Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Zdrowie psychiczne: Pytania do specjalistów

Dlaczego jestem osłabiona, nasilają się bóle głowy, barku i w klatce piersiowej?

Mam 15 lat. Ostatnio jestem osłabiona, nasilają się bóle głowy, barku i w klatce piersiowej. Drętwieją mi ręce i słyszę szumy w uszach.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam nerwicę - co robić?

Witam, mam 15 lat od 3 miesięcy mam nerwicę. Zawsze byłam nerwowa, ale od 3 miesięcy mam ataki złości, jak np ktoś mnie krytykuje, potrafię zrobić i powiedzieć wszystko. Moje rodzeństwo denerwuje mnie celowo, gdy się denerwuje potrafię się rozpłakać....

Witam, mam 15 lat od 3 miesięcy mam nerwicę. Zawsze byłam nerwowa, ale od 3 miesięcy mam ataki złości, jak np ktoś mnie krytykuje, potrafię zrobić i powiedzieć wszystko. Moje rodzeństwo denerwuje mnie celowo, gdy się denerwuje potrafię się rozpłakać. Robią mi się oczy czerwone, a nie kiedy się trzęsę, a do tego bolą mnie wszystkie mięśnie i ściska mnie w gardle, kiedy mam jakiś problem próbuję pogadać z mamą, ona odp ''nie mam czasu”. Próbowałam już wszystkiego. Rozmawiać, zawsze słyszałam, że panikuje, przeżywam, histeryzuje. Teraz wiem, że rodzice mi nie pomogą. Pierwszy lekarz powiedział, że to nerwobóle, drugi, że to może być depresja oraz nerwica poprzez dorastanie dal mi skierowanie na badania(toksokaris). Wynik wyszedł pozytywnie i lekarz powiedział, że to przez to mogę się tak źle czuć. Czytałam w internecie, że w czasie tej choroby jest się nerwowym. Boli w okolicy jelit, brzucha, płuc itp. Lecz co mam zrobić z tą nerwicą? Bardzo mi to utrudnia życie. Mam dziwne myśli, że umrę (a bardzo się boję śmierci) gdy serce zaczyna bić szybciej lub gdy mam trudności z oddychaniem. Wyobrażam sobie różne rzeczy. Bardzo proszę o poradę. Dziękuję i pozdrawiam    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego nie mam chcęci do działania i coraz częściej myślę o samobójstwie?

Mam 17 lat. Od gimnazjum zmagam się z coraz gorszym nastrojem. Kiedyś nie zwracałem uwagi na to, że ludzie palą czy piją, pewnie dlatego miałem liczne grono znajomych. Z czasem liczba znajomości zaczęła się ograniczać do osób, które można...

Mam 17 lat. Od gimnazjum zmagam się z coraz gorszym nastrojem. Kiedyś nie zwracałem uwagi na to, że ludzie palą czy piją, pewnie dlatego miałem liczne grono znajomych. Z czasem liczba znajomości zaczęła się ograniczać do osób, które można policzyć palcami jednej ręki. Zapewne przez to, że nie zacząłem nienawidzić ludzi pijących alkohol (nawet w niewielkich ilościach, nigdy nie piłem) i co się z tym wiąże młodzież, subkultury, które kojarzą mi się z piciem itp. Stało się to dosyć obsesyjne gdyż kogokolwiek bym nie poznał oceniam go tylko po tym czy pije czy nie. Jeśli tak od razu zaczynam go ignorować. Powoli ludzie, których lubiłem, zmieniali się tak, że po prostu zacząłem ich unikać. Przez całe lata ciągnie się za mną olbrzymia samokrytyka. Na początku stopniowo i to w małych ilościach towarzyszyły mi myśli samobójcze, lecz teraz nie ma dnia bez tego, myślę, że nie ma innego wyjścia. W domu też nie za ciekawa sytuacja, rodzice - kłótnie + olbrzymie długi. Nie umiem sobie znaleźć zajęcia, chodzę do technikum informatycznego, lecz nie mogę się czymś konkretnym zainteresować w co mógłbym ciągnąć moją przyszłość. Na jakieś hobby, które przykuło by moją uwagę nie mam zbytnio co liczyć, bo pieniędzy nie mam. Zniechęcam się do większości działań. Staram się nikomu w domu nie przeszkadzać, pomagam w pracach domowych oraz staram się jak najmniej narzucać na wydatki domowe (prąd, woda itp.), jestem inny niż bracia którzy imprezują ile się da i nie myślą o problemach w domowych. Teraz, gdy ferie są, nie wychodzę nigdzie, tylko przesiaduję w domu przed komputerem. Brak motywacji na jakiekolwiek działanie, pogoda, miejsce zamieszkania (daleko od miasta mieszkam i nie mam żadnych kolegów w okolicy domu ). Staje się coraz bardziej nerwowy, lecz nie okazuję tego zachowaniem, lecz czuję w sobie jakbym miał zaraz wybuchnąć. Coraz gorzej sobie radzę, a nie mam na kim polegać.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak zdiagnozować chorobę psychiczną?

Od 5 lat mam problemy psychiczne. Mam 27 lat, cierpię na huśtawki nastroju. Bywają dni kiedy czuję się normalne i myślę w miarę trzeźwo. Jednak małe rzeczy potrafią wytracić mnie z równowagi i wprowadzają w desperacje. Stan takiej desperacji może...

Od 5 lat mam problemy psychiczne. Mam 27 lat, cierpię na huśtawki nastroju. Bywają dni kiedy czuję się normalne i myślę w miarę trzeźwo. Jednak małe rzeczy potrafią wytracić mnie z równowagi i wprowadzają w desperacje. Stan takiej desperacji może utrzymywać się od kilku dni do kilku tygodni i wtedy łatwo wpadam w złość, bywam agresywna, zamykam się w pokoju, przeklinam i krzyczę. W skrajnych przypadkach brakuje mi motywacji by oddawać się normalnej rutynie dnia i spędzam czas w łóżku, niekiedy nachodzą mnie myśli samobójcze, choć nie mam rzeczywistego zamiaru popełnić samobójstwa. Jedynie myślę wtedy, że ustąpiłby mój ból. Leczono mnie antydepresantami, które pomogły tylko na kilka miesięcy, a potem już przestały działać. Ostatnio kiepsko się dogaduje z chłopakiem, ponieważ gdy mamy drobne sprzeczki albo wymiany zdań popadam w desperacje, a on twierdzi, że tylko narzekam i mam do niego pretensje, choć w rzeczywistości nie mam. Za każdym razem kiedy on się ze mną nie zgadza w jakiejś kwestii ogarnia mnie lek, że się ze mną rozstanie. Jak się kłócimy to często wydaje mi się, że mówi do mnie jak przez mgłę i mam poczucie odrealnienia jakby mnie tam nie było. Jednocześnie mój ojciec popełnił samobójstwo 5 lat temu i bez przerwy o nim myślę, nie potrafię zostawić go w przeszłości. Nie mam żadnych koszmarów związanych ze sposobem w jaki popełnił samobójstwo ale cały czas wspominam go i mam pełno jego zdjęć w pokoju. Mieszkam obecnie w UK i służba zdrowia tutaj szwankuje. Zastanawiam się czy moje objawy brzmią poważnie, czy po prostu jest to normalna reakcja osoby borykającej się z różnymi trudnościami. Byłabym wdzięczna za pomoc. Czytałam ostatnio o leczeniu chorób psychicznych i moje objawy przypominają bardzo borderline, tylko, że nie miałam żadnych traumatycznych przeżyć jako dziecko.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mam szkolną fobię?

Mam 15 lat i jestem w drugiej klasie gimnazjum. Do podstawówki chodziłam chętnie, ale od kiedy poszłam do gimnazjum nie chcę chodzić do szkoły, jeszcze w pierwszym semestrze pierwszej klasy chodziłam normalnie, ale od drugiego semestru zaczęły się problemy -...

Mam 15 lat i jestem w drugiej klasie gimnazjum. Do podstawówki chodziłam chętnie, ale od kiedy poszłam do gimnazjum nie chcę chodzić do szkoły, jeszcze w pierwszym semestrze pierwszej klasy chodziłam normalnie, ale od drugiego semestru zaczęły się problemy - nie chcę chodzić, mówię mamie, że boli mnie brzuch, głowa, że mam zawroty głowy itp. W drugiej klasie jest już coraz gorzej, mam bardzo dużo opuszczonych lekcji, a to przez to, że się boję iść do szkoły i udaję, że się źle czuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić z tym, że nie radzę sobie w życiu, boję się studiów i pracy?

  Mam na imię Kasia, mam 25 lat, kompletnie nie radzę sobie w życiu. Ledwo zdałam maturę, studia mnie stresowały więc zrezygnowałam. Obecnie pracuję czasem dorywczo, przeraża mnie myśl o stałej pracy, ciągle uciekam. Nie wyobrażam sobie pracować codziennie po...

  Mam na imię Kasia, mam 25 lat, kompletnie nie radzę sobie w życiu. Ledwo zdałam maturę, studia mnie stresowały więc zrezygnowałam. Obecnie pracuję czasem dorywczo, przeraża mnie myśl o stałej pracy, ciągle uciekam. Nie wyobrażam sobie pracować codziennie po 8 godzin z tymi samymi ludźmi. Za duży stres i presja. Nie radzę sobie z tym. Do tego dobija mnie samotność, nie potrafię nikogo poznać. Brak studiów też mnie męczy, ale za duży stres chodzenie tam. Co robić? Ta sytuacja trwa już od paru lat.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy jest to możliwe, żeby osoba w dorosłym życiu stała się upośledzona umysłowo w stopniu lekkim?

Niedawno moja mama została w wieku 48 lat zdiagnozowana jako osoba z lekkim upośledzeniem umysłowym z zaburzeniami adaptacyjnymi. Czy jest to możliwe, żeby wcześniej nikt nic nie zauważył - w szkole czy w pracy zawodowej jako ślusarz? Słyszałam, że...

Niedawno moja mama została w wieku 48 lat zdiagnozowana jako osoba z lekkim upośledzeniem umysłowym z zaburzeniami adaptacyjnymi. Czy jest to możliwe, żeby wcześniej nikt nic nie zauważył - w szkole czy w pracy zawodowej jako ślusarz? Słyszałam, że uczyła się dobrze. Ja do tej pory myślałam, że jej zaburzone zachowania oraz powolne ruchy wynikają z jej nadwagi - 45 kg - oraz z choroby serca i niewłaściwych relacji z mężem (ciągłe kłótnie i upokarzanie). Dodam również, że moja mama była wychowywana na wsi wyłącznie przez swojego tatę. Zastanawiam się także dlaczego bierze leki na depresję oraz schizofrenię skoro nic o tych chorobach nie ma w jej wypisie ze szpitala?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Jak poradzić sobie z chorobą przyjaciółki?

Mam świetną przyjaciółkę. Znamy się nie cały rok ale bardzo lubimy. Nie dawno okazało się, że jest ona chora na nerwicę i na coś jeszcze związane z przełykiem. Boję się z nią dłużej przyjaźnić ale też nie fair byłoby zostawić...

Mam świetną przyjaciółkę. Znamy się nie cały rok ale bardzo lubimy. Nie dawno okazało się, że jest ona chora na nerwicę i na coś jeszcze związane z przełykiem. Boję się z nią dłużej przyjaźnić ale też nie fair byłoby zostawić ją samą podczas choroby(dotychczas zawsze tak robiłam. Zawsze zostawiałam przyjaciółkę samą w najgorszym momencie) jednak po niej widzę, że nie chce żebym ją opuszczała. Błagała żebym nadal się z nią przyjaźniła. Bardzo się boję ale pomimo lęku nadal jestem przy niej. Celem mojego pytania jest to jak zachowywać się przy niej wiedząc, że jest chora. Sama bardzo przeżywam jej chorobę... Przepłakałam nie jedną noc po tym jak powiedziała mi że jest chora... Nie umiem wyobrazić sobie co by było gdyby teraz zmarła... Nadal z nią zostać czy po prostu powiedzieć "żegnaj" i zostawić? Proszę o pomoc i wskazówki jak zachowywać się w stosunku do niej tak żeby jej nie denerwować.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy skoro się boję środków komunikacji i tego, że zaraz umrę, powinnam udać sie do specjalisty?

Witam, Obecnie mam 20 lat i zastanawiam się czy jest ze mną wszytko w porządku. Mianowicie od dłuższego czasu mam problem z lękiem, który, póki co, pokonuję, jednak cały czas się obawiam, że któregoś dnia nie będę w stanie sobie...

Witam, Obecnie mam 20 lat i zastanawiam się czy jest ze mną wszytko w porządku. Mianowicie od dłuższego czasu mam problem z lękiem, który, póki co, pokonuję, jednak cały czas się obawiam, że któregoś dnia nie będę w stanie sobie z nim poradzić. Mam problem z wychodzeniem z domu, oczywiście wychodzę spotykam się z ludźmi, uwielbiam towarzystwo. Jednak gdy mam wyjść gdzieś sama ogarnia mnie strach i pytania typu: jak ja wyglądam, wszyscy będą na mnie patrzeć, albo w ogóle nie dam rady określić tego lęku. Tłumaczę sobie, że „będzie okey, czego się boisz?”. Najgorzej jest z autobusami - to mój problem odkąd pamiętam. Gdy jadę z kimś, bądź rozmawiam przez telefon wszystko jest spoko, natomiast gdy nie mam do kogo napisać lub zadzwonić, a co najgorsza - nie mam środków na koncie, ogarnia mnie taka trwoga, że mam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą przez to, że tak mi się wydaje, mam napięte mięśnie i głowa co jakiś czas mi odmawia posłuszeństwa, tzn. w formie jakby tiku. Od niedawna dowiedziałam się, że także choruję na serce, mam problem z zastawkami. Gdy nie mam tabletek w torbie jest mi nie dobrze i myślę, że umrę. Na domiar wszystkiego kiedy myślę o śmierci ogarnia mnie paranoja, strach i silny lęk. Chciałabym sobie z tym poradzić, bo cholernie z tym nie wytrzymuję - proszę o radę i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Przeraża mnie całe życie...

Mam 20 lat, jestem studentką co szczególnie mi ciąży. Swoją przygodę ze studiami rozpoczęłam już rok temu, kiedy zamierzałam wybrać się na wybrany przeze mnie kierunek, jednak po jednorazowym pobycie tam uciekłam z płaczem. Przerażało mnie to, że nikogo nie...

Mam 20 lat, jestem studentką co szczególnie mi ciąży. Swoją przygodę ze studiami rozpoczęłam już rok temu, kiedy zamierzałam wybrać się na wybrany przeze mnie kierunek, jednak po jednorazowym pobycie tam uciekłam z płaczem. Przerażało mnie to, że nikogo nie znam a poza tym wydarzył się incydent z powodu, którego poczułam ogromny wstyd a mianowicie: okazało się przy odbiorach indeksów, że mojego nie ma więc kobieta zajmująca się tym zapytała, kiedy składałam papiery do szkoły. Od razu poczułam, że czerwienieje na twarzy i nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, więc jakieś dziewczyny zaczęły się śmiać, a mi było strasznie wstyd :( zrezygnowałam. Kiedyś nie byłam osobą wstydliwą dla której problemem było pójście na pocztę lub w jakieś inne publiczne miejsce, natomiast teraz ciągle unikam konieczności pójścia gdziekolwiek byle tylko nie musieć rozmawiać z obcymi ludźmi. Aktualnie rozpoczęłam studia po raz 2. Oblałam swój pierwszy egzamin, mimo sporej ilości czasu poświęconej na naukę, co strasznie mnie podłamało. Nie wierzę w siebie. Jeżeli chodzi o te studia to od początku było tak, że robiłam je ze względu na mojego tatę. Gdyby nie on uciekłabym stamtąd jak najszybciej. Wściekłby się gdybym po raz kolejny rzuciła studia. Gdy tylko wspominam o tym, że te studia są dla mnie jak za karę bo z nikim nie rozmawiam, egzaminy mnie stresują, on mówi że najlepiej siedzieć w domu i nic nie robić a przecież to nieprawda. Nie potrafi zrozumieć że ja się od nich wykręcam nie dlatego, że mi się po prostu nie chce a dlatego, że gdy przychodzi weekend zajęć nie śpię w nocy ze stresu, serce mi wali i czuję jakbym miała zaraz zemdleć.. Chcę mi się płakać bo wiem, że nie dam sobie z tym rady. Wmawiam sobie: będzie dobrze i na moment przechodzi cały te strach ale co z tego kiedy za chwilę znów wraca.. Żyję w ciągłym stresie. Już raz korzystałam z rady psychologa, byłam na kilku spotkaniach jednak bez skutku. Rodzice mnie wspierają ale wiem, że zawiodłam ich nie raz i zrobię to na pewno po raz kolejny. Nie chce mi się żyć. Co robić?    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy żółtaczka wpływa na moje samopoczucie?

Witam, Mam 18 lat, jestem kobietą. Choruję na żółtaczkę, mam bardzo słabą odporność, jednak nie sądzę, by miało to jakiś związek z moim stanem duchowym. Od pięciu lat nie potrafię ustabilizować mojego nastroju. Popadam ze skrajności w skrajność. Wystarczy...

Witam, Mam 18 lat, jestem kobietą. Choruję na żółtaczkę, mam bardzo słabą odporność, jednak nie sądzę, by miało to jakiś związek z moim stanem duchowym. Od pięciu lat nie potrafię ustabilizować mojego nastroju. Popadam ze skrajności w skrajność. Wystarczy błahostka, jak niemiłe zachowanie sprzedawczyni w sklepie, zła ocena w szkole, poczucie źle wypełnionego obowiązku, zły wygląd, bym kompletnie się załamała. Czasem dzieje się to zupełnie bez powodu. W jednej chwili tracę ochotę na wszystko, nie mam siły zająć się nauką/innymi obowiązkami, przez co jeszcze bardziej się nakręcam i załamuję. Czasem myślę o śmierci. Na następny dzień przeważnie wszystko jest w porządku, do czasu gdy znów spotka mnie coś przykrego. Wahania nastroju nękają mnie czasem codziennie, czasem raz na tydzień. Nie potrafię zaplanować swojej przyszłości. Kończę liceum, powinnam już dawno wybrać kierunek studiów, jednak na nic nie umiem się zdecydować. Nie wyobrażam sobie siebie za 5-10 lat. Potrafię myśleć jedynie o bieżących sprawach. Gdy zaczynam o tym myśleć, zazwyczaj tracę humor i ochotę na cokolwiek. Kiedyś próbowałam porozmawiać o tym z mamą, jednak po tym czułam się o wiele gorzej. Mam niewielu przyjaciół, nie potrafię się nikomu zwierzać, okazywać uczuć. Nigdy tego nie robiłam. Mimo, że jestem już dorosła nie wyobrażam sobie siebie w związku. Czasem nawet chciałabym mieć kogoś bliskiego, jednak jeśli miałabym taką szansę wiem, że bym uciekła w obawie konieczności otwarcia się przed kimś, myślę, że nie potrafiłabym spełnić oczekiwań drugiej osoby. Kilka lat temu wybrałam się do psychologa szkolnego, jednak z nim również nie potrafiłam rozmawiać. By ukryć swoje uczucia zaczęłam kłamać. Na zewnątrz raczej nie okazuję swoich uczuć, emocji, wygląda, że wszystko jest w porządku. Zazwyczaj "gram", by ukryć swój prawdziwy nastrój. Staram się zdrowo odżywiać, uczę się dosyć dobrze. Organizuje sobie czas, by nie mieć go na pesymistyczne myślenie. Próbuję nie dopuszczać do sytuacji, która mogłaby po raz kolejny sprokurować łzy. Chciałabym uzyskać poradę, jak lepiej radzić sobie sama ze sobą, jak odnaleźć się w życiu. Zawsze byłam bardzo podatna na wpływy otoczenia, chciałabym się ustabilizować. Nie wyobrażam sobie jednak wizyt u psychologa, nie potrafię zwierzać się najbliższym, tym bardziej nie potrafiłabym tego robić przy obcej osobie. Bardzo liczę na pomoc i z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co może dolegać mojemu chłopakowi?

Ja już nie wiem co mam robić, chodzi o mojego faceta, jestem z nim 3 lata. Ma 26 lat. Od dwóch nie mogę mu przemówić do rozsądku, że dzieje się z nim źle, wiecznie się zawiesza, rozmawia z innymi, a...

Ja już nie wiem co mam robić, chodzi o mojego faceta, jestem z nim 3 lata. Ma 26 lat. Od dwóch nie mogę mu przemówić do rozsądku, że dzieje się z nim źle, wiecznie się zawiesza, rozmawia z innymi, a patrzy jakby w przestrzeń z zawieszeniem, ale kontaktuje. Ma tysiące planów, a z realizacją nic nie robi, nie może znaleźć stałej pracy, bo wiecznie coś mu w niej nie pasuje, często ma problemy ze snem, żołądkiem, dziwne huśtawki nastroju, nerwy. Ponad 6 lat temu przeżył jako jedyny wypadek (nie był kierowcą, a ludzie gadali, że to on i odsuwali się do niego, upokarzali) do tego wychował się w biedzie, porzucony przy narodzinach przez ojca, mama jego, z którą mieszka, jest dziwną kobietą, impulsywną, mało inteligentną, nie przeszkadza jej życie w brudzie, ciężko z nią porozmawiać, zachowuje się jak głupia, nic nie da się jej przegadać, mój chłopak coraz bardziej się denerwuje na nią, choćby że nie dociera do niej, by nie dotykała gniazdek prądu z mokrymi lejącymi się z wody rękoma. Jeśli chodzi o mojego chłopaka zauważyłam że jest inteligentny, ma niesamowita pamięć, wszystko szybko łapie, ale ostatnio widzę coraz to większe niechęci do czegokolwiek i gadanie od rzeczy, za każdym razem gdy poruszam ten temat jest zły i się obraza i każe mi iść do domu, bo twierdzi, że ja mam wiecznie pretensje, wiecznie jest źle w moich oczach, ale problem w tym, że on się nie zmienia, więc ja drążę ten temat i nic to nie daje. Czy to depresja, czy problemy z psychiką? Czy z wiekiem może upodabniać się do mamy i być taki jak ona? Ja naprawdę sama się wykańczam, bo nie wiem co robić, a chcę pomóc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak radzić sobie z codziennym stresem, czy ja mam depresję?

Od kilku miesięcy nie panuję nad sobą, wybucham taką złością, że jeszcze nigdy nie było we mnie takich negatywnych emocji. Pracę mam ciężką fizycznie, meczy też mnie psychicznie, bo mam sporo rzeczy na głowie. Ludzie w pracy nie są...

Od kilku miesięcy nie panuję nad sobą, wybucham taką złością, że jeszcze nigdy nie było we mnie takich negatywnych emocji. Pracę mam ciężką fizycznie, meczy też mnie psychicznie, bo mam sporo rzeczy na głowie. Ludzie w pracy nie są pomocni, każdy patrzy na siebie. Kiedyś, jak przyszłam do pracy każdemu pomagałam, ale przestałam, bo widzę, że nikt nie potrafi nawet powiedzieć dziękuję. Mam 3-letnią córkę - ona też potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Pracuję do późna. W domu jestem o 24, kładę się spać o 1. Moja córka przez całą noc potrafi mnie budzić po 3-4 razy, kiedy wstaję o 8-9 nie mam sił wstać, czuję się jak głaz. Wchodzę do salonu, kuchni i jak widzę bałagan, doprowadza mnie to do szalu. To jest kolejna rzecz, która mnie wyprowadza z równowagi. Po południu idę do pracy, tam też nie czeka na mnie nic dobrego. Wieczny stres i brak zrozumienia doprowadza mnie do tego, że często zdarza mi się krzyknąć na kogoś podkreślam, że na samym początku pracy było wszystko OK, każdy wydawał się w porządku itd. Teraz nawet ci, których lubiłam wydają mi się niefajni. Wieczorem przyjeżdża mój partner - ledwo wsiądę do auta już się kłócimy. Denerwuje mnie jego podejście do życia, dobija mnie codziennie, dla niego najważniejsze jest żeby zebrać jak największą sumę pieniędzy dla mnie nie. Jest to przykre, ale nigdy nie usłyszałam od niego pochwały. Jak mieliśmy problemy finansowe znalazłam szybko pracę, spłaciłam nasze długi i do tego odkładam 3/4 mojej wypłaty i jeszcze słyszę, że moja praca nic nie daje. Jak mam się czuć kiedy się staram, żeby nam dobrze w życiu było, a on wiecznie niezadowolony jest? Kiedy znalazłam pracę usłyszałam miłe słowa od mojej koleżanki, nie od niego. Dla niego ważne jest to, żeby się dorobić, mieć piękne auto - nie zauważa tego, że ja jestem coraz bardziej słaba psychicznie, że nie mam już sił na nic. Nie mam ochoty się do niego przytulić, nie mam ochoty na niego nawet patrzeć, jest dla mnie obojętny. Gdyby nie to, że mamy córkę myślę, że już bym go zostawiła. Kocham go, ale rani mnie tym, że nie docenia mnie w ogóle. Kiedyś byłam uśmiechnięta, miałam dużo znajomych, miałam mnóstwo pomysłów. Mam do dziś pełno pomysłów na życie, ale on odbiera mi chęć do życia. Chciałam iść na prawo - jazdy stwierdził, że nie będzie nas stać na drugie auto. Chciałam iść na kurs angielskiego - stwierdził, że nie mamy pieniędzy i że jak stracę parce to będzie ciężko. W mojej firmie jest tak, że zatrudniają na 9 miesięcy, a potem dają 3 miesiące przymusowego urlopu, tak więc jak będę szukać nowej pracy, a nie znajdę, mogę tam wrócić, choć modlę się do Boga, żeby tam nie wrócić. Chciałabym lepszą pracą, chciałabym wrócić do tego stanu psychicznego co kiedyś.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co robić, bo nie potrafię żyć z nią, ani bez niej?

Nie potrafię myśleć o niczym co jest związane z moim codziennym koniecznym życiem. Żyję pod wieloma maskami - najchętniej obwieściłabym światu, że mnie nie ma i zamknęła się gdzieś głęboko w domu nie istniejąc dla nikogo. Tak wiele błędów popełniłam,...

Nie potrafię myśleć o niczym co jest związane z moim codziennym koniecznym życiem. Żyję pod wieloma maskami - najchętniej obwieściłabym światu, że mnie nie ma i zamknęła się gdzieś głęboko w domu nie istniejąc dla nikogo. Tak wiele błędów popełniłam, tak wiele rzeczy zrobiłam źle, nie liczy się już dla mnie nic zupełnie nic. Chciałabym zniknąć, zupełnie, totalnie, żeby już mnie nie było, chciałabym pozbyć się świadomości popełnionych czynów. Wtedy mogłabym żyć. Teraz już nie chcę, nie mogę. Nie mam tylko odwagi odejść, tak realnie odejść, albo tak odłączyć się myślami. Czuję się najnieszczęśliwsza niż kiedykolwiek byłam. Wykrzyczałabym całemu światu: żegnajcie! Tracę wszystko - przyjaciół, rodzinę, pracę, kontakty. Żyję w zamkniętym świecie, ja i ona. Jak ona jest ze mną jest dobrze - jak jej nie ma nie potrafię żyć nie ma mnie - nie żyję. Chaos mojej wypowiedzi, bo nie wiem co mam powiedzieć. Nie potrafię poukładać sobie życia, wydaje mi się końcem świata sytuacja, w której się znajduję, a drugim końcem wydawałoby mi się zamknięcie tej sytuacji. Nie potrafię - czuję się odpowiedzialna za wszystko co się stało - straciłam prawo do własnego życia, oddałam się jej i jestem taka jak ona chce. Tylko dla niej sama ułożyłam kawałki tego świata – wiem, że jetem u kresu swoich sil. Jak ją zostawię boję się, że ona sobie nie poradzi, jak jestem z nią - boję się, że jestem jej zabawką. Chciałabym uciec stad, uciec na koniec świata, spakować się i uciec, inaczej ucieknę na zawsze - tylko jak? Jak pozbawić siebie życia? Nie mam odwagi, nie wiem jak? Wiem, że nie mam po co żyć. Przekonuję się, że żyję dla niej, a ona, czy ona docenia chociaż trochę tego, że żyję? Okłamujemy się wzajemnie, że jest dobrze, że wszystko się poukłada. Jak ja wrócę do swojego życia, jak ja to poukładam? Teraz moim planem jest zmiana wszystkiego o 180 stopni. Chciałabym zmienić wszystko - uciec od świadomości, uciec na zawsze. Jak uciec? Gdzie uciec? Jak się nie ma co ze sobą zrobić trzeba skończyć wszystko. Jestem zazdrosna o to, że ona ma swoje życie, swoje tajemnice, a ja nie mogę mieć swojego, bo oddałam siebie jej oddałam siebie. Nawet nie wiem, czy chcę jakiegokolwiek ratunku. Nawet nie wiem czy chcę i czy mam o co walczyć. Jeszcze mam siłę, żeby wyjść do pracy i udawać, że jestem tą osobą, którą znają, ale wiem, że to wszystko pęknie, kiedyś pęknie, wiem, że kiedyś wykrzyczę światu, że to nie ja, że ja już nie istnieję. Nie wiedziałam, że to tak wszystko się poukłada. Nie wiedziałam, że tak się stanie. Nie potrafię żyć z nią, bez niej… Chcę to jakoś zakończyć.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić z moimi stanami lekowymi?

Witam, Mam 20 lat i od dłuższego czasu cierpię na bardziej lub mniej napastliwe stany lękowe, problemy z uśnięciem, częste budzenie się w nocy, koszmary senne, nawet po 13 h przespanych budzę się zmęczona. W ciągu dnia pojawia się... Witam, Mam 20 lat i od dłuższego czasu cierpię na bardziej lub mniej napastliwe stany lękowe, problemy z uśnięciem, częste budzenie się w nocy, koszmary senne, nawet po 13 h przespanych budzę się zmęczona. W ciągu dnia pojawia się apatia, zmęczenie, napady łaknienia. Jestem w szczęśliwym związku, mimo to spędzam sporo czasu płacząc bez większego powodu. Głównym obiektem lęku jest śmierć, często parę razy w ciągu dnia widząc nic nie znaczące przesłanki, boję się, że zaraz zdarzy się coś tragicznego, przed snem myślę czy nikogo nie zraniłam na wypadek śmierci, ciągle wyszukuję u siebie fatalne choroby. W towarzystwie bliskich osób uśmiecham się i potrafię się cieszyć daną chwilą, gdy zostaję sama zaczynają się moje problemy. Do niczego co robię nie potrafię wykrzesać żadnego zapału, nie umiem radzić sobie ze stresem i moimi obawami. Może to być związane z silnym naciskiem ze strony rodziców na sprawy wiary, co do których mam wątpliwości.Nie mam napadów duszności, zdarza się jednak przyspieszone bicie serca. Nie potrafię sobie radzić z daną sytuacją, więc często zabijam czas w różny sposób, nie robiąc niczego konstruktywnego, za co później mam do siebie pretensje. W opinii znajomych jestem osobą wesołą, optymistyczną, pewną siebie, w sytuacjach, w których nie dotyka mnie mój problem rzeczywiście tak jest. Nie chcę z nikim z bliskich mi osób porozmawiać o moich lękach, ponieważ boję się, że jak zburzę ich wyobrażenie o mnie jako silnej kobiecie kompletnie się załamię. Wiem, że bez bezpośredniego kontaktu lekarz nie jest w stanie ustalić jednoznacznej diagnozy, jednak prosiłabym o pewne przesłanki co do mojego stanu i rady jak sama mogę poradzić sobie z sytuacją.
odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam borderline?

Witam, Mam 22 lata, jestem z "dobrego domu", w mojej rodzinie nie było żadnych większych patologii (poza sprzeczkami i niekiedy przemocą słowną). Od czasów liceum miałam tendencje do nadużywania alkoholu i środków uderzających. W wieku dorastania przeżyłam dużą metamorfozę z...

Witam, Mam 22 lata, jestem z "dobrego domu", w mojej rodzinie nie było żadnych większych patologii (poza sprzeczkami i niekiedy przemocą słowną). Od czasów liceum miałam tendencje do nadużywania alkoholu i środków uderzających. W wieku dorastania przeżyłam dużą metamorfozę z dobrej dziewczynki, harcerki, w rozbijającą się po nocnych klubach królową rock&rolla;) Przemianę tą przypłaciłam ok. 3-miesięcznym okresem depresji, który minął, gdy związałam się z moim pierwszym chłopakiem. Od 3 lat, odkąd zerwaliśmy, nie potrafię się zdefiniować. To zerwanie było dla mnie dużym ciosem i diametralnie odmieniło mój światopogląd na idee związków, miłości i stabilizacji w dorosłym życiu. Generalnie rzecz biorąc zwątpiłam w to wszystko. Powróciły skłonności do nadużywania alkoholu, picia w samotności. Doszły do tego przelotne znajomości, kontakty seksualne z prawie nieznanymi mężczyznami i kobietami. Na studiach radziłam sobie świetnie, natomiast emocjonalnie była zupełnie rozbita. Wtedy zaczęłam podróżować. Ekstremalne podróże, odkrywanie nowych miejsc, stało się dla mnie "terapią". Niestety, po każdym powrocie do domu poczucie zagubienia i pustki wracało. Obecnie poznałam cudownego i wartościowego mężczyznę, z którym chciałabym stworzyć poważny związek, jednak za bardzo się boję, i to dwóch przeciwstawnych rzeczy. Boję się, że mnie porzuci oraz boję się ograniczenia tym związkiem. Będąc z nim zaczynam myśleć o stabilizacji i ogarnia mnie przerażenie. Strach przed przyszłością, dorosłym, spokojnym życiem sprawia, że nie mogę spać w nocy. Boję się uzależnienia od mojego partnera, a z drugiej strony bardzo pragnę mu spokojnie zaufać, bo wiem, że jest tego warty. Mam zmienne nastroje - raz jestem w euforii zakochania i jestem przekonana, że wszystko będzie świetnie, by zaraz potem dostać ataku lęku i czarnych myśli. Epatuję mojego chłopaka moją osobą, by zaraz potem zacząć go odtrącać, odpychać. Zastanawiam się, czy to tylko chwilowe, czy wybrać się do specjalisty. Jak już pisałam, póki co moje lęki i epizody depresyjne nie przeszkadzają mi w życiu zawodowym, jestem w stanie normalnie funkcjonować. Mam jednak wrażenie, że moje objawy wskazują na zaburzenie borderline i nie chciałabym, żeby to się pogorszyło. Boję się też, ze diagnoza zaburzenia osobowości dobije mnie i sprawi, że przestanę zupełnie nad sobą panować. Czy mogliby mi państwo doradzić? Powinnam iść do psychologa czy przeczekać?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to, że nienawidzę mężczyzn jest objawem choroby psychicznej?

Wydaje mi się, że jest to już choroba psychiczna - nienawidzę mężczyzn. Chociaż sama jestem ze swoim partnerem, czasem wydaje mi się, że nienawidzę również jego, mimo że go kocham. Mam uprzedzenia w stosunku do nich. Od dziecka wpajane było...

Wydaje mi się, że jest to już choroba psychiczna - nienawidzę mężczyzn. Chociaż sama jestem ze swoim partnerem, czasem wydaje mi się, że nienawidzę również jego, mimo że go kocham. Mam uprzedzenia w stosunku do nich. Od dziecka wpajane było mi, że facet to najgorsza istota. Potrafi tylko ranić i myśli jedynie o seksie. Chyba myślę tak samo…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Dlaczego czuję się przytłoczona, niepotrzebna i jakbym znikała powoli?

Witam, Od jakiegoś czasu czuję się niepotrzebna. Zazwyczaj bywałam bardzo wesołą osobą i pozytywnie patrzącą na świat, ale od jakiegoś czasu coś się popsuło, coś jest nie tak. Zacznę od tego, że pracuję jako niania i opiekuję się czterolatką, która...

Witam, Od jakiegoś czasu czuję się niepotrzebna. Zazwyczaj bywałam bardzo wesołą osobą i pozytywnie patrzącą na świat, ale od jakiegoś czasu coś się popsuło, coś jest nie tak. Zacznę od tego, że pracuję jako niania i opiekuję się czterolatką, która od września chodzi do przedszkola. Wcześniej zajmowałam się małą przez 8 - 9 godzin, teraz jest to 4 godziny (ale przez ponad 2 miesiące była chora od listopada do połowy stycznia więc byłam z nią cały czas w domu). Podczas nieobecności małej nie wiem co ze sobą zrobić. Próbuję znaleźć jakieś dodatkowe zajęcie, ale jak na razie nie ma ofert. Czy za bardzo przywiązałam do małej (opiekuję się nią ponad rok i mam 22 lata), czy może przytłacza mnie sytuacja w domu? Zamieszkała moja mama ze mną, ponieważ u niej w domu rury pozamarzały i nie da się mieszkać zimą, ale mama nie stroni od alkoholu i bardzo mnie denerwuje to, że pije, siostra mówi „wyrzuć ją, wyrzuć!”, ale jak to mogę zrobić? Jak mam wyrzucić matkę na minusową temperaturę? Faktem jest to, że zazwyczaj nie mam ochoty wracać do domu, bo tylko myślę czy mama jest pijana, czy wypiła jakieś piwo itd. Czasami mam ochotę wyjechać jak najdalej… :( Co się ze mną dzieję? Jestem przygaszona, bardziej impulsywna. Bardzo proszę o odpowiedź…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego, choć wiem, że muszę być twarda, pragnę tylko śmierci?

Chcę, aby te cierpienie wreszcie się skończyło. Mam dość ciągłego płaczu do poduszki w nocy, żeby nikt nie wiedział. Wszyscy uważają mnie za osobę, której psychiki nie da się zburzyć, ale ona już jest zburzona - od pewnego czasu myślę...

Chcę, aby te cierpienie wreszcie się skończyło. Mam dość ciągłego płaczu do poduszki w nocy, żeby nikt nie wiedział. Wszyscy uważają mnie za osobę, której psychiki nie da się zburzyć, ale ona już jest zburzona - od pewnego czasu myślę o samobójstwie, wiem, że to głupie uciekanie przed problemami i w ogóle, że niby to będzie cios dla moich bliskich i w ogóle, ale ja czuję, że oni poczują tylko ulgę. Z rodzicami nie rozmawiam o swoich problemach, a przyjaciele uważają mnie za osobę, która ma wszystko gdzieś, która jak nie pasuję jej coś to wstanie i powie to na głos, bo taka właśnie jestem, ale w środku czasem jednak potrzebuję wsparcia - nikt tego nie rozumie... Życie po woli traci dla mnie sens, zaczęłam często pić alkohol, także od pewnego czasu palę nałogowo, zastanawiam się nad braniem narkotyków (może to mi pomoże, ale wątpię) - przynajmniej odpłynę na jakiś czas i poczuję ulgę, nie wiem co będzie dla mnie lepsze, ale wiem, że będę musiała nie długo podjąć jakaś decyzję i nie wiem czy słuszną… Powiem, że takie wyżalenie się jest fajne, może przyniesie ulgę i nic nie zmienię w swoim życiu. Wiem, muszę być twarda, chcę taka być.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Uczucie odrealnienia i pesymizm

Witam! Od kilku miesięcy, nie wiem dokładnie ilu, ale szacuję, że stan ten zaczął się w sierpniu, więc trwa już ok. 5 miesięcy dziwnie się czuję. Nie mam depresji, nie o to chodzi. W ogóle, w tym roku skończę dopiero...

Witam! Od kilku miesięcy, nie wiem dokładnie ilu, ale szacuję, że stan ten zaczął się w sierpniu, więc trwa już ok. 5 miesięcy dziwnie się czuję. Nie mam depresji, nie o to chodzi. W ogóle, w tym roku skończę dopiero 16 lat, więc raczej nie biorę pod uwagę żadnych zaburzeń. Powracając do opisu mojego stanu - nigdy nie byłam przesadną optymistką, ale kiedyś moje życie i światopogląd wyglądały zupełnie inaczej. Dziś nie potrafię się z niczego cieszyć, ale też z niczego właściwie się nie smucę. Nie odczuwam żadnych uczuć, oprócz rozgoryczenia z właśnie tego powodu. Czasem myślę o tym, co by się stało, gdybym stąd zniknęła, ale nie są to raczej myśli samobójcze. Od czasu do czasu robię coś głupiego, by, jak to mówią, podnieść swój poziom adrenaliny, coś wreszcie poczuć. Przeszkadza mi to, jeśli chodzi o stosunki w grupie, bowiem ludzie nie rozumieją takiego zachowania (co wydaje mi się normalne, ja też nie rozumiem, dlaczego czasem robię wobec nich takie rzeczy). Mojemu codziennemu życiu towarzyszy też uczucie odrealnienia. Wydaje mi się, bardzo często, że moje życie nie jest prawdziwe, że to tylko film. Co więcej - wręcz czuję się obserwowana. Wydaje mi się, że ludzie znają moje myśli, co oczywiście jest bzdurą i dobrze o tym wiem. Bywają chwile, że z powodu tego lęku, iż ludzie wiedzą, co zrobiłam i o czym pomyślałam, nie mogę oddychać. To znaczy... Kontroluję oddech, wydaje mi się, gdy przestanę to robić, to w ogóle przestanę oddychać. Prowadzi to w wielu momentach do tego, iż mocno się krztuszę, czuję ucisk w klatce piersiowej, nie mogę się doczekać, aby wyjść z tłumu i w samotności wszystko sobie uregulować. Czasem ten stan pojawia się także w nocy, gdy się budzę. Bo, choć przeważnie nie mam problemów z zasypianiem (zawsze chodziłam spać późno, ok. 1), to nie mogę płynnie przespać całej nocy. Poza tym wszystkim, nie mam większych problemów ze sobą, co więcej, odrealnienie pomogło mi przełamać wrodzoną nieśmiałość, bowiem teraz właściwie nie odczuwam żadnych konsekwencji swoich czynów, czy słów. Powiem nawet więcej - od wakacji często nachodzą mnie słowotoki, co nigdy się nie zdarzało, jestem z natury lakoniczna. Mimo tych zalet, czuję się nieswojo, dlatego piszę. Powiedzcie mi, proszę, czy mój stan wynika z lenistwa, dojrzewania, jakiejś choroby fizycznej (dodam, że mam problemy z odczuwaniem smaku i zapachu), czy po prostu coś jest ze mną nie tak? PS:. Dlaczego piszę na stronie o zaburzeniach psychicznych, mimo iż zakładam, że ich nie mam? Mój tata był chory, nie pamiętam już dokładnie, ale chyba było to coś dwubiegunowego. Mimo wszystko więc boję się, że ten stan może być początkiem czegoś ciężkiego. Pomóżcie.    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty