Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Jestem na granicy wytrzymałości - może to depresja?

Witam, mam taki problem: bardzo się przejmuję uwagami ludzi, ktokolwiek na mnie spojrzy krzywo, np. w sklepie, od razu biorę to do siebie, że coś jest ze mną nie tak. Chciałabym mieć chłopaka, ale z drugiej strony boję się odrzucenia,...

Witam, mam taki problem: bardzo się przejmuję uwagami ludzi, ktokolwiek na mnie spojrzy krzywo, np. w sklepie, od razu biorę to do siebie, że coś jest ze mną nie tak. Chciałabym mieć chłopaka, ale z drugiej strony boję się odrzucenia, poniżenia i wszelkich form urazu. Jak patrzę na związki mojej siostry z mężczyznami to tym bardziej boję się podjęcia decyzji o poznaniu kogoś. Ją np. ostatni facet oszukiwał, że ją kocha, ona zamieszkała z nim przez niecały rok gotowała, prała mu, aż w końcu przyznał się, że nigdy jej chyba nie kochał. Zresztą nie wiem gdzie spotkać fajnego chłopaka, w mojej miejscowości same menele. Na portalach internatowych niby są, ale nie mam odwagi spotkać się z nimi osobiście. Często użalam się nad sobą, płacze bez powodu. Jest mi ciężko. Zwłaszcza w ostatnim czasie gwoździem do trumny był dla mnie po raz kolejny niezdany egzamin. W takich chwilach porażek powtarzam sobie, że jestem do niczego, nic nie osiągnęłam i nie osiągnę i znowu płaczę. Z moją matką też nie dogaduję się najlepiej, obydwie na siebie krzyczymy, a ja jeszcze trzaskam drzwiami, boję się, że pewnego dnia zrobię krzywdę jej lub sobie. Ma do mnie pretensje, że jej w czymś nie pomogę, tylko leże i płacze. No i ma rację pewnie, a ja nie mam motywacji by coś zrobić. Może to depresja? Proszę, pomóżcie! Jestem na granicy wytrzymałości.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nic mnie nie cieszy - jak odnaleźć sens życia?

Mam piętnaście lat. Nic w moim życiu nie ma sensu. Już od dawna nic mnie nie cieszy. Albo mało co. Czytam dużo książek i często oglądam filmy. Wykreowałam sobie wizję wspaniałego, pełnego przygód i nadzwyczajnego życia, która nijak się ma...

Mam piętnaście lat. Nic w moim życiu nie ma sensu. Już od dawna nic mnie nie cieszy. Albo mało co. Czytam dużo książek i często oglądam filmy. Wykreowałam sobie wizję wspaniałego, pełnego przygód i nadzwyczajnego życia, która nijak się ma do rzeczywistości. Przypuszczam, że zwykłe życie prostego człowieka nigdy nie będzie mi się wydawało dosyć atrakcyjne. Wiem jednak, że żyją tak miliony ludzi. Na świecie nie ma superbohaterów i marzenia bardzo rzadko się spełniają. A jeżeli już się spełnią, to tylko te najbardziej realne. To nie fair, że dostałam tylko jedno życie i nie mogę być nikim innym. Jestem w pierwszej liceum. Nie ma pojęcia, na jakie pójdę studia. Może to z lenistwa, a może z powodu depresji nawet nie chcę myśleć o przyszłości. Nie chcę jej mieć. Często myślę sobie, że chciałabym umrzeć. Gdyby tylko od mocnego "chcenia" śmierci można było umrzeć! I to w takim momencie, w którym nie żałowałabym już tego świata, który jest może i piękny, ale nie dla mnie. Nie dogaduję się z normalnymi ludźmi. Najwyżej z rodziną. Niewiele jest osób, z którymi mogę szczerze porozmawiać. W klasie z koleżankami jedyne tematy to użalanie się na szkołę i na nauczycieli. Z jedną dziewczyną mogę obgadywać ludzi. W sumie to ja wycofuję się z życia społecznego. Chciałabym zamknąć się w sobie i nie musieć już walczyć z całym światem. Przypuszczam też, że nie da się mnie wyleczyć. Korzystam z "usług" pani psychiatry. Po części skutkują. Rzadsze są moje natręctwa. Myśli typowo samobójczych nie mam - i tak nie miałabym odwagi się zabić. Po prostu bardzo często nie chcę już żyć. I tu jest pytanie: Czy da się wyleczyć moje myślenie? Moje postrzeganie świata? Jego odbiór i moje uczucia? Nie. Ciekawe, czy osoby rzekomo wyleczone z depresji zmieniają się diametralnie i cieszą się wszystkim. Pewnie nie. Na pewno pozostaje ten lęk. Lęk przed świadomością. Mój lęk przed świadomością jest czasem bardzo silny. Niestety, zdaję sobie sprawę z tego, że postacie z książek są nierealne i nie są ludzkie. I nie mam szans być żadną z tych postaci. Szkoda, że nie da się zmienić osobowości. Myślę, że postawa pesymisty jest lepsza niż optymisty. Pesymista widzi wiat bardziej realnie, bowiem bliższy jest on wyobrażeniu zła. Optymista zaś widzi świat przez pryzmat... w sumie nie wiem czego. Chyba własnej radości. Proszę o odpowiedź na nurtujące mnie pytania, której udzielenie, mam nadzieję, ułatwi mój "wywód": 1. Czy mój problem nie jest raczej natury filozoficznej lub duchowej niż psychicznej? 2. Czy moje życie ma sens, mimo iż go nie dostrzegam? A może, jeżeli nie czuję się na tym świecie dobrze, jestem niezamierzonym przez Boga lub siłę wyższą dziełem przypadku? 3. Czy kiedyś wyjdę na prostą, czyli czy kiedyś coś będzie mnie prawdziwie cieszyć bez zatracania świadomości, że istnieją rzeczy złe i że świat nie jest do końca piękny? 4. Czy kiedyś zrozumiem lub choć zauważę, że są rzeczy lepsze niż te, które odrywają mnie od rzeczywistości, czyli komputer, telewizja, książki i sen? Bo na razie właśnie uciekam od rzeczywistości, która mi się w ogóle nie podoba. A w szczególności szkoła. Z góry dziękuję za choćby najmniejszą, ale wartościową poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Chcę żyć, lecz nie mam ochoty - co robić?

