwie i papieroskach, chipsach, siostra się bawi. A on ciągle ma dawać im kasę, której nie ma, bo jak nie, to nie wolno mu jeść, myć się, ma się wynosić z domu. Nigdy mu nic nie kupili. Ciągle tylko daj i z tym jest prawda. Teraz nawet wody na herbatę zrobić sobie nie może. O kredycie nie wiedzą, bo nie chce tego mówić. Jak byliśmy we wtorek na tym piwie, to powiedział mi, że brakuje mu dawnych czasów czasami, żeby tak popić, pogadać z kumplami, ale ja nie chcę, żeby tak było, bo on nie zna umiaru i się boję. Jak zacznie pić, to będzie pił przez dwa, trzy dni. Będąc młodym, nie był grzecznym chłopczykiem, to fakt. Jak 3 lata temu był we Włoszech, to kupił mi pierścionek zaręczynowy, ale jakoś się rozstaliśmy na jakiś czas i oddał. Teraz mi mówi, że chciałby się już ze mną ożenić, bo nie chce tak jeździć, i chce się wyrwać z tego domu, i chciałby mieć kiedyś dziecko ze mną. Ja nie czuję jeszcze takiej potrzeby i mu powiedziałam, że ja nie chcę mieć dzieci. To było miesiąc temu i na drugi dzień poszedł pić. A wesela też na razie nie chcę, bo ja studiuję i nie mamy poza tym pieniędzy. Jestem od niego młodsza o 5,5 roku. Lubię, gdy wiem wszystko, gdzie jest, co robi itd. Często mu mówię, co ma robić. Ja już nie wiem, co mam robić. Czy to moja wina? Do lekarza on nie chce iść. Teraz będzie wyjeżdżał z moją mamą i kuzynem do pracy za granicę. Może jak będzie miał pieniądze, to się poprawi. Ale ja nie chcę żyć w niepewności i nie chcę go stracić, bo go kocham. Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak pomóc mamie chorej na depresję i alkoholizm?

Moja mama ma depresję niezdiagnozowaną (bo nie chce iść do lekarza, jest utwierdzona w tym, że z nią wszystko jest w porządku), jest też alkoholiczką, pije już paręnaście lat. Co 2 tygodnie wpada w ciąg alkoholowy, nie chodzi do...

Moja mama ma depresję niezdiagnozowaną (bo nie chce iść do lekarza, jest utwierdzona w tym, że z nią wszystko jest w porządku), jest też alkoholiczką, pije już paręnaście lat. Co 2 tygodnie wpada w ciąg alkoholowy, nie chodzi do pracy, odcina się od rodziny, znajomych. Zamyka się w swoim pokoju, śpi i pije, moje rozmowy już zupełnie nic nie dają, obiecywała, że przestanie, jednak znów piła. Takie sytuacje powtarzają się, jak już pisałam, co ok. 2 tygodnie. Jak mogłabym pomóc mamie albo jak mogłabym ją namówić na wizytę czy spotkanie z lekarzem?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak sobie poradzić z problemami rodzinnymi?

Witam serdecznie! Na początek chciałabym powiedzieć, że ogromnie się cieszę, że znalazłam się na tej stronie, i mogę wrzeszczcie podzielić się moimi kłopotami. Mam 29 lat, od 10 lat mieszkam za granicą, a praktycznie całe życie jestem osobą nieszczęśliwą. Urodziłam...

Witam serdecznie! Na początek chciałabym powiedzieć, że ogromnie się cieszę, że znalazłam się na tej stronie, i mogę wrzeszczcie podzielić się moimi kłopotami. Mam 29 lat, od 10 lat mieszkam za granicą, a praktycznie całe życie jestem osobą nieszczęśliwą. Urodziłam się w biednej rodzinie, ojciec i matka byli alkoholikami, rodzice nigdy nie interesowali się mną i moją siostrą. W wieku 6 lat przyniosłam wszy z przedszkola i zaraziłam całą rodzinę. Nikt nie potrafił lub nie chciał wytępić robactwa, więc ciągle winili mnie za to. Miałam wszy aż do 4 klasy podstawówki. Rówieśnicy odsuwali się ode mnie, nikt nie chciał mieć ze mną do czynienia, nigdy nie miałam śniadania w szkole, więc w końcu postanowiłam w ogóle do niej nie chodzić. Nauka szła mi bardzo źle, wagary i uciekanie z domu, przeważnie gdy ojciec przychodził po pijaku i chcial zamordować mnie i moją siostrę. Spałam po koleżankach albo po prostu w szopie. W wieku 17 lat się zakochałam i odeszłam z domu. Mój chłopak okazał się również alkoholikiem. Pracowałam wtedy w sklepie u jego matki, przepijał wszystkie moje pieniądze i na dodatek mnie bił. Ale ja i tak go kochałam, tak jak kochałam i nadal kocham moich rodziców.

W wieku 19 lat wyjechałam za granicę przy pomocy mojej koleżanki. Wydawałoby się, że uciekłam wreszcie od tego wszystkiego, ale niestety nie. Wszystkie zarobione pieniądze wysyłałam do Polski, by ulżyć matce i siostrze, czasami chodziłam w dziurawych butach, bo wydawało mi się, że oni muszą mieć węgiel, by ogrzać się zimą (tak jest do tej pory). Siostra zaczęła mnie nienawidzić, bo myślała, że żyję w luksusie i wciąż musiałam wysyłać więcej i więcej, chciałam, żeby mnie kochali. Jestem po 3 nieudanych związkach, nie mam dzieci, bo poroniłam 2 razy. Nie mam nawet własnego mieszkania, wciąż mieszkam na pokoju, bo taniej, a połowę wypłaty wysyłam co miesiąc do Polski, by opłacić ubezpieczenie siostry i na wyżywienie. Moja siostra nigdy nie pracowała, a jest starsza ode mnie. Boi się ludzi tak samo jak ja. Miała problemy i była w szpitalu psychiatrycznym. Warunki w moim rodzinnym domu są nie do zniesienia, nie ma łazienki ani toalety, dom się wali, ojciec jest inwalidą i ma niską rentę, praktycznie wszyscy są chorzy. Dlatego nie potrafię wybrać swojego życia, wciąż jestem z nimi związana, bo jest mi ich żal.

Płaczę prawie co noc, już nie raz byłam w ciężkiej depresji, ukrywałam to jednak ze wszystkich sił, teraz jest coraz ciężej, nie potrafię sobie z tym poradzić, nie chcę iść do psychiatry, boję się. Mam psa, który trochę rozjaśnił moje życie i którego bardzo kocham, ale chcę więcej od życia, chcę mieć dzieci i normalnego męża, przyjaciół. Jestem bardzo samotna i nie umiem się ustatkować. 5 lat temu byłam narkomanką, ale wyszłam (sama) z nałogu. Teraz piję alkohol, nie codziennie, ale piję. Poza tym ciągle spotykam się z dyskryminacją, nawet w pracy. Nie wiem, co mam robić, ciągle nachodzi mnie strach. Pomóżcie mi. Do Polski nie mogę wrócić, bo nie mam tam nic oprócz rodzinnego domu. Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak zdiagnozować tego typu objawy?

Jestem 22-letnim facetem, od ok. 7 lat męczę się z nawracającymi wahaniami nastroju, miewam tygodnie depresji, podczas których myślę tylko o samobójstwie, jestem jednak chyba zbyt słaby bądź rozsądny i nie potrafię tego zrobić, po burzy przychodzi okres wiosny, jest...

Jestem 22-letnim facetem, od ok. 7 lat męczę się z nawracającymi wahaniami nastroju, miewam tygodnie depresji, podczas których myślę tylko o samobójstwie, jestem jednak chyba zbyt słaby bądź rozsądny i nie potrafię tego zrobić, po burzy przychodzi okres wiosny, jest lepiej. Sam zauważam, iż w okresie dobrego nastroju wszystko zaczyna układać się samo, jak z górki. Mam natomiast jeden problem - bardzo łatwo, bez przyczyn, zaczynam miewać nawracające stany depresyjne. Scenariusz jest podobny. Zazwyczaj przez alkohol bądź głupotę muszę spieprzyć coś w swoim życiu, np. na kacu nie wstanę do pracy bądź do szkoły (tak od paru lat nie mogę skończyć liceum, nie ma chyba większych wyrzutów sumienia). Gdy zdaję sobie sprawę, że to moja wina, znowu czuję się fatalnie. Wychowałem się w domu pełnym agresji, więc w kryzysowych momentach również oddziałuję tym samym. Typowy przykład - w tym miesiącu miałem ocenę półroczną w pracy. Jak się okazało, w moim zespole byłem jedyną osobą, która większość ocen miała powyżej oczekiwań. Nic tylko się cieszyć, wszystko się układa. Nic podobnego - parę razy przez chlanie spóźniłem się do pracy. Oczywiście manager nie był zadowolony, bowiem sam nie wie, czy to moja słabość, czy raczej bezczelność... Wiem, że ogółem ten problem to alkohol. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inny szczegół - miewam straszną tendencję do irracjonalnych zachowań, ataków furii, podczas których palę wszystkie mosty. Z biegiem czasu uświadamiam sobie, że to przecież moja wina. Istnieje jakiś sposób na zwalczenie agresji, histerii i tych nerwów połączonych z bezsilnością? Podczas ostatniej rozmowy telefonicznej, gdy dzwoniłem do pracy i zgłaszałem, że się spóźnię (w zeszłym tygodniu spóźniłem się 3 razy przez alkohol), tym razem wina komunikacji miejskiej, byłem tak zdenerwowany, że podczas telefonu do pracy wykrzyczałem, że mogę się spóźnić, a jak ktoś ma do mnie jakiś problem, to xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. Od awansu do możliwego wylania z pracy w 2 tygodnie, ot cały ja. A co gdyby mnie wylali, rok pracy na marne? I tak przez całe życie. Często podczas samobójczych myśli głównym motywem jest właśnie myśl, iż nie nadaję się do tego, aby cokolwiek trwałego stworzyć wokół siebie, bowiem mam dwie twarze - uśmiechniętą, zadowoloną, ciepłą, energiczną oraz zdepresjonowaną, nieprzyjazną, znerwicowaną, wątłą, po prostu odpychającą. Jak zdiagnozować tego typu problem??? Nerwica? Schizofrenia? Depresja? Dodam, iż podczas objawów depresyjnych odczuwam uczucie jakby pewnych lęków.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Depresja, alkohol, wcześniejsze leczenie trądziku

Witam. Mam 24 lata, nazywam się Piotr. W chwili obecnej jestem w 6 tygodniu przyjmowania leku przeciwdepresyjnego z grupy SSRI. Wcześniej stosowałem go w połączeniu z lekiem uspokajającym, ale po nim spałem po 18 h, więc go odstawiłem po 4...

Witam. Mam 24 lata, nazywam się Piotr. W chwili obecnej jestem w 6 tygodniu przyjmowania leku przeciwdepresyjnego z grupy SSRI. Wcześniej stosowałem go w połączeniu z lekiem uspokajającym, ale po nim spałem po 18 h, więc go odstawiłem po 4 tygodniach. Teraz, jadąc tylko na leku przeciwdepresyjnym, nie sypiam w ogóle. Chyba to już trzecia doba. Dzisiaj w nocy może spałem 10 razy po 2 min, gdyż od razu śnią mi się koszmary, więc wolę nie spać. Jedynym sposobem, by po takich seriach pójść spać, to alkohol w różnych ilościach. Trochę historii.... trochę przydługie, ale... Od kiedy sięgam pamięcią, byłem osobą bardzo kontaktową, aktywną, ze szczęśliwym dzieciństwem. W podstawówce lekcje muzyki, sport 3 razy w tygodniu po 2 h, lekcje angielskiego. Nie wszystko to lubiłem, ale... Zawsze gromadziłem wokoło siebie dużo ludzi. Potem liceum, tam lekka depresja związana ze zmianą miejsca zamieszkania i że klasa nie jest zbyt okay, ale jak na to teraz patrzę, to były to złote czasy mojego życia. Właśnie liceum. I tam zaczyna się problem. O dziwo... Zwykły nastolatek, parę kompleksów - nie taki nos, pryszcze itd., ale generalnie dobrze. W trzeciej klasie, na początku, przechodzę terapię na pryszcze.

I od tego momentu zaczyna się stopniowe pogarszanie mojego nastroju i życie dobrze się rozwijające, zaczyna się zwijać. Najpierw powoli, potem szybciej. Zaczynają się wagary, depresja przed maturą, wydumane kompleksy zaczynają mnie nagle przytłaczać. Wyjazdy w różne miejsca przestają mnie bawić. Po 3 dniach czekam na powót. Ale jeszcze funkcjonuję w miarę, mocno po bandzie, ale zaczynają się studia. Prawo, UW. Kiedyś wymarzone, teraz obojętne. Nie poznaję nikogo w grupie, bo albo tych ludzi nie szanuję, mam za pajaców, pozerów, albo się ich boję. Drugi rok studiów - zaczyna się już picie (było przez całe liceum, ale nie aż takie) po 0,7 na osobę. Izba wytrzeźwień. Przestaję chodzić do szkoły, w sensie wsiadam do autobusu, ale nie docieram, gdzieś sobie chodzę. Mam repetę roku. Jest jeszcze gorzej. Rok następny spędzam w domu, praktycznie nic nie robiąc. Wielkie plany, języki, może praca w UK lub chociaż odwiedziny na parę tygodni u znajomych. Lipa kompletna, nic nie wychodzi. Potem kolejne studia i kolejne, i chyba też będzie słabo w tym roku... Mam pytanie: czy jest ktoś, kto orientuje się, czy czytał coś więcej niż tylko forum w Internecie, na temat depresji, jaką powoduje potem lek przeciwtrądzikowy? Bo ja nie widzę innego powodu, dlaczego kiedyś mogłem wszystko, a teraz nie wychodzę z domu przez tydzień. Leki nie pomagają, planuję zacząć psychoterapię, ale tam trzeba chodzić, a ja mam coraz większą fobię dotyczącą przemieszczania się.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Problem z tatą - alkoholikiem. Proszę o pomoc

Mam 17 lat i nie wiem już, co w mojej sytuacji mogę zrobić. Mój tata dużo pije. Każdego dnia, gdy rano wstanę, jest już pijany, a wieczorem wchodzi po schodach na ''czworaka", bo inaczej nie da rady ;( Czasem...

Mam 17 lat i nie wiem już, co w mojej sytuacji mogę zrobić. Mój tata dużo pije. Każdego dnia, gdy rano wstanę, jest już pijany, a wieczorem wchodzi po schodach na ''czworaka", bo inaczej nie da rady ;( Czasem bije mamę ;( a także raz uderzył mnie. Mówi nam, że nas zabije w nocy, ostatnio groził nam nożem. Rozbija lampy, rzuca krzesłami. Nie pracuje. Ma wielkie długi. Próbowałyśmy już coś z tym zrobić, ale wszystko na marne. Nikogo nie słucha. Groziłyśmy mu, że zgłosimy to pani dzielnicowej, ale gdy do tego doszło, pani odpowiedziała, że przyjedzie na rozmowę, jednak nie przyjechała, gdyż tata rozmawiał z nią, a znają się, więc nic mu nie zrobi ;( Nic do niego nie dociera. Od czasu do czasu, gdy zaczyna awanturę, straszymy go, że zadzwonimy na policję, ale to wygląda w ten sposób, że zabiorą go na wytrzeźwienie i musimy dużo zapłacić za drogę czy coś takiego, a mama nie ma pieniędzy. Znowu, gdy chciałaby gdzieś to zgłosić, potrzebne są nam dokumenty od policji, że byli wzywani do awantury. Ale to chyba wygląda w ten sposób, że gdy oni przyjadą, on będzie spokojny i nic nie powiedzą ;/ i tak w kółko. Co mamy zrobić? Proszę o pomoc. ;( Z góry bardzo dziękuję ;( a oto mój e-mail : Katarzyna1993@interia.pl ;(

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota

Problemy z dorastającym synem. On pije!

Witam. Mam na imię Kasia. Wydaje mi się, że mój 13-letni syn - Karol - sobie popija z kolegami. Nie raz czułam od niego i jego kolegi piwo, jak byli w domu. Jestem bardzo zaniepokojona. Rozmawiałam o tym z mężem,...

Witam. Mam na imię Kasia. Wydaje mi się, że mój 13-letni syn - Karol - sobie popija z kolegami. Nie raz czułam od niego i jego kolegi piwo, jak byli w domu. Jestem bardzo zaniepokojona. Rozmawiałam o tym z mężem, ale on twierdzi, że to normalne u nastolatków. Mąż mówi, że jak spróbował piwa, to się nic nie stało. Mój mąż sobie to lekceważy. Jak wytłumaczyć Karolowi, że alkohol to zguba? Może porozmawiać z mamą Karola kolegi? Proszę o pomoc, jak powinnam w tej sytuacji postąpić. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jestem DDA czy po prostu głupi?

Witam. Mam 20 lat, jestem mężczyzną. Odkąd pamiętam, każde wakacje spędzałem u rodziny na wsi: babci oraz wujka alkoholika. "Za dzieciaka" bardzo mi to odpowiadało, lecz gdy wszedłem w okres dojrzewania, zacząłem się przeciwko temu buntować. Byłem jednak z góry...

Witam. Mam 20 lat, jestem mężczyzną. Odkąd pamiętam, każde wakacje spędzałem u rodziny na wsi: babci oraz wujka alkoholika. "Za dzieciaka" bardzo mi to odpowiadało, lecz gdy wszedłem w okres dojrzewania, zacząłem się przeciwko temu buntować. Byłem jednak z góry skazany na "porażkę". Moja mama była za bardzo zdeterminowana, by pomóc swojej mamie w codziennym życiu z alkoholikiem - ja byłem tą osobą, która po prostu ją odciążała. Nie mam jej jednak tego za złe. Sam też chciałem pomóc babci, lecz pragnąłem również wyjechać gdzieś z najbliższymi kumplami, poimprezować itp. Ani razu jednak tego nie doświadczyłem. W podstawówce należałem do klasowej "elity". Wiem, iż to trochę śmiesznie brzmi, ale każdy doskonale wie, że takie coś istnieje. Taka paczka fajnych, niezakompleksionych, otwartych na ludzi i świat osób. W gimnazjum i liceum było już o wiele gorzej. Byłem nadal lubiany, lecz ludzie trochę zaczęli uważać mnie za dziwaka. I wcale im się nie dziwię. Nie umiałem się do końca zachować w towarzystwie, rzadko kiedy miałem coś do powiedzenia, byłem mrukiem. Od czasu do czasu chciałem poprawić swój wizerunek. Myślałem, OK, trzeba zażartować. Po takim dowcipie ludzie zazwyczaj się nie śmiali, lecz robili dziwną minę i wypowiadali słowa typu "ty, zapomniałem, muszę przepisać zeszyt, bo pałę dostanę". Dopiero po kilku minutach dochodziło do mnie, jaką głupotę powiedziałem. W rezultacie efekt był odwrotny od oczekiwanego. Jeszcze bardziej uświadamiałem sobie, że jestem głupkowatym idiotą, jeszcze bardziej zamykałem się w sobie, jeszcze bardziej byłem odizolowany od reszty. Znajomi zakładali konta w serwisach społecznościowych, utrzymywali kontakty, a ja jedynie grałem w głupią grę przez Internet. Teraz mam 20 lat, lecz nie studiuję - pierwsze studia rzuciłem po 2 tygodniach, nie wiem, czy pójdę teraz na jakieś - nie mam siły, nie potrafię po prostu. Rok temu wziąłem się za prawo jazdy. Po około 40 godzinach nauki, 7 egzaminach i ponad 2 tysiącach złotych wydanych postanowiłem to rzucić. Nawet tego nie byłem w stanie ukończyć. Instruktorzy nie odbierali ode mnie telefonów, ponieważ nie chcieli umawiać się ze mną na jazdy, bojąc się, że spowoduję wypadek. Przypadkowo spotykając ich gdzieś pod biurem firmy, odwracali szybko głowę, udając, że mnie nie widzą. Do matury również nie byłem w stanie wziąć się w garść i się pouczyć. W pracy mają mnie za strasznego dziwaka. Nikt mnie nie lubi, ludzie najczęściej opuszczają szybko jakieś pomieszczenie, gdy wchodzę. Nie da się ze mną porozmawiać – po prostu nie umiem rozmawiać z ludźmi! Nie umiem być naturalny, ktoś czasem rzuci w moim kierunku jakąś aluzję, że jestem kretynem. W pierwszej kolejności odruchowo głupkowato się śmieję, żeby nie wyjść na pozbawionego poczucia humoru debila. Dopiero po kilku sekundach dochodzi do mnie, jak jest naprawdę. Każdego dnia robię z siebie idiotę, w momentach gdy przebywam z innymi. Jak coś powiem, widzę tylko kpiące uśmieszki, a to powiem coś nie na miejscu - i jak zwykle dochodzi do mnie po kilku sekundach, że to mogło być przynajmniej niemiłe dla kogoś. Bardzo często nie rozumiem, co inni chcą przekazać. I znowu wychodzę na idiotę, dopytując się o rzeczy oczywiste. Jedyni znajomi, jakich jeszcze do niedawna miałem, też zaczynają się ode mnie odwracać. Zaczynają również uświadamiać mnie, jakim dziwakiem jestem. Na dodatek niedawno się przeprowadziłem, wiec nawet i z nimi zerwałem już praktycznie kontakt. Nie potrafię sobie poradzić z samym sobą. Nie wiem, czy jestem głupi (choć podobno mam 123 IQ), czy jestem DDA (wujek alkoholik, ojciec - prawie - jeśli można kogoś nazwać "prawie alkoholikiem", wieczne kłótnie w rodzinie, dom aż przesiąknięty dziwnością, całe dzieciństwo spędzone z mamą i siostrą w jednym pokoju, podczas gdy ojciec miał swój własny). Czy po prostu za dużo sobie wyobrażam w tej swojej tępej głowie? Wiem, że może Pani pomyśleć "daj Boże, żeby wszyscy mieli takie problemy, jak ty", ale moja psychika jest naprawdę krucha, więc coś, co dla jednego będzie pestką, dla mnie może być urazem, który zapamiętam na długie lata... różni są ludzie. Nie miałem nigdy dziewczyny i na ten moment NIE WYOBRAŻAM sobie, abym związał się z jakąś. Boję się, że już zawsze będę sam, nie będę miał znajomych. Ba, ja to wiem, że tak będzie, jeśli nie zmienię swojego życia. Tylko jak mam to zrobić? Coraz częściej płaczę z bezsilności, myślę o samobójstwie. Czuję, że moja psychika z tygodnia na tydzień jest w coraz gorszym stanie. Błagam o jakieś wskazówki, jak postępować, by nie być tak aspołecznym, dziwnym, tępym człowiekiem.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Czy padaczka alkoholowa może powrócić?

Około 14 miesięcy temu miałem atak padaczki alkoholowej. Przed tym atakiem piłem ok. 4 lata, a przez 2 ostatnie lata piłem codziennie. Od 14 miesięcy jestem na pełnej abstynencji (nawet bardzo drażni mnie, kiedy np. w kawałku ciasta wyczuję zapach...

Około 14 miesięcy temu miałem atak padaczki alkoholowej. Przed tym atakiem piłem ok. 4 lata, a przez 2 ostatnie lata piłem codziennie. Od 14 miesięcy jestem na pełnej abstynencji (nawet bardzo drażni mnie, kiedy np. w kawałku ciasta wyczuję zapach spirytusu, rumu, koniaku itp., mam wtedy ochotę pójść do sklepu i wsunąć im to w....), ale to tak na marginesie. Mam takie pytanie - czy padaczka alkoholowa może u mnie jeszcze powrócić, nawet za kilka lat, i to przy zachowaniu pełnej abstynencji? Słyszałem, że istnieje coś takiego jak "padaczka późna" i występuje ona w ok. 25% przypadków u alkoholików, którzy już nie piją. Proszę o odpowiedź, czy mam się jeszcze obawiać takiego ataku kiedykolwiek? Dodam jeszcze, że TK głowy nie wykazało u mnie żadnych uszkodzeń mózgu. Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka

Lęk. Ciążąca przeszłość. Depresja?

Witam. Mam na imię Kasia i mam 17 lat. Kiedy miałam 12 lat, rodzice wpadli nie ze swojej winy w poważne kłopoty. Ojciec zaczął pić. Codziennie kłótnie, wrzaski w domu. Codziennie lękałam się, czy tata wróci do domu pijany,...

Witam. Mam na imię Kasia i mam 17 lat. Kiedy miałam 12 lat, rodzice wpadli nie ze swojej winy w poważne kłopoty. Ojciec zaczął pić. Codziennie kłótnie, wrzaski w domu. Codziennie lękałam się, czy tata wróci do domu pijany, czy znowu będę leżała w łóżku i płakała w głos, czy będę musiała iść i szukać ojca po nocy w mieście. Wszystko trwało około 3 lata. W tym okresie miałam próby samobójcze. Dzięki swojej wychowawczyni w szkole, która nie mówiąc nic rodzicom, pomagała mi wyjść z popłochu. Straciłam wiarę, gdyż krewny, który jest księdzem, okradł nas. W wieku 15 lat sprzedaliśmy dom i zamieszkaliśmy u babci. Przez to, że rodzice nie zarabiali już tak dużo kasy jak dawniej, odwróciła się od nas rodzina. Kiedy zamieszkaliśmy u babci, tata przestał pić. Wtedy na rok odzyskałam spokój. Znalazłam nowych przyjaciół, nową szkołę, nowe otoczenie. Było dobrze, choć ciągle wracałam do przeszłości. Po kryjomu chodziłam przed bramkę domu i płakałam. Nadal to robię, nie umiem tego zostawić za sobą, gdyż wydarzyło się tam za dużo kluczowych momentów mojego życia. Od kilku miesięcy (około 6) nie umiem sobie ze sobą poradzić. Nie wierząc, nie umiem odnaleźć nadziei. Jak bardzo chciałabym uwierzyć, tak nie umiem. Żyję przeszłością. Nie umiem skupić się na teraźniejszości, a co dopiero patrzeć z uśmiechem na twarzy w przyszłość. Mama ma do mnie pretensje od września, że z nią nie rozmawiam, ale jak mam z nią rozmawiać, skoro nie mam prawa mieć własnego zdania, bo to ONA zawsze ma rację, a kiedy już mam inne zdanie od niej, to od razu na mnie krzyczy. Często się boję. Rok temu pisałam do gazet swoje artykuły, zaprzestałam, ponieważ nie miałam siły. Mama ma do mnie ogromne pretensje, że już nie piszę, codziennie mi to wypominając. Codziennie skutecznie mnie to gasi, przytłacza jeszcze mocniej. Mówi, że nie mam ambicji, nie wiedząc, jak wiele ich we mnie buzuje. Szkoda, że ona tak dobrze potrafi mnie "zabić". W szkole radzę sobie dobrze, przeciętnie. Matka nie wie o mnie nic, nie wie, jak bardzo cierpię, jak bardzo to wszystko przeżywam. Nie wie, że czasem nie przesypiam nocy, a czasem śpię po 13 godzin, jak mam taką możliwość. Nie wie nic. Wczoraj powiedziała, że nienawidzi użalania się nad sobą. Ostatnio żyję tylko dla swojego chłopaka (jesteśmy ze sobą już ok. 2 lat). Gdyby nie muzyka, nie wiem jak by było. W bezsenne noce czytam. Kiedyś, budząc się i widząc słońce, umiałam się uśmiechnąć i nabrać entuzjazmu do życia. Dziś nie umiem, ciągle czuję w środku ogromny lęk, a w klatce piersiowej wielką kulę. Nie umiem pozbyć się przygnębienia. Kiedy jestem sama, płaczę jak dziecko. Nie mam ochoty na nic. Nic nie chce mi się robić; najzwyczajniej w świecie nie mam na to siły. Najchętniej leżałabym w pokoju, słuchała muzyki i pisała. Gubię myśli, gdyż moja głowa jest już za mała na ich pomieszczenie. Męczą mnie okropnie. Nie wiem, co mam robić, pogubiłam się. Proszę o jakąkolwiek pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska
Patronaty