Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Emocje: Pytania do specjalistów

Jak mam nie przejmować się tym, że nie mam chłopaka?

Witam! Jestem typową nastolatką i ciągle zadręczam się tym, że nie mam chłopaka. Mam przyjaciółki, które przebierają w facetach i zawsze dobrze im się powodzi. Ja nigdy nie zaznałam tego szczęścia, aby wziął mnie ktoś na kawę czy do kina....

Witam! Jestem typową nastolatką i ciągle zadręczam się tym, że nie mam chłopaka. Mam przyjaciółki, które przebierają w facetach i zawsze dobrze im się powodzi. Ja nigdy nie zaznałam tego szczęścia, aby wziął mnie ktoś na kawę czy do kina. Kiedy widzę, jak one się cieszą, wpadam w dołek... Zastanawiam się, czy jestem taka brzydka, czy też taka głupia. Pomóżcie mi pogodzić się z tym.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

W jaki sposób uspokajać się?

Jestem kobietą dojrzałą, mam 35 lat, od pewnego czasu moje zachowanie w stosunku do rodziny staje się nie do zniesienia. Przechodzę załamanie nerwowe, wszystko mi przeszkadza, nie umiem skupić myśli. Od tygodnia boli mnie głowa, a przyczyną tego...

Jestem kobietą dojrzałą, mam 35 lat, od pewnego czasu moje zachowanie w stosunku do rodziny staje się nie do zniesienia. Przechodzę załamanie nerwowe, wszystko mi przeszkadza, nie umiem skupić myśli. Od tygodnia boli mnie głowa, a przyczyną tego wszystkiego jest moja praca. W miejscu, gdzie pracuję od roku, pracodawca jakby tylko mógł, wycisnąłby z nas wszystkie soki. Do domu wracam bardzo rozdrażniona, praktycznie nie chce mi się żyć. Mam dwójkę dzieci, które potrzebują mojej pomocy przy odrabianiu lekcji (siedmiolatek i ośmiolatka), a ja tylko krzyczę na te dzieci, nie potrafię normalnie funkcjonować. Wszystko mnie drażni, przeszkadza, cały czas łzy cisną mi się do oczu. Potrzebuję jakichś leków wyciszających, uspokajających, bo dłużej nie dam rady tak funkcjonować. Szkoda mi mojej rodziny, mam ogromne wyrzuty sumienia w stosunku do dzieci, przecież one nie są niczego winne, nie potrafię sobie sama poradzić z tym faktem. Bardzo chciałabym, aby w moim domu zaświeciło słońce. Bardzo proszę o pomoc i wskazanie mi, co mam dalej robić. Ruda

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co się ze mną dzieje i jak mogę sobie pomóc?

Mam 25 lat, jestem matką wspaniałego 2,5-letniego synka. Niestety, wychowuję go sama, co prawda żyję z partnerem, ale wiadomo, cały trud związany z wychowywaniem spoczywa na mnie. To nie jest moim problemem. Kocham moje dziecko najbardziej na świecie, dumna jestem...

Mam 25 lat, jestem matką wspaniałego 2,5-letniego synka. Niestety, wychowuję go sama, co prawda żyję z partnerem, ale wiadomo, cały trud związany z wychowywaniem spoczywa na mnie. To nie jest moim problemem. Kocham moje dziecko najbardziej na świecie, dumna jestem z tego, że jestem matką. Moim problemem jest to, że jestem bardzo nerwowa. Po porodzie miałam bardzo trudną sytuację i myślę, że to się odbiło na moim zdrowiu psychicznym. Zdarza mi się krzyczeć na mojego syneczka, to mnie bardzo boli, nie chcę tego robić, ale jak się zdenerwuję, nie mogę się opanować. Codziennie obiecuję sobie, że już nie będę, ale w momencie zdenerwowania przestaję myśleć racjonalnie. Czasami czuję się jak tykająca bomba. Jak jest nerwowa sytuacja, cały czas myślę, że zaraz wybuchnę. Mam tego świadomość, więc powtarzam sobie, nie zdenerwuję się, będę spokojna, przecież nie chcę krzyczeć - a w tym czasie wybuch, potok głupich, bezmyślnych słów, których nigdy nie chciałabym powiedzieć. A potem poczucie winy.

Mam świadomość, że przez swoje zachowanie psuję wszystko, jestem niemiła dla bliskich mi osób, które mnie kochają. Oddałabym wszystko, co mam, by umieć panować nad swoimi emocjami. Wkręcam się w te nerwy. Czasami jest spokój, jestem szczęśliwa, wesoła, wszystko mi się wspaniale układa, ale jedno potknięcie burzy wszystko. Raz się zdenerwuję i za chwilę znajduję się w innym świecie, szarym, pełnym poczucia winy i nienawiści do siebie i innych osób. Nie umiem stamtąd wyjść - uciec, nie chcę wchodzić do tamtego świata... A potem cały czas mam poczucie winy, dręczy mnie to, że krzywdzę ludzi, których kocham i obiecuję sobie, że już nie będę. Jak skutecznie pracować nad sobą? Jestem zmęczona swoją osobą.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Ciągle myślę, że ktoś mnie obserwuje i krytykuje... Jak sobie z tym poradzić?

Mam problem, który utrudnia mi bardzo życie, jest on od bardzo dawna, ale teraz uświadomiłam sobie, że muszę coś z tym zrobić, bo moje życie legnie w gruzach:/ Mam 26 lat, jestem osobą wykształconą, pracuję umysłowo. Moim problemem jest to,...

Mam problem, który utrudnia mi bardzo życie, jest on od bardzo dawna, ale teraz uświadomiłam sobie, że muszę coś z tym zrobić, bo moje życie legnie w gruzach:/ Mam 26 lat, jestem osobą wykształconą, pracuję umysłowo. Moim problemem jest to, iż nie potrafię sobie radzić w różnych sytuacjach życiowych. Mam wieczne poczucie winy, dosłownie, gdy ktoś się na mnie krzywo popatrzy, ja myślę, że jestem beznadziejna. Nie potrafię odmówić, jestem wręcz za miła i czuję taki wewnętrzny niepokój, martwię się, że wszystko zrobię źle w pracy, a dochodzi do tego, że mam problem np. o czym będę rozmawiać z koleżanką, jak się spotkamy, nie mówiąc już o obcych ani znajomych i kolegów z pracy. Jestem cały czas spięta, pocę się bardzo w pracy, próbuję to kamuflować, ale ciężko, czerwienię się. Do tej pory nie byłam w żadnym związku, nie potrafię - jak się z kimś spotkam, to nie mam o czym rozmawiać, znajomość szybko się kończy i wtedy bardzo obwiniam siebie - dosłownie za wszystko, wygląd, zachowanie. Jestem tak naprawdę cały czas przygnębiona i nie mogę się skupić w pracy. Dodatkowo mam obsesję na punkcie odchudzania, ale nie potrafię utrzymać żadnej diety, objadam się kompulsywnie, czasem nawet w nocy. Jestem załamana - moja mama mówi, że tata (nie żyje już 20 lat) był bardzo spokojny, małomówny i mówi, że mam to po nim, ale myślę, że to nie to, gdyż ja czuję bardzo duży dyskomfort psychiczny. Jak przytyję nawet pół kilo, jestem tak załamana, że nie mogę się swobodnie poruszać w pracy, w domu, bo myślę, że ktoś mnie obserwuje i krytykuje.

Jak pomóc przyjaciółce, która uważa, że coś jest z nią nie tak?

Witam. Moja przyjaciółka od jakiegoś czasu zamknęła się w sobie. Po wielu godzinach rozmowy, dowiedziałam się, co ją męczy. Otóż bardzo pragnie mieć dziecko, ale nie może znaleźć odpowiedniego mężczyzny dla siebie, który byłby dobrym mężem i ojcem. Uważa, że...

Witam. Moja przyjaciółka od jakiegoś czasu zamknęła się w sobie. Po wielu godzinach rozmowy, dowiedziałam się, co ją męczy. Otóż bardzo pragnie mieć dziecko, ale nie może znaleźć odpowiedniego mężczyzny dla siebie, który byłby dobrym mężem i ojcem. Uważa, że to jej wina, że coś jest z nią nie tak. Robi postępy, powoli się otwiera. Chce iść do specjalisty, ale się boi. A ja chcę jej pomóc, dopóki nie uda się do lekarza i nie wiem jak. Jest przekonana, że to, jak układa się jej życie, to tylko i wyłącznie jej wina, mimo że jest normalną kobietą. Będę wdzięczna za wszelką pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czemu praca ma na mnie taki wpływ?

Od niedawna mieszkam w Warszawie. Duże miasto, nowi, obcy ludzie... Do tej pory mieszkałam w Łodzi, tam pracowałam, miałam znajomych, jednak postanowiłam zmienić życie i przeprowadzić się do stolicy z przyjacielem - gejem. Do tej pory mieszkaliśmy razem i...

Od niedawna mieszkam w Warszawie. Duże miasto, nowi, obcy ludzie... Do tej pory mieszkałam w Łodzi, tam pracowałam, miałam znajomych, jednak postanowiłam zmienić życie i przeprowadzić się do stolicy z przyjacielem - gejem. Do tej pory mieszkaliśmy razem i pracowaliśmy. W Warszawie jest tak samo, pracujemy w tej samej firmie, jednak obcy ludzie, rzeczy do zrobienia (więcej niż w poprzednim miejscu), brak możliwości rozmowy z innymi, brak przyjaciół powodują u mnie niechęć do życia. Żyję tylko pracą, która w tej chwili bardzo mnie męczy, chce mi się płakać codziennie, coraz częściej sięgam po alkohol, więcej palę... Nie wiem, jak to rozwiązać, boję się i jest mi coraz gorzej, z każdym dniem bardziej...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czuję się nikomu niepotrzebna

Mam 17 lat. Od pewnego czasu czuję się nikomu niepotrzebna, wszystko mnie przygnębia. Często zdarza mi się płakać i nie umiem panować nad tym. Podczas kłótni z byle jakiego powodu wywołanej przez mojego chłopaka często płaczę, na wszystko reaguję płaczem....

Mam 17 lat. Od pewnego czasu czuję się nikomu niepotrzebna, wszystko mnie przygnębia. Często zdarza mi się płakać i nie umiem panować nad tym. Podczas kłótni z byle jakiego powodu wywołanej przez mojego chłopaka często płaczę, na wszystko reaguję płaczem. Miewam migreny i z tego powodu oprócz leków zapobiegawczych, biorę lek od depresji, gdyż ataki migreny często bywają wywołane przez denerwowanie się. Wydaję mi się, że moje zachowanie drażni ludzi z mojego otoczenia. Co mam zrobić ze swoim problemem? Czy to jest depresja? Proszę o pomoc...

Czy to problem, czy rozkapryszenie?

Mam 12 lat i trochę mi ciężko, choć niby tak dobrze. Zacznę od początku. Gdy miałam 10 lat, moja najlepsza przyjaciółka zdradziła mnie, bo jak to ona powiedziała ,,Byłam dla niej za nudna". To jeszcze nie było najgorsze, ale ją...

Mam 12 lat i trochę mi ciężko, choć niby tak dobrze. Zacznę od początku. Gdy miałam 10 lat, moja najlepsza przyjaciółka zdradziła mnie, bo jak to ona powiedziała ,,Byłam dla niej za nudna". To jeszcze nie było najgorsze, ale ją wszyscy lubili i ona ich nakręciła przeciwko mnie i opowiadała moje sekrety, kłamała na mój temat. Odrzucili mnie, obgadywali... szczerze mówiąc, byłam całkiem sama, nikomu nie mówiłam, ale często płakałam. Byłam, jestem i muszę być prymusem, bo mama była, więc ja też mam być... Pod koniec 4 klasy poznałam go, był też prymusem i był niezwykły. Chyba mnie nawet lubił, gadał ze mną. On wtedy chodził do 6 klasy, często spotykaliśmy się na konkursach. Pojechał do gimnazjum we Wrocławiu, od 2 lat go nie widziałam, ale to nie było zwykłe zauroczenie...

Rodzice rozwiedli się dawno (jak miałam pół roku). Ojciec przyjeżdża co tydzień, znam prawdę o rozwodzie i nie chcę, żeby przyjeżdżał. Mama nie pozwala mi powiedzieć mu prawdy o tym co czuję, bo będzie miała przez to kłopoty. Ma przyjeżdżać, bo jest moim ojcem i nic tego nie zmieni. Ja go kocham, bo muszę, a nienawidzę, bo chcę, bo był zły. Ja mam to gdzieś, że się stara (głęboko gdzieś), nie chcę go znać, ale nikt tego nie rozumie. Nie mam wielu tajemnic, ale jedna jest największa na świecie i nikt nie wie, że kiedyś już stałam na balkonie i miałam skakać, bo nie umiem już żyć. Czwarte piętro, już prawie, ale stchórzyłam. To pewnie dziwne, ale żałuję, że tego nie zrobiłam. Ciągle tłumię płacz, nie umiem normalnie żyć, ciągle mi niby źle, choć tak dobrze... - Zuzanna

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Przepracowanie, rozdrażnienie, załamanie nerwowe

Witam, jestem 35-letnią kobietą. Ostatnio bardzo dziwnie zachowuję się w kontaktach z moją rodziną. Jestem w trakcie załamania, wszystko mnie drażni, mam problemy z koncentracją. Przez problemy w pracy boli mnie głowa. Szef oczekuje od nas 150 % obrotów. Po... Witam, jestem 35-letnią kobietą. Ostatnio bardzo dziwnie zachowuję się w kontaktach z moją rodziną. Jestem w trakcie załamania, wszystko mnie drażni, mam problemy z koncentracją. Przez problemy w pracy boli mnie głowa. Szef oczekuje od nas 150 % obrotów. Po pracy jestem zła, nie mam na nic ochoty. Moje dzieci ( 7 i 8 lat) czekają na mnie z odrabianiem lekcji, jednak nie potrafię im pomóc – ciągle krzyczę. Chce mi się płakać, jestem rozdrażniona i wiecznie zła. Szukam leków na uspokojenie, bo dłużej tak nie wytrzymam. Szkoda mi rodziny, odczuwam wyrzuty sumienia. Wiem, że dzieci nie są niczemu winne, ja po prostu nie daję sobie już rady. Proszę o pomoc... Ruda
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Do jakiego rodzaju lekarza najlepiej powinnam się udać?

Witam. Zastanawiam się do jakiego lekarza się wybrać, bo mam dosyć już tych około 15 lat ciągłych wahań. Nie wahań. Nawet nie wiem, czego. Zaznaczam zgodnie z rozkładem: jestem 22-letnią kobietą. Otóż początek był standardowy - ja byłam inna od... Witam. Zastanawiam się do jakiego lekarza się wybrać, bo mam dosyć już tych około 15 lat ciągłych wahań. Nie wahań. Nawet nie wiem, czego. Zaznaczam zgodnie z rozkładem: jestem 22-letnią kobietą. Otóż początek był standardowy - ja byłam inna od wszystkich w klasie, a może to wszyscy byli inni, i oczywiście wyzwiska w moim kierunku, nikt nie chciał ze mną rozmawiać itd., itp. Później była próba samobójcza w wieku 15(?) chyba lat (żenada). Dało mi to kopa do tego, by w końcu przestać przejmować się ludźmi i robić swoje. Nie miałam udzielonej wtedy odpowiedniej pomocy psychologicznej chociażby. Stwierdziłam, że będzie normalnie i może jakiś czas tak było. Ale mam 22 lata i dalej normalnie nie jest. Teraz ja z innych szydzę, nienawidzę ludzi. Wszelkie naturalne odgłosy wydawane przez człowieka, świadczące o tym, że jest człowiekiem, doprowadzają mnie do szału (zdarzało mi się wpadać w furię, gdzie już nie wiedziałam, co robię i raczej byłam niebezpieczna dla innych). Ale to jakoś w miarę uspokoiłam. Teraz uciekam od ludzi, ciągle myślę, marzę, odrywam się jak najczęściej od świata realnego. 2-5 dni rozumiem, ale nie miesiąc, nie dwa. I nie w takim stopniu, że potrafię nie jeść, nie pić, nie wstawać z łóżka. Nie potrafię za nic się zabrać, do niczego się zmusić. Nie ma rzeczy ważnych. Boję się zasnąć, bo śnią mi się ciągle koszmary, a nawet jeśli nie śnią mi się koszmary, to budzę się przerażona. Ciągle dopadają mnie uogólnione lęki. Ciągle mi się wydaje że wszystko robię źle. Zaburzenia, jeśli chodzi o jedzenie, to normalne. Pojawiają się bardziej lub znikają. Zdarza mi się dostawać ataków lękowych, jak i zdarzają się epizody z nerwicą natręctw (pozostałość z dzieciństwa). I nie wiem co ogólnie tu piszę, bo dla mnie to wszystko jedne wielkie brednie, zostanę nazwana hipochondryczką i tyle :-). Po prostu uważam, że nie powinno się skarżyć na takie rzeczy. Póki się nie ma halucynacji i nie zabija się ludzi, jest wszystko dobrze. Zadziałały tu osoby trzecie, które już ponoć nie mogą ze mną wytrzymać, a i mój organizm w sytuacjach stresowych zapada na rozmaite choroby (fizycznie). Więc raczej tego sama bym się chciała wyzbyć, tylko nie wiem czego. Jest tu pewnie wiele rzeczy, których nie napisałam, zaznaczam - ja ze sobą czuję się dobrze, do momentu ciszy, gdy aż słyszę swoje myśli. Wystarczy sekunda bym przypomniała sobie, jak siebie nienawidzę. I tak owszem potrafię się śmiać i cieszyć, ale nie znam takich uczuć jak spokój, szczęście, miłość. I jeszcze raz przepraszam za te brednie.

Załamanie...

Witam. 13 listopada opisałem w serwisie swój problem fobii szkolnej, dziś dostałem odpowiedź. Jednak nie tego będzie tyczyła się dzisiejsza wypowiedź. Od jakiegoś czasu (ok. dwóch tygodni) chodzę kompletnie przybity. Niegdyś rozmowny w domu, dziś cień tamtego człowieka. Krążę...

Witam. 13 listopada opisałem w serwisie swój problem fobii szkolnej, dziś dostałem odpowiedź. Jednak nie tego będzie tyczyła się dzisiejsza wypowiedź. Od jakiegoś czasu (ok. dwóch tygodni) chodzę kompletnie przybity. Niegdyś rozmowny w domu, dziś cień tamtego człowieka. Krążę po nim bez celu, walam się po dywanach i cały czas chodzę ze spuszczoną głową. Nie mam siły do życia. Z przyjacielem i ludźmi, z którymi kiedyś chętnie wychodziłem, nie spotykam się. Na ostatnim spotkaniu byłem mało rozmowny, smutny i zamyślony. Raz było lepiej, gdy spotkaliśmy się w większym gronie. Nawet trochę się pośmiałem, ale nie był to śmiech, który dawał mi kiedyś radość. Gdy rozeszliśmy się do domów, coś przybiło mnie jeszcze bardziej. Nie wiem co. Wróciłem, położyłem się na łóżku i płakałem... Kilka razy, tak bez powodu. Potem z nosa poleciała mi krew. Też sama z siebie. W domu głównie śpię i leżę na łóżku. Jak już wspominałem, mało rozmawiam z domownikami. Wysypiam się w nocy, ale mimo wszystko jestem senny. Nie mogę skoncentrować się na nauce... Jeszcze bardziej obawiam się swojej fobii szkolnej... Zastanawiam się nawet nad zrezygnowaniem z II klasy LO i rozpoczęciem nauki w następnym roku... Dziś po prostu nie mam na nic siły... Marcin, lat 17.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Nie jest dobrze

Chciałabym się wygadać, ponieważ właściwie nie mam komu się zwierzyć. Mam 20 lat, i co tu mówić, mam epi, a ostatnio chyba też depresję, zresztą sama nie wiem. Mam mało przyjaciół, w zasadzie to ich nie mam, tylko znajomych...

Chciałabym się wygadać, ponieważ właściwie nie mam komu się zwierzyć. Mam 20 lat, i co tu mówić, mam epi, a ostatnio chyba też depresję, zresztą sama nie wiem. Mam mało przyjaciół, w zasadzie to ich nie mam, tylko znajomych ze szkoły, z którymi nie spotykam się poza nią, odnoszę często wrażenie, że się litują. No, ale cieszę się, że są, w liceum miałam tylko 3 przyjaciół, z którymi trzymałam, byli pozytywnie nastawieni (optymiści), a teraz chodzę do szkoły i słyszę tylko problemy, a mnie nikt nie chce wysłuchać. Przychodzę ze szkoły do domu, idę spać, nie wiem, być może dlatego, że chodzę spać o północy, wstaję o 6.30, ale daję radę. W weekend śpię do 12. Weekend to albo komp, tv lub nauka. Po prostu nie mam siły, nic mi się nie chce. Jednego dnia mówię sobie: zrobię to i to, a drugiego mówię: nie chce mi się lub za godzinę, za 2, a potem wychodzi, że nic nie zrobiłam.

W domu nie mam zrozumienia, przynajmniej tak mi się zdaje, bo słyszę tylko pretensje i kłótnie, tylko nerwy. Być może dlatego to się przenosi na mnie. Ciągle się wkurzam, złoszczę. Zauważyli to też w szkole i odepchnęli mnie od siebie, tylko pytanie "Obraziłaś się?", a jak się nie obrazić, jak chciałabym coś zrobić, to mi ciągle pomagają. Moja pamięć ostatnio zawodzi, nie mogę się skupić, ucząc się, nie pamiętam później nic, i taka powtórka z rozrywki. Nie mogę się opamiętać co do słodyczy, chcę przestać jeść, ale nie mogę. Muszę przynajmniej batona. Nie jestem gruba ani nic, tylko brzuch, ciągle sobie to wmawiam, jakby 2 miesiąc ciąży.

Chłopak, który do mnie zarywał, obraził się, bo ja, głupio myśląc, że się nabija, odpuściłam go sobie, mówiąc mu, żeby udawał, że mnie nie zna. Rok temu też tak miałam, ale właśnie przez tego chłopaka mi przeszło, bo poczułam, że komuś na mnie zależy. Teraz znowu wróciło. Wiem, że powinnam iść do lekarza, ale się boję, nie wiem, co mu powiedzieć i co powiedzieć mamie, bo ona zawsze się pyta, a ja często sama z domu nie wychodzę, zresztą na zakupy i gdziekolwiek to z nią. Po nocach ciągle płaczę. Wiem, nie powinnam się użalać na sobą i życiem, że będzie dobrze, ale nie jest i w tym jest problem. Dziękuję za przeczytanie.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Bezsenność, płaczliwość, uzależnienie męża...

Dzień dobry. Jestem 44-letnią kobietą, od kilku lat cierpię na bezsenność, płaczliwość, potliwość, duże łaknienie. Stresy w pracy i w domu doprowadzją mnie do furii. Mąż mój od kilku lat nadużywa alkoholu, jest agresywny i niemiły, nic nas nie łączy...

Dzień dobry. Jestem 44-letnią kobietą, od kilku lat cierpię na bezsenność, płaczliwość, potliwość, duże łaknienie. Stresy w pracy i w domu doprowadzją mnie do furii. Mąż mój od kilku lat nadużywa alkoholu, jest agresywny i niemiły, nic nas nie łączy od kilku lat, mieszkamy tylko pod jednym dachem. Non stop jestem zmęczona albo nadpobudliwa. Krzyczę na domowników, nic nie sprawia mi radości. Rok temu pochowałam ojca, od tej pory walczę w sądzie o spadek, więc stresu mi nie brakuje. Leczę się na tarczycę, mam całkowitą niedoczynność. Jestem po operacji woreczka żółciowego, mam nadciśnienie, stosuję hormonalną terapię zastępczą, walczę z nietrzymaniem moczu i astmą. Proszę o szybką odpowiedź. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Strata ukochanego kota i dziwne wybuchy

Pomcy, ja już tak dłużej nie dam rady.. Około miesiąc temu byłam zmuszona uśpić kota. Byłam bardzo do niego przywiązana i ogólnie jest mi cięźko. Rodzice i siostra też się martwili, ale mniej i już im dawno przeszło, a mi... Pomcy, ja już tak dłużej nie dam rady.. Około miesiąc temu byłam zmuszona uśpić kota. Byłam bardzo do niego przywiązana i ogólnie jest mi cięźko. Rodzice i siostra też się martwili, ale mniej i już im dawno przeszło, a mi nie... Codziennie płaczę i to nie tylko z tego powodu, ale i z dziesiątek innych, które normalnie miałabym gdzieś. W rodzinie nikt mnie nie rozumie, mama się już wkurza o to ciągłe płakanie, więc stram się z tym ukrywać. Mam mały apetyt, najchętniej bym nic nie jadła. I często mam, że tak powiem, ataki, wpadam w furię... Potrafię płakać, wyć, normalnie wszystko... Wtedy nie zawsze też panuję nad ruchami, czuję w sobie taką siłę i wybucham, zaczynam się trząść, klaskać z całej siły rękami (żeby poczuc ból), szczypac się itp. Często też myślę o śmierci, samobójstwie, chociaż wiem, że tego nie zrobię... I w ogóle mam wszystkigo dość, nic mnie nie cieszy, wszytsko mnie męczy. Nic mi się nie chce... Pomocy, ja już mam tego dośc ;(

Czy to normalne, że jak się potniesz, to nie czujesz bólu tylko ulgę?

Mam ileś tam lat, to nieważne. Ale zaczęłam się ciąć jakiś czas temu. I zastanawiam się, czy to normalne, że gdy moja ręka albo ręce krwawią, ja nie czuję bólu tylko ulgę? Nagle cała złość przechodzi, cały smutek i gniew...

Mam ileś tam lat, to nieważne. Ale zaczęłam się ciąć jakiś czas temu. I zastanawiam się, czy to normalne, że gdy moja ręka albo ręce krwawią, ja nie czuję bólu tylko ulgę? Nagle cała złość przechodzi, cały smutek i gniew :) PS Jeśli macie jakiś problem, to nie odpisujcie jakichś z***** komentarzy, bo sami z siebie kretynów robicie. Dzięki ;)

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Straciłam chęć do życia - jak ją odzyskać?

Mój problem wydaje mi się, że pochodzi z wnętrza mnie samej. Nie wiem, czy wynika z egoizmu i zazdrości innym, czy może jest zalążkiem jakiejś choroby - być może właśnie depresji. Wszystko zaczęło się mniej więcej rok temu -...

Mój problem wydaje mi się, że pochodzi z wnętrza mnie samej. Nie wiem, czy wynika z egoizmu i zazdrości innym, czy może jest zalążkiem jakiejś choroby - być może właśnie depresji. Wszystko zaczęło się mniej więcej rok temu - zawsze byłam osobą ambitną, udawało mi się zrealizować wiele marzeń. Na 4 roku studiów związałam się z moim chłopakiem i w zasadzie przez wzgląd na niego wróciłam do mojej rodzinnej, maleńkiej miejscowości. Tutaj dostałam pracę, którą lubię i która sprawia mi wiele przyjemności - ale ciągle sobie myślę, że chciałabym robić coś innego. Smutno mi jest, kiedy dowiaduję się, że moi przyjaciele wyjeżdzają za granicę albo do innych, dużych miast w Polsce, bo ja ciągle nie mam odwagi zostawić spokoju i stabilności, które tu mam, a jednocześnie nie mam nikogo, z kim mogłabym pogadać w razie problemów czy wypić kawę i poplotkować - bo wszyscy są już daleko. Na dodatek obserwuję pewne mało sprzyjające okoliczności w pracy - pracuję wśród samych kobiet. Jestem osobą ambitną i dobrze robię to, co akurat robię - przynajmniej mój przełożony tak uważa. Myślę, że jest to powodem braku akceptacji ze strony moich koleżanek, które podobnie jak ja, są młode i ambitne, być może brakuje im po prostu życiowego szczęścia, by też zostały zauważone.

Prawdziwe dramaty przeżywam jednak od chwili rozstania z moim partnerem. Byliśmy z sobą 5 lat. Wiele razem przeżyliśmy. To ja podjęłam decyzję o tym, by się rozstać. Nie wiem, czy była słuszna, ale wiem, że gdybyśmy byli z sobą nadal, to ja bym go zadręczyła swoimi obawami, pytaniami itp. Nie wiem, czy nadal coś do niego czuję, czy się przyzwyczaiłam, że nie jestem sama, ale ciągle rozpamiętuję nasz związek. Najgorsze jest to, że z nikim nie mam ochoty rozmawiać o tym, co się ze mną dzieje. Nawet kiedy ktoś się stara do mnie dotrzeć, pytać - ja się zamykam. Ostatnio wyszłam ze znajomymi z pracy na piwo, one przyszły ze swoimi partnerami, mężami itp... poczułam się osaczona, zamknęłam się w sobie i nic nie mówiłam. Zawsze byłam osobą bardzo towarzyską, lubię mówić - nie wiem, co wtedy się stało. Ta sytuacja spowodowała, że zaczęłam się o siebie trochę martwić. Poczytałam literaturę o depresji. Być może ją mam. Nigdzie nie wychodzę, rozpamiętuję przeszłość, ciągle jestem zmęczona, nic mnie nie cieszy, mam napady głodu i niejedzenia, cały wolny czas przesypiam, płaczę... Jedynym organizmem, którego nie krzywdę i na co dzień toleruję bez względu na nastroje, jest pies. Mieszkam z rodzicami, którzy obserwują moje stany i chcą mi jakoś pomóc w sytuacji, w której się znalazłam. Ale nie potrafię się z nimi dogadać. Chciałabym być dla nich miła itp., ale nie potrafię. Nasze minirozmowy kończą się kłótniami albo się zwyczajnie nie kończą. Myślę czasami, żeby coś się stało ze mną... Niestety, myślę tak i się boję tego. Gdzie mam szukać pomocy? Czuję się taka bezradna...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Zdarza mi się cieszyć z melancholijnego nastroju - czy to początki depresji?

Trudno mi określić to, co teraz czuję. Między znajomymi zachowuję się zupełnie zwyczajnie, dużo się śmieję, wtedy zwykłe rzeczy wciąż potrafią mi sprawić przyjemność. Jednak kiedy jestem sama (obojętne, czy siedzę sama w domu czy idę ulicą), często wpadam w...

Trudno mi określić to, co teraz czuję. Między znajomymi zachowuję się zupełnie zwyczajnie, dużo się śmieję, wtedy zwykłe rzeczy wciąż potrafią mi sprawić przyjemność. Jednak kiedy jestem sama (obojętne, czy siedzę sama w domu czy idę ulicą), często wpadam w melancholijny nastrój. Kiedy wspominam sytuacje, w których dawniej czułam się szczęśliwa, to "szczęście" wydaje mi się bardzo płytkie. Wcale nie chciałabym do niego wracać, na nowo czuć się tak, jak kiedyś. Mam ochotę zbudować coś trwalszego, nauczyć się cieszyć samym życiem, uzyskać spokój ducha. Nie chcę, żeby moje samopoczucie było zależne od wydarzeń każdego dnia. Chciałabym pomagać ludziom, angażować się w akcje charytatywne, poczuć się dobrym człowiekiem, zbudować moje życie na pewnych zasadach. Ogólnie uważam, że to, co się ze mną dzieje w tej chwili, jest dobre, stałam się refleksyjna, chcę wprowadzić pewne zmiany do mojego życia. Boję się tylko, czy jak tak dalej pójdzie, czy nie wpadnę w depresję. Teraz zdarza mi się nawet cieszyć z mojego melancholijnego nastroju, a dawniej zawsze starałam się go odpędzać, oglądając komedie, słuchając wesołej muzyki itp. Poza tym czasem tracę nadzieję na dobrą przyszłość. Niedługo idę na studia i czasem mam wrażenie, że czas płynie zbyt szybko, nie potrafię zupełnie przewidzieć, jak będzie wyglądało moje życie w bliższej i dalszej przyszłości, przez co czuję się niepewnie.

Jestem zmęczona, rozdrażniona, boję się samotności... Jak mam sobie pomóc?

Witam. Mam 19 lat i chyba od zawsze towarzyszył mi pesymizm. Jestem bardzo wrażliwa i słaba psychicznie, przejmuję się nawet drobnostkami, reaguję czasami histerycznie na pewne informacje... Miałam trudne dzieciństwo z powodu rozwodu rodziców, przeżywałam wiele załamań... Ojciec nas...

Witam. Mam 19 lat i chyba od zawsze towarzyszył mi pesymizm. Jestem bardzo wrażliwa i słaba psychicznie, przejmuję się nawet drobnostkami, reaguję czasami histerycznie na pewne informacje... Miałam trudne dzieciństwo z powodu rozwodu rodziców, przeżywałam wiele załamań... Ojciec nas zostawił... Nie chce mieć ze mną nic do czynienia... Teraz kłócę się z nim w sądzie... Mama głównie pracowała, nie miała dla mnie zbyt dużo czasu, choć wiem, że mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej, nie jesteśmy zbyt związane emocjonalnie... Z siostrą podobnie... Zawsze więc szukałam przyjaciół. Oni jednak też się ode mnie odwracali...

Każde rozstania strasznie przeżywam. Boję się samotności. Myśl, że zostanę sama, wprowadza mnie w jakiś niesamowity stan... Wręcz histerię... Dlatego zawszem muszę mieć kogoś przy sobie... A przynajmniej mieć pewność, że mogę taką osobę mieć kiedy tylko zechcę, kiedy jednak jest inaczej, jestem załamana... Nie potrafię sobie sama radzić z podejmowaniem decyzji... Z własnymi problemami... Kurczowo trzymam się jednej osoby, a kiedy ona odchodzi, tracę grunt pod nogami... Dla mnie to jest koniec świata. Obecnie jestem w strasznym stanie... Kompletnie nic mnie nie cieszy... Wszystkie moje marzenia po drodze gdzieś zagubiłam... Zawsze żyłam nadzieją. Ona trzymała mnie przy życiu, ale teraz nie mam żadnych marzeń i żadnej nadziei.

Kochałam grać w siatkówkę... Kiedy poszłam na sekcję sportową, odmówili mi po pierwszych zajęciach... Chłopak, do którego bardzo się przywiązałam, odmówił mi dłuższego związku, odepchnął mnie zupełnie... Z rodziną ciągle się kłócę, drażnią mnie. Cały czas podnoszę na wszystkich głos, jestem nerwowa, a kiedy jestem sama w domu, zazwyczaj płaczę i leżę na kanapie... Często objadam się, nie wiem, z nudów, z nerwów, po czym idę spać i ciężko mi się zwlec z kanapy, i męczy mnie poczucie winy, że tyle zjadłam, bo jestem osobą z nadwagą, z którą też bezskutecznie walczę... Chodzę na studia, ale kompletnie mnie one nie interesują, załamuje mnie myśl, że mam tam znów iść...

Jak pisałam, często było mi źle, ale nie aż tak, zaczyna mnie to przerażać... Moje zachowanie jest bez sensu... Naprawdę jest mi strasznie źle... Ciągle chce mi się płakać. Nasiliło się to, kiedy ten chłopak mnie odtrącił... Ale spotykałam się z nim dalej... I cieszyły mnie te spotkania nawet... Chociaż jak przypominało mi się, że to i tak nic z tego nie będzie, to bywało, że się smuciłam... Ale było coraz gorzej... Im więcej czasu mija od tego odtrącenia, tym mi gorzej... A teraz jeszcze powiedział, że wyjeżdża... I choć dopiero za kilka miesięcy, ja już myślę, że świat mi się zawalił, że już nikogo nie mam...

Siedzę w domu i nic mnie już nie interesuje. Ludzie sprawiają mi już przykrość... A jak ten chłopak chce ze mną iść np. do kina, to reaguję na to z obojętnością, a jak jakiś inny na mnie spojrzy, to uciekam od tego... Piszę, bo nie wiem, do kogo mam się zgłosić. Nie chcę iść do specjalisty, bo... Sama nie wiem czemu, po prostu nie chcę. O swoich problemach powiedziałam temu chłopakowi, przyjacielowi... Ale on nie potrafi mi pomóc, ma mnie za słabą psychicznie i oddala się ode mnie... Przed rodziną się wstydzę. Nie wiem, co mi jest... Czy to depresja? Czy nerwica? Co mam robić? Proszę o szybką odpowiedź. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Tęsknota za ciocią

Mam 19 lat, jestem dziewczyną i niestety od kilku lat tęsknię za swoją ciocią, która mieszka ode mnie ok. 20 km. Z ciocią i jej rodziną spędziłam najwspanialsze chwile swojego życia, a ostatnie były 2 lata temu w wakacje (wcześniej...

Mam 19 lat, jestem dziewczyną i niestety od kilku lat tęsknię za swoją ciocią, która mieszka ode mnie ok. 20 km. Z ciocią i jej rodziną spędziłam najwspanialsze chwile swojego życia, a ostatnie były 2 lata temu w wakacje (wcześniej też do cioci jeździłam, ale to wyglądało trochę inaczej). Podczas tamtych wakacji byłam bardzo szczęśliwa, otoczona troską i miłością. Po prostu czułam się przez nich kochana. Cała ich rodzina była bardzo otwarta i miła dla mnie. A ja się w stosunku do nich zachowałam niewłaściwie, tzn. nie potrafiłam im powiedzieć, a zwłaszcza cioci, co czuję i jak mi z nimi dobrze. Jedyne, co oni mogli dostrzec, patrząc na mnie, to niezadowolenie, wieczny smutek, skrytą osobę, bo taka właśnie byłam. Natomiast w sercu miałam ogromną radość z przebywania z nimi. Tak więc, nie pokazałam im nigdy, że z nimi jest mi najlepiej.

W domu nigdy się dobrze nie czułam, nie umiałam pokochać własnej matki i do dzisiaj tak jest... nie byłam specjalnie przywiązana do mojej najbliższej rodziny. Wciąż myślę o mojej cioci i o tym, jak bardzo ją kocham, a nigdy jej tego nie powiedziałam, ponieważ nie potrafię. Jak kiedyś bałam się spojrzeć jej w oczy, powiedzieć, że kocham, tak dzisiaj jest podobnie, z jednym wyjątkiem, że teraz w ogóle się z nią nie widuję, bo ciocia myśli, że tego nie chcę i że nie mam ochoty na jej towarzystwo. Moim dziwnym zachowaniem tylko udowodniłam, że mam jej dość, więc ona mi kiedyś napisała w SMS-ie, że nie będzie mi się naprzykrzać. A przecież to nieprawda. Zawsze bałam się jej pokazać, że jest dla mnie najważniejszą i najbliższą osobą. Przecież ja pragnę się z nią widywać, rozmawiać, przytulić się do niej :( Ciocia jest taką dobrą i ciepłą osobą, że wszyscy dookoła ją kochają, a ona ich. Czasami myślę, że już dla mnie tej miłości nie wystarcza... Każdego dnia tak bardzo za nią tęsknię, że nawet jeżdżę do jej miejscowości, ponieważ mam nadzieję, że przez przypadek ją zobaczę, choć z daleka. Z drugiej strony strasznie się boję, że ona może mnie tam spotkać. Tego bym nie chciała, bo nie wiedziałabym, co jej powiedzieć. Pewnie gdyby mnie zobaczyła, od razu bym uciekła.

Na co dzień jestem bardzo samotna, nie mam żadnych przyjaciół i znajomych, bo się przeprowadziłam na studia do innej miejscowości i do tej pory nikogo nie poznałam. Kiedyś potrafiłam nawiązywać kontakty z ogromną łatwością, a od czasu tych wakacji z ciocią stałam się innym człowiekiem, jakby bardziej zamkniętym w sobie. Nawet pamiętam, że jak wróciłam po wakacjach do szkoły, to nie byłam w stanie się uczyć jak w poprzednich latach, stopnie mi się pogorszyły, przestało mi zależeć na czymkolwiek - myślałam tylko o tym, jak zraniłam ciocię, tzn. zasmuciłam ją swoim zachowaniem i jak mi jej brak :( Nie wiem dlaczego tak się stało po tamtych wakacjach, ale niestety bardzo się zmieniłam i od tamtego czasu nie mam żadnej bliskiej osoby. Chciałam się dowiedzieć, czy moje uczucia w stosunku do cioci są normalne? Czy jest ze mną źle, że nie umiem nikogo pokochać? A przede wszystkim, czy będę kogoś kochać tak jak ciocię? Bo uczucia do cioci bardzo mnie ranią i czasami bardzo chciałabym o niej zapomnieć, ale to nie wychodzi.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Poczucie osamotnienia, niezrozumienia... Czy moje zachowanie jest normalne?

Dzień dobry, jestem chłopakiem w wieku 17 lat. Od dłuższego czasu (ok. kilku miesięcy) okropnie się czuję. Nie zawsze, bo były chwile, które były dobre, ale w zdecydowanej większości moje patrzenie ma świat było negatywne. Mieszkam z mamą i z...

Dzień dobry, jestem chłopakiem w wieku 17 lat. Od dłuższego czasu (ok. kilku miesięcy) okropnie się czuję. Nie zawsze, bo były chwile, które były dobre, ale w zdecydowanej większości moje patrzenie ma świat było negatywne. Mieszkam z mamą i z bratam, mam jeszcze siostrę, ale ona się już wyprowadziła. Rodzice się rozwiedli, kiedy moja mama były w ciąży i kiedy niedługo miała mnie urodzić. Spotykam się z tatą co jakiś czas, ale to nie jest to, co bym chciał. Czuję się po prostu okropnie. Nie mam zbyt wielu kolegów, ostatnio opuścił mnie mój przyjaciel. Zawsze byłem samotny, lubiłem o wszystkim myśleć. Jestem wrażliwy i czuję się z tym dziwnie, bo moi rówieśnicy tacy nie są. Czasami czuję takie uczucie własnej bezradności, szczególnie kiedy chodzi o relacje z dziewczynami. Nigdy nie miałem dobrego kontaktu z dziewczynami, bo jak już pisałem, jestem samotny. Uczę się w liceum ogólnokształcącym, i jedyne co mnie pociesza, to jest fakt, że mam jakieś uzdolnienia matematyczne. Myślenie o matematyce to jest jedna z niewielu rzeczy, która sprawia, że czuję się dobrze. Czasami niepotrzebnie się dołuję, ale ostatnio z tym walczę i jest lepiej. Mam też swoje niespełnione marzenia. Od dawna chcę grać na skrzypcach. Sama myśl o tym, że to marzenie się nie spełni, mnie dołuje. Nie mam po prostu pieniędzy, żeby kupić skrzypce i płacić za lekcje. Czy ja potrzebuję pomocy, czy po prostu takie zachowanie jest normalne?

Patronaty