Jestem Marek, mam lat 14 i chodzę do II kl. gimnazjum. Bardzo proszę o pomoc - nie wątpię, że mam coś w stylu depresji albo czegoś innego. "Chcę żyć, ale nie mam ochoty" - tak czuję, myślę, nawet nie mam...

Jestem Marek, mam lat 14 i chodzę do II kl. gimnazjum. Bardzo proszę o pomoc - nie wątpię, że mam coś w stylu depresji albo czegoś innego. "Chcę żyć, ale nie mam ochoty" - tak czuję, myślę, nawet nie mam na to wpływu o czym myślę, to naprawdę jest trudne, nad niczym nie mogę się skupić, skoncentrować nawet na najprostszej czynności. Zbyt wiele rzeczy mi chodzi po głowie. Nie mam ochoty wstać z łóżka, cieszyć się pogodą albo szkołą - wiem, że na pewno nic dobrego mnie nie czeka. Jeśli miałbym opisać swój "typ" charakteru to by było bardzo ciężko określić i napisać. Ogólnie jestem pesymistą, osobą bardzo wrażliwą, takim jakby życiowym nieudacznikiem. Te cechy wykształciły się w dzieciństwie pod wpływem otoczenia, mediów, nawet od rodziców. Choć mam tylko 14 lat niebawem 15, ale zaczynam przekonywać się, że dla mnie życie będzie do niczego. Raczej mam problemy z własną osobowością, zaczynam się gubić i jak powyżej - nie mam ochoty żyć. Lubię muzykę i co jest moją ogromną pasją, ale i też takim jakby negatywnym ciężarem dla mojej duszy. Pisałem, że jestem bardziej wrażliwy niż inni na otaczający świat, bardziej się przejmuję niektórymi rzeczami niż inni. Słucham w większości smutnych piosenek, głównie o śmierci, złości, nieudanym życiu - tym, co oddaje mnie. Przykładowo Evanescence, Nightwish, Epica, Lacuna Coil i tym podobne - może dziwne, ale bardzo do mnie trafia. Nie pamiętam kiedy byłem kiedyś "na serio" szczęśliwy albo uśmiechałem się, bo po prostu "moje ja" tego chciało. Tyle co ja przeżyłem to było życie na pokaz. Nienawidzę mówić o sobie tym bardziej się otwierać przed kimś. Nienawidzę siebie, mam siebie dość. To by było na tyle co czuję. Chcę powiedzieć, że chodzę do psychologa, tak, tylko że mam wrażenie, że nie chce pomóc, tylko zarobić - chcę z tym skończyć, bo to więcej mi złych rzeczy to dało niż pożytku. Dostałem przez to wszystko kuratora i sprawę w sądzie, że jestem niby jakiś inny - możliwe, że niezrównoważony psychicznie. Wychowany w pijackiej rodzinie. Załamałem się, nie potrafię żyć tak jak inni. http://portal.abczdrowie.pl/pytania/trudne-dziecinstwo-jak-przetrwac-i-byc-normalnym - tu już opisywałem swoją sytuację w domu, ale poszedłem do "psychologa" - tak, mam pretensje do samego siebie. Ja już nie wytrzymuję. T odwiedzanie kuratora - rodzice próbujący zrobić ze mnie kozła ofiarnego, że zniszczyłem im życie (jakby oni mi tego nie robili swoim piciem, prawda?). Próbowałem sobie pomóc, ale jeszcze bardziej zaszkodziłem. Już kilka lat temu byłem w tak zwanej depresji, teraz się męczę życiem. Nachodzą mnie myśli typu: „co ja takiego zrobiłem?” - zawsze starałem się być najgrzeczniejszy, najbardziej pomagałem, starałem się być wzorowy i serdeczny tylko, że to też mi niszczy życie. W szkole wyzywają mnie od pedałów, ciot idiotów - to już mnie wykańcza, chcę się zabić, ale wciąż mam taką głupią "nadzieję". Własny ojciec mi powiedział: "nadzieja matką głupich, a matka bardzo kocha swoje dzieci" i do tego się coraz bardziej przekonuję. Jestem osobą wierzącą zaczynam tracić wiarę w to, że będzie lepiej, że będzie cud. Chciałem się zabić bez bólu tabletkami, ale pomyślałem co sobie Bóg pomyśli o mnie i co będzie potem? Sam już nie wiem co myśleć, wszyscy mnie wyzywają, denerwują - mam wrażenie, że mnie nawet Kościół nie chce, a czemu? Moja orientacja - to, czego najbardziej mam dosyć i czego się wstydzę. Jestem biseksualny nie chcę wypowiedzi w stylu „jesteś młody, dojrzewasz, co ty tam wiesz”. W szkole nie dają mi żyć przez to, widzą, że to mnie rozbraja, że powiedzą kilka razy pedał albo gej. Kolejny powód mojej szczęśliwej historii. Żeby wszystko sprostować, męczy mnie to wszystko, że od 2 lat nie wierzę w to, że będzie normalnie - musiałby stać się cud. Chciałbym uciec gdzieś, być sam, bo lepsze to niż być w otoczeniu takich ludzi jak np. w Polsce - prosto z mostu homofobia i homofobia to mnie też strasznie dołuje, że nie widzę swojej przyszłości w szczęśliwym związku. Sądzę, że fajnie byłoby mieć kogoś bliskiego, bo muszę radzić sobie z tym sam, a szczęśliwe życie np. osoby homoseksualnej w Polsce to bajka. Tyle. Zastanawiałem się po co się zabijać jak i tak nie wiadomo czy zechcą mnie w niebie? A może geje i lesbijki idą do piekła? Nie wiem co mówić, nawet się zabić nie mogę. A może będę w piekle za to, że starałem się jak najlepiej być dobrą osobą i naprawdę się zagubiłem? Jestem uwięziony w sobie, we własnej duszy - nie wiem jaki jest cel mojej marnej egzystencji. Mam przesra*e w życiu i będę miał przesra*e po śmierci - OK, i co? To puste nic. Mnie już nic nie zdziwi. Co mam zrobić? Jak żyć? Po raz setny zadaję sobie pytanie: czy mam szansę na normalne życie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy moje dolegliwości wskazują na obecność depresji?

  Witajcie! Od jakiegoś czasu mam notoryczne problemy, to jest dość długi czas, lecz dopiero od mojego ślubu zauważyłem, że to wszystko się nasila - problemy w pracy, w domu - jednym słowem: w całym moim życiu! Przez przypadek znalazłem...

  Witajcie! Od jakiegoś czasu mam notoryczne problemy, to jest dość długi czas, lecz dopiero od mojego ślubu zauważyłem, że to wszystko się nasila - problemy w pracy, w domu - jednym słowem: w całym moim życiu! Przez przypadek znalazłem artykuł jakiś o depresji, poczytałem więcej na ten temat i niestety moje zachowanie, samopoczucie, a ostatnio nawet zdrowie fizyczne i psychiczne, wszystko to pasuje do większości objawów depresji: brak mi siły do życia, nie mam na nic weny, ciężko mi się rano wstaje, jestem ciągle spięty, nerwowy, czasami nadużywam alkoholu :(. Skończyłem właśnie 25 lat, od 2-3 lat mam takie problemy - wszystko, jak wiecie z doświadczenia, przekłada się na moją żonę i córeczkę, a są to 2 najdroższe mi na świecie osoby, których nigdy nie chciał bym stracić, lecz jeżeli nie wyzdrowieję tak się to pewnie skończy. Powiedziałem dziś żonie w smsie, że chyba mam depresję, napisała, że muszę z tym coś zrobić - nie stać mnie chyba na psychiatrę, psychologa - czy są jakieś tabletki? Co mam zrobić? Brak mi już sił. Nawet teraz, kiedy to piszę czuję się jak ostatnia sierota, nieudacznik, łzy stoją w oczach i tak co dzień - brak mi rozmów, brak mi radości z życia, brak mi nawet słońca! W gestii wyjaśnienia: moja żona ze mną rozmawia, lecz ja odnoszę wrażenie, że jest to płytka rozmowa, czuję, że tak naprawdę mnie nie rozumie, wyczuwam w jej głosie każdą jedną zmianę nastroju, wahanie itp. Powiedzcie, czy ja sobie wmawiam to, że jestem chory, czy tak naprawdę jest? Czy może tylko sam siebie próbuję usprawiedliwić jakoś? W głowie mam taki mętlik, że już nawet na takie pytanie nie potrafię sobie odpowiedzieć sam, wokół mnie jest tylu bliskich, a ja jestem taki samotny… Proszę, pomóżcie mi…

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy moje dziecko jest opóźnione?

Witam, jestem mamą 1,5-rocznego chłopczyka. Martwię się nim, ponieważ synek nic nie mówi, chyba nie rozumie, co do niego mówię. Jak go wołam (w domu), czasem zareaguje, a czasem nie. Natomiast na podwórku reaguje na wołanie i się odwraca. Jak...

Witam,

jestem mamą 1,5-rocznego chłopczyka. Martwię się nim, ponieważ synek nic nie mówi, chyba nie rozumie, co do niego mówię. Jak go wołam (w domu), czasem zareaguje, a czasem nie. Natomiast na podwórku reaguje na wołanie i się odwraca. Jak coś chce, albo jak nie może sobie z czymś poradzić, to bierze moją rękę, żebym mu otworzyła, podała, zamknęła. Jeżeli mu się coś nie udaje zrobić, to się denerwuje, przebiera nogami i krzyczy, ale jak zainteresuje go czymś innym, to się uspokaja lub wraca do tego samego i bierze mnie za rękę, abym mu pomogła. Synek nie robi „papa”, nie podaje rączki na „cześć”. Próbowałam go uczyć, ale nie jest w ogóle zainteresowany. Nie pokazuje na nic palcem, ani nie pokazuje, gdzie ma brzuszek, itd. Czasem może powie „tata”, ale jest to raczej „dada”, i „daaa”. Jak jedziemy gdzieś, do bawialni czy do znajomych, nie ma problemu z nieśmiałością i biegnie jakby był u siebie, nie wstydzi się.

Bawi się samochodami, tzn. jeździ po dywanie, po ścianie i naśladuje odgłos samochodu, lubi układać klocki, jeden na drugim. Lubi jak się odkurzam, tzn. próbuje sam albo pcha odkurzacz. Gdy myję podłogę, próbuje też, uwielbia wodę przelewać, wie, gdzie jest kran i podbiega z kubeczkiem. Lubi miksować zupki ze mną, oglądać bajki, natomiast jak do niego mówię, podczas zabawy, nie reaguje, ani nawet nie popatrzy. Czasem zareaguje, jak chcę mu dać paluszka do jedzenia i powiem, „masz”, często mu się zdarza chodzić na paluszkach, na zmianę z normalnym chodzeniem (synek zaczął chodzić w wieku 14 miesięcy a od 10 miesiąca chodził za rękę), panicznie reaguje na ubieranie kurtek, kombinezonu, butów, jest bardzo sprawny ruchowo, biega. Potrafi wejść przez łóżko na okno i stać na parapecie.

Nie interesują go książeczki i czytanie bajek, nawet jak chcę mu coś pokazać, np. żeby zrobił „papa” czy pokazać nosek, to albo nie patrzy, albo już ma coś innego do zabawy. Za to uwielbia się bawić w ganianego, jak mówię „dawaj go”, to już z piskiem ucieka. Lubi zabawę „idzie raczek...”, zastanawia mnie to, czy jest opóźniony, bo odstaje od reszty i to bardzo, wiem, że dzieci rozwijają się skokowo, ale czy można zdiagnozować takie małe dziecko już? Dodam, że synek jest ruchliwy i prawie w ogóle nie siedzi, jedynie w wózku, od małego tylko stał, np. podczas kąpania czy jak ja siedziałam, to trzymałam go, a on stał, jak chciałam go posadzić, od razu był jak „deska”. Nie chciał i już. Jest niejadkiem i od 3 miesiąca karmiłam go łyżeczką i butelką, 3 razy przez sen, teraz je zupki tylko zmiksowane przy bajce, miał podcinane wędzidełko, bo miał krótkie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Nagła zmiana nastroju - czy to może być depresja?

Witam, Mam 21 lat. Od roku mój nastój i nastawienie do życia uległy zmianie. Od ponad roku mam chłopaka, jest nam dobrze, powinnam być szczęśliwa i rozkwitać, jednak jest przeciwnie. Ciągle płaczę. Wszytko sprawia mi przykrość,wszystko biorę do siebie, strasznie...

Witam, Mam 21 lat. Od roku mój nastój i nastawienie do życia uległy zmianie. Od ponad roku mam chłopaka, jest nam dobrze, powinnam być szczęśliwa i rozkwitać, jednak jest przeciwnie. Ciągle płaczę. Wszytko sprawia mi przykrość,wszystko biorę do siebie, strasznie cierpię z tego powodu i to mnie wykańcza, czuję się bardzo samotna, mimo że mam znajomych i bliskie mi osoby. Zauważyłam, że dzieje się tak od 7 miesięcy. Strasznie wszystko zaczęłam przeżywać. Nie chcę by wszyscy myśleli, że lubię się nad sobą użalać, bo przecież tak nie jest. Nie chcę, by cierpiało na tym też moje otoczenie. Lubię się śmiać i zawsze byłam osobą tryskającą energią, która teraz gdzieś uszła. Bardzo chcę być taka jak przedtem, czuć radość życia. Znajomi zaczęli sugerować, że to może depresja. Leczę się też hormonami, obecnie antykoncepcją, zastanawiam się czy owa zmiana nie wynika może z tego? Chciałam iść do psychologa, ale sama nie wiem jak określić bliżej mój problem. Bardzo proszę o pomoc, bo to mnie już wykańcza. Z góry serdecznie dziękuje.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co zrobić, gdy mam dość życia i myślę o śmierci?

  Mam dość, nie mam chęci do życia, codziennie kładę się spać i proszę Boga żeby zabrał mnie z tego świata, ale rano znowu się budzę… Mam dość…
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jestem senna i mam dość życia - co się ze mną dzieje?

Witam, mam rocznikowo 17 lat, chodzę obecnie do I klasy liceum i od jakiegoś czasu borykam się z pewnymi problemami. Nie umiem dokładnie określić czasu, kiedy to wszystko się zaczęło, ale na pewno w gimnazjum. Ciągle chodzę ospała, boli mnie...

Witam, mam rocznikowo 17 lat, chodzę obecnie do I klasy liceum i od jakiegoś czasu borykam się z pewnymi problemami. Nie umiem dokładnie określić czasu, kiedy to wszystko się zaczęło, ale na pewno w gimnazjum. Ciągle chodzę ospała, boli mnie głowa, nic mi się nie chce, gdybym mogła to bym nie robiła nic innego a tylko spała, izoluję się od ludzi, najchętniej bym nigdy i nigdzie nie wychodziła z domu. W szkole i innych miejscach staram się tego nie okazywać, uśmiecham się itp., ale w środku nie jest zbyt dobrze. Jak mam te jeszcze gorsze dni to nawet myślę sobie, że nie chce mi się żyć, ale samobójstwa nie popełnię, bo wiem, że moi rodzice by tego nie przeżyli. Momentami mogłabym tylko płakać... Nie widzę miejsca dla siebie w tym świecie ani teraz, ani w przyszłości. Nie mam żadnych perspektyw, nie wiem co chcę zrobić ze swoim życiem, po prostu nie wiem... Chodzę na dwa języki po szkole, niby chcę je umieć, ale po prostu nie mam siły dać z siebie więcej niż niezbędne minimum. Chciałabym wiele rzeczy, ale do niczego nie umiem się zabrać. Z jednej strony zazdroszczę ludziom, że mają tylu znajomych, że wychodzą ciągle i się bawią, ale z drugiej strony nie potrafię zrobić nic, aby sama znaleźć jakąś paczkę znajomych itp. - po prostu mi się nie chce i nie mam ochoty. Te objawy przeplatają się z niektórymi lepszymi dniami - zdarza się, że coś mi się chce, że jest fajnie, ale potem zaraz powraca to samo... Po weekendzie czy jakimś wolnym mam świadomość, że cały ten czas zmarnowałam i potem pojawia się strach, że nic nie zrobiłam, nic się nie nauczyłam, itp. Mam już dość swojego życia, nie wiem co z nim zrobić. Chciałabym być normalną nastolatką, mającą marzenia i umiejącą je realizować. Chciałabym, żeby nawet najdrobniejsze rzeczy mnie cieszyły i żebym na wszystko nie odpowiadała tak jak teraz - ''nie chce mi się...''. Co się ze mną dzieje? Co mam ze sobą zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak rozmawiać z załamanym chłopakiem?

Witam serdecznie! Jestem w związku, który trwa ponad rok. Mój chłopak od około 4 miesięcy bardzo się zmienił. Chodzi o sposób jego reakcji na sytuacje stresowe i problemy. Kiedyś był osobą pełną energii i optymizmu, co by się nie działo...

Witam serdecznie! Jestem w związku, który trwa ponad rok. Mój chłopak od około 4 miesięcy bardzo się zmienił. Chodzi o sposób jego reakcji na sytuacje stresowe i problemy. Kiedyś był osobą pełną energii i optymizmu, co by się nie działo umiał sobie poradzić i pocieszał nawet innych. Teraz mówi, iż tamten okres to było błogie dzieciństwo bez prawdziwych problemów. Oboje studiujemy (jak i mieszkamy w innych miastach), mimo odległości nasz związek kwitł. Niestety gdy skomplikowała się sytuacja rodzinna mojego chłopaka, doszło wiele pracy na uczelni i drobne kłopoty finansowe - podłamał się. Pragnę podkreślić, że kłopotów było dużo, ale poszczególne nie były jakoś wyjątkowo poważne (oczywiście to moja perspektywa). Jego rodzice przespali mu dużo ziemi, zmartwił się, co teraz, czy nie będą chcieli by wrócił w rodzinne strony. Nie porozmawiał z nimi gdyż, jak mówi, u nich kłopoty = milczenie. Mama bywa nadopiekuńcza a tata bierny. Mój chłopak w tym roku dostał się na drugi kierunek studiów. Oba kierunki są naukami ścisłymi, obowiązków ma teraz dwa razy więcej. Jest bardzo ambitny i gdy coś mu się nie udaje, zaczyna bardzo się tym dołować i wręcz odcinać czasowo ode mnie i znajomych. Jak kilka razy wspomniał, tylko czeka, aż coś jeszcze się nie powiedzie. Natomiast gdy coś mu się uda, ogromnie go to motywuje i potrafi zmienić sposób myślenie o 180 stopni - powoli już nad tym nie nadążam. Ma jakby wahania nastrojów. Nieduże kłopoty finansowe, które naprawdę były do rozwiązania, przedstawiał wyjątkowo dramatycznie, nie widział możliwości poprawy. Gdy napotyka na problem, mówi, że potrzebuje czasu na przemyślenie go i jakieś rozwiązanie - chce działać, ale jak sam mówi, nie umie, nie wie jak. Chce też abym wiedziała jak się czuje psychicznie i co go martwi, jednak nie chce abym ja też się martwiła, ale gdy nie powie mi prawdy lub zacznie okrajać informacje - będzie się z tym czuł źle. To nie daje mu spokoju. Nie wiem jak do niego trafić. Staramy się sobie pomagać jak tylko możemy, z resztą to związek zbudowany na wieloletniej przyjaźni od dzieciństwa. To też sprawia, że jest to osoba wyjątkowo mi bliska. Nie chcę by w takich momentach się separował, jednak rozmowa, jak mówi, go jeszcze bardziej dołuje, na pewno nie pomaga. W ciągu dnia zakłada "maskę" i udaje, że wszystko jest dobrze, w nocy myśli... Ostatnio sam zauważył, iż unika rozmów z kimkolwiek by nie dzielić się tym co przeżywa, niestety unika też kontaktu ze mną. Nie chce mnie martwić, nie chce grać, nie chce by doszło do różnicy zdań, wtedy jest też bardzo małomówny i jakby obrażony. Jestem cierpliwa, staram się dawać mu czas, gdy te "doły" mijają, jest świetnie. Dogadujemy się idealnie. Zaczynam obawiać się o nasz związek. Tym bardziej w obliczu dzielącej nas odległości (od 2 lat) kontakt jest bardzo istotny. Czy to może być epizod depresyjny? Jak mogę mu pomóc? Jak rozmawiać z osobą o takim nastawieniu? Będę ogromnie wdzięczna za odpowiedź!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak leczyć natrętne myśli?

Dzień dobry, jestem mężczyzną i mam 21 lat. Zacznę od swojego dzieciństwa. Od kiedy pamiętam, zawsze musiałem wyszukać sobie jakiś problem. Nie raz dzwoniłem do moich rodziców, by się upewnić, czy mam się tym przejmować. Lecz na tym nie poprzestało....

Dzień dobry, jestem mężczyzną i mam 21 lat. Zacznę od swojego dzieciństwa. Od kiedy pamiętam, zawsze musiałem wyszukać sobie jakiś problem. Nie raz dzwoniłem do moich rodziców, by się upewnić, czy mam się tym przejmować. Lecz na tym nie poprzestało. Miałem jakiś okres w życiu, że bałem się, że zaraziłem się wirusem HIV, a nie miałem wtedy żadnego kontaktu płciowego z dziewczyną. Będąc starszym jednak przestałem się tym przejmować w zupełności.   Najlepszym okresem mojego życia było liceum, miałem czysty umysł, nie przejmowałem się praktycznie niczym. Bawiłem się, spotykałem się z dziewczynami, trenowałem sztuki walk, żyłem po prostu jak każdy człowiek w moim wieku. W klasie maturalnej poznałem dziewczynę, z którą byłem 2 lata. Na początku było super, pierwszy raz tak się czułem, bo było ona moją pierwsza prawdziwą miłością. Pewnego dnia jednak wszystko zaczęło się psuć w mojej głowie. Może to co napiszę zabrzmi głupio, ale w niedzielę było wszystko dobrze, tak jak zawszę, a siedząc na wykładzie w poniedziałek przyszła mi nie wiadomo skąd myśl, że ja jej nie kocham. Było mi bardzo ciężko. Wiedziałem, że jest to moja wielka miłość, a mówiąc jej, że ją kocham przechodziły mi dreszcze, bo myślałem, że ją okłamuje. I tak było przez cały nasz związek, byłem jej oddany do końca, lecz nie było już tak, jak było na początku. Zresztą samo rozstanie, też przeżyłem mocno. Lecz nie to wszystko najbardziej mnie męczy. W tym samym okresie, jak przyszła mi do głowy ta myśl, że jej nie kocham, leżąc na łóżku i czytając gazetę, zacząłem sobie wmawiać, że jestem pedofilem. To już naprawdę rozłożyło mnie na łopatki. Nie mogłem i nie mogę tego pojąć do tej pory. Zawszę byłem strasznie wrogo nastawiony do osób, które popełniają taki czyn. Zawszę, myśląc o swojej przyszłej rodzinie, mówiłem sobie sam, że nie pozwolę nigdy, aby ktoś ich skrzywdził. Ta myśl bardzo mnie męczy, bo boję się, że nie będę potrafił założyć sam, swojej rodziny. Dręczy mnie to od 3 lat. Z różnym nasileniem. Będąc z moją dziewczyną nie myślałem, tak o tym bardzo, ale gdziekolwiek zobaczyłem dziecko to odwracałem i odwracam wzrok i tak jest do tej pory. Zaznaczam od razu, że nigdy nie sięgałem po pornografię dziecięcą i nie zamierzam po nią sięgać. Oczywiście, jak każdemu normalnemu chłopakowi w moim wieku podobają mi się dorosłe kobiety. Po rozstaniu z moją dziewczyną, zaczął się dla mnie okres ciągłego spotykania się z kolegami i imprez. Trwało to około 7 miesięcy i nie myślałem wtedy o tym, tak jak by to przygasło. Cieszyłem się życiem, miałem to w prawdzie w podświadomości, ale nie przejmowałem się tym. Potrafiłem z tym walczyć. Wszystko pogorszyło się na początku tamtego tygodnia. Leżałem w łóżku, ponieważ byłem chory i nagle znowu zaczęło mnie wszystko męczyć. Mam problemy ze snem i do słownie nic mi się nie chcę. Jestem strasznie zrezygnowany. Patrząc na ludzi, wydaje mi się, że jestem nienormalny, wydaję mi się, że każdy potrafi się cieszyć życiem i że nikt nie zaprząta sobie takimi myślami głowy. Zazdroszczę im po prostu normalności. Chcę mi się płakać, bo ja już mam dosyć. Myślę, że warto zaznaczyć, że mam dwie małe 3-letnie kuzynki, które bardzo kocham i nigdy bym im nie zrobił krzywdy, ale te obrzydliwe myśli nie dają mi spokoju. Co mam robić, czy jest dla mnie ratunek? Czytałem, że są to myśli natrętne, które leczy się farmakologicznie. Proszę o fachową odpowiedź, marzę tylko o tym, aby żyć jak normalny człowiek. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak zwalczyć nerwowość?

Mam 13 lat i pewien problem. Zawsze w niedzielę wieczorem denerwuję się. Najgorsze jest to, że nikt mnie nie rozumie, nawet własna mama. Tak naprawdę to sama nie wiem w czym leży problem. W szkole w poniedziałek mam fajne lekcje,...

Mam 13 lat i pewien problem. Zawsze w niedzielę wieczorem denerwuję się. Najgorsze jest to, że nikt mnie nie rozumie, nawet własna mama. Tak naprawdę to sama nie wiem w czym leży problem. W szkole w poniedziałek mam fajne lekcje, oczywiście poza plastyką. Sama się zastanawiam, czy w ogóle denerwuję się szkołą, czy może czymś innym. Mama uparcie twierdzi, że przejmuję się szkołą, ale nawet o tym nie wiem. Natomiast ja uważam, że denerwuję się, bojąc się o mamę. Zawsze mówi takie przykre rzeczy, że umrze i zostaniemy sami, bo wszyscy zwalamy się z naszymi błahostkami na nią, kosztem jej zdrowia i psychiki. A ja jestem z nią bardzo związana, bardzo bardzo ją kocham i nie chce sprawiać dodatkowych problemów. Ale nie mogę! Zawsze wieczorem w niedzielę się denerwuję. Lekarz rodzinny zapisał mi nawet leki uspokajające, ale one nic nie dają. Byłam nawet raz u psychologa, ale nie za bardzo mi pomógł. Sama już nie wiem co robić. Czuję jakbym została z tym problemem sama i nie wiem gdzie szukać pomocy.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego nastąpił nawrót nerwicy?

Witam, mam pytanie: dlaczego tak się stało, że nerwica lękowa i natręctw powróciła z dużym nasileniem? Wcześniej nie brałam leków tylko chodziłam na psychoterapię 2 lata z jedną osobą na NFZ i 2 lata prywatnie. Było bardzo dobrze, czułam, że...

Witam, mam pytanie: dlaczego tak się stało, że nerwica lękowa i natręctw powróciła z dużym nasileniem? Wcześniej nie brałam leków tylko chodziłam na psychoterapię 2 lata z jedną osobą na NFZ i 2 lata prywatnie. Było bardzo dobrze, czułam, że żyję choć długo trwała poprawa nastroju. Ale znów, po półrocznym rozstaniu z terapeutą, powróciła nerwica z podwójną siłą. Do głowy przychodzą tragiczne myśli. Boję się wszystkiego noży, nożyczek itp., czuję się jak świr! Nie wiem czy to są moje myśli i kiedyś sobie coś zrobię, czy to tylko natręty i lęki… Byłam u psychiatry i stwierdził, że to są lęki z natrętami. Jezu, jak ciężko z tym żyć. Musiałam iść po leki bo nie dawałam rady :(. Biorę 2 dni leki i czuje się bardziej przygnębiona niż wcześniej, a może to dopiero początek leczenia i tak organizm reaguje? Sama już nie wiem co mam o tym myśleć - totalny mętlik w głowie…

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Jak samodzielnie zwalczać stany lękowe?

Dzień dobry, jestem 29-letnią kobietą, mieszkam od prawie roku za granica. Od kilku miesięcy cierpię na napady lęku, paniki - przynajmniej tak mi się wydaje... Paniczne myśli ogarniają mnie nagle, „napadają” mnie z każdej strony, mam ściśnięty żołądek, podwyższone...

Dzień dobry, jestem 29-letnią kobietą, mieszkam od prawie roku za granica. Od kilku miesięcy cierpię na napady lęku, paniki - przynajmniej tak mi się wydaje... Paniczne myśli ogarniają mnie nagle, „napadają” mnie z każdej strony, mam ściśnięty żołądek, podwyższone ciśnienie i nie mogę się skopić na niczym innym, nie potrafię odpędzić od siebie tych myśli. Lęki dotyczą głownie sytuacji związanych z tym co zostawiłam w kraju i nad czym nie mam kontroli. Nie mogę niestety liczyć na niczyją pomoc w Polsce w swoich prywatnych sprawach i ciągle się boję, że coś się stanie, że coś zaniedbałam. Boję się odbierać telefon, bo wydaje mi się, że dostanę jakąś potworną wiadomość z kraju, dotyczącą np. mojego mieszkania, pękniętej rury itd. i nie będę mogła sobie z tym poradzić. Wymyślam sobie sama sytuacje, często irracjonalne, które mogą mi przysporzyć problem i zamartwiam się tym bez końca. Przy najbardziej natężonych napadach lęku myślałam o samobójstwie, bo tylko śmierć może przynieść spokój i uwolnienie od tego silnego lęku... 3 lata temu przeszłam depresję po rozstaniu z narzeczonym i leczyłam się farmakologicznie pod okiem psychiatry, który bardzo mi pomógł i doprowadził do stanu normalnego. Przed wyjazdem za granicę jednak ponownie miałam bardzo dużo stresów w pracy, w życiu prywatnym. Obecnie jestem za granicą i niestety nie mam możliwości kontaktu ze swoim lekarzem, nie znam na tyle dobrze języka obcego aby poprosić tutejszego lekarza. Jedynym sposobem jest dla mnie internet. Czy jest jakiś sposób aby poradzić sobie z tym problemem samemu? Za radą przyjaciółki zaczęłam stosować techniki relaksacyjne, które nawet mi pomagają na tyle, że nie potrzebuję już brać leków uspokajających. Boję się jednak, że ta sytuacja się pogorszy lub przerodzi w depresję. Czytałam również o terapii poznawczo-behawioralnej. Czy można ją stosować samodzielnie? Jeśli tak, to w jaki sposób? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Depresja czy zwykłe lenistwo?

Mam 23 lata i mam dwójkę kochanych dzieci. Jednak od dłuższego czasu nie potrafię żyć jak dotąd. Codziennie rano ciężko jest mi wstać z łóżka, gdyby nie dzieci nie widziałabym innego powodu, potem gdy wypełnię swoje obowiązki przy dzieciach, najchętniej...

Mam 23 lata i mam dwójkę kochanych dzieci. Jednak od dłuższego czasu nie potrafię żyć jak dotąd. Codziennie rano ciężko jest mi wstać z łóżka, gdyby nie dzieci nie widziałabym innego powodu, potem gdy wypełnię swoje obowiązki przy dzieciach, najchętniej bym usiadła cały dzień i nic nie robiła. Ale to nie jest tak, że do końca sprawia mi to przyjemność, bo patrzę na moje dzieci wtedy i myślę, że chciałabym się z nimi pobawić, wyjść na spacer, ale po prostu mi się nie chce. Mam czasami pomysły żeby zrobić coś nowego, spotkać się może z kimś, ale kończy się to tylko na myśleniu. Nie wiem czy to tylko czyste lenistwo, czy to chodzi o coś innego. Strasznie się też meczę wszystkim i nudzę, nie mam ochoty na nic, brak mi zainteresowań. Już bardzo długo nie spotykałam się z ludźmi, około 2 lat, odkąd urodziłam pierwsze dziecko i teraz nie potrafię rozmawiać z ludźmi, boję się kontaktów z nimi. Kiedy muszę wyjść coś załatwić lub iść z dzieckiem do lekarza jest to dla mnie ogromny problem, boję się takich sytuacji. Jest wile takich zachowań, gdzie nie potrafię sobie radzić z prostymi rzeczami. Wiem, że nie mogę być dalej w takim stanie, bo moje dzieci mnie potrzebują, a ja sama nie wiem jak sobie z tym poradzić. Chcę też cieszyć się życiem i doceniać to co mam, a tego nie potrafię - czy da się to zmienić?

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Nerwica, deprsja, fobia społeczna - jak z tego wyjść?

Mam 24 lata. Dwukrotnie byłem hospitalizowany z powodu depresji. Podczas ostatnich lat los doświadczył mnie dość srogo (jak na moja wytrzymałość). Aktualnie mam poważne kłopoty finansowe, w wypadku została uszkodzona moja dłoń. Czuję się jak jakieś dziwadło. Popadłem w... Mam 24 lata. Dwukrotnie byłem hospitalizowany z powodu depresji. Podczas ostatnich lat los doświadczył mnie dość srogo (jak na moja wytrzymałość). Aktualnie mam poważne kłopoty finansowe, w wypadku została uszkodzona moja dłoń. Czuję się jak jakieś dziwadło. Popadłem w fobię społeczną z silnymi lękami. Boję się wychodzić z domu. Nie potrafię podjąć żadnej pracy. Buduję masę obaw przed jakimkolwiek działaniem. Wstydzę się swojej uszkodzonej dłoni. Obawiam się, że przerodzi się to w jakiś socjopatyzm... Może już nawet jestem jakimś marginesem społecznym? Biorę leki na depresję. Zapisałem się na psychoterapie. Tylko co ja zrobię jak to nie pomoże? Jestem bliski dna. Proszę o pomoc. Wiem, że społeczeństwo nie jest tak delikatne i pomocne, a ja jestem człowiekiem dosyć wrażliwym. Czasem wydaje mi się, że gdyby tylko coś mi się powiodło w życiu wyszedł bym z tego doła, ale jak tu zrobić w lękach i strachu pierwszy krok?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy w depresji bywają "normalne" dni?

Witam, mam pewne pytanie: czy wpadając w stan depresyjny mamy go stale o różnym nasileniu, czy miewa się też tzw. ''normalne dni"?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Myślę o śmierci - czy to depresja?

Witam, Jestem 20 letnią studentką. Od jakiegoś czasu zaczęłam zastanawiać się, czy nie powinnam wybrać się do psychologa, ponieważ moje zachowanie zaczęło mnie niepokoić. Na co dzień jest zazwyczaj wszystko w porządku, czasem jednak bywają takie chwile/dni (nawet kilka...

Witam, Jestem 20 letnią studentką. Od jakiegoś czasu zaczęłam zastanawiać się, czy nie powinnam wybrać się do psychologa, ponieważ moje zachowanie zaczęło mnie niepokoić. Na co dzień jest zazwyczaj wszystko w porządku, czasem jednak bywają takie chwile/dni (nawet kilka pod rząd - ok. Tygodnia i więcej), kiedy nie chce mi się żyć - dosłownie! Nie raz myślałam o śmierci, choć na myśleniu się kończyło, bo wiem, że z mojej strony byłby to czysty egoizm. W takich chwilach przygnębienia, nie potrafię nad sobą zapanować i choć często powtarzałam sobie, że trzeba wziąć się w garść i ludzie mają gorsze problemy, nic to nie pomagało. Ogarnia mnie niesamowity smutek wypełniający całe ciało, nadchodzą łzy, a najgorsza jest ta samotność - chociaż mam kochanych rodziców, przyjaciółkę i chłopaka wiem, że ze swoim problemem i smutkiem zostanę sama, ponieważ nikt mnie nie zrozumie. Parokrotnie próbowałam rozmawiać ze swoim chłopakiem, powiedzieć mu, co we mnie siedzi, to usłyszałam, że zachowuję się tak, jakbym tylko ja miała problemy, że jestem pesymistką i że przesadzam. Od tego czasu zamknęłam się w sobie jeszcze bardziej i, choć być może to głupie, jako postanowienie noworoczne obiecałam sobie, że już nikomu nie będę się żalić. Niestety nie do końca mi to wychodzi, bo jak wspomniałam wcześniej, nie potrafię panować nad swoim zachowaniem, więc byle kiedy się rozbeczę, albo siedzę wpatrzona w jeden punkt. Na koniec dodam, że jeszcze kilka lat temu było wszystko w porządku, byłam wesołą dziewczyną i, jak mi się wtedy wydawało, optymistką. Wszystko zaczęło się psuć, kiedy rok temu zmarła moja kochana babcia, do dziś mnie to męczy i nie mogę pogodzić się z jej śmiercią, potem dołączyły problemy z chłopakiem, brak zrozumienia z jego strony, oschłość, nieczułość… Mogłabym jeszcze pisać i pisać, ale kto by chciał czytać taki monolog? Proszę tylko o odpowiedź: czy powinnam udać się do psychologa? Jest to dla mnie ważne, chciałabym normalnie żyć, tak jak dawniej, cieszyć się życiem i być szczęśliwa.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy moje dziecko może mieć zespół Aspergera?

Jego zachowanie zmienia się jak w kalejdoskopie, ma napady agresji, w szkole przeszkadza w prowadzeniu lekcji, jest bardzo ruchliwy. W szkole twierdzą, że to moja wina, że go rozpieściłam, a nauczyciel od angielskiego w ogóle sobie z nim nie radzi...

Jego zachowanie zmienia się jak w kalejdoskopie, ma napady agresji, w szkole przeszkadza w prowadzeniu lekcji, jest bardzo ruchliwy. W szkole twierdzą, że to moja wina, że go rozpieściłam, a nauczyciel od angielskiego w ogóle sobie z nim nie radzi i sugeruje mi, żebym go zabrała ze szkoły, choć nie mówi mi tego wprost. Jest bardzo inteligentny, ambitny, z nauką nie ma problemu żadnego. W takim ataku szału używa brzydkich słów, nie można do niego dotrzeć i w momencie, kiedy już się wydaje, że sprawa jest już załatwiona i powinna przejść w niepamięć, on znowu sobie o niej przypomina i wszystko zaczyna się na nowo. Często narzeka, że nikt go nie lubi, że nie ma kolegów, odnoszę wrażenie, że ma niską samoocenę. W sytuacjach konfliktowych u niego jedyna reakcja to agresja, rzuca przedmiotami, popycha dzieci, wyzywa i bije je. Nie dopuszcza wtedy do siebie nikogo i nie docierają żadne argumenty do niego. Lubi być w centrum uwagi, lubi być najlepszy we wszystkim, źle znosi porażki. Ale jest taki czas, że jest grzeczny, nawet bardzo i taki stan może trwać nawet 2 tygodnie, więc może faktycznie to moja wina i wychowania?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Boję się, że przestanę oddychać - co powoduje moje objawy?

Witam, mam 22lata. Od dwóch lat mam codziennie zawroty głowy, boli mnie w klatce piersiowej po lewej stronie, czuję ucisk i uczucie gorąca - ten ból promieniuje do łopatki. W gardle czuję ucisk, tak jakby coraz bardziej się zaciskało, boję...

Witam, mam 22lata. Od dwóch lat mam codziennie zawroty głowy, boli mnie w klatce piersiowej po lewej stronie, czuję ucisk i uczucie gorąca - ten ból promieniuje do łopatki. W gardle czuję ucisk, tak jakby coraz bardziej się zaciskało, boję się, że przestanę oddychać, mrowieją mi nogi i ręce, czasem przy zawrotach głowy mam nogi jak z waty, jest mi niedobrze i po niczym mi się nie odbija, nic mi się nie chce robić.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego mam natrętne myśli, które przyprawiają mnie o lęk i strach, że ze mną dzieję się coś okropnego?

Chciałabym zapytać Państwa, bo już nie mam siły na to wszystko, nie wiem co się ze mną dzieję. Mam chłopaka od ponad 2 lat, ale coś sobie wmówiłam, że go nie kocham, stawiam go w złym świetle w mojej głowie....

Chciałabym zapytać Państwa, bo już nie mam siły na to wszystko, nie wiem co się ze mną dzieję. Mam chłopaka od ponad 2 lat, ale coś sobie wmówiłam, że go nie kocham, stawiam go w złym świetle w mojej głowie. Przecież ja go bardzo kocham! W takim razie dlaczego coś takiego przychodzi mi do głowy? Następna sprawa jest o wiele gorsza, gdy usłyszę gdzieś kawałek piosenki np. w radiu, to przez cały dzień ona dudni mi w głowie, ciężko się jej pozbyć. Mam natłoki myśli przypominają mi się byle błahostki i siedzą ciągle w głowie, np. jakiej brat dziś muzyki słuchał, co mówili rodzice, jak ze sobą rozmawiali. Jest także tak w danej sytuacji, że np. analizuję ją jak ja bym się zachowała, np. jakbym rozmawiała z kimś na dany temat. Albo, że siedzą mi w głowie pojedyncze, natrętne myśli, np. mycie naczyń, spacer na ulicy i znów dialogi związane z takimi czynnościami, które zupełnie nie powinny mnie obchodzić, czasami nawet dotyczy to obcych ludzi na ulicy - przypomina mi się, że np. jakaś starsza kobieta mówiła coś do swojego męża. Proszę o pomoc. Te myśli przyprawiają mnie o lęk i strach, że ze mną dzieję się coś okropnego.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty